Ohayo!
Wreszcie coś dodałam! ^^ Tak, też się z tego cieszę! :D
Nie mam granatowego pojęcia, czy uda mi się was zaskoczyć tym rozdziałem, no ale może jednak nie będziecie się wszystkiego spodziewać :P
Już 40 rozdział! Jak to szybko zleciało! :D Nie wiem, ile tego będzie, ale fabułę mam mniej więcej określoną, więc... Oczekujcie nieoczekiwanego! XD Podejrzewam, że tych rozdziałów jeszcze sporo będzie, więc ta historia się tak szybko nie skończy ;)
Mam wrażenie, że ostatnio wieje tu nudą... Ale oby to było tylko moje wrażenie.
Co do wcześniejszych zamówień... Nie martwcie się, pamiętam o nich, ale prawdopodobnie przez pewien dłuższy czas się tu jeszcze nie pojawią, więc.. Gomene *ukłon* Ostatnio poświęciłam czas głównie na pisanie czegoś z okazji walentynek, więc.. Rozumiecie?
Ok, koniec tego gadania, bo zaraz tak się rozgadam, że nie skończę XD
Zapraszam na 40 rozdział! :D
_________________________________________________________________________________
~Akina~
No gdzie on jest?! Mecz się zaraz zaczyna, a jego jak nie
było, tak nie ma! Co za debil… Żeby po raz kolejny spóźniać się na pierwszą
kwartę! Niech no tylko się tu pojawi, a osobiście mu przypierdolę.
- Akina-san, dlaczego
Aomine jeszcze nie ma? – Stojący obok Shosuke złapał mnie za rękę.
- Wiesz, ten kretyn
powiedział, że się spóźni.
- Ale przyjdzie?
- Na pewno. A potem we
trójkę pójdziemy na boisko, OK?
Chłopiec z radością przytaknął, po czym zjadł swojego
batonika. Pani Anzai poprosiła mnie o opiekę nad nim, więc do wieczora muszę
mieć na niego oko. Wprawdzie Shosuke ciągle wypytuje o Daikiego, ale mnie też
bardzo lubi. Ucieszył się, gdy mama mu powiedziała, że zabieramy go na mecz. To
takie radosne dziecko. Często się śmieje, przeważnie ma dobry humor, jest
energiczny… Naprawdę lubię się nim opiekować.
- Chodź, przejdziemy
się jeszcze przed meczem – zaproponowałam i wyciągnęłam dłoń w jego stron.
Chwycił moją rękę z
uśmiechem na ustach, po czym poszliśmy się przejść. Podeszliśmy do automatu,
gdzie kupiłam Shosuke puszkę gazowanego napoju pomarańczowego. Kiedy
zamierzałam wracać, zobaczyłam idącego korytarzem Taigę.
- Hej, siostra! –
Zawołał, gdy mnie ujrzał.
- Cześć, Taiga. –
Uśmiechnęłam się ciepło.
- To twój brat? –
spytał Shosuke.
- Tak. To Kagami
Taiga. Taiguś, to Shosuke Anzai.
- Yo, młody. –
Czerwonowłosy podniósł dłoń i się z nim przywitał. – A gdzie Aomine? – To
pytanie było skierowane do mnie.
- Ten kretyn
postanowił się spóźnić – warknęłam. – Będzie dopiero na drugą połowę.
- Czemu?! – Zdziwił
się Kagami.
- Jego spytaj, jak się
pojawi, bo nie ręczę za siebie. – Spojrzałam na zegarek. – Sorki, ale musimy
już iść. Powodzenia na meczu.
- Dzięki. – Uśmiechnął
się szeroko. – Dotrzymam słowa!
Kiwnęłam mu głową, po
czym razem z Shosuke poszłam do szatni, w której nasza drużyna powtarzała
strategię.
- Dai-chan pewnie
będzie jak zwykle zdobywał punkty – zaczęła Momoi – więc jemu nawet nie warto
przedstawiać naszego planu. Po prostu mu później przekazujcie piłki, jak
zawsze.
Kiedy cała drużyna
wychodziła z szatni, Satsuki do mnie podeszła i szepnęła:
- Myślisz, że jest
jeszcze szansa na to, że on wróci do siebie?
- Jest –
odpowiedziałam pewnie. – Wierzę w to. Zobaczysz, że znów będzie się śmiał.
Satsuki posłała mi
lekki uśmiech, po czym stanęłyśmy przy ławce, czekając na rozpoczęcie meczu.
- Aomine ich pokona,
prawda? – spytał Shosuke i usiadł koło mnie.
- Tak. – Pogłaskałam
go po głowie. – Przecież jest silny.
Usłyszeliśmy gwizdek sędziego, a po chwili gra
się rozpoczęła. Piłkę przejęło Touou i od razu przystąpiło do ataku. Myślę, że
Seirin nie jest wcale takie słabe, ale nie jest do końca zgrane zespołowo,
dlatego nie może odebrać nam piłki. Sakurai rzucał celne trójki, a Imayoshi jak zwykle wnerwiał przeciwników
swoją osobowością. Junpei wyglądał na bardzo zirytowanego, ale dzielnie znosił
zachowanie naszego kapitana. Zaskoczył mnie Kagami. Wprawdzie w Ameryce
widziałam, że wysoko skacze, jednak teraz jego skoki są jeszcze lepsze. W
dodatku bardzo dobrze współpracuje z Kuroko. Zupełnie jakbym widziała Aomine i
Tetsu za czasów gimnazjum. Tetsuya podawał piłki, a Daiki przyjmował je i z uśmiechem
na ustach ruszał pod kosz przeciwników. Tak bardzo chciałabym go jeszcze raz
zobaczyć… Ten szczery uśmiech wynikający z gry…
Koniec pierwszej
kwarty, a prowadzi Touou. Jak tak dalej pójdzie, to nasza drużyna zmiażdży
Seirin jeszcze przed przyjściem Aomine. A wtedy nasi przeciwnicy nie będą mieli
szans na wygraną. Taiga, daj z siebie wszystko! Nie poddawaj się! Pamiętaj o
obietnicy!
- Pamiętajcie o hakach
Mitobe i Sokolim Oku Izukiego. – Momoi przypominała o ruchach graczy Seirin.
Jak zawsze jest świetnie przygotowana i zebrała informacje na temat całej
przeciwnej drużyny. Momoi, podziwiam cię. Wprawdzie też jestem menedżerką, jednak
nawet ja nie robię tak wiele jak ty. – Pamiętacie?
- Tak! – Cała drużyna
wzięła do rąk butelki wody i zaczęła pić.
Zauważyłam, że
zawodnicy Seirin cały czas rzucali nam ukradkowe spojrzenia, a my się im
odwdzięczaliśmy. Kiedy napotkałam wzrok Taigi, ten tylko zacisnął pięści i
zgrzytnął zębami. Dasz radę, braciszku!
Druga kwarta. Touou
prowadzi i rozpoczyna szybkim atakiem. Seirin traci kolejne punkty. Ludzie,
weźcie się w garść i nadróbcie straty! Nagle usłyszałam gwizdek sędziego.
- Seirin, zmiana!
Spojrzałam z
zaskoczeniem na Riko, która kazała Kagamiemu zejść z boiska. Cholera, pewnie ta
nieszczęsna kontuzja daje mu się we znaki. Teraz Seirin będzie miało jeszcze
większy problem z wyrównaniem wyniku.
Spojrzałam na Taigę, a
ten posłał mi tylko przepraszające spojrzenie i napił się wody. Riko właśnie
kończyła obwiązywać mu kolano. Oby pomogło, bo inaczej marny los Seirin.
- Seirin, zmiana!
Taiga znów wchodzi na
boisko. Zauważyłam na jego twarzy pewny siebie uśmiech, więc zrobiło mi się
jakoś lżej na sercu. Kagami naprawdę kocha koszykówkę. Mam nadzieję, że żadna
kontuzja nie przeszkodzi mu w grze.
- No właśnie, właśnie,
wejdź na boisko. – Usłyszałam znajomy głos i spojrzałam zaskoczona na Aomine,
który zawiesił swoje ramię na szyi Taigi. – Zapewnij mi chociaż odrobinę
rozrywki.
- Ty draniu! – Kagami
strącił jego rękę i patrzył na niego wściekłym wzrokiem.
Wstałam z ławki i
podeszłam do Daikiego. Odciągnęłam go lekko od Taigi i powiedziałam:
- Nie zaczynaj. Jak
już się spóźniłeś, to chociaż nie drocz się z zawodnikami Seirin! Bałwan!
Przebieraj się i na boisko!
- Aomine, wchodzisz –
odezwał się Imayoshi.
- Ha? – Zdziwił się
Daiki. – Przecież wygrywacie, nie muszę grać.
- Owszem, musisz – wtrącił
trener.
Aomine westchnął głośno, po czym zdjął z siebie sportową
bluzę naszej drużyny i wszedł na boisko.
- Powodzenia! –
krzyknął Shosuke i radośnie do niego pomachał.
- Yo, mały! – Aomine
spojrzał na Anzaia. – Teraz patrz i ucz się od mistrza.
Rzucił Momoi swoją bluzę i zaczął iść w stronę Kuroko.
- Zaczynajmy.
Cała przeciwna drużyna
patrzyła na niego z lekkim lękiem. Nie bójcie się go, tylko pokażcie mu całą
swoją siłę! Nie możecie tchórzyć tylko dlatego, że jest byłym asem Pokolenia
Cudów!
Daiki podszedł do
Tetsu i wymienił z nim kilka krótkich zdań. Chciałabym zobaczyć ich znów
grających w tej samej drużynie… Chciałabym, by znów przybijali sobie żółwika po
każdym zdobytym koszu. Chciałabym, by znów byli przyjaciółmi. Chciałabym… Tak
wiele bym chciała!
Gwizdek sędziego
zakończył przerwę. Do końca drugiej kwarty pozostały niecałe dwie minuty.
Usiadłam koło Shosuke i z uwagą obserwowałam przebieg meczu.
- Aomine jest
niesamowity – powiedział nagle chłopiec, z uwielbieniem wpatrując się w swojego
nauczyciela. Otóż to, Daiki obiecał mu, że trochę go podszkoli. Anzai był wtedy
tak szczęśliwy, że w ogóle nie chciał puścić jego nogi i nie odstępował go na
krok. Trochę pomogłam Daikiemu w podjęciu decyzji (czasem trzeba posunąć się do
szantażu), ale cieszę się, że dzięki temu więcej czasu będzie spędzał na
boisku. Może przypomni sobie o swoim uczuciu, jakim darzy kosza? – Cieszę się,
że mogę widzieć jego grę na żywo.
- Tak, to prawda. –
Objęłam go ramieniem. – Jest niesamowity.
Daiki zamierzał zrobić wsad, ale Taidze udało
się zablokować jego atak. Oj, Aomine, czyżby Kagami jednak cię czymś zaskoczył?
Seirin ruszyło do kontrataku. Kiedy mój brat był już przed koszem i skoczył do
rzutu, Aomine wyskoczył, wytrącając mu piłkę z ręki. Taiga spojrzał na niego
zdziwiony. No tak… Szybkość mojego chłopaka jest ogromna. Jednak inna rzecz
przykuła moją uwagę – Kagami zamierzał skoczyć z linii rzutów wolnych? Jego
skoki są aż tak dobre? To chyba nawet zdziwiło samego Aomine, bo na chwilę się
zatrzymał i patrzył na Taigę w milczeniu. No, Daiki, tego się chyba po nim nie
spodziewałeś, co?
Koniec pierwszej
połowy. Cała nasza drużyna udała się do szatni, by odpocząć i przedyskutować
strategię dalszej gry. Aomine nagle wyszedł, mówiąc, że jedynym, który może go
pokonać, jest on sam. Jak ja tego nienawidzę! To takie egoistyczne i
wkurzające! Zaraz będzie mówił, że jedyny, który może go kochać, jest on sam!
- Pogadam z nim –
odezwała się Momoi. – A wy zjedzcie cytryny.
Westchnęłam cicho i
wyjęłam z torby wodę dla Shosuke.
- Akina-san, dlaczego
Aomine tak mówi? – spytał nagle chłopiec, patrząc na mnie. – Kiedyś był… inny.
Częściej się uśmiechał, a teraz… Dlaczego?
W szatni zapanowała
niezręczna cisza. Czułam na sobie spojrzenia wszystkich członków drużyny. Jakby
mu to najprościej wytłumaczyć?
- Wiesz – zaczęłam. –
Aomine po prostu potrzebuje prawdziwego wyzwania. Musi znaleźć kogoś, z kim
będzie mógł zagrać na poważnie. Wtedy na pewno ucieszy się z takiej gry i znów
będzie się śmiał. Jak kiedyś. – Przykucnęłam przed nim. – Ale jestem pewna, że
nauczy się wielu przydatnych trików i będzie dumny, że mógł się uczyć.
- Naprawdę? – Shosuke
szeroko się uśmiechnął.
- Naprawdę. – Posłałam
mu ciepły uśmiech.
- To ja jeszcze
bardziej przyłożę się do treningów!
- Czas na trzecią
kwartę – odezwał się trener. – Drużyna, pokażcie Seirin, na co was stać!
Kiedy wszyscy byli już w hali głównej, pojawił
się Aomine. Miał na głowie biały ręcznik i widać było, że się rozgrzał. Oho,
chyba zamierza potraktować ten mecz poważniej niż inne. Taiga, błagam, nie
poddawaj się!
Touou potroiło wynik
Seirin. Kagami nie miał z Aomine żadnych szans, nie umiał go zatrzymać. W
dodatku Daiki pokazywał swoje nieregularne rzuty. Potrafi rzucać z każdej
pozycji ciała i zawsze trafia. Seirin nie była przygotowana na takie coś. Siła
mojego chłopaka była dla nich zbyt duża. Schodzili z boiska w takim szoku, że
myślałam, iż się zaraz popłaczą. Na dodatek Taiga nie grał do końca, bo miał
problemy z nogą. Widziałam, że chciał wejść na boisko, ale Riko mu na to nie
pozwalała. Trudno, Kagami, innym razem. Jest jeszcze czas.
Wraz z Shosuke szłam
korytarzem. Cała nasza drużyna wyszła wcześniej, więc czekaliśmy tylko na
Daikiego. Obiecałam Anzaiowi, że po meczu pójdziemy na boisko, więc Aomine nie
miał wyboru i musiał się dostosować.
Wtedy zobaczyłam idącą
korytarzem drużynę Seirin. Kiedy Taiga mnie zobaczył, zacisnął pięści i zrobił
kilka kroków w moją stronę.
- Ja… - zaczął. –
Przepraszam. Nie dałem rady.
- Nie masz za co
przepraszać. – Spróbowałam go pocieszyć. – Na pewno się kiedyś zrewanżujesz.
- Nie sądziłem, że on
będzie aż tak silny – mruknął ich kapitan.
Wszyscy mieli grobowe
miny, żaden się nawet raz nie uśmiechnął.
- Taiga, a co powiesz
na wyjście na jakieś ciasteczko? – zaproponowałam. – Masz wolny piątek?
Kagami spojrzał na
mnie zdziwiony, ale po chwili przytaknął. Uśmiechnęłam się lekko i jeszcze raz
obrzuciłam spojrzeniem całą drużynę.
- Ja… - zaczęłam, ale
przerwał mi krzyk Shosuke.
- Aomine!
Chłopiec puścił moją
rękę i podbiegł do Daikiego, łapiąc go za dłoń. Aomine poczochrał go lekko po
włosach, po czym spojrzał na mnie, a następnie przeniósł swoje spojrzenie na
Seirin.
- Idziemy? – spytał.
- A pokażesz mi kilka
swoich czadowych rzutów? – Shosuke wpatrywał się w Daikiego jak w obrazek
święty.
- Pewnie.
- To na razie! – Pomachałam
Seirin na pożegnanie, a widząc ich zdziwione miny, zaśmiałam się w duchu.
Pewnie nie spodziewali się, że taki samolub jak Aomine może być lubiany przez
Shosuke. I na dodatek go uczy.
Kiedy zamierzaliśmy
odejść, usłyszeliśmy dwa znajome głosy, których nie słyszałam zpięć miesięcy.
- Aomine! Akina!
Odwróciliśmy się, a
naszym oczom ukazali się Isao i Mito, których spotkaliśmy podczas obozu. Nie
spodziewałam się, że ich tu zobaczymy.
- Dawno was nie
widzieliśmy! – krzyknęli i rzucili się na Aomine, tuląc się do jego nóg. Daiki
spojrzał na nich zaskoczony i lekko dotknął ich ramion.
- A co wy tu robicie?
– spytał.
- Przyjechaliśmy na
mecz. – Isao uśmiechnął się i zadarł głowę, by móc spojrzeć mu w oczy. – Ej! Ty
chyba jeszcze bardziej urosłeś!
Chłopcy zaczęli coś
mówić do Aomine, a ja się tylko przyglądałam. To taki ładny widok… Aomine z
dziećmi.
- E, siostra, o co
chodzi? – Kagami podszedł do mnie, gapiąc się na Daikiego rozszerzonymi oczami.
Wszystko mu w skrócie
wyjaśniałam, a przy okazji wysłuchała tego cała jego drużyna.
- Pamiętam ich –
odezwał się nagle Kuroko, wszystkich strasząc. – Ci chłopcy bardzo lubią
Aomine-kuna.
- Tak, aż miło
popatrzeć. – Uśmiechnęłam się.
- Akina! – zawołał
mnie Mito. – Chodźmy już! Mamy się spotkać z mamą dopiero o osiemnastej, więc
Aomine się zgodził, byśmy z wami poszli!
Daiki się zgodził na
coś takiego? No proszę, chyba jednak lubi te dzieci. Albo po prostu chciał, by
przestały mu krzyczeć do ucha… Cóż, podejrzewam, że obie wersje są prawidłowe.
- Na razie! –
krzyknęłam do drużyny Seirin i podeszłam do swojego chłopaka.
Trochę się zdziwiłam,
gdy Mito wziął mnie za rękę. Ukradkiem spojrzałam na jego brata i zobaczyłam,
że Isao trzyma dłoń Aomine i mówi mu z zapałem o swoich treningach. Z kolei Shosuke
trzymał drugą ręką Daikiego, co wyglądało naprawdę słodko. Mojemu chłopakowi
naprawdę do twarzy z dziećmi…
Kątem oka
zarejestrowałam jeszcze zszokowane twarze graczy z Seirin. No tak… Tego to oni
się nie spodziewali. W sumie też się mocno zdziwiłam, gdy zobaczyłam Isao i
Mito. Chyba jednak Daiki będzie się musiał dziś roztroić, bo każdy z chłopców
pewnie będzie miał do niego sprawę. Jestem bardzo ciekawa, jak mój kretyn
poradzi sobie z trójką dzieci…
_________________________________________________________________________________
























