piątek, 25 grudnia 2015

Wigilia

Wiem, że wigilia była wczoraj, ale miałam tyle do roboty, że się zwyczajnie nie wyrobiłam :)

 Udaną mieliście wigilię? Zadowoleni z prezentów? :D
_____________________________________________________________________________________________
 Całe Pokolenie Cudów zebrało się wraz z Himuro Tatsuyą, Takao Kazunarim i Kagamim Taigą w domu tego ostatniego. Powód był prosty – Wigilia. Ten jeden dzień w roku, gdy gasną wszelkie spory…

 - Ty debilu!

 No, przynajmniej powinno tak być, bo brak kłótni w przypadku Aomine i Kagamiego jest zwyczajnie niemożliwy. Ta dwójka musi się kłócić nawet o byle pierdoły.

  - Zamknijcie się obaj! – Wrzasnęła Akina, waląc każdego z nich drewnianą łyżką po głowie.

 - Ała… - Jęknął Taiga i zajął się masowaniem obolałego miejsca.

  - Nie musiałaś być aż tak brutalna – Skwitował Daiki, rzucając jej obolałe spojrzenie.

 - Lepiej już chodźcie, bo chcemy zacząć otwierać prezenty! – Zawołał z salonu Kise.

Cała trójka westchnęła głośno, po czym jednocześnie zaczęła iść w wyznaczone miejsce. Kiedy jednak przechodzili przez próg, zaklinowali się w przejściu.

 - Kretyni! Co wy wyrabiacie?! – Szarpnęła się dziewczyna. – Nie wiecie, że kobiety mają pierwszeństwo?

 Po kilku próbach udało im się uwolnić. Takao pomógł uwolnić się Akinie, a gdy ona była wolna, Kagami i Aomine potknęli się o własne nogi i runęli na podłogę. Nie byłoby w tym nic krepującego, poza jednym, malutkim szczególikiem – spadła na nich jemioła. Każdy zna ten zwyczaj. Osoby znajdujące się pod jemiołą, muszą się pocałować.

 Chłopcy spojrzeli na siebie z obrzydzeniem, po czym ostentacyjnie się skrzywili.

 - W życiu nie pocałuję tego idioty! – Krzyknęli w tym samym czasie.

 Reszta wybuchła niepohamowanym śmiechem, a niektórzy nawet musieli podeprzeć się jakiegoś mebla, by ze śmiechu nie zacząć tarzać się po podłodze.

 - Gorzko, gorzko! – Krzyknął Takao, głośno klaszcząc w dłonie. Po chwili dołączył się też Kise.

 - Nie mogę zdradzić swojej dziewczyny! – Aomine obrócił głowę, stając się na twarzy coraz bardziej czerwonym. Szukał jakiejś dobrej wymówki.

 Po kilkuminutowej kłótni, wszyscy doszli do porozumienia. Otóż dwie ofiary tego nieszczęśliwego wypadku miały się mocno i szczerze przytulić. Kiedy nastąpił ten wyczekiwany i prawie niemożliwy moment, wszyscy wyjęli komórki i zaczęli robić zdjęcia, by mieć dowody, że to wydarzyło się naprawdę.

 - Będę śmierdział twoim dezodorantem – Marudził Aomine, próbując strzepnąć z siebie resztki zapachu Kagamiego.

 - I vice versa – Mruknął Taiga, odchodząc od swojego największego rywala.

 Wszyscy zajęli wolne miejsca, w tym też całą podłogę, i zaczęli otwierać swoje prezenty.

 - Łał! – Krzyknęła zachwycona Sayaka, wyciągając z torby przepiękną, czerwoną sukienkę. – Kise, skąd wiedziałeś?

 - W końcu jesteś moją dziewczyną, znam cię – Model się szeroko uśmiechnął, a chwilę później tulił do siebie rozradowaną Sayakę. – To jeszcze nie wszystko.

 - Szminka, puder, cień do powiek… - Zaczęła wyjmować poszczególne rzeczy. – I nasze wspólne zdjęcie! Kise, jesteś wspaniały!

 Po chwili swój prezent dostał Akashi. Kiedy wziął do ręki swoje nowe, krwistoczerwone nożyczki, wyglądał na bardzo zadowolonego. Oprócz nich otrzymał jeszcze ciemną koszulę i krawat. Nawet za to podziękował!

 Kolejną osobą był Kagami. Wyciągnął z paczuszki koszulę ze zdjęciem całej swojej drużyny oraz nową piłkę do kosza z podpisami członków Pokolenia Cudów. Od razu rzucił mu się w oczy jeden napis: ,,Weź się bardziej postaraj, bo nawet za milion lat ze mną nie wygrasz, ciamajdo!”. Chyba każdy już wie, kto jest autorem tego bardzo ,,motywującego” wpisu.

 Nadszedł czas na Murasakibarę, który dostał ogromną torbę wypchaną po brzegi przeróżnymi słodyczami. Od razu zabrał się za ich jedzenie, nawet nie zwrócił uwagi na nową wodę toaletową.

 Następna była Akina. Wyciągnęła z torby błyszczyk, czekoladkę w kształcie serca, bransoletkę, a na końcu zerknęła do kartonowe pudełka i jej twarz nagle przybrała kolor dojrzałego pomidora. Wzięła do ręki komplet czarnej, koronkowej bielizny i obrzuciła go zdziwionym spojrzeniem.

 - Daiki, co to ma znaczyć? – Spojrzała na swojego chłopaka, któremu pojawił się szeroki uśmiech na twarzy.

 - Piękna bielizna, która idealnie pasuje do twoich sporych atutów oraz podkreśli…

 Nie dane mu było skończyć, gdyż w jego stronę poleciało kartonowe pudełko, w którym do niedawna była czarna bielizna. Uchylił się w ostatniej chwili, ale zboczony uśmieszek nie schodził mu z twarzy.

 - Jeśli myślisz, że ci się w tym pokażę, to się grubo mylisz! – krzyknęła Akina i schowała bieliznę z powrotem do torebki.

 - Ej no…! – Jęknął żałośnie Aomine. – A jak mogę cię przekonać do zmiany zdania? Może…

 - Zamknij się, zboczeńcu!

 Dopiero po chwili kłócąca się dwójka zauważyła nad sobą jemiołę, którą z szerokim bananem na twarzy trzymał Kagami.

 - No, gołąbeczki, całus na zgodę – powiedział i spojrzał na nich znacząco.

 Akina mruknęła coś niewyraźnie pod nosem, ale po chwili Daiki przyciągnął ją do siebie i namiętnie pocałował. Dziewczyna oddała pocałunek i z uśmiechem na ustach usadowiła się między kolanami swojego chłopaka, który objął jej talię swoimi ramionami.

 Midorima otrzymał swój prezent i zaczął go rozpakowywać, wcześniej poprawiając swoje okulary na nosie. Nie minęło pięć sekund, a wyjął z torby zielone bokserki w czarne serduszka i horoskop na cały przyszły rok.

 - O, Shin-chan, jakie fajne gacie! – zawołał Takao, po czym cała gromada (oprócz zażenowanego Midorimy) wybuchła głośnym śmiechem.

  - Tako… - syknął po chwili Shintarou, mierząc go wściekłym spojrzeniem. – Policzę się z tobą później.

 - Zrobisz mu striptiz w sypialni? – Wtrącił Aomine, robiąc przy tym głupią minę. – Ja to bym umarł na samym początku.

 Cały salon wypełnił się śmiechem grupy nastolatków. Zrobiło się też bardziej gorąco, gdyż Midorima z zażenowania aż zaczął się w środku gotować.

 Kolejny prezent powędrował do Kise. Model był zachwycony nową bluzą, męską bransoletą oraz czapką z daszkiem. Od razu wszystko na siebie włożył i nie przeszkadzała mu wysoka temperatura w mieszkaniu. Siedział uśmiechnięty od ucha do ucha i patrzył jak inni rozpakowują swoje prezenty.

 Podarunków była jeszcze masa. Każdy był ze swoich zadowolony, a uśmiechom nie było końca. Nawet Midorima podarował Takao ten głupi upominek i w normalnym nastroju śpiewał ze wszystkimi kolędy. No, prawie ze wszystkimi, bo Aomine nie miał zamiaru otworzyć swej jamy gębowej i siłą trzeba go było zmuszać do śpiewania. Może pominę fakt, iż Murasakibara prawie zmiażdżył mu żebra…

 Skończyło się na tym, że każdy znalazł sobie jakieś wolne miejsce w domu Kagamiego i położył się spać. Kiedy jednak Taiga chciał wejść do swojej sypialni, drzwi okazały się być zamknięte. Z pomocą Aomine (tak, oni w s p ó ł p r a c o w a l i!) udało mu się je otworzyć, a to, co tam zobaczyli, wprawiło ich w ogromne zaskoczenie. Otóż Midorima chodził po sypialni w swoich nowych bokserkach (nie miał na sobie nic oprócz nich), a Takao leżał półnagi na łóżku i zwijał się ze śmiechu, patrząc na zielonowłosego chłopaka.

 Wszyscy prawie zaliczyli zgon i w milczeniu, za to  ogromnym szokiem na twarzy udali się do salonu.

 - Mam nadzieję, że nie będę za głośno – mruknął Aomine i przytulił do siebie Akinę.

 Kilka minut później wszyscy smacznie spali, ignorując śmiech Takao dochodzący z sypialni Kagamiego.
_____________________________________________________________________________________________




 

środa, 23 grudnia 2015

Życzenia :*

Moi drodzy, zebraliśmy się tu, by uczcić uroczystość, jaką są święta Bożego Narodzenia :D
Razem z chłopcami postanowiliśmy się ogarnąć i żłożyć wszystkim czytelnikom najserdeczniejsze życzenia :D

Ja: Wszystkiego najlepszego, szczęścia w nowym roku, zdrowia, weny na genialne pomysły, spełnienia marzeń, miłości, przyjaciół i żeby wam niczego nie zabrakło!! :D <3

Aomine: Tia... Skoro już muszę mówić, to życzę Wam koszykówki, zamiłowania do sportu, seksu, szczęścia i.. a czego tam sobie chcecie, by się spełniło.

Kise: Wesołych świąt, spędzonych w otoczeniu bliskich wam osób :D:D:D:D Masy prezentów, szczęścia i pomyślności w nowym roku!!!!! Spotkań z przyjaciółmi, szalonej imprezy sylwestrowej, zabawy, przyjaciół ^^  Spełnienia najskrytszych marzeń :3 Sukcesów, kochającej się rodzinki, miłości <3<3<3<3<3 Wymarzonej pracy, pieniędzy, radości...

Aomine: Kise, skończ już! Reszta też chce coś powiedzieć!

Kise: Już, już... Tak więc życzę Wam wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku!!!! :D :D *_*


Midorima: Pamiętajcie o swoich szczęśliwych przedmiotach! Jeśli chcecie mieć szczęście, to sprawdzajcie codziennie swoje horoskopy! Tak, najważniejsze już powiedziałem, także... Zdrowia, pomyślności i dobrych ocen w szkole.

Akashi: Jako wasz pan i władca daruję wam klękanie podczas mej przemowy, ale tylko z powodu świąt! Nie myślcie sobie, że tak będzie w przyszłym roku. A teraz najważniejsza część - życzenia. Pomyślnego nowego roku, bez takiego Daikiego ciągle gadającego o kobiecych piersiach...

Aomine: EJ!

Akashi: ...Zdrowia, weny do Waszych opowiadań, sukcesów, nożyczek i więcej nas.

Murasakibara: Przede wszystkim życzę Wam duuuużooo słodyczy, ponieważ one są ważne i uzupełniają kalorie. Pamiętajcie też o jedzeniu, odpowiednih porachobiadowych i smakołykach między przerwami jedzeniowymi. Uważajcie też na choroby. żeby ich uniknąć, nalezy jeść dużo owoców. Życzęęę zdrowia i jedzenia.

Kuroko: Um.. Wesołych świąt, bogatego Mikołaja, przyjaciół... Życzę Wam też, byście zawsze dążyli do swojego celu i się nie poddawali oraz sumiennie ćwiczyli. A, i spełnienia marzeń.

ALL: WESOŁYCH ŚWIĄT!!!!

AoKise - Blizna

Ohayo!
Kiedy pisałam ten one-shot, prawie się popłakałam :'( Serio... Wczułam się w Aosia i tak jakoś to napisałam... Wprawdzie klimat kompletnie nieświąteczny, ale jest to, co jest.
Liczę, że wam się sposoba, mimo nieco (trochę bardziej niż nieco) smutnej treści... ;)
_______________________________________________________________________________________________________


Pierwsza kropla.

Druga kropla.

Trzecia kropla.

Czwarta kropla.

Piąta kropla.

Kolejne cięcie, a po chwili na podłodze powstaje całkiem spora kałuża. Patrzę na zakrwawiony nóż z obojętnością. Który to już raz? Sam nie wiem. Straciłem rachubę. Tyle już tego było…

 Pierwszy raz był najboleśniejszy, ale jednocześnie przyniósł najwięcej ulgi. Kolejne stawały się powoli rutyną. Musiałem się ciąć dłużej, by poczuć ból, który chociaż na chwilę pozwoli mi zapomnieć o kimś, kogo kocham. Właściwie kochałem. Nie, nadal kocham, ale ta osoba nie może już ze mną być. Nigdy w życiu nie czułem takiej pustki. Za każdym razem, gdy myślałem o n i m, moje serce napełniał przerażający smutek i czułem, jakbym się w środku rozpadał na milion kawałeczków. Kiedy stałem się taki bezbronny i zamknąłem się w domu, odizolowując się od innych? W dniu j e g o śmierci. Gdy dowiedziałem się, że nigdy więcej go nie zobaczę, coś we mnie pękło. Całymi nocami płakałem w poduszkę, nie mogłem pogodzić się z myślą, że nie będę mógł go przytulić, aż w końcu pojawiła się żyletka i nóż kuchenny. Pewnie o n by tego nie chciał, ale… Nie mogę inaczej. Tak bardzo mi g o brakuje… tak bardzo chcę g o znów pocałować. Czemu śmierć bliskiej osoby tak bardzo boli? Mam wrażenie, że moje serce przebiło coś ostrego. Czuję, jakbym wewnętrznie krwawił. Ta rana boli. Bardzo boli. A kiedy się tnę, pojawia się inny ból. Pozwala mi zapomnieć o rozkruszonym sercu. Wprawdzie ręce mam już całe w czerwonych pręgach, i co rusz pojawiają się nowe, ale nie umiem przestać. A może nie chcę?

 Nie, po prostu nie umiem sobie z tym poradzić. Gdyby tylko o n tu był… gdyby mnie przytulił, pocałował… Tak cholernie mi go brakuje. Pustka po nim jest nie do zniesienia. A może by tak do niego dołączyć? Wystarczy jeden skok z balkonu, kilkanaście tabletek lub nóż. Które wybrać? A może wszystko naraz? Jaką śmierć chcę wybrać? Łagodną, ze spokojnym snem? Nagłą, łamiąc sobie kręgosłup? Bolesną, wbijając sobie ostre narzędzie w serce?

 Ale czy to jest dobre rozwiązanie? O n by tego nie chciał. Pewnie chciałby, bym żył dalej, znalazł nową miłość… To trudne. Bez niego życie nie ma sensu. Jak mam kochać kogoś innego, skoro wiem, że moje serce należało tylko do n i e g o?

 Miłość. Wspaniałe uczucie, jeśli osoba, którą kochasz, jest przy tobie. Jeśli jej nie ma, życie staje puste, nic nie warte. Po co kochać, skoro w jednej sekundzie można to wszystko stracić? A to boli… Ten ból jest najgorszym bólem, jakiego można doświadczyć. Nie pomagają żadne leki, bandaże, terapie. Musisz to nosić do końca życia. Tylko kiedy ten koniec ma u mnie nastąpić? Już dziś? Jutro? Za miesiąc? Za kilkadziesiąt lat?

 Zignorowałem szczypanie lewej ręki i podszedłem do szafki, na której stało nasze wspólne zdjęcie. Jesteś na nim, uśmiechasz się, obejmujesz mnie ramieniem. Ja też się śmieję i trzymam cię mocno przy sobie. Pamiętam ten dzień. To była pierwsza rocznica naszego wspólnego życia. Tak się wtedy cieszyłeś… Kochałeś mnie, a ja odwzajemniałem twoje uczucie. To właśnie t y zrobiłeś pierwszy krok i dzięki t o b i e mogliśmy być razem. Przez pięć lat byliśmy szczęśliwą parą. To były najszczęśliwsze lata mojego życia. Nigdy ich nie zapomnę.

 I wtedy nastał ten dzień. Musiałeś lecieć do Ameryki na jakiś ważny mecz. Prosiłem, żebyś został. Chciałem cię mieć przy sobie. Nie, t y poleciałeś. Tyle tylko, że tam nie dotarłeś. Samolot, którym leciałeś, rozbił się, a ja c i ę straciłem. Kiedy usłyszałem o tej katastrofie w wiadomościach, myślałem, że to głupi żart. Miałem nadzieję, że kobieta w telewizji mówiła o innym locie. Ale to była prawda. Zginąłeś. Nie wróciłeś do mnie. Musiałeś lecieć do tej cholernej Ameryki?! Bo co? Bo braciszek cię o to poprosił?! Taiga, powinieneś być tu ze mną… Gdybym cię wtedy nie puścił, nic by się nie wydarzyło. Nadal byś żył, nadal byśmy grali razem w kosza… Więc czemu? Tyle razy latałeś samolotem, a akurat wtedy coś musiało się popsuć. Gdybyś wtedy nie leciał…

 Kolejne rozcięcie pojawiło się na moim przedramieniu. Znowu ta pustka, znów ten ból. Czemu tak często to czuję?

 Przykładałem właśnie nóż do prawego nadgarstka, ale przerwał mi znajomy krzyk:

 - Aominecchi, nie!

 Nim się spostrzegłem, Kise podbiegł do mnie i wytrącił mi ostrze z ręki. Musiał przyjść akurat w takim momencie?

 - Prosiłem, żebyś więcej tego nie robił! – Wyjął z szuflady bandaż, po czym obwiązał mi nim ręce. Zaprowadził mnie na kanapę i posadził na niej. – Chcesz coś do picia? Herbata może być?

 Przytaknąłem. Kiedy poszedł do kuchni, obejrzałem się za nim. Czemu mi tak bardzo pomaga i troszczy się o mnie? Spędza ze mną dużo czasu, przychodzi praktycznie codziennie, a na dodatek robi mi jedzenie, kiedy widzi, że jestem w fatalnym stanie. Prawdziwy z niego przyjaciel. Nawet Tetsu mnie tak często nie odwiedza. Ale szczerze mówiąc, to… wolę towarzystwo Kise. Nie żebym nie lubił Tetsu, lecz… No, po prostu tak jest! Nie umiem tego wytłumaczyć!

 - Proszę – Wrócił do salonu i podał mi filiżankę z herbatą, po czym usiadł koło mnie. – Jak się dziś czujesz?

 - Bywało lepiej, ale najgorzej nie jest – mruknąłem. Zapatrzyłem się w ciemną ciecz, po czym głośno westchnąłem. – Minęły dopiero dwa miesiące… Albo już dwa, a ja nadal nie umiem się pozbierać.

 - Utrata bliskiej osoby bardzo boli, nie masz się czego wstydzić.

 - Nawet nie wiesz, jak bardzo bym chciał, żeby te mną teraz był… - Czułem, jak w oczach zbierają mi się łzy. – Nie wiesz, jakie to uczucie kochać kogoś, ale wiedzieć, że nie możecie być już razem!

 - Uwierz mi, wiem – Spojrzał na mnie smutno, a chwilę potem spuścił głowę. – Wiem.

Wstał i podszedł do okna, siadając na parapecie. Co w niego wstąpiło? Wyznał w ogóle tej dziewczynie uczucia? I nawet mi nie powiedział, skandal!

 - Kise… - zacząłem.

 - Czujesz taki ból w sercu, prawda? – Przerwał mi. Nadal patrzył na coś za oknem, nawet się do mnie nie odwracając. – A gdy patrzysz na tę osobę albo na jej zdjęcie, czujesz pustkę i chęć bycia przy niej. Na dodatek masz wrażenie, że rozpadasz się w środku na milion kawałeczków.

Spojrzałem na niego zaskoczony. Ktoś tak popularny i radosny jak Kise czuje to samo, co ja?

 - Skąd ty…? – Zacząłem, odstawiając na stół swoją filiżankę z niedopitą herbatą.

 - Bo cię kocham! – Krzyknął nagle, wprawiając mnie tym samym w osłupienie. – Kocham cię od trzeciej gimnazjum! Zawsze chciałem twojego szczęścia, więc kiedy widziałem, że jesteś… - zaciął się. - że byłeś szczęśliwy z Kagamicchim, nie wtrącałem się. Nic nie powiedziałem, nawet wtedy, gdy jakaś część mnie chciała o ciebie walczyć. Z jednej strony cieszyłem się twoim szczęściem, ale z drugiej… Chciałem, żebyś był ze mną. Rozumiesz? Wiem, jakie to uczucie i wiem, że jest straszne! – Z oczu popłynęły mu łzy. – Kocham cię, Aominecchi… Tak bardzo cię kocham… - szepnął, po czym założył szybko buty i wybiegł z mojego mieszkania.

 Nie wiem, ile czasu minęło od tamtej sytuacji. Minuta, może godzina? Nie przejmowałem się tym. Wciąż przetwarzałem w głowie słowa Kise. Kochał mnie od tylu lat i nic nie powiedział? Nawet listu mi nie dał…

 Spojrzałem na herbatę, którą mi przygotował. Troszczy się o mnie, bo mnie kocha? Robi to wszystko z miłości? Ale byłem głupi, niczego nie zauważyłem. Ale gdyby mi wcześniej powiedział, miałbym rozdarte serce. Kocham Kagamiego, ale czuję, że Kise jest dla mnie w jakiś sposób ważny. Czy go kocham? Tego nie potrafię powiedzieć. Jest moim najlepszym przyjacielem, ale…

 Złapałem się za głowę i położyłem się na kanapie. Same problemy. Najpierw śmierć Taigi, teraz Kise wyznał mi uczucia… Co mam robić? Co robić? Kogo się poradzić? Jest tylko jedna osoba, która może mi pomóc. Jeśli on zawiedzie, to już sam nie wiem.

 - Aomine-kun? – Spytał Tetsu. Nawet przez telefon mogłem wyczuć w jego głosie zdziwienie.

 - Yo – Przywitałem się. – Tetsu, bo mam sprawę…

 - Chodzi o Kise- kuna?

 - Skąd wiesz? – Byłem mega zaskoczony.

 - Był u mnie pół godziny temu.

 - Ach, no tak… - mruknąłem zakłopotany. – Pomóż mi, proszę. Sam nie wiem, co robić! Boję się kogoś pokochać. Jeśli stracę kolejną ważną mi osobę, to ja… Tetsu, wtedy nie wytrzymam. Strata Kagamiego to już ogromny cios, a gdybym miał… Gdybym… - Z oczu popłynęły mi łzy. Gdzie ten chamski dupek, którym kiedyś byłem?

 - Musisz sobie postawić ważne pytanie. Kochasz Kise-kuna?

 - Ja… Nie wiem.

 - To się dowiedz. Inaczej nic z tego nie wyjdzie. Bardziej ci już nie pomogę. Reszta zależy tylko i wyłącznie od ciebie.

  Ale mi pomógł. Sam na to wpadłem.

 Spojrzałem na zdjęcie Kagamiego. Brakuje mi go, ale… Jestem pewien, że on chciałby, bym znalazł sobie kogoś, kogo pokocham. Ale czy Kise jest tą osobą? Czy będę mógł być z nim szczęśliwy?

                                                                 ***

 - Aominecchi? – Spytał, kiedy zadzwoniłem do niego o dwudziestej pierwszej. – Ja… Przepraszam… Nie powinienem był wtedy tak nagle…

 - Potrzebuję cię – Przerwałem mu. – Kise, przyjedź, proszę… - Miałem ochotę płakać. – Ja sam już nie dam rady… Proszę…

 - Um… Zaraz będę!

 Czas strasznie mi się dłużył. Przez cały tydzień zastanawiałem się, co odpowiedzieć Kise. Kiedy w końcu do niego zadzwoniłem, zacząłem się stresować. Co odpowie? Jak zareaguje? Co ja zrobię?

 Usłyszałem pukanie do drzwi. Powinienem mu otworzyć, ale… nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Nie mogłem wstać. Serce zaczęło mi szybciej bić, a moje ręce zacisnęły się na kanapie.

 Spojrzałem na zdjęcie Taigi. Już byłem pewien. Wiedziałem, co powiem Kise. I wiedziałem, że Taiga będzie szczęśliwy, widząc moje szczęście.

 - Aominecchi! – W salonie pojawił się model. – Coś się stało? Boli cię coś? Znowu się ciąłeś? – Zasypał mnie pytaniami, a ja przerwałem mu, mocno się do niego przytulając. Momentalnie ucichł, powoli obejmując mnie ramieniem.

 - Kise… - Załkałem. Jednak nie dałem rady i popłakałem się jak małe dziecko. – Nie chcę być sam… Ale boję się, że jeśli będziemy razem, stracę i ciebie… To by było dla mnie za dużo. Kocham cię, lecz… lecz… Kise! – Mocniej się w niego wtuliłem, pozwalając łzom na wsiąkanie w jego koszulkę.

 - Aominecchi… - szepnął mi do ucha, po czym mnie mocno przytulił. – Nie zostawię cię, obiecuję. Zawsze będziemy razem.

Uśmiechnąłem się przez łzy i odetchnąłem z ulgą. Wprawdzie blizna po śmierci Kagamiego zostanie na zawsze, jednak z pomocą Kise będzie mniej odczuwalna. Nigdy nie zapomnę o swoim pierwszym chłopaku. Teraz już wiem, że w moim sercu pozostawił piękne wspomnienia, zapisane w szramie w kształcie serca.

 To jedyna blizna, która jest dla mnie tak ważna. A Kise jest jedynym lekarzem, dzięki któremu ta rana już nigdy się nie otworzy.
_______________________________________________________________________________________________________________



 

Ekhem, ekhem...

Ogłoszenie nieważne i mało istotne.
Otóż ostatnio postanowiłam się wziąć za rysowanie... Tak, ja i rysowanie XD Niedawno zaczęłam, więc te rysunki nie są jakieś wpsaniałe (bo mi brak talentu), ale może kiedyś, za ileś tam lat, będą ciutkę lepsze...
Oto kilka z nich (mam nadzieję, że ich rozpoznacie..):




Wiem, że trochę niewyraźne i mało widoczne, ale cóż... I tak zamierzam je jeszcze trochę ,,doprawić" XD

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Rozdział 33

Ohayo!
Tak dla odmiany drobna dawka Akiny x Aomine :D Na chwilkę odbiegamy od wciągającej historii AoKise i zaczytujemy się w dalszych losach pięknej brunetki, która zakochała się w ogromnym zboczeńcu.
Ach, taki piękny wstęp, że no normalnie nie wiem... XD To może ja już lepiej nie będę nic mówić, tylko po prostu zaproszę was do czytania ^^ <3
_______________________________________________________________________________________________________
~Aomine~

  Koniec roku szkolnego będzie za kilka dni. Każdy z nas idzie do innego liceum. W sumie to powinienem się cieszyć, bo może któryś z moich kolegów stanie się dla mnie idealnym przeciwnikiem, ale… Ale jednak dziwnie będzie bez ciągle paplającego Kise, szczęśliwych przedmiotów glona, słodyczy Murasakibary, zawałów spowodowanych nagłym pojawianiem się Tetsu… Jedyne czego nie żałuję, to sadyzm Akashiego. Wreszcie przerzuci się na inną drużynę i da nam święty spokój. Z drugiej strony jestem ciekawy, jaki jest mój przyszły zespół. Oby byli w miarę silni. Znaczy… I tak nie będą na moim poziomie, ale wolałbym dalej wygrywać. Nie chcę, by mnie spowalniali.

 - Aomine? – Zapytała Akina, idąc obok mnie. – Coś się stało?

 - Nie, nic – Westchnąłem i spojrzałem w niebo. Pochmurno, od czasu do czasu przez chmury przebijały się promienie słoneczne. Niby zbliżają się wakacje, ale bez bluzy ani rusz.

 - Akurat – Prychnęła. – Po prostu jesteś zbyt dumny, by o tym pogadać.

 - Może to i częściowo racja… - Uśmiechnąłem się. – Nie czuję takiej potrzeby.

 Szliśmy właśnie do mojego domu. Mama zaprosiła Akinę na podwieczorek, więc moja dziewczyna została zmuszona do odwiedzenia nas. Właściwie to nie narzekam, bo mają być pyszne ciasteczka, które są specjalnością mojej rodzicielki. Mówię wam, palce lizać! A jak są ozdobione lukrem, to już w ogóle niebo w gębie. Właściwie to Akina mogłaby się od niej tego nauczyć. Dzięki temu może częściej będę jej jadł…? Moja niepojęta inteligencja czasem nawet mnie samego zadziwia. Ale cóż… W końcu jestem zajebisty i panuję na boisku, więc co się dziwić?

 - Dlaczego akurat Touou? – Zapytała nagle Akina.

 - A dlaczego nie? – Wzruszyłem ramionami. – Mieli dobrą ofertę. Poza tym gadałem raz z ich kapitanem. Tak w ogóle, to nie musiałaś iść ze mną.

 - Ale chciałam. Ktoś musi cię pilnować. Satsuki sama nie da rady.

 - Nie potrzebuję nianiek.

 - Ale potrzebujesz przyjaciół.

 A niby do czego? Żadna z nich ze mną na boisku nie wygra. Tak trudno zrozumieć, że potrzebuję prawdziwego rywala? Ludzie, nawet ja nie jestem tak tępy, by… A nie, wróć. Jestem tak zajebiście inteligentny, że w kreatywności i mądrości to nikt mi nie dorówna. To, że moje oceny nie są najlepsze, nie znaczy, że ze mnie idiota. Po prostu wiem to, co mi się przyda i uczę się tego, co mnie interesuje. Proste, logiczne, nie? Więc po co się dodatkowo wysilać?

 Wracając do tematu… Ach, tak. Mówiłem o rywalu. Miło ze strony Satsu i Akiny, że chcą ze mną być w jednej szkole, ale nie potrzebuję ani opiekunek, ani przyjaciół, którzy nie pomogą  mi w zdobyciu przeciwnika. Nie no, cieszę się, że Akina będzie ze mną w klasie, lecz przecież ona nie może mnie ograć. Ech, życie jest tak cholernie skomplikowane.

 - A teraz o czym myślisz? – Zapytała moja dziewczyna.

 - O twoich cyckach – Skłamałem i czekałem na jej reakcję. Wiedziałem, że się wkurzy.

 - Ty cholerny zboczeńcu! – Jej brew niebezpiecznie drgnęła. – Jeśli jeszcze raz…!

 - Żartowałem! – Przerwałem jej. – Tylko chciałem cię wkurzyć.

 Akina zrobiła bezcenną minę – coś w stylu zdziwienia, złości, irytacji, ulgi i bezsilności w jednym. To wyglądało przekomicznie.

 - Draniu… - syknęła i przymierzała się do uderzenia mnie, ale złapałem ją za rękę i nie pozwoliłem na żaden ruch.

 - Też cię kocham.

 - Okazujesz to w dość dziwaczny sposób.

 Uśmiechnąłem się lekko, po czym objąłem ją ramieniem. Niedługo później dotarliśmy do mojego domu. Otworzyłem drzwi i przepuściłem Akinę. No co? Nawet mi zdarzają się dobre dni z przejawami dżentelmeństwa, szczególnie dla swojej dziewczyny. Zwłaszcza że wolę unikać jej złości. Wierzcie mi, jest wtedy naprawdę straszna.

 - Jesteśmy! – Zawołałem po zamknięciu drzwi.

 - Wejdźcie, wejdźcie! – Usłyszałem głos mamy z kuchni.

 Weszliśmy do pomieszczenia, w którym była i zobaczyliśmy kilka misek z kilkoma daniami, tacę pełną tych pysznych ciasteczek, herbatę oraz żelki.

 - Mamo… - westchnąłem. – To miał być podwieczorek, nie obiad.

 - Daiki, synku, przesadzasz – Machnęła ręką, po czym dołożyła ciasteczek na tacę.

 - Może pomogę? – Zaproponowała Akina.

 - Nie, nie! Nie trzeba. Idź do salonu i zajmij miejsce. Jestem pewna, że Daiki chętnie mi pomoże. Prawda, synu? – Spojrzała na mnie znacząco, więc dla własnego bezpieczeństwa przytaknąłem.

 Akina poszła do salonu, a matka wepchnęła mi tacę z ciasteczkami w ręce i kazała mi to zanieść do salonu. No po prostu wspaniale. Jeszcze trochę a będę tu robił za lokaja! Chociaż… Rzadko pomagam mamie, więc może od czasu do czasu jej się jakaś pomoc należy?

 

 ~Akina~

  Matka Aomine jest naprawdę wspaniała. Jeszcze nie widziałam jej smutnej, praktycznie cały czas ma uśmiech na twarzy. Naprawdę przypomina mi moją mamę.. Szkoda, że jej już nie ma. Czasem czuję, że potrzebuję jej wsparcia. Wiem, że ci, którzy wiedli uczciwe życie, byli dobrzy i mili, to wędrowali do nieba, do Boga. Mam nadzieję, że mama się tam znalazła i jest jej dobrze. Liczę też na to, że mnie obserwuje i w jakiś sposób mi doradza. Tak… Jestem pewna, że ona nadal ze mną jest.

 Mimowolnie się uśmiechnęłam, gdy zobaczyłam Aomine z naburmuszoną miną. W ręku trzymał tacę z ciasteczkami i widać było, że ma na nie ogromną chrapkę. Postawił ją na stole, po czym przysiadł się do mnie, zadowolony.

 - No i po co się tak szczerzysz? – zapytałam z uśmiechem.

 - A ty? – Spojrzał na mnie i się przysunął.

 - Byłam pierwsza.

 - Bo mi się tak podoba.

 - To nie jest odpowiedź.

 - Jest.

 - Nie.

 - Tak.

 - Nie.

 - Przestań się ze mną kłócić albo zaraz będziesz miał porządnego guza na głowie!

 Usłyszeliśmy śmiech jego mamy, która stała w wejściu do salonu i trzymała się za brzuch.

 - Doprawdy, cudownie się na was patrzy – Otarła łezkę, która spłynęła jej po policzku.

 Usiadła naprzeciwko nas i gestem ręki zachęciła nas do jedzenia. Aomine nie trzeba było powtarzać. Od razu porwał jedno ciasteczko i wpakował je sobie do buzi. Po chwili jednak głośno jęknął i spojrzał na swoją mamę z oburzeniem.

 - Gość je pierwszy – powiedziała i obrzuciła go karcącym spojrzeniem.

 - Nie musiałaś mnie od razu kopać – burknął i zaczął rozcierać obolałą łydkę.

 Parsknęłam śmiechem i popatrzyłam na niego roześmiana. Ta dwójka jest ze sobą bardzo zżyta. Widać, że dobrze się między nimi układa i bardzo się kochają. Wprawdzie Daiki pewnie nigdy tego nie powie, ale ja i tak to wiem.

 Zazdrościłam mu. Ma przy sobie tak wspaniałą osobę, która zawsze mu może pomóc. Ja z rodziny nie mam nikogo bliskiego. Ojciec się nie liczy. On mnie nienawidzi. Mamę straciłam kilka lat temu, dziadkowie zmarli, gdy byłam małą dziewczynką. Pozostało mi jedynie rodzeństwo. Bardzo się cieszę, że ich mam. Są naprawdę wspaniali. Gdyby tylko Taiga i Tatsuya się pogodzili, byłoby idealnie. Tak właściwie to nie rozmawiałam z Himuro od kilku miesięcy. Może on się też na mnie obraził? Może wypadałoby do niego zadzwonić? Ale co miałabym mu powiedzieć?

 Otrząsnęłam się ze swoich myśli i powróciłam do świata rzeczywistego. Spojrzałam na ciocię, która pouczała właśnie Daikiego. Mój chłopak był tym wyraźnie znudzony, bo odwracał wzrok i tłumił w sobie ziewnięcia. Co on znowu przeskrobał?

 Wzięłam do ręki kolejne ciasteczko i uśmiechnęłam się. Ciocia jest osobą, która bardzo szybko zdobyła moje zaufanie. Jest dla mnie jak druga matka. Kto by pomyślał, że znajdę w Tokio taką pozytywną kobietę, która będzie dla mnie prawie jak rodzina?

 Usłyszeliśmy telefon.

 - O, przepraszam, to do mnie – Mama Daikiego wstała z kanapy. – Zaraz wracam.

 Pobiegła na górę, a my zostaliśmy sami w salonie.

 - To co? – Granatowłosy przysunął się do mnie i położył jedną dłoń na mojej talii. – Dostanę buziaka?

 - A należy ci się? – Zrobiłam zdziwioną minę.

 - No pewnie.

 - A za co?

 - Za to, że tu przy tobie jestem i przyniosłem ciasteczka do salonu.

 - To żeś się wysilił…

 Nie dał mi dokończyć. Złożył na moich wargach pocałunek, który zaczął pogłębiać. Dlaczego on musi tak wspaniale całować? Ma takie miękkie usta i ciepły język…

 - Twoja mama może tu przyjść w każdej chwili – szepnęłam.

 - Usłyszymy ją, spokojnie – Ponownie mnie pocałował, mocniej do siebie przyciągając.

 Odruchowo wplotłam ręce w jego włosy, co mu się spodobało. Przynajmniej tak wywnioskowałam z pomruku, który z siebie wydał. Uśmiechnęłam się pod nosem i oddałam mu pocałunek, jednocześnie nasłuchując kroków jego matki.

 - Mówiłem ci już, że jesteś piękna? – spytał nagle, a ja się mimowolnie zarumieniłam.

 - Ostatnio nie… - szepnęłam, a moja twarz była już cała czerwona.

 - Będę ci to powtarzał do końca życia.

 Przytulił mnie do siebie, a ja wtuliłam się w jego tors. Musiał mnie tak zawstydzić? Przecież jego mama zaraz się wszystkiego domyśli…

 Kretyn. Mój kochany kretyn. Tak bardzo go kocham. Mogłabym tak przy nim siedzieć godzinami. Nie, latami. W sumie to moglibyśmy spędzić razem resztę życia. Może nawet z gromadką dzieci…?

 Pokręciłam lekko głową. O czym ja w ogóle myślę? Jeszcze za wcześnie na planowanie takich rzeczy. Chociaż z drugiej strony posiadanie szczęśliwej rodziny jest moim największym marzeniem.
__________________________________________________________________________________________________________