wtorek, 8 marca 2016

Rozdział 42

YO!!! :D

Dziś Dzień Kobiet, więc ja, wraz z chłopakami z PC, życzmy wszystkim czytelniczkom:

* zdrówka ;)
* szczęścia w miłości! <3
* wszystkiego, co najlepsze :D

* Sayu - radości, seksu i namiętności z Aomine! ;D
* Mine - miłości, szczęścia i poczucia humoru z Kise :D
* Aiko - żeby Tetsu zawsze był z tobą i byście mieli przepiękne dzieci <3
* Osama - jak najwięcej przyjaciół, każdego z PC po trochu (ale w dużych ilościach) ;)
* Kimie - jak najwięcej Akashiego (niekoniecznie tego z nożyczkami ;P), rządzenia PC, dzieciątek, radości i.. przyjemnych i romantycznych chwil ze swym mężem! ;D

Wszystkich pozostałym życzę jak najwięcej szczęścia, uśmiechu, zabawy, weny (jeśli piszecie własne opowiadania), i spełnienia marzeń! :*

Dostałyście już coś na dzień najpiękniejszych istot na Ziemi? (tak, chodzi mi oczywiście o kobiety!! :D)


To teraz zapraszam na 42 rozdział! :D (tak, wreszcie go dodałam ^^")

Z ciekawości spytam: wolicie jak opowiada Akina czy Aoś? 
_________________________________________________________________________________


~Akina~

   
  Siedziałam na łóżku w pokoju i przeglądałam dane swojej drużyny pożyczone od Momoi.
 Najszybsza osoba na boisku – Aomine.
 Zdobył najwięcej punktów – Aomine.
 Celność 100% - Aomine.
 Najwięcej poprawnie wykonanych zbiórek – Wakamatsu. O ja cię, jakaś odmiana!
Westchnęłam cicho i odłożyłam na bok te wszystkie papiery. Z jednej strony cieszę się, że Aomine zdobył takie umiejętności, ale z drugiej… Na meczach i tak ich nie wykorzystuje, czasem w ogóle na nie nie przychodzi, a o treningach to już nie wspomnę.
 Nagle do mojego pokoju weszła Sayaka i podała mi jakąś kartkę. Spojrzałam na nią zdziwiona, a ona tylko powiedziała:
 - Zobacz.
 Zerknęłam na kawałek papieru, a po chwili otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia.
 - Kise przeciwko Aomine? – mruknęłam.
 - Tak, w końcu to już ćwierćfinały – odparła, siadając koło mnie. – Wiesz… Ryouta mówił mi, że coś planuje. Chce dosięgnąć poziomu Aomine.
 - Jak?
 - Pojęcia nie mam, ale myślę, że to będzie interesujący mecz.
Uśmiechnęłyśmy się do siebie, po czym Sayaka nagle się ożywiła.
 - Ne, a może pójdziemy na babskie zakupy? Dawno na takich nie byłyśmy, przydadzą nam się.
Moje zastanowienie trwało tylko sekundę. Natychmiast skinęłam głową i spakowałam do torebki portfel i telefon, a następnie udałam się do przedpokoju, by założyć buty. Sayaka przyszła chwilę po mnie, a minutę później byłyśmy już na dworze.
 - To co? – spytała. – Najpierw ciuchy czy buty? A może kosmetyki?
 - Co będzie pierwsze – odparłam ze śmiechem.
Weszłyśmy do pierwszego napotkanego sklepu odzieżowego, ale nie znalazłyśmy w nim niczego ciekawego. Chodziłyśmy po mieście prawie trzy godziny. W między czasie kupiłyśmy sobie po dwie bluzki, parę jeansów, czerwone spódniczki, nowy lakier do paznokci, tusz do rzęs, a Sayaka dodatkowo wybrała cień do powiek. Kiedy szłyśmy w stronę domu, spotkałyśmy Midorimę i Takao.
 - Hej, co tu robicie? – Podeszłyśmy do nich.
 - Shin-chan musi znaleźć sobie szczęśliwy przedmiot na jutro – odparł Takao z uśmiechem. – Wiecie co? – Nachylił się, karząc nam zrobić to samo. – Ostatnio paradował po mieście z różową parasolką.
 Mimowolnie wybuchnęłyśmy śmiechem, co zwróciło uwagę Midorimy.
 - Nie doceniacie potęgi Oha-Asy – burknął tylko i poprawił swoje okulary.
 - Oj, wybacz, Midoś – powiedziała Sayaka.
 - M-midoś? – Tym razem to Kazunari się zaśmiał, co spowodowało u Shintarou jeszcze większą irytację.
 - Takao – syknął.
 Brunet natychmiast się uspokoił, ale coś czułam, że jeszcze nie raz użyje tego przezwiska.
 - Jak ci się gra z nową drużyną? – zapytałam, zmieniając temat.
 - Nie jest najgorzej, pomijając pewne kwestie. – Spojrzał na Takao karcąco. – A co z Aomine?
 I nagle przygasłam. Nie lubię, gdy ktoś o to pyta.
 - Bez zmian. – Odwróciłam głowę. – Nadal omija treningi, a jego motto życiowe to ,,Jedynym, który może mnie pokonać, jestem ja sam”. Sama już nie wiem, jak przekonać go do treningów. Mówić do niego, to jak mówić do ściany. Chociaż chyba ściana szybciej by zrozumiała.
 - Nikt z nas go do końca nie rozumie, więc osądzanie go w ten sposób może jest zbyt pochopne. – Znów poprawił swoje okulary.
 - A wiesz, co jest najgorszym problemem? – Spojrzałam na niego. – Aomine kiedyś kochał kosza, teraz to uczucie zanika. Podczas gry zawsze miał uśmiech na twarzy, teraz zastąpiła go maska obojętności i wyższości. Patrzenie na niego… Zmienił się, a ja po prostu chcę, by był dawnym sobą.
 Między nami zapanowała niezręczna cisza. W końcu odezwał się Takao.
 - Musimy już iść, bo jeszcze trochę, a Shin-chan wpadnie jutro pod samochód, jeśli nie znajdzie tego szczęśliwego przedmiotu.
 - Takao! – syknął Midorima, karcąc go spojrzeniem.
 - Poza tym mamy jutro trening, więc muszę sobie kupić nowe buty – kontynuował brunet, w ogóle nie przejmując się złowieszczym wzrokiem swojego kolegi z drużyny. – Treningi w soboty są szczególnie męczące.
 - Soboty? – mruknęłam. – Jutro sobota?
 - Tak, a co?
 - Która godzina?! – wykrzyknęłam nagle, przypominając sobie o czymś ważnym.
 - Za piętnaście piąta – odpowiedział Takao, lekko zdziwiony moim zachowaniem.
 - Jezus Maria, umówiłam się z Taigą na siedemnastą i kompletnie o tym zapomniałam! – Odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę Maji Burgera. – Na razie! – zawołałam.
 Zauważyłam, że Sayaka postanowiła z nimi pójść do sklepu.  Coś mi się wydaje, że ona znalazła dobry kontakt z Takao.

   Udało mi się dojść do Maji Burgera na czas. Taiga był już w środku i jadł wolno hamburgera. Weszłam do środka i usiadłam naprzeciwko niego.
 - Hej – przywitałam się, stawiając zakupy na podłodze.
 - Hej – odpowiedział, odrywając wzrok od okna.
 - Coś taki nie w sosie?
 - Odpadliśmy z gry – burknął. – Przez to, że przegraliśmy z Touou, nie potrafiliśmy się skupić na pozostałych meczach. Na dodatek moja kontuzja nie pozwoliła mi grać. – Ścisnął w ręku papierek po hamburgerze.
 - Przykro mi – szepnęłam. Zerknęłam na niego i przygryzłam wargi. – Taiga, muszę cię o coś spytać. Jesteś zły na Daikiego?
 - He? – Spojrzał na mnie zdziwiony. – Jest najsilniejszy członkiem Pokolenia Cudów, z jakim się do tej pory mierzyłem. To w ogóle chyba najsilniejsza osoba, jaką do tej pory spotkałem. Chcę go pokonać. Chcę mu udowodnić, że on wcale nie jest jedynym, który może go pokonać. Początkowo chciałem to zrobić głównie ze względu na naszą obietnicę, ale po tym, jak grał ze mną w parku… To mój osobisty cel. – Przerwał na chwilę. - Mam być zły za to, że na razie jest lepszy ode mnie? Nie, złość to złe słowo. Owszem, chciałem wygrać, ale po naszym meczu jestem bardziej zszokowany jego umiejętnościami. Ciężko mi to przyznać.. Na chwilę obecną jestem za słaby. – Rozpakował kolejnego hamburgera. – Nie sądziłem, że Pokolenie Cudów jest aż tak silne.
 - A co o nim myślisz?
 - Zadufany w sobie egoista, który potrafi tylko obrażać innych i patrzeć na nich z wyższością. – Połknął kolejnego hamburgera. – Jest chamski, bezczelny, ale jednocześnie bardzo pewny siebie. – Zrobił krótką przerwę. - Zaskoczyło mnie jednak to, że te dzieciaki tak go lubią. – Przestał jeść. – Nie sądziłem, że ktoś taki samolubny może tak dobrze dogadywać się z dziećmi.
 - Prawda? – Uśmiechnęłam się. – Też mnie to zaskoczyło, ale pozytywnie.
 Opowiedziałam mu o naszym obozie letnim, który odbyliśmy w gimnazjum, oraz o tym, jak spotkaliśmy Shosuke. Słuchał z zaciekawieniem, a ja w między czasie zamówiłam sobie shake’a waniliowego. Nie dziwię się, że Kuroko je lubi. Są naprawdę pyszne.
 - Aomine zmierzy się wkrótce z Kise – powiedziałam nagle.
 - Serio? – spytał, kończąc ostatniego hamburgera. – Jak na moje oko, to Aomine jest jednak na razie lepszy.
 Kiwnęłam potwierdzająco głową. Wprawdzie Kise prawdopodobnie nas czymś zaskoczy, ale mimo wszystko wątpię, by pokonał Daikiego. Może przynajmniej dzięki niemu mój chłopak przypomni sobie, za co najbardziej kocha kosza i znów nabierze chęci do treningów. Cóż, zawsze jakaś nadzieja.
 - Wiesz… - Uśmiechnęłam się lekko. – Shosuke, Isao i Mito traktują go jak swojego starszego brata. – Spojrzał na mnie zdziwiony. – Shosuke mu kiedyś powiedział, że chciałby mieć takiego brata jak on.
 - Ta… - Westchnął Kagami. – Coś o tym wiem. Lepiej, żeby te dzieciaki się na tym egoiście nie zawiodły.
 - Taiga, próbowałeś w ogóle do niego zadzwonić? Do Himuro?
 Kagami zgrzytnął zębami i odwrócił wzrok, zaciskając swoje pięści.
 - Zmienił numer – powiedział po chwili.
 - A facebook?
 - Kiedyś pisałem, krótko po przylocie do Japonii, ale nie odpisał. A z tobą się kontaktował?
 - Kiedyś z nim krótko pisałam, ale później jakoś nie wiedziałam nawet, jak się za to zabrać i tak jakoś… - mruknęłam, spuszczając głowę. – Ale nie martw się! – ożywiłam się po chwili. – Na pewno kiedyś znów się spotkacie i sobie wszystko wyjaśnicie.
 - Naprawdę chcesz, by ludzie się zmieniali, co? – Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem. – Najpierw Aomine, teraz Himuro.. Kto będzie potem?
 - Ważne, żebyś ty się nie zmieniał.
 Pogadaliśmy jeszcze z pół godziny, a potem odprowadził mnie kawałek, niosąc moje zakupy. Pożegnaliśmy się na skrzyżowaniu, a następnie poszłam do swojego domu.
 Kagami Taiga… Chłopak, którego przypadkowo poznałam na ulicy, stał się dla mnie bratem. Gdy zobaczyłam, jak gra w kosza, wiedziałam, że to kocha. Ten jego uśmiech, kiedy miał piłkę w dłoniach... Bezcenne. A potem poznał mnie z Himuro. Ja przedstawiłam im Sayakę i po kilku tygodniach nazwałam ich swoją rodziną. Mama bardzo ich wszystkich polubiła. Czasem zapraszała ich do nas do domu, a wtedy zawsze się z nami śmiała, rozmawiała z nami i robiła pyszne, czekoladowe ciasteczka. Taiga, Tatsuya i Sayaka nazywali ją swoją ciocią, co bardzo jej odpowiadało. Kiedy nadszedł ten dzień… Dzień jej śmierci… To właśnie oni byli dla mnie podporą, na nich mogłam liczyć, wpierali mnie, pocieszali, spędzali ze mną czas. Często wystarczyła sama ich obecność. To, co wtedy dla mnie zrobili, było bezcenne. Wtedy poczułam, że naprawdę są moją rodziną. Nie obchodzi mnie, że w ogóle nie jesteśmy spokrewnieni. Przypadkowa dzieciarnia, która spotkała się na ulicy, stała się dla siebie tak ważna? Owszem, taka prawda! I jestem z tego dumna. Moje rodzeństwo jest wspaniałe. Każdy na swój sposób. Jednak chciałabym, by Tatsuya dał o sobie jakiś znak. Chcę znów go spotkać, pogadać z nim, patrzeć jak razem z Taigą gra w kosza… Himuro musi mi wszystko wyjaśnić! Wprawdzie Kagami mówił, o co im poszło, ale nadal nie mogę tego zrozumieć. Jeden przegrany mecz, a od razu taki raban? Rozumiem, że przegrana nie jest łatwa. Każdy woli wygrywać. Jednak żeby rezygnować z bycia starszym bratem?! Dla mnie to nie do pomyślenia. W Tokio mieszkam ja, mieszka Sayaka oraz Taiga. Tylko Tatsuyi brakuje. Gdyby on tu mieszkał, byłoby wspaniale. A gdyby pogodził się z Kagamim, byłoby idealnie. Dlaczego oni musieli się pokłócić? Zachowali się jak idioci! Skończeni kretyni, którym brak dojrzałości!
 - Hej, Akina! – Sayaka przytuliła mnie na powitanie.
 - Co porabiasz? – spytałam, zdejmując buty.
 - Oglądam jakiś film kryminalny. Chodź, popcorn zrobiłam.
Usiadłam obok niej na kanapie, a ona dała mi butelkę z colą. Wzięłam do ręki miskę z popcornem i zapatrzyłam się w film. W dzieciństwie często myślałam o tym, jakby to było być aktorką. Kiedy jednak poznałam taniec, przestałam marzyć o występowaniu w telewizji.
 Westchnęłam cicho i się do siebie uśmiechnęłam. Uwielbiam patrzeć na przystojnych aktorów, to taki piękny widok. Oczywiście Aomine również jest bardzo przystojny, jednak… Aktorzy to aktorzy. Chciałabym kiedyś jakiegoś poznać. I zdobyć jego autograf. Na przykład taki Orlando Bloom czy Brad Pitt… Obaj są wspaniali, świetnie grają, na dodatek patrzy się na nich z przyjemnością. Ciekawe, jakby Aomine zareagował, gdybym mu to powiedziała… O, pewnie by strzelił niezłego focha i dałby mi zakaz oglądania filmów, w których ci aktorzy występują. Nie sądziłam, że on może być tak zazdrosny. A w szkole zachowuje się tak, jakby był moim ochroniarzem – żaden chłopak nie podejdzie do mnie bez jego zgody. Nikt nie ma prawa poczochrać mnie po włosach, dotknąć mojego ramienia, gapić się na mój biust.. W sumie to całkiem miłe, bo wiem, że mu naprawdę na mnie zależy, jednak co za dużo, to niezdrowo. Daiki jest czasem zazdrosny o to, że spędzam przerwę w towarzystwie koleżanek z klasy.
 Ale, nie oszukujmy się, są momenty, Kiedy to ja jestem zazdrosna o niego. Aomine jest bardzo rozpoznawalny, w końcu gra w drużynie koszykarskiej, a na dodatek był asem w Teiko. Do tego jest wysoki, muskularny, wysportowany, przystojny, co przyciąga spojrzenia wielu dziewczyn. Czasem któraś do niego zagaduje, a jak widzi, że patrzę, to próbuje się do niego kleić, jednak on zawsze taką zdzirę odpycha i odchodzi. Tak właściwie to chyba cała szkoła wie o tym, że słynny Aomine Daiki ma dziewczynę. I to ja nią jestem. Cieszę się z tego, ale spojrzenia zazdrosnych dziewczyn bywają okropne. Nie wyobrażam sobie, co Sayaka musi przechodzić… Skoro Kise jest popularnym modelem, to ona musi mieć w szkole urwanie głowy ze wściekłymi i zazdrosnymi fankami.

 Pokręciłam lekko głową i przeniosłam swoje spojrzenie na ekran telewizora. Akurat był ciekawy moment, ale usłyszałam dźwięk przychodzącego SMS’a. Poszłam po telefon, a gdy zobaczyłam nadawcę, mocno się zdziwiłam. Wróciłam na kanapę i z westchnięciem wzięłam do ręki miskę popcornu.


 ,,Po meczu Kaijo-Touou spotkaj się ze mną przy wejściu bocznym na halę. Akashi”
_________________________________________________________________________________










_________________________________________________________________________________

Plus takie słodziaki na osłodę z okazji Dnia Kobiet 
;)




środa, 2 marca 2016

Rymowanka AoKaga!!!!

Powituję was z radością!
Nudziło mi się na lekcji, więc napisałam to ,,cudo" XD
Uczę się od mistrza - Sayuri! :D Sayu, dla mnie jesteś senpaiem jeśli chodzi o takie rymowanki! :D Wzięłam z ciebie drobny przykład i tak oto powstało to coś :P
Może jakimś cudem wam się spodoba XD

_________________________________________________________________________________

Stoi przed szkołą Daiki Aomine.
Na twarzy ma ciągle zboczoną minę.
Kiedy go widzi, swojego Tygryska,
Prawie mu sperma z penisa tryska.

- Yo, Bakagami! - Woła do niego,
Choć wie, że on nie lubi przezwiska tego.

- Ahomine! - odpowiedział, wielce urażony. -
- Zapierdalaj do baru szukać przyszłej żony!
Jeszcze raz mnie tak nazwiesz, gorzko pożałujesz!
Mimo wszystko wiem, że penisa mego lubujesz.

Aomine podchodzi do swego chłopaka.

- Zabieraj te łapy, bo będzie draka!

Nie zwraca uwago na jego krzyki.

- E, żono moja, pokażę ci erotyczne triki.

Aomine ciągnie swojego chłopaka,
Który najchętniej dałby drapaka.
I ciągnie go, szarpie, omdlenia jest bliski,
Lecz wie, że jego penis będzie dziś śliski.
Ta myśl ogromnej siły mu dodaje,
a on sam czuje, jak mu pała staje.
Po wielkich bojach do domu dotarli
I niby przypadkiem się TAM otarli.
Taiga na łóżku po chwili ląduje
i w piękne oczy Daikiego się wpatruje.
Ich usta złączone w namiętnym pocałunku -
silniejsze od najsilniejszego trunku.
Obie ich pały na baczność już stoją,
Malinki i ból dupy się prędko nie zagoją.
Tę piękną chwilę Daiki przerywa:

- Widzisz, Tygrysie, tak się seksowne dupy wyrywa!

Na to Taiga, już cały czerwony,
krzyczy na niego, wielce zawstydzony:

- A chuj ci w dupę jebany pojebie!
Następnym razem ja zgwałcę ciebie!

- Dzisiaj ty chuja będziesz miał w dupie,
A jutro się kochać będziemy po zupie.
Nie zapominaj, Tygrysie kochany,
Że to ty uke zostałeś nazwany!

Bardzo długo się wtedy kochali,
A rano do szkoły wstać nie zamierzali.
Kagami cierpiał na poważny ból dupy,
ale i tak przygotował wielki gar zupy.
Po południu znów w łóżku wylądowali
I do białego rana się ostro ruchali.

                                                                              THE END :D

Ps. Wiem, że głupie XD
_________________________________________________________________






sobota, 27 lutego 2016

Weekend u Akashiego (cz.2 - ostatnia)

Yo, człowieki!! :D :D

Zakończyłam dziś to zacne opko i mam nadzieję, że nie zawiodę waszych oczekiwać! :D Jeśli jesteście ciekawi, jak ten weekend w domu szanownego Akasha się skończył, to zapraszam do czytania!! :D :D

_________________________________________________________________________________

  Pobudka nie należała do przyjemnych. Służba Akashiego weszła do naszego pokoju o siódmej i od razu odsłoniła firanki, ukazując nam poranne słońce. Odruchowo zmrużyłem oczy i przekręciłem się na drugi bok.
 - Wstawać, lenie! – Do pokoju wszedł Akashi, jak zwykle ze swoimi nożyczkami. – Śniadanie za pół godziny. Macie się nie spóźnić.
 - Spać… - jęknąłem, wciskając głowę w poduszkę. Kurwa.. Znowu powiedziałem coś na głos?
 - Daiki – syknął Akashi, stając nad moją zajebistą osobą. – Ostrzegałem przecież przed nocnymi zabawami.
 - Kiedy temu wielkoludowi pół nocy w brzuchu burczało! – Wskazałem kciukiem Murasakibarę, który trzymał się za brzuch i jęczał, że jest głodny.
 - To trzeba było zjeść więcej na kolację – warknął Akashi. – Wstawajcie, wszyscy!
 Tetsu i Midorima zwlekli się ze swoich futonów, Kise na swoim usiadł, Murasakibara nadal wydawał z siebie dźwięki jakiegoś męczennika, a ja wcisnąłem nos jeszcze głębiej w poduszkę. Po co wstawać? Do śniadanie jeszcze jakieś dwadzieścia pięć minut, więc leżeć mogę jeszcze z piętnaście. Akashiemu to się chyba jednak nie spodobało, bo usiadł mi na plecach, przykładając nożyczki do mojego karku. Jezu Chryste! Właśnie całe życie przeleciało mi przed oczami! I cycki. Duże cycki. Duże, jędrne cycki. Mamusiu, ratuj swego ukochanego syna! Zaraz, ja jeszcze nie dostałem tego medalu! Nie mogę bez niego odejść z tego świata!
 - Daiki, nie rozumiesz prostego polecenia? – spytał Akashi, mrożąc mnie wzrokiem. Jakoś nikt nie spieszył z pomocą. Prawdziwi, kurwa, przyjaciele, nie ma co. Rzeczywiście można na nich liczyć. Tchórze jedni.
 - No przecież zaraz wstanę – odparłem, starając się opanować drżący ton głosu.
 - Nie ,,zaraz”. Teraz.
 - Wiesz, z tobą na plecach to nie jest takie łatwe – mruknąłem, a po chwili tych słów pożałowałem.
 - A przecież często powtarzasz, że jesteś silny i masz super mięśnie. – Kątem oka zobaczyłem na twarzy tej gnidy szatański uśmiech, i już wiedziałem, że mam przejebane. Chce mi złamać kręgosłup? Albo w najlepszym wypadku rękę? – Masz zrobić dwadzieścia pompek ze mną siedzącym ci na plecach.
 Bogowie… Czemu ja tyle gadam? Mam robić pompki na głodniaka? Nie dostarczyłem organizmowi odpowiedniej ilości białka, mięsa, witamin i tych wszystkich substancji, które są im potrzebne do prawidłowego funkcjonowania, a on ode mnie wymaga takich rzeczy? Szatan. Prawdziwy szatan wcielony.
 Westchnąłem cicho i uniosłem się na rękach, po czym zacząłem ćwiczyć. Pierwsze osiem pompek zniosłem w miarę bezboleśnie. Kolejne to już była istna masakra. Nie dość, że zdrętwiały mi plecy, to jeszcze Akashi z każdą chwilą stawał się cięższy. Przy osiemnastej pompce zaczęły drętwieć mi ręce. Kurwa, to był koszmar. Gdy wreszcie doszedłem do upragnionej dwudziestki, padłem na futon i odetchnąłem głęboko.
 - Dobra robota, Daiki – pochwalił mnie kapitan. – Ale jeśli jutro też będziesz miał problemy ze wstaniem, to przebiegniesz wokół mojego domu kilka kółek, ze mną na plecach.
Jezus Maria, może nastawić sobie wcześniejszy budzik, by ta gnida była zadowolona? Czego jak czego, ale latania z nim na plecach po podwórku wolę uniknąć.
 - Za dwadzieścia minut widzimy się w jadalni – oznajmił Akashi, wychodząc ze swoją służbą z pokoju.
 Jak to się dzieje, że ten psychol najpierw się nad kimś znęca, a chwilę później udaje, że tego nie było? Zmienne humorki, co? A byłem pewien, że mają je tylko dziewczyny i Kise.
 - Musimy wyjść za jakieś dziesięć minut, by znaleźć jeszcze drogę do tej jadalni – mruknąłem.
 - Aominecchi, znów wkurzyłeś Akashicchiego – odezwał się Kise, składając swoją kołdrę.
 - Bo ta gnida jak zwykle się o wszystko czepia – burknąłem, udając wielce poszkodowanego. No w końcu poszkodowanym byłem, Akashi prawie złamał mi kręgosłup.
 - Jak zwykle jesteś kretynem – podsumował Midorima, a chwilę później założył na nos swoje okulary. Zaczął czegoś szukać, a po sekundzie jego twarz przybrała odcień blado-zielony. – Mój telefon! Jak ja teraz sprawdzę horoskop?! A jeśli dziś jest pechowy dzień dla Raka? A ja przecież nie mam swojego szczęśliwego przedmiotu… - zaczął panikować. Ludzie, wypuście mnie stąd. Chcę wyjść.
 Wyjąłem z torby jakieś ubranie, po czym poszedłem z nim do łazienki. Znaczy… Próbowałem tam dojść, ale pierwsze drzwi, na jakie trafiłem, nie prowadziły do toalety, ale do jakiegoś innego pokoju gościnnego. Za kolejnymi był jakiś schowek na miotły, odkurzacze i ściereczki. Dopiero za trzecim razem trafiłem w dobre miejsce. Ta łazienka była dużo mniejsza od tej, w której się wczoraj kąpaliśmy, ale i tak dorównywała rozmiarem mojej kuchni. Urządzona została w prostym stylu – ściany były biało-niebieskie, naprzeciwko wejścia stała kabina prysznicowa, obok kibel, a tuż przy drzwiach zlew. Oprócz tego koło niego znajdował się kaloryfer, a przy nim wisiała półka na najpotrzebniejsze rzeczy.
 Odłożyłem na bok swoje rzeczy, a następnie wziąłem szybki prysznic i umyłem zęby. Założyłem świeże ubrania i wróciłem do pokoju.  Tym razem nie miałem problemu z trafieniem do właściwego pomieszczenia.
Gdy wszedłem do naszego tymczasowego lokum, od razu usłyszałem jęki Kise.
 - Ale ja muszę się nim posmarować!
 Pokręciłem lekko głową i wpakowałem swoją piżamę do torby.
 - Aominecchi, potrzebuję kremu nawilżającego! – Model podbiegł do mnie i uwiesił mi się na ramieniu. – Aominecchi!
 - Z skąd niby mam ci do wytrzasnąć?! – Obrzuciłem go karcącym spojrzeniem. – Czy ja ci wyglądam na osobę, która ma w torbie cały salon kosmetyczny?
 Kise odczepił się ode mnie i usiadł na swoim futonie.
 - Mój menedżer mnie zabije.. – szepnął, kryjąc twarz w dłoniach.
 - Będzie na świecie o jedną ciotę mniej – skomentowałem.
 - Aominecchi, jesteś okroopnyy! – zawył blondyn, odwracając się do mnie tyłem.
 I się obraził. Przynajmniej na jakiś czas będę miał go z głowy.
 Chwilę później przyszedł po nas lokaj. Zaprowadził nas do jadalni, po czym skłonił się i wyszedł. Akashi gestem ręki nakazał nam zająć miejsca. Na śniadanie była smażona ryba z warzywami, sosem, a do tego podano herbatę. Całkiem niezłe luksusy, szkoda tylko, że właściciel jest takim psycholem.
 - Jak wam się spało? – spytał kapitan, zerkając na mnie. Kurwa, wiedziałem, że będzie mi to wypominał. Po prostu to, kurna, wiedziałem.
 - Bardzo dobrze. – Midorima przełknął to, co miał w buzi. – Aomine nawet nie chrapał.
 - Ja nigdy nie chrapię, kretynie! – krzyknąłem. No jak taki glon śmie mnie obrażać?! Mnie, wielkiego, zajebistego, seksownego, silnego…
 - Daiki. – Głos Akashiego skutecznie sprawił, że natychmiast się uspokoiłem i opuściłem pałeczki, którymi miałem zamiar rzucić w Midorimę. – Czy ty nigdzie nie umiesz się zachować?
 - E-ej! – Znów podniosłem głos. – To on zaczął, a poza tym…
 - Cisza.
 Ta, król świata się znalazł i wszyscy mamy padać przed nim na kolana. Zarozumialec jeden. A niektórzy mówią, że to ja jestem egoistą. I gdzie tu sprawiedliwość?!
 Siedziałem przy stole wielce naburmuszony, ale jakoś nikt nie zwrócił uwagi na moje fochy. Znów poczułem się niedoceniony. Przecież moje fochy oznaczają jedno – coś mi nie pasuje. To z kolei znaczy, że należy to coś jak najszybciej poprawić, bym był zadowolony. U Akashiego to prędzej mógłbym się spodziewać spadającego meteorytu. Ech… Jak to się stało, że taka gnida ma ogromny dom, służbę, wielkie łazienki, a na dodatek działkę z własnym jeziorkiem?! Czuję się gorszy… A tak nie może być. To, że Akashi nazywa się imperatorem, nic nie znaczy. Ja jestem królem boiska, asem Teiko i strzelcem nie do zatrzymania. Moja zajebistość nie zna granic. Nie to, co u tego karła. Gdyby nie to jego Oko Imperatora, kim by był? A gdyby nie nasza drużyna? Wtedy na pewno nie zaszedłby tak daleko. I jeszcze to rozdwojenie osobowości.. Serio, ta gnida jest naprawdę przerażająca. Kiedyś Akashi miał dwie czerwone tęczówki. Teraz czerwona jest tylko jedna, druga za to zmieniła kolor na złoty. Szczerze mówiąc, to wolałem pierwszą, prawdziwą wersję naszego kapitana. Była bardziej.. ludzka. Cóż, może jeszcze kiedyś będzie nam dane ją ujrzeć.
 Po skończonym śniadaniu Akashi dał nam specjalne stroje do jazdy konnej, a następnie zaprowadził nas do stajni. Ejże, czego on w tym domu nie ma?! No, prócz normalnych ludzi oczywiście, to akurat tacy to by się tu przydali.
 Każdy z nas dostał własnego konia i zaczęła się lekcja jazdy. Muszę przyznać, że było całkiem przyjemnie. Moja klacz nazywała się Diament, Kuroko dostał zaszczytu jeżdżenia na Bolku, Murasakibara wsiadł na Teklę, Midorima na Czesława, Kise na Bursztyna, a Akashi na Króla. Jakże mogłoby być inaczej… Kto by się tego spodziewał? Okazało się, że zwierzęta były do nas przyjaźnie nastawione, więc nie mieliśmy specjalnego problemu z okiełzaniem ich. No, oprócz Ryouty, który prawie wjechał na barierkę. Konie miały bardzo miękkie grzywy, a jazda na nich sprawiła nam wiele frajdy. Nawet mnie się spodobało i nastrój mi się poprawił. Akashi uczył nas poprawnej postawy, tłumaczył jak skręcić, zahamować, wołać konia… I to wcale nie było takie trudne. Zawsze myślałem, że panowanie nad takimi zwierzętami wymaga dużo ćwiczenia, ale byłem mile zaskoczony. Potem musieliśmy jeszcze te konie wyszorować i je nakarmić, lecz to też było raczej zabawne. Poszkodowany został koń Murasakibary, bo ten wielkolud zeżarł połowę jego jabłek.
 Kiedy wróciliśmy do środka, była już na obiad. A wiecie, co podano? Mięcho! Otóż to! Soczyste, idealnie usmażone, przepyszne mięcho! Niebo w gębie. Takie obiady, to ja mógłbym jeść codziennie. Czego jak czego, ale porządnego żarcia to nigdy za wiele. A, no i pornosów. Chociaż gdybym miał wybrać między tymi dwoma rzeczami, to… Wybrałbym jedzenie podczas oglądania jędrnych cycuszków. Może i niezbyt idealne połączenie, ale dzięki temu nie pozbył się ani jednego, ani drugiego. Jestem zajebisty. I genialny.
 Po obiedzie mieliśmy czas wolny. Okazało się, że Akashi ma w domu stół do ping-ponga, więc zabraliśmy się za grę. Ogólnie to zająłem drugie miejsce. Zgadnijcie, kto był pierwszy. Ta czerwona gnida. Nie sądziłem, że ona tak dobrze umie to grać. No ale w końcu to Akashi – wszystko u niego musi idealne, a on sam ma być najlepszy. Bogom dzięki, że moja mama nie jest tak wymagająca jak jego ojciec. Gdyby tak było, to już dawno bym zwariował i wylądował w psychiatryku. Ma kochana rodzicielka naprawdę powinna dostać jakiś ogromny medal zasługi dla państwa. W końcu urodziła zajebistego mnie – coś jej się za to należy. A może od czasu do czasu powinienem pomóc jej w sprzątaniu? Albo chociaż kwiaty kupić? E, nie przesadzajmy. Medal od prezydenta byłby wystarczający.
 Nie uwierzycie, co było potem. Sam chciałem w to nie wierzyć, ale to była najprawdziwsza prawda, w dodatku okrutna. Akashi zagonił nas do nauki, tłumacząc, że po zawodach rozpocznie się sezon do egzaminów, więc ma zamiar nas przypilnować, byśmy się uczyli. Uroczo, nie? Szatan wcielony! Żeby w wolny weekend, dodatkowo we własny domu, zmuszać kolegów z drużyny do siedzenia nad książkami! Istny diabeł. Czasem myślę, że to Oko Imperatora mu nie służy. Wręcz przeciwnie – niszczy coraz bardziej jego dawną osobowość.
 - Daiki, skup się na tekście – polecił mi kapitan, gdy znów zacząłem bujać w obłokach.
 Gdyby to ode mnie zależało, to z własnej woli bym tu nie przyszedł. Ale że to było ,,zaproszenie” od samego Akashiego, to nie wypadało odmówić. Zwłaszcza, że jego ,,zaproszenie” wyglądało mniej więcej tak: stoi na środku sali z nożyczkami w ręce, a następnie oznajmia, że jesteśmy do niego zaproszeni na weekend. A kto nie przyjdzie, tego flaki znajdą się w jego zamrażarce. I jak tu odmówić? Cóż nam pozostało? Jedynie przyjście tutaj z nadzieją, że będzie miał dobry humor i nie powiesi nas na pierwszym lepszym żyrandolu.
 - Ale to nudne – jęknąłem, przekręcając kolejną kartkę w książce od biologii. Gdy jednak na trafiłem na temat o układzie rozrodczym żeńskim, nagle się zacząłem dokładnie wczytywać. No co? Taka wiedza jest przecież niezbędna! Każdy facet powinien to wiedzieć. W końcu należy się do seksu z ukochaną dziewczyną jakoś przygotować. Trzeba wiedzieć, co gdzie włożyć. Chociaż to akurat czysta natura i odruchy, ale jednak takich tematów nie wolno unikać.
 - Daiki, myślę, że ten temat znasz akurat na pamięć. – Akashi spojrzał na mnie, ale w jego wzroku nie wyczytałem nagany.
 - Ej, sam przecież powtarzasz, że powtórki materiału dobrze robią – zaprotestowałem. – Więc powtarzam.
 Kapitan tylko lekko pokręcił głową, po czym pochylił się nad Kise i zaczął go odpytywać z historii Japonii. W tym czasie Midorima powtarzał matmę, Kuroko fizykę, a Murasakibara angielski. Jezuuuu… Zamęczę się tutaj. Ludzie, ratujcie zajebistego mnie! Muszę żyć! Od tych książek zaraz mi głowa pęknie. Oj, już boli. Oj, aj, czyżby to już? Mój koniec jest blisko?
 - Akashi-kun, nie rozumiem tego zadania – odezwał się nagle Tetsu, co uratowało Kise przed kolejnym pytaniem z historii, na które nie znał odpowiedzi. Model odetchnął z ulgą, po czym doczytał to, czego nie wiedział.
 - Aka-chin, jeeeść. – Ziewnął Murasakibara, a jego brzuch wydał z siebie dźwięk przypominający trzęsienie ziemi. Przez te odgłosy zaraz coś nam się serio na głowy zwali.
 Hehe… Zwali.. Moje mądrości życiowe powinny być zapisywane w jakiejś księdze państwowej. A skoro o waleniu mowa.. Z jednej strony mam ochotę walnąć z pięści Akashiego, za to, że przetrzymuje nas w tym pokoju z książkami, a z drugiej chcę odzyskać swoje pornosy. Może bym sobie przy nich coś zwalił…
 - Ech, czy wy ciągle musicie na coś narzekać? – Westchnął nasz kapitan, kręcąc głową z dezaprobatą. – No ale rzeczywiście. Siedzimy tu już dwie godziny, więc możecie być trochę zmęczeni. Kucharz zrobił ciasto, więc chodźmy je zjeść.
 Zmarnowałem dwie cenne godziny swojego życia na studiowaniu książki od biologii. Ludzie, uczyłem się równie dwie godziny, i to bez najmniejszej drzemki! No teraz to ten medal już mi się należy. Toż to osiągnięcie prawie tak wielkie, jak pierwszy lot na Księżyc! No, a teraz czas coś przekąsić.
 Usiedliśmy przy stole w jadalni, a lokaj nałożył każdemu po całkiem sporym kawałku ciasta. Dla Murasakibary to było jednak nic, bo po sekundzie na jego talerzu zostały tylko okruszki, które i tak chwilę później zlizał.
 - To wszystko? – jęknął zawiedziony olbrzym, wpatrując się w pusty talerzyk.
 - Musisz dbać o odpowiednią dietę, Atsushi – odparł Akashi, który był dopiero w połowie swojego ciastka. – Poza tym to niezdrowo i niekulturalnie jeść tak szybko.
 Ta, mistrz dobrych manier się znalazł. A jak rzuca w ludzi nożyczkami, to gdzie ma te maniery, co? Niby taki kulturalny i grzeczny, a tak naprawdę diabeł wcielony.
 Po podwieczorku znów mieliśmy trochę czasu wolnego, który poświęciłem na zwiedzanie domu. Kise oczywiście musiał się do mnie przypałętać. Chyba zapomniał, że się na mnie obraził. Murasakibara polazł do kuchni po jakieś owoce, bo tylko na to pozwolił mu Akashi, Tetsu zajął się czytaniem książki, a Midorima wlazł pod koc, opatulił się nim po samą szyję i oznajmił, że nigdzie się stąd nie ruszy, dopóki nie będzie miał swojego szczęśliwego przedmiotu. Moim zdaniem i tak mu całkiem nieźle poszło, bo pół dnia bez horoskopu wytrzymał, i jeszcze na dodatek żyje. Akashi natomiast zniknął w swoim pokoju. Znając go to pewnie zaczął coś dla nas szykować.
 - Aominecchi – odezwał się Kise. – A jak się tu zgubimy?
 - To nas znajdą duchy tego domu i zabiorą ze sobą do grobu – odparłem.
 Model pisnął, po czym przyczepił się do mojego ramienia i w ogóle nie chciał go puścić.
 - Jezu, Kise, żartowałem przecież – mruknąłem, chcąc się wyswobodzić z jego uchwytu. Jeszcze trochę, a ręka mi zdrętwieje.
 - Takie żarty wcale nie są śmieszne – burknął, rozluźniając nieco swój chwyt. I tak trzymał się tak blisko mnie, że zaczynało to być powoli irytujące.
 - Nie bądź taki łatwowierny. Duchy nie istnieją.
 - Nie strasz mnie więcej.
 - Dobra, to o pająku na twoim ramieniu też ci nie powiem.
 - P-pająk?! – Pisnął przerażony i za wszelką cenę próbował go wypatrzeć i strzepnąć. Wyglądał przy tym przekomicznie. Zupełnie, jakby tańczył taniec jakiś starożytnych Indian. Dopiero, kiedy usłyszał mój śmiech, zorientował się, że to był żart. – Aominecchi, jesteś okropny – burknął i mnie lekko popchnął.
 - Jestem zajebisty – odparłem, po czym też go lekko popchnąłem.
 Nie minęła minuta, a te przepychanki zamieniły się w prawdziwą bójkę. Szarpnąłem go za włosy, na co krzyknął i uszczypnął mnie w policzek. Złapał mój lewy nadgarstek, ja odwdzięczyłem mu się tym samym. Zaczęliśmy się przepychać, cały czas się obrażając. Nagle Kise potknął się o dywan i poleciał do tyłu, ciągnąc mnie za sobą. Nie miałem się czego złapać, więc obaj wylądowaliśmy na podłodze. Znaczy.. Ryouta wylądował na podłodze, ja upadłem na niego.
 - Nie wmówisz mi teraz, że nie jesteś ciotą – burknąłem, przygniatając go do twardej nawierzchni.
 - To był wypadek – odpowiedział, robiąc nadąsaną minę.
 - Jak wszystko. – Westchnąłem.
 - Daiki, Ryouta. – Usłyszeliśmy głos Akashiego i natychmiast obróciliśmy głowy w jego stronę. Obok niego stała reszta Pokolenia Cudów. – Wiedziałem, że jesteście przyjaciółmi, ale nie sądziłem, że ciągnie was do siebie w takim stopniu. – Spojrzeliśmy na siebie, a nasze twarze przybrały kolor dorodnych pomidorów. – I to w cudzym domu.. – Akashi pokręcił głową z dezaprobatą. – To wyjątkowy brak kultury.
 - E-ej! – Szybko wstałem z Kise. – To był wypadek! Szarpaliśmy się i Kise potknął się o dywan!
 - Aominecchi ma rację! – Model stanął przy mnie i wymachiwał energicznie rękoma. – Potknąłem się o dywan i przypadkiem pociągnąłem go za sobą! Jesteśmy tylko przyjaciółmi, naprawdę!
 - Kise-kun, nie krzycz – odezwał się Tetsu. – Może i macie rację, ale to wyglądało dość dziwacznie.
 - Tetsu – warknąłem. Jak ten karzeł coś powie, to potrafi ostro dowalić. – Jeśli jeszcze raz usłyszę, że mówisz coś takiego, to czarno widzę twoją przyszłość.
 - Powiedział czarnuch.
 Aż zaniemówiłem. Pamiętacie, co mówiłem o Akashim? Że to diabeł wcielony. Zmieniam zdanie. Wprawdzie jest diabłem wcielonym, ale ma brata, który na tym świecie nazywa się Kuroko Tetsuya i właśnie rozwścieczył mnie do granic możliwości. Nienawidzę, gdy ktoś śmieje się z mojej karnacji.
 - Masz dwie sekundy na ucieczkę – warknąłem, i zacząłem biec w jego stronę. Po chwili Tetsu zniknął, a ja się zatrzymałem. – Co za drań – szepnąłem. – I tak cię dorwę, Tetsu!
 Podejrzewam, że Kuroko cały czas był w holu, ale po prostu nie mogliśmy go dostrzec. Ja mu nie podaruję. Jak go tylko złapię, to drań ma przejebane.
 - Mam nadzieję, że nie będzie z waszą dwójką żadnych problemów – odezwał się Akashi, patrząc znacząco na mnie i Kise.
 - A-ale… Akashicchi – jąkał się model.
Prychnąłem tylko i odszedłem w stronę pokoju, który pełnił rolę mojej sypialni. Jeden wypadek, ale ile od razu rabanu! Że niby ja miałbym być gejem?! Niedoczekanie wszystkich, którzy na to liczą. Uwielbiam cycki, nie penisy. Faceci nie mają dużych piersi, więc to ich wyklucza na wstępie. Poza tym to zbyt ohydne. Dziewczyny są sto razy lepsze.
 Położyłem się na swoim futonie, kładąc ręce pod głową. Westchnąłem cicho i zacząłem się nudzić. Nawet nie mogłem pooglądać swoich pornosów, co często robię w wolnym czasie. Na facebooka nie chciało mi się wchodzić, na spacer po domu też nie miałem ochoty, na pogaduszki z tymi kretynami tym bardziej, więc zostało mi siedzenie w pokoju. Do kolacji mieliśmy jeszcze pół godziny, przez ten czas powinienem mieć spokój. Jakże się pomyliłem! Kilka minut później do pomieszczenia wszedł Kise i usiadł na swoim futonie. Zaczął przeglądać swoją torbę, co jakiś czas na mnie zerkając. Zaraz coś powiem, jestem pewien.
 Nagle model przerwał poszukiwania czegoś w swojej torbie i spojrzał na mnie nieco zmieszany.
 - Aominecchi.. – Zaczął. A nie mówiłem? – Nie gniewasz się za to przed chwilą?
 - To Akashi jest tu kretynem – mruknąłem. – Poza tym oni tylko żartowali. Wypadki zdarzają się każdemu, szczególni takim ciotom jak ty.
 - Aominecchi! – Podniósł głos i uderzył mnie poduszką.
 - Oż ty…! – Wziąłem do ręki swoją poduszkę i przywaliłem mu nią w głowę.
 Zaczęła się prawdziwa poduszkowa wojna. Nawzajem wymienialiśmy się ciosami, śmiejąc się przy tym i krzycząc na zmianę. Kilka minut później do pokoju wszedł Midorima wraz z Murasakibarą, a po chwili dołączyli do nich Akashi i Tetsu.
 - Co wy tu.. – Zaczął glon, ale ,,przypadkiem” rzuciłem w niego poduszką. – Aomine! – krzyknął, poprawiając spadające okulary.
 Oddał mi, lecz zdążyłem się przed tym ciosem uchylić. Nie minęła minuta, a wszyscy, nawet Akashi, przyłączyli się do wojny. Podzieliliśmy się na dwie drużyny. Do mojej dołączył kapitan oraz Tetsu, pozostała dwójka stanęła po stronie Kise. I się zaczęło. Murasakibara siedział na przeciwko mnie, więc to w niego najczęściej rzucałem, a on mi oczywiście oddawał, ciągle przy tym ziewając. Model trafił na Kuroko i często obrywał od niego w twarz. Akashi natomiast zajął się Midorimą i blokował każdy jego rzut.
 Piętnaście minut później skończyliśmy. Akashi podszedł do drzwi i powiedział:
 - Ułóżcie teraz te poduszki tak, jak były.
 - Ale ty też grałeś z nami! – zaprotestowałem.
 - Muszę uzgodnić coś z kucharzem.
 Wyszedł z pomieszczenia, ignorując moje wściekłe spojrzenie. Nie dość, że jakimś cudem z nami grał, to rozkazał nam sprzątać! Bezczelność! A potem się na mnie wścieka, że brak mi manier. No jak tam można?
 Poszliśmy na kolację i zajęliśmy swoje miejsca. Smażona makrela była całkiem niezłym pomysłem. I smacznym, to najważniejsze. Do tego herbata i warzywa. Jakże mogłoby być inaczej? Po posiłku poszliśmy się myć. Gorąca woda z wanno-basenu była naprawdę kojąca.
Aż przyjemnie się w niej siedziało. I wtedy mi się o czymś przypomniało.
 - Tetsu. – Obróciłem się w jego stronę, a gdy na mnie spojrzał, oplotłem ramieniem jego szyję. – Nazwałeś mnie wcześniej czarnuchem.
 - Aomine-kun, to był tylko ża…
 - Nienawidzę tego, nieważne czy na serio, czy w żartach. Zresztą powinieneś to już wiedzieć.
 Zacząłem go porządnie chlapać wodą, a w pewnym momencie go w niej zanurzyłem.
 - Aominecchi, nie top Kurokocchiego! – krzyknął Kise.
 - Spokojnie, Kise-kun, nic się nie dzieje – powiedział Tetsu, trzepiąc głową.
 Reszta przyglądała się nam bez słowa. Tylko Murasakibara narzekał na brak jedzenia, ale jedno spojrzenie Akashiego wystarczyło, by go uciszyć. Dopiero po tym, jak zemściłem się na Tetsu, zobaczyłem znajome żele pod prysznic. Wziąłem ten o zapachu czekolady i zacząłem wcierać go w swoje ciało. Kiedy skończyłem, odłożyłem tubkę na brzeg wanno-basenu, po czym oparłem się wygodnie o jego brzeg.
 - Aominecchi, mógłbyś..? – zaczął Kise, podając mi żel truskawkowy.
 - Wybij to sobie z głowy! – Zaprotestowałem. – Znowu mi ręce będą pachnieć truskawkami.
 - Kurokocchi, to może ty? – Zwrócił się do Tetsu.
 - Kise-kun, czy wtarcie sobie żelu pod prysznic jest dla ciebie aż tak trudne? – spytał Kuroko, wprawiając modela w zakłopotanie.
 - Nic nie rozumiecie – burknął, po czym wylał sobie żel na dłoń.
 Westchnąłem cicho i pokręciłem głową. Co za ciota…
Z kim ja się w ogóle zadaję? Nasz kapitan jest psycholem, mój najlepszy przyjaciel zachowuje się jak duch, Kise jest ciotą, Midorima ma bzika na punkcie horoskopów, a Murasakibara to olbrzymi żarłok. Tylko ja z tej grupy jestem normalny i zajebisty. Trudno pełnić rolę tego najlepszego, no ale ktoś musi to robić. Cóż, ten obowiązek spadł na mnie i szczerze mówiąc dobrze się z tym czuję.
 Oparłem się o brzeg wanno-basenu i zamknąłem oczy. W pewnej chwili poczułem, jak coś płynnego leje się na moją głowę. Odruchowo zerwałem się do pozycji siedzącej i dotknąłem swoich włosów. Kiedy powąchałem rękę, zamarłem. Kto śmiał zmoczyć mnie żelem truskawkowym?!
 - Aominecchi, umyj głowę – odezwał się Kise, odstawiając na bok tubkę ze swoim żelem.
 - Kise – warknąłem, obracając się w jego stronę. – Teraz to przesadziłeś.
 Złapałem go szybko za szyję, po czym go pochyliłem. Wylałem mu na głowę żel truskawkowy, czekoladowy, waniliowy, a następnie wiśniowy, po czym je roztarłem.
 - Aominecchi, szamponów się nie miesza! – krzyknął model, próbując mi się wyrwać.
 - A mojej głowy nie polewa się żelem truskawkowym!
Kiedy skończyłem mu wcierać żel we włosy, na chwilę zanurzyłem go w wodzie, po czym puściłem jego szyję i wróciłem na swoje miejsce. Oparłem się o brzeg wanno-basenu i spojrzałem z wrednym uśmiechem na blondyna.
 - Aominecchi, jesteś okropny – jęknął Ryouta i odsunął się trochę ode mnie, robiąc obrażoną minę.
 - Naprawdę się lubicie – skomentował Akashi, przyglądając się naszej dwójce.
 Znowu zaczyna… Ja nie mogę, co za natręt. To teraz wystarczy, że dotknę Kise, a ta gnida już powie, że jesteśmy parą? Nie mogę się już z tą ciotą drażnić, bo Akashi uzna, że wyznaję mu swoje uczucia? Co za popaprane miejsce.
 Poszliśmy do naszego pokoju i padliśmy na swoje futony.
 - Jutro wracamy do domu – powiedziałem, gdy Akashi wyszedł z pomieszczenia.
 - Nie było tak źle. – Zgodził się Kise. – Midorimacchi, nawet dałeś radę bez horoskopu!
 - Idioto, nie mów takich rzeczy przed czasem! – Krzyknął Midorima. Chwilę później nadepnął na pinezkę leżącą na podłodze. – To twoja wina! – Oskarżył Kise i poszedł do łazienki, przedtem przytrzaskując sobie palca drzwiami.  
 Rany… Praktycznie cały dzień wytrzymał, a na koniec taki pech go spotkał.. Chyba horoskop mu dziś nie sprzyjał. Ciekawe, co było jego szczęśliwym przedmiotem? Może jakiś pornos? Właśnie! Skoro o tym mowa, to za kilkanaście godzin odzyskam swoją Horikitę Mai! Wreszcie będę mógł pooglądać te cycuszki, które aż proszą się o macanie. Tak się rozmarzyłem o tych cyckach, że z zamyślenia wyrwał mnie Kise.
 - Aominecchi, ślinisz się.
 Szybko przetarłem usta ręką, po czym udałem, że nic się nie stało.
 - Aominecchi, znów myślałeś o dziewczynach z dużym biustem, prawda? – Kontynuował Kise, nie zwracając uwagi na moje ostrzegawcze spojrzenie. – Ty to się nigdy nie zmienisz. – Westchnął i położył się na swoim futonie.
 Kilka minut później wrócił obrażony na cały świat Midorima i bez żadnego słowa ułożył się na swoim posłaniu. Poszliśmy w jego ślady, jednak z godzinę jeszcze gadaliśmy. Właściwie to głównie konwersowałem z Kise, czasem odezwał się Murasakibara albo Tetsu, spytany o coś przez Ryoutę. Glon leżał niczym śpiąca królewna i nie odezwał się ani słowem. Jakoś nie chciałbym być księciem, który musiał by taką księżniczkę obudzić. Ble.. Już wolałbym być prawiczkiem. Nie! Cofam to! Chyba już wolałbym obudzić taką brzydulę, ale i tak bym od niej czym prędzej zwiał. Nie mam zamiaru być prawiczkiem do końca życia. Kiedyś trzeba takich cycków naprawdę dotknąć.  W życiu musi być rozrywka, nie?
 - E, Murasakibara – powiedziałem, gdy mieliśmy iść spać. – Jeśli znów ma ci burczeć w brzuchu, to idź do sąsiedniego pokoju.
 - Kuro-chin dał mi ciasteczka, więc nie powinienem aż tak szybko zgłodnieć – odparł i wpakował sobie co buzi trzy ciastka na raz. Potwór… Jak ktoś mi jeszcze raz powie, że dużo jem, to niech porówna moje porcje z porcjami tego olbrzyma.
 Westchnąłem cicho i zamknąłem oczy. Czas na sen o dużych, jędrnych cyckach.
                                                                           
                                                                          ***
  Wolność!
 Oł jeee! Następnego dnia koło jedenastej wyszliśmy z jego domu. Cała nasza piątka odetchnęła z ulgą, ale chyba najbardziej cieszył się Midorima, który mógł wreszcie sprawdzić swój horoskop. Okazało się, że jego szczęśliwym przedmiotem był papier toaletowy, więc Akashi łaskawie pozwolił mu jeden wziąć. Ja jednak czułem się oburzony i oszukany, gdyż ta gnida nie oddała mi moich pornosów! Tłumaczyła, że już wystarczająco się ich naoglądałem, więc te zostaną spalone. SKANDAL! A tak się cieszyłem, że będę mógł wreszcie obejrzeć te jędrne, piękne cycki… Cóż, ale od czego ma się kolekcję pornosów w domu?
 Oczywiście rano służba znów nas obudziła, ale tym razem nie miałem problemów ze wstaniem. Właściwie to pierwszy byłem gotowy do pójścia na śniadanie. Pewnie jesteście ciekawi, co takiego kucharz nam przygotował? Ryż, warzywa i herbatę. Nie takie złe, gdyby większość talerza nie stanowiły brokuły, których nienawidzę. Odmówiłem zjedzenia ich, ale gdy Akashi stanął za mną z nożyczkami w ręku, posłusznie wziąłem pałeczki i wszamałem cały posiłek w oka mgnieniu.  Mało przy tym nie zwymiotowałem, ale przynajmniej nadal żyję.
 Kise dostał z powrotem swoje kremu i od razu kilku użył, ciesząc się jak przy tym jak dziecko. Był nawet tak hojny i chciał mnie posmarować jakimś mazidłem, ale jedno moje spojrzenie skutecznie wyrzuciło mu z głowy ten pomysł. Murasakibara był wniebowzięty widokiem swoich słodkości, które po kilku minutach i tak zniknęły w jego brzuchu. Tetsu natomiast, jak to Tetsu, miał swoją kamienną twarz i nawet się nie uśmiechnął, gdy kucharz przygotował mu jego skake’a waniliowego.
 I tak oto zakończył się weekend u tej gnidy. Niestety tylko ja byłem poszkodowany, za co obraziłem się na Akashiego, ale podejrzewam, że ten i tak się tym nie przejął.
 - Myślę, że jeszcze was kiedyś na taki weekend zaproszę – odezwał się Sejiuro, żegnając nas przy bramie. Mimowolnie zadrżeliśmy na samą myśl o tym, że jeszcze kiedykolwiek mielibyśmy spędzić dwa dni w jego domu.
 - Ależ nie kłopocz się. – Podrapałem się nerwowo w tył głowy. – Nie chcielibyśmy ci zakłócać spokoju, prawda, chłopaki?
 Kise i Midorima skinęli głowami i na wszelki wypadek odsunęli się kilka kroków. I znów mnie wystawiają, cholernie tchórze!
 - Nie zakłócaliście. – Akashi zbliżył się do mnie z nożyczkami w ręce. – Wręcz przeciwnie, było bardzo zabawnie, nieprawdaż, Daiki? – Podsunął mi swoją broń do gardła, więc odruchowo przytaknąłem. Przy okazji poczułem, jak kropelka potu spływa mi po karku. – W takim razie do zobaczenia.
 Oddaliliśmy się szybko od jego domu, ani razu się przy tym nie odwracając. Gdy minęliśmy kilka ulic, szeroki uśmiech pojawił się na mojej twarzy.
 - No, wreszcie wolni! – krzyknąłem, obejmując Tetsu i Kise za szyję. – To co? Wycieczka do Maji Burgera?
 Przytaknęli, więc skierowaliśmy się do naszej ulubionej knajpki. Nagle Kise zatrzymał się, szukając czegoś w swojej torbie.
 - O Boże! – krzyknął, blednąc.
 - Kise-kun, co się stało? – spytał Tetsu, uważnie go obserwując.

 - Zapomniałem zabrać z domu Akashicchiego jednego kremu… 
_________________________________________________________________________________