wtorek, 5 stycznia 2016

Rozdział 36

Ohayo! Wstawiam dziś następny rozdział Akina x Aomine :D :D Ktoś się w ogóle cieszy? *rozgląda się* 

Mam już pomysł na pewną zwariowaną opowieść, coś jak ,,W Wariatkowie", ale nic więcej nie powiem ;) Wredna jestem XD Pomysł podsunęła mi Mine, więc... Mine, arigatou! <3

A teraz zapraszam do czytania!!
_________________________________________________________________________________

~Aomine~
   Jak ja tego nienawidzę! Te mundurki są niewygodne, niepraktyczne i w ogóle do bani! Kto wymyślił ten nakaz do ubierania w to niewinnych uczniów? Kto, ja się pytam?! Dałbym mu taki wpierdol, że raz na zawsze by mnie popamiętał.
   Po raz kolejny poluzowałem  krawat i z miną zawodowego mordercy przekroczyłem bramę nowej szkoły. Akademia Touou. Zapowiada się obiecująco. Nie bez powodu wybrałem akurat tę szkołę. Podobno mają całkiem silną drużynę. Mam nadzieję, że popiszą się dziś swoimi umiejętnościami.
 - Zmieńże tę minę, bo się z nikim nie zakolegujesz! – Akina szturchnęła mnie w bok i spojrzała na mnie zachęcająco.
 - Jakoś mi na tym nie zależy – mruknąłem, ale trochę zmieniłem wyraz twarzy.
 Zacząłem się rozglądać po nowej szkole. Całkiem spora. Uczniów też dużo. Ech, taki los chodzenia do budy pierwszego dnia w nowym roku. Przynajmniej nie miałem problemów z przechodzeniem przez tłum, bo ze względu na mój wzrost, ludzie sami schodzili mi z drogi. Przy okazji korzystały z tego Akina i Satsuki. Szły za mną, ciągle rozmawiając o nowej szkole i drużynie koszykarskiej. Dziewczyny. Zawsze muszę tyle gadać…
 Weszliśmy na wielką aulę i zajęliśmy wolne miejsca. Widziałem jak niektórzy rzucali mi ukradkowe spojrzenia i coś między sobą szeptali. Ach, moja zajebistość powoduje, że jestem naprawdę popularny. Z obojętną miną usiadłem na krześle, a dziewczyny przysiadły koło mnie. Uczniów przychodziło coraz więcej, rozpoznałem nawet postać kapitana drużyny koszykarskiej. Przyszedł do mnie przed zakończeniem gimnazjum i zapraszał mnie do ich drużyny. Tak się jakoś złożyło, że jednak się do tej szkoły zapisałem.
 - Dai-chan, postaraj się nie zasnąć, dobra? – Satsu spojrzała na mnie uważnie, a ja w odpowiedzi kiwnąłem głową. Może tym razem dyro nie będzie zanudzał…
   Jakże się pomyliłem! Słuchając jego głosu miałem ochotę oddać się w ręce Morfeusza i tylko dzięki regularnym szturchaniom, jakie zapewniała mi Akina, udało mi się utrzymać otwarte oczy. Nawet dyrektor mojej byłej szkoły tak nie przynudzał. Na dodatek jak zwykle było o tym samym – przepisowe mundurki, zachowanie, kluby i inne pierdoły, o których nie miałem zamiaru słuchać.
   Po skończonym apelu, który dłużył mi się w nieskończoność, podeszliśmy do tablicy, na której był spis klas. Akina i Satsu miały problem z przepchnięciem się, więc na mnie spadło zadanie sprawdzenia naszego przydziału. Okazało się, że wylądowałem w klasie ze swoją dziewczyną (w pierwszej C), natomiast Satsuki przypisano do pierwszej B, ku jej wielkiemu niezadowoleniu.
 - To co? – spytała Akina, gdy przedarliśmy się przez tłum pchający się do tablicy. – Idziemy na salę sportową?
   Niby pierwszy dzień, więc wypadałoby pójść, ale ogromnie mi się nie chciało. Pewnie kapitan będzie gadał o obecnym pierwszym składzie, o osiągnięciach drużyny, wszystkich przedstawi, a potem każe się przedstawić noworocznym. Normalka.
 - No chodź że, Dai-chan! – Momoi pociągnęła mnie za ramię i pobiegła za Akiną, która oddaliła się od nas o kilka metrów.
 Kiedy weszliśmy na salę, kilku uczniów było ustawionych w szeregu, a naprzeciw nich stał Imayoshi Shoichi – kapitan. Od razu nas dostrzegł, co było podejrzanie dziwne, gdyż miał zamknięte oczy. Od początku wiedziałem, że to dziwny człowiek.
 - Ach, Aomine Daiki. – Obrócił się w naszą stronę, a na dźwięk mojego nazwiska, reszta drużyny od razu na mnie spojrzała. – Cieszę się, że przyszedłeś. A kim są te dwie urocze dziewczyny?
 - Momoi Satsuki – powiedziała radośnie Satsu i pomachała innym.
 - Hyuga Akina. – Moja dziewczyna obrzuciła wzrokiem całą drużynę. – Chcemy być menedżerkami tego zespołu, jeśli oczywiście byłaby taka możliwość.
 - Ależ naturalnie! – wykrzyknął okularnik. – Przyda nam się ktoś taki. Stańcie za mną, a ty, Aomine, ustaw się w szeregu.
Niechętnie wykonałem jego polecenie i stanąłem obok jakiegoś niskiego chłopaka, który wyglądał tak, jakby się miał zaraz rozpłakać.
 - Na początku się przedstawię. – Zaczął Imayoshi. – Nazywam się Imayoshi Shoichi i jestem kapitanem drużyny koszykarskiej. Liczę na to, że dobrze będzie nam się współpracowało i wspólnie osiągniemy wyższy poziom. Starajcie się dawać z siebie wszystko na meczach i róbcie wszystko, by nasza drużyna wygrała. Teraz niech każdy z was się po kolei przedstawi.
 Nie zapamiętałem nikogo, oprócz Sakuraia Ryo, który stał obok mnie i ciągle przepraszał, bogowie jedni wiedzą za co.
 - Aomine Daiki – powiedziałem, gdy nadeszła moja kolei. Wszyscy pierwszoklasiści spojrzeli na mnie z niedowierzaniem, ale jednocześnie z podziwem.
 - Więc to prawda- szepnął jakiś brunet. – On naprawdę będzie w naszej drużynie…
 Prychnąłem cicho pod nosem i włożyłem ręce do kieszeni.
 - Te, kapitanie – odezwałem się nagle. – Już ci kiedyś wspominałem, że nie będę uczestniczył w treningach. Nie zmieniłem zdania.
 - Słuchaj no, szczeniaku! – Podszedł do mnie jakiś wysoki blondyn ze wściekłym wyrazem twarzy i złapał mnie za koszulę. Ej, nie po to matka mi ubranie prasowała, by teraz taki debil je gniótł! – Musisz mieć szacunek do starszych, inaczej wylecisz z drużyny! Poza tym jak ty się w ogóle…!?
 - Puść mnie. – Przerwałem mu. Spojrzał na mnie zaskoczony, a po chwili jęknął głośno, gdy kopnąłem go w brzuch. Złapał się za bolące miejsce i spojrzał na mnie z mordem w oczach. – Powiedziałem ci coś – burknąłem. – Nie pouczaj mnie, jeśli jesteś słabszy ode mnie.
 - Coś ty powiedział, gnoju?! – wykrzyknął blondyn.
 - Wakamatsu, spokojnie. – Kapitan próbował złagodzić sytuację. – Niepotrzebnie się wykłócacie tak pierwszego dnia…
 - Wyzywam cię! – Nerwus zwany Wakamatsu wskazał na boisko do kosza, po czym wziął piłkę do ręki. – Zobaczymy, jaki jesteś dobry, szczeniaku.
 - Nie mam ochoty. – Ziewnąłem.
 - Co?! – Chyba się jeszcze bardziej wkurzył.
 - Aomine, zagraj z nim dla świętego spokoju. – Wtrącił Imayoshi.
 Westchnąłem głośno, po czym zdjąłem z siebie marynarkę i podałem ją zaskoczonej Akinie. Chciała coś powiedzieć, ale wyminąłem ją i stanąłem naprzeciwko swojego rywala. Ten spojrzał na mnie groźnie i zaczął kozłować. Zgiął lekko kolana, nadal nie spuszczając ze mnie wzroku. Oho, zaczyna się. Blondyn przerzucił piłkę do lewej ręki i próbował ominąć mnie z prawej strony, ale nim znalazł się na mojej wysokości, zagrodziłem mu drogę. Rzucił mi zdziwione spojrzenie, po czym ponownie zaatakował. Tym razem błyskawicznie odebrałem mu piłkę i pognałem pod właściwy kosz. Wykonałem idealny wsad, ale chyba ciut za mocny, bo przypadkowo wyrwałem obręcz od kosza. Kurwa, coś za lekko to przymocowali…
 Cała drużyna patrzyła na mnie w totalnym osłupieniu. Tia, domyślam się, że u nich na co dzień nikt obręczy nie wyrywa. Cóż, ktoś musiał być w końcu pierwszy.
 - No, no – odezwał się kapitan, przerywając ciszę. – To było imponujące.
 - To było nic. – Rzuciłem odłamaną część na podłogę, po czym podszedłem do Akiny, odbierając od niej swoją marynarkę.
 - Skoro tak mówisz, tym lepiej dla drużyny. – Imayoshi spojrzał na mnie z… właściwie nie wiem z czym, bo nadal miał zamknięte oczy. Po co mu te okulary, skoro do tej pory ani razu nie otworzył powiek? Do tej pory myślałem, że to Midorima jest najdziwniejszym okularnikiem jakiego znam, ale powoli zmieniam zdanie. Kapitan zaczyna mu dorównywać. – Domyślam się, że masz jeszcze sporo w zanadrzu.
 - A co myślałeś? – Prychnąłem. – W końcu nie bez powodu byłem asem w Teiko.
 - Coś czuję, że mnie nie zawiedziesz.
 ,,Nie gram dla ciebie, idioto”, pomyślałem, po czym odwróciłem wzrok. Chcę znaleźć silnego rywala, to wszystko. Nie zależy mi na współpracy, na drużynie. Po prostu chcę dalej wygrywać.
 - Um, Imayoshi-kun? – Spytała Akina, podchodząc do kapitana. – Gdzie jest trener?
 - Nie będzie go do końca tygodnia, bo jest na pogrzebie kogoś z rodziny – odparł Imayoshi, poprawiając okulary na nosie. Nie no, prawie jakbym widział gorszą wersję Midorimy. Albo bardziej wkurzającą, sam nie wiem. A może dziwniejszą? E, mniejsza z tym. Kolejny wkurzający okularnik, który będzie się zapewne mądrzył.
 - A kiedy poznamy swoje zadania? – dopytywała Satsu.
 - Jutro wam wszystko pokażę. Po jutrzejszych zajęciach będzie nasz pierwszy trening, na którym macie się wszyscy stawić. To się też tyczy ciebie, Aomine. – Spojrzał na mnie z powagą i ponownie poprawił swoje okulary. – Będziemy sprawdzać wasze umiejętności, więc wypocznijcie. Na dziś to już wszystko. Możecie iść.
Wraz z dziewczynami opuściłem salę. Kątem oka zauważyłem, że Wakamatsu próbuje mnie zamordować wzrokiem, a kapitan coś do niego mówi. Wzruszyłem ramionami i poszedłem za Akiną oraz Satsu, które nadal gadały o drużynie koszykarskiej. No ile można?! Jeszcze im się to nie znudziło?
 - Muszę iść, wpadnę jeszcze do sklepu – powiedziała nagle Momoi i pomachała nam na pożegnanie.
 Odmachaliśmy jej, po czym poszliśmy w stronę naszych domów.
 - Chyba nie zrobiłeś za dobrego pierwszego wrażenia – odezwała się Akina.
 - Mam to gdzieś. – Wzruszyłem ramionami. – Nie zamierzam się z nimi kolegować. Dopóki będą dobrze grać, nic będę się czepiał.
 - Ale mogłeś się od razu nie kłócić z Wakamatsu.
 - On zaczął. – Prychnąłem. – W dodatku przegrał.
 - Powinieneś być milszy. – Spojrzała na mnie. – Musisz się dogadywać z drużyną.
 - Po prostu mają mi podawać. – Podrapałem się w głowę. – Resztę załatwię sam.
 Akina głośno westchnęła, po czym złapała mnie za rękę.
 - Jesteś niemożliwy – szepnęła.
 Chwyciłem jej dłoń i odprowadziłem ją pod dom. Może i ma częściowo rację, ale… Olać to. Jak innym nie pasuje mój charakter, to niech się do mnie po prostu nie zbliżają.

~Akina~
  - Drużyna koszykarska w Kaijo wydaje się być fajna. – Zaczęła Sayaka, kiedy usiadłyśmy na kanapie. Mówiła o kilku członkach, których zapamiętała, w tym o surowym kapitanie Kasamatsu, oraz o tym, że postanowiła zostać menedżerką ich zespołu, z czego Kise bardzo się ucieszył. Opowiadała o tym, że kapitan skopał Kise, bo model zaczął gadać zupełnie nie na temat. Imayoshi wydaje się być w porównaniu do niego taki opanowany. Ale może ten Kasamatsu potrzebuje czasu, by oswoić się z gadatliwością Kise? Cóż, na początku blondyn lekko mnie irytował, więc wiem przez co muszą przechodzić osoby, które dopiero co go poznały. – I tak minął nasz pierwszy dzień w nowej szkole. A jak u was?
 Westchnęłam głośno, po czym upiłam łyka herbaty. Powiedzieć jej o wszystkim? Pewnie i tak by się wkrótce dowiedziała, więc...
 Zaczęłam mówić o zebraniu drużyny koszykarskiej, o kapitanie, a kiedy doszłam do sprzeczki między Aomine a Wakamatsu, Sayaka aż otworzyła oczy ze zdziwienia.
 - Tak pierwszego dnia? – spytała.
 - Tia… - Po raz kolejny westchnęłam. – Coś czuję, że jak tak dalej pójdzie, to on się z nikim w drużynie nie dogada.
 - Nie możesz go wiecznie pilnować. – Moja siostra upiła łyka herbaty. – Musi się nauczyć ponosić konsekwencje wyborów.
 - Problem polega na tym, że on ich nie dostrzega. A ja już nie wiem, co zrobić, by przestał się tak samolubnie zachowywać.
 - W liceum na pewno spotka silniejszych przeciwników niż w gimnazjum, więc jest szansa na to, że ktoś go pokona.

 Oby tylko ktoś taki się znalazł, bo z Daikim będzie jeszcze gorzej. Słyszałam o wielu przypadkach, gdzie sławne gwiazdy dostawały bzika na punkcie swojej siły czy sławy i porzucały przyjaciół oraz stawały się zarozumiałymi egoistami. Mam nadzieję, że Aomine zdoła tego uniknąć.  
_________________________________________________________________________________







11 komentarzy:

  1. WWWIITTAAMMM w ten wieczorek zimowy, biegnę co siły w pale by skomentować Twój rozdziałek nowy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :D Mundurki :D Mogłabym dyskutować zawzięcie lecz powiem krótko :D Z jednej strony najdroższy Aomisiek ma rację co do wygodności owego odzienia, lecz z drugiej, mundurki przeznaczone dla płci kobiecej w czcigodnej Japonii, wcale nie są takie złe :D Sayuri-chan wracają szanowne wspomnienia!!! :D Też należałam w liceum do klasy C i samym zaszczytem jest móc dzielić z Wami tąże wielebną literę!!! :D :P Kolejna rzecz, która wznieciła me nieokiełznane serce to oczywiście najzacniejsza scena, w której to wielmożny Aominecchi bezceremonialnie oraz z odpowiednim rozmachem roztrzaskuje obręcz do kosza!!!! :D Osobiście się przyznam iż jestem uzależniona od oglądania tego że wydarzenia w anime :P :D Ależ Akinko, nie masz się co martwić, iż wielebny Aomine na milionów procentów na pewno uniknie stania się wspomnianym przez Ciebie egoistycznym potworem!!!!!!!! :D Powodzonka dla Was w egzystowaniu w nowej szkole!!! :D Żegnam i przesyłam wrzące pozdrowienia!!!!!!!!! :D ^_^

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo... Miło mi iż wpłynęłam na twoją wene :D

    Akysz zły duchu opanowywujący Aominecchiego! AKYSZ!!!

    Zgadzam się w kwestii mundurków z szanowną Sayuri i jej pałą.

    Nowa szkołaaa!!! Zwykłe rozpoczęcie roku, Ao. Jeszcze sie nie przyzwyczaiłeś?

    Aomine fejm xD

    Haha i te porównania Imayoshiego do Midosia xD

    I oczywiście kłutnia z Wakawaka! (Wakamatsu xD)

    Ooo... Nie ma to jak obrywanie kwiatkó... A nie nie ma to jak wyrywanie kosza.

    No ogółem mi się podobało, ale przypominam ci, droga Sayako, iż to ja jestem menadżerką. A jak nie to ch*j ci w dupe! (Ale nie od Kisi)

    *Słynne "Jeb w łeb" od Aiko*

    Ni bój, się Aomiś nie będzie aż taki zUy ;P

    Weny duuuużo i pozdrawiam cieplusio bo u mnie -17 , ale bez śniegu. W sumie to dobrze, bo by mnie da dwór ciągnęło zamiast pod kocyk xD


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też taka niska temperatura... Gdy wychodziłam do szkoły, to nos wetknęłam w szalik XD
      To będziecie obie menedżerkami :P

      Dziękuję i jeszcze raz zdrówka! :D

      Usuń
  3. Na samym początku... Aomine, życzę ci z całego serca, abyś (nie)zachłysnął się swoją zajebistością *uśmiecha się sadystycznie*

    Ohayo, Akina-san :3
    Dawno mnie nie było, powracam z zaświatów...

    AOMINE!Czy ty uważasz, że matka jest tylko od prasowania ubrań *biegnie po karabin* Już ja cię nauczę...

    Zgadzam się z powyższymi osobami w kwesti mundurków... To wcielone zło, czekają tylko na odpowiednią okazję i... Ktoś mi powie, po co ja to mówię? *załamuje się*

    Oczywiście nie zabrakło Szanownego Pana Glona i jego Wielmożnych Okularów...

    Pozdrowienia z cieplusiego domku od osamy i gorącej herbaty :3 Nadal nie mogę dojść do siebie po tym, jak mnie do jeziora wrzucili... znowu :(

    Weny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. To ostatnie zdjęcie powaliło mnie na kolana xD

      Usuń
  4. Nie dawaj się! czemu cię w ogóle wrzucili??? W taką pogodę... Brr!
    Dziękuję :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdyby to było takie proste... Trzech chłopaków, w dodatku silniejszych od ciebie i na nic się zdaje karate czy tam coś innego...
    To się nazywa przyjaciele :( Definicja słowa przyjaciel - osoba, ktorej ufasz, a ona cie wykorzystuje, jednak nie potrafisz byc wkurzona na niego wieczność...
    A poszło o zwykły mecz koszykówki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale pomysł wyjątkowo głupi :/ Są baaardzooo nieodpowiedzialni. Obyś się tylko nie pochorowała!

      Usuń
  6. Konbanwa ^^ Wygląda na to, że znów ostatnia...J-jejku, muszę się w końcu wziąć w garść..;-;
    Nowa szkoła, nowi "koledzy", nowa drużyna...Ojej, A-Akina-san nie będzie miała lekko z Aomine..:c Aiko zawsze była ciekawa, j-jak te apele szkolne w-wyglądają na żywo w Japonii..;-; No bo..zwykle przedstawia się je jako nudne, powodujące znużenie u-u uczniów..;-; Naprawdę tak jest? ;-; W sumie to u Aomine-kun to n-normalka, prawda..? ^^" Dobrze, że jest z nim Akina-san i Momoi..^^
    ;-; Aomin-kun Ty agresorze za dyche..;-; W-Wakamatsu jest nerwowy, ale chyba b-bardziej boję się Daikiego..;-;
    Bam i po obręczy..;-; n-no kto by się spodziewał..^^" Do czegoś takiego p-potrzeba duuuuuużo siły...;-; K-Kuroko-kun, razem damy radę! *podstawiają drabinkę pod kosz i razem próbują urwać obręcz* J-Jeszcze troszkę..!
    Kuroko: *uwiesił się na obręczy, wisu wisu*
    Aiko: ;-; *pac na kolana, załamka* N-Nadzieja matką głupich...
    Za-zapomnijmy o-o obręczy..oki..?
    Sayaka-chan została menadżerem Kajiou ^^ F-Fajnie ^^ Aiko też by chciała..;-; Z-Znaczy w Seirin...W Kajiou u-urzęduje Sayaka..^^"
    Mam nadzieję, że Aomine-kun w końcu się troszkę ogarnie..;-; I że reszta mu w tym pomoże..!
    *razem z Kuroko przesyłają wenę* M-Może to niewiele, bo mnie się j-już skończyła, ale..;-;
    Czekamy n-na kolejny rozdział..! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <3 I następnym razem na pewno wam się z tym koszem uda!;)

      Usuń