niedziela, 19 czerwca 2016

Wygrana - Rozdział 5

Witam wszystkich!  :D

Mam dla was kolejny rozdział ,,Wygranej"! ,,Kryminalistka" jest też w toku, więc możliwe, że niedługo się tu pojawi ;) Jednak ,,niedługo" to czas nieokreślony, więc nie podam dokładnej daty :D Wredna ja XD ;P

Tak z czystej ciekawości... Wolicie ,Wygraną" czy ,,Kryminalistkę"? Odpowiadajcie śmiało, na nikogo się nie obrażę XD Jak pytałam koleżanek, które też to czytają, to mówią, że oba opowiadania świetne, ale ,,Kryminalistka" lepsza ;) Podzielacie ich zdanie? A może któreś opko wam się nie podoba? To też możecie mówić, nikogo za to nie zabiję ;) ;P

 Miłego czytania! ;*

_________________________________________________________________________________


 Siedziałam na krześle w uniwersyteckiej kawiarni i piłam shake’a waniliowego. Naprzeciwko mnie Eriko przeglądała magazyn o modzie i jadła sernik. Rozmyślałam o wszystkim i o niczym jednocześnie. Przypomniałam sobie siłownię, jazdę motorem, park linowy, a co ciekawe, zawsze w tych wspomnieniach pojawiał się Aomine. Nie widziałam się z nim dwa dni, a już nie mogę o nim zapomnieć. Co jest ze mną nie tak?
 Pokręciłam lekko głową i wzięłam kolejny łyk shake’a. Ostatnio stałam się na uczelni dość popularna – w końcu ktoś, po kogo sam Aomine Daiki podjechał pod szkołę, nie może być byle kim, prawda? Taki jest tok myślenia osób z mojego uniwersytetu. A przynajmniej znacznej większości. Ogólnie ludzie podzielili się na kilka grup: jednej to w ogóle nie obchodzi, druga, w skład której wchodzą wytapetowane dziewczyny, jest o mnie zazdrosna, trzecia sądzi, że się puszczam i zostanę wkrótce poszukiwaną kryminalistką, a czwarta nadal potrafi ze mną normalnie rozmawiać i nie przejmuje się różnymi głupimi plotkami na mój temat. Do tej ostatniej należą Eriko, Kiyoko, Makoto oraz kilku dobrych znajomych, z którymi dość często gadam. Ludzie często oceniają innych po wyglądzie czy plotkach i nie zwracają uwagi na to, że ktoś może przez to cierpieć. Mnie takie osoby wkurzają, ale postanowiłam ignorować to, co mówią o mnie inni. Skoro tak myślą – ich sprawa. Ja znam prawdę, co mi wystarczy. Chociaż czasem wolałabym, by moje przyjaciółki o wszystkim wiedziały. Nie chciałam ich jednak martwić, a poza tym Aomine i Taidze mogłoby się to nie spodobać.
 Westchnęłam cicho i odstawiłam na stół pusty już kartonik po swoim shake’u. Eriko oderwała się od swojego magazynu i spojrzała na mnie z zaciekawieniem.
 - O czym myślałaś? – Spytała, chowając gazetkę do torebki.
 - O tym i o tamtym – mruknęłam, przeczesując ręką włosy.
 - Czyli o Aomine.
 Posłałam jej zdziwione spojrzenie, na co puściła mi oczko.
 - Znam cię już kilka lat, więc potrafię rozpoznać niektóre twoje zachowania. – Nachyliła się nad stołem i kazała mi zrobić to samo. – Powiedz szczerze, podoba ci się? Bo nie zaprzeczysz, że jest przystojny.
 Zaniemówiłam. Z kim ja się przyjaźnię?
 - Jest przystojny, ale nic z tego nie będzie. – Starałam się nie odwrócić wzroku. – Poza tym…
 - Hej, Aki-chan, Eri-chan! – Usłyszałyśmy radony głos Kiyoko.
 Po chwili blondynka oparła się rękoma o blat stolika, przy którym siedziałyśmy, i szeroko się uśmiechnęła.
 - Za dwa tygodnie będzie bal dla wszystkich studentów! – Oznajmiła, prawie piszcząc przy tym ze szczęścia. – Można przyjść samemu bądź z kimś. Będzie DJ, jedzenie, tańce, jedzenie, jakiś konkurs, krótka przemowa dyrektora i jedzenie.
 - Powiedziałaś o jedzeniu trzy razy. – Zauważyła Eriko.
 - Serio? – Zdziwiła się Kiyoko. – Bo kocham jeść! – Zaśmiała się, po czym uważnie na mnie spojrzała. – Jak myślisz, Makoto cię zaprosi?
 - Może… - Wstałam i podeszłam do kosza, by wyrzucić kubek po shake’u.
  W sumie miło by było pójść z chłopakiem na bal. Chociaż znając życie, to i tak większość dyskoteki spędzę z przyjaciółkami. Albo będę jeść, albo tańczyć z nimi. Ewentualnie co jakiś czas któryś z chłopców poprosi mnie do tańca.
 Wróciłam do stolika, przy którym siedziałam, i popatrzyłam na Kiyoko paplającą o jakimś cieście. Eriko wydawała się być tym znudzona, więc posłała mi błagalne spojrzenie. Zrozumiałam.
 - Dziewczyny, może pójdziemy już pod klasę? – Zaproponował. I tak robiło się późno, więc trzeba było wracać na zajęcia.
 Kiyoko skończyła gadać, natomiast Eriko odetchnęła z ulgą. Uśmiechnęła się do mnie lekko i wyrzuciła do kosza zużytą serwetkę. Nie uszłyśmy kilkunastu metrów, a podszedł do mnie Makoto. Przywitał się z dziewczynami, a mnie poprosił na słówko.
 - Akina, chciałabyś może… - Zająkał się. – Pójść ze mną na ten bal?
 - Z przyjemnością. – Uśmiechnęłam się.
 - Ekstra! – Wyrwało mu się. Zaraz jednak zakrył usta ręką i rozejrzał się wokół. – Podjechać po ciebie czy…?
 - Dzięki, nie musisz. Sama przyjadę.
 - Dobra. – Spojrzał mi w oczy. – To ten… Dzięki i do zobaczenia!
 - Pa!
 Pomachałam mu na pożegnanie i podeszłam do przyjaciółek. Te pokiwały głowami i uśmiechnęły się zwycięsko.
 - Wiedziałam! – Wykrzyknęły jednocześnie. Spojrzały na siebie, po czym wybuchły głośnym śmiechem.
 - No, no, Aki-chan, masz powodzenie! – Kiyoko puściła mi oczko, a ja teatralnie westchnęłam i pociągnęłam za sobą chichoczące przyjaciółki.
 Boże, dlaczego ja się z nimi przyjaźnię?

                                                                      
                                                                              ***


 W ciągu ostatniego tygodnia Aomine w ogóle się nie odzywał. Pomyślałam nawet, że już się ode mnie odczepił, ale szybko pozbyłam się tej myśli. Takie osoby łatwo nie odpuszczają.
 Westchnęłam cicho i zarzuciłam torebkę na ramię. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do kuchni, gdzie podkradłam Taidze jednego naleśnika. Spojrzał na mnie oburzony, a ja w odpowiedzi pokazałam mu język.
 - Wracam za czas nieokreślony. – Mrugnęłam do niego, kończąc placka.
 - Jak zawsze z zakupów. – Pokręcił głową, ale po chwili się uśmiechnął. – Obyś wybrała coś ładnego.
 - Mnie jest zawsze we wszystkim ładnie!
 - Zmykaj już. – Machnął łyżką w stronę drzwi i odwrócił się do mnie plecami.
 Pokręciłam lekko głową i poszłam do holu założyć trampki. Wyszłam z domu i poszłam w wyznaczone miejsce spotkania – do najbliższego centrum handlowego. Kiyoko już tam była i przeglądała coś w telefonie. Dyskretnie do niej podeszłam i zajrzałam jej przez ramię.
 - Jakie ciacho – powiedziałam, gdy zobaczyłam zdjęcie jakiegoś bruneta. – Kto to?
 Blondynka aż podskoczyła. Krzyknęła cicho i spojrzała na mnie zaskoczona.
 - Na miłość boską, Aki-chan, chcesz, żebym na zawał zeszła?! – Dotknęła teatralnie klatki piersiowej, a po chwili odgarnęła włosy z czoła. – Taki jeden… - Schowała telefon. – Ostatnio zaczął do mnie pisać.
 - Miłość kwitnie wokół nas – zanuciłam, szczerząc się przy tym jak głupia.
 - No chyba wokół ciebie! – Szturchnęła mnie w ramię. – Najpierw Aomine, potem Makoto… Mhmhm, prawdzie życie miłosne rozkwita!
 Pokręciłam lekko głową, nic nie mówiąc. Aomine wcale nie jest moją miłością, a Makoto… Znamy się od kilkunastu dni, więc nie traktuję go jak kogoś specjalnego. W sumie Daikiego też znam od zaledwie tygodnia, jednak on jest inny niż Ugiho. Którego bym prędzej wybrała? To dwa różne charaktery, więc wybór byłby bardzo trudny. Na razie to nie chcę się wiązać z żadnym z nich, więc problem z głowy.
 - Akina, Kiyoko! – Usłyszałyśmy znajomy głos, a chwilę później zobaczyłyśmy biegnącą ku nam brunetkę.
 Przywitałyśmy się całusem w policzek, po czym ruszyłyśmy do pierwszego sklepu z damską odzieżą. No i się zaczęło. Przebieranie się po kilka razy, polowanie na przeceny oraz poszukiwanie ładnych sukienek i butów uważam za rozpoczęte! Lubię babskie zakupy, ale po długim chodzeniu po sklepach robi się to uciążliwe. Do tej pory znalazłam piękne, czarne szpilki, wiszące kolczyki, komplet bielizny i jakieś krótkie spodenki, ale nie wypatrzyłam dla siebie żadnej sukienki. Eriko kupiła beżową z koronką, a Kiyoko błękitną z czarnym paskiem. Poszły więc do działu z koszulkami, a ja zostałam przy wieszakach z kieckami. Tyle ich tu było! I jak mam wybrać jakąś w ciągu jednego dnia? Dobrze, spokojnie, uspokój się. Dziewczyny potrafiły, to i ty sobie poradzisz.
 Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam przeglądać wszystkie po kolei. W końcu w rękach zostały mi dwie – granatowa i czerwona. Obie były piękne i miały koronkę. Pierwsza była trochę dłuższa, ale za to miała dziurę na plecach, natomiast druga prawdopodobnie sięgałaby mi do połowy uda. Postanowiłam poradzić się przyjaciółek. Kiyoko znała się na doborze ciuchów, więc powinna mi coś doradzić. Kiedy zamierzałam do nich pójść, usłyszałam znajomy głos.
 - Czerwona ładniejsza.
 Błyskawicznie się odwróciłam i zobaczyłam Aomine. Był ubrany w białą podkoszulkę i ciemną, jeansową kurtkę, natomiast w ręku trzymał dwie reklamówki – jedną z jakimiś ubraniami, a drugą z butami.
 - Co ty tu robisz? – Zdziwiłam się.
 - Zakupy. Nie widać? – Pokazał mi torby.
 - Ale co TU robisz? – Wskazałam na dział z odzieżą damską.
 - Zobaczyłem cię i podszedłem.
 Przez chwilę staliśmy w totalnej ciszy. Zauważyłam zdziwione, ale jednocześnie przerażone spojrzenia ekspedientek, które zaczęły coś między sobą szeptać. Ludzie, wszędzie to samo… To zaczyna być irytujące.
 - Więc czerwona? – Spojrzałam na sukienkę trzymaną w lewym ręku.
 Kiwnął potwierdzająco, więc odwiesiłam granatową sukienkę i udałam się do przymierzalni. Nawet nie musiałam się odwracać, by wiedzieć, że polazł za mną. A niech tylko spróbuje mnie podglądać, a oberwie moimi nowymi szpilkami! Chociaż nie, szkoda butów.
 Zamknęłam za sobą drzwi i zdjęłam z siebie ubranie. Odłożyłam je na stołek stojący w przymierzalni, po czym założyłam sukienkę. Muszę przyznać, że była piękna i pasowała mi do figury – nie wyglądałam w niej grubo, za to ładnie podkreśliła biust. Koronkę miała w kształcie kwiatków, a na górze prześwitywała, przez co było widać część mojej klatki piersiowej. Idealna.
 Zdjęłam ją z siebie i założyłam swoje ubranie. Wyszłam z przymierzalni, niosąc w ręku sukienkę. Aomine, widząc mnie, schował telefon do kieszeni i zrobił w moją stronę kilka kroków.
 - Mogłaś mi się pokazać – mruknął. – I jak?
 - Możesz sobie tylko pomarzyć! – Prychnęłam. – Idealna.
 - Mówiłem?
 Wyminęłam go bez słowa i zaczęłam iść w stronę kasy. Nagle podbiegła do mnie Kiyoko i praktycznie wepchnęła mi w twarz jakiś materiał.
 - No popatrz, no! – Złapała mnie za ramię. – Jest piękna, nie sądzisz? Ale widzisz ją? Widzisz?
 - Jak mam ją zobaczyć, skoro wcisnęłaś mi ją w twarz? – Odezwałam się. Chwilę później ponownie zobaczyłam sklep, a przed moimi oczami pojawiła się czarna bluzka z białym napisem ,,Beautiful and sassy”. – Pasuje do ciebie.
 - No wiem. – Uśmiechnęła się.
 - Akina – szepnęła nagle stojąca nieopodal Eriko. Posłałam jej pytające spojrzenie, a ona dyskretnie wskazała oczami Aomine. No tak… Głupio wyszło.
 - Etto… - podrapałam się w czubek głowy. – Dziewczyny, to jest Aomine Daiki. – Wskazałam ciemnoskórego, który nadal za mną stał.
 Moje przyjaciółki zdębiały. Spojrzały na niego z niepewnością, po czym zerknęły na mnie pytająco.
 - No Jezu– Westchnęłam. – Spotkałam go przypadkiem. – Wywróciłam oczami. - Aomine, to Kiyoko i Eriko.
 Daiki spojrzał na nie i obrzucił je czujnym spojrzeniem, a ja miała wrażenie, że Eriko chce się zapaść pod ziemię. Coś czuję, że będzie miała ogromny problem z zaakceptowaniem Aomine.
 Pokręciłam lekko głową i westchnęłam cicho. Nagle Kiyoko do mnie podeszła, ciągnąc za sobą odrętwiałą Iwasaki, po czym mnie przytuliła i dała mi całusa w policzek.
 - Już ja znam to twoje ,,przypadkiem”. – Mrugnęła do mnie. – Do zobaczenia jutro!
 Pomachała mi i wyszła ze sklepu, wciąż wlokąc za sobą Eriko. Jak śmiały mnie zostawić?! Z kim ja się w ogóle przyjaźnię? I co ja mam niby teraz robić z Aomine?
 - Twoje przyjaciółki są dziwne. – Odezwał się nagle Aomine.
 - Swój do swego ciągnie, wiesz?
 Skierowałam się w stronę kasy i wyjęłam z torby portfel. Podałam ekspedientce sukienkę i poczekałam, aż mi ją zapakuje.
 - Ale ty jesteś inna. – Stanął obok mnie, zupełnie ignorując dziewczynę stojącą za ladą.
 - Jaka? Wkurzająca? – Zapłaciłam ekspedientce. – Złośliwa?
 - Nie boisz się mnie aż tak, jak inni.
 Na chwilę mnie zamurowało. Na co dzień się go nie boję, owszem, ale bywają takie momenty, że jestem wręcz przerażona jego zachowaniem. Na przykład wtedy, gdy pobił tych facetów na siłowni – myślałam, że ze złości ich zabije. Ogólnie to Aomine mnie często wkurza, ale są chwile, gdy nie chcę z nim przebywać. Wciąż go nie znam, więc nie wiem, jak zareaguje na coś, co mu powiem bądź zrobię. To jedna wielka niewiadoma, do której trudno znaleźć rozwiązanie, jeśli to w ogóle jest możliwe.
 Wyszłam ze sklepu, a on szedł obok mnie, trzymając jedną rękę w kieszeni. Wyjęłam z torebki telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Między mną a Daikim panowała cisza. Nawet nie wiedziałam, jak powinnam zacząć rozmowę.
 - Idziesz na jakiś bal? – Spytał nagle, ratując mnie z niekomfortowej sytuacji.
 - Studencki – odparłam, poprawiając torbę na ramieniu. – Dyrektor go organizuje.
 - Z kim idziesz?
 - Z Makoto.
 - Z tą ciotą, która cię podrywa? – Syknął, a ja aż zadrżałam.
 - Lubię go, jest miły. – Siliłam się na spokój, ale czułam, że za chwilę mogę wybuchnąć. Za kogo on się uważa?! Sam mnie ciągle gdzieś zabiera, proponował mi seks, a teraz wkurza się, że jeden chłopak zaprosił mnie na tańce! – I nie masz prawa się w to wtrącać. Pójdę z nim i koniec.
 - A potem się okaże, że jest zboczeńcem.
 - Na pewno nie większym od ciebie. – Przyspieszyłam, ale zrównał ze mną kroku i złapał mnie za nadgarstek. – Czego ty znowu chcesz? – Syknęłam, patrząc na niego ze złością.
 Nie odpowiedział, tylko złączył nasze dłonie i pociągnął mnie w stronę parkingu. Chciałam mu się wyrwać, ale mi na to nie pozwolił. Mocniej ścisnął moją rękę, nawet na mnie nie spoglądając. Co mu znowu odbiło?! Najpierw się wkurza, a potem mnie gdzieś ciągnie. A może on ma jakieś rozdwojenie osobowości? Pierwszy on jest nawet miły i pomocny, za to drugi sprawia, że się wkurzam lub drżę się strachu. Nigdy wcześniej nie spotkałam takiej osoby.
 - Gdzie idziemy? – Spytałam.
 Nie odpowiedział. Po kilkunastu sekundach zatrzymał się przy pięknym, czarnym samochodzie. Zobaczyłam, że to jakiś rodzaj Toyoty. Nie znam się na markach, ale niektóre auta nawet ja potrafię rozpoznać. Muszę przyznać, że jego wóz jest śliczny – wyglądał jak nowy. A może był nowy? W końcu na wyścigach podobno nieźle się zarabia.
 - Odpowiesz mi?! – Chciałam mu się wyrwać, ale mocniej ścisnął moją dłoń.
 Otworzył przede mną drzwi i gestem ręki nakazał mi wsiąść. Przez chwilę stałam w bezruchu, ale gdy mnie lekko popchnął, prychnęłam i wsiadłam do środka, zamykając za sobą drzwi. Ucieczka i tak byłaby bezsensowna, bo dogoniłby mnie w dwie sekundy. A krzyczeć nie zamierzałam. Przecież mnie nie porywa. Poza tym nie chciałam mieć policji na karku. Najwyżej zadzwonię do Taigi.
 Kiedy mijaliśmy budynki i jakieś znaki, uświadomiłam sobie, że nie wiem, gdzie jesteśmy. Nigdy nie byłam w tej części miasta. Co tu się może znajdować? Prywatna strzelnica? Tor gokartowy? Luksusowe SPA? Gdzie on mnie zabiera?! A jeśli chce mnie wywieźć na odludzie, zabrać mi komórkę i trzymać w jakiejś piwnicy? Boże, za dużo się horrorów naoglądałam. Przecież on nie byłby zdolny do czegoś takiego… Prawda? Ściga się w nielegalnych wyścigach, ale to nie znaczy, że jest porywaczem, nie?
 Uspokój się, Akina, spokojnie. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech.
 - Gdzie jedziemy? – Postanowiłam nie dawać za wygraną, jednak widząc jego pulsującą żyłkę na czole, nie drążyłam więcej tematu.
 Aomine jest naprawdę dziwny. On to może wkurzać wszystkich o każdej porze dnia i nocy, ale jak ktoś zdenerwuje jego, to obrywa. Mam szczęście, że nie będę mieć siniaka pod okiem. Chociaż byłby zdolny uderzyć słabszą od siebie dziewczynę? Nie wiem, i jakoś nie mam zamiaru przekonywać się o tym na własnej skórze. Wolę nie być jego królikiem doświadczalnym. Jeszcze by mu przyszły do głowy jakieś chore eksperymenty.
 Przez całą drogę milczeliśmy. Patrzyłam tylko za okno, totalnie go ignorując. Nie dość, że miałam ze sobą kilka toreb zakupów, to jeszcze byłam głodna. W końcu cztery godziny chodzenia po sklepach to jednak wysiłek. A już szczególnie z moimi przyjaciółkami, które latały od półki do półki i wyłapywały najciekawsze promocje. Oszaleć można. Nie żebym nie lubiła zakupów, ale zbyt długie łażenie po sklepach jest najzwyczajniej w świecie męczące.
 Mijaliśmy kolejne domy i różne budynki, aż nagle stwierdziłam, że mieszkania w tej części miasta są większe i mają spore działki. Gdzie on nas zabiera?! Spojrzałam na Aomine, ale on w ogóle nie zareagował. Jechał dalej, nawet nie wyglądając przez szybę. Zna te tereny. Musi je znać, skoro tak pewnie tu wjeżdża. Ma tu znajomego? Kogoś z rodziny? Zacisnęłam wargi, by po raz kolejny nie zapytać go o to, dokąd jedziemy. Tylko bardziej bym go wkurzyła, a i tak by mi nie odpowiedział. Postanowiłam więc, że będę milczała do końca podróży.
 - To tutaj – powiedział, po czym zaparkował samochód przed bramą pięknego, dużego domu.
 - Co tutaj? – Spytałam, podziwiając budynek. Ogromny. W życiu nie widziałam większego!
 - No tutaj chciałem cię zabrać.
 Spojrzałam na niego zszokowana. Kto mieszka w takiej willi? Aomine musi mieć naprawdę bogatych przyjaciół, skoro pozwalają sobie na takie luksusy. A do tej pory myślałam, że mój dom jest duży… Wprawdzie mieszkam w nim tylko z Taigą, więc dla dwójki rodzeństwa jest wystarczający. I tak w większości rodzice nam go utrzymują. Dobrze, że go kiedyś kupili, bo teraz musielibyśmy wynajmować mieszkania. A dzięki temu, że mieszkamy razem, mama i tata mogą nas częściej odwiedzać. I płacimy mniejszy czynsz. Same plusy. Chociaż czasem są też minusy – na przykład dziwni przyjaciele Taigi, na czele z Aomine. Gdyby nie to, prawdopodobnie nigdy nie poznałabym tego zboczeńca i miałabym spokój do końca życia. A tak to co? Muszę go znosić. I w dodatku ciągle chce mnie gdzieś zabierać, jakby nie rozumiał, że ja nie zawsze chcę z nim jeździć. Potrzebuję trochę prywatnego czasu, jak każda dziewczyna w moim wieku. A ostatnio w tym prywatnym czasie jest zdecydowanie za dużo Aomine. Jednak nie mam żadnego pomysłu, żeby się odczepił. Przecież nie powiem mu: ,,Spadaj, chcę być sama”. To spowoduje, że będzie przychodził jeszcze częściej, żeby mnie wkurzyć. Nie mam jak się go pozbyć – zna mój adres, moją szkołę, ma mój numer… Jestem na niego jak widać skazana. Powinnam zostać świętą, bo chyba niedługo umrę śmiercią męczeńską, zamęczona przez tego zboczucha.
 - Kto tu mieszka? – Spytałam, podziwiając drzewo w ogrodzie.
 - Ja z kilkorgiem przyjaciół.

Zdębiałam. Zabrał mnie do swojego domu? Coś czuję, że to się może źle skończyć…

________________________________________________________________________________







niedziela, 12 czerwca 2016

Kryminalistka (cz.3)

Heeeej~!! :D

Obiecałam komuś, że to dziś wstawię, więc zamierzam dotrzymać obietnicy! :D Pisanie ,,Kryminalistki" jakoś łatwo mi do tej pory idzie, więc mam nadzieję, że wam się ta część spodoba ;)

I ten.... Przydałoby się wstawić 44 rozdział, nie? ;P Wybaczcie, ale ostatnio ciągle była ,,Wygrana", ,,Kryminalistka" bądź ,,Zemsta" i jakoś nie mogłam się za ten rozdział zabrać, więc praktycznie jest jeszcze nierozpoczęty :/ Jeśli ktoś w ogóle na niego czeka...

Mniejsza z tym XD przed wami ,,Kryminalistka"!! :D

________________________________________________________________________________


  Przyzwyczaiłem się już do myśli, że poszukiwaną kryminalistkę traktuję jak swoją koleżankę. Z którą czasem się pieprzę, fakt. Na początku zastanawiałem się, czy jej nie wydać, ale ta ochota przeszła równie szybko, co się pojawiła. Nie potrafiłbym na nią patrzeć, gdyby siedziała w celi z jakimiś wytatuowanymi zbirami, którzy co rusz rzucaliby jej pożądliwe spojrzenia. Nie umiałbym się do niej odezwać. Czułbym się jak jakiś śmieć, który wykorzystał ją dla własnych przyjemności, a następnie porzucił, odsyłając ją do więzienia. Prawdopodobnie by mnie znienawidziła, do czego nie mam zamiaru dopuścić. Naprawdę chcę z nią normalnie rozmawiać, spotykać się z nią… Gdybyśmy zerwali ten kontakt, czułbym jakąś pustkę. Jestem tego pewien. I nie chodzi o brak dobrego seksu, ale o brak jej obecności. Niby znamy się od niecałego miesiąca, ale czuję, że jest dla mnie kimś więcej niż dobrą znajomą. I właśnie to mnie najbardziej przeraża – chyba zakochałem się w kryminalistce. Kryminalistce, która lubi moje towarzystwo, często się ze mną kłóci, lecz w większości dla żartu, robi mi dobre jedzenie, a nawet idzie ze mną do łóżka. Jednak najlepiej się czuję, gdy szczerze się do mnie uśmiechnie, przytuli się do mnie lub po prostu usiądzie obok i porozmawia ze mną. Dziwne, nie? Nawet kochanie się z nią nie jest tak przyjemne jak wspólne spędzanie czasu. Wpadłem po uszy – nie umiałbym jej teraz wydać w ręce policji. Wprawdzie poznała już Wakamatsu i Sakuraia, a nawet dyskretnie oddała większość skradzionych rzeczy, ale to nie znaczy, że policja przestanie szukać Ognistej. W końcu podejrzewają, że znów może zaatakować. Na szczęście ja wiem swoje i jestem przekonany, że Akina nie założy więcej czerwonej peruki i nie będzie okradała sklepów z biżuterią. Jest teraz normalną obywatelką Tokio, która chodzi codziennie do pracy, robi uczciwie zakupy, w wolne popołudnia mnie odwiedza (czasem też ja ją), a w nocy smacznie śpi, nie myśląc nawet o ponownych przebierankach.
 Uwielbiam patrzeć na nią, kiedy śpi – na jej spokojną twarz, lekki uśmiech, włosy porozrzucane na poduszce, a także na ręce, które często oplatają mój tors. Właściwie to można powiedzieć, że mamy dwa wspólne mieszkania – moje i jej. Ja mam u niej część swoich rzeczy, ona u mnie część swoich. I w ogóle nam to nie przeszkadza.
 I tu pojawia się mój problem – skoro jesteśmy już tak blisko, praktycznie mieszkamy razem, śpimy ze sobą, to czy nie czas na jakieś dalsze kroki? Jestem pewien, że nie jest mi obojętna, ale czy to uczucie mogę nazwać miłością? Nigdy nie byłem poważnie zakochany. Owszem, miałem kilka dziewczyn, ale nasze relacje skupiały się głównie na cielesnych przyjemnościach. To w ogóle nie była miłość. Więc jak rozpoznać, czy jestem naprawdę zakochany? Cóż, nie mam wyjścia – muszę poradzić się kogoś, kto dziewczynę już ma. Na moje nieszczęście do mojej głowy wpadła od razu jedna osoba – Kagami Taiga. Jasna cholera, żebym musiał do niego iść rozmawiać na takie tematy… W sumie mógłbym zapytać też Kise, gdyby tylko nie był właśnie we Francji. Tetsu wyjechał ze swoją żoną na miesiąc miodowy, więc też odpada, natomiast Akashi mieszka za daleko. Zostaje tylko na czterobrwiowa małpa. Ludzie, za jakie grzechy?
 Pokręciłem lekko głową, jadąc do mieszkania niczego niespodziewającego się kumpla. Okłamałbym sam siebie mówiąc, że Kagami nie jest moim przyjacielem. Wprawdzie działamy sobie często na nerwy, ale nawet najlepsi koledzy muszą się czasem pokłócić, nie? Znaczy… W naszym przypadku ,,czasem”, to mniej więcej kilka razy na tydzień, jeśli się rzadko widzimy. Bo będąc razem w jednym pomieszczeniu, sprzeczamy się co minutę o wszystko – począwszy od jedzenia, a kończąc na tym, że jestem zboczeńcem. Jakbym o tym nie wiedział…
 Zaparkowałem pod jego blokiem, po czym szybko poszedłem na drugie piętro, gdzie miał mieszkanie. Zapukałem do drzwi, a po chwili otworzył mi, nieco zaskoczony moją wizytą. Powinien się przede mną kłaniać, że zechciałem go odwiedzić! Kompletny brak szacunku. Żeby nie wiedzieć tak podstawowej rzeczy…
 - Ahomine? – Spytał, jakby nie wierząc w moje przyjście.
 - Nie, Akashi – burknąłem, wpychając mu się do mieszkania. Co z niego za gospodarz? Powinien mnie przepuścić w drzwiach, zapraszając do środka. A on co? Stał na środku holu jak słup soli i gapił się na mnie zdezorientowanym wzrokiem.
 - Skoro pofatygowałeś się tu osobiście, to musisz mieć ważną sprawę. – Kagami zamknął drzwi, po czym gestem ręki wskazał mi salon. Usiadłem na kanapie, a on poszedł do kuchni i zajął się robieniem herbaty. Po dłuższej chwili wrócił do pokoju dziennego i usiadł na przeciwko mnie, podając mi kubek z parującą jeszcze cieczą. – No, to co cię gryzie?
 - Jakie od razu ,,gryzie”? – Prychnąłem. Wziąłem do ręki naczynie i ostrożnie przyłożyłem je do ust. Napiłem się łyka herbaty, po czym odstawiłem ją z powrotem na stół. Widząc pytające spojrzenie Kagamiego, westchnąłem. – Chodzi o dziewczynę.
 Gdy wypowiedziałem ostatnie słowo, Taiga zakrztusił się herbatą i zaczął kaszleć, próbując się nie udusić. Gdyby jednak padł tu teraz martwy, jakoś nie spieszyłbym mu z pomocą. To aż takie dziwne, że ktoś mi się spodobał?! Bardziej niemożliwe jest to, że ta małpa znalazła sobie kogoś przede mną. Która dziewczyna była na tyle głupia, że zdecydowała się zostać jego narzeczoną? Musiał ją chyba z kosmosu wytrzasnąć. Chociaż nie powiem, że jest brzydka. Wręcz przeciwnie – ma ładną twarz, krągłości tam, gdzie trzeba, i całkiem znośny charakter. Jednak i tak nie dorównuje Akinie.
 Boże, znowu o niej pomyślałem. Czy ja nie jestem już przypadkiem uzależniony? A może jednak zakochany?
 - D-Dziewczynę? – Powtórzył, wciąż nie wierząc w moje słowa.
 - Nie, wiesz, o chłopaka – warknąłem, siląc się na spokój. Nie po to do niego przyszedłem, by gapić się na jego zdezorientowaną twarz!
Kagami wygodniej usadowił się na kanapie i potrząsnął lekko głową, po czym spojrzał na mnie uważnie, zachęcając mnie tym samym do mówienia.
 Tylko jak by tu zacząć…?
 - Niecały miesiąc temu poznałem pewną dziewczynę. – Wziąłem herbatę do ręki i napiłem się jej, dodając sobie tym samym otuchy. Nie wiem, w czym to mi miało niby pomóc, ale przynajmniej się tak nie stresowałem. – Ma dość wybuchowy charakter, śliczna jest, umie gotować… I do tego świetna w łóżku. – Kagami westchnął, kręcąc głową z politowaniem. – Co znowu?! – Warknąłem.
 - Dla ciebie tylko to się liczy? Seks?
 - No przecież mówię, że jest ładna, bystra, gotuje… - Zacząłem wyliczać, ale po chwili zmieniłem temat i zająłem się jej charakterem. – Dobrze mi się spędza z nią czas, mimo tego, że często się sprzeczamy. Tak po przyjacielsku oczywiście. – Spojrzałem w kubek, widząc w nim swoje rozmazane odbicie. – Lubię z nią przesiadywać, rozmawiać, chodzić na spacery… Raz jest wybuchowa i ostra jak pantera, innym razem łagodna niczym baranek. Często się uśmiecha i ogólnie ma dobry humor.
 - A w czym problem?
 - Nie wiem, czy jestem w niej zakochany – mruknąłem, ponownie spuszczając wzrok.
 - Nie wiesz? – Zdziwił się.
 - Nigdy nie byłem zakochany, więc nie wiem, jakie to uczucie!
Kagami odstawił swój kubek na stół i podparł ręką brodę. Przez chwilę gapił się w ścianę, po czym uśmiechnął się lekko, a jego wzrok wydawał się być… rozmarzony. Jakby był w innym świecie.
 - Czujesz ciepło w podbrzuszu, gdy jest blisko? I nie chodzi mi tu o podniecenie seksualne. – Kiwnąłem głową, podnosząc na niego wzrok. Za każdym razem, gdy Akina stała koło mnie, miałem ochotę ją objąć i nie puszczać. Nie chciałem jej zaciągać do łóżka – po prostu chciałem ją mieć przy sobie. – A często o niej myślisz?
 - Nie może mi wylecieć z głowy – przyznałem. Nawet w pracy mam ją w pamięci. Raz, jak wypełniałem papiery, przypadkowo wpisałem do nich jej imię. Na szczęście szybko zauważyłem błąd i wyrzuciłem kartkę do kosza, wcześniej drąc ją na kawałeczki.
 - Jesteś o nią zazdrosny?
 I to jak! Tydzień temu przyprowadziłem ją na komendę, by zobaczyła, jak pracuję. Od tamtej pory Wakamatsu ciągle pyta o moją ,,gołąbeczkę”, a ja za każdy razem mam ochotę mu przypierdolić. Ale nie mogę powiedzieć ,,Wara od mojej dziewczyny!” , bo Akina nią nie jest. I tu leży pies pogrzebany. Hyuga ma spore powodzenie u płci przeciwnej, a jeśli czegoś z tym nie zrobię, to ktoś może mi ją zabrać.
 - Tak – potwierdziłem.
 - Dobrze się czujesz w jej towarzystwie?
 - Świetnie.
 - A co czujesz, gdy nie jesteście razem?
 - Taką… pustkę. – Dziwnie się czułem, opowiadając o tym Kagamiemu. Miałem wrażenie, jakby był słaby, pozbawiony czegoś cennego, co mnie chroniło. – Brakuje mi rozmów z nią lub zwyczajnego droczenia się. Za to gdy się odwiedzamy, to mam ochotę ją objąć i nie puszczać.
 - A twoje serce?
 - Co moje serce? – Zdziwiłem się.
 - No… Bije szybciej, gdy ta dziewczyna jest w pobliżu? Robi ci się gorąco? I nie mam tu na myśli tego, czy chodzi w samej bieliźnie.
 Przez chwilę się nad tym zastanawiałem. Owszem, czuję się jej towarzystwie inaczej, a moje serce czasem szaleje. Przy niej częściej się uśmiecham, żartuję, pokazuję takiego siebie, o którym nie wiedzą wszyscy. Ale czy to znaczy, że jestem zakochany?
 - Tak – mruknąłem, czując, jak moje policzki zaczynają płonąć. Rumieniec? A tak dawno tego nie czułem…
 Kagami uśmiechnął się szeroko i poklepał mnie po ramieniu. 
 - Stary, miałem bardzo podobne objawy, wręcz identyczne! – Wykrzyknął, głośno się przy tym śmiejąc. – Na bank jesteś zakochany!
 Spojrzałem na niego ze zdziwieniem. Jest tego aż tak pewny? Nie myli się? Mogę mu zaufać? Wróć. Mogę w tej kwestii zaufać sobie?
 - Tylko że… - zacząłem, znów odwracając wzrok. – Ta dziewczyna jest inna, niż wszystkie pozostałe.
 - Dla każdego jego dziewczyna wydaje się być inna. Z Haruką jest tak samo – jest dla mnie kimś wyjątkowym.
 - Nie o to mi chodzi… - Westchnąłem. – Nie wiem, czy ona jest zakochana we mnie.
 - To wyznaj jej swoje uczucia i obserwuj jej reakcję.
 - A jak będzie gorzej? Jeśli mnie przez to znienawidzi, bo nie odwzajemni moich uczuć? Jeśli nasze relacje się pogorszą?
 Przez chwilę panowała między nami uciążliwa cisza. Kagami patrzył na mnie z powagą, a ja czułem się rozdarty, słaby.
 - Pytania, które przed chwilą zadałeś, świadczą o tym, że naprawdę ci na niej zależy – odezwał się. Jego głos był bardzo spokojny, opanowany. Bardzo różnił się od tego, którym mówił na co dzień. A może to ja już inaczej słyszałem? – Zastanów się. Chcesz cierpieć, mając ją przy sobie, ale jednocześnie nie mogąc jej mieć, użerając się z tym przez długi czas? Chcesz patrzeć, jak odchodzi z kimś innym? – Zaprzeczyłem. – To weź się w garść i powiedz, że ją kochasz! To wcale tak bardzo nie boli.
 - Mówisz tak, bo Haruce od początku się podobałeś – burknąłem.
 - Gdyby ta dziewczyna cię nie lubiła, nie wytrzymałaby z tobą tak długo. Powinieneś jej to powiedzieć. Najlepiej jak najwcześniej. Inaczej ci nie doradzę.
  Zacisnąłem ze zdenerwowania wargi i odwróciłem wzrok, chcąc ukryć zaczerwienione policzki. Cholera… Ta małpa miała rację. Miała cholerną rację! Tylko czy ja umiałem się z tym pogodzić?
 Wstałem z kanapy i mrucząc pod nosem ciche ,,Dzięki”, udałem się do wyjścia. Szybko założyłem buty, po czym wyszedłem z jego mieszkania, nawet się przy tym nie odwracając. Wsiadłem do swojego samochodu i uruchomiłem silnik. Ruszyłem przed siebie, w ogóle nie przejmując się korkami i deszcze, który powoli zaczynał padać. Przypominałem sobie pytania, które zadawał mi Kagami, i jeszcze raz na nie odpowiadałem. Skurczybyk jeden, dokładnie wiedział, o co zapytać! Nie spodziewałem się, że on może być taki mądry. Zaskoczył mnie, co mu się praktycznie nie zdarza.
 Kiedy stałem w korku na jednej z głównych ulic, wyobraziłem sobie Akinę, która ma palcu śliczny pierścionek, a na rękach trzyma małe dziecko. Nasze dziecko. Uśmiecha się, a bobas wyciąga do mnie malutką dłoń, jakby chciał, bym podszedł. Zrobiłem kilka kroków w przód, a wtedy usłyszałem głos Akiny: ,,Witaj w domu, kochanie”.

 K o c h a n i e.

Niby jedno, proste słowo, a ile znaczy. Usłyszeć je z ust drogiej ci osoby, to pewnie jedna z najcenniejszych rzeczy, jakie mogą się w życiu przydarzyć. I do tego dziecko. Małe, niewinne stworzenie, które ma być owocem miłości rodziców.

R o d z i c e.

 Oczywiście, że chcę kiedyś założyć rodzinę. Chcę być ojcem. Chcę mieć żonę. Chcę mieć syna. Bądź córkę, obojętne. Byleby Akina była szczęśliwa i…
 Pokręciłem głową, nie wierząc w to, co myślę. Nawet nie wyznałem jej jeszcze swoich uczuć, a już myślę o ślubie, dziecku… Naprawdę coś jest ze mną nie tak. Jednak jestem zakochany.
 No właśnie. Ja, Aomine Daiki, po raz pierwszy w życiu czuję, że jestem naprawdę zakochany. Ale co będzie, jeśli okaże się, że to uczucie jest tylko jednostronne? Że Akina mnie nie kocha i spędza ze mną czas tylko dla przyjemności?
 Nie umiem sobie tego nawet wyobrazić. To pewnie byłby duży ból. Ogólnie jestem twardy, ale nie wiem, co to za uczucie, gdy odrzuci cię osoba, na której ci zależy. I obym nie musiał się przekonywać. Oby chociaż dała mi szansę.
 A może z tym jednak trochę poczekać i poobserwować jej zachowanie? Może dzięki temu zauważyłbym jakieś znaki, które ewentualnie posyłałaby w moją stronę? Gdybym poczekał, mógłbym być pewniejszy swoich uczuć. Ale z drugiej strony ktoś może mi ją zabrać. Skąd ma wiedzieć, że ją kocham, skoro jej tego nie powiedziałem? Poza tym nie chcę cierpieć, wbijając sobie nóż w plecy. Akina niby jest blisko, ale jednocześnie tak daleko… Próbuję ją dosięgnąć, ale za każdym razem, gdy wydaje mi się, że ją mam, ona się odsuwa, posyłając mi jeden ze swoich uśmieszków.
Piękna.
 Ona zawsze jest piękna. I będzie. Nieważne, jak będzie wyglądała w wieku siedemdziesięciu czy osiemdziesięciu lat – i tak pozostanie piękna. I moja. Na zawsze.
 Tylko jak, do cholery jasnej, mam jej to powiedzieć?!
 Spokojnie, Daiki, zastanów się. Dziewczyny lubią błyskotki, kwiaty, ciuchy i buty. Ubrania i obuwie odpada, bo jeszcze by się obraziła, że wybrałem jej coś sprośnego bądź w złym kolorze. Pozostały kwiaty bądź biżuteria. A może kupić i jedno, i drugie? Tak, tak chyba będzie najbezpieczniej.
 Skręciłem do najbliższej kwiaciarni i kupiłem bukiet ślicznych róż. A niech się dziewczyna cieszy. Następnie podjechałem do sklepu z biżuterią i zacząłem się zastanawiać, co będzie najlepsze na taką okazję. Oświadczyny to nie są, więc pierścionek odpada. Może jakiś naszyjnik?
 - Dzień dobry, w czy mogę panu pomóc? – Kobieta, która stała za ladą, uśmiechnęła się miło i do mnie podeszła.
 - Szukam czegoś dla dziewczyny.
 - Oświadczyny? – Prawie że pisnęła.
 - Nie – mruknąłem. – Chcę ją poprosić, by została moją dziewczyną.
 - Ach, rozumiem. – Podeszła szybko do jakiejś szybki i wyciągnęła z niej delikatną bransoletkę z dwoma złączonymi serduszkami. Podała mi ją z uśmiechem. – Ta będzie idealna na taką okazję. Zobaczy pan, ona będzie zachwycona!
 Nie znałem się na tym, ale bransoletka mi się podobała, więc ją wziąłem. Całą drogę do jej mieszkania byłem spięty i nie mogłem się skupić na drodze. Co, jeśli mnie wyśmieje? Co, jeśli wywali za drzwi i więcej mnie do swojego mieszkania nie wpuści? A jeżeli mnie znienawidzi? Ale czemu miałaby to zrobić? Przecież sama często do mnie dzwoni i pyta, czy mam czas na spotkanie. To ona częściej wpada do mojego mieszkania i oznajmia, że znalazła nowy przepis, który musi wypróbować.
 Jednak obawa nadal pozostała. Bałem się. Pierwszy raz w życiu tak cholernie się bałem. Czego? Odrzucenia. Tego, że da mi kosza. Że mnie nie zechce. Że nasze relacje się skończą. Że mnie wyśmieje. Że zostanę sam, bez niej. To by była istna tragedia. Z kim bym się tak droczył? Z kim bym spędzał wolne popołudnia? Kogo bym przytulał podczas snu? Czyje obiady bym jadł? Jest jedna odpowiedź na wszystkie te pytania – Akina. Innej opcji nie ma. Skoro już jestem pewien, że się w niej zakochałem, tu muszę coś zrobić, byśmy zostali parą. Niby prosta rzecz, ale jednocześnie skomplikowana. Byle bym się tylko nie jąkał…

 Podjechałem pod jej blok i wysiadłem z samochodu, chowając bransoletkę do kieszeni bluzy. Kwiaty wziąłem do ręki i wziąłem głęboki wdech. Raz kozie śmierć. Trzeba się z tym wreszcie zmierzyć. Wszedłem do właściwej klatki, po czym podszedłem pod drzwi prowadzące do jej mieszkania. Zapukałem, ale odpowiedziała mi cisza. Nie ma jej? Nie, popołudnie ma praktycznie zawsze wolne. Spróbowałem ponownie i nacisnąłem klamkę. Ku mojemu zdumieniu drzwi były otwarte.
 - Akina? – Zawołałem, wchodząc do środka. Zamknąłem za sobą drzwi i zdjąłem buty. – Akina!
 Zajrzałem do jej sypialni i wtedy ją zobaczyłem – leżała na swoim łóżku, a twarz miała wciśniętą w poduszkę.
 Coś się stało.
 Wszedłem do pokoju, kładąc kwiaty na komodzie, po czym ostrożnie siadłem obok niej. Dotknąłem ręką jej pleców, ale gwałtownie się przekręciła, odtrącając mnie. Odwróciła się do mnie plecami i podwinęła lekko nogi. O co jej chodzi? Coś zrobiłem?
 - Akina? – Położyłem dłoń obok niej, ale nie raczyła się odwrócić. Po kilku sekundach najzwyczajniej w świecie przekręciłem ją na plecy i… zamarłem. Miała czerwone policzki i lekko spuchnięte oczy. Płakała? To przeze mnie? – Co się stało? – Chciałem ją przytulić, ale wyrwała mi się, przecierając wierzchem dłoni mokre jeszcze oczy.
 - To wszystko twoja wina, debilu! – Krzyknęła nagle, a ja zdębiałem. Co niby znowu zrobiłem?! – Tamten test musiał być zepsuty!
 - Jaki…? – Skończyłem w połowie zdania, gdy uświadomiłem sobie, co Akina ma na myśli. –Jesteś w ciąży? – Szepnąłem.
 - W pierwszym miesiącu… Byłam dziś u lekarza i wyszło, że spodziewam się dziecka. – Spojrzała na mnie ze strachem. – J-Ja nie jestem…! Nie mogę teraz…!
 - Ciii… - Przytuliłem ją do siebie.
 Najpierw się we mnie wtuliła, a po chwili walnęła mnie w klatę.
 - Gdybyś się wtedy zabezpieczył, nic by się nie stało! – Z jej oczu poleciało kilka łez, które natychmiast otarłem swoim kciukiem.
 - Oboje jesteśmy winni. – Dotknąłem jej policzków i lekko się uśmiechnąłem. – Nie martw się, to będzie najsłodsze dziecko świata.
 - Nie zostawisz mnie z tym? – Szepnęła, a w jej oczach była niema prośba o pomoc.
 - Oczywiście, że nie! W końcu jestem ojcem tego bachora, nie?
 Lekko się uśmiechnęła i oparła głowę o mój tors, a ja ją objąłem i zacząłem głaskać po plecach. Ale numer… Jednak zostanę tatą. Myślałem, że trochę z tym poczekam, a jednak za kilka miesięcy będę nosił tego brzdąca na rękach. Ciekawe, czy to będzie Daiki Junior, czy mała Akina? Rany, chciałbym je już zobaczyć!
 - Daiki… - Akina oderwała się od mojego torsu i popatrzyła na mnie z niepokojem. – My nawet nie jesteśmy parą… Jak mamy je niby wychowywać?
Przez chwilę patrzyłem na nią w milczeniu, po czym lekko się uśmiechnąłem i wyjąłem z kieszeni małe pudełeczko, w którym była bransoletka. Akina spojrzała na nie ze zdziwieniem, a gdy je otworzyłem, rozchyliła lekko usta.
 - Co to ma być? – Spytała, gapiąc się raz na mnie, raz na biżuterię.
 - Miałem o to spytać już wcześniej, ale jakoś się nie odważyłem… - Podrapałem się po karku. – Zostaniesz moją dziewczyną?
 Między nami zapanowała cisza. Akina wyglądała tak, jakby ją ktoś zamienił w kamień – nawet nie mrugnęła. Dopiero po kilku sekundach dotarł do niej sens moich słów. Szeroko się uśmiechnęła i zarzuciła mi ręce na szyję. Mocno ją do siebie przytuliłem, a po chwili złożyłem na jej ustach namiętny pocałunek. Pierwszy całus, który jest oznaką naszej miłości. Boże, jak to brzmi… Powinienem zostać jakimś poetą.
 - Te kwiaty też są dla ciebie. – Wskazałem na róże, które nadal leżały na szafce.
 - Boże, Daiki… - szepnęła, a w jej oczach pojawiło się prawdziwe szczęście. – Jesteś wspaniały!
 - Masz zajebistego chłopaka. – Uśmiechnąłem się zadziornie i założyłem jej na nadgarstek bransoletkę. Spojrzała na nią, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
 Po raz kolejny złączyła nasze usta w pocałunku i nie miała zamiaru tego przerywać. Ale mi się piękna kocica trafiła! Takie szczęście! Normalnie czułem się tak, jakbym był w raju. A co będzie, gdy przyjmie moje oświadczyny? Bo to, że się jej oświadczę, jest pewne.
 - Ale ja dla ciebie nic nie mam – szepnęła nagle, przerywając pocałunek.
 - Masz coś dużo cenniejszego od biżuterii. – Uśmiechnąłem się i dotknąłem ręką jej brzucha. To dziecko jest chyba najlepszą rzeczą, jaka mi się do tej pory przytrafiła.

_________________________________________________________________________________








sobota, 11 czerwca 2016

Zemsta (Cz.4)

Ohayo!!!

Obiecałam wam dziś ,,Zemstę" i słowa dotrzymałam! :D Wiem, że się cieszycie ^^ Ja też się cieszę, że wreszcie tę część skończyłam :D Muszę jednak przyznać, że ostatnio tak się wciągnęłam w ,,Kryminalistkę", że już napisałam jej kolejny rozdział ;P Tak, jest gotowy i czeka na wstawienie :D Nie wiem jednak, kiedy go dodam, ale prawdopodobnie w miarę szybko ;P Obiecałam też komuś, że go szybko wstawię, więc możliwe nawet, że pojawi się już jutro ;) Cieszycie się?? :D

A teraz obiecane AOKISY!!! :D <3

Chociaż muszę powiedzieć, że coś mi w tym rozdziale nie leży :/ Nie wiem co... Sami osądźcie ;)

_________________________________________________________________________________

  Kise siedział w rogu kanapy, tuląc się do poduszki, Aomine zajął miejsce tuż obok, natomiast Kasamatsu mało nie wywrócił salonu do góry nogami, gdy się o wszystkim dowiedział. Krążył wściekły po pokoju i mruczał pod nosem jakieś przekleństwa skierowane pod adresem Haizakiego.
 - Wiadomo coś? – Spytał, zatrzymując się nagle na środku pokoju.
 Aomine i Kise zaprzeczyli, przez co wznowił chodzenie w kółko po dywanie.
 - Gdybym tylko dopadł tego gnojka… - Syknął, zaciskając pięści.
 - Naprawdę przepraszam… - Szepnął Kise.
 - Nie masz za co przepraszać! To ja nie powinienem puszczać cię samego! Cholera, mogłem przewidzieć, że on się będzie chciał zemścić. Jednak w życiu bym nie przypuszczał, że zrobi coś takiego.
 - Ale gdybym wtedy był na meczu, to może…!
 - Tu nie chodzi o mecz, kretynie! W tej chwili gówno mnie obchodzi, że Seirin wygrało! Mam to gdzieś! Teraz liczy się tylko znalezienie tego gnoja.
 W salonie zapadła cisza. Jakoś żaden z chłopaków nie wiedział, jak dalej kontynuować konwersację, więc po prostu milczeli. Kise mocniej ścisnął poduszkę, a Aomine poklepał go przyjacielsko po ramieniu.
 - Dobrze będzie. – Spróbował go pocieszyć, dziwiąc się, że ma w sobie aż tyle empatii.
 Rozległo się pukanie do drzwi. Daiki wstał i poszedł otworzyć, ale widok min policjantów, którzy stali w drzwiach, jakoś nie poprawił mu humoru. Wpuścił ich do salonu, po czym wskazał m wolne miejsca na kanapie. Sam stanął w progu i skrzyżował ramiona na klatce piersiowej.
 - Nie mamy dobrych wieści. – Zaczął straszy policjant, który wcześniej przesłuchiwał Kise. – Haizaki uciekł, jego rodzice nie wiedzą, gdzie jest.
 - Cholera, musiał to gnojek przewidzieć. – Warknął Aomine, zaciskając ze złości pięści.
 - Kise, zgadzasz się na ochronę? – Młodszy zwrócił się do przerażonego Ryouty.
 - O-Ochronę? – Powtórzył, nie łapiąc, o co chodzi.
 - Gdyby Haizaki chciał wrócić, ochrona może być niezbędna.
 - Mam Aominecchiego.
 Na te słowa Daiki kaszlnął, nie wierząc w to, co usłyszał. Spojrzał na Kise ze zdziwieniem, a ten się lekko zarumienił.
 ,,Serio aż tak mi ufa?”
 - Ale on nie zawsze będzie z tobą. – Kontynuował policjant. - Pomyśl, ktoś musi robić zakupy. Haizaki może chcieć wykorzystać każdy moment, więc lepiej nie ryzykować.
 - Masz się zgodzić. – Kasamatsu wstał i podszedł do blondyna. – Jeśli nie, już cię więcej nie wpuszczę na boisko.
 - A-Ale Kasamatsu senpai! – Model spojrzał na swojego kapitana z pretensją w oczach.
 - Nie zmienię zdania. Dla własnego bezpieczeństwa zgódź się na tego ochroniarza! Będzie tylko pilnował twojego domu.
 Kise przez chwilę milczał, po czym kiwnął potwierdzająco głową, mocniej tuląc się do poduszki. Policjanci przez kilka minut mówili coś o bezpieczeństwie, przestrzegali Aomine, by za często nie wychodził, a także poradzili Kise, by przez jakiś czas nie pokazywał się na ulicy. Kiedy już mieli wychodzić, wszyscy usłyszeli dzwonek do drzwi. Aomine, zdziwiony, poszedł otworzyć, a goście, których ujrzał, sprawili, że mało się nie przewrócił.
 - Witaj, Aomine-kun. – Przywitał się Kuroko.
 - Yo. – Powiedział Kagami. – Czemu policja tu jest?
 - Kim jesteście? – W holu pojawił się młodszy sierżant.
 - Tetsuya Kuroko. – Przedstawił się błękitno włosy. – To jest Taiga Kagami. – Wskazał swojego przyjaciela.
 - Czemu przyszliście?
 - Spokojnie, to koledzy. – Uspokoił go Daiki, zapraszając ich do salonu. – Nie wybraliście najlepszego momentu. – Szepnął, zanim przekroczyli próg pokoju.
 Kiedy chłopcy stanęli w salonie, zamarli. Nie myśleli, że zobaczą dwóch policjantów, wściekłego Kasamatsu i przerażonego, pobladłego Kise.
 - Jak coś będziemy wiedzieli, natychmiast cię o tym powiadomimy. – Starszy policjant założył swoją czapkę, po czym wyszedł, szepcząc coś na ucho swojemu podwładnemu.
 Kagami i Kuroko zajęli dwa stojące obok siebie fotele, natomiast Aomine usiadł obok Kise. Milczeli. Taiga i Tetsuya nie wiedzieli, jak zacząć rozmowę, a Daiki i Ryouta nie miel ochoty rozpoczynać tego tematu. Model przysunął się bliżej ciemnoskórego, a gdy ten chciał się lekko odsunąć, złapał go za ramię.
 - Aominecchi, oni powinni wiedzieć. – Szepnął, ściskając go mocniej.
 - To im powiedz.
 - N-Nie mogę… - Spuścił wzrok. – Wstydzę się.
 Aomine westchnął cicho, po czym spojrzał na dwóch chłopaków, którzy nie rozumieli sytuacji. Tetsu, jak to Tetsu, miał obojętny wyraz twarzy i wyglądał tak, jakby się niczym nie przejmował. Daiki jednak bardzo dobrze go znał, więc wiedział, że Kuroko chce usłyszeć prawdę. Kagami natomiast zrobił taką minę, że nawet ślepy mógłby zauważyć jego dezorientację.
 Daiki usiadł wygodniej i zerknął na nich z powagą.
 - Musicie obiecać, że nikomu nie piśniecie nawet słowem o tym, co to zaraz usłyszycie.
 Obaj kiwnęli zgodnie głowami, a ich twarze wyrażały coraz większe zainteresowanie oraz niepokój.
 - Haizaki zgwałcił Kise. – Daiki nawet się nie zająkał.
 W salonie zapanowała cisza. Kasamatsu aż gotował się ze złości, Kise mocniej ścisnął ramię Aomine, Taiga miał na twarzy totalną dezorientację, natomiast Kuroko otworzył usta ze zdziwienia.
 - To dlatego cię nie było… - Szepnął Kagami, za co dostał z łokcia od Tetsuyi. – Ała!
 - Nie wspominaj o meczu. – Szepnął, widząc minę blondyna. – Policja go szuka?
 Ciemnoskóry w skrócie im wszystko wyjaśnił, a gdy doszedł do momentu, w którym znalazł Kise na podłodze w łazience, Ryouta nie wytrzymał i zaczął szlochać.
 - O-Oi, Kise! – Daiki spojrzał na niego ze zdziwieniem i chciał go odsunąć, ale wtedy blondyn wtulił się w niego, a jego szloch zamienił się w płacz.
 Wszyscy patrzyli na modela w milczeniu. Żaden nie wiedział, co Kise czuje, więc nic nie mówili. Jedynie spuścili głowy i zacisnęli wargi. Żal im było Ryouty, ale co mogli poradzić? Nic. Blondyn objął Aomine w pasie, a głowę schował w zagłębieniu jego szyi, przez co Daiki czuł się wyjątkowo niekomfortowo. Delikatnie objął Kise i poklepał go po ramieniu, chcąc, by się odsunął. W środku czuł jednak, że taka bliskość mu nawet pasuje. A na pewno aż tak nie przeszkadza.
 - My już pójdziemy – Odezwał się nagle Kuroko, przerywając krępującą ciszę. – Kise-kun, skoro Aomine-kun będzie z tobą, to na pewno będziesz bezpieczny.
 - Trzymaj się, Kise. – Rzucił Kagami na pożegnanie. Po chwili zatrzymał się i spojrzał na niego ze współczuciem. – Taka wygrana wcale mnie nie cieszy.
 Blondyn oderwał się na chwilę od ciemnoskórego i posłał mu zdziwione, ale też wdzięczne spojrzenie. Kiwnął im głową na pożegnanie, po czym powiedział, by go czasem odwiedzili. Niedługo po nich wyszedł Kasamatsu, wciąż wkurzony na Haizakiego. Kise otarł resztę łez, która spływała po jego policzkach, a następnie usiadł wygodnie na kanapie. Skrzywił się, gdy poczuł pieczenie w odbycie.
 - Aominecchi… - zaczął.- Myślisz, że naprawdę jestem taki bezbronny i słaby?
 - Ha? – Daiki spojrzał na niego zdziwiony. – Skąd ci to do głowy przyszło? Wprawdzie czasem zachowujesz się jak ciota i w ogóle, ale słaby nie jesteś. – Usiadł koło niego. – A poza tym po takim wydarzeniu każdy by się fatalnie czuł.
 - Dziękuję. – Szepnął Ryouta.
 - Za co? – Zdziwił się Aomine.
 - Że tu jesteś i mnie pocieszasz. – Posłał mu delikatny uśmiech.
 Ciemnoskóry odwrócił wzrok i podrapał się po karku, chcąc ukryć swoje zażenowanie. Nie był przyzwyczajony do takich słów, więc trochę się zawstydził.
 - Ten, no… - Próbował skonstruować jakieś logiczne zdanie. – Nie musisz dziękować. – Powiedział szybko i wstał z kanapy, nim Kise zdążył go przytrzymać. – Chcesz coś zjeść? Pewnie tak, zrobię kanapki.
 Wyszedł z salonu w tempie ekspresowym, chcąc ukryć swoje czerwone policzki. Oparł się o kuchenny blat i westchnął ciężko, patrząc na swoje dłonie.
 - Co ja wyprawiam? – Szepnął do siebie.
 Napił się zimnej wody i zabrał się za robienie kanapek. Kiedy smarował kromki masłem, przeciął sobie nożem palec. Przeklął pod nosem i przemył rozcięcie zimną wodą, po czym nakleił na nie plaster. Dokończył swoje wytworne danie, a do dwóch kubków nalał soku pomarańczowego.
 Czemu Kise powiedział, że ma jego? Powinien mieć ochroniarza i dobrze, że się na niego zgodził. Ale dlaczego wypowiedział te słowa z taką pewnością i zaufaniem?! Aomine nie jest wyszkolonym policjantem. Owszem, umie się bić, ale to nie znaczy, że zawsze dałby radę go ochronić.
 Westchnął cicho i poszedł do holu. Otworzył drzwi i spojrzał na policjanta.
 - Może zrobić panu coś do picia?
 - Herbatę, jeśli można.
 Daiki kiwnął głową i zabrał się za przyrządzanie napoju. W międzyczasie zaniósł Kise kanapki oraz sok pomarańczowy. Już chciał wychodzić z salonu, gdy usłyszał pytanie blondyna.
 - Aominecchi, będziesz ze mną? – Aomine zatrzymał się w miejscu i spojrzał na niego zdezorientowany. Nie wiedział, o co chodziło z tym ,,będziesz”. Kise, widząc jego dezorientację, pospieszył z wyjaśnieniami. – W sensie, czy mnie nie zostawisz samego!
 - Aa… - Daiki podrapał się nerwowo w tył głowy. – Przecież mówiłem, że nie.
 Wyszedł szybko z salonu, ignorując ciepło, które poczuł na policzkach. Rumieńce? Tak rzadko się rumieni, że często zapomina, że istnieje coś takiego jak rumieniec. Kiedyś jednak trzeba to sobie przypomnieć, racja?
 Aomine oparł się o blat kuchenny i nie mógł uspokoić oddechu. Kise nic nie zrobił, zadał tylko pytanie, które można było zrozumieć dwuznacznie. Więc dlaczego, do cholery jasnej, jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w zawrotnym tempie?! To tylko Ryouta. To tylko jego głupie pytania. To tylko…
 Kurwa!
 Daiki zacisnął palce na szafce i przygryzł wargę. Nie słyszał gwiżdżącego czajnika ani krzyku Kise. Był tak pogrążony we własnych myślach, że nie zwracał uwagi na to, co się dzieje dookoła.
 - Aominecchi!
 Aomine wciąż miał w głowie obraz zarumienionego Kise. Nie mógł wyrzucić go z pamięci, mimo że tego chciał. On wyglądał… tak słodko i niewinnie. Był jak...
 - Aominecchi!
 Daiki podniósł głowę, kompletnie zdezorientowany, i zobaczył tuż przed sobą trzęsącego nim Kise. Dopiero po chwili usłyszał gwiżdżący czajnik, więc pospiesznie go wyłączył, a gorącą wodę wlał do kubka z herbatą. Czuł, że jego serce bije w zawrotnym tempie, a oddech nie mógł się uspokoić.
 - Aominecchi, coś się stało?
 I twarz Kise… Była tak blisko. Mógł wyciągnąć dłoń i dotknąć jego policzków. Mógł się zbliżyć i go pocałować. Mógł…
 Pokręcił szybko głową, starając się odrzucić te wszystkie myśli. Spojrzał na zdziwionego i zatroskanego Kise, który stał na środku kuchni i wpatrywał się w niego.
 - Dobrze się czujesz? – Spytał blondyn, podchodząc do niego.
 - Wyśmienicie! – Odparł szybko Daiki. Zrobił to zbyt gwałtownie, bo takie zachowanie mogło wzbudzić u Kise pewnie podejrzenia. – Poczekaj w salonie, zaraz przyjdę.
 Wyszedł, wręcz wybiegł z kuchni, niosąc w ręku kubek z herbatą. Otworzył frontowe drzwi i podał ciepły napój policjantowi. Ten kiwnął tylko głową i powrócił do rozglądania się po okolicy. Aomine oparł się o ścianę w holu i przetarł twarz rękoma. I wtedy uświadomił sobie, że jest mokry od potu.
 - To przez myślenie o Kise? – Mruknął.
 Pokręcił głową i poszedł do łazienki, by pozbyć się nieprzyjemnego uczucia. Przemył twarz zimną wodą, ale nadal czuł gorąco, które przeniosło się z jego policzków do klatki piersiowej i okolic podbrzusza. Wylewał na swoją buzię litry zimnej wody, lecz w ogóle mu to nie pomagało. Blondwłosy przyjaciel nie mógł wyjść mu z głowy. Aomine przypomniał sobie jego rumieńce i to, jak próbował ukryć bolący tyłek. Dlaczego ze wszystkich koszykarzy akurat jego musiało to spotkać?! Czemu taka niewinna ciota musi tak cierpieć?! Życie jest cholernie niesprawiedliwe.
 Aomine spojrzał w lustro i nie mógł uwierzyć, że szczerze współczuł Kise. Nigdy mu się to nie zdarzało – wręcz przeciwnie. To on najczęściej posyłał Ryoutę w paszczę lwa, jakim był Akashi. A teraz co? Chociaż po takim wydarzeniu to chyba nie znalazłaby się osoba, która by mu nie współczuła.
 Daiki wyszedł z łazienki i skierował się do salonu. Gdy zobaczył śpiącego na kanapie Kise, coś w nim doszczętnie pękło.

Słodki.

 Aomine podszedł bliżej i przez kilka minut uważnie mu się przyglądał. Delikatne rysy kobiecej twarzy podkreślały długie, ciemne rzęsy. Zamknięte powieki chowały pod sobą śliczne, złote oczy. Nos lekko się zmarszczył, opierając się o ramię, na którym położona była głowa. Włosy spadały mu na czoło, ale nie zasłaniały powiek. Usta były lekko uchylone i aż prosiły się o pocałunek. Daiki kucnął przy kanapie i oblizał swoje wargi, czując ogromną potrzebę spróbowania smaku ust Kise. Wyglądały tak kusząco i słodko…
 Zbliżył swoją twarz do jego i rozchylił swoje wargi. Dotknął swoim nosem policzka Kise i poczuł jego gładką, zadbaną skórę. Ich usta dzieliły milimetry, ale wtedy Ryouta niespodziewanie obrócił się na bok, płosząc tym samym Aomine, który szybko odsunął się od kanapy i wyszedł z salonu, wręcz biegnąc na górę. Wpadł do swojej tymczasowej sypialni i zamknął za sobą drzwi, po czym oparł się o nie i usiadł na podłodze, dotykając ręką usta.

Naprawdę chciałem to zrobić. Naprawdę chciałem go pocałować…

 Daiki zamknął oczy i wziął kilka głębszych wdechów, by się uspokoić. Przetarł dłonią czoło i westchnął cicho, przerażony swoim zachowaniem. Zdecydował się pójść spać, nawet nie kłopocząc się z myciem. Emocje targały nim na wszystkie strony, przez co czuł się wyjątkowo zmęczony. Dlaczego ta blond ciota powoduje, że on tak się zachowuje?

 Co jest ze mną nie tak?
_________________________________________________________________________________