Coś już dostaliście? :D
_______________________________________________________________________________________
Leżałem na kolanach Kagamiego i gapiłem się na jego twarz. Piękne,
czerwone oczy, które wyglądają bardzo groźnie, szczególnie w połączeniu z
rozdwojonymi brwiami, włosy zakrywające czoło, całkiem szerokie, smaczne usta,
lekko zadarty nos i trochę odstające uszy. Jest przystojny (ale nie tak, jak
ja! No halo! Przecież to ja jestem zajebisty!) i wysportowany, do tego ostry
(szczególnie w łóżku), lecz jednocześnie potrafi być opiekuńczy i wrażliwy. Lubi
postawić na swoim, a tylko ja wiem, co zrobić, by zmiękł i wszystko było po
mojej myśli. W końcu od prawie roku jesteśmy parą, więc całkiem sporo o nim
wiem. Niedawno zaczęliśmy drugą liceum, a został moim chłopakiem piętnastego
maja.
Tak, nadal pamiętam tę
datę. Tak właściwie to potoczyło się przez przypadek. Padał deszcz, więc
poszliśmy do jego mieszkania (bo było bliżej), gadaliśmy, obejrzeliśmy mecz
koszykówki, aż w końcu zaczęliśmy się nudzić. Wstałem z kanapy i zacząłem
chodzić po pokoju, marudząc, że się nudzę. W końcu Kagami nie wytrzymał i
podciął mi nogi, przez co wylądowałem na podłodze. Pociągnąłem go za sobą i
zaczęliśmy się szarpać. Wyzywaliśmy się od pedałów, idiotów, kretynów,
popierdoleńców… I nerwy mi w końcu puściły. Z całej siły złapałem go za
nadgarstki, przycisnąłem go mocniej do podłogi i gwałtownie wpiłem się w jego
usta. O dziwo zaczął walczyć o dominację. To była prawdziwa walka na języki!
Nawzajem się gryźliśmy, warczeliśmy sobie w twarze, co jakiś czas się
podszczypując. Kilka dni później znów się spotkaliśmy na boisku i graliśmy one-one-one.
Kiedy był zajęty piciem wody, złapałem go w pasie i przycisnąłem do ściany.
Wyznałem mu miłość, a on postanowił dać mi szansę. I tak oto zostaliśmy parą.
Jakiś miesiąc później powiedział, że też mnie kocha, więc można nas uznać za
pełnoprawnych pedałów.
Pogładziłem go po
policzku, na co on spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Uśmiechnąłem się do niego,
a po chwili obdarzył mnie czułym pocałunkiem. O tak… Bardziej, Taiga, wiem, że
potrafisz!
- E, Taiga, nie
myślałeś może o dołączeniu do Touou? – spytałem nagle.
Skoro jesteśmy razem,
to czemu nie możemy być w jednej drużynie? Mielibyśmy dla siebie więcej czasu,
widywalibyśmy się praktycznie codziennie, razem jeździlibyśmy na obozy… Same
plusy.
- Do Touou? – zdziwił
się. – Niby czemu miałbym porzucić własną drużynę?
- Bo mnie kochasz? –
pstryknąłem go w czoło. – No weź, Taiguś. To tylko kilka papierków… Może
będziemy nawet w jednej klasie? I spędzalibyśmy razem więcej czasu!
- No właśnie… -
mruknął. – Tego się obawiam.
- Ale ty jesteś wredny
– Zrobiłem sfochowaną minę i odwróciłem głowę.
- Od kogoś się tego
nauczyłem – zaśmiał się i poczochrał mnie po włosach.
- Nie chciałbyś być ze
mną w jednej drużynie?
- Nie o to chodzi… -
mruknął. – Po prostu do tej się już przyzwyczaiłem. I lubię z nimi grać. Poza
tym Kuroko…
- Tetsu sobie poradzi
– Przerwałem mu. – Przecież ja jestem ważniejszy.
- To, że jesteś moim
chłopkiem, nie znaczy, że przyjaciele nie są dla mnie ważni.
- Taiga no…!
- Zastanowię się. Na
razie idę zrobić kolację.
Zszedłem z jego kolan
i oparłem się o poduszkę. Czyli muszę mu dać trochę czasu… Ok. Ale mam
nadzieję, że jednak odpowie twierdząco. Wróć! On MUSI odpowiedzieć twierdząco.
Jeśli nie, to znajdę jakiś sposób, by go przekonać.
***
- I co? – spytałem,
gdy dwa dni później spotkaliśmy się na boisku.
- Jeszcze nie
zdecydowałem – westchnął. – Takiej decyzji nie da się podjąć w tak krótkim
czasie!
- Ok, to zrobimy
inaczej – Zakręciłem piłką do kosza. – Zagramy one-on-one. Jeśli wygrasz,
zostajesz w Seirin, ale jeśli to ja będę zwycięzcą, przepisujesz się do Touou,
zgoda?
Przez chwilę stał w
totalnym osłupieniu i się mocno zastanawiał. No, tygrysku! Czas leci! Wszystko
albo nic.
- Zgoda – odparł. –
Ale nie myśl sobie, że ci odpuszczę. Wygram.
- Mówisz tak za każdym
razem, kiedy gramy – Uśmiechnąłem się.
- Teraz mam ważny cel.
- Ej! – wskazałem na
niego oskarżycielsko palcem. – Czy to znaczy, że nie chcesz być ze mną w
drużynie?
- Tego nie
powiedziałem.
Przez kilka sekund
mierzyliśmy się wzrokiem, aż w końcu zacząłem kozłować.
- Zaczynajmy.
***
- Jak to się
przepisujesz?! – wykrzyknął zdziwiony okularnik, gdy Taiga powiedział swojej
drużynie o zmianie szkoły.
- No zwyczajnie… -
mruknął, drapiąc się nerwowo w tył głowy. – Przegrałem zakład z Aomine i tak
jakoś wyszło.
- Założyłeś się z nim
o coś takiego?! To głupie! Nie możesz odejść! Przecież nie musisz się
przepisywać!
- Ale… - zaczął.
Spojrzałem na niego uważnie. Czyżbyś chciał coś powiedzieć, tygrysku? – Ja…
zawsze dotrzymuję słowa, a poza tym… chcę… chcę z nim grać.
I o to właśnie chodzi!
Bingo! Jak zwykle odniosłem sukces i wygrałem.
- Na nas już czas,
więc się pożegnamy – Przerwałem ciszę, po czym pociągnąłem za sobą Taigę.
Kiedy byliśmy już przy
szkolnej bramie, usłyszeliśmy czyjeś pytanie:
- Coś między wami
jest, mam rację?
Podskoczyliśmy
gwałtownie i spojrzeliśmy na Tetsu morderczym wzrokiem. Przez chwilę
mierzyliśmy się spojrzeniami, a ten mały drań cały czas miał na twarzy typowego
poker face’a.
- Nie – mruknął
Kagami.
- Tak – powiedziałem w
tym samym czasie.
Zerknął na mnie zdziwiony
i po chwili oberwałem od niego mocną sójkę w bok.
- Ty kretynie, masz
się natychmiast zamknąć! – syknął.
- A myślisz, że on
niczego nie podejrzewa? – wskazałem głową Tetsu. – I tak by się niedługo
dowiedział, a tak dla nas tylko lepiej.
Mocno się zarumienił i
odwrócił głowę.
- W takim razie życzę
wam szczęścia na nowej drodze życia – odezwał się Kuroko, a po chwili już go
nie było.
Zaraz, zaraz… Przecież
to się mówi młodej parze na ślubie!
- Ty cholerny draniu…
- warknąłem, ale po chwili się szeroko uśmiechnąłem. W końcu miałem do tego
powody. Od jutra Taiga będzie chodził ze mną do szkoły.
***
- Kolejny mecz gramy z
Seirin – oznajmiła Satsuki na koniec treningu. Nawet ja zacząłem na nie
przychodzić, bo miałem więcej okazji do grania ze swoim chłopakiem. Przy okazji
grałem mu też na nerwach.
Zerknąłem na niego.
Wyglądał na przygnębionego.
- E, coś taki cichy? – Zarzuciłem swoje ramię
na jego szyję, przyciągając go tym samym do siebie. – To tylko mecz!
- Ale to są
eliminacje… - szepnął. – Ktoś odpadnie.
- No łał – prychnąłem.
– Im kibicujesz?
- Nie! To nie tak!
- To się przestań tym
zamartwiać i lepiej zastanów się, co zrobisz nam dziś na kolację.
- Ty cholerny
darmozjadzie!
- Zapłacę ci… –
Pochyliłem się nad jego uchem. – …w naturze.
Momentalnie spalił porządnego buraka i odwrócił głowę,
porządnie się rumieniąc.
- Baran – prychnął,
ale na jego twarzy pojawił się nikły uśmiech.
Chyba ktoś ma na mnie
ochotę, co, Taiga?
***
Wygraliśmy. To było
oczywiste. Totalnie zmiażdżyliśmy Seirin. Słyszałem, jak niektórzy mówili, że
Touou pozyskało nowego potwora. Moja bestia musi zostać okiełznana.
- Piona, Kagami! – Podniosłem
dłoń, a po chwili Taiga przybił ze mną piątkę.
Niby się uśmiechał,
ale co chwila zerkał na swoją dawną drużynę, która z trudem powstrzymywała łzy.
- Aomine-kun –
Usłyszałem nagle. Błyskawicznie spojrzałem w prawo i zobaczyłem Tetsu. O dziwo,
wyciągnął do mnie rękę, a po chwili złożył swoją dłoń w pięść. Spojrzałem na
niego, zaskoczony. – Wprawdzie przegraliśmy, ale… Chcę z wami przybić żółwika.
Chociaż ten ostatni raz.
Zauważyłem, że Kagami
się uśmiechnął. Przysunął swoją dłoń do niego i zaśmiał się.
- Głupku, na pewno
jeszcze to kiedyś powtórzymy! – przybiliśmy z nim żółwiki, po czym poszliśmy w
stronę szatni.
- Nara, Tetsu! –
krzyknąłem do niego, jednocześnie obejmując szyję Taigi swoim ramieniem. – To był
całkiem fajny meczyk.
- Tia… - Strącił moje
ramię. – Jestem potwornie głodny.
- To co? Kolacja u
ciebie?
Spojrzał na mnie ze
znudzeniem, ale po chwili przytaknął.
***
- Ty kretynie! –
wrzasnął Kagami, gdy siłą przycisnąłem go do łóżka. No i po co się opierasz?
Przecież tego chcesz. Czuję to. I to dosłownie. Twoja erekcja wbija mi się w
nogę. – Jestem zmęczony!
- Gwarantuję ci, że po
tym zaśniesz w mgnieniu oka – Wymruczałem do jego ucha. – Taiga, nie komplikuj
tego…
Zrobiłem mu na szyi
piękną malinkę. Zacząłem jeździć nosem po jego policzku, a wolną rękę włożyłem
mu za spodnie, na co cicho jęknął.
- Ej, kocie, weź się
trochę przyłóż, bo normal…
Nie dokończyłem, gdyż
gwałtownie wpił się w moje usta. Wreszcie! Czyli co? Jednak na ostro? O tak,
Taiga, właśnie tak!
- Jak już się tak
upierasz, to ma być przyjemnie! – warknął Kagami i pozbył się moich jeansów.
- Ze mną zawsze jest
przyjemnie, kochanie – Uśmiechnąłem się zwycięsko, po czym przygryzłem płatek
jego ucha.
Niby zmęczony, ale ile
miał energii! No normalnie mógłby zasilić jakąś sporą elektrownię…
Dawno nie miałem z nim
tak upojnej nocy.
Tak… Moja bestia. Mój
potwór. Zabawa z nim jest intrygująca, aczkolwiek czasem niebezpieczna. Ale właśnie
to mnie w nim pociąga. Jego dzikość.
Dwie bestie się do
siebie jeszcze bardziej zbliżyły. Dwa potwory walczą o dominację. Dwa monstra
się kochają. Są rywalami, ale jednocześnie kochankami. Nie mogą bez siebie żyć.
Ciągle walczą, lecz wiedzą, że te walki są częścią ich życia. Bo co to za życie
bez jakichkolwiek urozmaiceń?
_______________________________________________________________________________________





Kocham tę dwójkę.. Ale jednak to takie dziwne, że w tym opku Kagami odszedł od Seirin O_O Mogę wręcz powiedzieć, że straszne. *czuła taki dziwny niepokój w brzuchu przez cały czas i było jej smutno, i jeszcze szkoda Kuroko* Lol Nie rób mi tak więcej.. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńTo mój ulubiony paring <3 *.*
UsuńNo postaram się ;P
Bajo ;)