poniedziałek, 28 listopada 2016

Ostatni pocałunek

Dobry wieczór/dzień, w zależności, o której to czytacie :D ;P

 Dziś mam dla was dość długą (jak na miniaturkę ;P) miniaturkę AoKaga xD No kto by się spodziewał... ;P
Jest smutna, ale taką miałam wenę, więc ją wykorzystałam ^^ Przynajmniej coś pchnęłam do przodu, by nie stało w miejscu... xD Wreszcie! *brawo ja! :D *
Za wszelkie błędy przepraszam, nie chciało mi się już sprawdzać... tak, wiem, leń ze mnie ;P Po kimś to jednak mam... xD

 Nie będę dużo gadać, bo nie ma o czym, tylko zostawiam wam tego krótkiego cośka i idę spać ;)
Bajoooo ;*

_________________________________________________________________________________



   Kagami czuł, że coś było nie tak.
 Widział to po zachowaniu Aomine - ostatnio był jakiś spięty i bardziej czuły wobec niego. Nawet ich wczorajszy seks był inny niż do tej pory. Daiki bardziej starał się o przyjemność dla Taigi, a gra wstępna była o wiele dłuższa i przyjemniejsza niż zwykle. Ciemnoskóry okazywał swojemu ukochanemu więcej uczuć, czasem nawet w miejscach publicznych, nie biorąc pod uwagę faktu, że niektórzy rzucali im dziwne spojrzenia. Kagamiego to jednak nie obchodziło – martwiło go to, co działo się z jego chłopakiem. Nie zachowywał się jak na co dzień, zjadł znacznie mniejszą porcję śniadania, ciągle chodził przygnębiony i smutno się uśmiechał.
 W końcu Taiga nie wytrzymał. Zaciągnął Aomine do pustego pokoju, po czym przekręcił zamek w drzwiach i skrzyżował ramiona na klatce piersiowej.
 - Słucham. – Podszedł bliżej, starając się złapać z Daikim kontakt wzrokowy. – Co ci, do cholery jasnej, odbija?! Ostatnio dziwnie się zachowujesz i mało jesz!
 Przez chwilą w pomieszczeniu panowała cisza, przerywana tylko sapnięciami czerwonowłosego. Nagle Aomine podniósł swoją dłoń i pogładził nią policzek Kagamiego.
 - Jestem starszy stopniem, nie powinieneś się tak do mnie odzywać. – Na jego twarzy pojawił się smutny uśmiech. Znowu.
 - W dupie to mam! – Taiga chwycił jego nadgarstki i docisnął je do swojej klaty. – Chcę, żebyś mi to wszystko wyjaśnił! – Pochylił się nad nim. – Ahomine! Martwię się, więc mi to, kurwa, wytłumacz!
 Daiki wyrwał jedną rękę z jego uścisku, po czym objął go za szyję i pocałował. Taidze rozszerzyły się oczy, czując, że ten pocałunek był inny – jeszcze czulszy od tych wczorajszych, a także bardziej namiętny. Nie spodziewał się po nim. Ten gest jeszcze bardziej utwierdził go w przekonaniu, że coś się wkrótce wydarzy.
 - Aomine – szepnął, gdy ciemnoskóry na chwilę się oderwał od jego warg. – O co chodzi?
 - Pozwól mi się całować – odszepnął Daiki i ponownie musnął swoimi ustami usta Kagamiego.
 Całowali się tak przez kilka długich minut. A może kilkanaście? Stracili poczucie czasu. Wycałowywali każde miejsce na swoich wargach, policzkach, brodzie, czole oraz nosie. Aomine cały czas przytulał swojego chłopaka, który usadowił mu się na kolanach i objął rękoma jego szyję. W pewnej chwili Daiki ugryzł lekko Taigę w nos.
 - Ej! – Czerwonowłosy odsunął głowę od twarzy Daikiego, po czym potarł obolałe miejsce. – Mówiłem ci kiedyś, byś tak nie robił! – Burknął, czerwieniejąc na twarzy.
 - Wybacz. – Aomine musnął wargami czubek jego nosa. – To był już ostatni raz – szepnął, po czym dodał: - Tygrysie.
 Wstał, zmuszając tym samym Kagamiego do zejścia ze swoich kolan, a następnie udał się do drzwi. Na chwilę się przy nich zatrzymał, zaciskając dłoń na klamce.
 - Ao? – Czerwonowłosy położył mu rękę na ramieniu. – Powiedz mi, proszę…
 - To nic, Taiga. – Daiki uśmiechnął się, zdając sobie sprawę z tego, że Kagami wiedział, iż ten uśmiech był wymuszony. – Nic. – Powtórzył i otworzył drzwi. – Do zobaczenia.
  Wyszedł z pomieszczenia, zostawiając w nim wciąż zmartwionego i zdziwionego chłopaka. Po policzku spłynęła mu pojedyncza łza, którą natychmiast starł. Kto jak kto, ale generał nie może sobie pozwolić na płacz.
 Nawet jeśli chodzi o miłość.

                                                                   ***

  Minął tydzień od ich ostatniego pocałunku. Kagami dowiedział się, że Aomine został gdzieś przewieziony, ale nikt nie chciał mu powiedzieć w jakim celu. Kapitan Akashi wyjawił mu tylko, że chodzi o jakąś ważną misję, której tylko Daiki mógł podołać. Zapewnił go jednak, iż niedawno przyszła od niego wiadomość, że dobrze sobie radzi i wkrótce wróci, niosąc ze sobą plany najnowszej bazy wroga.
 Kagami kopnął najbliższy kosz na śmieci, wywołując tym spory hałas na korytarzu. Nie przejął się tym, że kilku żołnierzy spojrzało na niego nie tylko z niezrozumieniem, ale też ze strachem. Taigi jednak w ogóle to nie obchodziło. Był wściekły na Aomine i miał ochotę mu przywalić. Zastanawiał się nad tym, czemu własny chłopak nie chciał mu powiedzieć o czymś tak ważnym. Bo przecież misja specjalna to nie byle co! I jeszcze dostał ją od samego kapitana…
 - Kagami-kun, przestań wyżywać się na tym śmietniku.
 Taiga aż podskoczył, słysząc obok siebie znajomy głos.
 - Kuroko! – Spojrzał z wyrzutem na młodszego o rok przyjaciela. – Nie strasz mnie tak!
 - Jesteś jak na razie jedyną osobą na tym korytarzu, która kogoś straszy. – Odpowiedź Tetsuyi jak zawsze była zgodna z prawdą. – Nie martw się, Aomine-san na pewno wróci. Zawsze wraca. W końcu jest najlepszy.
 Kuroko od razu trafił w sedno. Doskonale wiedział, czemu Kagami od kilku dni chodził nabuzowany jak kobieta tuż przed okresem. Wprawdzie Daiki zawsze dawał sobie radę, jednak… czy i tym razem sobie poradzi? Dostał naprawdę trudną misję, w dodatku na terenie wroga.
 - Nic mi nie powiedział – mruknął Kagami, przecierając dłońmi policzki. – Nawet słowa.
 - Zapewne nie chciał cię martwić. – Kuroko podał mu chusteczkę, którą Taiga od razu przetarł czoło. – Pewnie nie chciał, byś dodatkowo się zamartwił. To, że Himuro-san jest w szpitalu, i tak jest dla ciebie wystarczającym bólem.
 - Nie musiałeś tego mówić – mruknął czerwonowłosy. Prawdą jest, że jego brat trafił prawie miesiąc temu do ośrodka medycznego i nadal nie wybudził się ze śpiączki. Lekarze nie wiedzą, kiedy znów otworzy oczy, jednak nadal jest nadzieja na to, że będzie on normalnie funkcjonował.
 - Przepraszam, Kagami-kun. Po prostu myślę, że Aomine-san nie chciał ci sprawiać kłopotów.
 - Jakoś mu to nie wyszło – burknął Taiga, po czym westchnął ciężko, miętosząc w ręku łańcuszek, który dostał kiedyś od Himuro. – Tęsknię za nim – dodał szeptem, jednak Kuroko to usłyszał.
 - Będzie dobrze. – Tetsuya poklepał go delikatnie po ramieniu. – Z tego, co słyszałem, ma wrócić za niecałe dwa tygodnie.
 Na twarzy Kagamiego pojawił się lekki uśmiech pełen nadziei.

                                                                    ***
   
  Kilka dni później grupa, która wyruszyła na misję specjalną, wróciła. Nie sprawiło to jednak ogromnej radości, ponieważ niecała ćwiartka pozostała przy życiu. Reszta… Odeszła.
 Kagami jakoś dopchnął się na początek tłumu, obserwując uważnie otoczenie i wypatrując Aomine. Znalazł go, jednak na jego twarzy nie pojawił się uśmiech, a ogromny niepokój – Daiki był bowiem niesiony na noszach, a na jego brzuchu oraz udzie widniały nasiąknięte krwią bandaże. Żołnierze, którzy go nieśli, krzyczeli, by zrobić miejsce, jednak Taiga był w takim szoku, że nie dał rady się ruszyć. Gdyby Kuroko nie pociągnął go za ramię, pewnie nadal sterczałby w jednym miejscu gapiąc się na rannego Aomine.
 Czuł w sercu ogromny ból. Wydawało mu się, że ktoś mu wbił w klatkę piersiową nóż nasiąknięty sokiem z cytryny. Robiło mu się niedobrze, miał ochotę zwrócić niewielką porcję obiadu. Przed oczami zaczęły pojawiać mu się kolorowe plamy, a zawroty głowy coraz bardziej się nasilały. Oparł się o ścianę, a przez jego ciało przeszły niekontrolowane dreszcze. Było mu zimno i gorąco jednocześnie. Jeszcze nigdy nie czuł się tak fatalnie – nawet gdy Himuro wylądował w szpitalu. Wydawało mu się, że tamto uczucie było najgorszym z możliwych, jednak wiedział, że się mylił – to jest zdecydowanie gorsze. Świadomość, że ukochana osoba właśnie walczy o życie, jest przytłaczająca i naprawdę bolesna.
 - Kagami-kun? – Kuroko dotknął ramienia przyjaciela, jednak ten nawet na niego nie spojrzał.
 - On… - szepnął Kagami, po czym ponownie się zatrząsł. – On…
 - Powinieneś pójść do szpitala.
 - On… - Powtórzył Kagami, nawet nie kryjąc łez.
 - Aomine-san może cię potrzebować. Idź.
  Taiga przetarł oczy, a następnie wydmuchał nos. Chciał się doprowadzić do porządku, choć wiedział, że i tak nie ukryje śladów po łzach. Zwłaszcza że za chwilę znów może zacząć płakać.
 Kiedy doszedł na miejsce, zacisnął dłoń w pięść. Wiedział, że nie powinno go tu być, ale i tak nie miał zamiaru dać się wygonić. Wierzył, że Aomine z tego wyjdzie, dlatego chciał być jak najbliżej niego. Wystarczy tylko trochę poczekać. Trzeba dać czas lekarzom, oni go wyleczą…
 Taiga zajrzał do sali operacyjnej przez jedną z szybek. Nie widział twarzy Aomine, bo zasłonił ją jeden z lekarzy, jednak zauważył masę chusteczek zabarwionych na czerwony kolor. Wiedział, do kogo ta krew należała. Znów zrobiło mu się niedobrze. Gdyby nie przytrzymał się ściany, prawdopodobnie upadłby na podłogę.
 - Kagami? – Usłyszał obok siebie znajomy głos. – Tu nie wolno wchodzić!
 Midorima dotknął jego ramienia i obrócił go w swoją stronę.
 - On… - Szepnął Taiga i wbił w niego błagalne spojrzenie. – On tam umiera! Ratuj go, proszę!
 - Kagami… - Midorima poprawił swoje okulary. – Robimy wszystko, na co nas stać, ale obrażenia Aomine są naprawdę ciężkie. Odejdź stąd i daj nam w spokoju pracować.
 - Błagam, ratuj go… - Z oczu Kagamiego poleciały kolejne łzy.
 - Robię, co w mojej mocy. – Shintarou zdobył się na nieludzki wręcz gest ze swojej strony i poklepał go po ramieniu. – Mogę ci obiecać, że…
 Drzwi o sali operacyjnej otworzyły się i stanął w nich Takao. W oczach miał prawdziwe przerażenie, co było u niego tak rzadkie, jak okazywanie jakichkolwiek uczuć przez Midorimę.
 I właśnie to utwierdziło Kagamiego w przekonaniu, że jest naprawdę źle.
 - Tracimy go! – Krzyknął Kazunari, ciągnąc do pomieszczenia Midorimę. – Tętno gwałtownie spada, a…
 Nie dokończył, gdyż wszyscy usłyszeli głośne pikanie. Taiga spojrzał ze strachem na nieruchome ciało Aomine, a wzrok zatrzymał najdłużej na lekko rozchylonych wargach swojego chłopaka.
 - Kagami, wyjdź! – Midorima siłą wypchnął go z sali, po czym zatrzasnął drzwi.
 Czerwonowłosy był w takim szoku, że nawet nie wiedział, co się wokół niego działo. Doskonale znał ten dźwięk – kiedyś siedział przy szpitalnym łóżku jednego ze swoich kompanów, a urządzenie trzymające go przy życiu zaczęło nagle piszczeć.
 Następnego dnia był pogrzeb tego chłopaka.
  W momencie, kiedy Midorima wypchnął go z pomieszczenia operacyjnego, Kagami wiedział już, że więcej nie zobaczy Aomine. Czuł, że dusza ciemnoskórego opuściła ten świat.
 Kolejne łzy spłynęły po jego policzkach. Już nawet nie próbował ukryć płaczu. Oparł łokcie o kolana, a dłońmi przeczesał włosy. Nigdy nie płakał tak obficie jak tamtego nieszczęsnego dnia. Odruchowo dotknął palcami swoich warg, a wspomnienie ostatnich chwil spędzonych z Daikim uderzyło w jego serce ze zdwojoną siłą.
 Wiedział, że tamten pocałunek był ich ostatnim.

_________________________________________________________________________________


  






5 komentarzy:

  1. Dzisiaj zamiast uśmiechem, przywitam cię płaczem... no, może nie aż tak dosłownie.

    Jak mogłaś?!

    Mimo iż miniaturka spodobała się mojej skromnej osobie (zresztą jak każda), mimo iż spodziewałam się podobnego zakończenia, to w głebi duszy miałam nadzieję, że Aho nic się nie stanie.

    <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę, by kolejna osoba przez to płakała :'(

      Jakoś tak...

      Uśmierciłam własnego męża... :'(

      ;*

      Usuń
  2. O-ohayooo... Mine, lub raczej Alfons jak zwykle spóźniona... >.<" Przepraszam Cię, Aki-chrzan. 😐😞

    No więc tak... Zacznijmy od komentarza... Post dodany 28 listopada, biorąc pod uwagę, że mamy 4 listopad, tom się jednak nie spóźnił :3

    KrzysztoF oraz Eugeniusz : Sz-szefie, mamy grudzień.

    G-g-grudzień!? 😨 Jak to grudzień? Przecież święta juz za... 20 dni? 😱😱😱 A na święta Mine... Ughh... Chyba jednak się nieco spóźniłem droga Akino...
    No ale dobrze, przejdźmy do rzeczy.
    Nie znam ani tego całego... Ahomine, ani Bakagamiego.
    No cóż...
    Łaa... Aoś, czemu chodzisz smutny? 😧 Ty też umierasz? 😐😐😐😐😐
    A Pan Kagami się martwi ^^
    To było koochanee *-* A także smutne. Przepraszam, ale teraz będę już kończyć. 😐 Jak widzisz nie mam weny ani na opowiadania, ani nawet na komentarze. 😐 Powinnam teraz siedzieć i przypisywać książkę, ale jestem leniem 😂 Bajooo 😘 I duuuuuuuuuuuużo weny życzymy
    ~Alfons :3 I ekipa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybaczam łaskawie ;P

      Brawo.... xD Jutro Mikołajki, jakbyś nie zauważyła ;P

      Poznasz :D Są zajebiści!! *.*
      Obaj są kochani, szczególnie jak się o kogoś martwią <3
      Dziękuję! ;*

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń