___________________________________________________________________________________
~Akina~
- Jak to Ameryka?! –
wykrzyknął niezadowolony Aomine, gdy powiedziałam o wszystkim całej drużynie.
- No zwyczajnie – odparłam. – Kazał mi lecieć.
Ale to tylko kilka dni. Kagami będzie ze mną, więc nic mi nie będzie –
uśmiechnęłam się lekko. Gdy Taiga się o tym dowiedział, bardzo się ucieszył.
Wiem, że przy nim będę bezpieczna. – Szybko minie.
Kilka dni później miałam swój samolot.
Pożegnałam się z innymi i musiałam przekonywać Aomine, że nikt nie wpadnie mi w
oko. Obiecałam, że codziennie będę dzwonić, więc ostatni raz mnie przytulił,
pocałował mnie i łaskawie pozwolił mi lecieć. Pomachałam im na pożegnanie, po
czym zniknęłam za zakrętem. Ech, już za nimi tęsknię.
Podczas podróży czytałam i słuchałam muzyki. Ameryka…
Dawno tam nie byłam. Moi znajomi pewnie się trochę zmienili, ale najbardziej
jestem ciekawa wyglądu Taigi. Jak bardzo jest teraz przystojny i wysportowany…?
Jason rzeczywiście czekał na mnie przed
lotniskiem. To mężczyzna w średnim wieku, który pracuje u mojego ojca od lat.
Bardzo go lubię. Jest sympatyczny, a gdy byłam mała, przemycał dla mnie z
kuchni ciasteczka. Przywitałam się z nim, a on zapakował moje bagaże.
Kilkanaście minut później byliśmy pod domem. Stanęłam przed drzwiami. Czeka
mnie najgorsza część- przywitanie z ojcem.
- Proszę się nie bać, panienko – troszkę
odzwyczaiłam się od angielskiego, więc dopiero po chwili zorientowałam się, że
Jason mówi do mnie.
- Tak, tak…
Weszłam do holu, gdzie przywitały mnie piękne
obrazy drzewa i jezior. Chwilę potem znalazłam się w dużym salonie
przyozdobionym w czyjeś portrety oraz porcelanę.
- Akina – usłyszałam głos ojca i niechętnie
się odwróciłam.
Przede mną stał całkiem wysoki mężczyzna w
garniturze. Miał podsiwiałe włosy i trochę zaokrąglony brzuch. Jego wzrok był
zimny, a postawą przypominał posąg- nawet do mnie nie podszedł.
- Ojcze – cudem przeszło mi to przez gardło.
- Jason zaprowadzi cię do pokoju. Chcę, byś
wróciła na kolację. O osiemnastej trzydzieści masz być w domu. Jutro przyjeżdża
twoja ciotka, więc twoje zachowanie ma być odpowiednie. Rozumiemy się? –
skinęłam głową. – Dobrze, w takim razie możesz iść.
Łaskawca jeden. Skierowałam się za staruszkiem
do swojego pokoju. Nic się nie zmienił. Każdy mebel był na swoim miejscu,
żadna z rzeczy nie przesunęła się nawet
o centymetr.
- Sprzątnąłem tu, więc ma panienka czysto i
przytulnie – odezwał się Jason.
Podziękowałam mu, a on uśmiechnął się ciepło.
To jedyna osoba w domu, którą naprawdę
lubię i szanuję.
Schowałam telefon do kieszeni krótkich
spodenek i wyszłam na dwór. Czas spotkać się z Taigą. Wreszcie. Czekałam na to
od dnia, w którym przyleciałam do Tokio.
Pamiętam jeszcze miasto. Pamiętam miejsce, w
którym mieliśmy się spotkać. Pamiętam każdą chwilę spędzoną z Kagamim. Rozglądałam
się uważnie i przypominałam sobie sklepy, ławeczki, pomniki… Niektóre rzeczy
się zmieniły. Mimo tego to wciąż było miasto, w którym mieszkałam przez kilka
długich lat życia.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Nagle na kogoś
wpadłam. Obiłam się o klatkę piersiową wysokiego mężczyzny i upadłabym, gdyby
mnie nie podtrzymał.
- Przepraszam – powiedziałam i spojrzałam w
górę. – Naprawdę nie… Taiga?!
Przede mną stał wysoki, szczupły, wysportowany
chłopak z ciemnoczerwonymi włosami, bordowymi oczami, podwójnymi brwiami i
dobrze mi znanym uśmiechem, który strasznie lubię.
- Dobrze cię znowu widzieć – uśmiechnął się
jeszcze szerzej, po czym mnie przytulił. Prawie jakbym stała przy Aomine.
Kagami był od niego może o dwa centymetry niższy.
- Ciebie też – objęłam go. – Matko, aleś ty
wyrósł! I postura ci się zmieniła!
- Ostro trenowałem. A co z tym twoim Aomine?
- Bez zmian. Nie chciał mnie tu w ogóle
puścić.
- To znaczy, że mu na tobie zależy – mrugnął
do mnie.
Zaczęliśmy rozmawiać, śmiać się, opowiadać o
tym, co się działo w ostatnim czasie i dopiero wtedy poczułam, jak bardzo mi go
brakowało w Japonii.
~Aomine~
No to se jej ojczulek wymyślił. Ameryka!
Pewnie, może od razu Antarktyda! A jak spotka tam gwałciciela albo swojego
byłego? A jak ktoś zrobi jej krzywdę i ten cały Kagami nie zdąży jej uratować? A
jak ktoś ją napadnie i okradnie? Tak, martwię się o nią. I tak, chcę, by
wróciła.
Na treningi w dalszym ciągu nie chodziłem. Nie
mam po co. Zresztą trener i tak mi pozwoli, ale ma meczach muszę grać. Nawet on
nie potrafił nic zrobić. Już przywykłem do myśli, że jestem nieokiełznaną i
niepokonaną bestią. Potworem. Ech, cóż poradzić. Po prostu jestem zbyt
zajebisty i ta zajebistość zaczęła ze mnie jeszcze bardziej wyciekać. Król
boiska, Aomine Daiki, stawia wszystkim graczom wyzwanie- walczcie na równi ze
mną! Ten, kto zdoła mnie pokonać… Po prostu będzie dalej żył. Nie żeby takie
coś miało się zdarzyć, po prostu nadal czekam na takiego osobnika.
Akina rzeczywiście codziennie dzwoniła. Znaczy
była w Ameryce dopiero jeden dzień, ale to i tak zawsze jakiś początek. Jeżeli
coś jej się stanie, to nie będę nawet czekał na samolot. Przepłynę ocean (chyba
Spokojny), przebiegnę wszystkie stany Ameryki, by do niej dotrzeć, a na koniec
spiorę zbója, który ośmielił się jej dotknąć. Nie wiem, jak to zrobię, ale
wściekłemu mnie lepiej schodzić z drogi.
- Daiki, chodź na kolację! – zawołała mnie
mama.
Usiadłem naprzeciwko niej i zacząłem jeść.
- Martwisz się o Akinę? – spytała nagle. Całe
szczęście, że zdążyłem wcześniej przełknąć porcję jedzenia, bo prawdopodobnie
zacząłbym się dławić. – To nic nadzwyczajnego. Jeśli się kogoś kocha, to
naturalne, że boimy się o tę osobę. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że
jesteście razem!
I w ten oto sposób przez całą kolację musiałem
słuchać jej paplaniny o tym, jaka to ona jest przeszczęśliwa i że Akina
naprawdę bardzo do mnie pasuje. Kiedy wreszcie udało mi się wyjść z kuchni i
wejść do swojego pokoju, rzuciłem się na łóżko i wziąłem telefon do ręki.
Żadnej wiadomości od niej. Jezu, a jak ktoś ją naprawdę napadł?! Nie, pewnie je
kolację czy coś… Tia. Jeszcze trochę i stwierdzę u siebie obsesję dotyczącą
Akiny. Przecież jest z nią ten jej ukochany braciszek, więc nie powinno jej się
nic stać. Jak patrzyłem na ich zdjęcia, to Kagami wydawał się być całkiem
silny, ale to nie znaczy, że da radę ją obronić. Niech no tylko dowiem się, że coś jej się stało, to
w pierwszej kolejności oberwie przestępca, a w drugiej Taiga za to, że jej nie
uratował.
Akina ma wrócić za dwa dni. Rzeczywiście ten
czas szybko mija. Dopiero co wyleciała, a już niedługo wraca.
Siedziałem wraz z resztą drużyny i Sayaką na
szkolnym boisku. Robiło się coraz chłodniej, Słońce już tak bardzo nie grzało.
Zasunąłem bluzę i schowałem ręce do kieszeni. Nie jest jeszcze aż tak zimno,
ale z ciepłymi dłońmi zawsze jest milej. Nagle usłyszeliśmy dźwięk telefonu.
Kuso wyjęła komórkę z kiszeni i włączyła głośnik.
- Hej, Akina! – krzyknęła uradowana. – Co tam
u ciebie?
- Dobrze…
w miarę – wiedziałem, że coś jest nie tak.
- Nie kłam! – krzyknąłem. – Co się stało?
- Nic,
naprawdę. Po prostu jestem zmęczona.
- Akurat! Nie od dziś cię znam i wiem, że coś
się stało. Mów!
- To nic…
- Mów! – nalegała Sayaka.
- Nie, naprawdę…
Nagle usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi i
usłyszeliśmy głośny krzyk jakiegoś faceta. Akina wyszeptała jedno słowo:
ojciec. Zaczęła się kłótnia, facet miał do niej o coś pretensje, ale że nie
rozumiałem angielskiego, nie wiedziałem, co mówią. Niespodziewanie Hyuga głośno
pisnęła i chyba upadła, bo coś nieźle gruchnęło o podłogę. Po chwili do pokoju
wszedł ktoś jeszcze i zaczął krzyczeć na tego faceta. Któryś trzasnął drzwiami,
a my usłyszeliśmy cichy szloch Akiny.
- T-Taiga…
- wyszeptała przez łzy.
Domyślam się, że drugą osobą, która wdarła się
do pokoju, był Kagami. Ale co się tam, do jasnej cholery, wydarzyło?!
- Akina,
uderzył cię? – spytał po japońsku chłopak. – Pokaż.
Uderzył ją?! Ten skurwiel, który uważa się za
jej ojca, uderzył ją?!
- Nie,
zostaw… - jęknęła dziewczyna. – Taiga,
boję się go…
- Ja cię
obronię… - próbował ją pocieszyć. – Nie
bój się. Będzie dobrze.
- Chcę do Tokio.
- Polecisz tam za dwa dni.
- Ale ja z nim nie wytrzymam! Taiga, zabierz
mnie od niego, proszę…
Podejrzewam, że bardziej się rozpłakała.
- Ej,
siostra, jestem przy tobie. Nie musisz się bać. Mam w domu jeden pokój wolny.
Chcesz skorzystać?
- A twój ojciec…?
- Jest w interesach w Waszyngtonie. Wraca
dopiero za tydzień.
- N-Naprawdę mogę?
- Pewnie. Jeśli dzięki temu przestaniesz się
bać, to…
- Dziękuję!
Zaraz, zaraz, czy ona
będzie mieszkać z chłopakiem?! I to z kimś, kto nie jest mną?! Niedopuszczalne!
Przecież to… Ale w sumie to lepsze niż mieszkanie z ojcem. Kagami przynajmniej
jej nie uderzy. Gdybym tylko znalazł tego jej ojca, tak bym mu przypierdolił,
że już nigdy więcej nie podniósłby na Akinę ręki. A jeśli to nie był pierwszy
raz i ona już wcześniej była bita?
Naszła mnie nagła potrzeba przytulenia jej.
~Akina~
Uderzył mnie. Naprawdę
to zrobił. I to z durnego powodu. Ciotka chciała, bym pojechała z nią do Los
Angeles, gdzie zapisałaby mnie do szkoły prywatnej. Ojciec się z nią zgodził i
powiedział, że to bardzo dobry pomysł. Dzięki temu wyrosnę na porządną kobietę i nie
będę jak mama. Wtedy nie wytrzymałam i zaczęłam na nich wrzeszczeć, przeklinać
i nie zwracałam uwagi na groźby taty. Wybiegłam z salonu i zamknęłam się w
swoim pokoju. O wszystkim powiedziałam Taidze, który przybiegł do mnie
kilkanaście minut po moim telefonie. Jedyny, na którego mogę teraz liczyć.
Siedziałam na łóżku wtulona w jego tors.
Gładził mnie po włosach i lekko się kołysał. Pamiętał, że to działa na mnie
uspokajająco. Byłam mu tak wdzięczna, że słowami nigdy bym tego nie wyraziła.
Tak się cieszę, że pozwolił mi u siebie zamieszkać! Uwolnię się od ojca i będę
miała święty spokój.
Wspomniałam ostatnią rozmowę z Aomine. Miał
taki zmartwiony i jednocześnie wściekły głos... Naprawdę się o mnie martwi. To
takie miłe uczucie wiedzieć, że na zupełnie innym kontynencie, w miejscu, które
jest dla mnie domem, czeka na mnie ktoś, kogo szczerze kocham i ten ktoś
odwzajemnia moje uczucie.
- Boli cię jeszcze? – spytał z troską Kagami.
- Nie, już nie – odparłam. Przy nim czuję się
naprawdę bezpiecznie.
- Będziesz miała niezłego siniaka.
- Zagoi się.
- Przepraszam – powiedział nagle, co mnie
zbiło z tropu.
- Za co? – spojrzałam na niego zdziwiona.
- Gdybym przyszedł wcześniej… - zacisnął
pięści. – Mógłbym cię wcześniej uratować, a tak…
- Nie obwiniaj się, proszę – zaczęłam
błagalnie. – Jeśli będziesz się obwiniał, ja… ja… będę czuła się wszystkiemu
winna – spuściłam głowę. – Taiga, błagam, nie rób głupstw.
Ponownie mnie przytulił i zaczął gładzić moje
włosy.
- Obiecuję – szepnął. – Obiecuję, że mu nie
przypierdolę.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Taiga… Cały Taiga.
Zawsze się o mnie troszczy i chce dla mnie jak najlepiej. I jak mam go nie
traktować jak brata? Właściwie to często zapominam, że nie jesteśmy
spokrewnieni i spotkaliśmy się przypadkiem na ulicy. Pierwszy do mnie podszedł
i zaczął rozmowę. Jakoś tak wyszło, że zaczęliśmy się częściej spotykać, aż w
końcu nazwał mnie ,,siostrą”. Byłam przeszczęśliwa, bo nigdy nie miałam
rodzeństwa. Podobno kiedyś miałam mieć siostrę, ale doszło do poronienia, z
czego mój ojciec niezmiernie się cieszył, a matka była zrozpaczona.
- Taiga… - zaczęłam. – Jak przylecisz do
Japonii, to będziemy się spotykać? Ty, ja, Sayaka, Aomine, Kise i cała reszta?
I Himuro?
Gdy
Kagami usłyszał ostatnie imię, cały się spiął i mnie puścił. Spuścił głowę i
posmutniał.
- Mówiłem ci, że nie chcę o nim rozmawiać –
burknął, a w jego głosie słyszałam smutek i żal. Skoro chce, by Tatsuya był
znów jego bratem, to czemu normalnie nie pogadają? Zachowują się jak dzieci. Durny
zakład ma wpłynąć na ich życie i relacje? No sorry wielkie, ale tak postępują
bachory w przedszkolu!
- Kiedy wreszcie zamierzasz z nim poważnie
porozmawiać?
Nie odpowiedział, tylko odwrócił głowę.
Westchnęłam i poklepałam go po ramieniu. Chciałabym, byśmy wszyscy mieszkali
razem w Tokio. Ja, Sayaka, Taiga, Aomine i reszta Pokolenia Cudów. To by było
spełnienie mojego najnowszego marzenia.
____________________________________________________________________________________





Aaa!!! Kolejne códo.
OdpowiedzUsuńAoś*.*
Tygrysek*.*
Ty. :-(
Noo... Nie rozpisze sie dzisiaj, bo... Wole jednak takie... Weselsze historie... Ale to i tak było świetne!
Troskliwy Aomine *.*
I Kagami*.*
WIELBIE ICH <3
Papa<3
Weeeny!
Dziękuję ^^ Ale nie gniewasz się, że taki smutny klimat, mam nadzieję? O_o
UsuńNie gniewam ;-)
Usuń...
OdpowiedzUsuń*smuteg*
...
Stwierdzam, że oficjalnie nienawidze ojca Akiny. Ja tu cała happy, że rozdział, taki fajny gościu jak Jason, spotkanie Taigi i w ogóle aż tu nagle... smuteg. I Aoś teraz się zaczął taki samolubny robić i wredny...
No naprawdę nie wiem co ci napisać...
Miłego pisania aniołku...
(Ale i tak cię kocham, żeby nie było! <3)
Dziękuję ^^ :D ufff... nadal ktoś to będzie czytał!
Usuń"- Jak to Ameryka?! – wykrzyknął niezadowolony Aomine, gdy powiedziałam o wszystkim całe drużynie." ~ całej
OdpowiedzUsuń"Weszłam do holu, gdzie przywitały mnie piękne obrazy drzewa i jezior." ~ Coś mi nie gra w tym zdaniu :C
" Siedziałem wraz z resztą drużyny i Sayaką na szkolnym boisku. Robiło się coraz chłodniej, Słońce już tak bardzo nie grzało." ~ Mam wątpliwości, czy "słońce" powinno być małą czy wielką literą, więc znalazłam to: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/b-ziemia-b-czy-b-Ziemia-b-slonce-czy-Slonce;10778.html Sama zdecyduj, co miałaś na myśli ;D
"Uderzył ją?! Te skurwiel, który uważa się za jej ojca, uderzył ją?!" ~ Ten
"Podejrzewam, że bardziej się rozpłakała." ~ Coś mi w tym zdaniu nie gra :c
"Ojciec się z nią zgodził i powiedział, że to bardzo dobry." ~ Bardzo dobry co?
Trochę za szybko lecisz z akcją :c Spójrz tylko - na początku rozdziału Akina mówi, że pojedzie do Ameryki, a pod koniec niedługo ma wracać. Trochę mi to przeszkadzało, ale dobra, już się nie czepiam XD
Bardzo nie spodobało mi się zachowanie ojca Akiny - jak mógł uderzyć własną córkę? Albo cieszyć się, że jego żona poroniła? Cóż, temat przemocy w rodzinie jest mi znany aż za dobrze, więc lepiej wypowiadać się zbyt długo nie będę, bo zacznę przeklinać :/ Niemniej spodobało mi się zachowanie Kagamiego.
Cóż, mam nadzieję, że Akina wróci szybko do Aomine i wszystko skończy się dla bohaterów dobrze, choć mam pewną teorię na temat zakończenia XD Ale o tym się nie wypowiem :3 Dodam, że czekam na dalszy ciąg!
Ostatnie zdania tekstu są czarne, co utrudnia czytanie :C
Ło, nie zauważyłam tego czarnego tekstu... Sorki, zaraz poprawię ;)
OdpowiedzUsuńI dziękuję za wytknięcie błędów :D
JAK ON ŚMIAŁ JĄ UDERZYĆ?! ZNAJDĘ GO I....
OdpowiedzUsuńSupcioo rozdzialik :D
''No to se jej ojczulek wymyślił. Ameryka! Pewnie, może od razu Antarktyda!'' - następnym razem może być i Antarktyda XD
''A jak spotka tam gwałciciela albo swojego byłego? A jak ktoś zrobi jej krzywdę i ten cały Kagami nie zdąży jej uratować? A jak ktoś ją napadnie i okradnie? Tak, martwię się o nią. I tak, chcę, by wróciła.'' - Boziuu, jaki Daikuś jest troskliwy ^^
''Niech no tylko dowiem się, że coś jej się stało, to w pierwszej kolejności oberwie przestępca, a w drugiej Taiga za to, że jej nie uratował.'' - bojowe nastawienie Daiki'ego ^-^
Super rozdział i czekam na kolejny. Weny ~ Osama
Dziękować ^^ :D
UsuńAiko, która ma sklerozę, a skleroza nie boli...W końcu przypomniała sobie o komentowaniu ;-; TO jakiś postęp w mym nędznym życiu ;-;
OdpowiedzUsuńGomene, że wcześniej nie komentowałam...;-; P-Po prostu zapominałam..a jak już wspomniałam, skleroza nie boli...A szkoda...
Tak więc, nawiązując do rozdziału...Jak zwykle był bardzo bardzo fajnie :3 Tylko tak jak już wcześniej w k-komentarzu wspomniano...A-Akcja za szybko leci ;-; Ale tak poza tym było super..^^
A t-teraz...*nie może usiedzieć na miejscu* J-Jak on śmiał ją uderzyć..? J-jakim prawem w ogóle..? ;-; A-Aiko nie znosi przemocy, ale...d-dla niego zrobiłaby wyjątek ;-; N-No nic tylko pogrzebać takiego i tyle ;-;
Aomine taki troskliwyyyy <3 L-Lucię go takiego...*lekki uśmiech*
Rozdział n-naprawdę bardzo fajnie, wyszedł..^^
Czekam na kolejny <3 D-Dużo weny życzę <3
Dziękuję :3 :*** <3
UsuńTeż czasem zapominam o różnych rzeczach, więc cię rozumiem ;)
Kagami ty bohaterze *^* *patrzy z uwielbieniem na to ostatnie, urocze zdjęcie hasztag obrazek*Aff~~ Ojciec Akiny taki zły.. A przypierdol mu *mówi takim głosem jak jest to mówione na tym "właściwym" nagraniu**
OdpowiedzUsuń*jest późno i ona już nie ma pomysłu na komentarze* Pozdrawiam
Kagami-bohater, dumnie noszący na piersi literkę ,,K" :D ;P
UsuńBajoo <3