poniedziałek, 5 października 2015

Rozdział 14

Może wypadałoby dać jakieś słowo od autorki...?
 Hmmm... Brak pomysłu XD
Mam wrażenie, że wyszło... nijak :/
Ale cóż, zostawiam to waszej opinii ;)
_____________________________________________________________________________________

 
 

 ~Aomine~

  Zwlokłem się leniwie z łóżka, gdy Kise i Kuroko wylali na mnie kubeł lodowatej wody. Oczywiście trochę im wygrażałem i obiecałem, że się kiedyś odwdzięczę. Jakże mogłoby być inaczej?

 Ubrałem się i poszedłem z nimi na śniadanie.

 - Ciekawy jestem, jak będą wyglądały te zajęcia?- spytał nagle Kise.

 - Ja jakoś specjalnie nie mam na nie ochoty- mruknąłem.

 - Aominecchi! Może być fajnie! Dobrze jest się czasem poruszać w inny sposób i potańczyć!

 - Sam se tańcz. Ja nie zamierzam.

 - I tak będziesz musiał.

 - Zamknij się- syknąłem.

 Nie miałem ochoty o tym myśleć. To będzie dla mnie zbyt poniżające. Te wygibajtusy zostawią plamę na moim świętym i zajebistym honorze. Jak tak w ogóle można?!

 Kiedy znaleźliśmy się w jadalni, usiedliśmy koło reszty i zajęliśmy się jedzeniem. Byłem potwornie głodny! Zjadłem dwa razy więcej niż zwykle.

 - Nie opychaj się tak, bo na ćwiczeniach nie dasz rady- powiedziała Akina i spojrzała na mnie z wyższością. Nikt nie będzie tak gapił się na moją wręcz królewską osobę.

 - Pewnie i tak je beznadziejnie poprowadzisz, więc niewiele stracisz- odgryzłem się.

 - Chodziłam na zajęcia taneczne przez siedem lat, więc się na tym trochę znam! A ty- wymierzyła we mnie widelcem- dziś zadebiutujesz i z chęcią to zobaczę.

 Jędza jedna, niech no tylko spróbuje się ze mnie śmiać, to dam jej taką lekcje, że popamięta ją do końca życia. Ktoś musi karać niegrzeczne dziewczynki, nie?

 No i nadszedł ten czas. Przebraliśmy się w wygodne ubrania sportowe i poszliśmy na boisko. Tylko tam mogliśmy ćwiczyć, bo w domku wypoczynkowym nie było miejsca. Usłyszeliśmy muzykę, a po chwili zobaczyliśmy Akinę i Momoi. Hyuga zrobiła na mnie największe wrażenie. Miała na sobie czarne legginsy (czy jak to się to nazywało… w każdym razie chodzi mi o te obcisłe niedorobione rajstopy, co ładnie opinają dziewczęce tyłki) i specjalną bluzkę sportową do połowy brzucha. Może te zajęcia nie będą jednak takie złe… Przynajmniej widoczki będą ładne. I krągłe.

 - A gdzie Aka-chin?- spytał Murasakibara, odkładając na ławkę swój zapas słodyczy.

 - On nie będzie ćwiczył- odpowiedziała Akina.

 - O, pewnie, sadystyczny król to jakoś może się zrywać z treningu?- prychnąłem.

 Nie odpowiedziała, tylko posłała mi spojrzenie typu: ,,Zamknij się wreszcie, bo mam cię dość”. Och, jak miło. Znów udało mi się ją zdenerwować. Powinienem za to jakiś medal dostać. Najlepiej w postaci pornosa. Dobra nagroda nie jest zła.

 - Róbcie to samo, co ja- powiedziała Akina i ustawiła się do nas przodem.

 Nie jestem jakimś specjalnym fanem muzyki, więc nie znałem się na ani na gatunku utworów, ani na piosenkarzach. Nie tak, że w ogóle piosenek nie słucham, po prostu nie mam głowy do wykonawców. Zajebistość zajmuje za dużo miejsca.

 Zaczęło się piekło taneczne. Jakieś ruchy rękoma w prawo, potem prawa noga w górę, na lewej się obracamy, kręcimy biodrami (u Akiny to ładnie wyglądało, aż miło było popatrzeć)… Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, całkiem nieźle mi szło. Tańczyłem do rytmu, góra mi ładnie pracowała, podobno muszę popracować nad nogami. Jeszcze trochę i zostanę mistrzem tańca! Już jestem mistrzem kosza, więc kolejny taki tytuł ładnie wpasuje mi się do kolekcji.

 - Murasakibara, więcej luzu w ramionach- każdemu pokazywała, co robi źle.- Midorima, ruszaj bardziej biodrami! Aomine, wyżej ta  noga! Kuroko… Gdzie jest Kuroko?

 - Stoję tu cały czas- powiedział Tetsu, zjawiając się nagle koło niej. Podskoczyła i spojrzała na niego zaskoczona.

 - Chyba nigdy się nie przyzwyczaję…- mruknęła.- Mógłbyś stać się nieco widoczniejszy? Nie widzę jak tańczysz.

 - Może to i lepiej.

 - Tetsuya.

 Kiwnął głową i włączył się do tańca. Muzyka zmieniła się na trochę ostrzejszą, więc ruchy były szybsze. Miałem dobrą kondycję, więc się aż tak nie zmęczyłem.

 - Kise, kiedy prawa noga idzie do przodu, biodra idą na lewo!- pokazała blondynowi kolejny krok, po czym go pochwaliła. Phi, Ryouta ma znacznie łatwiej. Potrafi skopiować każdy ruch i po chwili go idealnie powtórzyć. Nigdy się do tego nie przyznam publicznie, ale czasem zazdroszczę mu tej umiejętności. Są momenty, w których on nie musi się tak bardzo wysilać i nawet moja zajebista zajebistość nie daje temu rady. Oczywiście w kosza i tak mnie nigdy nie pokona, ale na przykład taki taniec… I tak mi na tym nie zależy, więc niech zna moje łaskawe serce i cieszy się tym, że jest w tym lepszy ode mnie. Nie powiem mu tego, a gdy się domyśli, jak zwykle będę się z nim przekomarzał, by go zirytować. Jestem genialny.

 

 ~Akina~

 Nie sądziłam, że im tak dobrze pójdzie. Nawet Murasakibara i Midorima nieźle sobie radzili, więc myślę, że na następnych zajęciach będzie tylko lepiej.

 - Aomine, kręć biodrami i jednocześnie idź przed siebie- podeszłam do chłopaka i uważnie na niego spojrzałam. Nie radził sobie za dobrze z tym ruchem.- Zrobimy inaczej. Połóż mi ręce na biodrach i wczuj się w rytm.

 - Jesteś pewna, że to dobry pomysł?- zapytał ze zboczonym uśmiechem na twarzy. Nie dam mu się tak łatwo omamić!

 - Zamknij się i wykonaj moje polecenie- warknęłam.

 - O, zamieniłaś się w lwicę z pazurami?

 Jak ten idiota mnie irytuje! Mam wielką ochotę na uderzenie go. Dawno mnie tak nie korciło.

 Wzięłam jego dłonie i położyłam je na swoich biodrach, wytrzymując głupi uśmieszek tego kretyna. Swoje ręce oparłam na jego torsie (ale umięśniony) i zaczęłam się poruszać. Dość szybko załapał, o co chodzi, więc uznałam, że nie potrzebuje mojej pomocy. Chciałam odejść, ale mi nie pozwolił. Ścisnął mnie mocniej i spojrzał na mnie zadziornie. Czułam, że tak będzie.

 - Ej, już uciekasz?- spytał.

 - Puść, głąbie- nie chciałam robić zamieszania, więc nie podniosłam głosu. Reszta i tak zerkała na nas co jakiś czas, więc to było wystarczająco krępujące.

 - A jeśli ci powiem, że nie chcę?- będzie się ze mną droczył?

 - To ja ci powiem, że masz chcieć.

 - I właśnie za to cię lubię, ośle.

 - Ośle?!- jednak lekko podniosłam głos.- Ty z kolei jesteś strasznie zadufanym w sobie egoistą, głąbem, kretynem, idiotą, największym zboczeńcem świata…- zaczęła wyliczać. A ile pomysłów miałam!

 - Oi, księżniczko, przeginasz.

 Szczęście, że Haizakiego nie było. Akashi wziął go do siebie na długą rozmowę, więc musiałam znosić jednego zboczucha mniej.

 Spróbowałam zabrać jego dłonie z moich bioder, ale był za silny. To nie fair! W takiej walce nigdy nie wygram! Ponowiłam próbę, ale to nie przyniosło żadnych efektów. Jedynie uśmiech na twarzy Aomine się poszerzył. Kiedy zjechał ręką troszeczkę niżej, nie wytrzymałam i wbiłam mu paznokcie w przedramiona. Syknął i mnie puścił.

 - Ała, ostre masz te pazurki- złapał się za bolące miejsca.- Jak prawdziwa lwica.

 Prychnęłam i podeszłam do Midorimy. Pokazałam mu ruchy ramionami i głową. Jak na sztywnego faceta, to całkiem nieźle sobie radził.

 Pół godziny później skończyliśmy trening i mieliśmy czas wolny aż do obiadu. Odetchnęłam.

 - Świetnie się spisałaś- powiedziała Momoi, idąc ze mną do pokoju.

 Uśmiechnęłam się do niej i zaczęłyśmy rozmawiać o lekcjach tańca, jakie miałam w Ameryce.

 

 ~Aomine~

 Sam nie wiem czemu dałem się namówić na przyjście do pokoju wszystkożercy, protista i tego dupka (cyt. Haizakiego). Pewnie dlatego, że Akashi zabrał mi moje pornosy, bym ,jak to ujął, integrował się z innymi. Wolałbym integrować się z cyckami, ale ta możliwość została mi haniebnie zabrana. Nie ma sprawiedliwości na tym pojebanym świecie!

 Siedziałem na łóżku glona i opierałem się o ścianę. Nuuuudyyyy! Dajcie mi moje pornosy!

 - Muszę tu z wami siedzieć?- zaczął jęczeć Haizaki.- Nudno tu!

 Przynajmniej w jednym się z nim zgodzę, ale nigdy się do tego nie przyznam.

 - Musisz Shogou- powiedział Akashi, obdarowywując go czujnym i ostrzegawczym spojrzeniem.- Wolę cię mieć na oku.

 Pewnie, dobra decyzja. Jeszcze by zgwałcił Akinę. To by była katastrofa! O, naszło mnie starsznie  ważne pytanie- czy Akina jest jeszcze dziewicą? Hmmm… Powinna być. Nie słyszałem, by uprawiała seks z kimś w Ameryce. Cóż, trzeba by to sprawdzić.

 Wyłączyłem się z rozmowy, jak tylko Kise wypowiedział słowo ,,szkoła”. Mam taką dziwną alergię, że ilekroć słyszę ten wyraz, krzywię się i mam ochotę wyrzucić go ze swojego doskonałego i zajebistego słownika. Przymknąłem oczy i zacząłem rozmyślać o biodrach Akiny. Takie ładne i krągłe… Mhmhm…. Idealne.

 - Aominecchi!

 Usłyszałem znajomy głos, ale nie chciało mi się otwierać oczu.

 - Aominecchi, odpowiedz!

 - Czego znowu chcesz, Kise?- łaskawie obdarzyłem go swoim spojrzeniem.

 - Odpowiedz na pytanie.

 - Jakie?- zdziwiłem się. No tak, znowu coś przegapiłem.

 - Czujesz coś do Akiny?

 I nagle wszystkie pary oczu zwróciły się ku mej zajebistej osobie. Kurwa, trochę się zaczyna robić dziwnie. Co ich to obchodzi? Moje życie, moje uczucia, moja dziewczyna… Chwila, krótki replay… Moje życie, moje uczucia, moje przekonania, moje myśli, moja dziew… dziewica. Proste, logiczne, nie? Nie mają prawa się w to wtrącać.

 - Pogięło was?- spojrzałem na nich jak na idiotów.- Niby skąd te przypuszczenia?

 - Bo to widać- odezwał się Tetsu, zjawiając się nagle przede mną. Pomijam fakt, że prawie wyzionąłem ducha.- Ciągle się droczycie, często spędzacie razem czas, nie chcesz, by stała jej się krzywda, na treningu razem tańczyliście…

 - To chyba normalne, że na ćwiczeniach tanecznych się tańczy!- przerwałem mu.

 - Tak, ale wszyscy widzieli, jak trzymasz ręce na jej biodrach i się do niej uśmiechasz.

 - Mine-chin się zakochał?- spytał Murasakibara, nagle zwracając uwagę na nas i na otoczenie.

 - Wcale nie!- krzyknąłem.

 - Aomine-kun, postaw sobie jedno pytanie: kochasz ją czy nie?

 Już otwierałem usta, by coś powiedzieć, ale po chwili je zamknąłem. No właśnie. Kocham ją czy nie? Spuściłem wzrok i zacisnąłem pięści.

 - Wiedziałem!- usłyszałem radosny śmiech Kise.- Aominecchi! Ty się zakochałeś!

 Zakochałem się? Ja? Czy wreszcie poczułem to wspaniałe uczucie potocznie nazywane miłością?

 - To jest nas dwóch!- dodał blondyn z szerokim uśmiechem.

 - Kise-kun, ty też?- zapytał Kuroko.

 - Sayaka jest niesamowita. Ostatnio ciągle z nią gadam, wczoraj pisałem z nią do północy…

 - To dlatego ciągle mi coś w oczy świeciło- mruknąłem.

 - Ja się nie wstydzę tego mówić na głos, Aominecchi- wytknął na mnie palcem.- Zamierzam jej to powiedzieć jak tylko wrócimy z obozu. Musisz pogadać z Akinacchi!

 - Nie zamierzam jej niczego mówić!

 - Daiki, jeżeli czujesz, że to jest TO, to rusz swój leniwy tyłek i idź do niej- wtrącił Akashi. Nawet on będzie mi udzielał miłosnych porad?! Ludzie, świat się kończy! Ratuj się kto może!

 - Nic do niej nie czuję!

 Wstałem gwałtownie z łóżka, ominąłem wystawione nogi Haizakiego i wyszedłem z pokoju trzaskając drzwiami. Po drodze minąłem zdziwioną Akinę, ale nie zatrzymałem się. Nie mógłby teraz z nią porozmawiać. Muszę to sobie wszystko w głowie poukładać.

 Nie, ja się nie mogłem zakochać. To pewnie zauroczenie jej cyckami, biodrami, wyglądem i… Nieważne.

 Nigdy nie byłem zakochany. Nie wiem, jakie to uczucie. A jeśli okaże się, że to jednak nie to i ją skrzywdzę? Nie chcę, by przeze mnie cierpiała. Tetsu powiedział, że jeżeli nie chcemy krzywdy innych, to nam na tym kimś zależy. Owszem, lubię ją, ale czy to coś więcej oprócz przyjaźni? Jak się czuje osoba zakochana? Chyba powinienem z kimś o tym pogadać… Może jednak mama? Zresztą ona i tak zobaczy, że coś jest nie tak i zasypie mnie milionem pytań. Prędzej czy później i tak jej będę musiał powiedzieć. Ech, wpakowałem się po uszy w jakieś bagno, które podobno nazywa się ,,miłość”.
____________________________________________________________________________________
 







niedziela, 4 października 2015

AoKise- Snajper

Oto obiecany one-shot AoKise :D :D ZOstawiam go do waszej opinii ;) Pomysł przyszedł nagle i szybko to napisałam, więc... wyszło to coś XD Miłego czytania! :*
___________________________________________________________________________________
   Musiałem podnieść swą zajebistą osobowość i pójść do parku. Czego ta blond ciota znowu ode mnie chce?! Przecież dziś już graliśmy one-on-one. Wczoraj też. I przedwczoraj. I dwa dni temu… Gramy praktycznie codziennie. Po co mnie męczy tym swoim ciągłym, irytującym ,,Aominecchi”? Czy on nie wie, że ja mam inne ważne zajęcia? Oglądanie Horikity Mai wpływa na moją wiedzę biologiczną o ciele kobiety. W końcu muszę się jakoś dokształcać. Lekcje w szkole są tak nudne, że prawie na nich śpię.

 Chcąc nie chcąc (a nie chcąc) wyszedłem z domu i poszedłem na wyznaczone miejsce spotkania. Oby tylko miał ważny powód, bo inaczej marnie skończy.

 Stał samotnie pod drzewem i kopał jakiś kamyk. Jest czymś mocno przejęty. Jeżeli szuka pocieszenia, to raczej nie u mnie.

 - Oi, Kise, co chciałeś?- spytałem, gdy podszedłem do niego.

Odwrócił się i spojrzał na mnie z powagą, rozpaczą, nadzieją i Bóg wie jeszcze czym. Co on się tak gapi?

 - Daiki- zaczął. Może on jest chory? Powiedział do mnie po imieniu! A gdzie to jego irytujące ,,cchi”?- Długo się zastanawiałem, czy ci to powiedzieć, ale… doszedłem do wniosku, że prędzej czy później będę musiał to zrobić. To dla mnie ważne… Uznasz mnie pewnie za jakiegoś człowieka chorego na głowę, ale… ja… muszę to z siebie w końcu wyrzucić.- Coś jest nie tak. Kise się tak zazwyczaj nie zachowuje. A jak chciał pogadać, to powinien zadzwonić do Tetsu.- Od początku wiedziałem, że jesteś wyjątkowy- I tu ma facet rację!- Spędzaliśmy razem wiele czasu, często graliśmy, śmialiśmy się i w ogóle.- Do czego on zmierza? Zaczyna się robić dziwnie.- Ja… Ja nie czuję do ciebie przyjaźni.- Nie lubi mnie? O, jestem zawiedziony. Zawsze mnie podziwiał, a teraz co?- Ja… Ja cię kocham, Aominecchi.- spuścił głowę i mocno się zarumienił. ŻE CO, KURWA?! Kocha mnie chłopak?! Ludzie, koniec świata nadciąga!

 Stałem z rozdziawioną gębą na środku chodnika i patrzyłem na Kise. Wyglądał tak, jakby się miał zaraz rozpłakać. Przecież każdy wie, że ja lubię cycki! Rozmiar SS (same suty) mnie nie interesuje. Nie mogłem wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Nawet go nie wyśmiałem. Po prostu się na niego gapiłem, aż w końcu odbiegł ze łzami w oczach.

 Kise… mnie kocha?

 

 ***

 Wiedziałem, że nie powinienem był mu tego mówić! Znienawidzi mnie! Wyśmieje! Już nigdy się do mnie nie odezwie i nigdy razem nie zagramy! Co ja narobiłem? Dlaczego musiałem się w nim zakochać? Wokół mnie lata tyle dziewczyn, a ja akurat wybrałem jego. Wprawdzie to nie zależało ode mnie, ale mimo tylu prób nie potrafię tego zignorować i udawać, że wszystko jest w porządku. Co ja w nim w ogóle zobaczyłem? Charakter, który jednocześnie mnie pociąga i wkurza? Włosy? Szafirowe, śliczne oczy? Zniewalający uśmiech? Budowa ciała? Mówię wam, że moje serce szaleje, gdy widzę go w podkoszulce, która opina jego umięśniony tors. Może i ma wady, ale dla mnie to ideał. Brzmię pewnie jak dziewczyna zakochana w jakimś piosenkarzu, ale nic na to nie poradzę. Jestem zakochany. Cholernie zakochany w pewnym zboczeńcu, który prawdopodobnie nigdy nie zwróci na mnie uwagi.

 Wziąłem telefon do ręki i wybrałem numer Kurokocchiego. On powinien mnie zrozumieć. W końcu od roku jest z Akashim.

 - Halo? Kise-kun?- usłyszałem jego głos.

 - Kurokocchci!- krzyknąłem, prawie płacząc.- Powiedziałem mu o tym!

 - A jaka była jego reakcja?

 - Otworzył szeroko buzię i cały czas się na mnie gapił z niedowierzaniem…- pojedyncza łza spłynęła mi po policzku.- Nic nie powiedział… Kurokocchi! A jeśli go stracę?! Jeśli mnie znienawidzi?! Co ja bez niego zrobię?- rozpłakałem się już na dobre.

 - Kise-kun, uspokój się. Przecież jeszcze nic nie jest pewne. Mnie też trudno było zrozumieć wszystko, gdy Akashi mi powiedział, że mnie kocha i mam być jego własnością. Musisz dać Aomine-kun czas. Musi się z tym oswoić.

 - Ale… Ale… Ale co jeżeli on mnie nie kocha?

 - Wtedy nic na to nie poradzę. Będziesz to musiał przeboleć.

 - Kurokocchi, ja… Ja bez niego nie dam rady…

 - Wybacz, Kise-kun, ale właśnie idę do Akashiego. Muszę kończyć. Jeżeli chcesz pogadać, to przyjdź do mnie po moim treningu.

 - D-Dobrze. Do zobaczenia.

 Rozłączył się. To niesprawiedliwe! Oni już są razem, a ja i Aominecchi… Tak bardzo chciałby, by mnie pokochał…

 

 ***

 Od wczorajszego wieczoru nie zmrużyłem oka. Wyznanie Kise ciągle huczało w mojej głowie, która nie przestawała mnie boleć. Mama kazała mi zostać w domu i nafaszerowała mnie tabletkami przeciwbólowymi. Nie miałem ochoty nawet na oglądanie Horikity Mai, co oznacza, że coś jest ze mną nie tak.

 Muszę komuś o tym powiedzieć, bo normalnie nie wytrzymam! Zaraz, Tetsu na godzinę chyba kończy trening. Jak go zwolnię kilka minut wcześniej, to się chyba nic nie stanie, nie?

Ubrałem się, zjadłem jakiegoś hamburgera, założyłem buty, narzuciłem na siebie bluzę i wyszedłem z domu. Co ja mam mu powiedzieć? Tak, jak reszta Pokolenia Cudów, wiem, że jest razem z Akashim, więc ma doświadczenie w takich sprawach. Nie żebym się nigdy nie pieprzył, ale z facetem? Lubię Kise, ale przyjaźń to nie to samo co miłość. Miałbym go pokochać?

 Zobaczyłem Seirin na boisku. Poszedłem tam, a gdy mnie zobaczyli, wlepili we mnie swoje rozszerzone gały i zrobili sobie przerwę w ćwiczeniach. Brawo, zajebisty ja! Nadal przyciągam uwagę innych.

 - Czego tu szukasz?- spytał na wstępie Kagami. Co za osioł.

 - Na pewno nie przyszedłem cię znów ograć, Bakagami- odpowiedziałem, a  na jego policzkach pojawił się burak złości.

 - Ahomine! Zobaczysz, że…

 - Tak, tak. Że niby kiedyś mnie pokonasz i takie tam. Ten scenariusz znam już na pamięć. Wymyśl coś innego. Tetsu, możemy pogadać?

 - Aomine-kun, chyba domyślam się, o co chodzi.- Kise mu powiedział?! Zabiję go!

 Zabrał swoje rzeczy i poszedł ze mną. O wszytkim mu powiedziałem, wyżaliłem mu się, a na końcu prawie go zamordowałem, gdy spytał:

 - A ty co do niego czujesz? Kochasz go?

 Ile razy można mu tłumaczyć, że tu nie ma niczego oprócz przyjaźni?! Nie sądziłem, że jest takim tępym idiotą.

 - Nie- odpowiedziałem, ale głos mi dziwnie zadrżał. To pewnie przez wiatr.- Kise to przyjaciel, ale teraz… Nie wiem, co będzie. Przecież on mnie kocha! Mam to zignorować? Patrzeć na niego i widzieć jego ból?

 - Czyli ci na nim zależy- podsumował.- Upewnij się, co do niego czujesz, a później podejmij decyzję. Jeśli okaże się, że nie jest ci obojętny, daj mu szansę. Ja przynajmniej tak zrobiłem z Akashim.

 - Ale Akashi to Akashi. Pewnie zmusił cię do tego, trzymając w ręku wiertarkę.

 - Nie, to była moja decyzja. Jestem z nim szczęśliwy.

 Odszedł. Co ja mam zrobić? Nie mogę pokochać innego faceta! To niedorzeczne! Ale z drugiej strony… Ostatnio często o nim myślę. O jego ciele opiętym przez podkoszulkę. O jego długich i zgrabnych nogach. O oczach, wkurzającym uśmiechu i długich rzęsach. Nie, to tylko przyjaźń. Tylko przyjaźń i nic więcej.

 Wróciłem do siebie i padłem na łóżko. Czułem się jeszcze gorzej niż wcześniej.

 ,,Upewnij się, co do niego czujesz, a później podejmij decyzję. Jeśli okaże się, że nie jest ci obojętny, daj mu szansę”

 No właśnie w tym problem. On nie jest mi obojętny. Chciałem to przed sobą ukryć, ale coś nie wyszło. Nie dam rady tego dłużej ignorować. Pora stawić czoła prawdzie. Kocham tego ciotowatego kretyna.

 

  ***

 Rozmawiał z nim. Widziałem. Aomine rozmawiał z Kurokocchim! Mój wybranek nie wyglądał na szczęśliwego. Zepsułem mu humor, pewnie też życie… Jestem do bani. On na mnie nie zasługuje. Geniusz koszykówki, który jest największym zboczeńcem jakiego znam, miałby pokochać kogoś takiego jak ja? Mam zbyt bujną wyobraźnię.

 Chciałem sobie zrobić coś do jedzenia, ale usłyszałem dzwonek do drzwi. Niechętnie powlokłem się do holu i otworzyłem drzwi. Jakie było moje zdziwienie, gdy w progu zobaczyłem Aominecchiego!

 - C-Co ty…?- zacząłem, ale nie dał mi dokończyć.

 Siłą wszedł do mojego mieszkania i zamknął za sobą drzwi.

 - Musimy sobie to wszystko raz na zawsze wyjaśnić.

 Posmutniałem. Chce to wszystko zakończyć w taki sposób? Straciłem go?

 - Ja…- byłem bliski płaczu.- Nie chciałem, by tak wyszło…

 - Jak wyszło?- spojrzał na mnie groźnie.

 - No bo… Przeze mnie straciłeś humor… I… I jestem największym idiotą świata!

 - Owszem, jesteś- powiedział ostro. Wzdrygnąłem się. Nie chcę go stracić!- Ale idiotą, którego kocham- dodał ciszej i znacznie łagodniej. On… On mnie kocha? Powiedział to!

 - Aominecchi, ty…- miałem ochotę płakać ze szczęścia.

 - Zamknij się, nie powtórzę tego- złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.

 Przycisnął mnie do ściany i zaczął na mnie mocno napierać. Jak dobrze! Wsunął swój język do moich ust i przejął kontrolę. Ręce włożył pod moją koszulkę, która po chwili znalazła się na podłodze. Przerwał pieszczotę i spytał ze zboczonym błyskiem w oku:

 - Ale wiesz, co znaczy związek ze mną?

 Doskonale to wiedziałem, ale mi to wcale nie przeszkadzało. Chcę poczuć jego miłość, doświadczyć jej na własnej skórze. Wiem, że będzie bolało, ale to będzie najszczęśliwsza chwila mojego życia.

 - Tak, Aominecchi, wiem- zarzuciłem mu ręce na szyję i mocno go przytuliłem. Zaczęliśmy iść w stronę sypialni. Nigdy TEGO nie robiłem… Nawet z dziewczyną. Ale czuję, że mogę mu zaufać. Nie skrzywdzi mnie.

 Popchnął mnie na łóżko i zaczął rozbierać. Obejmowałem jego szyję i oddawałem jego pocałunki. Odchyliłem głowę, by zrobić więcej miejsca jego językowi. Jezu, jak mi dobrze!

 Mogę go już nazywać swoim chłopakiem?

 - Nie waż się nikomu o tym mówić- powiedział nagle i przerwał całowanie mojego torsu.- Nikt się o tym nie może dowiedzieć.

 Czyta mi w myślach?

 Przytaknąłem i przycisnąłem go do siebie. Wreszcie mogę poczuć ciepło jego pięknego i umięśnionego ciała. Wreszcie usłyszałem z jego ust te dwa piękne słowa ,,Kocham cię”. Ten dzień nie mógł być piękniejszy.

 Czułem się jak snajper, który namierza swój cel, aż w końcu trafia. Moim celem było serce Daikiego. I osiągnąłem to, co wydawało się być nieosiągalne.
___________________________________________________________________________________
 




 

sobota, 3 października 2015

MidoTaka- Zawsze będę cię kochał

 Najpierw wstawiam MidoTaka, a później wstawię AoKise (jak tylko będzie skończone XD). :D :D :D

 Sorki, nwm czemu, ale nie jestem z tego do końca zadowolona :/ Nie wyszło jakoś specjalnie dobrze...
 ___________________________________________________________________________________

 
 Wróciłem z pracy do domu. Zawód lekarza jest naprawdę ciężki. Dziś musiałem operować kobietę, która cierpiała na białaczkę, starszemu mężczyźnie trzeba było amputować rękę... Do tego codzienny obchód udzielanie porad początkującym. Sam pracuję w szpitalu od dwóch lat, ale wszyscy mówią, że mam wyjątkowy talent. Kiedyś mówiono, że moje niesamowicie wysokie trójki są wyjątkowe, lecz teraz niewiele o tym słyszę. Nie utrzymuję też jakiegoś specjalnego kontaktu z kolegami z dawnej drużyny. Najczęściej spotykam się z Akashim na partyjkę w shogi. Od czasu do czasu dzwoni do mnie Kuroko, bym opowiadał dzieciom w przedszkolu o swojej pracy. Nadal nie rozumiem, jak mógł wybrać zawód przedszkolanki. Każdy wybrał inną drogę. Kise jest pilotem, Aomine policjantem ( ostatnio zszywałem mu rękę, bo został ranny podczas jednego napadu), Akashi zawodowym graczem w shogi, Murasakibara prowadzi własną cukiernię ( aż dziwię się, że nie zjadł słodyczy, które w niej są), a Kagami został strażakiem. Mają własne życie i wydaje mi się, że są szczęśliwi. Żona Daikiego spodziewa się dziecka, a Ryouta ma córeczkę od kilku miesięcy. Pewnie zastanawiacie się, co ze mną?

 To skomplikowane. Nigdy jakoś specjalnie nie nastawiałem się na związek, ale nawet ja znalazłem miłość swojego życia. Tyle tylko, że nie jest nią dziewczyna. Otóż to, jestem gejem. Kiedyś wyśmiałbym osobę, która odważyłaby się to powiedzieć, ale teraz… Pogodziłem się w tym faktem i naprawdę kocham swojego wybranka- Kazunariego Takao.

 Poznaliśmy się w licealnej drużynie koszykówki. Na początku strasznie mnie irytował, nie raz miałem ochotę, by przeniósł się do innej szkoły. Na koniec liceum tak jakoś wyszło, że spotkaliśmy się przypadkiem w parku i zaprosił mnie na kolację. Zdziwiłem się. Wszystko było przygotowane, nawet delikatne wino. Gdy skończyliśmy jeść, wziął mnie za rękę i powiedział, że mnie kocha. Myślałem, że to jeden z jego żartów, ale mówił poważnie. Jakiś czas później zdałem sobie sprawę, że też nie jest mi obojętny. Z trudem przeszło mi to przez gardło, ale dziwnie się poczułem, gdy w jego oczach zobaczyłem najprawdziwsze szczęście. Przynajmniej udało mi się oduczyć go trzymania mnie za rękę w miejscach publicznych. W domu się do mnie klei, lepi i praktycznie nie odstępuje mnie nawet na krok. Jednak kiedy widzi, że jestem wykończony po pracy, schodzi mi z drogi, robi kolację i ścieli łóżko. Pracuje jako taksówkarz, więc ma więcej wolnego czasu ode mnie.

 Gdybym powiedział, że źle mi się wiedzie w życiu, to bym skłamał. W szpitalu wszyscy mnie szanują, pacjenci często mnie chwalą. Ostatnio nawet mój znak zodiaku jest na pierwszym miejscu w horoskopie. Jednak czuję, że coś jest nie tak. Mój związek z Takao ostatnio się pogorszył. Przez pracę mam dla niego mniej czasu, rzadko rozmawiamy, za to często widzę smutek i nadzieję w jego oczach. A gdzie uśmiech i radosne iskierki, które pokochałem? Czemu nie słyszę jego głupich żartów i docinek oraz głośnego ,,Shin-chaaaaan!”? On się stara, problemem jestem ja.

 - Witaj w domu, Midorima- powiedział, gdy przekroczyłem próg naszego mieszkania.

 Zabolało. Poczułem dziwny ucisk w sercu. Nie lubię, gdy mówi na mnie Midorima. On ma mówić do mnie po imieniu. Już nawet zniosę ,,Shin-chana”, byleby tylko się uśmiechnął.

 Usiedliśmy na kanapie i zapadła niezręczna cisza. Kazunari włączył telewizor. Leciały wiadomości. Normalnie by ich nie oglądał, ale chyba nie zwracał uwagi na to, co leci. Spojrzałem na niego. Miałem rację. Niby patrzył na ekran, ale jego wzrok był pusty, nie wyrażał niczego. To wszystko moja wina? To przeze mnie taki się stał?

 - Idę spać- wstał i poszedł do sypialni.

 Zostawił mnie. Kiedyś nie wyobrażał sobie pójścia spać bez pocałowania mnie. Teraz nawet na mnie nie spojrzał. Co ja najlepszego narobiłem? Praca była ważniejsza od niego? Nie, to nie tak miało wyglądać. Obiecałem mu, że zawsze będzie dla mnie najważniejszy. Złamałem dane mu słowo?

 Siedziałem tak jeszcze przez godzinę. W końcu wstałem, wziąłem szybki prysznic i położyłem się spać. Leżał odwrócony do mnie plecami. Zawsze mnie przytulał i się do mnie lepił albo kładł mi się na plecach. Czułem pustkę i brakowało mi jego ciepła.

 - Dobranoc, kochanie- szepnąłem i pocałowałem go w lekko uchylone usta.

 Na jego wargach pojawił się lekki uśmiech. A może mam przewidzenia? W końcu jest już późno, a ja jestem bez okularów. Westchnąłem. Tak bardzo chciałbym, by mnie znów przytulił.

 

  Zrobiłem śniadanie. Specjalnie wstałem wcześniej, by pójść do sklepu i kupić potrzebne produkty. Nakryłem do stołu i zająłem się robieniem naleśników. Te lekcje u Kagamiego jednak się na coś przydały. Trzeba mu przyznać jedno- jest naprawdę dobrym kucharzem i świetnie uczy. Oczywiście mu tego nie powiedziałem, to by była plama na moim honorze.

 Kiedy wszystko było prawie gotowe, do kuchni wszedł Takao, a gdy zobaczył mnie stojącego przy blacie w fartuchu, wytrzeszczył na mnie oczy i uszczypnął się, by zobaczyć, czy to wszystko nie jest przypadkiem snem.

 - C-Co tu robisz?- spytał, całkowicie się rozbudzając.

 - Śniadanie dla naszej dwójki- odparłem.- To takie dziwne, że wziąłem kilka dni wolnego i postanowiłem zrobić coś miłego dla osoby, którą kocham?

 Otworzył szeroko buzię. Patrzył na mnie z takim szczęściem w oczach, jakiego dawno nie widziałem.

 - Shiiiin-chaaaaan!- rozradowany rzucił mi się na szyję i mocno mnie przytulił. Uśmiechnąłem się, widząc jego radość. Jak dobrze, że stary Takao wrócił!

 Odwzajemniłem uścisk i trwaliśmy tak do momentu, aż poczułem zapach spalenizny. Oderwałem go od siebie i spróbowałem ratować naleśniki. Nie udało się. Cóż za marnotrawstwo! Po chwili usłyszałem głośny śmiech swojego wybranka.

 - Z czego się śmiejesz?- zapytałem poważnie.

  - A nic, nic…- otarł łzę z policzka.- Po prostu cieszę się, że o mnie nie zapomniałeś.

 Zapomnieć? O nim? Nigdy. To, że przez pewien czas nie okazywałem mu uczuć, nie znaczy, że o nim zapomniałem! Nie da się zapomnieć osoby, którą się kocha. To po prostu niemożliwe.

 Podszedłem do niego i mocno objąłem go w pasie, składając na jego ustach głęboki pocałunek. Jęknął zadowolony i odwzajemnił go. Kilka minut później leżeliśmy już w sypialni. Już zapomniałem, jak to jest się z nim kochać.

 - Kocham cię i zawsze będę cię kochał- powiedziałem, gdy obaj całkowicie się już rozebraliśmy.- Zapamiętaj to.

 Uśmiechnął się szeroko i pocałował mnie.

 - Też cię zawsze będę kochał, Shin-chan.
 



 

 

 

 

 

 

Rozdział 13


 ~Akina~

  Pokój miałam z Momoi. Dwa łóżka, jeden stoliczek na środku, szafa, łazienka, dywanik… Idealnie. Do współlokatorki też nic nie mam. Bardzo ją lubię. Jest rozgadana i pełna energii, a do tego można z nią o wszystkim pogada. Może i na taką nie wygląda, ale potrafi dochować tajemnicy.

 - Akina-chan, siadaj koło mnie- gestem wskazała mi swoje łóżko. Usiadłam, biorąc w rękę paczkę chipsów cebulkowych.- Powiem ci trochę o ćwiczeniach i planie dnia.

  Zajadając się smakołykami, gadałyśmy o najbliższych dniach. Pobudki, śniadania, treningi, czasy wolne, obiady, podwieczorki, kolacje i pory pójścia spać miały swoje wyznaczone godziny. Wszyscy mają tego planu przestrzegać, bo Akashi nienawidzi czekać na innych. Każde, nawet najmniejsze spóźnienie, będzie karał, a współczuję osobie, która tej kary doświadczy.

 Usłyszałyśmy pukanie do drzwi. Krzyknęłam ,,Proszę!” i po chwili cała zgraja wpadła do środka. Dosłownie. Kise przepychał się z Aomine, ale w końcu obaj zostali przesunięci przez Murasakibarę, by kapitan mógł wejść jako pierwszy. Akashi zawsze ma pierwszeństwo.

 - Ale macie tu przytulnie!- krzyknął model.

 - Uwaga, bo teraz wam będzie skakał po pokoju i zaglądał do kibla- mruknął Daiki, który chyba obraził się na Atsushiego.

 - O, a jaki fajny dywan!- nie zwrócił uwagi na docinkę Aomine.- U nas to Aominecchi już nabałaganił. Jego łóżko wygląda tak, jakby przeszedł po nim ogromny huragan. Na dodatek…- nie dokończył, bo dłoń wspomnianego wcześniej brudasa wylądowała na jego ustach.

 - Zamknij się- syknął ostrzegawczo Daiki.

 Rozgościli się w naszym pokoju. Akashi zajął wolny fotel, Aomine wepchnął się na moje łóżko siadając koło mnie, Kise usadowił się koło Momoi, Midorima też się tam zmieścił, Murasakibara zajął prawie połowę podłogi, a Kuroko podłożył sobie poduszkę pod plecy i położył się na dywaniku.

 - Mamy coś zaplanowane na dzisiejszy dzień?- zapytał Shintarou.

 - Oczywiście- odpowiedział Akashi z pełną powagą.- Myśleliście, że wam odpuszczę tylko dlatego, że dziś przyjechaliśmy? Za godzinę pójdziecie trochę pobiegać po górach. Akina i Satsuki was przypilnują. Jeżeli usłyszę, że któryś z was się obijał, to spotka go kara. To będzie jego ostatnio obóz.

 - Ale to z jednej strony dobrze.- mruknął Aomine, ale wszyscy go słyszeli.

 Po chwili w ścianę, tuż obok jego policzka, wbiły się czerwone nożyczki Akashiego. Natychmiastowo zesztywniał, a spiął się jeszcze bardziej, gdy kapitan podszedł do niego, zabrał swoje nożyczki i spojrzał na niego z chęcią mordu w oczach.

 - Jak widać muszę to sprecyzować- prawie warknął.- To będzie jego ostatni obóz NA TYM ŚWIECIE. Teraz rozumiesz, Daiki?- przyłożył swoją broń do jego szyi. Miałam wrażenie, że serce Aomine jest tak głośne, jak stado bawołów.

 - J-J-Jasne…- pierwszy raz słyszałam, by ,,wielki i zajebisty” Aomine się jąkał. Muszę zapamiętać ten dzień.

 - Dobrze. I tak ma być. Znaj swoje miejsce. Teraz wyjdźcie, bo chcę porozmawiać z dziewczynami.

 Po sekundzie chłopcy zamknęli za sobą drzwi, a Akashi zaczął nam, a właściwie mi, wszystko tłumaczyć. Jestem bardzo ciekawa, czy jego pomysł spodoba się chłopakom. Nie mogę doczekać się ich reakcji!

 ~Aomine~

 No normalnie życie i cycki przeleciały mi przed oczami! Myślałem, że umrę, gdy przyłożył mi do szyi te przeklęte nożyczki. Prawie zapomniałem, jak się oddycha. A nikt z reszty idiotów nawet mnie nie wspomógł! Niewdzięcznicy jedni. Zostawili mnie, zajebistego i najseksowniejszego Aomine Daikiego, na pastwę tego sadysty. Wiem, że jest straszny i w ogóle, ale żeby nawet nie kiwnąć palcem?! Co z tego, że ja praktycznie też nie pomagam innym, gdy nęka ich ten psychol, ale oni to co innego. Prezydent powinien ustanowić nowy obowiązek narodowy- obrona zajebistego mnie przed wszelkiego rodzaju psychopatami, mordercami, gwałcicielami i sadystami oraz Akashim Seijuro, który jest gorszy od nich wszystkich razem wziętych.

 Ciekawe, czego on chce od dziewczyn? Pewnie je zmusi do tego, by dawały nam więcej ćwiczeń. Albo je czymś zastrasza. Albo wymyślają przeróżne męczące ćwiczenia, aby nas zamęczyć. Albo planują grupowe morderstwo na całym Pokoleniu Cudów. Któraś z tych opcji na pewno.

 Chciałem podsłuchać pod drzwiami o czym gadają, ale zrezygnowałem z tego jakże ambitnego pomysłu, gdyż ten maniak horoskopów powiedział, że Akashi się o wszystkim dowie i czeka mnie bolesna kara, a także zabranie moich pornosów. Tego to ja już bym nie przeżył. Niechętnie powlokłem się za resztą na boisko i zaczęliśmy grać one-on-one.

 Najpierw ja grałem z Murasakibarą. Ten olbrzym jest jak skała. Twarda, wielka i ciężka skała, która co chwila wydaje z siebie jęki typu ,,Jesteeem głooodnyy”, ,,Jeeeść!”. I na dodatek ziewa. Aczkolwiek podczas gry ze mną jakby się ożywiła i nawet zaczęła się trochę starać! Brawo ja! Ożywiłem kamień! Możecie się już kłaniać.

 Zatrzymał kilka moich rzutów, resztę wrzuciłem z uśmiechem na twarzy. Znów wygrałem. Nie znam słowa ,,porażka”. To nie należy do mojego słownika. Cóż, w końcu ktoś musi być tak zajebisty, a ja wziąłem ten ciężar na siebie. I tak większość tego nie docenia, tępaki jedne. Jak można mnie olewać, rozkazywać mi, grozić zabraniem ukochanych pornosków, a na dodatek nie składać mi należnego szacunku? Jak, ja się pytam?! To powinno być karalne!

 Kolejny pojedynek należał do Kise i Midorimy. Na początku wygrywał glon, ale potem model zaczął do doganiać. Protist mu nie ustępował i ostatecznie wygrał kilkoma punktami. Trzeba przyznać jedno- walka była bardzo zacięta.

Nadszedł czas na mnie i Ryoutę. Patrzył na mnie z determinacją i chęcią zwycięstwa. O, niedoczekanie twoje! Ja zawsze wygrywam. No chyba że chodzi o sprzeczkę z Akashim, to wtedy wolę mu ustąpić, dla swojego własnego bezpieczeństwa. I ochrony życia przy okazji.

 - Nadal jesteś taki pewny wygranej?- spytałem, gdy zdobyłem kolejnego kosza, co dało mi dwadzieścia punktów przewagi. I tak nie pokazałem wszystkich swoich możliwości. To nie był mecz, a poza tym wcześniej mierzyłem się z żywą skałą.

 - Jeszcze.- otarł pot z czoła i ponownie stanął w pozycji obronnej.

 Zdziwiłem się. Ledwo zipie, ale się nie poddaje. Szacunek się należy. Uparty z niego osioł.

 Uśmiechnąłem się pod nosem i powiedziałem:

 - Sam tego chciałeś, więc się później nie skarż.

 Jak mówiłem, tak się stało. Wygrałem i to z całkiem sporą przewagą. Choć musze przyznać, że jego upór był dziś zaskakująco widoczny.

 Pomogłem mu wstać, gdyż z powodu zmęczenia potknął się i runął jak długi na podłoże. Podałem mu ręcznik, który po chwili rzucił na ziemię. Ku mojemu zaskoczeniu wziął piłkę do ręki i odwrócił się w moją stronę.

 - Ostatni raz- odezwał się. Inni też wyglądali na zdziwionych. Jedynie Tetsu, jak to on ma w zwyczaju, stał z obojętną miną i wszystkiemu się uważnie przyglądał. Strasznie trudno odczytać jego uczucia.- Chcę czegoś spróbować.

 Ohoho, ciekawe, co to będzie. Może ma jakiś nowy drybling? Albo wsad? Tylko czemu nie pokazał tego kilka minut wcześniej? Myśli, że będę marnował na niego swój cenny czas, który mógłbym poświęcić na Horikitę Mai?

 Stanęliśmy naprzeciwko siebie. Patrzył na mnie uważnie, aż w końcu zaczął kozłować. Próbował zrobić zmyłkę, ale go zatrzymałem. Wziął głęboki wdech i rozpoczął od nowa. Coś jest… inaczej. Jakby próbował czegoś ważnego i trudnego. I tylko na tym się skupia. Tylko do tego dąży. Do osiągnięcia tego czegoś.

 Już prawie udało mu się mnie minąć, ale nagle zahaczył nogą o rzucony wcześniej ręcznik i runął na mnie całym ciężarem ciała. Nie zdążyłem odskoczyć, więc wylądował na mnie, niestety całując mnie tym samym w usta. W USTA! Rozumiecie to?! Czułem się jak jakiś pedzio. Chłopak… Pocałował mnie CHŁOPAK! Tfu!

 Gdy chwila szoku minęła, odskoczyła ode mnie jak oparzony i momentalnie spalił buraka. Złapałem się za gardło i zacząłem wycierać usta. Ble! Co za okropieństwo! Na dodatek miał chyba jakąś pomadkę truskawkową… Całe wargi będą mi się kleić!

 - Kise, to tak bardzo chciałeś wypróbować?- wydusiłem z siebie, kiedy skończyłem pluć skażoną przez niego śliną.

 - N-Nie… Aominecchi, to był wypadek!- podbiegł do mnie i zaczął mnie przepraszać. Prawie się przy tym popłakał.- Przepraszam! Tylko się na mnie nie obrażaj!

 Westchnąłem. Mam dość jego jęków. Przyjąłem przeprosiny i powiedziałem, że następnym razem też go zmiażdżę. Odwróciłem się do kolegów z drużyny. Mieli rozdziawione gęby i patrzyli na nas z niedowierzaniem. Nawet Tetsu wyglądał na zaskoczonego. O ludzie, Kuroko okazał trochę uczuć! Czas zapisać się do zakonu. A nie, tam obowiązuje celibat (czy ja to się tam nazywało) i nie można mieć zboczonych pisemek. Cóż… Aż tak mi się na micha nie spieszy.

 Kolejnym dziwnym zjawiskiem było to, że Murasakibara przestał jeść i upuścił na ziemię paczkę chrupek serowych. Kosmici nadciągają!

 - Nie wiedziałem, że macie się aż tak ku sobie- usłyszeliśmy nagle lekko roześmiany głos Akashiego. Koniec świata nadciąga! Nawet on się śmieje!

 - Akashicchi, to nie tak…- miałem wrażenie, że ta panikujący książę zaraz się rozbeczy jak małe dziecko.

 - Oi, to już nie jest śmieszne- powiedziałem twardo. Nikt nie będzie się ze mnie śmiał. Nawet ten sadysta! Właściwie to szczególnie on.

 Zauważyłem, że Akina chichotała pod nosem, a w ręku miała telefon. W ciągu sekundy byłem przy niej i próbowałem zabrać jej komórkę.

 - Wykasuj to zdjęcie!- krzyknąłem.

 Schowała urządzenie za siebie i ze śmiechem powiedziała stanowcze ,,Nie”, co nie za bardzo jej wyszło.

 - Ej, cukiereczku, zdradzasz mnie z tym modnisiem?- jeszcze tylko tego kretyna tu brakowało!

- ZAMKNIJ SIĘ!- wydarłem się na całe gardło.

Haizaki posłał mi kpiący uśmiech, po czym pokazał mi środkowy palec. Zabiję skurwiela, przysięgam! Ruszyłem w jego stronę, ale chwyciły mnie silne ramiona Murasakibary. Serio?! Znowu? Co on jest, moją prywatną niańką? Chwycił mnie w pasie i podniósł do góry. Zacząłem wymachiwać rękami i nogami, drąc się przy tym jak opętany.

 - Puszczaj mnie, pusta głowo! Masz mnie natychmiast postawić! Zabieraj te łapy! Puść mnie w tej chwili!

 Ten olbrzym nic sobie z tego nie robił. Wzmocnił swój uścisk, a ja myślałem, że zmiażdży mi żebra i wypluję zaraz płuca.

 Usłyszałem paskudny rechot Haizakiego, a po w jego stronę poleciały nożyczki Akashiego. Rozcięły mu lekko policzek i wylądowały na ziemi.

 - Shogou, idziesz ze mną- warknął na niego Akashi. Oho, będzie dla idioty nieciekawie. Może kapitan go wykastruje? Albo przywiąże do słupa i będzie można się z niego ponabijać? Albo go zagłodzi na śmierć? Albo zadźga swoimi nożyczkami? Tyle scenariuszy miałem na jego morderstwo. Ale który byłby najlepszy?

 - Akina, powiedz im o jutrzejszym treningu porannym- zarządził Akashi i pociągnął za sobą Haizakiego.

 Wszyscy spojrzeliśmy na dziewczynę, która z szerokim uśmiechem na twarzy oznajmiła:

 - Codziennie rano będę prowadziła zajęcia ruchowo-taneczne, podczas których rozruszacie się i trochę potańczycie.

 Szczęka opadła mi do podłogi. Że niby, kurwa, co?! Ja, zajebisty i ponadczasowy Aomine Daiki, mam tańczyć? Co za debil to wymyślił? A, no tak. Akashi Seijuro.
___________________________________________________________________________________