środa, 10 lutego 2016

Rozdział 40

Ohayo!
Wreszcie coś dodałam! ^^ Tak, też się z tego cieszę! :D
Nie mam granatowego pojęcia, czy uda mi się was zaskoczyć tym rozdziałem, no ale może jednak nie będziecie się wszystkiego spodziewać :P
Już 40 rozdział! Jak to szybko zleciało! :D Nie wiem, ile tego będzie, ale fabułę mam mniej więcej określoną, więc... Oczekujcie nieoczekiwanego! XD Podejrzewam, że tych rozdziałów jeszcze sporo będzie, więc ta historia się tak szybko nie skończy ;)
Pisząc ten rozdział, wcale nie oglądałam po raz enty odcinków, kiedy to Aomine mierzył się po raz pierwszy z Kagamim. Wcale XD I to wcale nie jest spoiler tego rozdziału :P
Mam wrażenie, że ostatnio wieje tu nudą... Ale oby to było tylko  moje wrażenie. 

Co do wcześniejszych zamówień... Nie martwcie się, pamiętam o nich, ale prawdopodobnie przez pewien dłuższy czas się tu jeszcze nie pojawią, więc.. Gomene *ukłon* Ostatnio poświęciłam czas głównie na pisanie czegoś z okazji walentynek, więc.. Rozumiecie?

Ok, koniec tego gadania, bo zaraz tak się rozgadam, że nie skończę XD

Zapraszam na 40 rozdział! :D 
_________________________________________________________________________________
~Akina~

 No gdzie on jest?! Mecz się zaraz zaczyna, a jego jak nie było, tak nie ma! Co za debil… Żeby po raz kolejny spóźniać się na pierwszą kwartę! Niech no tylko się tu pojawi, a osobiście mu przypierdolę.
 - Akina-san, dlaczego Aomine jeszcze nie ma? – Stojący obok Shosuke złapał mnie za rękę.
 - Wiesz, ten kretyn powiedział, że się spóźni.
 - Ale przyjdzie?
 - Na pewno. A potem we trójkę pójdziemy na boisko, OK?
Chłopiec z radością przytaknął, po czym zjadł swojego batonika. Pani Anzai poprosiła mnie o opiekę nad nim, więc do wieczora muszę mieć na niego oko. Wprawdzie Shosuke ciągle wypytuje o Daikiego, ale mnie też bardzo lubi. Ucieszył się, gdy mama mu powiedziała, że zabieramy go na mecz. To takie radosne dziecko. Często się śmieje, przeważnie ma dobry humor, jest energiczny… Naprawdę lubię się nim opiekować.
 - Chodź, przejdziemy się jeszcze przed meczem – zaproponowałam i wyciągnęłam dłoń w jego stron.
 Chwycił moją rękę z uśmiechem na ustach, po czym poszliśmy się przejść. Podeszliśmy do automatu, gdzie kupiłam Shosuke puszkę gazowanego napoju pomarańczowego. Kiedy zamierzałam wracać, zobaczyłam idącego korytarzem Taigę.
 - Hej, siostra! – Zawołał, gdy mnie ujrzał.
 - Cześć, Taiga. – Uśmiechnęłam się ciepło.
 - To twój brat? – spytał Shosuke.
 - Tak. To Kagami Taiga. Taiguś, to Shosuke Anzai.
 - Yo, młody. – Czerwonowłosy podniósł dłoń i się z nim przywitał. – A gdzie Aomine? – To pytanie było skierowane do mnie.
 - Ten kretyn postanowił się spóźnić – warknęłam. – Będzie dopiero na drugą połowę.
 - Czemu?! – Zdziwił się Kagami.
 - Jego spytaj, jak się pojawi, bo nie ręczę za siebie. – Spojrzałam na zegarek. – Sorki, ale musimy już iść. Powodzenia na meczu.
 - Dzięki. – Uśmiechnął się szeroko. – Dotrzymam słowa!
 Kiwnęłam mu głową, po czym razem z Shosuke poszłam do szatni, w której nasza drużyna powtarzała strategię.
 - Dai-chan pewnie będzie jak zwykle zdobywał punkty – zaczęła Momoi – więc jemu nawet nie warto przedstawiać naszego planu. Po prostu mu później przekazujcie piłki, jak zawsze.
 Kiedy cała drużyna wychodziła z szatni, Satsuki do mnie podeszła i szepnęła:
 - Myślisz, że jest jeszcze szansa na to, że on wróci do siebie?
 - Jest – odpowiedziałam pewnie. – Wierzę w to. Zobaczysz, że znów będzie się śmiał.
 Satsuki posłała mi lekki uśmiech, po czym stanęłyśmy przy ławce, czekając na rozpoczęcie meczu.
 - Aomine ich pokona, prawda? – spytał Shosuke i usiadł koło mnie.
 - Tak. – Pogłaskałam go po głowie. – Przecież jest silny.
  Usłyszeliśmy gwizdek sędziego, a po chwili gra się rozpoczęła. Piłkę przejęło Touou i od razu przystąpiło do ataku. Myślę, że Seirin nie jest wcale takie słabe, ale nie jest do końca zgrane zespołowo, dlatego nie może odebrać nam piłki. Sakurai rzucał celne trójki,  a Imayoshi jak zwykle wnerwiał przeciwników swoją osobowością. Junpei wyglądał na bardzo zirytowanego, ale dzielnie znosił zachowanie naszego kapitana. Zaskoczył mnie Kagami. Wprawdzie w Ameryce widziałam, że wysoko skacze, jednak teraz jego skoki są jeszcze lepsze. W dodatku bardzo dobrze współpracuje z Kuroko. Zupełnie jakbym widziała Aomine i Tetsu za czasów gimnazjum. Tetsuya podawał piłki, a Daiki przyjmował je i z uśmiechem na ustach ruszał pod kosz przeciwników. Tak bardzo chciałabym go jeszcze raz zobaczyć… Ten szczery uśmiech wynikający z gry…
 Koniec pierwszej kwarty, a prowadzi Touou. Jak tak dalej pójdzie, to nasza drużyna zmiażdży Seirin jeszcze przed przyjściem Aomine. A wtedy nasi przeciwnicy nie będą mieli szans na wygraną. Taiga, daj z siebie wszystko! Nie poddawaj się! Pamiętaj o obietnicy!
 - Pamiętajcie o hakach Mitobe i Sokolim Oku Izukiego. – Momoi przypominała o ruchach graczy Seirin. Jak zawsze jest świetnie przygotowana i zebrała informacje na temat całej przeciwnej drużyny. Momoi, podziwiam cię. Wprawdzie też jestem menedżerką, jednak nawet ja nie robię tak wiele jak ty. – Pamiętacie?
 - Tak! – Cała drużyna wzięła do rąk butelki wody i zaczęła pić.
 Zauważyłam, że zawodnicy Seirin cały czas rzucali nam ukradkowe spojrzenia, a my się im odwdzięczaliśmy. Kiedy napotkałam wzrok Taigi, ten tylko zacisnął pięści i zgrzytnął zębami. Dasz radę, braciszku!
 Druga kwarta. Touou prowadzi i rozpoczyna szybkim atakiem. Seirin traci kolejne punkty. Ludzie, weźcie się w garść i nadróbcie straty! Nagle usłyszałam gwizdek sędziego.
 - Seirin, zmiana!
 Spojrzałam z zaskoczeniem na Riko, która kazała Kagamiemu zejść z boiska. Cholera, pewnie ta nieszczęsna kontuzja daje mu się we znaki. Teraz Seirin będzie miało jeszcze większy problem z wyrównaniem wyniku.
 Spojrzałam na Taigę, a ten posłał mi tylko przepraszające spojrzenie i napił się wody. Riko właśnie kończyła obwiązywać mu kolano. Oby pomogło, bo inaczej marny los Seirin.
 - Seirin, zmiana!
 Taiga znów wchodzi na boisko. Zauważyłam na jego twarzy pewny siebie uśmiech, więc zrobiło mi się jakoś lżej na sercu. Kagami naprawdę kocha koszykówkę. Mam nadzieję, że żadna kontuzja nie przeszkodzi mu w grze.
 - No właśnie, właśnie, wejdź na boisko. – Usłyszałam znajomy głos i spojrzałam zaskoczona na Aomine, który zawiesił swoje ramię na szyi Taigi. – Zapewnij mi chociaż odrobinę rozrywki.
 - Ty draniu! – Kagami strącił jego rękę i patrzył na niego wściekłym wzrokiem.
 Wstałam z ławki i podeszłam do Daikiego. Odciągnęłam go lekko od Taigi i powiedziałam:
 - Nie zaczynaj. Jak już się spóźniłeś, to chociaż nie drocz się z zawodnikami Seirin! Bałwan! Przebieraj się i na boisko!
 - Aomine, wchodzisz – odezwał się Imayoshi.
 - Ha? – Zdziwił się Daiki. – Przecież wygrywacie, nie muszę grać.
 - Owszem, musisz – wtrącił trener.
Aomine westchnął głośno, po czym zdjął z siebie sportową bluzę naszej drużyny i wszedł na boisko.
 - Powodzenia! – krzyknął Shosuke i radośnie do niego pomachał.
 - Yo, mały! – Aomine spojrzał na Anzaia. – Teraz patrz i ucz się od mistrza.
Rzucił Momoi swoją bluzę i zaczął iść w stronę Kuroko.
 - Zaczynajmy.
 Cała przeciwna drużyna patrzyła na niego z lekkim lękiem. Nie bójcie się go, tylko pokażcie mu całą swoją siłę! Nie możecie tchórzyć tylko dlatego, że jest byłym asem Pokolenia Cudów!
 Daiki podszedł do Tetsu i wymienił z nim kilka krótkich zdań. Chciałabym zobaczyć ich znów grających w tej samej drużynie… Chciałabym, by znów przybijali sobie żółwika po każdym zdobytym koszu. Chciałabym, by znów byli przyjaciółmi. Chciałabym… Tak wiele bym chciała!
 Gwizdek sędziego zakończył przerwę. Do końca drugiej kwarty pozostały niecałe dwie minuty. Usiadłam koło Shosuke i z uwagą obserwowałam przebieg meczu.
 - Aomine jest niesamowity – powiedział nagle chłopiec, z uwielbieniem wpatrując się w swojego nauczyciela. Otóż to, Daiki obiecał mu, że trochę go podszkoli. Anzai był wtedy tak szczęśliwy, że w ogóle nie chciał puścić jego nogi i nie odstępował go na krok. Trochę pomogłam Daikiemu w podjęciu decyzji (czasem trzeba posunąć się do szantażu), ale cieszę się, że dzięki temu więcej czasu będzie spędzał na boisku. Może przypomni sobie o swoim uczuciu, jakim darzy kosza? – Cieszę się, że mogę widzieć jego grę na żywo.
 - Tak, to prawda. – Objęłam go ramieniem. – Jest niesamowity.
  Daiki zamierzał zrobić wsad, ale Taidze udało się zablokować jego atak. Oj, Aomine, czyżby Kagami jednak cię czymś zaskoczył? Seirin ruszyło do kontrataku. Kiedy mój brat był już przed koszem i skoczył do rzutu, Aomine wyskoczył, wytrącając mu piłkę z ręki. Taiga spojrzał na niego zdziwiony. No tak… Szybkość mojego chłopaka jest ogromna. Jednak inna rzecz przykuła moją uwagę – Kagami zamierzał skoczyć z linii rzutów wolnych? Jego skoki są aż tak dobre? To chyba nawet zdziwiło samego Aomine, bo na chwilę się zatrzymał i patrzył na Taigę w milczeniu. No, Daiki, tego się chyba po nim nie spodziewałeś, co?
 Koniec pierwszej połowy. Cała nasza drużyna udała się do szatni, by odpocząć i przedyskutować strategię dalszej gry. Aomine nagle wyszedł, mówiąc, że jedynym, który może go pokonać, jest on sam. Jak ja tego nienawidzę! To takie egoistyczne i wkurzające! Zaraz będzie mówił, że jedyny, który może go kochać, jest on sam!
 - Pogadam z nim – odezwała się Momoi. – A wy zjedzcie cytryny.
 Westchnęłam cicho i wyjęłam z torby wodę dla Shosuke.
 - Akina-san, dlaczego Aomine tak mówi? – spytał nagle chłopiec, patrząc na mnie. – Kiedyś był… inny. Częściej się uśmiechał, a teraz… Dlaczego?
 W szatni zapanowała niezręczna cisza. Czułam na sobie spojrzenia wszystkich członków drużyny. Jakby mu to najprościej wytłumaczyć?
 - Wiesz – zaczęłam. – Aomine po prostu potrzebuje prawdziwego wyzwania. Musi znaleźć kogoś, z kim będzie mógł zagrać na poważnie. Wtedy na pewno ucieszy się z takiej gry i znów będzie się śmiał. Jak kiedyś. – Przykucnęłam przed nim. – Ale jestem pewna, że nauczy się wielu przydatnych trików i będzie dumny, że mógł się uczyć.
 - Naprawdę? – Shosuke szeroko się uśmiechnął.
 - Naprawdę. – Posłałam mu ciepły uśmiech.
 - To ja jeszcze bardziej przyłożę się do treningów!
 - Czas na trzecią kwartę – odezwał się trener. – Drużyna, pokażcie Seirin, na co was stać!
  Kiedy wszyscy byli już w hali głównej, pojawił się Aomine. Miał na głowie biały ręcznik i widać było, że się rozgrzał. Oho, chyba zamierza potraktować ten mecz poważniej niż inne. Taiga, błagam, nie poddawaj się!
  

  
 Touou potroiło wynik Seirin. Kagami nie miał z Aomine żadnych szans, nie umiał go zatrzymać. W dodatku Daiki pokazywał swoje nieregularne rzuty. Potrafi rzucać z każdej pozycji ciała i zawsze trafia. Seirin nie była przygotowana na takie coś. Siła mojego chłopaka była dla nich zbyt duża. Schodzili z boiska w takim szoku, że myślałam, iż się zaraz popłaczą. Na dodatek Taiga nie grał do końca, bo miał problemy z nogą. Widziałam, że chciał wejść na boisko, ale Riko mu na to nie pozwalała. Trudno, Kagami, innym razem. Jest jeszcze czas.
 Wraz z Shosuke szłam korytarzem. Cała nasza drużyna wyszła wcześniej, więc czekaliśmy tylko na Daikiego. Obiecałam Anzaiowi, że po meczu pójdziemy na boisko, więc Aomine nie miał wyboru i musiał się dostosować.
 Wtedy zobaczyłam idącą korytarzem drużynę Seirin. Kiedy Taiga mnie zobaczył, zacisnął pięści i zrobił kilka kroków w moją stronę.
 - Ja… - zaczął. – Przepraszam. Nie dałem rady.
 - Nie masz za co przepraszać. – Spróbowałam go pocieszyć. – Na pewno się kiedyś zrewanżujesz.
 - Nie sądziłem, że on będzie aż tak silny – mruknął ich kapitan.
 Wszyscy mieli grobowe miny, żaden się nawet raz nie uśmiechnął.
 - Taiga, a co powiesz na wyjście na jakieś ciasteczko? – zaproponowałam. – Masz wolny piątek?
 Kagami spojrzał na mnie zdziwiony, ale po chwili przytaknął. Uśmiechnęłam się lekko i jeszcze raz obrzuciłam spojrzeniem całą drużynę.
 - Ja… - zaczęłam, ale przerwał mi krzyk Shosuke.
 - Aomine!
 Chłopiec puścił moją rękę i podbiegł do Daikiego, łapiąc go za dłoń. Aomine poczochrał go lekko po włosach, po czym spojrzał na mnie, a następnie przeniósł swoje spojrzenie na Seirin.
 - Idziemy? – spytał.
 - A pokażesz mi kilka swoich czadowych rzutów? – Shosuke wpatrywał się w Daikiego jak w obrazek święty.
 - Pewnie.
 - To na razie! – Pomachałam Seirin na pożegnanie, a widząc ich zdziwione miny, zaśmiałam się w duchu. Pewnie nie spodziewali się, że taki samolub jak Aomine może być lubiany przez Shosuke. I na dodatek go uczy.
 Kiedy zamierzaliśmy odejść, usłyszeliśmy dwa znajome głosy, których nie słyszałam zpięć miesięcy.
 - Aomine! Akina!
 Odwróciliśmy się, a naszym oczom ukazali się Isao i Mito, których spotkaliśmy podczas obozu. Nie spodziewałam się, że ich tu zobaczymy.
 - Dawno was nie widzieliśmy! – krzyknęli i rzucili się na Aomine, tuląc się do jego nóg. Daiki spojrzał na nich zaskoczony i lekko dotknął ich ramion.
 - A co wy tu robicie? – spytał.
 - Przyjechaliśmy na mecz. – Isao uśmiechnął się i zadarł głowę, by móc spojrzeć mu w oczy. – Ej! Ty chyba jeszcze bardziej urosłeś!
 Chłopcy zaczęli coś mówić do Aomine, a ja się tylko przyglądałam. To taki ładny widok… Aomine z dziećmi.
 - E, siostra, o co chodzi? – Kagami podszedł do mnie, gapiąc się na Daikiego rozszerzonymi oczami.
 Wszystko mu w skrócie wyjaśniałam, a przy okazji wysłuchała tego cała jego drużyna.
 - Pamiętam ich – odezwał się nagle Kuroko, wszystkich strasząc. – Ci chłopcy bardzo lubią Aomine-kuna.
 - Tak, aż miło popatrzeć. – Uśmiechnęłam się.
 - Akina! – zawołał mnie Mito. – Chodźmy już! Mamy się spotkać z mamą dopiero o osiemnastej, więc Aomine się zgodził, byśmy z wami poszli!
 Daiki się zgodził na coś takiego? No proszę, chyba jednak lubi te dzieci. Albo po prostu chciał, by przestały mu krzyczeć do ucha… Cóż, podejrzewam, że obie wersje są prawidłowe.
 - Na razie! – krzyknęłam do drużyny Seirin i podeszłam do swojego chłopaka.
 Trochę się zdziwiłam, gdy Mito wziął mnie za rękę. Ukradkiem spojrzałam na jego brata i zobaczyłam, że Isao trzyma dłoń Aomine i mówi mu z zapałem o swoich treningach. Z kolei Shosuke trzymał drugą ręką Daikiego, co wyglądało naprawdę słodko. Mojemu chłopakowi naprawdę do twarzy z dziećmi…

 Kątem oka zarejestrowałam jeszcze zszokowane twarze graczy z Seirin. No tak… Tego to oni się nie spodziewali. W sumie też się mocno zdziwiłam, gdy zobaczyłam Isao i Mito. Chyba jednak Daiki będzie się musiał dziś roztroić, bo każdy z chłopców pewnie będzie miał do niego sprawę. Jestem bardzo ciekawa, jak mój kretyn poradzi sobie z trójką dzieci…
_________________________________________________________________________________

Anzai Shosuke

Isao

Mito






czwartek, 4 lutego 2016

Rozdział 39

Ohayo, ludzie!
Zabrałam się dziś za 40 rozdział, kończąc jednocześnie 39! :D Cieszycie się?
Zdradzę wam, iż mam do napisania 2 zamówione one-shoty: Shizaya oraz Levi x Petra ;) także za czas bliżej nieokreślony możecie się któregoś spodziewać! :D Ale nie powiem, którzy napiszę najpierw XD
Może i was tym rozdziałem zaskoczę, może nie, nie wiem :P Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko wam się spodoba ;)
Powiem też, że dopiero dziś oglądałam ,,Kuroko no basket: Saikou no present desu" i muszę powiedzieć, że mega mi się to spodobało :D ^^ To było takie... takie no zajebiste i w ogóle! :D Szczególnie jak Pokolenie Cudów..
A zresztą, jak ktoś nie oglądał, to nie będę zdradzać XD W każdym bądź razie mogę wam to śmiało polecić, no chyba że jestem ostatnią osobą, która to oglądała :P Nie zdziwiłabym się, gdyby tak było :P Często mam tzw ,,opóźniony zapłon", więc... no XD
Tak czy siak polecam! ^^


A teraz wreszcie zapraszam wam do czytania :D
_________________________________________________________________________________

   ~Aomine~
   
  Satsu mówiła, że gdzie go spotkam? Boisko niedaleko parku? Tak, to, na które często chodziłem z nią w dzieciństwie. Ale ironia. Kiedyś grałem tam prawie codziennie, a dziś mam zamiar kogoś na nim pokonać. Oby tylko ta osoba tam była, bo nie mam zamiaru czekać na nią w nieskończoność.
 Ziewnąłem przeciągle, po czym włożyłem ręce do kieszeni spodni. W sumie to dawno nie grałem, więc przydałaby mi się jakaś rozgrzewka. Od czasu od czasu warto się poruszać. I tak mam bardzo dobrą kondycję fizyczną, więc na brak mięśni nie narzekam. Poza tym nadal zajebiście gram w kosza i nie znalazł się nikt, kto mógłby mi dorównać. Czasem ciężko jest być tym najlepszym. No ale ktoś musi. Dziękujcie mi, narody, albowiem postanowiłem wziąć na siebie to ciężkie brzemię.
 Minąłem po drodze jedno z nowszych boisk, na którym grała grupka gimnazjalistów. Tia… Ja też tak kiedyś grałem ze swoją drużyną. Pamiętam, że kiedyś chodziliśmy na boisko i graliśmy między sobą. Zawsze wygrywałem, ale wtedy lubiłem jeszcze grać. Najzabawniejsze były pretensje Kise, że znów przegrał. W gimnazjum ogólnie lepiej mi się grało w kosza. Jeszcze się aż tak nie wyróżniałem, więc różnica między mną a przeciwnikiem nie była tak kolosalna jak dziś.
 Obrzuciłem grających szybkim spojrzeniem, po czym skierowałem się w swoją stronę. Czy tęsknię za normalną grą? Nie lubię o tym mówić, ale tak. Chętnie bym znów zagrał, nie będąc pewnym wyniku. Chciałbym poczuć tę adrenalinę, dreszczyk niepewności, lęku… Dlaczego do tej pory nie znalazłem godnego siebie przeciwnika?! Aż tak trudno wytrzymać ze mną cztery kwarty na boisku? No jak się jest słabeuszem, to się nie dziwię. Mimo to… Mimo to pragnę wyzwania. Często na boisku czuję się samotny. Niby mam drużynę i w ogóle, ale to uczucie pustki nie chce mnie opuścić. I ciągle się pogłębia.
 Dotarłem na miejsce. Na boisku zobaczyłem wysokiego chłopaka o ciemnoczerwonych włosach i wysportowanej sylwetce. Rzucił do kosza, ale spudłował. I to ma być as Seirin? Nagle coś zobaczyłem. Złapał się za nogę i cicho syknął. Czyżby kontuzja? O, koleś, zero farta. Uszkodzona noga i to tuż przed meczem ze mną? Pogrążę cię jeszcze bardziej.
 Piłka potoczyła się wprost pod moje nogi. Podniosłem ją i zawołałem:
 - Ej, jesteś Kagami Taiga, prawda?
 Chłopak odwrócił się i spojrzał na mnie. W jego oczach była dzikość. No proszę, czyżby stała przede mną jakaś bestia godna mojej uwagi?
 - Ta, bo co?
 - Chcę cię wypróbować.
 - Co?! Słuchaj no, nie dość, że mi przeszkodziłeś w treningu, to jeszcze prosisz mnie o grę, nawet mi się nie przedstawiając!
 - Źle mnie zrozumiałeś. – Zakręciłem piłką na palcu. – Nie proszę cię o grę, tylko chcę zobaczyć, ile rozrywki jesteś w stanie zapewnić mi na boisku. I nie muszę ci się przedstawiać.
 - Draniu…
 - Ale skoro tak bardzo ci na tym zależy, proszę bardzo. Jestem Aomine Daiki.
 Oczy Kagamiego zmieniły swój wygląd. Wyrażały zaskoczenie i niechęć.
 - Aomine? – Powtórzył. – As Teiko i chłopak Akiny, co?
 - Miło mi, że o mnie słyszałeś. – Uśmiechnąłem się złośliwie. – A teraz graj.
 Rzuciłem mu piłkę i zdjąłem z siebie bluzę. Może jednak ten zmutowany orangutan będzie całkiem niezły?

 ~Akina~
  
  No gdzie jest ten kretyn?! Mieliśmy iść razem do kawiarni, a nawet nie przyszedł punktualnie w wyznaczone miejsce spotkania! Oby miał dobry powód na usprawiedliwienie, bo najnormalniej w świecie nie wytrzymam i wyślę go na Marsa jednym kopem.
 ,,Gram, będę za jakieś dwadzieścia minut.”
 Że niby gra w kosza?! Debil! Mógł mnie uprzedzić, to bym z nim poszła! Ciekawe, gdzie gra…
 - Witaj, Akina-san. – Usłyszałam koło siebie znajomy głos.
 Spojrzałam zaskoczona na Tetsu i aż krzyknęłam, odruchowo od niego odskakując.
 - Boże, Kuroko. – Dotknęłam swojej klatki piersiowej. – Nie strasz mnie tak.
 - Um… Przepraszam, ale stałem obok ciebie już wcześniej.
 No to ładnie. Odzwyczaiłam się od jego znikania i znów udało mu się mnie niechcący zaskoczyć. A w gimnazjum już mi się udawało tego unikać! Znów będę się musiała przyzwyczajać…
 - Hehe… Sorki. – Uśmiechnęłam się. – Jakoś tak mi umknąłeś. – Dopiero wtedy zauważyłam, że wokół niego stoi cała jego drużyna. – Hej wszystkim! – Pomachałam na powitanie. – Jestem Akina Hyuga.
 Zawodnicy z Seirin po kolei się przedstawili, ale zapamiętałam tylko Izukiego, kapitana oraz ich trenerkę. Całkiem mili ludzie. I tacy… zabawni.
 - A gdzie Taiga? – spytałam, gdy zdałam sobie sprawę, że Kagamiego nie ma z nimi.
 - Teraz, jak o tym wspomniałaś… - mruknął Junpei. – Jak tylko znajdę tego kretyna, to pożałuje, że w ogóle się od nas oddalał! Przecież dobrze wie, że z kontuzją nie może jeszcze grać!
 - On ma kontuzję? – Zdziwiłam się.
 - Tak. Coś sobie z nogą zrobił.
 - I mi nie powiedział?!
 Oj, Taiga, jak mogłeś?! Żeby zataić przede mną coś tak ważnego?
 - Akina-san, spokojnie. – Kuroko położył mi rękę na ramieniu. – A gdzie jest Aomine-kun? Nie ma go z tobą?
 Na dźwięk nazwiska Daikiego, większość drużyny spojrzała na mnie. No tak.. Były as Pokolenia Cudów, as Touou, najlepszy zawodnik swojej gimnazjalnej drużyny... Jest co wymieniać.
 - Coś go zatrzymało. Mogę się przejść kawałek z wami?
  Chwilę później szłam między Kuroko i Izukim. W  międzyczasie zapamiętałam Mitobe oraz Furihatę. Jeszcze trochę i będę potrafiła wymienić wszystkich członków Seirin! Jednak dziwnie się czułam, gdy co chwila któryś na mnie zerkał i lekko się rumienił… Hm, tak już na chłopców działam. Mimo wszystko mam już tego jednego wybranego, który potrafi być o mnie straszliwie zazdrosny. Czasem nawet aż za bardzo.
 - Akina-chan, jak jest w Touou? – spytała nagle Riko.
 - Chodzi o drużynę czy ogólnie o szkołę?
 - O drużynę.
 - Hm… - Co by im tu powiedzieć? – Jest dość… specyficzna. Znacznie różni się od Pokolenia Cudów w gimnazjum, ale ogólnie jest całkiem spoko. Znaczy… Co niektórzy członkowie potrafią wkurzyć, ale i tak ich lubię.
 - A umiejętności?
 - Ej, ej. – Spojrzałam na Riko z lekkim wyrzutem. – Ja was tak nie wypytuję. – Zaśmiałam się. – Powiem tylko, że mamy zawodnika z naprawdę niezłymi trójkami, chytrego lisa w okularach, energicznego i wrzaskliwego blondyna oraz dobrego trenera.
 - Akina-chan, jesteś okropna – mruknął Izuki. – Niespecjalnie nam ich przybliżyłaś.
 - Spoko, też nie znam waszych umiejętności. – Poklepałam go po ramieniu. – Jednak nie zapominajcie o naszym asie. Aomine był asem również w Teiko i jest uważany za najlepszego gracza z Pokolenia Cudów. Jeśli chcecie go pokonać, będziecie musieli dać z siebie dwieście procent.
 - Mam wrażenie, że nam trochę pomagasz. – Zauważył kapitan.
 - Wiecie… - Spuściłam głowę. – Bo mam nadzieję, że jeśli ktoś z nim wygra, to on… on dzięki temu wróci do dawnego siebie.
 - Ha?
 - Daiki kiedyś nie był tak zarozumiały i egoistyczny jak teraz – zaczęłam. – Kiedyś byli z Tetsu najlepszymi przyjaciółmi, grali razem codziennie, a on się normalnie śmiał. Teraz nie przychodzi na treningi, czasem nawet omija mecze. – Zacisnęłam pięści. - Po prostu chcę, by znów pokochał koszykówkę, rozumiecie? Ale kompletnie nie mam pomysłu, jak mu pomóc. Dlatego liczę na to, że jeśli ktoś go pokona, to on… znów będzie sobą.
Cała drużyna stała się nagle dziwnie milcząca. Może jednak nie powinnam była im o tym mówić? Ale z drugiej strony prędzej czy później i tak by się dowiedzieli, więc wyszłoby na to samo. Poza tym Kuroko pewnie  i tak kiedyś opowie im o gimnazjum…
 Podniosłam głowę i spojrzałam w niebo. Lekko się chmurzy. Ech, czyżby nawet pogodzie psuł się humor?
 - Kuroko – odezwałam się nagle. – muszę już iść. Ten kretyn jeszcze się nie odezwał, więc…
 - Cholera! – Usłyszeliśmy nagle znajomy głos.
 - Kagami! – szepnęłam.
 Wraz z całą drużyną Seirin pobiegliśmy na pobliskie boisko, skąd dobiegł do nas krzyk mojego brata. Kiedy minęłam bramę, zamarłam. W życiu bym się nie spodziewała, że zobaczę Aomine grającego z Kagamim przed meczem! Problem polegał na tym, że Taiga siedział zszokowany na ziemi, a Aomine właśnie rzucił celny rzut do kosza. Mam jakieś złe przeczucia…
 - Taiga! Daiki! – Podeszłam bliżej. – Graliście?
 - Tego właściwie nie można nawet nazwać grą. – Aomine ziewnął i wziął do ręki swoją bluzę. Dopiero wtedy zobaczył resztę drużyny. – O, muszę wam powiedzieć, że po waszym asie, który pokonał Kise i Midorimę, spodziewałem się czegoś więcej.
 - Jaki był wynik? – spytał Hyuga, patrząc na Kagamiego.
 - Totalnie mnie… zmiażdżył – warknął Taiga, zaciskając dłonie w pięści.
 - Owszem, nie miałeś ze mną żadnych szans. – Daiki ponownie ziewnął i spojrzał na niego obojętnym wzrokiem. – Ale do naszego meczu jeszcze tydzień, więc radzę ci go wykorzystać na trenowanie. Chociaż to i tak niewiele pomoże… Akina, idziemy?
 Spojrzałam na swojego chłopaka, po czym rzuciłam Taidze przepraszające spojrzenie.
 - Jak twoja noga? – spytałam, gdy stałam już przy bramie. – Masz kontuzję, prawda?
 - Tia… - mruknął. – Ale nic mi…
 - Idiota! – Rzuciłam w niego piłką do kosza, która idealnie wylądowała na jego twarzy. – Nie powinieneś w ogóle grać!
 - Ała… - jęknął Kagami i zaczął masować obolały nos. – Nie musiałaś we mnie rzucać!
 - Kretyn!
 Cała drużyna patrzyła na mnie ze zdziwieniem.
 - Zupełnie jak Riko – szepnął Izuki.
 - Nie przemęczaj się do meczu – odezwałam się nagle. Kagami spojrzał na mnie zdziwiony. – W końcu mi coś obiecałeś, pamiętasz?
 Taiga uśmiechnął się lekko, po czym skinął głową.
 - Zawsze dotrzymuję danego słowa.
 Posłałam mu ciepły uśmiech, po czym wzięłam Daikiego za rękę. Kiedy już mieliśmy opuścić boisko, Aomine powiedział:
 - Cień jest zależny od światła. – Spojrzał na Kagamiego. – Im jaśniejsze światło, tym większy i ciemniejszy cień. Siła Tetsu zależy od jego światła. Ty nie potrafisz wykorzystać całego jego potencjału. W chwili obecnej go blokujesz. – Taiga posłał Aomine zdziwione spojrzenie. – Żeby się rozwinąć, Tetsu potrzebuje silnego światła. Twoje światło jest do tego zbyt słabe.
 Drużyna Seirin patrzyła na Daikiego w totalnym osłupieniu. Kuroko milczał i cały czas obserwował twarz Aomine.
 - Gra z tobą to na razie tylko strata czasu. – Podsumował Daiki i opuścił boisko, lekko mnie za sobą ciągnąc.
 Kiedy oddaliliśmy się trochę od drużyny Seirin, ścisnęłam mocniej rękę swojego chłopaka i spojrzałam na niego z wyrzutem.
 - Nie musiałeś mu tego mówić.
 - Powiedziałem tylko prawdę. – Wzruszył ramionami. – Jego światło naprawdę jest słabe. Tylko mi nie mów, że widzisz różnicy, jaka między nami jest.
 Westchnęłam cicho i spojrzałam w niebo. Rzeczywiście, na chwilę obecną Daiki jest dużo silniejszy, ale to nie oznacza, że zawsze tak będzie. Najbardziej martwi mnie jednak kontuzja Taigi. Do meczu musi się bardzo oszczędzać, co oznacza, że może nie być w najlepszej formie podczas gry. Na dodatek jego noga… Cholera! Musiał złapać kontuzję akurat teraz?! Wprawdzie obiecał mi, że pokona Aomine, jednak teraz… Teraz mu się to jeszcze nie uda. A może jednak mnie czymś zadziwi i pokaże pełnię swoich możliwości?
 - Pamiętaj tylko, że czasem światło jest zbyt jasne, żeby zauważyć ludzi wokół siebie – odezwałam się nagle. – Z czasem to światło oślepia samo siebie i oddala się od innych, pogrążony w pysze i egoizmie.
 Daiki spojrzał na mnie, po czym lekko się zaśmiał.
 - Mnie to nie dotyczy. – Ścisnął moją dłoń. – Nigdy cię nie zostawię.
Uśmiechnęłam się. Mam nadzieję, że dotrzyma słowa… 
Zadzwonił mój telefon. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam, kto dzwoni.
 - Dzień dobry, pani Anzai – powiedziałam.

 - Ach, Akina-san! – wykrzyknęła uradowana pani Anzai. – Mam do ciebie i Aomine małą prośbę…

_________________________________________________________________________________







środa, 3 lutego 2016

Zakład

Oto zamówione Rin x Haru :D :D  Jeszcze nie pisałam niczego z tym paringiem, więc cieszę się, że wreszcie mogłam to zrobić :D Tak szczerze to uwielbiam tę dwójkę, więc... przyjemnie mi się pisało XD :D

 Mogę wam obiecać, iż za czas nieokreślony pojawi się tu one-shot Levi x Petra , też specjalnie na zamówienie :D

 Na razie zapraszam was do czytania tego zacnego, pływackiego one-shota :D ^^
_________________________________________________________________________________

- Dajesz, Haruś! – krzyknął Nagisa, stojąc na brzegu basenu. – Szybciej, Rinuś!
Haruka Nanase i Rin Matsuoka urządzili sobie kolejny wyścig. Obaj płynęli łeb w łeb, żaden nie chciał odpuścić. Makoto, Nagisa oraz Rei byli świadkami ich treningu. Kibicowali obojgu, bo nie chcieli wywyższać żadnego ze swoich przyjaciół.
 Rekin i delfin. Ogień i woda. Kto wygra? Narwany atakujący, czy spokojny obrońca?
 Zawodnicy kończyli ostatnią długość.
 - Szybciej! – krzyknął Nagisa, wymachując w powietrzu białym ręcznikiem.
 W tym momencie wszyscy usłyszeli gwizdek Makoto kończący wyścig. Rin i Haru wyszli z wody i ze zniecierpliwieniem oczekiwali werdyktu.
 - Remis – oznajmił Makoto, rozkładając ramiona.
 - Znowu?! – jęknął Rin.
 Nanase tylko kiwnął głową, po czym ręcznikiem przetarł sobie włosy. Jak zwykle nie wyrażał swoich emocji.
 - Ej, Haru! – Podszedł do niego Rin i potrząsnął jego ramionami. – Pogorszyłeś się.
 - He?                                                                                      
 - Kiedyś ze mną wygrywałeś, a teraz ci dorównuję. – Rin wskazał na siebie. – To znaczy, że twoja kondycja spadła!
 - Nieprawda. – Haru odwrócił głowę. – Po prostu ty stałeś się lepszy niż w podstawówce i tyle.
 - No nie wierzę! – wykrzyknął Rin i się zaśmiał. – Haru mnie pochwalił! – Zarzucił swojemu przyjacielowi ramię na szyję, po czym poczochrał go po włosach.
 - Rin, możesz mnie już puścić? – mruknął Haru, ale tak naprawdę cieszył się z takiej bliskości. Zależało mu na Rinie i nie chciałby go ponownie stracić.
 - Ech, jak zawsze sztywny jak kołek – westchnął Matsuoka. – Idziemy coś zjeść? Umieram z głodu.
 - Mam ochotę na makrelę – powiedział Haru.
 - Jak zwykle zresztą – wtrącił Nagisa, na co wszyscy, prócz Haru, się zaśmiali. – Przebierajcie się szybko i dzwonimy do trenera Sasabe po pizzę!
Rin i Haruka wzięli swoje ręczniki i udali się do szatni.
 - Ej, Haru… - zaczął Rin, wchodząc pod prysznic. – Miałeś kiedyś takie dziwne uczucie, że chciałeś czegoś, ale nie wiedziałeś, jak to osiągnąć?
 Haruka spojrzał zdziwiony na swojego przyjaciela, który opierał się rękoma o mokrą ścianę i patrzył na niego nieobecnym wzrokiem.
 - Nie – odpowiedział po chwili. – Nigdy nie czułem czegoś takiego.
 - Ech – westchnął Rin i podniósł głowę, by woda dokładnie obmyła mu twarz. – Tak myślałem. – Uśmiechnął się. – A masz może ochotę na mały zakład? – Spojrzał na niego roześmianym już wzrokiem.
 - Znowu? Dopiero co się ścigaliśmy.
 - Tym razem ten zakład nie będzie dotyczył pływania.
 Haru zerknął podejrzliwie na Rina. Wiedział, że on coś kombinuje, ale nie miał pomysłu, co by to mogło być.
 - Ok – powiedział po chwili.
 - Kto się pierwszy zarumieni, ten przegrywa! – wykrzyknął nagle Rin.
 - C-co? – Nie zrozumiał Nanase.
 - Słyszałeś przecież. – Na twarzy Matsuoki zagościł szeroki uśmiech. – Jeśli któryś z nas się zarumieni, przegrywa. Powodem rumieńca może być cokolwiek – pocałunek, dziewczyna… To jak, wchodzisz w to?
 - Ja się nie rumienię… - zaczął Haru, ale Rin mu przerwał.
 - O to chodzi! To będzie niezłe wyzwanie!
 - A co zrobi przegrany?
 - Spełni jedno życzenie wygranego.
 Po kilku namowach Haru w końcu się zgodził. Jedyne, co go zdziwiło, to pewny siebie uśmieszek na twarzy Rina. Dawno tego u niego widział, więc naprawdę zaczął się interesować ich zakładem. Uważnie obserwował zachowanie swojego przyjaciela i nie spuszczał oczu z jego twarzy. Obaj cały czas się bacznie obserwowali, przez co prawie wpadli do dołu wykopanego na środku ulicy.
 - Co wy się tak na siebie gapicie? – Nagisa nie wytrzymał.
 - Założyliśmy się – odpowiedział Rin, biorąc do ust kolejny kawałek pizzy.
 - O co?
 - O to, który z nas się pierwszy zarumieni.
 Makoto zaczął kaszleć, a Reiowi aż spadły okulary z nosa. Spojrzeli ze zdziwieniem na twarze swoich przyjaciół, po czym obrzucili siebie zszokowanymi spojrzeniami.
 - Serio się o to założyliście?! – wykrzyknął Nagisa i wybuchnął śmiechem. – Ekstra! To może my wam w tym zakładzie trochę pomożemy?
 Wszyscy posłali mu niepewne spojrzenia, ale po chwili kiwnęli zgodnie głowami.
 - Dzwonię do trenera Sasabe! – Nagisa pobiegł po telefon.
 - O co mu może chodzić? – spytał Rei i napił się soku pomarańczowego.
 - Pewnie jak zwykle mu coś odwali – mruknął Rin. – E, Haru – spojrzał na swojego przyjaciela. – Gotowy na porażkę?
 - A ty jesteś na nią gotowy? – Nanase ugryzł kawałek pizzy.
 - Taka opcja nie wchodzi w grę. – Na twarzy Matsuoki pojawił się pewny siebie uśmieszek, co ponownie zaciekawiło Haru.
 Kilkanaście minut później do pomieszczenia wszedł trener Sasabe.
 - Jestem! – krzyknął, mimo tego, że wszyscy go już zauważyli. – Nagisa, mam to.
 - To? – Rin i Haru jednocześnie na niego spojrzeli.
 - Magazyny z pięknymi paniami w bieliźnie!
 Rin, Rei oraz Makoto zaliczyli zbiorowy zgon na podłodze, natomiast Haru jak zwykle siedział na podłodze z typowym dla niego poker facem na twarzy.
 - Trenerze Sasabe! – wykrzyknął oburzony Rei. – Przecież to zboczone! Nie powinniśmy tego oglądać!
 - A dziewczyn w bikini nigdy na plaży nie widziałeś? – Trener położył na stole swoje magazynki. – To praktycznie to samo.
 Gdyby to Rei założył się z Rinem, już dawno by przegrał, bo jego policzki przybrały barwę dojrzałych pomidorów. Poprawił nerwowo swoje okulary, po czym głośno chrząknął.
 - Ale tylko chwilę – szepnął.
 Trener podał Haru i Rinowi po dwa magazyny i szeroko się uśmiechnął.
 - Nie ma takiej opcji, żeby któryś się nie zarumienił!
 Piętnaście minut później Haruka i Rin odłożyli przejrzane magazyny, ale ku zdziwieniu ich byłego trenera, żaden nawet się nie spocił przy oglądaniu tych pisemek.
 - No ale jak to możliwe?! – wykrzyknął zdziwiony Sasabe. – Przecież…
 - Nie przegram z Haru. – Rin splótł ręce na klatce piersiowej i po raz kolejny tego dnia uśmiechnął się pewnie.

 Następnego dnia chłopcy ponownie spotkali się na basenie i wspólnie trenowali. Podczas przerwy Haru unosił się na wodzie i patrzył w błękitne niebo. W duchu cieszył się, że może tu ze wszystkimi być, patrzeć na ich uśmiechy, zachowania… A najbardziej cieszył się z tego, że Rin znowu z nimi jest. Że jest z nim. Że znów są przyjaciółmi, którzy mogą razem pływać. W pewnej chwili przypomniał sobie o zakładzie.
 ,,Czego bym sobie życzył od Rina? Albo czego on chciałby ode mnie?”
 Zaczął powoli płynąć na plecach, rozmyślając swoim życzeniu. Nie miał żadnego pomysłu, o co mógłby prosić swojego przyjaciela. Może o coś głupiego? Albo o udawanie przez jeden dzień Nagisy? Chociaż może to nie najlepszy pomysł, bo dwóch takich energicznych nastolatków to zdecydowanie za dużo. To może…
 - Hej, Haru! – Usłyszał krzyk Rina, po czym został przez niego ochlapany wodą. Potrząsnął swoimi włosami i spojrzał na przyjaciela obojętnym jak zwykle wzrokiem.
 - Co ty robisz? – spytał.
 - Miałem nadzieję, że skoro tyle wody spłynie na ciebie, to się zarumienisz. – Matsuoka zrobił nadąsaną minę, ale po chwili znów szeroko się uśmiechnął. – I tak znajdę jakiś sposób! Strzeż się Haru, bo będziesz musiał spełnić moje życzenie!
 Na twarzy Nanase pojawił się nikły uśmiech. Kto jak kto, ale Rin potrafi go wywoływać wyjątkowo często. Może nawet nie jest tego świadomy, ale to właśnie dla niego Haru częściej się uśmiecha.
 ,,Z uśmiechem ci do twarzy”
  Takie słowa kiedyś powiedział Rin i Haru nadal się tego trzyma. Wprawdzie pokazywanie emocji nie jest dla niego specjalnie łatwe, jednak ostatnio dużo częściej mu się to zdarza.
 ,,Rin, masz na mnie jakiś dziwny wpływ”
  Haruka spojrzał na swojego przyjaciela, który rozmawiał o czymś z Reiem. Ta dwójka zaczęła się całkiem nieźle dogadywać, o co Nanase staje się powoli zazdrosny. W końcu Rin od zawsze był J E G O przyjacielem. To oni razem pływali, razem chodzili na plac zabaw, śmiali się, jedli, ćwiczyli na W-Fie… A teraz musi się dzielić Rinem z innymi. Rozumiał to, przecież Rin jest wolnym człowiekiem, a nie jego własnością, więc ma prawo rozmawiać z kim tylko będzie chciał.
 - Haruś, pora kończyć! – zawołał Nagisa i zaczął do niego machać.
 Haru ostatni raz zanurzył się w wodzie, po czym popłynął do brzegu. Wziął od Makoto ręcznik, po czym razem z Rinem poszedł do szatni. Kiedy stał pod prysznicem, przyjaciel niespodziewanie do niego podszedł i położył mu ręce na ramionach.
 - Tym razem na pewno się zarumienisz – szepnął i złożył na jego wargach namiętny, ale jednocześnie delikatny pocałunek.
 Policzki Haru pokryły się kolorem dojrzałego pomidora, a jego serce nagle przyspieszyło. Gdy Rin to zobaczył, oderwał się od chłopaka i głośno się zaśmiał.
 - Wygrałem! – krzyknął. – Zarumieniłeś się!
 - T-to było nie fair – szepnął Haru i odwrócił lekko wzrok.
 - Dlaczego? Przecież mówiłem, że pocałunek może być powodem rumieńca, więc wszystkie chwyty były dozwolone.
 Nanase chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował z tego. Spojrzał przelotnie na usta przyjaciela, po czym pomyślał, że chętnie by ich jeszcze raz spróbował. Rin cały czas szeroko się uśmiechał, więc nie do końca zwracał uwagę na zachowanie Haruki.
 - Też chcę zobaczyć twój rumieniec – powiedział nagle ciemnowłosy.
 Rin spojrzał na niego z niezrozumieniem, a po chwili jego źrenice gwałtownie się rozszerzyły, gdy poczuł na swoich ustach ciepłe i mokre wargi swojego przyjaciela. Nieświadomie szerzej otworzył buzię, dając mu tym samym więcej miejsca. Spojrzał w błękitne tęczówki Haru i nagle uświadomił sobie, że jego policzki są strasznie gorące.
 - Też się zarumieniłeś – szepnął Haru, odsuwając się od chłopaka.
 - Ale ty zarumieniłeś się pierwszy! – Rin spojrzał na niego wzrokiem zwycięzcy. – A wiesz co to znaczy? Musisz spełnić moje życzenie.
 - To czego chcesz?
 - Ciebie – szepnął mu na ucho, po czym przyszpilił go do ściany. – Haru, bądź moim chłopakiem.
Nanase się tego nie spodziewał. Myślał, że Rin zażyczy sobie darmowej pizzy czy zimnego napoju, a tu nagle wyskoczył z czymś takim. Mimowolnie Haru uśmiechnął się lekko. Teraz będzie mógł mieć go wyłącznie dla siebie. Będę spędzać razem więcej czasu, częściej się spotykać… Wreszcie Rin będzie całkowicie jego, a on będzie mógł mu się całkowicie oddać.
 - Dobrze – odpowiedział po chwili ciszy. – Rin, chcę być twoim chłopakiem.
 Po chwili ich wargi złączyły się w długim pocałunku.
 - Wreszcie wygrałem z tobą jakiś zakład – szepnął Rin i ujął dłoń Haruki. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. – Chyba powinniśmy się częściej zakładać.
_________________________________________________________________________________







  

wtorek, 2 lutego 2016

Kara

Obiecałam AoKise? Obiecałam. Proszę bardzo, przed państwem obiecany one-shot! :D
Tak sobie teraz myślę, że tytuł jest trochę zdradliwy i można się domyślić, o czym to opko będzie, jednak na taki pomysł wpadłam i tak zostanie! :D
Może wam się jednak spodoba ;)

  !!!!OGŁOSZENIA PARAFIALNE!!!

Pytanko:
Macie może ochotę na one-shot z jakąś konkretną parą? Do wyboru animce takie jak:
* KnB
* Free!
* SnK
* Owari no seraph
*ewentualnie Durarara, ale z tego to tylko Izaya x Shizuo XD

 Koniec ogłoszeń parafialnych!

Zapraszam do czytania ;)
_________________________________________________________________________________

  Aomine szedł szybkim krokiem w stronę liceum Kaijo. Jego wyraz twarzy wskazywał na to, że jest wściekły. Na kogo? Odpowiedź jest prosta – na Kise Ryoutę. Ten energiczny blondyn wkurza go do granic możliwości, łamiąc wszelkie możliwe prawa psychiki ludzkiej. Nie ma na świecie osoby, która potrafiłaby wkurzyć Daikiego w ciągu sekundy samym istnieniem. Model jest jedynym wyjątkiem.
  Aomine zerknął na wyświetlacz telefonu i jeszcze bardziej przyspieszył, klnąc pod nosem.
 - Już ja go nauczę… - warczał sam do siebie, ignorując ciekawskie spojrzenia mijanych po drodze ludzi. – Dam mu taką nauczkę, że się kretyn przestanie tak wkurzająco uśmiechać…
 Idealna pogoda na zabicie pewnej blond cioty. Słoneczko świeci, ptaszki śpiewają… Mogłyby też zaśpiewać marsz pogrzebowy. Przynajmniej organista nie musiał by przyłazić na pochówek tego idioty. I na świecie ubyłoby jednego kretyna. Same plusy.
 Aomine uśmiechnął się pod nosem, wyobrażając sobie minę Kise, gdy go będzie ostro gwałcił. Oj, Ryouta zdecydowanie przegiął i musi za to zapłacić. W końcu niegrzeczne dzieci trzeba nauczyć dyscypliny, prawda? W jakiś sposób należy je ukarać. Kise musi wiedzieć, kto w tym związku jest górą i ma władzę. Odpowiedź jest jedna – Aomine.
 Daiki zatrzymał się na przejściu dla pieszych i ze zniecierpliwieniem patrzył na czerwone światło.
 - Szybciej, kurwa – burknął.
 - Hej, Aho! – Usłyszał nagle znajomy krzyk swojego kolegi.
 Odwrócił się niechętnie i zobaczył idącego w jego stronę Kagamiego Taigę wraz z całą swoją drużyną. Tylko ich tu brakowało.
 - Yo, Bakagami – mruknął.
 - Masz może ochotę na małe one-on-one? – spytał Kagami.
 - Teraz mam zamiar zabić Kise, więc innym razem – odrzekł Aomine, patrząc na drużynę Seirin.
 - W czym tym razem podpadł ci Kise-kun? – Koło niebieskowłosego pojawił się Kuroko, przyprawiając tym samym Taigę o chwilowy zawał serca.
 - Prywatna sprawa, ale tym razem popamięta mnie na dłużej.
 Twarz Aomine wyglądała strasznie – zupełnie jakby należała do zawodowego mordercy, który pragnie zemsty na swoim arcywrogu. Niektórzy z Seirin mimowolnie zadrżeli, widząc go w takim stanie.
 - Pokój duszy Kise – mruknął Kagami, lekko blednąc. – To ten… Nie przesadź za bardzo…
 - Ależ Taiga – odezwał się Aomine. – Właśnie o to chodzi, żeby bolało. – Uśmiechnął się złośliwie, przechodząc na drugą stronę ulicy.
 Kagami przez chwilę patrzył na jego oddalające się plecy, po czym szepnął do Kuroko:
 - Myślisz, że tym razem Kise uda się uniknąć szpitala?
 - Wątpię, Kagami-kun – odpowiedział Tetsuya. – Aomine-kun dawno nie był tak wkurzony.
 Aomine dochodził właśnie do Kaijo. Obrzucił szkołę swojego chłopaka szybkim spojrzeniem, po czym skierował się na salę gimnastyczną, na której drużyna koszykarska odbywała właśnie trening. Bez pukania otworzył drzwi i krzyknął:
 - Kise!
 Cała drużyna spojrzała na niego ze zdziwieniem, za to Ryouta zbladł na jego widok.
 - A-aominecchi – wyjąkał, gdy zobaczył jego wściekłą twarz. – A-ale nie gniewasz się z-za ten n-niewinny żarcik, nie?
 - Jestem wściekły – warknął Daiki i zaczął iść w jego stronę.
Kise pisnął przeraźliwie i schował się za kapitanem drużyny – Kasamatsu Yukio.
 - Jeśli myślisz, że będę cię krył, to jesteś w błędzie, dzieciaku! – Senpai popchnął modela, w wyniku czego ten znalazł się bliżej wściekłego Aomine. – Coś ty mu w ogóle zrobił, że jest taki wściekły?!
 - N-nic poważnego. – W oczach Kise zbierały się już powoli łzy. Wiedział, co go czeka.
 - Że niby to, co zrobiłeś, nie jest poważne?! – krzyknął Aomine, wyciągając rękę w jego stronę.
 Ryouta wrzasnął i odruchowo się od niego odsunął, przypadkiem przewracając się na podłogę. Zaczął się powoli cofać, kompletnie ignorując zdziwione spojrzenia kolegów z drużyny. Interesował go tylko wściekły Daiki. Modlił się w duchu, by tak bardzo nie bolało, ale wiedział już, że kary nie uniknie.
 - N-no może trochę przesadziłem, ale… - zaczął.
 - Trochę?! To był chyba twój najpoważniejszy jak do tej pory błąd, za który srogo zapłacisz!
Kise głośno przełknął ślinę i spojrzał na swojego chłopaka z przerażeniem. Ostatnio też mu podpadł, ale jeszcze nigdy nie widział go w takim stanie. Zaczął się powoli cofać, ale wiedział, że tylko wszystko przedłuża. Aomine i tak go ukarze, a próby ucieczki skończą się dla jego tyłka ostrym bólem. Może nawet szpitalem…?
 - Wstawaj – zarządził Aomine.
 - Mam jeszcze trening – szepnął model i spojrzał na niego błagalnym wzrokiem.
 - W dupie to mam! Wstawaj! – Daiki szarpnął go za koszulkę, po czym obrzucił wściekłym spojrzeniem. – Idziemy.
 - Kasamatsu – senpai! – krzyknął nagle Kise, próbując się wyrwać. – Powiedz mu, że mam trening! Ratuj! Senpai!
 - Zamknij się, i tak ci nie pomoże! – warknął Aomine, a gdy to nie pomogło, westchnął głośno i przerzucił go sobie przez ramię. Blondyn zaczął wierzgać nogami i bił swojego porywacza po plecach, ale w niczym mu to nie pomogło.
 - E, Aomine – odezwał się Kasamatsu. – Nie wiem, o co wam poszło, ale postaraj się, by ten idiota nie trafił do szpitala. Za niecałe dwa tygodnie mamy mecz.
 - Jasne – mruknął Daiki. – Aż tak go nie uszkodzę.
 Model przełknął głośno ślinę, po czym znów uderzył Aomine w plecy. Zdał sobie jednak sprawę, że z niczym mu to nie pomoże, więc tylko bezwładnie zawisł na jego ramieniu i nadal odmawiał w duchu modlitwy do znanych mu bogów, prosząc o jakąkolwiek pomoc z ich strony.
 - I na co ci to było? – spytał Aomine, gwałtownie stawiając go na ziemi i przyciskając do ściany.
 - Em… Aominecchi… - zaczął Kise. – A jeśli już musisz to zrobić…
 - Muszę.
 - … to czy nie mógłbyś z tym zaczekać chociaż do powrotu do domu?
 - Nie. Chcę cię tu i teraz.
 Zbliżył się do jego twarzy, po czym polizał go po policzku. Zaprowadził Kise do szatni i zamknął ją na klucz, by nikt im nie przeszkodził.
 - No, to wiesz, co masz robić. – Stanął naprzeciwko blondyna z założonymi rękoma i czekał, aż on wykona ruch.
 - C-czy to konieczne? – jęknął Ryouta, ale zdjął z siebie koszulkę.
 Spojrzał na Aomine błagalnie, a ten szybko do niego podszedł i wgryzł się w jego szyję. Po bladej skórze modela pociekła cienka strużka krwi.
 - Aj, boli! – pisnął Ryouta, odruchowo się spinając.
 - Trochę ma boleć. – Daiki uśmiechnął się złośliwie, po czym ugryzł go lekko w ucho. Kise oparł ręce na jego ramionach odwrócił głowę w bok, dając mu tym samym więcej miejsca.
 - Grzeczny chłopiec – mruknął Aomine i polizał go po brodzie. – Ale kary i tak nie unikniesz.
 Model przełknął głośno ślinę, a jego oddech przyspieszył. Spojrzał na swojego chłopaka z lekkim przerażeniem, po czym przeniósł wzrok na jego krocze. Kiedy zobaczył tam całkiem spore wybrzuszenie, wiedział, że będzie bolało. Westchnął cicho i ponownie uniósł głowę, patrząc Aomine w oczy. Dostrzegł tam porządnie oraz dzikość.
 Daiki nie miał zamiaru bawić się w grę wstępną. Zdjął Kise spodnie oraz bieliznę i wziął do ręki jego członka. Uśmiechnął się figlarnie, gdy Ryouta jęknął cicho z rozkoszy.
 - Uwielbiam twoje rumieńce – szepnął mu na ucho, na co model zarumienił się jeszcze bardziej.
 - Aom…
 - Ciii. – Polizał go po szyi. – Dobrze wiesz, że teraz masz mi nie przerywać.
 Kise zacisnął wargi, po czym leciutko skinął głową, ale Aomine był zbyt zajęty, by to dostrzec. Nadal bawił się członkiem swojego chłopaka i obserwował jego reakcję. Miny Ryouty zmieniały się co sekundę, za to każda wyrażała rozkosz i informowała Daikiego o tym, że model zaraz dojdzie. Niebieskowłosy przyspieszył swoje ruchy, a po chwili blondyn krzyknął cicho, dochodząc. Pobrudził przy tym rękę Aomine, który tylko złośliwie się uśmiechnął, po czym zlizał spermę z dłoni.
 - Teraz ty. – Podsunął swoją pięść pod nos Kise.
 Model niechętnie polizał jego rękę. Nie przepadał za tym smakiem, jednak wiedział, że na tym częściowo polega jego kara. W końcu to nie ma być przyjemne.
 - E, Kise. – Daiki znów wgryzł się lekko w jego szyję. – Skąd ten głupi żart przyszedł ci do głowy?
 - T-tak po prostu… - szepnął model. – Nie sądziłem, że aż tak się wkurzysz…
 - Następnym razem radzę ci takie coś przemyśleć. – Aomine odwrócił Kise i kazał mu się pochylić.
 Blondyn oparł się o szafkę i starał się rozluźnić, by jak najmniej bolało, jednak pozycja, w jakiej się znajdował, tylko mu to utrudniała. Stęknął, gdy poczuł, jak Daiki zaczyna w niego wchodzić.
 - Aj! – krzyknął. – Aominecchi, delikatniej!
 - Ech, tyle razy już ci tłumaczyłem – Aomine się nad nim pochylił. – że kara ma boleć.
 Kise zacisnął pięść na drzwiach szafki należącej do Kasamatsu, po czym jęknął, gdy Daiki zaczął się w nim poruszać. Jakąś minutę później niebieskowłosy doszedł, spuszczając się we wnętrzu blondyna.
 - Jeżeli zobaczę, że znów pomazałeś moje trzy bluzki niezmywalnym flamastrem, to jeszcze bardziej pożałujesz! – powiedział Aomine i klepnął Kise w tyłek.
 - Aominecchi! – jęknął Ryouta. – Chciałem tylko poprawić wygląd twoich ubrań!
 - Malując na nich serduszka, gwiazdki i inne cholerstwa?!
 - Mnie tam się podobało. – Model zrobił nadąsaną minę, po czym wciągnął na siebie bokserki oraz spodnie. – Mógłbyś mnie czasem docenić.
 - Ależ czasem cię doceniam. – Aomine podszedł do niego i objął go w pasie. – Szczególnie w łóżku – szepnął mu na ucho i zrobił mu malinkę na szyi.
 - Ej! – Kise spróbował się wyrwać. – P-przestań, bo inni coś zauważą!
 - No i? – Daiki wgryzł mu się w szyję. – Niech wiedzą, że jesteś tylko mój.
 Aomine złapał swojego chłopaka za pośladki, po czym podniósł go lekko do góry.
 - Aj! – jęknął blondyn. – Aominecchi, tyłek mnie boli!
 - O to mi od początku chodziło. – Niebieskowłosy uśmiechnął się figlarnie i pocałował Ryoutę. – Po treningu zajrzyj do mnie, to pogadamy.
 Aomine wyszedł z szatni, zostawiając w niej Kise. Model westchnął cicho, bo wiedział, jak ta rozmowa się skończy. Mimo wszystko szeroko się do siebie uśmiechnął i założył na swój tors bluzkę. Jako tako ogarnął przebieralnię, by nikt z drużyny nie domyślił się, co tu zaszło. Domknął też szafkę swojego kapitana, po czym stwierdził, że Kasamatsu niczego nie powinien zauważyć. Z uśmiechem na ustach i bólem tyłka skierował się z powrotem na salę gimnastyczną.

                                                              ***Po treningu***

 - Kise! – Krzyk Kasamatsu rozległ się w całej szatni. – Możesz mi wyjaśnić, co się stało z moją szafką?! Czemu ona, do jasnej cholery, się nie zamyka?!
 - E… Eto… - Model podrapał się nerwowo w tył głowy i szukał w głowie jakiegoś kłamstwa. – Yyy… Aominecchi użył za dużo siły i ze złości kopnął twoją szafkę.
 - Ten smarkacz… - warknął Yukio. – Kiedyś mi za to zapłaci.
Model szybko się przebrał, po czym wyszedł z szatni w tempie ekspresowym.
 - Uff… - odetchnął z ulgą. – Było blisko. Tylko jak mam teraz powiedzieć Aominecchiemu, że Kasamatsu – senpai chce go wykończyć? Może lepiej nic nie mówić…?
  Włożył ręce do kieszeni bluzy i skierował się do domu swojego chłopaka. Postanowił zataić przed Daikim morderczy plan Kasamatsu mając nadzieję, że Aomine szybko się o tym nie dowie. Wyobraził sobie jego wściekły wyraz twarzy i od razu poczuł w tyłku nieprzyjemny ból. Skrzywił się lekko, po czym na jego twarzy pojawił się uśmiech.

 - W sumie ta kara nie była taka zła – mruknął. – Może czasem warto coś spocić?
_________________________________________________________________________________