niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział 27

Przerwa w yaoicach, dziś dodałam kolejny rozdział opowiadania o Akinie i Aomine :D
___________________________________________________________________________________
 

~Akina~

  - Jak to Ameryka?! – wykrzyknął niezadowolony Aomine, gdy powiedziałam o wszystkim całej drużynie.

 - No zwyczajnie – odparłam. – Kazał mi lecieć. Ale to tylko kilka dni. Kagami będzie ze mną, więc nic mi nie będzie – uśmiechnęłam się lekko. Gdy Taiga się o tym dowiedział, bardzo się ucieszył. Wiem, że przy nim będę bezpieczna. – Szybko minie.

 Kilka dni później miałam swój samolot. Pożegnałam się z innymi i musiałam przekonywać Aomine, że nikt nie wpadnie mi w oko. Obiecałam, że codziennie będę dzwonić, więc ostatni raz mnie przytulił, pocałował mnie i łaskawie pozwolił mi lecieć. Pomachałam im na pożegnanie, po czym zniknęłam za zakrętem. Ech, już za nimi tęsknię.

 Podczas podróży czytałam i słuchałam muzyki. Ameryka… Dawno tam nie byłam. Moi znajomi pewnie się trochę zmienili, ale najbardziej jestem ciekawa wyglądu Taigi. Jak bardzo jest teraz przystojny i wysportowany…?

 Jason rzeczywiście czekał na mnie przed lotniskiem. To mężczyzna w średnim wieku, który pracuje u mojego ojca od lat. Bardzo go lubię. Jest sympatyczny, a gdy byłam mała, przemycał dla mnie z kuchni ciasteczka. Przywitałam się z nim, a on zapakował moje bagaże. Kilkanaście minut później byliśmy pod domem. Stanęłam przed drzwiami. Czeka mnie najgorsza część- przywitanie z ojcem.

 - Proszę się nie bać, panienko – troszkę odzwyczaiłam się od angielskiego, więc dopiero po chwili zorientowałam się, że Jason mówi do mnie.

 - Tak, tak…

 Weszłam do holu, gdzie przywitały mnie piękne obrazy drzewa i jezior. Chwilę potem znalazłam się w dużym salonie przyozdobionym w czyjeś portrety oraz porcelanę.

 - Akina – usłyszałam głos ojca i niechętnie się odwróciłam.

 Przede mną stał całkiem wysoki mężczyzna w garniturze. Miał podsiwiałe włosy i trochę zaokrąglony brzuch. Jego wzrok był zimny, a postawą przypominał posąg- nawet do mnie nie podszedł.

 - Ojcze – cudem przeszło mi to przez gardło.

 - Jason zaprowadzi cię do pokoju. Chcę, byś wróciła na kolację. O osiemnastej trzydzieści masz być w domu. Jutro przyjeżdża twoja ciotka, więc twoje zachowanie ma być odpowiednie. Rozumiemy się? – skinęłam głową. – Dobrze, w takim razie możesz iść.

 Łaskawca jeden. Skierowałam się za staruszkiem do swojego pokoju. Nic się nie zmienił. Każdy mebel był na swoim miejscu, żadna  z rzeczy nie przesunęła się nawet o centymetr.

 - Sprzątnąłem tu, więc ma panienka czysto i przytulnie – odezwał się Jason.

 Podziękowałam mu, a on uśmiechnął się ciepło. To jedyna osoba  w domu, którą naprawdę lubię i szanuję.

 Schowałam telefon do kieszeni krótkich spodenek i wyszłam na dwór. Czas spotkać się z Taigą. Wreszcie. Czekałam na to od dnia, w którym przyleciałam do Tokio.

 Pamiętam jeszcze miasto. Pamiętam miejsce, w którym mieliśmy się spotkać. Pamiętam każdą chwilę spędzoną z Kagamim. Rozglądałam się uważnie i przypominałam sobie sklepy, ławeczki, pomniki… Niektóre rzeczy się zmieniły. Mimo tego to wciąż było miasto, w którym mieszkałam przez kilka długich lat życia.

 Uśmiechnęłam się pod nosem. Nagle na kogoś wpadłam. Obiłam się o klatkę piersiową wysokiego mężczyzny i upadłabym, gdyby mnie nie podtrzymał.

 - Przepraszam – powiedziałam i spojrzałam w górę. – Naprawdę nie… Taiga?!

 Przede mną stał wysoki, szczupły, wysportowany chłopak z ciemnoczerwonymi włosami, bordowymi oczami, podwójnymi brwiami i dobrze mi znanym uśmiechem, który strasznie lubię.

 - Dobrze cię znowu widzieć – uśmiechnął się jeszcze szerzej, po czym mnie przytulił. Prawie jakbym stała przy Aomine. Kagami był od niego może o dwa centymetry niższy.

 - Ciebie też – objęłam go. – Matko, aleś ty wyrósł! I postura ci się zmieniła!

 - Ostro trenowałem. A co z tym twoim Aomine?

 - Bez zmian. Nie chciał mnie tu w ogóle puścić.

 - To znaczy, że mu na tobie zależy – mrugnął do mnie.

 Zaczęliśmy rozmawiać, śmiać się, opowiadać o tym, co się działo w ostatnim czasie i dopiero wtedy poczułam, jak bardzo mi go brakowało w Japonii.

 

 ~Aomine~

   No to se jej ojczulek wymyślił. Ameryka! Pewnie, może od razu Antarktyda! A jak spotka tam gwałciciela albo swojego byłego? A jak ktoś zrobi jej krzywdę i ten cały Kagami nie zdąży jej uratować? A jak ktoś ją napadnie i okradnie? Tak, martwię się o nią. I tak, chcę, by wróciła.

 Na treningi w dalszym ciągu nie chodziłem. Nie mam po co. Zresztą trener i tak mi pozwoli, ale ma meczach muszę grać. Nawet on nie potrafił nic zrobić. Już przywykłem do myśli, że jestem nieokiełznaną i niepokonaną bestią. Potworem. Ech, cóż poradzić. Po prostu jestem zbyt zajebisty i ta zajebistość zaczęła ze mnie jeszcze bardziej wyciekać. Król boiska, Aomine Daiki, stawia wszystkim graczom wyzwanie- walczcie na równi ze mną! Ten, kto zdoła mnie pokonać… Po prostu będzie dalej żył. Nie żeby takie coś miało się zdarzyć, po prostu nadal czekam na takiego osobnika.

 Akina rzeczywiście codziennie dzwoniła. Znaczy była w Ameryce dopiero jeden dzień, ale to i tak zawsze jakiś początek. Jeżeli coś jej się stanie, to nie będę nawet czekał na samolot. Przepłynę ocean (chyba Spokojny), przebiegnę wszystkie stany Ameryki, by do niej dotrzeć, a na koniec spiorę zbója, który ośmielił się jej dotknąć. Nie wiem, jak to zrobię, ale wściekłemu mnie lepiej schodzić z drogi.

 - Daiki, chodź na kolację! – zawołała mnie mama.

 Usiadłem naprzeciwko niej i zacząłem jeść.

 - Martwisz się o Akinę? – spytała nagle. Całe szczęście, że zdążyłem wcześniej przełknąć porcję jedzenia, bo prawdopodobnie zacząłbym się dławić. – To nic nadzwyczajnego. Jeśli się kogoś kocha, to naturalne, że boimy się o tę osobę. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że jesteście razem!

 I w ten oto sposób przez całą kolację musiałem słuchać jej paplaniny o tym, jaka to ona jest przeszczęśliwa i że Akina naprawdę bardzo do mnie pasuje. Kiedy wreszcie udało mi się wyjść z kuchni i wejść do swojego pokoju, rzuciłem się na łóżko i wziąłem telefon do ręki. Żadnej wiadomości od niej. Jezu, a jak ktoś ją naprawdę napadł?! Nie, pewnie je kolację czy coś… Tia. Jeszcze trochę i stwierdzę u siebie obsesję dotyczącą Akiny. Przecież jest z nią ten jej ukochany braciszek, więc nie powinno jej się nic stać. Jak patrzyłem na ich zdjęcia, to Kagami wydawał się być całkiem silny, ale to nie znaczy, że da radę ją obronić. Niech  no tylko dowiem się, że coś jej się stało, to w pierwszej kolejności oberwie przestępca, a w drugiej Taiga za to, że jej nie uratował.

  

 Akina ma wrócić za dwa dni. Rzeczywiście ten czas szybko mija. Dopiero co wyleciała, a już niedługo wraca.

 Siedziałem wraz z resztą drużyny i Sayaką na szkolnym boisku. Robiło się coraz chłodniej, Słońce już tak bardzo nie grzało. Zasunąłem bluzę i schowałem ręce do kieszeni. Nie jest jeszcze aż tak zimno, ale z ciepłymi dłońmi zawsze jest milej. Nagle usłyszeliśmy dźwięk telefonu. Kuso wyjęła komórkę z kiszeni i włączyła głośnik.

 - Hej, Akina! – krzyknęła uradowana. – Co tam u ciebie?

 - Dobrze… w miarę – wiedziałem, że coś jest nie tak.

 - Nie kłam! – krzyknąłem. – Co się stało?

 - Nic, naprawdę. Po prostu jestem zmęczona.

 - Akurat! Nie od dziś cię znam i wiem, że coś się stało. Mów!

 - To nic…

 - Mów! – nalegała Sayaka.

 - Nie, naprawdę…

 Nagle usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi i usłyszeliśmy głośny krzyk jakiegoś faceta. Akina wyszeptała jedno słowo: ojciec. Zaczęła się kłótnia, facet miał do niej o coś pretensje, ale że nie rozumiałem angielskiego, nie wiedziałem, co mówią. Niespodziewanie Hyuga głośno pisnęła i chyba upadła, bo coś nieźle gruchnęło o podłogę. Po chwili do pokoju wszedł ktoś jeszcze i zaczął krzyczeć na tego faceta. Któryś trzasnął drzwiami, a my usłyszeliśmy cichy szloch Akiny.

 - T-Taiga… - wyszeptała przez łzy.

 Domyślam się, że drugą osobą, która wdarła się do pokoju, był Kagami. Ale co się tam, do jasnej cholery, wydarzyło?!

 - Akina, uderzył cię? – spytał po japońsku chłopak. – Pokaż.

 Uderzył ją?! Ten skurwiel, który uważa się za jej ojca, uderzył ją?!

 - Nie, zostaw… - jęknęła dziewczyna. – Taiga, boję się go…

 - Ja cię obronię… - próbował ją pocieszyć. – Nie bój się. Będzie dobrze.

 - Chcę do Tokio.

 - Polecisz tam za dwa dni.

 - Ale ja z nim nie wytrzymam! Taiga, zabierz mnie od niego, proszę…

 Podejrzewam, że bardziej się rozpłakała.

 - Ej, siostra, jestem przy tobie. Nie musisz się bać. Mam w domu jeden pokój wolny. Chcesz skorzystać?

 - A twój ojciec…?

 - Jest w interesach w Waszyngtonie. Wraca dopiero za tydzień.

 - N-Naprawdę mogę?

 - Pewnie. Jeśli dzięki temu przestaniesz się bać, to…

 - Dziękuję!

  Zaraz, zaraz, czy ona będzie mieszkać z chłopakiem?! I to z kimś, kto nie jest mną?! Niedopuszczalne! Przecież to… Ale w sumie to lepsze niż mieszkanie z ojcem. Kagami przynajmniej jej nie uderzy. Gdybym tylko znalazł tego jej ojca, tak bym mu przypierdolił, że już nigdy więcej nie podniósłby na Akinę ręki. A jeśli to nie był pierwszy raz i ona już wcześniej była bita?

 Naszła mnie nagła potrzeba przytulenia jej.

 

 ~Akina~

  Uderzył mnie. Naprawdę to zrobił. I to z durnego powodu. Ciotka chciała, bym pojechała z nią do Los Angeles, gdzie zapisałaby mnie do szkoły prywatnej. Ojciec się z nią zgodził i powiedział, że to bardzo dobry pomysł. Dzięki temu wyrosnę na porządną kobietę i nie będę jak mama. Wtedy nie wytrzymałam i zaczęłam na nich wrzeszczeć, przeklinać i nie zwracałam uwagi na groźby taty. Wybiegłam z salonu i zamknęłam się w swoim pokoju. O wszystkim powiedziałam Taidze, który przybiegł do mnie kilkanaście minut po moim telefonie. Jedyny, na którego mogę teraz liczyć.

 Siedziałam na łóżku wtulona w jego tors. Gładził mnie po włosach i lekko się kołysał. Pamiętał, że to działa na mnie uspokajająco. Byłam mu tak wdzięczna, że słowami nigdy bym tego nie wyraziła. Tak się cieszę, że pozwolił mi u siebie zamieszkać! Uwolnię się od ojca i będę miała święty spokój.

 Wspomniałam ostatnią rozmowę z Aomine. Miał taki zmartwiony i jednocześnie wściekły głos... Naprawdę się o mnie martwi. To takie miłe uczucie wiedzieć, że na zupełnie innym kontynencie, w miejscu, które jest dla mnie domem, czeka na mnie ktoś, kogo szczerze kocham i ten ktoś odwzajemnia moje uczucie.

 - Boli cię jeszcze? – spytał z troską Kagami.

 - Nie, już nie – odparłam. Przy nim czuję się naprawdę bezpiecznie.

 - Będziesz miała niezłego siniaka.

 - Zagoi się.

 - Przepraszam – powiedział nagle, co mnie zbiło z tropu.

 - Za co? – spojrzałam na niego zdziwiona.

 - Gdybym przyszedł wcześniej… - zacisnął pięści. – Mógłbym cię wcześniej uratować, a tak…

 - Nie obwiniaj się, proszę – zaczęłam błagalnie. – Jeśli będziesz się obwiniał, ja… ja… będę czuła się wszystkiemu winna – spuściłam głowę. – Taiga, błagam, nie rób głupstw.

 Ponownie mnie przytulił i zaczął gładzić moje włosy.

 - Obiecuję – szepnął. – Obiecuję, że mu nie przypierdolę.

  Uśmiechnęłam się pod nosem. Taiga… Cały Taiga. Zawsze się o mnie troszczy i chce dla mnie jak najlepiej. I jak mam go nie traktować jak brata? Właściwie to często zapominam, że nie jesteśmy spokrewnieni i spotkaliśmy się przypadkiem na ulicy. Pierwszy do mnie podszedł i zaczął rozmowę. Jakoś tak wyszło, że zaczęliśmy się częściej spotykać, aż w końcu nazwał mnie ,,siostrą”. Byłam przeszczęśliwa, bo nigdy nie miałam rodzeństwa. Podobno kiedyś miałam mieć siostrę, ale doszło do poronienia, z czego mój ojciec niezmiernie się cieszył, a matka była zrozpaczona.

 - Taiga… - zaczęłam. – Jak przylecisz do Japonii, to będziemy się spotykać? Ty, ja, Sayaka, Aomine, Kise i cała reszta? I Himuro?

Gdy Kagami usłyszał ostatnie imię, cały się spiął i mnie puścił. Spuścił głowę i posmutniał.

 - Mówiłem ci, że nie chcę o nim rozmawiać – burknął, a w jego głosie słyszałam smutek i żal. Skoro chce, by Tatsuya był znów jego bratem, to czemu normalnie nie pogadają? Zachowują się jak dzieci. Durny zakład ma wpłynąć na ich życie i relacje? No sorry wielkie, ale tak postępują bachory w przedszkolu!

 - Kiedy wreszcie zamierzasz z nim poważnie porozmawiać?

 Nie odpowiedział, tylko odwrócił głowę. Westchnęłam i poklepałam go po ramieniu. Chciałabym, byśmy wszyscy mieszkali razem w Tokio. Ja, Sayaka, Taiga, Aomine i reszta Pokolenia Cudów. To by było spełnienie mojego najnowszego marzenia.
____________________________________________________________________________________




 

13 komentarzy:

  1. Aaa!!! Kolejne códo.
    Aoś*.*
    Tygrysek*.*
    Ty. :-(
    Noo... Nie rozpisze sie dzisiaj, bo... Wole jednak takie... Weselsze historie... Ale to i tak było świetne!
    Troskliwy Aomine *.*
    I Kagami*.*
    WIELBIE ICH <3

    Papa<3



    Weeeny!

    OdpowiedzUsuń
  2. ...
    *smuteg*
    ...
    Stwierdzam, że oficjalnie nienawidze ojca Akiny. Ja tu cała happy, że rozdział, taki fajny gościu jak Jason, spotkanie Taigi i w ogóle aż tu nagle... smuteg. I Aoś teraz się zaczął taki samolubny robić i wredny...
    No naprawdę nie wiem co ci napisać...
    Miłego pisania aniołku...
    (Ale i tak cię kocham, żeby nie było! <3)

    OdpowiedzUsuń
  3. "- Jak to Ameryka?! – wykrzyknął niezadowolony Aomine, gdy powiedziałam o wszystkim całe drużynie." ~ całej

    "Weszłam do holu, gdzie przywitały mnie piękne obrazy drzewa i jezior." ~ Coś mi nie gra w tym zdaniu :C

    " Siedziałem wraz z resztą drużyny i Sayaką na szkolnym boisku. Robiło się coraz chłodniej, Słońce już tak bardzo nie grzało." ~ Mam wątpliwości, czy "słońce" powinno być małą czy wielką literą, więc znalazłam to: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/b-ziemia-b-czy-b-Ziemia-b-slonce-czy-Slonce;10778.html Sama zdecyduj, co miałaś na myśli ;D

    "Uderzył ją?! Te skurwiel, który uważa się za jej ojca, uderzył ją?!" ~ Ten

    "Podejrzewam, że bardziej się rozpłakała." ~ Coś mi w tym zdaniu nie gra :c

    "Ojciec się z nią zgodził i powiedział, że to bardzo dobry." ~ Bardzo dobry co?

    Trochę za szybko lecisz z akcją :c Spójrz tylko - na początku rozdziału Akina mówi, że pojedzie do Ameryki, a pod koniec niedługo ma wracać. Trochę mi to przeszkadzało, ale dobra, już się nie czepiam XD
    Bardzo nie spodobało mi się zachowanie ojca Akiny - jak mógł uderzyć własną córkę? Albo cieszyć się, że jego żona poroniła? Cóż, temat przemocy w rodzinie jest mi znany aż za dobrze, więc lepiej wypowiadać się zbyt długo nie będę, bo zacznę przeklinać :/ Niemniej spodobało mi się zachowanie Kagamiego.
    Cóż, mam nadzieję, że Akina wróci szybko do Aomine i wszystko skończy się dla bohaterów dobrze, choć mam pewną teorię na temat zakończenia XD Ale o tym się nie wypowiem :3 Dodam, że czekam na dalszy ciąg!
    Ostatnie zdania tekstu są czarne, co utrudnia czytanie :C

    OdpowiedzUsuń
  4. Ło, nie zauważyłam tego czarnego tekstu... Sorki, zaraz poprawię ;)
    I dziękuję za wytknięcie błędów :D

    OdpowiedzUsuń
  5. JAK ON ŚMIAŁ JĄ UDERZYĆ?! ZNAJDĘ GO I....

    Supcioo rozdzialik :D

    ''No to se jej ojczulek wymyślił. Ameryka! Pewnie, może od razu Antarktyda!'' - następnym razem może być i Antarktyda XD
    ''A jak spotka tam gwałciciela albo swojego byłego? A jak ktoś zrobi jej krzywdę i ten cały Kagami nie zdąży jej uratować? A jak ktoś ją napadnie i okradnie? Tak, martwię się o nią. I tak, chcę, by wróciła.'' - Boziuu, jaki Daikuś jest troskliwy ^^
    ''Niech no tylko dowiem się, że coś jej się stało, to w pierwszej kolejności oberwie przestępca, a w drugiej Taiga za to, że jej nie uratował.'' - bojowe nastawienie Daiki'ego ^-^

    Super rozdział i czekam na kolejny. Weny ~ Osama

    OdpowiedzUsuń
  6. Aiko, która ma sklerozę, a skleroza nie boli...W końcu przypomniała sobie o komentowaniu ;-; TO jakiś postęp w mym nędznym życiu ;-;
    Gomene, że wcześniej nie komentowałam...;-; P-Po prostu zapominałam..a jak już wspomniałam, skleroza nie boli...A szkoda...
    Tak więc, nawiązując do rozdziału...Jak zwykle był bardzo bardzo fajnie :3 Tylko tak jak już wcześniej w k-komentarzu wspomniano...A-Akcja za szybko leci ;-; Ale tak poza tym było super..^^
    A t-teraz...*nie może usiedzieć na miejscu* J-Jak on śmiał ją uderzyć..? J-jakim prawem w ogóle..? ;-; A-Aiko nie znosi przemocy, ale...d-dla niego zrobiłaby wyjątek ;-; N-No nic tylko pogrzebać takiego i tyle ;-;
    Aomine taki troskliwyyyy <3 L-Lucię go takiego...*lekki uśmiech*
    Rozdział n-naprawdę bardzo fajnie, wyszedł..^^
    Czekam na kolejny <3 D-Dużo weny życzę <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :3 :*** <3

      Też czasem zapominam o różnych rzeczach, więc cię rozumiem ;)

      Usuń
  7. Kagami ty bohaterze *^* *patrzy z uwielbieniem na to ostatnie, urocze zdjęcie hasztag obrazek*Aff~~ Ojciec Akiny taki zły.. A przypierdol mu *mówi takim głosem jak jest to mówione na tym "właściwym" nagraniu**
    *jest późno i ona już nie ma pomysłu na komentarze* Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kagami-bohater, dumnie noszący na piersi literkę ,,K" :D ;P
      Bajoo <3

      Usuń