sobota, 27 lutego 2016

Weekend u Akashiego (cz.2 - ostatnia)

Yo, człowieki!! :D :D

Zakończyłam dziś to zacne opko i mam nadzieję, że nie zawiodę waszych oczekiwać! :D Jeśli jesteście ciekawi, jak ten weekend w domu szanownego Akasha się skończył, to zapraszam do czytania!! :D :D

_________________________________________________________________________________

  Pobudka nie należała do przyjemnych. Służba Akashiego weszła do naszego pokoju o siódmej i od razu odsłoniła firanki, ukazując nam poranne słońce. Odruchowo zmrużyłem oczy i przekręciłem się na drugi bok.
 - Wstawać, lenie! – Do pokoju wszedł Akashi, jak zwykle ze swoimi nożyczkami. – Śniadanie za pół godziny. Macie się nie spóźnić.
 - Spać… - jęknąłem, wciskając głowę w poduszkę. Kurwa.. Znowu powiedziałem coś na głos?
 - Daiki – syknął Akashi, stając nad moją zajebistą osobą. – Ostrzegałem przecież przed nocnymi zabawami.
 - Kiedy temu wielkoludowi pół nocy w brzuchu burczało! – Wskazałem kciukiem Murasakibarę, który trzymał się za brzuch i jęczał, że jest głodny.
 - To trzeba było zjeść więcej na kolację – warknął Akashi. – Wstawajcie, wszyscy!
 Tetsu i Midorima zwlekli się ze swoich futonów, Kise na swoim usiadł, Murasakibara nadal wydawał z siebie dźwięki jakiegoś męczennika, a ja wcisnąłem nos jeszcze głębiej w poduszkę. Po co wstawać? Do śniadanie jeszcze jakieś dwadzieścia pięć minut, więc leżeć mogę jeszcze z piętnaście. Akashiemu to się chyba jednak nie spodobało, bo usiadł mi na plecach, przykładając nożyczki do mojego karku. Jezu Chryste! Właśnie całe życie przeleciało mi przed oczami! I cycki. Duże cycki. Duże, jędrne cycki. Mamusiu, ratuj swego ukochanego syna! Zaraz, ja jeszcze nie dostałem tego medalu! Nie mogę bez niego odejść z tego świata!
 - Daiki, nie rozumiesz prostego polecenia? – spytał Akashi, mrożąc mnie wzrokiem. Jakoś nikt nie spieszył z pomocą. Prawdziwi, kurwa, przyjaciele, nie ma co. Rzeczywiście można na nich liczyć. Tchórze jedni.
 - No przecież zaraz wstanę – odparłem, starając się opanować drżący ton głosu.
 - Nie ,,zaraz”. Teraz.
 - Wiesz, z tobą na plecach to nie jest takie łatwe – mruknąłem, a po chwili tych słów pożałowałem.
 - A przecież często powtarzasz, że jesteś silny i masz super mięśnie. – Kątem oka zobaczyłem na twarzy tej gnidy szatański uśmiech, i już wiedziałem, że mam przejebane. Chce mi złamać kręgosłup? Albo w najlepszym wypadku rękę? – Masz zrobić dwadzieścia pompek ze mną siedzącym ci na plecach.
 Bogowie… Czemu ja tyle gadam? Mam robić pompki na głodniaka? Nie dostarczyłem organizmowi odpowiedniej ilości białka, mięsa, witamin i tych wszystkich substancji, które są im potrzebne do prawidłowego funkcjonowania, a on ode mnie wymaga takich rzeczy? Szatan. Prawdziwy szatan wcielony.
 Westchnąłem cicho i uniosłem się na rękach, po czym zacząłem ćwiczyć. Pierwsze osiem pompek zniosłem w miarę bezboleśnie. Kolejne to już była istna masakra. Nie dość, że zdrętwiały mi plecy, to jeszcze Akashi z każdą chwilą stawał się cięższy. Przy osiemnastej pompce zaczęły drętwieć mi ręce. Kurwa, to był koszmar. Gdy wreszcie doszedłem do upragnionej dwudziestki, padłem na futon i odetchnąłem głęboko.
 - Dobra robota, Daiki – pochwalił mnie kapitan. – Ale jeśli jutro też będziesz miał problemy ze wstaniem, to przebiegniesz wokół mojego domu kilka kółek, ze mną na plecach.
Jezus Maria, może nastawić sobie wcześniejszy budzik, by ta gnida była zadowolona? Czego jak czego, ale latania z nim na plecach po podwórku wolę uniknąć.
 - Za dwadzieścia minut widzimy się w jadalni – oznajmił Akashi, wychodząc ze swoją służbą z pokoju.
 Jak to się dzieje, że ten psychol najpierw się nad kimś znęca, a chwilę później udaje, że tego nie było? Zmienne humorki, co? A byłem pewien, że mają je tylko dziewczyny i Kise.
 - Musimy wyjść za jakieś dziesięć minut, by znaleźć jeszcze drogę do tej jadalni – mruknąłem.
 - Aominecchi, znów wkurzyłeś Akashicchiego – odezwał się Kise, składając swoją kołdrę.
 - Bo ta gnida jak zwykle się o wszystko czepia – burknąłem, udając wielce poszkodowanego. No w końcu poszkodowanym byłem, Akashi prawie złamał mi kręgosłup.
 - Jak zwykle jesteś kretynem – podsumował Midorima, a chwilę później założył na nos swoje okulary. Zaczął czegoś szukać, a po sekundzie jego twarz przybrała odcień blado-zielony. – Mój telefon! Jak ja teraz sprawdzę horoskop?! A jeśli dziś jest pechowy dzień dla Raka? A ja przecież nie mam swojego szczęśliwego przedmiotu… - zaczął panikować. Ludzie, wypuście mnie stąd. Chcę wyjść.
 Wyjąłem z torby jakieś ubranie, po czym poszedłem z nim do łazienki. Znaczy… Próbowałem tam dojść, ale pierwsze drzwi, na jakie trafiłem, nie prowadziły do toalety, ale do jakiegoś innego pokoju gościnnego. Za kolejnymi był jakiś schowek na miotły, odkurzacze i ściereczki. Dopiero za trzecim razem trafiłem w dobre miejsce. Ta łazienka była dużo mniejsza od tej, w której się wczoraj kąpaliśmy, ale i tak dorównywała rozmiarem mojej kuchni. Urządzona została w prostym stylu – ściany były biało-niebieskie, naprzeciwko wejścia stała kabina prysznicowa, obok kibel, a tuż przy drzwiach zlew. Oprócz tego koło niego znajdował się kaloryfer, a przy nim wisiała półka na najpotrzebniejsze rzeczy.
 Odłożyłem na bok swoje rzeczy, a następnie wziąłem szybki prysznic i umyłem zęby. Założyłem świeże ubrania i wróciłem do pokoju.  Tym razem nie miałem problemu z trafieniem do właściwego pomieszczenia.
Gdy wszedłem do naszego tymczasowego lokum, od razu usłyszałem jęki Kise.
 - Ale ja muszę się nim posmarować!
 Pokręciłem lekko głową i wpakowałem swoją piżamę do torby.
 - Aominecchi, potrzebuję kremu nawilżającego! – Model podbiegł do mnie i uwiesił mi się na ramieniu. – Aominecchi!
 - Z skąd niby mam ci do wytrzasnąć?! – Obrzuciłem go karcącym spojrzeniem. – Czy ja ci wyglądam na osobę, która ma w torbie cały salon kosmetyczny?
 Kise odczepił się ode mnie i usiadł na swoim futonie.
 - Mój menedżer mnie zabije.. – szepnął, kryjąc twarz w dłoniach.
 - Będzie na świecie o jedną ciotę mniej – skomentowałem.
 - Aominecchi, jesteś okroopnyy! – zawył blondyn, odwracając się do mnie tyłem.
 I się obraził. Przynajmniej na jakiś czas będę miał go z głowy.
 Chwilę później przyszedł po nas lokaj. Zaprowadził nas do jadalni, po czym skłonił się i wyszedł. Akashi gestem ręki nakazał nam zająć miejsca. Na śniadanie była smażona ryba z warzywami, sosem, a do tego podano herbatę. Całkiem niezłe luksusy, szkoda tylko, że właściciel jest takim psycholem.
 - Jak wam się spało? – spytał kapitan, zerkając na mnie. Kurwa, wiedziałem, że będzie mi to wypominał. Po prostu to, kurna, wiedziałem.
 - Bardzo dobrze. – Midorima przełknął to, co miał w buzi. – Aomine nawet nie chrapał.
 - Ja nigdy nie chrapię, kretynie! – krzyknąłem. No jak taki glon śmie mnie obrażać?! Mnie, wielkiego, zajebistego, seksownego, silnego…
 - Daiki. – Głos Akashiego skutecznie sprawił, że natychmiast się uspokoiłem i opuściłem pałeczki, którymi miałem zamiar rzucić w Midorimę. – Czy ty nigdzie nie umiesz się zachować?
 - E-ej! – Znów podniosłem głos. – To on zaczął, a poza tym…
 - Cisza.
 Ta, król świata się znalazł i wszyscy mamy padać przed nim na kolana. Zarozumialec jeden. A niektórzy mówią, że to ja jestem egoistą. I gdzie tu sprawiedliwość?!
 Siedziałem przy stole wielce naburmuszony, ale jakoś nikt nie zwrócił uwagi na moje fochy. Znów poczułem się niedoceniony. Przecież moje fochy oznaczają jedno – coś mi nie pasuje. To z kolei znaczy, że należy to coś jak najszybciej poprawić, bym był zadowolony. U Akashiego to prędzej mógłbym się spodziewać spadającego meteorytu. Ech… Jak to się stało, że taka gnida ma ogromny dom, służbę, wielkie łazienki, a na dodatek działkę z własnym jeziorkiem?! Czuję się gorszy… A tak nie może być. To, że Akashi nazywa się imperatorem, nic nie znaczy. Ja jestem królem boiska, asem Teiko i strzelcem nie do zatrzymania. Moja zajebistość nie zna granic. Nie to, co u tego karła. Gdyby nie to jego Oko Imperatora, kim by był? A gdyby nie nasza drużyna? Wtedy na pewno nie zaszedłby tak daleko. I jeszcze to rozdwojenie osobowości.. Serio, ta gnida jest naprawdę przerażająca. Kiedyś Akashi miał dwie czerwone tęczówki. Teraz czerwona jest tylko jedna, druga za to zmieniła kolor na złoty. Szczerze mówiąc, to wolałem pierwszą, prawdziwą wersję naszego kapitana. Była bardziej.. ludzka. Cóż, może jeszcze kiedyś będzie nam dane ją ujrzeć.
 Po skończonym śniadaniu Akashi dał nam specjalne stroje do jazdy konnej, a następnie zaprowadził nas do stajni. Ejże, czego on w tym domu nie ma?! No, prócz normalnych ludzi oczywiście, to akurat tacy to by się tu przydali.
 Każdy z nas dostał własnego konia i zaczęła się lekcja jazdy. Muszę przyznać, że było całkiem przyjemnie. Moja klacz nazywała się Diament, Kuroko dostał zaszczytu jeżdżenia na Bolku, Murasakibara wsiadł na Teklę, Midorima na Czesława, Kise na Bursztyna, a Akashi na Króla. Jakże mogłoby być inaczej… Kto by się tego spodziewał? Okazało się, że zwierzęta były do nas przyjaźnie nastawione, więc nie mieliśmy specjalnego problemu z okiełzaniem ich. No, oprócz Ryouty, który prawie wjechał na barierkę. Konie miały bardzo miękkie grzywy, a jazda na nich sprawiła nam wiele frajdy. Nawet mnie się spodobało i nastrój mi się poprawił. Akashi uczył nas poprawnej postawy, tłumaczył jak skręcić, zahamować, wołać konia… I to wcale nie było takie trudne. Zawsze myślałem, że panowanie nad takimi zwierzętami wymaga dużo ćwiczenia, ale byłem mile zaskoczony. Potem musieliśmy jeszcze te konie wyszorować i je nakarmić, lecz to też było raczej zabawne. Poszkodowany został koń Murasakibary, bo ten wielkolud zeżarł połowę jego jabłek.
 Kiedy wróciliśmy do środka, była już na obiad. A wiecie, co podano? Mięcho! Otóż to! Soczyste, idealnie usmażone, przepyszne mięcho! Niebo w gębie. Takie obiady, to ja mógłbym jeść codziennie. Czego jak czego, ale porządnego żarcia to nigdy za wiele. A, no i pornosów. Chociaż gdybym miał wybrać między tymi dwoma rzeczami, to… Wybrałbym jedzenie podczas oglądania jędrnych cycuszków. Może i niezbyt idealne połączenie, ale dzięki temu nie pozbył się ani jednego, ani drugiego. Jestem zajebisty. I genialny.
 Po obiedzie mieliśmy czas wolny. Okazało się, że Akashi ma w domu stół do ping-ponga, więc zabraliśmy się za grę. Ogólnie to zająłem drugie miejsce. Zgadnijcie, kto był pierwszy. Ta czerwona gnida. Nie sądziłem, że ona tak dobrze umie to grać. No ale w końcu to Akashi – wszystko u niego musi idealne, a on sam ma być najlepszy. Bogom dzięki, że moja mama nie jest tak wymagająca jak jego ojciec. Gdyby tak było, to już dawno bym zwariował i wylądował w psychiatryku. Ma kochana rodzicielka naprawdę powinna dostać jakiś ogromny medal zasługi dla państwa. W końcu urodziła zajebistego mnie – coś jej się za to należy. A może od czasu do czasu powinienem pomóc jej w sprzątaniu? Albo chociaż kwiaty kupić? E, nie przesadzajmy. Medal od prezydenta byłby wystarczający.
 Nie uwierzycie, co było potem. Sam chciałem w to nie wierzyć, ale to była najprawdziwsza prawda, w dodatku okrutna. Akashi zagonił nas do nauki, tłumacząc, że po zawodach rozpocznie się sezon do egzaminów, więc ma zamiar nas przypilnować, byśmy się uczyli. Uroczo, nie? Szatan wcielony! Żeby w wolny weekend, dodatkowo we własny domu, zmuszać kolegów z drużyny do siedzenia nad książkami! Istny diabeł. Czasem myślę, że to Oko Imperatora mu nie służy. Wręcz przeciwnie – niszczy coraz bardziej jego dawną osobowość.
 - Daiki, skup się na tekście – polecił mi kapitan, gdy znów zacząłem bujać w obłokach.
 Gdyby to ode mnie zależało, to z własnej woli bym tu nie przyszedł. Ale że to było ,,zaproszenie” od samego Akashiego, to nie wypadało odmówić. Zwłaszcza, że jego ,,zaproszenie” wyglądało mniej więcej tak: stoi na środku sali z nożyczkami w ręce, a następnie oznajmia, że jesteśmy do niego zaproszeni na weekend. A kto nie przyjdzie, tego flaki znajdą się w jego zamrażarce. I jak tu odmówić? Cóż nam pozostało? Jedynie przyjście tutaj z nadzieją, że będzie miał dobry humor i nie powiesi nas na pierwszym lepszym żyrandolu.
 - Ale to nudne – jęknąłem, przekręcając kolejną kartkę w książce od biologii. Gdy jednak na trafiłem na temat o układzie rozrodczym żeńskim, nagle się zacząłem dokładnie wczytywać. No co? Taka wiedza jest przecież niezbędna! Każdy facet powinien to wiedzieć. W końcu należy się do seksu z ukochaną dziewczyną jakoś przygotować. Trzeba wiedzieć, co gdzie włożyć. Chociaż to akurat czysta natura i odruchy, ale jednak takich tematów nie wolno unikać.
 - Daiki, myślę, że ten temat znasz akurat na pamięć. – Akashi spojrzał na mnie, ale w jego wzroku nie wyczytałem nagany.
 - Ej, sam przecież powtarzasz, że powtórki materiału dobrze robią – zaprotestowałem. – Więc powtarzam.
 Kapitan tylko lekko pokręcił głową, po czym pochylił się nad Kise i zaczął go odpytywać z historii Japonii. W tym czasie Midorima powtarzał matmę, Kuroko fizykę, a Murasakibara angielski. Jezuuuu… Zamęczę się tutaj. Ludzie, ratujcie zajebistego mnie! Muszę żyć! Od tych książek zaraz mi głowa pęknie. Oj, już boli. Oj, aj, czyżby to już? Mój koniec jest blisko?
 - Akashi-kun, nie rozumiem tego zadania – odezwał się nagle Tetsu, co uratowało Kise przed kolejnym pytaniem z historii, na które nie znał odpowiedzi. Model odetchnął z ulgą, po czym doczytał to, czego nie wiedział.
 - Aka-chin, jeeeść. – Ziewnął Murasakibara, a jego brzuch wydał z siebie dźwięk przypominający trzęsienie ziemi. Przez te odgłosy zaraz coś nam się serio na głowy zwali.
 Hehe… Zwali.. Moje mądrości życiowe powinny być zapisywane w jakiejś księdze państwowej. A skoro o waleniu mowa.. Z jednej strony mam ochotę walnąć z pięści Akashiego, za to, że przetrzymuje nas w tym pokoju z książkami, a z drugiej chcę odzyskać swoje pornosy. Może bym sobie przy nich coś zwalił…
 - Ech, czy wy ciągle musicie na coś narzekać? – Westchnął nasz kapitan, kręcąc głową z dezaprobatą. – No ale rzeczywiście. Siedzimy tu już dwie godziny, więc możecie być trochę zmęczeni. Kucharz zrobił ciasto, więc chodźmy je zjeść.
 Zmarnowałem dwie cenne godziny swojego życia na studiowaniu książki od biologii. Ludzie, uczyłem się równie dwie godziny, i to bez najmniejszej drzemki! No teraz to ten medal już mi się należy. Toż to osiągnięcie prawie tak wielkie, jak pierwszy lot na Księżyc! No, a teraz czas coś przekąsić.
 Usiedliśmy przy stole w jadalni, a lokaj nałożył każdemu po całkiem sporym kawałku ciasta. Dla Murasakibary to było jednak nic, bo po sekundzie na jego talerzu zostały tylko okruszki, które i tak chwilę później zlizał.
 - To wszystko? – jęknął zawiedziony olbrzym, wpatrując się w pusty talerzyk.
 - Musisz dbać o odpowiednią dietę, Atsushi – odparł Akashi, który był dopiero w połowie swojego ciastka. – Poza tym to niezdrowo i niekulturalnie jeść tak szybko.
 Ta, mistrz dobrych manier się znalazł. A jak rzuca w ludzi nożyczkami, to gdzie ma te maniery, co? Niby taki kulturalny i grzeczny, a tak naprawdę diabeł wcielony.
 Po podwieczorku znów mieliśmy trochę czasu wolnego, który poświęciłem na zwiedzanie domu. Kise oczywiście musiał się do mnie przypałętać. Chyba zapomniał, że się na mnie obraził. Murasakibara polazł do kuchni po jakieś owoce, bo tylko na to pozwolił mu Akashi, Tetsu zajął się czytaniem książki, a Midorima wlazł pod koc, opatulił się nim po samą szyję i oznajmił, że nigdzie się stąd nie ruszy, dopóki nie będzie miał swojego szczęśliwego przedmiotu. Moim zdaniem i tak mu całkiem nieźle poszło, bo pół dnia bez horoskopu wytrzymał, i jeszcze na dodatek żyje. Akashi natomiast zniknął w swoim pokoju. Znając go to pewnie zaczął coś dla nas szykować.
 - Aominecchi – odezwał się Kise. – A jak się tu zgubimy?
 - To nas znajdą duchy tego domu i zabiorą ze sobą do grobu – odparłem.
 Model pisnął, po czym przyczepił się do mojego ramienia i w ogóle nie chciał go puścić.
 - Jezu, Kise, żartowałem przecież – mruknąłem, chcąc się wyswobodzić z jego uchwytu. Jeszcze trochę, a ręka mi zdrętwieje.
 - Takie żarty wcale nie są śmieszne – burknął, rozluźniając nieco swój chwyt. I tak trzymał się tak blisko mnie, że zaczynało to być powoli irytujące.
 - Nie bądź taki łatwowierny. Duchy nie istnieją.
 - Nie strasz mnie więcej.
 - Dobra, to o pająku na twoim ramieniu też ci nie powiem.
 - P-pająk?! – Pisnął przerażony i za wszelką cenę próbował go wypatrzeć i strzepnąć. Wyglądał przy tym przekomicznie. Zupełnie, jakby tańczył taniec jakiś starożytnych Indian. Dopiero, kiedy usłyszał mój śmiech, zorientował się, że to był żart. – Aominecchi, jesteś okropny – burknął i mnie lekko popchnął.
 - Jestem zajebisty – odparłem, po czym też go lekko popchnąłem.
 Nie minęła minuta, a te przepychanki zamieniły się w prawdziwą bójkę. Szarpnąłem go za włosy, na co krzyknął i uszczypnął mnie w policzek. Złapał mój lewy nadgarstek, ja odwdzięczyłem mu się tym samym. Zaczęliśmy się przepychać, cały czas się obrażając. Nagle Kise potknął się o dywan i poleciał do tyłu, ciągnąc mnie za sobą. Nie miałem się czego złapać, więc obaj wylądowaliśmy na podłodze. Znaczy.. Ryouta wylądował na podłodze, ja upadłem na niego.
 - Nie wmówisz mi teraz, że nie jesteś ciotą – burknąłem, przygniatając go do twardej nawierzchni.
 - To był wypadek – odpowiedział, robiąc nadąsaną minę.
 - Jak wszystko. – Westchnąłem.
 - Daiki, Ryouta. – Usłyszeliśmy głos Akashiego i natychmiast obróciliśmy głowy w jego stronę. Obok niego stała reszta Pokolenia Cudów. – Wiedziałem, że jesteście przyjaciółmi, ale nie sądziłem, że ciągnie was do siebie w takim stopniu. – Spojrzeliśmy na siebie, a nasze twarze przybrały kolor dorodnych pomidorów. – I to w cudzym domu.. – Akashi pokręcił głową z dezaprobatą. – To wyjątkowy brak kultury.
 - E-ej! – Szybko wstałem z Kise. – To był wypadek! Szarpaliśmy się i Kise potknął się o dywan!
 - Aominecchi ma rację! – Model stanął przy mnie i wymachiwał energicznie rękoma. – Potknąłem się o dywan i przypadkiem pociągnąłem go za sobą! Jesteśmy tylko przyjaciółmi, naprawdę!
 - Kise-kun, nie krzycz – odezwał się Tetsu. – Może i macie rację, ale to wyglądało dość dziwacznie.
 - Tetsu – warknąłem. Jak ten karzeł coś powie, to potrafi ostro dowalić. – Jeśli jeszcze raz usłyszę, że mówisz coś takiego, to czarno widzę twoją przyszłość.
 - Powiedział czarnuch.
 Aż zaniemówiłem. Pamiętacie, co mówiłem o Akashim? Że to diabeł wcielony. Zmieniam zdanie. Wprawdzie jest diabłem wcielonym, ale ma brata, który na tym świecie nazywa się Kuroko Tetsuya i właśnie rozwścieczył mnie do granic możliwości. Nienawidzę, gdy ktoś śmieje się z mojej karnacji.
 - Masz dwie sekundy na ucieczkę – warknąłem, i zacząłem biec w jego stronę. Po chwili Tetsu zniknął, a ja się zatrzymałem. – Co za drań – szepnąłem. – I tak cię dorwę, Tetsu!
 Podejrzewam, że Kuroko cały czas był w holu, ale po prostu nie mogliśmy go dostrzec. Ja mu nie podaruję. Jak go tylko złapię, to drań ma przejebane.
 - Mam nadzieję, że nie będzie z waszą dwójką żadnych problemów – odezwał się Akashi, patrząc znacząco na mnie i Kise.
 - A-ale… Akashicchi – jąkał się model.
Prychnąłem tylko i odszedłem w stronę pokoju, który pełnił rolę mojej sypialni. Jeden wypadek, ale ile od razu rabanu! Że niby ja miałbym być gejem?! Niedoczekanie wszystkich, którzy na to liczą. Uwielbiam cycki, nie penisy. Faceci nie mają dużych piersi, więc to ich wyklucza na wstępie. Poza tym to zbyt ohydne. Dziewczyny są sto razy lepsze.
 Położyłem się na swoim futonie, kładąc ręce pod głową. Westchnąłem cicho i zacząłem się nudzić. Nawet nie mogłem pooglądać swoich pornosów, co często robię w wolnym czasie. Na facebooka nie chciało mi się wchodzić, na spacer po domu też nie miałem ochoty, na pogaduszki z tymi kretynami tym bardziej, więc zostało mi siedzenie w pokoju. Do kolacji mieliśmy jeszcze pół godziny, przez ten czas powinienem mieć spokój. Jakże się pomyliłem! Kilka minut później do pomieszczenia wszedł Kise i usiadł na swoim futonie. Zaczął przeglądać swoją torbę, co jakiś czas na mnie zerkając. Zaraz coś powiem, jestem pewien.
 Nagle model przerwał poszukiwania czegoś w swojej torbie i spojrzał na mnie nieco zmieszany.
 - Aominecchi.. – Zaczął. A nie mówiłem? – Nie gniewasz się za to przed chwilą?
 - To Akashi jest tu kretynem – mruknąłem. – Poza tym oni tylko żartowali. Wypadki zdarzają się każdemu, szczególni takim ciotom jak ty.
 - Aominecchi! – Podniósł głos i uderzył mnie poduszką.
 - Oż ty…! – Wziąłem do ręki swoją poduszkę i przywaliłem mu nią w głowę.
 Zaczęła się prawdziwa poduszkowa wojna. Nawzajem wymienialiśmy się ciosami, śmiejąc się przy tym i krzycząc na zmianę. Kilka minut później do pokoju wszedł Midorima wraz z Murasakibarą, a po chwili dołączyli do nich Akashi i Tetsu.
 - Co wy tu.. – Zaczął glon, ale ,,przypadkiem” rzuciłem w niego poduszką. – Aomine! – krzyknął, poprawiając spadające okulary.
 Oddał mi, lecz zdążyłem się przed tym ciosem uchylić. Nie minęła minuta, a wszyscy, nawet Akashi, przyłączyli się do wojny. Podzieliliśmy się na dwie drużyny. Do mojej dołączył kapitan oraz Tetsu, pozostała dwójka stanęła po stronie Kise. I się zaczęło. Murasakibara siedział na przeciwko mnie, więc to w niego najczęściej rzucałem, a on mi oczywiście oddawał, ciągle przy tym ziewając. Model trafił na Kuroko i często obrywał od niego w twarz. Akashi natomiast zajął się Midorimą i blokował każdy jego rzut.
 Piętnaście minut później skończyliśmy. Akashi podszedł do drzwi i powiedział:
 - Ułóżcie teraz te poduszki tak, jak były.
 - Ale ty też grałeś z nami! – zaprotestowałem.
 - Muszę uzgodnić coś z kucharzem.
 Wyszedł z pomieszczenia, ignorując moje wściekłe spojrzenie. Nie dość, że jakimś cudem z nami grał, to rozkazał nam sprzątać! Bezczelność! A potem się na mnie wścieka, że brak mi manier. No jak tam można?
 Poszliśmy na kolację i zajęliśmy swoje miejsca. Smażona makrela była całkiem niezłym pomysłem. I smacznym, to najważniejsze. Do tego herbata i warzywa. Jakże mogłoby być inaczej? Po posiłku poszliśmy się myć. Gorąca woda z wanno-basenu była naprawdę kojąca.
Aż przyjemnie się w niej siedziało. I wtedy mi się o czymś przypomniało.
 - Tetsu. – Obróciłem się w jego stronę, a gdy na mnie spojrzał, oplotłem ramieniem jego szyję. – Nazwałeś mnie wcześniej czarnuchem.
 - Aomine-kun, to był tylko ża…
 - Nienawidzę tego, nieważne czy na serio, czy w żartach. Zresztą powinieneś to już wiedzieć.
 Zacząłem go porządnie chlapać wodą, a w pewnym momencie go w niej zanurzyłem.
 - Aominecchi, nie top Kurokocchiego! – krzyknął Kise.
 - Spokojnie, Kise-kun, nic się nie dzieje – powiedział Tetsu, trzepiąc głową.
 Reszta przyglądała się nam bez słowa. Tylko Murasakibara narzekał na brak jedzenia, ale jedno spojrzenie Akashiego wystarczyło, by go uciszyć. Dopiero po tym, jak zemściłem się na Tetsu, zobaczyłem znajome żele pod prysznic. Wziąłem ten o zapachu czekolady i zacząłem wcierać go w swoje ciało. Kiedy skończyłem, odłożyłem tubkę na brzeg wanno-basenu, po czym oparłem się wygodnie o jego brzeg.
 - Aominecchi, mógłbyś..? – zaczął Kise, podając mi żel truskawkowy.
 - Wybij to sobie z głowy! – Zaprotestowałem. – Znowu mi ręce będą pachnieć truskawkami.
 - Kurokocchi, to może ty? – Zwrócił się do Tetsu.
 - Kise-kun, czy wtarcie sobie żelu pod prysznic jest dla ciebie aż tak trudne? – spytał Kuroko, wprawiając modela w zakłopotanie.
 - Nic nie rozumiecie – burknął, po czym wylał sobie żel na dłoń.
 Westchnąłem cicho i pokręciłem głową. Co za ciota…
Z kim ja się w ogóle zadaję? Nasz kapitan jest psycholem, mój najlepszy przyjaciel zachowuje się jak duch, Kise jest ciotą, Midorima ma bzika na punkcie horoskopów, a Murasakibara to olbrzymi żarłok. Tylko ja z tej grupy jestem normalny i zajebisty. Trudno pełnić rolę tego najlepszego, no ale ktoś musi to robić. Cóż, ten obowiązek spadł na mnie i szczerze mówiąc dobrze się z tym czuję.
 Oparłem się o brzeg wanno-basenu i zamknąłem oczy. W pewnej chwili poczułem, jak coś płynnego leje się na moją głowę. Odruchowo zerwałem się do pozycji siedzącej i dotknąłem swoich włosów. Kiedy powąchałem rękę, zamarłem. Kto śmiał zmoczyć mnie żelem truskawkowym?!
 - Aominecchi, umyj głowę – odezwał się Kise, odstawiając na bok tubkę ze swoim żelem.
 - Kise – warknąłem, obracając się w jego stronę. – Teraz to przesadziłeś.
 Złapałem go szybko za szyję, po czym go pochyliłem. Wylałem mu na głowę żel truskawkowy, czekoladowy, waniliowy, a następnie wiśniowy, po czym je roztarłem.
 - Aominecchi, szamponów się nie miesza! – krzyknął model, próbując mi się wyrwać.
 - A mojej głowy nie polewa się żelem truskawkowym!
Kiedy skończyłem mu wcierać żel we włosy, na chwilę zanurzyłem go w wodzie, po czym puściłem jego szyję i wróciłem na swoje miejsce. Oparłem się o brzeg wanno-basenu i spojrzałem z wrednym uśmiechem na blondyna.
 - Aominecchi, jesteś okropny – jęknął Ryouta i odsunął się trochę ode mnie, robiąc obrażoną minę.
 - Naprawdę się lubicie – skomentował Akashi, przyglądając się naszej dwójce.
 Znowu zaczyna… Ja nie mogę, co za natręt. To teraz wystarczy, że dotknę Kise, a ta gnida już powie, że jesteśmy parą? Nie mogę się już z tą ciotą drażnić, bo Akashi uzna, że wyznaję mu swoje uczucia? Co za popaprane miejsce.
 Poszliśmy do naszego pokoju i padliśmy na swoje futony.
 - Jutro wracamy do domu – powiedziałem, gdy Akashi wyszedł z pomieszczenia.
 - Nie było tak źle. – Zgodził się Kise. – Midorimacchi, nawet dałeś radę bez horoskopu!
 - Idioto, nie mów takich rzeczy przed czasem! – Krzyknął Midorima. Chwilę później nadepnął na pinezkę leżącą na podłodze. – To twoja wina! – Oskarżył Kise i poszedł do łazienki, przedtem przytrzaskując sobie palca drzwiami.  
 Rany… Praktycznie cały dzień wytrzymał, a na koniec taki pech go spotkał.. Chyba horoskop mu dziś nie sprzyjał. Ciekawe, co było jego szczęśliwym przedmiotem? Może jakiś pornos? Właśnie! Skoro o tym mowa, to za kilkanaście godzin odzyskam swoją Horikitę Mai! Wreszcie będę mógł pooglądać te cycuszki, które aż proszą się o macanie. Tak się rozmarzyłem o tych cyckach, że z zamyślenia wyrwał mnie Kise.
 - Aominecchi, ślinisz się.
 Szybko przetarłem usta ręką, po czym udałem, że nic się nie stało.
 - Aominecchi, znów myślałeś o dziewczynach z dużym biustem, prawda? – Kontynuował Kise, nie zwracając uwagi na moje ostrzegawcze spojrzenie. – Ty to się nigdy nie zmienisz. – Westchnął i położył się na swoim futonie.
 Kilka minut później wrócił obrażony na cały świat Midorima i bez żadnego słowa ułożył się na swoim posłaniu. Poszliśmy w jego ślady, jednak z godzinę jeszcze gadaliśmy. Właściwie to głównie konwersowałem z Kise, czasem odezwał się Murasakibara albo Tetsu, spytany o coś przez Ryoutę. Glon leżał niczym śpiąca królewna i nie odezwał się ani słowem. Jakoś nie chciałbym być księciem, który musiał by taką księżniczkę obudzić. Ble.. Już wolałbym być prawiczkiem. Nie! Cofam to! Chyba już wolałbym obudzić taką brzydulę, ale i tak bym od niej czym prędzej zwiał. Nie mam zamiaru być prawiczkiem do końca życia. Kiedyś trzeba takich cycków naprawdę dotknąć.  W życiu musi być rozrywka, nie?
 - E, Murasakibara – powiedziałem, gdy mieliśmy iść spać. – Jeśli znów ma ci burczeć w brzuchu, to idź do sąsiedniego pokoju.
 - Kuro-chin dał mi ciasteczka, więc nie powinienem aż tak szybko zgłodnieć – odparł i wpakował sobie co buzi trzy ciastka na raz. Potwór… Jak ktoś mi jeszcze raz powie, że dużo jem, to niech porówna moje porcje z porcjami tego olbrzyma.
 Westchnąłem cicho i zamknąłem oczy. Czas na sen o dużych, jędrnych cyckach.
                                                                           
                                                                          ***
  Wolność!
 Oł jeee! Następnego dnia koło jedenastej wyszliśmy z jego domu. Cała nasza piątka odetchnęła z ulgą, ale chyba najbardziej cieszył się Midorima, który mógł wreszcie sprawdzić swój horoskop. Okazało się, że jego szczęśliwym przedmiotem był papier toaletowy, więc Akashi łaskawie pozwolił mu jeden wziąć. Ja jednak czułem się oburzony i oszukany, gdyż ta gnida nie oddała mi moich pornosów! Tłumaczyła, że już wystarczająco się ich naoglądałem, więc te zostaną spalone. SKANDAL! A tak się cieszyłem, że będę mógł wreszcie obejrzeć te jędrne, piękne cycki… Cóż, ale od czego ma się kolekcję pornosów w domu?
 Oczywiście rano służba znów nas obudziła, ale tym razem nie miałem problemów ze wstaniem. Właściwie to pierwszy byłem gotowy do pójścia na śniadanie. Pewnie jesteście ciekawi, co takiego kucharz nam przygotował? Ryż, warzywa i herbatę. Nie takie złe, gdyby większość talerza nie stanowiły brokuły, których nienawidzę. Odmówiłem zjedzenia ich, ale gdy Akashi stanął za mną z nożyczkami w ręku, posłusznie wziąłem pałeczki i wszamałem cały posiłek w oka mgnieniu.  Mało przy tym nie zwymiotowałem, ale przynajmniej nadal żyję.
 Kise dostał z powrotem swoje kremu i od razu kilku użył, ciesząc się jak przy tym jak dziecko. Był nawet tak hojny i chciał mnie posmarować jakimś mazidłem, ale jedno moje spojrzenie skutecznie wyrzuciło mu z głowy ten pomysł. Murasakibara był wniebowzięty widokiem swoich słodkości, które po kilku minutach i tak zniknęły w jego brzuchu. Tetsu natomiast, jak to Tetsu, miał swoją kamienną twarz i nawet się nie uśmiechnął, gdy kucharz przygotował mu jego skake’a waniliowego.
 I tak oto zakończył się weekend u tej gnidy. Niestety tylko ja byłem poszkodowany, za co obraziłem się na Akashiego, ale podejrzewam, że ten i tak się tym nie przejął.
 - Myślę, że jeszcze was kiedyś na taki weekend zaproszę – odezwał się Sejiuro, żegnając nas przy bramie. Mimowolnie zadrżeliśmy na samą myśl o tym, że jeszcze kiedykolwiek mielibyśmy spędzić dwa dni w jego domu.
 - Ależ nie kłopocz się. – Podrapałem się nerwowo w tył głowy. – Nie chcielibyśmy ci zakłócać spokoju, prawda, chłopaki?
 Kise i Midorima skinęli głowami i na wszelki wypadek odsunęli się kilka kroków. I znów mnie wystawiają, cholernie tchórze!
 - Nie zakłócaliście. – Akashi zbliżył się do mnie z nożyczkami w ręce. – Wręcz przeciwnie, było bardzo zabawnie, nieprawdaż, Daiki? – Podsunął mi swoją broń do gardła, więc odruchowo przytaknąłem. Przy okazji poczułem, jak kropelka potu spływa mi po karku. – W takim razie do zobaczenia.
 Oddaliliśmy się szybko od jego domu, ani razu się przy tym nie odwracając. Gdy minęliśmy kilka ulic, szeroki uśmiech pojawił się na mojej twarzy.
 - No, wreszcie wolni! – krzyknąłem, obejmując Tetsu i Kise za szyję. – To co? Wycieczka do Maji Burgera?
 Przytaknęli, więc skierowaliśmy się do naszej ulubionej knajpki. Nagle Kise zatrzymał się, szukając czegoś w swojej torbie.
 - O Boże! – krzyknął, blednąc.
 - Kise-kun, co się stało? – spytał Tetsu, uważnie go obserwując.

 - Zapomniałem zabrać z domu Akashicchiego jednego kremu… 
_________________________________________________________________________________










14 komentarzy:

  1. Hola, siema, pała złota, Kise model to jest ciota!!!!!!!!!!!!!!!!! :D Jak tak sobie to czytowałam to sobie tak pomyślałam, iż gdyż uwzględniając ten dość ekskluzywny klimacik u drogiego Akasza w domku, jego majestatyczną wille oraz osobistych lokajów, to z powodzeniem można by to było nazwać "Kurokoshitsuji" :P :D (Oczywiście pierwotna nazwa pochodzi od animca pt. Kujroshitsuji, jeśli szanowna Pani kojarzy :D :P ) Najdroższy Aomisiu, Twoi zacni przyjaciele jakich nie wiele, nie ruszyli swych wielmożnych czterech liter by Ci pomóc bowiem oni są po prostu przekonani, iż Ty sam sobie poradzisz :D No ale chwileczkę, Aoś, Ty po 20 pompkach już ledwo sobie oddychujesz? :O Skandalos!!!!! :O :P Powinieneś bezzwłocznie zabrać się za poprawianie swej czcigodnej kondycji, bo jak tak dalej pójdzie, to się zmachasz przy robieniu sobie dobrze!!!!!! :D :P :D Hahaha!!!! :D Najdostojniejsza Generacja Ciulów ujeżdża konie!!! :D Rzecz jaśniutka, oczywiście u jegomości Akashiego można się było spodziewać tego :D Jednakże arcyświetne imiona owych zwierząt rozczłonowały mą szanowną osóbkę na kawałeczki i ćwiarteczki :P :D No i kolejny skandalos proszę Państwa :O Nauka w weekenda?????!!!! :O Panie Seijuro chyba się Panu nożyczki stępiły że Pan ma takie absurdalne i niedorzeczne pomysły :O :D Aczkolwiek pomijając już tego fakta niegodziwego, uważam iż nauka biologi mimo wszystko nie jest nudna a wręcz odwrotnie, na przykład właśnie z tego powoda jakiego arcysłusznie przytoczył czcigodny Aominecchi :P :D Tak, droga Sayu jest po biol-chemie więc coś o tym wie :P :D No już moi wielebni Kise i Aosiu, zwalajcie winę na dywana, ja tam dobrze wiem iż macie do siebie jakieś erosomańskie ciągutki :D :P Jak zawsze nastała pora na dobijające skojarzenie: "A skoro o waleniu mowa.." hmmmm... :D ( ͡° ͜ʖ ͡°) ah, no tak, przecież chodzi oczywiście o walenie z pięści po łbie :D Wielebny Panie Tetsusiu, przegiął sobie Pan z tym wyzwiskiem karygodnym skierowanym w stronę jegomości zajebistości Aomine, więc w związku z tym na jego miejscu, również bym Pana bez jakiejkolwiek litości utopiła :D Już sobie wyobrażam, jak cudnie pachnieć musiała najzacniejsza łepetynka Kisiaczka, po takowej mieszaninie niejednorodnej jaką to Ahoś na nim uczynił :P :D W momencie w którym to uprzednio wymieniony Daikiś, nakładał na siebie tegoż afrodyzjaka w postaci żela czekoladowego, śliniłam się dokładnie tak, jak on do swych świerszczyków z jędrnymi cycami :P :D Najdrożsi chłopacy, niniejszym gratuluje wam pomyślnego przeżycia w jakże skromnych progach Akasza oraz wręczam każdemu diamentowe ordery za arcyogromną wytrwałość :D :P Kisiaczku drogi, chyba nie będziesz się wracał po jednego krema :D Już lepiej idź sobie do sklepa i zwyczajnie kup nowego :P :D Cóż, najwielebniejsza Pani Akinko, spełniła Pani me oczekiwania powyżej zamiejscowionym tworem, generalnie arcyfajnie, ja już zakończuje tego monologa, a Tobie na przyszłość życzę dobrej i gorrrąąącccej nocy, aby wena Ci do mózgowniczki strzeliła jak z procy i pozdrawiam miluśkoooo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :D ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ kojarzę, kojarzę :D Oglądałam ;)

      Aoś zawsze sobie poradzi! ALe wiesz... Te popmki były wyczerpujące, gdyż szanowny Aoś nie jadł śniadania, a na dodatek miał Akashiego na plecach (to też pewien ciężar ;P)

      Imiona koni... XD Jakoś szczególnie spodobał mi się Czesław :D

      nie ma to jak powtarzanie materiału! :D

      Wszędzie AoKisy :P

      owszem, ja też bym się wkurzyła za takie przezwisko :D

      Mieszanka egzotyczna na głowie modela XD

      Jestem święcie przekonana, iż chłopcy będę wniebowzięci tym, że otrzymają od Pani takie ordery :D

      Cieszę się przeogromnie, że Pani się podobało!!! :D
      Również pozdrawiam i szczerze dziękuję!! <3 :* :D :D

      Usuń
  2. Ohayo, Akina!

    Tak sączę i sączę sok ze szklanki, aż nagle pojawia się fragment z Kise. On *wstrzymuje oddech* jest genialny. Płaczę, turlam się po ziemi ze śmiechu... To jest złe *dąsa się*

    Brawo, drodzy lenie! Jeszcze żyjecie! Jeszcze... Mam nadzieję, że się jeszcze nie raz zobaczymy.

    Daiki, jeśli nie chcesz stracić przyrodzenia, radzę ci paść na kolana i najlepiej w ogóle nie wstawać! Z tą fałszywą gnidą nie ma żartów.

    Żądam medalu dla matki Aomine (i to nie dlatego, że urodziła takiego zjeba... skądże), samego pana Aosia, fałszywej gnidym największego żarłoka na świecie, zajebistej blond cioty, pana horoskopa oraz ''szejko-pijca''

    Dzisiaj krótko, bo i tak wiesz, że jesteś najlepsza.
    Weny, weny i jeszcze raz weny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohayo!

      Kise rozwala XD

      Tak, JESZCZE żyją ;P Ale przecież Akashi powiedział, że zaprosi ich kiedyś na weekend, więc... Zobaczymy kiedyś :P

      Gnida się czasem rządzi.. -_- No ale to w końcu Akashi XD

      Medale dla wszystkich!! :D :D

      Ej, ej... Ty mnie aż tak nie chwal *rumieniec szczęścia (jest w ogóle coś takiego? O.O Cóż, już jest XD)* Ale i tak dziękuję :*
      Pozdrowionka! <3

      Usuń
  3. Witam~~! ^.^
    Sobota udana, gdyż Akina posta dodała~! :3

    Pobudka o 7 =.= Ta godzina jest nieludzka~! -.- Zwłąszcza w weekend~! @.@ Ja przykładowo wstał przed 12 :p
    Przykro mi Aoś, nie jestm twoją matką, więc cię nie uratule xp Plus mego męża się słucha~! ^.^ Poproś Akinę o pomoc ;)
    I Aoś się doigrał~! :p Ale Akaś ciężki nie jest~! Waży tylko 64 kilogramy~!~^.^ Mukkun go na barana noci~! :3
    Będę tak dobra dla Midosia i jakąś prenumeratę tego horoskopu mu kupię~! ^w^
    I Kise strzelił focha~! >.< :D
    Jak dziecko -.- Akina~! Naucz swego męża kultury przy stole~! :P
    Aomine chciałby zobaczyć dawnego Akasia~! Jakie to uloce~! *.*
    Koń Czesław~! XD Hahahaha~! ^^
    Aoś As, więc Diamencik mu przypadł ;)
    Dai-chanowi spodobały się koniki~! :3 Cud, miód i pornoski ^w^
    Biedny konik Mukkuna ;-;
    Mięcho~! ^.^ I Aoś szczęśliwy~! :D
    Aomine Daiki, po powrocie od Akashiego masz wysprzątać dom i kupić swojej mamusi kwiatki. Amen. :)
    Mistrz biologi anatomicznej się znalazł~! xp
    Zwali- bardzo fajne słowo ^p^
    Akina za to, że Aomine uczył się ładnie przez 2 godziny zmób mu ciasto`! ^w^
    Fuck, narobiłam se smaka na ciasto ;-;
    Pająki są straszne~! x.x Raz budzę się w nocy i widzę jak z sufitu zsuwa się paająk tuż przed moją twarzą~! ;-;
    "- Tetsu – warknąłem. Jak ten karzeł coś powie, to potrafi ostro dowalić. – Jeśli jeszcze raz usłyszę, że mówisz coś takiego, to czarno widzę twoją przyszłość.
    - Powiedział czarnuch."- Buahahaha~!!! XD 1;0 dla Kurosia~! xp Tetsuś brał lekcje u Akasia ^.^
    Wojna na poduszki~! ^w^ <3
    Czeko- Czeko- Czekolada~! <3
    A ty Aomine jesteś zboczeńcem~! xp Tylko cycki, mięcho i koszykówka ci w głowie~! XD
    Ekstremalne mycie włosów xp
    I Kise wykrakał xp Biedny Midoś =.=
    Akina, czy Aomine przegląda przy tobie Horikitę Mai~?! o.O
    MuroKuro~! ^w^ <3
    Wszyscy PRAWIE zadowoleni :p
    Kise......Serio??! =.= Jakbyś nie mógł iśćć do sklepu i kupić sobie następnego. Może Akaś ci odda ten kremik?! ^^

    Wspaniały weekend u Akashiego~! ^w^ <3 <3 <3 <3 <3 <3
    Seiji zadowolony z ich wizyty :3
    I ładnie o nich zadbał~! ^.^
    Medal dla mego męża~! 8-<

    Aomine: A dla mnie gdzie medal~?! O.o Ja najbardziej wycierpiałem~!
    Kimie: Nie wiem. Zapytaj się Akiny.
    Aomine: I dlaczego ZNOWU zostałem połączony z tą ciotą??
    Kise: Aominecchi~! >.<
    Kimie: Ahomine~! Nie obrażaj Ryouty~! A największą ciotą jesteś TY~! Spałeś już z Kise, Kuroko, Akashim, Murkiem, Kagamim~! I z Midosiem i Sakuraim również~! ^p^
    Aomine: :o ....... COOO~~?!!!! O.O
    Kimie:; Hehehe~! Nawet ukesiem byłeś~! Spytaj Akiny ^.^
    Aomine: =.= Pora kurwa umierać....

    Duuuużo weny Akiś~! :3
    Ściskam mocno~! ^.^
    I kissam~! :*
    I pozdrawiam cieplutko~! ^w^
    Dobranoc i miłego dnia~! ^^ ( Nie wiem o której przeczytasz ten komentarz :p )
    Bye~! :D
    #Kimie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w weekendy wstaję około 10:30 XD
      Aoś, czasem trzeba przeżyć coś gorszego, by później było tylko lepiej! :D
      Ale weź porównaj Mukkuna i Aosia.. Ich różnica w masie jednak jest.. A na dodatek Aoś robił to na głodniaka!
      Midoś się ucieszy :3
      Imiona koni myślę że pasują do jeźdźców XD :D
      Też lubię mięso :P :3
      Już ja go przypilnuję, by posprzątał!
      Aoś - biolog XD Nie mogę sb tego wyobrazić XD Nawet jeśli miałby być tylko biologiem anatomii :"D XD
      Zwalić można różne rzeczy XD :D
      Mnie przy okazji też... A zwłaszcza na czekoladowe ^^ Dla mojego murzynka :D
      Też ich nie lubię :/
      Tetsu to mistrz ciętych ripost XD
      Bitwy na poduszki są fajne :D :D
      Mycie włosów według Aosia :3 XD
      Kise, nie kracz!
      Oczywiście, że nie! Robi to tylko w nagłych przypadkach, jakimi są jakieś one-shoty, czy dłuższe opowiadania! I tak tego nie lubię, bo Aoś jest tylko mój i ma tylko mnie! XD Boże, jak to brzmi.. -_- XDDD
      Bo Kise to Kise XD :D

      No ja nie wiem, czy dla wszystkich taki wspaniały XD

      Kimie, nie zawstydzaj tak publicznie mego męża! ;P Zresztą nie tylko jego, bo jak tak patrzę, to się wszyscy zarumienili...
      ,,Kimie:; Hehehe~! Nawet ukesiem byłeś~! Spytaj Akiny ^.^
      Aomine: =.= Pora kurwa umierać...." Boże, myślałam, że Aoś powie: ,,Pora, kurwa, zabić własną żonę" Uff... Jakże mi ulżyło.. Ale Daiki, nie zabijaj się!

      Dzięki, przyda się :D
      Również ściskam! :3
      Buziaczek :*
      I pozdrowienia! :D
      Dobranoc i miłych snów ze swoich mężem oraz wariatami z PC :D
      <3 <3 <3

      Usuń
    2. Aoś biolog..... Aoś lekarz~! O.O Znający te wszystkie nazwy leków, wszystkie nazwy chorób, objawy itp. Nie, to niemożliwe. =.= Aoś tylko jako policjant ^.^
      Chyba upiekę murzynka :3 Omniommniom~! :p
      Świerszczyki tylko do gry xp Po co Aosiowi gazetki, skoro ma żonę~! ^w^ So romantic~! <3

      Aoś się fochnął~! >.< xp Zwłaszcza, że pokazałam mu mangi z nim w roli ukesia :p Hmmmm....Jak go udobruchać?? o.O

      Ściskam, całuję~! *.*
      I idę w końcu coś napisać xp
      #Kimie

      Usuń
    3. A znasz może jakieś mangi, gdzie jest uke???

      Tak, mój mąż to urodzony policjant! :D
      No właśnie, żona 10000000000000 razy lepsza! :D ^w^

      To teraz musisz go przepraszać XD Tylko nie dawaj mu świerszczyków!

      Przytul;as, całus :*
      Bajoo i weny! <3

      Usuń
    4. Po angielsku ale są~! :p
      http://myreadingmanga.info/kiminama-kuroko-basuke-dj-tororo-toro-eng/
      http://myreadingmanga.info/tayoko-kuroko-basuke-dj-nakayoshissu-eng/
      http://myreadingmanga.info/kiminama-kuroko-basket-dj-peace-eng/
      http://myreadingmanga.info/biscotti-kuroko-basuke-dj-tengoku-made-massugu-eng/
      http://myreadingmanga.info/karaage-muchio-kuroko-no-basuke-dj-aominecchi-ga-yocchatta-eng/
      Ossstre sceny~! xp :p

      A tu coś słodkiego~! :3
      http://myreadingmanga.info/inaridoh-miyashita-kitsune-chiccha-na-kiseki-kuroko-no-basuke-dj-eng/

      EXTRA~! ^W^
      http://hidanxx.deviantart.com/art/Aomine-Daiki-In-A-Dress-524256882
      https://www.google.pl/imgres?imgurl=https://40.media.tumblr.com/9a7484e033e9a58bb022fad5a99dc19f/tumblr_o15wkjfE9r1v1e895o1_500.jpg&imgrefurl=https://www.tumblr.com/tagged/Aomine--Daiki&h=750&w=354&tbnid=B6TNTgo815AWRM:&docid=_Sy_TfpzxOF98M&hl=pl&ei=cXjTVueoBIn6apCNndgH&tbm=isch&ved=0ahUKEwinpa3ExJvLAhUJvRoKHZBGB3sQMwhIKCEwIQ

      Hihihi~! ^q^
      Bajo~! :*
      I dziękuje~! :3
      #Kimie

      Usuń
  4. Yo! Kolejne przygody w zacnym domku zacnego Akasha? Ależ idę czytać.

    Jeżu... To wszystko tam jest takie... pedanckie (Istnieje takie słowo?) W każdym razie Akashi, jesteś pedantem (choć nie tak wielkim jak Levi xD)

    O.O Ahomine nie odzywaj się!!! No i trafiła kosa na kamień. Ao może się jedynie cieszyć, iż to Akashi na nim usadowił swą dupencje a nie fioletowy potwór Murek jak go zwykł nazywać xD
    SZATAN. xD Do księdza na egzorcyzmy!!!
    N-No... Kise ja rozumiem, że jesteś modelem, że musisz dbać o skórę, ale bez przesady... No naprawdę, pewnie bez makijażu także wyglądasz w miarę... przyzwoicie :D I mogę ci zapewnić, że jak powiesz panu menadżerowi "Przepraszam, ale mój kapitan psychopata zabrał mi na weekend wszystkie kosmetyki pod groźbą tortur i śmierci"to na pewno zrozumie i cię nie zabije. A już na pewno nie pomyśli, że zwariowałeś ;P
    Konie! S-sama nie wiem czy lubię te zwierzęta... :/ No na pewno lubię konie, ale w nieco innym znaczeniu a szczególnie jak ktoś je zwala. Szczególnie pewien Japończyk zjarany na solarium. Nie... tego nie było... Dobra! Hehe hehehe hehehehe Czesław. Hehe hehehe hehehehe... Midoś jeździ na Czesławie :D
    Murek zjadł jabłka... No tak, a czegóż się spodziewaliśmy? To było tak oczywiste jak nazwa konia Akashiego.
    Medal dla mamy Daikiego. Dla niego też. A tak przy okazji zdałam sobie sprawę jak jestem do niego podobna. Jestem taką... Kismine. Połączenie Kise i Aho... No dobra mniejsza o to.
    Nauka ;-; Aż wstyd się przyznać, ale kiedy ja się uczyłam (raz na parę miesięcy) jak ja się uczę (jeszcze rzadziej) i jak ja się będę uczyć (może wrócę do pare razy na miesiąc) to dla wszystkich jest święto narodowe, lub myślą że jestem kosmitką. A ja jakoś i tak lecę na tych czwórkach... Sama nie wiem jak to robię ;P W każdym razie jestem nieukiem i leniem... Pewnie nie powinnam tego pisać, ale... Żeby komentarz był dłuższy to nadszarpnę swoją reputację :]
    Aoś trafił na Biologię... Cóż, ostatecznie chyba nie jest tak źle... Chociaż... Może jednak jest :P
    Aho przykro mi to stwierdzić, ale twoje mądrości życiowe nie są aż tak mądre jak ci się wydaje... Moja czekolado.
    Biedny Midoś. Tak bez CHorychskopów? O.O
    Aoś idzie w dom... Z Kise... To musiało się jakoś tak skończyć xD
    Nie jestem pewna, czy Akashi i Kuroko wyciągnęli na pewno złe wnioski...
    Znowu bitwa na poduszki!!! Jeeeeej!!!
    To ja ci opowiem historię życia... Wchodzę do mojego pokoju i obrywam siedmioma poduszkami --> Kuzyn się bawił xD
    Ale wracając... Nawet Akash się bawił?! O.O Ok... To było... Jest dziwne.
    Mienszo!!! Niczym w HQ - "mięso, mięso" xDDD
    Nie topcie mi Kuroko!!! Kto nas będzie straszył?!
    Hehe czekoladka smaruje się czekoladą... Kise jesteś ciota. Przepraszam cię menszu, ale żeby sobie płyna nie umieć wetrzeć w skórę...? Serio ? xD
    O.o Aho z truskawkami na włosach... xD Moja wyobraźnia jest... dziwna :P
    Wszystkie smaki (smaki?! zapachy*) szamponów na włosach złotego chłopca? O.O
    Hue hue hue... Akashi zaczynamy się rozumieć.
    Niedość, że yaoiści to jeszcze z niedojebaniem mózgowym.
    Biedny Midoś... Już tak dobrze szło!!! xD
    P-papier t-toaletowy? OKEJ...
    Spalili pornosy?! Jak to tak?! O.O :O
    na szczęście jest kolekcja xD
    Aomine... błagam nie zadzieraj już pod koniec... Całe dwa dni przetrwałeś... Głupio by było teraz umrzeć.
    Idźmy się nażreć hamburgerów!!! :D
    Wyczuwam zgon Kise...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Leviego to nikt nie pokona XD

      gdyby Murek na nim usiadł, to zostałaby z niego czekoladowa papka.. -_- Brzmi smacznie! :3 XD
      Może jednak Kise nie straci fanek :P
      Już ja dobrze wiem, o jakie znaczenie ci chodzi XD Hehe hehe, koń Czesław rozwala XD
      Kismine... Ładne imię :D Właściwie to ja też mam w sobie coś i z Kise, i z Aomine, z Murka (uwielbiam jeść, ale nie aż takie ilości ;P), nawet z Tetsu! :D :D
      Też nie przepadam za nauką (zależy czego), ale ocena mam raczej dobre.. ;P
      To wina dywanu! XD
      Aż siedmioma?! O.O Łooo... Ten kuzyn musiał szybko rzucać XD
      Nawet szanowny Akaś ma normalną stronę :P Co z tego, że kazał im wszystko sprzątać? XD
      A Akaś nie wystarczy? XD Nie no, Tetsu nikt nie zastąpi! :D
      Czekoladowa czekoladka smaruje się czekoladową czekoladką, dzięki czemu jest jeszcze słodsza :3
      Bo Kise jest ciotą... Kochaną ciotą! <3
      I na koniec wlazł na pinezkę XD
      A gdyby miał nagłą potrzebę do toalety i zabrakłoby papieru?? XD Zawsze pod ręką! :P
      A jednak przeżył :D Na razie... ;)

      Dziękuję za ten przemiły komentarz! :*

      Usuń
    2. Owszem, brzmi bardzo smacznie :D
      S-skąd wiesz? *burak* xD
      Aż siedmioma, bo wziął w ręce po dwie i później jeszcze raz a następnie doprawił :P
      Jeżu... Muszę ogarnąć to zdanie z czekoladą :P
      *godzina później*
      Kumam!!! :D
      Co do papieru to racja!
      Ależ proszę bardzo xD :*

      Usuń
    3. Ach, tak jakoś.. Może jednak jestem mądra! :D XD
      Brawo! Chyba jednak dałam w tym zdaniu za dużo czekolady XD :P
      Papier toaletowy zawsze i wszędzie XD
      :*

      Usuń