niedziela, 6 grudnia 2015

AoKaga - Dwie bestie

Wiem, że to nie ma żadnego związku z Mikołajkami, ale trudno XD Nie miałam weny na coś bardziej świątecznego, więc wyszło to, co wyszło :P Można powiedzieć, że to taki mój prezent dla was z okazjii 6 grudnia ;) Nie wiem, czy taki upominek wam pasuje, ale mimo wszystko... E, co ja będę tak gadać XD Po prostu zapraszam do czytania, wcześniej życząc udanych Mikołajek (co z tego, że już popołudnie?) i wspaniałych prezencików :D
 Coś już dostaliście? :D
_______________________________________________________________________________________

 
Leżałem na kolanach Kagamiego i gapiłem się na jego twarz. Piękne, czerwone oczy, które wyglądają bardzo groźnie, szczególnie w połączeniu z rozdwojonymi brwiami, włosy zakrywające czoło, całkiem szerokie, smaczne usta, lekko zadarty nos i trochę odstające uszy. Jest przystojny (ale nie tak, jak ja! No halo! Przecież to ja jestem zajebisty!) i wysportowany, do tego ostry (szczególnie w łóżku), lecz jednocześnie potrafi być opiekuńczy i wrażliwy. Lubi postawić na swoim, a tylko ja wiem, co zrobić, by zmiękł i wszystko było po mojej myśli. W końcu od prawie roku jesteśmy parą, więc całkiem sporo o nim wiem. Niedawno zaczęliśmy drugą liceum, a został moim chłopakiem piętnastego maja.

 Tak, nadal pamiętam tę datę. Tak właściwie to potoczyło się przez przypadek. Padał deszcz, więc poszliśmy do jego mieszkania (bo było bliżej), gadaliśmy, obejrzeliśmy mecz koszykówki, aż w końcu zaczęliśmy się nudzić. Wstałem z kanapy i zacząłem chodzić po pokoju, marudząc, że się nudzę. W końcu Kagami nie wytrzymał i podciął mi nogi, przez co wylądowałem na podłodze. Pociągnąłem go za sobą i zaczęliśmy się szarpać. Wyzywaliśmy się od pedałów, idiotów, kretynów, popierdoleńców… I nerwy mi w końcu puściły. Z całej siły złapałem go za nadgarstki, przycisnąłem go mocniej do podłogi i gwałtownie wpiłem się w jego usta. O dziwo zaczął walczyć o dominację. To była prawdziwa walka na języki! Nawzajem się gryźliśmy, warczeliśmy sobie w twarze, co jakiś czas się podszczypując. Kilka dni później znów się spotkaliśmy na boisku i graliśmy one-one-one. Kiedy był zajęty piciem wody, złapałem go w pasie i przycisnąłem do ściany. Wyznałem mu miłość, a on postanowił dać mi szansę. I tak oto zostaliśmy parą. Jakiś miesiąc później powiedział, że też mnie kocha, więc można nas uznać za pełnoprawnych pedałów.

 Pogładziłem go po policzku, na co on spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Uśmiechnąłem się do niego, a po chwili obdarzył mnie czułym pocałunkiem. O tak… Bardziej, Taiga, wiem, że potrafisz!

 - E, Taiga, nie myślałeś może o dołączeniu do Touou? – spytałem nagle.

 Skoro jesteśmy razem, to czemu nie możemy być w jednej drużynie? Mielibyśmy dla siebie więcej czasu, widywalibyśmy się praktycznie codziennie, razem jeździlibyśmy na obozy… Same plusy.

 - Do Touou? – zdziwił się. – Niby czemu miałbym porzucić własną drużynę?

 - Bo mnie kochasz? – pstryknąłem go w czoło. – No weź, Taiguś. To tylko kilka papierków… Może będziemy nawet w jednej klasie? I spędzalibyśmy razem więcej czasu!

 - No właśnie… - mruknął. – Tego się obawiam.

 - Ale ty jesteś wredny – Zrobiłem sfochowaną minę i odwróciłem głowę.

 - Od kogoś się tego nauczyłem – zaśmiał się i poczochrał mnie po włosach.

 - Nie chciałbyś być ze mną w jednej drużynie?

 - Nie o to chodzi… - mruknął. – Po prostu do tej się już przyzwyczaiłem. I lubię z nimi grać. Poza tym Kuroko…

 - Tetsu sobie poradzi – Przerwałem mu. – Przecież ja jestem ważniejszy.

 - To, że jesteś moim chłopkiem, nie znaczy, że przyjaciele nie są dla mnie ważni.

 - Taiga no…!

 - Zastanowię się. Na razie idę zrobić kolację.

 Zszedłem z jego kolan i oparłem się o poduszkę. Czyli muszę mu dać trochę czasu… Ok. Ale mam nadzieję, że jednak odpowie twierdząco. Wróć! On MUSI odpowiedzieć twierdząco. Jeśli nie, to znajdę jakiś sposób, by go przekonać.    

                                                                          ***

 - I co? – spytałem, gdy dwa dni później spotkaliśmy się na boisku.

 - Jeszcze nie zdecydowałem – westchnął. – Takiej decyzji nie da się podjąć w tak krótkim czasie!

 - Ok, to zrobimy inaczej – Zakręciłem piłką do kosza. – Zagramy one-on-one. Jeśli wygrasz, zostajesz w Seirin, ale jeśli to ja będę zwycięzcą, przepisujesz się do Touou, zgoda?

 Przez chwilę stał w totalnym osłupieniu i się mocno zastanawiał. No, tygrysku! Czas leci! Wszystko albo nic.

 - Zgoda – odparł. – Ale nie myśl sobie, że ci odpuszczę. Wygram.

 - Mówisz tak za każdym razem, kiedy gramy – Uśmiechnąłem się.

 - Teraz mam ważny cel.

 - Ej! – wskazałem na niego oskarżycielsko palcem. – Czy to znaczy, że nie chcesz być ze mną w drużynie?

 - Tego nie powiedziałem.

 Przez kilka sekund mierzyliśmy się wzrokiem, aż w końcu zacząłem kozłować.

 - Zaczynajmy.

                                                              ***

 - Jak to się przepisujesz?! – wykrzyknął zdziwiony okularnik, gdy Taiga powiedział swojej drużynie o zmianie szkoły.

 - No zwyczajnie… - mruknął, drapiąc się nerwowo w tył głowy. – Przegrałem zakład z Aomine i tak jakoś wyszło.

 - Założyłeś się z nim o coś takiego?! To głupie! Nie możesz odejść! Przecież nie musisz się przepisywać!

 - Ale… - zaczął. Spojrzałem na niego uważnie. Czyżbyś chciał coś powiedzieć, tygrysku? – Ja… zawsze dotrzymuję słowa, a poza tym… chcę… chcę z nim grać.

 I o to właśnie chodzi! Bingo! Jak zwykle odniosłem sukces i wygrałem.

 - Na nas już czas, więc się pożegnamy – Przerwałem ciszę, po czym pociągnąłem za sobą Taigę.

 Kiedy byliśmy już przy szkolnej bramie, usłyszeliśmy czyjeś pytanie:

 - Coś między wami jest, mam rację?

 Podskoczyliśmy gwałtownie i spojrzeliśmy na Tetsu morderczym wzrokiem. Przez chwilę mierzyliśmy się spojrzeniami, a ten mały drań cały czas miał na twarzy typowego poker face’a.

 - Nie – mruknął Kagami.

 - Tak – powiedziałem w tym samym czasie.

 Zerknął na mnie zdziwiony i po chwili oberwałem od niego mocną sójkę w bok.

 - Ty kretynie, masz się natychmiast zamknąć! – syknął.

 - A myślisz, że on niczego nie podejrzewa? – wskazałem głową Tetsu. – I tak by się niedługo dowiedział, a tak dla nas tylko lepiej.

 Mocno się zarumienił i odwrócił głowę.

 - W takim razie życzę wam szczęścia na nowej drodze życia – odezwał się Kuroko, a po chwili już go nie było.

 Zaraz, zaraz… Przecież to się mówi młodej parze na ślubie!

 - Ty cholerny draniu… - warknąłem, ale po chwili się szeroko uśmiechnąłem. W końcu miałem do tego powody. Od jutra Taiga będzie chodził ze mną do szkoły.

                                                                   ***

 - Kolejny mecz gramy z Seirin – oznajmiła Satsuki na koniec treningu. Nawet ja zacząłem na nie przychodzić, bo miałem więcej okazji do grania ze swoim chłopakiem. Przy okazji grałem mu też na nerwach.

 Zerknąłem na niego. Wyglądał na przygnębionego.

  - E, coś taki cichy? – Zarzuciłem swoje ramię na jego szyję, przyciągając go tym samym do siebie. – To tylko mecz!

 - Ale to są eliminacje… - szepnął. – Ktoś odpadnie.

 - No łał – prychnąłem. – Im kibicujesz?

 - Nie! To nie tak!

 - To się przestań tym zamartwiać i lepiej zastanów się, co zrobisz nam dziś na kolację.

 - Ty cholerny darmozjadzie!

 - Zapłacę ci… – Pochyliłem się nad jego uchem. – …w naturze.

Momentalnie spalił porządnego buraka i odwrócił głowę, porządnie się rumieniąc.

 - Baran – prychnął, ale na jego twarzy pojawił się nikły uśmiech.

 Chyba ktoś ma na mnie ochotę, co, Taiga?

                                                                      ***

 Wygraliśmy. To było oczywiste. Totalnie zmiażdżyliśmy Seirin. Słyszałem, jak niektórzy mówili, że Touou pozyskało nowego potwora. Moja bestia musi zostać okiełznana.

 - Piona, Kagami! – Podniosłem dłoń, a po chwili Taiga przybił ze mną piątkę.

 Niby się uśmiechał, ale co chwila zerkał na swoją dawną drużynę, która z trudem powstrzymywała łzy.

 - Aomine-kun – Usłyszałem nagle. Błyskawicznie spojrzałem w prawo i zobaczyłem Tetsu. O dziwo, wyciągnął do mnie rękę, a po chwili złożył swoją dłoń w pięść. Spojrzałem na niego, zaskoczony. – Wprawdzie przegraliśmy, ale… Chcę z wami przybić żółwika. Chociaż ten ostatni raz.

 Zauważyłem, że Kagami się uśmiechnął. Przysunął swoją dłoń do niego i zaśmiał się.

 - Głupku, na pewno jeszcze to kiedyś powtórzymy! – przybiliśmy z nim żółwiki, po czym poszliśmy w stronę szatni.

 - Nara, Tetsu! – krzyknąłem do niego, jednocześnie obejmując szyję Taigi swoim ramieniem. – To był całkiem fajny meczyk.

 - Tia… - Strącił moje ramię. – Jestem potwornie głodny.

 - To co? Kolacja u ciebie?

 Spojrzał na mnie ze znudzeniem, ale po chwili przytaknął.

                                                                 ***

 - Ty kretynie! – wrzasnął Kagami, gdy siłą przycisnąłem go do łóżka. No i po co się opierasz? Przecież tego chcesz. Czuję to. I to dosłownie. Twoja erekcja wbija mi się w nogę. – Jestem zmęczony!

 - Gwarantuję ci, że po tym zaśniesz w mgnieniu oka – Wymruczałem do jego ucha. – Taiga, nie komplikuj tego…

 Zrobiłem mu na szyi piękną malinkę. Zacząłem jeździć nosem po jego policzku, a wolną rękę włożyłem mu za spodnie, na co cicho jęknął.

 - Ej, kocie, weź się trochę przyłóż, bo normal…

 Nie dokończyłem, gdyż gwałtownie wpił się w moje usta. Wreszcie! Czyli co? Jednak na ostro? O tak, Taiga, właśnie tak!

 - Jak już się tak upierasz, to ma być przyjemnie! – warknął Kagami i pozbył się moich jeansów.

 - Ze mną zawsze jest przyjemnie, kochanie – Uśmiechnąłem się zwycięsko, po czym przygryzłem płatek jego ucha.

 Niby zmęczony, ale ile miał energii! No normalnie mógłby zasilić jakąś sporą elektrownię…

 Dawno nie miałem z nim tak upojnej nocy.

 Tak… Moja bestia. Mój potwór. Zabawa z nim jest intrygująca, aczkolwiek czasem niebezpieczna. Ale właśnie to mnie w nim pociąga. Jego dzikość.

 Dwie bestie się do siebie jeszcze bardziej zbliżyły. Dwa potwory walczą o dominację. Dwa monstra się kochają. Są rywalami, ale jednocześnie kochankami. Nie mogą bez siebie żyć. Ciągle walczą, lecz wiedzą, że te walki są częścią ich życia. Bo co to za życie bez jakichkolwiek urozmaiceń?
_______________________________________________________________________________________




 

 

piątek, 4 grudnia 2015

AkaFuri - Deser

Udało się! Oto jest! Moje pierwsze AkaFuri! <3 Mam nadzieję, iż przypdnie wam do gutu ;) Co mi wyszło z połączenia lwa i chiłały? Jeden władca, drugi tchórz... Zapraszam do czytania :D
_____________________________________________________________________________________

 
  - A-Akashi… - jęknąłeś, gdy zaprosiłem cię do domu na obiad. – N-Nie mogę… P-Przecież mam trening…

  - Jeśli raz cię zwolnię, to chyba się nic nie stanie? – uśmiechnąłem się pewnie, a ty spuściłeś wzrok. Och, Kouki, przecież wiesz, że nic ci nie zrobię. Nie bój się mnie. – Porozmawiam z twoją trenerką. Idziemy.

 - A-Ale o-ona…

 - Na pewno się zgodzi.

 Pociągnąłem cię za przedramię i poprowadziłem w stronę sali gimnastycznej. Czułem, jak trochę drżałeś. Boisz się mnie czy jej? A może nas obojga?

 Kiedy otworzyłem drzwi, spojrzenia wszystkich utkwiły na mojej władczej osobie. Niektórzy otworzyli usta ze zdziwienia, inni przybrali ogłupiały wyraz twarzy, a jeszcze inni cofnęli się kilka kroków.

 - Zwalniam dziś Koukiego z treningu – odezwałem się.

 Trenerka spojrzała na mnie ze zdziwieniem, a po chwili pokręciła głową i westchnęła.

 - Niby czemu miałabym… - zaczęła.

 - Bo ja tak powiedziałem – przerwałem jej.

 Otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale po chwili je zamknęła i zagryzła wargi.

 - Raz – powiedziała nagle. – Tylko ten jeden, jedyny raz. Możesz iść, Furihata.

  Posłałeś jej zdziwione i lekko przestraszone spojrzenie.

 - J-Ja… - szepnąłeś.

 Nie czekałem dłużej. Pociągnąłem cię za sobą, ignorując spojrzenia innych. Wyszliśmy ze szkoły, więc puściłem twój nadgarstek. Minutę później podjechała po nas limuzyna. Widziałem, że byłeś bardzo spięty, toteż postanowiłem nieco rozluźnić atmosferę.

 - Kouki, nie stresuj się tak – powiedziałem i położyłem swoją dłoń na twoim nadgarstku.

  - N-Nie – wyjąkałeś. – J-Ja tylko…

  Złączyłem nasze dłonie i spojrzałem na ciebie czule. Nadal się mnie boisz, co, Kouki? W sumie to dobrze, bo lubię być władcą, ale powinieneś wiedzieć, że cię nie skrzywdzę. A wiesz czemu? Bo cię kocham.

 Tak, ja, Akashi Sejiuro, mam jedną słabość. Ciebie, Kouki.

 Dlaczego wybrałem akurat ciebie? Sam nie wiem. Różnisz się od innych osób. Wtedy, podczas naszego meczu w finale, coś mnie w tobie zainteresowało. Czemu trenerka miałaby wpuszczać na boisko kogoś tak tchórzliwego i słabego? Przyznaję, nie doceniłem się. Gdy się pojawiłeś, przypomniałeś mi Tetsuyę, który pierwszy raz grał z nami na boisku. Też potknął się o własne nogi i runął na ziemię. Jednak twoje zachowanie było inne. Zacząłeś uspokajać sytuację, uważnie się rozglądałeś, spowolniłeś tempo gry.. Udało ci się mnie zaskoczyć, Kouki. A to nie lada wyczyn. Naprawdę mi wtedy zaimponowałeś. Nawet bardziej niż Taiga, który potrafi tak wysoko skakać.

 Po meczu dużo o tobie myślałem. Miałem problem ze skupieniem się na lekcjach, a każdy trening przypominał mi twoją osobę. Nie byłeś w pierwszym składzie, nawet często nie wchodziłeś na boisko, a jednak jest w tobie coś, co mnie pociąga.

 Jesteśmy inni, ale podobno przeciwieństwa się przyciągają, prawda?

 - Chodź – powiedziałem, gdy zatrzymaliśmy się przed domem.

  Zaprowadziłem cię do swojej sypialni. Czemu zawsze się tak po niej rozglądasz, Kouki? Przecież nie chowam w szafie piły łańcuchowej ani trupów osób, które mi podpadły.

 - Napijesz się czegoś? Herbaty? – zaproponowałem.

 - P-Poproszę – powiedziałeś.

 Ach, Kouki, naprawdę jesteś dobrze wychowany, wiesz?

 - Odstresuj się już – Usiadłem koło ciebie na łóżku i podałem ci filiżankę z herbatą. – Stres źle wpływa na zdrowie.

 - T-tak, Akashi – szepnąłeś. Spojrzałem na ciebie znacząco. – T-To znaczy… Sejiuro. – poprawiłeś się szybko.

 - Nie chcesz do mnie mówić po imieniu?

 - N-Nie o to chodzi… Jeszcze się do tego n-nie p-przyzwyczaiłem…

 - W takim razie powtórz moje imię dziesięć razy pod rząd. Zobaczysz, że wkrótce przywykniesz.

 Zrobiłeś to, Kouki. Czułem się wtedy naprawdę szczęśliwy, słuchając swojego imienia z twoich ust.

 Rozległo się pukanie do drzwi, a gdy powiedziałem ,,proszę”, do środka wszedł lokaj i zostawił dla nas obiad. Życzył nam smacznego, po czym wyszedł.

 - Nie krępuj się, Kouki – wskazałem ci ręką jedzenie. – Jedz, co tylko chcesz.

 Nie spieszyliśmy się. Wiedziałem, że prędko ode mnie nie wyjdziesz. W końcu jesteś mój. Mam do ciebie prawo i chcę się nim nacieszyć.

 Po skończonym obiedzie zawołałem lokaja, by zabrał z pokoju brudne naczynia. Kiedy wyszedł, zamknąłem drzwi na klucz, na co zareagowałeś cichym jękiem.

 - Nie sądzisz, że powinniśmy mieć chwilę dla siebie? – usiadłem obok ciebie i splotłem nasze dłonie. – Powiedz, że mnie kochasz.

 - K-Kocham cię, Sejiuro – szepnąłeś i spojrzałeś mi w oczy. O tak, Kouki, właśnie tak.

 Uśmiechnąłem się do siebie, a po chwili już na tobie leżałem.

 Obdarzyłem cię czułym, powolnym pocałunkiem, a w odpowiedzi westchnąłeś cicho. Lubisz to, prawda? Z jednej strony się mnie boisz, ale z drugiej mnie pragniesz. Chcesz, bym przy tobie był, lecz jednocześnie mam zachowywać dystans. Mimo wszystko mnie kochasz i nie chcesz, bym kiedykolwiek odchodził.

 Zawsze dostaję to, czego chcę. Z tobą jest tak samo, Kouki. Należysz do mnie, jesteś tylko mój.

 - Powtórz – szepnąłem wprost do twojego ucha. – Powiedz to jeszcze raz.

 - Kocham cię, Sejiuro.

 Uśmiechnąłem się. Czy to w ogóle normalne? Kochać drugiego chłopaka? Cóż, zawsze mi mówiono, że jestem nienormalny, więc może to po części prawda?

 Ściągnąłem z ciebie koszulkę i zacząłem jeździć palcami po twoim torsie. Wzdrygnąłeś się. To ci sprawia przyjemność, prawda? Lubisz to.

 Ja też. Kocham to uczucie, gdy mam cię przy sobie i mogę cię dotknąć.

 Zauważyłem, jak wyciągnąłeś rękę w stronę moich włosów, ale natychmiastowo ją cofnąłeś.

 Pilnujesz się, co? Wiesz, czego ci nie wolno. Jestem z ciebie dumny, Kouki. Mało kto by tak umiał. Chyba należy ci się jakaś nagroda, nieprawdaż?

 - Możesz – Przygryzłem płatek twojego ucha.

 Po chwili poczułem znajomą dłoń we włosach. I tak czeka mnie fryzjer, więc jak fryzura mi się trochę potarga, to się nic nie stanie.

  Zacząłem lizać cię po szyi i torsie, co jakiś czas przygryzając twoje sutki.

 - Ah! – jęknąłeś.

 Dobrze ci, prawda? Lubię ci sprawiać przyjemność, wiesz? Lubię patrzeć, jak się pode mną kręcisz i rumienisz. Czuję się jak władca, ale jednocześnie też jak strażnik. Pilnuję, by nic i się nie stało i czuwam nad twoim bezpieczeństwem. Nie muszę za tobą chodzić i sprawdzać, czy mnie nie zdradzasz, prawda? I tak bym się wszystkiego dowiedział. Poza tym nie chcesz, bym się na ciebie wkurzył, mam rację? Jasne, że mam. Ja zawsze ją mam.

 Zacząłem na ciebie bardziej napierać, wciskając ci język do ust. Stęknąłeś, ale oddałeś się przyjemnemu uczuciu. Nie ukryjesz przede mną niczego, Kouki. Doskonale cię znam i wiem, czym cię podnieć, czym ci sprawić przyjemność.

 Przygryzłem twoją wargę, ponownie splatając nasze dłonie. Lubię twój dotyk, twoją bliskość.

 - Sejiuro – szepnąłeś, gdy zjechałem dłonią na twoje podbrzusze. Spojrzałem na ciebie pytająco. – Chcę cię… p-poczuć. K-Kocham cię…

 Mój Kouki… Czegoś się ode mnie nauczyłeś, prawda?

 Posłuszeństwo. Jest dla mnie bardzo ważne, a ty mi się podporządkowujesz. Ale lubisz to. Lubisz wiedzieć, że jesteś tylko mój.

 - Poczekaj chwilę.

 Wstałem z łóżka i poszedłem bitą śmietanę oraz wisienki. Ozdobiłem tym twój brzuch, po czym zacząłem wszystko zlizywać. Spojrzałeś na mnie zaskoczony, ale po chwili głośno jęknąłeś. Był obiad, to pora na deser.

 A ty, Kouki, jesteś najsłodszym i najlepszym deserem, o jakim mógłbym pomarzyć.
____________________________________________________________________________________




środa, 2 grudnia 2015

MidoTaka - Choroba

Pierwszym zamówieniem było MidoTaka, więc proszę bardzo! Chcieliście to macie :D Kolejny one-shot to będzie AkaFuri ;)
_____________________________________________________________________________________

 
  - Apsiiiik!

 Po raz setny tego dnia kichnąłem. Chyba naprawdę mnie ostatnio przewiało… Shin-chan miał rację. Powinienem był założyć szalik. Ostatnio znacznie się ochłodziło, do tego wieje zimny wiatr i zaczyna powoli padać śnieg. Ech, lubię zimę, ale przyjemniejsze są cieplejsze dni, gdy nie trzeba zakładać na siebie kilku swetrów.

 Zużyłem chyba dziesiątą paczkę chusteczek higienicznych. Coś czuję, że w najbliższym czasie muszę się wybrać na zakupy…

 - Dzień dobry – powiedziała kobieta siedząca w recepcji. Skinąłem tylko głową i pociągnąłem nosem. – O, widzę, że pan też przeziębiony? Ostatnio mamy taki tłum… - zaczęła pisać coś w jakimś zeszyciku, a po chwili popatrzyła na ekran komputera. – Doktor Midorima przyjmie pana za dziesięć minut. Proszę poczekać pod gabinetem numer piętnaście.

 - Dziękuję – wychrypiałem.

 Usiadłem na krześle obok jakiejś staruszki, wcześniej wieszając kurtkę na wieszaku. Zabezpieczyłem się w kolejną paczkę chusteczek, po czym schowałem dłonie do rękawów swetra. Zimno… Zimno…. Bardzo zimno….

 Staruszka weszła do gabinetu, zamykając za sobą drzwi. Zaraz ja. Ciekawe, jak zareaguje Shin-chan… Od czasów ukończenia liceum nie widujemy się często. Przeważnie szybko mijamy się na ulicy, ewentualnie wymienimy ze sobą kilka zdań. Wprawdzie mam jego numer, ale… nie było okazji zadzwonić. Chciałem to zrobić, lecz za każdym razem coś mnie przed tym powstrzymywało. Poza tym on jest lekarzem… Ma dużo pracy, pacjentów… Miałby znaleźć dla mnie czas? Dla kogoś, kto... Kto był jego najlepszym przyjacielem?

 Westchnąłem. Chciałbym, by między nami było tak, jak dawniej. Byśmy znów codziennie rozmawiali, droczyli się, by mnie upominał i karcił… Mam przed nim pewną tajemnicę. Wiecie, czemu tak bardzo chciałbym z nim znowu przebywać? Jeśli się domyślacie, to brawo dla was.

 Tak, ja, Kazunari Takao, zakochałem się w Midorimie. Głupio, co? Hehe… Nic na to nie poradzę! A uwierzcie, że nie raz próbowałem zignorować to uczucie, ale wszystkie próby poszły na marne. Pogodziłem się z myślą, że go kocham. I z myślą, że on nigdy nie pokocha mnie. Wiem, że ma dziewczynę. Wprawdzie straszą od siebie, ale zawsze takie lubił. Miałby zwrócić na mnie uwagę?

 Staruszka wyszła z gabinetu, a ja usłyszałem:

 - Następny proszę!

 Cicho westchnąłem, po czym wszedłem do pomieszczenia.

 - Takao? – zdziwił się Midorima. – Co tu robisz?

 - A co mogę robić u lekarza? – szeroko się uśmiechnąłem, widząc jego zakłopotanie.

 - Siadaj – wskazał mi ręką krzesło. – Co ci dolega?

 - Emm… - kaszlnąłem. – Kaszel, katar, mam chyba gorączkę, ból głowy…

 - Dobrze, zdejmij koszulkę.

 Ech, Shin-chan, gdybyś tylko wiedział, co do ciebie czuję, nie powiedziałbyś tego w taki sposób…

 Usiadłem na lekarskim łóżku i zacząłem bacznie mu się przyglądać. Wysoki, szczupły, pewnie nadal umięśniony… Do tego to przenikliwe i mądre spojrzenie oraz nawyk poprawiania okularów. Tak, Shin-chan, znam cię bardzo dobrze. W końcu w liceum to ja spędzałem z tobą najwięcej czasu.

 Przyłożył stetoskop do mojej klatki piersiowej, a ręką dotknął moich pleców. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.

 - Oddychaj spokojnie – odezwał się.

 Łatwo ci mówić, Shin-chan. Nie masz takiego problemu, nie wiesz, co ja czuję. Gdybyś tylko mnie pokochał… Albo chociaż mógłbyś spędzać ze mną więcej czasu. To by mi wystarczyło.

 Co ja gadam?! Oczywiście, że by mi nie wystarczyło! Byłoby ze mną jeszcze gorzej!

 Shin-chan… Boli… Serce… Daj mi jakiś lek na złamane serce… Shin-chan…

  - Grypa – oznajmił nagle Midorima, przerywając moje myśli. – Przepiszę ci jakiś antybiotyk i syrop na kaszel. – Zaczął wypisywać mi receptę, a ja poczułem, jak kręci mi się w głowie. Oj, słabo mi… - Oprócz tego masz przez kilka dni nie wychodzić z domu i… Takao? – złapałem się za skronie i zamknąłem oczy. Czemu świat się kręci? Czemu mam czarne plamy przed oczami? – Takao?!

 Poczułem jego dłonie na ramionach, a po chwili posadził mnie na krześle. Wziąłem głęboki wdech. Zamrugałem kilka razy i spojrzałem na niego.

 - Już w porządku – Słabo się uśmiechnąłem.

 Podał mi szklankę zimnej wody i usiadł naprzeciwko mnie.

 - Na pewno? – spytał.

Kiwnąłem potwierdzająco głową, ale znów zobaczyłem czarne plamki przed oczami.

 - Chyba jednak nie – powiedział. – Poczekaj na mnie na korytarzu. Za dwadzieścia minut kończę pracę, odwiozę cię do domu.

 Zaopiekujesz się mną, Shin-chan? Naprawdę? Zawieziesz mnie do domu?

 Poczułem w sercu nadzieję i nieopisane szczęście. Może i nie zrobi niczego wielkiego, ale spędzi ze mną więcej czasu.

 Usiadłem na krześle w poczekalni i próbowałem uspokoić rozszalałe serce. Mimo gorączki słaby, ale szczery uśmiech wkradł mi się na twarz. Przecież będzie ze mną Midorima, więc nie mam się o co martwić!

 Shin-chan w końcu wyszedł ze swojego gabinetu, a ja, niemalże w skowronkach, skierowałem się za nim. Gdybym tylko był zdrowy, to pewnie paplałbym mu nad uchem o jakiś dziwnych rzeczach i wkurzałbym go do granic możliwości.

 Zaprowadził mnie do swojego samochodu, a gdy wsiedliśmy, zapytałem:

 - A moje auto?

 - Przyjdziesz po nie jutro – odparł ze stoickim spokojem. – Teraz musisz się jak najszybciej położyć, bo wyglądasz fatalnie.

 Dzięki za komplement, doktorku. No ale co mam powiedzieć? Przecież nie będę się z tobą spierał, bo masz rację. Mój czerwony nos, czerwone policzki i lekko pobladła skóra mówią same za siebie – jestem chory.

 Kiedy się zatrzymaliśmy, byłem pewien, że mam omamy wzrokowe. Gdy jednak Shin-chan zaprowadził mnie do swojego mieszkania, zdałem sobie sprawę, że to się dzieje naprawdę. Byłem przeszczęśliwy. Wizja spędzenia czasu w jego mieszkaniu od razu dodała mi sił.

 - Siadaj na kanapie i przykryj się kocem – polecił mi Midorima. – Lubisz herbatę z miodem?

 Kiwnąłem potwierdzająco głową i poszedłem w wyznaczone miejsce. Kiedy nakryłem się ciepłym materiałem, poczułem zmęczenie, które od rana się we mnie gromadziło. Gdyby nie kubek z ciepłym napojem, który podał mi Shin-chan, prawdopodobnie bym zasnął.

 Poczułem, jak przyjemne ciepło rozchodzi się po całym moim ciele. O tak… Gorąca herbata to coś, co zawsze mi pomaga. Mama w dzieciństwie też mi ją kiedyś dawała. I również z miodem. O, Shin-chan, masz wyczucie.

 Odstawiłem pusty kubek na stół, po czym położyłem się na kanapie, wsłuchując się w kroki Midorimy. Pewnie robi coś na kolację.

 Kolacja…

 Jestem głodny? Nie, nie potrzebuję jedzenia. Oho, mam gorączkę. Zawsze mi mówiono, że brak apetytu oznacza podwyższoną temperaturę. To takie głupie uczucie… Wiem, że bym coś zjadł, ale tego w siebie nie wcisnę.

 Zamknąłem oczy i zacząłem sobie wyobrażać Shin-chana w kuchennym fartuszku. Czemu akurat w nim? Pojęcia nie mam. Pewnie gorączka uderzyła mi do głowy.

                                                                  ***

 Obudziłem się na kanapie, na początku w ogóle nie wiedząc, gdzie się znajduję. Dopiero po chwili przypomniałem sobie wczorajszą sytuację. Ech, Shin-chan mnie nie obudził?

 Przetarłem leniwie powieki i podniosłem się do pozycji siedzącej. Kiedy się przeciągnąłem, poczułem lekki ból głowy. Dopiero wtedy coś sobie uświadomiłem. Dlaczego mam na sobie niebieską koszulę nocną i spodnie do kompletu?! Przecież się nie przebierałem… To oznacza… Shin-chan mnie przebrał?! I widział mnie nagiego?! Czemu nie mogło być na odwrót...?

 Wstałem i skierowałem się do łazienki, by załatwić poranne potrzeby. Kiedy z niej wyszedłem, poczułem zapach świeżej jajecznicy. Bez namysłu wszedłem do kuchni, a gdy zobaczyłem w niej Shin-chana, szczęka prawie opadła mi do podłogi.

 - Ty nie w pracy? – spytałem.

 - Jak widać nie – Nadal stał do mnie odwrócony plecami. – Jestem lekarzem, a lekarz musi dbać o swoich pacjentów.

 No tak. On to roni tylko dlatego, że to jego obowiązek. Na co ja w ogóle liczę?

 - Jak ci się spa… - zaczął, ale gdy mnie zobaczył, zamarł w bezruchu. – TAKAO! – wrzasnął nagle, a mnie rozbolała głowa. – Czemu chodzisz boso?! Przecież ci przygotowałem kapcie! Stoją przy kanapie! Masz je natychmiast założyć!

 Słyszałem jeszcze jak mówił o zachowaniu zdrowia i mojej głupocie, ale w końcu wróciłem się po te nieszczęsne kapcie. Usiadłem przy stole, czekając na śniadanie przygotowane przez Midorimę. Mieszkam sam, więc odzwyczaiłem się od tego, że ktoś dla mnie gotuje. Ale to miła odmiana.

 - Jak się czujesz? – spytał Shin-chan, gdy usiadł naprzeciwko mnie.

 - Lepiej – mruknąłem, biorąc do ust kolejny widelec jajecznicy.

 - Nadal masz zawroty głowy?

 - Lekkie…

I na tym rozmowa się skończyła. No tak… Bo o czym można gadać z lekarzem?

 - Weź je – podał mi trzy tabletki różnej wielkości. – Jedna jest ma ból głowy, druga na kaszel, a trzecia na odporność.

 Troszczysz się o mnie, Shin-chan? Tak bardzo chciałbym usłyszeć twierdzącą odpowiedź… Ale nie. Ty po prostu wykonujesz swój lekarski obowiązek.

 Połknąłem pigułki, po czym westchnąłem.

 - Shin-chan, co w ogóle u ciebie słychać? – zagadnąłem, by w jakikolwiek sposób podtrzymać rozmowę. – Masz dziewczynę? Jakieś plany?

 - Nie, nie mam dziewczyny, skupiam się tylko i wyłącznie na pracy – odparł z powagą.

 Jesteś wolny, Shin-chan?! Czyli że mam… Nie, i tak nie mam szansy u ciebie.

 Marzenia… Piękne, ale czasem potrafią być bolesne i dawać złudną nadzieję na lepszą przyszłość.

 - A ty? – spytał nagle.

 - Ja? – powtórzyłem jak głupi. – No… Też nikogo nie mam, pracuję jako elektryk, a moim marzeniem jest… - Wspólne życie z tobą. – Wyjazd do Australii.

 - Aha.

 O czym mam z nim gadać? Przecież nie zacznę tematu o wirusach! Jeszcze by zaczął o nich nawijać…

 - Apsik! – kichnąłem.

 - Idź się położyć – nakazał mi Shin-chan.

 Wziąłem ze sobą paczkę chusteczek higienicznych, po czym przykryłem się ciepłym kocem. Czyli co? Kilka dni leżakowania? Jak ja tego nienawidzę… Nie lubię się nudzić.

 - Shin-chaaaaan – jęknąłem po godzinie nic nie robienia. – Nuudnoooo!

 - To włącz telewizor! – odpowiedział, nawet na mnie nie spoglądając.

 - Kiedy już oglądałem! Nie możemy w coś zagrać?

 - Takao…

 - Proszę! Chociaż godzinkę… Shinuś no…

 - Nie nazywaj mnie tak! – podniósł głos, po czym głośno westchnął i poprawił swoje okulary. – Niech ci będzie. Poczekaj tu.

 Wyszedł z pokoju, a po jakiś pięciu minutach wrócił, niosąc w ręku ,,Monopolly”.

 - O! – ucieszyłem się. W dzieciństwie kochałem tę grę! To właśnie ja mu ją kupiłem na urodziny. Kto by pomyślał, że będzie to jeszcze miał…

 Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy grać.

 - Apsik! – znów kichnąłem.

 - Pakuj się pod koc i siadaj na kanapę – zarządził Shin-chan, przerywając grę.

 - Ale…

 - Żadnych ,,ale”! – przerwał mi. Zrobił to chyba zbyt gwałtownie, bo sam był zaskoczony swoją ostrością. – Po prostu usiądź.

 Z nie małym zdziwieniem posłuchałem go, patrząc na jego zakłopotanie na twarzy. O co ci chodzi, Shin-chan? Przecież aż tak chory nie jestem. Nie umieram.

 Kilka minut później usiadł koło mnie i chrząknął nerwowo.

 - Hm? – odwróciłem głowę w jego stronę, a wtedy on zrobił coś, czego się kompletnie nie spodziewałem.

 Ujął moje policzki w swoje dłonie, po czym pochylił się nade mną i złożył na moich delikatny pocałunek. Ja śnię, prawda? Nie, to jawa… On to zrobił naprawdę. Shin-chan mnie pocałował! POCAŁOWAŁ!

 Kiedy oderwał się od moich ust, jego twarz była pokryta bardzo widocznym rumieńcem.

 - C-Co…? – zacząłem, ale mi przerwał.

 - Pewnie myślisz sobie, że jestem jakimś chorym psychicznie pedałem, który zaprosił cię tu tylko po to, by powyżywać się seksualnie. – Poprawił nerwowo okulary. – Otóż nie. Gdy… Gdy zobaczyłem cię wczoraj w swoim gabinecie, coś we mnie pękło. Od kilku lat próbuję zdusić w sobie to uczucie pustki. Próbowałem wmówić sobie, że mi na tobie nie zależy… Znaczy… Jesteś moim przyjacielem, ale… No… Nie zależy w sensie… Nie! – chrząknął, robiąc się jeszcze bardziej czerwony na twarzy. – Chodzi mi o to, że chciałbym, byś był dla mnie… kimś więcej niż przyjacielem… I nie chodzi mi o zabawkę seksualną, tylko o…!

 Nie pozwoliłem mu dokończyć. Wpakowałem się na jego kolana i wpiłem mu się gwałtownie w usta. Poczułem, jak cały zesztywniał. Przytuliłem się do niego, a on mnie po chwili objął.

 - Takao… - szepnął.

 - Kocham cię, Shin-chan – szepnąłem. – Nawet nie wiesz, ile razy chciałem ci to już powiedzieć…

 Poczułem coś mokrego na swoim policzku. Midorima… Płaczesz?

 - Kazunari – mocniej mnie do siebie przytulił. Powiedział mi po imieniu? – Ja też cię… Kocham cię.

 Uśmiechnąłem się szeroko, wplatając ręce w jego włosy. Byłem taki szczęśliwy. Nic się nie liczyło. Nawet moja gorączka. Ty jesteś ważniejszy, Shin-chan.

 I wtedy coś sobie uświadomiłem. Jestem poważnie chory. Ta choroba nazywa się ,,miłość”.
____________________________________________________________________________________