niedziela, 22 listopada 2015

AoKaga- A może jednak szczęście? Cz.10 (ostatnia)

Uff.... Wreszcie to skończyłam :D Nie wiem, czy mam się cieszyć, czy płakać, bo to już koniec tej histori...

 Ale nie marwtcie się, wkrótce wymyślę inną! Na razie planuję się zabrać za MuraAo, ale co  tego wyjdzie- pojęcia nie mam... Tak wiem, szalona ja XD O tym paringu nie ma dużo w internecie, a szczerze mówiąc, to mnie zaciekawił..

 Jeśli jakimś cudem uda mi się to napisać, to będzie dobrze XD A wy macie może jakieś konkretne zamówienie na inną historię? Jakiś one-shot mogę napisać.. ;)
_____________________________________________________________________________________


 

 ~Aomine~

   Kiedy przy mnie leżał, wydawał się być spokojny i słodki. Na co dzień jest dzikim tygrysem, którego umiem już okiełznać, ale walka z nim jest naprawdę interesująca. Podnieca mnie. Sprawia, że chcę więcej. Zabawne, bo kiedyś sądziłem, że tylko duże cycki potrafią wywołać u mnie takie emocje. Jak widać tylko ta bestia potrafi mnie zaspokoić. Powiedziałem mu kiedyś, że jest dla mnie najlepszym przeciwnikiem. To prawda. Naprawdę dobrze mi się z nim gra. Jednak on ogólnie jest najlepszy. Nie tylko na boisku. Jest najlepszą rzeczą, jaka mi się do tej pory przytrafiła. Nieziemskie szczęście. Prawdziwa miłość. Może to i głupio brzmi z ust kogoś takiego jak ja, ale taka jest prawda. Nie umiałem sobie nawet wyobrazić lepszej drugiej połówki. A nie… W sumie to potrafiłem. Wizja Kagamiego z cyckami wyglądała naprawdę imponująco, lecz to tylko moja wyobraźnia. Kocham go takiego, jakim jest. Uf, cudem mi to przez gardło przeszło. Już myślałem, że się uduszę. Ech, czego to się nie robi dla swojego kochanka?

 Obudziłem się pierwszy, co bardzo mnie zaskoczyło. Należę do śpiochów, których trzeba niemalże siłą zwalać z łóżka, a tu proszę… Jednak to, że mój sen skończył się wcześniej, nie znaczy, że opuściłem łóżko. Wręcz przeciwnie. Mocniej wtuliłem się w Taigę, który mruknął coś pod nosem, ale po chwili głośno westchnął. Mój tygrys… Tylko mój. Nie chciałem, by ktoś nam tym razem przeszkodził, więc sięgnąłem na szafkę, gdzie Kagami odłożył telefon, a po chwili wyłączyłem jego komórkę. Prawdopodobnie mnie za to później opieprzy, ale trudno. Chcę z nim spędzić cały dzień. Olać szkołę, trening, Momoi, sprawdzian z matmy… Kagami ważniejszy. Najważniejszy. Jeżeli ja powiedziałem coś takiego, to znaczy, że naprawdę mi na kimś zależy. Ten kretyn ma niezłego farta, że padło na niego. Do tej pory moje serce zajmowała koszykówka. Teraz połowę miejsca zajmuje Taiga. Pokochałem go tak, jak kosza. Nie, pokochałem go mocniej. I nie chcę przestać kochać. Pragnę, by zawsze ze mną był.

 Poczułem, jak Kagami zaczyna się wiercić. Oho, tygrysek zaraz otworzy oczy…

 - Dzień dobry, kochanie – pocałowałem go w policzek. Zaraz sam będzie błagał o więcej, wystarczy chwilę poczekać…

 - Tia… - ziewnął. – Przestań się do mnie kleić! – warknął nagle, próbując wstać z łóżka.

 Popchnąłem go z powrotem na pościel, przygniatając jego nadgarstki do poduszki.

 - E, okresu dostałeś? – spytałem ze zdziwieniem. – Przecież wczoraj był świetny wieczór, więc co cię ugryzło?

 - N-No właśnie to wczoraj… - szepnął. – Oboje jesteśmy facetami! Nie czujesz się ani trochę skrępowany?!

 - Nie, czemu miałbym się tak czuć? Kocham cię, a seks z tobą to czysta przyjemność.

Chciał coś powiedzieć, ale zamknął usta, gapiąc się na mnie. Cholera… Czemu te idiota musi tak na mnie działać?

 Pochyliłem się nad nim, całując go namiętnie w usta. Zamruczał chicho, wpuszczając mój język do środka. Czemu cię tak kocham, Taiga? Czemu akurat ty? Cóż, podobno miłość nie wybiera…

 - Zaraz, która godzina? – spytał nagle Kagami, przerywając pocałunek. No, tygrysie! Nie przerywaj!

 Wziął telefon do ręki, a gdy zobaczył, że jest wyłączony, zmarszczył gniewnie brwi i spojrzał na mnie z chęcią mordu wypisaną na twarzy.

 - WYŁĄCZYŁEŚ MOJĄ KOMÓRKĘ?! – ryknął. Aż musiałem uszy zatkać. Jak przez niego ogłuchnę, to gorzko pożałuje!

 - Jak raz nie pójdziesz do szkoły, to się chyba nic nie stanie, nie? – pomasowałem obolałą głowę. Jak chce, to potrafi wrzasnąć…

 - Nie możesz tak bezkarnie dobierać się do mojego telefonu, idioto!

 - Dobierać to ja się będę do ciebie – mruknąłem, całując jego szyję. – Chciałem ci po prostu…

 Nie zdążyłem dokończyć, gdyż ten kretyn najpierw przywalił mi w bok, a później znalazł się nade mną ze wściekłym wyrazem twarzy.

 - Nigdy więcej tego nie rób- wysyczał. – Nigdy.

Wpił się gwałtownie w moje usta. Zaraz, zaraz… Nie rozumiem. Chce mnie ukarać, czy sprawić mi przyjemność? Eh, jednak go jeszcze nie rozgryzłem.

 - Przez ciebie boli mnie tyłek – powiedział nagle, przerywając całowanie mojej szyi.

 - To chyba znaczy, że… - zacząłem z pewnym siebie uśmieszkiem.

 - Teraz ci się odwdzięczę – dokończył.

 Uśmiech momentalnie zszedł mi z twarzy. Mam być uke?! Mówiłem mu już, że się nie nadaję na bycie na dole! Jestem na to zbyt zajebisty! To JA mam pchać, nie on! W dodatku nikt nigdy mnie nie pchał… Nie wiem, jakie to uczucie… A pewnie boli…

 - Naprawdę nie musisz… - zaśmiałem się nerwowo.

 - Och, ale chcę ci podziękować – uśmiechnął się złośliwie. – Czyżby wielki Aomine Daiki się bał?

 - Ja się niczego nie boję, głąbie! – krzyknąłem.

 - W takim razie obróć się na plecy albo ci w tym pomogę.

 - Nie mam zamiaru spełniać twoich erotycznych zachcianek – prychnąłem.

Poczułem, jak Kagami mocno zaciska swoje ręce na moich ramionach. Chwilę później leżałem już na brzuchu, ale nie mam pojęcia, jak to się stało. Kurwa… Jak chce, to potrafi postawić na swoim.

 - Taiga! – krzyknąłem. – Złaź ze mnie! Nie chcę być uke! Taiga!

 - Spokojnie, trochę poboli, za jakiś czas przestanie, kochanie – Ostatnie słowo wyraźnie zaznaczył. Skurwiel jeden, myśli, że może mnie przedrzeźniać?!

Szarpanie się w niczym mi nie pomogło. Tylko wzmocnił uścisk i wbił mi paznokcie w skórę. Cholera, nieźle wpadłem…

 Poczułem coś zimnego i lepkiego w swoim odbycie. Wlał mi tam oliwę?! No w sumie będzie mniej boleć, ale… To ja mam być na górze!

 - Taiga – jęknąłem. – Zamień się w tej chwili.

 - Też chcę cię okiełznać, bestio – Pocałował mnie w szyję, tym samym sprawiając, że na sekundę zapomniałem o całym świecie. I to był mój kolejny, poważny błąd. Kiedy byłem zajęty myśleniem o jego ustach na swoim uchu, zaczął we mnie wchodzić.

 - Aaałł! – krzyknąłem. Nie sądziłem, że jego penis jest taki gruby…

 Wcisnąłem twarz w poduszkę, a dłonie zacisnąłem na kołdrze. Boli! Tyłek mnie strasznie piecze! Zabiję go za to… Zabiję.

 Jęknąłem, gdy zaczął się poruszać. Zacisnąłem zęby i wydałem z siebie kolejny jęk. Zrobił to bez żadnego przygotowania. Drań jeden, ja starałem się, by go jak najmniej bolało, a on co?! W taki sposób mi się ,,odwdzięcza”?! To chyba jednak kara za wyłączenie tego cholernego telefonu…

 Ał! Boże, jaki on jest gruby… Albo ja jestem wyjątkowo ciasny.

 - Rozluźnij się, kochanie – wymruczał do mojego ucha.

 - Kretyn – sapnąłem.

 Muszę jednak przyznać, że po niedługim czasie zaczęło mi to sprawiać przyjemność. Oboje doszliśmy, a po chwili usłyszałem jego ciche westchnięcie. Ułożył się obok mnie i położył mi rękę na głowie.

 - Ciasny jesteś – skomentował. – Ale i tak było bosko.

 Przekręciłem się na plecy i złączyłem nasze usta w pocałunku. To chyba miała być kara, ale pomieszana z przyjemnością… Przynajmniej ja tak to odczułem.

 - Idę zrobić śniadanie – Odezwał się i założył bokserki.

 Chciałem wstać, ale ból tyłka był tak duży, że natychmiastowo padłem z powrotem na łóżko. Kurwa… Chyba przez najbliższe kilka dni będę miał problemy z siedzeniem. A niech cię, Taiga… Tak mnie załatwić.

 Uśmiechnąłem się pod nosem. Związek z nim zapowiada się interesująco. Najpierw ja byłem w nim, potem on we mnie… Jednak wolę być seme. Tak będzie bezpieczniej dla mojego tyłka. I górowanie sprawia mi więcej satysfakcji. Nie żebym narzekał, bo to było przyjemne, ale pełnienie roli uke nie jest dla mnie.

 - Czyżbyś nie mógł wstać? – zaśmiał się Taiga, wchodząc do pokoju. Niósł ze sobą tacę, na której były dwa talerze wypełnione naleśnikami. Um, chyba opłacało się posiedzieć w łóżku. – Dostaniesz jak się ubierzesz!

 Z ogromnym trudem wstałem z materaca. Złapałem się za pośladki i jęknąłem.

 - Może jednak trochę przesadziłem…? – mruknął Taiga.

 - Trochę? TROCHĘ?! – krzyknąłem. – Ty przynajmniej możesz normalnie chodzić! Następnym razem to ja ci się ,,odwdzięczę”, kretynie! Poczekaj no, niech tylko ból mi przejdzie…

 Cudem jakimś udało mi się założyć bokserki. Mówię wam, pieczenie było straszne.

 - Idź weź ciepły prysznic – poradził mi Kagami, gdy skończyliśmy jeść. – Powinno pomóc.

 - No normalnie dobra wróżka z ciebie – prychnąłem.

 Tego dnia nasz związek się pogłębił. I to dosłownie. Chciałem spędzić z nim cały dzień, to spędziłem. Wprawdzie ciągle leżałem w łóżku lub na kanapie, ale to szczegół. Tyłek mnie tak bolał, że nawet za sto pornosów nie wyszedłbym na dwór. Ale to miało też swoje plusy. Taiga się mną zaopiekował, zrobił coś dobrego do żarcia, obejrzeliśmy mecz koszykówki… W sumie to całkiem fajnie spędziłem z nim czas. Brakowało tylko naszego one-on-one. On też sobie odpuścił, bo nadal odczuwał skutki uboczne naszej ,,zabawy”. Nocowałem u niego częściej, co w ogóle mu nie przeszkadzało. Ech, on jest moim największym szczęściem.

 

 

  Jesteśmy razem od sześciu lat. Zostałem policjantem, on wybrał zawód strażaka. Kosz nadal jest naszą pasją, ale nie poświęcamy jej tyle czasu co kiedyś. Mamy wspólne mieszkanie (oczywiście łóżko też), dobrze się dogadujemy, regularnie się kochamy… Jednym słowem jest zajebiście. A wiecie co jest najśmieszniejsze? Tetsu okazał się być gejem. Jego związek z Akahim ujawnił się na koniec liceum. Jakie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem ich w szatani rozebranych do połowy i całujących się! Szok do końca życia. Mówię wam, takiej traumy nigdy nie zapomnę. Wprawdzie sam całuję się z chłopakiem, ale jednak to było mocno zaskakujące. Zwłaszcza, że nigdy bym nie podejrzewał akurat tej dwójki o pedalstwo… Już prędzej oskarżyłbym o to Kise.

 A, jeszcze jedna, ważna informacja- to ja jestem częściej seme, ale zdarzają mi się dni dobroci dla tygryska, kiedy pozwalam mu dominować. Uwierzcie, związek z nim to czysta przyjemność. W życiu bym sobie nie podarował, gdybym pozwolił mu odejść. Spotkało mnie wielkie szczęście.
___________________________________________________________________________________




sobota, 21 listopada 2015

AoKaga- A może jednak szczęście? Cz.9

Sama siebie zaskoczyłam tym rozdziałem... To jedno z moich pierwszych yaoi, ale tu napisałam ,,bardziej na ostro".. jak dla mnie wyszło całkiem dobrze, ale ocenę pozostawiam Wam ;) Wyjątkowo łatwo i szybko napisało mi się tę część. A myślałam, że sprawi mi najwięcej kłopotów...

 Jeszcze jedno pytanie, ale dotyczące opowiadania Akina x Aomine: Wolicie żeby pokolenie Cudów rozeszło się do różnych liceum, czy mają zostać razem? Mam już pomysły na oba, ale wolałabym, by wam przypadło bardziej do gustu ;) To która opcja?
 ____________________________________________________________________________________

 
 

 ~Kagami~

  Po co ten kretyn za mną lezie? Nie mam zamiaru dać mu się wykorzystać. Już siedział u mnie wystarczająco długo, na dodatek zżera mi zapasy z lodówki! Mam tego dość! Nie żebym nie lubił jego towarzystwa… Po prostu czasem czuję się wykorzystywany.

 Doszliśmy do progu mojego mieszkania. Zobaczyłem na twarzy Aomine pewny siebie uśmieszek. Co on, do jasnej cholery, planuje…?

 Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka, chcąc szybko je zamknąć, ale przeszkodziła mi w tym stopa Daikiego.

 - Jeśli zaraz nie zabierzesz tej nogi, wylądujesz w szpitalu! – warknąłem.

Cisza. Żadnej odpowiedzi. Zaciął się czy co? Czemu nie odpowiada? I dlaczego spuścił głowę? Po co stoi w progu? Nie może sobie odpuścić?

 - Aomine? – spojrzałem na niego uważnie.

 Nie zdziwiłbym się, gdyby nagle pchnął drzwi albo udał, że zrobiło mu się słabo. Patrzyłem na niego w oczekiwaniu na jego kolejny ruch, ale nic nie zrobił. Chce grać na czas? Zmarnować całą moją cierpliwość? Nie wyjdzie mu, sam nie należy do osób cierpliwych. W co on gra? Zaczynałem się lekko irytować jego zachowaniem. No ile można milczeć i stać w bezruchu w jednym miejscu!? Co on sobie wyobraża?! Kretyn jeden, już ja mu pokażę…

 - Aomine! – podniosłem głos. – Jeśli chcesz sobie żarty stroić, to nie wybrałeś odpowiedniego momentu! Nie mam nastroju na twoje fochy, więc zabieraj stopę!

 I znów mi nie odpowiedział. Zamiast tego uniósł głowę, spojrzał mi z powagą w oczy i odezwał się:

 - Nie chcę.

 Nie chce? Nie chce odejść spod moim drzwi? Przecież ma własne mieszkanie. Własny pokój, kuchnię, łóżko, łazienkę… Czemu woli zostać u mnie? Co jest lepszego w moim mieszkaniu?

 - Ale ja chcę mieć święty spokój – powiedziałem, starając się na opanowany ton głosu.

 - Kochasz mnie? – spytał nagle, wprawiając mnie tym samym w osłupienie.

 - C-Co…? – wyszeptałem.

 - To, co słyszałeś.

 Zauważyłem, jak spojrzał na mnie z pewnością, ale też odrobiną… lęku? Co jest z nim nie tak…? Co się dzieje? Czemu się tak dziwnie zachowuje? I po co tak nagle o to spytał? A, to jest ta jego strategia! Chce mnie wziąć na litość! O nie, mój drogi, ze mną nie tak łatwo.

 - Grasz na czas, czy chcesz mnie wkurzyć? – patrzyłem na niego z uwagą.

 - Zadałem ci pytanie - Spojrzał na mnie tak intensywnie, że myślałem, iż spalę się ze wstydu.

 Czy on nie wie, że takich pytań nie zadaje się stojąc u kogoś w drzwiach?! Pytać się o takie rzeczy na klatce schodowej?! A jak sąsiedzi usłyszą?

 - Czy ty mnie ko… - zaczął głośniej. Złapałem go za koszulkę i siłą wciągnąłem do swojego mieszkania.

 - Zamknij się! – zatrzasnąłem drzwi, po czym spojrzałem na niego z mordem wypisanym na twarzy. – Co ci w ogóle odbiło?!

Milczał. Stał w przedpokoju na przeciwko mnie i cały czas mi się przyglądał. Dlaczego…? Dlaczego on tak dziwnie patrzy?

 - Co ci…?!

 - Kocham cię – Te dwa słowa sprawiły, że wmurowało mnie w podłogę.

 Gapiłem się na Aomine w totalnym szoku. Czy… Czy on właśnie wyznał mi miłość? Planował to? Dlatego się ze mną założył? On naprawdę mnie kocha? Chłopak, który mi się podoba, o którym ciągle myślę, powiedział ,,Kocham cię”. Czy to nie jest naciągane? Nie… On mówił prawdę. Uczuciami człowieka nie wolno się bawić. Jest tego pewien? Pewien, że to jest miłość? Czemu powiedział to tak nagle? Długo nad tym myślał? Chciał, by to wyszło w ten sposób, czy to była decyzja spontaniczna?

 Nie wiem, ile tak stałem i milczałem, ale Aomine w końcu nie wytrzymał. Podszedł do mnie, a po chwili poczułem jego wargi na swoich ustach. Pocałował mnie. Ale nie tak, jak do tej pory. To nie był ostry i dziki pocałunek. Ten całus był delikatny, ale jednocześnie namiętny, pokazujący jego uczucia. On… naprawdę mnie kocha. Czuję to. Czuję jego miłość.

 Oddałem pocałunek, przyciągając go jeszcze bliżej siebie. Poczułem, jak obejmuje mnie w pasie i zaczyna na mnie mocniej napierać.

 I wtedy już byłem pewien.

 - Mmm… - wymruczałem, gdy przygryzł płatek mojego ucha. – J-Ja też cię k-kocham…

 Oderwał się na chwilę od mojej szyi i spojrzał mi w oczy. Jeszcze nigdy w życiu nie widziałem u niego takiego szczęścia. Gdyby tylko umiał latać, pewnie już szybowałby wśród obłoków na niebie.

 - Taiga… - szepnął. – Ty… Taiga…

Rzucił się na mnie, mocno mnie przytulając. Objąłem go w pasie i wdychałem jego zapach. Mocniej się w niego wtuliłem i cicho westchnąłem. Więc to takie uczucie, mieć przy sobie kogoś, kogo się kocha… To tak ogromne szczęście, tulić ukochanego człowieka… On jest ważniejszy nawet od kosza. On jest teraz najważniejszy. Tylko mój. Moja bestia.

 - Aomine… - zacząłem, ale mi przerwał.

 - Ćśś.. Taiga, nic nie mów – Złożył na moich wargach czuły pocałunek. – Nie musisz… Cisza jest wystarczająca.

 Ponownie złączył nasze usta w pocałunku, cały czas mnie obejmując. Kto by pomyślał, że taki potwór może mieć słabość do kogoś takiego jak ja? Do faceta. Życie mnie już chyba bardziej nie zaskoczy. No chyba że okazałoby się, że Kuroko też jest gejem. To byłby szok.

 Zaczął na mnie bardziej napierać, zmuszając moją osobę do cofania się. Gdyby nie kanapa, wylądowałbym zapewne na podłodze. Usiadł na mnie okrakiem, cały czas całując moje usta. Z radością oddawałem każdy pocałunek. Wsunął mi ręce pod koszulkę, a po chwili górna część mej garderoby znalazła się na podłodze. No tak. A czym innym to mogłoby się skończyć? Na romantyczną kolację raczej nie mam co liczyć.

 Chcę tego. Nigdy wcześniej nie miałem takiej ochoty na seks. Żadna osoba nie wzbudziła we mnie takiego pożądania. On jest pierwszy. I nie chcę, by kiedykolwiek ktoś miał go zastąpić.

 Kiedy zaczął odpinać pasek moich spodni, złapałem go za dłoń.

 - Nie tutaj… - szepnąłem.

 Od razu zrozumiał. Złapał mnie za nadgarstek i zaczął iść w stronę sypialni. Szybko się rozgościłeś, co, Daiki? W końcu teraz to też częściowo twój dom…

 Westchnąłem, gdy popchnął mnie na łóżko. Całował moją szyję, tors, uszy, barki… To było przyjemne. Chciałem więcej… Więcej, coraz więcej.

 Pozbył się moich spodni, a po chwili też jego jeansy znalazły się na podłodze. Zostaliśmy w samych bokserkach.

 - Taiga… - zaczął, przerywając swoje pocałunki. – Jeśli nie chcesz…

 - Zamknij się i kontynuuj – Czułem, że nie wytrzymam, jeśli go dziś nie poczuję. Zwłaszcza, że miałem sporą erekcję.

 Uśmiechnął się łobuzersko i nachylił się nad moim uchem.

 - Mówiłem, że się w końcu skusisz? – szepnął.

 Drań jeden, raz miał rację i już to perfidnie wykorzystuje!

 Spiąłem się, gdy pozbył się naszych bokserek. Z bliska jego członek wygląda na jeszcze większego. Cholera, będzie bolało… Może to jednak nie był najlepszy pomysł…?

 - Masz lubrykant lub coś takiego? – spytał nagle. – Jeśli tego nie użyjesz, będzie jeszcze bardziej bolało.

 - Mam oliwkę w kuchni na szafce…

 Po chwili wrócił, trzymając w ręku oleistą ciecz. Poczułem, jak przebiegł mnie dreszcz podniecenia. I wtedy coś sobie uświadomiłem.

 - Ej! – krzyknąłem, wprawiając go w nagłe osłupienie. – Czemu ty masz być na górze?!

 - Bo tak – odpowiedział, siadając na łóżku i otwierając oliwę. – Przekręć się na plecy.

 - Nie – Wyrwałem mu oliwkę i spojrzałem na niego twardo. – Ty się przekręć.

 - Oszalałeś? Ja będę seme!

 - No chyba nie! Nie chcę być uke!

 Zaczęliśmy się przepychać. Usiadł na mnie, ale udało mi się go zepchnąć. Nie mam zamiaru pod nim leżeć. To, że jest lepszy na boisku, nie znaczy, że wygra ze mną w sypialni. Wejdę w niego, choćbym miał później trafić do szpitala!

 Nagle usłyszałem dźwięk telefonu. Odruchowo spojrzałem na szafkę, gdzie leżała moja komórka, i to był poważny błąd. Aomine wykorzystał sytuację i przekręcił mnie na plecy, przygniatając mnie do łóżka.

 - To nie było fair! – krzyknąłem, chcąc się wyrwać, ale przycisnął mnie jeszcze mocniej.

 - Trzeba korzystać z takich okazji, tygrysie – mruknął i pocałował mnie w kark.

 Cholera, to chyba mój słaby punkt…

 Zamruczałem cicho, odruchowo odchylając lekko głowę, by dać mu więcej miejsca. Wziął do ręki oliwę i wlał mi jej trochę do odbytu. Zimne. Nieprzyjemne uczucie. Nawet w łóżku z nim przegrałem… Po chwili poczułem, jak wkłada we mnie dwa palce i natychmiastowo się spiąłem.

 - Rozluźnij się, bo nic z tego nie wyjdzie – ponownie pocałował mnie w kark, pomagając mi się tym samym rozluźnić.

 Nie czekałem długo na dalszy rozwój wydarzeń. Wszedł we mnie powoli, a ja cudem zdusiłem w sobie krzyk. Jęknąłem głośno i przycisnąłem twarz do poduszki. Boli, boli, cholernie boli! Ach! Jak długi jest jego penis?!

 - W porządku? – spytał nagle.

 Wziąłem głęboki wdech, jeszcze bardziej się rozluźniłem i stwierdziłem, że to uczucie jest całkiem przyjemne.

 - Mhm – przytaknąłem.

 Kiedy zaczął się poruszać, krzyknąłem. Przerwał.

 - N-Nie przerywaj… - jęknąłem.

 Było mi tak dobrze… Przyjemne ciepło rozeszło się po całym moim ciele, a kropelki potu zaczęły spływać mi z czoła. Nie sądziłem, że on będzie pierwszą osobą, która doprowadzi mnie do takiego stanu. Aomine Daiki, chłopak, który wyznał miłość, jest jedną z najlepszych rzeczy, jakie mnie do tej pory spotkały. Na początku myślałem, że mam pecha, skoro poznałem takiego zarozumialca. Teraz z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że to było największe szczęście, jakie mam. Jest ważniejszy od kosza, od przyjaciół… Jest najważniejszy.

 Zacisnąłem palce na poduszce i wydałem z siebie kolejny jęk. Boże, jak cudownie… Czemu się wcześniej opierałem?

 Nagle poczułem w sobie coś ciepłego i lepkiego. Doszedł. Ja po chwili też. Padł na mnie, ciężko dysząc. Pocałował mnie w kark i szepnął:

 - Byłeś wspaniały, kocie. Prawdziwy z ciebie tygrys.

 Przekręciłem głowę i spojrzałem na jego twarz. Wyrażała spełnienie, prawdziwe szczęście i zmęczenie.

 - Ty też – powiedziałem.

 - A jednak wygrałem zakład – pocałował mnie namiętnie w usta.

 - Kretyn – warknąłem.

 Uśmiechnął się w odpowiedzi i przykrył nas kołdrą. Objął mnie ramieniem, a ja cicho westchnąłem. Czemu musiałem pokochać akurat ciebie? Już ja ci się odwdzięczę za dzisiaj… kochanie.
___________________________________________________________________________________





czwartek, 19 listopada 2015

AoKaga- A może jednak szczęście? Cz.8


Pisałam na szybko, więc przepraszam za błedy, które (zając mnie) na pewno się tu pojawią... :/
____________________________________________________________________________________

  ~Aomine~

  Ech… Tetsu nigdy nie miał wyczucia czasu. Kiedyś wszedł do szatni, gdy tylko ja w niej byłem, i prawie przyłapał mnie na… Ekhm… Robieniu sobie dobrze. Szczęście, że się wtedy powstrzymałem! Wprawdzie to jest normalna potrzeba każdego faceta, jednak wolałbym, by nikt tego nie widział.

 Ponownie spojrzałem w lustro. Ta malinka, którą zrobił mi Kagami, jest całkiem widoczna. Zabiję go za to. Pocieszam się myślą, że u niego to bardziej widać. Mówiłem już, że on jest jak dzika bestia. Jak tygrys. Trudno nad nim zapanować, ale wystarczy znać kilka jego słabych punktów, odpowiednio się zbliżyć i może stać się bardzo potulny. Chociaż z drugiej strony podoba mi się ten jego opór. Rywalizacja z nim jest naprawdę interesująca.

 - Pospiesz się, bo muszę wychodzić! – krzyknął Kagami, wchodząc do łazienki.

 - Spokojnie, kochanie, przecież już idę – odpowiedziałem i wyminąłem go w drzwiach. Chciałem go objąć, ale się odsunął. – Oj, tygrysek pokazuje pazurki? – zaśmiałem się.

 - Ty mnie nie nazywaj kochaniem ani tygryskiem, tylko opuść wreszcie mój dom!

 - Przyjdę tu z tobą wieczorem po treningu.

 - Nie wpuszczę cię.

 - I tak wejdę.

 - Wywalę cię za drzwi.

 - Nie wywalisz.

 - Wywalę.

 - Nie.

 - Tak.

 - Nie.

 - Tak.

 - Chcesz się założyć? Jeśli ci się uda wywalić mnie z mieszkania, nie odwiedzę cię do końca tygodnia, ale jeśli temu nie podołasz, nocuję u ciebie do soboty. To jak, kochanie? – zacisnął pięści i zmarszczył brwi. Musi podjąć ważną decyzję. Widać było, że się zastanawia. Postanowiłem przyspieszyć jego odpowiedź. – Tchórz. – skwitowałem.

 Reakcja była natychmiastowa. Złapał mnie za kołnierz koszulki i szybko do siebie przyciągnął. Prawie stykaliśmy się czołami.

 - Nie. Jestem. Tchórzem!  - wycedził przez zaciśnięte zęby. – Zgadzam się na twój pieprzony zakład!

 - Pieprzyć to my się będziemy niedługo, kocie, bo gwarantuję ci, że przegrasz. Jak zwykle zresztą. – wpiłem mu się w wargi, co skończyło się źle dla mojego języka, gdyż ten kretyn mnie ugryzł. Skandal! Ja próbuję mu trochę uczuć okazać, a ten mnie gryzie! – Ała!

 - Nie zapędzaj się, głąbie, bo zaczynam żałować, że cię u siebie przenocowałem – warknął.

 - Nie żałujesz – uśmiechnąłem się pewnie. – Obaj dobrze wiemy, że podobała ci się ta noc i chętnie byś ją powtórzył. – Zbliżyłem się do jego ucha. – Może nawet z pikantnym dodatkiem, hmm?

Spalił buraka, po czym odwrócił wzrok. Gdy się zarumieni, wygląda słodko. Jak prawdziwy kot.

 - Nie – odpowiedział po chwili.

 - No to świe… CO?! – wykrzyknąłem z niedowierzaniem. Aż tak chce bronić swojego tyłka? Chyba będzie ciężej niż myślałem… Będę musiał zastosować bardziej skuteczne i łóżkowe metody… Już ja mam swoje sposoby, by namówić kogoś (w tym przypadku tego idiotę) do upojnej nocy.

 - To, co słyszałeś – Skrzyżował ręce na klatce piersiowej i spojrzał na mnie twardo. Nie jest prawiczkiem, ale wpuścić mnie do siebie nie chce, drań jeden.

 - Gwarantuję ci, że wkrótce zmienisz zdanie.

 Poszedłem do holu, założyłem buty i wziąłem swoją torbę, po czym spojrzałem na Taigę ze zniecierpliwieniem.

 - Pospiesz się – ponagliłem go. – Ile jeszcze będę musiał na ciebie czekać, ośle?

 Wymamrotał jakieś przekleństwo pod moim adresem, po czym zamknął za nami drzwi. Przez pewien czas szliśmy razem, ale żaden z nas się nie odezwał. W końcu zatrzymałem się.

 - To do później, Taiga! – pomachałem mu, a po chwili skręciłem w boczną ulicę. Coś mi tam odpowiedział, ale nie słyszałem co.

 Całą drogę do szkoły myślałem o tym, jak to jest się kochać z chłopakiem. Z tym konkretnym chłopakiem, który ma dziwnie zmutowane brwi i zachowuje się jak nieokiełznana bestia. To musi być dzikie, ale jednocześnie przyjemne. Ciekawe, czy jest długi…? Albo ciasny? Czy to boli, kiedy ktoś w ciebie wchodzi? Będzie mi musiał na to pytanie odpowiedzieć, bo ja nie zamierzam być uke. On w tym związku jest kobietą, więc on będzie na dole. Proste, logiczne.

 - Dai-chan! – Kiedy Momoi podbiegła do mnie i mnie przytuliła, miałem wrażenie, że zmiażdży mi płuca. Jeszcze swoimi cyckami kiedyś komuś krzywdę zrobi… - Gdzieś ty był?! Nie odebrałeś telefonu…

 - Aaa… Rozładował mi się – wymyśliłem szybko jakieś kłamstewko. No przecież nie powiem jej, że byłem zajęty całowaniem się z chłopakiem! Albo że z nim spałem…

 - Ech, ale mogłeś chociaż oddzwonić! – wzięła się pod boki i spojrzała na mnie podejrzliwie. – Dai-chan, czy ty coś ukrywasz?

 - N-Nie! Skądże! Ja miałbym się okłamywać? – machnąłem szybko rękami i uświadomiłem sobie, że to nie wyglądało naturalnie.

 - Dość często ci się to zdarza… Chcesz o czymś pogadać?

 Ta, pewnie. O tym, że zakochałem się w chłopaku, spałem z nim, całowaliśmy się i chcę się z nim pieprzyć. Idealny temat na rozmowę z dziewczyną.

 - Nic mi nie jest, więc daj mi święty spokój. Czeka mnie jeszcze męczarnia z Riko.

 - Przynajmniej trochę dzięki temu potrenujesz! Musisz się wreszcie wziąć do roboty!

 - No przecież ja cały czas ćwiczę! Tylko nieco inaczej niż wszyscy, to wszystko.

 Poszedłem do właściwej klasy, a paplająca Momoi szła za mną. Dziewczyny są czasem
(często) irytujące. Może bycie gejem wcale nie jest takie złe…? Chłopcy nigdy tyle nie gadają (wyjątkiem jest Kise, ale nie o nim mowa), więc przynajmniej będę miał spokój z Kagamim. On nie będzie mi gderał nad uchem o jakiś pierdołach, typu ubrania, kosmetyki czy sławni aktorzy. Z nim można pogadać o koszu, o koszykarzach… I o sprawach, o których faceci powinni sobie mówić. Wiecie, te męskie tematy. 

 

 Kiedy wszedłem do szatni, Kagami już tam był. Nie zwróciłem szczególnej uwagi na resztę drużyny. Interesowała mnie jedna, konkretna osoba.

 - Dzień dobry, Aomine-kun. – Nagle przede mną zjawił się Kuroko, ale byłem na to psychicznie przygotowany.

 - Yo, Tetsu – Poczochrałem go po włosach, doskonale wiedząc, że to jedna z rzeczy, których on naprawdę nie cierpi.

 - Prawie się spóźniłeś – wytknął mi Taiga.

 - Prawie robi dużą różnicę – Podszedłem do swojej szafki i zacząłem się przebierać. – Momoi mnie zatrzymała. A, Tetsu, chciała się z tobą jutro spotkać.

 - W jakiej sprawie? – spytał Kuroko.

 - A bo ja wiem? – wzruszyłem ramionami. – Mówiła tylko, że to coś ważnego.

 Poszliśmy na salę, gdzie czekała już trenerka. W ręku miała jakąś kartkę, na której były podejrzanie wyglądające hieroglify. Czyżby kolejny śmiertelny zestaw ćwiczeń?

 - O, wreszcie jesteście! – Zauważyła nas, po czym kazała nam się ustawić w szeregu. – Znacie taką grę w policjantów i złodziei?

 - Akashi-kun nam kiedyś o tym mówił – odezwał się Kuroko. Jezu, na samo wspomnienie tej ,,gry” dostaję gęsiej skórki. Prawie mnie wtedy przebił nożyczkami na wylot, gdy chciałem mu uciec! Byłem złodziejem, a on chciał mnie złapać, ale był za wolny. Dostałem wtedy takich palpitacji serca, że nawet nie pamiętam, jak znalazłem się w swoim pokoju.

 - Tia… - westchnąłem. – Są dwie grupy, jedna goni drugą. Banał.

  I tak oto zaczęliśmy grać. Wcześniej trenerka podzieliła nas na dwie drużyny. Ja byłem tym razem policjantem, a Kagami wcielił się w rolę złodzieja. Myślę, że największy problem może stanowić Tetsu. Był w grupie gangsterów, a jego zdolność znikania może być kłopotliwa.

 Pierwszą osobą, którą zobaczyłem, był Izuki. Już go prawie dorwałem, ale wtedy z krzaków wybiegł Kagami, a gdy mnie zobaczył, zamarł na chwilę, po czym rzucił się do ucieczki. Od razu pognałem za nim, kompletnie zapominając o poprzedniej ofierze. Taiga był więcej wart. I muszę się przy nim bardziej wysilić. A to właśnie lubię- wyzwania.

 - Mam cię! – krzyknąłem, kiedy złapałem go za przedramię. – Już mi nie uciekniesz, tygrysie.

  Na początku chciał się wyrwać, ale w końcu zrezygnował. Przyprowadziłem go do ,,więzienia”, czyli do magazynku, i poszedłem szukać reszty. Dokładniej interesowała mnie jedna osoba- Tetsu.

 Zacząłem błądzić po szkolnych korytarzach i uważnie się rozglądałem. Starałem się wychwycić każdy, nawet najcichszy dźwięk. Kuroko najłatwiej było znaleźć po odgłosach, jakie wydawał. Wprawdzie było ich mało, ale wreszcie udało mi się usłyszeć ciche szuranie, a po chwili zobaczyłem jasne włosy. Zacząłem się skradać w stronę chłopaka, a kiedy stałem kilka metrów za nim, odwrócił się zaskoczony. Nie czekałem ani chwili dłużej. Szybko do niego podbiegłem, po czym chwyciłem go za ramię i powiedziałem dumnie:

 - Aresztowany.

 Miałem wrażenie, że uśmiechnął się lekko. Trudno cokolwiek wyczytać z jego twarzy, ale wydawało mi się, że jego wargi uniosły się trochę do góry. Złapałem dwie osoby, które według mnie były najtrudniejsze do schwytania.

 Wszedłem na salę prowadząc ze sobą Tetsu. Kiedy inni nas zobaczyli, aż zaniemówili.

 - Tak szybko? – spytała zdziwiona trenerka. – M-Myślałam, że nikt go nie znajdzie…

 - Znam go najlepiej z was wszystkich – odpowiedziałem, po czym puściłem ramię Kuroko. – Wiem, jak go zobaczyć.

 Przegrana drużyna (złodzieje) musiała zrobić sto dodatkowych brzuszków. My mieliśmy tylko chwycić ich za stopy i pilnować, by nie oszukiwali. Z uśmiechem na twarzy podszedłem do Kagamiego, a gdy nikt nie patrzył, szepnąłem:

 - Chyba należy mi się jakaś nagroda, co? W końcu złapałem groźnego przestępcę i jego współtowarzysza.

 - Odpierdol się, kretynie. – Odepchnął mnie lekko. – Dziś do mnie nie idziesz.

 - Zapomniałeś o zakładzie, kocie? Wygram go.

 - Zobaczymy.

Położył się na podłodze, zgiął kolana i zaczął robić brzuszki. Trzymałem jego stopy i walczyłem z chęcią dobrania się do jego tyłka. A kiedy pot spływał mu z twarzy na szyję… Uh! Tak seksownie wtedy wyglądał, że musiałem na chwilę zamknąć oczy, by się na niego nie rzucić.

 - Koniec! – krzyknęła Riko.

 Kagami usiadł i wziął głęboki wdech. Otarł kropelki potu z czoła i odgonił mnie od siebie. Co za baran! Czy w miejscu publicznym nie mogę się do niego zbliżyć bardziej niż na dwa metry?

 - Teraz zagracie mecz sparingowy. – Trenerka popatrzyła na swoje kartki. – Będą dwie drużyny. Pierwszą wybierze Teppei, drugą Hyuga.

 I tak oto zaczęliśmy grać. Jaki był wynik? Moja drużyna oczywiście wygrała, co Kagami przyjął ze sporą dawką złości. Kiedy jednak wracaliśmy do jego domu, trochę mu przeszło.

 - To jesteś gotowy na coś niedozwolonego? – zagadnąłem, gdy zaczęliśmy się zbliżać do jego mieszkania.

 - Nie będziesz u mnie spał, idioto – warknął pewnie.

 Prychnąłem pod nosem i włożyłem ręce do kieszeni. Zobaczymy, tygrysie, zobaczymy. Tak się składa, że mam niezły argument, by cię przekonać. Już się nie mogę doczekać widoku twojej miny…
____________________________________________________________________________________





 

wtorek, 17 listopada 2015

Rozdział 30

Witojcie wszyscy, którzy tu chociaż od czasu do czasu zaglądacie! :D Na zakończenie tego jakże wspaniałego dnia, mam dla was kolejny rozdział z cyklu Akina x Aomine :D W ten zimny i ciemny wieczór może to opowiadanie was trochę ociepli i rozjaśni wam zbliżającą się noc :) (Boże, no prawie jak jakaś poezja XD)
___________________________________________________________________________________
 ~Aomine~
  Za jakie grzechy, ja się pytam?! Kto to słyszał, bym robił za niańkę?! Isao i Mito to było zupełnie co innego! A ten bachor ma pięć lat! Kolejne dziecko, które chce, bym go nauczył grać… Wiem, że jestem najlepszy i w ogóle, ale nie mam zamiaru trenować dzieci! Za dużo z nimi problemu i ciągle trzeba ich pilnować.
 Jakby tego było mało, po drodze na boisko natknęliśmy się na Kise i Sayakę. Oczywiście blondyn zaczął od nawijania, że zachowałem się bardzo niekulturalnie w stosunku do Akiny, ale gdy zobaczył małego, natychmiast stracił zainteresowanie moją zacną osobą.
 - Hej, jestem Kise – uśmiechnął się przyjaźnie.
 Mały najpierw schował się za moją nogą i zerknął na mnie, a dopiero gdy mu powiedziałem, że Kise jest niezdarnym przyjacielem wszystkich ludzi na tym świecie, przedstawił się.
 - Czemu opiekujcie się dzieckiem? – spytała Sayaka, nie odrywając wzroku od chłopca. Co dziewczyny widzą w małych dzieciach?
 Akina jej wszystko w skrócie opowiedziała, po czym udało nam się uwolnić od modela i jego wybranki. Doszliśmy wreszcie na boisko. Hyuga usiadła na ławce i zaczęła obserwować mnie i Shosuke, który wpatrywał się w moją zajebistą osobę jak w obrazek święty.
- Dobra, mały, patrz uważnie – odezwałem się nagle i zacząłem kozłować.
 Minąłem chłopca, a po kilku krokach zrobiłem idealny wsad.
 - Łał! – wykrzyknął rozradowany Anzai. – To było niesamowite!
 - No wiadomo! – powiedziałem. – Przecież jestem zajebisty. – spojrzałem na jego szeroki uśmiech. - Dobra, słuchaj, jak chcesz się nauczyć grać w kosza, to musisz się przykładać do treningów. Ćwiczenie czyni mistrza, nie? Zapisz się później w szkole do klubu sportowego, a może kiedyś staniesz się naprawdę wartościowym zawodnikiem.
 Zajął się rzucaniem, a ja w tym czasie przypomniałem sobie dzień, gdy pierwszy raz zobaczyłem mecz koszykówki w telewizji. Byłem tym tak zafascynowany, że następnego dnia mama kupiła mi moją pierwszą piłkę do kosza. Poszedłem z Satsu na pobliskie boisko, gdzie oddałem swój pierwsze rzut. I od razu był trafny. Zacząłem naśladować koszykarzy oglądanych w telewizji i błyskawicznie zrobiłem ogromny postęp. Mama nie mogła się nadziwić mojemu talentowi. Z czasem grałem ze starszymi od siebie i, ku ich wielkiemu zdziwieniu, wygrywałem. Wtedy też pojawiły się u mnie pierwsze nieregularne rzuty. W podstawówce zapisałem się do klubu koszykarskiego, a trener natychmiast dostrzegł mój ogromny talent i zapisał mnie do pierwszego składu. Byłem asem. Drużyna mi ufała i nigdy się na mnie nie zawiodła. Raz to nawet przyszedłem na mecz chory, mimo że mama kazała mi siedzieć w domu. Wygraliśmy, ale w domu dostałem niezły opieprz. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłem po powrocie do zdrowia, było pójście na boisko. Gra sprawiała mi ogromną przyjemność. Wolny czas poświęcałem koszykówce, oglądałem mecze i studiowałem plany gry. Usłyszałem o gimnazjum Teiko, gdzie podobno mają świetną drużynę koszykarską, więc złożyłem wniosek o przyjęcie. Dostałem się i byłem z tego powodu przeszczęśliwy. Na dodatek Satsuki poszła ze mną. A kiedy zacząłem grać w tej drużynie, czułem, jak rosnę w siłę. Wszystko układało się wspaniale. Aż do teraz. Wprawdzie nadal gram, ale to nie sprawia mi już przyjemności. Nudzi mnie. Do nikogo nie podaję, bo nie ma takiej potrzeby. Przeciwnicy właściwie sami robią mi drogę pod kosz. Nie muszę się nawet wysilać, by ich mijać. Czy takie coś można nazwać grą? Czy z czegoś takiego można czerpać przyjemność? Nie. I właśnie to jest problemem. Coś, co kochałem, zaczyna mnie nudzić. Jestem niepokonany, ale wcale się z tego nie cieszę. Pragnę silnego przeciwnika, przy którym musiałbym się naprawdę wysilić. Czy proszę o tak wiele?
 - Aomine, dlaczego spudłowałem? – zapytał Anzai, gdy piłka po raz kolejny nie wpadła do kosza.
 Podszedłem do chłopca i podniosłem go.
 - Rzuć.
 Rzucił. I trafił. Nim zdążyłem go postawić, objął mnie mocno za szyję i szczerze się zaśmiał. Czułem się… dziwnie. Dzieci mnie raczej nie przytulały, a ten brzdąc zrobił to po pół godzinie naszej znajomości. Czemu przyciągam dzieci, które chcą się nauczyć grać? A, no tak. Jestem przecież zajebisty.
 - Emm… Mały, możesz mnie już puścić? – spytałem szeptem.
 Shosuke zeskoczył zgrabnie na ziemię i wziął piłkę do ręki, po czym rzucił do kosza.
 - Aomine, czemu tym razem nie wleciała? – miał pretensje w głosie.
 - A spróbuj skoczyć przy rzucie.
 Kiedy skoczył, piłka doleciała na wysokość kosza, ale do niego nie wpadła. Anzai westchnął, po czym uważnie na mnie spojrzał.
 - Musisz poćwiczyć mocniejsze rzuty – powiedziałem. – Jeśli piłka będzie dolatywać do kosza, zwiększy się twoja szansa na trafienie. Na razie skup się na takich rzutach, by piłka uderzyła w tarczę za koszem.
 Kiwnął energicznie głową, po czym zabrał się za ćwiczenia. Ja w tym czasie usiadłem koło Akiny.
 - Ładnie przy nim wyglądasz – odezwała się nagle i szeroko się uśmiechnęła.
 - A bez niego to już nie? – spytałem, udając obrażonego.
 - Nie.
 - Ty wredna, mała…!
Nie dokończyłem, bo mnie pocałowała. Mogłaby to robić o wiele częściej.
 - Fuj! – usłyszeliśmy krzyk chłopca, więc oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy na niego rozbawieni.
 - Co ,,fuj”? – spytałem ze śmiechem. – Też będziesz miał kiedyś dziewczynę.
 - Ale to kiedyś. Teraz całowanie jest ble… - pokręcił głową, po czym wrócił do ćwiczeń.
 - Dzieci są słodkie – Akina patrzyła na niego z uwagą. Chyba jej się włączył instynkt macierzyński, bo nie spuszczała Anzaia z oczu. Może właśnie dlatego kobiety mają lepszą ręką do wychowywania dzieci…?
  - To na czym stanęło, hm? – przysunąłem się bliżej, ale zamiast całusa, dostałem sójkę w bok. – Ał! Za co?!
 - Żeby cię przypadkiem nie poniosło – mrugnęła do mnie, po czym znów zaczęła patrzeć na chłopca. Już ja się jej kiedyś odwdzięczę, słowo daję.

 Wracaliśmy na plac, na którym poznaliśmy Shosuke. Hm.. Właściwie to wyglądało tak: Akina szła przyklejona do mojego ramienia, a ja niosłem Anzaia na barana, bo chłopiec stwierdził, że jest zmęczony po treningu. Prawdziwy facet nie wymięka! Jak kiedyś się spotkamy, to dam mu porządny trening.
 - Ale było z wami fajnie! – wykrzyknął nagle Shosuke, mocniej obejmując mnie za szyję. – Jakbym miał starsze rodzeństwo! Wiesz, Aomine, zawsze chciałem mieć starszego brata, który by mnie uczył grać w kosza. Jesteś mega fajny!
Przytulił się do moich pleców, a mnie ogarnęło dziwne ciepło i poczucie, że muszę chronić tego chłopca. Jestem dla niego jak brat? W dzieciństwie zastanawiałem się, jak to jest mieć młodsze rodzeństwo, ale jestem jedynakiem. Mam traktować takiego bachora jak własnego brata? Przecież ja w ogóle dzieciaka nie znam!
 - Zawsze możesz poprosić tatę, by z tobą zagrał – odpowiedziałem i nagle poczułem, jak coś mokrego moczy moją szyję. – Ej, mały, co się stało? – zapytałem z niepokojem. O Boże, ja mam coś takiego jak empatia?!
 - M-Mój tata… - załkał. Akina podała mu chusteczkę higieniczną, a on natychmiast wysmarkał nos. Szkoda tylko, że na moich plecach... – On… On nie zachowuje się j-j-jak p-prawdziwy t-tata… - mocniej mnie objął. Cudem będzie, jeśli to dziecko mnie dziś nie udusi. – On… bije czasem mamę, wraca p-pijany… krzyczy na n-nas… Od początku mnie nie chciał i… i… wiele razy już to powtarzał…
 Poczułem kolejne mokre krople na swojej szyi. Oby to były tylko łzy…
 Zrobiło mi się go żal. Zerknąłem na Akinę, która szła obok mnie w milczeniu i zacisnęła wargi. One go pewnie rozumie. Ech, wypadałoby chyba coś powiedzieć, nie? Nigdy nie byłem za dobry w pocieszaniu innych, ale… oni tego pocieszenia potrzebują. Muszę tylko wysilić trochę swoją mózgownicę, może na coś wpadnę…
 I nie wpadłem. Nic nie powiedziałem. Zrobiłem za to co innego. Shosuke wziąłem na ręce tak, by był przede mną, a Akinę chwyciłem za dłoń. Oboje się na mnie spojrzeli, a chwilę później na ich twarzach pojawiły się szerokie uśmiechy. Moja zajebistość znów dała o sobie znak. Wprawdzie nie wypowiedziałem żadnego słowa, ale i tak poprawił im się humor.
 - Dziękuję – szepnęła Akina i mocniej chwyciła moją dłoń.
 Mimowolnie się uśmiechnąłem. Mówiłem już, że lubię, gdy się uśmiecha? Jak mówiłem to trudno. Powtórzę się. Kocham jej uśmiech i nie lubię, kiedy chodzi przygnębiona. Sam się wtedy dziwnie i głupio czuję. Wolę słyszeć jej śmiech i radosne trajkotanie.
 - Jesteś najlepszy – Anzai się do mnie przytulił.
 Pewnie, że jestem! Dopiero teraz to sobie uświadomił? W sumie to on nie jest aż taki zły… Nawet go polubiłem. Tylko czemu dzieciaki tam do mnie ostatnio ciągnie?
 - Och, jesteście! – zawołała radośnie jego matka, idąc w naszą stronę.
 Akina szeroko się do niej uśmiechnęła, po czym powiedziała:
 - To naprawdę była przyjemność. Świetnie się razem bawiliśmy.
Postawiłem chłopca na ziemi, a on natychmiast podbiegł do mamy i uczepił się jej nogi.
 - Mamusiu! – krzyknął uradowany. – Z nimi było wspaniale! Będę mógł jeszcze kiedyś z nimi zostać? Mamoooo?
 - To zależy od ich decyzji, słonko – pogłaskała go po głowie. – I od tego, czy będą mieli czas. Nie zapominaj, że mają też obowiązki szkolne.
 - Na pewno znajdziemy chwilkę – powiedziała Akina, a ja o dziwo przytaknąłem.
 Na pożegnanie Shosuke mocno nas wyściskał, po czym odszedł z mamą, co jakiś czas kozłując swoją piłkę.
 - Fajny ten mały – odezwałem się nagle, a po chwili uświadomiłem sobie, że wypowiedziałem te słowa na głos.
 - Wiedziałam, że go polubisz! – zaśmiała się Akina.
 Przytuliła się do mnie, a ja ją objąłem. Znów jest przy mnie… Tak blisko…
 - Gdyby tylko mojej mamy nie było w domu, spałabyś ze mną – pocałowałem ją.
 Zaczęliśmy iść w stronę mojego domu. Zauważyłem na jej policzkach lekkie rumieńce.
 - Wiesz… - zaczęła. – S-Sayaka… Miała iść na noc do Kise, więc…
 - Ja śpię dziś u ciebie – dokończyłem.
 - Ale z góry uprzedzam, że jak się będziesz próbował do mnie dobierać, to wylądujesz na podwórku!
 - Spoko, uszanuję twoją decyzję – mrugnąłem do niej. – Kiedyś i tak sama do mnie przyjdziesz – dodałem szeptem tak, by nie usłyszała.
 Przyciągnąłem ją do siebie i usłyszałem jej ciche westchnięcie. Jak ja ją kocham… W życiu bym nie pomyślał, że jedna dziewczyna aż tak zawróci w mojej głowie. Cóż, wyjątki się zdarzają. A ona jest naprawdę wyjątkowa. I należy tylko do mnie.


 ~Aomine~

  Za jakie grzechy, ja się pytam?! Kto to słyszał, bym robił za niańkę?! Isao i Mito to było zupełnie co innego! A ten bachor ma pięć lat! Kolejne dziecko, które chce, bym go nauczył grać… Wiem, że jestem najlepszy i w ogóle, ale nie mam zamiaru trenować dzieci! Za dużo z nimi problemu i ciągle trzeba ich pilnować.

 Jakby tego było mało, po drodze na boisko natknęliśmy się na Kise i Sayakę. Oczywiście blondyn zaczął od nawijania, że zachowałem się bardzo niekulturalnie w stosunku do Akiny, ale gdy zobaczył małego, natychmiast stracił zainteresowanie moją zacną osobą.

 - Hej, jestem Kise – uśmiechnął się przyjaźnie.

 Mały najpierw schował się za moją nogą i zerknął na mnie, a dopiero gdy mu powiedziałem, że Kise jest niezdarnym przyjacielem wszystkich ludzi na tym świecie, przedstawił się.

 - Czemu opiekujcie się dzieckiem? – spytała Sayaka, nie odrywając wzroku od chłopca. Co dziewczyny widzą w małych dzieciach?

 Akina jej wszystko w skrócie opowiedziała, po czym udało nam się uwolnić od modela i jego wybranki. Doszliśmy wreszcie na boisko. Hyuga usiadła na ławce i zaczęła obserwować mnie i Shosuke, który wpatrywał się w moją zajebistą osobę jak w obrazek święty.

- Dobra, mały, patrz uważnie – odezwałem się nagle i zacząłem kozłować.

 Minąłem chłopca, a po kilku krokach zrobiłem idealny wsad.

 - Łał! – wykrzyknął rozradowany Anzai. – To było niesamowite!

 - No wiadomo! – powiedziałem. – Przecież jestem zajebisty. – spojrzałem na jego szeroki uśmiech. - Dobra, słuchaj, jak chcesz się nauczyć grać w kosza, to musisz się przykładać do treningów. Ćwiczenie czyni mistrza, nie? Zapisz się później w szkole do klubu sportowego, a może kiedyś staniesz się naprawdę wartościowym zawodnikiem.

 Zajął się rzucaniem, a ja w tym czasie przypomniałem sobie dzień, gdy pierwszy raz zobaczyłem mecz koszykówki w telewizji. Byłem tym tak zafascynowany, że następnego dnia mama kupiła mi moją pierwszą piłkę do kosza. Poszedłem z Satsu na pobliskie boisko, gdzie oddałem swój pierwsze rzut. I od razu był trafny. Zacząłem naśladować koszykarzy oglądanych w telewizji i błyskawicznie zrobiłem ogromny postęp. Mama nie mogła się nadziwić mojemu talentowi. Z czasem grałem ze starszymi od siebie i, ku ich wielkiemu zdziwieniu, wygrywałem. Wtedy też pojawiły się u mnie pierwsze nieregularne rzuty. W podstawówce zapisałem się do klubu koszykarskiego, a trener natychmiast dostrzegł mój ogromny talent i zapisał mnie do pierwszego składu. Byłem asem. Drużyna mi ufała i nigdy się na mnie nie zawiodła. Raz to nawet przyszedłem na mecz chory, mimo że mama kazała mi siedzieć w domu. Wygraliśmy, ale w domu dostałem niezły opieprz. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłem po powrocie do zdrowia, było pójście na boisko. Gra sprawiała mi ogromną przyjemność. Wolny czas poświęcałem koszykówce, oglądałem mecze i studiowałem plany gry. Usłyszałem o gimnazjum Teiko, gdzie podobno mają świetną drużynę koszykarską, więc złożyłem wniosek o przyjęcie. Dostałem się i byłem z tego powodu przeszczęśliwy. Na dodatek Satsuki poszła ze mną. A kiedy zacząłem grać w tej drużynie, czułem, jak rosnę w siłę. Wszystko układało się wspaniale. Aż do teraz. Wprawdzie nadal gram, ale to nie sprawia mi już przyjemności. Nudzi mnie. Do nikogo nie podaję, bo nie ma takiej potrzeby. Przeciwnicy właściwie sami robią mi drogę pod kosz. Nie muszę się nawet wysilać, by ich mijać. Czy takie coś można nazwać grą? Czy z czegoś takiego można czerpać przyjemność? Nie. I właśnie to jest problemem. Coś, co kochałem, zaczyna mnie nudzić. Jestem niepokonany, ale wcale się z tego nie cieszę. Pragnę silnego przeciwnika, przy którym musiałbym się naprawdę wysilić. Czy proszę o tak wiele?

 - Aomine, dlaczego spudłowałem? – zapytał Anzai, gdy piłka po raz kolejny  nie wpadła do kosza.

 Podszedłem do chłopca i podniosłem go.

 - Rzuć.

 Rzucił. I trafił. Nim zdążyłem go postawić, objął mnie mocno za szyję i szczerze się zaśmiał. Czułem się… dziwnie. Dzieci mnie raczej nie przytulały, a ten brzdąc zrobił to po pół godzinie naszej znajomości. Czemu przyciągam dzieci, które chcą się nauczyć grać? A, no tak. Jestem przecież zajebisty.

 - Emm… Mały, możesz mnie już puścić? – spytałem szeptem.

 Shosuke zeskoczył zgrabnie na ziemię i wziął piłkę do ręki, po czym rzucił do kosza.

 - Aomine, czemu tym razem nie wleciała? – miał pretensje w głosie.

 - A spróbuj skoczyć przy rzucie.

 Kiedy skoczył, piłka doleciała na wysokość kosza, ale do niego nie wpadła. Anzai westchnął, po czym uważnie na mnie spojrzał.

 - Musisz poćwiczyć mocniejsze rzuty – powiedziałem. – Jeśli piłka będzie dolatywać do kosza, zwiększy się twoja szansa na trafienie. Na razie skup się na takich rzutach, by piłka uderzyła w tarczę za koszem.

 Kiwnął energicznie głową, po czym zabrał się za ćwiczenia. Ja w tym czasie usiadłem koło Akiny.

 - Ładnie przy nim wyglądasz – odezwała się nagle i szeroko się uśmiechnęła.

 - A bez niego to już nie? – spytałem, udając obrażonego.

 - Nie.

 - Ty wredna, mała…!

Nie dokończyłem, bo mnie pocałowała. Mogłaby to robić o wiele częściej.

 - Fuj! – usłyszeliśmy krzyk chłopca, więc oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy na niego rozbawieni.

 - Co ,,fuj”? – spytałem ze śmiechem. – Też będziesz miał kiedyś dziewczynę.

 - Ale to kiedyś. Teraz całowanie jest ble… - pokręcił głową, po czym wrócił do ćwiczeń.

 - Dzieci są słodkie – Akina patrzyła na niego z uwagą. Chyba jej się włączył instynkt macierzyński, bo nie spuszczała Anzaia z oczu. Może właśnie dlatego kobiety mają lepszą ręką do wychowywania dzieci…?

  - To na czym stanęło, hm? – przysunąłem się bliżej, ale zamiast całusa, dostałem sójkę w bok. – Ał! Za co?!

 - Żeby cię przypadkiem nie poniosło – mrugnęła do mnie, po czym znów zaczęła patrzeć na chłopca. Już ja się jej kiedyś odwdzięczę, słowo daję.


 Wracaliśmy na plac, na którym poznaliśmy Shosuke. Hm.. Właściwie to wyglądało tak: Akina szła przyklejona do mojego ramienia, a ja niosłem Anzaia na barana, bo chłopiec stwierdził, że jest zmęczony po treningu. Prawdziwy facet nie wymięka! Jak kiedyś się spotkamy, to dam mu porządny trening.

 - Ale było z wami fajnie! – wykrzyknął nagle Shosuke, mocniej obejmując mnie za szyję. – Jakbym miał starsze rodzeństwo! Wiesz, Aomine, zawsze chciałem mieć starszego brata, który by mnie uczył grać w kosza. Jesteś mega fajny!

Przytulił się do moich pleców, a mnie ogarnęło dziwne ciepło i poczucie, że muszę chronić tego chłopca. Jestem dla niego jak brat? W dzieciństwie zastanawiałem się, jak to jest mieć młodsze rodzeństwo, ale jestem jedynakiem. Mam traktować takiego bachora jak własnego brata? Przecież ja w ogóle dzieciaka nie znam!

 - Zawsze możesz poprosić tatę, by z tobą zagrał – odpowiedziałem i nagle poczułem, jak coś mokrego moczy moją szyję. – Ej, mały, co się stało? – zapytałem z niepokojem. O Boże, ja mam coś takiego jak empatia?!

 - M-Mój tata… - załkał. Akina podała mu chusteczkę higieniczną, a on natychmiast wysmarkał nos. Szkoda tylko, że na moich plecach... – On… On nie zachowuje się j-j-jak p-prawdziwy t-tata… - mocniej mnie objął. Cudem będzie, jeśli to dziecko mnie dziś nie udusi. – On… bije czasem mamę, wraca p-pijany… krzyczy na n-nas… Od początku mnie nie chciał i… i… wiele razy już to powtarzał…

 Poczułem kolejne mokre krople na swojej szyi. Oby to były tylko łzy…

 Zrobiło mi się go żal. Zerknąłem na Akinę, która szła obok mnie w milczeniu i zacisnęła wargi. One go pewnie rozumie. Ech, wypadałoby chyba coś powiedzieć, nie? Nigdy nie byłem za dobry w pocieszaniu innych, ale… oni tego pocieszenia potrzebują. Muszę tylko wysilić trochę swoją mózgownicę, może na coś wpadnę…

 I nie wpadłem. Nic nie powiedziałem. Zrobiłem za to co innego. Shosuke wziąłem na ręce tak, by był przede mną, a Akinę chwyciłem za dłoń. Oboje się na mnie spojrzeli, a chwilę później na ich twarzach pojawiły się szerokie uśmiechy. Moja zajebistość znów dała o sobie znak. Wprawdzie nie wypowiedziałem żadnego słowa, ale i tak poprawił im się humor.

 - Dziękuję – szepnęła Akina i mocniej chwyciła moją dłoń.

 Mimowolnie się uśmiechnąłem. Mówiłem już, że lubię, gdy się uśmiecha? Jak mówiłem to trudno. Powtórzę się. Kocham jej uśmiech i nie lubię, kiedy chodzi przygnębiona. Sam się wtedy dziwnie i głupio czuję. Wolę słyszeć jej śmiech i radosne trajkotanie.

 - Jesteś najlepszy – Anzai się do mnie przytulił.

 Pewnie, że jestem! Dopiero teraz to sobie uświadomił? W sumie to on nie jest aż taki zły… Nawet go polubiłem. Tylko czemu dzieciaki tam do mnie ostatnio ciągnie?

 - Och, jesteście! – zawołała radośnie jego matka, idąc w naszą stronę.

 Akina szeroko się do niej uśmiechnęła, po czym powiedziała:

 - To naprawdę była przyjemność. Świetnie się razem bawiliśmy.

Postawiłem chłopca na ziemi, a on natychmiast podbiegł do mamy i uczepił się jej nogi.

 - Mamusiu! – krzyknął uradowany. – Z nimi było wspaniale! Będę mógł jeszcze kiedyś z nimi zostać? Mamoooo?

 - To zależy od ich decyzji, słonko – pogłaskała go po głowie. – I od tego, czy będą mieli czas. Nie zapominaj, że mają też obowiązki szkolne.

 - Na pewno znajdziemy chwilkę – powiedziała Akina, a ja o dziwo przytaknąłem.

 Na pożegnanie Shosuke mocno nas wyściskał, po czym odszedł z mamą, co jakiś czas kozłując swoją piłkę.

 - Fajny ten mały – odezwałem się nagle, a po chwili uświadomiłem sobie, że wypowiedziałem te słowa na głos.

 - Wiedziałam, że go polubisz! – zaśmiała się Akina.

 Przytuliła się do mnie, a ja ją objąłem. Znów jest przy mnie… Tak blisko…

 - Gdyby tylko mojej mamy nie było w domu, spałabyś ze mną – pocałowałem ją.

 Zaczęliśmy iść w stronę mojego domu. Zauważyłem na jej policzkach lekkie rumieńce.

 - Wiesz… - zaczęła. – S-Sayaka… Miała iść na noc do Kise, więc…

 - Ja śpię dziś u ciebie – dokończyłem.

 - Ale z góry uprzedzam, że jak się będziesz próbował do mnie dobierać, to wylądujesz na podwórku!

 - Spoko, uszanuję twoją decyzję – mrugnąłem do niej. – Kiedyś i tak sama do mnie przyjdziesz – dodałem szeptem tak, by nie usłyszała.

 Przyciągnąłem ją do siebie i usłyszałem jej ciche westchnięcie. Jak ja ją kocham… W życiu bym nie pomyślał, że jedna dziewczyna aż tak zawróci w mojej głowie. Cóż, wyjątki się zdarzają. A ona jest naprawdę wyjątkowa. I należy tylko do mnie.
____________________________________________________________________________________