wtorek, 14 lutego 2017

,,Odzyskam cię" - Prolog ^^

Heeeej! :D

Z okazji Walentynek mam dla was prolog nowego ... AOKAGA! :D Tak, tak, oklaski dla mnie ;P
Nie wiem, kiedy pojawi się pierwszy rozdział, ale prolog już jest, więc zawsze jakiś początek! :D Jest Moc ^^
Mam nadzieję, że wam się spodoba :3

Dostaliście jakąś walentynkę? Ja osobiście nie przepadam za tym świętem, więc go nie obchodzę, ale coś postanowiła tu wstawić :D
Miłego czytania! ;*

_____________________________________________________________________________________




  

   Od naszej pamiętnej kłótni minęły trzy miesiące. Nie odzywałem się do tego głąba, nie pisałem do niego… Zero kontaktu. On zresztą też się nie postarał – nawet nie raczył mnie przeprosić. Olać fakt, że tym razem to ja zacząłem kłótnię, ale żeby z powodu kilku zbyt ostrych słów i rozwalonego pilota do telewizora wypraszać mnie z domu?! Skandal. Jak on w ogóle śmiał mnie tak potraktować? Przecież to też częściowo było moje mieszkanie! Byliśmy parą przez trzy lata, a jedna, durna kłótnia wszystko zniszczyła. O co poszło? O to, że zbyt często mnie olewał. Wygarnąłem mu to, co miałem na myśli, a on zaczął się drzeć, że jakoś nie robił mi takich problemów, gdy przeglądałem swoją Mai-chan. Tak… A kto niby wyrzucił mi prawie całą kolekcję tych czasopism do kosza?! Powinien mi przynajmniej podziękować, że łaskawie darowałem mu życie i zaoszczędziłem ostrego bólu dupy.
  Kurwa, kurwa, kurwa! Ciężko się przyznać, ale brakuje mi tego głąba. Nikt inny nie potrafi zrobić takich perfekcyjnych naleśników i zapiekanek. Nikt inny nie dogaduje się ze mną w taki specyficzny sposób jak on. Nikt inny nie ma takich ramion jak on. Nikt inny nie jest w łóżku taki jak on. Nikt inny nie ma takiego charakteru jak on.
 Nikt inny nie jest nim.
 Westchnąłem cicho, przełączając telewizor na kolejny kanał. Nic ciekawego, nawet żadnego meczu koszykówki. Nuuuudyy. Kagami pewnie już zacząłby mi proponować one-on-one… A potem ugotowałby coś dobrego!
 Aż mi w brzuchu zaburczało na wspomnienie jego pysznych dań. Kurwaaa, dlaczego musieliśmy spieprzyć nasz związek? A zapowiadało się tak dobrze… Mieliśmy pracę, dom, pieniądze, jedzenie, w wolnym czasie graliśmy w kosza… I się wszystko spierdoliło przez jedną kłótnię. I to nie była tylko moja wina. Obaj zawiniliśmy. Podczas tej prawie że apokalipsy padło tyle ostrych słów, że nie zdziwiłbym się, gdyby przecięły one najtwardszy diament świata. A wszystko przez jedno, niby niewinne zdanie: ,, Ostatnio jakoś mniej mamy dla siebie czasu”. Gdybym wiedział, że tak to się wszystko potoczy, to wziąłbym sobie kilka dni wolnego, Kagamiego zmusiłbym do tego samego, a następnie wyjechalibyśmy nad morze.
 Ale cóż, wróżbitą Maciejem nie jestem, więc przyszłości przewidywać nie potrafię. A czasem taka umiejętność naprawdę by się przydała.
 Wstałem, wyłączając telewizor, przeciągnąłem się i sięgnąłem po telefon. Już prawie siedemnasta. Często o tej godzinie robiliśmy jakieś przekąski bądź siedzieliśmy na boisku, grając w kosza z uśmiechami na ustach. Do tej pory nie znalazłem osoby, z którą grałoby mi się tak dobrze jak z nim. Pokłóciłem się z ukochanym chłopakiem, który jednocześnie jest moim największym wrogiem w koszykówce. Niezła sprzeczność, nie? Dwie bestie, które obdarzyły się tak silnym uczuciem, jakim jest miłość. Dwie bestie, które to wszystko spaprały. Dwie bestie, które mają w sobie tyle dumy, że się do siebie nie odezwą.
 Jedna bestia tęskni, a druga? Jedna znów chce być razem z ukochanym, a jakie jest zdanie drugiej? Co się w ogóle z nią dzieje? Dobrze się czuje? A może zmizerniała i schudła? Może…?
 Potrząsnąłem głową, odsuwając od siebie te wszystkie myśli. Przecież on nigdy nie miał depresji, jest silny. Na pewno poradzi sobie z rozłąką.
 Przygryzłem dolną wargę, przeczesałem włosy, a następnie walnąłem najbliższą poduszkę. Naszła mnie nagła potrzeba wyładowania złości. Miałem ochotę walnąć coś, rzucić czymś o ścianę bądź wydrzeć się na całe gardło.
 Nie zrobiłem tego.
 Założyłem bluzę, wręcz wybiegłem z domu, prawie zapominając o zamknięciu drzwi, a chwilę później już siedziałem w samochodzie i kierowałem się pod znajomy adres. Szczerze mówiąc, to nie zaplanowałem, co powiem Kagamiemu, gdy go zobaczę, ale coś na poczekaniu na pewno dam radę wymyślić. Olać fakt, że jest już prawie dwudziesta druga i Taiga nie ma zapewne ochoty na niezapowiedzianego gościa. Muszę z nim pogadać, bo oszaleję. Słowo daję, że mnie rozsadzi i nawet porządne zwalenie sobie konia mi nie pomoże.
 Zatrzymałem się na czerwonym, nerwowo zaciskając ręce na kierownicy. Aż sam się normalnie nie poznaję. Pamiętam, że tylko raz w życiu tak się stresowałem. To było tego dnia, gdy planowałem wyznać mu miłość. Tak mi się dłonie pociły, że myślałem, że wkrótce z mojego potu drugi Nil powstanie! Na szczęście wszystko poszło dobrze, choć myślałem, że będę musiał dzwonić po pogotowie, bo mina Taigi na moje wyznanie była nie do opisania. Zbladł, prawie zemdlał, a kiedy już doszedł do niego sens moich słów, popłakał się jak dziecko i wtulił się w moje ramiona. Łzy szczęścia wsiąkały mi w koszulkę, część kapała na podłogę. Kurwa, prawie żeśmy wtedy do potopu doprowadzili! Tyle wody przy jednej okazji…
 Jeszcze tylko kilka minut jazdy i dotrę do celu. Co ja mam mu powiedzieć? O czym zacząć mówić? Przecież nie zacznę czymś w stylu ,,Hej, ładny wieczór, prawda?”. I nie zaproponuję mu ruchanka, bo wtedy to już w ogóle by mnie wywalił z mieszkania i prawdopodobnie założyłby blokadę anty-zboczeńcową.
 Dobra, spokojnie, Daiki, dasz sobie radę. Wdech, wydech. Wdech, wydech. Byłem już w wielu ciężkich sytuacjach, jednak żadna nie była dla mnie taka trudna jak ta. Żebym ja, wielki król seksu i bóg przyjemności, musiał jechać w środku nocy do byłego chłopaka?! Wprawdzie sam o tym zdecydowałem, ale cicho, olać to. Może jak go zacznę całować, to ulegnie? Zawsze tak się działo, więc i tym razem nie powinno być z tym problemu.
 Zatrzymałem się przed jego blokiem, poprawiając nerwowo włosy. Kurwa, co się ze mną dzieje? Przecież to nie może być aż tak straszne! Help, ludzie, bo jak tak dalej pójdzie, to nawet nie wejdę do jego mieszkania, bo padnę na klatce schodowej na zawał.
 Wyluzuj, Aomine. Jeszcze raz wdech… Jeszcze raz wydech…
 Hu, dobra, czas wreszcie wszystko sobie wyjaśnić.
 Wyszedłem z samochodu i wszedłem do właściwej klatki. Kod do mieszkania Kagamiego znałem na pamięć, więc z otworzeniem pierwszych drzwi nie było problemu. Teraz wystarczy tylko zadzwonić w odpowiedni dzwonek i powiedzieć coś mądrego.
 Wdech. Wydech.
 Kiedy za drzwiami usłyszałem kroki, przełknąłem ślinę i modliłem się o to, by nie palnąć czegoś głupiego. Dobra, spokojnie, poradzisz sobie, Daiki!
 Gdy Kagami mnie zobaczył, mogłem przysiąc, że był na początku naprawdę przerażony. Dopiero po chwili otrząsnął się z szoku i rzucił mi niechętne spojrzenie. O nie! Tak to my się, mój drogi, nie będziemy bawić! Dopiero tu przyszedłem, nawet nie wiesz, co chcę powiedzieć, a już mnie wyganiasz wzrokiem?!
 - Kagami, ja… - zacząłem, ale mi przerwał.
 - Daruj sobie, to i tak już nie wyjdzie. – Stanął na klatce schodowej i przymknął drzwi, co wyglądało trochę podejrzanie.
 - Możemy sobie najpierw wszystko wyjaśnić? – warknąłem, robiąc w jego stronę duży krok.
 - Nie ma czego wyjaśniać. – Pokręcił głową. – Jak widać nie byliśmy sobie pisani.
 - O czym ty, kurwa, pieprzysz?! – Chwyciłem go za koszulkę i przyciągnąłem do siebie. Jego twarz była tak blisko mojej… Aż by się chciało go pocałować.
 - Morda, jesteśmy na klatce schodowej! – Gdyby mógł, zabiłby mnie spojrzeniem.
 - To wpuść mnie do mieszkania. – Puściłem jego bluzkę, lekko się przy tym krzywiąc. Nie chciałem się kłócić. Miałem w planach normalne zaczęcie rozmowy!
 - Nie. – Kagami skrzyżował ramiona na klatce piersiowej i stanął w drzwiach. – Idź stąd, nie mamy o czym rozmawiać.
 - Mamy, kurwa, i dobrze o tym wiesz! – burknąłem, jednak starałem się nie podnosić głosu.
 - Nagle ci się o mnie po trzech miesiącach przypomniało?! – Zmarszczył brwi, co wyglądało nieco komicznie, jednak nie zaśmiałem się przez powagę sytuacji.
 - Ty też się mogłeś odezwać – warknąłem.
 - Nie ja zaczynałem kłótnię – syknął.
 - To nie znaczy, że nie mogłeś chociaż zadzwonić.
 - Żebym musiał przepraszać za nic? Nie ma mowy!
 Wdech. Wydech. Uspokój się, Daiki, nie pogarszaj sytuacji.
 - Taiga, musimy…
 - Nie ma już żadnych ,,my”, Aomine. – Pokręcił głową. – Nie chcę, żebyś tu więcej przychodził.
 - Ale…!
 - Mam chłopaka. – Uciął mi w połowie zdania.
 Zamurowało mnie.
 To była chyba jedna z niewielu odpowiedzi, których się nie spodziewałem.

___________________________________________________________________________________










9 komentarzy:

  1. Coś Ty najlepszego zrobiła xDDD

    OdpowiedzUsuń
  2. Kagami, nie kłam, ty cholerny oszukisto!

    Mimo iż wolę AoKise [sjdcsjkcnsjakdx] to i tak Kagami nie kłam, nie masz chłopaka *głupi uśmiech*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ohayo, Aki-chan ^^
    Mineś jak zwykle spóźniona >~<

    Dostałam kwiatki ^^ Ale też nie obchodzę tego święta. Moim zdaniem jest bez sensu 😉;p

    Uhuhuuu... ostro między naszymi chłopaczkami widzę... 😛
    Kurfa, kurfa? 😮Aos, jak Ty się wyrażasz? <.< ;p

    Tylko jedź ostrożnie ':o Nie bądź pora te drogowym ;p

    M-ma chłopaka? Jak to? :o
    O njeee!


    Papa, weny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mine, miło cię tu znów widzieć :D

      Mądrze ;)

      AoKagaszki, me ukochane *.*

      Haha xD

      tak to ;P

      Dziękuję za odwiedzenie mego bloga ;P ;*

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. *uzbraja się w cierpliwość czekając na kolejne rozdziały i opka*
    ciekawa jestem kto jest nowym chłopakiem Kagamiego, Tetsu czy Kise xD a może w ogóle ktoś spoza pokolenia hmmm zaintrygowałaś mnie^^

    OdpowiedzUsuń