czwartek, 4 lutego 2016

Rozdział 39

Ohayo, ludzie!
Zabrałam się dziś za 40 rozdział, kończąc jednocześnie 39! :D Cieszycie się?
Zdradzę wam, iż mam do napisania 2 zamówione one-shoty: Shizaya oraz Levi x Petra ;) także za czas bliżej nieokreślony możecie się któregoś spodziewać! :D Ale nie powiem, którzy napiszę najpierw XD
Może i was tym rozdziałem zaskoczę, może nie, nie wiem :P Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko wam się spodoba ;)
Powiem też, że dopiero dziś oglądałam ,,Kuroko no basket: Saikou no present desu" i muszę powiedzieć, że mega mi się to spodobało :D ^^ To było takie... takie no zajebiste i w ogóle! :D Szczególnie jak Pokolenie Cudów..
A zresztą, jak ktoś nie oglądał, to nie będę zdradzać XD W każdym bądź razie mogę wam to śmiało polecić, no chyba że jestem ostatnią osobą, która to oglądała :P Nie zdziwiłabym się, gdyby tak było :P Często mam tzw ,,opóźniony zapłon", więc... no XD
Tak czy siak polecam! ^^


A teraz wreszcie zapraszam wam do czytania :D
_________________________________________________________________________________

   ~Aomine~
   
  Satsu mówiła, że gdzie go spotkam? Boisko niedaleko parku? Tak, to, na które często chodziłem z nią w dzieciństwie. Ale ironia. Kiedyś grałem tam prawie codziennie, a dziś mam zamiar kogoś na nim pokonać. Oby tylko ta osoba tam była, bo nie mam zamiaru czekać na nią w nieskończoność.
 Ziewnąłem przeciągle, po czym włożyłem ręce do kieszeni spodni. W sumie to dawno nie grałem, więc przydałaby mi się jakaś rozgrzewka. Od czasu od czasu warto się poruszać. I tak mam bardzo dobrą kondycję fizyczną, więc na brak mięśni nie narzekam. Poza tym nadal zajebiście gram w kosza i nie znalazł się nikt, kto mógłby mi dorównać. Czasem ciężko jest być tym najlepszym. No ale ktoś musi. Dziękujcie mi, narody, albowiem postanowiłem wziąć na siebie to ciężkie brzemię.
 Minąłem po drodze jedno z nowszych boisk, na którym grała grupka gimnazjalistów. Tia… Ja też tak kiedyś grałem ze swoją drużyną. Pamiętam, że kiedyś chodziliśmy na boisko i graliśmy między sobą. Zawsze wygrywałem, ale wtedy lubiłem jeszcze grać. Najzabawniejsze były pretensje Kise, że znów przegrał. W gimnazjum ogólnie lepiej mi się grało w kosza. Jeszcze się aż tak nie wyróżniałem, więc różnica między mną a przeciwnikiem nie była tak kolosalna jak dziś.
 Obrzuciłem grających szybkim spojrzeniem, po czym skierowałem się w swoją stronę. Czy tęsknię za normalną grą? Nie lubię o tym mówić, ale tak. Chętnie bym znów zagrał, nie będąc pewnym wyniku. Chciałbym poczuć tę adrenalinę, dreszczyk niepewności, lęku… Dlaczego do tej pory nie znalazłem godnego siebie przeciwnika?! Aż tak trudno wytrzymać ze mną cztery kwarty na boisku? No jak się jest słabeuszem, to się nie dziwię. Mimo to… Mimo to pragnę wyzwania. Często na boisku czuję się samotny. Niby mam drużynę i w ogóle, ale to uczucie pustki nie chce mnie opuścić. I ciągle się pogłębia.
 Dotarłem na miejsce. Na boisku zobaczyłem wysokiego chłopaka o ciemnoczerwonych włosach i wysportowanej sylwetce. Rzucił do kosza, ale spudłował. I to ma być as Seirin? Nagle coś zobaczyłem. Złapał się za nogę i cicho syknął. Czyżby kontuzja? O, koleś, zero farta. Uszkodzona noga i to tuż przed meczem ze mną? Pogrążę cię jeszcze bardziej.
 Piłka potoczyła się wprost pod moje nogi. Podniosłem ją i zawołałem:
 - Ej, jesteś Kagami Taiga, prawda?
 Chłopak odwrócił się i spojrzał na mnie. W jego oczach była dzikość. No proszę, czyżby stała przede mną jakaś bestia godna mojej uwagi?
 - Ta, bo co?
 - Chcę cię wypróbować.
 - Co?! Słuchaj no, nie dość, że mi przeszkodziłeś w treningu, to jeszcze prosisz mnie o grę, nawet mi się nie przedstawiając!
 - Źle mnie zrozumiałeś. – Zakręciłem piłką na palcu. – Nie proszę cię o grę, tylko chcę zobaczyć, ile rozrywki jesteś w stanie zapewnić mi na boisku. I nie muszę ci się przedstawiać.
 - Draniu…
 - Ale skoro tak bardzo ci na tym zależy, proszę bardzo. Jestem Aomine Daiki.
 Oczy Kagamiego zmieniły swój wygląd. Wyrażały zaskoczenie i niechęć.
 - Aomine? – Powtórzył. – As Teiko i chłopak Akiny, co?
 - Miło mi, że o mnie słyszałeś. – Uśmiechnąłem się złośliwie. – A teraz graj.
 Rzuciłem mu piłkę i zdjąłem z siebie bluzę. Może jednak ten zmutowany orangutan będzie całkiem niezły?

 ~Akina~
  
  No gdzie jest ten kretyn?! Mieliśmy iść razem do kawiarni, a nawet nie przyszedł punktualnie w wyznaczone miejsce spotkania! Oby miał dobry powód na usprawiedliwienie, bo najnormalniej w świecie nie wytrzymam i wyślę go na Marsa jednym kopem.
 ,,Gram, będę za jakieś dwadzieścia minut.”
 Że niby gra w kosza?! Debil! Mógł mnie uprzedzić, to bym z nim poszła! Ciekawe, gdzie gra…
 - Witaj, Akina-san. – Usłyszałam koło siebie znajomy głos.
 Spojrzałam zaskoczona na Tetsu i aż krzyknęłam, odruchowo od niego odskakując.
 - Boże, Kuroko. – Dotknęłam swojej klatki piersiowej. – Nie strasz mnie tak.
 - Um… Przepraszam, ale stałem obok ciebie już wcześniej.
 No to ładnie. Odzwyczaiłam się od jego znikania i znów udało mu się mnie niechcący zaskoczyć. A w gimnazjum już mi się udawało tego unikać! Znów będę się musiała przyzwyczajać…
 - Hehe… Sorki. – Uśmiechnęłam się. – Jakoś tak mi umknąłeś. – Dopiero wtedy zauważyłam, że wokół niego stoi cała jego drużyna. – Hej wszystkim! – Pomachałam na powitanie. – Jestem Akina Hyuga.
 Zawodnicy z Seirin po kolei się przedstawili, ale zapamiętałam tylko Izukiego, kapitana oraz ich trenerkę. Całkiem mili ludzie. I tacy… zabawni.
 - A gdzie Taiga? – spytałam, gdy zdałam sobie sprawę, że Kagamiego nie ma z nimi.
 - Teraz, jak o tym wspomniałaś… - mruknął Junpei. – Jak tylko znajdę tego kretyna, to pożałuje, że w ogóle się od nas oddalał! Przecież dobrze wie, że z kontuzją nie może jeszcze grać!
 - On ma kontuzję? – Zdziwiłam się.
 - Tak. Coś sobie z nogą zrobił.
 - I mi nie powiedział?!
 Oj, Taiga, jak mogłeś?! Żeby zataić przede mną coś tak ważnego?
 - Akina-san, spokojnie. – Kuroko położył mi rękę na ramieniu. – A gdzie jest Aomine-kun? Nie ma go z tobą?
 Na dźwięk nazwiska Daikiego, większość drużyny spojrzała na mnie. No tak.. Były as Pokolenia Cudów, as Touou, najlepszy zawodnik swojej gimnazjalnej drużyny... Jest co wymieniać.
 - Coś go zatrzymało. Mogę się przejść kawałek z wami?
  Chwilę później szłam między Kuroko i Izukim. W  międzyczasie zapamiętałam Mitobe oraz Furihatę. Jeszcze trochę i będę potrafiła wymienić wszystkich członków Seirin! Jednak dziwnie się czułam, gdy co chwila któryś na mnie zerkał i lekko się rumienił… Hm, tak już na chłopców działam. Mimo wszystko mam już tego jednego wybranego, który potrafi być o mnie straszliwie zazdrosny. Czasem nawet aż za bardzo.
 - Akina-chan, jak jest w Touou? – spytała nagle Riko.
 - Chodzi o drużynę czy ogólnie o szkołę?
 - O drużynę.
 - Hm… - Co by im tu powiedzieć? – Jest dość… specyficzna. Znacznie różni się od Pokolenia Cudów w gimnazjum, ale ogólnie jest całkiem spoko. Znaczy… Co niektórzy członkowie potrafią wkurzyć, ale i tak ich lubię.
 - A umiejętności?
 - Ej, ej. – Spojrzałam na Riko z lekkim wyrzutem. – Ja was tak nie wypytuję. – Zaśmiałam się. – Powiem tylko, że mamy zawodnika z naprawdę niezłymi trójkami, chytrego lisa w okularach, energicznego i wrzaskliwego blondyna oraz dobrego trenera.
 - Akina-chan, jesteś okropna – mruknął Izuki. – Niespecjalnie nam ich przybliżyłaś.
 - Spoko, też nie znam waszych umiejętności. – Poklepałam go po ramieniu. – Jednak nie zapominajcie o naszym asie. Aomine był asem również w Teiko i jest uważany za najlepszego gracza z Pokolenia Cudów. Jeśli chcecie go pokonać, będziecie musieli dać z siebie dwieście procent.
 - Mam wrażenie, że nam trochę pomagasz. – Zauważył kapitan.
 - Wiecie… - Spuściłam głowę. – Bo mam nadzieję, że jeśli ktoś z nim wygra, to on… on dzięki temu wróci do dawnego siebie.
 - Ha?
 - Daiki kiedyś nie był tak zarozumiały i egoistyczny jak teraz – zaczęłam. – Kiedyś byli z Tetsu najlepszymi przyjaciółmi, grali razem codziennie, a on się normalnie śmiał. Teraz nie przychodzi na treningi, czasem nawet omija mecze. – Zacisnęłam pięści. - Po prostu chcę, by znów pokochał koszykówkę, rozumiecie? Ale kompletnie nie mam pomysłu, jak mu pomóc. Dlatego liczę na to, że jeśli ktoś go pokona, to on… znów będzie sobą.
Cała drużyna stała się nagle dziwnie milcząca. Może jednak nie powinnam była im o tym mówić? Ale z drugiej strony prędzej czy później i tak by się dowiedzieli, więc wyszłoby na to samo. Poza tym Kuroko pewnie  i tak kiedyś opowie im o gimnazjum…
 Podniosłam głowę i spojrzałam w niebo. Lekko się chmurzy. Ech, czyżby nawet pogodzie psuł się humor?
 - Kuroko – odezwałam się nagle. – muszę już iść. Ten kretyn jeszcze się nie odezwał, więc…
 - Cholera! – Usłyszeliśmy nagle znajomy głos.
 - Kagami! – szepnęłam.
 Wraz z całą drużyną Seirin pobiegliśmy na pobliskie boisko, skąd dobiegł do nas krzyk mojego brata. Kiedy minęłam bramę, zamarłam. W życiu bym się nie spodziewała, że zobaczę Aomine grającego z Kagamim przed meczem! Problem polegał na tym, że Taiga siedział zszokowany na ziemi, a Aomine właśnie rzucił celny rzut do kosza. Mam jakieś złe przeczucia…
 - Taiga! Daiki! – Podeszłam bliżej. – Graliście?
 - Tego właściwie nie można nawet nazwać grą. – Aomine ziewnął i wziął do ręki swoją bluzę. Dopiero wtedy zobaczył resztę drużyny. – O, muszę wam powiedzieć, że po waszym asie, który pokonał Kise i Midorimę, spodziewałem się czegoś więcej.
 - Jaki był wynik? – spytał Hyuga, patrząc na Kagamiego.
 - Totalnie mnie… zmiażdżył – warknął Taiga, zaciskając dłonie w pięści.
 - Owszem, nie miałeś ze mną żadnych szans. – Daiki ponownie ziewnął i spojrzał na niego obojętnym wzrokiem. – Ale do naszego meczu jeszcze tydzień, więc radzę ci go wykorzystać na trenowanie. Chociaż to i tak niewiele pomoże… Akina, idziemy?
 Spojrzałam na swojego chłopaka, po czym rzuciłam Taidze przepraszające spojrzenie.
 - Jak twoja noga? – spytałam, gdy stałam już przy bramie. – Masz kontuzję, prawda?
 - Tia… - mruknął. – Ale nic mi…
 - Idiota! – Rzuciłam w niego piłką do kosza, która idealnie wylądowała na jego twarzy. – Nie powinieneś w ogóle grać!
 - Ała… - jęknął Kagami i zaczął masować obolały nos. – Nie musiałaś we mnie rzucać!
 - Kretyn!
 Cała drużyna patrzyła na mnie ze zdziwieniem.
 - Zupełnie jak Riko – szepnął Izuki.
 - Nie przemęczaj się do meczu – odezwałam się nagle. Kagami spojrzał na mnie zdziwiony. – W końcu mi coś obiecałeś, pamiętasz?
 Taiga uśmiechnął się lekko, po czym skinął głową.
 - Zawsze dotrzymuję danego słowa.
 Posłałam mu ciepły uśmiech, po czym wzięłam Daikiego za rękę. Kiedy już mieliśmy opuścić boisko, Aomine powiedział:
 - Cień jest zależny od światła. – Spojrzał na Kagamiego. – Im jaśniejsze światło, tym większy i ciemniejszy cień. Siła Tetsu zależy od jego światła. Ty nie potrafisz wykorzystać całego jego potencjału. W chwili obecnej go blokujesz. – Taiga posłał Aomine zdziwione spojrzenie. – Żeby się rozwinąć, Tetsu potrzebuje silnego światła. Twoje światło jest do tego zbyt słabe.
 Drużyna Seirin patrzyła na Daikiego w totalnym osłupieniu. Kuroko milczał i cały czas obserwował twarz Aomine.
 - Gra z tobą to na razie tylko strata czasu. – Podsumował Daiki i opuścił boisko, lekko mnie za sobą ciągnąc.
 Kiedy oddaliliśmy się trochę od drużyny Seirin, ścisnęłam mocniej rękę swojego chłopaka i spojrzałam na niego z wyrzutem.
 - Nie musiałeś mu tego mówić.
 - Powiedziałem tylko prawdę. – Wzruszył ramionami. – Jego światło naprawdę jest słabe. Tylko mi nie mów, że widzisz różnicy, jaka między nami jest.
 Westchnęłam cicho i spojrzałam w niebo. Rzeczywiście, na chwilę obecną Daiki jest dużo silniejszy, ale to nie oznacza, że zawsze tak będzie. Najbardziej martwi mnie jednak kontuzja Taigi. Do meczu musi się bardzo oszczędzać, co oznacza, że może nie być w najlepszej formie podczas gry. Na dodatek jego noga… Cholera! Musiał złapać kontuzję akurat teraz?! Wprawdzie obiecał mi, że pokona Aomine, jednak teraz… Teraz mu się to jeszcze nie uda. A może jednak mnie czymś zadziwi i pokaże pełnię swoich możliwości?
 - Pamiętaj tylko, że czasem światło jest zbyt jasne, żeby zauważyć ludzi wokół siebie – odezwałam się nagle. – Z czasem to światło oślepia samo siebie i oddala się od innych, pogrążony w pysze i egoizmie.
 Daiki spojrzał na mnie, po czym lekko się zaśmiał.
 - Mnie to nie dotyczy. – Ścisnął moją dłoń. – Nigdy cię nie zostawię.
Uśmiechnęłam się. Mam nadzieję, że dotrzyma słowa… 
Zadzwonił mój telefon. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam, kto dzwoni.
 - Dzień dobry, pani Anzai – powiedziałam.

 - Ach, Akina-san! – wykrzyknęła uradowana pani Anzai. – Mam do ciebie i Aomine małą prośbę…

_________________________________________________________________________________







4 komentarze:

  1. Akashi chce nożyczki, a Murasakibara jeść, ja tu wpadam do Ciebie i mówię cześć!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :D Dzisiaj wypowiem się bardzo szybko i gibko i na temata, gdyż iż ponieważ za 15 minut muszę wylecieć z doma i udać się w świata życiowych obowiązków :D :P Nawiązując do czcigodnego ,,Kuroko no basket: Saikou no present desu" zgadzam się z Panią w 555% :D Mym zdaniem był to najarcyświetniejszy odcinek specjalny w historii naszego kochanego KnB :D Mi osobiście i oczywiście najbardziej podobała się godna chwały scena, w której to najdroższy Aoś wparował do doma Tygryska i sama Pani wie, czego zaczął tam szukać :P :D (Solidaryzuję się z człowiekami którzy jeszcze nie mieli okazji tego obejrzeć i powstrzymam się od spoilerów :D ) Przechodząc już do rozdzialika, O tak!!!! Chwalebne spotkanko wielmożnych Aosia i Taigusia!!!! :D Mimo tego iż bardzo lubię naszego szanownego Kagamisia, to wprost ubóstwiam patrzeć jak jest bezlitośnie przerabiany na miazgę przez wielebnego Aominecchiego :D Droga Pani Akinko, koniecznie trzeba coś zaradzić na te ciągłe spóźnienia się szanownego Aomine, bo jak tak dalej pójdzie, to wszystkim komórki nerwowe w organizmie roztrzaskają się na drobny mak :P :D Proszę dosadnie i ostro przemówić również Jegomości Kagamiemu, iż jeżeli w dalszym ciągu będzie nadwyrężał swą czcigodną kontuzjowaną nogę, to zaciekły pojedynek z Daikim będzie mógł jedynie oglądać sobie oczętami wyobraźni, nie wspominając już o niezbędnej czynności życiowej, jaką jest oczywiście chodzenie!!!! :D :P Zostawiam więc go pod Pani szanowną opieką i liczę iż dotrzesz do jego zdrowego rozsądka :D Ciekawość zżera me zacne wnętrzności i kości, w jakiej to sprawie zatelefonowała droga Pani Anzai :D :P Weny, do widzenia i przesyłam pozdrowienia!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :D ✿✿✿

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta scena również i mnie rozwaliła xddd
      Spokojna głowa, już go oduczę spóźniania się! :D
      Taigusiem też się zaopiekuję :D
      A po co szanowna pani Anzai dzwoniła, to się pani dowie w następnym rozdziale! :D ;)
      Również pozdrawiam i przesyłam uściski!!! :D

      Usuń
  2. O.O Pan Kagamiś!!!! I Pan Aomiś!!! Tak więc nasze Misie grają razem? OHOHO! Wynik był przesądzony od początku, ale cii... XD
    Te uczucia. No Aomine... Tak bym chętnie poszła i z tobą zagrała *i przy okazji przegrała*, bym przytuliła i dałabym nawet pączka ;D
    Kurokocchi wszystkich przyprawia o zawał serca. A w dodatku moja koleżanka jest taka jak on ;P Więc mam dwóch takich Kurosiów :D
    Bakagami ! Jak możesz grać z kontuzją? BAKAAAA!!!

    Oby Aomine mówił prawdę... I ciekawość mnie zżera co chciała szanowna pani Anzai :)

    HA! I teraz mi się przypomniało, że był mój Izuki!!!! <3 :D

    Weny i pozdrawiam cieplusioooo!!! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też kocham Izukiego ❤❤ haha, znów mamy identiko kochanków xddd
      Ja to mam dziś pączków po czubek nosa...Ale pyszne były! :D
      A tego to dowiesz się w kolejnym odcinku 😃😃
      Dziękuję i również pozzdrawwiam 😘

      Usuń