piątek, 23 października 2015

Rozdział 24

Mam już pomysł na dalszą akcję :D Może i wyda wam się dziwna, ale pamiętajcie, że jestem pozytywną wariatką, która lubi dziwne rzeczy XD To, co się będzie działo, nagle mi wpadło do głowy i jakoś nie chce wypaść... Ale to w kolejnych rozdziałach ^^
___________________________________________________________________________________

 ~Aomine~

 Za kilka dni testy semestralne. Wypadałoby się trochę poduczyć, ale mi się nie chce. Znów zdam się na swoje nieopisane i zajebiste szczęście w trafianiu poprawnych odpowiedzi. Nie mam głowy do siedzenia nad książkami, więc muszę sobie jakoś poradzić. Mój fart na takich sprawdzianach jest ogromny. Prawie w ogóle się nie uczę, a zdaje je bezproblemowo. Do tej pory zawsze mi się udawało, ku zaskoczeniu nauczycieli, którzy grozili mi, że obleję. Uwielbiam patrzeć na ich zszokowane miny! Nie mają się do czego przyczepić i to jest cudowne.

 Leżałem na łóżku w domu Akiny i patrzyłem, jak siedziała przy biurku, robiąc ważne notatki. Ciągle zerkała do książek, sprawdzała coś w Internecie, pisała… Że też jej się chciało.

 - Ej, a może gdzieś pójdziemy? - zaproponowałem, ale nawet na mnie nie spojrzała.

 - Nie mogę – odpowiedziała po chwili. – Muszę się uczyć do egzaminu. Ty też powinieneś. Nawet książki nie otworzyłeś.

 - I tak zdam.

 - A jak nie?

 - Zdam – posłałem jej pewny siebie uśmiech, na co ona głośno westchnęła.

 - Ja już  z tobą nie mogę – jęknęła. – Ruszyłbyś się wreszcie, a nie… A, właśnie!

Usiadła koło mnie i z powagą spojrzała mi w oczy. Jezu, co ona wymyśliła?

 - Masz zakaz kupowania i oglądania pornosów. – odezwała się po chwili ciszy.

 - CO?! – wykrzyknąłem. – Czeeemuuu?!- zawyłem teatralnie i dotknąłem ręką klatki piersiowej.

 - Bo mi to nie odpowiada. A niech no tylko dowiem się, że coś takiego przeglądałeś, marny twój los. I z nami oczywiście koniec.

  - A, rozumiem. Wolisz, bym oglądał twoje piękne i krągłe wdzięki? – zapytałem bezceremonialnie, gapiąc się na jej biust.

 - N-N-Nie! – odwróciła się do mnie plecami. Przód ma znacznie ładniejszy. – Nie to miałam na myśli! Po prostu czułabym się… zdradzana.

 - Zdradzana?

 - To tak, jakbyś gapił się na inne dziewczyny, a mną przestał się interesować. Jakbyś z nimi chciał iść do łóżka, jakbym ja się nie liczyła, jakby ci tylko zależało na fizycznej przyjemności, jak…

 O czym ona, do cholery jasnej, bredzi?! Mam dziewczynę i miałbym się z innymi w tajemnicy zabawiać?! Odbiło jej?!

 Pchnąłem ją na łóżku i przygniotłem ją całym ciężarem ciała. Chwyciłem w dłonie jej policzki i powiedziałem:

 - Jeśli jeszcze raz powiesz lub pomyślisz o czymś takim, to naprawdę nie wiem, co ci zrobię – dotknąłem swoim czołem jej głowy. – Jak mogłaś to powiedzieć? Naprawdę sądzisz, że mógłbym się zdradzić dla zwykłej przyjemności? Nie jestem za dobry w wymyślaniu jakiś czułych słówek, ale o osobę, którą się kocha, należy dbać, nie? Więc czemu niby miałbym cię zdradzać, skoro cię kocham?!

 Aż zaniemówiła. Sam nie wierzę w to, że wypowiedziałem takie słowa. Ale to czysta prawda. Za nic w świecie bym jej nie zostawił. Jest dla mnie zbyt cenna.

 Patrzyła na mnie swoimi pięknymi oczami, aż nagle samotna łza spłynęła po jej policzku. Co ja znowu powiedziałem, że zaczęła płakać?!

 - P-Przepraszam – odezwała się nagle i dotknęła moich dłoni. – Też cię kocham.

  Patrzyliśmy sobie w oczy przez kilka sekund, po czym ją czule pocałowałem. Znów ta wiśniowa pomadka… Taka słodka, idealnie do niej pasująca. Zatopiłem się w jej wargach i zacząłem pogłębiać pocałunek, wsłuchując się w jej ciche westchnięcia. Wplotła mi ręce we włosy i przyciągnęła mnie jeszcze bliżej siebie. Oddawała każdego mojego całusa i nie ustępowała. Zszedłem na jej szyję. Najpierw jeździłem po niej nosem, a potem zacząłem ją całować. Jęknęła. Uśmiechnąłem się pod nosem. Jak każda dziewczyna lubi takie pieszczoty. Przygryzłem płatek jej ucha i wyszeptałem:

 - Masz gładką skórę.

 Wróciłem do całowania jej szyi i czułem, jak rękoma masuje moje barki. Odchyliła lekko głowę, bym miał więcej miejsca. Szybko się dziewczyna uczy. Cóż, w końcu jestem w tym mistrzem. Przesunąłem się z pocałunkami na jej ramiona, lekko je odsłaniając. Jezu, jest tak cholernie seksowna! Ona chyba nie wie, jak na mnie działa! Albo wie i to perfidnie wykorzystuje. Ta jej święta zasada, że seks dopiero po ślubie, zaczyna mnie irytować. Rozumiem, że jeszcze nie jest gotowa, w końcu ma uraz po swoim byłym, ale mam czekać do nocy poślubnej?! Zresztą kto tu w ogóle o ślubie myśli?! Wolałbym, by była gotowa najpóźniej za rok. Tfu, co ja gadam! Wolałbym, by była gotowa już dziś! Mam wielką ochotę się z nią kochać. Teraz. Zaraz. Natychmiast.

 Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Od razu przerwała pocałunek i westchnęła.

 - To pewnie Sayaka nie wzięła kluczy. – Odezwała się i wstała.

 Niechętnie jej na to pozwoliłem i poszedłem za nią do przedpokoju. Jakie było moje zdziwienie, gdy obok Sayaki zobaczyłem też Kise. Spojrzeliśmy na siebie, a po chwili na twarzy modela pojawił się szeroki uśmiech.

 - Aominecchi! – krzyknął uradowany. – Nie wiedziałem, że też tu będziesz!

 - Ty, patrz, jaka zajebista niespodzianka – mruknąłem. Po kiego przyszedł tu ze swoją dziewczyną? Pewnie chcieli mieć trochę spokoju dla siebie. Ups, coś im nie wyszło.

 - Zaprosiłam Kise na kolację.- Sayaka przytuliła siostrę na powitanie, a mi pomachała. – Aomine, też zostaniesz?

 - Pewnie! – miałbym przegapić okazję zjedzenia smakołyków przygotowanych przez Akinę?

 - Trzeba mnie było uprzedzić, to bym coś zrobiła – Akina nie wyglądała na przekonaną. – Teraz to nie ma na to za bardzo czasu.

 - Zamówimy pizzę! – zaproponowała Sayaka. - Aomine, lubisz?

 Kiwnąłem potwierdzająco głową. Dawno tego nie jadłem, więc chętnie sobie przypomnę jej smak. Wprawdzie miałem ochotę na jakieś mięso z ryżem, ale pizzą też się zadowolę.

 Akina poszła zamówić dwie duże pizzy, a my w tym czasie usiedliśmy na kanapie w salonie. Sayaka przyniosła szklanki z sokiem wiśniowym i zaczęliśmy rozmowę. Po chwili do salonu weszła Hyuga i zajęła miejsca koło mnie.

 - Co robiliście zanim przyszliśmy? – zapytała Kuso. – Nauka do egzaminów?

 - Z tym kretynem się nie da – moja dziewczyna wskazała mnie. – Ja próbowałam. A wy co porabialiście?

 - Najpierw poszliśmy do cukierni, potem do biblioteki, bo potrzebowałam jednej książki, a na koniec przyszliśmy tutaj.

 Sayaka zaczęła nawijać o jakiś przecenach, które widziała na mieście i Kise obiecał jej, że pójdą jutro do sklepu. Pięknie, jeszcze chwila, a…

 - Aominuś – zaczęła Akina. A nie mówiłem?! – Pójdziesz ze mną jutro, prawda?

 - Nie – odpowiedziałem twardo i skrzyżowałem ramiona na klatce piersiowej. – I nie przekonasz mnie.

 - Daikuś no… Nie bądź taki.

 - Te twoje maślane oczka nie robią na mnie żadnego wrażenia.

Nie ustąpię jej tak łatwo. Już wiem, jak to by się skończyło. Zaciągnęłaby mnie do stu sklepów, nawybierałaby ciuchów, butów i kosmetyków, a na koniec ja musiałbym nieść ponad połowę z tych rzeczy. Nie mam zamiaru bawić się w tragarza.

 - Aomine! - podniosła głos. Oho, zaczyna się. – Dlaczego Sayaka nie ma takiego problemu, a ty nawet nie chcesz pójść ze mną do zwykłego sklepu?!

 - Bo nie jestem jak ten piękniś i jako facet nie lubię łażenia po babskich sklepach.

 - Aominecchi!- Kise wskazał na mnie oskarżycielsko palcem wskazującym. – W czym ty widzisz problem? I nie nazywaj mnie pięknisiem! To, że dbam o swój wygląd, to nic złego! Zrób dla Akinacchi coś miłego i pójdź z nią do sklepu.

 - Trzy do jednego, przegrałeś – podsumowała Sayaka i dopiła swój sok. – Idziemy we czwórkę.

 - To WY tak postanowiliście, nie ja- burknąłem i odwróciłem lekko głowę, stawiając na swoim.

 - A jeśli cię pocałuję? – spytała nagle Akina, co wzbudziło moje zainteresowanie. Łaskawie na nią zerknąłem.

 - Możesz spróbować – uśmiechnąłem się chytrze. Coś czuję, że to może być przyjemne przekonywanie. – Ale musisz się postarać.

 Chwilę później usiadła na moich kolanach i brutalnie wpiła się w moje usta. Wsunęła swój język do mojej buzi i zaczęła coraz bardziej napierać. Ona umie tak całować?! Czemu to do tej pory ukrywała?! O, nie będę jej dłużny. Zaczęła się prawdziwa bitwa na języki. Jeszcze nigdy się z nią tak nie całowałem. Rzeczywiście przypomina lwicę. Piękna, zgrabna, a do tego ostra i ma charakterek. Zupełnie zapomniałem o Kise i Sayace. Położyłem ręce na biodrach Akiny i z przyjemnością smakowałem jej ust. Całowała perfekcyjnie. Nie miałem jej czego zarzucić.

 -  To pójdziesz? – oderwała się ode mnie i spojrzała mi w oczy.

 - Przekonałaś mnie - mruknąłem zadziornie. – Ale mogłabyś to powtórzyć.

 - Wybij to sobie z tej pustej łepetyny!

 Wstała z moich kolan i usiadła na drugim końcu kanapy.

 - Wyglądaliście słodko – skomentowała Sayaka, szczerząc się w naszą stronę.

 - Aominecchi, jednak potrafisz być dla kogoś czuły – uśmiechnął się Kise.

 Ludzie, za co? Teraz będą mi to wypominać do końca życia? To chyba normalne, że całuję się z własną dziewczyną. Chociaż w sumie bez tej dwójki byłoby lepiej… Może nawet bardziej pikantnie? Uh, mam ochotę na powtórzenie tego z małym dodatkiem. Czemu ona aż tak na mnie działa? Cóż, kiedy indziej się nad tym zastanowię. Pizza przyszła i ktoś musi się zająć jedzeniem.

 

 

 Wiedziałem, że tak będzie. Po prostu to wiedziałem!

 Dziewczyny zaciągnęły nas do największego centrum handlowego w okolicy i rzucały się prawie na każdą wystawę. Nie powiem, że na tym nie skorzystałem, bo do mojej szafy dołączyły dwie koszulki, spodnie i kilka par skarpetek, ale to nie zmienia faktu, że robiłem za tragarza. Targałem zakupy Akiny od dwóch godzin i dzielnie to znosiłem. Kise jakoś niespecjalnie narzekał. Znał się na modzie, więc co jakiś czas doradzał dziewczynom jakieś dodatki czy kolory ubrań. Czasem się zastanawiam, czy on przypadkiem nie był kiedyś babą, ale po nieudanej operacji stał się pedalskim facetem. Wprawdzie nie ma cycków, za to coś mu dynda między nogami, ale mimo tego zachowuje się jak baba. Bywają dni, że ma swoje humorki i wtedy mam dużą ochotę sprawdzić, czy przypadkiem nie ma miesiączki. Tyle lat przyjaźnię się z Satsu, że umiem już rozpoznawać TE dni i TE zachowania. Po co dziewczyny to w ogóle mają? Okres tylko przeszkadza i przysparza wszystkim samych problemów. Dziewczyna to się może bezkarnie wydzierać, a wystarczy, że chłopak raz podniesie głos, to już wszyscy mówią, że ją bije. Gdzie tu sprawiedliwość? Dodatkowo miesiączka uniemożliwia seks. Żadna frajda pieprzyć się z babą, której co chwila wylatuje czerwona ciecz z dziurki. To musi być ohydne. Nie chciałbym być dziewczyną. Chłopcy i tak wystarczająco cierpią, słuchając ich ciągłych narzekań, żalów, kompleksów, wrzasków, płaczu i zmian nastroju.

 Wracając do zakupów- masakra. Ręce mi już zaczynały drętwieć, a irytacja wzrastała z każdą minutą. Miałem dużą ochotę rzucić te wszystkie torby na ziemię, ale cudem się od tego powstrzymywałem. Wolałem nie robić afery w miejscu publicznym. Nagle podeszła do mnie jakaś dziewczyna. Miała ładne włosy i w ogóle, ale jej piersi… Miseczka F! Zaraz się jednak opamiętałem. Mam dziewczynę.

 - Em, Aomine Daiki? – zaczęła zalotnie. Natychmiastowo zobaczyłem w oczach Akiny niebezpieczne ogniki. Niechętnie przytaknąłem. – Mógłbyś mi… pomóc? Choć na chwilę ze mną.

 Lekko przymknęła oczy, robiąc bardziej seksowną minę. W tym samym czasie poczułem wyładowania elektryczne od Akiny. Wręcz czułem ostrość jej piorunów.

 - E, sorki, ale nigdzie nie idę – odparłem pewnie i starałem się nie patrzeć na jej biust. – Mam dziewczynę, więc nie chcę cię widzieć.

 
Zgrabnie ją wyminąłem, nie zwracając uwagi na jej zbaraniałą minę. Domyślam się, że żaden facet jej jeszcze nie odmówił. Na samą myśl o ilościach penisów, które już odwiedziły jej wnętrze, przeszły mnie ciarki. I ja niby miałbym iść z nią na szybki numerek?! Chyba zmysły postradała lub uderzyła się mocno w głowę.

 - Aomine Daiki, gapiłeś się na jej cycki! – Akina wycelowała we mnie wskazującym palcem i podejrzewam, że gdyby wzrok mógłby zabijać, leżałbym już martwy u jej stóp.

 - Wcale nie! – zaprzeczyłem. – Spławiłem ją, więc nie masz mi nic do zarzucenia!

 - Co nie zmienia faktu, że spojrzałeś na jej biust!

 - Twój i tak jest ładniejszy.

 Już otwierała usta, by coś powiedzieć, ale zamiast tego zacisnęła dłonie w pięści. Sayaka pociągnęła ją do sklepu obuwiowego i pewnie czeka nas tak kolejne pół godziny przymierzania butów.

 - Te czarne czy granatowe? – zapytała Akina. – Aomine, które wyglądają lepiej?

 Jeszcze się mnie o radę będzie pytać… Szpilki jak szpilki, wysokie, irytująco stukają o podłogę, jedynie różnią się kolorami. I to właśnie kolor jest największym problemem. Słyszałem, że czarny pasuje do wszystkiego, więc…

 - Czarne – odpowiedziałem po chwili, patrząc na jej nogi.

Stanęła przede mną i stwierdziłem, że szpilki jej bardzo pasują. Wydłużają jej nogi i powodują, że jest jeszcze szczuplejsza, co akurat nie zawsze musi dobrze wyglądać. Ale w jej przypadku wyglądają świetnie. Zresztą nie widziałem jej jeszcze w czymś, w czym by źle wyglądała.

 Kiedy wreszcie skończyły się te istne tortury, zwane babskimi zakupami, poszliśmy do najbliższej kawiarni i zamówiliśmy po porcji lodów. Tak mi ręce zdrętwiały, że nie wiem, jak doniosę to wszystko do jej domu. Jeśli mi ramiona nie odpadną, to będzie cud jakiś. Okazało się, że zimne lody działają kojąco na moje zdrętwienia, więc zanim je zjadłem, prawie całe się rozpuściły.  O tak, tego mi było trzeba.
___________________________________________________________________________________




 

 

 

czwartek, 22 października 2015

Rozdział 23

Słowo od autorki: eeeeee.....

 Sorki za ewentualne błędy (pewnie i tak będą XD), ale ostatnio mam mało wolnego czasu i wiecie... Gomen ;_;
 Mam nadzieję, że tym rozdziałem się zrekompensuję :D
___________________________________________________________________________________
~Akina~

 - Wreszcie!- krzyknęła pani Aomine.- Mój syn wreszcie znalazł sobie porządną dziewczynę!

 Kobieta była taka szczęśliwa, że nie mieliśmy serca jej zatrzymywać. Znaczy Daiki już dawno mógłby to zrobić, ale mu na to nie pozwoliłam. Wyściskała mnie i powiedziała, że dzięki mnie jej syn zmądrzeje i stanie się bardziej męski. Chłopak oczywiście się na te słowa obraził, ale gdy ciocia zaprosiła nas na to ciasto, od razu mu się humor polepszył.

 - Jak to się stało?- zapytała entuzjastycznie.- Opowiadajcie!

 Spojrzałam na Daikiego, a on zaczął mówić.

 - Ekhm…- podrapał się w tył głowy.- Wiesz… Głupio z tym wyszło, bo koledzy zamknęli nas w magazynku i czekali do końca treningu, aż sobie wszystkiego nie wyjaśnimy… I się doczekali. Powiedziałem jej, że ją kocham i tak jakoś samo dalej wyszło.

 - Jestem z ciebie dumna! Odważyłeś się zrobić pierwszy krok, a to nie lada wyczyn! Akina-zwróciła się do mnie.- Miej na niego oko, dobrze?

 - Nie ma sprawy- uśmiechnęłam się.- Już ja o niego zadbam.

 Przesiedziałam u nich całe popołudnie. Zjedliśmy ponad połowę ciasta, rozmawialiśmy i  śmialiśmy się. Pani Aomine była naprawdę szczęśliwa i cieszę się, że tak to przyjęła. Na koniec tak mnie wyściskała, że jej siła była porównywalna do uchwytu Daikiego. Pożegnałam się z nimi, Aomine mnie nawet pocałował (tak przy mamie! O losie, mógł się nieco wstrzymać!). Poszłam do domu i od razu dopadła mnie Sayaka wraz ze swoimi pytaniami.

 - Siadaj i opowiadaj.- posadziła mnie na kanapie i wbiła we mnie ciekawskie spojrzenie.

 Opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami, a ona odwdzięczyła mi się opowieścią, jak to ona poznała matkę i siostrę Kise. Obie podobno są bardzo miłe i ją bardzo polubiły. Ho, czyli będziemy miały fajne teściowe? O Boże! O czym ja myślę?! Aomine jest moich chłopakiem od wczoraj, a ja już o teściowej!

- Zobacz, co dostałam od Kise!- weszła do swojego pokoju, a po chwili z niego wyszła, niosąc w ręku album z ich wspólnymi zdjęciami. – To takie słodkie! Tu są też inne fotki, na przykład poszczególnych członków, twoje i Aomine, całej drużyny…

 - Moje i tego kretyna?!- przerwałam jej.

 Wyrwałam jej album z ręki i zaczęłam go kartkować. Znalazłam zdjęcie, na którym siedzimy obok siebie przy stole i się śmiejemy, jak trzymamy się za ręce, jak rozmawiamy, jak mu coś pokazuję, jak wrzeszczę na niego, a on szczerzy się jak głupi… I wiele innych. Nawet nie wiem kiedy doszłam do ostatniej strony.

 - Rzeczywiście fajny prezent- oddałam go jej, po czym wstałam z kanapy i wlałam sobie wodę do szklanki.- Myślisz, że… Nieważne.

 - Zaczęłaś, to mów! - natychmiastowo znalazła się przy mnie i przewierciła mnie spojrzeniem na wylot.

 - Tak się zastanawiam, czy Aomine też umie być taki… romantyczny.

 - To się musisz przekonać! A gdyby tak…

 - Ty już niczego nie wymyślaj! – przerwałam jej.- Numer ze schowkiem w zupełności wystarczy!

 - Nadal się o to gniewasz? - zapytała ze zdziwieniem.- Przecież dzięki temu masz chłopaka.

 - Przynajmniej jeden plus.

 Zrobiłyśmy sobie kakao, po czym postanowiłyśmy urządzić babski wieczór. Plotkowanie o chłopakach, o innych ze szkoły, żale do swoich chłopaków, wspomnienia o Ameryce, dzwonienie do Taigi, szybka powtórka angielskiego, a na koniec szybka kąpiel i pójście spać.

 Przez jakiś czas nie mogłam zasnąć. Czułam, że czegoś mi brakuje. Zrozumiałam to dopiero wtedy, gdy przypomniałam sobie ostatnią noc spędzoną z Aomine. To właśnie jego mi brakowało. Jego ramion, ciepła, torsu, oddechu, bliskości… Kto by pomyślał, że przyzwyczaję się do tego po jednej nocy? Chyba uzależniłam się od jego dotyku…

 

  Usłyszałam dźwięk budzika. Niechętnie przekręciłam się na prawy bok i wyłączyłam to ustrojstwo. Przeciągnęłam się i wzięłam telefon do ręki. Ze zdziwieniem otworzyłam SMS’a, którego dostałam dosłownie minutę temu.

 

 Od: Kretyn

 Do: Akina

 Dzień dobry, buraku :* Jak ci się beze mnie spało? Pewnie brakowało ci mojej zajebistej osoby, ale nie martw się, kiedyś powtórzymy wczorajszą noc :* Do zobaczenia.

 

 No tak… A o czym innym mógłby pisać ten zboczeniec? Przynajmniej wysilił się i w ogóle coś napisał. Pierwszy sukces naszego związku! Ale niechętnie w duszy muszę przyznać mu rację- trochę mi go brakowało. Oczywiście mu tego nie powiem, by nie miał satysfakcji. Eromaniak jeden, niech się bardziej postara i wymyśli coś romantycznego! Nie żebym lubiła romanse, bo jak dla mnie są nudne, ale jednak chłopak powinien coś robić dla swojej dziewczyny, nie? Jakiś prezent czy miła niespodzianka od czasu do czasu mi się chyba należą! W końcu nie każdy mógłby z nim wytrzymać tyle czasu, co ja, więc tym bardziej na coś zasłużyłam. Oby tylko zrozumiał, o jaki prezent mi chodzi, bo z jego inteligencją to krucho. Jak pomyśli o łóżku, to zrobię mu taką awanturę, że będzie omijał temat sypialni szerokim łukiem. W końcu ktoś musi mieć twardą rękę i trzymać jego zachcianki na smyczy. To ja jestem w tym związku osobą odpowiedzialną, więc wiem, że nie mogę go też za bardzo podniecać. Jeszcze źle to odbierze i dopiero będzie draka. Gorzej, jak mu ulegnę. To już w ogóle będzie katastrofa! Według mnie jesteśmy jeszcze na to za młodzi. Trzeba poczekać i zrobić TO dopiero wtedy, gdy obie strony będą gotowe i naprawdę będą tego chciały. Kocham Aomine, ale to nie znaczy, że muszę mu to udowadniać w łóżku. Właśnie o to chodzi- jak kocha, to poczeka. To święta zasada, którą wyznaję od momentu, gdy dowiedziałam się, że Jerry chce mnie wykorzystać. Za żadne poglądy świata jej nie zmienię! Nic mnie do tego nie zmusi, nawet tona lodów!

 Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i poszłam na śniadanie. Spojrzałam na swój ubiór. Po co nam te mundurki? Wszyscy wyglądają tak samo, co się robi nudne. Dużo bardziej wolę chodzić normalnie ubrana, a nie w tę białą bluzkę, granatową marynarkę i ciemną spódniczkę. Przynajmniej można się normalnie czesać. A ja kocham swoje włosy i nie mam zamiaru ich obcinać. Moja mama miała podobne włosy do moich i to jest główną przyczyną, czemu nie chcę ich podcinać. Czasem się zastanawiam, czy ona już trafiła do nieba i obserwuje mnie. Cieszy się, że znalazłam chłopaka? Jest ze mnie dumna? A może smuci się, że przestałam tańczyć? Uśmiecha się do mnie? Pomaga mi w jakikolwiek sposób? Pamiętam to wspaniałe uczucie, gdy prowadziłam zajęcia taneczne na obozie. Nieopisana radość, ból mięśni, ale taki przyjemny, motywujący do dalszego wysiłku, rytm, który moje ciało już znało i go sobie przypomniało… Czemu z tym skończyłam? Może nie powinnam była się tak łatwo poddać? Może nie powinnam była się oskarżać o tę tragedię? Poszłam na łatwiznę? Tak, stchórzyłam. I boję się to tego wrócić po tym roku przerwy… Boję się wspomnień, boję się o tym pamiętać. Nie chcę widzieć jej pogrzebu ani nagrobka z jej nazwiskiem. Chcę, by tu była, żywa. By mi doradzała, pomagała mi, przytulała, wspierała… by robiła to, co robiła do czasu wypadku. Jestem tchórzem.

 - Pomóc ci? - zapytałam, gdy zobaczyła Sayakę krojącą pomidora.

 - Nie trzeba – odpowiedziała szybko. – Właśnie skończyłam.

  Położyła talerze z kanapkami na stole, a ja w tym czasie zaparzyłam herbatę. Zajęłyśmy swoje miejsca i zaczęłyśmy jeść.

 - Cieszę się, że spotkałam Kise – odezwała się nagle moja siostra. – Kto by pomyślał, że tak sławny model zwróci uwagę akurat na mnie?

 - Nie dziwię mu się. Gdybym była na miejscu chłopaka, nie mogłabym oderwać od ciebie oczu.

 - A-Akina!

 - Co? Mówię, jakby było.

 - I vice versa. Pasujesz do Aomine jak ulał.

 Skończyłyśmy jeść i poszłyśmy do szkoły. Zapowiadał się słoneczny i ciepły dzień.

 - Dzisiaj sprawdzian z geografii, pamiętasz? – zapytała nagle Sayaka, a ja natychmiastowo zatrzymałam się na środku chodnika. Zapomniałam! To przez te wizytę u Aomine. Kompletnie wyleciało mi to z głowy!- Nie martw się, na pewno sobie poradzisz.

 Westchnęłam. Do tej pory nie miałam problemu z tym przedmiotem, ale zawsze byłam przygotowana na sprawdzian. Jak źle mi pójdzie, to zwalę winę na tego kretyna. Przecież mógł mi przypomnieć!

 Weszłyśmy do szkoły, gdzie spotkałyśmy Akashiego.

  - Akina, niedługo będą testy semestralne - zaczął. Do czego zmierza? – Liczę na całą drużynę, więc mam nadzieję, że ze wszystkiego zdasz.

 - Na pewno- uśmiechnęłam się, co mi cudem wyszło! – Nie mam za bardzo problemów z nauką.

 - Przekaż to Daikiemu i powiedz mu, że ma się wziąć do roboty. A jeśli zacznie się śmiać, dodaj, że to moje słowa.

 - J-Jasne…- przełknęłam ślinę.

 Akashi odszedł, witając się wcześniej z Sayaką.

 - Ostry- mruknęła, gdy zniknął za zakrętem.

 - To i tak nic – wzruszyłam ramionami i skierowałam się do klasy.

   Gdy już prawie byłyśmy na miejscu, ktoś mnie mocno objął w pasie i do siebie przytulił. Tylko jeden idiota na świecie odważyłby się zrobić coś takiego.

 - Aomine Daiki, masz mnie natychmiast puścić!- warknęłam.

 - Już się nawet nie mogę przywitać z dziewczyną? – spytał z udawanym oburzeniem.

 - Jesteśmy na środku korytarza szkolnego!

 - I co z tego?

 Nim zdążyłam zareagować, pocałował mnie publicznie w usta, po czym mrugnął do mnie i wszedł do klasy. Usłyszałam chichot Sayaki.

 - Idealnie do siebie pasujecie!- podsumowała.

 Dopiero wtedy zorientowałam się, że cały korytarz to widział. Dziewczyny posyłały mi nienawistne i zazdrosne spojrzenia, a chłopcy chętnie postawiliby się na miejscu tego głąba.

 Odwróciłam głowę i szybko weszłam do klasy, gdzie usłyszałam radosny krzyk Kise.

 - Sayakicchi! Akinacchi! – przytulił nas obie na powitanie, ale ktoś natychmiast strącił jego rękę z mojego ramienia.

 - Wara od mojej dziewczyny – warknął Aomine. No normalnie mój książę na białym koniu. Szkoda tylko, że mega irytujący.

 - Aominecchi, spokojnie – model podrapał się w tył głowy. – Nic jej przecież nie zrobiłem.

 - Na twoje szczęście.

 Usiedliśmy w swoich ławkach, a ja przekazałam chłopakom to, co powiedział mi Akashi.

 - Rany, nienawidzę tych testów- westchnął Aomine. – Po co komu do życia potrzebne?

 - Mam problem z chemią – przyznał niechętnie Kise.

 - Mogę ci pomóc – zaproponowała Sayaka. – Wiesz przecież, że lubię chemię.

  Zajęli się sobą, a chwilę później do klasy wszedł nauczyciel. Pech polegał na tym, że pierwszą lekcją była ta nieszczęsna geografia. Miałam wrażenie, że gdy zobaczę testy, zemdleję. Jednak kiedy ujrzałam pierwsze trzy pytania, cały strach minął. Sprawdzian był tak prosty, że ani razu się nie zawahałam i skończyłam piętnaście minut przed czasem. Łatwizna.

 - I jak ci poszło? – zapytała Sayaka, gdy szłyśmy na stołówkę.

 - Było tak proste, że nie miałam żadnego problemu.

 Zajęłyśmy wolny stolik i wyjęłyśmy drugie śniadania. Nie minęła minuta, a dosiadło się do nas całe Pokolenie Cudów. Co za szkoła… Nawet nie mogę w spokoju zjeść.
___________________________________________________________________________________




 

 

 

 

 

 

 

 

wtorek, 20 października 2015

Rozdział 22

Już tyle rozdziałów za mną! Nawet nie wiem, kiedy to tak szybko zleciało... Przed waszą ukochaną parą pojawiło się wyzwanie- muszą powiadomić mamę mojego Aominesia ( nie obchodzi mnie, że jest chłopakiem Akiny, i tak jest mój! ;_;) o swoim związku... Jak to zrobią? Dowiecie się w tym rozdziale!

 Zapraszam do czytania i jedna prośba: osoby czytające proszę o KOMENTARZ! Dziękuję za chwilę uwagi poświęconej mej skromnej osobie ^^
___________________________________________________________________________________
 
 ~Akina~

 Oby był w dobrym humorze! Oby był w dobrym humorze… Panie Boże, mniej nas w swej opiece! Ochroń nawet tego kretyna, który od wczoraj jest moim chłopakiem. Nie pozwól, by ten sadysta nas zabił. Niczego złego przecież nie zrobiliśmy. Do niczego nie doszło, jedynie razem spaliśmy. O Boże! A jeśli on nas rozdzieli?! Panie w niebiosach, ochroń nas!

 Powtarzałam prośby do Boga od momentu, gdy dowiedziałam się, że Akashi chce nas widzieć. Wprawdzie nie jestem zbyt mocno związana z kościołem, ale podobno Bóg wysłuchuje próśb swoich sług… Już nawet meteor mógłby spaść na naszą szkołę! Cokolwiek, byleby tylko nie spotkać się z Akashim. Gdybyśmy po drodze nie spotkali Midorimy, pewnie dowleklibyśmy się tam za jakiś miesiąc. Jego ton świadczył o tym, że Akashi jest zniecierpliwiony, a to oznacza, że prawdopodobnie będzie jeszcze gorzej, niż na początku zakładałam.

 Weszliśmy na salę gimnastyczną i zobaczyliśmy go. Siedział na krześle pośrodku pomieszczenia i bacznie nas obserwował. Śledził każdy nasz ruch, każdą kropelkę potu spływającą po naszych karkach i każde drżenie rąk. I jak tu się przy nim nie stresować?!

 - Akina, Daiki- odezwał się dopiero po minucie, która dla mnie ciągnęła się w nieskończoność.- Domyślam się, czemu nie było was na pierwszej lekcji. Pamiętacie moje ostrzeżenie?- kiwnęliśmy głowami.

 - My nie…- zaczęłam, ale jego spojrzenie mnie skutecznie uciszyło. Spuściłam głowę i zacisnęłam zęby.

 - Wiem- przerwał mi.- I macie szczęście, że się powstrzymaliście.

 Teraz będzie nam gadał o odpowiedzialności w związku?! Nie jestem głupia, umiem o siebie zadbać i nie pozwolę na to, by Aomine się do mnie teraz dobierał. Zobaczymy, jak długo wytrzyma… Tego jestem strasznie ciekawa.

 - Jednak wspólnie spędzona noc nie jest powodem na spóźnianie się do szkoły- kontynuował.- To, że jesteście parą, nie znaczy, że możecie zaniedbywać swoje obowiązki.

 - Ale to tylko…- wtrącił Aomine.

 - Milcz, Daiki, naprawdę nie mam dziś humoru na twoje durne żarty- Akashi wbił w niego mordercze spojrzenie, na co mój chłopak natychmiast się uspokoił.- Wracając do tematu. Jeżeli taka sytuacja się powtórzy, marny wasz los. Dziś będę dla was łaskawy. Posprzątacie magazynek.

 - CO?!- wykrzyknęliśmy jednocześnie, ale widząc jego spojrzenie i nożyczki, które w tempie błyskawicznym wyjął z kiszeni, natychmiast się poprawiliśmy.- Tak jest.

 Wyszedł z sali, każąc Aomine odnieść krzesło. Z ponurymi minami powlekliśmy się do swojej klasy.

 - To wszystko twoja wina- powiedziałam z wyrzutem, gdy szliśmy korytarzem.

 - Ta, pewnie, zwalaj wszystko na mnie- burknął.

 - Ale to jest twoja wina.

 Już chciał coś powiedzieć, ale usłyszeliśmy znany nam, obojętny głos.

 - Mine-chin, Aki-chan, macie coś dobrego?

 Zobaczyliśmy Murasakibarę idącego w towarzystwie Midorimy.

 - Czy ty nie możesz brać całej lodówki ze sobą?- prychnął Aomine.

 - Lodówka jest za ciężka, poza tym słodyczy się w niej nie trzyma- odparł, zgniatając w ręku puszkę po jakimś soku.- Macie coś?

 - Mam pączka- odpowiedziałam i mu go podałam.

 - Dzięki, Aki-chan.

 Odszedł, pożerając w całości to, co mu dałam. Wtedy podszedł do mnie Midorima i wręczył mi dość nietypową rzecz, jaką okazała się być… podpaska. Spojrzałam na niego zdziwiona i dopiero po chwili załapałam, że to mój szczęśliwy przedmiot na dziś.

 - Nie będziesz miała większego pecha- powiedział tylko.- Gdybyś wcześniej to ze sobą miała, to pewnie byście się nie spóźnili i Akashi by się na was nie wściekał. Aomine, to dla ciebie.

Rzucił chłopakowi niebieski ołówek, po czym oddalił się za Murasakibarą.

 - Ty dostałeś przynajmniej normalną rzecz- mruknęłam i schowałam podpaskę do torby.

 - Wiesz, kiedyś ci się na pewno przyda- mrugnął do mnie.

Poczułam się nieco zażenowana. Wiem, że okres jest normalną sprawą i nie ma co się tego wstydzić, ale do tej pory jedynym chłopakiem, z którym o tym rozmawiałam, był Taiga. Właściwie gadałam z nim zawsze o wszystkim. O zainteresowaniach, o miłościach, o moim problemie z Jerrym, o śmierci mamy… Wiedziałam, że mogę mu zaufać. Aomine wprawdzie znam od kilku miesięcy i przyzwyczaiłam się do tego, że jest zboczony, ale nigdy nie rozmawiałam z nim o takich sprawach. To, że ogląda te swoje pornosy, nie znaczy, że się na tym zna. O, właśnie! Skoro o tym mowa… Muszę mu dać zakaz kupowania i przeglądania Horikity Mai. Pewnie zna układ rozrodczy żeński na pamięć, ale… i tak czuję pewien rodzaj wstydu, do którego muszę się przyzwyczaić.

 Poczułam, jak łapie mnie za dłoń. Uśmiechnęłam się. Jego ręka różni się od tej Jerry’ego. Jest delikatna (mimo że na taką nie wygląda), miękka i wiem, że w jego ramionach mogę się czuć bezpiecznie. Ta różnica jest tak odczuwalna, że teraz sama się zastanawiam, jak mogłam kiedyś uważać swojego byłego za ,,tego jedynego”. Głupia byłam.

Zacisnęłam palce na jego dłoni i spojrzałam mu w oczy. Uśmiechał się. Czemu ma taki zniewalający i seksowny uśmiech?! Normalnie mógłby z nim paradować cały dzień! Albo lepiej nie. Wystarczyły mi zazdrosne dziewczyny, które z chęcią by się na mnie rzuciły, byleby tylko spędzić trochę czasu (a najlepiej całą noc) z MOIM chłopakiem. O nie! Co to, to nie! Jest mój i nikomu go nie oddam.

 Weszliśmy do właściwej sali, gdzie od razu przywitały nas ciekawskie spojrzenia skierowane na nasze splecione dłonie. Kise i Sayaki natychmiast się przy nas znaleźli i zaczęli żądać wyjaśnień. Powiedzieliśmy im w skrócie, co się stało, aż wreszcie dali nam spokój. Długo nie pogadaliśmy, bo zadzwonił dzwonek.

 

 ~Aomine~

 Nie żeby coś, ale wolałbym patrzeć na jej przód, nie na plecy. Przez kilkadziesiąt minut nic na to nie poradzę, bo na lekcji siedzi do mnie obrócona tyłem. W ogóle nie mogłem skupić się na tym, co gadał nauczyciel. I tak przeważnie spałem na jego wykładach, ale Akina jakoś wyjątkowo zaprzątała moje myśli. Ciągle myślałem tylko o niej i za żadne cycki świata nie mogłem jej wywalić ze swojej głowy. Przypomniałem sobie reakcje innych, gdy zobaczyli, że trzymamy się za ręce. Czy to aż takie dziwne, że najbardziej zajebisty chłopak w szkole na dziewczynę? No chyba nie. Wiadome było, że kiedyś się to wydarzy. Nie mogłem być przecież singlem w nieskończoność! A że trafiła się odpowiednia dziewczyna, na której mi naprawdę zależy… Idealnie. Została jeszcze tylko jedna kwestia- powiadomienie mojej mamy o tym ważnym szczególe. Tylko jak jej to powiedzieć, by ze szczęścia i podniecenia nie rozwaliła całego domu? Hmm… To już główkowanie na większą skalę. No normalnie Einstein (czy jak mu tam było) miałby problem z wymyśleniem czegoś takiego!

 Westchnąłem i po raz tysięczny spojrzałem na jej plecy. Nauczyciel akurat pisał coś na tablicy i był odwrócony do nas tyłem, więc skorzystałem z okazji i pociągnąłem ją lekko za włosy. Syknęła i posłała mi mordercze spojrzenie.

 - Idziesz dziś do mnie po szkole- widząc jej zdziwioną minę, dodałem.- Na przerwie ci wyjaśnię.

 

 - A może ciasto czekoladowe?- zaproponowała, gdy stanęliśmy przy jednym z wolnych parapetów.- Twoja mama je lubi?

 - Uwielbia.- to była święta prawda. Jeśli jest coś, co moja matka kocha bardziej od ciasta czekoladowego, to tylko letnie wyprzedaże i oczywiście moja zajebista osoba.

 - To zrobimy je!

 - Zaraz, jak to ,,my”?- zdziwiłem się.- Ty mnie chyba jeszcze w kuchni nie widziałaś. Ja się na kucharza w ogóle nie nadaję.

 - Kiedyś musisz spróbować.

 - Ja wiem swoje i…

 - Nie waż mi się sprzeciwiać!- powiedziała to takim tonem, że zaczynam podejrzewać, czy nie brała przypadkiem lekcji u Akashiego.

 Zamilkłem, a ona zaczęła wypytywać mnie o produkty, które posiadam w domu. A co ja jestem, kucharka jakaś?! Dla mnie ważne jest to, by mieć co jeść, a produktami się nie interesuję. Jak powstanie z nich coś dobrego, to nie obchodzi mnie, z czego to powstało. W końcu zrezygnowała z dalszego przesłuchania i zapisywała sobie w głowie najważniejsze składniki. Pięknie! Nie dość, że musimy wysprzątać magazynek, to jeszcze czeka nas wyprawa do sklepu! A mieliśmy iść przecież na lody!

 

 Po skończonych lekcjach poszliśmy na salę gimnastyczną, gdzie czekał na nas Akashi. Jak miło, że postanowił się pofatygować i dopilnować naszej punktualności! Sprzątanie zajęło nam godzinę. Prawdopodobnie wyrobilibyśmy się troszkę szybciej, ale że byliśmy sami, to skorzystaliśmy z okazji i się całowaliśmy. Było wspaniale! Nie dość, że Akina ogólnie wspaniale całuje, to jeszcze nałożyła na usta pomadkę wiśniową, przez co całowanie jej sprawiało mi jeszcze większą przyjemność. Uwielbiam wiśnie.

 - Pospiesz się!- poganiała mnie od kilku minut.- Ciasto musi się jeszcze upiec!

 - No idę, przecież, idę- mruknąłem.

 Doszliśmy do sklepu spożywczego, gdzie musiałem robić za tragarza i nieść koszyk. Pół godziny później byliśmy w domu, a Akina wyjęła potrzebne produkty. Założyliśmy fartuszki (oboje wyglądaliśmy zajebiście, ale jednak dziewczynom jest w fartuchach bardziej do twarzy) i byliśmy gotowi.

 - Wymieszaj mąkę, kakao i mleko- zaczęła się rządzić.

 Prawdziwe piekło właśnie się dla mnie rozpoczęło. Ja i kuchnia?! To prawie takie samo połączenie co Kise i błoto albo robaki. Jednym słowem- niemożliwe.

 Zacząłem mieszać te przeklęte produkty, co ku mojemu zaskoczeniu wcale nie było takie złe i trudne, jak mi się na początku wydawało. Akina dodała jeszcze kilka składników, po czym wstawiła wszystko do piekarnika. Ciasto miało się piec przez pięćdziesiąt minut. Sprzątnęliśmy kuchnię, napiliśmy się soku jabłkowego, a potem usiedliśmy na kanapie i włączyliśmy telewizor.

 - Oby było dobre- mruknąłem, przełączając na kolejny kanał.

 - Będzie- zapewniła mnie Akina i położyła swoje nogi na moich udach.

 Zapatrzyła się w ekran telewizora, a spojrzała na mnie dopiero wtedy, gdy zacząłem ją smyrać po łydce. Rzuciła mi znudzone spojrzenie, po czym wróciła do oglądania filmu. Kontynuowałem mizianie dziewczyny i nie wyglądało na to, by jej to w jakikolwiek sposób przeszkadzało. Nagle usłyszeliśmy dźwięk budzika, oznaczający, że ciasto się już upiekło. Wstała z kanapy i wyjęła wypiek z piekarnika. Muszę przyznać, że pachniało mega apetycznie i siłą woli powstrzymywałem się od tego, by nie ugryźć kawałka. Akina przełożyła wszystko na ładny, szklany talerz, po czym kazała mi to przenieść do salonu, kategorycznie zabraniając mi zjedzenia nawet okruszka ciasta.

 Kiedy wszystko już było gotowe i odetchnęliśmy z ulgą, usłyszeliśmy dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach. Natychmiast podbiegłem do mamy i pocałowałem ją w policzek, wieszając jej torbę na wieszaku. Spojrzała na mnie zaskoczona i spytała:

 - Daiki, co przeskrobałeś?

 - Mamo, czy ja muszę coś przeskrobać, żeby być dla ciebie tak miłym?- jęknąłem z wyrzutem.

 Moja rodzicielka zaśmiała się, po czym poklepała mnie po policzku. Dopiero po chwili zauważyła Akinę.

 - O, jak miło znów cię widzieć!- krzyknęła radośnie.

 - Panią… Ciocię również- poprawiła się Hyuga.

 - Czy ja czuję ciasto czekoladowe?- spytała matka i zaczęła wdychać apetyczny zapach.

 - Tak- kiwnąłem głową, a chwilę później złapałem Akinę za rękę.- Jest coś, o czym musisz wiedzieć.
___________________________________________________________________________________
 





niedziela, 18 października 2015

Rozdział 21


 ~Aomine~

 Wiem, co przeszła i wiem, że jej były chciał ją wykorzystać seksualnie. Widziałem niepewność w jej oczach, a nie tego chciałem. Ma rację. To powinna być wyjątkowa chwila i ona musi tego chcieć. W końcu jest dziewicą i swój pierwszy raz będzie miała z kimś naprawdę niezwykłym i zajebistym- oczywiście chodzi o mnie.

 Spojrzałem na nią. Zasnęła. Na twarzy miała lekki uśmiech, a pasmo włosów niesfornie opadło jej na policzek. Natychmiast je poprawiłem, a ona mruknęła coś niewyraźnie i mocniej się do mnie przytuliła. Tak, zdecydowanie jestem ogromnym szczęściarzem.

 

 - Obudź się, leniu jeden!- po raz kolejny szturchnęła mnie mocno w ramię.- Za dwadzieścia minut musimy wyjść!

 Mruknąłem pod nosem coś na kształt ,,Nie musimy dziś nigdzie iść”, po czym mocno ją do siebie przytuliłem. Chciała się wyszarpnąć, ale ze mną nie miała najmniejszych szans. Oplotłem ramionami jej talię, a nosem gładziłem ją po szyi. Poczułem, jak się wzdrygnęła, ale po chwili westchnęła cicho.

 - Musimy się zbierać- powiedziała nagle.- Akashi może się wkurzyć.

 - Kogo obchodzi zdanie tego sadysty?- spytałem.

 - Wolałabym mu nie podpaść. Poza tym… Co inni mogą sobie pomyśleć?

 - Nie obchodzi mnie to.- odpowiedziałem i zacząłem bawić się jej włosami.

 - Aomine… wstawaj.

 - Nie zabrzmiałaś przekonująco.

 - No rusz się!

 - E-e. Nie przekonałaś mnie.

 Ponowiła próby wydostania się z moich ramion, co oczywiście nie poskutkowało.

 - Kretynie!- krzyknęła.- Muszę iść jeszcze do domu po ubrania!

 - Zostań ze mną…- wymruczałem do jej ucha.- Jak raz sobie odpuścisz dwie pierwsze godziny, to nic się przecież nie stanie.

  - Ale…- zająkała się.- Ale… Przecież… Muszę iść…

  - Zamknij się wreszcie- czule ją pocałowałem, a po chwili wydała z siebie cichy jęk. I tu cię mam, kotku!

 Nagle usłyszeliśmy dźwięk jej telefonu. Podniosła się i wzięła komórkę do ręki. Odebrała, a po chwili usłyszeliśmy głośny krzyk Sayaki.

 - GDZIE TY JESTEŚ?!

 Odsunęła urządzenie od ucha i skrzywiła się.

 - Jeszcze u Aomine- odpowiedziała po chwili.

 - To rusz się i łaskawie przyjdź do domu! A tak w ogóle to co ty… KISE! Tego nie miesza się z jogurtem!

  - Chyba nie tylko Akina spędziła noc ze swoim chłopakiem- zaśmiałem się.

 Byłem pewien, że Sayaka spaliła właśnie dorodnego buraka.

 - Eee… My nie ten tego…- jąkała się.- Zresztą sami wiecie… Hehe…

 - Ty się tu nie tłumacz- Akina przewróciła oczami.- Przez tego głąba nie będzie nas na pierwszej lekcji.

 - To ja już nie wnikam w te szczegóły- dałbym sobie rękę uciąć, że na jej twarzy pojawił się zboczony uśmiech.- Do zobaczenia.

Rozłączyła się i odłożyła telefon na szafkę. Westchnęła i odrzuciła kołdrę na bok. Postawiła nogi na podłodze i już chciała wyjść z pokoju, ale posadziłem ją sobie na kolanach. Spojrzała na mnie ze zdziwieniem, a potem się uśmiechnęła.

 - Wiesz…- zaczęła.- Może byśmy dziś gdzieś poszli? Przecież pary zawsze gdzieś chodzą, więc…

 - Gdzie byś chciała?- w sumie to nie jest taki zły pomysł.- Od razu mówię, że zakupy odpadają. Nie będę robił za twojego tragarza.

 Uśmiech od razu zniknął jej z twarzy.

 - Ale jesteś- mruknęła i odwróciła głowę.- A ty gdzie byś chciał, co?

 - Może na lody?- zaproponowałem.- Znam świetną lodziarnię.

 Humor natychmiast się jej poprawił. Lody są jej słabością i wiem, że uwielbia je jeść. Ciekawe, czy lubi też te inne lody… Te że tak powiem cielesne… Trzeba by kiedyś o to zapytać.

 Wstała z moich kolan i już chciała iść do łazienki, ale zatrzymała się przy drzwiach.

 - Em, Aomine?- zaczęła.- Dasz mi jakąś bluzkę?

 Uśmiechnąłem się do niej i podszedłem do szafy. Wyciągnąłem z niej pierwszą lepszą koszulkę i podałem ją jej. Wyszła, a ja pościeliłem łóżko i ubrałem się. Pewnie i tak będzie siedzieć w łazience pół godziny, więc wolałem nie czekać aż z niej wyjdzie.

 - Eee… Aomine?- usłyszałem jej nieco zawstydzony głos.

 Spojrzałem na nią i nagle naszła mnie chęć rzucenia jej na łóżko. Moja koszulka sięgała jej do połowy ud i spadała jej z ramion, odsłaniając kawałek czarnego stanika.

 - Nie masz czegoś mniejszego?- jej pytanie wyrwało mnie z moich przemyśleń i wyobrażania jej sobie w samej bieliźnie.

 - Sprawdzę u mamy. Ale jak dla mnie, to możesz w tym zostać.- mrugnąłem do niej, a ona się odrobinę zarumieniła.

 Po chwili wróciłem, niosąc ze sobą niebieską bluzkę na ramiączka. Poszła z tym do łazienki, a dwie minuty później wróciła już ubrana. Moja rodzicielka wprawdzie była szczupła, ale jej ubrania i tak trochę wisiały na Akinie. Właściwie to zaczynam podejrzewać, że moja dziewczyna na anoreksję. Nie, może przesadziłem, ale przydałoby się jej troszkę więcej mięsa.

 Zeszliśmy do kuchni, gdzie Akina zajęła się przygotowywaniem śniadania. Zrobiła makaron z kurczakiem. Pachniało pysznie. Zajęliśmy miejsca przy stole, po czym nałożyła odpowiednie porcje. Do szklanek nalała herbaty, a po chwili zaczęliśmy jeść. Dawno nie jadłem tak dobrego śniadania! Było pożywne, ale co najważniejsze- smaczne. Mogłaby u mnie nocować codziennie.

 - Idź pozmywaj- powiedziała, gdy skończyliśmy posiłek.

 - Czemu ja?- jęknąłem.

 - Bo ja to wszystko przygotowałam. Poza tym lubię porządek, więc się rusz.

 Wyszła z kuchni, zostawiając mnie z talerzami i zlewem. Westchnąłem. Zabrałem się za zmywanie. Tym razem nie miałem problemów z odróżnieniem płynu do mycia naczyń od środka do zmywarek. I wtedy coś sobie uświadomiłem. Akina jest ładna, seksowna, prawdopodobnie seks z nią będzie przyjemnością, gotuje, lubi porządek, co znaczy, że sprząta, radzi sobie z dziećmi… Żona idealna! No tylko się jej za kilka oświadczyć.

 Skończyłem zmywać i poszedłem do salony, gdzie siedziała moja dziewczyna. Wreszcie moja! To tak ładnie brzmi… Moja dziewczyna. Nikomu jej nie oddam.

 Usiadłem obok niej i objąłem ją ramieniem. Uśmiechnęła się do mnie i powiedziała:

 - Muszę iść do domu.

 - Po co?

 - Po czysty mundurek.

 Westchnąłem, ale leniwie podniosłem się z kanapy.

 - Idziesz ze mną?- zdziwiła się.

 - A czemu nie?

Wzruszyła ramionami i wzięła swoje rzeczy. Kilka minut później byliśmy już w drodze do jej mieszkania.

 - Myślisz, że Akashi bardzo się wkurzy?- zapytała nagle.

 - Może nawet nie zauważy naszej nieobecności- odpowiedziałem, ale byłem pewien, że tak się nie stanie. On wie o wszystkim. Czasami dowiaduje się o czymś nawet szybciej niż osoba, której dotyczy jakaś sprawa.

 - Wątpię- mruknęła niezadowolona.- Jak coś, to wszystko zwalę na ciebie.

  - Ej! Jak coś, to będziemy w tym razem siedzieć!

 - Nie ma mowy! To TY mnie siłą przetrzymałeś w sypialni i nie pozwoliłeś mi wyjść z pokoju!

 - Ale ci się to podobało.

 Otwierała usta, by coś powiedzieć, ale szybko je zamknęła i poczerwieniała ze wstydu.

 - N-Nieprawda- powiedziała szeptem.

 - Kłamiesz, buraku- nachyliłem się nad nią.- O, jakie dorodne rumieńce!

Szturchnęła mnie mocno łokciem w bok i odwróciła lekko głowę.

 - Ej, do twarzy ci z rumieńcem- objąłem ją ramieniem.

 Doszliśmy do jej domu, gdzie szybko się przebrała i spakowała potrzebne książki. Za trzydzieści pięć minut zaczyna się kolejna lekcja, więc mieliśmy jeszcze czas. Akina zeszła na dół w mundurku szkolnym (szczerze mówiąc, to wolę ją bez niego, w normalnym, codziennym ubraniu), a chwilę potem wychodziliśmy już do szkoły. Złapałem jej dłoń i uśmiechnąłem się do niej. Po raz kolejny zarumieniła się i spojrzała na nasze splecione dłonie.

 - Wstydzisz się tego?- zapytałem.

 - N-Nie!- zaprzeczyła.- Tylko… Zapomniałam, jakie to wspaniałe uczucie.

 - To teraz możesz sobie przypomnieć.

 Szliśmy tak w milczeniu całą drogę, ale mi to nie przeszkadzało. Ważne, że ona kroczyła obok mnie, trzymając mnie za rękę. Kiedy weszliśmy na teren szkoły, zrobiliśmy spore zamieszanie. Wszyscy zaczęli coś między sobą szeptać, niektórzy nawet wskazywali na nas palcami. Dziewczyny rzucały Akinie zazdrosne spojrzenia i patrzyły na mnie z pożądliwością. O nie, moje panie! Ja już mam swoją wybrankę i żadnej nie zaproszę do sypialni.

 - Akina! Aomine!- usłyszeliśmy krzyk Sayaki.  Biegła do nas razem z Kise.

 - Jak ci minęła noc?- zapytała Akina z uśmiechem.

 - Mogę spytać o to samo- pokazała mi język.

 - Akashicchi chce was widzieć- powiedział nagle model, psując nam dobry humor. A jednak. Już wie. Co za gnida. Nie było nas tylko na jednej lekcji! Nawet wyrobiliśmy się na drugą, ale ten sadysta i tak się o tym dowiedział! Marny nasz los! Zginiemy w bólu… Zginiemy bez seksu! Nie, to niemożliwe… Przecież… Przecież ona miała ze mną kiedyś… I miało być miło… I miała się z tego powodu cieszyć…!

 - Chodź- pociągnęła mnie za rękę.

 Zobaczyłem jeszcze współczujące spojrzenia Kise i Sayaki, po czym zrównałem kroku z Akiną i razem szliśmy jak na ścięcie. Matka mnie zabije, gdy dowie się, że zginąłem z tak błahego powodu!
___________________________________________________________________________________