_____________________________________________________________________________________
~Kise~
Coś
jest nie tak. Aominecchi nigdy się tak nie zachowywał. W dodatku powiedział do
Kurokocchiego ,,Kuroko”, a zawsze mówi ,,Tetsu”. Kiedy wybiegł z cukierni,
wydawał się być czymś roztrzęsiony. Nie pobiegłem za nim, bo i tak bym go nie
dogonił. Kurokocchi był naprawdę zdziwiony jego zachowaniem i martwił się o
niego. Zresztą ja też. Jest moim
przyjacielem, ale widzę, że ostatnio się zmienia. Chodzi o Akinę? A może o
kosza? Albo o jedno i drugie? Chciałbym mu jakoś pomóc, ale nie wiem jak.
Gdybym mu kiedyś dorównał, to znalazłby godnego przeciwnika… To znaczy, że
prawdopodobnie wróciłby do normalności! To jest to! Muszę się jeszcze bardziej
przyłożyć do treningów!
- Kise? – usłyszałem głos Sayaki. Właśnie
szliśmy na lotnisko, by przywitać się z Akiną. – Wszystko ok?
- Tak, myślę po prostu o Aominecchim –
odparłem. – Ostatnio dziwnie się zachowuje.
- Wiem… Akina na pewno to przeżywa –
westchnęła i wzięła mnie pod ramię. – Obiecaj mi, że ty się nie zmienisz. Że
zawsze będzie tak, jak jest teraz.
Spojrzałem na nią. Była taka śliczna.
Widziałem wiele ładnych dziewczyn, ale jej żadna nie przebiła. W dodatku Sayaka
nie jest jak reszta fanek. Ona stała spokojnie z boku i nie pchała się do mnie
po autograf. Ma w sobie to coś, czego brakuje innym. Kocham ją i chcę z nią
zawsze być. Ale czy uda mi się zawsze pozostać sobą?
- Obiecuję – objąłem ja. – Kocham cię i
obiecuję, że zawsze będę z tobą.
Uśmiechnęła się i mocno mnie przytuliła. Gdyby
tylko Aominecchi i Akinacchi nie mieli problemów… Oby między nimi znów zaczęło
się układać. Wprawdzie coś się dzieje z Aominecchim, ale może to tylko
przejściowe? Może za jakiś czas wróci do dawnego siebie?
Martwię się o nich, bo widać, że ostatnio się
między nimi pogorszyło. Ale przecież stanowią naprawdę piękną parę i powinni
być razem! Chociaż w tym wypadku, to wolę się w ich sprawy nie wtrącać. Tym
razem muszą sobie poradzić sami.
~Akina~
Gdy
tylko przekroczyłam wyjście z lotniska, poczułam, jak Sayaka wiesza mi się na
szyi. Odwzajemniłam uścisk i szeroko się uśmiechnęłam. Gdy wreszcie się ode
mnie oderwała, zastąpił ją Kise. Ale się za nimi stęskniłam!
Byli wszyscy. No, brakowało jednej osoby, na
której mi najbardziej zależało.
- Gdzie… - zaczęłam. – Gdzie jest Aomine?
- Powiedział, że się spóźni – mruknął model i
odwrócił wzrok.
Spóźni się? SPÓŹNI SIĘ?! Przecież niedawno
pisał, że za mną tęskni i chce, bym wróciła, a teraz nawet nie raczył przyjść
po mnie na czas?! Dlaczego… Dlaczego go tu nie ma? Chciałabym go przytulić…
Aomine…
- Chodźmy – odezwała się Sayaka.
Kise wziął ode mnie walizkę i zaczęliśmy iść w
stronę mojego domu.
- Ee, Akina, masz – Murasakibara podał mi
czekoladowego batona. – Pewnie jesteś głodna po podróży.
Podziękowałam i zaczęłam go jeść. Nawet on się
chociaż trochę o mnie troszczy, a Daiki? Ciekawe, co mi powie, gdy się ze mną
zobaczy. Jak mógł mi to zrobić? Co wyniknęło z tych jego pieprzonych zapewnień,
że tęskni, że chce mnie zobaczyć, że pragnie mnie mieć znów przy sobie? Nic! I
właśnie w tym problem! A jeśli przez ten czas oglądał pornosy? Albo ruchał się
z jakąś inną laską? Boże, mógłby mnie zdradzić?
Wyrzuciłam papierek po batoniku do kosza i
westchnęłam.
- Nie martw się, może mu po prostu coś ważnego
wypadło? – zaczął Kise, ale szybko zorientował się, że nie powinien był tego
mówić.
- Pisał, że za mną tęskni, a teraz nagle coś
mu wypadło?! – prawie się popłakałam. – Coś ważniejszego ode mnie?! Wiem, że
nie może być ciągle ze mną, ale mógł chociaż napisać, cokolwiek… Tak się
cieszyłam, że go wreszcie zobaczę…
Otarłam pojedynczą łzę, która bez żadnego
pozwolenia spłynęła po moim policzku. Sayaka to zauważyła i podała mi
chusteczkę higieniczną.
- Nie płacz –spróbowała mnie pocieszyć.
Do mojego domu doszliśmy w kiepskich humorach.
Ja to w ogóle nie miałam ochoty się do nikogo odzywać. Osoba, na której mi
naprawdę zależy, zostawiła mnie. Czułam się… pusta w środku. Brakowało mi
czegoś ważnego.
- My będziemy już szli – odezwał się Akashi. –
Do zobaczenia, Akina.
Kise postawił moją walizkę na ziemi, po czym
oznajmił, że idzie z Sayaką na randkę. Pożegnałam się ze wszystkimi i
patrzyłam, jak odchodzą. Nawet oni się ode mnie oddalają. Też się zmieniają.
Jedynie Sayaka nadal jest przy mnie tak blisko jak kiedyś. No i Kise. Model ma
specyficzną osobowość, która przyciąga do niego masę ludzi. Nie da się go nie
lubić.
Westchnęłam. Co się z nami wszystkimi dzieje? Czemu
się powoli rozchodzimy? Czemu nie umiem tego zatrzymać?
Zamierzałam wziąć walizkę do ręki, ale
przeszkodziły mi w tym czyjeś silne ramiona. Pisnęłam zaskoczona, gdy ktoś
objął mnie w pasie i mocno przytulił.
- Tęskniłem – usłyszałam dobrze mi znany głos.
- Aomine! – krzyknęłam. – A na lotnisko to nie
raczyłeś przyjść?!
- Wolałem przyjść tu sam, jak już będziesz w
domu – mruknął, po czym mnie namiętnie pocałował.
Tak dawno nie czułam smaku jego ust… Wprawdzie
to było tylko kilka dni, ale dla mnie to jak wieczność. Objęłam go, a jedną
rękę wplotłam w jego włosy, które w ostatnim czasie nieco urosły. Nie chciałam
go puścić. Nie w takiej chwili. Jest zbyt blisko…
- Idziemy do ciebie? – spytał, przerywając tę
cudowną chwilę.
Przytaknęłam. Wziął moją walizkę, a ja
otworzyłam drzwi wejściowe, wpuszczając go do środka. Znaleźliśmy się w moim
pokoju. Między nami zapanowała niezręczna cisza, której jakoś nie umiałam przerwać.
- To… - zaczął Aomine. – Jak ci było w
Ameryce?
Usiadłam
koło niego i zaczęłam opowiadać. Powiedziałam mu prawie o wszystkim.
Najbardziej nakręcałam się, gdy mówiłam o chwilach spędzonych z Kagamim. Gdy
skończyłam swój monolog, przerywany jego przytakiwaniami, złapał mnie
delikatnie za twarz i lekko się przybliżył.
- Już ci tego siniaka prawie nie widać –
powiedział. Tak bardzo chciałabym o tym zapomnieć. Najlepiej by było, gdyby
ktoś wykasował to z mojej pamięci.
- Nie mówmy o tym, proszę – chciałam odwrócić
lekko głowę, ale mi nie pozwolił. Pocałował lekko miejsce, w które kilka dni
temu uderzył mnie mój ojciec, a mnie przebiegł przyjemny dreszcz.
- Lepiej? – spytał i spojrzał mi w oczy.
- Dużo lepiej… - westchnęłam. – Gdyby
pocałunki potrafiły leczyć rany…
- Całowałbym cię bez końca – dokończył.
Zawiesiłam mu ręce na szyi i po chwili czułam
jego usta na swoich wargach. Przyciągnęłam go jeszcze bliżej siebie, a on
mocniej mnie objął. Zaczęła się bitwa na języki. Nie chciałam być gorsza i mu
nie ustępowałam. Bardziej na niego napierałam, aż nagle położył się, a ja
siedziałam na jego brzuchu, nie przerywając pocałunku. Położył mi ręce na
plecach i delikatnie mnie smyrał. Mmmm… Przyjemnie. Jego dotyk tak bardzo różni
się od dotyku Jerry’ego… Jest delikatny i miękki oraz sprawia mi dużą
przyjemność.
Westchnęłam. Wszystko było… idealne. Nawet
wybaczyłam mu to, że nie przyszedł na lotnisko. Nagle dotknął mojego uda.
Mimowolnie spojrzałam na niego z lekkim strachem. Przypomniałam sobie scenę z
Jerrym na boisku. Cała się od razu spięłam, co Aomine od razu wyczuł.
- Jeszcze nie gotowa, co? – spytał i odsunął
się ode mnie.
- Nie… Nie bardzo… -jęknęłam. Zapatrzyłam się
w jakiś punkt na suficie, który nagle stał się o wiele bardziej interesujący
niż wszystko wokół.
- Wszystko ok? – zaniepokoił się.
- Tia… - odwróciłam głowę, byleby tylko nie
patrzeć w jego oczy.
Poczułam, jak złapał mnie za podbródek i
zmusił, bym spojrzała w jego piękne tęczówki. Nerwowo przełknęłam ślinę.
- Nie prawda – odezwał się. – Kłamiesz.
Odwróciłaś wzrok. Nie od dziś cię znam. To o co chodzi? Ktoś cię skrzywdził?
Lekko uchyliłam usta. Nie spodziewałam się, że
może być aż taki troskliwy. Naprawdę chce wiedzieć, co się stało. Wiem, że mogę
mu powiedzieć, ale jednak mi z tym głupio… Może lepiej będzie, jak wymyślę
jakieś drobne kłamstewko?
- Kto? – spytał nagle.
Spojrzałam na niego zaskoczona.
- Skąd wiesz, że ktoś… - zacięłam się. Jakoś
nie mogło mi to przejść przez gardło.
- Właśnie się do tego przyznałaś. Ktoś chciał
cię zgwałcić?
Przytaknęłam. Mimowolnie zadrżałam. To nie
jest dla mnie przyjemny temat i nie chcę o tym rozmawiać.
- Kto? – dopytywał dalej.
- A coś ty taki wścibski? – prychnęłam. Nie
czuje, że powinien przestać?
- To aż tak dziwne, że się martwię o swoją
dziewczynę?
Powiedział to! Powiedział, że się o mnie
martwi! Zależy mu na mnie! To jedno z najpiękniejszych wyznań, jakie
kiedykolwiek słyszałam.
- Mój były... - szepnęłam. – Ale Taiga mnie
uratował, nic się nie stało. – dodałam szybko, chcąc zakończyć temat.
Poczułam, jak mnie obejmuje i głaszcze po
włosach. Uwielbiam momenty, gdy pokazuje swoją inną naturę. Tę spokojniejszą i
troskliwą. Czuję się wtedy naprawdę bezpiecznie i wiem, że mnie kocha.
- Idziemy na spacer? – zaproponował nagle, na
co chętnie się zgodziłam.
Idąc ulicą, trzymaliśmy się za ręce. Kilka
starszych pań lekko się do nas uśmiechnęło. To takie przyjemne uczcie chodzić
po mieście z kimś, na kim ci naprawdę zależy. Mieć tę osobę przy sobie, móc się
do niej w każdej chwili przytulić, odezwać się do niej… Dawno nie czułam się
taka szczęśliwa. Czyżby wracał do siebie sprzed kilku tygodni? Znów staje się
moim prawdziwym chłopakiem? Jeśli tak, to chyba zacznę skakać na środku ulicy
jak głupia.
Nagle usłyszeliśmy cichy płacz dziecka. Na
małym placu zabaw siedziała kobieta, który na oko miała trzydzieści lat.
Trzymała za rączkę małego chłopca i próbowała mu coś wytłumaczyć, ale on ciągle
płakał i trzymał piłkę do kosza w ręku.
- Ja nie chce zostać z panią Kirke! – krzyknął
i ponownie zapłakał.
Nie wiem czemu, ale zrobiło mi się go żal.
Może oni potrzebują pomocy?
- Przepraszam, coś się stało? – spytałam
kobietę, ciągnąc za sobą Aomine.
- A nie, nie… - uśmiechnęła się miło, ale
miałam wrażenie, że sztucznie. – Muszę syna zostawić na dwie godziny z
opiekunką, a on jej nie lubi. Niestety nie mam czasu na szukanie kogoś innego,
więc chciałam go jakoś przekonać.
- Ym… - zaczęłam nieśmiało. – My… My możemy
się nim zająć. – Aomine spojrzał na mnie zdziwiony. – Mamy wolne, a dziećmi się
już zajmowaliśmy. – Daiki ścisnął moją dłoń, dając mi do zrozumienia, że nie
pochwala tego pomysłu. – Znaczy ja wiem, że jesteśmy obcy i w ogóle, ale…
- Umiecie grać w koszykówkę? – spytał nagle
chłopiec.
- On jest koszykarzem- wskazałam swojego
chłopaka.
- Mamo! – malec pociągnął ją za rękę. – Mogę z
nimi zostać? Proszę, mamo! Mamusiu, zgódź się!
Jego matka spojrzała na niego lekko zdziwiona,
po czym przeniosła swoje spojrzenie na nas. Tym razem szczerze się uśmiechnęła i
wykrzyknęła radośnie:
- Naprawdę moglibyście to zrobić? Bardzo wam
dziękuję! Możemy się tu spotkać za dwie godzinki? Podam wam jeszcze swój numer
telefonu i już zmykam…
Dwie minuty później pożegnała się ze swoim
synem i poszła załatwić ważną sprawę. Pomachaliśmy jej na pożegnanie, a ona
odmachała. Zerknęłam na chłopca.
- Jestem Akina – przedstawiłam się. – A to
jest Aomine.
- Anzai Shosuke – odpowiedział i uśmiechnął
się.
Podbiegł do Daikiego i uczepił się jego
spodni.
- Pokażesz mi jak rzucasz?
- Hę? – mój chłopak spojrzał na niego
zdziwiony, po czym głośno westchnął. – Rany, nie chce mi się…
- Proszę! – nalegał chłopiec. – Chociaż jeden
rzut!
W
końcu Aomine się zgodził. Zaczęliśmy iść w stronę najbliższego boiska.
Trzymałam chłopca za rękę, ale po pewnym czasie on spojrzał na zwisającą luźno
dłoń Daikiego, a po chwili chwycił ją w swoją małą rączkę i dał mu swoją piłkę.
Mój kochany kretyn spojrzał na niego zaskoczony, nawet chciał go puścić, ale
zrezygnował z tego pomysłu i szedł dalej, co jakiś czas na nas zerkając.
Naprawdę do twarzy mu z dzieckiem. Może będzie kiedyś dobrym i kochającym
ojcem?







Ooo... Jak cukrowo! Mieszkacie w cukrowej wiosce? (?)
OdpowiedzUsuńNawet nie wiesz jaki banan zaszczycił swoją obecnością moją twarz... DUŻY xD kiedy pierwszy wyraz jaki przeczytałam w opowiadaniu to "Aominecchi".
Kisia! Toż to naprawde mój Kise! <3
Ryota się martwi *.*
Takie słoodkie...
*A ty Sayaka umieraj, Kise jest mój xD*
I ten wielki smuteł jak nie było Aosia na lotnisku... T.T
I ten wielki niesmuteł (?) jak Aoś cię zaszedł i przytulił... *.*
I wasza rozmowa!
I...i to o gwałcie...
Aoś*.*
Nie no, nwm co napisać.
To jest takie zarombiste, że asz... Mój mózg pożyczony od zombiee przestał działać xD
Straaasznie mi się podobało, ale nie umiem nic więcej napisać -_-
Stwierdzam iż twa twórczość jest u mnie na 1 miejscu <3 ^.^
Pozdrawiam i pomysłów dużych (?) życzę<3
Och, dziękuję *rumieni się* A-Ale tak na serio na 1 miejscu...? Nie wiem, czym sobie zasłużyłam na ten zaszczyty zaszczyt XD
UsuńEj,ej! ALe nie uśmiercaj mi jeszcze siostry XD Sayaka ma żyć XD
Dziękuję wielce mojej drogiej czytelniczce! (jakimś cudem nie jesteś jedyną osobą, która to czyta XD) :D :D :****
"- Obiecuję – objąłem ja." ~ ją
OdpowiedzUsuń"Położył mi ręce na plecach i delikatnie mnie smyrał." ~ Określenie "smyrał" jakoś mi tu nie pasuje :/
"Na małym placu zabaw siedziała kobieta, który na oko miała trzydzieści lat." ~ która
I znowu muszę trochę pomarudzić :C
Jakoś nie sądzę, by odpowiedzialna matka dała do opieki swoje dziecko komuś obcemu. Przecież nie znała Aomine i Akiny, nie wiedziała, jacy oni są. Ale dobra, już się nie czepiam.
Pozostała kwestia czasu... Kiedy Akina wyleciała z Ameryki i kiedy dotarła do Japonii? Odnoszę wrażenie, że czasowo coś tu nie gra :c
Znowu czarny tekst ;-;
Dobra, już się nie czepiam. Dodam, że mi się podobało mimo wszystko i lecę dalej!
Wiem, że czarny :C muszę poszperać w ustawieniach, bo coś mi się zmieniło...
OdpowiedzUsuńWiem, że to z tą matką jest nierealne, ale... tak wyszło ;)
Mimo wszysko dziękuję! ^^
Tyle się tu działo! Te pościgi! Wybuchy! Lol *ona sobie wyobraziła Aomine z takim fajnym małym chłopczykiem i to taki af obrazek.. znaczy wyobrażenie* Etto..*ona zawsze lubi, kiedy jakaś postać dowiaduje się go (prawie)gwałtach na jakiejś innej postaci* Pozdrawiam xDDD
OdpowiedzUsuńNo działo się trochę xD
UsuńPozdrowionka! ;*