piątek, 12 sierpnia 2016

AoKaga - Fartuch

Ohayo, moi mili! :D

Jako że w niedzielę rano wyjeżdżam, a jutro idę na imieniny babci, raczej nie będę miała za dużo czasu na pisanie czegokolwiek. Z tejże przyczyny dziś postanowiłam wstawić shota, którego niedawno skończyłam. Jak się mogliście domyślać, na pierwszy ogień poszła moja ukochana AoKaga xD :D <3 Ale nie martwcie się, resztę też kiedyś napiszę!
Po powrocie, czyli prawdopodobnie w sobotę za tydzień (no chyba że plany się zmienią xD) pojawi się ,,Wygrana" ^^ Miałam dylemat, co wstawić pierwsze, ale jednak padło na AoKagę xD

Ten rozdział to w znacznej większości seksy (tak gdzieś 97-98% ;P), więc proszę o wyrozumiałość, gdyż nie piszę ich aż tak często i jeszcze nie mam wprawy xD No ale AoKaga to często są seksy... xD ;P

Mam nadzieję, że wam się to spodoba ;P A teraz żegnam się z wami na pewien czas (szybko minie :D) i prezentuję wam tego zacnego, pełnego namiętności shota!! :D <3

_________________________________________________________________________________




      To, że ktoś dostaje czasem prezent od ukochanej osoby, nie jest niczym  nadzwyczajnym. Często są to kwiaty, drobne upominki, bilety do lunaparku czy kina bądź zwykłe czekoladki. Takie podarunki mają na celu uszczęśliwianie drugiej połówki i pokazanie jej, że naprawdę nam na niej zależy.
   Każda osoba spotkana na ulicy powie, że dawanie sobie podarków jest czymś w rodzaju tradycji dla zakochanych. Takie gesty często pogłębiają ich uczucia do siebie bądź po prostu sprawiają, że są szczęśliwsi. Chłopak daje dziewczynie coś, co ona lubi, a ona odwdzięcza mu się pocałunkiem bądź… rzeczami nieco bardziej intymnymi. Formy podziękowania też są różne – zależy od zachcianek, charakteru lub długości trwania związku.
 Jednak nie we wszystkich przypadkach prezenty zawsze są trafne…

 Kagami stał na środku kuchni i trzymał w rękach coś, co dostał od swojego chłopaka. Patrzył na to i nie mógł się nadziwić, jak wielki jest poziom debilizmu i zboczeństwa Aomine. Gdy ciemnoskóry przyszedł do domu z dość sporą reklamówką, Taiga miał nadzieję na naprawdę udany prezent, żeby choć raz nie dostać kocich uszu, stroju pokojówki bądź zboczonej książeczki o pozycjach, w jakich można uprawiać seks. Jednak takiego podarku się nie spodziewał. Już wolałby, by Aomine kupił mu ogon tygrysa lub stringi. Ale nie. Ten zboczeniec musiał wybrać coś tak… zboczonego, wręcz wulgarnego. No kto to słyszał kupić coś takiego chłopakowi?! Jak się jest gejem, to się raczej nie zwraca uwagi na płeć przeciwną! Więc czemu? Dlaczego Daiki wybrał akurat to?
 - Aomine… - warknął Kagami, siląc się na spokój. – Czy ja ci wyglądam na dziewczynę z dużym biustem?!
 - Nie, ale za to masz duże co innego. – Ciemnoskóry posłał mu zboczony uśmiech i bez żadnej krępacji spojrzał na jego krocze.
 - To po cholerę kupiłeś mi fartuch z nagim kobiecym ciałem?!
 - Żeby zobaczyć, jakbyś z takim ciałem wyglądał.
 Kagami zacisnął wargi i rzucił fartuch na stół. Usiadł na krześle znajdującym się naprzeciwko kanapy, na której siedział Aomine, i skrzyżował ramiona na klatce piersiowej.
 - Nie włożę tego – syknął.
 - No weź, kocie, zrób mi tę przyjemność. – Daiki wstał i podszedł do niego, a nosem zaczął jeździć po jego szyi. Taiga westchnął cicho, jednak po chwili zebrał się w sobie i go odepchnął.
 - Wkładałem już sukienkę i kocie uszy. – Posłał mu mordercze spojrzenie. – Wystarczy.
 - Taiga… - Zamruczał Aomine i polizał go po szyi.
 Kagami sapnął, ale nie zmienił zdania. Nie zareagował nawet wtedy, gdy Daiki usiadł mu na kolanach i wpił się w jego usta. Jedną ręką zaczął jeździć po jego podbrzuszu, a drugą obejmował go za szyję. Taiga jęknął cicho, a uczucie gorąca zaczynało być nie do zniesienia. 
 - Przestań – szepnął, przerywając pocałunek.
 - Chcesz tego. – Aomine zbliżył się do jego twarzy. – Wiem, że mnie pragniesz.
 - Mmmm – Kagami próbował się odsunąć, ale krzesło mu to uniemożliwiało. A dodatkowo… Ten zboczeniec miał rację. Przez to, co zrobił, Kagami miał ochotę na seks. Jednak z drugiej strony nie chciał być uległy – wystarczy, że jest uke.
 Nagle Aomine wstał, wprawiając tym Kagamiego w ogromne osłupienie.
 - Nie to nie.
 Czerwonowłosy zesztywniał, bardzo zdziwiony jego zachowaniem. Nie spodziewał się tego. Nie po nim. Czuł w podbrzuszu narastające ciepło, a ten kretyn tak po prostu sobie odchodzi?!
 - E-Ej! – Zawołał za nim Taiga, a Daiki już wiedział, że obaj będą dziś mieli przyjemny wieczór. – N-Nie możesz…!
 - Czego? – Ciemnoskóry obrócił się w jego stronę z udawaną powagą na twarzy.
 - No… - Kagami zarumienił się lekko. – Nie możesz mnie tak zostawić!
 - W sensie?
 - Dobrze wiesz, w jakim sensie! – Kagami wiedział, że Aomine robi to specjalnie, ale nie chciał zostać dziś sam na sam z dłonią.
 - Powiedz to, tygrysie. – Daiki zbliżył się do niego i zaczął się bawić jego uchem.
 - J-Ja… Ja cię pragnę – szepnął Kagami.
 - Hm? Nie dosłyszałem.
 - Baka! – Rumieńce Taigi były coraz bardziej widoczne.
 - Ok. – Aomine odwrócił się i chciał odejść, ale nagle poczuł lekki uścisk na swoim przedramieniu.
 - Pragnę cię! – Kagami odwrócił lekko głowę, chcąc ukryć swoje czerwone policzki.
 Daiki uśmiechnął się zwycięsko i złożył namiętny pocałunek na wargach swojego chłopaka.
 - Jest jeden warunek – szepnął, ujmując jego twarz w swoje dłonie. – Założysz ten fartuch.
 - H-He?! – Wykrzyknął Kagami, cały się rumieniąc. Daiki już wielokrotnie pokazywał mu swoje zboczone pisemka, za co za każdym razem obrywał, jednak noszenie czegoś, co ma narysowane kobiece piersi, sprawiało, że Taiga czuł się mniej męsko.
 - To jak? – Aomine objął go i spojrzał na niego z pewnym siebie uśmiechem.
 Kagami westchnął zrezygnowany, ale kiwnął lekko głową, cały czas się przy tym rumieniąc. Wziął do ręki fartuch i patrzył na niego przez kilkanaście długich sekund. Słysząc chrząknięcie Aomine, jęknął.
 - Muszę…?
 - Chcesz, by pokonał cię fartuch?
 - To razi moją męską godność! – Taiga machnął fartuchem, a Daiki tylko lekko się zaśmiał.
 - I tak jesteś uke. Wkładaj go.
 Kagami prychnął niczym wściekły i obrażony kot, jednak przemógł się i zaczął zakładać znienawidzony już prezent od ciemnoskórego.
 - Co ty robisz? – Usłyszał jego głos, więc spojrzał na niego zdziwiony.
 - Ubieram się? – Posłał mu zirytowane spojrzenie. – Sam tego chciałeś.
 - Masz się rozebrać do bokserek i dopiero wtedy włożyć ten fartuch. – Daiki splótł ramiona na klatce piersiowej. – Inaczej to nie da tego samego efektu.
 Znawca, pomyślał Kagami, ponownie się intensywnie rumieniąc. Że niby ma mu robić striptiz na środku salonu?! Jak daleko sięgają granice jego erotycznych fantazji? Były już kocie uszy, seksowny strój pokojówki, a teraz to… Co będzie następne? Czarne rajstopy i stringi? Paradowanie nago po całym domu?
 Taiga zdjął z siebie koszulkę i rzucił ją na kanapę, ku ogromnej radości Aomine. Ściągnął skarpetki, które po chwili wylądowały obok bluzki. Wahał się przez chwilę nad rozpięciem paska od spodni, ale słysząc ciche warknięcie zniecierpliwionego Daikiego, pozbył się również spodni. Aomine w tym czasie rozpiął koszulę i z zaciekawieniem przyglądał się poczynaniom swojego chłopaka. Kiedy Kagami założył fartuch i obrócił się przodem do ciemnoskórego, na jego twarzy widać było ogromne zażenowanie. Ciemnoskóry aż zagwizdał, widząc Taigę w takim stroju. Tylko on ma do niego prawo. To jego tygrys, którego nie wolno dotykać. Całe jego ciało jest jego własnością. Ten, kto przekroczy tę granicę, poniesie surowe konsekwencje.
 - Kagami… - Głos Aomine był tak zmysłowy, że Taidze już zaczynało się robić gorąco.
 - Bez komentarza – mruknął zażenowany, a po chwili poczuł silne ramiona oplatające go w pasie.
 - Wyglądasz mega seksownie – szepnął Daiki, na co Kagami zarumienił się jeszcze mocniej. – Taiga… - Aomine oblizał wargi. – Zaśpiewaj.
 - H-Ha?! – Wykrzyknął zdziwiony Kagami.
 - Zaśpiewaj dla mnie. – W oczach Daikiego można było dostrzec ogromne pożądanie. – I ruszaj się przy tym… seksownie.
 - No chyba się coś pojeba…!
 - Chcesz się sam zaspokoić? – Przerwał mu ciemnoskóry.
 Taiga zagryzł wargi, ale po chwili zaczął śpiewać jedną piosenkę, jaka przyszła mu do głowy. Taki utwór spodoba się Aomine – właśnie na taki liczył. Przyśpiewka o seksie i namiętności. Tekst wcale nie pomagał Kagamiemu na skupieniu się. Powodował u niego jeszcze większy stres i rumieńce.
 Stanął na dywanie, zacisnął pięści i zamknął oczy. Wziął głęboki wdech i już zamierzał zacząć śpiewać, ale przeszkodził mu Aomine.
 - Patrz na mnie.
 Czerwonowłosy otworzył oczy, a widząc pełne namiętności spojrzenie swojego chłopaka, jeszcze bardziej się spiął. Nie dość, że musi śpiewać tak zboczoną piosenkę, to jeszcze występuje przed nim w samych bokserkach i durnym fartuchu z nagim kobiecym ciałem. Mogło być gorzej? Co by go jeszcze bardziej zawstydziło? Już chyba nawet występ nago byłby lepszy niż ten cały cyrk z kuchennym fartuszkiem.

 
,,Wstawaj, wstawaj, wstawaj, wstawaj.
Obudź się, obudź się, obudź się, obudź się.”

 Na reakcję pewnej części ciała Aomine nie trzeba było długo czekać – w jego spodniach widoczne było spore wybrzuszenie.
 Na cholerę mi to było?, przemknęło przez myśl Kagamiemu, ale dzielnie śpiewał dalej.

 ,,Och kochanie, połóżmy się tej nocy”

  W głowie Daikiego już zaczęły się pojawiać różne obrazy z ich wspólnego wieczoru. Oni razem na kanapie. Oni razem w łóżku. Taiga leżący pod nim i krzyczący jego imię. Namiętne pocałunki i pełne błogości spojrzenia. Rumieńce. Rozkosz. Cała noc dla nich.

  ,,Kochanie, jestem nagrzany jak piekarnik,
  Potrzebuję trochę kochania
  I, kochanie, nie wytrzymam tego zbyt długo,
  To jest coraz silniejsze i silniejsze”


 Kagami naprawdę zaczynał czuć, że podniecenie w nim rośnie i wiedział, że będzie musiał coś z tym zrobić. Miał ogromną ochotę przerwać swój występ i podejść do Aomine, widząc, jak ten zaczyna rozpinać pasek w swoich spodniach. Czuł, że znów zaczyna się rumienić, i gdyby nie ponaglające chrząknięcie Daikiego, stałby tak dalej i patrzył na jego krocze.

 ,,A kiedy mam to uczucie,
 Chcę seksualnej kuracji.
 Seksualna kuracja, och, kochanie
 Nastraja mnie tak dobrze,
 Pomaga oczyścić mój umysł
 Seksualna kuracja, kochanie, jest dobra dla mnie
 Seksualna kuracja, kochanie, jest czymś dobrym dla mnie.”

 Włożył jeden palec za gumkę swoich bokserek i zaczął kręcić biodrami, mając ochotę zapaść się przez to pod ziemię. Nawet pierwszy seks z Aomine nie był dla niego tak wstydliwy i poniżający. Ale musiał przyznać jedno – Daiki wiedział, co zrobić, by go podniecić bądź zaciągnąć do łóżka. Kagami nadal nie wiedział, czy to była jego dobra czy zła cecha, jednak rzadko kiedy potrafił mu odmówić. Wystarczył sam głos Aomine, a Taiga już się poddawał. Poza tym ten zboczeniec umie sprawić, że obaj czerpią z seksu przyjemność. Mimo tego, że Kagami jest tym na dole, nie może narzekać na brak rozrywki w sypialni. Za każdym razem czuje się spełniony i wie, że Daiki jest mistrzem w robieniu mu dobrze.
 Chociaż Kagami ma czasem chęć na bycie seme…
 Pominął jedną zwrotkę, ale Aomine w ogóle się tego nie czepiał. Siedział na kanapie w samych bokserkach i z rosnącym pożądaniem w oczach obserwował ruchy swojego chłopaka. Jego wyginające się biodra i rumieńce na twarzy powodowały, że czuł w podbrzuszu ogromne ciepło, które kumulowało się w jego penisie.
 Ruchać. Tu i teraz.

 ,,Wstawaj, wstawaj, wstawaj, wstawaj – kochajmy się dziś wieczór.
 Obudź się, obudź się, obudź się, obudź się – ponieważ tak dobrze to robisz.”

  Obaj wiedzieli, że tego wieczoru mocno zaszaleją. Kagami widział to w spojrzeniu Daikiego, a Aomine czuł to w swoim kroczu. Obaj wiedzieli, że są mistrzami w zaspokajaniu siebie nawzajem, więc jak już się kochali, to szli na całego. Tu nie chodziło o ,,szybkie numerki” – ich seks był zawsze pełen namiętności i miłości. Aomine robił wszystko, by jak najlepiej przygotować do tego Taigę, a Kagami wykonywał polecenia Daikiego, dzięki czemu zaspokajali się w stu procentach.

 ,,Kochanie, źle się czułem dziś rano
 Całe morze miałem wzburzone we mnie
 Kochanie, myślę, że wywracam się dnem do góry
 Fale się unoszą i unoszą”

 Aomine czuł, że jedynym morzem, jakie dziś porwie ich obydwu, będzie miękka pościel i materac. Pewnie zostanie pomoczone ich potem oraz sporą ilością spermy. Jednym słowem wyjdzie prawdziwe morze – mokre, przyjemne i lekko słone. Poza tym seks jest lekarstwem na wszystko. Daiki zawsze tak mówił. Nawet podczas choroby, kiedy Kagami musiał się nim opiekować, chciał namówić go na ruchanie, za to dostał porządny opieprz.
 Taiga podwinął lekko skrawek fartucha i musnął palcami swojego lewego sutka. Aomine, gdy to zobaczył, oblizał wargi i przesunął dłoń na udo, zahaczając kciukiem o wybrzuszenie w bokserkach. Nic nie działa na niego tak podniecająco, jak seksownie ruszający się Kagami.

  ,,A kiedy mam to uczucie,
 Chcę seksualnej kuracji.
 Seksualna kuracja, och, kochanie
 Nastraja mnie tak dobrze,
 Pomaga oczyścić mój umysł, a to jest dobre dla nas.
 Seksualna kuracja, kochanie, jest dobra dla mnie
 Seksualna kuracja, kochanie, jest czymś dobrym dla mnie.
 A to jest dobre dla mnie, a to jest takie dobre dla mnie
 Moje kochanie, ooooch.”

 Na twarzy Aomine pojawił się zboczony uśmiech.
 Sam przeprowadzę tę seksualną kurację, tygrysie.
 Przygryzł palec, patrząc jak Kagami jeździ rękoma po swoim brzuchu i torsie, co jakiś czas odkrywając część umięśnionego ciała.
 Seksowny.


 ,,Przyjdź, przejmij kontrolę, po prostu chwyć i trzymaj
 Moje ciało i umysł, wkrótce będziemy to robić.
 Słodziutka, och, jest nam dobrze
 Jesteś moim lekarstwem, otwórz się i wpuść mnie…”


 Kagami z zażenowania zrobił się cały czerwony i nie dokończył zwrotki. To facet powinien śpiewać dla dziewczyny, a nie on dla tego kretyna! I to w dodatku takie zboczone teksty… Do czego to doszło?!

 ,,Wstawaj, wstawaj, wstawaj, wstawaj – kochajmy się dziś wieczór
 Obudź się, obudź się, obudź się, obudź się – ponieważ tak dobrze to robisz
 Nie mogę się doczekać, aż zaczniesz działać”


 Aomine nie wytrzymał. Wstał gwałtownie z kanapy i złapał swojego chłopaka za ramiona, po czym popchnął go na blat kuchenny. Kagami był nieco zaskoczony jego ruchem, ale nie wyrywał się. Patrzył tylko w szafirowe oczy swojego chłopaka i wyczytał z nich pożądanie oraz miłość. Wprawdzie to powinno być w odwrotnej kolejności, ale…
 - Skoro aż tak nie możesz się tego doczekać – szepnął Aomine, zbliżając się do ucha Kagamiego – to zacznijmy wreszcie.
 Zaczął gryźć i lizać jego szyję, a Taiga tylko odchylił głowę, dając mu więcej miejsca. Było mu tak dobrze… jak zawsze zresztą. Sam nie wiedział, co jest przyjemniejsze – gra wstępna, czy punkt kulminacyjny, gdy stają się prawdziwą jednością. Obie te czynności sprawiały, że czuł ogromną rozkosz.
 Kagami zarzucił ręce na szyję Aomine i wpił się w jego usta. Czuł narastające podniecenie, które było widoczne w postaci wybrzuszenia w jego bokserkach. Daiki położył ręce na jego biodrach i szczypał go lekko po odsłoniętej skórze.
 - Ładnie by ci było z cyckami – odezwał się nagle, a w Kagamim coś się zagotowało.
 - Nie jestem babą, więc skończ pierdolić o cyckach! – Warknął, ale czując jego dłoń na swoim penisie, zamarł.
 - Tygrysku, ale się podnieciłeś – wymruczał mu wprost do ucha.
 - A ty niby nie? – Sapnął Kagami. Po chwili jednak jęknął cicho, czując nogę Aomine między swoimi udami.
 Daiki uśmiechnął się zwycięsko i pocałował Taigę, wsuwając mu przy tym język do buzi. Kagami zamruczał cicho, niczym kot, pragnący jeszcze więcej pieszczot.
 - Kochajmy się dziś wieczór. – Zanucił Daiki, na co jego chłopak mocno się zarumienił. – Tak było w piosence, prawda? – Skubnął płatek jego ucha. – A mówisz, że cię nie słucham…
 Aomine złapał Kagamiego za pośladki i podniósł go do góry, dając mu znak, że ma się pozbyć majtek. Taiga na początku się z tym ociągał, ale czując lekkie ugryzienie w obojczyk, dał za wygraną. Zsunął z siebie bieliznę, rzucił ją na podłogę, a po chwili poczuł na swoim tyłku zimną powierzchnię blatu kuchennego. Za każdym razem, gdy Daiki go rozbierał, czuł na początku lekki dyskomfort. Ciemnoskóry doskonale o tym wiedział, więc zawsze go wtedy całował, by go uspokoić. Gra wstępna dalej robiła swoje – dzięki niej Taiga się rozluźniał i nie przejmował się swoją nagością.
 - Cz-Czekaj! – Wyjąkał Kagami, mając czerwone policzki. – Chcesz to robić tu?
 - A w czym problem? – Aomine nie podobało się to, że Taiga przerwał ich pieszczoty. – Robiliśmy to już nawet w szkolnej szatni. Twoja kuchnia jest bardziej odpowiednia do takich rzeczy. – Chciał go ponownie pocałować, ale Kagami zdążył się odezwać.
 - Sypialnia jest obok…
 - Tam pójdziemy później. – Przerwał mu Aomine i wpił się nagle w jego usta, nie pozwalając mu dokończyć zdania.
 Daiki stanął między nogami swojego chłopaka i zaczął jeździć rękoma po jego umięśnionych plecach. Zjeżdżał dłońmi coraz niżej, aż w końcu zahaczył palcami o dziurkę jego odbytu. Kagami odruchowo przytulił Aomine i poczuł, jak przez jego ciało przechodzi dreszcz ekscytacji.
 - Jak zwykle wrażliwy, co? – Mruknął Daiki, zaczynając masować jego pośladki. – Nie spinaj się, tygrysie.
 - Uh… - Stęknął Kagami. – To zawsze ja jestem na dole, więc nie… Ah! – Poczuł, jak Aomine pochylił go lekko do przodu i włożył w niego palec.
 - Taiga, zejdź z blatu… - szepnął mu do ucha ciemnoskóry.
 Czerwonowłosy stanął przed Daikim i objął go, wtulając się jednocześnie w zagłębienie jego szyi. Poczuł, jak Aomine wkłada w niego drugi palec, więc jęknął cicho, ale starał się rozluźnić. Uwielbiał jego dotyk. Ręce tego zboczonego debila były najprzyjemniejszymi dłońmi, jakie kiedykolwiek dotykał. Delikatne, ale jednocześnie stanowcze. A jego głos… Można by go słuchać godzinami i się nie znudzić. W dodatku gdy szepce… Idealna kołysanka do snu. Zdarzało się, że Kagami nie mógł zasnąć przed ważnymi meczami. Aomine zawsze mu wtedy szeptał coś do ucha, co działało na Taigę wyjątkowo kojąco – zawsze po tym zasypiał, a następnego dnia budził się wypoczęty i pełen sił.
 Oprócz jego zboczeństwa, lenistwa i debilizmu, wszystko w nim było idealne. Gdyby tylko nie miał takich durnych pomysłów z przebierankami podczas seksu, wszystko byłoby wręcz perfekcyjnie. Ale nie. To w końcu Aomine Daiki – jeden z największych zboczeńców, jacy przyszli na świat. I musiał sobie wybrać akurat Kagamiego Taigę. A serce Kagamiego wybrało właśnie jego – tego skończonego, kochającego go kretyna.
 Życie czasem płata ludziom różne psikusy.
 Aomine odwrócił Kagamiego tak, że ten opierał się o blat i był wypięty w jego stronę.
 - Nie spinaj się – szepnął mu do ucha, po czym nakierował swojego członka na wejście do jego dziurki.
 - Już…?!
 Kagami nawet nie zdążył dokończyć, gdy poczuł jak Aomine w niego wchodzi. Sapnął głośno, zaciskając palce na blacie kuchennym. Daiki chwycił jego biodra, a po chwili zaczął się poruszać, wprawiając ich obu w stan błogiej rozkoszy. Taiga zaczął jęczeć, co jeszcze bardziej nakręcało Aomine.
 Ciemnoskóry od dawna tak na niego działał. Na początku żaden z nich nie zdawał sobie sprawy z tego, że są w sobie zakochani, aż do momentu, gdy Kagamiego prawie potrącił samochód. Aomine złapał go za rękę i odciągnął w ostatniej chwili, dzięki czemu Taiga nie musiał jechać do szpitala. Przez kilka sekund wpatrywali się w swoje złączone dłonie, a następnie speszyli się i poszli zagrać one-on-one, co stało się ich tradycją. I właśnie tam nastała ta przełomowa chwila – Daiki pocałował Kagamiego i wyznał mu swoje uczucia. W odpowiedzi czerwonowłosy wtulił się w niego i poczuł nieopisane szczęście. Prosta historia, ale połączyła dwóch idiotów.
  Kagami zaczął poruszać ręką po swoim członku, by dać upust narastającemu podnieceniu. Przed poznaniem Aomine nie był taki zboczony i chętny na seks – to ten kretyn tak go zmienił. No ale jak mu się oprzeć?
 Kiedy obaj doszli, brudząc przy tym podłogę oraz część blatu, Daiki zdjął z Kagamiego fartuch.
 - Na chwilę obecną go nie potrzebujesz – szepnął.
 - Już go więcej nie zało…!
 Taiga nie zdążył dokończyć, bo Aomine gwałtownie go obrócił i wpił się w jego usta. Po chwili złapał go za pośladki i podniósł, niosąc w stronę sypialni. Położył go na łóżku, a sam uwalił się na nim, nie przestając całować jego warg. Złączył ich dłonie i poczuł, jak Kagami wplata swoje palce w jego włosy. Zamruczał mu przy tym w usta, co go nakręciło do działania.
 - No, tygrysie, czas na rundę drugą. – Uśmiechnął się szeroko i usadowił się między jego nogami.
 - Ile razy chcesz to dziś zrobić? – Kagami uniósł swoje uda i patrzył na niego z zarumienionymi policzkami.
 - Co najmniej trzy lub cztery.
 - Ile?! – Taiga otworzył szerzej oczy. – Kretynie, mój tyłek tego nie wytrzyma!
 - Robisz to ze mną. – Daiki ugryzł go lekko w prawe udo, na co Taiga pisnął cicho, zaskoczony jego zachowaniem. Spojrzał na niego wrogo, ale gdy Aomine zaczął masować jego jądra, wyraz jego twarzy gwałtownie się zmienił – pojawiła się na niej rozkosz. – Będzie ci zajebiście.
 Kagami jęknął, czując na swoim brzuchu język kochanka. Zacisnął palce na pościeli i z niecierpliwością czekał na jego kolejny ruch. Nigdy nie myślał, że aż tak można się uzależnić od czyjegoś dotyku. A teraz… Nie mógłby żyć bez Aomine – bez droczenia się z nim, grania w koszykówkę, słuchania jego głosu przed snem, pocałunków, silnych, ale też ciepłych ramiona, a nawet seksu. Daiki działał na niego jak narkotyk – z czasem potrzebował go coraz więcej, by zaspokoić swoje potrzeby. A bez niego życie byłoby trudniejsze, wręcz niemożliwe. Uzależnił się, tak samo jak od kosza, ale nie miał zamiaru nic z tym robić. To najlepszy i najprzyjemniejszy narkotyk, jakiego mógł spróbować. Był pewien jednego – nie chce go rzucić. A ten narkotyk ciągle wraca. Codziennie. I nie zamierza odejść.
 Aomine zaczął ssać jego sutki, na co Taiga zareagował jękiem i wygiął lekko swoje ciało, którym wstrząsnął dreszcz emocji i podniecenia. Czasem nadal nie mógł uwierzyć w to, że tak łatwo dał się uwieść chłopakowi, który jest jego największym rywalem w koszykówce, ale zarazem prawdziwą miłością. Niezła ironia.
 Daiki zrobił na szyi dorodną malinkę, na co Kagami warknął, chwytając go przy tym za włosy.
 - To będzie widoczne, młotku!
 - To oznaka tego, że jesteś tylko mój – szepnął Aomine i wgryzł się lekko w jego obojczyk.
  Przejechał językiem po jego torsie i brzuchu, a później wziął do buzi jego członka. Taiga zawsze się wtedy intensywnie rumienił i zakrywał usta dłonią. Czuł przy tym rozkosz i podniecenie, które później pomagało mu się jeszcze bardziej rozluźnić.
 - J-Ja zaraz…! – Jęknął, ale mimo tego, co chciał powiedzieć, Aomine nie przerwał lizania jego penisa.
 Po chwili Taiga doszedł, spuszczając się prosto w usta swojego kochanka. Daiki oblizał prowokująco usta i połknął wszystko, co miał w buzi.
 - Odwdzięcz mi się, tygrysie. – Zbliżył się do niego i pocałował go, przez co Kagami poczuł w ustach smak swojej spermy. Nie lubił go. Zdecydowanie bardziej wolał nasienie Aomine.
 Taiga zaczął robić mu loda, łapiąc go przy tym co chwila za pośladki. Daiki stęknął i zacisnął zęby, by nie jęknąć. Uwielbiał, kiedy Kagami mu to robił. Według niego był w tym mistrzem, czego oczywiście nie miał zamiaru mu powiedzieć.
 - Szy-szybciej… - mruknął, czując, że zaraz dojdzie.
 Czerwonowłosy przyspieszył swoje ruchy, a po chwili poczuł w ustach spermę swojego chłopaka. Połknął wszystko, jak on wcześniej, po czym oblizał się i wytarł ręką usta. Nie minęła sekunda, a już leżał pod Aomine i widział jego zadziorny uśmiech.
 - Gotowy na rundę drugą? – Szepnął ciemnoskóry, a Taiga w odpowiedzi skinął lekko głową.
 Kagami był wystarczająco rozluźniony, więc Aomine od razu nakierował swojego penisa na jego odbyt. Rozchylił nogi czerwonowłosego i wszedł w niego jednym zgrabnym ruchem. Taiga odruchowo zacisnął palce na pościeli i sapnął cicho, ale po chwili poruszył biodrami, dając znak swojemu chłopakowi, że może zaczynać. Jęknął cicho, gdy Daiki zrobił kilka pierwszych ruchów. Przyciągnął go do siebie i pocałował, chcąc czuć jeszcze większą bliskość. Gdy Aomine trafił w jego wrażliwy punkt, krzyknął, wbijając mu paznokcie w skórę na plecach. Ciemnoskóry warknął cicho, ale nie odsunął się. Zaczął przesuwać swoją dłonią po członku Kagamiego, powodując u niego stan jeszcze większej rozkoszy. Oczy czerwonowłosego były lekko zamglone, co świadczyło o tym, że jest mu niesamowicie dobrze. Po kilkunastu sekundach obaj doszli, brudząc kołdrę. Daiki położył się obok niego i objął go ramieniem, a Taiga próbował uspokoić rozszalałe serce.
 - Ty to… sprzątasz – szepnął, a w odpowiedzi usłyszał cichy śmiech Aomine.
 Uwielbiał, kiedy on się śmiał. To były rzadkie, ale jednocześnie takie przyjemne… Śmiejący się Daiki był jednym z najpiękniejszych widoków tego świata. On w ogóle był najpiękniejszy.
 - A ty robisz zapiekanki. – Aomine pocałował go, łącząc na chwilę ich dłonie. – Rundę trzecią czas zacząć. – Uśmiechnął się szeroko, a Kagami tylko przekręcił z rozbawieniem oczami. Zboczeństwo jego chłopaka nie znało granic. – Taiga… Teraz zróbmy to na pieska.
 Czerwonowłosy nie lubił tej pozycji. Wtedy Aomine nie mógł go całować ani się do niego przytulić.
 - A nie możemy…?
 - Za każdym razem inna pozycja. – Daiki uśmiechnął się uwodzicielsko i złożył na wargach swojego chłopaka namiętny pocałunek.
 Taiga nigdy nie potrafił mu się oprzeć. Zawsze gdy czuł jego usta na swoich, coś w nim pękało. Cholerny zboczeniec! Znał jego słabości i wrażliwe miejsca i zdecydowanie za często to wykorzystywał!
 Kagami stanął na czworaka i posłusznie się wypiął, już na wstępnie zaciskając palce na kołdrze. Kiedy Aomine zaczął się w nim poruszać, Taiga oparł czoło o poduszkę i jęknął głośno, sprawiając, że ruchy Daikiego stały się jeszcze szybsze i za każdym razem trafiał w jego czuły punkt, co doprowadzało Kagamiego do szaleństwa. Miał ochotę wić się pod nim z rozkoszy, ale dzielnie trwał w jednej pozycji. W końcu poczuł w sobie coś lepkiego, a sam doszedł chwilę później, brudząc pościel kolejną dawką spermy. Opadł na łóżko i zaczął głośno oddychać. Aomine położył się na nim i pocałował go w kark.
 - Było zajebiście – wymruczał mu do ucha.
 - Mmmmm… - Taiga odchylił głowę, domagając się więcej pieszczot.
 - O, tygrysek jeszcze nie jest zaspokojony? – Aomine potraktował jego zaproszenie bardzo entuzjastycznie. Zrobił mu na szyi i obojczykach kilka malinek, a Kagami zupełnie zapomniał o tym, że to będzie przez jakiś czas widoczne. Poddał się przyjemności i co chwilę przechylał głowę, by Daiki wycałował każde miejsce na jego karku.
 - Ostatni raz, Kagami – szepnął mu do ucha.
 Taiga spojrzał na niego kątem oka i westchnął cicho. Usiadł na łóżku i spojrzał na niego z ciekawością.
 - Jak tym razem chcesz to zrobić?
 - Na jeźdźca.
 Kagami nie wyglądał na zachwyconego. Tej pozycji nie lubił najbardziej. Czuł się przy niej wyjątkowo zażenowany. Aomine doskonale o tym wiedział, więc zanim zaczęli, złożył na jego wargach długi i namiętny pocałunek, pokazując mu tym samym, że go kocha i nie chodzi mu tylko o seks. Oderwał się od ust niezadowolonego Kagamiego i położył się na łóżku, dając mu znak, że ma usiąść na jego biodrach. Taiga zrobił to niechętnie, ale gdy poczuł ręce Daikiego na swoich udach, poczuł się pewniej. Nakierował jego członka na swoją dziurkę, po czym nabił się na niego, cicho przy tym sycząc. Aomine wyglądał na radosnego, a kiedy Kagami zaczął go ujeżdżać, jego spojrzenie wyrażało błogość i spełnienie.
 - Ch-Cholera… - jęknął Kagami, czując, że nadchodzi jego spełnienie. – N-Nienawidzę cię za to…
 - Też cię kocham, tygrysie. – Daiki uśmiechnął się zniewalająco i złapał go za pośladki. – Szybciej, Taiga…
 Czerwonowłosy przyspieszył swoje ruchy, a gdy doszedł, położył się na torsie swojego chłopaka i wtulił twarz w zagłębienie jego szyi. Aomine objął go ramieniem i przyciągnął do siebie, po czym pocałował w czubek głowy.
 - Byłeś wspaniały – szepnął.
 - Nigdy więcej nie założę tego fartucha. – Kagami ziewnął, czując swoje zmęczenie. Oj, taki seks potrafi człowieka zmęczyć. – I nie będę ci śpiewał, idioto.
 Daiki tylko uśmiechnął się czule i okrył ich obu kołdrą. W jego głowie już rodził się nowy pomysł – w końcu widział ostatnio w przecenie bardzo ciekawy, ,,męski” fartuszek. A że niedługo wypada rocznica ich pierwszego razu… Trzeba to będzie uczcić.



_________________________________________________________________________________


 Przepraszam, jeśli źle dobrałam piosenkę xD troszkę się jej musiałam naszukać, by jako tako pasowała ;P




    









sobota, 6 sierpnia 2016

Kryminalistka (cz.5)

Ohayo! :D

 Skończyłam pisać jedno z waszych ulubionych opowiadań (moich zresztą też ;P), więc na sobotnie popołudnie daję je wam do czytania! :D To właśnie w tym rozdziale okaże się, jakiej płci będzie dziecko (a może dzieci?) Aomine i Akiny ^^ Jeśli jesteście tego ciekawi - zapraszam do czytania! :D ;*


________________________________________________________________________________




   
    Akina już drugą godzinę siedziała przed lustrem i kręciła sobie włosy. Całe szczęście, że makijaż miała już za sobą. I tak najdłużej zajęło jej robienie sobie paznokci – zanim każda płytka została dokładnie pomalowana, minęła prawie godzina. W końcu wesele przyjaciela nie zdarza się często, więc nie dziwię się, że tak długo się szykowała. Najpierw puder, podkład, czy Bóg wie, co to było. Potem tusz do rzęs, eyeliner, szminka, naszyjnik, paznokcie, a na koniec włosy. Jakby nie mogła pójść w normalnej fryzurze… Przecież jej we wszystkim ładnie! Ale nie, musiała się odpicować jak jakaś angielska królowa! Wprawdzie wygląda ślicznie, ale zajęła mi łazienkę na dwie godziny.
 Za pięć miesięcy urodzi nam się dziecko. Akinie zaokrąglił się lekko brzuch, po którym czasem się odruchowo głaszcze, a ja zawsze się uśmiecham, gdy to robi. Urodzona mama, mówię wam. Często czyta podręczniki o noworodkach, blogi o tej tematyce, a nawet zaczęła już robić zakupy dla naszego bobasa. Na liście jej produktów znalazły się śpiochy, śliniaki, butelki, smoczki, pluszaki, pieluchy, małe skarpetki, buciki oraz wiele innych potrzebnych rzeczy. Nasz bobas będzie miał wspaniałych rodziców.
 Stanąłem przed lustrem i zacząłem zawiązywać krawat. Nienawidzę tego ustrojstwa. Nigdy go nie lubiłem, nawet za czasów szkolnych. Ciągle trzeba było w tym chodzić. I mieć marynarki. To tylko szkoła, ale nie można było przychodzić ubranym na sportowo. Cóż, przynajmniej dziewczyny miały krótkie spódniczki, więc wygodniej było klepnąć je w tyłek. A jak się którejś coś przypadkiem podwinęło, to widoczki też były ładne. Tylko jak one znosiły takie same ubrania? Podobno kobiety nie lubią być identycznie ubrane, a w szkole cały czas musiały tak chodzić. Ech, one to zawsze mają jakieś problemy – jak nie podczas okresu czy ciąży, to w codziennym życiu. Chociaż bez nich świat byłby nudny. I nie byłoby takich przyjemności. A, i dzieci też nie. Jak niby miałbym się urodzić, skoro nie byłoby mojej mamy? I jak poznałbym Akinę? Dziewczyny są potrzebne, a przynajmniej ta jedyna, która nosi pod sercem nasze dziecko.
 Kiedy udało mi się zawiązać krawat, spojrzałem na Akinę, która narzucała na ramiona marynarkę. Wyglądała ślicznie – czerwona sukienka sięgająca kolan podkreślała jej talię oraz biust (słowo daję, że jak ktoś rzuci jej choć jedno pożądliwe spojrzenie, to zabiję!), a czarne szpilki sprawiały, że jej nogi wyglądały na dłuższe. Do tego idealny makijaż i fryzura. Akinę można określić jednym słowem – piękność. Moja piękność.
 - Idziemy? – Uśmiechnęła się do mnie, co odwzajemniłem.
 Otworzyłem drzwi i przepuściłem ją pierwszą, na co skinęła mi lekko głową. Złapałem ją za dłoń i zamknąłem nasze mieszkanie. Przeprowadziła się do mnie dwa tygodnie temu, oczywiście powiadamiając o tym rodziców. Nie byli tym zbyt zachwyceni, zwłaszcza że dowiedzieli się o jej ciąży, ale nie protestowali. W sumie to całkiem mili ludzie. Jej ojciec był do mnie na początku dość sceptycznie nastawiony, ale po trzech spotkaniach powiedział, że mnie akceptuje – to już spory postęp. Zdałem jego test! Mama Akiny dość często dzwoniła i pytała o jej stan, oraz kazała do siebie zadzwonić, gdy już będzie znana płeć dziecka. Rany, moja rodzicielka aż tak się tym nie podnieciła. Oczywiście ucieszyła się z tego, że zostanie babcią, ale nie dzwoniła codziennie i nie doradzała nam w kwestii odpowiedniego ułożenia pościeli dla dziecka. Ech, rodzice mojej dziewczyny są czasem za bardzo opiekuńczy. Będę miał wspaniałych teściów, naprawdę. Ciekawe, czy gdy Akina już urodzi, będą codziennie przychodzić i poprawiać poduszeczkę naszemu bobasowi. Ludzie, to by było straszne. Chyba bym oszalał.
 Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy na uroczystość. Gości było naprawdę sporo, a większości nie znałem. Muszę przyznać, że Haruka wyglądała naprawdę pięknie – jej długa suknia sięgała praktycznie ziemi, a welon idealnie wpasował się w jej jasne włosy. Miała szeroki uśmiech na twarzy, natomiast w oczach można było dostrzec prawdziwe szczęście. Nawet Kagami wyglądał przy niej elegancko. A przynajmniej inaczej niż zwykle – nie przypominał małpy.
 Kiedy para powiedziała ,,Tak”, rozległy się głośne brawa. Wszyscy ustawili się w długiej kolejce, by złożyć im życzenia oraz wręczyć prezent. Gdy nadeszła nasza kolej, łaskawie przytuliłem Kagamiego po przyjacielsku i poklepałem go po plecach, a Harukę ucałowałem w oba policzki. Akina natomiast mocno ich wyściskała, życząc przy okazji pomyślności i szczęścia, oraz cudownego dziecka. Dołączyłem się do życzeń, a następnie odeszliśmy od nich i zrobiliśmy miejsca kolejnym osobom.
 - Oni wyglądają razem tak pięknie – odezwała się nagle Akina i wtuliła się w moje ramię.
 - Uwierz mi, że my wyglądamy ładniej. – Objąłem ją.
 - Nie jesteśmy małżeństwem, a ja nie mam na sobie sukni ślubnej.
 - No i co z tego? Nie potrzebujesz jej, by być piękna.
 Akina złapała mnie za krawat i pociągnęła w dół, a po chwili złączyła nasze usta w pocałunku.
 - Jesteś kochany. – Uśmiechnęła się.
 - Wiem. W końcu to ja. – Przekręciła tylko oczami, a ja odwzajemniłem jej uśmiech.

                                                                   ***

 Po mojej prawej stronie siedziała Akina, a po lewej Kise wraz ze swoją dziewczyną, Minako. Ona przynajmniej jest bardziej ogarnięta od niego, więc jest szansa, że nie wpadną razem pod samochód bądź nie wysadzą mieszkania w powietrze swoją głupotą. Ogólnie to ją lubię, choć czasem zachowuje się zdecydowanie za głośno.
 - A teraz zaśpiewajmy ,,Sto lat” młodej parze! – Wodzirej stanął na środku sali, w której odbyło się przyjęcie weselne.
 Wszyscy goście wstali i zaczęli śpiewać. Kagami cały czas trzymał swoją żonę za rękę, a jej uśmiech nie schodził z twarzy. Coś czuję, że będą mieli ciekawą i namiętną noc poślubną. No ale kto by nie miał? To się zawsze tak kończy – a później dziecko. Wprawdzie u nas wyszło nieco na odwrót, ale olać to. Ślub też kiedyś będzie, jestem tego pewien. Musi być.
 Kiedy śpiewanie się skończyło, wodzirej wskazał na Kagamiego oraz Harukę i zachęcił ich do wyjścia na parkiet.
 - A teraz młoda para zatańczy pierwszy taniec!
  Rozległa się muzyka, a wszyscy skupili swe spojrzenia na tańczącej dwójce. Taiga objął swoją żonę, a ona zarzuciła mu dłoń na ramię. Po chwili zaczęli tańczyć, cały czas patrząc sobie przy tym w oczy. Haruka wirowała, a ja tylko patrzyłem, jak Kagami pomyli kroki bądź się wywali. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, nic takiego nie miało miejsca. Czyżby ćwiczył? Cóż, to nie koniec imprezy, więc jest szansa, że jeszcze na ziemię poleci. Oj, ale byłby wtedy ubaw!
 Goście zaczęli wchodzić na parkiet, a kiedy Kise i Minako wstali, ja poprosiłem Akinę do tańca, na co ta odpowiedziała uśmiechem.
 - Już się bałam, że mnie nie poprosisz.
 Złączyłem nasze dłonie, a drugą rękę położyłem jej na plecach. Zaczęliśmy się obracać w rytm muzyki, a taniec wyjątkowo mi wychodził. Nie żebym nie umiał tańczyć, ale… Robię to tak rzadko, że mógłbym zapomnieć kroki. Na szczęście nie deptałem jej po stopach, więc było dobrze. Zajebisty ze mnie tancerz. Normalnie wygrałbym jakiś konkurs. Wystarczyłyby mi ze dwie lekcje, świetna partnerka i wygrana załatwiona.
 Ukłoniłem się lekko, gdy taniec dobiegł końca, a Akina uroczo dygnęła. Uśmiechnąłem się do niej, a potem złączyłem nasze dłonie i zaprowadziłem ją do stolika. W czasie całego przyjęcia dużo rozmawiałem z Kise, a właściwie słuchałem jego monologów, oraz z Kagamim. O dziwo nawet raz nie weszliśmy w jakąś poważną sprzeczkę – kłóciliśmy się tylko o jakieś drobnostki. Cud prawdziwy. Akina zdążyła poznać chyba wszystkie kobiety znajdujące się na przyjęciu, a także zatańczyć z co najmniej połową mężczyzn. Miałem ochotę kilku zabić, gdy za długo się na nią gapili. W ogóle to skandal, że sama ich nie odgoniła. Często się do nich uśmiechała i prowadziła z nimi różne rozmowy, albo przynajmniej wymieniała po kilka zdań. Czułem się zazdrosny. Bardzo zazdrosny. Za to ona w ogóle nie zauważała czujnych i ostrzegawczych spojrzeń, które jej posyłałem – po prostu bawiła się dalej. Nie przesadzała jednak z tańcem ze względu na bezpieczeństwo dziecka. A wina w ogóle nie piła. Ja miałem ochotę na kieliszka do obiadu, ale zrezygnowałem, bo musiałem później prowadzić samochód. Cóż, czasem się trzeba poświęcić dla wyższych celów.
 W końcu poprosiłem do tańca Harukę. Nie podeptałem żadnej ze swoich partnerek, a kilka nawet rzucało mi pożądliwe spojrzenia. Od razu je zbywałem, mówiąc, że mam dziewczynę. Jedna nawet chciała iść na szybki numerek do łazienki, więc szybko przestałem z nią tańczyć. Rany, skąd Kagami ma takich znajomych?!
 - Dobrze tańczysz. – Zauważyła Haruka.
 - W końcu jestem zajebisty. – Uśmiechnąłem się.
 - Ech… - Pokręciła głową. – Chyba tego nigdy nie zmienisz, co? – Spojrzała na mnie z uśmiechem.
 - Taka już ma zajebista natura.
 Zaśmiała się, po czym zrobiła zgrabny obrót. Chciałbym, by kiedyś Akina była na jej miejscu – by miała suknię ślubną, welon i mnie w garniturze obok siebie. Ona musi za mnie wyjść. Nieważne, co powiedzą jej rodzice. Nieważne, co będą myśleli jej znajomi. A jeśli ona nie będzie chciała, zrobię to inaczej. Zawsze może dojść do porwania, prawda? Albo wyprowadzę się z nią do kraju, gdzie można porywać przyszłe żony. O, to jest myśl! Tylko jakie to kraje…? Irak? Iran? Arabia Saudyjska? E, od czego jest Internet? Chwilę poszukam i zaraz znajdę!
 Kiedy taniec się skończył, wróciłem na swoje miejsce i nałożyłem sobie na talerz kawałek ciasta z truskawkami. Było przepyszne! Akina zaczęła mówić coś o tym, że rozmawiała z Kagamim, a ja słuchałem jej w milczeniu.
 - Dziwnie się czuję, jedząc aż tyle – powiedziała nagle, kończąc jakieś ciasteczko.
 - Teraz jesz i za siebie, i za dziecko. – Uśmiechnąłem się. – Nic dziwnego, że masz taki apetyt.
 - Podobno po ciąży trudno wrócić do dawnej figury… - Westchnęła. – Jeśli będę aż tyle jadła, to…
 - Jesteś piękna. – Przerwałem jej. – Ten brzuszek doda ci tylko urody. A o figurę po ciąży się nie martw. Na pewno do niej wrócisz.
 - Będziesz ze mną biegał. Zobaczysz, że zaciągnę cię do…
 - Łóżka? – Podsunąłem, poruszając sugestywnie brwiami.
 - Do parku, baranie! – Kopnęła mnie lekko w łydkę. – Na razie seks z tobą przyniósł mi jeden wielki efekt. – Pogłaskała się po brzuchu. – Wystarczy.
 - Ale w łóżku podobno też można coś spalić. – Mrugnąłem do niej.
 - Serio? W takim razie będę dużo spać. – Uśmiechnęła się, pokazując mi przy tym język.
 - Nie o to mi chodziło. - Położyłem swoją dłoń na jej kolanie. – Podczas stosunku można…
 - Dobra, dobra, poczytam o tym później. – Przerwała mi. – Idziemy tańczyć.
 Złapała mnie za rękę i pociągnęła na środek parkietu. Akurat muzyka zmieniła się ze skocznej na bardziej romantyczną, więc więcej par weszło na parkiet. Kątek oka zobaczyłem Kagamiego i Harukę, którzy tańczyli w rytm muzyki na środku sali. Akina zarzuciła mi ręce na szyję, a ja położyłem dłonie na jej talii. Zaczęliśmy się kołysać w rytm muzyki, a ja pochyliłem się lekko, byśmy stykali się czołami. Moja dziewczyna uśmiechnęła się i złożyła na moich ustach czuły pocałunek. Spojrzała mi w oczy, a po chwili się do mnie przytuliła. Uwielbiam, jak to robi. Uwielbiam ją mieć tak blisko siebie. Uwielbiam ją całą. I uwielbiam tę małą osóbkę, która rozwija się pod jej sercem. Mówi się, że dziecko jest owocem miłości rodziców. My mieliśmy wpadkę, ale teraz naprawdę się cieszę, że Akina jest w ciąży. Będę kochał to dziecko najmocniej jak umiem. Będę je chronił, opiekował się nim. To obowiązek ojca, prawda? To będzie drugi zajebisty ja. Albo druga zajebista mamusia. Jeszcze tylko dwa tygodnie i dowiemy się płci dziecka. Akina ma już wyznaczony termin na USG, więc wystarczy tylko cierpliwie poczekać. Jeju…! Tak bardzo chcę je już wziąć na ręce!
  Ledwo usiedliśmy do stołu, a na salę wjechał tort weselny. Ogromny tort weselny, z ogromną ilością bitej śmietany. Wyglądał pysznie. Smakował zresztą też, aż dokładkę wziąłem. Na szczycie tortu były ustawione dwie figurki – pana młodego i panny młodej. Ja z Akiną też kiedyś będziemy mieli takie coś. A nawet lepsze, bo to w końcu my. Zajebista para musi mieć zajebiście udane wesele, prawda? Najpierw trzeba będzie się oświadczyć, a potem wszystko zorganizować. Ludzie, ile to się człowiek napracuje w życiu…
 Pojechaliśmy do domu o drugiej piętnaście, bo Akina była już zmęczona. Oczywiście wcześniej pożegnaliśmy się z parą młodą, a oni podziękowali nam za przyjście. No i właśnie! Wreszcie usłyszałem od nich podziękowania! Powinni mi w ogóle dziękować, że przyjąłem ich zaproszenie. Żeby Kagami ożenił się wcześniej ode mnie… Do czego to doszło?! To co za pojebany świat?! Cóż, przynajmniej będę miał wcześniej dziecko. Nie wiem, czy wypada się tym tak chwalić, ale… olać to. Wszystko, co jest związane ze mną, wymaga uwielbienia. A szczególnie ja, Akina oraz nasze przyszłe maleństwo. Kłaniajcie się, ludzie, postanowiłem dać wam nowego osobnika, którego macie wielbić! I jego mamusię też! To dziecko będzie najlepszym niemowlakiem świata. A gdzie gratulacje prezydenta? Pod sercem Akiny właśnie rozwija się nowy przywódca kraju, a obecny nic z tym nie robi? Skandal!
 Kiedy dojechaliśmy do domu, szybko poszedłem pod prysznic, a Akina w tym czasie zmyła makijaż. Potem ona się umyła, a ja pościeliłem łóżko. Gdy wreszcie razem się położyliśmy, westchnęła cicho i od razu się do mnie przytuliła.
 - Zmęczona? – Objąłem ją.
 - Nie, wcale. – Prychnęła z sarkazmem.
 Pocałowałem ją w czubek głowy, po czym przykryłem nas kołdrą.
 - Dobranoc.
 - Dobranoc – szepnęła.

                                                                       ~*~

    To ten dzień. Dzień, w którym dowiemy się, jakiej płci będzie nasze dziecko. Kiedy wiozłem Akinę na USG, była strasznie podekscytowana i ciągle głaskała się po brzuchu.
 - Dziewczynka, dziewczynka… - Powtarzała pod nosem.
 Chłopiec też będzie dobry! Ale nie wiem, czy świat jest gotowy na drugiego mnie. Tyle zajebistości w jednym mieszkaniu! Ludzie, Tokio tego nie wytrzyma! Trzeba będzie tę zajebistość rozłożyć, co znaczy, że przyda nam się jeszcze co najmniej jedno dziecko. Zaraz, zaraz… Wróć! Wtedy tej zajebistości będzie jeszcze więcej! Nie no, prezydent będzie musiał mi osobiście pogratulować potomka. Albo potomków, wszystko się niedługo okaże. Osobiście wolałbym, by to był chłopiec, ale dziewczynkę przyjmę z równie dużą miłością. Bądź co bądź, to dziecko moje i Akiny – będzie zajebiste w każdym calu.
 Dojechaliśmy pod szpital. Wysiedliśmy z samochodu i poszliśmy pod właściwą salę, cały czas trzymając się przy tym za ręce. Akina podeszła na chwilę do recepcji, a ja w tym czasie zająłem się przeglądaniem dyplomów wiszących na ścianie. No proszę, same wyróżnienia, odznaczenia i doktoraty. Nieźle, nieźle. Przynajmniej jest pewność, że są tu sami dobrzy lekarze i nie trzeba się będzie bać, że coś spaprzą.
 - Chodź. – Akina pociągnęła mnie za rękę pod właściwą salę.
 Musieliśmy czekać na swoją kolejkę kilka minut, które jakoś wyjątkowo mi się dłużyły. Kiedy lekarz w końcu wezwał nas do gabinetu, moja dziewczyna prawie tam wskoczyła. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że Akina jest pacjentką Midorimy! Mówię wam, większego szoku chyba nigdy nie przeżyłem. Przynajmniej byłem w szpitalu, to w razie zawału zostałaby mi udzielona pierwsza pomoc.
 Moja dziewczyna zajęła miejsce na kozetce, a ja stanąłem obok, tak, by nie przeszkadzać temu glonowi. W liceum zawsze lubiłem mu dokuczać z powodu koloru jego włosów. Sam powtarzał, że moje wcale nie są lepsze, co oczywiście nie jest prawdą – każda cząstka mnie jest zajebista, a ja jestem dumny ze swoich włosów. Dzięki nim jestem bardziej rozpoznawalny i niepowtarzalny. Jednak nie chciałbym, by były kiedykolwiek zielone.
 - Jak się dziś pani czuje? – Spytał Midorima, podchodząc do niej.
 - Dobrze. Oprócz tego, że jestem trochę podekscytowana. – Akina uśmiechnęła się, po czym podwinęła bluzkę.
 Nie uśmiechaj się do niego! Odwróć wzrok i się na niego nie gap! Przecież to glon jest! GLON! Wprawdzie zawsze był nieco mądrzejszy ode mnie, ale nie sądziłem, że naprawdę zostanie lekarzem. A tym bardziej nie spodziewałem się, że będzie lekarzem MOJEJ przyszedłem żony.
 Ale ironia…
 Midorima uruchomił jakiś dziwny sprzęt, wziął do ręki podejrzanie wyglądającą kulkę, nasmarował ją żelem i zaczął nią jeździć po brzuchu Akiny. W tym samym czasie na ekranie komputera coś się wyświetliło. Nawet zauważyłem, że to coś przypomina kształtem malutkie dziecko.
 - Rozwija się prawidłowo – powiedział Midorima po chwili ciszy. – Nie dostrzegam żadnych zaburzeń.
 - No ja mam nadzieję, bo jeśli się wyda, że…
 - Daiki! – Akina posłała mi mordercze spojrzenie, a ja natychmiast się zamknąłem.
 Kompletnie zignorowałem karcący wzrok Midorimy i patrzyłem jak jeździ tą kulką po jej zaokrąglonym już brzuchu. Hyuga nie spuszczała oczu z ekranu komputera, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. Złapała mnie za rękę, a ja ścisnąłem jej dłoń.
 Zajebisty ja, czy zajebista ona?
 Kurde, z tego wszystkiego sam zaczynałem się denerwować! Chcę już wiedzieć, jakiej płci będzie to dziecko. Trzeba się zastanawiać nad imieniem, a to poważna sprawa. Jakie by tu…?
 - Doktorze, to będzie chłopiec, czy dziewczynka? – Zapytała Akina.
 Midorima jeszcze chwilę milczał, po czym spojrzał na nas i uśmiechnął się lekko. Matko Święta, glon się uśmiechnął! Koniec świata nadciąga! Czyżby Akina spodziewała się małego glonka? Albo trawy? A może…?
 Bliźniaków?
 - No, Aomine, gratuluję. – Poprawił swoje okulary. – Będziesz miał syna.

_________________________________________________________________________________

Zaskoczeni? ;P A może się tego spodziewaliście? xD :D



    






środa, 3 sierpnia 2016

Najlepszego, Kagami! ;* + ,,On umiera!"

Jak wiecie, bądź nie wiecie, pewna osoba obchodziła wczoraj urodziny. Jest nią mój najdroższy brat - Kagami Taiga! :D

Taiga, w imieniu swoim i całego Pokolenia cudów oraz naszych jego przyjaciół, chciałabym ci złożyć najserdeczniejsze życzenia! <3

*jak najwięcej gry z Ao :D (dzięki temu będziesz lepszy i silniejszy ;) )
*cierpliwości do niego (każdemu się przyda xD)
*kolejnego zwycięstwa na mistrzostwach kosza! :D
*żebyś zawsze mógł grać i by żadna kontuzja ci w tym nie przeszkodziła ;)
*założenia wspaniałej i kochającej się rodziny ;* (no najlepszą siostrę już masz! :D)
*żeby twój strach do psów zniknął :D
*żebyś jadł te swoje hamburgery i nadal był szczupły i wysportowany ;)
*żebyś jak najdłużej nosił mnie od czasu do czasu na barana ^^ *wściekły wzrok Ao*
*żeby twój talent kulinarny się rozwijał :3
*sukcesów!
*skończenia szkoły
*żeby twoje kontakty z przyjaciółmi się nie zerwały ^^
*wymarzonej pracy ;)
*jeszcze więcej przyjaciół! :D ;*


A teraz, skoro już złożyłam Taidze życzenia, chciałam was, czytelników, zaprosić na krótkiego cośka, który w ogóle nie jest związany z urodzinami Kagamiego xD Wprawdzie jest tam AoKaga, ale.... aż tak tego nie widać ;P Drugim paringiem, pobocznym, jest KiKuro xD Nie wyrobiłam się z miniaturką urodzinową, więc ten... przynajmniej w tej Taiga występuje! :D

Miłego czytania ;*

_________________________________________________________________________________


           
                                                           ,,On umiera!"





      Kiedy Kagami usłyszał dźwięk swojego telefonu, niechętnie uchylił jedną powiekę i prawą ręką spróbował wymacać komórkę znajdującą się na szafce nocnej. Po kilku sekundach dzwonienie ustało, więc zadowolony czerwonowłosy cofnął swoją dłoń i zamknął oczy. Nie cieszył się długo trwającą ciszą, ponieważ chwilę później jego komórka znów zaczęła dzwonić.
 Kto jest takim debilem i dzwoni do kogoś o czwartej nad ranem?!
 Odebrał, nie chcąc, by hałas obudził jego chłopaka. Ostrożnie usiadł na krawędzi łóżka, przetarł oczy i odezwał się zaspanym głosem:
 - Kise? O co…
 - Kurokocchi umiera!
 Kagami rozbudził się momentalnie.
 - Jak to umiera?! – Krzyknął, kompletnie zapominając o śpiącym Aomine.
 - No wypadek miał! – Taiga dałby sobie rękę uciąć, że Ryouta płakał od dłuższej chwili i, sądząc po jego głosie, nie mógł się uspokoić.
 - Gdzie jesteś?!
 - W szpitalu przy centrum…
 - Czekaj na nas, zaraz będziemy!
 To, co powiedział, nie miało sensu, ale w tamtym momencie Kagami nie myślał nad niczym innym oprócz jak najszybszym dotarciu do szpitala. Założył na siebie jakieś dresy, pogniecioną koszulkę oraz pierwsze buty, jakie wpadły mu w ręce, po czym zaczął potrząsać Aomine.
 - Wstawaj, leniu! – Nie przestawał szarpać jego ręki. – Kuroko umiera!
 - Mgmhy – mruknął Daiki, po czym przekręcił się na drugi bok. Po chwili jednak usiadł, patrząc na swojego chłopaka z przerażeniem. – Kuroko umiera?! – Wrzasnął.
 W tempie ekspresowym założył spodnie Taigi, trampki i bluzkę na lewą stronę, po czym pociągnął Kagamiego za ramię i wręcz wypchnął go z mieszkania, drżącą ręką próbując trafić w zamek w drzwiach.
 - Biegnij szybko do samochodu! – Krzyknął, nadal szamocząc się z zamkiem.
 Taiga prawie zabił się na schodach, biegnąc do ich auta. Daiki w tym czasie poddał się z zamykaniem drzwi, przeklął siarczyście na całą klatkę schodową, ignorując sąsiadkę, która wyszła z mieszkania i mówiła coś o ciszy nocnej, po czym pobiegł za swoim chłopakiem. Kagami zajął miejsce pasażera i zaczął się na niego wydzierać, by się pospieszył. Aomine wyrwał mu kluczyki z ręki i usiadł za kierownicą. Wcisnął gaz do dechy, a nagłe przyspieszenie wbiło ich obu w fotele. Taiga dziękował Bogu za to, że zapiął wcześniej pasy.
 - Z-Zwolnij! – Krzyknął, gdy Daiki wyprzedził kolejny samochód.
 - Ani mi się śni! – Aomine jeszcze bardziej przyspieszył, przyprawiając tym samym swojego chłopaka o mdłości. – Kuroko umiera i trzeba być przy nim w jego ostatnich chwilach!
 Kagami zacisnął rękę na podłokietniku tak mocno, że jego palce zrobiły się białe. Wstrzymywał powietrze na każdym zakręcie i modlił się o to, by nie wpadli na żadnego tira. Daiki co chwila wyprzedzał kolejne samochody i w ogóle nie zwracał uwagi na znaki drogowe. Jego usta były zaciśnięte w wąską linię, a na twarzy miał takie skupienie, jakiego Taiga dawno u niego nie widział.
 Błagam, dojedźmy cało na miejsce!
  Zmówił w duchu kilka znanych mu modlitw i prawie pisnął, gdy Aomine cudem uniknął czołowego zderzenia z miejską taksówką.
 - Odbiło ci?! – Wrzasnął. Gdyby tylko nie pędzili z prędkością stu dwudziestu pięciu kilometrów, zabrałby mu kierownicę. Jak policjant może łamać tyle przepisów drogowych w ciągu jednej nocy?! – Zwolnij!
 - Tetsu umiera, a ty mi każesz zwolnić?!
 - Jak tak dalej pójdzie, to umrzemy przed nim! – Kagami naprawę panikował, obawiając się, że jego słowa mogą stać się prawdą.
 - Jedziesz z mistrzem kierownicy, nic ci się nie… - Skręcił gwałtownie na boczny pas, wymijając pędzącego motocyklistę. – No co za baran! Tak nieostrożnie jeździć w środku nocy! Gdybym nie jechał do umierającego kumpla, już by dostał mandat!
 A niby sam jeździsz teraz lepiej?!
 Taiga prawie wypowiedział te słowa na głos, ale obawiał się, że to tylko spowoduje utratę koncentracji Aomine. A tego wolał uniknąć. Czego jak czego, ale nie miał zamiaru umierać w pędzącym samochodzie. Jadą w końcu pożegnać Kuroko – nie mogą odejść przed nim z tego świata.
 Aomine był zajęty prowadzeniem samochodu, natomiast Kagami zadzwonił do Kise.
 - Hal…?
 - Które piętro? – Spytał, mocniej zaciskając rękę na podłokietniku. – Ja pierdolę, idioto, zwolnij! Zabijesz nas! – Krzyknął, ściskając telefon przy uchu. Aomine nic sobie nie zrobił z jego słów – gnał dalej jak szalony, nawet nie myśląc o zatrzymywaniu się na czerwonym.
 - Kagamicchi, wy…!
 - Mów dokładnie, gdzie jesteś! – Przechylił się w bok, gdy Daiki gwałtownie skręcił. – A jak umrzemy, postaw białe róże na moim grobie!
 - Grobie…?
 - Kise, sala! – Wrzasnął ciemnoskóry, trąbiąc na przechodzącą po ulicy staruszkę. – Won, baba, misję mam!
 Starsza kobieta upadła na ziemię, cofając się przerażona i zaczęła coś za nimi krzyczeć.
 - Trzecie piętro, za pierwszym zakrętem…
 - Uważaj, pies! – Wydarł się Taiga, zamykając oczy.
 Daiki zrobił szybki skręt i uniknął zderzenia z bezpańskim kundlem. Kagami cudem przeżył chwilowy zawał i czuł, jak jego serce gwałtownie przyspiesza. Upuścił telefon na ziemię, więc nie usłyszał już, jak dotrzeć pod właściwą salę.
 - Jeśli przeżyjemy tę drogę, to cię zabiję – warknął do Aomine, robiąc się blady jak ściana.
 - Nie jęcz! Gdybyś ty umierał, pędziłbym do szpitala jeszcze szybciej!
 - I byś się zabił po drodze!
 - Nie mam zamiaru jeszcze umierać! Za młody i za przystojny jestem! Poza tym obiecałeś mi ruchanie z samego rana! Nie umrę, dopóki nie spełnisz tej obietnicy!
 Kagami, gdyby tylko mógł, uderzyłby swojego chłopaka i wprowadziłby celibat, ale przez prędkość, z jaką jechali, słowa więzły mu w gardle. Czuł, że robi się blady, a na zakrętach zielenieje ze strachu. Jeśli w coś po drodze nie walną, to będzie prawdziwy cud.
 Taiga wstrzymał oddech, gdy Aomine skręcił w kolejną uliczkę. Nie czuł się bezpiecznie. Nawet świadomość zapiętych pasów czy posiadania poduszek powietrznych go nie uspokajała. Przez głowę przelatywały mu najczarniejsze wizje, co wcale nie podnosiło go na duchu. Przeciwnie – miał ochotę płakać. Wiedział, że Daiki jest świetnym kierowcą, ale przy takiej prędkości i to w tak dramatycznych okolicznościach, każdemu może się zdarzyć wypadek – szczególnie tym, którzy muszą gdzieś szybko dotrzeć. Tak niestety często jest – jak się ktoś gdzieś spieszy, to się diabeł cieszy. Spotyka się na swojej drodze wiele przeszkód, w postaci na przykład samochodu wyjeżdżającego gwałtownie z pobocznej uliczki.
 Zawał. Brak powietrza. Poczucie bezsilności. Mdłości.
 To i tak tylko część tego, co czuł Kagami. Już nawet nie patrzył na drogę. Zamknął oczy i modlił się o swoje życie, przy okazji przeklinając w myślach szybką jazdę swojego chłopaka. Pierwszy jak tak jechał i miał szczerą nadzieję, że ostatni. Jeśli komuś z jego znajomych zachce się umierania, to niech przynajmniej nie robi tego w środku nocy. Nie przeżyje drugiej takiej jazdy. Jeśli w ogóle wyjdą cało z tej ,,przejażdżki”, będzie błogosławił ziemię i wszystkich bogów, którzy pozwolili mu przeżyć.
 Zobaczyli budynek szpitala. Jeszcze tylko kilka minut i znajdą się przy Kise i umierającym Kuroko.
 - Zwolnij! – Krzyknął Kagami. – Jak niby chcesz zaparkować?!
 - Zamknij się i patrz!
 To, co Aomine wyczyniał z kierownicą, było wręcz niewyobrażalne. Po kilku dramatycznych sekundach, które prawie spowodowały u Taigi zawał, Daikiemu udało się równo zaparkować, nie wpadając po drodze na żadne inne auto bądź pobliski słup.
 Aomine wyskoczył z samochodu i gdyby siłą nie wyciągnął z niego Kagamiego, ten pewnie nadal by w nim siedział, nie wierząc w to, że naprawdę przeżyli. Gdyby tylko mógł, skakałby ze szczęścia.
 Obaj wbiegli do szpitala, zręcznie omijając człowieka na wózku, po czym pobiegli na trzecie piętro i zaczęli wypatrywać Kise. Musieli najpierw spytać jedną z pielęgniarek o drogę, bo okazało się, że pomylili piętra. Gdy w końcu dotarli we właściwe miejsce, zobaczyli Kise, który nerwowo bawił się trzymanym w ręku telefonem.
 - I co z nim?! – Aomine potrząsnął jego ramionami. – Żyje, nie?! Musi żyć!
 - Jego stan jest bardzo poważny? – Kagami stanął przy Daikim, a Ryouta poczuł się wyjątkowo malutki.
 - Em… - Zaczął. – Jakby to… - Podrapał się po karku, a Aomine z Kagami zaczęli się domyślać, że coś jest nie tak.
 - Umarł? – szepnął Taiga.
 - Żyje, żyje – zapewnił Kise i nerwowo się uśmiechnął. – Po prostu… Spanikowałem trochę i ten… - Odwrócił wzrok, chcąc uwolnić się od czujnych spojrzeń. – Kurokocchi miał po prostu kilka drzazg w nodze, lekkie rozcięcie na czole i skręcony nadgarstek. Nic mu oprócz tego nie jest.
 Aomine miał ochotę przenieść swoje ręce z ramion Kise na jego szyję. Powstrzymywał się tylko dlatego, że szpital był miejscem publicznym i ciągle ktoś chodził po korytarzu. Kagami natomiast usiadł na najbliższym krześle i wyglądał na osobę kompletnie załamaną, która ma ochotę się rozpłakać i nie wie, co się wokół niej dzieje.
 - Kise… - warknął Daiki, a Ryouta miał zamiar uciec, ale silne ręce ciemnoskórego mu to uniemożliwiły. – Ja cię zabiję! Jedyną osobą, która dziś umrze, będziesz ty!
  
                                                                 ~*~

      Kagami i Aomine padli z powrotem na łóżko.
 - Nigdy więcej. – Taiga wtulił się w poduszkę. – Nigdy więcej nie wsiądę do twojego samochodu w środku nocy.
 - Mówiłem, że jestem mistrzem kierownicy. – Daiki objął go ramieniem. – Nic się nie stało. Ale następnym razem nie będę się powstrzymywał przed uduszeniem tej cioty. Jak można pomylić skręcenie nadgarstka ze śmiercią?!
 - To Kise. – Odpowiedź Kagamiego była krótka i na temat.
 Obaj westchnęli cicho i poprawili poduszkę. Po kilku sekundach Taiga poczuł dłoń Aomine na swoich plecach.
 - Co ty wyrabiasz? – mruknął, chcąc się przespać.
 - Obiecałeś mi seks z rana. – Na twarzy ciemnoskórego pojawił się zboczony uśmiech. – Jest szósta, czyli rano.
 Taiga spojrzał na niego z niedowierzaniem. Gdyby miał siłę, zwaliłby go z łóżka i wypędził z sypialni.
 - Daj mi się wyspać – warknął, po raz kolejny przytulając się do poduszki.
 - Ale skoro obaj nie śpimy i mamy…
 - Chcę spać! – Uciął mu Kagami i przekręcił się na bok, odwracając się do niego plecami.
 - Ej, obiecałeś!
 - Umrzyj.

_________________________________________________________________________________