Ohayo! Wstawiam dziś następny rozdział Akina x Aomine :D :D Ktoś się w ogóle cieszy? *rozgląda się*
Mam już pomysł na pewną zwariowaną opowieść, coś jak ,,W Wariatkowie", ale nic więcej nie powiem ;) Wredna jestem XD Pomysł podsunęła mi Mine, więc... Mine, arigatou! <3
A teraz zapraszam do czytania!!
_________________________________________________________________________________
~Aomine~
Jak ja tego
nienawidzę! Te mundurki są niewygodne, niepraktyczne i w ogóle do bani! Kto
wymyślił ten nakaz do ubierania w to niewinnych uczniów? Kto, ja się pytam?!
Dałbym mu taki wpierdol, że raz na zawsze by mnie popamiętał.
Po raz kolejny poluzowałem krawat i z miną zawodowego mordercy
przekroczyłem bramę nowej szkoły. Akademia Touou. Zapowiada się obiecująco. Nie
bez powodu wybrałem akurat tę szkołę. Podobno mają całkiem silną drużynę. Mam
nadzieję, że popiszą się dziś swoimi umiejętnościami.
- Zmieńże tę minę, bo się z nikim nie zakolegujesz!
– Akina szturchnęła mnie w bok i spojrzała na mnie zachęcająco.
- Jakoś mi na tym nie zależy – mruknąłem, ale trochę
zmieniłem wyraz twarzy.
Zacząłem się rozglądać po nowej szkole.
Całkiem spora. Uczniów też dużo. Ech, taki los chodzenia do budy pierwszego
dnia w nowym roku. Przynajmniej nie miałem problemów z przechodzeniem przez
tłum, bo ze względu na mój wzrost, ludzie sami schodzili mi z drogi. Przy
okazji korzystały z tego Akina i Satsuki. Szły za mną, ciągle rozmawiając o
nowej szkole i drużynie koszykarskiej. Dziewczyny. Zawsze muszę tyle gadać…
Weszliśmy na wielką aulę i zajęliśmy wolne
miejsca. Widziałem jak niektórzy rzucali mi ukradkowe spojrzenia i coś między
sobą szeptali. Ach, moja zajebistość powoduje, że jestem naprawdę popularny. Z
obojętną miną usiadłem na krześle, a dziewczyny przysiadły koło mnie. Uczniów
przychodziło coraz więcej, rozpoznałem nawet postać kapitana drużyny
koszykarskiej. Przyszedł do mnie przed zakończeniem gimnazjum i zapraszał mnie
do ich drużyny. Tak się jakoś złożyło, że jednak się do tej szkoły zapisałem.
- Dai-chan, postaraj się nie zasnąć, dobra? –
Satsu spojrzała na mnie uważnie, a ja w odpowiedzi kiwnąłem głową. Może tym
razem dyro nie będzie zanudzał…
Jakże się pomyliłem! Słuchając jego głosu miałem
ochotę oddać się w ręce Morfeusza i tylko dzięki regularnym szturchaniom, jakie
zapewniała mi Akina, udało mi się utrzymać otwarte oczy. Nawet dyrektor mojej
byłej szkoły tak nie przynudzał. Na dodatek jak zwykle było o tym samym –
przepisowe mundurki, zachowanie, kluby i inne pierdoły, o których nie miałem
zamiaru słuchać.
Po skończonym apelu, który dłużył mi się w
nieskończoność, podeszliśmy do tablicy, na której był spis klas. Akina i Satsu
miały problem z przepchnięciem się, więc na mnie spadło zadanie sprawdzenia
naszego przydziału. Okazało się, że wylądowałem w klasie ze swoją dziewczyną (w
pierwszej C), natomiast Satsuki przypisano do pierwszej B, ku jej wielkiemu
niezadowoleniu.
- To co? – spytała Akina, gdy przedarliśmy się
przez tłum pchający się do tablicy. – Idziemy na salę sportową?
Niby pierwszy dzień, więc wypadałoby pójść,
ale ogromnie mi się nie chciało. Pewnie kapitan będzie gadał o obecnym
pierwszym składzie, o osiągnięciach drużyny, wszystkich przedstawi, a potem
każe się przedstawić noworocznym. Normalka.
- No chodź że, Dai-chan! – Momoi pociągnęła
mnie za ramię i pobiegła za Akiną, która oddaliła się od nas o kilka metrów.
Kiedy weszliśmy na salę, kilku uczniów było
ustawionych w szeregu, a naprzeciw nich stał Imayoshi Shoichi – kapitan. Od
razu nas dostrzegł, co było podejrzanie dziwne, gdyż miał zamknięte oczy. Od
początku wiedziałem, że to dziwny człowiek.
- Ach, Aomine Daiki. – Obrócił się w naszą
stronę, a na dźwięk mojego nazwiska, reszta drużyny od razu na mnie spojrzała.
– Cieszę się, że przyszedłeś. A kim są te dwie urocze dziewczyny?
- Momoi Satsuki – powiedziała radośnie Satsu i
pomachała innym.
- Hyuga Akina. – Moja dziewczyna obrzuciła
wzrokiem całą drużynę. – Chcemy być menedżerkami tego zespołu, jeśli oczywiście
byłaby taka możliwość.
- Ależ naturalnie! – wykrzyknął okularnik. – Przyda
nam się ktoś taki. Stańcie za mną, a ty, Aomine, ustaw się w szeregu.
Niechętnie
wykonałem jego polecenie i stanąłem obok jakiegoś niskiego chłopaka, który
wyglądał tak, jakby się miał zaraz rozpłakać.
- Na początku się przedstawię. – Zaczął
Imayoshi. – Nazywam się Imayoshi Shoichi i jestem kapitanem drużyny
koszykarskiej. Liczę na to, że dobrze będzie nam się współpracowało i wspólnie
osiągniemy wyższy poziom. Starajcie się dawać z siebie wszystko na meczach i
róbcie wszystko, by nasza drużyna wygrała. Teraz niech każdy z was się po kolei
przedstawi.
Nie zapamiętałem nikogo, oprócz Sakuraia Ryo,
który stał obok mnie i ciągle przepraszał, bogowie jedni wiedzą za co.
- Aomine Daiki – powiedziałem, gdy nadeszła
moja kolei. Wszyscy pierwszoklasiści spojrzeli na mnie z niedowierzaniem, ale jednocześnie
z podziwem.
- Więc to prawda- szepnął jakiś brunet. – On
naprawdę będzie w naszej drużynie…
Prychnąłem cicho pod nosem i włożyłem ręce do
kieszeni.
- Te, kapitanie – odezwałem się nagle. – Już
ci kiedyś wspominałem, że nie będę uczestniczył w treningach. Nie zmieniłem
zdania.
- Słuchaj no, szczeniaku! – Podszedł do mnie
jakiś wysoki blondyn ze wściekłym wyrazem twarzy i złapał mnie za koszulę. Ej,
nie po to matka mi ubranie prasowała, by teraz taki debil je gniótł! – Musisz
mieć szacunek do starszych, inaczej wylecisz z drużyny! Poza tym jak ty się w
ogóle…!?
- Puść mnie. – Przerwałem mu. Spojrzał na mnie
zaskoczony, a po chwili jęknął głośno, gdy kopnąłem go w brzuch. Złapał się za
bolące miejsce i spojrzał na mnie z mordem w oczach. – Powiedziałem ci coś –
burknąłem. – Nie pouczaj mnie, jeśli jesteś słabszy ode mnie.
- Coś ty powiedział, gnoju?! – wykrzyknął
blondyn.
- Wakamatsu, spokojnie. – Kapitan próbował
złagodzić sytuację. – Niepotrzebnie się wykłócacie tak pierwszego dnia…
- Wyzywam cię! – Nerwus zwany Wakamatsu
wskazał na boisko do kosza, po czym wziął piłkę do ręki. – Zobaczymy, jaki
jesteś dobry, szczeniaku.
- Nie mam ochoty. – Ziewnąłem.
- Co?! – Chyba się jeszcze bardziej wkurzył.
- Aomine, zagraj z nim dla świętego spokoju. –
Wtrącił Imayoshi.
Westchnąłem głośno, po czym zdjąłem z siebie
marynarkę i podałem ją zaskoczonej Akinie. Chciała coś powiedzieć, ale wyminąłem
ją i stanąłem naprzeciwko swojego rywala. Ten spojrzał na mnie groźnie i zaczął
kozłować. Zgiął lekko kolana, nadal nie spuszczając ze mnie wzroku. Oho,
zaczyna się. Blondyn przerzucił piłkę do lewej ręki i próbował ominąć mnie z
prawej strony, ale nim znalazł się na mojej wysokości, zagrodziłem mu drogę.
Rzucił mi zdziwione spojrzenie, po czym ponownie zaatakował. Tym razem
błyskawicznie odebrałem mu piłkę i pognałem pod właściwy kosz. Wykonałem
idealny wsad, ale chyba ciut za mocny, bo przypadkowo wyrwałem obręcz od kosza.
Kurwa, coś za lekko to przymocowali…
Cała drużyna patrzyła na mnie w totalnym
osłupieniu. Tia, domyślam się, że u nich na co dzień nikt obręczy nie wyrywa.
Cóż, ktoś musiał być w końcu pierwszy.
- No, no – odezwał się kapitan, przerywając
ciszę. – To było imponujące.
- To było nic. – Rzuciłem odłamaną część na
podłogę, po czym podszedłem do Akiny, odbierając od niej swoją marynarkę.
- Skoro tak mówisz, tym lepiej dla drużyny. –
Imayoshi spojrzał na mnie z… właściwie nie wiem z czym, bo nadal miał zamknięte
oczy. Po co mu te okulary, skoro do tej pory ani razu nie otworzył powiek? Do
tej pory myślałem, że to Midorima jest najdziwniejszym okularnikiem jakiego
znam, ale powoli zmieniam zdanie. Kapitan zaczyna mu dorównywać. – Domyślam
się, że masz jeszcze sporo w zanadrzu.
- A co myślałeś? – Prychnąłem. – W końcu nie
bez powodu byłem asem w Teiko.
- Coś czuję, że mnie nie zawiedziesz.
,,Nie
gram dla ciebie, idioto”, pomyślałem, po czym odwróciłem wzrok. Chcę
znaleźć silnego rywala, to wszystko. Nie zależy mi na współpracy, na drużynie.
Po prostu chcę dalej wygrywać.
- Um, Imayoshi-kun? – Spytała Akina,
podchodząc do kapitana. – Gdzie jest trener?
- Nie będzie go do końca tygodnia, bo jest na
pogrzebie kogoś z rodziny – odparł Imayoshi, poprawiając okulary na nosie. Nie
no, prawie jakbym widział gorszą wersję Midorimy. Albo bardziej wkurzającą, sam
nie wiem. A może dziwniejszą? E, mniejsza z tym. Kolejny wkurzający okularnik,
który będzie się zapewne mądrzył.
- A kiedy poznamy swoje zadania? – dopytywała
Satsu.
- Jutro wam wszystko pokażę. Po jutrzejszych
zajęciach będzie nasz pierwszy trening, na którym macie się wszyscy stawić. To
się też tyczy ciebie, Aomine. – Spojrzał na mnie z powagą i ponownie poprawił
swoje okulary. – Będziemy sprawdzać wasze umiejętności, więc wypocznijcie. Na
dziś to już wszystko. Możecie iść.
Wraz
z dziewczynami opuściłem salę. Kątem oka zauważyłem, że Wakamatsu próbuje mnie
zamordować wzrokiem, a kapitan coś do niego mówi. Wzruszyłem ramionami i
poszedłem za Akiną oraz Satsu, które nadal gadały o drużynie koszykarskiej. No
ile można?! Jeszcze im się to nie znudziło?
- Muszę iść, wpadnę jeszcze do sklepu –
powiedziała nagle Momoi i pomachała nam na pożegnanie.
Odmachaliśmy jej, po czym poszliśmy w stronę
naszych domów.
- Chyba nie zrobiłeś za dobrego pierwszego
wrażenia – odezwała się Akina.
- Mam to gdzieś. – Wzruszyłem ramionami. – Nie
zamierzam się z nimi kolegować. Dopóki będą dobrze grać, nic będę się czepiał.
- Ale mogłeś się od razu nie kłócić z
Wakamatsu.
- On zaczął. – Prychnąłem. – W dodatku
przegrał.
- Powinieneś być milszy. – Spojrzała na mnie. –
Musisz się dogadywać z drużyną.
- Po prostu mają mi podawać. – Podrapałem się
w głowę. – Resztę załatwię sam.
Akina głośno westchnęła, po czym złapała mnie
za rękę.
- Jesteś niemożliwy – szepnęła.
Chwyciłem jej dłoń i odprowadziłem ją pod dom.
Może i ma częściowo rację, ale… Olać to. Jak innym nie pasuje mój charakter, to
niech się do mnie po prostu nie zbliżają.
~Akina~
- Drużyna koszykarska w Kaijo wydaje się być
fajna. – Zaczęła Sayaka, kiedy usiadłyśmy na kanapie. Mówiła o kilku członkach,
których zapamiętała, w tym o surowym kapitanie Kasamatsu, oraz o tym, że
postanowiła zostać menedżerką ich zespołu, z czego Kise bardzo się ucieszył.
Opowiadała o tym, że kapitan skopał Kise, bo model zaczął gadać zupełnie nie na
temat. Imayoshi wydaje się być w porównaniu do niego taki opanowany. Ale może
ten Kasamatsu potrzebuje czasu, by oswoić się z gadatliwością Kise? Cóż, na początku
blondyn lekko mnie irytował, więc wiem przez co muszą przechodzić osoby, które
dopiero co go poznały. – I tak minął nasz pierwszy dzień w nowej szkole. A jak
u was?
Westchnęłam głośno, po czym upiłam łyka
herbaty. Powiedzieć jej o wszystkim? Pewnie i tak by się wkrótce dowiedziała,
więc...
Zaczęłam mówić o zebraniu drużyny
koszykarskiej, o kapitanie, a kiedy doszłam do sprzeczki między Aomine a
Wakamatsu, Sayaka aż otworzyła oczy ze zdziwienia.
- Tak pierwszego dnia? – spytała.
- Tia… - Po raz kolejny westchnęłam. – Coś
czuję, że jak tak dalej pójdzie, to on się z nikim w drużynie nie dogada.
- Nie możesz go wiecznie pilnować. – Moja
siostra upiła łyka herbaty. – Musi się nauczyć ponosić konsekwencje wyborów.
- Problem polega na tym, że on ich nie
dostrzega. A ja już nie wiem, co zrobić, by przestał się tak samolubnie
zachowywać.
- W liceum na pewno spotka silniejszych
przeciwników niż w gimnazjum, więc jest szansa na to, że ktoś go pokona.
Oby tylko ktoś taki się znalazł, bo z Daikim
będzie jeszcze gorzej. Słyszałam o wielu przypadkach, gdzie sławne gwiazdy
dostawały bzika na punkcie swojej siły czy sławy i porzucały przyjaciół oraz
stawały się zarozumiałymi egoistami. Mam nadzieję, że Aomine zdoła tego uniknąć.
_________________________________________________________________________________
_________________________________________________________________________________






WWWIITTAAMMM w ten wieczorek zimowy, biegnę co siły w pale by skomentować Twój rozdziałek nowy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :D Mundurki :D Mogłabym dyskutować zawzięcie lecz powiem krótko :D Z jednej strony najdroższy Aomisiek ma rację co do wygodności owego odzienia, lecz z drugiej, mundurki przeznaczone dla płci kobiecej w czcigodnej Japonii, wcale nie są takie złe :D Sayuri-chan wracają szanowne wspomnienia!!! :D Też należałam w liceum do klasy C i samym zaszczytem jest móc dzielić z Wami tąże wielebną literę!!! :D :P Kolejna rzecz, która wznieciła me nieokiełznane serce to oczywiście najzacniejsza scena, w której to wielmożny Aominecchi bezceremonialnie oraz z odpowiednim rozmachem roztrzaskuje obręcz do kosza!!!! :D Osobiście się przyznam iż jestem uzależniona od oglądania tego że wydarzenia w anime :P :D Ależ Akinko, nie masz się co martwić, iż wielebny Aomine na milionów procentów na pewno uniknie stania się wspomnianym przez Ciebie egoistycznym potworem!!!!!!!! :D Powodzonka dla Was w egzystowaniu w nowej szkole!!! :D Żegnam i przesyłam wrzące pozdrowienia!!!!!!!!! :D ^_^
OdpowiedzUsuńDziękuję!!! Również pozdrawiam :*
UsuńOoo... Miło mi iż wpłynęłam na twoją wene :D
OdpowiedzUsuńAkysz zły duchu opanowywujący Aominecchiego! AKYSZ!!!
Zgadzam się w kwestii mundurków z szanowną Sayuri i jej pałą.
Nowa szkołaaa!!! Zwykłe rozpoczęcie roku, Ao. Jeszcze sie nie przyzwyczaiłeś?
Aomine fejm xD
Haha i te porównania Imayoshiego do Midosia xD
I oczywiście kłutnia z Wakawaka! (Wakamatsu xD)
Ooo... Nie ma to jak obrywanie kwiatkó... A nie nie ma to jak wyrywanie kosza.
No ogółem mi się podobało, ale przypominam ci, droga Sayako, iż to ja jestem menadżerką. A jak nie to ch*j ci w dupe! (Ale nie od Kisi)
*Słynne "Jeb w łeb" od Aiko*
Ni bój, się Aomiś nie będzie aż taki zUy ;P
Weny duuuużo i pozdrawiam cieplusio bo u mnie -17 , ale bez śniegu. W sumie to dobrze, bo by mnie da dwór ciągnęło zamiast pod kocyk xD
U mnie też taka niska temperatura... Gdy wychodziłam do szkoły, to nos wetknęłam w szalik XD
UsuńTo będziecie obie menedżerkami :P
Dziękuję i jeszcze raz zdrówka! :D
Na samym początku... Aomine, życzę ci z całego serca, abyś (nie)zachłysnął się swoją zajebistością *uśmiecha się sadystycznie*
OdpowiedzUsuńOhayo, Akina-san :3
Dawno mnie nie było, powracam z zaświatów...
AOMINE!Czy ty uważasz, że matka jest tylko od prasowania ubrań *biegnie po karabin* Już ja cię nauczę...
Zgadzam się z powyższymi osobami w kwesti mundurków... To wcielone zło, czekają tylko na odpowiednią okazję i... Ktoś mi powie, po co ja to mówię? *załamuje się*
Oczywiście nie zabrakło Szanownego Pana Glona i jego Wielmożnych Okularów...
Pozdrowienia z cieplusiego domku od osamy i gorącej herbaty :3 Nadal nie mogę dojść do siebie po tym, jak mnie do jeziora wrzucili... znowu :(
Weny <3
PS. To ostatnie zdjęcie powaliło mnie na kolana xD
UsuńNie dawaj się! czemu cię w ogóle wrzucili??? W taką pogodę... Brr!
OdpowiedzUsuńDziękuję :D
Gdyby to było takie proste... Trzech chłopaków, w dodatku silniejszych od ciebie i na nic się zdaje karate czy tam coś innego...
OdpowiedzUsuńTo się nazywa przyjaciele :( Definicja słowa przyjaciel - osoba, ktorej ufasz, a ona cie wykorzystuje, jednak nie potrafisz byc wkurzona na niego wieczność...
A poszło o zwykły mecz koszykówki...
Ale pomysł wyjątkowo głupi :/ Są baaardzooo nieodpowiedzialni. Obyś się tylko nie pochorowała!
UsuńKonbanwa ^^ Wygląda na to, że znów ostatnia...J-jejku, muszę się w końcu wziąć w garść..;-;
OdpowiedzUsuńNowa szkoła, nowi "koledzy", nowa drużyna...Ojej, A-Akina-san nie będzie miała lekko z Aomine..:c Aiko zawsze była ciekawa, j-jak te apele szkolne w-wyglądają na żywo w Japonii..;-; No bo..zwykle przedstawia się je jako nudne, powodujące znużenie u-u uczniów..;-; Naprawdę tak jest? ;-; W sumie to u Aomine-kun to n-normalka, prawda..? ^^" Dobrze, że jest z nim Akina-san i Momoi..^^
;-; Aomin-kun Ty agresorze za dyche..;-; W-Wakamatsu jest nerwowy, ale chyba b-bardziej boję się Daikiego..;-;
Bam i po obręczy..;-; n-no kto by się spodziewał..^^" Do czegoś takiego p-potrzeba duuuuuużo siły...;-; K-Kuroko-kun, razem damy radę! *podstawiają drabinkę pod kosz i razem próbują urwać obręcz* J-Jeszcze troszkę..!
Kuroko: *uwiesił się na obręczy, wisu wisu*
Aiko: ;-; *pac na kolana, załamka* N-Nadzieja matką głupich...
Za-zapomnijmy o-o obręczy..oki..?
Sayaka-chan została menadżerem Kajiou ^^ F-Fajnie ^^ Aiko też by chciała..;-; Z-Znaczy w Seirin...W Kajiou u-urzęduje Sayaka..^^"
Mam nadzieję, że Aomine-kun w końcu się troszkę ogarnie..;-; I że reszta mu w tym pomoże..!
*razem z Kuroko przesyłają wenę* M-Może to niewiele, bo mnie się j-już skończyła, ale..;-;
Czekamy n-na kolejny rozdział..! <3
Dziękuję <3 I następnym razem na pewno wam się z tym koszem uda!;)
Usuń