wtorek, 20 września 2016

Światło i cień

Ohayo! :D
Wiem, że czekacie na coś innego, ale w ostatnim czasie nie ruszyłam ani ,,Kryminalistki" , ani ,,Wygranej" :/ Brak czasu, szkoła itd...
Ale za to napisałam tę oto miniaturkę ^^ Właściwie to nie jest nawet AoKuro, ale jak ktoś chce, to może to tak potraktować ;P Po prostu napisałam coś z perspektywy Ao, a wyszło jak wyszło xD :D
Dawno nie było tu żadnej miniaturki, więc wstawiam tę :3

Pisałam tu kiedyś o nowej serii ,,Głośna miłość"... Jednak na razie nie będę jej jeszcze wstawiać. Na razie pracuję nad shotem ,,Gra" i Wariatkowem :D Chociaż sądząc po moim tempie pisania, pierwsza pojawi się ,,Gra" xD :D uprzedzam, że Akashi będzie tam niezłym psycholem xD

A teraz zapraszam na tego poniższego cośka :D ;*

_________________________________________________________________________________


Od pewnego czasu zastanawiam się, kto tu był dla kogo cieniem. Wprawdzie to ja dałem ci wiarę i sprawiłem, że w siebie uwierzyłeś, ale potem ty uratowałeś mnie. Gdyby nie tamten mecz, prawdopodobnie rzuciłbym kosza. Wygrałeś. Pokazałeś mi swoją siłę. Udowodniłeś, że w prawdziwą koszykówkę gra się z przyjaciółmi, nie samemu. Popełniłem tak wielki błąd… Wystawiłem cię. Przeze mnie cierpiałeś. Przeze mnie znów chciałeś odejść z drużyny. Przeze mnie myślałeś o rzuceniu kosza. To wszystko moja wina. Zawiodłem.
 Jednak mimo tego ty wyciągnąłeś do mnie rękę i ponownie chciałeś przybić ze mną żółwika. Powiedziałeś, że nadal jestem twoim światłem. Pierwszym światłem. Nawet nie wiesz, jaką poczułem wtedy ulgę! Pomimo że cię odrzuciłem i wyśmiewałem się z twojej drużyny, ty nie chciałeś o mnie zapomnieć. Walczyłeś o to, bym nie zrezygnował z kosza. I wygrałeś. Dopiąłeś swego. Dzięki tobie znów biegam po boisku z pasją i znacznie częściej się uśmiecham. A co najważniejsze – gram ze swoją drużyną.
 Teraz jestem pewien, że kocham koszykówkę.
 Zjednoczyłeś naszą dawną drużynę z gimnazjum. Znów się spotykamy, gramy mecze, a między nami nie ma tego napięcia, co kiedyś. Rozmawiamy na luzie, nie kłócimy się… Nawet Akashiego udało ci się przywrócić do normalności! Naprawdę jesteś niezwykły. Pogodziłeś nas.
 To wszystko twoja zasługa. Niby jesteś taki drobny i słaby fizycznie, ale twoją siłą nie są mięśnie, tylko rozum i miłość do koszykówki. Jako jedyny miałeś rację. Czy to właśnie ty nie byłeś przez ten czas najsilniejszy? Nie poddawałeś się, nie wywyższałeś… Szedłeś dalej przed siebie, aż w końcu osiągnąłeś cel.
 Chyba nigdy nie przestaniesz mnie zaskakiwać.

 Przepraszam, Tetsu. Tak mi głupio, że cię zostawiłem. Żałuję, że nie jestem już jedyną osobą, która może być twoim światłem. Obiecuję jednak, że zawsze nim będę – możesz na mnie liczyć, nie zawiodę. Proszę cię tylko o jedno – bądź moim cieniem.

_________________________________________________________________________________






niedziela, 11 września 2016

Zemsta (cz.6)

Yo! :D
Postanowiłam się sprężyć i skończyć w ten weekend kolejną część ,,Zemsty"! :D Cieszycie się? Ja tak ^^
Wiem, że sporo z was czeka na dalszy ciąg, ale myślę, że teraz ogólnie będę wstawiać opowiadania rzadziej :/
Jak już mówiłam - szkoła. Też mi się ta wizja  nie za bardzo podoba, ale mówi się trudno i płynie się dalej, płynie się dalej! :D
Na razie daję wam tu dawkę AoKisów i życzę przy okazji miłych snów ;)
Dobraaaanoooc! :D ;*

_________________________________________________________________________________


     Kiedy wszedłem do jego sypialni, byłem przekonany, że śpi. W końcu o ósmej rano w sobotę większość osób śpi. Ale on siedział na swoim łóżku i patrzył w okno, a na twarzy miał jeszcze mokre ślady po łzach.
 Płakał.
 Znowu.
 Odwrócił się w moją stronę, a gdy mnie zobaczył, przetarł szybko oczy ręką i odwrócił wzrok, jakby zawstydzony tym, że znalazłem go w takim stanie.
 - Nie masz się czego wstydzić. – Usiadłem obok niego. – Nie dziwię ci się.
 - Aominecchi… - zaczął i spojrzał na mnie z prawdziwym, głębokim bólem w oczach. Poczułem, jak coś mnie ściska w klatce piersiowej. Kurwa! Co jest ze mną ostatnio nie tak?! Nie dość, że moja empatia w jakiś sposób gwałtownie wzrosła, to jeszcze to… Nie gap się tak na mnie, bo oszaleję! – Został mi tylko jeden dzień… - szepnął, a w jego oczach zaczęły się zbierać łzy. Znowu będzie płakał?! Co ja jestem, pocieszycielka jakaś, żeby go ciągle poklepywać po ramieniu i mówić, że będzie dobrze?!  - Jeśli policjanci czegoś nie wymyślą…
 - Jeśli się zaraz nie zamkniesz, to ja cię zgwałcę! – Spojrzałem na niego twardo, a on posłał mi zdziwione, nieco przestraszone spojrzenie. – Jak będziesz ciągle narzekał na swój los i bał się tego zjeba, to nigdy się od tego nie uwolnisz! Jesteś chłop czy baba? – To pytanie pozostawmy bez odpowiedzi, bo co do jego płci są wątpliwości. Niby ma penisa, ale zachowaniem przypomina dziewczynę. A może to obojnak? – Weź się wreszcie w garść i przestań się nad sobą użalać, bo całe życie będziesz żył w strachu, że ten skurwiel powróci i znów ci się dobierze do tyłka. Zaufaj też innym, w końcu masz przyjaciół, nie? I nie becz więcej. – Poczochrałem go po włosach i wyszedłem z jego pokoju, sam nie wierząc w to, co powiedziałem.
 Co się ze mną stało? Gdzie moja arogancja? Gdzie gburowatość i ignorancja? Oj, źle ze mną. Lekarza! Długo tak nie pożyję. Jakoś nigdy nie mówiłem o tym, że jest moim  przyjacielem – to było oczywiste, choćby ze względu na fakt, że często razem graliśmy, śmialiśmy się, czy po prostu rozmawialiśmy. A teraz powiedziałem to na głos… Ta ciota źle na mnie działa. Przez nią staję się bardziej empatyczny i mniej męski. Jeszcze trochę, a zacznę oglądać jakieś chore romansidła! Aż mi się niedobrze zrobiło…
 Poszedłem do kuchni, by przygotować nam jakieś śniadanie. Zdecydowałem się na jajecznicę z parówką. Akurat kiedy skończyłem ją przygotowywać, Kise zszedł na dół, już ubrany. A myślałem, że będę czekał na niego co najmniej pół godziny. Zaskoczył mnie.
 - O, jajecznica! – Uśmiechnął się lekko i usiadł przy stole, biorąc do ręki pałeczki. – Nie wiedziałem, że potrafisz ją robić.
 - Nie wiesz o mnie jeszcze wielu rzeczy – odparłem, nakładając nam porcje. Moja była dwa razy większa od jego.
 Kiedy skończyliśmy jeść, chciałem wziąć nasze talerze, ale uprzedził mnie.
 - Ja zmyję – powiedział tylko, po czym podszedł do zlewu.
 - W porządku? – spytałem, bacznie go obserwując.
 - Przez ten czas naprawdę wiele dla mnie zrobiłeś. – Ryouta wylał na naczynia odrobinę płynu. – Prawdopodobnie i tak nigdy ci się za to nie odwdzięczę, więc przynajmniej będę ci pomagał w obowiązkach domowych.
 - A jak twój tyłek?
- Już praktycznie nie boli. – Uśmiechnął się lekko. – Tylko czasem, gdy zbyt gwałtownie się ruszę.
 Skinąłem głową, po czym podszedłem do szafki, by wyjąć sobie kubek.
 - Wody? – Zaproponowałem, a Kise potwierdził.
 Nalałem nam cieczy do szklanek, a potem mu jedną z nich podałem. Przez kilka minut siedzieliśmy w kompletnej ciszy. Żaden z nas się nie odzywał. Za każdym razem, gdy wyczuwałem, że Kise się na mnie patrzy, podnosiłem głowę, ale on wtedy odwracał wzrok i zagryzał lekko wargi. Chce coś powiedzieć. Coś ważnego.
 - Kise – zacząłem. Widziałem, że się trochę spiął, ale zaraz zaczął udawać, że wszystko jest w porządku. Sztucznie się do mnie uśmiechnął, a w jego oczach nie było takiego radosnego błysku co zazwyczaj. W ogóle po tym ostatnim zdarzeniu prawie w ogóle się nie uśmiecha. Nie dziwię mu się, bo nikomu nie byłoby do śmiechu. – Nie udawaj.
 - He? – Chyba się lekko zdziwił, ale po chwili westchnął cicho i zakrył dłońmi oczy. – Jestem beznadziejny. Nawet nie umiałem mu przyłożyć.
 - Bo cię wziął z zaskoczenia.
 - Ale zanim mnie związał, mogłem coś zrobić… Mogłem chociaż zacząć krzyczeć. – Jego głos był cichszy. – A ja nic nie zrobiłem. Pozwoliłem, by potraktował mnie jak jakąś…
 Nie dokończył, gdy poczuł moją rękę na swoich włosach. Spojrzał na mnie zdziwiony, ale dzięki temu się uspokoił.
 - Mówiłem, że masz nie beczeć. – Cały czas patrzyłem mu w oczy. – To nie była twoja wina.
Chciałem zabrać swoją rękę, ale nagle przytrzymał mnie za nadgarstek. Mocno zdziwiłem się jego zachowaniem, a mój szok sięgnął maksimum, gdy zobaczyłem na twarzy Kise prawdziwy, lekki uśmiech.
 - Dziękuję, Aominecchi – szepnął, po czym zabrał swoją dłoń.
 Czułem, że moje serce gwałtownie przyspiesza. Czas się dla mnie zatrzymał, zapomniałem, jak się oddycha, a na dodatek zaczynałem się pocić. Patrzyłem w oczy Kise i nie mogłem oderwać od niego wzroku. Nawet nie zabrałem swojej ręki. Siedziałem naprzeciwko niego i gapiłem się w jego piękne tęczówki. Kurwa, wymsknęło mi się! Miało być… No piękne są. Nigdy nie widziałem piękniejszych oczu (wyjątkiem są moje!), a te długie rzęsy tylko dają doskonały, mocno pedalski efekt. Na dodatek te wąskie, kobieco wyglądające usta i gładka skóra… Nic, tylko się zako… Znaczy chronić go. Tak. Dokładnie. Chronić przed Haizakim.
 Nie wiem, po ilu sekundach bądź minutach zabrałem swoją rękę, ale gdy to już zrobiłem, czułem się zażenowany. Miałem też wrażenie, że Kise w duchu się ze mnie śmieje. A może do mnie? Sam już nie wiem. Wszystko mi się miesza! Przy robieniu śniadania pomyliłem cukier z solą, przez co musiałem smażyć jajka jeszcze raz, rano chciałem umyć włosy dezodorantem, a jeszcze wcześniej prawie umyłem zęby mydłem. A to wszystko przez tego pięknisia, który gapi się na mnie od kilku minut, a ja nie umiem przerwać otaczającej nas ciszy! Co jest ze mną bądź z nim nie tak?! Który z nas jest większym wariatem?!
 Westchnąłem cicho i podrapałem się po włosach.
 - Nie musisz mi dziękować – burknąłem.
 - Owszem, muszę! – Ożywił się nagle. – I tak nie wiem, jak ci się odwdzięczę, ale nie wybaczyłbym sobie, gdybym nie powiedział chociaż zwykłego ,,Dziękuję”.
 - Rany… - Zawstydza mnie! Robi to specjalnie, bo wie, że robię się wtedy onieśmielony! – Podziękujesz mi jak już będzie po wszystkim. Na razie wszystko się może jeszcze wydarzyć.
 - Ale gdyby nie ty, to byłoby ze mną gorzej. – Po raz kolejny tego dnia posłał mi lekki, ale za to szczery uśmiech.
 Odwróciłem głowę, chcąc uniknąć jego intensywnego spojrzenia, ale i tak czułem na sobie przeszywający wzrok jego tęczówek. Nie dość, że ma dziwny kolor oczu, to jeszcze mnie nim prześladuje! Skandal! Jak już Haizaki wyląduje w pierdlu bądź jakimś zakładzie dla psychicznie obłąkanych, to pozwę Kise do sądu i oskarżę go o molestowanie wzrokowe. Jeśli nie ma czegoś takiego, to właśnie zostałem twórcą nowego przestępstwa. Dziękujcie, narody, Aomine Daiki znów okazał swą zajebistość!
 - Aominecchi… - zaczął model. – Jak myślisz, o której policjanci przyjdą?
 - Pewnie niedługo. – Westchnąłem, po czym się przeciągnąłem. Bycie takim ciągłym ochroniarzem jest naprawdę męczące. W dodatku boję się zostawiać Kise samego, bo jeśli Haizaki włamałby się do domu, ogłuszając wcześniej policjanta, to mógłbym nie zdążyć na czas. A na dodatek ta blond piękność… znaczy ciota, nie pozbierałaby się psychicznie po drugim gwałcie. Pewnie by go wywieźli do jakiegoś psychiatryka, na co nigdy nie pozwolę! Kise zostanie w swoim domu i nikt go stąd nie wyniesie! No chyba że ja, ale to inna sprawa.
 Siedzieliśmy w ciszy, od czasu do czasu popijając wodę. Nagle usłyszeliśmy dźwięk dzwonka do drzwi. Oboje wstaliśmy od stołu i poszliśmy do holu, by wpuścić przybyszów. Policjanci kulturalnie się przywitali, zdjęli czapki z głów, a następnie weszli za nami do salonu. Zaproponowałem ich herbaty, ale odmówili. Obrzuciłem ich dyskretnie wzrokiem. Pierwszym z nich był ten sam starszy glina, który był u nas za pierwszym razem. Rudego też już widzieliśmy, za to pierwszy raz zobaczyłem z nimi czarnowłosą policjantkę. O matko! Takie zgrabne ciało, krągłości tam gdzie trzeba i…
 - Mamy pomysł, jak uniknąć kompromitacji ciebie – odezwał się staruszek i poprawił poduszkę za swoimi plecami. Kise pochylił się lekko do przodu, by niczego nie przegapić, a ja zacząłem dyskretnie obserwować każdy ruch młodej policjantki. Gdyby taka dziewczyna była u mnie w szkole, to już dawno bym się nią w odpowiedni sposób zajął. Jednak na moje nieszczęście jest policjantką, w dodatku starszą ode mnie, więc raczej nie wypada jej zapytać o szybki numerek. Poza tym Kise raczej by się to nie spodobało.
 Tfu! Co mnie obchodzi jego zdanie?! Nie powinienem się tym interesować, tak samo jak on nie ma prawa ingerować w moje życie seksualne. Jak jest tego ciekawy, to niech mi sam do łóżka… A może lepiej nie. Jeszcze bym miał po tym depresję. Ludzie, zrobiłbym z siebie geja! Co by wtedy było z tymi wszystkimi cyckami? Albo z piękną policjantką, która zapewne potrzebuje odrobiny rozluźnienia po pracy?
 - …necchi. – Wydawało mi się, że coś usłyszałem. - …minecchi! Aominecchi! – Kise praktycznie krzyknął mi do ucha, a mnie aż głowa zabolała.
 - Kretynie! – Złapałem się za potylicę. – Po cholerę się tak wydzierasz?!
 - Bo nie słuchasz, a policjanci chcą omówić z nami swój pomysł. – Kise zrobił nadąsaną minę, a ja dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że jest strasznie blisko mnie. Za blisko. Za blisko!
 Nie, wcale nie. A może jednak? Odsuń się! Nie… Chodź bliżej!
 Miałem totalny mętlik w głowie. Z jednej strony chciałem go przytulić, z drugiej odepchnąć na drugi koniec kanapy. I weź tu się, kurwa, skup na przybyłych policjantach!
 - Już, już. – Usadowiłem się wygodniej, a cichym chrząknięciem chciałem ukryć swoje podenerwowanie.
 Czym się denerwujesz, idioto? To tylko Kise!
 No właśnie… Czy aby na pewno ,,tylko Kise”? Bo jeśli…
 Wróć! O niczym nie myślałem, nic nie mówiłem.
 - A więc… - Policjant wyjął z teczki jakieś papiery. Nie zaczyna się zdania od ,,a więc”, idioto! Nawet ja to wiem. Co za wykształcenie…  - Nasz informatyk wrzuci do sieci przerobione zdjęcie związanego Kise. – Zdębiałem. Przecież właśnie tego staramy się uniknąć!
 - Zaraz, zaraz! – Chciałem zaprotestować, ale uciszył mnie gestem ręki.
 - Spokojnie, już wyjaśniam. – Zerknąłem na lekko pobladłego Kise. Model mimo to dobrze się trzymał i nie wyglądało na to, by miał zemdleć lub zwymiotować mi na spodnie. – Dodamy inne tło, by nie wyglądało na to z łazienki, a dodatkowo zmienimy lekko kolor ubrania. Pewnie i tak jest masa podobnych zdjęć w Internecie, więc nikt się nie zorientuje, że to jest prawdziwe. Gdy Haizaki będzie chciał wstawić swoje, to nie będzie żadna nowość. Każdy pomyśli, że to przeróbka tego pierwszego.
 Genialne. Czemu sam na to nie wpadłem?
 Bo zamartwiałeś się o Kise.
 Nie. Wcale nie. Nie zamartwiałem się. Jedynie myślałem o ty, co by się stało, gdyby…
 Czyli się zamartwiałeś.
 Pięknie. Kłóciłem się ze swoim sumieniem, które jak na złość mówiło to, czego nie chciałem usłyszeć. A może po prostu się tego bałem? Może nie chciałem tego słuchać, bo bałem się, że to prawda? I że naprawdę boję się o tę blond ciotę? Owszem, zawsze był delikatny i potrafił piszczeć na widok zwykłej dżdżownicy, ale obecna sytuacja to zupełnie co innego. Teraz wiem, że on naprawdę potrzebuje wsparcia w postaci osoby, która po prostu przy nim będzie siedzieć, rozmawiać z nim i samą obecnością sprawiać, że będzie się czuł bezpiecznie. Tylko czemu padło akurat na mnie? Ma kolegów z drużyny, a jego Kasamatsu wydaje się naprawdę rozważny. Ostry, ale mimo to godny zaufania. Tetsu też mógłby przy nim posiedzieć – Kise zawsze go podziwiał i wszędzie za nim łaził.
 No ok… Nie zawsze.
 Już od jakiegoś czasu wolał spędzać czas ze mną, wyzywał mnie znacznie częściej na one-on-one i czasem przygryzał wargę, zupełnie jakby chciał coś powiedzieć, ale się wstydził. A może on naprawdę odczuwał potrzebę wyżalenia się komuś z czegoś? Tylko dlaczego znów wybrał mnie? Jest masa osób, które potrafią słuchać i doradzać lepiej ode mnie. To jedna z rzeczy, w których jestem naprawdę słaby. Tak, przyznałem się do tego. Możecie sobie ten dzień zapisać w kalendarzu. Pozwalam.
 W sumie gdy tak teraz o tym wszystkim myślę, to Kise ostatnio spędzał ze mną naprawdę dużo czasu. Gadał ciągle o sesjach, w których musiał uczestniczyć, a ja tylko szedłem obok niego i udawałem, że słucham. Myślę, że i tak domyślał się, że go ignorowałem, ale mimo to nie przestawał paplać. Zupełnie jakby po prostu chciał ze mną łazić po mieście. Nie przejmował się moją obojętnością lub rosnącą irytacją. Od czasu do czasu się z czegoś śmiał, ale nawet nie zwracałem na to uwagi. Mam wrażenie, że czasem był przez to nieco zawiedziony, jednak nikt przecież nie kazał mu za mną iść.
 Spojrzałem dyskretnie na Kise i zadawałem sobie w myślach jedno pytanie: ,,Dlaczego ja?”
 - Zgadzam się – odezwał się nagle model, a ja dopiero po chwili przypomniałem sobie o pomyśle policjantów. Coś się ze mną dzieje niedobrego… Żeby stracić kontakt z rzeczywistością przez myślenie o Kise? Dobry żart. Szkoda tylko, że zaczyna się to dziać na poważnie…
 - Dobrze. – Starszy policjant poprawił swoją czapkę. – Zdjęcie pojawi się w ciągu dwóch godzin na kilku stronach internetowych. Na każdej będziesz miał inny kolor ubrania, tło też będzie się różnić od poprzedniego. – Skierował się w stronę wyjścia. – A! – Odwrócił się w naszą stronę. – Gdyby Haizaki dał o sobie jakikolwiek znak, natychmiast do nas zadzwońcie. I nie odbierajcie telefonów od niego.
 Wyszedł, a wraz z nim zniknęli jego wspólnicy. Kise odetchnął cicho i spojrzał na mnie z nadzieją.
 - Myślisz, że teraz będzie już dobrze?
 - Nie wiem. – Oparłem się o kanapę. – Miejmy nadzieję, że tak.
 Włożyłem ręce pod głowę i zamknąłem oczy. Wiedziałem, że Kise nadal siedzi obok mnie. Słyszałem jego ciche prośby nawiązania rozmowy, ale nie odzywałem się. Nawet nie wiedziałem, co miałbym mu powiedzieć. Znów miałbym go ignorować i udawać, że słucham tego, co do mnie mówi? Nie mam pojęcia czemu, ale teraz czuję, że gdybym się tak teraz wobec niego zachowywał, żałowałbym tego. Już żałuję, że wcześniej z nim nie gadałem.
 Poczułem obok siebie ruch, więc domyśliłem się, że wstał z kanapy. Usłyszałem kroki, więc otworzyłem oczy. Kise kierował się w stronę schodów. Sam nie wiem kiedy, ale z moich ust wydobyło się jedno pytanie:
 - Dlaczego akurat ja?
 Kise odwrócił się, zaskoczony odzewem z mojej strony, ale po chwili lekko się uśmiechnął.
 - Bo to właśnie ty – odpowiedział i zniknął za ścianą.
 To żeś mi pomógł, Kise…


PS. PROSZĘ NIE MIEĆ ŻADNYCH SKOJARZEŃ Z PROGRAMEM ,,DLACZEGO JA"! xD Nawet tego nie oglądam ;P

_________________________________________________________________________________








wtorek, 6 września 2016

Rozdział 45

Yo!
Zaczął się rok szkolny, więc teraz rzadziej będę tu coś wstawiała, a czasem te przerwy mogą być dłuższe :/
Chcę dobrze zacząć, by później nie mieć zaległości ;)

Zaczęłam też nową serię ,,Głośna miłość", jak się można domyślić, z Aomine xD <3 Jeśli chcecie przeczytać pierwszy rozdział, to w weekend mogę go wstawić ;) Ogólnie fabuła jest o ty, że główna bohaterka jest w klubie siatkarskim i poznała przypadkowo zboczonego członka PC ;P Będą tu na pewno śmieszne odzywki i dialogi ;) Mam dopiero napisany 2 rozdziały, więc.. xD

A teraz zapraszam na 45 rozdział ,,Życie czasem płata figle" ;P :D

A, i życzę udanego roku szkolnego i studenckiego!! ;* :D

Przypomnę tylko, że w ostatniej części Akina i Ao zajmowali się chorym Shosuke ^^ A później poszli spać ;P

________________________________________________________________________________



    ~Akina~

   Kiedy usłyszałam budzik, otworzyłam leniwie oczy i ziewnęłam cicho. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał szóstą czterdzieści. Czas zbierać się do szkoły. Niedługo będą egzaminy, na które trzeba się przygotować. Ciekawe, jak Aomine je zda…
 Spróbowałam zrzucić jego rękę ze swojej talii, ale efekt był tego taki, że mruknął coś przez sen, po czym mocniej mnie do siebie przytulił. Rany… Czy każda pobudka u jego boku musi tak wyglądać? Lubię być tak blisko niego, ale w takich wypadkach trzeba wstać i szykować się do wyjścia, a nie marnować czas na leżenie! W dodatku on może się wyszykować w ciągu dziesięciu minut, a ja potrzebuję na to co najmniej pół godziny. Ktoś w końcu musi zrobić śniadanie. I poranną toaletę. Makijaż w końcu sam się na nałoży.
 - Wstawaj. – Szturchnęłam go w ramię, ale to w niczym nie pomogło. Złapałam go za nos i potrząsnęłam jego głową, przez co otworzył oczy. – Czas do szko… Ej! – Krzyknęłam, gdy nagle się przekręcił, a ja wylądowałam pod nim. Zarzucił jedną nogę na moje uda, rękę na ramię, po czym wtulił się w zagłębienie mojej szyi. – Co ty wyrabiasz?!
 - Śpię – mruknął.
 - Spóźnimy się do szkoły!
 - No i? Pierwsza i tak jest historia. – Czułam jego oddech na swojej skórze. Przyjemne uczucie… Bardzo przyjemne. – Ten stary dziadek nawet nie zauważy naszej nieobecności.
 - Niedługo są egzaminy. – Spróbowałam go z siebie zrzucić, ale nie dałam rady. Ile ten kloc waży?! – Opuszczanie teraz lekcji to nie najlepszy pomysł.
 - I tak zdam. Ty zresztą też.
  Chciałam się jakoś wyślizgnąć z jego uścisku, ale nie udało mi się. Wolną ręką odepchnęłam jego głowę, po czym spróbowałam uwolnić jedną ze swoich nóg. Gdy tylko trochę ją przesunęłam, Daiki lekko się podniósł i położył na mnie całym ciałem. Powietrza! Ludzie, duszę się!
 - Złaź – wysapałam, czując na sobie jego ciężar.
 - Wygodnie mi – mruknął i jeszcze bardziej się we mnie wtulił.
 - Ale mi nie! – Podniosłam głos. – Za ciężki jesteś!
 - Skoro tak…
 Już myślałam, że pozwoli mi wstać, ale zrobił coś, czego się w sumie mogłam spodziewać – obrócił się na plecy, a mnie pociągnął za sobą, w wyniku czego wylądowałam na jego torsie.
 - Teraz lepiej? – Spytał, zalotnie się do mnie uśmiechając.
 - Nie – warknęłam, chcąc zejść, ale mi na to nie pozwolił.
 - Ach… Czyli wolisz być pode mną. Zapamiętam. – Mrugnął do mnie, a ja dopiero po chwili skapnęłam się, o co mu chodzi.
 Czułam, że się cała czerwienię, więc odwróciłam wzrok, chcąc ukryć swojego rumieńca, co niestety nie za bardzo mi się udało.
 - Zboczeniec – burknęłam tylko.
 - Wyglądasz słodko. – Poczułam, jak mnie mocniej obejmuje, a jedną rękę kładzie na moim pośladku.
  - Ej! – Zaprotestowałam. – Nie pozwalaj sobie!
  - Sorry, sorry. – Zabrał dłoń z mojego tyłka, cały czas patrząc mi przy tym w oczy.
 Jakie on ma piękne tęczówki… Jeszcze nigdy nie wiedziałam takich oczu. Przeważnie były albo błękitne, albo szare, a on ma granatowe. I właśnie dlatego, że są takie wyjątkowe, zakochałam się w nich. Mogłabym tak w nie patrzeć bez końca, gdyby nie trzeba było zbierać się do szkoły.
 - Wstawaj. – Zarządziłam, ale niewiele sobie z tego zrobił. Uśmiechnął się lekko, a ja głośno westchnęłam. – Jesteś niemożliwy.
 - Raczej niemożliwie zajebisty.
 - Narcyz.
 Spróbowałam się podnieść, ale mocniej mnie przytrzymał. Efekt tego był taki, że dekolt mojej bluzki trochę się obniżył, przez co widać było część mojego biustu. Momentalnie się zarumieniłam, po czym położyłam się z powrotem na torsie Daikiego, by zakryć swoje piersi.
 - Zapewne są piękne, nie musisz ich ukrywać – szepnął.
 - Za wcześnie – mruknęłam.
 Zaczęłam gładzić go po włosach, a gdy to sobie uświadomiłam, walnęłam go w ramię i zażądałam, by mnie puścił. Zaśmiał się cicho, ale po kilku ostrych zdaniach z mojej strony puścił mnie i usiadł na łóżku. Podeszłam do szafy, by wyjąć z niej świeży mundurek oraz czystą bieliznę, po czym chciałam wyjść z pokoju, lecz zatrzymał mnie czyjś uścisk na ramieniu.
 - Rany, puść. – Westchnęłam, powoli tracąc cierpliwość.
 - Ale ja tak lubię mieć cię przy sobie… - Musnął nosem moją szyję, a ja aż wstrzymałam powietrze. Jezu, jakie to miłe… Lekko łaskocze, ale jest przyjemne.
 - To poprzytulasz mnie po szkole. – Spróbowałam odejść, ale gwałtownie mnie przekręcił i złączył nasze usta w pocałunku.
 Wiedziałam, że powinnam zacząć się wyrywać i jakoś protestować, ale zwyczajnie nie potrafiłam. On tak dobrze całuje… Dlaczego tek kretyn musi być taki seksowny?!
 Kiedy w końcu udało mi się przekonać go do puszczenia mnie i wyszykowania się do szkoły, wbiegłam do łazienki i zamknęłam drzwi na zamek, w międzyczasie próbując uspokoić rozszalałe serce. Co ten matoł ze mną wyrabia…

                                                                      ***

  Dziś prawie każdy nauczyciel przypominał o zbliżających się egzaminach semestralnych. Znów będę musiała pomagać Aomine w przygotowaniach. Westchnęłam w duchu i poszłam na salę treningową, gdzie nasza koszykarska drużyna miała trening. Oczywiście brakowało jednego osobnika. Kogo? Można się łatwo domyślić.
 Podeszłam do Imayoshiego i wręczyłam mu statystki z ostatniego meczu towarzyskiego, na którym Aomine nie grał. Ba, nie przyszedł nawet popatrzeć! Mógłby się chociaż zainteresować swoją drużyną, a nie zachowywać się jak jakiś król. Ciekawie co powie, gdy ktoś go pokona.
 - Imayoshi-kun, widziałeś może Aomine? – spytałam, przyglądając się rzutom Wakamatsu.
 - Nie. – Spojrzał na otrzymane przed chwilą papiery. – Jak zwykle nas olał.
 Pokręciłam głową, po czym głośno westchnęłam.
 - Widział ktoś z was Aomine? – Zwróciłam się do drużyny, która na chwilę przerwała trening.
 - Pewnie jest tam, gdzie zwykle – odparł Wakamatsu, zaciskając pięści. – Gnojek mógłby się nauczyć szacunku do starszych!
 - Aomine-san jest… - zaczął Sakurai, a gdy się na niego spojrzałam, zaczął przepraszać Bóg jeden wie za co. – Widziałem go ostatnio przy automatach. Przepraszam, że go nie zawołałem! Przepraszam!
 - Spokojnie, nic się nie stało. – Zapewniłam go. – Dziękuję!
 Pobiegłam do wyjścia, gdzie zderzyłam się z wchodzącym na salę Daikim. Cała drużyna zaniemówiła, widząc go stojącego w drzwiach.
 - Świat się wali, czyżby ten kretyn łaskawie przyszedł na trening!? – Krzyknął Wakamatsu.
 - Zamknij się, nie przyszedłem trenować. – Aomine podrapał się po uchu.
 I cała magia prysła. A już myślałam, że raz zrobi wyjątek i łaskawie potrenuje z resztą drużyny. Przeliczyłam się.
 - Ciebie szukałem. – Spojrzał na mnie.
 - Musimy pogadać o egzaminach semestralnych. – Wypchnęłam go na zewnątrz i zamknęłam za nami drzwi.
 - Zaczyna się… - westchnął, po czym złączył nasze dłonie.


 ~Aomine~

  No jak mam to, kurwa, niby zrozumieć, jak to są jakieś egipskie hieroglify?! Te cyferki i małe literki wyglądają jak pismo starożytnych Egipcjan! Do tego dochodzą przeklęte ułamki, linie, kreski, kółka, kwadraty, liczby, które się chyba z kosmosu urwały, i wiele innych dziwactw. Toż to czarna magia! Jak w ogóle można obliczyć coś takiego? Mój mózg się przegrzewa! Oj, czuję już, jak wskaźniki pokazują niebezpieczne, czerwone pole, które sygnalizuje, że zbliża się wybuch. W tym wypadku rozsadzi mi łepetynę. No nie da się tego zrozumieć! To po prostu niemożliwe. Nie rozumiem ludzi, którzy rozwiązują takie popierdolone zadania.
 Jeśli ktoś się jeszcze nie domyślił, o co chodzi, to podpowiem. Mówię o matematyce. Akina próbuje mi ją tłumaczyć od godziny, ale to nijak nie chce wleźć mi do głowy! Zbliżają się egzaminy semestralne, a ja tego kompletnie nie ogarniam. Jak obleję, Imayoshi mnie zabije. I nie zagram na Winter Cup. Albo moja dziewczyna prędzej mnie opieprzy na śmierć. Tak źle, i tak źle. Oba przypadki skończą się moim odejściem z tego świata.
 - Słuchasz mnie, kretynie?! – Jej krzyk przerwał mój wewnętrzny monolog.
 - Hę? – Spojrzałem na nią.
 Głośno westchnęła i przyłożyła rękę do głowy. Czyżby nie tylko mnie miał wybuchnąć mózg?
 - Jesteś wyjątkowo tępy – powiedziała po chwili. No jak ona śmie mnie obrażać?! – Przez te korepetycje musiałam odwołać spotkania z Taigą.
 - Nad tym akurat nie rozpaczam – mruknąłem cicho.
 - Mówiłeś coś? – Posłała mi mordercze spojrzenie.
 - Nie, kotku, wydawało ci się.
 - Ty mnie kotkiem nie nazywaj, tylko weź się wreszcie do nauki! Jak tak dalej pójdziesz, to zawalisz egzaminy!
 - Nie zawalę. – Uśmiechnąłem się pewnie. Ale może za to zwalę…
 - Rozwiąż to zadanie.
 Podała mi książkę, kartkę i długopis. Miałem wrażenie, że się zapadam. Matematyka wygląda dla mnie mniej więcej tak: Brunetka ma dwa psy, ruda jedną czwartą znaczków blondynki, czarna wydała 40% swoich oszczędności na książki, a brat brunetki ma dwa razy więcej lat niż ona. Jaka jest odległość między Słońcem a Ziemią?
 Kosmos. Czysty kosmos. Zadanie, które dała mi to rozwiązania, dotyczyło wieku dwóch sióstr. Bardziej by mnie interesował ich rozmiar stanika. Ale mam dziewczynę, więc na cycki innych dziewczyn nie zwracam już uwagi.
 - I? – spytała, gdy przez pięć minut gapiłem się na tę samą linijkę tekstu.
 - Nijak – odpowiedziałem, a ona po raz kolejny westchnęła.
 - To przecież nie jest aż tak trudne! – wykrzyknęła. – Z angielskim też sobie nie radzisz!
 - Nie moja wina, że ,,dog” kojarzy mi się ze ,,zbok”. Podobnie się wymawia.
 - Nie o to mi chodzi, kretynie! W ogóle się nie skupiasz!
 Akina złapała się za głowę i oparła o brzeg łóżka.
 - Nie wytrzymam z tobą – jęknęła. Po chwili usiadła obok mnie i zaczęła czytać kolejne zadania. – Musimy je jeszcze raz przerobić. – Wzięła do ręki swój zeszyt, gdzie miała zapisane wszystkie rozwiązania.
 - Zdam – zapewniłem ją, chcąc jak najszybciej odłożyć na bok wszystkie podręczniki.
 - W gimnazjum też tak mówiłeś. – Prychnęła. – I co z tego miałam? Musiałam ślęczeć z tobą nad książkami.
 - Ale poprawkę zdałem.
 - Wielkie mi osiągnięcie – mruknęła. - Przez chwilę kartkowała zeszyt, a następnie wskazała mi palcem na jedno zadanie. – Rozumiesz to rozwiązanie?
 Przejrzałem wszystkie działania, jakie były tam zapisane, po czym kiwnąłem potwierdzająco głową.
 - Najpierw dzielisz przez ilość, a potem mnożysz przez czas.
 - Więc czemu sam nie potrafiłeś tego napisać? – Jęknęła, podtykając mi pod nos podręcznik do matmy. – To jest rozwiązanie zadania, którego przed chwilą nie dałeś rady zrobić.
 - Bo jak widzę rozwiązanie, to rozumiem treść zadania. – Podrapałem się po uchu. – A tak to jest czysty kosmos.
 Akina głośno westchnęła i zakryła książką twarz.
 - Jesteś niemożliwy – szepnęła.
 - A jak zdam za pierwszym razem, to dostanę nagrodę? – Przybliżyłem się do niej i musnąłem nosem jej policzek.
 - Nie rozkwaszę ci nosa – burknęła.
 Przytuliłem ją do siebie, ignorując jej cichy okrzyk zdziwienia.
 - Musimy się uczyć dalej! – Chciała ode mnie odejść, ale jej nie pozwoliłem.
 - To mi nie wchodzi. – Zacząłem się bawić jej włosami.
Przez chwilę między nami panowała cisza. Akina objęła mnie jedną ręką i wygodniej usadowiła się między moimi nogami. Plecami dotykała mojego brzucha, a głowę oparła o mój tors.
 - Mam pewien pomysł – odezwała się nagle. – Czy jeśli będziesz miał dobrą motywację, szybciej się nauczysz?
 - Możliwe, a co?
 Podniosła głowę do góry i spojrzała na mnie, a ja pocałowałem ją w czoło.
 - Za każdą poprawną odpowiedź pocałuję cię w dowolne miejsce…
 - W dowolne? – Ożywiłem się, a w mojej głowie już zaczęły się pojawiać zboczone myśli.
 - … powyżej pasa – dokończyła Akina. A już myślałem, że będziemy się mogli w coś ,,pobawić”. – Albo ty pocałujesz mnie.
 - Też powyżej pasa? – Zerknąłem szybko na jej biust.
 - Tak. Oprócz cycków – warknęła. – Więc jak?
 - Jeśli to zadziała, to będę mógł się z tobą dużo częściej uczyć! – Szeroko się uśmiechnąłem i cmoknąłem ją w policzek.
 - Zaczynamy od matmy. – Podała mi kartkę, książkę i długopis.
 Odsunęła się ode mnie i usiadła na łóżku, a ja zabrałem się za czytanie treści zadania. Myśl, Daiki, myśl! Czeka cię skóra twojej dziewczyny, która aż prosi się o poczucie twych ust! Muszę dać radę. Napiszę to najlepiej jak się da. Jestem bardzo ciekawy, jak to będzie poczuć jej wargi na swoim torsie. Albo na obojczyku czy szyi. Oj, jeszcze chwila a mi stanie od tych fantazji.
 Pochyliłem się nad książką i starałem się przypomnieć sobie wszystkie wskazówki Akiny dotyczące takiego rodzaju zadań. Nagle mnie oświeciło. Muszę podzielić przez ilość, a następnie pomnożyć przez czas! A na koniec dodać do wyniku pięć ósmych. Jeszcze tylko odpowiedź i…
 - Gotowe! – Wykrzyknąłem, już chcąc ją gdzieś pocałować.
 - Tak szybko? – Zdziwiła się, ale wzięła do ręki moją kartkę i porównała znajdujące się na niej rozwiązanie z odpowiedzią w swoim zeszycie. Jej oczy na chwilę się rozszerzyły, po czym skinęła lekko głową. – Dobrze.
 Odłożyła wszystko na podłogę, po czym spojrzała na mnie niepewnie, a na jej policzkach pojawiły się lekkie rumieńce.
 - To… - Przygryzła wargę. – Kto zaczyna?
 - Ja. – Szeroko się uśmiechnąłem.
 Podszedłem do niej na kolanach i kazałem jej odchylić głowę. Na pierwszy ogień poszła delikatna i wrażliwa skóra na szyi Akiny. Zassałem się na niej lekko, a w tym czasie ona wydała z siebie krótki jęk. O tak!
 - Ty kretynie! – Dotknęła ręką miejsca, w które ją pocałowałem. – Miał być całus, nie malinka!
 - Malinka to też pewien rodzaj całusa. – Mrugnąłem do niej, a ona jeszcze bardziej się zarumieniła. Boże… Akina jest taka seksowna!
 - Teraz to. – Pokazała mi, które zadanie mam robić, po czym oparła się o łóżko i wbiła we mnie czuje spojrzenie.
 To ćwiczenie było nieco trudniejsze, ale gdy tylko pomyślałem o przyjemności, jaka mnie czeka, zrobiłem je z dużo mniejszym problemem niż na początku.
 - To naprawdę działa… - mruknęła Akina.
 - Chodź tu. – Gestem ręki nakazałem jej się zbliżyć. Podeszła do mnie pewnym krokiem i kucnęła tuż przed moją twarzą. – Pocałuj mnie w obojczyk.
 Nachyliła się nade mną, a po chwili poczułem jej wargi na swojej skórze. Jezu, jak dobrze! Jakie ona ma wspaniałe usta! Takie delikatne, ale jednak potrafią być stanowcze! O, właśnie tak!
 Nie byłem zbytnio zadowolony, gdy odsunęła ode mnie swoją twarz. Chciałem ją do siebie przyciągnąć, ale zgrabnie mi się wymknęła, pokazując przy tym język. A gdyby tak tym językiem dotknęła mnie w pewnych miejscach? Kurwa, byłoby wspaniale…

                                                                         ***
  Po skończonej nauce miałem wycałowaną całą szyję i ramiona. Akina natomiast miała ślady na obojczykach, brzuchu i karku. Gdy całowałem ją w brzuch, miałem ogromną ochotę zdjąć z niej bluzkę, ale wiedziałem, że sama musi być na to gotowa. Problem polega na tym, że ogromnie jej pragnę i coraz trudniej mi się powstrzymywać. A jak mnie całowała…
 Kurwa. Mam dziwne wrażenie, że coraz bardziej się w niej zakochuję.


 _________________________________________________________________________________


  

            -----> <------
A ten obrazek to ja, jak widzę Ao xD *.*


wtorek, 30 sierpnia 2016

100 lat, Aomine!!!

Ohayo! :D

Korzystam, póki mam neta, i wstawiam tego zacnego shota na znak mej miłości do mojego męża! :D ;* xD
Wyrobiłam się z tym, co już jest sukcesem, a jak wyszło - sami oceńcie ;P

Kochany mężu mój jedyny! :D życzę ci:

*pasji do kosza :D
*żebyś wygrywał, ale cieszył się jednocześnie grą ;)
*cierpliwości do mnie ;P (czasem się przydaje xD)
*radości w życiu
*więcej poczucia humoru
*cierpliwości do swej ukochanej siostry :D
*cierpliwości do Kise ;P
*chęci zajmowania się naszym przyszłym dzieckiem ^^
*cierpliwości do Kagamiego xD
*ogólnie dużo cierpliwości ;P
*zdania liceum :'D
* i jeszcze spełnienia wielu marzeń!! ;* <3

 W ten uroczysty dzień, kiedy to mój mąż ma urodziny, jest jednocześnie koniec wakacji :C
Ale byłam dziś na spotkaniu z nową klasą, było 2/3 osób, więc to już niezłe osiągnięcie :D A do tego wydają się mili i sympatyczni, także powinnam dać radę przebrnąć przez liceum z fajną klasą! :D
A jak u was w końcówce wakacji? (chociaż niektórzy mają jeszcze wolne ;P Szczęściarze >.>)

Miłego dnia! Albo i jeszcze nocy xD

Ps. Przepraszam, że nie wszyscy czytelnicy tu wystąpili, ale daję słowo, że wszyscy, którzy chcieli, wystąpią w Wariatkowie! :D Nie wiem, kiedy to się pojawi, ale na pewno tam będziecie ;*

_________________________________________________________________________________


  Kiedy usłyszałem dźwięk swojego telefonu, niechętnie otworzyłem oczy i sięgnąłem po dzwoniącą komórkę. Kto śmie do mnie dzwonić o dziesiątej rano w sobotę?! Nawet prezydent nie ma do tego prawa! Weekend jest od tego, by się wysypiać. Po cholerę jakiś debil dzwoni o tak wczesnej godzinie? Jeśli to Kise, to przysięgam, że go zabiję.
 Gdy spojrzałem na wyświetlacz, momentalnie otworzyłem szeroko oczy.
 Akina.
 Zmieniam zdanie. Ona jest jedyną osobą, która może dzwonić do mnie o każdej godzinie. Jak raz nie odebrałem od niej telefonu o ósmej rano w niedzielę, to mi później zrobiła niezłą awanturę i musiałem zabrać ją do lunaparku, by jej wreszcie przeszło.
 A mówią, że to ja jestem potworem…
 - Halo? – Usiadłem na łóżku i przeciągnąłem się.
 - Masz dwadzieścia minut na przyjście do parku – warknęła. Co ja jej znowu zrobiłem?!
 - Ale o co ci…?
 - Miałeś się ze mną spotkać dziś o dziesiątej!
Miałem? Kurwa, jeśli tak, to zapomniałem! Jakich sztuczek użyła, by mnie tam zwabić tak wcześnie rano? Kiedy jej to obiecałem?
 - Aaaa. – Nerwowo się zaśmiałem. – Widzisz… Po prostu chciałem…
 - Dziewiętnaście minut.
 Kurwa! Ona jest straszna! Dlaczego ja się w niej zakochałem? Tyle jest na świecie ładnych dziewczyn, i to dużo łagodniejszych od niej, a moje serce musiało wybrać akurat ją… Potwór zakochał się w potworze.
 - Gdzie dokładnie jesteś? – Spytałem, wstając z łóżka i wyjmując z szafy jakieś jeansy, białą koszulkę i bieliznę.
 - Przy fontannie. Osiemnaście minut. Czekam. Spóźnij się chociaż o sekundę, a z nami koniec!
A od kiedy to ona ma prawo mi grozić?!
 W sumie to nie ma takiego prawa, ale robi to od zawsze…
 Rozłączyła się, a ja w tempie ekspresowym się ubrałem i pobiegłem do łazienki, by umyć zęby. Prawie przy tym wpadłem na drzwi, ale mój zajebisty refleks włączył się w ostatniej chwili. Przemyłem twarz wodą, użyłem dezodorantu i w ciągu kilku sekund znalazłem się w kuchni. Na stole zobaczyłem karteczkę.

  Dzień dobry, Daiki!
 Siostra zaprosiła mnie do siebie na weekend, więc wrócę w niedzielę wieczorem. Śniadanie masz na stole, obiad w lodówce, a resztą sam się zajmiesz ;) Postaraj się zostawić po sobie porządek.
                                                                                                  Mama J

  No za co?! Jeszcze sam sobie muszę kolację zrobić?! Skandal. Wprowadzę się na ten weekend do Akiny, ona mi zrobi coś pysznego.
 No właśnie, Akina.
 Spojrzałem na zegarek i zagryzłem wargi. Zostało mi czternaście minut. Zjadłem szybko trzy kanapki, popiłem je sokiem i pognałem do holu, by się ubrać. Szybko założyłem trampki i zamknąłem dom. Ze zdenerwowania i pośpiechu musiałem się jednak wrócić po telefon, przez co mój czas jeszcze bardziej się skurczył.
 Dziewięć minut.
 Kurwa! Jak niby mam dobiec na miejsce w tak krótkim czasie?! Przecież tam się idzie pół godziny! Zagryzłem wargi i ruszyłem przed siebie, nie przestając biec. Wymijałem pary trzymające się za ręce, ludzi idących do pracy, starszych dziadków, rowerzystów i psy. Co rusz spoglądałem na zegarek i miałem dziwne wrażenie, że czas leci dwa razy szybciej niż normalnie. Jak na złość trafiałem na czerwone światła, które tylko przeszkadzały mi w dotarciu na miejsce. Podrygiwałem niespokojnie nogą, zdając sobie sprawę, że zostało mi coraz mniej czasu. Niektóre babcie rzucały mi podejrzliwe spojrzenia, ale żadna się nie odezwała. I tak bym nie odpowiedział, więc tylko mi to pomagało – dzięki temu nie wyszedłem na chama, który ignoruje innych.
  Zobaczyłem przed sobą park. Jeszcze tylko kilkaset metrów i będę na miejscu. Kiedy jednak spojrzałem na zegarek, momentalnie przyspieszyłem i biegłem najszybciej jak to było możliwe.
 Minuta.
Ostatnia cholerna minuta.
 Szybciej! Szybciej!
 Zauważyłem Akinę siedzącą na jednej z ławek. Spoglądała na telefon, a jej usta były zaciśnięte w wąską linię. Jest źle. Naprawdę źle. Zginę? Zostanę singlem? Zostawi mnie dla innego?
 Zatrzymałem się tuż przed nią, dysząc nie tylko ze zmęczenia, ale głównie ze stresu. Do czego ta dziewczyna mnie doprowadzi?
 - No, gratuluję. – Uśmiechnęła się, klepiąc mnie przy tym po ramieniu. – Zdążyłeś z dziesięciosekundowym wyprzedzeniem.
 - Słuchaj… - Wyprostowałem się, łapiąc się pod boki. – Kiedy ci obiecałem, że się spotkamy dziś o tak wczesnej godzinie?
 - Nie obiecałeś. – Odwróciła się i zaczęła iść w stronę centrum handlowego. Jezu… Znowu chce mnie ciągnąć na zakupy? I zaraz, zaraz, ale jak to jej nie obiecałem?! Już chciałem, ją o to zapytać, ale sama się odezwała. – Wyciągnęłam cię tu, bo chciałam, byś mi doradził wybór pewnej sukienki.
 I przy okazji posłużył za tragarza.
 Normalnie czułem, jak moja szczęka dotknęła chodnika. Wstałem tak wcześnie tylko po o, by iść z nią na zakupy? Za co? Bogowie, za co?! Ostatnio nawet nie przeglądałem żadnych pornosów, nie oglądałem się za innymi dziewczynami, nie byłem wobec Akiny nachalny… Więc czemu mnie to spotyka?! To jest niesprawiedliwe! Żeby ktoś tak zajebisty jak ja musiał tak wcześnie wstawać i marnować swój sen dla tak błahej sprawy? Poza tym już ja znam te ,,zakupy” u dziewczyn. Najpierw mówią, że idą tylko po jedną rzecz, a potem nagle okazuje się, że przeszły kilkanaście sklepów i przypadkiem zobaczyły kilka ładnych promocji. A że ,,grzechem by było nie skorzystać”, wzięły to, co było przecenione. I kończy się na tym, że wychodzą obładowane torbami, w których jest kilka par bluzek, bluza, buty, bielizna, spodenki i Bóg jeden wie, co jeszcze. A potem wizyta w Rossmanie lub salonie kosmetycznym. I jeszcze się dziwią, że kasy nie mają. Jak ma się określony cel, na przykład sportowe buty, to idzie się do sklepu, bierze się odpowiedni rozmiar i koniec zakupów. A u dziewczyn? O, zanim one wybiorą odpowiedni kształt, wielkość obcasa, rozmiar czy markę, to minie pół wieku. A chłopak co będzie robił w tym czasie? Łaził za nią jak pies i tylko kiwał głową na jej pytania.
 Czasem się w ogóle zastanawiam, czemu chciałem mieć dziewczynę…
 - Nie mogłaś poprosić o pomoc Mine? – Jęknąłem, czując nagłe zmęczenie i niechęć.
 - Umówiła się z Kise.
 - Satsu?
 – Miała coś załatwić z Kuroko.
 - Kimie?
 - Randka z Akashim.
 - Kagami?
 - Trening z Tatsuyą. – Schowała telefon do torebki. – Specjalnie się na dziś umówili. Zostałeś tylko ty.
 Za jakie grzechy? Dlaczego padło akurat na mnie? Tyle miała osób do wyboru, a jak na złość padło akurat na mnie. I to w weekend! Przed południem w sobotę! Wolne jest od tego, by się wyspać, a nie łazić z dziewczyną na zakupy. No chyba że tą dziewczyną jest Akina Hyuga. Z nią lepiej nie zadzierać, więc dla własnego bezpieczeństwa wolę jej nie podpaść. Jeszcze by się obraziła bądź postanowiła ze mną zerwać…
 Tylko czemu to akurat musiałem być ja? Midorima prawdopodobnie miałby czas, Takao... Już nawet zadzwoniłaby po Sakuraia! Ale nie, musiała wybrać mnie. Ech, czego to się nie robi dla swojej ukochanej.
 - Wypatrzyłam ciekawe sukienki w kilku sklepach. – Akina złączyła nasze dłonie. – I nie mam pojęcia, która najlepiej do mnie pasuje.
 - A po co chcesz kupić kolejną sukienkę? – Zdziwiłem się. Jak dobrze pamiętam, to prawie dwa miesiące temu była z Mine na zakupach i wybrała czerwoną kieckę z czarną falbanką.
 - Bo ktoś ma niedługo urodziny. – Uśmiechnęła się.
 - Kto? – Znowu o czymś zapomniałem?
 Akina nie odpowiedziała, tylko pociągnęła mnie do pierwszego sklepu. Od razu wzięła do przymierzalni dwie sukienki – jedną czarną, drugą zieloną. Zanim założyła pierwszą, zdążyłem przejrzeć męskie bluzy. Całkiem fajny wybór mają. Muszę sobie niedługo jakąś kupić.
 - I jak? – Akina otworzyła drzwi przebieralni i pokazała mi się w czarnej sukience sięgającej jej do kolan.
 - Wygląda spoko, ale… - Podrapałem się po karku. – Myślisz, że taka elegancka, czarna sukienka jest odpowiednia na urodziny przyjaciela?
 - Fakt, też o tym pomyślałam.
 Akina zamknęła drzwi, a ja westchnąłem cicho. Coś mi się zdaje, że to będą długie i męczące zakupy.
 Przeglądałem męskie spodnie, gdy usłyszałem jej chrząknięcie. Odwróciłem się w stronę przebieralni i obrzuciłem swoją dziewczynę uważnym spojrzeniem.
 - Jak dla mnie ładna, ale za ciemna.
 Akina kiwnęła lekko głową i ponownie się zamknęła, a ja powróciłem do przeglądania jeansów. Jedne były z dziurami, drugie z krokiem w kolanach… Wreszcie znalazłem takie, które mi się naprawdę spodobały. Miały lekko poprzecierane kolana, ale za to uszyte zostały w moim stylu – trochę luźne, z kieszeniami i przede wszystkim nie obcisłe. Chciałem je nawet przymierzyć, lecz nawet nie zdążyłem zdjąć ich z wieszaka, bo Akina wyszła z przebieralni i pociągnęła mnie za sobą, po drodze odwieszając sukienki.
 - E-Ej! – Zaprotestowałem. – Ja je chciałem przymierzyć!
 - Przymierzysz innym razem, mamy coraz mniej czasu.
 - He? – Zdziwiłem się. – Jest sobota, nigdzie nie musimy się spieszyć.
 - Mam później zaplanowane coś ważnego.
 Nie miałem siły na wykłócanie się z nią ani wypytywanie jej o szczegóły tego planu. Po prostu poszedłem za nią do kolejnego sklepu, modląc się, by nie przymierzała tam dużej ilości sukienek. Okazało się, że poszła założyć trzy. Zaczyna się. Teraz będzie ich brała coraz więcej, aż w końcu wyjdziemy tuż przed zamknięciem domu handlowego. O ile nas w nim nie zamkną, bo Akina zasiedzi się w przebieralni.
 Kiedy mi się w nich pokazywała, miałem wrażenie, że dwie z nich wzięła na odwal się – nie pasowały do niej kolorem ( jeśli nawet ja to zauważyłem, to znaczy, że naprawdę tak jest ), a do tego jedna była za ciasna, a w drugiej wyglądała jak bańka. Jak można nosić sukienkę, w której wygląda się jak beczka? Tej części kobiecej mody nie rozumiem. Tak samo jak otyłych dziewczyn, które zdecydowanie nie powinny nosić legginsów, a jednak to robią. I uwierzcie mi, że wygląda to okropnie. Ten tłuszcz i rozstępy na udach…. Brr! Aż mnie ciarki przeszły. Całe szczęście, że Akina ma ładne, długie nogi.
 - Idziemy dalej – zarządziła, a ja westchnąłem cicho i poszedłem za nią jak jakiś pies.
 Czasem czuję się jak Nigou – on wszędzie chodzi za Tetsu, a ja za Akiną. On go zabiera w różne miejsca, Akina ciąga mnie po sklepach bądź na randki. Nie żebym miał coś przeciwko randkom czy miłym spacerom, ale bez przesady. A zakupów nie zaliczam do żadnej z tych kategorii. Szczególnie wtedy, gdy jestem tragarzem. Jednak najgorsze jest kobiece niezdecydowanie. Dziewczyny robią tak, że biorą do przymierzalni kilka ciuchów, przymierzają je po kilka razy, nie wiedzą, który wybrać, a kiedy pytają o zdanie swojego chłopaka, w ogóle się z nim nie zgadzają i w końcu biorą wszystko. A potem i tak z części nie są zadowolone i jej nie noszą. Głupie. Cóż, przynajmniej Akina zgodziła się ze mną w kwestii sukienek, które mi pokazała. Zawsze jakiś plus. To już coś.
 Stałem przed kolejną przebieralnią i czekałem, aż Akina łaskawie z niej wyjdzie. Pokazała mi się w fioletowej sukience sięgającej jej przed kolana, jednak mimo ładnego wyglądu, coś mi w niej nie pasowało. Tak samo było z granatową, która na dole miała śliczną koronkę. Jeszcze trochę, a stanę się prawdziwym ekspertem. Będę doradzał innym wybór odpowiedniego stroju. Może mnie nawet zatrudnią w jakiejś słynnej agencji? Albo będę asystentem wielkiej gwiazdy? Nagle pomyślałem o Kise – skoro on jest modelem, na dodatek moim przyjacielem, to jest duże prawdopodobieństwo, że chciałby mnie u siebie zatrudnić. Od razu mówię, że rezygnuję z tej pracy. Cofam wszystko, co powiedziałem. Nie mam zamiaru pracować w żadnej agencji. Będę policjantem i koniec. Zdania nie zmienię.
Weszliśmy do kolejnego sklepu, a ja zaczynałem tracić nadzieję na to, że o wieczora wrócę do domu. Łazimy już po mieście trzy godziny, a Akina nic nie wybrała. Dlaczego kobiety są takie niezdecydowane?
 - I jak? – Stanęła przede mną w ślicznej, błękitnej sukience, która podkreślała jej talię oraz biust. Ona wygląda jak młoda, piękna bogini. Ta kiecka leżała na niej idealnie.
 - Bierz. Bosko w niej wyglądasz.
 Akina zaśmiała się cicho, po czym odwróciła się w stronę lustra.
 - Na pewno? Nie wiem, czy długościowo…
 - Jest idealna. – Przerwałem jej. Sukienka sięgała jej do połowy ud, a na wysokości klatki piersiowej miała koronkę. Do tego była lekka i zwiewna, więc Akina wyglądała w niej perfekcyjnie. Mam naprawę śliczną dziewczynę. – Jeśli ty jej nie weźmiesz, to ja ją kupię.
 - Dobra, dobra. – Uśmiechnęła się i weszła do przymierzalni, by się przebrać.
 Wreszcie koniec zakupów! Możemy wrócić do domu i byczyć się przed  telewizorem. Życie jest piękne.
 Kiedy Akina poszła do kasy, czekałem na nią przed wejściem. Wyszliśmy ze sklepu i złączyliśmy nasze dłonie. Zamierzałem iść w stronę swojego domu, ale poczułem, jak ona ciągnie mnie w przeciwną stronę.
 - Gdzie ty idziesz? – Zdziwiłem się.
 - Po jakiś dodatek do tej sukienki. – Niewinnie się uśmiechnęła. – Muszę mieć do niej jakiś naszyjnik lub kolczyki.
 Zaliczyłem zgon. Przedwcześnie się ucieszyłem. A już miałem nadzieję na wolne i leniwie spędzone popołudnie… Do czego ona mnie zmusza? Nie znam się na babskich zakupach, a ta mnie ciągnie do kolejnego sklepu. Ja chcę do domuuu! Robię się głodny, zmęczony i znudzony. Nie interesuje mnie biżuteria, a teraz będę musiał doradzać jej odpowiedni breloczek… Do czego to doszło? Satsuki nigdy mnie tak po sklepach nie ciągała. Owszem, prosiła czasem o pomoc w zakupach, ale bez przesady! Boże, dlaczego musiałem się zakochać akurat w Akinie?
 - Ten czy ten? – Przyłożył do swojej szyi dwa naszyjniki, a ja spojrzałem na nie ze zrezygnowaniem.
 - Są prawie identyczne.
 - I właśnie w tym ,,prawie” tkwi cały problem! Jeden jest bardziej owalny, a drugi kulisty. – Spojrzała w niewielkie lusterko. – Który lepiej mi pasuje?
 - Akina… - Westchnąłem. – Oba są śliczne i oba do ciebie pasują.
 - W takim razie nie wezmę żadnego.
 Odłożyła je na miejsce, a ja patrzyłem na to z kompletnym niezrozumieniem. Już mogła zacząć robić wyliczankę… Chociaż kiedyś byłem świadkiem, jak jakaś dziewczyna miała dylemat co do wyboru bluzki. Kiedy padło na jakąś białą, ona stwierdziła, że jednak weźmie tę drugą. Kobieca logika czasem naprawdę nie ma sensu.
 - A ten? – Akina pokazała mi naszyjnik o jakimś dziwnym kształcie, który zrobiony był ze sztucznych diamencików. Muszę przyznać, że mi się spodobał, ale był za duży.
 Omiotłem wzrokiem inne ozdoby, a moją uwagę przykuł śliczny wisiorek w kształcie serce. W środku była literka ,,A”. Zupełnie jak ,,Aomine”…
 - Ten jest świetny. – Podałem go jej, a ona przez chwilę mu się uważnie przyglądała. W końcu skinęła potwierdzająco głową i z uśmiechem podeszła do kasy. Odetchnąłem z ulgą, mając nadzieję, że nie wymyśli już niczego głupiego.
 - Komplet idealny! – Złapała mnie pod ramię, a ja się lekko uśmiechnąłem. Będzie wyglądała w nim zajebiście.
 - To idziemy do mnie czy do ciebie?
 - Możemy do ciebie. Chyba że bym jeszcze…
 - Idziemy do mnie!
 Przerwałem jej, nim zdołała powiedzieć cokolwiek o zakupach. Mam ich dość. Dawno tak długo nie łaziłem po mieście. Ta dziewczyna mnie wykończy…
 Kiedy weszliśmy do mojego domu, zaprosiłem Akinę do salonu. Sam poszedłem do kuchni, by odgrzać obiad przygotowany przez moją mamę. Co my tu mamy… Warzywa? Fuj! I tak ich nie zjem. Ryba – pycha. Ryż – też dobry.
 - O, jedzenie! – Akina stanęła w progu i zaczęła mi się przyglądać.
 - Głodna? – Uśmiechnąłem się do niej.
 - Jak wilk! – Zaśmiała się. – Pomóc ci?
 - Radzę sobie w kuchni. – Pokazałem jej język.
 - Ciekawe dzięki komu… - Przekręciła oczami i poszła z powrotem do salonu.
 Chciałem jej odpowiedzieć, że dzięki memu intelektowi i zajebistości, ale ugryzłem się w język. Jeszcze by mnie znów zaczęła ciągać po sklepach. Nie przeżyłbym tego. Umarłbym na środku ulicy, niosąc w ręku torby z jej nowymi ubraniami.
 Kiedy wszystko było gotowe, zaniosłem do salonu nasz obiad. Akina uśmiechnęła się i zaczęła jeść, a ja po chwili do niej dołączyłem. Siedzieliśmy przed telewizorem i oglądaliśmy jakiś serial kryminalny, co jakiś czas komentując poszlaki znalezione przez policjantów.
 - Byłby z ciebie dobry detektyw. – Akina szturchnęła mnie w ramię. – Dobrze sobie radzisz.
 - Bo jestem zajebisty. – Wypiąłem dumnie pierś, a widząc jej znudzoną minę, przytuliłem ją do siebie. – Właśnie dlatego chcę być policjantem.
 - Najpierw musisz skończyć liceum. – Wtuliła się w mój tors. Zacząłem ją głaskać po plecach i przy okazji wąchałem jej włosy. Czułem jakiś owocowy zapach, który bardzo mi przypadł do gustu.
 Siedzieliśmy na kanapie przez kolejną godzinę, aż nagle zadzwonił telefon Akiny. Na ekranie wyświetliło się jedno słowo: Taiga. Moja dziewczyna wyszła z salonu, by odebrać, a ja w tym czasie wyłączyłem telewizor. Serial i tak się skończył, a ja nie miałem już ochoty na nic innego.
 - Musimy iść. – Akina wzięła do ręki torbę z zakupami, zarzuciła na ramię swoją torebkę, po czym szybko założyła buty. Spojrzała na mnie wymownie, a ja głośno westchnąłem.
 - Dlaczego ,,my”? Zmęczony jestem.
 - Nie jęcz, tylko zakładaj buty! – Otworzyła drzwi i stanęła w progu, wskazując mi palcem ulicę.
 Co miałem zrobić? Posłusznie się ubrałem, znów czując się jak pies, po czym zamknąłem dom i poszedłem za Akiną.
 - Gdzie znów idziemy? – Jęknąłem, chcąc jak najszybciej zawrócić.
 - Do mnie.
 - Ha? – Zdziwiłem się. – Przecież mogliśmy zostać u mnie.
 Akina złączyła nasze dłonie i uśmiechnęła się tajemniczo. Ona coś knuje. Znam ją wystarczająco dobrze, by wiedzieć, co oznacza to podejrzane milczenie. A na dodatek telefon Kagamiego… Czy dziś jest ważne święto? Co jest trzydziestego pierwszego sierpnia? O jakiej uroczystości zapomniałem? To jakaś rocznica? Boże, Akina mnie zabije, jeśli o niej zapomniałem! Ale co by to było? Pierwsza randka? Nie, to było w maju. Pierwszy pocałunek? Nie. Pierwszy raz zobaczyłem ją bez bluzki? Nie. Poza tym nie wydaje mi się, by było co świętować. Nie dość, że szybko zakryła swój stanik, to jeszcze przez kilka kolejnych dni miałem ślicznego siniaka na policzku, który pozostawiła mi jej pięść. Ale przynajmniej ten chwilowy widok jej piersi schowanych pod samym biustonoszem był piękny…
 To co jest trzydziestego pierwszego sierpnia?
 Wiedziałem, że to coś ważnego, ale nie mogłem sobie przypomnieć co. To wszystko przez te zakupy!
 - Halo, obudź się, śpiąca królewno! – Akina pomachała mi ręką przed oczyma. – Jesteśmy.
 Otworzyła drzwi do swojego mieszkania, po czym wpuściła mnie do środka. Ledwo zdjąłem buty, a powitał mnie głośny okrzyk.
 - WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!
 Zamurowało mnie. Stałem na środku salonu przejścia jak jakiś kołek i nie mogłem uwierzyć w to, że zapomniałem o własnych urodzinach. I to w dodatku osiemnastych! A wiedziałem, że coś ważnego wypada trzydziestego pierwszego sierpnia. To wszystko przez nagły telefon Akiny. Nie dość, że wkręciła mnie w zakupy, to z głowy wyleciało mi tak istotne wydarzenie! Skandal!
 Stanąłem na środku salonu i patrzyłem na całe Pokolenie Cudów, swoją drużynę, Seirin, Himuro oraz Takao, którzy stoją wokół stołu przepełnionego jedzeniem i szczerzą się do mnie jak głupi, czekając, bym do nich podszedł.
 - I jak? – Akina dotknęła mojego ramienia. – Niezła niespodzianka, co?
 - Zrobiłaś to specjalnie. – Spojrzałem na nią. – Te całe zakupy były zaplanowane!
 W odpowiedzi zaśmiała się i popchnęła mnie w stronę stołu. Zająłem miejsce, które zostało mi wyznaczone, a po chwili Satsu wniosła do kuchni spory tort czekoladowy z bitą śmietaną i truskawkami.
 - Kto go robił? – spytałem.
 - Taiga i Tatsuya. – Akina szeroko się uśmiechnęła. – Ja wyciągnęłam cię z domu, byś niczego nie podejrzewał. – Mrugnęła do mnie.
 Chytra bestia, naprawdę. Udawała wściekłą, zmusiła mnie do porannego spotkania, a na dodatek groziła mi rozstaniem. Wszystko po to, bym zapomniał o swoich urodzinach. Spryciula, nie powiem.
 Kiedy każdy dostał kawałek tortu, rozmowy zaczęły się na dobre. Oczywiście nie obyło się bez moich sprzeczek z Kagamim, ale byłem dziś dla niego tak litościwy, że nawet raz go nie uderzyłem. Sukces! Powinien się przede mną kłaniać, że go tak łagodnie potraktowałem!
 - A teraz prezenty! – krzyknął Kise i dosłownie wepchnął mi w ręce spore pudełko zawiązane jakąś dziwnie pedalsko wyglądającą kokardką. Czego ten tlenowany model nie wymyśli… A jeżeli dał mi swoją najnowszą kolekcję różnych mazideł do twarzy? Albo płynów do kąpieli o zapachu róż bądź fiołków? Wyrzuciłbym coś takiego na miejscu.
 Zobaczyłem pudełko, a w środku najnowsze buty Adidasa. Takie, jakie niedawno chciałem! Idealny kolor, rodzaj, nawet mój numer!
 Spojrzałem na Kise pytająco, a on uśmiechnął się.
 - Momocchi mi pomogła.
 Prezentów była masa – począwszy od męskich perfum, a skończywszy na bluzkach i wspólnym zdjęciu. Nie mam pojęcia, jak zabiorę się z tym do domu, ale coś będę musiał wymyślić. Nagle Akina kazała mi zamknąć oczy i zdjąć swoją koszulkę. Jak chciała darmowy striptiz, to powinna mnie zabrać do swojej sypialni! Poczułem, jak wkłada mi coś przez głowę. Byłem pewien, że to jakaś bluzka. Nie pomyliłem się. Miała napis: ,,The only who can kiss me is this girl ->”. Akina stanęła obok tak, tak, że strzałka wskazywała akurat na nią. Uśmiechnęła się do mnie szeroko, a ja przyciągnąłem ją do siebie i złożyłem czuły pocałunek na jej ustach.
 - Sama wybierałam napis. – Dotknęła palcem mojego torsu. – Podoba się?
 - Jest perfekcyjny. – Objąłem ją ramieniem.
 Dalsza część imprezy minęła głównie na rozmowach bądź grach. Kise uparł się na butelkę, więc zgodziliśmy się, nie chcąc słuchać jego ciągłych narzekań. Najlepsze wyzwanie dostał chyba Midorima, który musiał obwiązać się w pasie długą chustą tak, jakby miał spódnicę, po czym musiał tańczyć do piosenki ,,Waka-waka”. Ubaw był po pachy, mówię wam. Tak się śmiałem, że miałem później problem ze złapaniem powietrza. Kise aż turlał się po podłodze ze śmiechu, a Takao miał łzy w oczach. Nawet Akashiego to śmieszyło! Tylko Midorima był naburmuszony, a jego twarz miała kolor dojrzałego pomidora, co tylko spowodowało u nas dodatkową falę śmiechu. Cud, że sąsiedzi Akiny nie przyszli do nas z pretensjami.
 Imprezowaliśmy tak do prawie dwudziestej pierwszej trzydzieści. Przy wyjściu każdy jeszcze raz życzył mi wszystkiego najlepszego, o dziwo nawet Akashi nie potraktował mnie nożyczkami! Jak dobrze mieć osiemnaste urodziny… Wszyscy są dla ciebie milsi ( z wyjątkiem Kagamiego ), Akashi potrafi się normalnie uśmiechnąć, ma się prawo wyboru gry bądź filmu…
 Czemu osiemnastka jest tylko raz w życiu?!
 - No, nii-san, świetna impreza! – Kimie poklepała mnie po ramieniu, po czym mocno się we mnie wtuliła.
 Przytuliłem ją, a następnie poczochrałem po włosach, o co miała do mnie przez kilka milisekund  pretensje. Po chwili jednak szeroko się uśmiechnęła, gdy Akashi złapał ją za rękę.
 - To my już idziemy! – Zawołała radośnie, patrząc z uśmiechem na swojego chłopaka. Nadal nie wiem, czemu zakochała się akurat w nim… - Sei-chan obiecał, że wypije ze mną rano kawę z mojego nowego ekspresu!
 - Ta, świetnie – mruknąłem. Chciałem zamknąć za nimi drzwi, ale wtedy coś sobie uświadomiłem. – On u nas nocuje?! – Krzyknąłem za nimi.
 - Ty dziś spisz u Akiny! – Pokazała mi język, po czym pociągnęła Akashiego za sobą i pobiegli schodami w dół.
 Przekląłem cicho pod nosem i zamknąłem drzwi. Zobaczyłem, jak Kise i Mine żegnają się z Akiną.
 - Powodzenia, Aki-chan. – Mine przytuliła moją dziewczyną, po czym podeszła do mnie i objęła mnie za szyję. Akina w tym czasie żegnała się z Kise.
 - W czym ona życzyła ci powodzenia? – Spytałem, gdy zamknęła za nimi drzwi. – I czemu mam tu nocować?
 - Będę tak wspaniałomyślna i pozwolę ci zostać na noc, bo z tą kupą prezentów byłoby ci trudno dojść do domu. – Wskazała na masę torebek leżących w kącie salonu.
 - No kłaniam się nisko. – Uśmiechnąłem się. – Nie odpowiedziałaś na pierwsze pytanie.
 - Życzyła mi powodzenia w sprzątaniu.
 Rozejrzałem się po salonie i dopiero wtedy zauważyłem, ile czeka nas sprzątania. Bądź co bądź ta impreza to był Akiny, a że u niej nocuję, to wypadałoby jej pomóc. Cóż to za przebłyski wspaniałomyślności z mej strony! Kolejny plus osiemnastki!
 Akina poszła na chwilę do swojej sypialni, a ja usiadłem na kanapie. Głośno westchnąłem i oparłem się o jedną z poduszek. Czuję się wykończony. Niby to tylko impreza, jednak potrafi człowieka wymęczyć.
 - Daiki! – Usłyszałem wołanie Akiny. – Możesz tu przyjść?
 Niechętnie zwlokłem się z kanapy i poszedłem w stronę jej pokoju. Nie mam na nic ochoty, a ta jeszcze czegoś ode mnie chce. Ludzie, za jakie grzechy?! Jestem już pełnoletni, zajebiście, ale po takiej imprezie mam prawo się wyspać. Jedyne, czego chciałem, to wygodna poduszka, kołdra i Akina śpiąca obok.
 Kiedy znalazłem się w jej pokoju, od razu zawiesiła ręce na mojej szyi i zaczęła mnie namiętnie całować. Byłem tym mega zszokowany, jednak po chwili dołączyłem się do zabawy. Kto jak to, ale dziewczyna nie wygra ze mną w bitwie na języki! Po kilkunastu sekundach Akina oderwała się ode mnie i włożyła mi coś do ręki, dziwnie się przy tym uśmiechając. Poziom mojego zdziwienia jeszcze bardziej wzrósł, gdy zobaczyłem, co mi dała.
 - Kondom? – Spojrzałem na nią i dopiero wtedy zauważyłem, że ma na sobie trochę prześwitującą bluzkę, przez którą widać część koronkowego, granatowego stanika. Ludzie, coś się święci! Przebrała się, namiętnie mnie całowała, a teraz dała mi gumkę. Czyżby…?
 - Chciałam dać ci w te urodziny coś wyjątkowego, więc pomyślałam, że mój pierwszy raz będzie idealny. – Uśmiechnęła się, a mnie zamurowało. A jednak! W duchu strasznie się z tego cieszyłem, lecz…
 - Na pewno tego chcesz?
 - Gdybym nie chciała, to bym ci nie dała tego kondoma.
 O, bogowie! Wreszcie! Moje marzenie dziś się spełni! Moja dziewczyna odda mi się cała!
 - No chyba że nie chcesz lub jesteś zbyt zmęczony… – zaczęła, a ja natychmiast jej przerwałem.
 - Jasne, że chcę!
 Zarumieniła się lekko i odwróciła głowę, przygryzając przy tym lekko swoją wargę. Boże, jaka ona jest piękna i seksowna…
 Po kilku sekundach ponownie się całowaliśmy. Wisiałem nad nią i starałem się zrobić wszystko, by nie czuła się niekomfortowo. Przez chwilę wahałem się nad zdjęciem jej spodenek, ale gdy usłyszałem jej jedno, ciche zdanie, wszelkie wątpliwości prysły.
 - Czas rozpakować ostatni prezent.




_________________________________________________________________________________