piątek, 20 maja 2016

Rozdział 43

Ohayo! :D

Znów korzystam z laptopa mamy, chwała jej, że mi go użyczyła! :D Tyle tylko,że dopókinie odzysak swego laptopa (możliwe że to będzie w poniedziałek!! :D) nie mogę wstawiać zdjęć pod rozdziałem, za co przepraszam*ukłon*
Udało mi się wreszcie skończyć 43 rozdział, z czego jestem dumna :3 Jakoś tak dawno tego nie było, co? ;P Postaram się napisać ,,Zemstę" w miarę szybko, ale niczego nie obiecuję ;) A na razie czytnijcie sobie, moi mili, tego zacnego posta! :D

____________________________________________________________________________________


~Akina~

 Dochodziliśmy do hali głównej, na której miał się odbyć mecz o przejście do półfinałów. Aomine jak zwykle miał obojętną minę, a ręce trzymał w kieszeniach. Mimo to miałam wrażenie, że ma chęć zagrania z Kise. W końcu ostatni raz grali razem w gimnazjum, a od tego czasu już kilka miesięcy minęło. Sama jestem ciekawa, jak Ryouta się rozwinął. Sayaka mówiła, że jest niesamowity. Wprawdzie Kaijo przegrało kiedyś z Seirin, ale czy mecz towarzyski można traktować jak mecz ćwierćfinałowy? Myślę, że nie. Mam za to dziwne przeczucie, że Kise nas czymś dziś zaskoczy. W końcu coś planuje. Nawet Momoi nie wie, co to jest, więc prawdopodobnie Kaijo chce nam pokazać coś naprawdę niespodziewanego. Ale czy ta nowość jest wystarczająca, by zmierzyć się z przytłaczającą siłą Aomine? Szczerze mówiąc, to nie widziałam jeszcze nikogo, kto mógłby się z nim równać. Nawet w Ameryce. Alex pewnie byłaby zachwycona jego poziomem, a koledzy Taigi byliby w niezłym szoku. Sama byłam zaskoczona jego grą. A teraz… Są momenty, gdy jestem wręcz przerażona. Osoby z takimi talentami bardzo rzadko się spotyka. Daiki jest naprawdę wyjątkowy. Nie chciałabym, by zmarnował taki dar. Tak ogromne zdolności to coś niesamowitego, co powinno się rozwijać. Aomine musi o to dbać. Ale jak ma to robić, skoro nawet na meczach musi się wstrzymywać? Jak ma to robić, skoro powoli przestaje kochać kosza? Jak…?

 - Akiiiinaaa! – Usłyszałam dobrze mi znany głos, a po chwili Sayaka rzuciła się na mnie z impetem, prawie wywalając mnie przy tym na ziemię.

 - Hej. – Uścisnęłam ją mono.

 - Akinacchi! – Podbiegł do nas Kise i obie nas objął. – Dawno się nie widzieliśmy.

 - Tak, sporo minęło. – Uśmiechnęłam się, odwzajemniając uścisk. - Podobno masz dla nas jakąś niespodziankę.

 - Mhm. – Kiwnął głową. – Mam nadzieję, że wypali. – Spojrzał na Daikiego. – Aominecchi! – Chciał go do niego podbiec i go po przyjacielsku uściskać, ale Aomine się odsunął i odepchnął go ręką. – Nadal jesteś taki gburowaty? – jęknął, masując czoło. Po chwili wyraz jego twarzy gwałtownie się zmienił. – Pokonam cię.

 - Ha? – Daiki włożył ręce do kieszeni. – W gimnazjum często tak mówiłeś i zawsze przegrywałeś.

 - Ale dziś wygram. – Kise był wyjątkowo pewny siebie i zdeterminowany. – Wreszcie cię pokonam, Aominecchi!

 Reszta mojej drużyny przysłuchiwała się tej wymianie zdań z lekkim zaciekawieniem. W końcu udaliśmy się do szatni, a ja omawiałam z trenerem ewentualne zmiany. Satsuki po raz ostatni tłumaczyła drużynie strategię gry, a Daiki siedział na ławce i myślał o niebieskich migdałach. Chciałam do niego podejść, ale nie wiedziałam nawet, jak zacząć rozmowę. Pocieszyć go? Nie, już kiedyś wielokrotnie próbowałam. To na nic. Nakręcić go do gry? Niby jak to zrobić? Nawet jeśli powiem mu kazanie o tym, że przeciwna drużyna jest silna i powinien się skupić, to on to oleje i powie to swoje ,,Jedynym, który może mnie pokonać, jestem ja sam”, po czym pójdzie na boisko.

 Westchnęłam cicho i położyłam na ławce swój notatnik. Spojrzałam na drużynę naszych rywali. Kasamatsu właśnie kopnął Ryoutę, a Kise zaczął przepraszać. Może gdyby Imayoshi był tak ostry jak kapitan Kajio, to zmuszałby Aomine do treningów? Na razie okularnik jest dla niego zbyt łagodny. Pozwala mu omijać treningi, ale chce, by przychodził na mecze. I jak z takim podejściem sprawić, by Daiki znów pokochał kosza? Albo uświadomił sobie, że nadal go kocha?

 Kątem oka zobaczyłam na trybunach drużynę Seirin. Ciekawe, komu kibicują… Grali i z Kise, i z Aomine. Wprawdzie z Daikim przegrali, ale Ryouta nie pokazał wtedy wszystkiego. Myślę, że chłopak mojej siostry wszystkich dziś zaskoczy. No, Daiki, przygotuj się na ciężką walkę.

 Usiadłam obok Momoi, a chwilę później sędzia rozpoczął mecz. Touou przejęło piłkę, lecz prawdziwa walka jeszcze się nie rozpoczęła. Aomine od początku miał przewagę, ale Kise się nie poddawał. Starał się go blokować ze wszystkich sił, mimo to większość rzutów Daiki i tak trafiał. Nie pozwalał dostać się Kise pod nasz kosz. Ciągle stał przy modelu i go pilnował.  

 Obserwowałam mecz w napięciu. Czułam, że w każdej chwili może się coś wydarzyć, więc nie spuszczałam oczu z zawodników. Krzyki na trybunach uświadamiały mi, że to starcie jest naprawdę emocjonujące.

 - Ki-chan czegoś próbuje – odezwała się nagle Momoi, przyciągając tym samym moją uwagę.

 Spojrzałam na nią i po chwili wiedziałam, że w ciągu kilku najbliższych minut niczego się od niej nie dowiem. Zawsze, gdy z uwagą patrzyła na wybranego gracza przeciwnej drużyny, była tak skupiona, że ignorowała wszystkich, którzy coś do niej mówili. Tak też było tym razem – obserwowała każdy ruch Ryouty, a swoje spostrzeżenia zapisywała w notatniku. Oho, już coś wie. Postanowiłam się do niej przez pewien czas nie odzywać, by nie przeszkadzać jej w pracy. Muszę przyznać, że jest świetna w tym, co robi. Jeszcze nie spotkałam lepszej menedżerki. Mam nadzieję, że jestem tu choć trochę potrzebna…

 Druga kwarta minęła zaskakująco szybko. Zawodnicy zeszli z boiska, cali spoceni i trochę zmęczeni. Za to Aomine… Miałam wrażenie, że lekko się uśmiechał.

 - Daiki? – Podeszłam do niego, gdy szliśmy do szatni. Podałam mu wodę, którą chętnie przyjął.

 - He? – Spojrzał na mnie, a gdy zobaczył moje spojrzenie, westchnął. – Rany, Akina. Mówiłem przecież, że nikt nie da rady mnie pokonać. – Przepuścił mnie w drzwiach do szatni. – Niech se Kise planuje co chce, to i tak nie zadziała.

 - Dai-chan – odezwała się nagle Momoi, zwracając na siebie uwagę. – Powiedziałeś, że jedynym, który cię może pokonać, jesteś ty sam.

 - No i?

 - A co, jeśli będziesz się musiał zmierzyć ze sobą?

 Cała drużyna spojrzała na Satsuki z niezrozumieniem, a mnie nagle olśniło.

 - Kise zamierza go skopiować? – Spytałam, a dziewczyna przytaknęła.

 - Nie wiem, kiedy mu się to uda, i czy w ogóle da radę to zrobić, ale pewne jest, że do tego dąży. – Spojrzała na swoje notatki, a następnie zwróciła się do Aomine. – Ki-chan będzie cię uważnie obserwował i…

 - To i tak nic nie da. – Wtrącił Daiki, a spojrzenia wszystkich wylądowały na jego osobie. – On nie da rady mnie pokonać. Nawet jeśli jakimś cudem uda mu się mnie skopiować, nie wygra. Kise nigdy nie umiał kopiować członków Pokolenia Cudów. – Zjadł plasterek cytryny, którą podkradł Sakuraiowi. – Jeżeli mnie skopiuje, proszę bardzo. Przynajmniej mecz będzie ciekawszy. Ale kopia nigdy nie pokona oryginału. Nieważne, jak jest doskonała. To nadal podróba. – Upił łyk wody i podszedł do swojej szafki. – Poza tym Kise brakuje refleksu i zwinności. – Wyciągnął ręcznik i przetarł nim swój kark. – Nawet jeśli skopiuje lub przewidzi moje ruchy, nie będzie w stanie mnie zatrzymać. – Zamknął drzwiczki szafki. – Jedynym, który może mnie pokonać, jestem ja sam.

 Odwrócił się i wyszedł z szatni, ignorując nawoływania Wakamatsu.

 - Co za… - syknął blondyn, zaciskając pięści.

 - Dopóki strzela i wygrywa, nie przeszkadza mi jego zachowanie – odezwał się Imayoshi, jedząc cytrynę. – Skoro mówi, że Kise nie da rady, to tak będzie. – Spojrzał na puste pudełko Sakuraia. – Akina, masz cytryny? – Spojrzał na mnie, a ja przytaknęłam.

 Podeszłam do swojej torby i wyciągnęłam stamtąd pudełeczko, w którym znajdowały się pokrojone cytryny.

 - Ja też mam! – Krzyknęła Satsu, podając kapitanowi swój różowy pojemnik.

 - Momoi, doceniam twoje… - zaczął Imayoshi, ale mu przerwałam.

 - Pomagałem jej, spokojnie. – Uśmiechnęłam się. – Są pokrojone.

 - Akina, jesteś wspaniała – szepnął Wakamatsu i zabrał się za jedzenie.

 - Masz szczęście, że Daiki wyszedł, bo już byś miał podbite oko. – Mrugnęłam do niego i podałam mu opakowanie z cytrynami.

 Kiedy przerwa się skończyła, poszliśmy na boisko, a po drodze spotkaliśmy Aomine. Weszliśmy na halę i po chwili rozpoczęła się trzecia kwarta. Siedziałam na ławce koło Momoi i bacznie obserwowałam przebieg meczu. Od czasu do czasu zerkałam też na drużynę Seirin. Nie siedzieli daleko, więc mogłam zobaczyć ich miny. Wyrażały podziw, zazdrość i niedowierzanie. Mimowolnie uśmiechnęłam się pod nosem. Wzrokiem wyszukałam Taigę, ale wtedy coś, a raczej ktoś, przykuł moją uwagę. W drużynie była osoba, której wcześniej nie widziałam. Jakiś nowy? Albo ktoś, kto już wcześniej grał, a miał kontuzję? Cóż, dowiem się tego w swoim czasie.

 Kolejny gwizdek oznaczał dwa punkty zdobyte przez Daikiego. Kise spojrzał na niego z determinacją, a po chwili był już przy piłce i biegł pod przeciwny kosz. Aomine z łatwością go dogonił i nie dał mu się przejść. Jeśli tak to będzie dalej wyglądało, Touou ma zapewnione zwycięstwo.

 Kise, postaraj się!



~Aomine~

 Na cholerę oni się tak martwią? Jak powiedziałem, że wygra, to tak będzie. Nie obchodzi mnie, że Kise stara się mnie skoiować. Niech sobie robi, co chce. I tak mi nie dorówna. Może i się przez te kilka miesięcy poprawił, ale to nie znaczy, że sobie ze mną poradzi. Do tej pory nie spotkałem nikogo, komu by się to udało, więc on na pewno taką osobą nie będzie.

 Po raz kolejny wytrąciłem mu piłkę z ręki i pognałem pod kosz przeciwników. Kątem oka zauważyłem, że model za mną biegnie. Nie ma ze mną szans w szybkości. Została mi jeszcze tylko jedna osoba do wyminięcia – ich kapitan. Skoczyłem i wykonałem piękny wsad, ale jednocześnie trąciłem łokciem Kasamatsu. Po chwili usłuszałem gwizdek sędziego i dostałem karteczkę za faul. Rany, po co to komu do życia potrzebne?

 - Nieźle, kapitanie. – Podałem ciemnowłosemu dłoń i pomogłem mu wstać. – Twardy jesteś, ale ze mną i tak nie wygrasz.

 - Już ja cię nauczę pokory, gówniarzu. – Warknął i podszedł do jakiegoś gościa ze swojej drużyny.

Prychnąłem pod nosem i stanąłem naprzeciwko Kise.

 - Gotowy na dalszą zabawę? – Spytałem.

 - Nie ignoruj mnie, Aominecchi. – Powiedział, patrząc na mnie jakimś dziwnym wzrokiem. Takiego jeszcze u niego nie widziałem.

 Blondyn dostał piłkę i wziął głęboki oddech. Obrzucił mnie uważnym spojrzeniem i zaczął kozłować.

 - Powiedz, jak to jest mierzyć się z samym sobą? – Nie zrozumiałem. Czyżby jednak chciał…?

 Przeniósł szybko piłkę do drugiej ręki, potem wykonał ten ruch ponownie i minął mnie z taką samą szybkością, jaką ja zazwyczaj omijam przeciwników. Jak? Jak, do cholery jasnej?!

 Odwróciłem się w tempie błyskawicznym i pobiegłem za nim. Koledzy z jego drużyny dawali mu pełną swobodę, więc Imayoshi i Wakamatsu podjęli próby zatrzymania go. Stało się tak, jak myślałem – Kise przeszedł przez nich bez najmniejszego problemu. Zacisnąłem wargi i skoczyłem, chcąc wytrącić mu piłkę z ręki. Spojrzał na mnie ze złością i próbował mnie zablokować, ale po kilku zwinnych ruchach zdobyłem kosza. Przebiegłem obok ławki, na której siedziała moja drużyna, i zobaczyłem zaszokowane miny jej członków. Akina i Satsu wyglądały na naprawdę zszokowane. Prychnąłem pod nosem i przyspieszyłem. I po co oni się tak stresują? To tylko kopia mojego stylu gry. Kopia, do cholery jasnej! Może wydawać się idealna, ale taka nie jest.

 - To nie wystarczy, Kise! – Wybiłem mu piłkę, ale odwrócił się i przebiegł koło mnie, a po chwili zdobył kosza.

 - Przekonajmy się, Aominecchi! – Spojrzał na mnie z determinacją.

 Nie daruję!

 Raz ja zdobywałem punkty, raz on. Wymienialiśmy się koszami, a nasze drużyny i widownia patrzyły na nas z niedowierzaniem. Dawno nie prowadziłem tak zaciętej walki, ale muszę przyznać, że mi tego brakowało. Od prawie dwóch lat nie czułem tej adrenaliny i dreszczyku emocji. Brakowało mi tego.

 Jednak muszę wygrać. Za wszelką cenę. Nie znam słowa ,,przegrana”. A już na pewno nie w koszu. Aomine Daiki jest zwycięzcą, asem. Porażka nie wchodzi w grę. Nigdy.

 Ominąłem Kasamastu, po czym podbiegłem do kosza, ale Kise znalazł się przy mnie w sekundę. Stanąłem naprzeciwko niego i spojrzałem mu w oczy pełne zaciętości. Oho, nakręcił się. Coś czuję, że to będzie wyjątkowo ciekawy mecz.

 Pozostało kilka ostatnich minut czwartej kwarty, a nasze drużyny miały prawie po tyle samo punktów, jednak to Touou prowadziło. Muszę przyznać, że Kise mnie zaskoczył. Nie spodziewałem się, że naprawdę uda mu się mnie skopiować. Wprawdzie miałem mały kłopot z zatrzymaniem go, ale on nie zatrzymywał mnie. Jego szybkość była podobna do mojej, lecz nie taka sama. Dodatkowo nie ma takiego refleksu jak ja, więc łatwiej mi było poruszać się po boisku. Reszta jego drużyny postawiła na niego wszystko – ciągle do niego podawali, jakby liczyli, że uda mu się wygrać. Kise to mój przeciwnik, więc inni mają mi tylko robić miejsce. Nieważne, co myśli Kajio. Zniszczę ich nadzieję i pokonam Kise.

 Ostanie kilka sekund gry. Blondyn biegnie w stronę kosza, ale staję przed nim i rozkładam ręce.

 - Nie przejdziesz dalej, Kise!

 Skoczył, więc zrobiłem to samo.

 - A kto powiedział, że zamierzam przechodzić? – Spytał i kątem oka zerknął na nadbiegającego Kasamatsu.

I tu cię mam!

Kiedy reszta drużyny myślała, że kapitan Kajio dostanie piłkę i trafi do kosza, zrobiłem coś, czego nikt się nie spodziewał – przekręciłem się w locie i wybiłem Kise piłkę, pozbawiając ich tym samym ostatniej szansy na wygraną. Wszyscy patrzyli na mnie w kompletnym osłupieniu, a po sekundzie usłyszeliśmy końcowy gwizdek sędziego. Wygraliśmy. Ja wygrałem.

 Ominąłem klęczącego Kise, który patrzył na tablicę wyników z niedowierzaniem.

 - Mówiłem ci, że kopia nie pokona oryginału. – Spojrzałem na niego z wyższością. – Nadal nie ma nikogo, kto mógłby ze mną wygrać.

 Poszedłem dalej, mijając zszokowaną Sayakę i wściekłego Kasamatsu, który starał się ukryć swój smutek i łzy. Nawet się za nimi nie obejrzałem – po prostu wziąłem od Akiny ręcznik i skierowałem się w stronę szatni.

 - Było blisko. – Odetchnął Wakamatsu. – Kise prawie pokonał Aomine.

 - Prawie robi dużą różnicę – mruknąłem, pijąc wodę. – Mówiłem wam, że nie da rady. Brakuje mu refleksu, co zresztą było widać.

 Zabrałem ze sobą ręcznik oraz ubranie na przebranie, po czym wszedłem pod jeden z pryszniców i odkręciłem letnią wodę. Uniosłem głowę, by krople zimnej cieczy spływały mi po twarzy. O tak, tego mi było trzeba. Dawno się tak na meczu nie zmęczyłem, ale w pewnym stopniu czułem się spełniony. Po części poczułem coś, czego nie czułem od dawna. I to coś kiedyś sprawiało, że kochałem kosza. A teraz? Wprawdzie to nie było do końca to samo  uczucie, ale bardzo je przypominało. Było prawie identyczne. Ale czemu jednak czymś się różniło? I co to w ogóle było?

 Pokręciłem szybko głową i wyłączyłem wodę. Wytarłem się ręcznikiem i założyłem świeże ubranie. Wróciłem do szatni, ale był tam tylko Sakurai, który zabierał swoje rzeczy, oraz Wakamatsu.

 - Wyjątkowo cię pochwalę, skubańcu. – Odezwał się nagle blondyn, co i mnie, i Sakuraia wprawiło w osłupienie. Czy ja dobrze usłyszałem, że wielki i mądraliński pan przemądrzały mnie pochwalił? Nie no, chyba sobie ten dzień zapiszę w kalendarzu.

 - Mam się czuć zaszczycony? – Prychnąłem i wyjąłem z szafki swoją sportową torbę. – Mówiłem przecież, że wygram.

 - Trochę pokory, palancie! – Warknął, mierząc mnie wściekłym spojrzeniem. – I masz się pojawić jutro na treningu.

 - Nie. – Skierowałem się do wyjścia. – Dziś już się wystarczająco natrenowałem.

 Wyszedłem, nie zwracając uwagi na jego warknięcia. Po chwili usłyszałem głośne ,,Przepraszam!” Sakuraia i westchnięcie Wakamastu. Od dawna zastanawiam się, czemu Sakurai tak ciągle przeprasza. Doszedłem jednak do wniosku, że on po prostu tak ma i dlatego jest taki wkurzający. Zresztą jak cała drużyna z Wakamatsu na czele. Cóż, przynajmniej nieźle grają.

 Zobaczyłem Akinę, jak rozmawiała z kimś przy wejściu głównym. Podszedłem, ale gdy zobaczyłem, z kim rozmawia, miałem ochotę wszystkich olać i wcisnąć ich w ziemię spojrzeniem. Czemu ostatnio wszędzie muszę spotykać Seirin?!

 - Witaj, Aomine-kun. – Usłyszałem nagle koło siebie. Czułem, że Kuroko za chwilę się pojawi, więc byłem na to psychicznie przygotowany.

 - Yo. – Spojrzałem na niego. Po chwili zobaczyłem coś, czego wcześniej nie zauważyłem. – Co to za pies? – Wskazałem na włochatą głowę, która wystawała z jego torby.

 - Tetsuya Dwa, inaczej Dwójka. – Odparł i wyciągnął psiaka z torby

 - Dwójka? – Zdziwiłem się. – Ten pies też nazywa się Tetsuya? – Parsknąłem, ale po chwili uważnie mu się przyjrzałem. Zerknąłem na twarz Tetsu, po czym ponownie przeniosłem swój wzrok na mordę tego psa. – To przez oczy, tak?

 - Podobno jest do mnie podobny, więc został Tetsuyą Dwa.

 Pies szczeknął radośnie i merdnął ogonem. Odbił się od klatki piersiowej Kuroko i skoczył prosto na mnie. Odrychowo go złapałem, na co ponownie merdnął i polizał mnie po twarzy. Spojrzałem na niego zdziwiony, a po chwili usłyszałem chichot Akiny.

 - Polubił cię. – Uśmiechnęła się i pogłaskała go po głowie.

 - Fajny. – Stwierdziłem i podrapałem go za uchem.

 - Skoro cię polubił, to mam do ciebie prośbę, Aomine-kun.

 Jezu, czego on znowu ode mnie chce? Pewnie wciśnie mi go na jakiś czas i powie, bym poszedł z nim na spacer. Jeszcze czego. Mam zupełnie inne plany, a zajmowaniem się takim kundlem, mimo że słodkim, nie wchodzi w grę. Wolę pójść gdzieś z Akiną bądź obejrzeć w domu jakiś fajny film, najlepiej horror. O tak, przydałby mi się dobry, straszny film. Dawno takiego nie oglądałem, czuję jakiś brak.

 Spojrzałem z uwagą na Tetsu, a widząc jego wzrok, już wiedziałem, że chce ode mnie czegoś ważnego.

O nie! Tym razem mi niczego nie wciśnie! Już nie jesteśmy w gimnazjum, nie dam mu się w nic wrobić!

6 komentarzy:

  1. Księżyc na niebiosach jasno świeci, komentarz Ci pod wpisa leci!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :D Siemaa, ohayoo, witaaammmm Wspanialutką Panią uroczyście!!!!!!!!!!!!!!!!! :D Ojejejejejejej, to jeszcze ma Pani szanownego laptoka niesprawnego????????????????????? :O :D Ku wyjaśnieniu mego zdziwionka lekiego owym faktem, to strasznie długo czasa Pani tego laptoka uwalają :O :D Ja oczywiście na nic nie nalegam, lecz tylko zwyczajnie dziwię się, gdyż iż jak ja miałam zaszczyt oddawać mego wielmożnego sprzęcika w przeszczepy przemiłych panów serwisantów, to mi go w trzy dni przywrócili do porządka :O :D (Hmmm..... być może iż owa szybkość była spowodowana wywarciem na nich presji pod postacią szantażu oraz innych manipulacji i tortur psychologicznych?????????? :D :D ) Tak czy inaczej, ponowne podzięki dla Twej czcigodnej mamy :D Nawiązując do przezacnego opowiadaneczka zamiejscowionego parę centymetrów wyżej, to nie będę się kutasić i przyznam szczerzę iż niestety nieco zapomniałam wątka owej treści :O :D Aczkolwiek to absolutnie w żadnym wypadku nie jest Pani wina, to wina alkohola, który wyniszcza szare komórki w cennym mózgowiu w konkluzji powodując wyraźne zaniki pamięci, wobec tego proszem się nie martwić :O :D :P Ahahahahhahahhahahha :D Najdroższy Aominecchi siedział i myślował o niebieskich migdałach??????????????????? :D Ja tam już doskonale wiem, o jakich to on migdałach myślował, a raczej pewnie bardziej myślował o niebieskim "migdaleniu" :P :D :P Akinko najszanowniejsza, co też Pani opowiadasz za brednie niestworzone!!!!!!! :O Jak to Pani jest nie potrzebna jako jedna z szanownych menadżerek kluba??????????????????? :O Ja to bym w ogóle wykutasiła Panią Satsuki z owego stanowiska, a jej funkcje z całym zaszczytem w całości powierzyłabym Tobie :O :D Albowiem nie darzę zbytnią sympatią owej Różowowłosej Panieneczki, nie ze względa iż trzyma się z wielebnym Aosiem, tylko po prostu osobowość owej osobniczki arcyniemiłosiernie mnie wkurwia :D :P :D "TWARDY JESTEŚ, ale ze mną i tak nie wygrasz." ---> Hmmm... tak odnośnie tejże sentencji, to ja mam głębokie wątpliwości, w jakiej to czynności owi wielmożni Panowie się ze sobą mierzą :D :P Wspomnienie o jakże słynnej kwestii drogiego Przepraszającego Grzyba któremu to na imię jest Sakurai, podniosło mi ciśnienie w pale do tego stopnia, iż chyba nie wytrzymam i kogoś lub coś rozkutasze na drobne członki :D Tak jak mnie wkurwia owy osobnik, to mało osobistości i mało rzeczy mnie wkurwia :D Kiedy tylko oglądywałam sobie zacnie czcigodne KnB i przewijała się scena z przepraszającym maratonem Jegomości Sakuraia, to waliłam pięścią w ścianę bowiem nie chciałam ponieść strat materialnych waląc w laptoka :D :P Generalnie SZAŁ nieokełznany!!!!!!!!!!!!!!!! :D A teraz niestety z arcyarcy wielkim bólem serduszka muszę bez owijania w bawełnę czy też w jedwab przyznać Pani najwielmożniejszej, iż czytując pojedynka drogiego Kisiaczka z najwspanialszym Aomisiem, miałam nieodparte wrażenie, jak bym czytowała słowo w słowo dokładne streszczenie akcji przebiega owego mecza, który to miał miejsce w anime :O :D Jednakże proszę się w ogóle owym fakcikiem nie przejmować, iż gdyż jest to jeden z mych najukochańszych pojedynków w całym szanownym KnB i zawsze arcymiluśko jest mi do tejże akcji wracać :D A cóż to za ważną sprawę ma Tetsuś wielebny do Aosia najdroższego????????????????? :O :D Na tym zakończuje me rozważania i pożyczuję w Twej arcycennej główce weny rozmnażania!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :D Miluśkkkkkiejjj nocki, gudbajoooo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ;** 💘💖💘💖

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo facet od serwisu miał kilka dni wolnego, dlatego XD ale spokojnie, jutro już go będę miała ^^
      Ja się Pani nie dziwię, sama bym zapomniała XDDD
      Cieszę się, iż pani tak uważa! Myślę też, że szanowny Aomine nie wypuściłby mnie z klubu XD aczkolwiek nie pozwoliłby też pani pozbyć się Satsuki 😜😜
      O.O tak na środku boiska??! Myślę, iż jeśli mieliby to robić, to przenieśliby się albo do szatni, albo do któregoś domu 😜😜 chociaż kto wie, co im do głowy wpadnie XD
      Też mnie tym czasem wkurzające 😂😂 o dlatego podziwiam Aomine, że tak z nim wytrzymuje i jeszcze go nie pierdolnął XD
      Nie słowo w słowo 😜 może i trochę skopiowałam (perfect copy XD) jednak zrobiłam to po swojemu :p ( już nie taka perfect copy XD)
      Przekona się pani w następnym rozdziale ^^ 😁
      Dziękuję bardzo i również życzę udanej nocki 😘😄❤😄

      Usuń
  2. Ależ witam Cię szanownie ma drogą Akino! ;P
    OFszem, chwalimy Twą szanowną rodzicielke :D
    Nooo... Powiem szczerze, iż rzeczywiście dość dawno tego nie było. A ja niedawno sobie o tym opku myślałam. Wsumie to nie wiem czemu, ale myślałam (co zdarza mi się rzadko)

    Jak mój monsz (xD) drze się "Akinacchi, Aominecchi", to ja się wydrę:
    KISECCHIIIIIIIIIIII!!!! :D <3 :D <3

    D-Daiki, jak możesz być tak okrutny?! :O Kise kulturalnie, ładnie, grzeczne chce się przywitać, a ty co? Nawet jak masz zUy humor to przy przyjaciołach zawsze jest weselej! (Wiem z własnego doświadczenia).

    Łał, Aomine myśli xD Nawet jeśli to tylko o niebieskich migdałach to i tak jest postęp! (Dobra, dobra, wiem, że go obrażam ;p)

    Nie, cofam to co napisałam.parę milimetrów wyżej. Aomine umie myśleć.

    Tak! KISE, BRAWOOOO!!!
    WIidzisz, Ahosiowi tego brakowało!!!! :D
    Kiseeeee!!! :D

    Nie.udało mu się :c Jako wierny czytelnik.i fan tego opka powinnam kibicować Ao, ale ja liczyłam na Kise xD
    Mój kochany biedaczku... :c
    Wogóle zauważyłam, ze to jego Perfect Copy jest do lipy. Składam zażalenie do autorów mangi i anime, czemu wszyscy mają jakieś super umiejętności, a Kise to taka ksero-drukarka ;-; W koszu trza mieć swój styl... :c No, to na tyle mych wywodów o Ryo-chanie ;p

    Hehe, zdałam sobie sprawę, że ja też bardzo często przepraszam xD No, może nie tak często jak Przepraszajacy Grzyb, no ale jednak często ;p A jak nie.na głos to w myślach.

    Haha, Aomineś boi się Tetsu xD

    No, ogółem rozdział mi się spodobał, czekam na "Zemstę" i ten... Weny życzę, bo moja poszła sobie heeeen daleeeeeko :c xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że myślisz o mym opku 😃😃😜

      To Aho, tego nie zmienisz :C

      No chyba że przyjaciele cię wkurzają, wtedy jest tylko gorzej XD

      NAWET Aomine umie myśleć 😃😃 a jak już to robi, to o czymś ważnym... Albo o cyckach, co dla niego też jest ważne XD

      Każda za swym mężem ^^ :3
      No jednak zgodzę się z Aho, że kopia Kise nie da rady go pokonać, ale naprawdę się starał 😉 i jestem z obu dumna! 😄❤❤

      To ja właśnie chyba za rzadko przepraszam... 😕😕 wędrówki, cicho, nie było tego XD

      Bo jego czujny wzrok jest kłopotliwy 😜😜😜

      Dziękuję 💝 w takim wypadku złapie ją dla ciebie na lasso i ci ja sprowadze! 😄😄

      Bajooo 😘😘💖❤

      Usuń
  3. Ohayo~! ^.^

    Chwała jej~! ^^ Daj jej za to duże czekoladki na Dzień Mamy ^w^
    No jakoś dawno nie było :p
    Jak zacny to przeczytam XD

    Kise wręcz kica z radości~! xp
    Sądzę, że nie :) (Ciii, ja nie wiem co dalej ;) )
    Cześć i chwała Aomine~! ^w^ (Sorki, najadłam się wczoraj żelków xp )
    Hahaha~! :D Wy się tulicie, a Kise na doczepkę xp
    Aoś nie ściska się z facetami :p
    Sorki Kiziu ale jestem za Aosiem i sądzę, że on wygra ^^ *Od kiedy ja tak za braciszkiem?? o.O *
    Myśli Daikiego.... "Chciałbym zobaczyć Akinę w bikini" xp
    Aoś: Oj tak~! ^w^
    Imayoshi chce po porstu wygrywać mecze ;)
    Bierz go~!! *.*
    Oczywiście, że jesteś potrzebna~! :3 A kto zagoni Aosia na trening? :p
    Aoś dżentelmen ^^ Albo chciał popatrzeć na twój tyłek xp
    Jak Momoi powiedziała, że Kise chce skopiować Aosia to zaczęłam się śmiać XD Ach, te żelki~! :3
    Aoś jakie mądre słowa O.O
    A nie mówiłam, że wygrana najważniejsza~?! :3
    Brawo Akina~! ^w^ ytrynka da wszystkich~! :p
    Wakamatsu~! Nie podrywaj mojej bratowej~! >.<

    Boś debil Aho =.= (Kochane rozdzeństwo xp)
    Hahaha~! :D Gówniarz~! xp
    Brawo Kise~~~! ^w^
    Aoś się wkurzył..... Dawaj bracie~! ^^ (Ale ja zmiennna xp)
    Lekcje Akashiego nie poszły na marne ^^
    Brawo Dai-chan~! *.*
    Przykro mi Kise ;-;
    WOW~! O.O Wakamatsu chwali Aosia, nosz konie świata blisko~! xp
    Bo to rodzinka Akiny ^^
    Nigou~! <3
    Słodki kundeek, więc masz się nim zająć Aho =3

    No jak mogłaś zakończyć w takim momencie~?! >.< Ja chcę kolejny rozdział~! *.*

    A ten oczywiście jak pisałaś, był zacny i bardzo fajniusi :3 <3

    Sorki, że wczoraj nie napisałam ale pisałam rozdział i w ogóle xp

    Tobie kochana moja bratowo dużo weny i czasu~! :3
    Ściskam i całuję~! :*
    Miłego popołudnia z Aosiem ^w^
    Paaa~! :* :* <3
    #Kimie

    PS. Zapraszam wieczorem na bloga na pierwszy rozdział Ferajny ^w^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yo!

      Ale juz jest, i mam nadzieję, że takiej przerwy prędko nie będzie XD

      Pewnie z Biedronki 😜😜
      Bo to rzep jest 😄😜
      On z nimi ewentualnie przybija żółwika XD
      Ja też za Aho ^^
      W końcu to twój brat, czasem jesteś dla niego miła 😜😂
      Aomine, ty skończony zboczeńcu!!! *////* bikini to na plażę jest 😜😜😜
      I właśnie dlatego nie mogę odejść - muszę gonić go na treningi XD
      Wolę wersję, że Jet dżentelmenem 😉 aczkolwiek bardziej prawdopodobne wydaje się to, że chciał poatrzec na mój tyłek... -_-

      Aho: Jak raz postanowiłem być kulturalny, to ma do mnie pretensje, niewdzięcznica jedna -_- ale za to tyłek masz zgrabny ;)
      Ja: Aomine!! Nie przy ludziach!!! 😳😳

      Skutki uboczne jedzenia ich XD
      Czasem nawet jemu zdążą się powiedzieć coś mądrego ;)
      Kimie, też chcesz plasterek? :p
      A niechby tylko spróbował XD

      Zgodzę się z tobą co do kwestii jego debilizmu 😂😂
      Kobieta zmienną jest :3 ;)

      Aho: Czasem aż za bardzo...

      Brawo mój mąż! 😃😃
      Trzeba zginąć w ramionach męża XD
      Ja też go lubię ^^
      I to najlepiej jak umiesz!

      ZUa ja XD postaram się go do końca czerwca napisać ;p a tak serio to mam nadzieję, że pojawi się w miarę szybko 😉

      Cieszę się ^^

      O, przyda mi się 😃😃 dzięki 😘
      Buziaki 😘😃😘
      O nawzajem, tyle że z Akashim ^^
      Papa❤❤

      Ooooo, to muszę przeczytać!!! ❤

      Usuń