Ohayo, ludzie!
Zabrałam się dziś za 40 rozdział, kończąc jednocześnie 39! :D Cieszycie się?
Zdradzę wam, iż mam do napisania 2 zamówione one-shoty: Shizaya oraz Levi x Petra ;) także za czas bliżej nieokreślony możecie się któregoś spodziewać! :D Ale nie powiem, którzy napiszę najpierw XD
Może i was tym rozdziałem zaskoczę, może nie, nie wiem :P Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko wam się spodoba ;)
Powiem też, że dopiero dziś oglądałam ,,Kuroko no basket: Saikou no present desu" i muszę powiedzieć, że mega mi się to spodobało :D ^^ To było takie... takie no zajebiste i w ogóle! :D Szczególnie jak Pokolenie Cudów..
A zresztą, jak ktoś nie oglądał, to nie będę zdradzać XD W każdym bądź razie mogę wam to śmiało polecić, no chyba że jestem ostatnią osobą, która to oglądała :P Nie zdziwiłabym się, gdyby tak było :P Często mam tzw ,,opóźniony zapłon", więc... no XD
Tak czy siak polecam! ^^
A teraz wreszcie zapraszam wam do czytania :D
_________________________________________________________________________________
Zabrałam się dziś za 40 rozdział, kończąc jednocześnie 39! :D Cieszycie się?
Zdradzę wam, iż mam do napisania 2 zamówione one-shoty: Shizaya oraz Levi x Petra ;) także za czas bliżej nieokreślony możecie się któregoś spodziewać! :D Ale nie powiem, którzy napiszę najpierw XD
Może i was tym rozdziałem zaskoczę, może nie, nie wiem :P Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko wam się spodoba ;)
Powiem też, że dopiero dziś oglądałam ,,Kuroko no basket: Saikou no present desu" i muszę powiedzieć, że mega mi się to spodobało :D ^^ To było takie... takie no zajebiste i w ogóle! :D Szczególnie jak Pokolenie Cudów..
A zresztą, jak ktoś nie oglądał, to nie będę zdradzać XD W każdym bądź razie mogę wam to śmiało polecić, no chyba że jestem ostatnią osobą, która to oglądała :P Nie zdziwiłabym się, gdyby tak było :P Często mam tzw ,,opóźniony zapłon", więc... no XD
Tak czy siak polecam! ^^
A teraz wreszcie zapraszam wam do czytania :D
_________________________________________________________________________________
~Aomine~
Satsu
mówiła, że gdzie go spotkam? Boisko niedaleko parku? Tak, to, na które często
chodziłem z nią w dzieciństwie. Ale ironia. Kiedyś grałem tam prawie
codziennie, a dziś mam zamiar kogoś na nim pokonać. Oby tylko ta osoba tam
była, bo nie mam zamiaru czekać na nią w nieskończoność.
Ziewnąłem przeciągle,
po czym włożyłem ręce do kieszeni spodni. W sumie to dawno nie grałem, więc
przydałaby mi się jakaś rozgrzewka. Od czasu od czasu warto się poruszać. I tak
mam bardzo dobrą kondycję fizyczną, więc na brak mięśni nie narzekam. Poza tym
nadal zajebiście gram w kosza i nie znalazł się nikt, kto mógłby mi dorównać.
Czasem ciężko jest być tym najlepszym. No ale ktoś musi. Dziękujcie mi, narody,
albowiem postanowiłem wziąć na siebie to ciężkie brzemię.
Minąłem po drodze
jedno z nowszych boisk, na którym grała grupka gimnazjalistów. Tia… Ja też tak
kiedyś grałem ze swoją drużyną. Pamiętam, że kiedyś chodziliśmy na boisko i
graliśmy między sobą. Zawsze wygrywałem, ale wtedy lubiłem jeszcze grać. Najzabawniejsze
były pretensje Kise, że znów przegrał. W gimnazjum ogólnie lepiej mi się grało
w kosza. Jeszcze się aż tak nie wyróżniałem, więc różnica między mną a
przeciwnikiem nie była tak kolosalna jak dziś.
Obrzuciłem grających
szybkim spojrzeniem, po czym skierowałem się w swoją stronę. Czy tęsknię za
normalną grą? Nie lubię o tym mówić, ale tak. Chętnie bym znów zagrał, nie
będąc pewnym wyniku. Chciałbym poczuć tę adrenalinę, dreszczyk niepewności,
lęku… Dlaczego do tej pory nie znalazłem godnego siebie przeciwnika?! Aż tak
trudno wytrzymać ze mną cztery kwarty na boisku? No jak się jest słabeuszem, to
się nie dziwię. Mimo to… Mimo to pragnę wyzwania. Często na boisku czuję się
samotny. Niby mam drużynę i w ogóle, ale to uczucie pustki nie chce mnie
opuścić. I ciągle się pogłębia.
Dotarłem na miejsce.
Na boisku zobaczyłem wysokiego chłopaka o ciemnoczerwonych włosach i wysportowanej
sylwetce. Rzucił do kosza, ale spudłował. I to ma być as Seirin? Nagle coś
zobaczyłem. Złapał się za nogę i cicho syknął. Czyżby kontuzja? O, koleś, zero
farta. Uszkodzona noga i to tuż przed meczem ze mną? Pogrążę cię jeszcze
bardziej.
Piłka potoczyła się
wprost pod moje nogi. Podniosłem ją i zawołałem:
- Ej, jesteś Kagami
Taiga, prawda?
Chłopak odwrócił się i
spojrzał na mnie. W jego oczach była dzikość. No proszę, czyżby stała przede
mną jakaś bestia godna mojej uwagi?
- Ta, bo co?
- Chcę cię wypróbować.
- Co?! Słuchaj no, nie
dość, że mi przeszkodziłeś w treningu, to jeszcze prosisz mnie o grę, nawet mi
się nie przedstawiając!
- Źle mnie
zrozumiałeś. – Zakręciłem piłką na palcu. – Nie proszę cię o grę, tylko chcę
zobaczyć, ile rozrywki jesteś w stanie zapewnić mi na boisku. I nie muszę ci
się przedstawiać.
- Draniu…
- Ale skoro tak bardzo
ci na tym zależy, proszę bardzo. Jestem Aomine Daiki.
Oczy Kagamiego
zmieniły swój wygląd. Wyrażały zaskoczenie i niechęć.
- Aomine? – Powtórzył.
– As Teiko i chłopak Akiny, co?
- Miło mi, że o mnie
słyszałeś. – Uśmiechnąłem się złośliwie. – A teraz graj.
Rzuciłem mu piłkę i
zdjąłem z siebie bluzę. Może jednak ten zmutowany orangutan będzie całkiem
niezły?
~Akina~
No gdzie jest ten
kretyn?! Mieliśmy iść razem do kawiarni, a nawet nie przyszedł punktualnie w
wyznaczone miejsce spotkania! Oby miał dobry powód na usprawiedliwienie, bo
najnormalniej w świecie nie wytrzymam i wyślę go na Marsa jednym kopem.
,,Gram, będę za jakieś dwadzieścia minut.”
Że niby gra w kosza?! Debil! Mógł mnie uprzedzić, to bym z
nim poszła! Ciekawe, gdzie gra…
- Witaj, Akina-san. –
Usłyszałam koło siebie znajomy głos.
Spojrzałam zaskoczona
na Tetsu i aż krzyknęłam, odruchowo od niego odskakując.
- Boże, Kuroko. – Dotknęłam
swojej klatki piersiowej. – Nie strasz mnie tak.
- Um… Przepraszam, ale
stałem obok ciebie już wcześniej.
No to ładnie.
Odzwyczaiłam się od jego znikania i znów udało mu się mnie niechcący zaskoczyć.
A w gimnazjum już mi się udawało tego unikać! Znów będę się musiała przyzwyczajać…
- Hehe… Sorki. –
Uśmiechnęłam się. – Jakoś tak mi umknąłeś. – Dopiero wtedy zauważyłam, że wokół
niego stoi cała jego drużyna. – Hej wszystkim! – Pomachałam na powitanie. –
Jestem Akina Hyuga.
Zawodnicy z Seirin po
kolei się przedstawili, ale zapamiętałam tylko Izukiego, kapitana oraz ich
trenerkę. Całkiem mili ludzie. I tacy… zabawni.
- A gdzie Taiga? –
spytałam, gdy zdałam sobie sprawę, że Kagamiego nie ma z nimi.
- Teraz, jak o tym
wspomniałaś… - mruknął Junpei. – Jak tylko znajdę tego kretyna, to pożałuje, że
w ogóle się od nas oddalał! Przecież dobrze wie, że z kontuzją nie może jeszcze
grać!
- On ma kontuzję? –
Zdziwiłam się.
- Tak. Coś sobie z
nogą zrobił.
- I mi nie
powiedział?!
Oj, Taiga, jak
mogłeś?! Żeby zataić przede mną coś tak ważnego?
- Akina-san,
spokojnie. – Kuroko położył mi rękę na ramieniu. – A gdzie jest Aomine-kun? Nie
ma go z tobą?
Na dźwięk nazwiska
Daikiego, większość drużyny spojrzała na mnie. No tak.. Były as Pokolenia
Cudów, as Touou, najlepszy zawodnik swojej gimnazjalnej drużyny... Jest co
wymieniać.
- Coś go zatrzymało.
Mogę się przejść kawałek z wami?
Chwilę później szłam między Kuroko i Izukim.
W międzyczasie zapamiętałam Mitobe oraz
Furihatę. Jeszcze trochę i będę potrafiła wymienić wszystkich członków Seirin!
Jednak dziwnie się czułam, gdy co chwila któryś na mnie zerkał i lekko się
rumienił… Hm, tak już na chłopców działam. Mimo wszystko mam już tego jednego
wybranego, który potrafi być o mnie straszliwie zazdrosny. Czasem nawet aż za
bardzo.
- Akina-chan, jak jest
w Touou? – spytała nagle Riko.
- Chodzi o drużynę czy
ogólnie o szkołę?
- O drużynę.
- Hm… - Co by im tu
powiedzieć? – Jest dość… specyficzna. Znacznie różni się od Pokolenia Cudów w
gimnazjum, ale ogólnie jest całkiem spoko. Znaczy… Co niektórzy członkowie
potrafią wkurzyć, ale i tak ich lubię.
- A umiejętności?
- Ej, ej. – Spojrzałam
na Riko z lekkim wyrzutem. – Ja was tak nie wypytuję. – Zaśmiałam się. – Powiem
tylko, że mamy zawodnika z naprawdę niezłymi trójkami, chytrego lisa w okularach,
energicznego i wrzaskliwego blondyna oraz dobrego trenera.
- Akina-chan, jesteś
okropna – mruknął Izuki. – Niespecjalnie nam ich przybliżyłaś.
- Spoko, też nie znam
waszych umiejętności. – Poklepałam go po ramieniu. – Jednak nie zapominajcie o
naszym asie. Aomine był asem również w Teiko i jest uważany za najlepszego
gracza z Pokolenia Cudów. Jeśli chcecie go pokonać, będziecie musieli dać z
siebie dwieście procent.
- Mam wrażenie, że nam
trochę pomagasz. – Zauważył kapitan.
- Wiecie… - Spuściłam głowę.
– Bo mam nadzieję, że jeśli ktoś z nim wygra, to on… on dzięki temu wróci do
dawnego siebie.
- Ha?
- Daiki kiedyś nie był
tak zarozumiały i egoistyczny jak teraz – zaczęłam. – Kiedyś byli z Tetsu
najlepszymi przyjaciółmi, grali razem codziennie, a on się normalnie śmiał.
Teraz nie przychodzi na treningi, czasem nawet omija mecze. – Zacisnęłam
pięści. - Po prostu chcę, by znów pokochał koszykówkę, rozumiecie? Ale
kompletnie nie mam pomysłu, jak mu pomóc. Dlatego liczę na to, że jeśli ktoś go
pokona, to on… znów będzie sobą.
Cała drużyna stała się nagle dziwnie milcząca. Może jednak
nie powinnam była im o tym mówić? Ale z drugiej strony prędzej czy później i
tak by się dowiedzieli, więc wyszłoby na to samo. Poza tym Kuroko pewnie i tak kiedyś opowie im o gimnazjum…
Podniosłam głowę i
spojrzałam w niebo. Lekko się chmurzy. Ech, czyżby nawet pogodzie psuł się
humor?
- Kuroko – odezwałam
się nagle. – muszę już iść. Ten kretyn jeszcze się nie odezwał, więc…
- Cholera! –
Usłyszeliśmy nagle znajomy głos.
- Kagami! – szepnęłam.
Wraz z całą drużyną
Seirin pobiegliśmy na pobliskie boisko, skąd dobiegł do nas krzyk mojego brata.
Kiedy minęłam bramę, zamarłam. W życiu bym się nie spodziewała, że zobaczę
Aomine grającego z Kagamim przed meczem! Problem polegał na tym, że Taiga
siedział zszokowany na ziemi, a Aomine właśnie rzucił celny rzut do kosza. Mam
jakieś złe przeczucia…
- Taiga! Daiki! –
Podeszłam bliżej. – Graliście?
- Tego właściwie nie
można nawet nazwać grą. – Aomine ziewnął i wziął do ręki swoją bluzę. Dopiero
wtedy zobaczył resztę drużyny. – O, muszę wam powiedzieć, że po waszym asie,
który pokonał Kise i Midorimę, spodziewałem się czegoś więcej.
- Jaki był wynik? –
spytał Hyuga, patrząc na Kagamiego.
- Totalnie mnie…
zmiażdżył – warknął Taiga, zaciskając dłonie w pięści.
- Owszem, nie miałeś
ze mną żadnych szans. – Daiki ponownie ziewnął i spojrzał na niego obojętnym
wzrokiem. – Ale do naszego meczu jeszcze tydzień, więc radzę ci go wykorzystać
na trenowanie. Chociaż to i tak niewiele pomoże… Akina, idziemy?
Spojrzałam na swojego
chłopaka, po czym rzuciłam Taidze przepraszające spojrzenie.
- Jak twoja noga? –
spytałam, gdy stałam już przy bramie. – Masz kontuzję, prawda?
- Tia… - mruknął. –
Ale nic mi…
- Idiota! – Rzuciłam w
niego piłką do kosza, która idealnie wylądowała na jego twarzy. – Nie
powinieneś w ogóle grać!
- Ała… - jęknął Kagami
i zaczął masować obolały nos. – Nie musiałaś we mnie rzucać!
- Kretyn!
Cała drużyna patrzyła
na mnie ze zdziwieniem.
- Zupełnie jak Riko –
szepnął Izuki.
- Nie przemęczaj się
do meczu – odezwałam się nagle. Kagami spojrzał na mnie zdziwiony. – W końcu mi
coś obiecałeś, pamiętasz?
Taiga uśmiechnął się
lekko, po czym skinął głową.
- Zawsze dotrzymuję danego
słowa.
Posłałam mu ciepły
uśmiech, po czym wzięłam Daikiego za rękę. Kiedy już mieliśmy opuścić boisko,
Aomine powiedział:
- Cień jest zależny od
światła. – Spojrzał na Kagamiego. – Im jaśniejsze światło, tym większy i ciemniejszy
cień. Siła Tetsu zależy od jego światła. Ty nie potrafisz wykorzystać całego
jego potencjału. W chwili obecnej go blokujesz. – Taiga posłał Aomine zdziwione
spojrzenie. – Żeby się rozwinąć, Tetsu potrzebuje silnego światła. Twoje
światło jest do tego zbyt słabe.
Drużyna Seirin
patrzyła na Daikiego w totalnym osłupieniu. Kuroko milczał i cały czas
obserwował twarz Aomine.
- Gra z tobą to na
razie tylko strata czasu. – Podsumował Daiki i opuścił boisko, lekko mnie za
sobą ciągnąc.
Kiedy oddaliliśmy się
trochę od drużyny Seirin, ścisnęłam mocniej rękę swojego chłopaka i spojrzałam
na niego z wyrzutem.
- Nie musiałeś mu tego
mówić.
- Powiedziałem tylko
prawdę. – Wzruszył ramionami. – Jego światło naprawdę jest słabe. Tylko mi nie
mów, że widzisz różnicy, jaka między nami jest.
Westchnęłam cicho i
spojrzałam w niebo. Rzeczywiście, na chwilę obecną Daiki jest dużo silniejszy,
ale to nie oznacza, że zawsze tak będzie. Najbardziej martwi mnie jednak kontuzja
Taigi. Do meczu musi się bardzo oszczędzać, co oznacza, że może nie być w
najlepszej formie podczas gry. Na dodatek jego noga… Cholera! Musiał złapać
kontuzję akurat teraz?! Wprawdzie obiecał mi, że pokona Aomine, jednak teraz…
Teraz mu się to jeszcze nie uda. A może jednak mnie czymś zadziwi i pokaże
pełnię swoich możliwości?
- Pamiętaj tylko, że
czasem światło jest zbyt jasne, żeby zauważyć ludzi wokół siebie – odezwałam się
nagle. – Z czasem to światło oślepia samo siebie i oddala się od innych,
pogrążony w pysze i egoizmie.
Daiki spojrzał na
mnie, po czym lekko się zaśmiał.
- Mnie to nie dotyczy.
– Ścisnął moją dłoń. – Nigdy cię nie zostawię.
Uśmiechnęłam się. Mam nadzieję, że dotrzyma słowa…
Zadzwonił
mój telefon. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam, kto dzwoni.
- Dzień dobry, pani
Anzai – powiedziałam.
- Ach, Akina-san! – wykrzyknęła
uradowana pani Anzai. – Mam do ciebie i Aomine małą prośbę…
_________________________________________________________________________________






Akashi chce nożyczki, a Murasakibara jeść, ja tu wpadam do Ciebie i mówię cześć!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :D Dzisiaj wypowiem się bardzo szybko i gibko i na temata, gdyż iż ponieważ za 15 minut muszę wylecieć z doma i udać się w świata życiowych obowiązków :D :P Nawiązując do czcigodnego ,,Kuroko no basket: Saikou no present desu" zgadzam się z Panią w 555% :D Mym zdaniem był to najarcyświetniejszy odcinek specjalny w historii naszego kochanego KnB :D Mi osobiście i oczywiście najbardziej podobała się godna chwały scena, w której to najdroższy Aoś wparował do doma Tygryska i sama Pani wie, czego zaczął tam szukać :P :D (Solidaryzuję się z człowiekami którzy jeszcze nie mieli okazji tego obejrzeć i powstrzymam się od spoilerów :D ) Przechodząc już do rozdzialika, O tak!!!! Chwalebne spotkanko wielmożnych Aosia i Taigusia!!!! :D Mimo tego iż bardzo lubię naszego szanownego Kagamisia, to wprost ubóstwiam patrzeć jak jest bezlitośnie przerabiany na miazgę przez wielebnego Aominecchiego :D Droga Pani Akinko, koniecznie trzeba coś zaradzić na te ciągłe spóźnienia się szanownego Aomine, bo jak tak dalej pójdzie, to wszystkim komórki nerwowe w organizmie roztrzaskają się na drobny mak :P :D Proszę dosadnie i ostro przemówić również Jegomości Kagamiemu, iż jeżeli w dalszym ciągu będzie nadwyrężał swą czcigodną kontuzjowaną nogę, to zaciekły pojedynek z Daikim będzie mógł jedynie oglądać sobie oczętami wyobraźni, nie wspominając już o niezbędnej czynności życiowej, jaką jest oczywiście chodzenie!!!! :D :P Zostawiam więc go pod Pani szanowną opieką i liczę iż dotrzesz do jego zdrowego rozsądka :D Ciekawość zżera me zacne wnętrzności i kości, w jakiej to sprawie zatelefonowała droga Pani Anzai :D :P Weny, do widzenia i przesyłam pozdrowienia!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :D ✿✿✿
OdpowiedzUsuńTa scena również i mnie rozwaliła xddd
UsuńSpokojna głowa, już go oduczę spóźniania się! :D
Taigusiem też się zaopiekuję :D
A po co szanowna pani Anzai dzwoniła, to się pani dowie w następnym rozdziale! :D ;)
Również pozdrawiam i przesyłam uściski!!! :D
O.O Pan Kagamiś!!!! I Pan Aomiś!!! Tak więc nasze Misie grają razem? OHOHO! Wynik był przesądzony od początku, ale cii... XD
OdpowiedzUsuńTe uczucia. No Aomine... Tak bym chętnie poszła i z tobą zagrała *i przy okazji przegrała*, bym przytuliła i dałabym nawet pączka ;D
Kurokocchi wszystkich przyprawia o zawał serca. A w dodatku moja koleżanka jest taka jak on ;P Więc mam dwóch takich Kurosiów :D
Bakagami ! Jak możesz grać z kontuzją? BAKAAAA!!!
Oby Aomine mówił prawdę... I ciekawość mnie zżera co chciała szanowna pani Anzai :)
HA! I teraz mi się przypomniało, że był mój Izuki!!!! <3 :D
Weny i pozdrawiam cieplusioooo!!! :*
Ja też kocham Izukiego ❤❤ haha, znów mamy identiko kochanków xddd
UsuńJa to mam dziś pączków po czubek nosa...Ale pyszne były! :D
A tego to dowiesz się w kolejnym odcinku 😃😃
Dziękuję i również pozzdrawwiam 😘