Heeeej! :D
Z okazji Walentynek mam dla was prolog nowego ... AOKAGA! :D Tak, tak, oklaski dla mnie ;P
Nie wiem, kiedy pojawi się pierwszy rozdział, ale prolog już jest, więc zawsze jakiś początek! :D Jest Moc ^^
Mam nadzieję, że wam się spodoba :3
Dostaliście jakąś walentynkę? Ja osobiście nie przepadam za tym świętem, więc go nie obchodzę, ale coś postanowiła tu wstawić :D
Miłego czytania! ;*
_____________________________________________________________________________________
Z okazji Walentynek mam dla was prolog nowego ... AOKAGA! :D Tak, tak, oklaski dla mnie ;P
Nie wiem, kiedy pojawi się pierwszy rozdział, ale prolog już jest, więc zawsze jakiś początek! :D Jest Moc ^^
Mam nadzieję, że wam się spodoba :3
Dostaliście jakąś walentynkę? Ja osobiście nie przepadam za tym świętem, więc go nie obchodzę, ale coś postanowiła tu wstawić :D
Miłego czytania! ;*
_____________________________________________________________________________________
Od naszej pamiętnej kłótni minęły trzy miesiące. Nie
odzywałem się do tego głąba, nie pisałem do niego… Zero kontaktu. On zresztą
też się nie postarał – nawet nie raczył mnie przeprosić. Olać fakt, że tym
razem to ja zacząłem kłótnię, ale żeby z powodu kilku zbyt ostrych słów i
rozwalonego pilota do telewizora wypraszać mnie z domu?! Skandal. Jak on w
ogóle śmiał mnie tak potraktować? Przecież to też częściowo było moje mieszkanie!
Byliśmy parą przez trzy lata, a jedna, durna kłótnia wszystko zniszczyła. O co
poszło? O to, że zbyt często mnie olewał. Wygarnąłem mu to, co miałem na myśli,
a on zaczął się drzeć, że jakoś nie robił mi takich problemów, gdy przeglądałem
swoją Mai-chan. Tak… A kto niby wyrzucił mi prawie całą kolekcję tych czasopism
do kosza?! Powinien mi przynajmniej podziękować, że łaskawie darowałem mu życie
i zaoszczędziłem ostrego bólu dupy.
Kurwa, kurwa, kurwa!
Ciężko się przyznać, ale brakuje mi tego głąba. Nikt inny nie potrafi zrobić
takich perfekcyjnych naleśników i zapiekanek. Nikt inny nie dogaduje się ze mną
w taki specyficzny sposób jak on. Nikt inny nie ma takich ramion jak on. Nikt
inny nie jest w łóżku taki jak on. Nikt inny nie ma takiego charakteru jak on.
Nikt inny nie jest
nim.
Westchnąłem cicho,
przełączając telewizor na kolejny kanał. Nic ciekawego, nawet żadnego meczu
koszykówki. Nuuuudyy. Kagami pewnie już zacząłby mi proponować one-on-one… A
potem ugotowałby coś dobrego!
Aż mi w brzuchu zaburczało
na wspomnienie jego pysznych dań. Kurwaaa, dlaczego musieliśmy spieprzyć nasz
związek? A zapowiadało się tak dobrze… Mieliśmy pracę, dom, pieniądze,
jedzenie, w wolnym czasie graliśmy w kosza… I się wszystko spierdoliło przez
jedną kłótnię. I to nie była tylko moja wina. Obaj zawiniliśmy. Podczas tej
prawie że apokalipsy padło tyle ostrych słów, że nie zdziwiłbym się, gdyby
przecięły one najtwardszy diament świata. A wszystko przez jedno, niby niewinne
zdanie: ,, Ostatnio jakoś mniej mamy dla siebie czasu”. Gdybym wiedział, że tak
to się wszystko potoczy, to wziąłbym sobie kilka dni wolnego, Kagamiego
zmusiłbym do tego samego, a następnie wyjechalibyśmy nad morze.
Ale cóż, wróżbitą
Maciejem nie jestem, więc przyszłości przewidywać nie potrafię. A czasem taka
umiejętność naprawdę by się przydała.
Wstałem, wyłączając
telewizor, przeciągnąłem się i sięgnąłem po telefon. Już prawie siedemnasta.
Często o tej godzinie robiliśmy jakieś przekąski bądź siedzieliśmy na boisku,
grając w kosza z uśmiechami na ustach. Do tej pory nie znalazłem osoby, z którą
grałoby mi się tak dobrze jak z nim. Pokłóciłem się z ukochanym chłopakiem,
który jednocześnie jest moim największym wrogiem w koszykówce. Niezła
sprzeczność, nie? Dwie bestie, które obdarzyły się tak silnym uczuciem, jakim
jest miłość. Dwie bestie, które to wszystko spaprały. Dwie bestie, które mają w
sobie tyle dumy, że się do siebie nie odezwą.
Jedna bestia tęskni, a
druga? Jedna znów chce być razem z ukochanym, a jakie jest zdanie drugiej? Co
się w ogóle z nią dzieje? Dobrze się czuje? A może zmizerniała i schudła?
Może…?
Potrząsnąłem głową,
odsuwając od siebie te wszystkie myśli. Przecież on nigdy nie miał depresji,
jest silny. Na pewno poradzi sobie z rozłąką.
Przygryzłem dolną
wargę, przeczesałem włosy, a następnie walnąłem najbliższą poduszkę. Naszła
mnie nagła potrzeba wyładowania złości. Miałem ochotę walnąć coś, rzucić czymś
o ścianę bądź wydrzeć się na całe gardło.
Nie zrobiłem tego.
Założyłem bluzę, wręcz
wybiegłem z domu, prawie zapominając o zamknięciu drzwi, a chwilę później już
siedziałem w samochodzie i kierowałem się pod znajomy adres. Szczerze mówiąc,
to nie zaplanowałem, co powiem Kagamiemu, gdy go zobaczę, ale coś na poczekaniu
na pewno dam radę wymyślić. Olać fakt, że jest już prawie dwudziesta druga i
Taiga nie ma zapewne ochoty na niezapowiedzianego gościa. Muszę z nim pogadać,
bo oszaleję. Słowo daję, że mnie rozsadzi i nawet porządne zwalenie sobie konia
mi nie pomoże.
Zatrzymałem się na
czerwonym, nerwowo zaciskając ręce na kierownicy. Aż sam się normalnie nie
poznaję. Pamiętam, że tylko raz w życiu tak się stresowałem. To było tego dnia,
gdy planowałem wyznać mu miłość. Tak mi się dłonie pociły, że myślałem, że
wkrótce z mojego potu drugi Nil powstanie! Na szczęście wszystko poszło dobrze,
choć myślałem, że będę musiał dzwonić po pogotowie, bo mina Taigi na moje
wyznanie była nie do opisania. Zbladł, prawie zemdlał, a kiedy już doszedł do
niego sens moich słów, popłakał się jak dziecko i wtulił się w moje ramiona.
Łzy szczęścia wsiąkały mi w koszulkę, część kapała na podłogę. Kurwa, prawie
żeśmy wtedy do potopu doprowadzili! Tyle wody przy jednej okazji…
Jeszcze tylko kilka
minut jazdy i dotrę do celu. Co ja mam mu powiedzieć? O czym zacząć mówić? Przecież
nie zacznę czymś w stylu ,,Hej, ładny wieczór, prawda?”. I nie zaproponuję mu
ruchanka, bo wtedy to już w ogóle by mnie wywalił z mieszkania i prawdopodobnie
założyłby blokadę anty-zboczeńcową.
Dobra, spokojnie,
Daiki, dasz sobie radę. Wdech, wydech. Wdech, wydech. Byłem już w wielu
ciężkich sytuacjach, jednak żadna nie była dla mnie taka trudna jak ta. Żebym
ja, wielki król seksu i bóg przyjemności, musiał jechać w środku nocy do byłego
chłopaka?! Wprawdzie sam o tym zdecydowałem, ale cicho, olać to. Może jak go
zacznę całować, to ulegnie? Zawsze tak się działo, więc i tym razem nie powinno
być z tym problemu.
Zatrzymałem się przed
jego blokiem, poprawiając nerwowo włosy. Kurwa, co się ze mną dzieje? Przecież
to nie może być aż tak straszne! Help, ludzie, bo jak tak dalej pójdzie, to
nawet nie wejdę do jego mieszkania, bo padnę na klatce schodowej na zawał.
Wyluzuj, Aomine.
Jeszcze raz wdech… Jeszcze raz wydech…
Hu, dobra, czas
wreszcie wszystko sobie wyjaśnić.
Wyszedłem z samochodu
i wszedłem do właściwej klatki. Kod do mieszkania Kagamiego znałem na pamięć,
więc z otworzeniem pierwszych drzwi nie było problemu. Teraz wystarczy tylko
zadzwonić w odpowiedni dzwonek i powiedzieć coś mądrego.
Wdech. Wydech.
Kiedy za drzwiami
usłyszałem kroki, przełknąłem ślinę i modliłem się o to, by nie palnąć czegoś
głupiego. Dobra, spokojnie, poradzisz sobie, Daiki!
Gdy Kagami mnie
zobaczył, mogłem przysiąc, że był na początku naprawdę przerażony. Dopiero po
chwili otrząsnął się z szoku i rzucił mi niechętne spojrzenie. O nie! Tak to my
się, mój drogi, nie będziemy bawić! Dopiero tu przyszedłem, nawet nie wiesz, co
chcę powiedzieć, a już mnie wyganiasz wzrokiem?!
- Kagami, ja… -
zacząłem, ale mi przerwał.
- Daruj sobie, to i
tak już nie wyjdzie. – Stanął na klatce schodowej i przymknął drzwi, co
wyglądało trochę podejrzanie.
- Możemy sobie
najpierw wszystko wyjaśnić? – warknąłem, robiąc w jego stronę duży krok.
- Nie ma czego
wyjaśniać. – Pokręcił głową. – Jak widać nie byliśmy sobie pisani.
- O czym ty, kurwa,
pieprzysz?! – Chwyciłem go za koszulkę i przyciągnąłem do siebie. Jego twarz
była tak blisko mojej… Aż by się chciało go pocałować.
- Morda, jesteśmy na
klatce schodowej! – Gdyby mógł, zabiłby mnie spojrzeniem.
- To wpuść mnie do
mieszkania. – Puściłem jego bluzkę, lekko się przy tym krzywiąc. Nie chciałem
się kłócić. Miałem w planach normalne zaczęcie rozmowy!
- Nie. – Kagami
skrzyżował ramiona na klatce piersiowej i stanął w drzwiach. – Idź stąd, nie
mamy o czym rozmawiać.
- Mamy, kurwa, i
dobrze o tym wiesz! – burknąłem, jednak starałem się nie podnosić głosu.
- Nagle ci się o mnie
po trzech miesiącach przypomniało?! – Zmarszczył brwi, co wyglądało nieco
komicznie, jednak nie zaśmiałem się przez powagę sytuacji.
- Ty też się mogłeś
odezwać – warknąłem.
- Nie ja zaczynałem
kłótnię – syknął.
- To nie znaczy, że
nie mogłeś chociaż zadzwonić.
- Żebym musiał
przepraszać za nic? Nie ma mowy!
Wdech. Wydech. Uspokój
się, Daiki, nie pogarszaj sytuacji.
- Taiga, musimy…
- Nie ma już żadnych
,,my”, Aomine. – Pokręcił głową. – Nie chcę, żebyś tu więcej przychodził.
- Ale…!
- Mam chłopaka. –
Uciął mi w połowie zdania.
Zamurowało mnie.
To była chyba jedna z
niewielu odpowiedzi, których się nie spodziewałem.
___________________________________________________________________________________

Coś Ty najlepszego zrobiła xDDD
OdpowiedzUsuńCo zrobiłam?? O.O
UsuńOświeć mnie, bo nie wiem xD
Kagami, nie kłam, ty cholerny oszukisto!
OdpowiedzUsuńMimo iż wolę AoKise [sjdcsjkcnsjakdx] to i tak Kagami nie kłam, nie masz chłopaka *głupi uśmiech*
zobaczymy, czy nie kłamie... A może jednak to prawda? ;P
UsuńOhayo, Aki-chan ^^
OdpowiedzUsuńMineś jak zwykle spóźniona >~<
Dostałam kwiatki ^^ Ale też nie obchodzę tego święta. Moim zdaniem jest bez sensu 😉;p
Uhuhuuu... ostro między naszymi chłopaczkami widzę... 😛
Kurfa, kurfa? 😮Aos, jak Ty się wyrażasz? <.< ;p
Tylko jedź ostrożnie ':o Nie bądź pora te drogowym ;p
M-ma chłopaka? Jak to? :o
O njeee!
Papa, weny <3
Mine, miło cię tu znów widzieć :D
UsuńMądrze ;)
AoKagaszki, me ukochane *.*
Haha xD
tak to ;P
Dziękuję za odwiedzenie mego bloga ;P ;*
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń*uzbraja się w cierpliwość czekając na kolejne rozdziały i opka*
OdpowiedzUsuńciekawa jestem kto jest nowym chłopakiem Kagamiego, Tetsu czy Kise xD a może w ogóle ktoś spoza pokolenia hmmm zaintrygowałaś mnie^^
To się okaże ^^
UsuńCieszę się :D ;*