YO :D
Nie planowałam tego pisać, ale pomysł przyszedł sam, nagle, więc postanowiłam to jednak wstawić ;P
Jak każdy taki cosiek, ten jest dziwny i nie ma sensu, ale... no... jest XD
Nie wiem, czy wam się spodoba takie cuś, ale może jednak w jakiś sposób przypadnie wam do gustu ;)
I może jakimś cudem kolejne wydarzenia nie będą do przewidzenia :P
A teraz zapraszam do tekstu zamieszczonego poniżej ;)
_________________________________________________________________________________
Ludzie często śnią bądź marzą o życiu w innym świecie. Wyobrażają
go sobie jako świat idealny, w którym spełnią się ich zachcianki, poślubią
upragnioną osobę, będą mieli nadprzyrodzone moce lub po prostu staną się
szczęśliwi.
Nie
zawsze jednak wszystko idzie po ich myśli. Doskonałym przykładem jest Kagami
Taiga, który pewnego ranka obudził się w totalnym wariatkowie. Jak to się
stało? Nikt tego nie wie.
Chcecie posłuchać tej
historii? W takim razie usiądźcie wygodnie przed komputerem i wczytajcie się w
te słowa.
Była późna wiosna. Słońce grzało, na niebie rzadko kiedy pojawiały się chmury, a ptaki śpiewały swoje miłosne serenady. Temperatura była na tyle wysoka, że wystarczyło na siebie założyć lekką bluzę oraz trampki.
Ten poranek nie był
dla Kagamiego niczym niezwykłym – jak zwykle dzwonił mu budzik, i jak zwykle
musiał go wyłączyć. Przeciągnął się leniwie, po czym ziewnął. Podrapał się po
karku i spojrzał na zegarek. Westchnął cicho, wstał z łóżka i skierował się do
łazienki, biorąc ze sobą ubranie na przebranie. Umył się, wziął szybki
prysznic, a następnie zrobił sobie typowo amerykańskie śniadanie – jajecznicę
na boczku oraz sok pomarańczowy. Pozmywał naczynia i założył na siebie
granatową bluzę. Cieszył się, że zajęcia w szkole były odwołane, bo wolny czas
mógł wykorzystać na trening z Kuroko. Uśmiechnął się do siebie, po czym włożył
na swoje stopy czarne trampki. Napisał szybko SMS’a do Tetsu, a po chwili
dostał odpowiedź.
Od: Kuroko
Do: Kagami-kun
Kagami-kun, mówiłem przecież, że mam randkę.
Ale dobrze, spotkajmy się o 10:00 na boisku. Będę miał dla ciebie pół godziny.
Kagami przeczytał
treść wiadomości jeszcze kilka razy, by upewnić się, że jest tam słowo
,,randka”. Po jego głowie krążyły dwa pytania: z kim i od kiedy Kuroko chodzi
na randki? Czyżby to była Momoi? I dlaczego tego nie pamięta?
Westchnął głośno, po czym wziął piłkę do ręki
i wyszedł z mieszkania, zamykając za sobą drzwi. Zbiegł po schodach na dół,
przepuszczając w przejściu starszą sąsiadkę, a następnie ruszył w stronę
wyznaczonego miejsca spotkania. Po drodze kręcił piłką na palcu i zastanawiał
się, czemu nie pamięta imienia dziewczyny, z którą spotyka się jego najlepszy
przyjaciel. Zatrzymał się na czerwonym świetle i pokręcił lekką głową.
- Pewnie przysypiałem,
jak mi to mówił – mruknął, po czym przeszedł przez ulicę.
Po kilku minutach
dotarł na miejsce. Ponieważ Kuroko jeszcze nie było, zaczął rzucać do kosza.
Uwielbiał to. Koszykówka od zawsze sprawiała mu przyjemność. Pozwalała mu się
zrelaksować i skupić. Podczas gry zawsze był skupiony, choć łatwo go było
czasem sprowokować. Kosz jest jego pasją, w którą wkłada całe swoje serce.
- Kagami-kun, dlaczego
zacząłeś beze mnie? – Usłyszał za sobą znajomy głos. Krzyknął przerażony,
odruchowo wyciągając przed siebie ręce.
- Ha? – Spytał, gdy
doszedł do siebie po nagłym zawale. – Przecież…
- Stoję tu od pięciu
minut.
Zbaraniała mina Taigi
mówiła sama za siebie – Kagami go nie zauważył. Właściwie to żadna nowość, bo
Tetsuyę mało kto zauważa.
- Aaa… - Podrapał się
po karku, by ukryć swoje zażenowanie. – To ten… Zaczynamy?
- Po to tu przyszliśmy,
Kagami-kun. – Kuroko wziął do ręki piłkę, którą przed chwilą upuścił Kagami, po
czym zaczął ją kozłować.
Ich trening nie był
długi, więc nie zdążyli się zmęczyć. Tetsuya ćwiczył swoje najnowsze przejście,
za to Taiga próbował rzutów za trzy punkty. Obaj kochali kosza, więc podczas
gry rozumieli się bez słów. Światło i cień. Na boisku są sobie potrzebni, jeden
uzupełnia drugiego. Niekoniecznie jest tak w normalnym życiu. Kagami często nie
rozumie swojego przyjaciela, a Tetsuya lubi mu od czasu do czasu podokuczać. Zdarza
się, że nie potrafią znaleźć wspólnego języka w rozmowie lub sprzeczają się o
byle błahostki.
- Hej, Kurokocchi! –
Usłyszeli znajomy głos. Odwrócili się i zobaczyli wbiegającego na boisko
blondyna. – Cześć, Kagamicchi. – Uśmiechnął się miło, a Taiga mu odpowiedział.
– Gotowy? – Kise zwrócił się do Kuroko.
- Tak. Możemy iść.
- Myślałem, że masz
randkę… - wtrącił Kagami, nieco zbity z tropu.
- Owszem, mam. –
Tetsuya złapał Ryoutę za rękę. – Idę na nią z Kise-kunem.
- W-Wy… Chodzicie ze
sobą? – Szepnął, czując, jak nogi się pod nim uginają.
- Nie rozumiem twojej
reakcji, Kagami-kun. – Kuroko westchnął cicho, kręcąc głową. – Jesteśmy ze sobą
od trzech miesięcy, a ty byłeś jedną z pierwszych osób, które się o tym
dowiedziały. Poza tym ani ja, ani Kise nie mamy nic do twojego związku z
Aomine-kunem.
Na te słowa Kagami
zbladł.
- M-Moim związkiem…? –
Powtórzył, jakby był z transie. – Z Aomine?
- Kagamicchi, dobrze
się czujesz? – Zaniepokoił się Kise. – Jesteście razem do pół roku. Dlaczego
tak się przeraziłeś?
- A nie, nic… - Złapał
się za głowę. – Po prostu się nie wyspałem. – Skłamał.
- To lepiej się połóż
i odpocznij. – Poradził Tetsuya. – Do zobaczenia, Kagami-kun.
- Tia… Do zobaczenia.
Kagami wziął do ręki
swoją piłkę, po czym szybkim krokiem zaczął iść w stronę domu.
,,Że niby ja mam być z tym zboczeńcem?! I
dlaczego w ogóle tak się stało?!”
Pokręcił głową,
próbując wmówić sobie, że się przesłyszał, i tak naprawdę Kuroko podał mu
nazwisko jakieś dziewczyny. I co z tego, że ta dziewczyna ma takie samo
nazwisko jak Daiki? Przypadek. Przecież w Japonii nie żyje tylko jedna o takiej
godności. A może po prostu są spokrewnieni?
Tylko od kiedy on z
kimkolwiek chodzi!?
- Przecież ja się
nawet nie zakochałem – mruknął do siebie.
Wszedł do swojego
mieszkania i od razu padł na kanapę. Nawet nie zdjął z siebie bluzy. Był tak
zszokowany wiadomością, jaką przed chwilą usłyszał, oraz tym, co zobaczył, że
miał ochotę zapaść się pod ziemię. Kiedy Kuroko mówił mu, że chodzi z Kise? Dlaczego
nie pamięta, że jego ,,chłopakiem” jest ten zjeb, zwany potocznie zboczeńcem?
Albo Aomine, jak kto woli.
Kagami westchnął cicho
i poszedł do kuchni, chcąc zrobić sobie dużą porcję spaghetti. Przy okazji
upiekł ciasteczka czekoladowe, a także curry.
- Muszę coś zjeść, bo
nie wytrzymam – mruknął, po czym nałożył sobie solidną porcję klusek z mięsem.
Usiadł przy stole i
wziął do ręki pałeczki, ale jego cisza nie trwała długo. Ktoś zadzwonił do
drzwi, więc wstał i poszedł otworzyć. Jakie było jego zdziwienie, gdy okazało
się, że przybyszem jest jego ,,chłopak”!
- Yo, Tygrysie! –
Przywitał się Aomine, po czym wszedł bezceremonialnie do jego mieszkania,
zdejmując wcześniej buty.
- O-Oi, ale nie…!
- Spoko, pamiętam. –
Daiki przyciągnął go do siebie i pocałował.
Taiga na początku nie wiedział, co się dzieje. To stało się
tak nagle. Ręce Aomine oplotły jego talię, a po chwili poczuł na swoich ustach
jego wargi. Zrobiło mu się gorąco.
- C-Co ty wyrabiasz?!
– Odsunął go od siebie szybkim ruchem i przetarł usta wierzchem dłoni.
- He? – Daiki spojrzał
na niego ze zdziwieniem. – Zawsze cię całuję, gdy wchodzę do twojego
mieszkania. Co w tym dziwnego, skoro jesteś moim chłopakiem?
Kagami patrzył na
niego zszokowany.
,,Więc to jednak prawda…”
Stał w przedpokoju i
nie wiedział, co ma zrobić. Okazało się, że jest gejem, a jego chłopakiem jest
największy możliwy zboczeniec świata. Gdzie tu sprawiedliwość?! I dlaczego w
ogóle tak się stało?!
- Oi, dobrze się
czujesz? – Daiki złapał go za ramię. – Bo wyglądasz, jakbyś się miał zamiar
przewrócić.
- Nie dotykaj mnie,
zboczeńcu! – Strącił jego dłoń.
- Ej, co cię ugryzło?
Nie najadłeś się? – Daiki był mocno zdziwiony jego zachowaniem. – Uspokój się,
bo zaraz inni przyjdą.
- Ha? – Tym razem to
mina Kagamiego wyrażała zszokowanie.
- No mieliśmy się
spotkać, żeby obgadać wspólny wyjazd, nie pamiętasz? Taiga, co się dziś z tobą
dzieje?!
Czerwonowłosy złapał
się za głowę i usiadł na kanapie. Zamknął oczy i uszczypnął się w policzek, by
obudzić się z tego koszmaru, ale był jeden problem – ten koszmar stał się
prawdziwy.
- Za dużo… To nie może
być prawda! – Krzyknął, zrzucając na ziemię najbliższą poduszkę.
- Taiga, co się
dzieje?! – Aomine usiadł koło niego i złapał go za ramiona.
- Nie dotykaj mnie! –
Był bliski płaczu.
Daiki jednak nie miał
zamiaru go puścić. Objął go w talii, jedną rękę położył na jego plecach i
przytulił go mocno do swojego torsu.
- Wszystko dobrze,
Tygrysie – mruknął, głaskając go po włosach. – Jestem przy tobie.
,,Ale właśnie nie powinno cię tu być!”
Taiga był tym
wszystkim zmęczony. Potrzebował czyjegoś wsparcia, więc odruchowo objął Aomine.
Sam nie wiedział, czemu to zrobił, ale wiedział, że w jakiś sposób ten idiota
mu pomoże. Tylko czemu akurat on? Przecież od dawna rywalizują na boisku, kłócą
się o byle błahostki, czasem się biją… Więc czemu w tym popapranym świecie
stali się parą!?
- Dlaczego tak jest? –
Szepnął, odsuwając się od Daikiego. – Dlaczego my jesteśmy razem?
- Bo mnie kochasz. –
Ciemnoskóry złapał go za brodę. – A ja kocham ciebie.
Nie minęła sekunda, a
ich usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Kagami na początku był tym
zszokowany, ale po chwili sam zaczął oddawać pieszczotę.
I wtedy to poczuł.
,,Ja go naprawdę kocham…”
Pewnie całowaliby się dłużej, gdyby nie
dzwonek do drzwi. Oderwali się od siebie, a Kagami, z rumieńcami na twarzy,
poszedł otworzyć.
- Hej! – Takao szybko
wszedł do mieszkania, ciągnąc za sobą Midorimę.
- H-Hej – odpowiedział
Kagami, przyglądając się im z zaciekawieniem. Ta dwójka wszędzie chodzi razem…
Dobrzy z nich przyjaciele.
- Takao, możesz mnie
już puścić?! – Zirytował się Shintarou i poprawił swoje okulary.
- Shin-chaaaan! –
Kazunari uwiesił się na jego ramieniu, ignorując jego wcześniejszą ,,prośbę”. –
Dlaczego tak się tego wstydzisz? Przecież jesteśmy parą, musimy sobie czasem
okazywać trochę czułości!
- Najlepiej w
sypialni. – Wtrącił Aomine, wciąż siedząc na kanapie.
- Aomine! – Oburzył
się Midorima, a jego policzki przybrały kolor dorodnego pomidora.
W tym czasie Kagami
zaliczył zgon. Gdyby nie opierał się o szafkę, leżałby już na podłodze. Patrzył
na dwójkę przybyłych gości w totalnym osłupieniu i nie mógł uwierzyć w to, co
Takao właśnie powiedział. Że niby poważny i oschły Midorima jest gejem i ma
chłopaka?
,,Dlaczego otaczają mnie tu same pedały? Na
dodatek sam jestem jednym z nich…”
Taiga już chciał
zamknąć drzwi, ale wtedy usłyszał znajome głosy. Po chwili do mieszkania wszedł
Kuroko, a tuż za nim jęczący Kise.
- Kurokocchci no! –
Złapał Tetsuyę za ramię. – Dlaczego jesteś wobec mnie taki nieczuły? Ty mnie
już w ogóle nie kochasz! – Wyglądał tak, jakby się miał zaraz rozpłakać.
- Kise-kun, nie mogę
ciągle robić za twoją przytulankę. – Westchnął Kuroko i zdjął bluzę. – Już mnie
dziś wystarczająco wyściskałeś.
- Ale…!
- Witam. – Tetsu zupełnie
go zignorował i usiadł na kanapie obok Aomine.
- Kagamicchi,
widziałeś?! – Oburzył się Ryouta. – Ja się czuję przez niego ciągle ignorowany
i odpychany!
- Kise, przesadzasz… -
mruknął Taiga, chcąc jak najszybciej zakończyć tę rozmowę. Nigdy nie był dobry
w pocieszaniu innych, a już szczególnie w takich sprawach. – Poza tym Kuroko to
Kuroko. Jego już nie zmienisz.
- Ech, jest wspaniały,
ale czasem nadal oschły…
Obaj weszli do salonu i zajęli wolne miejsca
na kanapie. Nie musieli długo czekać na kolejnych gości, jakimi byli Himuro i
Murasakibara.
- Yo. – Przywitał się
Tatsuya i usiadł na jednym z foteli.
- Ne, Muro-chin, a ja
gdzie usiądę? – Spytał Murasakibara, niezadowolony z takiego obrotu wydarzeń.
- Tam masz wolne
miejsce. – Tatsuya wskazał mu palcem wolny fotel.
- Ale ja chcę z
Muro-chinem. – Zaprotestował Atsushi. Podszedł do czarnowłosego i chwycił go za
ramiona. – Muro-chin usiądzie u mnie na kolanach.
Na te słowa stojący
nieopodal Kagami zareagował błyskawicznie. Wyrwał swojego brata z rąk tego
tytana, po czym posadził go na swoim byłym miejscu, obok zaskoczonego Aomine.
- Tatsuya ma miejsce –
warknął. – I nie musi siadać ci na kolanach.
- Taiga, co w ciebie
wstąpiło? – Zdziwił się Himuro. – Przecież ostatnio też siedziałem mu na kolanach
i jakoś nie miałeś nic przeciwko.
- Tygrysek ma dziś zły
dzień, więc lepiej go nie denerwować. – Wtrącił Daiki.
- Nie nazywaj mnie tygryskiem,
zboczeńcu!
- A nie mówiłem?
- Aomine-kun,
Kagami-kun nie lubi tego przezwiska, więc zawsze się wścieka, gdy go tak
nazywasz – odezwał się Kuroko.
- Szczegół. – Aomine wzruszył
ramionami.
Taiga usiadł na wolnym fotelu i popatrzył na każdego. Zastanowił
się nad wszystkim i wszystko sobie podsumował. Obudził się w normalny poranek,
ale w nienormalnym świecie. Potem okazało się, że Kurko jest gejem i chodzi z
Kise. Następną ważną informacją było to, że jego chłopakiem jest Aomine.
Wszyscy zaczęli się schodzić do jego mieszkania, i wtedy wyszedł na jaw związek
Himuro i Murasakibary.
,,No Kise to jeszcze rozumiem, nawet Kuroko, ale Tatsuya?!”
Łokcie wbił sobie w
uda, a głowę oparł na dłoniach. Nadal nie mógł w to wszystko uwierzyć. W
dodatku to uczucie, gdy Aomine był tak blisko i go całował…
,,Cholera jasna!”
Kagami zacisnął pięści
i zamknął oczy, siląc się na spokój.
- Oi, Taiga, co ci? –
Usłyszał pytanie Daikiego, ale nawet nie podniósł na niego wzroku.
- Nic – syknął tylko.
Najchętniej to by ich wszystkich wywalił za drzwi, ale że jest człowiekiem kulturalnym,
nie zrobił tego.
- Ta, a ja jestem
blondyną z wielkim biustem. – Prychnął Aomine.
Kagami już chciał na
niego naskoczyć i zripostować jego jakże mądrą wypowiedź, ale wtedy ponownie zadzwonił
dzwonek do drzwi.
,,Kogo znów niesie?”
- Witam. – Powiedział stojący w progu Akashi.
,,Skoro przyszedł sam, to może chociaż on jest
normalny!”
- Cześć… - szepnął Taiga, po czym zamknął za
nim drzwi.
- No, to wszyscy już
są! – Kise klasnął w dłonie i uśmiechnął się szeroko.
Akashi zajął fotel, na
którym wcześniej siedział Kagami, natomiast Himuro wstał ze swojego miejsca i
usiadł na kolanach zadowolonego Murasakibary. Taiga natomiast westchnął cicho i
przycupnął obok Aomine, który zaraz objął go ramieniem. Czerwonowłosy nie
chciał się jeszcze bardziej zbłaźnić, więc silił się na duży spokój i
cierpliwość, by nie strącić jego ręki.
,,Przynajmniej jeden tu jest hetero…”
- Akashicchi, a jak tam twój ukochany? – Spytał nagle Kise,
co zbiło Kagamiego z tropu.
,,Nawet on?!”
- Kouki ma się dobrze,
gorączka mu już spadła.
,,Furihata?! Już mnie nic nie zaskoczy…”
Kagami oparł się o kanapę i przysłuchiwał się rozmowie. Całe
Pokolenie Cudów, wraz z Himuro i Takao, zebrało się w jego domu. Po prostu
wspaniale. O tym właśnie marzył. Na dodatek wszyscy się z kimś podobierali w
pary, a na niego trafił największy zboczeniec świata. Gorzej już być nie mogło.
- Góry! – Wykrzyknął nagle
Ryouta. – Pojedźmy w góry!
- Co ty, morze lepsze.
– Odparł Aomine. – Można się pobyczyć na plaży.
- Daiki, właśnie
dlatego, że ciągle byście tylko leżeli na plaży, pojedziemy w góry. –
Zadecydował Akashi, krzyżując ramiona na klatce piersiowej. – Żadnych ,,ale”! –
Dodał szybko, widząc, jak ciemnoskóry chce coś powiedzieć. – Wyjeżdżamy za
tydzień. Na obozie macie się nie pieprzyć, jasne? – Rzucił groźne spojrzenie
Aomine.
- Spoko, ten tydzień
mi wystarczy. – Daiki szeroko się uśmiechnął i przyciągnął do siebie
zaskoczonego Taigę.
Dopiero po kilku
sekundach Kagami zorientował się, co ten zboczeniec miał na myśli.
- No chyba cię coś
popierdoliło! – Wykrzyknął oburzony, odsuwając się od niego. A przynajmniej
próbując, bo Daiki wzmocnił swój uchwyt. – Puść mnie, cholerny zboczeńcu!
- Czego się szarpiesz?
Przecież to lubisz.
- Aomine-kun, to wasze
prywatne sprawy, więc może nie rozmawiajcie o tym przy wszystkich. – Wtrącił Kuroko,
jak zwykle z typowym dla niego poker face’m.
- Ale to przecież
normalne! Wy się nie pieprzycie?
- Tego nie
powiedziałem.
Kagami znieruchomiał.
Robił już TO z chłopakiem? W dodatku z t y
m chłopakiem?! Nie, nie, to niemożliwe! Przecież on jest stuprocentowym
hetero! To, że nie ma dziewczyny, nie znaczy, że jest gejem! I nawet Kuroko ma
to już za sobą? I Tatsuya?
,,Bogowie, za co? Czemu się tu znalazłem?”
Kilkanaście minut
później goście się rozeszli. Wszyscy, oprócz Aomine.
- No, to co powiesz na
małe ćwiczenia? – Zaproponował, szeroko się uśmiechając.
- Ćwiczenia? – Zdziwił
się Taiga. Najchętniej by go wykopał z domu, ale jakoś nie potrafił.
- Te łóżkowe
oczywiście. Chodź, chcę coś wypróbować.
Nie czekając na jego
reakcję, pociągnął go za nadgarstki i zaciągnął do sypialni. Kagami na próżno
zaczął się wyrywać. Uchwyt Daikiego był zbyt mocny, nie miał z nim szans. Chwilę
później leżał już pod nim na łóżku i wpatrywał się w jego pełne pożądania oczy.
- Cholera, puszczaj
mnie! – Spróbował go z siebie zrzucić, ale mu nie wyszło.
- Będzie zajebiście,
jak zawsze zresztą. – Mruknął Aomine, po czym zatopił swoje wargi w jego
ustach.
,,Ile razy już z nim
TO robiłem? Dlaczego akurat on?”
Daiki chwycił go za
nadgarstki i zrobił mu na szyi malinkę.
I wtedy Kagami znów to
poczuł. Nie wiedział skąd ani od kiedy, ale był pewny jego – w jakiś popaprany sposób
kocha tego zboczeńca. Mruknął zadowolony, gdy Aomine wepchnął swój język do
jego buzi. Lekki uśmiech pojawił się na twarzy Taigi, kiedy poczuł na swoim
brzuchu jego dłonie.
,,Co za pojebany świat.”
THE END! :D
________________________________________________________________________________

















