Witam wszystkich! :D
Mam dla was kolejny rozdział ,,Wygranej"! ,,Kryminalistka" jest też w toku, więc możliwe, że niedługo się tu pojawi ;) Jednak ,,niedługo" to czas nieokreślony, więc nie podam dokładnej daty :D Wredna ja XD ;P
Tak z czystej ciekawości... Wolicie ,Wygraną" czy ,,Kryminalistkę"? Odpowiadajcie śmiało, na nikogo się nie obrażę XD Jak pytałam koleżanek, które też to czytają, to mówią, że oba opowiadania świetne, ale ,,Kryminalistka" lepsza ;) Podzielacie ich zdanie? A może któreś opko wam się nie podoba? To też możecie mówić, nikogo za to nie zabiję ;) ;P
Miłego czytania! ;*
_________________________________________________________________________________
Siedziałam na krześle w uniwersyteckiej kawiarni i piłam
shake’a waniliowego. Naprzeciwko mnie Eriko przeglądała magazyn o modzie i
jadła sernik. Rozmyślałam o wszystkim i o niczym jednocześnie. Przypomniałam
sobie siłownię, jazdę motorem, park linowy, a co ciekawe, zawsze w tych
wspomnieniach pojawiał się Aomine. Nie widziałam się z nim dwa dni, a już nie
mogę o nim zapomnieć. Co jest ze mną nie tak?
Pokręciłam lekko głową
i wzięłam kolejny łyk shake’a. Ostatnio stałam się na uczelni dość popularna –
w końcu ktoś, po kogo sam Aomine Daiki podjechał pod szkołę, nie może być byle kim,
prawda? Taki jest tok myślenia osób z mojego uniwersytetu. A przynajmniej
znacznej większości. Ogólnie ludzie podzielili się na kilka grup: jednej to w
ogóle nie obchodzi, druga, w skład której wchodzą wytapetowane dziewczyny, jest
o mnie zazdrosna, trzecia sądzi, że się puszczam i zostanę wkrótce poszukiwaną
kryminalistką, a czwarta nadal potrafi ze mną normalnie rozmawiać i nie
przejmuje się różnymi głupimi plotkami na mój temat. Do tej ostatniej należą
Eriko, Kiyoko, Makoto oraz kilku dobrych znajomych, z którymi dość często
gadam. Ludzie często oceniają innych po wyglądzie czy plotkach i nie zwracają
uwagi na to, że ktoś może przez to cierpieć. Mnie takie osoby wkurzają, ale postanowiłam
ignorować to, co mówią o mnie inni. Skoro tak myślą – ich sprawa. Ja znam
prawdę, co mi wystarczy. Chociaż czasem wolałabym, by moje przyjaciółki o
wszystkim wiedziały. Nie chciałam ich jednak martwić, a poza tym Aomine i
Taidze mogłoby się to nie spodobać.
Westchnęłam cicho i
odstawiłam na stół pusty już kartonik po swoim shake’u. Eriko oderwała się od
swojego magazynu i spojrzała na mnie z zaciekawieniem.
- O czym myślałaś? –
Spytała, chowając gazetkę do torebki.
- O tym i o tamtym –
mruknęłam, przeczesując ręką włosy.
- Czyli o Aomine.
Posłałam jej zdziwione
spojrzenie, na co puściła mi oczko.
- Znam cię już kilka
lat, więc potrafię rozpoznać niektóre twoje zachowania. – Nachyliła się nad
stołem i kazała mi zrobić to samo. – Powiedz szczerze, podoba ci się? Bo nie
zaprzeczysz, że jest przystojny.
Zaniemówiłam. Z kim ja
się przyjaźnię?
- Jest przystojny, ale
nic z tego nie będzie. – Starałam się nie odwrócić wzroku. – Poza tym…
- Hej, Aki-chan,
Eri-chan! – Usłyszałyśmy radony głos Kiyoko.
Po chwili blondynka
oparła się rękoma o blat stolika, przy którym siedziałyśmy, i szeroko się
uśmiechnęła.
- Za dwa tygodnie
będzie bal dla wszystkich studentów! – Oznajmiła, prawie piszcząc przy tym ze
szczęścia. – Można przyjść samemu bądź z kimś. Będzie DJ, jedzenie, tańce,
jedzenie, jakiś konkurs, krótka przemowa dyrektora i jedzenie.
- Powiedziałaś o
jedzeniu trzy razy. – Zauważyła Eriko.
- Serio? – Zdziwiła
się Kiyoko. – Bo kocham jeść! – Zaśmiała się, po czym uważnie na mnie
spojrzała. – Jak myślisz, Makoto cię zaprosi?
- Może… - Wstałam i
podeszłam do kosza, by wyrzucić kubek po shake’u.
W sumie miło by było pójść z chłopakiem na
bal. Chociaż znając życie, to i tak większość dyskoteki spędzę z przyjaciółkami.
Albo będę jeść, albo tańczyć z nimi. Ewentualnie co jakiś czas któryś z
chłopców poprosi mnie do tańca.
Wróciłam do stolika,
przy którym siedziałam, i popatrzyłam na Kiyoko paplającą o jakimś cieście. Eriko
wydawała się być tym znudzona, więc posłała mi błagalne spojrzenie.
Zrozumiałam.
- Dziewczyny, może
pójdziemy już pod klasę? – Zaproponował. I tak robiło się późno, więc trzeba
było wracać na zajęcia.
Kiyoko skończyła
gadać, natomiast Eriko odetchnęła z ulgą. Uśmiechnęła się do mnie lekko i
wyrzuciła do kosza zużytą serwetkę. Nie uszłyśmy kilkunastu metrów, a podszedł
do mnie Makoto. Przywitał się z dziewczynami, a mnie poprosił na słówko.
- Akina, chciałabyś
może… - Zająkał się. – Pójść ze mną na ten bal?
- Z przyjemnością. –
Uśmiechnęłam się.
- Ekstra! – Wyrwało mu
się. Zaraz jednak zakrył usta ręką i rozejrzał się wokół. – Podjechać po ciebie
czy…?
- Dzięki, nie musisz. Sama
przyjadę.
- Dobra. – Spojrzał mi
w oczy. – To ten… Dzięki i do zobaczenia!
- Pa!
Pomachałam mu na
pożegnanie i podeszłam do przyjaciółek. Te pokiwały głowami i uśmiechnęły się
zwycięsko.
- Wiedziałam! –
Wykrzyknęły jednocześnie. Spojrzały na siebie, po czym wybuchły głośnym
śmiechem.
- No, no, Aki-chan,
masz powodzenie! – Kiyoko puściła mi oczko, a ja teatralnie westchnęłam i
pociągnęłam za sobą chichoczące przyjaciółki.
Boże, dlaczego ja się
z nimi przyjaźnię?
***
W ciągu ostatniego
tygodnia Aomine w ogóle się nie odzywał. Pomyślałam nawet, że już się ode mnie
odczepił, ale szybko pozbyłam się tej myśli. Takie osoby łatwo nie odpuszczają.
Westchnęłam cicho i
zarzuciłam torebkę na ramię. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do kuchni,
gdzie podkradłam Taidze jednego naleśnika. Spojrzał na mnie oburzony, a ja w
odpowiedzi pokazałam mu język.
- Wracam za czas
nieokreślony. – Mrugnęłam do niego, kończąc placka.
- Jak zawsze z
zakupów. – Pokręcił głową, ale po chwili się uśmiechnął. – Obyś wybrała coś
ładnego.
- Mnie jest zawsze we
wszystkim ładnie!
- Zmykaj już. –
Machnął łyżką w stronę drzwi i odwrócił się do mnie plecami.
Pokręciłam lekko głową
i poszłam do holu założyć trampki. Wyszłam z domu i poszłam w wyznaczone
miejsce spotkania – do najbliższego centrum handlowego. Kiyoko już tam była i
przeglądała coś w telefonie. Dyskretnie do niej podeszłam i zajrzałam jej przez
ramię.
- Jakie ciacho –
powiedziałam, gdy zobaczyłam zdjęcie jakiegoś bruneta. – Kto to?
Blondynka aż
podskoczyła. Krzyknęła cicho i spojrzała na mnie zaskoczona.
- Na miłość boską,
Aki-chan, chcesz, żebym na zawał zeszła?! – Dotknęła teatralnie klatki
piersiowej, a po chwili odgarnęła włosy z czoła. – Taki jeden… - Schowała
telefon. – Ostatnio zaczął do mnie pisać.
- Miłość kwitnie wokół nas – zanuciłam, szczerząc się przy tym jak
głupia.
- No chyba wokół
ciebie! – Szturchnęła mnie w ramię. – Najpierw Aomine, potem Makoto… Mhmhm, prawdzie
życie miłosne rozkwita!
Pokręciłam lekko
głową, nic nie mówiąc. Aomine wcale nie jest moją miłością, a Makoto… Znamy się
od kilkunastu dni, więc nie traktuję go jak kogoś specjalnego. W sumie Daikiego
też znam od zaledwie tygodnia, jednak on jest inny niż Ugiho. Którego bym
prędzej wybrała? To dwa różne charaktery, więc wybór byłby bardzo trudny. Na
razie to nie chcę się wiązać z żadnym z nich, więc problem z głowy.
- Akina, Kiyoko! –
Usłyszałyśmy znajomy głos, a chwilę później zobaczyłyśmy biegnącą ku nam
brunetkę.
Przywitałyśmy się
całusem w policzek, po czym ruszyłyśmy do pierwszego sklepu z damską odzieżą. No
i się zaczęło. Przebieranie się po kilka razy, polowanie na przeceny oraz
poszukiwanie ładnych sukienek i butów uważam za rozpoczęte! Lubię babskie
zakupy, ale po długim chodzeniu po sklepach robi się to uciążliwe. Do tej pory
znalazłam piękne, czarne szpilki, wiszące kolczyki, komplet bielizny i jakieś
krótkie spodenki, ale nie wypatrzyłam dla siebie żadnej sukienki. Eriko kupiła
beżową z koronką, a Kiyoko błękitną z czarnym paskiem. Poszły więc do działu z
koszulkami, a ja zostałam przy wieszakach z kieckami. Tyle ich tu było! I jak
mam wybrać jakąś w ciągu jednego dnia? Dobrze, spokojnie, uspokój się.
Dziewczyny potrafiły, to i ty sobie poradzisz.
Wzięłam głęboki wdech
i zaczęłam przeglądać wszystkie po kolei. W końcu w rękach zostały mi dwie –
granatowa i czerwona. Obie były piękne i miały koronkę. Pierwsza była trochę
dłuższa, ale za to miała dziurę na plecach, natomiast druga prawdopodobnie
sięgałaby mi do połowy uda. Postanowiłam poradzić się przyjaciółek. Kiyoko
znała się na doborze ciuchów, więc powinna mi coś doradzić. Kiedy zamierzałam
do nich pójść, usłyszałam znajomy głos.
- Czerwona ładniejsza.
Błyskawicznie się
odwróciłam i zobaczyłam Aomine. Był ubrany w białą podkoszulkę i ciemną,
jeansową kurtkę, natomiast w ręku trzymał dwie reklamówki – jedną z jakimiś
ubraniami, a drugą z butami.
- Co ty tu robisz? –
Zdziwiłam się.
- Zakupy. Nie widać? –
Pokazał mi torby.
- Ale co TU robisz? –
Wskazałam na dział z odzieżą damską.
- Zobaczyłem cię i
podszedłem.
Przez chwilę staliśmy
w totalnej ciszy. Zauważyłam zdziwione, ale jednocześnie przerażone spojrzenia
ekspedientek, które zaczęły coś między sobą szeptać. Ludzie, wszędzie to samo…
To zaczyna być irytujące.
- Więc czerwona? –
Spojrzałam na sukienkę trzymaną w lewym ręku.
Kiwnął potwierdzająco,
więc odwiesiłam granatową sukienkę i udałam się do przymierzalni. Nawet nie
musiałam się odwracać, by wiedzieć, że polazł za mną. A niech tylko spróbuje
mnie podglądać, a oberwie moimi nowymi szpilkami! Chociaż nie, szkoda butów.
Zamknęłam za sobą
drzwi i zdjęłam z siebie ubranie. Odłożyłam je na stołek stojący w
przymierzalni, po czym założyłam sukienkę. Muszę przyznać, że była piękna i
pasowała mi do figury – nie wyglądałam w niej grubo, za to ładnie podkreśliła biust.
Koronkę miała w kształcie kwiatków, a na górze prześwitywała, przez co było
widać część mojej klatki piersiowej. Idealna.
Zdjęłam ją z siebie i
założyłam swoje ubranie. Wyszłam z przymierzalni, niosąc w ręku sukienkę.
Aomine, widząc mnie, schował telefon do kieszeni i zrobił w moją stronę kilka
kroków.
- Mogłaś mi się
pokazać – mruknął. – I jak?
- Możesz sobie tylko
pomarzyć! – Prychnęłam. – Idealna.
- Mówiłem?
Wyminęłam go bez słowa
i zaczęłam iść w stronę kasy. Nagle podbiegła do mnie Kiyoko i praktycznie
wepchnęła mi w twarz jakiś materiał.
- No popatrz, no! –
Złapała mnie za ramię. – Jest piękna, nie sądzisz? Ale widzisz ją? Widzisz?
- Jak mam ją zobaczyć,
skoro wcisnęłaś mi ją w twarz? – Odezwałam się. Chwilę później ponownie
zobaczyłam sklep, a przed moimi oczami pojawiła się czarna bluzka z białym
napisem ,,Beautiful and sassy”. –
Pasuje do ciebie.
- No wiem. –
Uśmiechnęła się.
- Akina – szepnęła
nagle stojąca nieopodal Eriko. Posłałam jej pytające spojrzenie, a ona
dyskretnie wskazała oczami Aomine. No tak… Głupio wyszło.
- Etto… - podrapałam
się w czubek głowy. – Dziewczyny, to jest Aomine Daiki. – Wskazałam
ciemnoskórego, który nadal za mną stał.
Moje przyjaciółki
zdębiały. Spojrzały na niego z niepewnością, po czym zerknęły na mnie pytająco.
- No Jezu–
Westchnęłam. – Spotkałam go przypadkiem. – Wywróciłam oczami. - Aomine, to
Kiyoko i Eriko.
Daiki spojrzał na nie
i obrzucił je czujnym spojrzeniem, a ja miała wrażenie, że Eriko chce się
zapaść pod ziemię. Coś czuję, że będzie miała ogromny problem z zaakceptowaniem
Aomine.
Pokręciłam lekko głową
i westchnęłam cicho. Nagle Kiyoko do mnie podeszła, ciągnąc za sobą odrętwiałą
Iwasaki, po czym mnie przytuliła i dała mi całusa w policzek.
- Już ja znam to twoje
,,przypadkiem”. – Mrugnęła do mnie. – Do zobaczenia jutro!
Pomachała mi i wyszła
ze sklepu, wciąż wlokąc za sobą Eriko. Jak śmiały mnie zostawić?! Z kim ja się
w ogóle przyjaźnię? I co ja mam niby teraz robić z Aomine?
- Twoje przyjaciółki
są dziwne. – Odezwał się nagle Aomine.
- Swój do swego
ciągnie, wiesz?
Skierowałam się w
stronę kasy i wyjęłam z torby portfel. Podałam ekspedientce sukienkę i
poczekałam, aż mi ją zapakuje.
- Ale ty jesteś inna.
– Stanął obok mnie, zupełnie ignorując dziewczynę stojącą za ladą.
- Jaka? Wkurzająca? –
Zapłaciłam ekspedientce. – Złośliwa?
- Nie boisz się mnie
aż tak, jak inni.
Na chwilę mnie
zamurowało. Na co dzień się go nie boję, owszem, ale bywają takie momenty, że
jestem wręcz przerażona jego zachowaniem. Na przykład wtedy, gdy pobił tych
facetów na siłowni – myślałam, że ze złości ich zabije. Ogólnie to Aomine mnie
często wkurza, ale są chwile, gdy nie chcę z nim przebywać. Wciąż go nie znam,
więc nie wiem, jak zareaguje na coś, co mu powiem bądź zrobię. To jedna wielka
niewiadoma, do której trudno znaleźć rozwiązanie, jeśli to w ogóle jest
możliwe.
Wyszłam ze sklepu, a
on szedł obok mnie, trzymając jedną rękę w kieszeni. Wyjęłam z torebki telefon
i spojrzałam na wyświetlacz. Między mną a Daikim panowała cisza. Nawet nie wiedziałam,
jak powinnam zacząć rozmowę.
- Idziesz na jakiś
bal? – Spytał nagle, ratując mnie z niekomfortowej sytuacji.
- Studencki – odparłam,
poprawiając torbę na ramieniu. – Dyrektor go organizuje.
- Z kim idziesz?
- Z Makoto.
- Z tą ciotą, która cię
podrywa? – Syknął, a ja aż zadrżałam.
- Lubię go, jest miły.
– Siliłam się na spokój, ale czułam, że za chwilę mogę wybuchnąć. Za kogo on
się uważa?! Sam mnie ciągle gdzieś zabiera, proponował mi seks, a teraz wkurza
się, że jeden chłopak zaprosił mnie na tańce! – I nie masz prawa się w to
wtrącać. Pójdę z nim i koniec.
- A potem się okaże,
że jest zboczeńcem.
- Na pewno nie
większym od ciebie. – Przyspieszyłam, ale zrównał ze mną kroku i złapał mnie za
nadgarstek. – Czego ty znowu chcesz? – Syknęłam, patrząc na niego ze złością.
Nie odpowiedział,
tylko złączył nasze dłonie i pociągnął mnie w stronę parkingu. Chciałam mu się
wyrwać, ale mi na to nie pozwolił. Mocniej ścisnął moją rękę, nawet na mnie nie
spoglądając. Co mu znowu odbiło?! Najpierw się wkurza, a potem mnie gdzieś
ciągnie. A może on ma jakieś rozdwojenie osobowości? Pierwszy on jest nawet
miły i pomocny, za to drugi sprawia, że się wkurzam lub drżę się strachu. Nigdy
wcześniej nie spotkałam takiej osoby.
- Gdzie idziemy? –
Spytałam.
Nie odpowiedział. Po
kilkunastu sekundach zatrzymał się przy pięknym, czarnym samochodzie.
Zobaczyłam, że to jakiś rodzaj Toyoty. Nie znam się na markach, ale niektóre
auta nawet ja potrafię rozpoznać. Muszę przyznać, że jego wóz jest śliczny –
wyglądał jak nowy. A może był nowy? W końcu na wyścigach podobno nieźle się
zarabia.
- Odpowiesz mi?! –
Chciałam mu się wyrwać, ale mocniej ścisnął moją dłoń.
Otworzył przede mną
drzwi i gestem ręki nakazał mi wsiąść. Przez chwilę stałam w bezruchu, ale gdy
mnie lekko popchnął, prychnęłam i wsiadłam do środka, zamykając za sobą drzwi.
Ucieczka i tak byłaby bezsensowna, bo dogoniłby mnie w dwie sekundy. A krzyczeć
nie zamierzałam. Przecież mnie nie porywa. Poza tym nie chciałam mieć policji
na karku. Najwyżej zadzwonię do Taigi.
Kiedy mijaliśmy
budynki i jakieś znaki, uświadomiłam sobie, że nie wiem, gdzie jesteśmy. Nigdy
nie byłam w tej części miasta. Co tu się może znajdować? Prywatna strzelnica?
Tor gokartowy? Luksusowe SPA? Gdzie on mnie zabiera?! A jeśli chce mnie wywieźć
na odludzie, zabrać mi komórkę i trzymać w jakiejś piwnicy? Boże, za dużo się
horrorów naoglądałam. Przecież on nie byłby zdolny do czegoś takiego… Prawda?
Ściga się w nielegalnych wyścigach, ale to nie znaczy, że jest porywaczem, nie?
Uspokój się, Akina,
spokojnie. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech.
- Gdzie jedziemy? –
Postanowiłam nie dawać za wygraną, jednak widząc jego pulsującą żyłkę na czole,
nie drążyłam więcej tematu.
Aomine jest naprawdę
dziwny. On to może wkurzać wszystkich o każdej porze dnia i nocy, ale jak ktoś
zdenerwuje jego, to obrywa. Mam szczęście, że nie będę mieć siniaka pod okiem.
Chociaż byłby zdolny uderzyć słabszą od siebie dziewczynę? Nie wiem, i jakoś
nie mam zamiaru przekonywać się o tym na własnej skórze. Wolę nie być jego
królikiem doświadczalnym. Jeszcze by mu przyszły do głowy jakieś chore
eksperymenty.
Przez całą drogę
milczeliśmy. Patrzyłam tylko za okno, totalnie go ignorując. Nie dość, że
miałam ze sobą kilka toreb zakupów, to jeszcze byłam głodna. W końcu cztery
godziny chodzenia po sklepach to jednak wysiłek. A już szczególnie z moimi
przyjaciółkami, które latały od półki do półki i wyłapywały najciekawsze
promocje. Oszaleć można. Nie żebym nie lubiła zakupów, ale zbyt długie łażenie
po sklepach jest najzwyczajniej w świecie męczące.
Mijaliśmy kolejne domy
i różne budynki, aż nagle stwierdziłam, że mieszkania w tej części miasta są
większe i mają spore działki. Gdzie on nas zabiera?! Spojrzałam na Aomine, ale
on w ogóle nie zareagował. Jechał dalej, nawet nie wyglądając przez szybę. Zna
te tereny. Musi je znać, skoro tak pewnie tu wjeżdża. Ma tu znajomego? Kogoś z
rodziny? Zacisnęłam wargi, by po raz kolejny nie zapytać go o to, dokąd
jedziemy. Tylko bardziej bym go wkurzyła, a i tak by mi nie odpowiedział.
Postanowiłam więc, że będę milczała do końca podróży.
- To tutaj –
powiedział, po czym zaparkował samochód przed bramą pięknego, dużego domu.
- Co tutaj? –
Spytałam, podziwiając budynek. Ogromny. W życiu nie widziałam większego!
- No tutaj chciałem cię
zabrać.
Spojrzałam na niego
zszokowana. Kto mieszka w takiej willi? Aomine musi mieć naprawdę bogatych
przyjaciół, skoro pozwalają sobie na takie luksusy. A do tej pory myślałam, że
mój dom jest duży… Wprawdzie mieszkam w nim tylko z Taigą, więc dla dwójki
rodzeństwa jest wystarczający. I tak w większości rodzice nam go utrzymują.
Dobrze, że go kiedyś kupili, bo teraz musielibyśmy wynajmować mieszkania. A
dzięki temu, że mieszkamy razem, mama i tata mogą nas częściej odwiedzać. I
płacimy mniejszy czynsz. Same plusy. Chociaż czasem są też minusy – na przykład
dziwni przyjaciele Taigi, na czele z Aomine. Gdyby nie to, prawdopodobnie nigdy
nie poznałabym tego zboczeńca i miałabym spokój do końca życia. A tak to co?
Muszę go znosić. I w dodatku ciągle chce mnie gdzieś zabierać, jakby nie
rozumiał, że ja nie zawsze chcę z nim jeździć. Potrzebuję trochę prywatnego
czasu, jak każda dziewczyna w moim wieku. A ostatnio w tym prywatnym czasie
jest zdecydowanie za dużo Aomine. Jednak nie mam żadnego pomysłu, żeby się
odczepił. Przecież nie powiem mu: ,,Spadaj, chcę być sama”. To spowoduje, że
będzie przychodził jeszcze częściej, żeby mnie wkurzyć. Nie mam jak się go
pozbyć – zna mój adres, moją szkołę, ma mój numer… Jestem na niego jak widać
skazana. Powinnam zostać świętą, bo chyba niedługo umrę śmiercią męczeńską,
zamęczona przez tego zboczucha.
- Kto tu mieszka? –
Spytałam, podziwiając drzewo w ogrodzie.
- Ja z kilkorgiem
przyjaciół.
Zdębiałam. Zabrał mnie
do swojego domu? Coś czuję, że to się może źle skończyć…
________________________________________________________________________________












