wtorek, 22 września 2015

Rozdział 8


 ~Aomine~

  Nadszedł dzień zawodów. Budzik od kilku minut nie dawał mi spokoju. Wyjątkowo upierdliwe i wkurzające urządzenie. Naciągnąłem kołdrę po czubek głowy i ziewnąłem. Jestem chory na ciężką przypadłość, zwaną ,,poranny leń”. Chociaż czasem mam wrażenie, że u mnie na choroba jest bardziej rozwinięta i nazywa się ,,całodniowy leń”. E, ja po prostu jestem zajebisty i seksowny. To wszystko wyjaśnia i ze wszystkiego mnie usprawiedliwia.

 - Daiki, rusz się wreszcie!- usłyszałem krzyk mamy, ale wstanie było dla mnie zbyt męczące. Muszę oszczędzać siły na bieg. W końcu mam dziś do wygrania wyścig. Ktoś musi pokazać Kise swoją potęgę i zajebistość. Tym kimś jestem ja, wielce wspaniały Aomine Daiki, który ocieka seksem, ideałem…

 - Daiki!- mama wtargnęła do mojego pokoju i siłą ściągnęła ze mnie kołdrę.- Nie możesz się spóźnić na zawody! Wstawaj, leniu jeden!

 Po chwili znalazłem się na podłodze, gdyż moja wspaniała rodzicielka zabrała mi poduszkę i zwaliła mnie z łóżka. Przecież mnie nie można tak traktować!

 - Masz gościa- powiedziała nagle i miło się uśmiechnęła. Tyle tylko, że ten uśmiech nie był skierowany do mnie, a do…

 - AKINA?!- byłem mocno zaskoczony. Już prędzej spodziewałbym się Akashiego, który przyszedłby, by dopilnować mojej punktualności. Oczywiście oczarowałby moją matkę, a ta, niczego nieświadoma, wysłałaby mnie, swego jedynego i najukochańszego syna, na męczarnię z tą gnidą. Na szczęście to tylko ona.

 - Sayaka poszła wcześniej do Kise, więc chciałam cię przypilnować.- Ona brała lekcje u tego psychola? A może ją do tego zmusił? Przyjrzałem jej się uważnie. Nie, nie była przestraszona, tylko raczej zadowolona. Tia… Jednak między nią a Akashim jest pewne podobieństwo. Brakuje jej tylko tych piekielnie czerwonych nożyczek i włosów. No i oczywiście jest dziewczyną.

 - Przebieraj się, jedz śniadanie i wychodzimy.- kontynuowała.- Za piętnaście minut widzę cię już ubranego na dole. Masz być już spakowany!

 Wyszła. Jak śmiała mi rozkazywać?! Mi!

 - Bardzo miła dziewczyna- skomentowała mama. Czy teraz wszyscy obrócili się przeciwko mnie? Nawet własna matka… Co za ból.- Przyjaciółka czy ktoś więcej?- mrugnęła do mnie porozumiewawczo. Ona też?!

 - Mamo, błagam- dotknąłem teatralnie klatki piersiowej.- I ty? I ty, matko?

 Zaśmiała się i poszła do kuchni. Keiko Aomine- kobieta, której nadal nie rozumiem. Czasem zachowuje się jak nastolatka, innym razem potrafi by wredna jak jakaś zrzędliwa babcia. Ech… mamy to są jednak trudne do rozgryzienia.

 Wziąłem świeże ubrania i skierowałem się do łazienki. Nie ma to jak poranny prysznic. Najlepiej zimny. Lepiej działa na rozbudzenie. Ubrałem się, umyłem zęby, spakowałem strój sportowy do torby i zszedłem na dół. Praktycznie od razu powitała mnie drewniana łyżka, którą Akina rzuciła w moją zacną osobę.

 - Trzydzieści dwie sekundy spóźnienia- oznajmiła, wskazując zegarek.

 Świetnie! Teraz to nawet będzie mi liczyła SEKUNDY, o które się spóźniłem? Co jeszcze? Może sprawdzi, czy nie mam żadnego śpiocha w oku lub plamki na zębie?

 Usiadłem do stołu i zabrałem się za jedzenie. Kilka kanapek z wędliną i serem żółtym to wystarczające śniadanie. Popiłem wszystko sokiem jabłkowym, który wcisnęła mi ta wredota ( Akina) i wyszliśmy z domu. Pożegnaliśmy się wcześniej z moją mamą i poszliśmy do szkoły.

 - Następnym razem mogłabyś uprzedzić o takiej wizycie- mruknąłem.

 - Nie- pokazała mi język. Bezczelność i obraza mojej zajebistej osoby!- Zobaczysz, że kiedyś zrobię ci taką pobudkę, której nie zapomnisz.

 - Phi, to ja ci zafunduję taką noc, która za żadne skarby świata nie opuści twojej głowy.

 Już otwierała usta, by mnie zripostować, ale usłyszeliśmy ten zimny głos psychola.

 - Daiki, Akina- podszedł do nas, a obok niego szedł Midorima. Może być gorzej?- Liczę na was na dzisiejszych zawodach. Dajcie z siebie wszystko. Daiki, jestem naprawdę mile zaskoczony, że raczyłeś przyjść aż dwadzieścia minut przed czasem. Masz szczęście, że się nie spóźniłeś. Chyba nie muszę mówić, co by było, gdybyś przyszedł spóźniony?- wyjął z kieszeni nożyczki, a ja natychmiastowo zaprzeczyłem.- Dobrze. Akina, pozwolisz na słówko?

 Była nieco zdziwiona, ale odeszła z nim kilka kroków i zaczęli o czymś dyskutować. Coś jej tłumaczył, a ona przytakiwała. Spisek?

 - Masz swój szczęśliwy przedmiot?- spytał nagle Midorima.- Domyślam się, że nie.- sam sobie odpowiedział.- Jest nim dziś różowa opaska do włosów. Proszę- wcisnął mi na głowę dziewczęcą ozdobę, a ja natychmiastowo ją zdjąłem.

 - W życiu nie będę z tym biegał!- oddałem mu ją i przyspieszyłem kroku.

 Zaczął się ze mną sprzeczać, że niby jestem wielkim kretynem, skoro nie wierzę w potęgę Ohy-Asa. Może i kretynem jestem, ale pedała z siebie nie zrobię.

 Akashi skończył rozmawiać z Akiną, więc podeszła do mnie.

 - Co powiedział?- spytałem.

 - To nie twoja sprawa, o czym z nią rozmawiałem- odezwał się psychol. Zapomniałem, że on posiada słuch absolutny i usłyszy wszystko, nawet najmniejszy szept.- Dowiecie się wkrótce- dokończył z przerażającym uśmiechem. Czyżby szykował dla nas tortury? Męczarnie, podczas których wyzioniemy ducha? Mamoo, ja nie chcę umierać! Tyle cycków mam do obejrzenia i obmacania! Tyle czasopism Horikity Mai! No i nie widziałem jeszcze Akiny w bieliźnie! Nago też nie, a przed śmiercią musi się to stać. Innej opcji nie ma.

 Doszliśmy na boisko szkolne, gdzie Akina prawie została uduszona przez Sayakę. Poszły się przebrać, a gdy zacząłem rozmyślać nad sposobem podejrzenia ich, usłyszałem głos Kise:

 - Przygotuj się, Aominecchi. Dziś zamierzam z tobą wygrać.

 Posłałem mu kpiąco- koleżeński uśmiech i w bojowych nastrojach poszliśmy do szatni. Wszyscy schodzili nam z drogi. Wiedzieli, że często ze sobą rywalizujemy. Woleli mi nie podpadać. Kise się nie bali, on jest za miękki.

 Nadszedł czas na pierwszą konkurencję- bieg dziewczyn na sześćset metrów. Akina i Sayaka skończyły swoją rozgrzewkę.

 - Akinacchi! Sayakicchi!- krzyknął Kise.- Powodzenia!

 Odwróciły się w jego stronę i radośnie mu pomachały. Odniosłem wrażenie, że ostatnio Akina bardziej polubiła blondyna. On ma w sobie coś, co dziewczyny przyciąga. Mimo że nie ma mojej zajebistości, panienki ciągle go otaczają.

 I się zaczęło. Hyuga wyszła na prowadzenie, ale Kuso zaczęła ją doganiać. Obie biegły prawie łeb w łeb. Doping był spory. Kiedy rozpoczęło się ostatnie kółko, Akina wygrywała.

 - Dawaj, buraku!- krzyknąłem. Usłyszała. Pobiegła jeszcze szybciej i zostawiła przeciwniczki w tyle. Wygrała. Rozległy się głośne brawa. Sayaka przybiegła druga.

 - Ja ci dam ,,buraku”!- zwyciężczyni podeszła do mnie i dała mi mocną sójkę w bok. Halo! Ja tu mam zaraz wyścig!

 - Dobra robota- pochwalił je Akashi.

 Uścisnęły się, a po chwili zostały zamknięte w żelaznym uchwycie Kise. Model puścił Akinę, ale Sayakę przytrzymał przy sobie nieco dłużej. Dawaj, laluś, pobiegnij dla niej.

 - Całkiem szybko biegasz- powiedziałem do Hyugi.

 - Mówiłam przecież, że mam dobrą kondycję- uśmiechnęła się.

  Zamieniłem z nią kilka słów, po czym wezwano zawodników, którzy startują w biegu na kilometr. Chłopcy zawsze mają gorzej. Usłyszeliśmy głośne ,,start!” i zaczęliśmy biec. Od razu wysunąłem się na prowadzenie. Kise mnie na początku doganiał, ale gdy przyspieszyłem, został w tyle.

 - Dawaj, zboczuchu!- krzyknęła Akina. NIE DARUJĘ JEJ TEGO!

  Pobiłem chyba swój rekord życiowy. Tysiąc metrów przebiegłem w dwie minuty. Prawie w ogóle się przy tym nie zmęczyłem. Ma się tę kondycję, nie? Kise przybiegł drugi, ale wcale nie był zadowolony. Mruknął coś pod nosem i spojrzał na mnie krzywo.

 - Mówiłeś coś?- udawałem, że nie usłyszałem.

 - Zamknij się- oho, obraził się. Przekręcił głowę w bok i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Fanki otoczyły go natychmiastowo. Myślę ( tak, posiadam takową funkcję), że jemu kiedyś tlenu zabraknie i umrze w ramionach otaczających go dziewczyn.

 Próbował je od siebie odgonić, co mu nie wychodziło. Postanowiłem być wspaniałomyślny i mu pomóc. Od czasu do czasu może być dzień dobroci dla Kise, nie?

 - Dobra, dobra, rozejść się- zacząłem je odganiać. W między czasie słyszałem różne komentarze z ich strony, na przykład: ,,To Aomine. Jaki przystojny!”, ,,Jest lepszy od Kise-kun?”, ,,Chce z nim pobyć sam na sam?” , Ale ma ładne oczy!”.

 - Dzięki- mruknął model, gdy fanki sobie poszły.

 Poklepałem go po ramieniu i odszedłem w stronę stoiska z jedzeniem. Od tego biegania i udawania ochroniarza zrobiłem się strasznie głodny. Oczywiście Murasakibara zjadł już połowę żarcia, więc szybko nałożyłem sobie na talerz kilkanaście pyszności i wróciłem do obserwowania kolejnych konkurencji. Midorima i Murasakibara wygrali, a Tetsu zajął trzecie miejsce. Bardzo dobry wynik jak na niego. Akashi był z nas zadowolony, nawet odpuścił nam nasz dzisiejszy trening i chwała mu za to!

 Zawody się skończyły, wręczono nam medale… Kolejne metalowe kółko będzie wisiało na mojej ścianie, tuż obok kilku pucharów. Mam już całkiem pokaźną kolekcję.

 Poszedłem do toalety. Po drodze minąłem się z Akiną. Akurat podwinęła bluzkę, by wytrzeć mokre czoło. Zobaczyłem część jej brzucha! Zawsze coś na dobry początek. Sam nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale szybko przyparłem ją do ściany i złapałem jej nadgarstki. Spojrzała na mnie zaskoczona i nie za bardzo wiedziała, co ma zrobić.

 - Aomine…- zaczęła.

 - Gratuluję wygranej- przerwałem jej i nachyliłem się nad jej twarzą, która przypominała dojrzałego buraka.

 - D-Dzięki, ale o co ci chodzi?- spytała ostro. Wraca do normalności.- Mogłeś mi to powiedzieć normalnie, a nie trzymając przy ścianie, kretynie!

 - A nie sądzisz, że coś mi się należy za wygraną?- spytałem i jeszcze bardziej się do niej przybliżyłem. Zesztywniała i już kompletnie nie wiedziała, jak się zachować. Odniosłem wrażenie, że się trochę bała. Opamiętałem się i ją puściłem. Patrzyła na mnie chwilę z niezrozumieniem, po czym pobiegła w stronę damskiej przebieralni. Co ja znowu odwaliłem? Co we mnie wstąpiło? Przecież tylko lekko odsłoniła brzuch, a ja od razu przyszpiliłem ją do ściany. Co się ze mną dzieje?

Patrzyłem na jej oddalające się plecy. Czy ona się mnie… boi?
___________________________________________________________________________________
 






 

poniedziałek, 21 września 2015

Rozdział 7


 ~ Akina~

  Obudziłam się kilka minut przed budzikiem. Nie wyspałam się! Wczoraj musiałam dokładnie opowiedzieć Sayace o moim treningu z Aomine, a potem jeszcze słuchałam jej dokładnego opisu randki z Kise. Była przy tym taka podniecona, że nie miałam serca jej przerywać. Dzielnie dotrwałam do samego końca. Może i było ciekawe, ale za długie. Nie musiała opowiadać szczegółów typu: ich dłonie przypadkiem się spotkały, gdy sięgali po popcorn, zderzyli się głowami, kiedy oboje chcieli podnieść pomadkę Sayaki… Pół nocy zawaliłam, a dziś mam szkołę i trening z Aomine. Wypadałoby mu jakoś podziękować za wczorajszą pomoc.. Tylko co ja mam mu dać? Pornosów mu nie kupię. I tak jest już wystarczająco zboczony. Myślałam i myślałam, ale nie wymyśliłam niczego sensownego. W końcu napisałam do Kise i spytałam go, co Daiki lubi. Odpowiedź przyszła praktycznie od razu. Szybki jest… Jeszcze nie spotkałam osoby, która by w tak błyskawicznym tempie odpisała na SMS’a. Pomijając tysiąc emotikonek i wykrzykników, ważne było jedno słowo- jedzenie. No tak! Nie pomyślałam o tym. Aomine uwielbia jeść! Wprawdzie to nie są takie ilości jak w przypadku Murasakibary, ale posiłek to posiłek.

  Szybko wstałam, wzięłam wyjątkowo szybki prysznic, ubrałam się w szkolny mundurek, zjadłam śniadanie i wyszłam do sklepu. Miałam poważny problem z wyborem słodkości. Wzięłam jakieś ciasteczka z nadzieniem i czekoladowe babeczki, które pieką się w piętnaście minut. Szybko wróciłam do domu i zabrałam się za przyrządzanie ciasteczek. Rzeczywiście, szybko mi z nimi poszło. Starannie je zapakowałam i włożyłam do torby.

 - Po co ci one?- spytała Sayaka.

 - Muszę podziękować temu matołowi za pomoc- odparłam i zaczęłam się czesać.

 - Twój książę z bajki- zaśmiała się, a ja spaliłam buraka.

 - Chyba z koszmaru- mruknęłam.

 Wyszłyśmy z mieszkania i skierowałyśmy się z stronę szkoły. To tylko dwadzieścia pięć minut drogi i to dość spokojnym tempem. Gadałyśmy o różnych rzeczach. Mówiła, że niedługo znów idzie gdzieś z Kise i że jest z tego powodu wniebowzięta. Rozpoczęła swój monolog o nim, więc tylko przytakiwałam co jakiś czas, wcale jej nie słuchając.

 - Mówię ci, on by był dla ciebie idealny- powiedziała nagle, a ja odruchowo przytaknęłam.

 - Też tak myślisz?- nagle się ożywiła. Co ja znowu palnęłam?- No już cię uratował i w ogóle… Ciekawe, czy cię poprosi, byś była jego dziewczyną.

 - Zaraz, zaraz, o kim ty mówisz?- zdziwiłam się.

 - No o Aomine, a o kim miałabym mówić?- również wyglądała na zdziwioną.

 - Myślałam, że gadasz o Kise.

 - Kise do ciebie nie pasuje- zarumieniła się. Buahaha! Mam ją czym szantażować w razie potrzeby!- Aomine jest dla ciebie lepszy.

 Już chciałam coś odpowiedzieć, ale doszłyśmy do szkoły i podbiegł do nas rozradowany model.

 - Akinacchi! Sayakicchi!- przytulił najpierw ją, potem mnie i się szeroko uśmiechnął. Widzę, że Sayaka też padła ofiarą jego ,,cchi”.- Podobno wychowawczyni ma dla nas jakieś ważne ogłoszenie! Chodźmy do klasy!

 Nie czekając na nasze odpowiedzi pociągnął nas za nadgarstki i popędził do sali języka japońskiego. Nawet nie zdążyłam krzyknąć. Ja go kiedyś za to zabiję! W dodatku czułam na sobie spojrzenia wściekłych dziewczyn, które rzuciłyby się na nas, gdyby tylko miały taką możliwość.

 Kiedy zajęliśmy swoje miejsca, cała klasa spojrzała na nas ze zdziwieniem. Pewnie, Kise, zrób  z nas idiotów! Już miałam zacząć nawijać o jego bezczelnym zachowaniu, ale akurat do klasy wszedł Aomine. Nie spóźnił się. Robi postępy. Rzucił nam krótkie ,,cześć” i usiadł w swojej ławce. Chciałam mu dać ciastka, lecz zadzwonił dzwonek. Ludzie, czemu nie mogę do końca załatwić jednej rzeczy i ciągle mi coś przeszkadza?!

 - Za tydzień odbędzie się festyn szkolny- zaczęła nauczycielka- i chciałabym, by każdy z was w tym uczestniczył i coś przygotował. Będą zawody sportowe. Zaczniemy robić listę. Na początek bieg dla dziewcząt na sześćset metrów. Która chętna?

 No normalnie las rąk. Tyle tylko, że po wycięciu. Nikt się nie zgłosił. Bieganie nie jest złe. To całkiem przyjemne. Po krótkiej chwili zastanowienia podniosłam rękę. Wolę biegać niż na przykład skakać w dal. Pani się uśmiechnęła i wpisała mnie. Po chwili zgłosiła się też Sayaka. Razem chodziłyśmy na tańce, ona nawet o kilka miesięcy dłużej, więc mamy dobrą kondycję. Zawsze miałyśmy dobre czasy na takich sprawdzianach.

 Odwróciła się do mnie i posłała mi szeroki uśmiech. Chyba zaczyna brać lekcje u Kise. Albo on u niej. Albo po prostu oboje lubią się uśmiechać.

  Zgłosiły się jeszcze trzy inne dziewczyny, a nauczycielka oznajmiła, że popyta jeszcze w innych klasach. Potem nadszedł czas na bieg chłopaków. Tutaj pani nie czekała na zgłoszenia. Od razu zapisała Aomine i Kise.

 - Czemu ja?- jęknął Daiki.

 - Chodzisz razem z Kise do klubu koszykówki, więc powinieneś wystartować. I żadnych ,,ale”!

Wymamrotał coś pod nosem, ale nie wypowiedział tego na głos. Na szczęście. Nieźle by mu się oberwało. Model się tym nie przejął. Po prostu kiwnął głową na znak zgody i spojrzał wyzywająco na Aomine.

 - Wygram z tobą- szepnął.

 Daiki tylko się kpiąco uśmiechnął i pokręcił przecząco głową.

 - Pobiegnę tak, że mnie w życiu nie dogonisz- odszepnął.

   Oho, już zaczynają. Przynajmniej ten leń da z siebie wszystko, bo ma jakąś motywację.

 

 Na długiej przerwie Akashi nas wezwał na salę gimnastyczną. Usiedliśmy na ławkach i czekaliśmy, aż zacznie mówić.

 - Jak wiecie za tydzień odbędą się zawody sportowe- spojrzał na nas.- Z tego, co wiem, wszyscy się już na coś zapisaliście…

 -  Lub zostaliśmy do tego zmuszeni- Aomine wtrącił swoje trzy grosze, za co został obdarzony przez Akashiego jego piorunującym spojrzeniem, które kazało mu się zamknąć.

 - Daiki i Ryouta wystartują w biegu na tysiąc metrów- kontynuował, bacznie obserwując niebieskowłosego.- Shintarou bierze udział w konkursie na najlepszego strzelca szkolnego, Atsushi na najlepszego obrońcę, a Tetsuya w skoku w dal. Akina, jak dobrze pamiętam biegniesz sześćsetkę?- przytaknęłam.- Czy zapisaliście się jeszcze na coś, o czym nie wiem?

 Cisza. Aomine burknął coś pod nosem, a Akashi natychmiastowo wyciągnął z kieszeni spodni czerwone nożyczki.

 - Co tam mamroczesz, Daiki?- swoją broń skierował na jego twarz.

 - A nic…- zaśmiał się nerwowo.- Po prostu nie mogę się doczekać zawodów.

 - W takim razie dziś na rozgrzewkę przed treningiem przebiegniesz kilometr.

 Mina Daikiego była bezcenna. Ma za swoje.

 - Jesteeem głoodnyyyy- odezwał się nagle Murasakibara, co mi o czymś przypomniało.

 Otworzyłam torbę i wyjęłam z niej ciasteczka. Dałam je Aomine i wymamrotałam coś w stylu: ,,To za wczorajszą pomoc.” Popatrzył na mnie zdziwiony, ale po chwili podziękował i je otworzył.

 - Pycha- skomentował.- Gdzie kupiłaś?

 - Sama zrobiłam.

 - Serio? Umiesz gotować?

 - Tak. To nie jest trudne. Przyjaciel mnie w Ameryce nauczył.

 - To ty częściej możesz mi takie pyszności przynosić!

 - Mine-chin, daj trochę!- olbrzym już sięgał po jedno ciasteczko, ale Daiki zabrał mu je sprzed nosa.

 - To moje! Ty na nie nie zasłużyłeś!

 - Mine-chin, nie bądź taki.

 Wstał i wyrwał mu pudełko z rąk. Zaczął pałaszować babeczki, a Aomine podszedł do niego wściekły.

 - Oddaj mi moje ciastka!

 Murasakibara wziął jeszcze kilka w garść, po czym oddał mu pudełko.

 - Ej! Zjadłeś ponad połowę!

 - Przecież ci tam jeszcze zostało.- nie przejął się jego krzykami i powrócił do konsumowania.

 Aomine uspokoił dopiero widok piekielnie czerwonych nożyczek Akashiego. Rany, skąd ten psychopata ma takie pomysły? Żeby w taki sposób straszyć ludzi? Przecież ktoś może zejść śmiertelnie na zawał!

 Przytrzymał nas tam jeszcze chwilę, po czym skierowaliśmy się do swoich klas. Po drodze zgarnęłam ze sobą Sayakę, która od razu zaczęła mnie wypytywać o spotkanie. To był błąd. Powinnam ją była zostawić na korytarzu i udawać, że jej nie widzę.

 Właśnie zadawała mi chyba setne pytanie, gdy nagle ktoś do mnie od tyłu podbiegł i dźgnął mnie w boki. Nienawidzę tego! Zabiję osobę, która śmiała mnie tak potraktować!

 Z piskiem odskoczyłam i spojrzałam za siebie. Zobaczyłam śmiejącego się Aomine. No tak. Kto inny byłby takim idiotą? Tylko Aomine Daiki jest zdolny do wkurzenia mnie w tempie ekspresowym. Normalnie powinni mu dać nagrodę dla najbardziej upierdliwego chłopaka roku. Pewnie nie miałby problemów ze zdobyciem pierwszego miejsca.

 - Czy ciebie do reszty pogięło?- spytałam z wyrzutem i chęcią mordu w oczach.- Nie cierpię tego!

 - O, to teraz mam kolejną rzecz, którą cię mogę wnerwiać!- uśmiechnął się zwycięsko.

  To nie fair. Jak tylko ktoś się dowie o tym, że mam łaskotki, to to perfidnie wykorzystuje! Zgłaszam brak sprawiedliwości na tym świecie! Powinni za to aresztować. A jemu to przynajmniej zabrać te wszystkie pornosy. To i tak byłaby dla niego bolesna kara. Podejrzewam, że nawet gorsza niż więzienie.

 Zaczęłam się z nim o coś sprzeczać i jakoś nie obchodziło mnie to, że zwracaliśmy na siebie uwagę ludzi stojących na korytarzu. Ignorowałam też uśmiech Sayaki, która już snuła w swojej głowie przeróżne teorie z nami w roli głównej. Czasem myślę, że ona brała od Aomine potajemne lekcje. Chociaż w Ameryce też się tak zachowywała, a jego tam nie było. O ludzie, wszędzie trafiam na idiotów, których o dziwo lubię. Dziwne, nie? Też się nad tym zastanawiałam, ale jak widać przyciągam samych kretynów.
__________________________________________________________________________________







niedziela, 20 września 2015

AoKise- On jest tylko mój

EKHM, EKHM! To jest moje pierwsze opowidanie yaoi, więc proszę o wyrozumiałość. Czytałam już trochę historii o gejach, ale nigdy żadnej nie napisałam. Ta powstała specjalnie na życzenie Shiroi :D
 Wybrałam ten paring, bo najbardziej mi przypadł do gustu ;)
___________________________________________________________________________________
 
Dostałem kolejnego SMS’a. Nawet nie patrzyłem od kogo. Pewnie Kise zasypuje mnie pytaniami gdzie jestem, kiedy przyjdę… Umówiliśmy się na one-on-one po szkole, a ja się spóźniałem. No nie moja wina, że mama kazała mi odkurzyć pokój. Jutro przyjeżdża ciotka, a że ona jest straszliwą zrzędą ( wierzcie mi, nie przesadzam), zostałem do tego zmuszony. Już wolę się męczyć z odkurzaczem i ścierką niż słuchać później jej zrzędzenia i wiecznego niezadowolenia. Nie wyobrażam jej sobie podczas okresu. Chociaż patrząc na jej zachowanie, to ona ma wieczną, nigdy niekończącą się miesiączkę. Kiedy Satsuki ma ,,te" dni, jest nie do wytrzymania. Czepia się dosłownie o wszystko. Nawet o rozwiązanego buta czy lekko potargane włosy. Przebywanie z nią jest wtedy męczarnią.

 Wracając do tematu. Doszedłem wreszcie na boisko, gdzie czekał na mnie zirytowany blondyn. Nie ma to jak wielkie wejście kogoś tak zajebistego jak ja. Ach, ta skromność. I zajebistość oczywiście też, o niej bym nie mógł zapomnieć.

 Był wkurzony. I to bardzo.

 - Aominecchi!- zaczyna się. Teraz będę zmuszony do słuchania jego pretensji.- Jak mogłeś się spóźnić prawie godzinę?!- ej, to wcale nie tak dużo. Powinien się cieszyć, że w ogóle zaszczyciłem go swą obecnością, niewdzięcznik jeden.- Czekałem na ciebie i czekałem, a ty nawet nie odbierasz i nie odpisujesz na SMS’y!- to mnie nimi nie zasypuj, kretynie.- Następnym razem to ja się spóźnię i zobaczysz jak to jest!- oho, grozi mi? Mnie, wielkiemu, zajebistemu, najlepszemu, najskromniejszemu, najfajniejszemu, najseksowniejszemu chłopakowi świata? Toż to szantaż! A niechby tylko tak spróbował! Wszedłbym do jego domu bez ostrzeżenia i zrobiłbym mu taką awanturę, że psychicznie to by się nie pozbierał. Do tego zawsze można go ukarać w łóżku.- Aominecchi, czy ty mnie w ogóle słuchasz?!

 - Tak, głąbie, ale mam tego dość- odpowiedziałem i wziąłem do ręki piłkę.- Grajmy. Mam ochotę cię pokonać.

 - Tym razem wygrana należy do mnie, Aominecchi!

 - Niedoczekanie twoje.

 I się zaczęło. On zdobył kosz, ja zdobyłem dwa. I tak w kółko. Wymijaliśmy się, rzucaliśmy, broniliśmy, wytrącaliśmy sobie piłkę, ale wynik był przesądzony. Wygrałem. Ale muszę przyznać jedno- piękniś robi postępy. W ostatnim czasie bardzo się poprawił. Oi, czyżby to on był tym kimś, z kim mógłbym grac kiedyś jak równy z równym? Możliwe, całkiem możliwe.

 - A nie mówiłem?- wziąłem do ręki butelkę wody i zacząłem pić.

 Widziałem, jak patrzy na mnie z determinacją i złością. Nie lubił przegrywać. W końcu gra nie jest fajna, gdy przegrywasz. Mi to nie grozi. Ja nigdy nie przegram. Mam tylko jedną słabość, której się wypierałem, ale pogodziłem się z tym, że kocham Kise. Głupie, co? Okazało się, że jestem pedałem. Co ja poradzę na to, że zaczął mnie interesować jego tyłek, do którego mam ochotę się dobrać? Na początku strasznie nad tym ubolewałem, bo wokół mnie było pełno cycatych lasek, a mnie ich cudowne cycki nie interesowały. Wiecie co ja czułem?!  To wręcz nie do opisania. Ale z czasem zacząłem się przyzwyczajać i stwierdziłem, że muszę się wziąć w garść. I zrobiłem to. Postawiłem wszystko na jedną kartę i teraz chodzimy ze sobą. Kto by pomyślał, że model, za którym szaleją tłumy fanek, jest gejem? I wybierze akurat mnie? Znaczy i tak by mnie wybrał, bo przecież jestem najseksowniejszy i zajebisty.

 - Żądam rewanżu!- krzyknął nagle.

 Słyszeliście? On ŻĄDA rewanżu. Wymaga czegoś ode mnie! Skandal! Już ja mu pokażę!

 - Rewanżu z teraz czy ostatniej nocy?- posłałem mu prowokujący uśmiech.

Natychmiastowo się zarumienił i odwrócił wzrok. Ale z niego wstydzioch.

 - Aominecchi…- zaczął.- Ja… To znaczy…

 Jąkał się. Kiedy się rumienił wyglądał naprawdę słodko. To jedna z rzeczy, które w nim kocham. Właściwie kocham go całego, i to dosłownie, chociaż pewnie jego zachowania mnie irytują.

 Podszedłem do niego, ująłem jego twarz w dłonie i pocałowałem go. Na początku stał zaskoczony, ale po chwili objął mnie i oddał pocałunek. Jak ja lubię takie momenty. Nawet nie zwracaliśmy uwagi na to, że jesteśmy w miejscu publicznym i ktoś nas może zobaczyć.

Zaczęliśmy pogłębiać pocałunek, który z każdą chwilą stawał się bardziej namiętny. W końcu przyparłem go do pobliskiego murku i wsunąłem ręce pod jego koszulkę. Miał taką ciepłą, spoconą skórę. Akurat to, że się spocił mi nie przeszkadzało. Ważne, że mogłem go dotykać, poczuć jego bliskość.

 Jęknął, gdy zrobiłem mu na szyi malinkę. Zadarł głowę do góry, ułatwiając mi zadanie. Dłońmi zaczął masować moje barki. No teraz to mnie podniecił! Dziś znów będę na górze. Mam ochotę znaleźć się z nim w sypialni.

 - Aominecchi…- szepnął.- Nie tutaj…

 Ale ma opóźniony zapłon. Już dawno mógł nas ktoś zobaczyć.

 - Masz wolną chatę?- zapytałem. Przytaknął i zarumienił się jeszcze mocniej. Już wie, co oznacza to pytanie z mojej strony. Miły, wspólny wieczór, pełen seksu i namiętności. Czego chcieć więcej?

 Wzięliśmy swoje rzeczy i skierowaliśmy się w stronę jego domu. Drogę tam znałem już na pamięć. Wygląd jego sypialni to już rutyna. Tak samo jak widok jego nagiego ciała, które zgina się pode mną. Uśmiechnąłem się na samą myśl o tym.

 - Aominecchi, dziwnie się czuję, gdy się tak pedalsko uśmiechasz- spojrzał na mnie.

 - Wyobrażałem sobie nasz wieczór w łóżku- odpowiedziałem. To spowodowało, że znów się zarumienił. Matko, zachowuje się jak dziewczyna! Czasem to działa na moją korzyść. Mogę na nim stosować mały szantaż.

 -  Baba- podsumowałem.

 - Tylko nie baba!- oburzył się. Rumieniec wstydu przekształcił się w buraka złości.

 - To ty w tym związku jesteś kobietą, więc nie masz prawa głosu.

 - Aominecchi, jesteś okropny.- wydął usta i przekręcił lekko głowę. Zawsze tak robi, gdy jest obrażony. Słodki widok.

 - Wiem, ale i tak mnie kochasz.

 Nie zaprzeczył, ale się ponownie zarumienił. Jeszcze trochę a pobije swój rekord. Najdłuższy rumieniec miał podczas naszego pierwszego seksu. Myślałem, że się przegrzeje i trzeba go będzie do szpitala zawieść, ale rano mu się polepszyło. Wprawdzie nadal miał czerwone policzki i był gorący, ale to i tak nic w porównaniu z tym, co było w nocy. Pewny byłem, że mi penis spłonie!

 Doszliśmy do jego domu. Jeszcze tylko chwila, a rzucę go na łóżko i zrzucę z niego niepotrzebne ubrania. Otworzył drzwi i wpuścił mnie do środka. Natychmiast skierowaliśmy się do sypialni. Ledwo zdążył zamknąć drzwi na klucz, a już leżał pode mną bez koszulki. Odpinałem właśnie pasek jego spodni, gdy nagle wpił się w moje usta i przekręcił się gwałtownie w wyniku czego leżałem pod nim. O nie! Co to, to nie! On tu jest kobietą i on będzie na dole! Oplotłem jego pas swoimi nogami i przekręciłem się. Usiadłem na nim, a on się zaczął szarpać. Aż tak walczy o dominację? Przyszpiliłem jego nadgarstki do łóżka i pocałowałem go tak nagle, że aż zachłysnął się powietrzem. Próbował mnie jeszcze z siebie zrzucić, ale w końcu się poddał.

 Już chciałem ściągnąć jego majtki, gdy rozległ się dźwięk SMS’a. Kise wziął do ręki telefon i po chwili westchnął.

 - Co znowu?- spytałem obojętnie.

 - Dostałem nowe powiadomienie na facebooku- odpowiedział.- Kolejna fanka chce się ze mną umówić. Całkiem fajna propozycja. Kawiarenka, potem… Ej!

 Zabrałem mu telefon i położyłem go na podłodze przy łóżku. Żadna pieprzona fanka nie będzie się z nim umawiała na spotkanie.

 Ściągnąłem jego majtki i zaczął się jeden z najprzyjemniejszych wieczorów tego miesiąca. On jest tylko mój i nikt mi go nie zabierze.
_____________________________________________________________________________________



 

 

Pytanie


Czy macie może ochotę na jakiś one-shot? Wybierzcie parę, a ja postaram się coś w miarę sensownego wymyśleć XD paring dowolny! Nie wiem, na kiedy udałoby mi się to napisać, ale postaram się dodać to w miarę szybko :) A, z góry uprzedzam, że NIGDY nie pisałam jeszcze yaoi :P

 Piszcie w komentarzu parę :3
 ___________________________________________________________________________________






sobota, 19 września 2015

Rozdział 6

I oto przed państwem rozdział 6!! Tak, już 6!! Zapraszam! Zapraszam! :) :)
____________________________________________________________________________________
 
~Aomine~

  Spóźniała się już minutę. Minutę! Wiecie, co to oznacza? Sześćdziesiąt sekund zmarnowanego życia. Już ja dam jej taką szkołę, że nie da rady doczołgać się do szatni. Ostatecznie mógłbym jej się pomóc przebrać, ale musiałaby na to zasłużyć.

 Rzuciłem do kosza i trafiłem. Jak zwykle. Jestem normalnie królem boiska. Rzucę z każdej pozycji i piłka zawsze wpadnie. W końcu zajebistość mojego poziomu do czegoś zobowiązuje. Nie dość, że jestem mega seksowny, to jeszcze najlepszy w koszykówkę. Ach, cudowny ja. Powinni się przede mną kłaniać. I to mi schodzić z drogi, a nie temu czeronowłosemu psychopacie. Gdzie tu jest sprawiedliwość? Gdzie, ja się pytam? No nie ma jej i w tym problem. Tak w ogóle to powinienem kiedyś wygrać jakieś wybory. Na prezydenta najlepiej. Z kimś tak seksownym i zajebistym jak ja, Japonia byłaby najlepszym państwem na świecie. Tyle tylko, że jakoś niewiele osób dostrzegło na razie mój potencjał. Nawet mama czasem się śmieje z moich pomysłów! Wyobrażacie to sobie? Brak wsparcia rodzicielki… Skandal!

 - Zaczynamy?- do sali weszła spóźniona Akina.

 - Wolniej to już nie mogłaś?- spytałem z lekką irytacją.

 - Mogłam, ale znaj moją łaskawość- pokazała mi język. Bezczelna! To moje słowa! Przynajmniej widać, że jestem dobrym nauczycielem. Ale to akurat było do przewidzenia.

 - Gdybyś spędziła tam minutę dłużej, to bym cię z tej szatni siłą wyciągnął!- rzuciłem jej piłkę, którą udało jej się złapać.

 - A byś tylko spróbował- wymamrotała.

 - Poćwicz rzuty za dwa punkty- rozkazałem. Już wiem, jak się czuje Akashi. Władza nad innymi to wspaniałe uczucie.

 - Poćwicz rzuty za dwa punkty- zaczęła mnie przedrzeźniać. Mnie! Swojego nauczyciela!- Może byś mi najpierw pokazał, jak to robić?

 - Chcę zobaczyć twoją technikę. I błędy oczywiście- dodałem z wrednym uśmieszkiem.

  - Matoł!

 Obróciła się i podeszła bliżej kosza. Jak ja lubię ją denerwować! To takie zabawne. Na dodatek jej reakcje nie zawsze są do przewidzenia, co powoduje, że chcę ją wnerwiać coraz bardziej.

 Rzuciła i… pudłowała. Już trzeci raz z rzędu. A mówi się, że do trzech razy sztuka.

 - Rany, Akina, nie wiedziałem, że u ciebie jest aż taki słaby poziom- mruknąłem i podszedłem do niej.

 - Nie dobijaj mnie już- chyba nie jest w dobrym humorze.- Jak mam rzucać?

 - Zacznijmy od najprostszego ustawienia- powiedziałem.

 Stanęliśmy naprzeciwko kosza. Znajdowałem się niecały metr za nią i uważnie obserwowałem jej ruchy. Przy okazji spojrzałem na jej tyłek, na który założyła krótkie, obcisłe spodenki sportowe. Cóż, ładnie się prezentował.

 - Trenowałaś coś kiedyś?- spytałem nagle. Nie zdążyłem ugryźć się w język.

 - Tańczyłam, ale niecały rok temu przestałam- odpowiedziała i poczułem, że nie chce kontynuować tego tematu. Kiedyś i tak to z niej wyciągnę.- A co?

 - Nic. Widzę, że się nie obijałaś.

 Odwróciła się i rzuciła. Tym razem trafiła. Trzy kolejne rzuty też były celne. No, no, robi postępy. W końcu jak ma się tak wspaniałego nauczyciela, to co się dziwić. Przynajmniej w rzutach jest lepsza od Tetsu. Może i niewielkie osiągnięcie, ale zawsze coś musi być na początek.

 Spudłowała. A już jej jako tako wychodziło! Przeklęła i poszła po piłkę. I znów pudło.

 - Nie rzucaj w ten sposób!- podszedłem do niej. Ułożyłem jej odpowiednio ręce i tułów. Musiałem do tego położyć ręce na jej biodra, przez co się zarumieniła. Lubię ten widok. Taki czerwony burak.

 - No, no, Daiki, ty też jesteś nią zainteresowany?- usłyszałem wredny głos Haizakiego. Zapomniałem, że miał wykonać dodatkowe ćwiczenia.

 - Zamknij się, debilu, bo ci naprawdę…- w tym czasie Akina rzuciła piłkę w stronę nieproszonego gościa. Zrobił unik. A szkoda, bo chętnie bym zobaczył jego poobijaną gębę.

 Dopiero wtedy zauważyłem, że chowa telefon do kieszeni.

 - Wykasuj to zdjęcie!- krzyknąłem.

 - Niby czemu?- zaśmiał się.- Nie chcę. Szkoda tylko, że to nie ja jestem na twoim miejscu.

  Czułem, że mnie zaraz rozsadzi. Miałem ochotę mu tak przypierdolić, by nie miał siły wykonać nawet najmniejszego ruchu. Jednak cudowna wizja jego poobijanej twarzy musiała poczekać.

 - Nie zwracaj uwagi na tego głąba- odezwała się Akina.- Na takich nie warto poświęcać czas. Wróćmy do ćwiczeń.

 Wzięła piłkę do ręki i spojrzała na mnie pytającym wzrokiem. Myślałem, że jest bardziej agresywna, ale jak widać umie się opanować. Westchnąłem zrezygnowany. Podszedłem do niej i zacząłem jej tłumaczyć odpowiednie ustawienie. Ten kretyn ciągle na nas zerkał, ale wykonywał ćwiczenia, które zadał mu Akashi. Ciekawe, co ten psychopata mu w ogóle naopowiadał, że raczył w ogóle przyjść. Niby nie moja sprawa, ale chętnie bym się dowiedział.

 Kiedy trening się skończył, poszła do szatni. Haizaki oznajmił, że jeszcze zostanie. Powiedział to sam z siebie?! Nie wierzę. Wprawdzie i tak nikt go o nic nie pytał, ale to było podejrzane. Kiedy wszedłem do męskiej przebieralni, wziąłem szybki prysznic i przebrałem się. Wszystko zajęło mi dziesięć minut. Teraz tylko trzeba poczekać na Akinę. Nagle coś mnie tchnęło i skierowałem się w stronę jej szatni. Wydawało mi się, że usłyszałem pisk. Przyspieszyłem i wpadłem do środka jak burza. To, co zobaczyłem, wprawiło mnie we wściekłość.

 Haizaki przyciskał ją do szafki i nie dawał możliwości ucieczki. Chciała uciec, ale nie miała jak. Spojrzała na mnie. Nawet ślepy mógłby zobaczyć w jej oczach jedno słowo: pomóż.

 Nie czekając ani chwili dłużej odciągnąłem go od niej i przywaliłem mu w twarz. Z nosa i wargi zaczęła mu lecieć krew. Gdyby wzrok mógł zabijać, leżałby martwy na podłodze w szatni. Chciał coś powiedzieć, ale złapał się za nos i wyszedł z przebieralni.

 - Jeszcze ci pokażę!- krzyknął tylko i już go nie było.

  Posadziłem Akinę na ławce i dałem jej wody. Natychmiast zaczęła pić, a po chwili wzięła głęboki wdech. Uspokaja się.

 - Dziękuję- szepnęła.- Znowu mnie przed nim uratowałeś.

 - Niestety wpadłaś mu w oko.

 - Niestety?

 - Teraz ci nie da spokoju.

 - Nie pocieszyłeś mnie- rozpuściła włosy i wstała.

 Spojrzała na mnie wyczekująco.

 - Co znowu?- spytałem.

 - Muszę się przebrać.- odpowiedziała i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej.

 - To się przebieraj.

 - Wyjdź.

 - Przebieraj się.

 - Wypad.

 Ponownie usiadła na ławce, dając mi tym samym do zrozumienia, że dopóki nie zniknę z tego pomieszczenia, ona się nie ruszy. Dziewczyny to czasem przypominają osły. Uparte i za nic w świecie ich nie ruszysz. Westchnąłem zrezygnowany i wyszedłem. Chętnie bym na nią popatrzył, ale dziś nie było mi to dane. Może kiedyś… I w lepszych warunkach. Na przykład sypialni. Obym tylko nie musiał na nią teraz pół godziny czekać.

 Minęło tylko dwadzieścia minut. Jak na dziewczynę to całkiem szybko. Wyszliśmy razem ze szkoły i skierowaliśmy się w stronę swoich domów. Nie mieszkam wcale tak daleko od niej. Z mojego domu do jej mieszkania idzie się szybkim krokiem jakieś piętnaście minut.

 - A jak on znowu przyjdzie?- spytała nagle.

 - Haizaki? On tak do wszystkich. Podejrzewam, że co najmniej trzy czwarte dziewczyn w szkole już zaliczył. Ale ciebie nie tknie. Nie pozwolę mu.

 - Aż tak się o mnie troszczysz?- zapytała z dziwnym uśmieszkiem.

 - Akashi by mnie zabił, gdyby dowiedział się, że nie zareagowałem. Gniewu tego psychola wolę unikać.- to po części prawda, ale nawet gdyby on się miał o tym nie dowiedzieć, to i tak bym ją obronił. Ale tego to ja jej nie powiem. Jeszcze mnie za jakiegoś mięczaka uzna. Albo co gorsza za romantyka. Tego to już bym nie przeżył.- Nara- skręciłem w boczną ulicę i skierowałem się do domu.

 Kiedy wszedłem, poczułem zapach kurczaka. Mięso! Mam taką kochaną matkę. Zawsze wie, czego mi trzeba. Po całym dniu siedzenia w szkole przygotowała mi kolację, która składała się głównie z mięsa. Nie cierpię warzyw. Jak w ogóle można je jeść? Każdy wie, a przynajmniej powinien wiedzieć, że wyroby mięsne są najlepsze! Ja nie wiem, jak można być wegetarianinem. Te osoby tyle tracą!

 - Witaj, Daiki- mama uśmiechnęła się, gdy tylko wszedłem do kuchni.- Głodny?

 - Jak zawsze!- w tempie ekspresowym usiadłem do stołu i zabrałem się za jedzenie.

  Po skończonej kolacji poszedłem do swojego pokoju. Chciałem wyjąć swoje pornolki, ale usłyszałem dźwięk SMS’a.

 

 Od: Panikująca Blondyna

 Do: Aominecchi

 Aominecchi! Randka z Sayaką była cudowna! Wszystko się udało, uśmiech nie schodził jej z twarzy! :D :D :D :D :D :D :D <*_*> A jak twój trening z Akinacchi? Ty w ogóle coś do niej czujesz?????? Aominecchi! Musisz ją kiedyś zaprosić na randkę!

No chyba go coś pogięło, jeśli myśli, że ja ją kiedykolwiek gdzieś zaproszę! Szybko mu odpisałem.

 Do: Panikująca blondyna

 Od: Aomine

  Oi, masz zbyt bujną wyobraźnię. Ja jej NIGDY nie zaproszę na randkę! To TYLKO koleżanka z klubu, jasne? Nie wymyślaj mi tu jakiś kosmicznych fantazji! Był mały problem z Haizakim, ale mu dołożyłem. Próbował się do niej dobierać.

 

Ledwo o wysłałem wiadomość, a już przyszła odpowiedź. Czy on ma jakieś przyspieszenie w palcach gdy pisze SMS’y?

 Od: Panikująca blondyna

 Do: Aominecchi

 Pewnie jesteś jej bohaterem! <<:_;>> J J J J J J J No zaproś ją! Uratowałeś ją przed tym zboczeńcem, to w czym problem???????? (<*_*>) Jednak ci na niej zależy!!!!!! :*D

 

Do: Panikująca blondyna

 Od: Aomine

 Jeszcze raz powiesz coś takiego, a skończysz z poobijaną twarzą jak Haizaki!! Powiedziałem NIE to NIE!

 Odpowiedź już nie przyszła. Wreszcie trochę spokoju. Otworzyłem Horikitę Mai na pierwszej stronie, ale wyjątkowo nie mogłem się skupić na cyckach. To, że dobrowolnie uratowałem Akinę nie znaczy, że od razu muszę ją gdzieś zapraszać! I że mi na niej zależy. Po prostu ją lubię. Lubię. Tak. Jest zwykłą koleżanką z klubu i klasy. Nikim więcej. Tylko koleżanką, z którą się ciągle sprzeczam, już dwa razy ją uratowałem i… KOLEŻANKA. Weź głęboki wdech, Aomine. Wdech, wydech. Wdech, wydech. Dlaczego nie mogę przestać o niej myśleć?
_____________________________________________________________________________________