wtorek, 7 czerwca 2016

Kryminalistka (cz.2)

Heeejoooo! :D

W tę piękną noc przybyłam do was z drugą częścią lubianej już przez kryminalistki :D tak, też się z tego powodu cieszę :D I raduję się też z tego, że to nowe opko przypadło wam do gustu :3
 Jak myślicie, Akina będzie tu w ciąży? :P

I gomene, że to nie ,,Zemsta", ale mogę wam obiecać, że AoKisy pojawią się w przeciągu 3-4 dni, albowiem muszę wnieść jeszcze drobne poprawki i będzie (wreszcie) gotowe!!! :D Tym razem na pewno ;) :P

A teraz życzę miłych snów i zapraszam do czytania! :D :*

_________________________________________________________________________________



   Poczułem na swoim torsie jakiś ciężar, więc leniwie otworzyłem oczy i podniosłem lekko głowę. Zobaczyłem Akinę tulącą się do mojej klatki piersiowej. No tak, wczorajsza noc na długo pozostanie mi w pamięci. Oby tylko z tego bachora nie było, bo jeszcze w areszcie zrobi wielką aferę.
 Westchnąłem cicho i delikatnie zsunąłem jej głowę ze swojego torsu, rozkułem kajdanki, po czym wstałem z łóżka i zacząłem zbierać swoje ubrania z podłogi. Nadal nie wierzę, że jak do tej pory najlepszy seks miałem z kryminalistką. Co za ironia, a miałem ją aresztować!
 Ubrałem się i wyjrzałem przez okno. Wyjąłem z kieszeni spodni swój telefon i zerknąłem na wyświetlacz. Prawie dziesiąta. Cudownie. Znając życie to zaraz…
 Zadzwonił mój telefon. Wiedziałem, że tak będzie. I nawet nie zdziwił mnie fakt, że to Wakamatsu.
 - AHOMINE!!! – Wydarł się do słuchawki. Aż musiałem odsunąć telefon od ucha. Czy ten kretyn chce, bym ogłuchł?!
 - Czego drzesz mordę, baranie? – Warknąłem.
 - Gdzie ty się, do cholery jasnej, podziewasz?!
 Zerknąłem na Akinę, która przekręciła się z boku na plecy i skrzywiłem się lekko. Co mu odpowiedzieć? Że pieprzyłem się z kryminalistką?
 - Zaspałem. – Odparłem, co było prawdą.
 - A co z Ognistą?
 - No gdybym ją złapał, to już siedziałaby na komendzie.
 - Uciekła ci?!
 - Wzięła taksówkę. Zresztą nie będę ci się z niczego tłumaczył! – Warknąłem. Co za wkurzający idiota! – Wkrótce i tak ją znajdę.
 - Skąd ta pewność? – Prychnął.
 - Bo jestem zajebisty.
 Rozłączyłem się i schowałem telefon z powrotem do kieszeni spodni. Przetarłem dłonią włosy i wypuściłem powietrze z płuc. Jak by z tego najlepiej wybrnąć?
 - O, czyżbym się przesłyszała, czy naprawdę mnie nie wydałeś?
 Jeszcze tego tylko brakowało. Musiała się obudzić akurat teraz?!
 Odwróciłem się w jej stronę i westchnąłem cicho. Obrzuciłem ją spojrzeniem, na dłużej zatrzymując się na zakrytych częściowo jej piersiach. Czemu nie ściągnie tej kołdry? Już i tak widziałem ją całą nagą.
 - Bo najpierw chcę z tobą porozmawiać.
 - A myślałam, że chcesz powtórkę z wczoraj. – Zrobiła zawiedzioną minę i podparła dłonią podbródek.
 Po chwili jednak wstała, szczelnie owijając się kołdrą, wzięła do ręki bieliznę i skierowała się do drzwi.
 - Możesz się ubrać tutaj. – Podsunąłem, licząc na to, że zaraz zrzuci z siebie okrycie.
 - Bycie nago podczas seksu, a chodzenie po domu bez ubrania, to zupełnie dwie różne rzeczy, mój drogi. – Puściła mi oczko i zniknęła za drzwiami.
 Po chwili jednak coś nakazało mi wyjść z pokoju, bo nie usłyszałem ani szumu wody, ani nawet zamykanych drzwi od łazienki. Kołdra leżała na środku podłogi, a Akiny nie było widać.
 - No i gdzie ją znowu wcięło? – Mruknąłem, robiąc krok w przód.
 - W takich sytuacjach powinieneś patrzeć do tyłu.
 Błyskawicznie się odwróciłem i zobaczyłem swoją zgubę, mierzącą do mnie z pistoletu, który wczoraj rzuciłem do holu. No i, kurwa, świetnie. Co jeszcze mnie dzisiaj spotka? Szef wyleje mnie z pracy? Oj, lepiej nie krakać. Poza tym on nie może tego zrobić. Beze mnie posterunek upadnie. Kto niby będzie łapał przestępców? Sakurai? Wątpię. Kto będzie musiał wymyślać pułapki? Wakamatsu? Dobry żart! Wychodzi na to, że muszę zostać.
 - Nie zawsze, złotko. – Uśmiechnąłem się zadziornie, co nieco zbiło ją z tropu. Mimo to nie pozwoliła mi do siebie podejść. – W takich sytuacjach ktoś, kto atakuje, powinien najpierw sprawdzić, czy pistolet ma naboje.
 Akina na moment zdębiała, po czym sprawdziła magazynek swojej broni. Chwilę później rzuciła ją na podłogę i zagryzła wargi. Podszedłem do niej szybkim krokiem i zdecydowanym ruchem przyszpiliłem ją do ściany, ściskając jej nadgarstki, by nie uciekła. Spojrzała na mnie, ale w jej oczach nie było ani krzty strachu. Jedyne, co w nich zobaczyłem, to zuchwałość i wyzwanie. No jakby widział siebie w wersji żeńskiej! W sumie gdybym miał takie ładne ciało, to mógłbym być dziewczyną…
 - I po co ci to było, piękna? – Pochyliłem się nad nią.
 - Może po to, żeby cię sprawdzić? – Spojrzała mi w oczy. – Co byś zrobił, gdyby pistolet był jednak naładowany?
 - Wyrwałbym ci go.
 - Zdążyłabym strzelić.
 - I tak zdążyłbym go wyrwać.
Między nami zapadła cisza. Akina oblizała prowokująco dolną wargę, a ja znów poczułem znajome ciepło w podbrzuszu. O nie, nie tym razem! Nie uda jej się zaciągnąć mnie do łóżka. Puściłem jej nadgarstki i jednym zdecydowanym ruchem przerzuciłem ją sobie przez ramię. Pisnęła zaskoczona i uderzyła mnie w plecy.
 - Ej! – Krzyknęła, zaczynając wierzgać nogami. – Co to ma być?! Puść mnie!
 Nic sobie nie zrobiłem z jej pretensji, a że nie przestawała walić mnie po łopatkach, klepnąłem ją w tyłek. Na moment zesztywniała, po czym znów zaczęła się wyrywać.
 - Ty cholerny kretynie! Przestań mnie klepać! – Warknęła.
 W odpowiedzi ponownie dałem jej klapsa, na co wbiła mi paznokcie w skórę.
 - Jak ja cię zaraz klepnę, to zobaczysz!
 - Ciesz się, że jeszcze cię do więzienia nie wsadziłem.
 - No normalnie kłaniam się nisko, debilu.
 Chciała mnie kopnąc kolanem w tors, ale złapałem jej nogę i przytrzymałem ją, ponownie klepiąc Akinę w tyłek. Warknęła coś pod nosem, chcąc zdusić w sobie przekleństwo, po czym mocno wbiła mi paznokcie w plecy. Syknąłem cicho i szybkim krokiem wmaszerowałem do salonu. Bogowie, jakie ona ma szpony! Po co dziewczynom tak cholernie długie pazury?!
 Usiadłem na kanapie, ściągając ją przedtem ze swojego ramienia. Już chciała ode mnie odejść, ale nie pozwoliłem jej na to – po sekundzie znalazła się na moim kolanie.
 - Kurwa, puść mnie! – Szarpnęła się, lecz przytrzymałem jej ramię.
 - Zaraz się naprawdę wkurzę, więc uważaj! – Warknąłem, kompletnie ignorując jej wierzganie.
 - A co mi niby zrobisz, debilu? – Prychnęła.
 - Chyba dawno nikt ci nie sprawił porządnego lania, co?
 Przestała wierzgać i spojrzała na mnie kątem oka.
 - Żartujesz sobie? Nie masz prawa!
 - Założymy się? – Klepnąłem ją w prawy pośladek.
 Zacisnęła wargi i odwróciła głowę.
 - Przestań. Zrobię śniadanie.
 Spojrzałem na nią podejrzliwie i zmusiłem, by usiadła mi na kolanach. Nie zobaczyłem na jej twarzy niczego, co mogłoby wskazywać na to, że coś planuje, więc puściłem ją i poszedłem za nią do kuchni. Jako że szła przede mną, mogłem bezkarnie patrzeć na jej tyłek, schowany pod czarnymi majtkami. Hoho, jakie piękne kształty! W dodatku miała na sobie tylko bieliznę, więc było na co popatrzeć. W sumie nie przeszkadzałoby mi, gdyby się jej pozbyła.
 Pokręciłem lekko głową, patrząc na jej poczynania. Wyjęła z szafki fartuch, założyła go, a następnie podeszła do jakieś szuflady i wyjęła z niej deskę do krojenia oraz kuchenny nóż. Cały czas stała tyłem do mnie, więc znów zacząłem czuć to dziwne ciepło w okolicach podbrzusza. W pewnym momencie Akina wypięła się do mnie, grzebiąc w jakiejś szufladzie. Ona to robi specjalnie?! Takie widoki…
 - Wolisz jajko na miękko czy na twardo? – Spytała, podchodząc do lodówki.
 - Na twardo.
 Po kilku minutach zdjęła z siebie fartuch i odłożyła go do szuflady, a następnie położyła na stole dwa talerze ze śniadaniem. Wyszła z kuchni, a ja natychmiast złapałem ją za przedramię.
 - Dokąd to?
 - Ubrać się. – Warknęła.
 Puściłem ją i usiadłem z powrotem na swoim miejscu. Zabrałem się za jedzenie, wcześniej wlewając sobie soku do szklanki. Jedno muszę powiedzieć – jeśli Akina inne potrawy robi tak, jak to jajko, to jest znakomitą kucharką. Wszystkie przyprawy dobrała idealnie, niczego tu nie brakowało. Gdyby moja przyszła żona umiała tak gotować…
 Akina weszła do kuchni z nadąsaną miną. Zajęła miejsce naprzeciwko mnie i zabrała się za jedzenie, nawet nie zaszczycając mnie spojrzeniem. I o co się tak wścieka? Przecież nic jej nie zrobiłem. Jeszcze. Musi się od razu tak fochać? Rany… Dziewczyny sprawiają masę problemów. I na dodatek mają te swoje humorki, które my, faceci, musimy znosić.
 - Wstałaś lewą nogą? – Zagadałem, rzucając okiem na jej strój. Krótka sukienka ze sporym dekoltem oraz zwykłe, białe skarpetki. Oryginalnie, ale i tak wyglądała seksownie.
 - Wkurwiasz mnie. – Warknęła.
 - Czym niby?
 - Swoją obecnością! W ogóle to powinieneś wynosić się z mojego domu. Przez ciebie musiałam zadzwonić do szefa i poprosić o dzień wolnego. – Dokończyła śniadanie i nalała sobie soku do szklanki. – Na szczęście ostatnio ciągle byłam w pracy, więc nie było z tym problemu.
 - Ja też wziąłem wolne i jakoś nie narzekam. Poza tym nie wyjdę stąd bez ciebie.
 - Przyczepiłeś się jak rzep do psiego ogona. – Westchnęła i włożyła nasze talerze do zlewu. Łał, nawet pozmywała! W łóżku świetna, dobrze gotuje, ładna, a do tego zmywa naczynia! Żona idealna. - Czego chcesz? Powtórki z wczoraj?
 - Nie pogardziłbym, ale przede wszystkim chcę z tobą pogadać.
 - Przesłuchanie?
 - Rozmowa. Na razie zwykła rozmowa, a co będzie później – zobaczymy.
 Odłożyła naczynia do szafki i odwróciła się do mnie przodem, opierając się plecami o blat kuchenny. Spojrzała na mnie wyczekująco i podrapała się po łydce.
 - To słucham.
 - Nie możemy przejść do salonu?
 Wskazała mi ręką pokój naprzeciwko, więc poszedłem tam, będąc tak miłym, że przepuściłem ją w drzwiach. Usiedliśmy na kanapie i oparliśmy się wygodnie o poduszki.
 - Gdzie pracujesz? – Zacząłem.
 - W biurze. – Odparła, krzyżując ramiona na klatce piersiowej. – A dokładniej zajmuję się różnymi statystykami sprzedaży i kupna produktów zagranicznych, a także umawiam spotkania z ważnymi osobami zza granicy.
 - To chyba nieźle zarabiasz, nie? – Spojrzałem na nią.
 Westchnęła i odchyliła głowę, a ja zobaczyłem na jej szyi malinkę, którą wczoraj jej zrobiłem. Całkiem ładnie się prezentowała, aż prosiła się o poprawkę!
 - Całkiem dobrze.
 - To po co kradniesz?
 - Bo lubię.
 Ta odpowiedź zupełnie zbiła mnie z tropu. Jak to ,,bo lubi”? Kradnie dla przyjemności? Nawet nie ma żadnego zleceniodawcy? Okrada sklepy, bo tak jej się podoba?
 - Nie rozumiem. – Usiadłem bokiem do niej. – Kradniesz, bo tego chcesz?
 - Kradnę, bo to moje hobby. – Spojrzała na mnie. – Wiem, że to głupie, ale taka prawda. Praca w biurze jest często nudna i mało w niej ruchu, więc odkryłam, że kradzież jest interesująca. Trzeba się przy tym wykazywać sprytem, lecz można się nieźle rozruszać.
 - A nie możesz ćwiczyć w domu bądź parku?!
 - Nie.
 - Bo?
 - Bo to nudne. – Założyła ręce za głowę i posłała mi spojrzenie typu: ,,Jesteś idiotą”. – Nie jestem typem osoby, która długo lubi siedzieć w jednym miejscu. Potrzebuję od życia trochę emocji, adrenaliny. A co ciekawego jest w siedzeniu za biurkiem?
 - A nie możesz zmienić pracy?
 - To wcale nie jest takie łatwe. Poza tym nie do każdej pracy się nadaję. – Westchnęła i przeciągnęła się. – A taki tryb życia mi na razie odpowiada.
 Akina jest wyjątkowo dziwna. Kradnie, bo to jest jej hobby? To głupie! To tak, jakby ja ruchał dziewczyny, bo… A zresztą nieważne! Nie było tego, można to spokojnie wyciąć. W życiu bym nie pomyślał, że spotkam kiedykolwiek kryminalistkę, która powie, że okradanie sklepów jest rozluźniającym zajęciem po pracy. Szok. Czysty szok. A może ona ma coś z głową? Powinna sobie zrobić badania. Pierwszy raz w życiu (i mam nadzieję, że ostatni) spotykam osobę z takim hobby.
 - Mogę zwrócić część tych rzeczy. – Mruknęła nagle, zamykając oczy. – I tak ich nie używam, a niektóre tylko mi mieszkanie zawalają.
 - To mogłaś ich w ogóle nie kraść! Już nawet lepiej by było, gdybyś okradła supermarket!
 - Zwariowałeś?! – Spojrzała na mnie oburzona. – Po co mi tyle jedzenia? Nie mam zamiaru być gruba!
 - Wolisz być poszukiwaną kryminalistką?!
 Zagryzła wargi i zapatrzyła się w podłogę.
 - Samo tak jakoś wyszło. – Burknęła, nadymając policzki.
 Słodka.
 Patrzyłem na nią przez dobrych kilka sekund, po czym zarzuciłem jej ramię na szyję.
 - Wiesz, mój szef szuka nowej sekretarki. Mogłabyś…
 - Odbiło ci?! – Odtrąciła moje ramię i wstała, przeczesując ręką włosy. – Mam pracować w policji?! Ja?! Jeszcze nie zgłupiałam. Poza tym mam pracę, debilu!
Prychnęła i podeszła do okna, opierając się ręką o parapet. No i gdzie tu jest sprawiedliwość?! Chcę jej zaproponować zmianę, a ona na mnie wrzeszczy… Kompletny brak szacunku. Może jednak solidne lanie by jej pomogło?
 Oparłem się o poduszkę i założyłem prawą nogę na lewe kolano. Rozejrzałem się po salonie i stwierdziłem, że jest przytulnie urządzony. Nie było w nich przepychu, za to meble zostały tak dobrane, że pokój był przestronny i wygodny. Kolory też idealnie do siebie pasowały – trzy ściany i sufit były beżowe, natomiast tylny mur miał kolor niebieski. Kilka figurek, telewizor, głośniki, DVD i kilkanaście innych drobiazgów ułożono w różnych częściach salonu, więc dało naprawdę ładny efekt. I mówię to ja – Aomine Daiki. Niech osoba, która urządzała ten pokój, kłania mi się, bo pochwaliłem jej pracę!
 Akina przechodziła koło mnie, więc skorzystałem z okazji i pociągnąłem ją za ramię tak, że usiadła na moich kolanach. Spojrzała na mnie zdziwiona, ale zaraz spróbowała wstać, na co jej nie pozwoliłem.
 - Co ty wyrabiasz, kretynie?! – Krzyknęła, próbując się odsunąć.
 - Zastanawiam się, co z tobą zrobić.
 - Puścić.
 - Dobry żart, ale jakoś zapomniałem się zaśmiać.
 Jedną ręką objąłem ją w talii i przyciągnąłem jeszcze bardziej do siebie, a drugą chwyciłem jej nadgarstek, którym chciała mnie uderzyć. Ostra, nie powiem. Dawno nie spotkałem takiej dziewczyny. Gdyby tylko nie była kryminalistką, mógłbym się w niej nawet zakochać. Dobra, przesadzam, ale jednak jest wyzwaniem. Zwykle większość kobiet dawała za wygraną i wręcz błagała, bym je przeleciał, ale z Akiną jest zupełnie inaczej. Szarpie się, wierzga, warczy, krzyczy, a nawet strzela z pistoletu. I to do mnie. Do policjanta, rozumiecie to?! Już dawno powinienem ją był aresztować i zaprowadzić na policję. Czemu więc tego nie zrobiłem? Mogłem mieć już to wszystko z głowy, a jednak ciągle się z nią handryczę. Co ja wyrabiam?
 - Puszczaj w tej chwili, baranie!
 - Za obrażanie funkcjonariusza policji mogę cię wsadzić do więzienia – odparłem. – A za zbrodnie, jakich się dopuściłaś, dostaniesz prawdopodobnie ładnych kilka lat.
 Prychnęła jak zirytowana kotka, a pasmo włosów wlazło jej w usta. Byłem taki łaskawy, że odgarnąłem jej włosy z twarzy, a ona co? Chciała mnie ugryźć, niewdzięcznica jedna! Skandal!
 Nagle zrobiła coś, czego w tamtej chwili w życiu bym się po niej nie spodziewał – zmieniła szybko pozycję, siadając okrakiem na moich udach. Znowu zaczyna? Ale mi się złodziejka trafiła…
 - Kotku, jeśli jesteś chętna, to musisz najpierw kupić gumki. – Uśmiechnąłem się zadziornie, kładąc ręce na jej biodrach.
 - I tak się muszę wybrać na zakupy. Po pierwsze po produkty spożywcze, a po drugie po test ciążowy.
 - Spodziewa się Daikiego Juniora? – Poruszyłem zabawnie brwiami, dotykając jedną dłonią jej brzucha.
 - Mam nadzieję, że nie! – Odtrąciła moją rękę. – A jeśli już to ma być mała wersja mnie.
 - Żeby wyrosła na kolejną kryminalistkę?
 - Nie. Jestem. W. Ciąży! – Syknęła, odsuwając się na tyle, na ile jej pozwoliłem.
 - Nie wiadomo, śliczna. – Puściłem jej oczko.
 - Zobaczysz, że ewentualnie oddam ci je pod opiekę, kretynie! Trzeba się było zabezpieczyć!
 - Trzeba mnie było nie prowokować. A poza tym myślisz, że noszę ze sobą gumki w każdych spodniach?
 - No widocznie masz pecha, że założyłeś takie, w których nie było prezerwatywy.
 - No ty będziesz w ciąży, nie ja.
 - Ale ty będziesz ojcem tego dziecka.
 Przez chwilę mierzyliśmy się spojrzeniami, po czym puściłem ją i popchnąłem lekko w stronę drzwi. Spojrzała na mnie oburzona, a ja oparłem się ramieniem o ścianę.
 - Ubieraj się, wychodzimy.
 - Chcesz mnie zabrać na komendę? – Wzięła się pod boki.
 - No przecież chciałaś na zakupy, nie? – Westchnąłem, teatralnie kręcąc oczami. – Samej cię nie puszczę, więc muszę z tobą iść.
 Wzruszyła tylko ramionami i wyjęła z szafki buty na obcasie. Pewnie, jeszcze by się jej szpilka przydała. Nie dość, że krótka sukienka, to dodatkowo wysokie buty. Rany… Dziewczyny to zawsze i wszędzie chcą świetnie wyglądać. Chociaż Akina akurat jest naprawdę ładna, więc myślę, że z doborem ubrań nie ma problemów.
 Szybko założyłem swoje trampki, narzuciłem na ramiona bluzę i spojrzałem na nią, jak pakowała telefon do torby. Jednym zwinnym ruchem przyszpiliłem Akinę do ściany, ignorując jej oburzone warknięcie.
 - Co ty wyrabiasz?! – Krzyknęła, chcąc się odsunąć od muru.
 - Sprawdzam, czy nie wzięłaś ze sobą niczego niebezpiecznego – odparłem, co częściowo było zgodne z prawdą. Częściowo, bo skorzystałem z okazji i złapałem ją za pośladek.
 - Ta, bo w tyłku na pewno przechowuję rewolwer. – Prychnęła, ale posłusznie położyła ręce na ścianie.
 Przejechałem ręką po jej udzie i poczułem, jak lekko zadrżała. Uśmiechnąłem się do siebie z satysfakcją i zahaczyłem palcem o jej majtki. Żadna dziewczyna mi się nie oprze. Jeśli którejś zapragnę, ona prędzej czy później będzie moja. A znając życie to prędzej. Teraz mam nieodparte wrażenie, że pożądam Akiny. To źle? Sam nie wiem. Jestem facetem, więc to normalne, że potrzebuję co jakiś czas seksu, ale czemu akurat z nią? Tyle ładnych i seksownych dziewczyn mieszka w Tokio, a ja musiałem tak reagować na kryminalistkę. Ale ironia. A miałem ją wsadzić do paki…
 Zajrzałem do jej torebki, a gdy stwierdziłem, że nie ma tam niczego niebezpiecznego, oddałem ją jej i wskazałem ręką drzwi.
 - Wychodzimy.
 - Co ty nie powiesz, kretynie? – Warknęła, wychodząc z mieszkania.
 - Ej, ej! – Stanąłem na klatce schodowej, patrząc, jak zamyka drzwi. – Grzeczniej, bo nigdzie nie pójdziesz.
 Prychnęła tylko i przekręciła zamek, po czym mnie wyminęła i zeszła na parter. Rany, czy ona potrafi tylko prychać i wzruszać ramionami? Bo to, że jest świetna w łóżku, się nie liczy! Skomplikowana dziewczyna, ale rozgryzanie jej może być bardzo ciekawe. Chyba postawiłem sobie nowy cel w życiu – rozwiązanie zagadki o imieniu Akina.

                                                                  ***

 Wyszło tak, że wróciliśmy do jej mieszkania po czterech godzinach. A to miało być proste wyjście do spożywczaka i apteki! Ponieważ w co drugim sklepie były jakieś promocje, Akina oczywiście musiała tam wchodzić i przeczesywać wzrokiem każdą półkę, by znaleźć dla siebie coś interesującego. Ja musiałem nieść trzy czwarte jej toreb. Jakże mogłoby być inaczej! Za każdym razem, gdy próbowałem przekonywać ją do powrotu do mieszkania (a uwierzcie, że siłą woli powstrzymywałem się, by jej tam nie zanieść), ta groziła, że zacznie wrzeszczeć, oskarżając mnie o molestowanie seksualne. No co za żmija! Najpierw sama zaczęła się do mnie dobierać i mnie uwiodła, a teraz chciała mnie oskarżyć o napaść! Mnie! Policjanta! Ktoś naprawdę musi się zabrać za jej wychowanie. Chętnie udzielę jej kilku lekcji, bo z tego, co zdążyłem zauważyć, bardzo ich potrzebuje.
 Kiedy w końcu dotarliśmy do jej mieszkania, padłem wykończony na łóżko w sypialni i zakryłem ręką oczy. Te zakupy były cholernie męczące. Nawet po przebiegnięciu kilku kilometrów nogi nie bolą mnie tak, jak po kilkugodzinnym łażeniu po sklepach. A najgorsze było to, że większość to były kosmetyki i ubrania. Cóż, przynajmniej uczciwie za nie zapłaciła. Zawsze jakiś plus.
 Akina weszła do łazienki, by zrobić test ciążowy, a ja zająłem się przeglądaniem facebooka. O! Kagami dodał nowe zdjęcie ze swoją dziewczyną! Musiałem je skomentować. Mój komentarz był bardzo twórczy.
 ,,Schowaj tę krzywą mordę, czterobrwiowa małpo! :P”
 Chamstwo przy jego postach musi być. To podstawa. Ja obrażam jego, on obraża mnie. Przeglądałem dalej stronę główną i zobaczyłem, że Takao wrzucił zdjęcie śpiącego Midorimy. Dodał podpis: ,,Lekarz zjadł za dużo glonów XD”. Mimowolnie się uśmiechnąłem i polubiłem jego wpis. Dobre, Midorima je swoje włosy. Kiedyś nazywałem go glonem ze względu na kolor jego kłaków, za co zawsze się na mnie wkurzał. Dalej… O! Kise dodał piętnaście nowych zdjęć z najnowszej sesji. Nie minęła godzina, a już miał prawdziwą dżunglę komentarzy i z kilkaset polubień. Że też mu się chce na większość odpisywać…
 Zamierzałem właśnie skomentować wpis Tetsu, ale usłyszałem, jak Akina wychodzi z łazienki, więc szybko się wylogowałem i usiadłem na łóżku, czekając na werdykt.
 - I? – Spytałem, gdy weszła do sypialni z poważną miną. Oho, coś czuję, że będzie dziecko…
 - Masz szczęście, kretynie. – Usiadła obok mnie. – Test wykazał, że nie jestem w ciąży. – Uśmiechnęła się, machając w powietrzu nogami.
 - Tobie też się upiekło. – Przysunąłem się bliżej, łapiąc ją za dłoń. – Nie będziesz chodzić po mieści z wielkim brzuchem.
 - Po cholerę się tak przybliżasz? – Zapytała, ale po chwili delikatnie skubnęła mnie w usta.
 - A jak myślisz, po co kupiliśmy gumki? – Uśmiechnąłem się do niej łobuzersko, co odwzajemniła.
 Wyjąłem z reklamówki jedno opakowanie prezerwatywy i położyłem je na szafce nocnej stojącej przy jej łóżku. Zawisłem nad nią i przez kilka długich sekund wpatrywałem się w jej szare oczy.
 Piękne. Tak jak cała ona.
 Złożyłem na jej wargach leniwy, ale jednocześnie namiętny pocałunek, i wyczułem, że się lekko uśmiecha. Po chwili nasze języki toczyły prawdziwą bitwę, co bardzo mi się podobało. Podwinąłem sukienkę Akiny i dotknąłem dłonią jej brzucha. Zadrżała. O tak, mała, czeka cię dziś zajebisty wieczór z zajebistym mną. Coś czuję, że to będzie długie popołudnie. W końcu po coś kupowaliśmy te kondomy, nie? A że Hyuga nie jest w ciąży, to można się ostro zabawić!

_________________________________________________________________________________









                     

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Moich rzeczy nie wolno dotykać!

Hejka! :D

Przybyłam dziś do was z mega krótką miniaturką AoKaga! :D Tak, wreszcie jakieś inne yaoice :D ;P
Tekst jest krótki, a wena naszła mnie na WOS'ie, więc... hehe ;P
Aomine jest tu prawdziwym psycholem - sama się sobie dziwię, że uczyniłam go mega wielkim zazdrośnikiem XD Dziwna odmiana, ale mam nadzieję, że i tak przypadnie wam do gustu ;)

_________________________________________________________________________________

  To nie tak miało być. Nie tak to sobie wyobrażał. Jak to możliwe, że do tego doszło? Myślał, że go zna, jednak okazało się, że nic o nim nie wie. Nie miał bladego pojęcia, jak niebezpieczny i szalony może być jego chłopak.
 Kagami szarpnął związanymi nadgarstkami i zagryzł ze zdenerwowania wargi. Przyglądał się z niepewnością stojącemu nieopodal Aomine, który patrzył na niego z chłodem i obojętnością w oczach. A przecież niedawno się śmiał… Biegał z nim na boisku i dobrze się bawił! Obejmował go ramieniem, całował… A teraz co? Związał go, uniemożliwiając mu wyswobodzenie się. Kto to jest?
 - Aomine… - Szepnął Taiga, czując jak mu rośnie gula w gardle.
 - Nie podaruję mu tego, więc nawet nie próbuj mnie przekonywać do zmiany zdania. – Warknął Daiki, po czym zbliżył się do łóżka, na którym leżał związany Kagami.
 To nie jest ten sam Aomine. To nie jest osoba, z którą Taiga ostatnio uprawiał seks i słyszał od niego ,,Kocham cię”. To nie jest chłopak, który niedawno pomagał mu w kuchni obierając warzywa. To nie jest osoba, która go przytulała. Ona ma inne usta. Jej oczy nie patrzą na niego z miłością, a ze złością i furią. Ręce nie są delikatne – szarpały nim, by go unieruchomić. A głos… Brakuje mu miękkości i zmysłowości, jaką miał do wczoraj. Teraz jest szorstki, pełen warknięć i pogardy.
 - Kise dotknął cię bez mojej zgody. – Aomine pochylił się nad przerażonym Kagamim.
 - O-On się tylko cieszył, że wygrał konkurs na najseksowniejszego modela! – Taiga próbował bronić przyjaciela. – Poza tym nic mi nie zrobił. To był tylko przyjacielski uścisk. – Wiedział, że musi jakoś do niego dotrzeć, bo jeśli mu się to nie uda, to wkrótce może się wydarzyć coś strasznego.
 - Dotknął mojej własności. – Warknął Daiki.
 - Nie jestem twoją własnością!
 Aomine podszedł do komody i wyciągnął z niej coś, co Kagamiego wprawiło w kompletne osłupienie. Otworzył szeroko oczy, a głos ugrzązł mu w gardle.
 - Nikt nie ma prawa dotykać czegoś, co należy do mnie. – Kontynuował Daiki, ignorując przerażone spojrzenie swojego chłopaka. Podszedł do niego, wcześniej wylewając na kawałek trzymanego materiału chloroform. – Nie jesteś moją rzeczą, Kagami. – Nachylił się nad nim.
 - Proszę, nie… - Szepnął błagalnie Taiga i poczuł, jak w oczach zbierają mu się łzy. – Aomine, przestań…
 - Jesteś moją miłością. – Przyłożył mu do ust namoczoną szmatkę. – I właśnie dlatego nie pozwolę, by ktokolwiek inny cię dotykał.
 Przez chwilę wpatrywał się w unoszącą klatkę piersiową swojego chłopaka, po czym wziął do ręki nóż i schował go pod bluzę. Podszedł do drzwi, ostatni raz spoglądając na Taigę pogrążonego w głębokim śnie.
 - Jak się obudzisz, będzie po wszystkim – szepnął.

                                                                  ***

  Aomine zapukał do drzwi Kise. Nie musiał długo czekać na znalezienie się w jego domu. Kilka sekund później stał już w holu i patrzył na podekscytowanego Kise.
 - Aominecchi, naprawdę wygrałem ten konkurs! – Krzyczał, wręcz skacząc przy tym z radości.
 - Gratuluję. – Daiki uśmiechnął się sztucznie i dyskretnie włożył jedną rękę pod bluzę.
 - Napijesz się czegoś? Soku? Wody?
 - Obojętne.
 Kise odwrócił się do niego tyłem, by pójść do kuchni, więc nie miał szans zobaczyć noża, który po chwili boleśnie wbił mu się między łopatki. Zdrętwiał, ostatkiem sił wpatrując się przerażonymi oczami w swojego przyjaciela.
 - A-Ao…mi…necchi… - Szepnął, gdy ostrze kolejny raz wylądowało w jego skórze.
 Osunął się bezwładnie na kolana, po czym uderzył głową o podłogę. Jego oczy zaszły mgłą, a ciało przestało się ruszać.
 - Mojej własności nie wolno dotykać. – Powiedział Aomine, po czym wyszedł z jego mieszkania.


_________________________________________________________________________________






środa, 1 czerwca 2016

Kryminalistka (Cz.1)

Ohayo :D

Dziś mamy Dzień Dziecka, więc wszystkim dzieciom lub osobom, które czują się jak dzieci, składam serdeczne życzenia! :D Obyście jak najdłużej chcieli się bawić i by ta młodość, bądź poczucie młodości, zostało w was jak najdłużej!!!! :D

A tu macie pierwszą część ,,Kryminalistki" ;) To zupełnie nowe opko, nie planowałam,jak długie będzie, ale myślę, że będzie miało jeszcze nie więcej niż 4 części ;) no chyba że się jakoś bardzo rozpiszę, to wtedy co innego XD Ogólnie chciałam to wstawić w jednym shocie, ale jak spojrzałam to ta jedna część ma prawie 11 stron, więc nie chciałam was obciążać tak dużym czytaniem :P Czasem sama tak mam, że jak widzę całą masę tekstu, to mi się odechciewa czytania, zwłaszcza jak mam na nie mało czasu ;) Nie wiem, czy wolicie krótsze części, czy dłuższe, ale ta wyszła mi całkiem długa ;P

Od razu przepraszam, bo miałam kontynuować ,,Zemstę", a tu pojawia się zupełnie nowe opko... tak, wiem, czekacie na AoKisy, więc tym razem NAPRAWDĘ postaram się sprężyć i wstawić do w miarę szybko! Właściwie to do końca kolejnej części ,,Zemsty" nie zostało mi dużo do pisania, toteż jest szansa, że pojawi się w przeciągu kilku dni, ale niczego nie obiecuję!

Jesteście ciekawi nowego opka? sama się zastanawiam, po co zaczynam nowe, skoro nie skończyłam starych, ale jak usiadłam, tak napisałam i jakoś tak się samo stworzyło XD Jak mnie czasem wena najdzie, to nie mogę przestać pisać XD

Kończę swego monologa i zapraszam na ,,Kryminalistkę"!!! :D

_________________________________________________________________________________


  Siedziałem przy swoim biurku i przeglądałem po raz setny papiery dotyczące najbardziej poszukiwanej kryminalistki w Tokio – Ognistej. Miała krwistoczerwone włosy, więc nadano jej ten pseudonim. Według danych była szybka, umiała walczyć i posługiwać się bronią. Kto dostał tę sprawę? Oczywiście ja i mój oddział. Zajebiście. Co najtrudniejsze to do mnie. Norma, zdążyłem przywyknąć. W końcu jestem tak dobry i zajebisty, że dają mi to, co najtrudniejsze. Wiem, że zajebistość do czegoś zobowiązuje, ale bez przesady. Muszę mieć też trochę wolnego! Przecież ktoś musi przejrzeć świerszczyki znajdujące się u mnie w domu! Tyle mam ostatnio pracy na głowie, że zupełnie nie mam na nie czasu. Jezu Chryste! Przecież ja… Nie waliłem sobie konia od kilku dni! Czuję się wobec siebie zaniedbany. Chyba poproszę szefa o dzień czy dwa wolnego. Ewentualnie o tydzień. W końcu przysłużyłem się dla państwa, biorąc w swoje ręce sprawę Ognistej! Coś mi się od życia należy.

  Po raz kolejny westchnąłem i włączyłem nagranie, na którym Ognista włamuje się do jubilera i kradnie kilka pierścionków oraz jakieś kolczyki. Święte pornosy, po co babom tyle tych wisiorków i ozdób? Jak dziewczyna jest brzydka, to już taka pozostanie. Żadne świecidełka tego nie zmienią. A w ogóle to jak ta Ognista może bezbłędnie przechodzić zabezpieczenia w takich sklepach? I to z taką łatwością? W dodatku nie pokazała twarzy, skubana. Kurwa. Chyba trafił mi się dobry przeciwnik. Wreszcie zapowiada się ciekawa zabawa.
  Ognista… Skąd ona się w ogóle wzięła? Pojawiła się nagle, jej napady nie są regularne, a na dodatek ciągle zwiewa policji. Posługuje się bronią, umie się bronić i jest sprawna fizycznie. Chyba będę musiał zacząć wypatrywać w parku ćwiczących dziewczyn… Jak na razie w ogóle nie mam pomysłu, jak ją złapać. Coś czuję, że będę się musiał poprzebierać.
 Przeciągnąłem się i wstałem z krzesła, szeroko przy tym ziewając. Wypadałoby coś wymyślić, ale jakoś mi się nie chce. Po co zostałem policjantem? Wiedziałem, że mają papiery do wypełniania, ale nie sądziłem, że aż tyle. Poza tym zdecydowanie za mało się ruszam. Jeszcze trochę a brzuch mi urośnie i żadna dziewczyna nie będzie chciała iść ze mną na szybki numerek. A to by była tragedia, godna miana tragedii międzynarodowej. Rozpaczajcie panienki, wielkiemu Aomine urósł brzuch przez ciągłe siedzenie za biurkiem! Co z tego, że praktycznie codziennie biegam i robię pompki? W takim tempie skrzywię sobie kręgosłup albo co gorsza wyjdę z wprawy robienia sobie dobrze. O Boże, kolejna tragedia. Panie prezydencie, może pan wywiesić czarną flagę!
 Chociaż nie, nie przesadzajmy. Jak ja, zajebisty Aomine Daiki, miałbym wyjść z wprawy ruchania dziewczyn lub walenia sobie konia? To się w życiu nie spełni. No chyba, że jako stary dziadek straciłbym wszelkie siły, to wtedy to byłoby prawdopodobne. Chociaż od czego ma się żonę? No właśnie. Żona. Muszę sobie jakąś znaleźć, bo jak tak dalej pójdzie, to resztę życia spędzę z własną ręką i szybkimi numerkami. Nie żeby to było coś złego, ale przydałaby mi się kobieta, która byłaby ze mną w domu całe dnie, gotowałaby, lubiłaby ze mną chodzić do sypialni, kochałaby mnie, a także urodziła Daikiego Juniora. Skromne wymaganie, nie?

 Najpierw jednak muszę się zająć sprawą Ognistej.
 - Zespół, do mnie! – Krzyknąłem.
 Kilkanaście sekund później ja, Sakurai oraz Wakamatsu siedzieliśmy w moim gabinecie i patrzyliśmy na mapę miasta, na której pozaznaczane były napady Ognistej. Czerwone pinezki nie znajdowały się w dużej odległości od siebie, co znaczyło, że jej cele nie są od siebie zbyt oddalone. Głównie są to sklepy z biżuterią bądź pamiątkami. Czasem też jakiś odzieżowy lub obuwiowy. Prawdziwa baba.
 - W tej okolicy zostały jeszcze dwa jubilery. – Zauważył Wakamatsu i zaznaczył je czarnymi kółkami. – Możliwe, że wkrótce okradnie jeden z nich.
 - A-Ale który? – Spytał Sakurai, a my się na niego spojrzeliśmy. – Przepraszam! Przepraszam!
 - Nie przepraszaj. – Westchnąłem. Jaki ten facet jest irytujący. Z kim ja muszę pracować? Wakamatsu jest idiotą z ADHD, a Sakurai to przepraszający grzyb. – Wyślemy dwa oddziały – jeden będzie przy tym jubilerze, drugi przy tamtym. – Wskazałem na mapę. – Wasza dwójka pojedzie do pierwszego, a ja do drugiego. Kiedyś musi wpaść.
 - Ale skąd mamy wiedzieć, kiedy dokładnie zamierza któryś okraść? – Wakamatsu odłożył na biurko czarny flamaster.
 - Nie wiemy. Dlatego od dzisiejszego wieczora policjanci będą tam jeździć na obchód. Jeśli ktoś zacznie się kręcić w okolicy, to taką osobę należy natychmiast zatrzymać.
 - Niezły plan, tyle że on może się ciągnąć i ciągnąć. – Westchnął blondyn i oparł się o moje biurko. – A jeśli ona zacznie coś podejrzewać? Wtedy to już w ogóle jej nie złapiemy, bo się nie pokaże.
  - Każdy kryminalista popełnia błędy. Nawet Ognista. – Usiadłem w swoim fotelu. – A wtedy z przyjemnością ją posadzę na dołku.
 - A-Aomine-san? – Zaczął Sakurai, a gdy na niego spojrzałem, zaczął przepraszać, że mi przerwał rozmyślenia. Kiedy wreszcie udało mi się go uspokoić, dokończył to, co chciał powiedzieć. – Ilu ludzi ma mieć patrol? I te oddziały?
 - Patrol dwóch, a oddział to z pięciu bądź sześciu. Do jednej dziewczyny nie potrzeba aż tylu osób.
 Oparłem się o podgłówek i zamknąłem oczy, chcąc chwilę pomyśleć w spokoju. Są sklepy, jest zwinna dziewczyna o czerwonych włosach, jest zbrodnia, są policjanci. A skoro przestępstwo zostało dokonane, kara musi być. Ognista musi kiedyś wpaść. Prędzej czy później popełni błąd. Szczerze mówiąc miałem nadzieję, że zrobi to wcześniej, bo nie zamierzam siedzieć nad tą sprawą kilka miesięcy.
  Westchnąłem cicho i ponownie włączyłem nagranie, na którym okradała jubilera.

                                                                      ***

 Tydzień później jak zwykle siedziałem przy swoim biurku i wypełniałem jakieś papiery. Ostatnio udało mi się złapać nastolatka, próbującego ukraść parę sportowych butów, odnalazłem psa jakieś dziewczynki, a nawet zatrzymałem faceta, który pod wpływem alkoholu chciał mnie uderzyć. Wszystko fajnie i zajebiście, ale Ognistej jak nie było, tak nie ma. Dopóki nie da o sobie jakiegoś znaku życia, stoję w dupnej kropce.
 Włożyłem kilka kartek do teczki, po czym odłożyłem ją na brzeg biurka. Czemu ta dziewczyna jeszcze nie zaatakowała? Przecież nie może tak bezczynnie siedzieć! A może może? Ech, ile jeszcze mam czekać?  Z nudów zacząłem się kręcić na fotelu i wykręcać sobie palce. Nie wiem, kim jest Ognista, ale jestem pewien jednego – cholernie mnie wkurza. Jak to możliwe, że ktoś, kogo na oczy nie widziałem, jest taki wkurzający? Nawet Sakurai mnie tak nie wkurwia. Ta dziewczyna musi mieć niezwykły talent do wkurzania ludzi. A szczególnie mnie.
 Zbliżał się wieczór, więc poszedłem do domu. Sprawa Ognistej nie mogła mi wyjść z głowy – zupełnie jakby stała się moją obsesją. Szef mi przydzielił niezłe bagno. Dawno nie musiałem  się tak wysilać. Ostatnio to chyba z pół roku, poszukując mordercy jakiegoś polityka. Oczywiście go znalazłem, ale facet był chyba chory psychicznie, bo chciał się wysadzić. I przy okazji ludzi będących w pobliżu, w tym mnie. Jednak zajebistość do czegoś zobowiązuje, więc udało mi się go powstrzymać, awansując tym samym na starszego aspiranta. Może zostanę inspektorem, jak rozwikłam sprawę ognistej? Ohoho! To by dopiero było! Wtedy to już w ogóle nie mógłbym się odczepić od nachodzących mnie dziewczyn.

 Wszedłem do domu i zamknąłem za sobą drzwi. Zjadłem coś na szybko, po czym poszedłem do łazienki wziąć długi prysznic. O tak, od razu lepiej. Tego mi było trzeba. Założyłem czarne bokserki i białą podkoszulkę, a następnie udałem się przed telewizor, obejrzeć jakiegoś pornosa. Leciał jednak taki, który już widziałem trzy razy, więc przełączyłem na horror o jakimś psychopacie. Zajebisty film, mówię wam. Krew się lała, krzyki były, a na końcu przyjaciółka głównego bohatera zginęła. Żądam więcej takich filmów! To potrzebne społeczeństwu, a nie jakieś tanie romansidła, które wciąż opierając się na podobnej fabule, czułych słówkach i pocałunkach. A potem i tak bohaterowie albo żyją długo i szczęśliwie, albo umierają. Aż mi się rzygać chce od takich historii. Horrory są znacznie lepsze.
 Ledwie zdążyłem się położyć do łóżka, a usłyszałem dzwonek swojego telefonu. Kto śmie zakłócać moją porę snu?!
 - A-Aomine-san? – Ach, no tak. Sakurai. – Przepraszam, że tak późno, a-ale jest sprawa…
 - Streszczaj się.
 - Ognista kręci się w okolicy jubilera i zauważyło ją dwóch policjantów.
 - CO?! – W jednej chwili odechciało mi się spać. – Teraz?!
 - T-Tak…
 - Podaj adres, mają ją złapać! – Zarzuciłem na ramiona kurtkę, na nogi nałożyłem spodnie, a na koniec założyłem buty. Sakurai w międzyczasie podał nazwę ulicy, na którą mam się kierować. – Będę za piętnaście minut!
 Wybiegłem z mieszkania, zamykając za sobą drzwi, po czym wsiadłem szybko do samochodu i z piskiem opon ruszyłem z parkingu. Było po dwudziestej drugiej, więc dwa razy przejechałem na czerwonym. Na szczęście nikt się w pobliżu nie znajdował, więc drogę miałem w większości pustą. No, oprócz głównej ulicy, na której stałem w korku przez co najmniej kwadrans. Głupie Tokio! Tylko mnie opóźnia! Kiedy w końcu dotarłem na miejsce, dwaj policjanci leżeli na ziemi i trzymali się za krocza. Oho, chyba im nieźle przywaliła.
 - Gdzie ona jest?! – Podbiegłem do nich.
Jeden z nich wskazał mi niewielką uliczkę.
 - Uciekła kilkanaście sekund temu – wysapał.
 Bez namysłu rzuciłem się w pościg. Cholera jasna! Gdyby nie ten korek, to byłby na miejscu kilka minut wcześniej i wreszcie bym ją dopadł! A teraz co? Taka okazja może się już nie powtórzyć! Przekląłem siarczyście pod nosem, po czym skręciłem w jakąś boczną uliczkę. Rozejrzałem się wokół, ale nikogo nie zobaczyłem. Kurwa! Nagle usłyszałem jakiś cichy huk. Obróciłem się za siebie i zobaczyłem kolejny wąski chodnik. Po cichu poszedłem w stronę hałasu i schowałem się za murkiem. Ostrożnie zza niego wyjrzałem i wtedy ją zobaczyłem. Trzymała się za kostkę i przeklęła siarczyście. Stała bokiem do mnie, więc mogłem częściowo widzieć jej twarz. Po chwili gwałtownie się wyprostowała i przeciągnęła.
 - Ci policjanci to strasznie łamagi… - mruknęła pod nosem.
 Już byłem gotów ją aresztować, gdy nagle zrobiła coś, czego się nie spodziewałem – zdjęła z głowy czerwoną perukę, ukazując swoje prawdziwe włosy koloru czarnego. Ale mam farta! Ognista przez cały czas nosiła perukę! Mógłbym szukać latami, a i tak bym jej nie znalazł. Możliwe też, że już kiedyś mijałem na ulicy, nawet o tym nie wiedząc. Pokręciłem lekko głową i czekałem na jej ruch. Po chwili wyjęła z kieszeni kurtki jakąś reklamówkę i włożyła do niej swoje sztuczne włosy. Spryciara… Ale wreszcie wpadła. Nie zorientowała się, że ktoś ją widział. Dyskretnie poszedłem za nią, udając, że piszę coś w telefonie. Tak, wiem, kamuflaż pierwsza klasa. Nikt by się nie skapnął, że za nim idę. Co jakiś czas na nią zerkałem, by jej przypadkiem nie zgubić. W pewnym momencie przyłożyłem komórkę do ucha i powiedziałem: ,,Kochanie, będę za dziesięć minut!”. To powinno zmylić podejrzenia Ognistej, jeśli w ogóle jakieś miała. Zmniejszyłem nieco odległość i zauważyłem, że stoi na światłach. Rozejrzała się szybko i przebiegła na drugą stronę ulicy, ignorując fakt, że nadal świeciło się czerwone światło. Skandal! Teraz tym bardziej muszę ją aresztować. Niby jestem policjantem i powinienem dawać dobry przykład innym obywatelom, ale że w pobliżu było praktycznie pusto, zrobiłem to samo, co przed chwilą Ognista. A chuj z tym, moim obowiązkiem jest śledzenie jej, a nie zatrzymywanie się na czerwonym!

 Usłyszałem dźwięk swojego telefonu. Szybko odebrałem, nie chcąc, by Ognista mnie zauważyła.
 - Czego? – Warknąłem.
 - Masz ją? – Wakamatsu raczej nie był zadowolony z tego, że musiał do mnie zadzwonić, co słyszałem po jego gburowatym głosie.
 - Gdybym ją miał, to prawdopodobnie już byłbym z nią na komendzie. – Skręciłem w jedną z szerszych ulic. – Na razie za nią idę, później zadzwonię.
 Rozłączyłem się, ignorując to, że przerwałem mu w połowie zdania. Mam tu ważną misję do wykonania i nie jest nią wysłuchiwanie warknięć i pretensji tego kretyna. Jak ją złapię, to prezydent będzie musiał mi osobiście pogratulować tak wielkich zasług dla państwa. Nie wiem, jak mi to wynagrodzi, bo naprawdę się przysłużyłem, ale najlepiej by było, gdyby to były pieniądze, darmowe wakacje bądź kupon na kupno dowolnej ilości moich ukochanych pornosów. O tak, czułbym się jak w niebie.
 Po kilku długich minutach doszliśmy w końcu do jakiegoś bloku. Ognista weszła do drugiej klatki i skierowała się na górę. Nie mogłem za nią pójść, bo od razu zorientowałaby się, że ktoś ją śledzi. Postanowiłem więc poczekać na dworze. Po chwili w jednym oknie zapaliło się światło i zobaczyłem w nim zgrabną sylwetkę młodej dziewczyny. Bingo! Trzecie piętro. To już wiem, do kogo pójdę zaraz w odwiedziny. Odczekałem kilkanaście minut i wszedłem do tej samej klatki. Wcześniej zadzwoniłem do Sakuraia, że nikt ma mi nie przeszkadzać, więc przez pewien czas powinienem mieć spokój. No, to czas uciąć sobie pogawędkę z Ognistą.
 Kiedy podszedłem pod właściwe drzwi, postanowiłem odegrać teatralną scenkę, po której na pewno je otworzy, dzięki czemu bez problemu wejdę do środka. Odkaszlnąłem cicho i zacząłem odgrywać swoją rolę.
 - Kou, kochanie, otwórz! – Stuknąłem w jej drzwi. – Przepraszam, więcej tego nie zrobię! Błagam, oootwóórz!
 Nie musiałem czekać długo na efekt. Po chwili drzwi lekko się uchyliły i stanęła w nich piękna dziewczyna mniej więcej w moim wieku. Miała długie, czarne włosy, szare oczy otoczone czarną kreską, jasne usta i po dwa kolczyki w każdym uchu. Jej bluzka była ze sporym dekoltem, który pokazywał część jej całkiem obfitego biustu. No proszę, kryminalistka z rozmiarem D. Dawno takiej nie spotkałem. Ubrania miała w większości ciemne, więc prawdopodobnie nie przebrała się jeszcze po nieudanym napadzie na jubilera.
 - Nie jestem żadna Kou, proszę odejść – powiedziała spokojnym, opanowanym głosem. Coś tu jest zdecydowanie nie tak.
 - Ale trafiłem pod właściwy adres. – Nie odsunąłem się.
 - Musiał pan coś pomylić. – Spojrzała na moje dłonie. – Do widzenia.
 Chciała zamknąć mi drzwi przed nosem, ale ubiegłem ją. Wepchałem się do środka, ignorując jej oburzone spojrzenie.
 - Miał się pan znaleźć po drugiej stronie drzwi.
 - A ja myślę, że znalazłem się po tej właściwiej stronie. – Zrobiłem krok w przód. Nie cofnęła się. – Jak myślisz, Ognista?
 Dziewczyna wahała się tylko przez moment. Ominęła mnie i podeszła do drzwi. Już chciałem ją zatrzymać, ale zobaczyłem, że przekręciła tylko zamek i spojrzała na mnie z dziwnym spokojem. Naprawdę coś jest nie tak.
 - Domyślałam się, że ktoś mnie śledził, jednak nie sądziłam, że uda się panu mnie znaleźć. – Podeszła do jakiejś szafki i splotła ręce pod biustem. – Przyznaję, wpadłam. – Obróciła głowę w bok. Oho, już coś kombinuje. – Ale ja nigdy nie przegrywam.
 Błyskawicznie sięgnęła po coś do szuflady, a ja doskoczyłem do niej w niecałą sekundę. Wyrwałem jej pistolet z ręki i rzuciłem go w głąb holu. Spojrzała na mnie zdziwiona i jęknęła cicho, gdy wykręciłem jej ramiona za plecami.
 - To ciekawe, bo ja też nigdy nie przegrywam. – Warknąłem i zaprowadziłem ją do pierwszego pomieszczenia, które znajdowało się przy salonie.
 O dziwo była to sypialnia urządzona w stylu uporządkowanej kobiety, lubiącej ład i porządek. W ogóle nie przypominała miejsca, w którym mieszkałaby poszukiwana kryminalistka. Wyjąłem z kieszeni kurtki kajdanki i złapałem Ognistą za nadgarstek. Przykułem go jej do ramy łóżka i spojrzałem na nią z wyższością.
 - I co powiesz teraz?
 Prychnęła tylko i odwróciła wzrok.
 Zająłem się przeszukiwaniem jej rzeczy. Gdzieś tu muszą być przedmioty, które ostatnio ukradła. Zajrzałem do jednej z szuflad i wyciągnąłem z niej… koronkowe majtki oraz staniki.
 - Ej! – Warknęła, szarpiąc unieruchomionym ramieniem. – Kobietom nie grzebie się w bieliźnie!
 - Tak? – Schowałem jej rzeczy osobiste z powrotem do szuflady i wzruszyłem ramionami. – A właścicieli sklepów nie okrada się z towarów.
  Odsunąłem kolejną szufladę, w której były jakieś spodenki i bluzki do ćwiczeń. Aha, czyli sport też uprawia. Ciekawie. To może do celi wnieść jej bieżnię? Byłem tak pochłonięty przeglądaniem zawartości jej komody, że nie usłyszałem cichego brzdęku kajdanek. W końcu wyciągnąłem coś, czego szukałem.
 - I co powiesz na to? – Uniosłem w górę wyciągniętą przed chwilą perukę.
 - Że wtykasz nos w nieswoje sprawy!
 Zobaczyłem, że uwolniła się i chciała mnie uderzyć w głowę lampką nocną. Zrobiłem błyskawiczny unik i złapałem ją za przedramię, ciągnąc ją tym samym na podłogę. Krzyknęła cicho i wolną dłonią potarła obolałą głowę. Spojrzała na mnie morderczym wzrokiem, z którego nic sobie nie zrobiłem. Usiadłem jej na plecach, tym samym mocniej przyciskając ją do dywanu.
 - Co zamierzasz zrobić? – Spytałem, biorąc do ręki niewielką szkatułkę znajdującą się na jej komodzie. Otworzyłem ją i zobaczyłem kilka par jakiś błyszczących wisiorków. – O, czyżby zdobycz z ostatniego napadu?
 Prychnęła tylko i odwróciła głowę. Jak dziecko. Wstałem z niej i szarpnąłem ją za ramię, zmuszając, by wstała. Omiotłem wzrokiem jej pokój i dostrzegłem w nim kilka par nowych, nieotwartych butów, oraz srebrny łańcuszek. Rzeczy z kradzieży.

 Nagle poczułem dość mocne uderzenie w stopę. Syknąłem cicho z bólu i odruchowo puściłem ramię Ognistej, by złapać się za bolące miejsce. Dziewczyna odskoczyła ode mnie i zabrała mi kajdanki. Wykorzystała moment mojej nieuwagi i kopnęła mnie w brzuch, pchając mnie tym samym na łóżko. Upadłem na nie w lekkim szoku i poczułem, jak łapie mój nadgarstek. Otrząsnąłem się w ułamku sekundy i wyszarpnąłem rękę z jej uchwytu. Pisnęła cicho, gdy gwałtownie się przekręciłem, w wyniku czego znalazła się pode mną. Warknęła, kiedy przygwoździłem jej ramiona do materaca.
 - I co zrobisz, śliczna? – Spytałem z zuchwałym uśmieszkiem.
 - Kopnę cię zaraz w jaja, jak mnie nie puścić – syknęła.
 Usiadłem jej na biodrach, nic sobie nie robiąc z jej wściekłego spojrzenia.
 - Teraz też dasz radę? Wygrałem, złotko, i pogódź się z tym.
 Zacisnęła ze złości wargi, ale nie odezwała się ani słowem. Odwróciła tylko wzrok i próbowała jakoś ukryć swoją irytację, lecz też niedowierzanie.
 - Jesteś inny niż policjanci, których do tej pory spotkałam – odezwała się nagle, przerywając tym samym ciszę.
 - Ha? – Spojrzałem na nią zdziwiony. – W końcu jestem zajebisty.
 - Ego to ty masz duże, co? – Prychnęła. – Jesteś szybszy i zwinniejszy od reszty. Pewnie dlatego mnie znalazłeś.
 - Znalazłem cię dlatego – wziąłem do ręki kajdanki. – że byłaś nieostrożna.
 - Następnym razem powinnam się bardziej rozglądać. – Uśmiechnęła się zadziornie.
 - Nie będzie następnego razu, śliczna.
 Chwyciłem jej nadgarstek z zamiarem skucia go, ale wtedy zrobiła coś, czego bym się w życiu nie spodziewał – gwałtownie zarzuciła mi wolne ramię za szyję i podciągnęła się, całując mnie tym samym w usta. Zdrętwiałem. Po co ona to robi? Chce odwrócić moją uwagę? Zamierzałem się odsunąć, ale nagle wepchnęła mi język do buzi. Mój uścisk na jej nadgarstku zelżał, więc wolną już ręką objęła moją głowę. Po kilku, a może kilkunastu sekundach oderwała się ode mnie i spojrzała mi w oczy z zuchwałym i prowokującym uśmiechem.
 - Takiemu dobremu policjantowi należy się chyba jakaś nagroda, co? – Wyszeptała i przygryzła płatek mojego ucha.
 - Co ty wyrabiasz? – Warknąłem, odsuwając ją od siebie. Jakoś mi się to udało.
 - A myślałam, że jesteś chętny. – Zamrugała oczami, zjeżdżając dłonią na moje podbrzusze.
 Zrobiło mi się dziwnie gorąco. Pierwszy raz spotykam kryminalistkę, która byłaby chętna na seks po kilku minutach rozmowy. Jeśli w ogóle tę wymianę zdań, którą prowadziliśmy do tej pory, można nazwać rozmową. Plan był taki, że miałem wejść do jej domu, aresztować ją, a na koniec zawieźć na komendę. Jednak takiego zachowania z jej strony nie przewidziałem. Sądziłem, że albo się podda, albo będzie próbowała się wyrwać i uciec. A tu takie zaskoczenie. Zgodzić się, czy może…?
 - Ktoś tu chyba stwardniał.
 Jej głos wyrwał mnie z rozmyśleń. Spojrzałem na swoje krocze i ze zdziwieniem stwierdziłem, że mi stoi. Jasna cholera, no co to ma być?!
 - Pieprz mnie – szepnęła i zsunęła mi z ramion kurtkę.
 Jak sama jest chętna, to czemu mam się powstrzymywać? Wyrucham ją, później zawiozę na komendę i po problemie. A przy okazji na tym skorzystam. Dawno się z żadną nie ruchałem, więc to będzie sama przyjemność.
 - Będziesz jęczeć i krzyczeć.
 Przygniotłem ją do materaca, jednocześnie zrzucając z siebie koszulkę. Uśmiechnęła się zalotnie i wpiła w moje usta, obejmując mnie rękoma. O ludzie, coś czuję, że to będzie zajebisty seks. Zerwałem z niej koszulkę, przez co mogłem podziwiać jej piersi schowane pod czarnym stanikiem. Zrobiłem jej na szyi malinkę, a ona westchnęła cicho i rozpięła pasek moich spodni. Ja zsunąłem z jej bioder jeansy, cały czas liżąc ją po szyi i barkach. Została w samej bieliźnie, więc muszę przyznać, że widoki miałem naprawdę niezłe. Chwilę później jej biustonosz znalazł się na podłodze, a ja zacząłem masować jej cycki. Jęknęła cicho i odchyliła głowę, zaciskając palce na pościeli. Skorzystałem z okazji i przygryzłem płatek jej ucha, wprawiając ją tym samym w stan jeszcze większej rozkoszy. Jedną ręką ugniatałem jej pierś, a drugą jeździłem po wewnętrznej stronie jej uda. Jęczała i sapała, dając mi tym samym satysfakcję. W końcu jestem bogiem seksu i umiem zadowolić dziewczyny w stu procentach. Ognista nie będzie wyjątkiem.
 - Szy-Szybciej – jęknęła i spojrzała mi w oczy. – W-Weź mnie teraz...! Ach!
 Oplotła ramionami moje plecy, a ja szybko pozbyłem się jej majtek. Leżała pode mną cała naga, podniecona i chętna. No, no, ciałko to ona miała ładne – spore cycki, całkiem umięśniony, płaski brzuch i długie, wysportowane nogi. Idealna. W dodatku jej twarz… Szare oczy, długie rzęsy, lekko zadarty nos i jasne, pełne usta, które świetnie całują. I taka zajebista dziewczyna została kryminalistką? Już bardziej by pasowała na jakąś gwiazdę porno.
 Jednym ruchem zsunąłem z siebie bokserki i wszedłem w nią bez żadnego przygotowania. Krzyknęła cicho, ale czułem, że jest jej dobrze. Zresztą tak jak mnie. Wbiła mi paznokcie w skórę na plecach i zacisnęła wargi. Sapała, lecz po chwili sama zaczęła poruszać biodrami.
 Doszedłem, a ona poczuła spełnienie jakieś dwie sekundy później. Wyszedłem z niej i położyłem się obok, dysząc lekko. Spojrzałem na jej twarz i byłem pewien, że dawno nie przeżyła takiego zajebistego seksu. Jej klatka piersiowa szybko się unosiła i opadała, więc miałem piękny widok na jej spore atuty.
 - Było… zajebiście. – Skomentowałem, kładąc się do niej bokiem.
 Zerknęła na mnie i kiwnęła głową, po czym sięgnęła po kołdrę i się nią nakryła. Bez pozwolenia przywłaszczyłem sobie połowę pościeli, ale o dziwo nie zaprotestowała. Zamknęła oczy i wtuliła się w poduszkę, a jej oddech zaczął się uspokajać.
 - Jak ci w ogóle na imię? – spytałem. Że też jej wcześniej o to nie zapytałem.
 - Hyuga – odparła, ziewając. – Hyuga Akina.
 - Ja jestem…
 - Aomine Daiki, wiem. – Wygodniej się ułożyła. Musiała potraktować moje milczenie jako nieme pytanie ,,skąd?”, więc odpowiedziała. – Byłeś kiedyś u mnie w biurze na inspekcji.
 - Pracujesz w biurze?
 - Jutro…
 Włożyłem jedną rękę pod głowę i zgasiłem lampkę. Ekstra. Miałem ją aresztować, a tymczasem uprawiałem z nią seks. I to jaki seks! Dawno nie było mi tak dobrze. Jednak w życiu bym nie pomyślał, że poszukiwana kryminalistka zaciągnie mnie do łóżka. No ale co ja poradzę, że jest taka seksowna i ma piękne kształty?!
 Czułem, że zamykają mi się oczy, ale w ostatniej chwili o czymś sobie przypomniałem. Wziąłem z podłogi kajdanki i skułem mój lewy nadgarstek z jej prawym. Dzięki temu nie ucieknie, a ja mogę spać spokojnie. Nawet jeśli chciałaby się wydostać, nie zrobi tego bez budzenia mnie.
 Zamknąłem oczy i powoli odpływałem w krainę Morfeusza, aż nagle usłyszałem jej pytanie:
 - Zabezpieczyłeś się w ogóle?

  … Kurwa. Wiedziałem, że o czymś zapomniałem!


_________________________________________________________________________________






                                                   


 A to jest ta kryminalistka :D Ładna?