wtorek, 17 listopada 2015

Rozdział 30

Witojcie wszyscy, którzy tu chociaż od czasu do czasu zaglądacie! :D Na zakończenie tego jakże wspaniałego dnia, mam dla was kolejny rozdział z cyklu Akina x Aomine :D W ten zimny i ciemny wieczór może to opowiadanie was trochę ociepli i rozjaśni wam zbliżającą się noc :) (Boże, no prawie jak jakaś poezja XD)
___________________________________________________________________________________
 ~Aomine~
  Za jakie grzechy, ja się pytam?! Kto to słyszał, bym robił za niańkę?! Isao i Mito to było zupełnie co innego! A ten bachor ma pięć lat! Kolejne dziecko, które chce, bym go nauczył grać… Wiem, że jestem najlepszy i w ogóle, ale nie mam zamiaru trenować dzieci! Za dużo z nimi problemu i ciągle trzeba ich pilnować.
 Jakby tego było mało, po drodze na boisko natknęliśmy się na Kise i Sayakę. Oczywiście blondyn zaczął od nawijania, że zachowałem się bardzo niekulturalnie w stosunku do Akiny, ale gdy zobaczył małego, natychmiast stracił zainteresowanie moją zacną osobą.
 - Hej, jestem Kise – uśmiechnął się przyjaźnie.
 Mały najpierw schował się za moją nogą i zerknął na mnie, a dopiero gdy mu powiedziałem, że Kise jest niezdarnym przyjacielem wszystkich ludzi na tym świecie, przedstawił się.
 - Czemu opiekujcie się dzieckiem? – spytała Sayaka, nie odrywając wzroku od chłopca. Co dziewczyny widzą w małych dzieciach?
 Akina jej wszystko w skrócie opowiedziała, po czym udało nam się uwolnić od modela i jego wybranki. Doszliśmy wreszcie na boisko. Hyuga usiadła na ławce i zaczęła obserwować mnie i Shosuke, który wpatrywał się w moją zajebistą osobę jak w obrazek święty.
- Dobra, mały, patrz uważnie – odezwałem się nagle i zacząłem kozłować.
 Minąłem chłopca, a po kilku krokach zrobiłem idealny wsad.
 - Łał! – wykrzyknął rozradowany Anzai. – To było niesamowite!
 - No wiadomo! – powiedziałem. – Przecież jestem zajebisty. – spojrzałem na jego szeroki uśmiech. - Dobra, słuchaj, jak chcesz się nauczyć grać w kosza, to musisz się przykładać do treningów. Ćwiczenie czyni mistrza, nie? Zapisz się później w szkole do klubu sportowego, a może kiedyś staniesz się naprawdę wartościowym zawodnikiem.
 Zajął się rzucaniem, a ja w tym czasie przypomniałem sobie dzień, gdy pierwszy raz zobaczyłem mecz koszykówki w telewizji. Byłem tym tak zafascynowany, że następnego dnia mama kupiła mi moją pierwszą piłkę do kosza. Poszedłem z Satsu na pobliskie boisko, gdzie oddałem swój pierwsze rzut. I od razu był trafny. Zacząłem naśladować koszykarzy oglądanych w telewizji i błyskawicznie zrobiłem ogromny postęp. Mama nie mogła się nadziwić mojemu talentowi. Z czasem grałem ze starszymi od siebie i, ku ich wielkiemu zdziwieniu, wygrywałem. Wtedy też pojawiły się u mnie pierwsze nieregularne rzuty. W podstawówce zapisałem się do klubu koszykarskiego, a trener natychmiast dostrzegł mój ogromny talent i zapisał mnie do pierwszego składu. Byłem asem. Drużyna mi ufała i nigdy się na mnie nie zawiodła. Raz to nawet przyszedłem na mecz chory, mimo że mama kazała mi siedzieć w domu. Wygraliśmy, ale w domu dostałem niezły opieprz. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłem po powrocie do zdrowia, było pójście na boisko. Gra sprawiała mi ogromną przyjemność. Wolny czas poświęcałem koszykówce, oglądałem mecze i studiowałem plany gry. Usłyszałem o gimnazjum Teiko, gdzie podobno mają świetną drużynę koszykarską, więc złożyłem wniosek o przyjęcie. Dostałem się i byłem z tego powodu przeszczęśliwy. Na dodatek Satsuki poszła ze mną. A kiedy zacząłem grać w tej drużynie, czułem, jak rosnę w siłę. Wszystko układało się wspaniale. Aż do teraz. Wprawdzie nadal gram, ale to nie sprawia mi już przyjemności. Nudzi mnie. Do nikogo nie podaję, bo nie ma takiej potrzeby. Przeciwnicy właściwie sami robią mi drogę pod kosz. Nie muszę się nawet wysilać, by ich mijać. Czy takie coś można nazwać grą? Czy z czegoś takiego można czerpać przyjemność? Nie. I właśnie to jest problemem. Coś, co kochałem, zaczyna mnie nudzić. Jestem niepokonany, ale wcale się z tego nie cieszę. Pragnę silnego przeciwnika, przy którym musiałbym się naprawdę wysilić. Czy proszę o tak wiele?
 - Aomine, dlaczego spudłowałem? – zapytał Anzai, gdy piłka po raz kolejny nie wpadła do kosza.
 Podszedłem do chłopca i podniosłem go.
 - Rzuć.
 Rzucił. I trafił. Nim zdążyłem go postawić, objął mnie mocno za szyję i szczerze się zaśmiał. Czułem się… dziwnie. Dzieci mnie raczej nie przytulały, a ten brzdąc zrobił to po pół godzinie naszej znajomości. Czemu przyciągam dzieci, które chcą się nauczyć grać? A, no tak. Jestem przecież zajebisty.
 - Emm… Mały, możesz mnie już puścić? – spytałem szeptem.
 Shosuke zeskoczył zgrabnie na ziemię i wziął piłkę do ręki, po czym rzucił do kosza.
 - Aomine, czemu tym razem nie wleciała? – miał pretensje w głosie.
 - A spróbuj skoczyć przy rzucie.
 Kiedy skoczył, piłka doleciała na wysokość kosza, ale do niego nie wpadła. Anzai westchnął, po czym uważnie na mnie spojrzał.
 - Musisz poćwiczyć mocniejsze rzuty – powiedziałem. – Jeśli piłka będzie dolatywać do kosza, zwiększy się twoja szansa na trafienie. Na razie skup się na takich rzutach, by piłka uderzyła w tarczę za koszem.
 Kiwnął energicznie głową, po czym zabrał się za ćwiczenia. Ja w tym czasie usiadłem koło Akiny.
 - Ładnie przy nim wyglądasz – odezwała się nagle i szeroko się uśmiechnęła.
 - A bez niego to już nie? – spytałem, udając obrażonego.
 - Nie.
 - Ty wredna, mała…!
Nie dokończyłem, bo mnie pocałowała. Mogłaby to robić o wiele częściej.
 - Fuj! – usłyszeliśmy krzyk chłopca, więc oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy na niego rozbawieni.
 - Co ,,fuj”? – spytałem ze śmiechem. – Też będziesz miał kiedyś dziewczynę.
 - Ale to kiedyś. Teraz całowanie jest ble… - pokręcił głową, po czym wrócił do ćwiczeń.
 - Dzieci są słodkie – Akina patrzyła na niego z uwagą. Chyba jej się włączył instynkt macierzyński, bo nie spuszczała Anzaia z oczu. Może właśnie dlatego kobiety mają lepszą ręką do wychowywania dzieci…?
  - To na czym stanęło, hm? – przysunąłem się bliżej, ale zamiast całusa, dostałem sójkę w bok. – Ał! Za co?!
 - Żeby cię przypadkiem nie poniosło – mrugnęła do mnie, po czym znów zaczęła patrzeć na chłopca. Już ja się jej kiedyś odwdzięczę, słowo daję.

 Wracaliśmy na plac, na którym poznaliśmy Shosuke. Hm.. Właściwie to wyglądało tak: Akina szła przyklejona do mojego ramienia, a ja niosłem Anzaia na barana, bo chłopiec stwierdził, że jest zmęczony po treningu. Prawdziwy facet nie wymięka! Jak kiedyś się spotkamy, to dam mu porządny trening.
 - Ale było z wami fajnie! – wykrzyknął nagle Shosuke, mocniej obejmując mnie za szyję. – Jakbym miał starsze rodzeństwo! Wiesz, Aomine, zawsze chciałem mieć starszego brata, który by mnie uczył grać w kosza. Jesteś mega fajny!
Przytulił się do moich pleców, a mnie ogarnęło dziwne ciepło i poczucie, że muszę chronić tego chłopca. Jestem dla niego jak brat? W dzieciństwie zastanawiałem się, jak to jest mieć młodsze rodzeństwo, ale jestem jedynakiem. Mam traktować takiego bachora jak własnego brata? Przecież ja w ogóle dzieciaka nie znam!
 - Zawsze możesz poprosić tatę, by z tobą zagrał – odpowiedziałem i nagle poczułem, jak coś mokrego moczy moją szyję. – Ej, mały, co się stało? – zapytałem z niepokojem. O Boże, ja mam coś takiego jak empatia?!
 - M-Mój tata… - załkał. Akina podała mu chusteczkę higieniczną, a on natychmiast wysmarkał nos. Szkoda tylko, że na moich plecach... – On… On nie zachowuje się j-j-jak p-prawdziwy t-tata… - mocniej mnie objął. Cudem będzie, jeśli to dziecko mnie dziś nie udusi. – On… bije czasem mamę, wraca p-pijany… krzyczy na n-nas… Od początku mnie nie chciał i… i… wiele razy już to powtarzał…
 Poczułem kolejne mokre krople na swojej szyi. Oby to były tylko łzy…
 Zrobiło mi się go żal. Zerknąłem na Akinę, która szła obok mnie w milczeniu i zacisnęła wargi. One go pewnie rozumie. Ech, wypadałoby chyba coś powiedzieć, nie? Nigdy nie byłem za dobry w pocieszaniu innych, ale… oni tego pocieszenia potrzebują. Muszę tylko wysilić trochę swoją mózgownicę, może na coś wpadnę…
 I nie wpadłem. Nic nie powiedziałem. Zrobiłem za to co innego. Shosuke wziąłem na ręce tak, by był przede mną, a Akinę chwyciłem za dłoń. Oboje się na mnie spojrzeli, a chwilę później na ich twarzach pojawiły się szerokie uśmiechy. Moja zajebistość znów dała o sobie znak. Wprawdzie nie wypowiedziałem żadnego słowa, ale i tak poprawił im się humor.
 - Dziękuję – szepnęła Akina i mocniej chwyciła moją dłoń.
 Mimowolnie się uśmiechnąłem. Mówiłem już, że lubię, gdy się uśmiecha? Jak mówiłem to trudno. Powtórzę się. Kocham jej uśmiech i nie lubię, kiedy chodzi przygnębiona. Sam się wtedy dziwnie i głupio czuję. Wolę słyszeć jej śmiech i radosne trajkotanie.
 - Jesteś najlepszy – Anzai się do mnie przytulił.
 Pewnie, że jestem! Dopiero teraz to sobie uświadomił? W sumie to on nie jest aż taki zły… Nawet go polubiłem. Tylko czemu dzieciaki tam do mnie ostatnio ciągnie?
 - Och, jesteście! – zawołała radośnie jego matka, idąc w naszą stronę.
 Akina szeroko się do niej uśmiechnęła, po czym powiedziała:
 - To naprawdę była przyjemność. Świetnie się razem bawiliśmy.
Postawiłem chłopca na ziemi, a on natychmiast podbiegł do mamy i uczepił się jej nogi.
 - Mamusiu! – krzyknął uradowany. – Z nimi było wspaniale! Będę mógł jeszcze kiedyś z nimi zostać? Mamoooo?
 - To zależy od ich decyzji, słonko – pogłaskała go po głowie. – I od tego, czy będą mieli czas. Nie zapominaj, że mają też obowiązki szkolne.
 - Na pewno znajdziemy chwilkę – powiedziała Akina, a ja o dziwo przytaknąłem.
 Na pożegnanie Shosuke mocno nas wyściskał, po czym odszedł z mamą, co jakiś czas kozłując swoją piłkę.
 - Fajny ten mały – odezwałem się nagle, a po chwili uświadomiłem sobie, że wypowiedziałem te słowa na głos.
 - Wiedziałam, że go polubisz! – zaśmiała się Akina.
 Przytuliła się do mnie, a ja ją objąłem. Znów jest przy mnie… Tak blisko…
 - Gdyby tylko mojej mamy nie było w domu, spałabyś ze mną – pocałowałem ją.
 Zaczęliśmy iść w stronę mojego domu. Zauważyłem na jej policzkach lekkie rumieńce.
 - Wiesz… - zaczęła. – S-Sayaka… Miała iść na noc do Kise, więc…
 - Ja śpię dziś u ciebie – dokończyłem.
 - Ale z góry uprzedzam, że jak się będziesz próbował do mnie dobierać, to wylądujesz na podwórku!
 - Spoko, uszanuję twoją decyzję – mrugnąłem do niej. – Kiedyś i tak sama do mnie przyjdziesz – dodałem szeptem tak, by nie usłyszała.
 Przyciągnąłem ją do siebie i usłyszałem jej ciche westchnięcie. Jak ja ją kocham… W życiu bym nie pomyślał, że jedna dziewczyna aż tak zawróci w mojej głowie. Cóż, wyjątki się zdarzają. A ona jest naprawdę wyjątkowa. I należy tylko do mnie.


 ~Aomine~

  Za jakie grzechy, ja się pytam?! Kto to słyszał, bym robił za niańkę?! Isao i Mito to było zupełnie co innego! A ten bachor ma pięć lat! Kolejne dziecko, które chce, bym go nauczył grać… Wiem, że jestem najlepszy i w ogóle, ale nie mam zamiaru trenować dzieci! Za dużo z nimi problemu i ciągle trzeba ich pilnować.

 Jakby tego było mało, po drodze na boisko natknęliśmy się na Kise i Sayakę. Oczywiście blondyn zaczął od nawijania, że zachowałem się bardzo niekulturalnie w stosunku do Akiny, ale gdy zobaczył małego, natychmiast stracił zainteresowanie moją zacną osobą.

 - Hej, jestem Kise – uśmiechnął się przyjaźnie.

 Mały najpierw schował się za moją nogą i zerknął na mnie, a dopiero gdy mu powiedziałem, że Kise jest niezdarnym przyjacielem wszystkich ludzi na tym świecie, przedstawił się.

 - Czemu opiekujcie się dzieckiem? – spytała Sayaka, nie odrywając wzroku od chłopca. Co dziewczyny widzą w małych dzieciach?

 Akina jej wszystko w skrócie opowiedziała, po czym udało nam się uwolnić od modela i jego wybranki. Doszliśmy wreszcie na boisko. Hyuga usiadła na ławce i zaczęła obserwować mnie i Shosuke, który wpatrywał się w moją zajebistą osobę jak w obrazek święty.

- Dobra, mały, patrz uważnie – odezwałem się nagle i zacząłem kozłować.

 Minąłem chłopca, a po kilku krokach zrobiłem idealny wsad.

 - Łał! – wykrzyknął rozradowany Anzai. – To było niesamowite!

 - No wiadomo! – powiedziałem. – Przecież jestem zajebisty. – spojrzałem na jego szeroki uśmiech. - Dobra, słuchaj, jak chcesz się nauczyć grać w kosza, to musisz się przykładać do treningów. Ćwiczenie czyni mistrza, nie? Zapisz się później w szkole do klubu sportowego, a może kiedyś staniesz się naprawdę wartościowym zawodnikiem.

 Zajął się rzucaniem, a ja w tym czasie przypomniałem sobie dzień, gdy pierwszy raz zobaczyłem mecz koszykówki w telewizji. Byłem tym tak zafascynowany, że następnego dnia mama kupiła mi moją pierwszą piłkę do kosza. Poszedłem z Satsu na pobliskie boisko, gdzie oddałem swój pierwsze rzut. I od razu był trafny. Zacząłem naśladować koszykarzy oglądanych w telewizji i błyskawicznie zrobiłem ogromny postęp. Mama nie mogła się nadziwić mojemu talentowi. Z czasem grałem ze starszymi od siebie i, ku ich wielkiemu zdziwieniu, wygrywałem. Wtedy też pojawiły się u mnie pierwsze nieregularne rzuty. W podstawówce zapisałem się do klubu koszykarskiego, a trener natychmiast dostrzegł mój ogromny talent i zapisał mnie do pierwszego składu. Byłem asem. Drużyna mi ufała i nigdy się na mnie nie zawiodła. Raz to nawet przyszedłem na mecz chory, mimo że mama kazała mi siedzieć w domu. Wygraliśmy, ale w domu dostałem niezły opieprz. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłem po powrocie do zdrowia, było pójście na boisko. Gra sprawiała mi ogromną przyjemność. Wolny czas poświęcałem koszykówce, oglądałem mecze i studiowałem plany gry. Usłyszałem o gimnazjum Teiko, gdzie podobno mają świetną drużynę koszykarską, więc złożyłem wniosek o przyjęcie. Dostałem się i byłem z tego powodu przeszczęśliwy. Na dodatek Satsuki poszła ze mną. A kiedy zacząłem grać w tej drużynie, czułem, jak rosnę w siłę. Wszystko układało się wspaniale. Aż do teraz. Wprawdzie nadal gram, ale to nie sprawia mi już przyjemności. Nudzi mnie. Do nikogo nie podaję, bo nie ma takiej potrzeby. Przeciwnicy właściwie sami robią mi drogę pod kosz. Nie muszę się nawet wysilać, by ich mijać. Czy takie coś można nazwać grą? Czy z czegoś takiego można czerpać przyjemność? Nie. I właśnie to jest problemem. Coś, co kochałem, zaczyna mnie nudzić. Jestem niepokonany, ale wcale się z tego nie cieszę. Pragnę silnego przeciwnika, przy którym musiałbym się naprawdę wysilić. Czy proszę o tak wiele?

 - Aomine, dlaczego spudłowałem? – zapytał Anzai, gdy piłka po raz kolejny  nie wpadła do kosza.

 Podszedłem do chłopca i podniosłem go.

 - Rzuć.

 Rzucił. I trafił. Nim zdążyłem go postawić, objął mnie mocno za szyję i szczerze się zaśmiał. Czułem się… dziwnie. Dzieci mnie raczej nie przytulały, a ten brzdąc zrobił to po pół godzinie naszej znajomości. Czemu przyciągam dzieci, które chcą się nauczyć grać? A, no tak. Jestem przecież zajebisty.

 - Emm… Mały, możesz mnie już puścić? – spytałem szeptem.

 Shosuke zeskoczył zgrabnie na ziemię i wziął piłkę do ręki, po czym rzucił do kosza.

 - Aomine, czemu tym razem nie wleciała? – miał pretensje w głosie.

 - A spróbuj skoczyć przy rzucie.

 Kiedy skoczył, piłka doleciała na wysokość kosza, ale do niego nie wpadła. Anzai westchnął, po czym uważnie na mnie spojrzał.

 - Musisz poćwiczyć mocniejsze rzuty – powiedziałem. – Jeśli piłka będzie dolatywać do kosza, zwiększy się twoja szansa na trafienie. Na razie skup się na takich rzutach, by piłka uderzyła w tarczę za koszem.

 Kiwnął energicznie głową, po czym zabrał się za ćwiczenia. Ja w tym czasie usiadłem koło Akiny.

 - Ładnie przy nim wyglądasz – odezwała się nagle i szeroko się uśmiechnęła.

 - A bez niego to już nie? – spytałem, udając obrażonego.

 - Nie.

 - Ty wredna, mała…!

Nie dokończyłem, bo mnie pocałowała. Mogłaby to robić o wiele częściej.

 - Fuj! – usłyszeliśmy krzyk chłopca, więc oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy na niego rozbawieni.

 - Co ,,fuj”? – spytałem ze śmiechem. – Też będziesz miał kiedyś dziewczynę.

 - Ale to kiedyś. Teraz całowanie jest ble… - pokręcił głową, po czym wrócił do ćwiczeń.

 - Dzieci są słodkie – Akina patrzyła na niego z uwagą. Chyba jej się włączył instynkt macierzyński, bo nie spuszczała Anzaia z oczu. Może właśnie dlatego kobiety mają lepszą ręką do wychowywania dzieci…?

  - To na czym stanęło, hm? – przysunąłem się bliżej, ale zamiast całusa, dostałem sójkę w bok. – Ał! Za co?!

 - Żeby cię przypadkiem nie poniosło – mrugnęła do mnie, po czym znów zaczęła patrzeć na chłopca. Już ja się jej kiedyś odwdzięczę, słowo daję.


 Wracaliśmy na plac, na którym poznaliśmy Shosuke. Hm.. Właściwie to wyglądało tak: Akina szła przyklejona do mojego ramienia, a ja niosłem Anzaia na barana, bo chłopiec stwierdził, że jest zmęczony po treningu. Prawdziwy facet nie wymięka! Jak kiedyś się spotkamy, to dam mu porządny trening.

 - Ale było z wami fajnie! – wykrzyknął nagle Shosuke, mocniej obejmując mnie za szyję. – Jakbym miał starsze rodzeństwo! Wiesz, Aomine, zawsze chciałem mieć starszego brata, który by mnie uczył grać w kosza. Jesteś mega fajny!

Przytulił się do moich pleców, a mnie ogarnęło dziwne ciepło i poczucie, że muszę chronić tego chłopca. Jestem dla niego jak brat? W dzieciństwie zastanawiałem się, jak to jest mieć młodsze rodzeństwo, ale jestem jedynakiem. Mam traktować takiego bachora jak własnego brata? Przecież ja w ogóle dzieciaka nie znam!

 - Zawsze możesz poprosić tatę, by z tobą zagrał – odpowiedziałem i nagle poczułem, jak coś mokrego moczy moją szyję. – Ej, mały, co się stało? – zapytałem z niepokojem. O Boże, ja mam coś takiego jak empatia?!

 - M-Mój tata… - załkał. Akina podała mu chusteczkę higieniczną, a on natychmiast wysmarkał nos. Szkoda tylko, że na moich plecach... – On… On nie zachowuje się j-j-jak p-prawdziwy t-tata… - mocniej mnie objął. Cudem będzie, jeśli to dziecko mnie dziś nie udusi. – On… bije czasem mamę, wraca p-pijany… krzyczy na n-nas… Od początku mnie nie chciał i… i… wiele razy już to powtarzał…

 Poczułem kolejne mokre krople na swojej szyi. Oby to były tylko łzy…

 Zrobiło mi się go żal. Zerknąłem na Akinę, która szła obok mnie w milczeniu i zacisnęła wargi. One go pewnie rozumie. Ech, wypadałoby chyba coś powiedzieć, nie? Nigdy nie byłem za dobry w pocieszaniu innych, ale… oni tego pocieszenia potrzebują. Muszę tylko wysilić trochę swoją mózgownicę, może na coś wpadnę…

 I nie wpadłem. Nic nie powiedziałem. Zrobiłem za to co innego. Shosuke wziąłem na ręce tak, by był przede mną, a Akinę chwyciłem za dłoń. Oboje się na mnie spojrzeli, a chwilę później na ich twarzach pojawiły się szerokie uśmiechy. Moja zajebistość znów dała o sobie znak. Wprawdzie nie wypowiedziałem żadnego słowa, ale i tak poprawił im się humor.

 - Dziękuję – szepnęła Akina i mocniej chwyciła moją dłoń.

 Mimowolnie się uśmiechnąłem. Mówiłem już, że lubię, gdy się uśmiecha? Jak mówiłem to trudno. Powtórzę się. Kocham jej uśmiech i nie lubię, kiedy chodzi przygnębiona. Sam się wtedy dziwnie i głupio czuję. Wolę słyszeć jej śmiech i radosne trajkotanie.

 - Jesteś najlepszy – Anzai się do mnie przytulił.

 Pewnie, że jestem! Dopiero teraz to sobie uświadomił? W sumie to on nie jest aż taki zły… Nawet go polubiłem. Tylko czemu dzieciaki tam do mnie ostatnio ciągnie?

 - Och, jesteście! – zawołała radośnie jego matka, idąc w naszą stronę.

 Akina szeroko się do niej uśmiechnęła, po czym powiedziała:

 - To naprawdę była przyjemność. Świetnie się razem bawiliśmy.

Postawiłem chłopca na ziemi, a on natychmiast podbiegł do mamy i uczepił się jej nogi.

 - Mamusiu! – krzyknął uradowany. – Z nimi było wspaniale! Będę mógł jeszcze kiedyś z nimi zostać? Mamoooo?

 - To zależy od ich decyzji, słonko – pogłaskała go po głowie. – I od tego, czy będą mieli czas. Nie zapominaj, że mają też obowiązki szkolne.

 - Na pewno znajdziemy chwilkę – powiedziała Akina, a ja o dziwo przytaknąłem.

 Na pożegnanie Shosuke mocno nas wyściskał, po czym odszedł z mamą, co jakiś czas kozłując swoją piłkę.

 - Fajny ten mały – odezwałem się nagle, a po chwili uświadomiłem sobie, że wypowiedziałem te słowa na głos.

 - Wiedziałam, że go polubisz! – zaśmiała się Akina.

 Przytuliła się do mnie, a ja ją objąłem. Znów jest przy mnie… Tak blisko…

 - Gdyby tylko mojej mamy nie było w domu, spałabyś ze mną – pocałowałem ją.

 Zaczęliśmy iść w stronę mojego domu. Zauważyłem na jej policzkach lekkie rumieńce.

 - Wiesz… - zaczęła. – S-Sayaka… Miała iść na noc do Kise, więc…

 - Ja śpię dziś u ciebie – dokończyłem.

 - Ale z góry uprzedzam, że jak się będziesz próbował do mnie dobierać, to wylądujesz na podwórku!

 - Spoko, uszanuję twoją decyzję – mrugnąłem do niej. – Kiedyś i tak sama do mnie przyjdziesz – dodałem szeptem tak, by nie usłyszała.

 Przyciągnąłem ją do siebie i usłyszałem jej ciche westchnięcie. Jak ja ją kocham… W życiu bym nie pomyślał, że jedna dziewczyna aż tak zawróci w mojej głowie. Cóż, wyjątki się zdarzają. A ona jest naprawdę wyjątkowa. I należy tylko do mnie.
____________________________________________________________________________________




12 komentarzy:

  1. Wchodzę sobie po cichutku, robiąc przerwę w pisaniu, a tam co?
    Przearcyzajebisty rozdział!
    Aoś! Wiedziałam, że gdzieś tam głęboko w serduszku kocha dzieci.
    Było to takie słodkie, ale i momentami smutne... Jak była ta historia Aomine... To mi sie tak jakoś dziwnie w serduszku zrobiło, ale zaraz puźniej było wesoło i juz wszystko ok. Ale puzniej o tym biciu... T.T
    Smutełeł wielki mnie ogarnął...
    Ale końcówka znowu poprawiła humor, tylko Sayaka... Won od MOJEJ Kisi! XD nie gniewaj się, ale ja już tak mam...

    No... To żeby nie robić ci wykładu o mej kochane żółtej małpie, kończe.
    Pozdrawiam serdeczni i życzę tyle weny, ile gwiazd na niebie... <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, oj, aż tyle to ja chyba nie pomieszczę XD Ale dziękuję <3

      WIadomo, że Aoś kocha dzieci! W końcu ode mnie się tego nauczył, bo ja dzieci baardzooo lubię<3 (już go przygotowywuję do małżeństwa XD)

      Doskonale cię rozumiem, albowiem ja też odganiam wszystkich chętnych na MOJEGO kochanego zboczeńca ^^

      I ponownie dziękuję :D <3 :**

      Usuń
  2. "Tylko czemu dzieciaki tam do mnie ostatnio ciągnie?" ~ tak

    Teraz już się czepiać nie będę XD Rozdział bardzo mi się podobał, szczególnie opowieść chłopca. Sama przez to przechodziłam, więc wiem, co mały czuje :C /nie rozumiem takich ojców, ale jego matka też nie jest bez winy. Czemu się nie rozwiedzie, nie wyprowadzi, nie ucieknie od męża? Moim zdaniem matka powinna zrobić wszystko, by tylko chronić swoje dziecko... Nie wiem, odnoszę wrażenie, że została matką w bardzo młodym wieku, przez co do końca nie wie, co robić, choć to powinien jej podpowiedzieć instynkt macierzyński... Jak dla mnie jest osobą nie do końca odpowiedzialną :/ Nie zwraca uwagi na cierpienie syna, ech... Nie rozumiem takich matek i nie mam zamiaru zrozumieć.
    Aomine w roli starszego brata... ciekawe, jakby to wyglądało XD Choć bardziej ciekawe jest to, jakby wyglądał w roli tatusia ;D
    Rozdział zajedwabisty! Czekam na kolejny :3
    PS. Błagam, zostawiaj tekst biały, nie czarny :C Ciężko się czyta, musiałam zaznaczyć cały rozdział, by móc coś przeczytać </3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, postaram się tekst zmienić ;D

      Dziękuję ci baardzooo <3 :D

      Usuń
  3. K-Konbanwa..^^ Na początku c-chciałabym przeprosić za to ż-że komentuję dopiero teraz...B-Bo m-miałam tyle na głowie..k-klasówki..k-kartkówki, odpowiedzi ustne, p-praca na konkurs...*smutna* D-Dopiero teraz j-jakimś cudem znalazłam chwilę :c
    A-A więc nawiązując do tekstu...Aiko wiedziała, że Aoś b-byłby urodzonym "tatusiem". N-No bo on lubi dzieci nooo..<3
    Rozdział zapowiadał się t-tak..tak wesoło..? H-Hai..^^ A-Ale było też troszku smutku..:c
    M-Mimo iż nie przejawiam sympatii jaką darzę Aomine, to on jednak jest i j-jakieś u-ukłucie w serduszku się pojawiło..:c
    P-Przepraszam, t-tutaj muszę zakończyć..:c N-Następny komentarz będzie dłuższy..! Obiecuję ;-;
    P-Pozdrawiam i d-dużo weny życzę..<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mój Aomine przypadł ci do gustu :3

      Też mam sporo na głowie... Wiem, co czujesz.. :(

      Dziękuję bardzo i gorąco pozdrawiam! <3 :***

      Usuń
  4. Ja sie pytam gdzie jest tekst, bo u mnie sie nic nie wyświetla i będę płakać T.T

    OdpowiedzUsuń
  5. Tylko mi się wydaje czy rozdział jest tutaj dwa razy, w dodatku za drugim razem są to białe litery na białym tle? *przekrzywia głowę* ;/ No, ale ten chłopczyk był taki afff *ona już zapomniała jego imienia* ^w^ Bedom robić u Akiny dzieci? *rap face* Hue, hue, hue~ Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń