Witojcie wszyscy, którzy tu chociaż od czasu do czasu zaglądacie! :D Na zakończenie tego jakże wspaniałego dnia, mam dla was kolejny rozdział z cyklu Akina x Aomine :D W ten zimny i ciemny wieczór może to opowiadanie was trochę ociepli i rozjaśni wam zbliżającą się noc :) (Boże, no prawie jak jakaś poezja XD)
___________________________________________________________________________________
___________________________________________________________________________________
~Aomine~
Za jakie grzechy, ja się pytam?! Kto to
słyszał, bym robił za niańkę?! Isao i Mito to było zupełnie co innego! A ten
bachor ma pięć lat! Kolejne dziecko, które chce, bym go nauczył grać… Wiem, że
jestem najlepszy i w ogóle, ale nie mam zamiaru trenować dzieci! Za dużo z nimi
problemu i ciągle trzeba ich pilnować.
Jakby tego było
mało, po drodze na boisko natknęliśmy się na Kise i Sayakę. Oczywiście blondyn
zaczął od nawijania, że zachowałem się bardzo niekulturalnie w stosunku do
Akiny, ale gdy zobaczył małego, natychmiast stracił zainteresowanie moją zacną
osobą.
- Hej, jestem
Kise – uśmiechnął się przyjaźnie.
Mały najpierw
schował się za moją nogą i zerknął na mnie, a dopiero gdy mu powiedziałem, że
Kise jest niezdarnym przyjacielem wszystkich ludzi na tym świecie, przedstawił
się.
- Czemu
opiekujcie się dzieckiem? – spytała Sayaka, nie odrywając wzroku od chłopca. Co
dziewczyny widzą w małych dzieciach?
Akina jej
wszystko w skrócie opowiedziała, po czym udało nam się uwolnić od modela i jego
wybranki. Doszliśmy wreszcie na boisko. Hyuga usiadła na ławce i zaczęła obserwować
mnie i Shosuke, który wpatrywał się w moją zajebistą osobę jak w obrazek
święty.
- Dobra, mały, patrz uważnie – odezwałem się nagle i
zacząłem kozłować.
Minąłem
chłopca, a po kilku krokach zrobiłem idealny wsad.
- Łał! –
wykrzyknął rozradowany Anzai. – To było niesamowite!
- No wiadomo! –
powiedziałem. – Przecież jestem zajebisty. – spojrzałem na jego szeroki
uśmiech. - Dobra, słuchaj, jak chcesz się nauczyć grać w kosza, to musisz się
przykładać do treningów. Ćwiczenie czyni mistrza, nie? Zapisz się później w
szkole do klubu sportowego, a może kiedyś staniesz się naprawdę wartościowym
zawodnikiem.
Zajął się
rzucaniem, a ja w tym czasie przypomniałem sobie dzień, gdy pierwszy raz
zobaczyłem mecz koszykówki w telewizji. Byłem tym tak zafascynowany, że
następnego dnia mama kupiła mi moją pierwszą piłkę do kosza. Poszedłem z Satsu
na pobliskie boisko, gdzie oddałem swój pierwsze rzut. I od razu był trafny.
Zacząłem naśladować koszykarzy oglądanych w telewizji i błyskawicznie zrobiłem
ogromny postęp. Mama nie mogła się nadziwić mojemu talentowi. Z czasem grałem
ze starszymi od siebie i, ku ich wielkiemu zdziwieniu, wygrywałem. Wtedy też
pojawiły się u mnie pierwsze nieregularne rzuty. W podstawówce zapisałem się do
klubu koszykarskiego, a trener natychmiast dostrzegł mój ogromny talent i
zapisał mnie do pierwszego składu. Byłem asem. Drużyna mi ufała i nigdy się na
mnie nie zawiodła. Raz to nawet przyszedłem na mecz chory, mimo że mama kazała
mi siedzieć w domu. Wygraliśmy, ale w domu dostałem niezły opieprz. Pierwszą
rzeczą, którą zrobiłem po powrocie do zdrowia, było pójście na boisko. Gra
sprawiała mi ogromną przyjemność. Wolny czas poświęcałem koszykówce, oglądałem
mecze i studiowałem plany gry. Usłyszałem o gimnazjum Teiko, gdzie podobno mają
świetną drużynę koszykarską, więc złożyłem wniosek o przyjęcie. Dostałem się i
byłem z tego powodu przeszczęśliwy. Na dodatek Satsuki poszła ze mną. A kiedy
zacząłem grać w tej drużynie, czułem, jak rosnę w siłę. Wszystko układało się
wspaniale. Aż do teraz. Wprawdzie nadal gram, ale to nie sprawia mi już
przyjemności. Nudzi mnie. Do nikogo nie podaję, bo nie ma takiej potrzeby.
Przeciwnicy właściwie sami robią mi drogę pod kosz. Nie muszę się nawet
wysilać, by ich mijać. Czy takie coś można nazwać grą? Czy z czegoś takiego
można czerpać przyjemność? Nie. I właśnie to jest problemem. Coś, co kochałem,
zaczyna mnie nudzić. Jestem niepokonany, ale wcale się z tego nie cieszę.
Pragnę silnego przeciwnika, przy którym musiałbym się naprawdę wysilić. Czy
proszę o tak wiele?
- Aomine,
dlaczego spudłowałem? – zapytał Anzai, gdy piłka po raz kolejny nie wpadła do
kosza.
Podszedłem do
chłopca i podniosłem go.
- Rzuć.
Rzucił. I
trafił. Nim zdążyłem go postawić, objął mnie mocno za szyję i szczerze się
zaśmiał. Czułem się… dziwnie. Dzieci mnie raczej nie przytulały, a ten brzdąc
zrobił to po pół godzinie naszej znajomości. Czemu przyciągam dzieci, które
chcą się nauczyć grać? A, no tak. Jestem przecież zajebisty.
- Emm… Mały,
możesz mnie już puścić? – spytałem szeptem.
Shosuke
zeskoczył zgrabnie na ziemię i wziął piłkę do ręki, po czym rzucił do kosza.
- Aomine, czemu
tym razem nie wleciała? – miał pretensje w głosie.
- A spróbuj
skoczyć przy rzucie.
Kiedy skoczył,
piłka doleciała na wysokość kosza, ale do niego nie wpadła. Anzai westchnął, po
czym uważnie na mnie spojrzał.
- Musisz
poćwiczyć mocniejsze rzuty – powiedziałem. – Jeśli piłka będzie dolatywać do
kosza, zwiększy się twoja szansa na trafienie. Na razie skup się na takich
rzutach, by piłka uderzyła w tarczę za koszem.
Kiwnął
energicznie głową, po czym zabrał się za ćwiczenia. Ja w tym czasie usiadłem
koło Akiny.
- Ładnie przy
nim wyglądasz – odezwała się nagle i szeroko się uśmiechnęła.
- A bez niego
to już nie? – spytałem, udając obrażonego.
- Nie.
- Ty wredna,
mała…!
Nie dokończyłem, bo mnie pocałowała. Mogłaby to robić
o wiele częściej.
- Fuj! –
usłyszeliśmy krzyk chłopca, więc oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy na
niego rozbawieni.
- Co ,,fuj”? –
spytałem ze śmiechem. – Też będziesz miał kiedyś dziewczynę.
- Ale to
kiedyś. Teraz całowanie jest ble… - pokręcił głową, po czym wrócił do ćwiczeń.
- Dzieci są
słodkie – Akina patrzyła na niego z uwagą. Chyba jej się włączył instynkt
macierzyński, bo nie spuszczała Anzaia z oczu. Może właśnie dlatego kobiety
mają lepszą ręką do wychowywania dzieci…?
- To na czym stanęło, hm? – przysunąłem się
bliżej, ale zamiast całusa, dostałem sójkę w bok. – Ał! Za co?!
- Żeby cię
przypadkiem nie poniosło – mrugnęła do mnie, po czym znów zaczęła patrzeć na chłopca.
Już ja się jej kiedyś odwdzięczę, słowo daję.
Wracaliśmy na
plac, na którym poznaliśmy Shosuke. Hm.. Właściwie to wyglądało tak: Akina szła
przyklejona do mojego ramienia, a ja niosłem Anzaia na barana, bo chłopiec
stwierdził, że jest zmęczony po treningu. Prawdziwy facet nie wymięka! Jak
kiedyś się spotkamy, to dam mu porządny trening.
- Ale było z
wami fajnie! – wykrzyknął nagle Shosuke, mocniej obejmując mnie za szyję. –
Jakbym miał starsze rodzeństwo! Wiesz, Aomine, zawsze chciałem mieć starszego
brata, który by mnie uczył grać w kosza. Jesteś mega fajny!
Przytulił się do moich pleców, a mnie ogarnęło dziwne
ciepło i poczucie, że muszę chronić tego chłopca. Jestem dla niego jak brat? W
dzieciństwie zastanawiałem się, jak to jest mieć młodsze rodzeństwo, ale jestem
jedynakiem. Mam traktować takiego bachora jak własnego brata? Przecież ja w
ogóle dzieciaka nie znam!
- Zawsze możesz
poprosić tatę, by z tobą zagrał – odpowiedziałem i nagle poczułem, jak coś
mokrego moczy moją szyję. – Ej, mały, co się stało? – zapytałem z niepokojem. O
Boże, ja mam coś takiego jak empatia?!
- M-Mój tata… -
załkał. Akina podała mu chusteczkę higieniczną, a on natychmiast wysmarkał nos.
Szkoda tylko, że na moich plecach... – On… On nie zachowuje się j-j-jak
p-prawdziwy t-tata… - mocniej mnie objął. Cudem będzie, jeśli to dziecko mnie
dziś nie udusi. – On… bije czasem mamę, wraca p-pijany… krzyczy na n-nas… Od
początku mnie nie chciał i… i… wiele razy już to powtarzał…
Poczułem
kolejne mokre krople na swojej szyi. Oby to były tylko łzy…
Zrobiło mi się
go żal. Zerknąłem na Akinę, która szła obok mnie w milczeniu i zacisnęła wargi.
One go pewnie rozumie. Ech, wypadałoby chyba coś powiedzieć, nie? Nigdy nie
byłem za dobry w pocieszaniu innych, ale… oni tego pocieszenia potrzebują.
Muszę tylko wysilić trochę swoją mózgownicę, może na coś wpadnę…
I nie wpadłem.
Nic nie powiedziałem. Zrobiłem za to co innego. Shosuke wziąłem na ręce tak, by
był przede mną, a Akinę chwyciłem za dłoń. Oboje się na mnie spojrzeli, a
chwilę później na ich twarzach pojawiły się szerokie uśmiechy. Moja zajebistość
znów dała o sobie znak. Wprawdzie nie wypowiedziałem żadnego słowa, ale i tak
poprawił im się humor.
- Dziękuję –
szepnęła Akina i mocniej chwyciła moją dłoń.
Mimowolnie się
uśmiechnąłem. Mówiłem już, że lubię, gdy się uśmiecha? Jak mówiłem to trudno.
Powtórzę się. Kocham jej uśmiech i nie lubię, kiedy chodzi przygnębiona. Sam
się wtedy dziwnie i głupio czuję. Wolę słyszeć jej śmiech i radosne
trajkotanie.
- Jesteś
najlepszy – Anzai się do mnie przytulił.
Pewnie, że
jestem! Dopiero teraz to sobie uświadomił? W sumie to on nie jest aż taki zły…
Nawet go polubiłem. Tylko czemu dzieciaki tam do mnie ostatnio ciągnie?
- Och,
jesteście! – zawołała radośnie jego matka, idąc w naszą stronę.
Akina szeroko
się do niej uśmiechnęła, po czym powiedziała:
- To naprawdę
była przyjemność. Świetnie się razem bawiliśmy.
Postawiłem chłopca na ziemi, a on natychmiast podbiegł
do mamy i uczepił się jej nogi.
- Mamusiu! –
krzyknął uradowany. – Z nimi było wspaniale! Będę mógł jeszcze kiedyś z nimi
zostać? Mamoooo?
- To zależy od
ich decyzji, słonko – pogłaskała go po głowie. – I od tego, czy będą mieli
czas. Nie zapominaj, że mają też obowiązki szkolne.
- Na pewno
znajdziemy chwilkę – powiedziała Akina, a ja o dziwo przytaknąłem.
Na pożegnanie
Shosuke mocno nas wyściskał, po czym odszedł z mamą, co jakiś czas kozłując
swoją piłkę.
- Fajny ten
mały – odezwałem się nagle, a po chwili uświadomiłem sobie, że wypowiedziałem
te słowa na głos.
- Wiedziałam,
że go polubisz! – zaśmiała się Akina.
Przytuliła się
do mnie, a ja ją objąłem. Znów jest przy mnie… Tak blisko…
- Gdyby tylko
mojej mamy nie było w domu, spałabyś ze mną – pocałowałem ją.
Zaczęliśmy iść
w stronę mojego domu. Zauważyłem na jej policzkach lekkie rumieńce.
- Wiesz… -
zaczęła. – S-Sayaka… Miała iść na noc do Kise, więc…
- Ja śpię dziś
u ciebie – dokończyłem.
- Ale z góry
uprzedzam, że jak się będziesz próbował do mnie dobierać, to wylądujesz na
podwórku!
- Spoko,
uszanuję twoją decyzję – mrugnąłem do niej. – Kiedyś i tak sama do mnie
przyjdziesz – dodałem szeptem tak, by nie usłyszała.
Przyciągnąłem
ją do siebie i usłyszałem jej ciche westchnięcie. Jak ja ją kocham… W życiu bym
nie pomyślał, że jedna dziewczyna aż tak zawróci w mojej głowie. Cóż, wyjątki
się zdarzają. A ona jest naprawdę wyjątkowa. I należy tylko do mnie.
~Aomine~
Za jakie grzechy, ja się pytam?! Kto to
słyszał, bym robił za niańkę?! Isao i Mito to było zupełnie co innego! A ten
bachor ma pięć lat! Kolejne dziecko, które chce, bym go nauczył grać… Wiem, że
jestem najlepszy i w ogóle, ale nie mam zamiaru trenować dzieci! Za dużo z nimi
problemu i ciągle trzeba ich pilnować.
Jakby tego było
mało, po drodze na boisko natknęliśmy się na Kise i Sayakę. Oczywiście blondyn
zaczął od nawijania, że zachowałem się bardzo niekulturalnie w stosunku do
Akiny, ale gdy zobaczył małego, natychmiast stracił zainteresowanie moją zacną
osobą.
- Hej, jestem
Kise – uśmiechnął się przyjaźnie.
Mały najpierw
schował się za moją nogą i zerknął na mnie, a dopiero gdy mu powiedziałem, że
Kise jest niezdarnym przyjacielem wszystkich ludzi na tym świecie, przedstawił
się.
- Czemu
opiekujcie się dzieckiem? – spytała Sayaka, nie odrywając wzroku od chłopca. Co
dziewczyny widzą w małych dzieciach?
Akina jej
wszystko w skrócie opowiedziała, po czym udało nam się uwolnić od modela i jego
wybranki. Doszliśmy wreszcie na boisko. Hyuga usiadła na ławce i zaczęła obserwować
mnie i Shosuke, który wpatrywał się w moją zajebistą osobę jak w obrazek
święty.
- Dobra, mały, patrz uważnie – odezwałem się nagle i
zacząłem kozłować.
Minąłem
chłopca, a po kilku krokach zrobiłem idealny wsad.
- Łał! –
wykrzyknął rozradowany Anzai. – To było niesamowite!
- No wiadomo! –
powiedziałem. – Przecież jestem zajebisty. – spojrzałem na jego szeroki
uśmiech. - Dobra, słuchaj, jak chcesz się nauczyć grać w kosza, to musisz się
przykładać do treningów. Ćwiczenie czyni mistrza, nie? Zapisz się później w
szkole do klubu sportowego, a może kiedyś staniesz się naprawdę wartościowym
zawodnikiem.
Zajął się
rzucaniem, a ja w tym czasie przypomniałem sobie dzień, gdy pierwszy raz
zobaczyłem mecz koszykówki w telewizji. Byłem tym tak zafascynowany, że
następnego dnia mama kupiła mi moją pierwszą piłkę do kosza. Poszedłem z Satsu
na pobliskie boisko, gdzie oddałem swój pierwsze rzut. I od razu był trafny.
Zacząłem naśladować koszykarzy oglądanych w telewizji i błyskawicznie zrobiłem
ogromny postęp. Mama nie mogła się nadziwić mojemu talentowi. Z czasem grałem
ze starszymi od siebie i, ku ich wielkiemu zdziwieniu, wygrywałem. Wtedy też
pojawiły się u mnie pierwsze nieregularne rzuty. W podstawówce zapisałem się do
klubu koszykarskiego, a trener natychmiast dostrzegł mój ogromny talent i
zapisał mnie do pierwszego składu. Byłem asem. Drużyna mi ufała i nigdy się na
mnie nie zawiodła. Raz to nawet przyszedłem na mecz chory, mimo że mama kazała mi
siedzieć w domu. Wygraliśmy, ale w domu dostałem niezły opieprz. Pierwszą
rzeczą, którą zrobiłem po powrocie do zdrowia, było pójście na boisko. Gra
sprawiała mi ogromną przyjemność. Wolny czas poświęcałem koszykówce, oglądałem
mecze i studiowałem plany gry. Usłyszałem o gimnazjum Teiko, gdzie podobno mają
świetną drużynę koszykarską, więc złożyłem wniosek o przyjęcie. Dostałem się i
byłem z tego powodu przeszczęśliwy. Na dodatek Satsuki poszła ze mną. A kiedy
zacząłem grać w tej drużynie, czułem, jak rosnę w siłę. Wszystko układało się
wspaniale. Aż do teraz. Wprawdzie nadal gram, ale to nie sprawia mi już
przyjemności. Nudzi mnie. Do nikogo nie podaję, bo nie ma takiej potrzeby.
Przeciwnicy właściwie sami robią mi drogę pod kosz. Nie muszę się nawet wysilać,
by ich mijać. Czy takie coś można nazwać grą? Czy z czegoś takiego można
czerpać przyjemność? Nie. I właśnie to jest problemem. Coś, co kochałem,
zaczyna mnie nudzić. Jestem niepokonany, ale wcale się z tego nie cieszę.
Pragnę silnego przeciwnika, przy którym musiałbym się naprawdę wysilić. Czy
proszę o tak wiele?
- Aomine,
dlaczego spudłowałem? – zapytał Anzai, gdy piłka po raz kolejny nie wpadła do kosza.
Podszedłem do
chłopca i podniosłem go.
- Rzuć.
Rzucił. I
trafił. Nim zdążyłem go postawić, objął mnie mocno za szyję i szczerze się
zaśmiał. Czułem się… dziwnie. Dzieci mnie raczej nie przytulały, a ten brzdąc
zrobił to po pół godzinie naszej znajomości. Czemu przyciągam dzieci, które
chcą się nauczyć grać? A, no tak. Jestem przecież zajebisty.
- Emm… Mały,
możesz mnie już puścić? – spytałem szeptem.
Shosuke
zeskoczył zgrabnie na ziemię i wziął piłkę do ręki, po czym rzucił do kosza.
- Aomine, czemu
tym razem nie wleciała? – miał pretensje w głosie.
- A spróbuj
skoczyć przy rzucie.
Kiedy skoczył,
piłka doleciała na wysokość kosza, ale do niego nie wpadła. Anzai westchnął, po
czym uważnie na mnie spojrzał.
- Musisz
poćwiczyć mocniejsze rzuty – powiedziałem. – Jeśli piłka będzie dolatywać do
kosza, zwiększy się twoja szansa na trafienie. Na razie skup się na takich
rzutach, by piłka uderzyła w tarczę za koszem.
Kiwnął
energicznie głową, po czym zabrał się za ćwiczenia. Ja w tym czasie usiadłem
koło Akiny.
- Ładnie przy
nim wyglądasz – odezwała się nagle i szeroko się uśmiechnęła.
- A bez niego
to już nie? – spytałem, udając obrażonego.
- Nie.
- Ty wredna,
mała…!
Nie dokończyłem, bo mnie pocałowała. Mogłaby to robić
o wiele częściej.
- Fuj! –
usłyszeliśmy krzyk chłopca, więc oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy na
niego rozbawieni.
- Co ,,fuj”? –
spytałem ze śmiechem. – Też będziesz miał kiedyś dziewczynę.
- Ale to
kiedyś. Teraz całowanie jest ble… - pokręcił głową, po czym wrócił do ćwiczeń.
- Dzieci są
słodkie – Akina patrzyła na niego z uwagą. Chyba jej się włączył instynkt
macierzyński, bo nie spuszczała Anzaia z oczu. Może właśnie dlatego kobiety
mają lepszą ręką do wychowywania dzieci…?
- To na czym stanęło, hm? – przysunąłem się
bliżej, ale zamiast całusa, dostałem sójkę w bok. – Ał! Za co?!
- Żeby cię
przypadkiem nie poniosło – mrugnęła do mnie, po czym znów zaczęła patrzeć na
chłopca. Już ja się jej kiedyś odwdzięczę, słowo daję.
Wracaliśmy na
plac, na którym poznaliśmy Shosuke. Hm.. Właściwie to wyglądało tak: Akina szła
przyklejona do mojego ramienia, a ja niosłem Anzaia na barana, bo chłopiec
stwierdził, że jest zmęczony po treningu. Prawdziwy facet nie wymięka! Jak
kiedyś się spotkamy, to dam mu porządny trening.
- Ale było z
wami fajnie! – wykrzyknął nagle Shosuke, mocniej obejmując mnie za szyję. –
Jakbym miał starsze rodzeństwo! Wiesz, Aomine, zawsze chciałem mieć starszego
brata, który by mnie uczył grać w kosza. Jesteś mega fajny!
Przytulił się do moich pleców, a mnie ogarnęło dziwne
ciepło i poczucie, że muszę chronić tego chłopca. Jestem dla niego jak brat? W
dzieciństwie zastanawiałem się, jak to jest mieć młodsze rodzeństwo, ale jestem
jedynakiem. Mam traktować takiego bachora jak własnego brata? Przecież ja w
ogóle dzieciaka nie znam!
- Zawsze możesz
poprosić tatę, by z tobą zagrał – odpowiedziałem i nagle poczułem, jak coś
mokrego moczy moją szyję. – Ej, mały, co się stało? – zapytałem z niepokojem. O
Boże, ja mam coś takiego jak empatia?!
- M-Mój tata… -
załkał. Akina podała mu chusteczkę higieniczną, a on natychmiast wysmarkał nos.
Szkoda tylko, że na moich plecach... – On… On nie zachowuje się j-j-jak
p-prawdziwy t-tata… - mocniej mnie objął. Cudem będzie, jeśli to dziecko mnie
dziś nie udusi. – On… bije czasem mamę, wraca p-pijany… krzyczy na n-nas… Od
początku mnie nie chciał i… i… wiele razy już to powtarzał…
Poczułem
kolejne mokre krople na swojej szyi. Oby to były tylko łzy…
Zrobiło mi się
go żal. Zerknąłem na Akinę, która szła obok mnie w milczeniu i zacisnęła wargi.
One go pewnie rozumie. Ech, wypadałoby chyba coś powiedzieć, nie? Nigdy nie byłem
za dobry w pocieszaniu innych, ale… oni tego pocieszenia potrzebują. Muszę
tylko wysilić trochę swoją mózgownicę, może na coś wpadnę…
I nie wpadłem.
Nic nie powiedziałem. Zrobiłem za to co innego. Shosuke wziąłem na ręce tak, by
był przede mną, a Akinę chwyciłem za dłoń. Oboje się na mnie spojrzeli, a
chwilę później na ich twarzach pojawiły się szerokie uśmiechy. Moja zajebistość
znów dała o sobie znak. Wprawdzie nie wypowiedziałem żadnego słowa, ale i tak
poprawił im się humor.
- Dziękuję –
szepnęła Akina i mocniej chwyciła moją dłoń.
Mimowolnie się
uśmiechnąłem. Mówiłem już, że lubię, gdy się uśmiecha? Jak mówiłem to trudno.
Powtórzę się. Kocham jej uśmiech i nie lubię, kiedy chodzi przygnębiona. Sam
się wtedy dziwnie i głupio czuję. Wolę słyszeć jej śmiech i radosne
trajkotanie.
- Jesteś
najlepszy – Anzai się do mnie przytulił.
Pewnie, że
jestem! Dopiero teraz to sobie uświadomił? W sumie to on nie jest aż taki zły…
Nawet go polubiłem. Tylko czemu dzieciaki tam do mnie ostatnio ciągnie?
- Och, jesteście!
– zawołała radośnie jego matka, idąc w naszą stronę.
Akina szeroko
się do niej uśmiechnęła, po czym powiedziała:
- To naprawdę
była przyjemność. Świetnie się razem bawiliśmy.
Postawiłem chłopca na ziemi, a on natychmiast podbiegł
do mamy i uczepił się jej nogi.
- Mamusiu! –
krzyknął uradowany. – Z nimi było wspaniale! Będę mógł jeszcze kiedyś z nimi
zostać? Mamoooo?
- To zależy od
ich decyzji, słonko – pogłaskała go po głowie. – I od tego, czy będą mieli
czas. Nie zapominaj, że mają też obowiązki szkolne.
- Na pewno
znajdziemy chwilkę – powiedziała Akina, a ja o dziwo przytaknąłem.
Na pożegnanie
Shosuke mocno nas wyściskał, po czym odszedł z mamą, co jakiś czas kozłując
swoją piłkę.
- Fajny ten
mały – odezwałem się nagle, a po chwili uświadomiłem sobie, że wypowiedziałem
te słowa na głos.
- Wiedziałam,
że go polubisz! – zaśmiała się Akina.
Przytuliła się
do mnie, a ja ją objąłem. Znów jest przy mnie… Tak blisko…
- Gdyby tylko
mojej mamy nie było w domu, spałabyś ze mną – pocałowałem ją.
Zaczęliśmy iść
w stronę mojego domu. Zauważyłem na jej policzkach lekkie rumieńce.
- Wiesz… -
zaczęła. – S-Sayaka… Miała iść na noc do Kise, więc…
- Ja śpię dziś
u ciebie – dokończyłem.
- Ale z góry
uprzedzam, że jak się będziesz próbował do mnie dobierać, to wylądujesz na
podwórku!
- Spoko,
uszanuję twoją decyzję – mrugnąłem do niej. – Kiedyś i tak sama do mnie
przyjdziesz – dodałem szeptem tak, by nie usłyszała.
Przyciągnąłem
ją do siebie i usłyszałem jej ciche westchnięcie. Jak ja ją kocham… W życiu bym
nie pomyślał, że jedna dziewczyna aż tak zawróci w mojej głowie. Cóż, wyjątki
się zdarzają. A ona jest naprawdę wyjątkowa. I należy tylko do mnie.
____________________________________________________________________________________





Wchodzę sobie po cichutku, robiąc przerwę w pisaniu, a tam co?
OdpowiedzUsuńPrzearcyzajebisty rozdział!
Aoś! Wiedziałam, że gdzieś tam głęboko w serduszku kocha dzieci.
Było to takie słodkie, ale i momentami smutne... Jak była ta historia Aomine... To mi sie tak jakoś dziwnie w serduszku zrobiło, ale zaraz puźniej było wesoło i juz wszystko ok. Ale puzniej o tym biciu... T.T
Smutełeł wielki mnie ogarnął...
Ale końcówka znowu poprawiła humor, tylko Sayaka... Won od MOJEJ Kisi! XD nie gniewaj się, ale ja już tak mam...
No... To żeby nie robić ci wykładu o mej kochane żółtej małpie, kończe.
Pozdrawiam serdeczni i życzę tyle weny, ile gwiazd na niebie... <3
Oj, oj, aż tyle to ja chyba nie pomieszczę XD Ale dziękuję <3
UsuńWIadomo, że Aoś kocha dzieci! W końcu ode mnie się tego nauczył, bo ja dzieci baardzooo lubię<3 (już go przygotowywuję do małżeństwa XD)
Doskonale cię rozumiem, albowiem ja też odganiam wszystkich chętnych na MOJEGO kochanego zboczeńca ^^
I ponownie dziękuję :D <3 :**
"Tylko czemu dzieciaki tam do mnie ostatnio ciągnie?" ~ tak
OdpowiedzUsuńTeraz już się czepiać nie będę XD Rozdział bardzo mi się podobał, szczególnie opowieść chłopca. Sama przez to przechodziłam, więc wiem, co mały czuje :C /nie rozumiem takich ojców, ale jego matka też nie jest bez winy. Czemu się nie rozwiedzie, nie wyprowadzi, nie ucieknie od męża? Moim zdaniem matka powinna zrobić wszystko, by tylko chronić swoje dziecko... Nie wiem, odnoszę wrażenie, że została matką w bardzo młodym wieku, przez co do końca nie wie, co robić, choć to powinien jej podpowiedzieć instynkt macierzyński... Jak dla mnie jest osobą nie do końca odpowiedzialną :/ Nie zwraca uwagi na cierpienie syna, ech... Nie rozumiem takich matek i nie mam zamiaru zrozumieć.
Aomine w roli starszego brata... ciekawe, jakby to wyglądało XD Choć bardziej ciekawe jest to, jakby wyglądał w roli tatusia ;D
Rozdział zajedwabisty! Czekam na kolejny :3
PS. Błagam, zostawiaj tekst biały, nie czarny :C Ciężko się czyta, musiałam zaznaczyć cały rozdział, by móc coś przeczytać </3
Ok, postaram się tekst zmienić ;D
UsuńDziękuję ci baardzooo <3 :D
K-Konbanwa..^^ Na początku c-chciałabym przeprosić za to ż-że komentuję dopiero teraz...B-Bo m-miałam tyle na głowie..k-klasówki..k-kartkówki, odpowiedzi ustne, p-praca na konkurs...*smutna* D-Dopiero teraz j-jakimś cudem znalazłam chwilę :c
OdpowiedzUsuńA-A więc nawiązując do tekstu...Aiko wiedziała, że Aoś b-byłby urodzonym "tatusiem". N-No bo on lubi dzieci nooo..<3
Rozdział zapowiadał się t-tak..tak wesoło..? H-Hai..^^ A-Ale było też troszku smutku..:c
M-Mimo iż nie przejawiam sympatii jaką darzę Aomine, to on jednak jest i j-jakieś u-ukłucie w serduszku się pojawiło..:c
P-Przepraszam, t-tutaj muszę zakończyć..:c N-Następny komentarz będzie dłuższy..! Obiecuję ;-;
P-Pozdrawiam i d-dużo weny życzę..<3
Cieszę się, że mój Aomine przypadł ci do gustu :3
UsuńTeż mam sporo na głowie... Wiem, co czujesz.. :(
Dziękuję bardzo i gorąco pozdrawiam! <3 :***
Ja sie pytam gdzie jest tekst, bo u mnie sie nic nie wyświetla i będę płakać T.T
OdpowiedzUsuńNie wiem, co się stało, ale już powinno być OK ;)
UsuńMwahahaha mam go XD
Usuń:D Miłego czytania! :D
UsuńTylko mi się wydaje czy rozdział jest tutaj dwa razy, w dodatku za drugim razem są to białe litery na białym tle? *przekrzywia głowę* ;/ No, ale ten chłopczyk był taki afff *ona już zapomniała jego imienia* ^w^ Bedom robić u Akiny dzieci? *rap face* Hue, hue, hue~ Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDzieci może kiedyś będą ;P
Usuń