środa, 13 stycznia 2016

Rozdział 37

Siedzę dziś od rana w domu, albowiem jestem chora i mój żołądek nieco się zbuntował... Ale mniejsza z tym!
Wreszcie coś napisałam! Zrobiłam sobie trochę przerwy, ale dziś pojawił się 37 rozdział ,,Życie czasem płata figle"!! :D Mam nadzieję, że nie zabijecie mnie za tę część XD Jakoś ostatnio cierpię na chwilowy zanik weny, więc wyszło co wyszło :P Oglądałam też anime, które zryło moje wyobrażenie na temat japońskich bogów (XD), więc... *ukłon* gomene! 
Zapraszam do czytania! :*
_________________________________________________________________________________

 ~Aomine~
  
 Nosz ja, kurwa, nie wytrzymam! Oszaleć można! Jeśli przez nią nie trafię do psychiatryka, to będzie to cud prawdziwy. Nie dość, że od rana ma zły humor, to jeszcze wysłała mnie do sklepu po jakiś cholerny jogurt. Jakby dobrego mięsa nie mogła zjeść…
 - Mówiłam ci o jagodowym! – krzyknęła, gdy wróciłem ze spożywczaka.
 - Powiedziałaś, że chcesz truskawkowy! – Oszaleję. Jeszcze chwila i oszaleję.
 - Ale potem zmieniłam zdanie na jagodowy!
 - Pięć razy zmieniałaś zdanie, miałem prawo zapomnieć!
 - Ty mnie w ogóle nie rozumiesz! – Oczy jej się niebezpiecznie zaszkliły. Tylko mi nie mówcie, że będzie płakać… - Masz gdzieś moje uczucia!
 Po policzkach spłynęło jej kilka łez, które szybko otarła rękawem bluzy. Bogowie, za co? Czemu musi mieć taki humor? Co ja zrobiłem, żeście mnie tak ukarali?! Obiecuję, że nawet przyjdę na trening, tylko niech jej się wreszcie okres skończy!
 Westchnąłem cicho i spojrzałem na nią. Oho, zaraz się zacznie. Najpierw krzyki, potem płacz, a co będzie teraz?
 - Idiota! – Aha, znów krzyki. – Nawet mnie nie pocieszasz! W ogóle ci na mnie nie zależy!
 Chciała wyjść z kuchni, ale złapałem ją za nadgarstek i do siebie przyciągnąłem, obejmując ramionami jej talię.
 - Głupia – szepnąłem. – Bardzo mi na tobie zależy. – Wtuliłem twarz w jej włosy. – A wiesz czemu? Bo cię cholernie mocno kocham.
 Wtuliła się we mnie i westchnęła cicho.
 - To zabierzesz mnie na zakupy? – Podniosła głowę i spojrzała mi w oczy.
 - Jeszcze czego – prychnąłem. – To, że masz okres nie znaczy, że muszę być na każde twoje zawołanie.
 - Phi. – Wzruszyła ramionami i zrobiła nadąsaną minę.
 - Który to dzień? – spytałem nagle.
 - Trzeci… - Lekko się zarumieniła.
 Uf, jeszcze tylko wytrzymać z nią dwa dni. Tylko dwie doby muszę znosić jej comiesięczne humorki. O, jaka wspaniała wiadomość! Jakby to uczcić? Może jakimś dobrym fastfoodem?
 Usiedliśmy na łóżku w jej pokoju i gadaliśmy o… właściwie to ona nawijała, a ja słuchałem. Ciągle paplała o nowej drużynie koszykarskiej, Kagamim, Sayace, koszykówce, Taidze, Kise, szkole, braciszku, Ameryce… Zaraz, wspominałem już o Kagamim?
 Westchnąłem cicho i podparłem dłonią podbródek. W między czasie zjadłem jeden z jagodowych jogurtów, które kupiłem w sklepie. Całkiem dobry był. Może powinienem je jeść? Przynajmniej raz na miesiąc? Ale to, że mi zasmakował, nie znaczy, że zaspokoił mój głód. Nie rozumiem, jak niektórzy mogą się najeść czymś takim. Przecież to tylko trochę jogurtu zmieszanego z jakimś proszkiem czy czymś… Najlepsze jest mięso i koniec kropka!
 - Słuchasz mnie, kretynie? – Jej pytanie wyrwało mnie z zamyślenie. Kurwa… Coś czuję, że mi się zaraz oberwie. Kiedy Akina jest wściekła, ostro potrafi przywalić. Gdy jednak jest wściekła i dodatkowo ma okres, najlepiej uciekać na drugi koniec świata i modlić się, by cię tam jakimś cudem nie znalazła.
 - Um… Ee… Hehe. – Podrapałem się nerwowo w tył głowy. – Tak jakoś ten…
 - Znowu mnie ignorujesz! – krzyknęła, a żyłka na jej czole zaczęła niebezpiecznie pulsować. O, bogowie, ratujcie mnie, swego zajebistego następcę, albowiem zaraz mogę przenieść się do waszego świata, zabity przez własną dziewczynę! Znając ją to pewnie by mnie ożywiła, udusiła, zakopała, odkopała, zabiła, a następnie znów zakopała, by mieć pewność, że na pewno nie żyję.
 - Nie, skądże… - Potarłem dłonią kark. – Po prostu… Zapatrzyłem się w twoje śliczne oczy, to wszystko. – Wymyśliłem jakieś kłamstwo. Może da sobie wcisnąć tę bajeczkę. Może się uda…
 - Naprawdę sądzisz, że mam śliczne oczy? – zapytała, lekko się do mnie przysuwając. Tak! Udało się! Ocaliłem życie!
 - Pewnie! Najpiękniejsze! – wykrzyknąłem, szczerząc się do niej jak głupi.
 - A jak to zobaczyłeś, gapiąc się cały czas na ścianę? – Oho, wyczuwam podstęp. Ma mnie! O ja biedny…! Ja nieszczęsny! Dzisiejszy dzień przejdzie do historii, bo umarłem ja – Aomine Daiki. Nawet nie zdążyłem napisać testamentu! Nikomu nie przekazałem swojej kolekcji pornosów. Nie jestem na to gotowy! Przecież mam dopiero szesnaście lat! Nie mogę umrzeć w tak młodym wieku! Tyle jeszcze przede mną… Tyle cycków, tyle pocałunków, tyle kosza…!
 - Mam bardzo dobry wzrok. – Zaśmiałem się, wiedząc, że to i tak nie ujdzie mi na sucho.
 - W takim razie na pewno zobaczysz każdą plamkę brudu w wannie. – Uśmiechnęła się złośliwie, ciągnąc mnie gdzieś za ramię. O co jej chodzi z tą wanną? – Masz. – Wepchnęła mi w dłonie ścierkę i płyn do czyszczenia toalety, po czym zaprowadziła mnie do łazienki. – W ramach pokuty umyjesz całe to pomieszczenie. Łącznie z kiblem. – Spojrzała na mnie złowrogo, po czym skrzyżowała ręce na klatce piersiowej. – Na co czekasz? Do roboty!
 - Nie jestem twoim służącym! – warknąłem, ale porządny kopniak, którym mnie obdarzyła, skutecznie przerwał moje protesty.
 - Szoruj.
 - A jeśli nie?
 - Powiem Kise, że masz jego półnagie zdjęcie na telefonie. – Wzruszyła ramionami. Skąd ona o tym, do cholery, wie?! Przecież to było jedną z moich najskrytszych tajemnic! I w dodatku zrobiłem to zdjęcie dawno, zapomniałem tylko usunąć… - Tak przy okazji, na wysprzątanie łazienki masz pół godziny.
 Wyszła z pomieszczenia, głośno trzaskając drzwiami. No to jestem w czarnej dupie. Gdyby nie to cholerne zdjęcie… Jakim cudem ona je wygrzebała?! Natychmiastowo wyciągnąłem z kieszeni swoją komórkę, po czym wszedłem w galerię. Odnalazłem potrzebne mi zdjęcie i nacisnąłem przycisk ,,usuń”. Chciałem kiedyś zrobić kawał Kise, ale po męczącym treningu Akashiego zupełnie o tym zapomniałem. Potem poznałem Akinę i fotka poszła w zapomnienie. Całe szczęście, że Ryouta nie dobrał się do mojego telefonu… Jeszcze by pomyślał, że jestem gejem albo co gorsza jego fanem! O, to by było nie do zniesienia. Być fanem Kise… Ble! Aż mnie ciarki przeszły.
  Chcąc nie chcąc, wziąłem się za sprzątanie łazienki. Zacząłem od zlewu, a skończyłem na kiblu. Kurwa, za co? Za to, że tylko jej przez chwilę nie słuchałem? Życie jest cholernie niesprawiedliwe. Płukałem ścierkę, aż nagle coś przykuło moją uwagę. Podszedłem do kosza na pranie, z którego wystawało coś czerwonego. Z czystej ciekawości wyjąłem to, a gdy zobaczyłem, co trzymam, aż zaniemówiłem. Kto by pomyślał, że Akina ma stringi? I że w ogóle w nich chodzi. Jakich ciekawych rzeczy mogę się dowiedzieć o swojej dziewczynie!
 Wyszedłem z łazienki, niosąc w ręku nowe odkrycie. Stanąłem w progu kuchni, obserwując, jak szykuje herbatę.
 - Nie wiedziałem, że masz taką bieliznę. – Uniosłem stringi w górę, a na usta wkradł mi się zboczony uśmieszek.
 Akina odwróciła się w moją stronę, a gdy zobaczyła swoją własność, spaliła porządnego buraka i podbiegła do mnie, wyrywając mi stringi z ręki.
 - Nigdy więcej nie zaglądaj do kosza na pranie, zboczeńcu! – warknęła i pobiegła szybko do swojego pokoju, wrzucając bieliznę do szafy. Jej policzki nadal były całe czerwone, oddech też miała nierówny. Podszedłem do niej i objąłem jej talię ramionami.
 - Skąd je masz? – spytałem.
 - Były w komplecie z zestawem stanika i majtek… - wyszeptała, starając się zasłonić włosami.
 - Ktoś cię już w nich widział?
 - Nie.
 - I dobrze. Ja będę pierwszy! – wykrzyknąłem, mocniej ją do siebie przytulając.
 - N-nawet o t-tym nie myśl! – krzyknęła i spojrzała na mnie z niepewnością. – Poza tym i tak w nich przeważnie nie chodzę…
 - Powinnaś to zmienić – wyszeptałem jej do ucha, po czym klepnąłem ją w tyłek.
 - Ej! – pisnęła. – Nie masz prawa…!
 - Do czego? – Dałem jej drugiego klapsa, kompletnie ignorując jej pisk.
 - Zboczeniec! – wydarła się.
 Zaśmiałem się cicho, po czym wtuliłem twarz w jej włosy, wąchając zapach jej szamponu. Piękny… Delikatny, z aloesem.. Tak, wiem co to jest aloes! Jeśli myśleliście, że jestem kompletnym idiotą, macie zapewniony ogromny wpierdol.
 Mocniej ją objąłem i zacząłem jeździć nosem po jej szyi.
 - Daiki – szepnęłam i pogładziła mnie po policzku. – Nie długo zaczynają się eliminacje do letnich zawodów.
 - I co z tego? – spytałem, podnosząc głowę.
 - Powinieneś wziąć się za ćwiczenia.
 - Jedynym, który może mnie pokonać, jestem ja sam – odparłem, odwracając wzrok. Może jednak uda mi się spotkać kogoś niezwykłego… - Nie zapominaj o tym.
 Między nami zapanowała niezręczna cisza. Akina westchnęła i pokręciła głową.
 - Seirin ostatnio grało mecz towarzyski z Kaijo – odezwała się nagle.
 - I? Jak bardzo Seirin przegrało?
 - Wygrali.
 - Ah… CO?! – wykrzyknąłem. – Kise przegrał?
 - Różnica nie był duża, ale nie dali rady.
 - Pewnie nie dali z siebie wszystkiego – prychnąłem. Zaraz, zaraz… W Seirin jest Tetsu… I ten goryl z rozdwojonymi brwiami, który uważa się za brata mojej dziewczyny. Czy to znaczy, że on jest jednak dobry? Jeśli tak, to może te zawody nie będą takie nudne… W końcu będę się musiał zmierzyć z kimś ze swojej dawnej drużyny, a jeden przeciwnik więcej to lepsza zabawa.
 - Naprawdę powinieneś się wziąć za trenowanie – powiedziała, a w jej głosie można było wyczuć powagę.
 - Chętnie kiedyś zagram z twoim bratem. – Spojrzała na mnie zaskoczona. – Mam zamiar go zmiażdżyć.
 Poszedłem do kuchni, wlałem sobie herbatę do filiżanki, a na koniec się do siebie uśmiechnąłem. Może jednak czeka mnie na tych zawodach trochę niespodzianek i przyjemności? Może znów będę mógł zagrać na poważnie? Może znów pozuję to uczucie, które towarzyszyło mi odkąd zacząłem grać w kosza? Może znów to pokocham?
 Akina mnie od tyłu przytuliła i pocałowała w policzek.
 - Cokolwiek się stanie, zawsze będę ci kibicować – obiecała.
_________________________________________________________________________________












środa, 6 stycznia 2016

Witajcie w Popaprańcu!

 Jako iż jestem nienormalna, do mej głowy wpadł ten oto pomysł :D Gorzej z wykonaniem, ale mniejsza z tym...
 Gomene za błędy, które najprawdopodobniej się tu pojawią, ale pisałam na szybko, więc...

Po prostu zapraszam was do czytania, mam nadzieję, że choć trochę wam się spodoba ;) 

P.S Mine, i tak ci nie dorównuję w takich pomysłach XD
_________________________________________________________________________________

*Piosenka na wejście*

Witajcie w mojej bajce,
 Tu Aoś gra na fujarce,
Akashi nam zaśpiewa,
Kuroś ubóstwia drzewa.

Tu wszystko jest możliwe,
Midorima zje pokrzywę.
A Kise, wiem coś o tym,
Pójdzie do kibla po tym.

Witajcie w mojej bajce,
Pranie mam już w pralce.
Mukkun trochę schudnie,
Nawet oczyści studnię

Bo z nami jest wesoło,
Zrobimy razem koło!
Usiądźcie więc wygodnie,
Nawet ściągnijcie spodnie.



  Akina Hyuga oraz Sayaka Kuso z uśmiechami na ustach przemierzały ścieżkę zielonego lasu. Pogoda była idealna – świeciło słońce, było ciepło, ale nie gorąco, wiał lekki wiaterek, który rozwiewał ich długie włosy. Dziewczyny trzymały w rękach lody i cały czas rozmawiały o swoich chłopakach. Ciągle się przy tym śmiały, opowiadały sobie o zabawnych zachowaniach swoich ukochanych oraz naśladowały ich miny.
  Dziewczyny szły coraz głębiej w las, aż nagle zakręciło im się w głowie i zamknęły na chwilę oczy, by złagodzić ból. Kiedy je otworzyły, zaniemówiły. Nie znajdowały się w lesie, do którego weszły, ale w zupełnie innym świecie. Rosło tu więcej kwiatów, było bardziej kolorowo, ptaki siedziały na gałęziach drzew…
 - Gdzie my jesteśmy? – spytała zaskoczona, ale jednocześnie przerażona Sayaka.
 - A bo ja wiem? – Akina rozglądała się wokół, by zauważyć choć jeden znajomy szczegół.
 - W Popaprańcu. – Usłyszały obok siebie. Krzyknęły i odruchowo odskoczyły, a potem spojrzały na sprawcę. Był nim niski człowieczek o jasnoniebieskiej skórze i błękitnych oczach oraz włosach.
 - Ha? – Nie zrozumiały.
 - Jesteście w Popaprańcu. – Powtórzył, bacznie im się przyglądając. – I depczecie moje jagody. – Wskazał na niewielkie, granatowe owoce, znajdujące się pod ich stopami.
 Dziewczyny pospiesznie zeszły z krzaczka jagód, po czym spojrzały na siebie ze zdziwieniem.
 - Kuroko?! – wykrzyknęła Akina, gapiąc się na Tetsuyę.
 - Smerf Znikacz, żadnego Kuroko nie znam. – Wzruszył ramionami. -  A wy to…?
 - Nie pamiętasz? – Zdziwiła się Sayaka.
 - Pierwszy raz was na oczy widzę. – Dziewczyny się przedstawiły, a on nagle kiwnął głową i mruknął do siebie. – No tak, to wy… szykują się wielkie wesela.
 Po chwili zniknął gdzieś, a nawoływania dziewczyn nie przyniosły żadnego rezultatu.
 - O co mu z tymi weselami chodziło? – szepnęła zaskoczona Sayaka.
 - Idziemy dalej. – Zarządziła Akina. – Muszę to wszystko wyjaśnić.
  Ruszyły przed siebie, uważnie się rozglądając. Nie chciały, by ktoś ich znów zaskoczył.
 - Ej, myślisz, że tu jest jakiś prezydent? – spytała nagle Sayaka.
 - A bo ja wiem? – odpowiedziała Akina. – Nie zdziwiłabym się, gdyby panował tu jakiś chciwy król, któremu w głowie tylko…
 - AAARRRRRRAARR! – Usłyszały nagle i krzyknęły głośno, od razu się do siebie przytulając.
 Spojrzały na pobliskie krzaki, z których po chwili wyszedł gruby ogr z… radiem w ręku i okularami na nosie. Zaraz, zaraz, to jest przecież…
 - Midorima?! – wykrzyknęły jednocześnie, gapiąc się na dziwną wersję kolejnego członka Pokolenia Cudów.
 - Miałyście krzyczeć i uciekać. – Westchnął stwór, poprawiając swoje okulary. – Wiedziałem, że płyta z tego radia nie da zadowalających efektów… - burknął. – Jestem Midogr, nie żaden Midorima, wieśniaczki.
 - W-wieśniaczki?! – Oburzyła się Akina. – Słuchaj no, ty popaprany ogórku! Nikt nie będzie mnie tak obrażał! Jeśli myślisz, że…
 - Piękne dupy w potrzebie! – zawołał nagle jakiś brzydki brunet z warkoczykami na głowie. Podbiegł do dwóch zdziwionych dziewczyn i stanął przed nimi, wyciągając ze swojej pochwy miecz zakończony uchwytem w kształcie haka. – Strzeż się, potworze! Jam jest straszliwy Haizaki Hak, który poćwiartuje cię na kawałeczki!
 - Znowu ten zboczuch – mruknął Midorima-ogr i poprawił swoje okulary. Odwrócił się i odszedł w swoją stronę, całkowicie ignorując wyzwiska nowoprzybyłego.
 - Mówiłem, że go przegonię? HA! – Haizaki Hak schował swój miecz i spojrzał na dziewczyny. – No, to która najpierw mi zapłaci?
 - Z-zapłaci? – zdziwiła się Sayaka. – Nie mamy pieniędzy…
 - Możecie zapłacić w naturze. – Uśmiechnął się wrednie i wyciągnął rękę w jej stronę.
 - Łapy precz od mojej siostry! – Akina zagrodziła mu drogę i trzepnęła go w dłoń.
 - Ostra, lubię takie. – Oblizał swój kciuk i spojrzał na nią z pożądaniem. – Ty będziesz idealna.
 Złapał ją za przedramię i do siebie przyciągnął, całując przy tym jej szyję.
 - Odwal się! – krzyknęła brunetka i zamierzała kopnąć swojego napastnika, jednak ten zablokował jej ruch.
 Sayaka kompletnie nie wiedziała, co ma robić. Wiedziała, że Haizaki Hak był dużo wyższy i silniejszy od niej, więc walka z nim nie miała najmniejszego sensu. Po krótkim namyśle zaczęła głośno wrzeszczeć.
 - Zamknij się, suko! – Haizaki pchnął Akinę na ziemię i podszedł do Sayaki, z zamiarem uderzenia jej.
 Kiedy dzieliło ich niecały metr, Hyuga zerwała się na równe nogi i szarpnęła Haizakiego za ramię, odciągając go od swojej siostry. Hak, który kompletnie się tego nie spodziewał, złapał ją za włosy i przyciągnął do siebie.
 - Oj, mała, przeginasz – szepnął jej do ucha. – Jak tak dalej pójdzie, to będę wobec ciebie brutalny.
 Akina zaczęła się szarpać, piszczeć, wyrywać się, co Haizakiego wyprowadzało z równowagi.
 - Zamknij się wreszcie! – krzyknął.
 - Puść ją! – Na polanie, na której się znajdowali, pojawił się wysoki, przystojny granatowłosy chłopak.

 *w tle słychać piosenkę*
Oto Aomine, Daiki Aomine
 Zuch i chwat
 Choć taki zboczony, cycków mu nadal nie brak
 Chętny jest do seksu, używa pumeksu
 Nigdy się nie lęka, zwalcza zło
 A gdy go potrzebujesz, przybędzie raz dwa!
 Nasz zboczuch może też obmacać cię.

Zły Shogou chce porwać cię
Co od tak dawna trwa
Wysyła ludzi, pałę swą budzi
By czynić zło sposoby zna
Lecz nie martw się
 Daiki ocali cię

Nie bój się i tyle, bo dzięki swojej sile
Tryskasz spermą aż tam, w dal
I między planetami nie będziesz się gwałcił sam
Choć jesteś tak zboczony
Dopełni się twe szczęście dziś tam


  - Znowu ty… - warknął Hak, jednak puścił Akinę, a po chwili zniknął za pobliskim drzewem.
 - W porządku? – Nieznajomy podał Hyudze dłoń, którą ta chętnie przyjęła.
 - Aomine?! – Przytuliła się do niego. – Powiedz, że chociaż ty jesteś normalny!
 - He? – mruknął zdziwiony, drapiąc się w tył głowy. – Jestem Alldaiki, a ty to Akina, racja?
 - Skąd wiesz?
 - Wyrocznia powiedziała, że spotkam dziś swoją przyszłą żonę, Akinę Hyugę. A skoro to ty… Przepowiednia się spełniła.
 - Ż-żonę? – Pisnęła zaskoczona, lekko się od niego odsuwając.
 - Alldaikicchi! – Do ciemnoskórego podbiegł… Kise. Jeden szczegół przykuł uwagę sióstr – Ryouta miał na głowie złotą koronę. - Zawsze musisz wszędzie tak pędzić! Mógłbyś czasem… - umilkł, widząc stojącą z boku Sayakę. – O, miłości moja! – Podszedł do niej, biorąc ją w swoje ramiona. – Już myślałem, że się nie doczekam!
 - Kise? – szepnęła Kuso, po czym wtuliła się w blondyna. – O czym ty mówisz?
 - Nie pamiętasz? – zdziwił się Ryouta. – Spotkaliśmy się kiedyś i obiecałaś, że jak tu wrócisz, to za mnie wyjdziesz.
 Sayaka była w takim szoku, że prawie zemdlała. Wpatrywała się w swojego chłopaka z uwielbieniem, a on ciągle jej powtarzał ,,Kocham cię”. W tym czasie do Alldaikiego podleciał śliczny, fioletowy dywan.
 - Przelecimy się? – spytał Aomine z uśmiechem. Nagle parsknął śmiechem, łapiąc się za brzuch. – Ty, ale to zabrzmiało! Chociaż jakbyś chciała, to możemy się p r z e l e c i e ć.
 - Zboczeniec! – Twarz Akiny pokryła się porządnym rumieńcem. Odwróciła głowę, starając się zakryć czerwone policzki. Nagle ciemnoskóry wziął ją w swoje ramiona, a po chwili szybowali wśród obłoków. Hyuga krzyknęła, po czym wtuliła się mocno w Alldaikiego i co jakiś czas zerkała w stronę ziemi. – Gdzie lecimy? – spytała cicho.
 - Do królestwa Kise – odparł ciemnowłosy. – Do Modolandii.
                                                                           ***
   Smerf Znikacz miał rację – szykowano wielkie wesela dla dwóch młodych par: Akiny i Alldaikiego raz Sayaki i Kise. Największy problem był z sukniami ślubnymi, bo trzeba je było szybko dopasować. Kosmetyczki i fryzjerki też miły dużo pracy – w końcu dziewczęta musiały wyglądać idealnie na tak ważnej uroczystości.
  Akina miała lekko pokręcone włosy, spięte na czubku głowy w pięknego koka, powieki potraktowano jej eyelinerem, rzęsy tuszem, a jej suknia ślubna była przepiękna. 1
  Sayace zrobiono śliczny, długi warkocz i wpięto w niego małe kwiatki. Na powiekach miała jasny cień, podkręcono jej rzęsy, natomiast suknia była bez rękawów. 2
 Obie wyglądały pięknie, ale nadal nie mogły wyjść z szoku, że wychodzą już za mąż. Ostatni raz spojrzały w lustra i się do siebie uśmiechnęły. Za godzinę będą już miały inne nazwiska, a ich palce ozdobią ślubne obrączki.

 Kiedy Sayaka i Kise powiedzieli sakramentalne ,,Tak!”, cała sala zaczęła bić brawa. Nadeszła kolej na Akinę i Alldaikiego. Podeszli razem do ołtarza, ale na widok księdza, a raczej jego dwukolowych tęczówek, przeszedł ich nieprzyjemny dreszcz. Proboszcz Akashi był uważany za najlepszego i najkonkretniejszego księdza w całej Modolandii, więc nikt się nie zdziwił, że to akurat jego poproszono o pobłogosławienie par.
 - Czy ty, Alldaiki, pragniesz poślubić AKinę Hyugę i ślubujesz jej miłość, w i e r n o ś ć oraz uczciwość małżeńską? – Proboszcz spojrzał uważnie na ciemnoskórego, który cały czas patrzył w oczy swojej wybranki.
 - Ślubuję – odpowiedział. – Pragnę tego najbardziej na świecie.
 - A czy ty, Akino, chcesz, by Alldaiki został twoim mężem i ślubujesz mu miłość, wierność oraz uczciwość małżeńską?
 - Ślubuję. – Brunetka posłała szczery uśmiech swojemu ukochanemu.
 - W taki razie weźcie te nożyczki. – Akashi wręczył kochankom czerwone nożyczki. – Dotknijcie nimi swoich dłoni.
 Zdziwieni małżonkowie wykonali polecenie kapłana, a po chwili usłyszeli:
 - Ogłaszam was mężem i żoną!
  
 Przyjęcie weselne było długie o huczne. Nikt nie chciał przerywać zabawy, cały czas ktoś szalał na parkiecie… Jednym słowem było zajebiście. Państwo młodzi wyglądali pięknie – szczęśliwi i uśmiechnięci trzymali się za ręce.
 Proboszcz Akashi opuścił przyjęcie najwcześniej, odjeżdżając na swoim szlachetnym ośle- Kłopobarze. Osioł ten był wyjątkowym zwierzęciem, bo cały czas jadł, ale mimo tego nie był gruby. W dodatku potrafił mówić. Wprawdzie używał tylko jednego słowa ,,jeść”, lecz… Zawsze coś.
 Noc poślubna młodych par była pełna energii i romantyzmu. Kise spacerował ze swoją małżonką po ogromnym ogrodzie, natomiast Alldaiki oraz Akina latali na dywanie, podziwiając gwiazdy. Na koniec oczywiście była sypialnia, ale chyba każdy wiedział, że tak to się skończy…
 I od tej pory żyli długo i szczęśliwie! :D

                                                                 The end
______________________________________
                                                                                                         1.
                                                                                                                              2.
Suknie ślubne ;)
______________________________________






wtorek, 5 stycznia 2016

Rozdział 36

Ohayo! Wstawiam dziś następny rozdział Akina x Aomine :D :D Ktoś się w ogóle cieszy? *rozgląda się* 

Mam już pomysł na pewną zwariowaną opowieść, coś jak ,,W Wariatkowie", ale nic więcej nie powiem ;) Wredna jestem XD Pomysł podsunęła mi Mine, więc... Mine, arigatou! <3

A teraz zapraszam do czytania!!
_________________________________________________________________________________

~Aomine~
   Jak ja tego nienawidzę! Te mundurki są niewygodne, niepraktyczne i w ogóle do bani! Kto wymyślił ten nakaz do ubierania w to niewinnych uczniów? Kto, ja się pytam?! Dałbym mu taki wpierdol, że raz na zawsze by mnie popamiętał.
   Po raz kolejny poluzowałem  krawat i z miną zawodowego mordercy przekroczyłem bramę nowej szkoły. Akademia Touou. Zapowiada się obiecująco. Nie bez powodu wybrałem akurat tę szkołę. Podobno mają całkiem silną drużynę. Mam nadzieję, że popiszą się dziś swoimi umiejętnościami.
 - Zmieńże tę minę, bo się z nikim nie zakolegujesz! – Akina szturchnęła mnie w bok i spojrzała na mnie zachęcająco.
 - Jakoś mi na tym nie zależy – mruknąłem, ale trochę zmieniłem wyraz twarzy.
 Zacząłem się rozglądać po nowej szkole. Całkiem spora. Uczniów też dużo. Ech, taki los chodzenia do budy pierwszego dnia w nowym roku. Przynajmniej nie miałem problemów z przechodzeniem przez tłum, bo ze względu na mój wzrost, ludzie sami schodzili mi z drogi. Przy okazji korzystały z tego Akina i Satsuki. Szły za mną, ciągle rozmawiając o nowej szkole i drużynie koszykarskiej. Dziewczyny. Zawsze muszę tyle gadać…
 Weszliśmy na wielką aulę i zajęliśmy wolne miejsca. Widziałem jak niektórzy rzucali mi ukradkowe spojrzenia i coś między sobą szeptali. Ach, moja zajebistość powoduje, że jestem naprawdę popularny. Z obojętną miną usiadłem na krześle, a dziewczyny przysiadły koło mnie. Uczniów przychodziło coraz więcej, rozpoznałem nawet postać kapitana drużyny koszykarskiej. Przyszedł do mnie przed zakończeniem gimnazjum i zapraszał mnie do ich drużyny. Tak się jakoś złożyło, że jednak się do tej szkoły zapisałem.
 - Dai-chan, postaraj się nie zasnąć, dobra? – Satsu spojrzała na mnie uważnie, a ja w odpowiedzi kiwnąłem głową. Może tym razem dyro nie będzie zanudzał…
   Jakże się pomyliłem! Słuchając jego głosu miałem ochotę oddać się w ręce Morfeusza i tylko dzięki regularnym szturchaniom, jakie zapewniała mi Akina, udało mi się utrzymać otwarte oczy. Nawet dyrektor mojej byłej szkoły tak nie przynudzał. Na dodatek jak zwykle było o tym samym – przepisowe mundurki, zachowanie, kluby i inne pierdoły, o których nie miałem zamiaru słuchać.
   Po skończonym apelu, który dłużył mi się w nieskończoność, podeszliśmy do tablicy, na której był spis klas. Akina i Satsu miały problem z przepchnięciem się, więc na mnie spadło zadanie sprawdzenia naszego przydziału. Okazało się, że wylądowałem w klasie ze swoją dziewczyną (w pierwszej C), natomiast Satsuki przypisano do pierwszej B, ku jej wielkiemu niezadowoleniu.
 - To co? – spytała Akina, gdy przedarliśmy się przez tłum pchający się do tablicy. – Idziemy na salę sportową?
   Niby pierwszy dzień, więc wypadałoby pójść, ale ogromnie mi się nie chciało. Pewnie kapitan będzie gadał o obecnym pierwszym składzie, o osiągnięciach drużyny, wszystkich przedstawi, a potem każe się przedstawić noworocznym. Normalka.
 - No chodź że, Dai-chan! – Momoi pociągnęła mnie za ramię i pobiegła za Akiną, która oddaliła się od nas o kilka metrów.
 Kiedy weszliśmy na salę, kilku uczniów było ustawionych w szeregu, a naprzeciw nich stał Imayoshi Shoichi – kapitan. Od razu nas dostrzegł, co było podejrzanie dziwne, gdyż miał zamknięte oczy. Od początku wiedziałem, że to dziwny człowiek.
 - Ach, Aomine Daiki. – Obrócił się w naszą stronę, a na dźwięk mojego nazwiska, reszta drużyny od razu na mnie spojrzała. – Cieszę się, że przyszedłeś. A kim są te dwie urocze dziewczyny?
 - Momoi Satsuki – powiedziała radośnie Satsu i pomachała innym.
 - Hyuga Akina. – Moja dziewczyna obrzuciła wzrokiem całą drużynę. – Chcemy być menedżerkami tego zespołu, jeśli oczywiście byłaby taka możliwość.
 - Ależ naturalnie! – wykrzyknął okularnik. – Przyda nam się ktoś taki. Stańcie za mną, a ty, Aomine, ustaw się w szeregu.
Niechętnie wykonałem jego polecenie i stanąłem obok jakiegoś niskiego chłopaka, który wyglądał tak, jakby się miał zaraz rozpłakać.
 - Na początku się przedstawię. – Zaczął Imayoshi. – Nazywam się Imayoshi Shoichi i jestem kapitanem drużyny koszykarskiej. Liczę na to, że dobrze będzie nam się współpracowało i wspólnie osiągniemy wyższy poziom. Starajcie się dawać z siebie wszystko na meczach i róbcie wszystko, by nasza drużyna wygrała. Teraz niech każdy z was się po kolei przedstawi.
 Nie zapamiętałem nikogo, oprócz Sakuraia Ryo, który stał obok mnie i ciągle przepraszał, bogowie jedni wiedzą za co.
 - Aomine Daiki – powiedziałem, gdy nadeszła moja kolei. Wszyscy pierwszoklasiści spojrzeli na mnie z niedowierzaniem, ale jednocześnie z podziwem.
 - Więc to prawda- szepnął jakiś brunet. – On naprawdę będzie w naszej drużynie…
 Prychnąłem cicho pod nosem i włożyłem ręce do kieszeni.
 - Te, kapitanie – odezwałem się nagle. – Już ci kiedyś wspominałem, że nie będę uczestniczył w treningach. Nie zmieniłem zdania.
 - Słuchaj no, szczeniaku! – Podszedł do mnie jakiś wysoki blondyn ze wściekłym wyrazem twarzy i złapał mnie za koszulę. Ej, nie po to matka mi ubranie prasowała, by teraz taki debil je gniótł! – Musisz mieć szacunek do starszych, inaczej wylecisz z drużyny! Poza tym jak ty się w ogóle…!?
 - Puść mnie. – Przerwałem mu. Spojrzał na mnie zaskoczony, a po chwili jęknął głośno, gdy kopnąłem go w brzuch. Złapał się za bolące miejsce i spojrzał na mnie z mordem w oczach. – Powiedziałem ci coś – burknąłem. – Nie pouczaj mnie, jeśli jesteś słabszy ode mnie.
 - Coś ty powiedział, gnoju?! – wykrzyknął blondyn.
 - Wakamatsu, spokojnie. – Kapitan próbował złagodzić sytuację. – Niepotrzebnie się wykłócacie tak pierwszego dnia…
 - Wyzywam cię! – Nerwus zwany Wakamatsu wskazał na boisko do kosza, po czym wziął piłkę do ręki. – Zobaczymy, jaki jesteś dobry, szczeniaku.
 - Nie mam ochoty. – Ziewnąłem.
 - Co?! – Chyba się jeszcze bardziej wkurzył.
 - Aomine, zagraj z nim dla świętego spokoju. – Wtrącił Imayoshi.
 Westchnąłem głośno, po czym zdjąłem z siebie marynarkę i podałem ją zaskoczonej Akinie. Chciała coś powiedzieć, ale wyminąłem ją i stanąłem naprzeciwko swojego rywala. Ten spojrzał na mnie groźnie i zaczął kozłować. Zgiął lekko kolana, nadal nie spuszczając ze mnie wzroku. Oho, zaczyna się. Blondyn przerzucił piłkę do lewej ręki i próbował ominąć mnie z prawej strony, ale nim znalazł się na mojej wysokości, zagrodziłem mu drogę. Rzucił mi zdziwione spojrzenie, po czym ponownie zaatakował. Tym razem błyskawicznie odebrałem mu piłkę i pognałem pod właściwy kosz. Wykonałem idealny wsad, ale chyba ciut za mocny, bo przypadkowo wyrwałem obręcz od kosza. Kurwa, coś za lekko to przymocowali…
 Cała drużyna patrzyła na mnie w totalnym osłupieniu. Tia, domyślam się, że u nich na co dzień nikt obręczy nie wyrywa. Cóż, ktoś musiał być w końcu pierwszy.
 - No, no – odezwał się kapitan, przerywając ciszę. – To było imponujące.
 - To było nic. – Rzuciłem odłamaną część na podłogę, po czym podszedłem do Akiny, odbierając od niej swoją marynarkę.
 - Skoro tak mówisz, tym lepiej dla drużyny. – Imayoshi spojrzał na mnie z… właściwie nie wiem z czym, bo nadal miał zamknięte oczy. Po co mu te okulary, skoro do tej pory ani razu nie otworzył powiek? Do tej pory myślałem, że to Midorima jest najdziwniejszym okularnikiem jakiego znam, ale powoli zmieniam zdanie. Kapitan zaczyna mu dorównywać. – Domyślam się, że masz jeszcze sporo w zanadrzu.
 - A co myślałeś? – Prychnąłem. – W końcu nie bez powodu byłem asem w Teiko.
 - Coś czuję, że mnie nie zawiedziesz.
 ,,Nie gram dla ciebie, idioto”, pomyślałem, po czym odwróciłem wzrok. Chcę znaleźć silnego rywala, to wszystko. Nie zależy mi na współpracy, na drużynie. Po prostu chcę dalej wygrywać.
 - Um, Imayoshi-kun? – Spytała Akina, podchodząc do kapitana. – Gdzie jest trener?
 - Nie będzie go do końca tygodnia, bo jest na pogrzebie kogoś z rodziny – odparł Imayoshi, poprawiając okulary na nosie. Nie no, prawie jakbym widział gorszą wersję Midorimy. Albo bardziej wkurzającą, sam nie wiem. A może dziwniejszą? E, mniejsza z tym. Kolejny wkurzający okularnik, który będzie się zapewne mądrzył.
 - A kiedy poznamy swoje zadania? – dopytywała Satsu.
 - Jutro wam wszystko pokażę. Po jutrzejszych zajęciach będzie nasz pierwszy trening, na którym macie się wszyscy stawić. To się też tyczy ciebie, Aomine. – Spojrzał na mnie z powagą i ponownie poprawił swoje okulary. – Będziemy sprawdzać wasze umiejętności, więc wypocznijcie. Na dziś to już wszystko. Możecie iść.
Wraz z dziewczynami opuściłem salę. Kątem oka zauważyłem, że Wakamatsu próbuje mnie zamordować wzrokiem, a kapitan coś do niego mówi. Wzruszyłem ramionami i poszedłem za Akiną oraz Satsu, które nadal gadały o drużynie koszykarskiej. No ile można?! Jeszcze im się to nie znudziło?
 - Muszę iść, wpadnę jeszcze do sklepu – powiedziała nagle Momoi i pomachała nam na pożegnanie.
 Odmachaliśmy jej, po czym poszliśmy w stronę naszych domów.
 - Chyba nie zrobiłeś za dobrego pierwszego wrażenia – odezwała się Akina.
 - Mam to gdzieś. – Wzruszyłem ramionami. – Nie zamierzam się z nimi kolegować. Dopóki będą dobrze grać, nic będę się czepiał.
 - Ale mogłeś się od razu nie kłócić z Wakamatsu.
 - On zaczął. – Prychnąłem. – W dodatku przegrał.
 - Powinieneś być milszy. – Spojrzała na mnie. – Musisz się dogadywać z drużyną.
 - Po prostu mają mi podawać. – Podrapałem się w głowę. – Resztę załatwię sam.
 Akina głośno westchnęła, po czym złapała mnie za rękę.
 - Jesteś niemożliwy – szepnęła.
 Chwyciłem jej dłoń i odprowadziłem ją pod dom. Może i ma częściowo rację, ale… Olać to. Jak innym nie pasuje mój charakter, to niech się do mnie po prostu nie zbliżają.

~Akina~
  - Drużyna koszykarska w Kaijo wydaje się być fajna. – Zaczęła Sayaka, kiedy usiadłyśmy na kanapie. Mówiła o kilku członkach, których zapamiętała, w tym o surowym kapitanie Kasamatsu, oraz o tym, że postanowiła zostać menedżerką ich zespołu, z czego Kise bardzo się ucieszył. Opowiadała o tym, że kapitan skopał Kise, bo model zaczął gadać zupełnie nie na temat. Imayoshi wydaje się być w porównaniu do niego taki opanowany. Ale może ten Kasamatsu potrzebuje czasu, by oswoić się z gadatliwością Kise? Cóż, na początku blondyn lekko mnie irytował, więc wiem przez co muszą przechodzić osoby, które dopiero co go poznały. – I tak minął nasz pierwszy dzień w nowej szkole. A jak u was?
 Westchnęłam głośno, po czym upiłam łyka herbaty. Powiedzieć jej o wszystkim? Pewnie i tak by się wkrótce dowiedziała, więc...
 Zaczęłam mówić o zebraniu drużyny koszykarskiej, o kapitanie, a kiedy doszłam do sprzeczki między Aomine a Wakamatsu, Sayaka aż otworzyła oczy ze zdziwienia.
 - Tak pierwszego dnia? – spytała.
 - Tia… - Po raz kolejny westchnęłam. – Coś czuję, że jak tak dalej pójdzie, to on się z nikim w drużynie nie dogada.
 - Nie możesz go wiecznie pilnować. – Moja siostra upiła łyka herbaty. – Musi się nauczyć ponosić konsekwencje wyborów.
 - Problem polega na tym, że on ich nie dostrzega. A ja już nie wiem, co zrobić, by przestał się tak samolubnie zachowywać.
 - W liceum na pewno spotka silniejszych przeciwników niż w gimnazjum, więc jest szansa na to, że ktoś go pokona.

 Oby tylko ktoś taki się znalazł, bo z Daikim będzie jeszcze gorzej. Słyszałam o wielu przypadkach, gdzie sławne gwiazdy dostawały bzika na punkcie swojej siły czy sławy i porzucały przyjaciół oraz stawały się zarozumiałymi egoistami. Mam nadzieję, że Aomine zdoła tego uniknąć.  
_________________________________________________________________________________







sobota, 2 stycznia 2016

Rozdział 35

Ohayo! Witam Was w ten zimny, ale piękny dzień i wstawiam 35 rozdział ,,Życie czasem płata figle" :D Sama nie wiem, ile tych rozdziałów jeszcze będzie, ale sama się sobie dziwię, że na razie wyszło ich aż tyle! W takim tempie to będzie ich ponad 50 XD Mam przynajmniej nadzieję, że jeszcze się wam nie znudziło :P
Zapraszam do czytania i komentowania! :*
_________________________________________________________________________________

~Aomine~

 Nie dość, że przyjazd Kagamiego Taigi doszczętnie przewrócił jej w głowie i w kółko tylko o tym gadała, to na dodatek zignorowała mój telefon i śmiała odrzucić połączenie! Nie no, tak to my się, księżniczko, bawić nie będziemy. Poczekaj no tylko, już ja sobie z tobą poważnie porozmawiam.
 Poszedłem do jej domu, zapukałem, a po chwili otworzyła mi nieco zaskoczona Sayaka.
 - Aomine? – Wpuściła mnie do środka. – Rzadko nas odwiedzasz…
 - Przyszedłem do Akiny – odparłem, zdejmując buty.
 - Bierze prysznic. Muszę iść na chwilę do sklepu, więc cię zostawię. Jak coś, to na stole stoi sok pomarańczowy, wlej sobie. Zaraz wracam.
 Założyła sandały, po czym opuściła mieszkanie, zamykając za sobą drzwi. Poszedłem do kuchni i nalałem sobie soku do szklanki, przy okazji rozglądając się po pomieszczeniu. Muszę przyznać, że gust dziewczyn mi się podoba – delikatne, jasne kolory ścian, jasnobrązowe meble i ciemne szafki. Wszystko się ładnie ze sobą komponuje i daje efekt całkiem sporej przestrzeni.
 Odłożyłem szklankę na stół, po czym poszedłem do pokoju Akiny. Ciekawy jestem, jaką minę zrobi, gdy mnie zobaczy. Będzie bardziej zaskoczona czy wściekła? A może skrępowana? W końcu nie odbierała ode mnie telefonów, więc wie, że mam prawo być na nią zły. Musi mi to jakoś wynagrodzić. Pomyślmy, co by tu mogła zrobić…? Może francuski pocałunek z języczkiem? Albo dobry lodzik? Hoho, to by było coś!
 - Sayaka! – Usłyszałem nagle krzyk Akiny z łazienki. – Możesz mi podać taką niebieską koszulkę z pokoju? Leży na łóżku!
 Och, to się dziewczyna zdziwi, gdy nikt jej ubrania nie przyniesie. Może przyjdzie tutaj w samym ręczniku…?
 Po chwili usłyszałem czyjeś kroki. Oho, jeszcze moment, jeszcze tylko chwila i…
 Akina weszła do pokoju z mokrymi włosami, ręcznikiem na plecach, krótkiej spódniczce, a jej piersi zakrywał śliczny, beżowy stanik. O ludzie, ile ja bym dał, by teraz pozbyła się tego biustonosza…
 Kiedy mnie zobaczyła, oczy jej się gwałtownie rozszerzyły, stanęła na środku pokoju i wlepiła we mnie swoje zdziwione spojrzenie. Uśmiechnąłem się do niej głupkowato, cały czas gapiąc się na jej śliczny biust. Po chwili dziewczyna oprzytomniała, zdjęła ręcznik z pleców i okryła nim swoje piersi. Nosz kurwa, taki ładny widok miałem…
 - C-Co ty tu robisz?! – Pisnęła zaskoczona.
 - Siedzę, nie widać? – mruknąłem, nie odrywając wzroku od jej przykrytej klatki piersiowej. – Nie odbierałaś telefonu.
 - Nie mogłeś mnie chociaż uprzedzić o swoim przyjściu?
 - No mówię przecież, że nie odbierałaś telefonów!
 Zacisnęła wargi i podeszła do łóżka, by zabrać ze sobą swoją koszulkę. Kiedy zamierzała wyjść ze swojego pokoju, zagrodziłem jej drogę.
 - Co robisz, debilu?! – krzyknęła i próbowała mnie wyminąć, jednak jej się to nie udało. – Suń się i zabierz mi z drogi ten tłusty tyłek!
 - Tłusty? – Udałem oburzonego. – Już ci kiedyś mówiłem, że moja dupa jest mega seksowna. Chcesz się przekonać?
  Spaliła dorodnego buraka, po czym speszona odwróciła wzrok. Zbliżyłem się do niej i złączyłem nasze usta w namiętnym, długim pocałunku. Mruknęła cicho, gdy wsunąłem język do jej buzi. Zacząłem na nią coraz bardziej napierać, aż nagle zarzuciła mi ręce na szyję, a ręcznik, który do tej pory okrywał jej skryty za stanikiem biust, spadł na podłogę. Gdy Akina to sobie uświadomiła, oderwała się ode mnie i chciała stanąć do mnie tyłem, ale jej to uniemożliwiłem.
 - Przód masz znacznie ładniejszy – Szepnąłem jej do ucha. Skorzystałem z okazji i zerknąłem na jej biust.      Aż chciało by się te cycki pomacać, mówię wam! Były takie jędrne i spore! A gdyby tak ich dotknąć…? Chociaż na chwilkę? – Możesz tak częściej po domu chodzić. Ładnie ci. Ale myślę, że bez stanika byłoby ci jeszcze ładniej… - Pocałowałem jej szyję, po czym zacząłem jeździć dłońmi po jej plecach, w okolicach zapięcia biustonosza. Wystarczy jeden ruch, jeden mały, szybki ruch... Jęknęła cicho, co nakręciło mnie do działania. To tylko chwila i…
 - Wróciłam! – Usłyszeliśmy radosny krzyk Sayaki. Nie no, wyjątkowo nie ma wyczucia czasu. W tym jest bardzo podobna do Kagamiego. Taki pech… A było już tak blisko! – Przyprowadziłam Kise!
 Jeszcze tylko tej cioty tu brakowało… Zaraz zacznie zbierać wszystkich przystojniaków z ulicy.
 Akina pospiesznie założyła bluzkę i wyszła z pokoju, nadal z rumieńcem na twarzy. Ręcznik zaniosła do łazienki, a ja poszedłem do salonu, gdzie znajdowała się przybyła dwójka.
 - Aominecchi! – Wykrzyknął uradowany Ryouta i podbiegł do mnie, by się ze mną przywitać. – Sayakicchi mi powiedziała, że przyszedłeś, to pomyślałem, że też wpadnę. – No po prostu cudownie. Czemu on zawsze musi się gdzieś wpraszać…? No ale w końcu nie ma co się dziwić, to mieszkanie jest domem jego dziewczyny. – Co tam u ciebie ciekawego?
 Zostałem przez niego posadzony na kanapie, po czym musiałem słuchać jego monologu dotyczącego emocji związanych z rozpoczęciem roku. Wyłączyłem się po kilku pierwszych zdaniach, co jakiś czas przytakując lub uważnie na niego patrząc. Ma się już tę wprawę, nie? W między czasie dosiadła się do nas Akina, która za wszelką cenę starała się unikać mojego wzroku, a gdy gapiłem się na jej biust, rumieniła się. Ciekawe jak się będzie zachowywała po tym, jak zobaczę ją nagą… O, to pewnie piękny widok, którego, mam nadzieję, kiedyś doświadczę.
 - Aomine, a ty żałujesz, że nie jesteśmy już razem w drużynie? – Spytał nagle Ryouta, co wyrwało mnie z moich przemyśleń.
 - Czy ja wiem… - Wzruszyłem ramionami. – Nie ważne z kim gram, będę wygrywał. Jeśli trzeba będzie, pokonam całe Pokolenie Cudów. W końcu jestem byłym asem najpopularniejszej i najsilniejszej drużynie gimnazjalnej w Japonii!
 - Ktoś wreszcie musi z tobą wygrać, Aominecchi – mruknął Kise, biorąc do ust czekoladowe ciasteczko.
 - To na pewno nie będziesz ty, Kise – Napiłem się soku pomarańczowego.
 - Zobaczymy, Aominecchi, zobaczymy.
 Siedzieliśmy tak jeszcze przez godzinę, aż w końcu miałem serdecznie dość. Pożegnałem się i poszedłem do swojego domu ignorując prośby innych, bym został. Wreszcie wolny. Już się bałem, że Kise zagada mnie tam na śmierć. Na dodatek temat zaczął schodzić na pobyt Akiny i Sayaki w Ameryce, a co się z tym wiąże, co jakiś czas wspominały o swoim ukochanym braciszku. A raczej o braciszkach, chociaż Himuro w ich wypowiedziach pojawiał się dużo rzadziej niż Kagami. Mówiły tylko o jakiejś kłótni między tą dwójką, po której Tatsuya się od nich odłączył i zerwał z nimi kontakt. Ech, tak też czasami bywa. Wydaje mi się to dziwnie znajome, ale nie do końca wiem czemu. Nie no, dobra, nawet wiem. Przecież to ja zacząłem być takim chamskim dupkiem, ignorantem, który śmieje się ze słabości i wysiłku słabszych ode mnie… O dziwo mi to jednak nie przeszkadza. Przyzwyczaiłem się do tego i teraz dziwnie by było, gdybym stał się znów starym Aomine Daikim. Czy on w ogóle jeszcze istnieje? A może zginął kilka miesięcy temu? Nawet gdyby żył, to czy chcę do niego wrócić? Chcę być znów taki rozbrykany i uśmiechnięty? Po co? Taka wersja też mi odpowiada. Nie przeszkadza mi, że niektórzy nazywają mnie potworem. To prawda. Jestem bestią, której do tej nikt nie mógł zatrzymać. Dlaczego mam sobie wmawiać, że jest inaczej? To, że marzę o silnym przeciwniku, nie znaczy, że każdy z kim zagram, będzie tym, na kogo czekam. Pogodziłem się z tym i nie mam zamiaru się zmieniać. A może najzwyczajniej w świecie nie chcę? Albo się boję? Ale jeśli tak, to czego?
  Pokręciłem głową i głośno westchnąłem. Spojrzałem w lekko zachmurzone niebo i zmrużyłem oczy przed promieniami słonecznymi. Zobaczyłem stado ptaków, które krążyły nad pobliskim parkiem. Kiedy byłem małym chłopcem, często myślałem nad tym, jakby to było mieć skrzydła i latać między chmurami. Czasem wyobrażałem sobie siebie siedzącego na białym obłoku i obserwującego ludzi z góry. A potem pojawiła się koszykówka i te marzenia poszły w niepamięć.
  Wszedłem do domu, gdzie od razy powitał mnie zapach naleśników. Mhmhm… Moja mama wie, co dobre.
 - O, Daiki, chcesz cos zjeść? – Spytała matka, gdy tylko przekroczyłem próg kuchni.
 - Znasz odpowiedź – Uśmiechnąłem się lekko, po czym usiadłem przy stole.
 Rodzicielka nałożyła mi na talerz cztery naleśniki, a obok postawiła słoik z dżemem truskawkowym. Prawdziwy rarytas! Mówię wam, naleśniki mojej mamy są zajebiście pyszne!
 - Jak ci minął dzień? – Przysiadła się do mnie, nalewając sobie do filiżanki cytrynowej herbaty. – Korzystaj z wakacji, bo niedługo szkoła.
 - Mamo, błagam, nie przypominaj mi o tym piekle. – Jęknąłem żałośnie, połykając kawałek naleśnika.
 Rodzicielka zaśmiała się, po czym upiła łyka ciemnej cieczy.
 - Kiedy byłam w twoim wieku, też nie przepadałam za szkołą – odezwała się nagle. – Ale natrafiłam na bardzo śmieszną klasę, miłego wychowawcę i z czasem chodzenie do szkoły stało się dla mnie przyjemnością. A właśnie, jak tam koledzy z gimnazjum? Ostatnio się chyba nie dogadujecie.
 - Ano nie dogadujemy – Przytaknąłem, gryząc ostatniego naleśnika. – Akashi i Murasakibara będę chodzić do szkoły poza Tokio, a reszta wybrała miejskie licea. Ostatnio widuję się głównie z Akiną, czasem spotkam też Kise czy Sayakę…
 - Masz wielkie szczęście, że spotkałeś Akinę – Mama się czule uśmiechnęła. – To naprawdę wspaniała dziewczyna. Fajnie by było, gdybyście się nigdy nie rozstali. Naprawdę wam kibicuję. – Upiła kolejnego łyka herbaty, po czym spojrzała na zegarek. – O! Mój program się zaczyna!
 Wybiegła z kuchni i włączyła telewizor w salonie. Postanowiłem być wielce zajebisty i umyłem talerz, nawet włożyłem go na właściwe miejsce do szafki! Klękajcie narody! Ja, Aomine Daiki, zrobiłem dziś dobry uczynek z własnej woli!
 Poszedłem do swojego pokoju i padłem na łóżko. Co by tu porobić? Nuudnoooo! Nie mam ochoty na spacer, telewizor jest przez mamę zajęty, a o wyjściu na boisko nawet nie miałem ochoty myśleć. Włączyłem więc laptopa i wszedłem na facebooka. Przeglądałem wszystko od niechcenia, głównie oglądałem zdjęcia, a na posty, które składały się z jakiś chorych cytatów, w ogóle nie zwracałem uwagi. Nagle coś przykuło moją uwagę. Akina wstawiła ostatnio zdjęcie z jakiejś kawiarenki. Nie była na nim sama. Obok niej siedział jakiś czerwonowłosy dziwoląg z rozdwojonymi brwiami, a naprzeciwko tej radosnej dwójki Sayaka jadła lody. Ach, więc ten pojeb, co wygląda jak małpa, to ich ukochany braciszek. No proszę, w ogóle nie widać podobieństwa. Całe szczęście, że Akina ma normalne brwi! Nawet nie potrafię jej sobie wyobrazić z czymś takim na twarzy! Z czystej ciekawości wszedłem na profil Kagamiego. Ciągle coś po angielsku, wydarzenia dotyczące koszykówki, on z kolegami, on z piłką do kosza, on  na plaży, on z Akiną, on z siostrami, on z… z jakimś pedalsko wyglądającym facetem z czarnymi włosami… Spojrzałem na oznaczenie. Mocno się zdziwiłem, gdy okazało się, że chłopak stojący obok niego to Himuro Tatsuya. Wtedy chyba żyli jeszcze w zgodzie, bo obaj obejmowali się ramionami, a na ich twarzach były szerokie uśmiechy. Kurwa, jestem strasznie ciekawy, co między nimi zaszło. Akina musi mi to kiedyś powiedzieć.
 Kiedy znudziło mi się oglądanie jego profilu, zdecydowałem się polubić zdjęcie, które wstawiła moja dziewczyna. Przy okazji zauważyłem, że polubili je już wszyscy członkowie Pokolenia Cudów, a Kise zdążył je nawet kilka razy skomentować. Tia, cały on. Gdzie nie pójdziesz – tam Kise. Gdzie nie spojrzysz – tam Kise. Jednym słowem Kise jest wszędzie. Nawet  w Internecie muszę ciągle na niego trafiać.

 Westchnąłem głośno, wylogowałem się z facebooka i ponownie padłem na łóżko. Co mam robić? Co robić? Nuudnoooo! Już to chyba mówiłem, ale jak zaraz czegoś nie wymyślę, to normalnie wyjdę z siebie! Postanowiłem leżeć tak do czasu, aż moja mama skończy oglądanie swojego serialu. Wtedy zejdę na dół i zajmę telewizor. Może znajdę jakiś ciekawy horror…
_________________________________________________________________________________