Tak więc życzę wam miłego czytania i mam nadzieję, że nie załamiecie się takim Aomine XD
________________________________________________________________________________________
- Jak
wiecie, czas na wybór liceum – zaczął Akashi, stając na środku sali
gimnastycznej. – Dostaliście ulotki, więc powinniście już wybrać. Mam nadzieję,
że nie konsultowaliście się ze sobą w tej sprawie – Czujnie na nas popatrzył. –
Ryouta, gdzie pójdziesz?
- Ja chciałbym chociaż z jednym z was…
- Pospiesz się – przerwał mu kapitan. – Nie
mamy tyle czasu.
- Kaijo.
- Shintarou?
- Shutoku – Midorima poprawił swoje okulary.
- Atsushi?
- Yosen – Jak dobrze! Szczęście, że nie
wybrałem tego liceum… Jednak niepokoił mnie fakt, że ten olbrzym ciągle na mnie
zerkał.
- Daiki?
- Touou – mruknąłem.
- Tetsuya?
- Seirin.
- Ja wybrałem Rakuzan. Jak widać każdy wybrał
szkołę, która mu najbardziej pasowała. Pamiętajcie, że kiedy spotkamy się na
boisku, nie będziemy już drużyną, ale przeciwnikami. Będziemy walczyć w swoich
drużynach o zwycięstwo.
Czyli idę sam do nowej szkoły? Ech, liczyłem
chociaż na jedną osobę z drużyny, z którą będę w klasie. Momoi się nie liczy,
bo ona deklarowała się już jakiś miesiąc temu, że pójdzie tam, gdzie ja. Myślałem,
że będzie chciała pójść z Tetsu. Przynajmniej nie jestem w jednej szkole z tym
popapranym pedałem. Oby się ode mnie odczepił. Może w nowej klasie znajdzie
sobie inną ofiarę? Chociaż nikomu nie życzę takiego prześladowcy. Nawet
Haizakiemu. Chociaż może dla niego zrobię wyjątek…?
***
Nadszedł ten dzień. Pierwsze chwile w nowej
klasie, nowe osoby, nowy klub koszykówki. Od tamtego wydarzenia na dachu,
minęły cztery miesiące. Już nie reagowałem na czyjś dotyk tak dziko, jak
kiedyś, ale i tak starałem się przebywać w towarzystwie ludzi, których znam. W
szkole Satsu często za mną łaziła, w klasie siedziałem obok Sakuraia, a po
lekcjach często spotykałem się z Kise bądź Kagamim na one-on-one. Wtedy też
przychodził Tetsu i było mi jakoś raźniej. Najważniejsze jest to, że ani razu
nie natknąłem się na Murasakibarę.
- Ahomine! – krzyknął Kagami, gdy po raz
kolejny go wyminąłem i zdobyłem kosza.
- Czego, Bakagami? – burknąłem w jego stronę.
Lubię tego kretyna, a szczególnie uwielbiam go
wkurzać, co naprawdę dobrze mi wychodzi. W jego towarzystwie czuję się… dobrze.
Może dzięki naszym spotkaniom wróciłem do dawnego siebie i już nie boję się
dotyku innej osoby?
- Oszukujesz!
- Jestem po prostu za dobry – Posłałem mu
zwycięski uśmiech.
Przeklął, po czym szeroko się uśmiechnął.
- Himuro! – zawołał, machając ręką w stronę
jakiegoś chłopaka z grzywką na oku. A, no tak. To ten jego brat. Po co tu
przylazł?
- Hi, Taiga! – odpowiedział.
Zaraz, zaraz… W której on drużynie gra?
Zesztywniałem, gdy obok niego pojawił się
Murasakibara. Wiedziałem, że wkrótce go spotkam… Miałem takie cholerne
przeczucie, które niestety się sprawdziło.
- O, Mine-chin, dobrze cię znów widzieć –
Olbrzym spojrzał na mnie, a ja dostrzegłem w jego oku zboczony błysk. Zupełnie
jak wtedy… Na dachu…
- Yyy… - wyjąkałem. – Ten… Muszę iść do
lekarza!
Podbiegłem do ławki po swoją bluzkę i już
chciałem się stamtąd jak najszybciej ulotnić, ale przeszkodził mi Kagami,
łapiąc mnie za ramię.
- Przecież nie masz dziś lekarza – zdziwił
się. – Mieliśmy tu grać jeszcze godzinę, więc możesz chyba zostać?
- Eee – Co robić? Co robić? – Ja…
- Spokojnie, Aomine- kun – wtrącił się nagle
Tetsu, o którym kompletnie zapomniałem. – Mogę do ciebie później wpaść po
zeszyt, który ostatnio zostawiłem? Kagami pójdzie z nami, bo miał iść ze mną do
Maji-Burgera.
Zeszyt? Tetsu, nie było cię z żadnym zeszytem…
- Miałem gdzieś z tobą…? – zaczął Taiga, ale
sójka w bok od Tetsu przywróciła mu zdolność myślenia. – A, no tak! Jestem
potwornie głodny!
- Jasne – powiedziałem, siląc się na spokojny
ton. – Z-Zapomniałem. Lekarza mam jutro…
Kagami, Himuro i Murasakibara spojrzeli na
mnie jak na idiotę. Nie dziwię im się. Na ich miejscu sam pewnie bym tak na
siebie spojrzał.
- Skoro idziecie coś zjeść, to chętnie pójdę z
wami – odezwał się olbrzym po chwili ciszy.
Spojrzałem na niego z przerażeniem i odruchowo
cofnąłem się o krok, co nie umknęło uwadze Kagamiego. Spojrzał na mnie ze
zdziwieniem, ale o nic nie pytał.
Kiedy weszliśmy do Maji Burgera, usiadłem przy
ścianie, modląc się, by Murasakibara wybrał miejsce jak najdalej ode mnie. Kiedy
ten olbrzym chciał usiąść koło mnie, znieruchomiałem. Idź sobie, idź sobie…
I wtedy Taiga wylał na krzesło wodę i z
udawanym zmieszaniem na twarzy, sięgnął po serwetkę.
- Oj, gapa ze mnie – zaczął wycierać mokre
miejsce. – Ja tu usiądę, bo jeszcze nie wyschło.
Po raz pierwszy byłem mu za coś wdzięczny. Wiedziałem,
że zrobił to specjalnie. I wiedziałem, że czeka mnie z nim poważna rozmowa. Dam
radę mu o tym wszystkim powiedzieć?
Zabierałem się za jedzenie, aż nagle poczułem
na swoim kolanie czyjąś dłoń. Wiedziałem, do kogo należała.
Spojrzałem na Murasakibarę z oburzeniem, a po
chwili nadepnąłem mu na stopę. Podkurczyłem nogi najbardziej jak się dało, po
czym udawałem, że nic się nie stało. Nie czułem się jednak komfortowo, gdyż
ten palant ciągle się na mnie gapił.
Kiedy wyszliśmy z Maji Burgera, trzymałem się
jak najdalej od Murasakibary. Szedłem kilka metrów przed nim i co chwila odwracałem się, by sprawdzić, czy nie
próbuje mnie dotknąć.
- To co się stało? – spytał Kagami, gdy
zostaliśmy sami.
- Ekhm… - podrapałem się nerwowo w tył głowy. –
Głupia sytuacja. – Jak ma mu o tym, do cholery, powiedzieć?! – To było w
gimnazjum…
Jakimś cudem mu wszystko opowiedziałem.
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem i współczuciem.
- Chcesz powiedzieć, że… - zaczął.
- No przecież się chyba jasno wyraziłem, nie?!
– podniosłem głos. – Nie drąż więcej tego tematu… Naprawdę chcę o tym
zapomnieć.
- Sorry… - odwrócił głowę. Taka wiadomość
pewnie była dla niego szokiem. – To ten… Gramy jutro?
Uśmiechnąłem się słabo i pomachałem mu na
pożegnanie.
- Tylko się bardziej postaraj! – krzyknąłem.
Wspominałem już, że gra z tym idiotą jest
naprawdę intrygująca? Wprawdzie nadal jest słabszy ode mnie, jednak widzę w nim
godnego przeciwnika, z którym mogę powalczyć na poważnie.
Mam nadzieję, że się nie wygada innym…
***
- Nasz najbliższy mecz zagramy z Yosen –
powiedziała Satsu i spojrzała na mnie ze smutkiem.
Natychmiastowo zesztywniałem, a piłka, którą
do tej pory trzymałem, wyleciała mi z rąk. Znowu on… Dam radę? No przecież w
publicznym miejscu mnie nie zgwałci. Chyba. Po prostu będę się trzymał od niego
z daleka i problem z głowy.
A jeśli jednak coś się stanie? Jeśli nie dam
rady lub będę nieostrożny? Jeśli mnie znajdzie i…?
- Dai-chan! – krzyk Satsu przerwał mój monolog
wewnętrzny. – Gramy za dwa dni. Dasz radę?
Cała drużyna spojrzała na mnie z
nierozumieniem. Oni przecież nie wiedzą… I nie mają się dowiedzieć.
- Aomine, przegrałeś z nim w gimnazjum? –
spytał Imayoshi.
- Nie, nic z tych rzeczy! – zaprzeczyłem szybko.
Chociaż w pewnym sensie to mnie zdominował… - Ostatnio… Mam… Eee…
- Kłopoty ze snem – dokończyła za mnie Satsu.
Bogom dzięki, że poszła ze mną do szkoły!
- To radzę ci się dobrze wyspać – Kapitan spojrzał
na mnie czujnie, ale nic więcej nie powiedział. Mam takie dziwne wrażenie, że
on nam nie uwierzył w ten kit z bezsennością…
***
- Powodzenia na meczu! – Kagami machnął mi
ręką, po czym poszedł do swojej drużyny, zająć miejsce na trybunach.
Tia… Nie obawiam się samej gry, ale właściwie
tego, co będzie po niej.
Tak, znów odczuwałem strach. Znowu go zobaczę.
Będę musiał stać z nim na jednym boisku. Mam go kryć. Ironia, nie? To znaczy,
że będę musiał stać blisko niego. Zdecydowanie za blisko. A jeśli napadnie go…
nagła potrzeba na mnie?
Nie, stop! Przecież nie będzie się do mnie
dobierał na oczach tylu ludzi! Nawet on nie jest na tyle nienormalny!
- Dai-chan? – Momoi dotknęła mojego łokcia. –
Wszystko w porządku? – zapytała z troską.
- Ta – Zacząłem się rozgrzewać. – Nie musisz
się martwić.
- Gdyby coś było nie tak, natychmiast mi
powiedz, to…
- Nie będzie takiej potrzeby – przerwałem jej.
Pierwszy gwizdek rozpoczynający stawkę o awans
do półfinałów było słychać w całej hali. Murasakibara przejął piłkę i rzucił ją
do Himuro. Zaczęło się. Wbiegłem przed tego pedała, ignorując jego spojrzenie skierowane
na moją zgrabną dupę. Wiem, że jestem mega przystojny, ale bez przesady! Nie
mam zamiaru zwracać na siebie uwagi faceta! W dodatku tak głupiego.
- E, Mine-chin, nadal jesteś moim
cukiereczkiem – odezwał się nagle Murasakibara.
Starałem się go ignorować, co nawet mi
wychodziło. Dostałem piłkę i udało mi się zdobyć kolejnego kosza.
Tak było do trzeciej kwarty. Kiedy
rozpoczynaliśmy ostatnie dziesięć minut gry, stanął przy mnie i szepnął mi do
ucha:
- Kocham cię, Mine-chin.
Zatrzymałem się w miejscu i czułem, że nogi
miałem jak z waty. Kocha mnie chłopak? W dodatku TEN chłopak?
- Aomine! – krzyk kapitana usłyszałem jak
przez jakiś głośny szum.
Dopiero kiedy piłka przeleciała tuż obok
mojego ramienia, zrozumiałem, o co mu chodziło.
Nie, mam tego dość. Nie chcę tu być…
Kosz zdobyła drużyna przeciwna. Taka sytuacja
powtórzyła się kilka razy.
- Czas! – krzyknął trener.
Gdyby nie Wakamatsu, który pociągnął mnie na
ławkę, pewnie nadal sterczałbym na boisku. Cała drużyna gapiła się na mnie z
niezrozumieniem i żalem.
- Dai-chan? – Momoi podała mi butelkę wody.
Wziąłem ją do ręki, jednak po chwili spadła mi na podłogę. – Dai-chan, co on ci
powiedział?
- Satsu… - Chciało mi się płakać. – Ja nie
chcę… Nie chcę grać więcej w kosza!
Wstałem szybko z ławki, po czym pobiegłem do
szatni. Oparłem się o szafkę, a pierwsze łzy pociekły mi po policzkach. Dlaczego
mnie to wszystko spotkało? Czemu mnie musiał pokochać? Czemu muszę mieć takie
spaprane życie?!
Osunąłem się na podłogę i walnąłem pięścią w
metalowe drzwiczki. Nawet nie usłyszałem, kiedy ktoś wszedł do szatni.
- E, Mine-chin, dlaczego uciekłeś?
Ten głos…
Nie miałem nawet siły się odwrócić. Kiedy Murasakibara
objął swoimi ramionami moją talię, nic nie mogłem zrobić. Jedynie kilka
dodatkowych łez kapnęło na podłogę.
Jestem słaby… Czemu brakuje mi sił? Dlaczego nie
chcę już walczyć? Poddałem się? To wszystko, na co mnie stać? Jestem słaby…
________________________________________________________________________________________



Witam, witam, dzionek trwa, zaraz ten wpis skomentuje ja!!!!!!!!!!!!! :D Ależ nic z tych rzeczy, żadne wcielenie i sposób przedstawienia szanownego Aominecchi nie załamię mej czcigodnej osóbki ponieważ to jest w końcu Aomine i akceptuje go bez względu na jego postępowanie :D Aomineś nie chce grać w kosza przez Murasakibare? D Naprawdę mojemu mózgowiu ciężko jest wyobrazić sobie iż przez takową, można powiedzieć że błahostkę, Daiki chce rezygnować ze swojej pasji :D Cóż ten zboczony olbrzym Muraś zrobił z jego szanownym stanem psychiczno-fizycznym??!?!?!!? :D Przecie Aoś nie należy do osób które by wewnętrznie poniżały swoją własną osobę a tym bardziej czegokolwiek się bały, więc albo niech Ao się weźmie w garść i odtrzyma swe chwilowe przytrzymanie emocjonalne, albo zaraz puszczą mi nerwy i tak rozprawię się z Atsushim że mu pała z hukiem odpadnie i nawet jak będzie miał ochotę na Aominecchiego, to i tak jej nie zrealizuje gdyż ponieważ nie będzie miał czym!!! :D :P Okej, już uspokajam swoją osobę i trzymam kciuki, a co więcej, jestem pewna iż Daikiś w kolejnych rozdziałach dojdzie do siebie i poskromi tego niewyżytego słodyczo-maniaka :D Pozdrawiam i czekam na kolejne części tej ciekawie rozpoczynającej się historii :D
OdpowiedzUsuń*Poprawka, gdyż z tych emocji po powyższym tworze język mi się pląta, na początku zdania "sposób przedstawienia szanownego Aominecchi" :D miało być rzecz jasna Aominecchiego :D
UsuńHaha :D Przynajmnej Aoś będzie bezpieczny, jak rozprawisz się z Atsushim XD
UsuńDziękuję wielce Pani szanownej za skomentowanie i przeczytanie tego zacnego posta ^^
OAA!!! Aominecchi!
OdpowiedzUsuńN-no tak nie można! Murasakibara won ze swoim kutasem!
E-eto... Ogółęm fajnie napisane i w sumie jakby nie zwracać na smuteczek i złość na Atsushieho treść też fajna!
Biedny Dai-czan...
A ja go kooocham! I Murek wara od naszego Aomine! (mówi tak, a pewnie później będzie kazała się im całować, czy coś takiego...)Coraz bardziej mnie zaciekawiasz mnie opowiadaniem, bo... No sama przyznasz, że zaczęło się nietypowo, nieprawdaż?
Niestety nie napiszę nic więcej, bo się spieszę... Papa! <3
Zaczęło się wręcz dziwacznie, ale taka moja dziwna wyobraźnia :P Jednak miło mi, że cię tym zaciekawiłam :D Cel został osiągnięty ;)
UsuńDziękuję <3
Konbanwa..^^ G-Gomene, że komentuję dopiero teraz..! *ukłon* N-Naprawdę bardzo, bardzo przepraszam..:c
OdpowiedzUsuńM-Mimo, że jak zwykle ostatnia, t-to skomentuję, bo..w końcu komentarze dodają dużo sił autorom..*lekki uśmiech*
Tak więc..M-Mimo iż nie widzę tego paringu, to fabuła wymyślona przez Akinę-san, j-jest bardzo ciekawa..:) Ten rozdział był taki..s-smutny..k-kiedy pojawił się Murasakibara, bałam się razem z Aomine-kun..:c A-Atsushi, nie dręcz go tak..!
T-Tetsu zawsze wie kiedy zareagować..*ulga* D-Daiki wygadał się przez Kagamim..? To nawet lepiej, choć trochę mu pewnie ulżyło..
Mecz..? Z Yosen..? N-No nie..A-Aomine-kun trzymaj się..!
*czyta dalej i dalej* M-Murasakibara co Ty wyprawiasz...!
D-Dai-chan..nie uciekaj, wracaj..! Nie możesz być teraz sam..!
....no i wypaplałaś Aiko, kretynko...*pac głową o stół* P-Proszę Cię Aomine z-zareaguj jakoś..! Proszę..! *łezki w oczkach*
C-Czekam na kolejną część i błagam, n-niech Aomine się jakoś pozbiera..! :c
D-Dużo weny życzę..!!! <3 <3 <3
Dziękuję wielce serdecznie za twój komentrarz! <3<3
UsuńCieszę się, że udało mi się tak oddać uczucia Aominecchiego i że to czytasz mimo tego, iż nie przepadzasz za tym paringiem ^^
Murasakibara dręczyciel- prześladowca XD
Dziękuję bardzo! :D :D <3<3<3 :*
Czyżby gwałt? *rape face* Ahomine już tak szybko dogaduje się z Kagami? Jeej~ *ona sobie ogląda od nowa KnB i nie może do niej dotrzeć, że oni wszyscy są naprawdę w jednym wieku* To jest kripi *po raz drugi* O_O
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i dobranoc xo
Bo oni się polubili i zawsze się będą lubić (na swój idiotyczny sposób xD)
UsuńDobranoc! :3