NIESPODZIANKA!!!!!!!
Wreszcie coś napisałam!! :D :D Wprawdzie to w ogóle nie jest związane z blogiem, ale to szczegół...
Otóż grzebałam ostatnio w jakiś starych (takich sprzed kilku miesięcy) opowiadaniach i znalazłam TO. Jak je przeczytałam, to zobaczyłam masę błędów, więc poprawiłam to, co udało mi się dostrzec. Nie wiem, czy wam się spodoba, ale, jak to mówię, ryzyk-fizyk :P Bez ryzyka nie ma zabawy! :D
Opowiadanie z Naruto; tytuł: ,,Więzi" Nie martwcie się, to żaden paring, po prostu zwykły, najzwyklejszy w świecie one-shot ;D Pojęcia nie mam, czy lubicie to anime, ale do czytania i tak was zaproszę XD
_________________________________________________________________________________
Więzi.
Czym one właściwie są? Sprawiają, że jesteś z kimś związany.
Coś łączy cię z daną osobą i to coś jest bardzo silne. Czasem można je zerwać,
ale bywają takie sytuacje, że nawet po mimo wielu prób, to jest po prostu
niemożliwe. Przykładem są więzi rodzinne. Więzi dzieci i rodziców. Więzi między
rodzeństwem. Między braćmi.
Właśnie. Więzi
braterskie.
Podobno miłości nie da
się opisać, nie da się jej zastąpić. Ona wymaga czasem poświęceń, smutku,
nienawiści. Jednak jeśli jest prawdziwa, przetrwa wszystko – nawet największe
cierpienie.
Jeżeli bliska ci osoba
kiedyś cię zdradziła, wybacz jej. Może okaże się, że nadal cię kocha i miała
ważny powód do zadania ci bólu? To brzmi dziwnie, wiem. Ale taka jest prawda.
Przebaczenie jest bardzo ważną rzeczą. Jednak nie wszyscy umieją sobie
przebaczać. Czasem żyją w nienawiści, a jedyne, czego pragną, to zemsta. Co ona
daje? Zemścisz się, zabijesz i co potem? Będziesz musiał z tym żyć do końca
swoich dni. Po co od razu walczyć? Może warto porozmawiać? To, co teraz mówię,
pewnie wydaje wam się naiwne. Uwierzcie jednak, że od zemsty wszystko jest
lepsze. Bywa, że zwykła rozmowa może uratować życie niewinnej osobie.
Więc czemu niektórzy
zabijają? Gniew, nienawiść, nieumiejętność przebaczenie, żal… Te uczucia
powodują chęć zemsty. To właśnie przez nie człowiek traci nad sobą kontrolę i
myśli tylko o jednym – o zabiciu. Pragnie zerwać więzi, które kiedyś były dla
niego ważne. Chce o tym zapomnieć. To niemożliwe. Nawet jeśli zginie bliska dla
ciebie osoba, nie da się o niej zapomnieć. Te więzi zawsze będą istniały. Nic
ich nie przetnie. Nienawiść może je tylko zamazać, lecz mimo wszystko one nadal
tam będą.
Sasuke Uchiha siedział
na dużym kamieniu znajdującym się na środku ogromnej polany. Nie cieszył się z
tego, że znów może być ze swoją dawną drużyną. Nie interesowały go nowinki, o
których opowiadał mu Naruto. Nie miał ochoty na jedzenie. Kompletnie ignorował
Sakurę. Nie zwracał uwagi na pytania Kakashiego. Dlaczego? Powód był jeden –
Sasuke niedawno stracił brata. Przez kilka lat go nienawidził, bo zabił cały
ich klan, ale tuż po jego śmierci poznał całą prawdę. Okazało się, że Itachi
Uchiha zrobił to dla dobra wioski oraz dla jego bezpieczeństwa. Cały czas miał
kochającego, wspaniałego starszego brata, który przez te wszystkie lata starał
się go chronić. A teraz co? Jedyne, co mu po nim zostało, to Mangekyou
Sharingan, który Itachi mu wszczepił.
,,Dlaczego mi nie powiedział? Nie ufał mi? Uważał za gorszego?”
Sasuke nie potrafił
się skupić na niczym innym. Ciągle myślał tylko o Itachim, o ich ostatniej
walce, o jego uśmiechu… Dotknął palcami swojego czoła, jak to zawsze robił mu
starszy brat. Dziwne, ale… brakowało mu tego. Po raz pierwszy w życiu chciał to
poczuć. Pragnął cofnąć czas i przywrócić życie Itachiemu. Gdyby to tylko było
możliwe…
- Sasuke! – krzyk
Naruto wyrwał go z przemyśleń.
- Daj mi święty spokój
– burknął Uchiha i odwrócił głowę.
- Babunia wszystkich
wzywa! To pilne!
Nie czekając na
odpowiedź Sasuke, Naruto złapał go za przedramię i pociągnął w stronę namiotu
Piątej. Brunet był zaskoczony jego zachowaniem, więc nawet się nie wyrywał.
Kiedy obaj zajęli wolne miejsca, Tsunade zaczęła przemawiać:
- Jak wszyscy wiecie,
Akatsuki rozpadło się. Kilku członków nie żyje, kilku odeszło i nie wiadomo,
gdzie teraz są. Jednak naszym największym problemem jest zamaskowany facet,
który podaje się za Madarę Uchiha. – Zrobiła kilkusekundową pałzę i zaczęła
obgryzać paznokcia. W tym czasie Sasuke zacisnął pięści i spuścił głowę,
starając się nie myśleć o Itachim. – Do tej pory myśleliśmy, że ten człowiek
nie żyje, jednak ostatnie wydarzenia mocno nas zaniepokoiły. Wyślemy dwie
osoby, które sprawdzą najbliższy teren, a z każdym dniem będziemy wysyłać
shinobi w coraz odleglejsze tereny. Pierwszą dwójką, która wyruszy na patrol,
będzie duet Naruto i Sasuke. – Wszyscy jak na zawołanie spojrzeli na dwóch
chłopaków siedzących obok siebie.
- Słyszałeś, Sasuke?!
– wykrzyknął uradowany blondyn. – Jak za dawnych czasów! Wreszcie wspólna
misja!
- Taa… - burknął
Uchiha, po czym skierował się do wyjścia.
Nie zwracał uwagi na
zdziwione pytania czy szepty. Włożył ręce do kieszeni spodni i spojrzał w
niebo. Kiedy był mały, często chodził z bratem na treningi. Wtedy podczas
przerw oglądali chmury i wyobrażali sobie najróżniejsze kształty. Co chwila
któryś się śmiał, a na koniec zawsze widzieli w obłokach swoje twarze.
Tym razem też tak
było. Sasuke był pewien, że jedna chmura wygląda jak Itachi.
,,Dlaczego akurat on? Czemu mój brat musiał tak cierpieć?”
Spuścił głowę i skierował się do swojego namiotu, który, o
zgrozo, dzielił z Naruto. Spakował do plecaka najpotrzebniejsze rzeczy, po czym
usiadł na śpiworze.
- Sasukeeee! – Do
namiotu wbiegł roześmiany blondyn.
- Czego się drzesz? –
mruknął Uchiha, zaszczycając go swoim ponurym spojrzeniem.
- Ruszamy za
piętnaście minut. – Uśmiech nadal nie schodził mu z twarzy. – Będzie jak za
dawnych lat! Znów razem w jednej drużynie! – Objął przyjaciela ramieniem, ale
ten go odtrącił.
- Zostaw mnie –
burknął. Wstał i wziął swoje rzeczy. – Lepiej się pospiesz, bo nie będę
wiecznie czekał na takiego matoła.
- Kogo nazywasz
matołem?! – wykrzyknął oburzony blondyn. – Jeszcze ci pokażę! Jak zobaczysz
pełnię moich sił, odszczekasz te słowa!
Sasuke wyszedł z
namiotu, zostawiając w nim naburmuszonego Naruto. Zupełnie jak za dawnych lat.
Gdy byli dziećmi, też się ciągle wyzywali i zawzięcie między sobą rywalizowali.
Nic się w tej kwestii nie zmieniło.
Ruszyli pięć minut
później. Sasuke wydawał się być czymś mocno zamyślony i nie odpowiadał na
zaczepki Naruto, który starał się go skłonić do jakiejkolwiek rozmowy. Podświadomie
jednak nie chciał z nim przegrać, dlatego nie dawał mu się wyprzedzić. Niby go
słuchał, ale po chwili jego słowa i tak wylatywały mu z głowy.
Dwie godziny później
zatrzymali się.
- Ne, Sasuke, chyba
możemy już wracać, nie? – Naruto założył ręce za głowę, po czym ziewnął.
- I tak niczego nie
wyczuliśmy, więc… - Uchiha wzruszył ramionami. – Tylko się nie ociągaj.
- To chyba ty będziesz
nas spowalniał! – Oburzony blondyn aż tupnął nogą. – I tak jestem od ciebie
lepszy, to tylko kwestia czasu, aż dojdzie do naszego pojedynku. A wtedy na
pewno cię pokonam. – Skrzyżował ramiona na klatce piersiowej.
- Niemożliwe… -
szepnął nagle Sasuke.
- He? – Nie zrozumiał
Naruto. – Możliwe, możliwe. Wreszcie mnie wtedy docenisz i…
- Wracamy,
natychmiast!
Uchiha, nie czekając
na reakcję Uzumakiego, ruszył przed siebie. Biegł jeszcze szybciej niż
wcześniej, więc Naruto miał trudności z dogonieniem go.
- Ej, zwolnij trochę! –
krzyknął, ale Sasuke nie zareagował. Zacisnął mocno zęby i przyspieszył. –
Sasuke! Aż tak nam się nie spieszy!
Ciemnowłosy nie odpowiedział. Bardzo mu na czymś zależało i
chciał jak najszybciej wrócić do obozu. Blondyn przeklął pod nosem, po czym
przyspieszył bieg. Wiedział, że Sasuke się nie zatrzyma, więc pozostało mu
biegnięcie za nim. Żaden się nie odzywał. W końcu dotarli na miejsce. Wszyscy
stali w kole i mieli niepewne miny, które wyrażały niepokój i niedowierzanie.
- Tsk. – Sasuke zgrzytnął
zębami, po czym zaczął się przedzierać przez tłum. Naruto, niczego nie
rozumiejąc, ruszył za nim.
Kiedy Piąta zobaczyła zbliżającego się młodego Uchihę,
zagrodziła mu drogę.
- Wybacz, Sasuke, ale
teraz nie możesz się zbliżyć do… - zaczęła.
- Zamknij się! –
krzyknął chłopak, obdarzając ją wściekłym spojrzeniem. – Muszę z nim
porozmawiać!
- Co ty sobie myślisz…?!
– Hokage podniosła głos. Uchiha jednak nic sobie z tego nie zrobił i szybkim
ruchem ją wyminął.
Gdy zobaczył osobę
stojącą pośrodku tłumu, zacisnął mocno pięści i spojrzał jej w oczy.
- Ty… - zaczął.
- Sasuke… - szepnął
Itachi.
- Jesteś kretynem! – krzyknął czarnowłosy. – Jak mogłeś…?! Dlaczego…?!
Itachi Uchiha stał cały czas w tym samym miejscu i patrzył na
swojego brata smutnym wzrokiem.
- Jeśli chcesz, uderz.
– Były członek Akatsuki rozłożył ręce i zamknął oczy. – Zasłużyłem. Jeżeli ci
to pomoże, proszę bardzo.
Wszyscy spojrzeli na
niego ze zdziwieniem, ale nie odezwali się. Zerknęli na Sasuke, który jeszcze
mocniej zacisnął pięści. Po chwili podniósł złożoną rękę i zaczął biec w stronę
brata.
- Sasuke, czekaj! –
krzyknął Naruto, ale nie zdążył go powstrzymać.
Kiedy wszyscy myśleli,
że zaraz rozpęta się prawdziwe piekło w postaci walki dwóch braci, stało się
coś, czego się nikt nie spodziewał – młodszy Uchiha podbiegł do Itachiego, ale
nie uderzył go. Mocno się do niego przytulił, a z oczu poleciały mu łzy.
- Nigdy więcej tego
nie rób – załkał. – Nie okłamuj mnie…
Wszystkim szczęki
opadły do ziemi. Nikt nie spodziewał się takiego widoku. Dwaj bracia, którzy
się nienawidzą, chcą się nawzajem wykończyć, nagle się przytulają.
- Nie będę, Sasuke. –
Itachi objął brata. – Już nie będę.
Ciemnowłosy schował twarz w płaszcz brata, by choć częściowo
zakryć łzy cieknące mu po policzkach. Mocniej się w niego wtulił, a prawą dłoń
zacisnął na jego plecach. Nikt nawet nie ośmielił się do nich podejść. Wszyscy
byli tak zszokowani ich zachowaniem, że nie potrafili ruszyć się z miejsca. Nie
odrywali od nich wzroku, ale niczego z tej sytuacji nie rozumieli.
- Nie zostawiaj mnie
już – szepnął Sasuke i spojrzał bratu w oczy.
- Zawsze będę przy
tobie, braciszku. Zawsze. – Itachi zrobił coś, czego nikt by się po nim nie
spodziewał – uśmiechnął się.
Po raz kolejny mieszkańcy
Konohy zmienili się w słupy soli.
*** Tydzień później ***
Sprawa Itachiego
została już wyjaśniona. Okazał się on bardzo miłym i sympatycznym mężczyzną, z
którym przyjemnie się rozmawiało. Kiedy każdy poznał prawdę o nim, zmieniło się
nastawienie do jego osoby. Wprawdzie sporo osób nadal mu nie ufało i nie mogło
się do tego przyzwyczaić, ale nawet Piąta darzyła go zaufaniem. Starszyznę zaś
wykluczyła z ważnych obrad, a Danzou oddała pod opiekę ANBU, rozwiązując tym
samym Korzeń. Sasuke i Itachi mieli wspólne mieszkanie, które często było odwiedzane
przez Naruto oraz drużynę siódmą. Starszy Uchiha za każdym razem zapraszał ich
ponownie, podczas gdy Sasuke mało nie wybuchał ze złości.
- Sasuuukeee! –
krzyknął Naruto i objął przyjaciela ramieniem. – To co? Kto pierwszy
przebiegnie sześć kilometrów wygrywa?
- Tylko sześć? –
Ciemnowłosy uśmiechnął się kpiąco i strącił ramię blondyna ze swojej szyi. – W takim
razie wiedz, że już przegrałeś.
I się zaczęło. Ich
codzienne droczenie lub konkurencje znów stały się tradycją. Co chwila któryś
przezywał tego drugiego, gromili się spojrzeniami, a na końcu dochodziło do
zakładów bądź wyścigów. Jednym słowem – rutyna.
Inni też się cieszyli,
bo Naruto wrócił do dawnego siebie, znowu się głośno śmiał i bawił, natomiast
Sasuke przestał być taki oziębły. Powoli zaczynał być miły dla reszty, chociaż
wiadome było, że jego prawdziwy charakter nigdy się nie zmieni. Pierwotna
drużyna siódma znów była razem. Kakashi czasem miał problemy z ogarnięciem ich,
ale mimo wszystko cieszył się, że Sasuke wrócił do wioski i odzyskał brata.
Itachi czasem z nimi trenował i za każdym razem Naruto domagał się rewanżu,
twierdząc, że przegrał, bo poraziło go słońce.
Itachi i Sasuke
wracali razem do domu. Słońce już zachodziło, a ludzi na ulicach ubywało.
- Wiesz, Sasuke – zaczął
starszy Uchiha. – Nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek zostanę uznany za
pełnoprawnego mieszkańca Konohy.
- A ja nie sądziłem,
że cały czas będziesz mnie chronił. Myślałem, że jesteś samolubem i pieprzonym
psychopatą, a okazało się, że zawsze nade mną czuwałeś.
Po chwili ciemnowłosy
dostał pstryczka w czoło. Spojrzał z niezrozumieniem na brata, a ten tylko
uśmiechnął się ciepło.
- To za tego
psychopatę – powiedział.
Sasuke prychnął cicho
pod nosem, po czym dogonił Itachiego. Razem wrócili do domu, by przygotować się
ważną misję.
Więzi są nierozerwalne.
Nie da się ich przeciąć. Nawet jeśli się kogoś nienawidzi, powiązanie z tą
osobą nie zniknie. Tak długo, jak o kimś pamiętasz, jesteś z nim w jakiś sposób
związany. Nie ma możliwości ucieczki. Czasem nawet nie warto tych więzi
przerywać, bo to może się okazać największym życiowym błędem. Szczególnie silne
są więzi rodzinne. Miłość jest jak mocny sznur, którego nic nie przetnie.
Nieważne, ile razy byś próbował, ta lina zawsze będzie cała. Każdy człowiek ma
uczucia. A dopóki je ma, posiada też więzi. Nawet jeśli o tym nie wie, one są z
nim cały czas.
Więzi są zawsze.
Czasem jest nimi nienawiść, czasem miłość, innym razem żal bądź cierpienie,
ale właśnie takie uczucia powodują, że
jesteśmy z kimś w jakiś sposób związani.
Więzi są czymś, o czym
się nie zapomina. Nigdy nas nie opuszczają, są niezniszczalne.
_________________________________________________________________________________