czwartek, 17 listopada 2016

Przeciwieństwo idealne - Rozdział 1

Yo! :D
Obiecałam nowe opko? Obiecałam, więc słowa dotrzymam :D
Przed państwem pierwszy rozdział ,,Przeciwieństwa idealnego"! :D
Jestem bardzo ciekawa waszych opinii xD
;*

_________________________________________________________________________________



    
 Szłam po szkolnym boisku, kierując się w stonę sali treningowej. Niedługo moja drużyna będzie rywalizowała na zawodach międzyszkolnych, więc mam coraz mnie czasu, by wyćwiczyć idealną ścinę. To musi być uderzenie, które zszokuje rywalki i zapewni nam zwycięstwo. Takie, które będzie nie do zatrzymania.
  Kiedy spojrzałam na zegarek, przeklęłam cicho i przyspieszyłam kroku. Zostało mi pięć minut do treningu, a jeszcze muszę się przebrać. Niepotrzebnie tak długo rozmawiałam z bratem. Zagadał mnie, a ja straciłam poczucie czasu. Zawsze, kiedy mówi o koszykówce i ostatnich meczach, mija co najmniej kwadrans. A potem jeszcze mnie wypytuje o szkołę, relacje z innymi i moje treningi. Właściwie prawie każda nasza rozmowa trwa około pół godziny.
 Zaczęłam biec, chcąc jak najszybciej dotrzeć do szatni. Akurat skręcałam, gdy poczułam, jak na kogoś wpadam. Gdyby ten ktoś mnie nie podtrzymał, wylądowałabym na tyłku. Żeby na niego spojrzeć, musiałam wysoko zadrzeć głowę. Rany, co za gigant. No ale czego innego miałam się spodziewać po najwyższym zawodniku naszej szkolnej drużyny koszykarskiej?
 - Uwaa. – Postawił mnie w pozycji pionowej, po czym patrzył na mnie z obojętnością w oczach. Czułam się przy nim wyjątkowo malutka. Mam sto sześćdziesiąt siedem centymetrów wzrostu, a on ma ponad dwa metry. No normalnie jakbym stała przy wielkoludzie. Aż mi się przypomniał Eren w formie tytana. – W porządku?
 - Ta, dzięki – burknęłam, po czym szybko go wyminęłam i wznowiłam swój bieg.
 Teraz jeszcze bardziej spóźnię się na trening! Dlaczego zawsze jest tak, że im bardziej się spieszę, tym częściej mnie coś zatrzymuje?! To jest naprawdę niesprawiedliwe.
 Wbiegłam do szatni, przebrałam się w błyskawicznym tempie, a w drodze na salę związałam sobie włosy w kitkę. Nawet nie dbałam o to, jak wyszła. Kiedy weszłam na salę, drużyna rozpoczęła trening. Przy ławce wypatrzyłam swoją przyjaciółkę – Eguchi Katsumi. Chodzimy razem do klubu siatkarskiego i świetnie się dogadujemy. To właśnie ona była pierwszą osobą, która odezwała się do mnie, gdy przyszłam na pierwsze zajęcia. Siatkówkę trenowałam już w Ameryce, a kiedy przyleciałam do Japonii, postanowiłam to kontynuować. Kocham tę grę. Kiedy odbijam piłkę, uspokajam się. Adrenalinę czuję dopiero podczas meczu, szczególnie wtedy, gdy nie jestem pewna wyniku. Zawsze daję z siebie wszystko, tak samo jak reszta drużyny. Właśnie to jest kluczem do zwycięstwa – współpraca. Nauczył mnie tego mój brat. A potem trenerka w Ameryce przypominała mi o tym praktycznie na każdym treningu. To głównie dzięki nim nauczyłam się polegać na innych.
 - Akina, spóźnienie. – Usłyszałam obok siebie głos trenera.
 - Przepraszam, coś mi wypadło. – Podrapałam się po głowie, patrząc mu przy tym w oczy.
 - Rozumiem. – Kiwnął głową. – To musiało być coś ważnego, skoro się spóźniłaś. Ale proszę, postaraj się być punktualnie następnym razem.
 - Dobrze.
 Wzięłam piłkę do ręki i uśmiechnęłam się do Katsumi. Od razu zrozumiała. Poszłyśmy na środek sali, by poodbijać między sobą. Trenowałam z nią w parze od początku. Dobrałyśmy się idealnie – ona świetnie wystawia, ja atakuję. Nasza współpraca jest na naprawdę wysokim poziomie, co widać gołym okiem.
 - To czemu się spóźniłaś? – Spytała, podbijając piłkę dołem.
 - Zderzyłam się z Murasakibarą – odpowiedziałam, w ogóle tego nie przeżywając.
 - Gadałaś z nim? – Katsumi wyraźnie zaczęła się tym ekscytować. Mało kto rozmawia z członkami Pokolenia Cudów. Wyjątkiem jest Kise Ryouta – szkolny przystojniak, model, do którego zarywa znaczna część szkoły. Ja i Katsumi to nieliczne wyjątki, które nie zwracamy na niego uwagi.
 - Nie.
 Nigdy jakoś specjalnie nie przepadałam za koszykówką. Dopiero kiedy mój brat zaczął w nią grać, bardziej ją polubiłam. Czasem nawet trenowałam z nim na boisku, pomagając mu udoskonalać nowe ruchy. Mimo wszystko nigdy nie byłam w to dobra. Wprawdzie znam zasady, jednak mimo to moje serce należy do siatkówki. W koszykówkę gram tylko z bratem. I robię to głównie dla niego, nie dla siebie.
 - A nie chciałabyś…?
 - Nie – odpowiedziałam szybko, przeczuwając, o co chce zapytać.
 Przez kolejne półtorej godziny cała nasza drużyna zawzięcie trenowała. Zagrałyśmy nawet szybki mecz między sobą, doskonaląc przy tym przekazywanie sobie dyskretnych znaków. Trener mówił, że zrobiłyśmy ogromny postęp, dzięki czemu wygrywamy ostatnio każdy mecz. I oby tak pozostało. Nie chcę przegrać. Skoro drużyna koszykarska potrafi osiągać za każdym razem zwycięstwo, to my nie będziemy gorsze.
 Postanowiłam jeszcze chwilę poodbijać piłkę z Katsumi. Często zostawałyśmy po treningach, by dodatkowo ćwiczyć. To była nasza tradycja.
 - Już niedługo mecz eliminacyjny – zaczęła Eguchi.
 - Tia – odparłam, odbijając piłkę sposobem górnym. – Musimy wygrać.
 - Na pewno wygramy! – Uśmiechnęła się.
 Minęło piętnaście minut, a my nadal grałyśmy. Naliczyłam już ponad dwieście odbić, a to i tak nie był nasz rekord.
 - Muszę już iść – powiedziała nagle. – Miałam jeszcze zajrzeć na chwilę do babci. Sprzątniesz piłkę?
 - Jasne, pa. – Przytuliłyśmy się, po czym Katsumi wybiegła z sali, kierując się w stronę szatni.
 Wzięłam piłkę do ręki i już chciałam ją odłożyć do magazynku, ale coś mnie podkusiło i spojrzałam na kosz.  Wahałam się tylko przez chwilę. I tak nikt mnie nie zobaczy, więc…
 Rzuciłam w stronę obręczy, a piłka wpadła prosto do kosza. Sama siebie tym zadziwiłam, bo ogólnie rzadko trafiam. A jednak pamiętam coś z treningów z bratem. Ponownie wzięłam piłkę do ręki, a po chwili zdobyłam kolejne dwa punkty. Lekko się do siebie uśmiechnęłam i spróbowałam jeszcze raz.
 Spudłowałam.
 Usłyszałam klaskanie, więc błyskawicznie obróciłam się w stronę wejścia na salę. W drzwiach stał as drużyny koszykarskiej – Aomine Daiki. No to się ośmieszyłam…
 - Dwa na trzy trafione. – Zaczął iść w moją stronę. – Nieźle jak na kogoś z drużyny siatkarskiej.
 - Co tu robisz? – Wzięłam piłkę do ręki i skierowałam się w stronę magazynku.
 - Ostatnio trenuję tu po treningu z drużyną. – Czułam na sobie jego spojrzenie. – Często z przyjacielem, ale jeszcze nie przyszedł.
 - Stoję obok ciebie od kilku minut, Aomine-kun.
 -Jezus Maria, Tetsu! Nie pojawiaj się tak nagle!
 Obróciłam się w ich stronę i zamarłam. Obok Aomine stał błekitnowłosy chłopak mniej więcej mojego wzrostu. Nie zauważyłam go wcześniej. Kiedy on tu wszedł?
 - Ty… - Wskazałam na niego palcem. – Jak…?
 - Tetsu już tak ma. – Daiki położył rękę na jego głowie.
 Patrzyłam na nich jeszcze przez chwilę, po czym poszłam do magazynku, by odłożyć piłkę. Kiedy z niego wyszłam, zauważyłam, że Aomine zrobił idealny wsad. Jak mój brat. Nawet posturą i wzrostem jest do niego podobny.
 - Ej, jak masz w ogóle na imię? – Spytał, patrząc na mnie.
 - Kagami Akina – odpowiedziałam.
 - Aomine Daiki, ale pewnie to już wiesz. – Mrugnął do mnie.
 - Nie myśl sobie, że jak jesteś asem najlepszej drużyny gimnazjalnej w Tokio, to muszę znać twoje imię! – Warknęłam, kładąc ręce na biodrach. Przez chwilę mierzyłam się z nim spojrzeniami, po czym podeszłam do błękitnowłosego chłopaka. – A ty jak się nazywasz?
 - Kuroko Tetsuya, miło mi.
 Uśmiechnęłam się do niego lekko, a po chwili skierowałam się w stronę drzwi.
 - Nie zostajesz? – Usłyszałam pytanie Aomine.
 - A na co niby miałabym patrzeć? – Nawet się nie odwróciłam. – Na zapatrzonego w siebie murzyna?
 Już prawie doszłam do drzwi, ale poczułam, jak czyjaś ręka oplata mnie w pasie. Nie sądziłam, że zrobi coś takiego.
 - Puszczaj mnie! – Warknęłam, próbując się wyswobodzić.
 - Aomine-kun, to nie jest dobry sposób na podryw. – Usłyszeliśmy głos Kuroko.
Jeszcze czego! Miałabym się dać mu poderwać?! Dobry żart. Już prędzej pustynia zamarznie, niż umówię się z takim samolubnym idiotą.
 - Nie podrywam jej! – Daiki postawił moją osobę przy sobie, ciągle trzymając mnie w pasie. – Po prostu chcę jej pokazać nasz nowy ruch. – Spojrzał na mnie. – Minuta cię chyba nie zbawi, nie? – Patrzyłam na niego w milczeniu, mając ochotę wbić mu paznokcie w przedramię. – Więc zostań tu chwilę i popatrz.
 Prychnęłam tylko, niczym rozjuszony kot, po czym skrzyżowałam ramiona pod biustem. W sumie byłam ciekawa ich nowego ruchu, jednak miałam nadzieję, że okaże się godny mojej uwagi.
 - Podaj piłkę do Tetsu i patrz uważnie! – Krzyknął Aomine, a ja wykonałam jego prośbę. Nie traktowałam tego jako rozkaz. Niechby tylko spróbował mi rozkazywać, a marny jego los!
 Wszystko stało się naprawdę szybko. Ledwo co rzuciłam piłkę w stronę Kuroko, a ta znalazła się w dłoniach Aomine, który zrobił kolejny perfekcyjny wsad. Patrzyłam na to kompletnie oniemiała. Wiedziałam, że Pokolenie cudów ma w składzie tak zwanego zawodnika widmo, jednak nie sądziłam, że jest nim Kuroko. To, co przed chwilą zobaczyłam, a raczej czego nie zdołałam dostrzec, było niesamowite. Jeszcze nie widziałam czegoś takiego.
 - Łał… - szepnęłam tylko.
 - Nieźle, co? – Aomine zakręcił piłką na palcu. – To nasze specjalne podanie. Nikt nie zdoła go przejąć, a mnie nikt nie powstrzyma, więc to atak idealny.
 - Chwalipięta – burknęłam. – Akurat w tym momencie bardziej bym podziwiała Kuroko, nie ciebie.
 - Ej!
 - No co? – Pokazałam mu język. – To dzięki niemu możesz wykonać swój wsad, więc ciesz się, że chce współpracować z takim samolubem. Na razie!
 Skierowałam się w stronę drzwi, ignorując prychnięcie Aomine. Chyba żadna jeszcze tak go nie olewała. No cóż, ktoś musi być pierwszy.
 - Fajne spodenki! – Krzyknął za mną. – Grzeczniej patrzeć na nie, czy na część twojego pośladka?
 Totalnie go zignorowałam. Zacisnęłam tylko pięści i szybko wyszłam z sali, kierując się w stronę szatni. No co za baran! Jak można tak mówić do dziewczyny?! Jakim zboczeńcem trzeba być, by powiedzieć to na głos?! Aomine wprawdzie znany jest z tego, że lubi flirtować z dziewczynami, jednak nie sądziłam, że będzie zdolny do czegoś takiego.
 Weszłam szybko do szatni, trzaskając za sobą drzwiami, po czym podeszłam do swojej szafki. Przetarłam swoje ciało ręcznikiem, a następnie przebrałam się i schowałam sportowy strój do torby. Rozpuściłam włosy, rozczesałam je, a następnie przejrzałam się w lusterku. Miałam jeszcze lekko czerwone policzki, ale sama nie wiedziałam, czy to z wysiłku, czy ze zdenerwowania na Aomine. Podejrzewam, że i jedno, i drugie.
 Zarzuciłam swoją torbę na ramię, a następnie udałam się w stronę szkolnej bramy. Wyjęłam z kieszeni spodni telefon oraz słuchawki, po czym włączyłam muzykę. Ona zawsze pomagała mi się uspokoić i zrelaksować. Poprawiała mi humor i sprawiała, że lepiej się czułam.
 Zaczęłam nucić refren jednej z piosenek, skręcając przy tym w kolejną ulicę. Ominęłam pustą puszkę po coli, włożyłam ręce do kieszeni spodni i westchnęłam cicho. Podanie Kuroko i wsad Aomine nie mogły mi wylecieć z głowy. Chciałam o tym zapomnieć, a szczególnie o tym zboczonym dupku, ale ich gra zrobiła na mnie ogromne wrażenie. W Ameryce nigdy nie widziałam czegoś takiego. Nawet wsady mojego brata nie dorównywały wsadom Aomine. Chyba jednak mało wiem o koszykówce…
 Weszłam do domu i powiesiłam bluzę na wieszaku. Zdjęłam buty, po czym poszłam do łazienki umyć ręce. Skierowałam się do kuchni, gdzie zobaczyłam leżącą na stole karteczkę. Rodzice napisali, że muszą wyjechać na kilka dni, ale zostawili mi pieniądze w szafce. Jak zwykle. Oni często podróżują i zostawiają mnie samą. Już się do tego przyzwyczaiłam. Wzięłam z lodówki jogurt, szybko go zjadłam, po czym poszłam do swojego pokoju. Włączyłam laptopa, usiadłam z nim na łóżku i weszłam na facebooka. Ostatnio rzadko na niego wchodzę. A jeśli Taiga napisał?
 Zobaczyłam, że trzy osoby wysłały mi zaproszenia do znajomych. Pierwszą z nich była dziewczyna, której nie znałam, drugą Kise Ryouta, w co trudno mi było uwierzyć, a trzecią… Aomine Daiki. Kilka minut zastanawiałam się, czy go nie odrzucić, ale niech pozna moją łaskawość – zaakceptowałam go.
 Kilka osób z Ameryki do mnie napisało, więc szybko im odpisałam, po czym wyświetliłam  wszystkie powiadomienia, które do mnie przyszły. Ech, nie ma to jak mieć spore zaległości. Nagle usłyszałam dźwięk nowej wiadomości. Myślałam, że to Taiga mi odpisał, ale pomyliłam się.
 Czego ten zboczeniec jeszcze chce?!

 Aomine Daiki: Yo.
 Akina Kagami: Znowu ty… -.-
 Aomine Daiki: Też się cieszę, że z tobą piszę ;P
 Akina Kagami: Chcesz czegoś?
 Aomine Daiki: A to już popisać z tobą nie można?
 Akina Kagami: Nie mamy o czym pisać.
 Aomine Daiki: Dla wszystkich jesteś taka oschła?
 Akina Kagami: Jesteś jednym z wyjątków ;)
 Aomine Daiki: Czuj się zaszczycona, że postanowiłem być tak wspaniałomyślny i zaprosiłem cię do grona znajomych ;)
 Akina Kagami: To raczej TY czuj się zaszczycony, że to zaproszenie przyjęłam! A już je miałam odrzucić…
 Aomine Daiki: Ale moja zajebistość ci na to nie pozwoliła ;)
 Akina Kagami: Pierdol się.
 Aomine Daiki: Z tobą bardzo chętnie ;)
 Akina Kagami: -.-
 Akina Kagami: Zawsze jesteś taki zboczony?
 Aomine Daiki: Tylko wobec tych, które mają spore cycki ;) Zaliczasz się do tej kategorii :D
 Aomine Daiki: Rozmiar D, racja?
 Akina Kagami: ODPIERDOL SIĘ OD MOICH CYCKÓW, CHOLERNY ZBOCZEŃCU!!
 Aomine Daiki: Uhuhu, ktoś tu się chyba wkurzył ;P
 Akina Kagami: Jutro ci wpierdolę, zobaczysz.
 Aomine Daiki: Czemu tak przeklinasz?
 Akina Kagami: Bo jak się wkurzę, to często przeklinam.
 Aomine Daiki: To u dziewczyny nie wypada.
 Akina Kagami: I kto to mówi? Słyszę czasem twoje rozmowy na korytarzu.
 Aomine Daiki: Szpiegujesz mnie? :D
 Akina Kagami: Wiele razy przechodzę obok ciebie na korytarzu -.-  Nie miej o sobie tak wysokiego mniemania.
 Aomine Daiki: Każda na mnie poleci ;)
 Akina Kagami: Kise chodzi do tej samej szkoły. Naprawdę myślisz, że jego fanki wybiorą ciebie?
 Jakim trzeba być zarozumiałym i zapatrzonym w siebie głupkiem, by myśleć, że można poderwać każdą dziewczynę? Która byłaby na tyle głupia, by się z nim umówić?
 Aomine Daiki: Z tego, co widzę, ty do nich nie należysz.
 Akina Kagami: I co w związku z tym?
 Aomine Daiki: Masz ochotę się gdzieś przejść po szkole?
 Akina Kagami: Z tobą? Możesz sobie pomarzyć! Nie jesteś godny mojego towarzystwa!
 Aomine Daiki: I kto tu ma o sobie wysokie mniemanie? ;P
 Akina Kagami: Mówię, jak jest. Nie umawiam się ze zboczeńcami.
 Aomine Daiki: Twoja strata. Ale ja tak łatwo nie odpuszczam ;)
 Akina Kagami: Ze mną nie wygrasz. Pa.
 Aomine Daiki: Jeszcze zobaczymy, zarozumialcu ;)

 Wylogowałam się z facebooka, po czym odłożyłam laptop na biurko. Westchnęłam cicho i przeczesałam ręką swoje czerwone włosy. Przypomniałam sobie o pracy domowej z angielskiego, ale była  banalna, więc skończyłam ją po pięciu minutach. Spakowałam do szkoły potrzebne rzeczy, a następnie poszłam do łazienki wziąć ciepły prysznic. Nałożyłam na swoje ciało mleczko do kąpieli o zapachu wiśniowym, po czym zaczęłam myć głowę. Kiedy spłukałam z siebie całą pianę, owinęłam się ręcznikiem i stanęłam przed lustrem, zmywając z siebie makijaż. Policzki i czoło posmarowałam kremem przeciwtrądzikowym, a uszy przeczyściłam małym patyczkiem. Założyłam piżamę i zabrałam się za suszenie włosów. Czasem zastanawiam się, czy ich nie podciąć, bo sięgają mi do połowy pleców, ale zawsze odrzucam tę myśl. Co jakiś czas przycinam końcówki, lecz na zmianę fryzury się nie zdecydowałam. Nie żałuję, bo bardzo je lubię. Są miękki w dotyku i ładnie pachną po myciu.
 Stałam przed lustrem i zaczęłam rozczesywać swoje włosy. W jednym ręku trzymałam szczotkę, w drugim suszarkę. Wyszłam z łazienki po jakiś dwudziestu minutach. Stanęłam na dywanie i zrobiłam kilka skłonów, po czym chwilę pokręciłam biodrami. Zawsze rozgrzewam się przed snem i tuż po wstaniu. Dzięki temu nie mam w ciągu dnia zakwasów, a w nocy lepiej mi się śpi.
 Położyłam się na łóżku i wzięłam do ręki telefon. Znalazłam numer swojego brata, po czym do niego zadzwoniłam. Odebrał po trzech sygnałach. Rozmawiamy ze sobą prawie codziennie. Opowiada mi o tym, co się dzieje w Ameryce, a potem ja mówię mu, co ostatnio robiłam. Dowiedziałam się, że jego drużyna wygrała kolejny mecz, a James, nasz przyjaciel, świetnie spisał się w obronie.
 Uwielbiam rozmowy z Taigą. Wiem, że mogę mu o wszystkim powiedzieć i powierzyć mu swoje sekrety. Wprawdzie nie wszystko rozumie, ale mimo to stara się mi pomóc. Włożyłam rękę pod głowę i słuchałam tego, co ma do powiedzenia. Mówił głównie o koszykówce, ale lubiłam o tym słuchać. Miał wtedy w głosie prawdziwą pasję i słychać było, że kocha ten sport. Uśmiechnęłam się, a gdy zaczął mówić o nowym podaniu, jakie wymyślili z Tatsuyą, przypomniałam sobie o Aomine i Kuroko. Ciekawe, czy zagrywka moich przyjaciół może się równać z zagraniem członków Pokolenia Cudów… Wątpię w to, ale mimo wszystko chciałabym ją zobaczyć.
 Przyjemnie jest patrzeć na grę kogoś, kto kocha sport, który uprawia. Takimi przykładami są Taiga i Aomine. Obaj uwielbiają grać w kosza, a patrząc na nich można dojrzeć ich pasję i zamiłowanie do koszykówki. Ja z kolei miłuję siatkówkę. Uwielbiam odbijać piłkę, ćwiczyć ze swoją drużyną i czuć ten dreszczyk emocji podczas meczu. To niezapomniane chwile i nie wyobrażam sobie, bym niedługo miała z tego zrezygnować.
 Skończyłam rozmowę ze swoim bratem i położyłam telefon na szafce stojącej przy moim łóżku. Przykryłam się kołdrą i wtuliłam twarz w poduszkę. Przed snem myślałam jeszcze chwilę o Ameryce, siatkówce i nowym zagraniu Aomine i Kuroko. Nie wiem czemu, ale ich współpraca nie może wylecieć mi z głowy. Sama już nie wiem, co mnie bardziej zaskoczyło – nikła osobowość Kuroko i jego podanie, czy szybkość i świetna gra Aomine? A może obie te rzeczy?


 _________________________________________________________________________________

  

wtorek, 8 listopada 2016

Gomene ;_; + Nowe Opko~!

Ohayo...
Nie, nie umarłam xD

Aż mi wstyd >.< Tyle czasu nic nie wstawiałam... Jakoś czasu nie było >.> Wena jeszcze jakoś się u mnie trzyma, trochę pomysłów jest, ale znacznie gorzej z ich wykonaniem. Naprawdę przepraszam, ale nic na to nie poradzę :C Zwyczajnie ze wszystkim nie wyrabiam, a nauki dużo (nie chcę być nieukiem, czas się wziąć do pracy ;P).

Mam nadzieję, że mi to wszystko wybaczycie ^^". Pewnie zaraz zapytacie co z ,,Zemstą" , ,,Kryminalistką" , ,,Wygraną"... Jak stało, tak stoi xD Wiem, wiem, miałam dawno wstawić, ale nie wyszło... >.<
Podejrzewam, że jeszcze przez jakiś (dość długi czas, niestety ;_;) może tego nie być. Co nie znaczy, że z tym skończyłam. Ja się tak łatwo nie poddaję xD Jak znajdę czas to postaram się do tego przysiąść ;)
Podobna sytuacja jest z ,,Życie czasem płata figle". Stoi, stoi, a ja nie mam kiedy tego ruszyć >.<".
Ostatnio (no dobra, prawie 2 tygodnie temu ;P) zaczęłam pisać pewną AoKaga oraz MidoTaka ^^ :D
To jakoś idzie mi do przodu, więc jestem pewna, że pojawi się przed wcześniej wspomnianymi opkami xD Kiedy? Pojęcia nie mam, ale może do świąt się z którymś wyrobię xD
Chociaż pewnie prędzej wstawię drugi rozdział nowego opka...

Nie zdziwiłabym się, jeśli pomyślicie coś w stylu: ,,Jeszcze tamtego nie skończyła, a już nowe zaczyna?" ;P
To opowiadanie nie jest yaoi, ale mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu ;) Akcja też dzieje się za czasów szkolnych, ale postaram się, by nie było podobne do ,,Życie..." ;)
Na razie to opko ma tytuł ,,Przeciwieństwo idealne", ale nie wiem, czy tego nie zmienię ;P Muszę się nad tym jeszcze zastanowić ;)

Cóż jeszcze mogę powiedzieć...?
Opowiadania teraz na 100% będą się pojawiały rzadziej niż w wakacje pod na początku września. Nie potrafię powiedzieć, ile dokładnie będzie postów w miesiącu, czasem 1, czasem 2-3, czasem nic. Zależy od weny, czasu i mojej chęci na pisanie.

Na razie chyba wszystko... ;P

Miłego czytania (mam nadzieję ;p) i ... do napisania! ;* <3

DZIĘKUJĘ, ŻE NADAL TU JESTEŚCIE! <3 <3 

A teraz bardzo krótki Prolog ^^ Jeśli w ogóle można to tak nazwać ;P Jak wam się spodoba, to w najbliższym czasie wstawię 1 rozdział ;) Wiem, że w tym wstępie nie ma dużo i mało co to mówi, ale tak właśnie miało być xD

_________________________________________________________________________________


                                                      PROLOG

   Stałam na lotnisku wraz z bratem i najlepszą przyjaciółką. Ostatni raz się z nimi uściskałam, powstrzymując łezkę, która chciała wylecieć z mojego oka i spłynąć po policzku.
  Byłam gotowa. Sama chciałam wrócić do Japonii, więc nie mogłam się wycofać. Owszem, będzie mi brakowało ludzi z Ameryki, ale w Tokio na pewno też poznam sympatyczne osoby, z którymi się dogadam i zaprzyjaźnię.
 Uśmiechnęłam się do brata i posłałam całusa przyjaciółce. Obiecałam im, że będę codziennie dzwonić, więc muszę dotrzymać słowa. Pociągnęłam za sobą walizkę i podeszłam do bramek.
 Nie musiałam oglądać się przez ramię, by wiedzieć, że mój braciszek i koleżankaa nadal tam stoją i nie odejdą, dopóki nie zniknę im z oczu. Zaśmiałam się w duchu, po czym zrobiłam krok do przodu, gdy osoba stojąca przede mną posunęła się w przód o kilkanaście centymetrów. Za mną stanęła jakaś starsza pani, mamrocząc coś o tłoku na lotnisku. Nikt się nią nie przejął, bo każdy myślał o czekającej go niedługo podróży.
 Odwróciłam się na chwilę, by po raz ostatni na nich spojrzeć. Pomachali mi, co chętnie odwzajemniłam. Chwilę później nadeszła moja kolej przekroczenia bramek. Gdy stałam po drugiej stronie wiedziałam, że czeka mnie nowa przygoda.
 Poszłam w stronę poczekalni i zajęłam wolne miejsce na jednym z krzeseł. Na uszy założyłam słuchawki i puściłam ulubioną playlistę. Wsłuchiwałam się z w słowa piosenek przez pół godziny, cały czas myśląc o swojej nowej szkole, do której pójdę już za trzy dni.
 Wsiadając do samolotu miałam na twarzy lekki uśmiech.
 Japonio, nadchodzę! 

_________________________________________________________________________________




piątek, 14 października 2016

Potwór.

Hej :3
Nie wiem czemu, ale ostatnio wzięło mnie coś na miniaturki, szczególnie z Aomine w roli głównej ;P
Tak więc napisałam dziś kolejne krótkie coś ^^
Wiem, że liczyliście na coś innego, ale jakoś nie mogę się zabrać za te pozostałe opka :/ Jedyne, co mogę tu wstawić, to 1 rozdział ,,Głośnej miłości" xD I mam nadzieję, że wkrótce uda mi się skończyć MidoTakę... Cóż, trzymajcie kciuki! :D

A teraz zapraszam na ,,Potwora" ;P

________________________________________________________________________________



    Potwór.
 Nienawidzę tego słowa. Kiedyś było mi obojętne i kojarzyło się głównie z filmami, ale odkąd mnie zaczęto tak nazywać, nie toleruję go. Wprawdzie już się do niego przyzwyczaiłem, ale to i tak boli, kiedy ktoś skieruje do mnie to słowo.
 Niby jeden, krótki wyraz, a zadaje tyle bólu. Nigdy nie chciałem być potworem. Pragnąłem po prostu stawać się lepszy, by mierzyć się z coraz silniejszymi przeciwnikami. Zamiast tego ja jestem tym najsilniejszym, a innych pokonuję bez problemu. Koszykówka stała się dla mnie obojętna, jednak z jakiegoś powodu nie potrafię jej rzucić. Zastanawiałem się, czy nie dać sobie z tym spokoju, ale nie potrafiłem. Rzucenie czegoś, co się kochało tyle lat, wcale nie jest proste.
 Tylko czy ja nadal kocham kosza?
 Nie wyobrażam sobie życia bez niej, lecz wszystkie mecze mnie najzwyczajniej w świecie nudzą. Nie potrafię już znaleźć w grze przyjemności. Czuję się tak, jakbym był na treningu, tylko zamiast słupków na boisku rozstawieni są gracze z innych drużyn. To bez sensu. Męczę się z czymś, co nie sprawia mi już przyjemności. Gram, bo muszę grać. Kiedyś byłem na każdym treningu, a nawet zostawałem po godzinach, byleby tylko grać w kosza. Teraz tego żałuję. Może gdybym w gimnazjum spędzał mniej czasu na trenowaniu, to teraz byłoby inaczej? Może nadal kochałbym koszykówkę i grałbym w nią z przyjemnością?
 Za dużo tych ,,może”. Chciałbym, by było tak, jak kiedyś, ale wiem, że to nie jest możliwe. A przynajmniej nie w Japonii. Nie mówię, że chcę przegrać. Po prostu pragnę znów grać z pasją. Potrzebuję kogoś, kto będzie mi równy, z kim będę mógł zagrać na poważnie. Tylko gdzie szukać takiej osoby? Z Kise już wygrałem, z Tetsu i Kagamim też, nawet dwa razy, z Midorimą bym na stówę wygrał, pokonałem Murasakibarę… Został tylko Akashi. Mecz z nim mógłby być interesujący. Może to właśnie on jest osobą, która by mnie zabawiła?
 Kolejny kosz i kolejne punkty dla naszej drużyny. Wylądowałem na podłodze i spojrzałem z wyższością na chłopaka, który starał się mnie powstrzymać.
 - Dlaczego jesteś taki słaby? – Spytałem. – Ty i twoja drużyna to nic niewarte słabeusze. – Odwróciłem się i zacząłem iść w stronę środka boiska.
 Ranię innych, wiem. Ale ja tylko mówię prawdę, którą ktoś kiedyś i tak musiałby wypowiedzieć. Czemu każda drużyna, z którą się mierzę, to słabeusze?! Dlaczego tak trudno znaleźć wyzwanie?!
 Dostałem piłkę i mocno odbiłem ją od podłogi, chcąc chociaż w małym stopniu załagodzić swoją złość. Wszyscy spojrzeli na mnie z niezrozumieniem i ze strachem, a ja aż się w środku gotowałem. Nawet własna drużyna się mnie boi… Nawet oni uważają mnie za potwora.
 Uśmiechnąłem się pod nosem i zacisnąłem pięści. Słyszałem krzyki publiczności, ich brawa i gwizdanie. Dla nich to rozrywka. Nie zastanawiają się nad uczuciami graczy. Po prostu cieszą się, gdy drużyna, której kibicują, wygra. Chcecie potwora? Dobrze, pokażę wam, na co stać takie monstrum!
 Kolejny gwizdek sędziego oznaczający zdobyte przeze punkty. Piłka, którą wcześniej odbiłem od podłogi, wpadła do kosza. Nawet kiedy rzucam byle jak i od niechcenia, wygrywam. Poczułem na sobie wzrok przeciwników. Czułem ich strach, niepewność i bezradność. Gdy tylko dostałem piłkę do rąk, natychmiast ruszyłem pod przeciwny kosz, nie zatrzymując się nawet na chwilę. Nie musiałem oglądać się za siebie, by wiedzieć, że przeciwnicy nie ruszają się z miejsc, pogodzeni z przegraną. Słabe, nic niewarte kołki, uważające się za koszykarzy.
 Koniec meczu i nasza, a właściwie moja, kolejna wygrana. Nawet gdybym wyszedł na boisko sam, pokonałbym ich. I tak by się poddali. Jak większość. Nawet Kagami się poddał, gdy przegrywał ze mną w meczu na Winter Cup. Tetsu się załamał, gdy zatrzymałem jego podania, a reszta Seirin miała łzy w oczach, gdy schodziła z boiska. Murasakibara był dla mnie wyzwaniem, ale nawet jego pokonałem. Gdy upadł na podłogę, jego drużyna stała zszokowana i tylko patrzyła jak zdobywam zwycięski kosz. Gdzie tu jest przyjemność w takiej grze?
 Kiedy wychodziłem z hali sportowej, zobaczyłem smutne spojrzenie Tetsu i ludzi, którzy wskazywali moją osobę. Słyszałem ciche pomruki, ale jedno słowo byłem w stanie wyłapać.
 Potwór.
 Tak, ja, Aomine Daiki, jestem potworem. I już się z tym pogodziłem.

_________________________________________________________________________________

   


wtorek, 11 października 2016

Przymusowe czekanie

Ohayo :3

Dziś mam dla was małą miniaturkę ^^ Na ten pomysł wpadłam w szkole ;P
Właściwie to nie było pisane na żaden paring, ale możecie z tego zrobić AoKise :D
Może niedługo jeszcze coś się pojawi, ale nie obiecuję xD

Już mam 30000 wyświetleń bloga, za co serdecznie wam dziękuję!!! ^^ <3

Miłego dnia! :3 ;*

_________________________________________________________________________________



   Gapiłem się w ścianę od dobrych kilkunastu minut. Stukałem palcem w kolano i ze zniecierpliwienia zagryzałem wargi. Moja irytacja wzrastała z każdą sekundą, a ja czułem, że jeśli niedługo stąd nie wyjdę, to całe pomieszczenie wyleci w powietrze. Zaczynało mi się robić gorąco, pot pojawiał się na moich udach i czole, a temperatura panując w mieszkaniu wcale mi nie pomagała.
 Westchnąłem cicho, mając ochotę wyrwać sobie włosy z głowy. Kise miał tylko na chwilę pójść do sklepu, a minęło już prawie pół godziny! Ile można robić zakupy?!
 Z nudów zacząłem wspominać swój ostatni mecz z Seirin. Przyznaję przed samym sobą, że popełniłem błąd – nie doceniłem ich. Wprawdzie w jeden na jednego Kagami nie miałby ze mną najmniejszych szans, ale na Winter Cup nie grałem tak, jak powinienem. Oni grali drużynowo, a ja sam. Dopiero tak żenująca przegrana uświadomiła mi, że przez ten czas się myliłem – nie nienawidziłem kosza, tylko cały czas go kochałem. To uczucie było przyćmione bezradnością i pychą, a także nazywaniem siebie potworem.
 Potwór.
 Wszędzie słyszałem to słowo, nawet na lekcjach W-Fu w szkole. A o meczach ligi to już nie wspomnę – tam to określenie padało co najmniej kilka razy w ciągu czterech kwart. Miałem dość. Każdy by się po pewnym czasie poddał i stwierdził, że jest najlepszy, nie do pokonania…
 A jednak się pomyliłem. Nie pokonała mnie jedna osoba, ale cała drużyna. Myślałem, że Kagami będzie chciał się ze mną zmierzyć indywidualnie, a tymczasem on współpracował ze swoimi kolegami. Zrobił coś, co ja robiłem do drugiej gimnazjum. Później zacząłem być indywidualnym graczem, ale to i tak mnie nie zatrzymywało. Stawałem się coraz silniejszy, a przytłaczające uczucie pustki i bezradności wzrastało.
 Zacisnąłem pięść, przypominając sobie ostatnią sekundę meczu, kiedy Kagami złapał piłkę i wpakował ją do kosza. Że też wtedy tego nie złapałem! A mogłem! Ta czterobrwiowa małpa miała po prostu farta. Stanęła we właściwym miejscu i tyle.
 Nie powiem, że nie czułem się potem dziwnie. To było uczucie, którego nawet nie umiem opisać. Z jednej strony smutek i bezradność, ale z drugiej pewnego rodzaju ulga i motywacja. Teraz wiem, że muszę grać drużynowo, by pokonywać inne drużyny. I właśnie ta gra drużynowa da mi szczęście, które już jakiś czas temu zgubiłem.
 Uśmiechnąłem się do siebie lekko i rozluźniłem pięść. Tetsu, powinienem ci podziękować. Ty cholerny spryciarzu, osiągnąłeś swój cel. Nie dość, że wygrałeś ze mną, to i z resztą Pokolenia Cudów. Nawet Akashi nie dał ci rady. Kluczem waszego zwycięstwa nie była siła, ale współpraca, gra drużynowa oraz spryt.
 Ksk, zazdroszczę wam. Macie coś, czego mojej drużynie brakuje. Jednak jeśli zacznę z nimi grać, wszystko się może zmienić. Na następnych zawodach Touou pokaże swoją prawdziwą siłę! I siłę swojego asa! Wygramy.
 Już się nie mogę doczekać kolejnego pojedynku, Tetsu.
 Siedziałem tak ponad półgodziny, a ta ciota jeszcze nie zdążyła wrócić. Przysięgam, że go zabiję, jak tylko będę mógł wstać. Gdy tylko opuszczę to pomieszczenie, Kise poczuje mój gniew.
 Usłyszałem dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach.
 - Jestem! – Krzyknął Ryouta.
 - Kurwa, ty się tak nie ciesz, tylko daj mi wreszcie ten papier toaletowy! – Walnąłem pięścią w drzwi łazienki.
 Nigdy więcej nie pójdę do kibla, nie upewniając się wcześniej, czy nie ma tam papieru. Nigdy.

 _________________________________________________________________________________


                      




piątek, 7 października 2016

Gomene ;_;

Hej...
Wiem, że długo tu już nic nie wstawiałam, ale ostatnio mam naprawdę mało czasu na pisanie :/ Też nad tym ubolewam :C
,,Kryminalistka" stoi...
,,Zemsta" stoi...
,,Gra" jedynie rozpoczęta..
,,Wariatkowo" nic..
MidoTaka jest  w trakcie pisania ;) Jedna z dwóch rzeczy, które chwilowo nie stoją w miejscu ;P
Tą drugą rzeczą jest to nowe opko, o którym kiedyś mówiłam - ,,Głośna miłość". Nie chciałam tego wstawiać, na razie są gotowe 3 rozdziały, ale jeśli chcecie chociaż to przeczytać, to powiedzcie, mogę wstawić ;)
Postaram się niedługo skończyć MidoTakę - może nawet w ten weekend, ale niczego nie obiecuję...
I ruszyć dalej ,,Grę" - przydałoby się to w końcu wstawić ;P
Nie wiem, kiedy wstawię ,,Wygraną" bądź ,,Kryminalistkę" :/ Sądząc po czasie, w jakim cokolwiek teraz piszę, to trochę długo mi się z tym zejdzie...

Naprawdę przepraszam ;_; Zwyczajnie się ze wszystkim nie wyrabiam. Jednak nie zamierzam odchodzić, spokojnie ;) Będę was jeszcze długo męczyć z tymi opowiadaniami ;P

A teraz życzę miłego weekendu!!! <3 ;*



A tutaj macie trochę śmieszniejszych obrazków w ramach przeprosin ^^" ;P










wtorek, 20 września 2016

Światło i cień

Ohayo! :D
Wiem, że czekacie na coś innego, ale w ostatnim czasie nie ruszyłam ani ,,Kryminalistki" , ani ,,Wygranej" :/ Brak czasu, szkoła itd...
Ale za to napisałam tę oto miniaturkę ^^ Właściwie to nie jest nawet AoKuro, ale jak ktoś chce, to może to tak potraktować ;P Po prostu napisałam coś z perspektywy Ao, a wyszło jak wyszło xD :D
Dawno nie było tu żadnej miniaturki, więc wstawiam tę :3

Pisałam tu kiedyś o nowej serii ,,Głośna miłość"... Jednak na razie nie będę jej jeszcze wstawiać. Na razie pracuję nad shotem ,,Gra" i Wariatkowem :D Chociaż sądząc po moim tempie pisania, pierwsza pojawi się ,,Gra" xD :D uprzedzam, że Akashi będzie tam niezłym psycholem xD

A teraz zapraszam na tego poniższego cośka :D ;*

_________________________________________________________________________________


Od pewnego czasu zastanawiam się, kto tu był dla kogo cieniem. Wprawdzie to ja dałem ci wiarę i sprawiłem, że w siebie uwierzyłeś, ale potem ty uratowałeś mnie. Gdyby nie tamten mecz, prawdopodobnie rzuciłbym kosza. Wygrałeś. Pokazałeś mi swoją siłę. Udowodniłeś, że w prawdziwą koszykówkę gra się z przyjaciółmi, nie samemu. Popełniłem tak wielki błąd… Wystawiłem cię. Przeze mnie cierpiałeś. Przeze mnie znów chciałeś odejść z drużyny. Przeze mnie myślałeś o rzuceniu kosza. To wszystko moja wina. Zawiodłem.
 Jednak mimo tego ty wyciągnąłeś do mnie rękę i ponownie chciałeś przybić ze mną żółwika. Powiedziałeś, że nadal jestem twoim światłem. Pierwszym światłem. Nawet nie wiesz, jaką poczułem wtedy ulgę! Pomimo że cię odrzuciłem i wyśmiewałem się z twojej drużyny, ty nie chciałeś o mnie zapomnieć. Walczyłeś o to, bym nie zrezygnował z kosza. I wygrałeś. Dopiąłeś swego. Dzięki tobie znów biegam po boisku z pasją i znacznie częściej się uśmiecham. A co najważniejsze – gram ze swoją drużyną.
 Teraz jestem pewien, że kocham koszykówkę.
 Zjednoczyłeś naszą dawną drużynę z gimnazjum. Znów się spotykamy, gramy mecze, a między nami nie ma tego napięcia, co kiedyś. Rozmawiamy na luzie, nie kłócimy się… Nawet Akashiego udało ci się przywrócić do normalności! Naprawdę jesteś niezwykły. Pogodziłeś nas.
 To wszystko twoja zasługa. Niby jesteś taki drobny i słaby fizycznie, ale twoją siłą nie są mięśnie, tylko rozum i miłość do koszykówki. Jako jedyny miałeś rację. Czy to właśnie ty nie byłeś przez ten czas najsilniejszy? Nie poddawałeś się, nie wywyższałeś… Szedłeś dalej przed siebie, aż w końcu osiągnąłeś cel.
 Chyba nigdy nie przestaniesz mnie zaskakiwać.

 Przepraszam, Tetsu. Tak mi głupio, że cię zostawiłem. Żałuję, że nie jestem już jedyną osobą, która może być twoim światłem. Obiecuję jednak, że zawsze nim będę – możesz na mnie liczyć, nie zawiodę. Proszę cię tylko o jedno – bądź moim cieniem.

_________________________________________________________________________________






niedziela, 11 września 2016

Zemsta (cz.6)

Yo! :D
Postanowiłam się sprężyć i skończyć w ten weekend kolejną część ,,Zemsty"! :D Cieszycie się? Ja tak ^^
Wiem, że sporo z was czeka na dalszy ciąg, ale myślę, że teraz ogólnie będę wstawiać opowiadania rzadziej :/
Jak już mówiłam - szkoła. Też mi się ta wizja  nie za bardzo podoba, ale mówi się trudno i płynie się dalej, płynie się dalej! :D
Na razie daję wam tu dawkę AoKisów i życzę przy okazji miłych snów ;)
Dobraaaanoooc! :D ;*

_________________________________________________________________________________


     Kiedy wszedłem do jego sypialni, byłem przekonany, że śpi. W końcu o ósmej rano w sobotę większość osób śpi. Ale on siedział na swoim łóżku i patrzył w okno, a na twarzy miał jeszcze mokre ślady po łzach.
 Płakał.
 Znowu.
 Odwrócił się w moją stronę, a gdy mnie zobaczył, przetarł szybko oczy ręką i odwrócił wzrok, jakby zawstydzony tym, że znalazłem go w takim stanie.
 - Nie masz się czego wstydzić. – Usiadłem obok niego. – Nie dziwię ci się.
 - Aominecchi… - zaczął i spojrzał na mnie z prawdziwym, głębokim bólem w oczach. Poczułem, jak coś mnie ściska w klatce piersiowej. Kurwa! Co jest ze mną ostatnio nie tak?! Nie dość, że moja empatia w jakiś sposób gwałtownie wzrosła, to jeszcze to… Nie gap się tak na mnie, bo oszaleję! – Został mi tylko jeden dzień… - szepnął, a w jego oczach zaczęły się zbierać łzy. Znowu będzie płakał?! Co ja jestem, pocieszycielka jakaś, żeby go ciągle poklepywać po ramieniu i mówić, że będzie dobrze?!  - Jeśli policjanci czegoś nie wymyślą…
 - Jeśli się zaraz nie zamkniesz, to ja cię zgwałcę! – Spojrzałem na niego twardo, a on posłał mi zdziwione, nieco przestraszone spojrzenie. – Jak będziesz ciągle narzekał na swój los i bał się tego zjeba, to nigdy się od tego nie uwolnisz! Jesteś chłop czy baba? – To pytanie pozostawmy bez odpowiedzi, bo co do jego płci są wątpliwości. Niby ma penisa, ale zachowaniem przypomina dziewczynę. A może to obojnak? – Weź się wreszcie w garść i przestań się nad sobą użalać, bo całe życie będziesz żył w strachu, że ten skurwiel powróci i znów ci się dobierze do tyłka. Zaufaj też innym, w końcu masz przyjaciół, nie? I nie becz więcej. – Poczochrałem go po włosach i wyszedłem z jego pokoju, sam nie wierząc w to, co powiedziałem.
 Co się ze mną stało? Gdzie moja arogancja? Gdzie gburowatość i ignorancja? Oj, źle ze mną. Lekarza! Długo tak nie pożyję. Jakoś nigdy nie mówiłem o tym, że jest moim  przyjacielem – to było oczywiste, choćby ze względu na fakt, że często razem graliśmy, śmialiśmy się, czy po prostu rozmawialiśmy. A teraz powiedziałem to na głos… Ta ciota źle na mnie działa. Przez nią staję się bardziej empatyczny i mniej męski. Jeszcze trochę, a zacznę oglądać jakieś chore romansidła! Aż mi się niedobrze zrobiło…
 Poszedłem do kuchni, by przygotować nam jakieś śniadanie. Zdecydowałem się na jajecznicę z parówką. Akurat kiedy skończyłem ją przygotowywać, Kise zszedł na dół, już ubrany. A myślałem, że będę czekał na niego co najmniej pół godziny. Zaskoczył mnie.
 - O, jajecznica! – Uśmiechnął się lekko i usiadł przy stole, biorąc do ręki pałeczki. – Nie wiedziałem, że potrafisz ją robić.
 - Nie wiesz o mnie jeszcze wielu rzeczy – odparłem, nakładając nam porcje. Moja była dwa razy większa od jego.
 Kiedy skończyliśmy jeść, chciałem wziąć nasze talerze, ale uprzedził mnie.
 - Ja zmyję – powiedział tylko, po czym podszedł do zlewu.
 - W porządku? – spytałem, bacznie go obserwując.
 - Przez ten czas naprawdę wiele dla mnie zrobiłeś. – Ryouta wylał na naczynia odrobinę płynu. – Prawdopodobnie i tak nigdy ci się za to nie odwdzięczę, więc przynajmniej będę ci pomagał w obowiązkach domowych.
 - A jak twój tyłek?
- Już praktycznie nie boli. – Uśmiechnął się lekko. – Tylko czasem, gdy zbyt gwałtownie się ruszę.
 Skinąłem głową, po czym podszedłem do szafki, by wyjąć sobie kubek.
 - Wody? – Zaproponowałem, a Kise potwierdził.
 Nalałem nam cieczy do szklanek, a potem mu jedną z nich podałem. Przez kilka minut siedzieliśmy w kompletnej ciszy. Żaden z nas się nie odzywał. Za każdym razem, gdy wyczuwałem, że Kise się na mnie patrzy, podnosiłem głowę, ale on wtedy odwracał wzrok i zagryzał lekko wargi. Chce coś powiedzieć. Coś ważnego.
 - Kise – zacząłem. Widziałem, że się trochę spiął, ale zaraz zaczął udawać, że wszystko jest w porządku. Sztucznie się do mnie uśmiechnął, a w jego oczach nie było takiego radosnego błysku co zazwyczaj. W ogóle po tym ostatnim zdarzeniu prawie w ogóle się nie uśmiecha. Nie dziwię mu się, bo nikomu nie byłoby do śmiechu. – Nie udawaj.
 - He? – Chyba się lekko zdziwił, ale po chwili westchnął cicho i zakrył dłońmi oczy. – Jestem beznadziejny. Nawet nie umiałem mu przyłożyć.
 - Bo cię wziął z zaskoczenia.
 - Ale zanim mnie związał, mogłem coś zrobić… Mogłem chociaż zacząć krzyczeć. – Jego głos był cichszy. – A ja nic nie zrobiłem. Pozwoliłem, by potraktował mnie jak jakąś…
 Nie dokończył, gdy poczuł moją rękę na swoich włosach. Spojrzał na mnie zdziwiony, ale dzięki temu się uspokoił.
 - Mówiłem, że masz nie beczeć. – Cały czas patrzyłem mu w oczy. – To nie była twoja wina.
Chciałem zabrać swoją rękę, ale nagle przytrzymał mnie za nadgarstek. Mocno zdziwiłem się jego zachowaniem, a mój szok sięgnął maksimum, gdy zobaczyłem na twarzy Kise prawdziwy, lekki uśmiech.
 - Dziękuję, Aominecchi – szepnął, po czym zabrał swoją dłoń.
 Czułem, że moje serce gwałtownie przyspiesza. Czas się dla mnie zatrzymał, zapomniałem, jak się oddycha, a na dodatek zaczynałem się pocić. Patrzyłem w oczy Kise i nie mogłem oderwać od niego wzroku. Nawet nie zabrałem swojej ręki. Siedziałem naprzeciwko niego i gapiłem się w jego piękne tęczówki. Kurwa, wymsknęło mi się! Miało być… No piękne są. Nigdy nie widziałem piękniejszych oczu (wyjątkiem są moje!), a te długie rzęsy tylko dają doskonały, mocno pedalski efekt. Na dodatek te wąskie, kobieco wyglądające usta i gładka skóra… Nic, tylko się zako… Znaczy chronić go. Tak. Dokładnie. Chronić przed Haizakim.
 Nie wiem, po ilu sekundach bądź minutach zabrałem swoją rękę, ale gdy to już zrobiłem, czułem się zażenowany. Miałem też wrażenie, że Kise w duchu się ze mnie śmieje. A może do mnie? Sam już nie wiem. Wszystko mi się miesza! Przy robieniu śniadania pomyliłem cukier z solą, przez co musiałem smażyć jajka jeszcze raz, rano chciałem umyć włosy dezodorantem, a jeszcze wcześniej prawie umyłem zęby mydłem. A to wszystko przez tego pięknisia, który gapi się na mnie od kilku minut, a ja nie umiem przerwać otaczającej nas ciszy! Co jest ze mną bądź z nim nie tak?! Który z nas jest większym wariatem?!
 Westchnąłem cicho i podrapałem się po włosach.
 - Nie musisz mi dziękować – burknąłem.
 - Owszem, muszę! – Ożywił się nagle. – I tak nie wiem, jak ci się odwdzięczę, ale nie wybaczyłbym sobie, gdybym nie powiedział chociaż zwykłego ,,Dziękuję”.
 - Rany… - Zawstydza mnie! Robi to specjalnie, bo wie, że robię się wtedy onieśmielony! – Podziękujesz mi jak już będzie po wszystkim. Na razie wszystko się może jeszcze wydarzyć.
 - Ale gdyby nie ty, to byłoby ze mną gorzej. – Po raz kolejny tego dnia posłał mi lekki, ale za to szczery uśmiech.
 Odwróciłem głowę, chcąc uniknąć jego intensywnego spojrzenia, ale i tak czułem na sobie przeszywający wzrok jego tęczówek. Nie dość, że ma dziwny kolor oczu, to jeszcze mnie nim prześladuje! Skandal! Jak już Haizaki wyląduje w pierdlu bądź jakimś zakładzie dla psychicznie obłąkanych, to pozwę Kise do sądu i oskarżę go o molestowanie wzrokowe. Jeśli nie ma czegoś takiego, to właśnie zostałem twórcą nowego przestępstwa. Dziękujcie, narody, Aomine Daiki znów okazał swą zajebistość!
 - Aominecchi… - zaczął model. – Jak myślisz, o której policjanci przyjdą?
 - Pewnie niedługo. – Westchnąłem, po czym się przeciągnąłem. Bycie takim ciągłym ochroniarzem jest naprawdę męczące. W dodatku boję się zostawiać Kise samego, bo jeśli Haizaki włamałby się do domu, ogłuszając wcześniej policjanta, to mógłbym nie zdążyć na czas. A na dodatek ta blond piękność… znaczy ciota, nie pozbierałaby się psychicznie po drugim gwałcie. Pewnie by go wywieźli do jakiegoś psychiatryka, na co nigdy nie pozwolę! Kise zostanie w swoim domu i nikt go stąd nie wyniesie! No chyba że ja, ale to inna sprawa.
 Siedzieliśmy w ciszy, od czasu do czasu popijając wodę. Nagle usłyszeliśmy dźwięk dzwonka do drzwi. Oboje wstaliśmy od stołu i poszliśmy do holu, by wpuścić przybyszów. Policjanci kulturalnie się przywitali, zdjęli czapki z głów, a następnie weszli za nami do salonu. Zaproponowałem ich herbaty, ale odmówili. Obrzuciłem ich dyskretnie wzrokiem. Pierwszym z nich był ten sam starszy glina, który był u nas za pierwszym razem. Rudego też już widzieliśmy, za to pierwszy raz zobaczyłem z nimi czarnowłosą policjantkę. O matko! Takie zgrabne ciało, krągłości tam gdzie trzeba i…
 - Mamy pomysł, jak uniknąć kompromitacji ciebie – odezwał się staruszek i poprawił poduszkę za swoimi plecami. Kise pochylił się lekko do przodu, by niczego nie przegapić, a ja zacząłem dyskretnie obserwować każdy ruch młodej policjantki. Gdyby taka dziewczyna była u mnie w szkole, to już dawno bym się nią w odpowiedni sposób zajął. Jednak na moje nieszczęście jest policjantką, w dodatku starszą ode mnie, więc raczej nie wypada jej zapytać o szybki numerek. Poza tym Kise raczej by się to nie spodobało.
 Tfu! Co mnie obchodzi jego zdanie?! Nie powinienem się tym interesować, tak samo jak on nie ma prawa ingerować w moje życie seksualne. Jak jest tego ciekawy, to niech mi sam do łóżka… A może lepiej nie. Jeszcze bym miał po tym depresję. Ludzie, zrobiłbym z siebie geja! Co by wtedy było z tymi wszystkimi cyckami? Albo z piękną policjantką, która zapewne potrzebuje odrobiny rozluźnienia po pracy?
 - …necchi. – Wydawało mi się, że coś usłyszałem. - …minecchi! Aominecchi! – Kise praktycznie krzyknął mi do ucha, a mnie aż głowa zabolała.
 - Kretynie! – Złapałem się za potylicę. – Po cholerę się tak wydzierasz?!
 - Bo nie słuchasz, a policjanci chcą omówić z nami swój pomysł. – Kise zrobił nadąsaną minę, a ja dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że jest strasznie blisko mnie. Za blisko. Za blisko!
 Nie, wcale nie. A może jednak? Odsuń się! Nie… Chodź bliżej!
 Miałem totalny mętlik w głowie. Z jednej strony chciałem go przytulić, z drugiej odepchnąć na drugi koniec kanapy. I weź tu się, kurwa, skup na przybyłych policjantach!
 - Już, już. – Usadowiłem się wygodniej, a cichym chrząknięciem chciałem ukryć swoje podenerwowanie.
 Czym się denerwujesz, idioto? To tylko Kise!
 No właśnie… Czy aby na pewno ,,tylko Kise”? Bo jeśli…
 Wróć! O niczym nie myślałem, nic nie mówiłem.
 - A więc… - Policjant wyjął z teczki jakieś papiery. Nie zaczyna się zdania od ,,a więc”, idioto! Nawet ja to wiem. Co za wykształcenie…  - Nasz informatyk wrzuci do sieci przerobione zdjęcie związanego Kise. – Zdębiałem. Przecież właśnie tego staramy się uniknąć!
 - Zaraz, zaraz! – Chciałem zaprotestować, ale uciszył mnie gestem ręki.
 - Spokojnie, już wyjaśniam. – Zerknąłem na lekko pobladłego Kise. Model mimo to dobrze się trzymał i nie wyglądało na to, by miał zemdleć lub zwymiotować mi na spodnie. – Dodamy inne tło, by nie wyglądało na to z łazienki, a dodatkowo zmienimy lekko kolor ubrania. Pewnie i tak jest masa podobnych zdjęć w Internecie, więc nikt się nie zorientuje, że to jest prawdziwe. Gdy Haizaki będzie chciał wstawić swoje, to nie będzie żadna nowość. Każdy pomyśli, że to przeróbka tego pierwszego.
 Genialne. Czemu sam na to nie wpadłem?
 Bo zamartwiałeś się o Kise.
 Nie. Wcale nie. Nie zamartwiałem się. Jedynie myślałem o ty, co by się stało, gdyby…
 Czyli się zamartwiałeś.
 Pięknie. Kłóciłem się ze swoim sumieniem, które jak na złość mówiło to, czego nie chciałem usłyszeć. A może po prostu się tego bałem? Może nie chciałem tego słuchać, bo bałem się, że to prawda? I że naprawdę boję się o tę blond ciotę? Owszem, zawsze był delikatny i potrafił piszczeć na widok zwykłej dżdżownicy, ale obecna sytuacja to zupełnie co innego. Teraz wiem, że on naprawdę potrzebuje wsparcia w postaci osoby, która po prostu przy nim będzie siedzieć, rozmawiać z nim i samą obecnością sprawiać, że będzie się czuł bezpiecznie. Tylko czemu padło akurat na mnie? Ma kolegów z drużyny, a jego Kasamatsu wydaje się naprawdę rozważny. Ostry, ale mimo to godny zaufania. Tetsu też mógłby przy nim posiedzieć – Kise zawsze go podziwiał i wszędzie za nim łaził.
 No ok… Nie zawsze.
 Już od jakiegoś czasu wolał spędzać czas ze mną, wyzywał mnie znacznie częściej na one-on-one i czasem przygryzał wargę, zupełnie jakby chciał coś powiedzieć, ale się wstydził. A może on naprawdę odczuwał potrzebę wyżalenia się komuś z czegoś? Tylko dlaczego znów wybrał mnie? Jest masa osób, które potrafią słuchać i doradzać lepiej ode mnie. To jedna z rzeczy, w których jestem naprawdę słaby. Tak, przyznałem się do tego. Możecie sobie ten dzień zapisać w kalendarzu. Pozwalam.
 W sumie gdy tak teraz o tym wszystkim myślę, to Kise ostatnio spędzał ze mną naprawdę dużo czasu. Gadał ciągle o sesjach, w których musiał uczestniczyć, a ja tylko szedłem obok niego i udawałem, że słucham. Myślę, że i tak domyślał się, że go ignorowałem, ale mimo to nie przestawał paplać. Zupełnie jakby po prostu chciał ze mną łazić po mieście. Nie przejmował się moją obojętnością lub rosnącą irytacją. Od czasu do czasu się z czegoś śmiał, ale nawet nie zwracałem na to uwagi. Mam wrażenie, że czasem był przez to nieco zawiedziony, jednak nikt przecież nie kazał mu za mną iść.
 Spojrzałem dyskretnie na Kise i zadawałem sobie w myślach jedno pytanie: ,,Dlaczego ja?”
 - Zgadzam się – odezwał się nagle model, a ja dopiero po chwili przypomniałem sobie o pomyśle policjantów. Coś się ze mną dzieje niedobrego… Żeby stracić kontakt z rzeczywistością przez myślenie o Kise? Dobry żart. Szkoda tylko, że zaczyna się to dziać na poważnie…
 - Dobrze. – Starszy policjant poprawił swoją czapkę. – Zdjęcie pojawi się w ciągu dwóch godzin na kilku stronach internetowych. Na każdej będziesz miał inny kolor ubrania, tło też będzie się różnić od poprzedniego. – Skierował się w stronę wyjścia. – A! – Odwrócił się w naszą stronę. – Gdyby Haizaki dał o sobie jakikolwiek znak, natychmiast do nas zadzwońcie. I nie odbierajcie telefonów od niego.
 Wyszedł, a wraz z nim zniknęli jego wspólnicy. Kise odetchnął cicho i spojrzał na mnie z nadzieją.
 - Myślisz, że teraz będzie już dobrze?
 - Nie wiem. – Oparłem się o kanapę. – Miejmy nadzieję, że tak.
 Włożyłem ręce pod głowę i zamknąłem oczy. Wiedziałem, że Kise nadal siedzi obok mnie. Słyszałem jego ciche prośby nawiązania rozmowy, ale nie odzywałem się. Nawet nie wiedziałem, co miałbym mu powiedzieć. Znów miałbym go ignorować i udawać, że słucham tego, co do mnie mówi? Nie mam pojęcia czemu, ale teraz czuję, że gdybym się tak teraz wobec niego zachowywał, żałowałbym tego. Już żałuję, że wcześniej z nim nie gadałem.
 Poczułem obok siebie ruch, więc domyśliłem się, że wstał z kanapy. Usłyszałem kroki, więc otworzyłem oczy. Kise kierował się w stronę schodów. Sam nie wiem kiedy, ale z moich ust wydobyło się jedno pytanie:
 - Dlaczego akurat ja?
 Kise odwrócił się, zaskoczony odzewem z mojej strony, ale po chwili lekko się uśmiechnął.
 - Bo to właśnie ty – odpowiedział i zniknął za ścianą.
 To żeś mi pomógł, Kise…


PS. PROSZĘ NIE MIEĆ ŻADNYCH SKOJARZEŃ Z PROGRAMEM ,,DLACZEGO JA"! xD Nawet tego nie oglądam ;P

_________________________________________________________________________________