środa, 3 lutego 2016

Zakład

Oto zamówione Rin x Haru :D :D  Jeszcze nie pisałam niczego z tym paringiem, więc cieszę się, że wreszcie mogłam to zrobić :D Tak szczerze to uwielbiam tę dwójkę, więc... przyjemnie mi się pisało XD :D

 Mogę wam obiecać, iż za czas nieokreślony pojawi się tu one-shot Levi x Petra , też specjalnie na zamówienie :D

 Na razie zapraszam was do czytania tego zacnego, pływackiego one-shota :D ^^
_________________________________________________________________________________

- Dajesz, Haruś! – krzyknął Nagisa, stojąc na brzegu basenu. – Szybciej, Rinuś!
Haruka Nanase i Rin Matsuoka urządzili sobie kolejny wyścig. Obaj płynęli łeb w łeb, żaden nie chciał odpuścić. Makoto, Nagisa oraz Rei byli świadkami ich treningu. Kibicowali obojgu, bo nie chcieli wywyższać żadnego ze swoich przyjaciół.
 Rekin i delfin. Ogień i woda. Kto wygra? Narwany atakujący, czy spokojny obrońca?
 Zawodnicy kończyli ostatnią długość.
 - Szybciej! – krzyknął Nagisa, wymachując w powietrzu białym ręcznikiem.
 W tym momencie wszyscy usłyszeli gwizdek Makoto kończący wyścig. Rin i Haru wyszli z wody i ze zniecierpliwieniem oczekiwali werdyktu.
 - Remis – oznajmił Makoto, rozkładając ramiona.
 - Znowu?! – jęknął Rin.
 Nanase tylko kiwnął głową, po czym ręcznikiem przetarł sobie włosy. Jak zwykle nie wyrażał swoich emocji.
 - Ej, Haru! – Podszedł do niego Rin i potrząsnął jego ramionami. – Pogorszyłeś się.
 - He?                                                                                      
 - Kiedyś ze mną wygrywałeś, a teraz ci dorównuję. – Rin wskazał na siebie. – To znaczy, że twoja kondycja spadła!
 - Nieprawda. – Haru odwrócił głowę. – Po prostu ty stałeś się lepszy niż w podstawówce i tyle.
 - No nie wierzę! – wykrzyknął Rin i się zaśmiał. – Haru mnie pochwalił! – Zarzucił swojemu przyjacielowi ramię na szyję, po czym poczochrał go po włosach.
 - Rin, możesz mnie już puścić? – mruknął Haru, ale tak naprawdę cieszył się z takiej bliskości. Zależało mu na Rinie i nie chciałby go ponownie stracić.
 - Ech, jak zawsze sztywny jak kołek – westchnął Matsuoka. – Idziemy coś zjeść? Umieram z głodu.
 - Mam ochotę na makrelę – powiedział Haru.
 - Jak zwykle zresztą – wtrącił Nagisa, na co wszyscy, prócz Haru, się zaśmiali. – Przebierajcie się szybko i dzwonimy do trenera Sasabe po pizzę!
Rin i Haruka wzięli swoje ręczniki i udali się do szatni.
 - Ej, Haru… - zaczął Rin, wchodząc pod prysznic. – Miałeś kiedyś takie dziwne uczucie, że chciałeś czegoś, ale nie wiedziałeś, jak to osiągnąć?
 Haruka spojrzał zdziwiony na swojego przyjaciela, który opierał się rękoma o mokrą ścianę i patrzył na niego nieobecnym wzrokiem.
 - Nie – odpowiedział po chwili. – Nigdy nie czułem czegoś takiego.
 - Ech – westchnął Rin i podniósł głowę, by woda dokładnie obmyła mu twarz. – Tak myślałem. – Uśmiechnął się. – A masz może ochotę na mały zakład? – Spojrzał na niego roześmianym już wzrokiem.
 - Znowu? Dopiero co się ścigaliśmy.
 - Tym razem ten zakład nie będzie dotyczył pływania.
 Haru zerknął podejrzliwie na Rina. Wiedział, że on coś kombinuje, ale nie miał pomysłu, co by to mogło być.
 - Ok – powiedział po chwili.
 - Kto się pierwszy zarumieni, ten przegrywa! – wykrzyknął nagle Rin.
 - C-co? – Nie zrozumiał Nanase.
 - Słyszałeś przecież. – Na twarzy Matsuoki zagościł szeroki uśmiech. – Jeśli któryś z nas się zarumieni, przegrywa. Powodem rumieńca może być cokolwiek – pocałunek, dziewczyna… To jak, wchodzisz w to?
 - Ja się nie rumienię… - zaczął Haru, ale Rin mu przerwał.
 - O to chodzi! To będzie niezłe wyzwanie!
 - A co zrobi przegrany?
 - Spełni jedno życzenie wygranego.
 Po kilku namowach Haru w końcu się zgodził. Jedyne, co go zdziwiło, to pewny siebie uśmieszek na twarzy Rina. Dawno tego u niego widział, więc naprawdę zaczął się interesować ich zakładem. Uważnie obserwował zachowanie swojego przyjaciela i nie spuszczał oczu z jego twarzy. Obaj cały czas się bacznie obserwowali, przez co prawie wpadli do dołu wykopanego na środku ulicy.
 - Co wy się tak na siebie gapicie? – Nagisa nie wytrzymał.
 - Założyliśmy się – odpowiedział Rin, biorąc do ust kolejny kawałek pizzy.
 - O co?
 - O to, który z nas się pierwszy zarumieni.
 Makoto zaczął kaszleć, a Reiowi aż spadły okulary z nosa. Spojrzeli ze zdziwieniem na twarze swoich przyjaciół, po czym obrzucili siebie zszokowanymi spojrzeniami.
 - Serio się o to założyliście?! – wykrzyknął Nagisa i wybuchnął śmiechem. – Ekstra! To może my wam w tym zakładzie trochę pomożemy?
 Wszyscy posłali mu niepewne spojrzenia, ale po chwili kiwnęli zgodnie głowami.
 - Dzwonię do trenera Sasabe! – Nagisa pobiegł po telefon.
 - O co mu może chodzić? – spytał Rei i napił się soku pomarańczowego.
 - Pewnie jak zwykle mu coś odwali – mruknął Rin. – E, Haru – spojrzał na swojego przyjaciela. – Gotowy na porażkę?
 - A ty jesteś na nią gotowy? – Nanase ugryzł kawałek pizzy.
 - Taka opcja nie wchodzi w grę. – Na twarzy Matsuoki pojawił się pewny siebie uśmieszek, co ponownie zaciekawiło Haru.
 Kilkanaście minut później do pomieszczenia wszedł trener Sasabe.
 - Jestem! – krzyknął, mimo tego, że wszyscy go już zauważyli. – Nagisa, mam to.
 - To? – Rin i Haru jednocześnie na niego spojrzeli.
 - Magazyny z pięknymi paniami w bieliźnie!
 Rin, Rei oraz Makoto zaliczyli zbiorowy zgon na podłodze, natomiast Haru jak zwykle siedział na podłodze z typowym dla niego poker facem na twarzy.
 - Trenerze Sasabe! – wykrzyknął oburzony Rei. – Przecież to zboczone! Nie powinniśmy tego oglądać!
 - A dziewczyn w bikini nigdy na plaży nie widziałeś? – Trener położył na stole swoje magazynki. – To praktycznie to samo.
 Gdyby to Rei założył się z Rinem, już dawno by przegrał, bo jego policzki przybrały barwę dojrzałych pomidorów. Poprawił nerwowo swoje okulary, po czym głośno chrząknął.
 - Ale tylko chwilę – szepnął.
 Trener podał Haru i Rinowi po dwa magazyny i szeroko się uśmiechnął.
 - Nie ma takiej opcji, żeby któryś się nie zarumienił!
 Piętnaście minut później Haruka i Rin odłożyli przejrzane magazyny, ale ku zdziwieniu ich byłego trenera, żaden nawet się nie spocił przy oglądaniu tych pisemek.
 - No ale jak to możliwe?! – wykrzyknął zdziwiony Sasabe. – Przecież…
 - Nie przegram z Haru. – Rin splótł ręce na klatce piersiowej i po raz kolejny tego dnia uśmiechnął się pewnie.

 Następnego dnia chłopcy ponownie spotkali się na basenie i wspólnie trenowali. Podczas przerwy Haru unosił się na wodzie i patrzył w błękitne niebo. W duchu cieszył się, że może tu ze wszystkimi być, patrzeć na ich uśmiechy, zachowania… A najbardziej cieszył się z tego, że Rin znowu z nimi jest. Że jest z nim. Że znów są przyjaciółmi, którzy mogą razem pływać. W pewnej chwili przypomniał sobie o zakładzie.
 ,,Czego bym sobie życzył od Rina? Albo czego on chciałby ode mnie?”
 Zaczął powoli płynąć na plecach, rozmyślając swoim życzeniu. Nie miał żadnego pomysłu, o co mógłby prosić swojego przyjaciela. Może o coś głupiego? Albo o udawanie przez jeden dzień Nagisy? Chociaż może to nie najlepszy pomysł, bo dwóch takich energicznych nastolatków to zdecydowanie za dużo. To może…
 - Hej, Haru! – Usłyszał krzyk Rina, po czym został przez niego ochlapany wodą. Potrząsnął swoimi włosami i spojrzał na przyjaciela obojętnym jak zwykle wzrokiem.
 - Co ty robisz? – spytał.
 - Miałem nadzieję, że skoro tyle wody spłynie na ciebie, to się zarumienisz. – Matsuoka zrobił nadąsaną minę, ale po chwili znów szeroko się uśmiechnął. – I tak znajdę jakiś sposób! Strzeż się Haru, bo będziesz musiał spełnić moje życzenie!
 Na twarzy Nanase pojawił się nikły uśmiech. Kto jak kto, ale Rin potrafi go wywoływać wyjątkowo często. Może nawet nie jest tego świadomy, ale to właśnie dla niego Haru częściej się uśmiecha.
 ,,Z uśmiechem ci do twarzy”
  Takie słowa kiedyś powiedział Rin i Haru nadal się tego trzyma. Wprawdzie pokazywanie emocji nie jest dla niego specjalnie łatwe, jednak ostatnio dużo częściej mu się to zdarza.
 ,,Rin, masz na mnie jakiś dziwny wpływ”
  Haruka spojrzał na swojego przyjaciela, który rozmawiał o czymś z Reiem. Ta dwójka zaczęła się całkiem nieźle dogadywać, o co Nanase staje się powoli zazdrosny. W końcu Rin od zawsze był J E G O przyjacielem. To oni razem pływali, razem chodzili na plac zabaw, śmiali się, jedli, ćwiczyli na W-Fie… A teraz musi się dzielić Rinem z innymi. Rozumiał to, przecież Rin jest wolnym człowiekiem, a nie jego własnością, więc ma prawo rozmawiać z kim tylko będzie chciał.
 - Haruś, pora kończyć! – zawołał Nagisa i zaczął do niego machać.
 Haru ostatni raz zanurzył się w wodzie, po czym popłynął do brzegu. Wziął od Makoto ręcznik, po czym razem z Rinem poszedł do szatni. Kiedy stał pod prysznicem, przyjaciel niespodziewanie do niego podszedł i położył mu ręce na ramionach.
 - Tym razem na pewno się zarumienisz – szepnął i złożył na jego wargach namiętny, ale jednocześnie delikatny pocałunek.
 Policzki Haru pokryły się kolorem dojrzałego pomidora, a jego serce nagle przyspieszyło. Gdy Rin to zobaczył, oderwał się od chłopaka i głośno się zaśmiał.
 - Wygrałem! – krzyknął. – Zarumieniłeś się!
 - T-to było nie fair – szepnął Haru i odwrócił lekko wzrok.
 - Dlaczego? Przecież mówiłem, że pocałunek może być powodem rumieńca, więc wszystkie chwyty były dozwolone.
 Nanase chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował z tego. Spojrzał przelotnie na usta przyjaciela, po czym pomyślał, że chętnie by ich jeszcze raz spróbował. Rin cały czas szeroko się uśmiechał, więc nie do końca zwracał uwagę na zachowanie Haruki.
 - Też chcę zobaczyć twój rumieniec – powiedział nagle ciemnowłosy.
 Rin spojrzał na niego z niezrozumieniem, a po chwili jego źrenice gwałtownie się rozszerzyły, gdy poczuł na swoich ustach ciepłe i mokre wargi swojego przyjaciela. Nieświadomie szerzej otworzył buzię, dając mu tym samym więcej miejsca. Spojrzał w błękitne tęczówki Haru i nagle uświadomił sobie, że jego policzki są strasznie gorące.
 - Też się zarumieniłeś – szepnął Haru, odsuwając się od chłopaka.
 - Ale ty zarumieniłeś się pierwszy! – Rin spojrzał na niego wzrokiem zwycięzcy. – A wiesz co to znaczy? Musisz spełnić moje życzenie.
 - To czego chcesz?
 - Ciebie – szepnął mu na ucho, po czym przyszpilił go do ściany. – Haru, bądź moim chłopakiem.
Nanase się tego nie spodziewał. Myślał, że Rin zażyczy sobie darmowej pizzy czy zimnego napoju, a tu nagle wyskoczył z czymś takim. Mimowolnie Haru uśmiechnął się lekko. Teraz będzie mógł mieć go wyłącznie dla siebie. Będę spędzać razem więcej czasu, częściej się spotykać… Wreszcie Rin będzie całkowicie jego, a on będzie mógł mu się całkowicie oddać.
 - Dobrze – odpowiedział po chwili ciszy. – Rin, chcę być twoim chłopakiem.
 Po chwili ich wargi złączyły się w długim pocałunku.
 - Wreszcie wygrałem z tobą jakiś zakład – szepnął Rin i ujął dłoń Haruki. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. – Chyba powinniśmy się częściej zakładać.
_________________________________________________________________________________







  

wtorek, 2 lutego 2016

Kara

Obiecałam AoKise? Obiecałam. Proszę bardzo, przed państwem obiecany one-shot! :D
Tak sobie teraz myślę, że tytuł jest trochę zdradliwy i można się domyślić, o czym to opko będzie, jednak na taki pomysł wpadłam i tak zostanie! :D
Może wam się jednak spodoba ;)

  !!!!OGŁOSZENIA PARAFIALNE!!!

Pytanko:
Macie może ochotę na one-shot z jakąś konkretną parą? Do wyboru animce takie jak:
* KnB
* Free!
* SnK
* Owari no seraph
*ewentualnie Durarara, ale z tego to tylko Izaya x Shizuo XD

 Koniec ogłoszeń parafialnych!

Zapraszam do czytania ;)
_________________________________________________________________________________

  Aomine szedł szybkim krokiem w stronę liceum Kaijo. Jego wyraz twarzy wskazywał na to, że jest wściekły. Na kogo? Odpowiedź jest prosta – na Kise Ryoutę. Ten energiczny blondyn wkurza go do granic możliwości, łamiąc wszelkie możliwe prawa psychiki ludzkiej. Nie ma na świecie osoby, która potrafiłaby wkurzyć Daikiego w ciągu sekundy samym istnieniem. Model jest jedynym wyjątkiem.
  Aomine zerknął na wyświetlacz telefonu i jeszcze bardziej przyspieszył, klnąc pod nosem.
 - Już ja go nauczę… - warczał sam do siebie, ignorując ciekawskie spojrzenia mijanych po drodze ludzi. – Dam mu taką nauczkę, że się kretyn przestanie tak wkurzająco uśmiechać…
 Idealna pogoda na zabicie pewnej blond cioty. Słoneczko świeci, ptaszki śpiewają… Mogłyby też zaśpiewać marsz pogrzebowy. Przynajmniej organista nie musiał by przyłazić na pochówek tego idioty. I na świecie ubyłoby jednego kretyna. Same plusy.
 Aomine uśmiechnął się pod nosem, wyobrażając sobie minę Kise, gdy go będzie ostro gwałcił. Oj, Ryouta zdecydowanie przegiął i musi za to zapłacić. W końcu niegrzeczne dzieci trzeba nauczyć dyscypliny, prawda? W jakiś sposób należy je ukarać. Kise musi wiedzieć, kto w tym związku jest górą i ma władzę. Odpowiedź jest jedna – Aomine.
 Daiki zatrzymał się na przejściu dla pieszych i ze zniecierpliwieniem patrzył na czerwone światło.
 - Szybciej, kurwa – burknął.
 - Hej, Aho! – Usłyszał nagle znajomy krzyk swojego kolegi.
 Odwrócił się niechętnie i zobaczył idącego w jego stronę Kagamiego Taigę wraz z całą swoją drużyną. Tylko ich tu brakowało.
 - Yo, Bakagami – mruknął.
 - Masz może ochotę na małe one-on-one? – spytał Kagami.
 - Teraz mam zamiar zabić Kise, więc innym razem – odrzekł Aomine, patrząc na drużynę Seirin.
 - W czym tym razem podpadł ci Kise-kun? – Koło niebieskowłosego pojawił się Kuroko, przyprawiając tym samym Taigę o chwilowy zawał serca.
 - Prywatna sprawa, ale tym razem popamięta mnie na dłużej.
 Twarz Aomine wyglądała strasznie – zupełnie jakby należała do zawodowego mordercy, który pragnie zemsty na swoim arcywrogu. Niektórzy z Seirin mimowolnie zadrżeli, widząc go w takim stanie.
 - Pokój duszy Kise – mruknął Kagami, lekko blednąc. – To ten… Nie przesadź za bardzo…
 - Ależ Taiga – odezwał się Aomine. – Właśnie o to chodzi, żeby bolało. – Uśmiechnął się złośliwie, przechodząc na drugą stronę ulicy.
 Kagami przez chwilę patrzył na jego oddalające się plecy, po czym szepnął do Kuroko:
 - Myślisz, że tym razem Kise uda się uniknąć szpitala?
 - Wątpię, Kagami-kun – odpowiedział Tetsuya. – Aomine-kun dawno nie był tak wkurzony.
 Aomine dochodził właśnie do Kaijo. Obrzucił szkołę swojego chłopaka szybkim spojrzeniem, po czym skierował się na salę gimnastyczną, na której drużyna koszykarska odbywała właśnie trening. Bez pukania otworzył drzwi i krzyknął:
 - Kise!
 Cała drużyna spojrzała na niego ze zdziwieniem, za to Ryouta zbladł na jego widok.
 - A-aominecchi – wyjąkał, gdy zobaczył jego wściekłą twarz. – A-ale nie gniewasz się z-za ten n-niewinny żarcik, nie?
 - Jestem wściekły – warknął Daiki i zaczął iść w jego stronę.
Kise pisnął przeraźliwie i schował się za kapitanem drużyny – Kasamatsu Yukio.
 - Jeśli myślisz, że będę cię krył, to jesteś w błędzie, dzieciaku! – Senpai popchnął modela, w wyniku czego ten znalazł się bliżej wściekłego Aomine. – Coś ty mu w ogóle zrobił, że jest taki wściekły?!
 - N-nic poważnego. – W oczach Kise zbierały się już powoli łzy. Wiedział, co go czeka.
 - Że niby to, co zrobiłeś, nie jest poważne?! – krzyknął Aomine, wyciągając rękę w jego stronę.
 Ryouta wrzasnął i odruchowo się od niego odsunął, przypadkiem przewracając się na podłogę. Zaczął się powoli cofać, kompletnie ignorując zdziwione spojrzenia kolegów z drużyny. Interesował go tylko wściekły Daiki. Modlił się w duchu, by tak bardzo nie bolało, ale wiedział już, że kary nie uniknie.
 - N-no może trochę przesadziłem, ale… - zaczął.
 - Trochę?! To był chyba twój najpoważniejszy jak do tej pory błąd, za który srogo zapłacisz!
Kise głośno przełknął ślinę i spojrzał na swojego chłopaka z przerażeniem. Ostatnio też mu podpadł, ale jeszcze nigdy nie widział go w takim stanie. Zaczął się powoli cofać, ale wiedział, że tylko wszystko przedłuża. Aomine i tak go ukarze, a próby ucieczki skończą się dla jego tyłka ostrym bólem. Może nawet szpitalem…?
 - Wstawaj – zarządził Aomine.
 - Mam jeszcze trening – szepnął model i spojrzał na niego błagalnym wzrokiem.
 - W dupie to mam! Wstawaj! – Daiki szarpnął go za koszulkę, po czym obrzucił wściekłym spojrzeniem. – Idziemy.
 - Kasamatsu – senpai! – krzyknął nagle Kise, próbując się wyrwać. – Powiedz mu, że mam trening! Ratuj! Senpai!
 - Zamknij się, i tak ci nie pomoże! – warknął Aomine, a gdy to nie pomogło, westchnął głośno i przerzucił go sobie przez ramię. Blondyn zaczął wierzgać nogami i bił swojego porywacza po plecach, ale w niczym mu to nie pomogło.
 - E, Aomine – odezwał się Kasamatsu. – Nie wiem, o co wam poszło, ale postaraj się, by ten idiota nie trafił do szpitala. Za niecałe dwa tygodnie mamy mecz.
 - Jasne – mruknął Daiki. – Aż tak go nie uszkodzę.
 Model przełknął głośno ślinę, po czym znów uderzył Aomine w plecy. Zdał sobie jednak sprawę, że z niczym mu to nie pomoże, więc tylko bezwładnie zawisł na jego ramieniu i nadal odmawiał w duchu modlitwy do znanych mu bogów, prosząc o jakąkolwiek pomoc z ich strony.
 - I na co ci to było? – spytał Aomine, gwałtownie stawiając go na ziemi i przyciskając do ściany.
 - Em… Aominecchi… - zaczął Kise. – A jeśli już musisz to zrobić…
 - Muszę.
 - … to czy nie mógłbyś z tym zaczekać chociaż do powrotu do domu?
 - Nie. Chcę cię tu i teraz.
 Zbliżył się do jego twarzy, po czym polizał go po policzku. Zaprowadził Kise do szatni i zamknął ją na klucz, by nikt im nie przeszkodził.
 - No, to wiesz, co masz robić. – Stanął naprzeciwko blondyna z założonymi rękoma i czekał, aż on wykona ruch.
 - C-czy to konieczne? – jęknął Ryouta, ale zdjął z siebie koszulkę.
 Spojrzał na Aomine błagalnie, a ten szybko do niego podszedł i wgryzł się w jego szyję. Po bladej skórze modela pociekła cienka strużka krwi.
 - Aj, boli! – pisnął Ryouta, odruchowo się spinając.
 - Trochę ma boleć. – Daiki uśmiechnął się złośliwie, po czym ugryzł go lekko w ucho. Kise oparł ręce na jego ramionach odwrócił głowę w bok, dając mu tym samym więcej miejsca.
 - Grzeczny chłopiec – mruknął Aomine i polizał go po brodzie. – Ale kary i tak nie unikniesz.
 Model przełknął głośno ślinę, a jego oddech przyspieszył. Spojrzał na swojego chłopaka z lekkim przerażeniem, po czym przeniósł wzrok na jego krocze. Kiedy zobaczył tam całkiem spore wybrzuszenie, wiedział, że będzie bolało. Westchnął cicho i ponownie uniósł głowę, patrząc Aomine w oczy. Dostrzegł tam porządnie oraz dzikość.
 Daiki nie miał zamiaru bawić się w grę wstępną. Zdjął Kise spodnie oraz bieliznę i wziął do ręki jego członka. Uśmiechnął się figlarnie, gdy Ryouta jęknął cicho z rozkoszy.
 - Uwielbiam twoje rumieńce – szepnął mu na ucho, na co model zarumienił się jeszcze bardziej.
 - Aom…
 - Ciii. – Polizał go po szyi. – Dobrze wiesz, że teraz masz mi nie przerywać.
 Kise zacisnął wargi, po czym leciutko skinął głową, ale Aomine był zbyt zajęty, by to dostrzec. Nadal bawił się członkiem swojego chłopaka i obserwował jego reakcję. Miny Ryouty zmieniały się co sekundę, za to każda wyrażała rozkosz i informowała Daikiego o tym, że model zaraz dojdzie. Niebieskowłosy przyspieszył swoje ruchy, a po chwili blondyn krzyknął cicho, dochodząc. Pobrudził przy tym rękę Aomine, który tylko złośliwie się uśmiechnął, po czym zlizał spermę z dłoni.
 - Teraz ty. – Podsunął swoją pięść pod nos Kise.
 Model niechętnie polizał jego rękę. Nie przepadał za tym smakiem, jednak wiedział, że na tym częściowo polega jego kara. W końcu to nie ma być przyjemne.
 - E, Kise. – Daiki znów wgryzł się lekko w jego szyję. – Skąd ten głupi żart przyszedł ci do głowy?
 - T-tak po prostu… - szepnął model. – Nie sądziłem, że aż tak się wkurzysz…
 - Następnym razem radzę ci takie coś przemyśleć. – Aomine odwrócił Kise i kazał mu się pochylić.
 Blondyn oparł się o szafkę i starał się rozluźnić, by jak najmniej bolało, jednak pozycja, w jakiej się znajdował, tylko mu to utrudniała. Stęknął, gdy poczuł, jak Daiki zaczyna w niego wchodzić.
 - Aj! – krzyknął. – Aominecchi, delikatniej!
 - Ech, tyle razy już ci tłumaczyłem – Aomine się nad nim pochylił. – że kara ma boleć.
 Kise zacisnął pięść na drzwiach szafki należącej do Kasamatsu, po czym jęknął, gdy Daiki zaczął się w nim poruszać. Jakąś minutę później niebieskowłosy doszedł, spuszczając się we wnętrzu blondyna.
 - Jeżeli zobaczę, że znów pomazałeś moje trzy bluzki niezmywalnym flamastrem, to jeszcze bardziej pożałujesz! – powiedział Aomine i klepnął Kise w tyłek.
 - Aominecchi! – jęknął Ryouta. – Chciałem tylko poprawić wygląd twoich ubrań!
 - Malując na nich serduszka, gwiazdki i inne cholerstwa?!
 - Mnie tam się podobało. – Model zrobił nadąsaną minę, po czym wciągnął na siebie bokserki oraz spodnie. – Mógłbyś mnie czasem docenić.
 - Ależ czasem cię doceniam. – Aomine podszedł do niego i objął go w pasie. – Szczególnie w łóżku – szepnął mu na ucho i zrobił mu malinkę na szyi.
 - Ej! – Kise spróbował się wyrwać. – P-przestań, bo inni coś zauważą!
 - No i? – Daiki wgryzł mu się w szyję. – Niech wiedzą, że jesteś tylko mój.
 Aomine złapał swojego chłopaka za pośladki, po czym podniósł go lekko do góry.
 - Aj! – jęknął blondyn. – Aominecchi, tyłek mnie boli!
 - O to mi od początku chodziło. – Niebieskowłosy uśmiechnął się figlarnie i pocałował Ryoutę. – Po treningu zajrzyj do mnie, to pogadamy.
 Aomine wyszedł z szatni, zostawiając w niej Kise. Model westchnął cicho, bo wiedział, jak ta rozmowa się skończy. Mimo wszystko szeroko się do siebie uśmiechnął i założył na swój tors bluzkę. Jako tako ogarnął przebieralnię, by nikt z drużyny nie domyślił się, co tu zaszło. Domknął też szafkę swojego kapitana, po czym stwierdził, że Kasamatsu niczego nie powinien zauważyć. Z uśmiechem na ustach i bólem tyłka skierował się z powrotem na salę gimnastyczną.

                                                              ***Po treningu***

 - Kise! – Krzyk Kasamatsu rozległ się w całej szatni. – Możesz mi wyjaśnić, co się stało z moją szafką?! Czemu ona, do jasnej cholery, się nie zamyka?!
 - E… Eto… - Model podrapał się nerwowo w tył głowy i szukał w głowie jakiegoś kłamstwa. – Yyy… Aominecchi użył za dużo siły i ze złości kopnął twoją szafkę.
 - Ten smarkacz… - warknął Yukio. – Kiedyś mi za to zapłaci.
Model szybko się przebrał, po czym wyszedł z szatni w tempie ekspresowym.
 - Uff… - odetchnął z ulgą. – Było blisko. Tylko jak mam teraz powiedzieć Aominecchiemu, że Kasamatsu – senpai chce go wykończyć? Może lepiej nic nie mówić…?
  Włożył ręce do kieszeni bluzy i skierował się do domu swojego chłopaka. Postanowił zataić przed Daikim morderczy plan Kasamatsu mając nadzieję, że Aomine szybko się o tym nie dowie. Wyobraził sobie jego wściekły wyraz twarzy i od razu poczuł w tyłku nieprzyjemny ból. Skrzywił się lekko, po czym na jego twarzy pojawił się uśmiech.

 - W sumie ta kara nie była taka zła – mruknął. – Może czasem warto coś spocić?
_________________________________________________________________________________







sobota, 30 stycznia 2016

Rozdział 38

  Oto przed wami kolejny rozdział ,,Życie czasem płata figle"! Zadowoleni? Szczerze mówiąc to ja jestem zadowolona, bo specjalnie dziś chciałam go wstawić ^^ Bałam się, że się nie wyrobię, bo niedługo mam gości (tak.. MAM DZIŚ URODZINY!! :D :D ), ale na szczęście się udało, z czego się bardzo cieszę :D 

 Planuję się zabrać za jakiegoś zacnego one-shota AoKise, więc za pewien czas nieokreślony możecie się go spodziewać ;) Dawno nie wstawiałam niczego z tą dwójką, więc czas najwyższy to zmienić! 

Na razie zapraszam do czytania! A, ten rozdział jest ze specjalną dedykacją dla:

* Mine 
* Sayuri
* Aiko 
* Shiroi

 Oraz dla wszystkich, którzy choć czasem to zaglądają! :)

 DZIĘKUJĘ  WAM <3
_________________________________________________________________________________

 ~Akina~

 Rzuciłam na podłogę kolejną chusteczkę higieniczną, po czym z głośnym westchnięciem opadłam na poduszkę. Oczywiście musiałam się rozchorować. Jakże mogłoby być inaczej?            Jęknęłam cicho, gdy znów zaczęła mnie boleć głowa. Zamknęłam oczy i zaczęłam rozmasowywać obolałe skronie. Drugi dzień z rzędu ponad trzydzieści osiem stopni… Oszaleć można. Wzięłam już tabletki przeciwgorączkowe, ale jak na złość działają bardzo powoli. Na dodatek cholernie się nudzę, bo Sayaka jest  w szkole, Kagami też, tak samo jak Aomine. Z nikim nie mogę pogadać, od telewizora mnie oczy bolą… Nudno!
 Po raz setny w ciągu dzisiejszego dnia oczyściłam nos i złapałam się za głowę. Dopadła mnie jakaś paskudna franca i w ogóle nie chce opuścić mojego organizmu. Dziadostwo! Daiki niedługo ma kolejny mecz, a ja będę musiała oglądać go w telewizji! Skandal! Na dodatek za niecałe dwa tygodnie Aomine i Kagami zmierzą się na boisku, a ja w tym tempie wyląduję w szpitalu. Masakra.
 Usłyszałam dzwonek do drzwi, więc niechętnie zwlokłam się z łóżka, owinęłam swoje ciało kocem i skierowałam się do przedpokoju.
 - Idę już, idę – wychrypiałam.
 Otworzyłam drzwi, po czym w ostatniej chwili odwróciłam głowę, by nie nakichać na swojego gościa.
 - Zdrówko – odezwał się Taiga.
 - To nierozsądne, żebyś tu przychodził. – Pociągnęłam nosem. – Masz teraz mecze, przeziębisz się.
 - Nic mi nie będzie, mam wysoką odporność. – Zdjął buty i skierował się do kuchni.
 - Em, Taiga? – Poczłapałam za nim.
 - Siadaj na kanapie, okryj się kocem, a ja ci coś ugotuję.
 - Ale…
 - Żadnych ,,ale”! No już, na kanapę!
 Westchnęłam cicho, ale posłusznie wykonałam jego polecenie. Serio, czasem nadal go nie rozumiem. Jeśli chodzi o mnie lub o Sayakę, to potrafi być łagodny jak baranek, za to na boisku staje się bestią. Ech, jak widać nie tylko kobieta zmienną jest.
 Podkuliłam nogi, a głowę oparłam o jedną z poduszek. O, tak ciepło… Tak miło…
 Spać… Zimno… Głowa mnie boli…
 - Proszę bardzo, zupa jarzynowa – oznajmił Taiga, stawiając przede mną miskę ciepłej cieczy.
 - Nie chcę… - mruknęłam i szczelniej opatuliłam się kocem.
 - Oi, musisz coś zjeść! – Klęknął przy mnie. – Inaczej nie wyzdrowiejesz.
 - Taiga, naprawdę nie chcę…
 Kagami na chwilę wyszedł z salonu, po czym ponownie się w nim pojawił, niosąc w ręku termometr.
 - Siostra, masz trzydzieści dziewięć! – wykrzyknął.
 - Nie krzycz, proszę… - Zmarszczyłam czoło, czując narastający ból głowy.
 - Tym bardziej musisz zjeść, bo się przegłodzisz.
 Wziął do ręki miskę oraz łyżkę i spojrzał na mnie troskliwym, ale jednocześnie surowym wzrokiem.
 - Powiedz ,,aaaa”.
 Zerknęłam z niechęcią na przygotowany przez niego pokarm, po czym otworzyła buzię, dając mu się nakarmić. Nawet na to nie mam siły… Do niczego się dziś nie nadaję… Nie chce mi się krzyczeć, co w moim przypadku oznacza naprawdę złe samopoczucie. Kto by pomyślał, że będzie ze mną aż tak źle?
 - Już nie mogę – powiedziałam, gdy zjadłam prawie trzy czwarte zupy.
 - I tak sporo zjadłaś. – Kagami odstawił talerz na stół i ponownie zmierzył mi temperaturę. – Trzydzieści osiem i pół… - mruknął. – Musisz teraz leżeć.
 - A ty myślisz, że co ja cały dzień robię? – burknęłam i zakryłam ramieniem oczy. – Taiga… Powodzenia na najbliższym meczu.
 - Dzięki! – Uśmiechnął się. – A tobie jeszcze raz zdrówka Muszę już lecieć na trening, więc do zobaczenia!
 Minutę później słyszałam trzask zamykanych drzwi. Westchnęłam cicho. Przynajmniej przez chwilę ktoś tu ze mną był…

 ~Aomine~

 Jak jej powiem, że zerwałem się z ostatnich dwóch lekcji specjalnie po to, by ją zobaczyć, to chyba mi wybaczy, nie? Pff, też pytanie. Zawsze mi wybacza. W końcu jestem jej zajebistym chłopakiem.
 Ziewnąłem przeciągle i rozmasowałem obolałe ramię. Przecież w szkole na lekcji też się można nieźle zmęczyć. Coś w końcu musi podpierać moją brodę!
 Będę u niej za jakieś pięć minut. Pewnie się na mój widok mega ucieszy. Jest jeszcze druga opcja, niestety równie prawdopodobna co pierwsza – rzuci we mnie zasmarkanymi chusteczkami higienicznymi. Ble…! Szczerze mówiąc, to wolałbym tego uniknąć. Jeszcze się przeziębię… Chociaż są też plusy takiej choroby. Akina by się mną opiekowała, przychodziłaby do mnie (o ile moja mama by jej na to pozwoliła), może nawet założyłaby strój seksownej pielęgniarki…?
 Uśmiechnąłem się do siebie, wyobrażając sobie jej minę, gdybym jej takie coś zaproponował. Oj, wściekła by się. Podejrzewam, że nawet mimo choroby znalazłaby w sobie siłę, by mi przywalić.
 Kiedy zamierzałem skręcić, ktoś prawie na mnie wbiegł. Na jego szczęście zahamował tuż przede mną, więc nie musiałem używać siły do obrony.
 - Sorry! – Rzucił wysoki, czerwonowłosy chłopak na odchodnym, po czym znów zaczął biec. Co za… Zaraz, zaraz… Ja go już gdzieś widziałem! To przecież ten zmutowany orangutan, który podaje się za brata mojej dziewczyny! Gdyby mi się chciało, pewnie bym go gonił, ale że mi się nie chce – odpuszczę mu.
 Uśmiechnąłem się pod nosem. No, szympansie, szykuj się. Zamierzam cię zmiażdżyć. O tak. Mam wielką ochotę na pokonanie cię. Nawet nie wiesz, z jaką chęcią wgniótłbym cię w boisko. Jednak liczę na to, że czymś mnie zaskoczysz i nie dasz się tak łatwo pokonać. Ile rozrywki jesteś mi w stanie zapewnić? Jak długo ze mną wytrzymasz? Dziesięć minut? Jedną kwartę? Dwie? Może nawet połowę meczu? Musisz zaspokoić moją ciekawość, Kagami Taiga. A może zdarzy się cud i przerośniesz moje oczekiwania?
 Dotarłem do mieszkania Akiny. Zapukałem do drzwi, a ona otworzyła mi chwilę później.
 - Cześć – wychrypiała.
 - Yo. – Obrzuciłem ją spojrzeniem. – Ło matko! Wyglądasz strasznie!
 - Kobiecie się nie mówi takich rzeczy, idioto! – Podniosła głos. Gdyby nie miała gorączki, moje życie już byłoby zagrożone. – Poza tym wiem o tym, więc mnie przynajmniej nie dobijaj. – Złapała się za głowę.
 - Oi, usiądź lepiej, bo się zaraz przewrócisz. – Zaprowadziłem ją do łóżka, po czym sam zająłem miejsce na brzegu materaca. – Co tak ładnie pachnie?
 - Taiga mi zupę ugotował. – Zakasłała.
 - Aaa… Braciszek – dobrodziej, co?
 - O co ci chodzi? – spytała zdziwiona.
 - Przypadkiem prawie na mnie wpadł na ulicy. – Wzruszyłem ramionami. – Jesteś pewna, że nie ukradłaś go z jakiegoś laboratorium? Przecież jego brwi…
 - Jeśli się zaraz nie zamkniesz, ty wylądujesz w laboratorium, rozczłonkowany na milion kawałeczków!
 - Spoko, spoko. – Uniosłem ręce w geście kapitulacji. – Żartowałem tylko. Jak się czujesz?
 - Źle – burknęła. – Poza tym strasznie się nudzę.
 - Posiedzę tu z tobą trochę. – Wygodniej usadowiłem się na łóżku, kładąc głowę na jej nogach przykrytych kołdrą.
 - Przeziębisz się – mruknęła, ale nawet mnie nie szturchnęła.
 - Nic mi nie będzie, mam wysoką odporność.
 - Taiga powiedział dokładnie to samo…
 - Ale ja jestem dodatkowo zajebisty. – Uśmiechnąłem się triumfalnie.
 - Powinieneś być w szkole.
 - Przyszedłem tu specjalnie dla ciebie.
 - A jak niby…
 - Zamknij się i odpoczywaj. Masz wyzdrowieć, bo chcę, żebyś była na meczu naszej szkoły z Seirin.
 - Aż tak ci zależy? – Zdziwiła się.
 - Pokonam go. Masz to jak w banku. Chcę zobaczyć jego minę po przegranym meczu.
 Akina tylko westchnęła cicho, po czym wzięła do ręki paczkę chusteczek higienicznych. Nim się spostrzegłem, wylądowała ona na mojej twarzy. Przynajmniej nie były zasmarkane…
 Spojrzałem na nią zdziwiony, a ta tylko słabo się uśmiechnęła.
 - Kocham cię – wyszeptała.
 - Ja też cię kocham.
Ułożyła się wygodniej, a dwie minuty później wsłuchiwałem się w jej miarowy oddech. Zasnęła. I dobrze. Niech sobie dziewczyna pośpi. Zasłużyła.
 Pocałowałem ją w czoło i dotknąłem dłonią jej policzka.
 - Słodkich snów z zajebistym mną – szepnąłem, po czym opuściłem jej pokój. Zanim zamknąłem za sobą drzwi, zobaczyłem na jej twarzy delikatny uśmiech. To chyba będzie dla niej przyjemna drzemka.
 Ubrałem się i wyszedłem z jej mieszkania. Starałem się być przy tym cicho, by mogła spokojnie spać. Kiedy znalazłem się na dworze, rozmasowałem kark dłonią i skierowałem się w stronę najbliższego boiska. Sam nie wiem, po co tam poszedłem. Po prostu gapiłem się na kosz i przypominałem sobie mecze z gimnazjum. Kiedyś… Kiedyś grałem z Tetsu w jednej drużynie. Za kilkanaście dni staniemy na tym samym boisku, ale będziemy mieli na sobie inne stroje. Kuroko… Jak bardzo się zmieniłeś? Czy twoja gra nadal jest taka sama? Jak silne jest twoje nowe światło? Co mi pokażesz? Jakim wyrazem twarzy mnie przywitasz?
 Westchnąłem cicho i skierowałem się w stronę domu. Przez sekundę wydawało mi się, że po drugiej stronie ulicy widziałem niebieską czuprynę dawnego przyjaciela, ale zignorowałem to. Wzruszyłem ramionami i poszedłem do swojego mieszkania. Po co miałbym zwracać uwagę na Tetsu, skoro go już nie potrzebuję?

 - Tsk. – Zgrzytnąłem zębami. – Totalny bezsens.
_________________________________________________________________________________





czwartek, 28 stycznia 2016

Bardziej...!

Czyżby w tym króciutkim one-shocie wyszła na jaw moja zboczona natura? O_O Ee... wcale XD Znaczy.. To, że jestem zboczona, to już wiadomo :P Ostatnio chyba wena mi powróciła, a pierwszą rzeczą, jaką napisałam, jego krótkie opko AoKaga :D Nie wiem, co mi odwaliło, ale wyszło jak wyszło XD Sorry, że takie krótkie :/

Przed wami AoKaga - Bardziej...!

*ten tytuł jest dziwny....*
_________________________________________________________________________________

- Mówię ci, byś pchał mocniej, bałwanie! – Syknął Kagami, gdy poczuł, jak Aomine na niego napiera.
 - Zamknij się! – Stęknął Daiki, ale jeszcze mocniej na niego naparł.
 Żaden się nie poddawał. Aomine cały czas pchał Kagamiego, a ten coraz głośniej stękał i dyszał.
 - Aj, bo ona mi się wbija… - zaczął.
 - Morda, już prawie… - przerwał mu Daiki.
 - Ej, ale ja zaraz…!
 - Już prawie koniec, wytrzymaj!
  Krzyk Kagamiego rozległ się po pustej szatni. W końcu obaj odetchnęli z ulgą i odeszli od drzwi.
 - Kurwa, mówiłem, że mi się klamka wbija w brzuch! – jęknął Taiga i złapał się za bolące miejsce.
 - Przynajmniej otworzyliśmy te pieprzone drzwi – burknął Aomine i potarł dłonią kark. – No, to gdzie cię boli?
 - Ha? – Nie zrozumiał Kagami. – Brzuch, przecież ci… Aj!
 Aomine położył swojego chłopaka na ławce i zaczął całował jego mięśnie brzucha.
 - D-daiki, jesteśmy w szatni… - stęknął Kagami, ale było mu tak dobrze, że nie chciał tego przerywać.
 - No i? – Aomine w ogóle się tym nie przejmował. – Teraz i tak nikogo nie ma w szkole, więc żadna różnica.
 Taiga westchnął głośno i przestał się wiercić. Tylko Aomine potrafi tak na niego działać. Tylko on potrafi go uspokoić, ale jednocześnie w większości przypadków to właśnie ten niebieskowłosy kretyn doprowadza go do wściekłości i szaleństwa. Gdyby tylko nie mocowali się wcześniej z tymi cholernymi drzwiami, to na pewno miałby więcej siły na…
 - Cholera jasna, drzwi! – krzyknął, gwałtownie wstając z ławki, przewracając tym samym zdezorientowanego Aomine na podłogę.
 - Co?
 - Drzwi, kretynie! Zaraz się zamkną!
 Właśnie wtedy obaj usłyszeli cichy trzask. Równocześnie spojrzeli na wejście do szatni i zobaczyli, że jest ono zamknięte.
 - Kurwa. – Przeklął Daiki.
 - Teraz to ty będziesz pchał się na klamkę – burknął Taiga i podszedł do drzwi.
 - Teraz to ja się będę zajmował czymś innym. – Aomine podszedł do niego ze zboczonym uśmiechem na ustach, po czym objął go w pasie i wpił się gwałtownie w jego usta. Chwycił jego nadgarstki i przytrzymał mu je na głową, by chłopak się nie wyrywał. Przeniósł się z pocałunkami na jego szyję oraz barki.
 - D-daiki… - jęknął Kagami, gdy Aomine zrobił mu malinkę. – N-nie tutaj…
 - Mówiłem ci przecież, że nikogo tu teraz nie ma. A skoro jesteśmy sami, to należy ten czas jakoś wykorzystać, nie?
 Kagami już nie protestował. Sam tego chciał, więc po prostu oddał się przyjemnemu uczuciu. Zapomniał o tym, że są w szkolnej szatni i przechylił głowę lekko w bok, dając swojemu chłopakowi więcej miejsca na pieszczoty. Uśmiechnął się lekko, gdy usłyszał jego cichy pomruk. Po chwili poczuł też, jak coś twardego wbija mu się w uda. Tym razem nie była to klamka.
 ,,Oho, będzie gorąco. Jak zwykle zresztą.”
 Kilkanaście sekund później leżał na podłodze bez koszulki i wpatrywał się w oczy Daikiego. Objął rękami jego szyję i złączył ich usta w namiętnym pocałunku. Po chwili nie miał już na sobie dolnej części ubrań, więc westchnął cicho i kiwnął lekko głową na znak, że już jest gotowy. Aomine wszedł w niego szybko i zaczął się w nim poruszać, sprawiając im obu przyjemność.
 - Bardziej! – jęknął Kagami, czując zbliżające się spełnienie. – M-mocniej, Daiki!
 W czasie pobytu w szatni zrobili to jeszcze trzy razy. Za każdym razem najczęściej powtarzało się jedno słowo: bardziej. Mimo tego, że zamknęli się w jednym ze szkolnych pomieszczeń, zaliczyli ten wieczór do jak najbardziej udanych.
 - Następnym razem bardziej się z tą klamką postaraj – szepnął Aomine, gdy szli do domu Kagamiego. Dyskretnie ujął jego dłoń i zwycięsko się uśmiechnął.
_________________________________________________________________________________











piątek, 22 stycznia 2016

Więzi

NIESPODZIANKA!!!!!!!
Wreszcie coś napisałam!! :D :D Wprawdzie to w ogóle nie jest związane z blogiem, ale to szczegół...
Otóż grzebałam ostatnio w jakiś starych (takich sprzed kilku miesięcy) opowiadaniach i znalazłam TO. Jak je przeczytałam, to zobaczyłam masę błędów, więc poprawiłam to, co udało mi się dostrzec. Nie wiem, czy wam się spodoba, ale, jak to mówię, ryzyk-fizyk :P Bez ryzyka nie ma zabawy! :D

 Opowiadanie z Naruto; tytuł: ,,Więzi" Nie martwcie się, to żaden paring, po prostu zwykły, najzwyklejszy w świecie one-shot ;D Pojęcia nie mam, czy lubicie to anime, ale do czytania i tak was zaproszę XD
_________________________________________________________________________________

Więzi.
Czym one właściwie są? Sprawiają, że jesteś z kimś związany. Coś łączy cię z daną osobą i to coś jest bardzo silne. Czasem można je zerwać, ale bywają takie sytuacje, że nawet po mimo wielu prób, to jest po prostu niemożliwe. Przykładem są więzi rodzinne. Więzi dzieci i rodziców. Więzi między rodzeństwem. Między braćmi.
  Właśnie. Więzi braterskie.
 Podobno miłości nie da się opisać, nie da się jej zastąpić. Ona wymaga czasem poświęceń, smutku, nienawiści. Jednak jeśli jest prawdziwa, przetrwa wszystko – nawet największe cierpienie.
 Jeżeli bliska ci osoba kiedyś cię zdradziła, wybacz jej. Może okaże się, że nadal cię kocha i miała ważny powód do zadania ci bólu? To brzmi dziwnie, wiem. Ale taka jest prawda. Przebaczenie jest bardzo ważną rzeczą. Jednak nie wszyscy umieją sobie przebaczać. Czasem żyją w nienawiści, a jedyne, czego pragną, to zemsta. Co ona daje? Zemścisz się, zabijesz i co potem? Będziesz musiał z tym żyć do końca swoich dni. Po co od razu walczyć? Może warto porozmawiać? To, co teraz mówię, pewnie wydaje wam się naiwne. Uwierzcie jednak, że od zemsty wszystko jest lepsze. Bywa, że zwykła rozmowa może uratować życie niewinnej osobie.
 Więc czemu niektórzy zabijają? Gniew, nienawiść, nieumiejętność przebaczenie, żal… Te uczucia powodują chęć zemsty. To właśnie przez nie człowiek traci nad sobą kontrolę i myśli tylko o jednym – o zabiciu. Pragnie zerwać więzi, które kiedyś były dla niego ważne. Chce o tym zapomnieć. To niemożliwe. Nawet jeśli zginie bliska dla ciebie osoba, nie da się o niej zapomnieć. Te więzi zawsze będą istniały. Nic ich nie przetnie. Nienawiść może je tylko zamazać, lecz mimo wszystko one nadal tam będą.

 Sasuke Uchiha siedział na dużym kamieniu znajdującym się na środku ogromnej polany. Nie cieszył się z tego, że znów może być ze swoją dawną drużyną. Nie interesowały go nowinki, o których opowiadał mu Naruto. Nie miał ochoty na jedzenie. Kompletnie ignorował Sakurę. Nie zwracał uwagi na pytania Kakashiego. Dlaczego? Powód był jeden – Sasuke niedawno stracił brata. Przez kilka lat go nienawidził, bo zabił cały ich klan, ale tuż po jego śmierci poznał całą prawdę. Okazało się, że Itachi Uchiha zrobił to dla dobra wioski oraz dla jego bezpieczeństwa. Cały czas miał kochającego, wspaniałego starszego brata, który przez te wszystkie lata starał się go chronić. A teraz co? Jedyne, co mu po nim zostało, to Mangekyou Sharingan,  który Itachi mu wszczepił.
 ,,Dlaczego mi nie powiedział? Nie ufał mi? Uważał za gorszego?”
  Sasuke nie potrafił się skupić na niczym innym. Ciągle myślał tylko o Itachim, o ich ostatniej walce, o jego uśmiechu… Dotknął palcami swojego czoła, jak to zawsze robił mu starszy brat. Dziwne, ale… brakowało mu tego. Po raz pierwszy w życiu chciał to poczuć. Pragnął cofnąć czas i przywrócić życie Itachiemu. Gdyby to tylko było możliwe…
 - Sasuke! – krzyk Naruto wyrwał go z przemyśleń.
 - Daj mi święty spokój – burknął Uchiha i odwrócił głowę.
 - Babunia wszystkich wzywa! To pilne!
 Nie czekając na odpowiedź Sasuke, Naruto złapał go za przedramię i pociągnął w stronę namiotu Piątej. Brunet był zaskoczony jego zachowaniem, więc nawet się nie wyrywał. Kiedy obaj zajęli wolne miejsca, Tsunade zaczęła przemawiać:
 - Jak wszyscy wiecie, Akatsuki rozpadło się. Kilku członków nie żyje, kilku odeszło i nie wiadomo, gdzie teraz są. Jednak naszym największym problemem jest zamaskowany facet, który podaje się za Madarę Uchiha. – Zrobiła kilkusekundową pałzę i zaczęła obgryzać paznokcia. W tym czasie Sasuke zacisnął pięści i spuścił głowę, starając się nie myśleć o Itachim. – Do tej pory myśleliśmy, że ten człowiek nie żyje, jednak ostatnie wydarzenia mocno nas zaniepokoiły. Wyślemy dwie osoby, które sprawdzą najbliższy teren, a z każdym dniem będziemy wysyłać shinobi w coraz odleglejsze tereny. Pierwszą dwójką, która wyruszy na patrol, będzie duet Naruto i Sasuke. – Wszyscy jak na zawołanie spojrzeli na dwóch chłopaków siedzących obok siebie.
 - Słyszałeś, Sasuke?! – wykrzyknął uradowany blondyn. – Jak za dawnych czasów! Wreszcie wspólna misja!
 - Taa… - burknął Uchiha, po czym skierował się do wyjścia.
 Nie zwracał uwagi na zdziwione pytania czy szepty. Włożył ręce do kieszeni spodni i spojrzał w niebo. Kiedy był mały, często chodził z bratem na treningi. Wtedy podczas przerw oglądali chmury i wyobrażali sobie najróżniejsze kształty. Co chwila któryś się śmiał, a na koniec zawsze widzieli w obłokach swoje twarze.
 Tym razem też tak było. Sasuke był pewien, że jedna chmura wygląda jak Itachi.
 ,,Dlaczego akurat on? Czemu mój brat musiał tak cierpieć?”
 Spuścił głowę i skierował się do swojego namiotu, który, o zgrozo, dzielił z Naruto. Spakował do plecaka najpotrzebniejsze rzeczy, po czym usiadł na śpiworze.
 - Sasukeeee! – Do namiotu wbiegł roześmiany blondyn.
 - Czego się drzesz? – mruknął Uchiha, zaszczycając go swoim ponurym spojrzeniem.
 - Ruszamy za piętnaście minut. – Uśmiech nadal nie schodził mu z twarzy. – Będzie jak za dawnych lat! Znów razem w jednej drużynie! – Objął przyjaciela ramieniem, ale ten go odtrącił.
 - Zostaw mnie – burknął. Wstał i wziął swoje rzeczy. – Lepiej się pospiesz, bo nie będę wiecznie czekał na takiego matoła.
 - Kogo nazywasz matołem?! – wykrzyknął oburzony blondyn. – Jeszcze ci pokażę! Jak zobaczysz pełnię moich sił, odszczekasz te słowa!
 Sasuke wyszedł z namiotu, zostawiając w nim naburmuszonego Naruto. Zupełnie jak za dawnych lat. Gdy byli dziećmi, też się ciągle wyzywali i zawzięcie między sobą rywalizowali. Nic się w tej kwestii nie zmieniło.
 Ruszyli pięć minut później. Sasuke wydawał się być czymś mocno zamyślony i nie odpowiadał na zaczepki Naruto, który starał się go skłonić do jakiejkolwiek rozmowy. Podświadomie jednak nie chciał z nim przegrać, dlatego nie dawał mu się wyprzedzić. Niby go słuchał, ale po chwili jego słowa i tak wylatywały mu z głowy.
 Dwie godziny później zatrzymali się.
 - Ne, Sasuke, chyba możemy już wracać, nie? – Naruto założył ręce za głowę, po czym ziewnął.
 - I tak niczego nie wyczuliśmy, więc… - Uchiha wzruszył ramionami. – Tylko się nie ociągaj.
 - To chyba ty będziesz nas spowalniał! – Oburzony blondyn aż tupnął nogą. – I tak jestem od ciebie lepszy, to tylko kwestia czasu, aż dojdzie do naszego pojedynku. A wtedy na pewno cię pokonam. – Skrzyżował ramiona na klatce piersiowej.
 - Niemożliwe… - szepnął nagle Sasuke.
 - He? – Nie zrozumiał Naruto. – Możliwe, możliwe. Wreszcie mnie wtedy docenisz i…
 - Wracamy, natychmiast!
 Uchiha, nie czekając na reakcję Uzumakiego, ruszył przed siebie. Biegł jeszcze szybciej niż wcześniej, więc Naruto miał trudności z dogonieniem go.
 - Ej, zwolnij trochę! – krzyknął, ale Sasuke nie zareagował. Zacisnął mocno zęby i przyspieszył. – Sasuke! Aż tak nam się nie spieszy!
Ciemnowłosy nie odpowiedział. Bardzo mu na czymś zależało i chciał jak najszybciej wrócić do obozu. Blondyn przeklął pod nosem, po czym przyspieszył bieg. Wiedział, że Sasuke się nie zatrzyma, więc pozostało mu biegnięcie za nim. Żaden się nie odzywał. W końcu dotarli na miejsce. Wszyscy stali w kole i mieli niepewne miny, które wyrażały niepokój i niedowierzanie.
 - Tsk. – Sasuke zgrzytnął zębami, po czym zaczął się przedzierać przez tłum. Naruto, niczego nie rozumiejąc, ruszył za nim.
Kiedy Piąta zobaczyła zbliżającego się młodego Uchihę, zagrodziła mu drogę.
 - Wybacz, Sasuke, ale teraz nie możesz się zbliżyć do… - zaczęła.
 - Zamknij się! – krzyknął chłopak, obdarzając ją wściekłym spojrzeniem. – Muszę z nim porozmawiać!
 - Co ty sobie myślisz…?! – Hokage podniosła głos. Uchiha jednak nic sobie z tego nie zrobił i szybkim ruchem ją wyminął.
 Gdy zobaczył osobę stojącą pośrodku tłumu, zacisnął mocno pięści i spojrzał jej w oczy.
 - Ty… - zaczął.
 - Sasuke… - szepnął Itachi.
 - Jesteś kretynem! –  krzyknął czarnowłosy. – Jak mogłeś…?! Dlaczego…?!
Itachi Uchiha stał cały czas w tym samym miejscu i patrzył na swojego brata smutnym wzrokiem.
 - Jeśli chcesz, uderz. – Były członek Akatsuki rozłożył ręce i zamknął oczy. – Zasłużyłem. Jeżeli ci to pomoże, proszę bardzo.
 Wszyscy spojrzeli na niego ze zdziwieniem, ale nie odezwali się. Zerknęli na Sasuke, który jeszcze mocniej zacisnął pięści. Po chwili podniósł złożoną rękę i zaczął biec w stronę brata.
 - Sasuke, czekaj! – krzyknął Naruto, ale nie zdążył go powstrzymać.
 Kiedy wszyscy myśleli, że zaraz rozpęta się prawdziwe piekło w postaci walki dwóch braci, stało się coś, czego się nikt nie spodziewał – młodszy Uchiha podbiegł do Itachiego, ale nie uderzył go. Mocno się do niego przytulił, a z oczu poleciały mu łzy.
 - Nigdy więcej tego nie rób – załkał. – Nie okłamuj mnie…
 Wszystkim szczęki opadły do ziemi. Nikt nie spodziewał się takiego widoku. Dwaj bracia, którzy się nienawidzą, chcą się nawzajem wykończyć, nagle się przytulają.
 - Nie będę, Sasuke. – Itachi objął brata. – Już nie będę.
Ciemnowłosy schował twarz w płaszcz brata, by choć częściowo zakryć łzy cieknące mu po policzkach. Mocniej się w niego wtulił, a prawą dłoń zacisnął na jego plecach. Nikt nawet nie ośmielił się do nich podejść. Wszyscy byli tak zszokowani ich zachowaniem, że nie potrafili ruszyć się z miejsca. Nie odrywali od nich wzroku, ale niczego z tej sytuacji nie rozumieli.
 - Nie zostawiaj mnie już – szepnął Sasuke i spojrzał bratu w oczy.
 - Zawsze będę przy tobie, braciszku. Zawsze. – Itachi zrobił coś, czego nikt by się po nim nie spodziewał – uśmiechnął się.
 Po raz kolejny mieszkańcy Konohy zmienili się w słupy soli.

                                                   *** Tydzień później ***
 Sprawa Itachiego została już wyjaśniona. Okazał się on bardzo miłym i sympatycznym mężczyzną, z którym przyjemnie się rozmawiało. Kiedy każdy poznał prawdę o nim, zmieniło się nastawienie do jego osoby. Wprawdzie sporo osób nadal mu nie ufało i nie mogło się do tego przyzwyczaić, ale nawet Piąta darzyła go zaufaniem. Starszyznę zaś wykluczyła z ważnych obrad, a Danzou oddała pod opiekę ANBU, rozwiązując tym samym Korzeń. Sasuke i Itachi mieli wspólne mieszkanie, które często było odwiedzane przez Naruto oraz drużynę siódmą. Starszy Uchiha za każdym razem zapraszał ich ponownie, podczas gdy Sasuke mało nie wybuchał ze złości.
 - Sasuuukeee! – krzyknął Naruto i objął przyjaciela ramieniem. – To co? Kto pierwszy przebiegnie sześć kilometrów wygrywa?
 - Tylko sześć? – Ciemnowłosy uśmiechnął się kpiąco i strącił ramię blondyna ze swojej szyi. – W takim razie wiedz, że już przegrałeś.
 I się zaczęło. Ich codzienne droczenie lub konkurencje znów stały się tradycją. Co chwila któryś przezywał tego drugiego, gromili się spojrzeniami, a na końcu dochodziło do zakładów bądź wyścigów. Jednym słowem – rutyna.
 Inni też się cieszyli, bo Naruto wrócił do dawnego siebie, znowu się głośno śmiał i bawił, natomiast Sasuke przestał być taki oziębły. Powoli zaczynał być miły dla reszty, chociaż wiadome było, że jego prawdziwy charakter nigdy się nie zmieni. Pierwotna drużyna siódma znów była razem. Kakashi czasem miał problemy z ogarnięciem ich, ale mimo wszystko cieszył się, że Sasuke wrócił do wioski i odzyskał brata. Itachi czasem z nimi trenował i za każdym razem Naruto domagał się rewanżu, twierdząc, że przegrał, bo poraziło go słońce.

 Itachi i Sasuke wracali razem do domu. Słońce już zachodziło, a ludzi na ulicach ubywało.
 - Wiesz, Sasuke – zaczął starszy Uchiha. – Nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek zostanę uznany za pełnoprawnego mieszkańca Konohy.
 - A ja nie sądziłem, że cały czas będziesz mnie chronił. Myślałem, że jesteś samolubem i pieprzonym psychopatą, a okazało się, że zawsze nade mną czuwałeś.
 Po chwili ciemnowłosy dostał pstryczka w czoło. Spojrzał z niezrozumieniem na brata, a ten tylko uśmiechnął się ciepło.
 - To za tego psychopatę – powiedział.
 Sasuke prychnął cicho pod nosem, po czym dogonił Itachiego. Razem wrócili do domu, by przygotować się ważną misję.

 Więzi są nierozerwalne. Nie da się ich przeciąć. Nawet jeśli się kogoś nienawidzi, powiązanie z tą osobą nie zniknie. Tak długo, jak o kimś pamiętasz, jesteś z nim w jakiś sposób związany. Nie ma możliwości ucieczki. Czasem nawet nie warto tych więzi przerywać, bo to może się okazać największym życiowym błędem. Szczególnie silne są więzi rodzinne. Miłość jest jak mocny sznur, którego nic nie przetnie. Nieważne, ile razy byś próbował, ta lina zawsze będzie cała. Każdy człowiek ma uczucia. A dopóki je ma, posiada też więzi. Nawet jeśli o tym nie wie, one są z nim cały czas.
 Więzi są zawsze. Czasem jest nimi nienawiść, czasem miłość, innym razem żal bądź cierpienie, ale  właśnie takie uczucia powodują, że jesteśmy z kimś w jakiś sposób związani.
 Więzi są czymś, o czym się nie zapomina. Nigdy nas nie opuszczają, są niezniszczalne.
_________________________________________________________________________________