wtorek, 13 października 2015

Rozdział 18

Udało mi się nawet dodać dziś drugi rozdział! Chyba powinnam częściej chorować XD

Mam takie pytanko: moja koleżanka prosiła, bym napisała specjalnie dla niej AoKaga. Wprawdzie dopiero zaczynam, ale jestem pewna, że podzielę to na kilka części. Chcecie przeczytać? Mam też wstawiać tutaj?
 Nie wiem o co chodzi, ale ostatnio mam zamówienia na same yaoi XD :P

 Pozdrowienia od autorki! :D
___________________________________________________________________________________
~Akina~

 Wróciliśmy z basenu i udaliśmy się do swoich pokoi. Po drodze spotkaliśmy jeszcze podopiecznych Aomine, którzy, trzymając go za ręce, odprowadzili go do jego pokoju. Mina tego zarozumialca była bezcenna! Jednak widzę, że polubił te dzieciaki. A chłopcy wręcz go ubóstwiają i przykładają się do treningów całym sercem. Wykonują każde jego polecenie, nad każdym ćwiczeniem bardzo się skupiają. Daiki sam powiedział, że w tym tempie ich talent szybko się rozwinie.

 - Co chcecie na kolację?- spytałam, gdy Aomine w końcu uwolnił się od swoich ,,uczniów”.

 - Coś z mięchem- odpowiedział niebieskowłosy.

 Westchnęłam. Ten to by zżerał mięso w hurtowych ilościach i nie myślałby o niczym innym. A nie, prawdopodobnie pomyślałby o swoich ukochanych pornosach.

 - Gdzie jest Kise?- pytanie Midorimy uświadomiło nam, że nie widzieliśmy modela od przyjścia do domku.

  Poszliśmy do pokoju, który dzielił z Aomine i Kuroko. Nie było go tam. Nie odpowiadał na nasze wołania, nie zostawił nawet żadnej karteczki, że gdzieś idzie.

 - Jest na boisku- powiedział nagle Tetsuya, zjawiając się obok nas.

 - Tetsu, jeśli jeszcze raz…- zaczął gniewnie Aomine, ale mu przerwałam.

 - Skąd wiesz?

 - Widziałem, jak grał z Haizakim.

 - To się źle skończy- mruknął Aomine i skierował się razem z nami na boisko.

 Kise rzeczywiście tam był. Co gorsza siedział na ziemi i trzymał się za brzuch. Z nosa leciała mu krew, a dolna warga była lekko rozcięta. Haizaki stał nad nim i aż kipiał ze złości. Nawet nas nie zauważył. Szykował się do zadania kolejnego ciosu, ale powstrzymała go przed tym ręka Daikiego.

 - Odpuść już- powiedział z niekrytą nienawiścią.- Zachowujesz się jak rozpuszczony dzieciak! O co poszło?

 - Nie twoja sprawa, Daiki!- warknął Shogou i wyrwał ramię z jego uścisku.

 - Owszem, moja!

 Zaczęli na siebie warczeć i już myślałam, że się pogryzą, ale usłyszeliśmy jęk Kise.

 - Aominecchi, nic mi nie jest.

 Daiki spojrzał na niego zdziwiony i aż westchnął z niesmakiem.

 - Przecież cały poobijany jesteś.

 Model spróbował się podnieść, ale nie za bardzo mu wyszło. Podtrzymał się ramienia Aomine i posłał Haizakiemu nienawistne spojrzenie.

 - Shogou, Ryouta- zaczął Akashi.- Kolacja powinna zacząć się dziesięć minut temu. Co was zatrzymało?- wyjął swoje nożyczki i przeciął nimi powietrze.- Przez was harmonogram został opóźniony. Czekam na wyjaśnienia, szczególnie twoje, Shogou. Czemu Ryouta jest poobijany? Dlaczego go uderzyłeś?

 Wydawałoby się, że ton Akashiego jest spokojny. Tak pomyślałby ktoś, kto go nie zna. Prawda była inna. Dużo gorsza. Akashi był wściekły. To cud, że Haizaki jeszcze żyje. Na obozie podpadł Akashiemu już kilka razy, ale nadal chodzi żywy wśród nas. No chyba, że mam zwidy, a on jest duchem.

 - Moja cierpliwość do ciebie jest na wyczerpaniu- wycedził kapitan.

 - Ten piękniś zaczął- naburmuszył się jak małe dziecko i wskazał oskarżycielko Kise.

 - Nieprawda!- krzyknął model, ale zaraz tego pożałował, bo złapał się za brzuch. Mocniej ścisnął ramię Aomine.- Szedłem za wami, aż nagle on się zjawił i zaciągnął mnie tutaj. Żądał gry, to zagrałem. Chyba się wkurzył, bo skopiowałem jego nowy ruch… I najpierw się na mnie wydarł, później uderzył w twarz, a na koniec kopnął w brzuch.

 - Shogou, za mną do pokoju, ale już!- ryknął  Akashi. Nawet ptaki z pobliskich drzew wzbiły się w powietrze i odleciały.- Od dziś zmieniasz swoje lokum. Będę cię miał na oku. Atsushi i Shintarou zostają sami w pokoju, a ty ulokujesz się u mnie na kilka dni.

 Nawet tego chama przeszedł lekki dreszcz. Szybko jednak przyjął bojową postawę i zaklął siarczyście. Poszedł za Akashim, wcześniej pokazując nam dwa środkowe palce.

 - Wyjątkowo go nie znoszę- Midorima poprawił swoje okulary.

 - Ja też nie- poparł go Murasakibara i wepchnął sobie do buzi garść jakiś cukierków. Gdzie on to wszystko mieści?- Aki-chan, kiedy kolacja?

 - Najpierw muszę opatrzyć Kise- odpowiedziałam.

 Aomine zawiesił sobie jego ramię na swoją szyję i podparł go drugą ręką. Kilka minut później siedzieliśmy w ich pokoju. Przyniosłam apteczkę i wyjęłam z niej kilka plastrów, bandaż oraz wodę utlenioną. Kuroko kazałam przynieść lód, a Aomine stał i bacznie mi się przyglądał.

 Ciało Kise było naprawdę obtłuczone. Gdy zdjął koszulkę, zobaczyłam niezłego siniaka, który dopiero powstawał. Będzie mu się trzymał przez co najmniej dwa tygodnie.

Model syknął z bólu, gdy przyłożyłam mu tam lód dostarczony przez Kuroko. Obmyłam jego twarz, a brzuch obwiązałam bandażem.

 - Dziękuję- powiedział i uśmiechnął się lekko, gdy skończyłam swój ,,zabieg”.

 - Nie ma za co- odwzajemniłam uśmiech.- Kolacja!- krzyknęłam nagle i złapałam się za głowę.

 - Weź coś szybko zrób, bo umrę zaraz z głodu- jęknął Aomine i złapał się teatralnie za brzuch.

 Dałam mu sójkę w bok, po czym szybko odskoczyłam przed łaskotkami. Pobiegłam do kuchni zastanawiając się, co powinnam przyrządzić.

 

 ~Aomine~

 Pokój duszy tego zboczonego chama. Albo nie. Niech ma za swoje. Nocowanie z Akashim w jednym pokoju to kara nad karami. Dla niego to będzie istne piekło. Może nawet tego nie przeżyć. Cóż, jakoś nie miałbym ochoty pojawić się na jego pogrzebie. No chyba że nasz psychopatyczny kapitan zagroziłby mi nożyczkami lub utratą pornosów, to wtedy przywlókłbym swoje seksowne cztery litery na grób tego dupka.

 Ciekawe, jak to jest, gdy Akina cię opatruje… To musiało być przyjemne… Przynajmniej tak mi się zdaje, sądząc po jej długich palcach dotykających skóry Kise. Chętnie bym się z nim zamienił, nawet na minutkę.

 Westchnąłem. Aż mnie przeszedł przyjemny dreszcz. Znowu.

 - KOLACJA!- usłyszałem krzyk Akiny.

 Razem z Kise i Kuroko wyszliśmy z pokoju, a do kuchni to już prawie wpadliśmy. W tempie ekspresowym zajęliśmy wolne miejsca, a gdy doszła cała reszta, Hyuga dała każdemu talerz ze spaghetti i klopsikami. Wyglądało smacznie. Pachniało nieziemsko. Smakowało bosko.

 - Wyjdź za mnie!- kolejny widelec klusek znalazł się z mojej buzi.- Wspaniale gotujesz! Żona idealna!

 - Żona to nie tylko jest do gotowania!- podniosła głos i dała mi sójkę w bok.

 - Wiadomo- powiedziałem, jakby to było coś oczywistego.- Musi tez sprzątać, prać, zadowalać męża, na przykład w sypialni, opiekować się dziećmi… Mówiłem o sypialni?

Zaczerwieniła się i zamknęła oczy.

 - Aominecchi…- westchnął Kise.- W kółko tylko o jednym myślisz. Żona jest osobą, która cię kocha, a mąż ma żonie pomagać w codziennych obowiązkach i wspierać ją jak tylko może.

 - A skąd ty znasz takie mądrości ludu?- zdziwiłem się.

 - Tobie tego w domu rodzice nie mówili?- również wyglądał na zdumionego.

 - Coś tam mama kiedyś wspominała.- mruknąłem i włożyłem do ust kolejnego klopsika.

 Akina do końca kolacji się nie odzywała. Nadal była dziwnie czerwona na twarzy, ale nie pytałem, czemu. Czyżby tematy typu sypialnia i seks były dla niej aż tak wstydliwe? Ha! Coś mi się zdaje, że zawstydzanie jej może być bardzo zabawne. Trzeba to tylko odpowiednio rozegrać.

 

                                                                      ***

 - Akina!- krzyknęła rozradowana Sayaka i rzuciła się Hyudze na szyję.- Musisz mi wszystko dokładnie wyjaśnić!

 - Em, Sayakicchi…- zaczął Kise.

 - Kise!- jego też mocno wyściskała. Reszcie powiedziała tylko ,,cześć” i wesoło się uśmiechnęła.- Za tobą też się stęskniłam.

 Zaczęli żywo o czymś rozmawiać, więc Akina odeszła od nich z uśmiechem. Wyjąłem jej bagaż, po czym pożegnaliśmy się ze wszystkimi i poszliśmy w swoją stronę. Jak dobrze, że obóz się już skończył! Całą drogę powrotną przespałem, opierając się albo o ramię Akiny, albo o plecy Kise. Najważniejsze jest to, że wróciłem w jednym kawałku. Przetrwałem nawet tortury w postaci ćwiczeń zadawanych przez Akashiego, szczególnie w upał. Nad naszym wyjazdem najbardziej rozpaczali Isao i Mito. Obiecali, że będą sumiennie ćwiczyć, a gdy spotkamy się następnym razem, to będę dumny z ich postępów. Całkiem fajne dzieciaki, ale wątpię, byśmy się jeszcze kiedyś spotkali. Oczywiście dałem im swój autograf oraz jakieś zdjęcie naszej drużyny, czym byli bardzo podnieceni i nie mogli odkleić się od moich nóg. W ogóle nie chcieli mnie puścić. Jak nie trzymali mojej łydki, to wieszali mi się na szyi lub ciągnęli mnie za ręce. Później tylko się śmiali i machali nam radośnie na pożegnania, obiecując, że będą mi kibicować w każdym meczu.

 Ten cały Taiga dzwonił do Akiny jeszcze kilka razy, a ta za każdym razem, gdy widziała jego nazwisko na wyświetlaczu, uśmiechała się jak głupia do telefonu. Wprawdzie nie znam tego kolesia, ale z tego co zapamiętałem z jej opowieści wynika, że jest sympatyczny, czasem ostry, pewny siebie, pracowity, wysportowany, wysoki, ma ciemno czerwone włosy i oczy, rozdwojone brwi (prawie udusiłem się ze śmiechu, gdy pokazała nam ich wspólne zdjęcie, ale zaraz potem dotarło do mnie, że mają wspólne zdjęcia, na których zawsze się do siebie uśmiechają, a on ją często obejmował na nich ramieniem. NIEDOPUSZCZALNE) oraz umięśnione ciało. Oprócz tego jest świetnym kucharzem i całkiem nieźle gra w kosza. Podobno ma kiedyś przyjechać do Japonii, by się tu uczyć. Wtedy się z nim zmierzę i na pewno wygram.

 - Dzięki za przytarganie bagaży- powiedziała i wzięła z mojej ręki swoją walizkę.- Do jutra! Tylko nie spóźnij się na poranny trening!

 Weszła do swojego mieszkania, a ja skierowałem się w stronę swojego domu. Cały Akashi. Ledwo zdążyliśmy wrócić z obozu męki, a ten już nam daje poranne treningi. Diabeł wcielony! Jak można tak traktować ludzi, którzy wykończyli się na kilkudniowym obozie?! Ech, chyba się jednak zjawię na tym treningu, bo ostatnio mu troszkę podpadłem. Nie żebym żałował oblania go herbatą (oczywiście to był wypadek, ale musiałem po tym szorować podłogę w kuchni), bo wyglądał wtedy przekomicznie, tylko wolałbym następnym razem nie służyć za szczotkę.

 Kiedy wróciłem do domu, mama od razu zasypała mnie milionem pytań. Zebrałem w sobie wszystkie siły i o wszystkim jej w skrócie opowiedziałem. No, pominąłem pewne szczegóły, o których nie musiała wiedzieć. Najbardziej podobał jej się kawałem o tym, że zostałem nauczycielem. Jak opisywałem jej Isao i Mito, była wniebowzięta i wypytywała o ich wygląd, oczy, zachowania, nawet o ulubione potrawy. Skąd miałem to niby wiedzieć?!

 Gdy już się od niej uwolniłem, padłem na łóżko jak długi i od razu sięgnąłem po ,,Horikitę Mai”. Dopiero wtedy uświadomiłem sobie, jak długo nie miałem jej w rękach. Jednak zauważyłem też coś równie niepokojącego. Nie kręciła mnie tak, jak kiedyś. Owszem, nadal dostawałem ślinotoku na widok tych dużych cycków, ale to już nie było to samo. Przed oczami miałem obraz uśmiechniętej Akiny oraz dnia, kiedy byliśmy na basenie, a ona była w kostiumie kąpielowym. Nie mogłem wyrzucić jej ze swojej głowy. Jak tylko skupiałem się modelkach hojnie obdarzonych przez naturę, to od razu Akina zajmowała ich miejsce. Zabijcie mnie. Chyba jestem na coś poważnie chory.
___________________________________________________________________________________




 

 

Rozdział 17

Chora jestem, to skorzystałam z okazji, żee zostaję w domu i napisałam ten rozdział ^^ Przezwyciężyłam ból głowy i dałam radę! Zajebista ja (czyżby wyszło na jaw moje uzależnienie od Aomine? XD)
 Z góry przepraszam za błędy, ale nie mam już siły tego sprawdzić...
__________________________________________________________________________________
 ~Kise~

 Aż miło było popatrzeć na dzieci, które przytulają się do Aominecchiego i proszą go o lekcje koszykówki! To był taki słodki widok! Udało mi się zrobić dyskretne zdjęcie, więc mam udokumentowane, że to wydarzyło się naprawdę. Oczywiście nie pokażę tego Aominecchiemu, bo prawdopodobnie by mnie zabił. Jestem bardzo ciekawy, jak sobie z tym poradzi… chłopcy wyglądali na podnieconych i szczęśliwych.

 - Myślicie, że Aomine naprawdę się zakochał?- ciszę przerwał Midorimacchi.

 - Aomine-kun musi mieć czas, by to wszystko przemyśleć- odpowiedział po chwili Kurokocchi.- Pewne jest to, że ją lubi. Myślę, że to coś więcej, ale po prostu nie umie sobie tego uświadomić.

 - Ale to przecież nie jest takie trudne- mruknąłem.

 - On jest inny niż ty, Kise-kun.

 - A gdyby im tak trochę pomóc?- nagle się ożywiłem.

 - Co ty kombinujesz?- Midorimacchi posłał mi karcące spojrzenie.

 - Moglibyśmy ich do siebie zbliżyć.

 - To powinno się dziać naturalnie. A jeśli to jednak nie jest miłość?

 - Jest! Ja to widzę!

 I nagle wpadłem na genialny plan. Powiedziałem go reszcie i udało mi się ich przekonać do zrealizowania go. Trzeba tylko wtajemniczyć Sayakę i poczekać do powrotu do Tokio. Mam nadzieję, że się uda. Przecież widać, że oboje się lubią i coś ich do siebie ciągnie. Trzeba im tylko troszkę pomóc, lekko ich do siebie popchnąć, a reszta załatwi się sama. Już sobie wyobrażam, jak idą ulicą trzymając się za ręce! Jakie to romantyczne! Pasują do siebie i chyba tylko oni tego nie widzą. A może boją się zobaczyć?

 

 ~Aomine~

 Tym skurczybykom całkiem nieźle szło, jak na ich wiek oczywiście. Wprawdzie ja w ich wieku byłem od nich tysiąc razy lepszy, to i tak przerośli moje oczekiwania. Mito robił całkiem niezłe zmyłki, a Isao rzucał celne trójki. Widać było, że się na boisku dobrze dogadują i umieją ze sobą współpracować.

 - Aomine, a ty od jak dawna trenujesz?- zapytał nagle czerwonowłosy.

 - Od dziecka- odpowiedziałem.- Zaczynałem w wieku sześciu lat, potem dołączyłem do klubu koszykarskiego w podstawówce i wszyscy mi mówili, że mam ogromny talent.

 - Chciałbym być taki jak ty.

 - To ćwicz.

 - Myślisz, że mi się uda?

Kucnąłem przed nim tak, by moja twarz była na wysokości jego oczu.

 - A chcesz tego?- zapytałem. Kiwnął potwierdzająco głową.- W takim razie uwierz w swoje możliwości, nie poddawaj się i trenuj. Kochasz koszykówkę?- znów potwierdził.- Do sukcesu musisz ją kochać, inaczej nie dasz rady. Jeśli coś kochasz, możesz zrobić dla tego wszystko. Rozumiesz?- kiwnął na ,,tak”.- W takim razie rzucaj dalej.

 Uśmiechnął się szeroko i ponownie wziął piłkę do ręki. Wymieniał się podaniami z Mito, aż w końcu rzucił kolejną celną trójkę. Wprawdzie są one dalekie tym Midorimy, ale początek mają całkiem niezły.

 - Aomine, co jest w koszykówce najważniejsze?- spytał nagle Mito.- Zmyłki? Obrona? Wsady?

 - Dla każdego co innego- odparłem po chwili.- Ale ważne jest to, by kochać koszykówkę. Wtedy nieważne jest to, w czym jesteś dobry.

 - A ty w czym jesteś najlepszy?

Zamyśliłem się. W sumie to jestem królem boiska. Ale która pozycja jest dla mnie najlepsza? Co mi najlepiej wychodzi?

 - Atak- odpowiedziałem po chwili zastanowienia.

 Kilka minut później zacząłem rzucać z nimi. Oczywiście dawałem im fory i pozwoliłem się mijać, patrząc, jak sobie radzą z rzutami pod presją. Gdy się spieszyli, częściej pudłowali.

 Zarządziłem przerwę. Nie są przyzwyczajeni do długich treningów, więc nie chciałem, by padli z wycieńczenia. Usiedliśmy na ławce koło Akiny i dziewczynek. Isao wdrapał mi się na kolana, a Mito usiadł tak blisko mnie, że stykaliśmy się biodrami. Ech, oni mnie naprawdę lubią.

 - Akina, zazdroszczę ci takiego chłopaka- powiedziała nagle mała z warkoczykami, która chyba miała na imię Kiyo.

 Hyuga wytrzeszczyła na nią oczy, a na jej policzkach pojawił się lekki rumieniec.

 - On nie jest moim chłopakiem.- powiedziała w końcu.

 - To czemu ciągle gdzieś ze sobą chodzicie?- dopytywała dziewczynka.

 - Bo się lubimy, a czasem Akashi wysyła nas po coś, na przykład do sklepu.

  - Czyli on jest wolny?

 - Tak.

 - Aomine, zostaniesz kiedyś moim mężem?- spojrzała na mnie poważnie i z uwielbieniem w oczach. Czy właśnie oświadczyła mi się mała dziewczynka?! Ludzie, co jest ze mną nie tak? Dziecko pyta mnie, czy się z nią ożenię?! Ja nawet dziewczyny nie mam, a interesują się mną młodsze kobietki! Przecież takiego brzdąca nie zabiorę nawet na basen, a o sypialni to już nie wspomnę!

 - Eeee…- zacząłem.- Wiesz, to niewykonalne.

 - Czemu?

 - Bo jestem dużo starszy i w ogóle... No wiesz.

 - Kiyo, nie męcz go!- skarciła ją Hanae.

Odetchnąłem z ulgą. Przynajmniej jedna z nich jest rozsądna.

 - Aomine, zawsze będziesz wygrywał?- zapytał Mito.

 - Zawsze- odparłem z pewnym siebie uśmiechem.

 Kilkanaście minut później przyszła po nich ich matka. Była to szczupła blondynka o dużych oczach i zmęczeniu na twarzy. Podziękowała nam za opiekę i powiedziała, że się cieszy, iż jej dzieci nas spotkały. W sumie to one nie są złe. Tylko czasem wścibskie i ciekawskie. I irytujące. Zupełnie jak Akina…

 Wróciliśmy do pokoju i natychmiast zostaliśmy zasypani milionem pytań, z czego większość należała do Kise.

 - Serio o to spytała?!- model wybuchł niepohamowanym śmiechem, gdy Hyuga opowiedziała o ,,oświadczynach”.

 - Mine-chin, pewnie na grze straciłeś masę kalorii- zaczął Murasakibara i nawet się podniósł! Wziął do ręki batonika i rozpakował go.- Musisz je uzupełnić- wepchnął mi słodycz do ust, a ja się prawie udławiłem. Udało mi się go przełknąć, po czym popiłem to sporą ilością wody.

 Jak dobrze wiedzieć, że ten tytan się troszczy o moją dawkę kalorii. Ta wiadomość zmieniła moje życie. Była mi tak niezbędna, jak przeterminowane mleko.

 

 - Jeżeli zobaczę, że któryś się będzie obijał, skończy jak zadźgana świnia- Akashi przeciął nożyczkami powietrze i w taki oto sposób ,,zachęcił” nas do ćwiczeń.

 Usłyszeliśmy dziewczęce śmiechy, a gdy spojrzeliśmy na wejście, zobaczyliśmy Momoi i Akinę w strojach kąpielowych. Normalnie wmurowało mnie w posadzkę. Akina tak seksownie w tym wyglądała, że miałem ochotę rzucić się na nią i jej w ogóle nie puszczać. Błękitny kostium podkreślał jej piękne krągłości i idealnie się do niej dopasował. Wprawdzie Satsuki miała trochę większe cycki, ją znam od dzieciństwa i wiele razy widziałem ją w stroju kąpielowym. Co do Akiny… To prawie to samo, jakbym ją widział w bieliźnie. Bez koszulki jej piersi wyglądały jeszcze ładniej i aż chciałoby się je pomacać.

  Obie miały związane włosy, a w ręku trzymały ręczniki. Uśmiechały się miło, a ten wdzięk przy każdym ich ruchu… Akina była jednak trochę lepiej zbudowana. Widać, że kiedyś ćwiczyła. Miała bardziej umięśnione nogi i brzuch. Kochać się z nią. Teraz. Zaraz.

 Pokręciłem głową. Nie chcę jej skrzywdzić. Powstrzymam się. Aż takim zboczeńcem i chamem nie jestem. Nawet ja mam granice, których nie chcę przekraczać, szczególnie wobec niej.

 - Gotowi?- zapytała Momoi.- To do wody!

Weszliśmy do basenu. Cały czas obserwowałem Akinę, a gdy mnie zobaczyła, odwróciła głowę i się zarumieniła. Akashi rozmawiał jeszcze chwilę z Satsuki, a Hyuga w tym czasie chodziła po brzegu basenu i uważnie nas obserwowała. Ciężko było mi się skupić na pływaniu, gdy mogłem podziwiać taki piękny widok.

 - Aominecchi, wygrywam!- dopiero krzyk Kise wyrwał mnie ze świata fantazji.

 - Nie mów hop, póki nie przeskoczysz!- i już wyprzedziłem go o kilka metrów.

 Założyliśmy się o to, kto szybciej wykona serie ćwiczeń. Pokonałem go, a gdy wszyscy skończyli, mieliśmy czas wolny. Momoi weszła do wody, namawiając Akinę.

 - Zaraz wejdę- powiedziała Hyuga i chciała zrobić koka z włosów, ale jej nie pozwoliłem.

 Złapałem ją w pasie, a po chwili wrzuciłem do wody, do której wpadła z głośnym pluskiem.

 - Nie musisz się trudzić, wyręczyłem cię- uśmiechnąłem się chytrze i wszedłem do basenu.

 - Daiki- syknęła. Oho, będzie gorąco.- Ty draniu… Jak mogłeś?!

Zaczęła chlapać we mnie wodą, drąc się przy tym, że jestem nienormalny. Chwilę później przestała.

 - Już ci lepiej?- zapytałem, a ta przytaknęła. Ma momenty, w których po prostu musi się pozbyć niepotrzebnej energii.

 Zanurkowałem, by przepłynąć między jej nogami i wziąć ją na barana. Pisnęła cicho, gdy siedziała na moich barkach i kurczowo trzymała się moich włosów. Niech mnie puści, bo przedwcześnie osiwieję!

 - Nabierz powietrza na trzy!- ostrzegłem ją.- Trzy!

 Ponownie zanurkowałem. W wodzie praktycznie nie czułem jej ciężaru. Przepłynąłem prawie całą długość basenu, gdy poczułem, jak mocniej ściska moje włosy. Zrozumiałem. Natychmiast się wynurzyłem. Nabrała powietrza, a po chwili szeroko się uśmiechnęła.

 - Jeszcze raz!- krzyknęła radośnie.

 Odwzajemniłem gest i wziąłem powietrze do płuc. Lubię pływać. Poczułem jak ze mnie schodzi. Puściła mnie, a ja się odwróciłem. Widziałem w jej oczach, że się śmiała. Zaczęła płynąć w przeciwną stronę, machając mi ręką. Podpłynąłem do niej, a ona jeszcze bardziej przyspieszyła. Tak chce pogrywać? Proszę bardzo, mi pasuje. Z łatwością ją dogoniłem i oplotłem jej talię swoimi ramionami. Uniosłem ją wysoko do góry, a gdy już się wynurzyliśmy, zakręciłem nią. Usłyszałem jej szczery śmiech i mimowolnie się uśmiechnąłem. Wspominałem już, że lubię ją wkurzać? Jednak sprawianie, że się śmieje, sprawia mi jeszcze większą przyjemność.

 Wszyscy się na nas gapili, jakby nie wiem, co zobaczyli. Szczególnie Kise. Jego spojrzenie było tak intensywne, że myślałem, że go zabiję na miejscu. Powstrzymałem się od tego, bo Akashi zarządził koniec i poszliśmy do szatni. Ciekawe, jak wygląda Akina bez kostiumu… Bo w stroju kąpielowym jest jej mega seksownie.

 Po raz kolejny się do siebie nie uśmiechnąłem, co nie umknęło uwadze Kise. Oczywiście musiał mi to wypomnieć i oczywiście go za to trzepnąłem, zaprzeczając. Problem polegał na tym, że wszyscy (tak, ten psychol również) zgodzili się z tym pięknisiem. No i jak ja mam z nimi wytrzymać, ja się pytam?!
__________________________________________________________________________________
 








 

 

 

niedziela, 11 października 2015

Rozdział 16

Witam, witam, już do was w podskokach fikam XD Tak nagle przyszedł mi ten pomysł do głowy, więc musiałam to napisać XD Mam nadzieję, że się wam spodoba :D
___________________________________________________________________________________
~Aomine~

 - Umieram!- jęknąłem, przekręcając się z prawego boku na plecy. Upał był nie do zniesienia. Czterdzieści stopni na zewnątrz, a ponad dwadzieścia w domku.

 - Umieraj ciszej- powiedziała Akina, która leżała obok mnie na łóżku i ciągle się wachlowała.

 Leżeliśmy w pokoju dziewczyn i próbowaliśmy walczyć z gorącem na wszelkie możliwe sposoby. Na dodatek Akina miała na sobie luźną podkoszulkę, która odsłaniała jej trochę biust, oraz krótkie spodenki, więc miałem ładne widoki. Przez to bardziej się pociłem i byłem jeszcze bardziej napalony. Jednak i tak nie miałem na nic siły, więc nawet nie chciałoby mi się jej rozbierać. Po co się męczyć? Poczekam ileś tam miesięcy (oby nie lat), będzie chłodniejszy dzień, zaproszę ją do siebie i gotowe.

 Nie, teraz nawet myślenie powoduje, że gorzej się czuję. A gdy przypomni mi się, że dziś czeka nas jeszcze trening, to mam ochotę zdechnąć na tym mięciusim łóżeczku. Przynajmniej Akashi darował nam dziś bieg po górach, odwołał zajęcia poranne, a w zamian za to, mamy iść po południu na basen. Tam pewnie da nam niezły wycisk, ale lepsze to, niż wyparowanie na jakimś górskim szczycie.

 - Goooorącoooo- jęk Kise przerwał kilkuminutową ciszę.- Niech ktoś pójdzie po looodyyy!

 Nikt nawet palcem nie ruszył. Owszem, lody byłyby całkiem dobrym ochłodzeniem, ale najlepiej by było, gdyby same pojawiły się w tym pokoju. Nie trzeba by wtedy po nie łazić do sklepu.

 W pokoju mieliśmy kilkunastolitrowy zapas wody, robiliśmy sobie zimne okłady, lecz to i tak niewiele pomagało. Czułem, że się mogę w każdej chwili rozpuścić. Skończę jak bałwan, który topi się, gdy nadchodzi wiosna. Nie, ja jestem zbyt zajebisty, by tak po prostu opuścić ten świat. Poza tym dziś idziemy na basen, a to oznacza, że będziemy w strojach kąpielowych. Wszyscy. Akina też. Coś mi się zdaje, że czeka mnie ładny i seksowny widok.

 - Co ty się tak szczerzysz jak głupi?- pytanie Akiny wyrwało mnie z moich przyjemnych rozmyślań. Ta to nie ma wyczucia! Akurat wyobrażałem ją sobie w skąpym bikini!

 - Mam ochotę na lody waniliowe- odpowiedziałem, co po części było prawdą.

 - To idź i kup, sama też bym chętnie zjadła.

 - Sama se idź. Ja nie mam siły.

 - A myślisz, że ja mam?

 Westchnąłem. Życie jest takie trudne. Masz na coś ochotę, a nie chce ci się po to iść. Powinienem mieć jakiegoś służącego, który spełniałby mi każdą moją zachciankę. Dzięki temu oszczędzałbym siły i nie musiałbym się nigdzie ruszać. Ach, marzenia.

 - Daiki, rusz się i pójdź po lody- rozkazał mi Akashi.

 - Czemu ja?!- zebrałem w sobie nieco sił na krzyk.

 - A czemu nie? Padło na ciebie. Idź, bo stracę cierpliwość!

 - Nie idę sam. To niesprawiedliwe.

 - Akina pójdzie z tobą.

 - Muszę?- jęknęła dziewczyna.

 - Tak. Chciałbym, byś miała na niego oko, bo jeszcze zrobi jakieś głupstwo albo nie wybierze właściwych lodów. Ktoś odpowiedzialny musi go przypilnować.

 Mruknęła cos niewyraźnie, ale wstała i skierowała się w stronę wyjścia. Założyła japonki, wzięła portfel i posłała mi wymowne spojrzenie. Zrezygnowany założyłem buty i wyszedłem za nią.

 - Ja nie rozumiem, ten sadysta ostatnio się na mnie uwziął- zacząłem marudzić.- Co ja mu zrobiłem?

 - Jesteś sobą, to wszystko- odpowiedziała.

 - Co masz na myśli?

 - Jesteś wkurzający, irytujący, ciągle doprowadzasz kogoś na skraj wytrzymałości, Akashi traci przez ciebie cierpliwość, a ostatnio wyszedłeś wściekły z pokoju i mimo że nie wiem, co tam się stało, to musiało być coś ostrego. Do tego jesteś zboczeńcem, głupkiem, myślisz tylko o jednym, masz głupie i bezsensowne odzywki… Mam kontynuować?

 - Daruj sobie. A może ja mam coś o tobie powiedzieć?- już otwierała usta, by coś powiedzieć, ale kontynuowałem.- Też jesteś wkurzająca, ciągle mi działasz na nerwy, potrafisz mnie wkurzyć w ekspresowym tempie, ciągle się ze mną drażnisz, bywa, że jesteś zarozumiała, ale pomijając te wszystkie twoje wady, jesteś całkiem znośna i nawet cię lubię.

 - Mam się czuć zaszczycona?

 - Powinnaś.

Prychnęła i odwróciła głowę. Pociągnąłem ją lekko za włosy, w wyniku czego posłała mi wściekłe spojrzenie. Mówiłem już, że uwielbiam ją wkurzać?

 Nagle poczułem, jak coś dotknęło mojej nogi. Spojrzałem w dół i zobaczyłem piłkę do kosza. Wziąłem ją do ręki i rozejrzałem się. Kilka metrów dalej zobaczyłem czwórkę dzieci- dwóch chłopców i dwie dziewczynki.

 - Oddasz nam piłkę?- zapytał najwyższy z nich wszystkich, który miał czerwone włosy.

 Rzuciłem mu ją, a on ją natychmiastowo złapał. Zamiast sobie pójść, jedna dziewczynka z jasnymi warkoczykami zapytała:

 - Mieszkacie tymczasowo w domku wypoczynkowym dziadka?

 Dlaczego nie mogą sobie po prostu pójść?

 - Tak, a wy?- odezwała się Akina i miło się uśmiechnęła.

 - Przyjechaliśmy tu z mamą na kilka dni. Mam na imię Kiyo, to jest Hanae, a to nasi starsi bracia- Isao i Mito.

 - Ja jestem Akina Hyuga, a ten tutaj- wskazała mnie- to Aomine Daiki.

 - Ten sławny koszykarz z Teiko?- zdziwił się czerwonowłosy chłopiec, który, jak zdążyłem się zorientować, miał na imię Isao. No, ma się tę reputację, nie?

 - Tak- potwierdziłem, a oczy chłopców zabłysły szczerym szczęściem. Coś czuję, że się w coś zaraz wpakuję…

 - Poducz nas trochę!- krzyknęli jednocześnie i przykleili się do moich nóg.

 Teraz mam robić za niańkę?! Do czego to doszło? Ja, najlepszy z najlepszy, który wręcz ocieka zajebistością, mam uczyć młodziaków? Cóż, dobrze wiedzieć, że widzą we mnie autorytet (w końcu jestem zajebisty i nikt mnie nie pokona), ale żeby od razu ich szkolić?

 - Sam nie wiem…- podrapałem się nerwowo w tył głowy i spojrzałem na Akinę, licząc, że mi pomoże. Jakże się pomyliłem! Stała z boku, trzymając dziewczynki za rączki i głupio się do mnie uśmiechając.- Ostatnio nie mam za bardzo czasu… Musiałbym się zastanowić.

 - To nam później powiedz! Musimy iść na obiad, więc do zobaczenia!

 Pomachali nam radośnie na pożegnanie, po czym pobiegli do środka.

 - No, mistrzu, i co zrobisz?- Akina szturchnęła mnie w ramię i lekko się zaśmiała.- Weź ich trochę poducz, będzie fajnie!

 - Dla kogo niby? Niańczenie dzieci nie jest dla mnie.

 - Przecież sam będziesz miał kiedyś dzieci.

 - Ale to za kilka lat, poza tym teraz jesteśmy na obozie.

 Westchnęła i skierowaliśmy się w stronę sklepu.

Pół godziny później weszliśmy do pokoju i rozdaliśmy każdemu po jednym opakowaniu ich ulubionego smaku. Usiedliśmy na łóżku i oparliśmy się o ścianę.

 - Coś się wam długo zeszło- Akashi zerknął na nas podejrzliwie.

 - A bo…- zaczęła Akina, ale zatkałem jej usta swoją dłonią.

 - Kolejka w sklepie- wymyśliłem szybko jakieś kłamstwo.

 Usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Spojrzeliśmy na siebie zdziwieni, ale po chwili Akina krzyknęła ,,Proszę!”, a do środka weszła czwórka dzieci, których spotkaliśmy wcześniej. Teraz będą mnie nękać aż do śmierci?!

 - Dzień dobry…- zaczął Mito.- Przyszliśmy zapytać, czy Aomine podjął decyzję.

Wszyscy utkwili we mnie swój ciekawski wzrok. Hyuga pospieszyła z wyjaśnieniami, wcześniej zapraszając dzieci do środka. Usiadły oczywiście na tym samym łóżku co ja, nie mogło być inaczej.

 - Aomine, prosimy!- chłopcy znów zaczęli się do mnie kleić.- Chociaż przez kilka dni!

 - Aominecchi, zgódź się!- Kise stanął po ich stronie.- Uszczęśliwisz ich, na pewno się dogadacie!

 Z jednej strony piski dzieciaków, z drugiej Kise, nawet Akina się dołączyła. Za co? Za jakie grzechy?

 - Myślę, że to bardzo dobry pomysł, Daiki- wtrącił się Akashi, a wszyscy natychmiast zamilkli.- Od dzisiejszego popołudnia do końca naszego pobytu tutaj, będziesz spędzał z tymi dziećmi półtorej godziny. Akina ci pomoże, bo jeszcze stała by się im przez ciebie krzywda.- już otwierałem buzię, by coś powiedzieć, ale kapitan uniósł rękę, w której pojawiły się nożyczki.- Chcesz coś dodać?

 - Nie- odpowiedziałem.- Podszkolę ich.

 Chłopcy natychmiast się ożywili i uwiesili mi się na szyi, prawie mnie dusząc. Dziewczynki złapały Akinę za ręce, a ta miło się do nich uśmiechnęła. Nie miałem innego wyboru.

 Isao wgramolił mi się na plecy, przez co musiałem go nieść całą drogę na boisko, a Mito szedł tuż obok mnie, trzymając w ręku piłkę. Przed wyjściem z pokoju usłyszałem komentarz Kise, że do twarzy mi z dziećmi. Coś czuję, że ten model dziś wieczorem zginie. Zgadnijcie z czyjej ręki?

 Stanąłem z chłopcami na boisku, a Akina usiadła z dziewczynkami na ławce, słuchając ich historii o psie, który zdechł dwa miesiące temu.

 - Dobra, gracie od jak dawna?- zapytałem, patrząc na chłopców z góry.

 - Od roku- odpowiedział Mito.- Zobaczyliśmy w telewizji mecz waszej drużyny i postanowiliśmy, że też spróbujemy. Bo widzisz… My was od dawna podziwiamy. Szczególnie ciebie. Jesteś najlepszy!

 Uśmiechnąłem się. Może jednak te dzieciaki nie są takie złe… Czuję się normalnie jak jakiś król! Wreszcie doceniony i zauważony!

 Chłopcy zaczęli grać, a ja ich uważnie obserwowałem. Przy okazji dowiedziałem się, że mają po osiem lat, a ich siostry po siedem. W ich wieku ogrywałem dziesięcio i jedenastolatków, czasem nawet jeszcze starszych. Zawsze lubiłem patrzeć na ich rozdziawione gęby, gdy docierało do nich, że ograł ich ośmiolatek. Zajebiste uczucie.

 Zacząłem im tłumaczyć właściwe ułożenie ciała i pokazałem im kilka swoich rzutów, przez co byli wniebowzięci i każdego mojego słowa słuchali z uwagą. W sumie szkolenie takich dzieciaków nie jest takie złe, jak mi się na początku wydawało…

 _________________________________________________________________________________
 





piątek, 9 października 2015

Rozdział 15

Hm, hm , hm... Witam, witam, serdecznie! :D Chciałam napisać coś po polskiemu na wstępie, ale nie mam pomysłu XD Ostatnio szkoła zajęła mi sporo czasu, więc miałam mniej czasu na pisanie, niestety :( Ale dziś wasza ,,wspaniała i uwielbiana" (XD za dużo Aomine :P) blogerka dodaje ten oto rozdział i zaprasza do czytania! :D
____________________________________________________________________________________
~Akina~

 - Co on taki wściekły wyszedł?- spytałam, gdy weszłam do pokoju chłopaków.

 - Bo on jest zak…- zaczął Kise, ale został uciszony przez Akashiego.

 - Jest zakłopotany i wkurzony, bo dostał dodatkową karę- powiedział pospiesznie Midorima.

 On miałby być tym zakłopotany? Rozumiem, że się wściekł, ale żeby się zakłopotał?

 - Jaką karę?- zapytałam zdziwiona.

 - Eee… Zmywa dziś naczynia po obiedzie.

 Nareszcie mnie ktoś wyręczy! Umowa była taka, że ja i Momoi na zmianę zmywamy, ale dzisiaj będę mogła odpocząć.

 Ale jedno mi nie pasowało. Przecież to nie jest ciężka praca, więc dlaczego aż tak się wkurzył? Postanowiłam to przemilczeć. I tak się tego dowiem.

 Pół godziny później kończyłam robić curry. Wypadło na to, że gotuję do końca obozu. Wcale mi to nie przeszkadza. Taiga podał mi masę przepisów, więc mam sporo potraw w zanadrzu. Kiedy wszyscy zajęli swoje miejsca, do stołówki wszedł spóźniony Aomine. Wyglądał na jakiegoś… naburmuszonego. Miał też taki wyraz twarzy, jakby się nad czymś mocno zastanawiał. Położyłam przed nim talerz z jedzeniem, więc przerwał swoje rozmyślania i wziął pałeczki do ręki. Zajęłam wolne miejsce obok niego i zabrałam się za jedzenie.

 - Smacznego- powiedzieliśmy jednocześnie.

 Kiedy kończyłam posiłek, zadzwonił mój telefon. Pojrzałam na wyświetlacz i szeroko się uśmiechnęłam, co nie umknęło uwadze reszty. Przeprosiłam ich i odebrałam.

 - Hi, Taiga! I am glad that I hear you!- powiedziałam radośnie.- How are you? …… Yes, Japan is beautiful. When will you come? ........... Why so late? ....... I miss you too. ……….. Wait….- zakryłam głośnik telefonu ręką, po czym wydarłam się na Aomine, że podsłuchuje.

 Wyszłam z pomieszczenia i poszłam do swojego pokoju.

 

 ~Aomine~

  Taiga? Że niby tej jej Taiga z Ameryki? Ten przyjaciel, co był jej wsparciem po śmierci mamy? Ten, który jest dla niej jak brat? Zaraz, zaraz… Braci się kocha, nie? Znaczy, że… ona go kocha?! Nie mam rodzeństwa, więc nie wiem, jakie to uczucie, ale… Ale… ona nie może go darzyć miłością! Nie i koniec kropka. A ten uśmiech na jej twarzy, gdy zaczęła z nim rozmawiać! Angielski kompletnie mi nie idzie, więc zrozumiałem tylko początek ich rozmowy i jakieś pojedyncze słówka. Ciekawe, o czym teraz mu papla.

Już chciałem się podnieść, ale Akashi uniemożliwił mi to jednym, prostym ,,Siadaj”.

 - Daj im w spokoju porozmawiać- odezwał się nasz kapitan po chwili ciszy.- Przecież on jest dla niej jak brat, więc to logiczne, że chce z nim przeprowadzić długą konwersację.- Nie może mówić po japońsku? Kto by teraz używał takiego słowa jak ,,konwersacja”?- Logiczne jest też to, że jesteś o nią zazdrosny.

 - ZAZDROSNY?!- podniosłem głos.- Ja o nikogo nie jestem zazdrosny! Po prostu... Ja tylko…

 - Czekam na jakieś logiczne wyjaśnienie- powiedział Akashi i najzwyczajniej w świecie upił łyk herbaty.

 - Aominecchi, czemu nie chcesz się przed sobą przyznać, że ją kochasz?- zdziwił się Kise.- Gdy to sobie uświadomisz, będzie znacznie łatwiej.

 - Ja jej nie kocham! Po prostu… Ma ładne cycki i już.

 - Jak możesz ciągle zwracać uwagę na piersi dziewczyn?- westchnął zrezygnowany model.- Przecież to nie jest najważniejsze.

 - Ale ważne jest.

 Jakoś nie chciałbym, by moja dziewczyna miała być płaską deską z miseczką B lub co gorsza A. Takiej to bym nawet do sypialni nie wpuścił.

 - Daiki, to nie jest wyjaśnienie- usłyszałem lekko zirytowany głos Akashiego.- Wiem, że jest inaczej, ale sam musisz znaleźć odpowiedź i odnaleźć się w całej tej sytuacji. A, jeszcze jedno. Zmywasz dziś naczynia.

 - CO?! Czemu ja?

 - Bo ja tak postanowiłem.

 Wyszli ze stołówki, zostawiając mnie ze stosem talerzy i zlewem. Westchnąłem. Jeśli nie wykonam polecenia, marny mój los. A tyle jeszcze przede mną! Muszę się dowiedzieć, co ona czuje do tego chłopaka. Jestem gotowy poświęcić na to miesięczny zapas pornosów. No może trochę przesadziłem. Dwutygodniowy. Nie, bez przesady… Tygodniowy to i tak będzie męczarnia.

 Gdy w końcu udało mi się rozróżnić płyn do mycia naczyń od środka do czyszczenia zlewu, zabrałem się za zmywanie. To takie nudne zajęcie! Nic się nie dzieje, w kółko tylko leci woda, pod którą trzeba wkładać brudne talerze. Jeden to mi wypadł z ręki, ale mój zajebisty refleks nie pozwolił mu spaść na podłogę. Wspaniały ja, władca naczyń!

 Skierowałem się do swojego pokoju, ale nagle zobaczyłem Akinę siedzącą na ławce przy boisku od kosza. Po chwili wahania podszedłem do niej.

 - O czym rozmawiałaś z Kagamim?- spytałem, siląc się na obojętny głos. Od środka zżerała mnie ciekawość.

 - A coś ty taki ciekawski?- spytała i spojrzała na mnie podejrzliwie.- Zazdrosny?

 - O ciebie?- prychnąłem.- W życiu.

 - Nie twoja sprawa- pokazała mi język i schowała telefon do kieszeni spodenek. Usiadłem obok niej i zastanawiałem się, jak ją najlepiej zapytać o jej uczucia do Taigi.

 - Kochasz go?- wypaliłem prosto z mostu.- Kagamiego?

 Patrzyła na mnie chwilę, po czym uśmiechnęła się i powiedziała:

 - Tak, kocham go.

 A jednak. Niech no tylko ten kretyn się tu pojawi, to go do niej nie dopuszczę! Zresztą jak ona śmie nie być zainteresowana moją zajebistą osobą?! Jak, ja się pytam?! Poczułem dziwny ból w okolicy klatki piersiowej. To jest ten…. Zawód miłosny? Złamane serce? Nieodwzajemniona miłość? E, pewnie tylko nagły ścisk… czegoś tam. Mięśni sercowych, o! I mam wytłumaczenie. Nie muszę się tym przejmować.

 - Ale jak brata- dodała po chwili.

 Poczułem dziwną ulgę i… nadzieję? Ludzie, co jest ze mną nie tak? Może powinienem zgłosić się do jakiegoś psychologa? A jeśli jestem chory?! Nie, nie mogę umrzeć. To by była tragedia narodowa! Kraj nosiłby żałobę po mnie przez co najmniej kilka lat. Świat nie jest gotowy na tak cenną i zajebistą stratę w postaci mojej zacnej osoby!

 - Kiedyś już miałam chłopaka- zaczęła nagle.- Byłam pewna, że to jest TO. Troszczył się o mnie, był miły, żartował, zawsze mogłam liczyć na jego pomoc… A potem…. Okazało się, że widział we mnie tylko ładną dupę do przelecenia. Na szczęście w porę się zorientowałam i od niego uciekłam. Kilka dni później chodził już z kimś innym. Wiesz, czemu nie mam chłopaka? Bo boję się komuś zaufać. Nie chcę, by widział we mnie spore cycki i ładne nogi, ale coś więcej. I żeby mnie po dwóch miesiącach nie zostawił…- westchnęła.- Nie wiem, czemu ci to powiedziałam, ale… cieszę się, że to zrobiłam. Na razie.

 Wstała i poszła do swojego pokoju. Rany, sporo w życiu przeszła. Nie sądziłem, że miała tyle trudnych chwil.

 Zacisnąłem pięści. Nie chcę jej skrzywdzić. Ucieszyłem się, gdy powiedziała, że jest wolna, ale teraz… Nic jej nie powiem. Tak będzie najlepiej. Nie zranię jej, a to uczucie dziwnego ciepła, które pojawia się, gdy ona jest w pobliżu, na pewno wkrótce zniknie. A może ja wcale tego nie chcę? Może ja chcę je czuć? Może jednak chcę, by to było coś więcej? Nigdy nie miałem dziewczyny dłużej niż na jedną noc, ale kiedyś musi być ten pierwszy raz, nie? A jeśli to ona ma nią zostać? Nie, musiałem coś sobie ubzdurać.

 Wstałem i poszedłem do sklepu spożywczego. Musiałem sobie kupić colę i zapas chipsów. Znając życie, pewnie Murasakibara mi połowę zabierze, więc wziąłem nieco więcej. Właśnie zastanawiałem się czy wybrać smak cebulowy, czy paprykowy, aż nagle zobaczyłem obok siebie jakiś cień i spojrzałem w prawo. Omal nie padłem z zaskoczenia, gdy ujrzałem wysokiego chłopaka o rudych włosach, który był może ze dwa lub trzy centymetry niższy od tego fioletowłosego olbrzyma. Trzymał w ręku kilka opakowań mięsa, chrupek serowych i miał jakiś dziwny wzrok. Muszę przyznać, że bardzo przypominał mojego kolegę z drużyny. Ciekawe. Nigdy nie widziałem kogoś, kto wzrostem prawie mu dorównywał.

 - Chcesz czegoś?- spytałem obojętnie, widząc, że nie przestaje się na mnie gapić.

 - Jesteś Aomine Daiki, racja?- jego głos był przepełniony taką nudą, że gdyby był nauczycielem, to zasnąłbym na samym początku lekcji, słysząc zwykłe ,,Siadajcie”.

 - No. A ty to kto?

 - Kiedyś się dowiesz, ale wiedz, że cie obserwuję. Widziałem niejeden mecz, w którym grałeś. Do zobaczenia.

 Ziewnął przeciągle, po czym najzwyczajniej w świecie sobie poszedł. Szczyt chamstwa! I co to miało znaczyć, że mnie obserwuje?! Nigdy go na oczy nie widziałem, a ktoś taki na pewno by mi nie umknął. Pewnie chodziło mu o to, że jest moim fanem. Wszystko fajnie, ale mógłby to powiedzieć prościej. Zamiast tego wyjechał mi z tekstem z jakiegoś marnego horroru. Dziwak.

 Wzruszyłem ramionami i zapominając o nim, poszedłem do kasy. Wróciłem do domku z zakupami, a pierwszą osobą, która się przy mnie zjawiła, był oczywiście Murasakibara. Zabrał mi trzy paczki chipsów i powiedział, że to miłe z mojej strony, że mu je przyniosłem. Prosiak jeden, mógłby mi chociaż pieniądze oddać!

 Wszedłem do pokoju i od razu usłyszałem pytanie Kise:

 - Co kupiłeś?

  Czy ja nigdzie nie mogę mieć chwili świętego spokoju?!
____________________________________________________________________________________