sobota, 6 sierpnia 2016

Kryminalistka (cz.5)

Ohayo! :D

 Skończyłam pisać jedno z waszych ulubionych opowiadań (moich zresztą też ;P), więc na sobotnie popołudnie daję je wam do czytania! :D To właśnie w tym rozdziale okaże się, jakiej płci będzie dziecko (a może dzieci?) Aomine i Akiny ^^ Jeśli jesteście tego ciekawi - zapraszam do czytania! :D ;*


________________________________________________________________________________




   
    Akina już drugą godzinę siedziała przed lustrem i kręciła sobie włosy. Całe szczęście, że makijaż miała już za sobą. I tak najdłużej zajęło jej robienie sobie paznokci – zanim każda płytka została dokładnie pomalowana, minęła prawie godzina. W końcu wesele przyjaciela nie zdarza się często, więc nie dziwię się, że tak długo się szykowała. Najpierw puder, podkład, czy Bóg wie, co to było. Potem tusz do rzęs, eyeliner, szminka, naszyjnik, paznokcie, a na koniec włosy. Jakby nie mogła pójść w normalnej fryzurze… Przecież jej we wszystkim ładnie! Ale nie, musiała się odpicować jak jakaś angielska królowa! Wprawdzie wygląda ślicznie, ale zajęła mi łazienkę na dwie godziny.
 Za pięć miesięcy urodzi nam się dziecko. Akinie zaokrąglił się lekko brzuch, po którym czasem się odruchowo głaszcze, a ja zawsze się uśmiecham, gdy to robi. Urodzona mama, mówię wam. Często czyta podręczniki o noworodkach, blogi o tej tematyce, a nawet zaczęła już robić zakupy dla naszego bobasa. Na liście jej produktów znalazły się śpiochy, śliniaki, butelki, smoczki, pluszaki, pieluchy, małe skarpetki, buciki oraz wiele innych potrzebnych rzeczy. Nasz bobas będzie miał wspaniałych rodziców.
 Stanąłem przed lustrem i zacząłem zawiązywać krawat. Nienawidzę tego ustrojstwa. Nigdy go nie lubiłem, nawet za czasów szkolnych. Ciągle trzeba było w tym chodzić. I mieć marynarki. To tylko szkoła, ale nie można było przychodzić ubranym na sportowo. Cóż, przynajmniej dziewczyny miały krótkie spódniczki, więc wygodniej było klepnąć je w tyłek. A jak się którejś coś przypadkiem podwinęło, to widoczki też były ładne. Tylko jak one znosiły takie same ubrania? Podobno kobiety nie lubią być identycznie ubrane, a w szkole cały czas musiały tak chodzić. Ech, one to zawsze mają jakieś problemy – jak nie podczas okresu czy ciąży, to w codziennym życiu. Chociaż bez nich świat byłby nudny. I nie byłoby takich przyjemności. A, i dzieci też nie. Jak niby miałbym się urodzić, skoro nie byłoby mojej mamy? I jak poznałbym Akinę? Dziewczyny są potrzebne, a przynajmniej ta jedyna, która nosi pod sercem nasze dziecko.
 Kiedy udało mi się zawiązać krawat, spojrzałem na Akinę, która narzucała na ramiona marynarkę. Wyglądała ślicznie – czerwona sukienka sięgająca kolan podkreślała jej talię oraz biust (słowo daję, że jak ktoś rzuci jej choć jedno pożądliwe spojrzenie, to zabiję!), a czarne szpilki sprawiały, że jej nogi wyglądały na dłuższe. Do tego idealny makijaż i fryzura. Akinę można określić jednym słowem – piękność. Moja piękność.
 - Idziemy? – Uśmiechnęła się do mnie, co odwzajemniłem.
 Otworzyłem drzwi i przepuściłem ją pierwszą, na co skinęła mi lekko głową. Złapałem ją za dłoń i zamknąłem nasze mieszkanie. Przeprowadziła się do mnie dwa tygodnie temu, oczywiście powiadamiając o tym rodziców. Nie byli tym zbyt zachwyceni, zwłaszcza że dowiedzieli się o jej ciąży, ale nie protestowali. W sumie to całkiem mili ludzie. Jej ojciec był do mnie na początku dość sceptycznie nastawiony, ale po trzech spotkaniach powiedział, że mnie akceptuje – to już spory postęp. Zdałem jego test! Mama Akiny dość często dzwoniła i pytała o jej stan, oraz kazała do siebie zadzwonić, gdy już będzie znana płeć dziecka. Rany, moja rodzicielka aż tak się tym nie podnieciła. Oczywiście ucieszyła się z tego, że zostanie babcią, ale nie dzwoniła codziennie i nie doradzała nam w kwestii odpowiedniego ułożenia pościeli dla dziecka. Ech, rodzice mojej dziewczyny są czasem za bardzo opiekuńczy. Będę miał wspaniałych teściów, naprawdę. Ciekawe, czy gdy Akina już urodzi, będą codziennie przychodzić i poprawiać poduszeczkę naszemu bobasowi. Ludzie, to by było straszne. Chyba bym oszalał.
 Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy na uroczystość. Gości było naprawdę sporo, a większości nie znałem. Muszę przyznać, że Haruka wyglądała naprawdę pięknie – jej długa suknia sięgała praktycznie ziemi, a welon idealnie wpasował się w jej jasne włosy. Miała szeroki uśmiech na twarzy, natomiast w oczach można było dostrzec prawdziwe szczęście. Nawet Kagami wyglądał przy niej elegancko. A przynajmniej inaczej niż zwykle – nie przypominał małpy.
 Kiedy para powiedziała ,,Tak”, rozległy się głośne brawa. Wszyscy ustawili się w długiej kolejce, by złożyć im życzenia oraz wręczyć prezent. Gdy nadeszła nasza kolej, łaskawie przytuliłem Kagamiego po przyjacielsku i poklepałem go po plecach, a Harukę ucałowałem w oba policzki. Akina natomiast mocno ich wyściskała, życząc przy okazji pomyślności i szczęścia, oraz cudownego dziecka. Dołączyłem się do życzeń, a następnie odeszliśmy od nich i zrobiliśmy miejsca kolejnym osobom.
 - Oni wyglądają razem tak pięknie – odezwała się nagle Akina i wtuliła się w moje ramię.
 - Uwierz mi, że my wyglądamy ładniej. – Objąłem ją.
 - Nie jesteśmy małżeństwem, a ja nie mam na sobie sukni ślubnej.
 - No i co z tego? Nie potrzebujesz jej, by być piękna.
 Akina złapała mnie za krawat i pociągnęła w dół, a po chwili złączyła nasze usta w pocałunku.
 - Jesteś kochany. – Uśmiechnęła się.
 - Wiem. W końcu to ja. – Przekręciła tylko oczami, a ja odwzajemniłem jej uśmiech.

                                                                   ***

 Po mojej prawej stronie siedziała Akina, a po lewej Kise wraz ze swoją dziewczyną, Minako. Ona przynajmniej jest bardziej ogarnięta od niego, więc jest szansa, że nie wpadną razem pod samochód bądź nie wysadzą mieszkania w powietrze swoją głupotą. Ogólnie to ją lubię, choć czasem zachowuje się zdecydowanie za głośno.
 - A teraz zaśpiewajmy ,,Sto lat” młodej parze! – Wodzirej stanął na środku sali, w której odbyło się przyjęcie weselne.
 Wszyscy goście wstali i zaczęli śpiewać. Kagami cały czas trzymał swoją żonę za rękę, a jej uśmiech nie schodził z twarzy. Coś czuję, że będą mieli ciekawą i namiętną noc poślubną. No ale kto by nie miał? To się zawsze tak kończy – a później dziecko. Wprawdzie u nas wyszło nieco na odwrót, ale olać to. Ślub też kiedyś będzie, jestem tego pewien. Musi być.
 Kiedy śpiewanie się skończyło, wodzirej wskazał na Kagamiego oraz Harukę i zachęcił ich do wyjścia na parkiet.
 - A teraz młoda para zatańczy pierwszy taniec!
  Rozległa się muzyka, a wszyscy skupili swe spojrzenia na tańczącej dwójce. Taiga objął swoją żonę, a ona zarzuciła mu dłoń na ramię. Po chwili zaczęli tańczyć, cały czas patrząc sobie przy tym w oczy. Haruka wirowała, a ja tylko patrzyłem, jak Kagami pomyli kroki bądź się wywali. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, nic takiego nie miało miejsca. Czyżby ćwiczył? Cóż, to nie koniec imprezy, więc jest szansa, że jeszcze na ziemię poleci. Oj, ale byłby wtedy ubaw!
 Goście zaczęli wchodzić na parkiet, a kiedy Kise i Minako wstali, ja poprosiłem Akinę do tańca, na co ta odpowiedziała uśmiechem.
 - Już się bałam, że mnie nie poprosisz.
 Złączyłem nasze dłonie, a drugą rękę położyłem jej na plecach. Zaczęliśmy się obracać w rytm muzyki, a taniec wyjątkowo mi wychodził. Nie żebym nie umiał tańczyć, ale… Robię to tak rzadko, że mógłbym zapomnieć kroki. Na szczęście nie deptałem jej po stopach, więc było dobrze. Zajebisty ze mnie tancerz. Normalnie wygrałbym jakiś konkurs. Wystarczyłyby mi ze dwie lekcje, świetna partnerka i wygrana załatwiona.
 Ukłoniłem się lekko, gdy taniec dobiegł końca, a Akina uroczo dygnęła. Uśmiechnąłem się do niej, a potem złączyłem nasze dłonie i zaprowadziłem ją do stolika. W czasie całego przyjęcia dużo rozmawiałem z Kise, a właściwie słuchałem jego monologów, oraz z Kagamim. O dziwo nawet raz nie weszliśmy w jakąś poważną sprzeczkę – kłóciliśmy się tylko o jakieś drobnostki. Cud prawdziwy. Akina zdążyła poznać chyba wszystkie kobiety znajdujące się na przyjęciu, a także zatańczyć z co najmniej połową mężczyzn. Miałem ochotę kilku zabić, gdy za długo się na nią gapili. W ogóle to skandal, że sama ich nie odgoniła. Często się do nich uśmiechała i prowadziła z nimi różne rozmowy, albo przynajmniej wymieniała po kilka zdań. Czułem się zazdrosny. Bardzo zazdrosny. Za to ona w ogóle nie zauważała czujnych i ostrzegawczych spojrzeń, które jej posyłałem – po prostu bawiła się dalej. Nie przesadzała jednak z tańcem ze względu na bezpieczeństwo dziecka. A wina w ogóle nie piła. Ja miałem ochotę na kieliszka do obiadu, ale zrezygnowałem, bo musiałem później prowadzić samochód. Cóż, czasem się trzeba poświęcić dla wyższych celów.
 W końcu poprosiłem do tańca Harukę. Nie podeptałem żadnej ze swoich partnerek, a kilka nawet rzucało mi pożądliwe spojrzenia. Od razu je zbywałem, mówiąc, że mam dziewczynę. Jedna nawet chciała iść na szybki numerek do łazienki, więc szybko przestałem z nią tańczyć. Rany, skąd Kagami ma takich znajomych?!
 - Dobrze tańczysz. – Zauważyła Haruka.
 - W końcu jestem zajebisty. – Uśmiechnąłem się.
 - Ech… - Pokręciła głową. – Chyba tego nigdy nie zmienisz, co? – Spojrzała na mnie z uśmiechem.
 - Taka już ma zajebista natura.
 Zaśmiała się, po czym zrobiła zgrabny obrót. Chciałbym, by kiedyś Akina była na jej miejscu – by miała suknię ślubną, welon i mnie w garniturze obok siebie. Ona musi za mnie wyjść. Nieważne, co powiedzą jej rodzice. Nieważne, co będą myśleli jej znajomi. A jeśli ona nie będzie chciała, zrobię to inaczej. Zawsze może dojść do porwania, prawda? Albo wyprowadzę się z nią do kraju, gdzie można porywać przyszłe żony. O, to jest myśl! Tylko jakie to kraje…? Irak? Iran? Arabia Saudyjska? E, od czego jest Internet? Chwilę poszukam i zaraz znajdę!
 Kiedy taniec się skończył, wróciłem na swoje miejsce i nałożyłem sobie na talerz kawałek ciasta z truskawkami. Było przepyszne! Akina zaczęła mówić coś o tym, że rozmawiała z Kagamim, a ja słuchałem jej w milczeniu.
 - Dziwnie się czuję, jedząc aż tyle – powiedziała nagle, kończąc jakieś ciasteczko.
 - Teraz jesz i za siebie, i za dziecko. – Uśmiechnąłem się. – Nic dziwnego, że masz taki apetyt.
 - Podobno po ciąży trudno wrócić do dawnej figury… - Westchnęła. – Jeśli będę aż tyle jadła, to…
 - Jesteś piękna. – Przerwałem jej. – Ten brzuszek doda ci tylko urody. A o figurę po ciąży się nie martw. Na pewno do niej wrócisz.
 - Będziesz ze mną biegał. Zobaczysz, że zaciągnę cię do…
 - Łóżka? – Podsunąłem, poruszając sugestywnie brwiami.
 - Do parku, baranie! – Kopnęła mnie lekko w łydkę. – Na razie seks z tobą przyniósł mi jeden wielki efekt. – Pogłaskała się po brzuchu. – Wystarczy.
 - Ale w łóżku podobno też można coś spalić. – Mrugnąłem do niej.
 - Serio? W takim razie będę dużo spać. – Uśmiechnęła się, pokazując mi przy tym język.
 - Nie o to mi chodziło. - Położyłem swoją dłoń na jej kolanie. – Podczas stosunku można…
 - Dobra, dobra, poczytam o tym później. – Przerwała mi. – Idziemy tańczyć.
 Złapała mnie za rękę i pociągnęła na środek parkietu. Akurat muzyka zmieniła się ze skocznej na bardziej romantyczną, więc więcej par weszło na parkiet. Kątek oka zobaczyłem Kagamiego i Harukę, którzy tańczyli w rytm muzyki na środku sali. Akina zarzuciła mi ręce na szyję, a ja położyłem dłonie na jej talii. Zaczęliśmy się kołysać w rytm muzyki, a ja pochyliłem się lekko, byśmy stykali się czołami. Moja dziewczyna uśmiechnęła się i złożyła na moich ustach czuły pocałunek. Spojrzała mi w oczy, a po chwili się do mnie przytuliła. Uwielbiam, jak to robi. Uwielbiam ją mieć tak blisko siebie. Uwielbiam ją całą. I uwielbiam tę małą osóbkę, która rozwija się pod jej sercem. Mówi się, że dziecko jest owocem miłości rodziców. My mieliśmy wpadkę, ale teraz naprawdę się cieszę, że Akina jest w ciąży. Będę kochał to dziecko najmocniej jak umiem. Będę je chronił, opiekował się nim. To obowiązek ojca, prawda? To będzie drugi zajebisty ja. Albo druga zajebista mamusia. Jeszcze tylko dwa tygodnie i dowiemy się płci dziecka. Akina ma już wyznaczony termin na USG, więc wystarczy tylko cierpliwie poczekać. Jeju…! Tak bardzo chcę je już wziąć na ręce!
  Ledwo usiedliśmy do stołu, a na salę wjechał tort weselny. Ogromny tort weselny, z ogromną ilością bitej śmietany. Wyglądał pysznie. Smakował zresztą też, aż dokładkę wziąłem. Na szczycie tortu były ustawione dwie figurki – pana młodego i panny młodej. Ja z Akiną też kiedyś będziemy mieli takie coś. A nawet lepsze, bo to w końcu my. Zajebista para musi mieć zajebiście udane wesele, prawda? Najpierw trzeba będzie się oświadczyć, a potem wszystko zorganizować. Ludzie, ile to się człowiek napracuje w życiu…
 Pojechaliśmy do domu o drugiej piętnaście, bo Akina była już zmęczona. Oczywiście wcześniej pożegnaliśmy się z parą młodą, a oni podziękowali nam za przyjście. No i właśnie! Wreszcie usłyszałem od nich podziękowania! Powinni mi w ogóle dziękować, że przyjąłem ich zaproszenie. Żeby Kagami ożenił się wcześniej ode mnie… Do czego to doszło?! To co za pojebany świat?! Cóż, przynajmniej będę miał wcześniej dziecko. Nie wiem, czy wypada się tym tak chwalić, ale… olać to. Wszystko, co jest związane ze mną, wymaga uwielbienia. A szczególnie ja, Akina oraz nasze przyszłe maleństwo. Kłaniajcie się, ludzie, postanowiłem dać wam nowego osobnika, którego macie wielbić! I jego mamusię też! To dziecko będzie najlepszym niemowlakiem świata. A gdzie gratulacje prezydenta? Pod sercem Akiny właśnie rozwija się nowy przywódca kraju, a obecny nic z tym nie robi? Skandal!
 Kiedy dojechaliśmy do domu, szybko poszedłem pod prysznic, a Akina w tym czasie zmyła makijaż. Potem ona się umyła, a ja pościeliłem łóżko. Gdy wreszcie razem się położyliśmy, westchnęła cicho i od razu się do mnie przytuliła.
 - Zmęczona? – Objąłem ją.
 - Nie, wcale. – Prychnęła z sarkazmem.
 Pocałowałem ją w czubek głowy, po czym przykryłem nas kołdrą.
 - Dobranoc.
 - Dobranoc – szepnęła.

                                                                       ~*~

    To ten dzień. Dzień, w którym dowiemy się, jakiej płci będzie nasze dziecko. Kiedy wiozłem Akinę na USG, była strasznie podekscytowana i ciągle głaskała się po brzuchu.
 - Dziewczynka, dziewczynka… - Powtarzała pod nosem.
 Chłopiec też będzie dobry! Ale nie wiem, czy świat jest gotowy na drugiego mnie. Tyle zajebistości w jednym mieszkaniu! Ludzie, Tokio tego nie wytrzyma! Trzeba będzie tę zajebistość rozłożyć, co znaczy, że przyda nam się jeszcze co najmniej jedno dziecko. Zaraz, zaraz… Wróć! Wtedy tej zajebistości będzie jeszcze więcej! Nie no, prezydent będzie musiał mi osobiście pogratulować potomka. Albo potomków, wszystko się niedługo okaże. Osobiście wolałbym, by to był chłopiec, ale dziewczynkę przyjmę z równie dużą miłością. Bądź co bądź, to dziecko moje i Akiny – będzie zajebiste w każdym calu.
 Dojechaliśmy pod szpital. Wysiedliśmy z samochodu i poszliśmy pod właściwą salę, cały czas trzymając się przy tym za ręce. Akina podeszła na chwilę do recepcji, a ja w tym czasie zająłem się przeglądaniem dyplomów wiszących na ścianie. No proszę, same wyróżnienia, odznaczenia i doktoraty. Nieźle, nieźle. Przynajmniej jest pewność, że są tu sami dobrzy lekarze i nie trzeba się będzie bać, że coś spaprzą.
 - Chodź. – Akina pociągnęła mnie za rękę pod właściwą salę.
 Musieliśmy czekać na swoją kolejkę kilka minut, które jakoś wyjątkowo mi się dłużyły. Kiedy lekarz w końcu wezwał nas do gabinetu, moja dziewczyna prawie tam wskoczyła. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że Akina jest pacjentką Midorimy! Mówię wam, większego szoku chyba nigdy nie przeżyłem. Przynajmniej byłem w szpitalu, to w razie zawału zostałaby mi udzielona pierwsza pomoc.
 Moja dziewczyna zajęła miejsce na kozetce, a ja stanąłem obok, tak, by nie przeszkadzać temu glonowi. W liceum zawsze lubiłem mu dokuczać z powodu koloru jego włosów. Sam powtarzał, że moje wcale nie są lepsze, co oczywiście nie jest prawdą – każda cząstka mnie jest zajebista, a ja jestem dumny ze swoich włosów. Dzięki nim jestem bardziej rozpoznawalny i niepowtarzalny. Jednak nie chciałbym, by były kiedykolwiek zielone.
 - Jak się dziś pani czuje? – Spytał Midorima, podchodząc do niej.
 - Dobrze. Oprócz tego, że jestem trochę podekscytowana. – Akina uśmiechnęła się, po czym podwinęła bluzkę.
 Nie uśmiechaj się do niego! Odwróć wzrok i się na niego nie gap! Przecież to glon jest! GLON! Wprawdzie zawsze był nieco mądrzejszy ode mnie, ale nie sądziłem, że naprawdę zostanie lekarzem. A tym bardziej nie spodziewałem się, że będzie lekarzem MOJEJ przyszedłem żony.
 Ale ironia…
 Midorima uruchomił jakiś dziwny sprzęt, wziął do ręki podejrzanie wyglądającą kulkę, nasmarował ją żelem i zaczął nią jeździć po brzuchu Akiny. W tym samym czasie na ekranie komputera coś się wyświetliło. Nawet zauważyłem, że to coś przypomina kształtem malutkie dziecko.
 - Rozwija się prawidłowo – powiedział Midorima po chwili ciszy. – Nie dostrzegam żadnych zaburzeń.
 - No ja mam nadzieję, bo jeśli się wyda, że…
 - Daiki! – Akina posłała mi mordercze spojrzenie, a ja natychmiast się zamknąłem.
 Kompletnie zignorowałem karcący wzrok Midorimy i patrzyłem jak jeździ tą kulką po jej zaokrąglonym już brzuchu. Hyuga nie spuszczała oczu z ekranu komputera, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. Złapała mnie za rękę, a ja ścisnąłem jej dłoń.
 Zajebisty ja, czy zajebista ona?
 Kurde, z tego wszystkiego sam zaczynałem się denerwować! Chcę już wiedzieć, jakiej płci będzie to dziecko. Trzeba się zastanawiać nad imieniem, a to poważna sprawa. Jakie by tu…?
 - Doktorze, to będzie chłopiec, czy dziewczynka? – Zapytała Akina.
 Midorima jeszcze chwilę milczał, po czym spojrzał na nas i uśmiechnął się lekko. Matko Święta, glon się uśmiechnął! Koniec świata nadciąga! Czyżby Akina spodziewała się małego glonka? Albo trawy? A może…?
 Bliźniaków?
 - No, Aomine, gratuluję. – Poprawił swoje okulary. – Będziesz miał syna.

_________________________________________________________________________________

Zaskoczeni? ;P A może się tego spodziewaliście? xD :D



    






środa, 3 sierpnia 2016

Najlepszego, Kagami! ;* + ,,On umiera!"

Jak wiecie, bądź nie wiecie, pewna osoba obchodziła wczoraj urodziny. Jest nią mój najdroższy brat - Kagami Taiga! :D

Taiga, w imieniu swoim i całego Pokolenia cudów oraz naszych jego przyjaciół, chciałabym ci złożyć najserdeczniejsze życzenia! <3

*jak najwięcej gry z Ao :D (dzięki temu będziesz lepszy i silniejszy ;) )
*cierpliwości do niego (każdemu się przyda xD)
*kolejnego zwycięstwa na mistrzostwach kosza! :D
*żebyś zawsze mógł grać i by żadna kontuzja ci w tym nie przeszkodziła ;)
*założenia wspaniałej i kochającej się rodziny ;* (no najlepszą siostrę już masz! :D)
*żeby twój strach do psów zniknął :D
*żebyś jadł te swoje hamburgery i nadal był szczupły i wysportowany ;)
*żebyś jak najdłużej nosił mnie od czasu do czasu na barana ^^ *wściekły wzrok Ao*
*żeby twój talent kulinarny się rozwijał :3
*sukcesów!
*skończenia szkoły
*żeby twoje kontakty z przyjaciółmi się nie zerwały ^^
*wymarzonej pracy ;)
*jeszcze więcej przyjaciół! :D ;*


A teraz, skoro już złożyłam Taidze życzenia, chciałam was, czytelników, zaprosić na krótkiego cośka, który w ogóle nie jest związany z urodzinami Kagamiego xD Wprawdzie jest tam AoKaga, ale.... aż tak tego nie widać ;P Drugim paringiem, pobocznym, jest KiKuro xD Nie wyrobiłam się z miniaturką urodzinową, więc ten... przynajmniej w tej Taiga występuje! :D

Miłego czytania ;*

_________________________________________________________________________________


           
                                                           ,,On umiera!"





      Kiedy Kagami usłyszał dźwięk swojego telefonu, niechętnie uchylił jedną powiekę i prawą ręką spróbował wymacać komórkę znajdującą się na szafce nocnej. Po kilku sekundach dzwonienie ustało, więc zadowolony czerwonowłosy cofnął swoją dłoń i zamknął oczy. Nie cieszył się długo trwającą ciszą, ponieważ chwilę później jego komórka znów zaczęła dzwonić.
 Kto jest takim debilem i dzwoni do kogoś o czwartej nad ranem?!
 Odebrał, nie chcąc, by hałas obudził jego chłopaka. Ostrożnie usiadł na krawędzi łóżka, przetarł oczy i odezwał się zaspanym głosem:
 - Kise? O co…
 - Kurokocchi umiera!
 Kagami rozbudził się momentalnie.
 - Jak to umiera?! – Krzyknął, kompletnie zapominając o śpiącym Aomine.
 - No wypadek miał! – Taiga dałby sobie rękę uciąć, że Ryouta płakał od dłuższej chwili i, sądząc po jego głosie, nie mógł się uspokoić.
 - Gdzie jesteś?!
 - W szpitalu przy centrum…
 - Czekaj na nas, zaraz będziemy!
 To, co powiedział, nie miało sensu, ale w tamtym momencie Kagami nie myślał nad niczym innym oprócz jak najszybszym dotarciu do szpitala. Założył na siebie jakieś dresy, pogniecioną koszulkę oraz pierwsze buty, jakie wpadły mu w ręce, po czym zaczął potrząsać Aomine.
 - Wstawaj, leniu! – Nie przestawał szarpać jego ręki. – Kuroko umiera!
 - Mgmhy – mruknął Daiki, po czym przekręcił się na drugi bok. Po chwili jednak usiadł, patrząc na swojego chłopaka z przerażeniem. – Kuroko umiera?! – Wrzasnął.
 W tempie ekspresowym założył spodnie Taigi, trampki i bluzkę na lewą stronę, po czym pociągnął Kagamiego za ramię i wręcz wypchnął go z mieszkania, drżącą ręką próbując trafić w zamek w drzwiach.
 - Biegnij szybko do samochodu! – Krzyknął, nadal szamocząc się z zamkiem.
 Taiga prawie zabił się na schodach, biegnąc do ich auta. Daiki w tym czasie poddał się z zamykaniem drzwi, przeklął siarczyście na całą klatkę schodową, ignorując sąsiadkę, która wyszła z mieszkania i mówiła coś o ciszy nocnej, po czym pobiegł za swoim chłopakiem. Kagami zajął miejsce pasażera i zaczął się na niego wydzierać, by się pospieszył. Aomine wyrwał mu kluczyki z ręki i usiadł za kierownicą. Wcisnął gaz do dechy, a nagłe przyspieszenie wbiło ich obu w fotele. Taiga dziękował Bogu za to, że zapiął wcześniej pasy.
 - Z-Zwolnij! – Krzyknął, gdy Daiki wyprzedził kolejny samochód.
 - Ani mi się śni! – Aomine jeszcze bardziej przyspieszył, przyprawiając tym samym swojego chłopaka o mdłości. – Kuroko umiera i trzeba być przy nim w jego ostatnich chwilach!
 Kagami zacisnął rękę na podłokietniku tak mocno, że jego palce zrobiły się białe. Wstrzymywał powietrze na każdym zakręcie i modlił się o to, by nie wpadli na żadnego tira. Daiki co chwila wyprzedzał kolejne samochody i w ogóle nie zwracał uwagi na znaki drogowe. Jego usta były zaciśnięte w wąską linię, a na twarzy miał takie skupienie, jakiego Taiga dawno u niego nie widział.
 Błagam, dojedźmy cało na miejsce!
  Zmówił w duchu kilka znanych mu modlitw i prawie pisnął, gdy Aomine cudem uniknął czołowego zderzenia z miejską taksówką.
 - Odbiło ci?! – Wrzasnął. Gdyby tylko nie pędzili z prędkością stu dwudziestu pięciu kilometrów, zabrałby mu kierownicę. Jak policjant może łamać tyle przepisów drogowych w ciągu jednej nocy?! – Zwolnij!
 - Tetsu umiera, a ty mi każesz zwolnić?!
 - Jak tak dalej pójdzie, to umrzemy przed nim! – Kagami naprawę panikował, obawiając się, że jego słowa mogą stać się prawdą.
 - Jedziesz z mistrzem kierownicy, nic ci się nie… - Skręcił gwałtownie na boczny pas, wymijając pędzącego motocyklistę. – No co za baran! Tak nieostrożnie jeździć w środku nocy! Gdybym nie jechał do umierającego kumpla, już by dostał mandat!
 A niby sam jeździsz teraz lepiej?!
 Taiga prawie wypowiedział te słowa na głos, ale obawiał się, że to tylko spowoduje utratę koncentracji Aomine. A tego wolał uniknąć. Czego jak czego, ale nie miał zamiaru umierać w pędzącym samochodzie. Jadą w końcu pożegnać Kuroko – nie mogą odejść przed nim z tego świata.
 Aomine był zajęty prowadzeniem samochodu, natomiast Kagami zadzwonił do Kise.
 - Hal…?
 - Które piętro? – Spytał, mocniej zaciskając rękę na podłokietniku. – Ja pierdolę, idioto, zwolnij! Zabijesz nas! – Krzyknął, ściskając telefon przy uchu. Aomine nic sobie nie zrobił z jego słów – gnał dalej jak szalony, nawet nie myśląc o zatrzymywaniu się na czerwonym.
 - Kagamicchi, wy…!
 - Mów dokładnie, gdzie jesteś! – Przechylił się w bok, gdy Daiki gwałtownie skręcił. – A jak umrzemy, postaw białe róże na moim grobie!
 - Grobie…?
 - Kise, sala! – Wrzasnął ciemnoskóry, trąbiąc na przechodzącą po ulicy staruszkę. – Won, baba, misję mam!
 Starsza kobieta upadła na ziemię, cofając się przerażona i zaczęła coś za nimi krzyczeć.
 - Trzecie piętro, za pierwszym zakrętem…
 - Uważaj, pies! – Wydarł się Taiga, zamykając oczy.
 Daiki zrobił szybki skręt i uniknął zderzenia z bezpańskim kundlem. Kagami cudem przeżył chwilowy zawał i czuł, jak jego serce gwałtownie przyspiesza. Upuścił telefon na ziemię, więc nie usłyszał już, jak dotrzeć pod właściwą salę.
 - Jeśli przeżyjemy tę drogę, to cię zabiję – warknął do Aomine, robiąc się blady jak ściana.
 - Nie jęcz! Gdybyś ty umierał, pędziłbym do szpitala jeszcze szybciej!
 - I byś się zabił po drodze!
 - Nie mam zamiaru jeszcze umierać! Za młody i za przystojny jestem! Poza tym obiecałeś mi ruchanie z samego rana! Nie umrę, dopóki nie spełnisz tej obietnicy!
 Kagami, gdyby tylko mógł, uderzyłby swojego chłopaka i wprowadziłby celibat, ale przez prędkość, z jaką jechali, słowa więzły mu w gardle. Czuł, że robi się blady, a na zakrętach zielenieje ze strachu. Jeśli w coś po drodze nie walną, to będzie prawdziwy cud.
 Taiga wstrzymał oddech, gdy Aomine skręcił w kolejną uliczkę. Nie czuł się bezpiecznie. Nawet świadomość zapiętych pasów czy posiadania poduszek powietrznych go nie uspokajała. Przez głowę przelatywały mu najczarniejsze wizje, co wcale nie podnosiło go na duchu. Przeciwnie – miał ochotę płakać. Wiedział, że Daiki jest świetnym kierowcą, ale przy takiej prędkości i to w tak dramatycznych okolicznościach, każdemu może się zdarzyć wypadek – szczególnie tym, którzy muszą gdzieś szybko dotrzeć. Tak niestety często jest – jak się ktoś gdzieś spieszy, to się diabeł cieszy. Spotyka się na swojej drodze wiele przeszkód, w postaci na przykład samochodu wyjeżdżającego gwałtownie z pobocznej uliczki.
 Zawał. Brak powietrza. Poczucie bezsilności. Mdłości.
 To i tak tylko część tego, co czuł Kagami. Już nawet nie patrzył na drogę. Zamknął oczy i modlił się o swoje życie, przy okazji przeklinając w myślach szybką jazdę swojego chłopaka. Pierwszy jak tak jechał i miał szczerą nadzieję, że ostatni. Jeśli komuś z jego znajomych zachce się umierania, to niech przynajmniej nie robi tego w środku nocy. Nie przeżyje drugiej takiej jazdy. Jeśli w ogóle wyjdą cało z tej ,,przejażdżki”, będzie błogosławił ziemię i wszystkich bogów, którzy pozwolili mu przeżyć.
 Zobaczyli budynek szpitala. Jeszcze tylko kilka minut i znajdą się przy Kise i umierającym Kuroko.
 - Zwolnij! – Krzyknął Kagami. – Jak niby chcesz zaparkować?!
 - Zamknij się i patrz!
 To, co Aomine wyczyniał z kierownicą, było wręcz niewyobrażalne. Po kilku dramatycznych sekundach, które prawie spowodowały u Taigi zawał, Daikiemu udało się równo zaparkować, nie wpadając po drodze na żadne inne auto bądź pobliski słup.
 Aomine wyskoczył z samochodu i gdyby siłą nie wyciągnął z niego Kagamiego, ten pewnie nadal by w nim siedział, nie wierząc w to, że naprawdę przeżyli. Gdyby tylko mógł, skakałby ze szczęścia.
 Obaj wbiegli do szpitala, zręcznie omijając człowieka na wózku, po czym pobiegli na trzecie piętro i zaczęli wypatrywać Kise. Musieli najpierw spytać jedną z pielęgniarek o drogę, bo okazało się, że pomylili piętra. Gdy w końcu dotarli we właściwe miejsce, zobaczyli Kise, który nerwowo bawił się trzymanym w ręku telefonem.
 - I co z nim?! – Aomine potrząsnął jego ramionami. – Żyje, nie?! Musi żyć!
 - Jego stan jest bardzo poważny? – Kagami stanął przy Daikim, a Ryouta poczuł się wyjątkowo malutki.
 - Em… - Zaczął. – Jakby to… - Podrapał się po karku, a Aomine z Kagami zaczęli się domyślać, że coś jest nie tak.
 - Umarł? – szepnął Taiga.
 - Żyje, żyje – zapewnił Kise i nerwowo się uśmiechnął. – Po prostu… Spanikowałem trochę i ten… - Odwrócił wzrok, chcąc uwolnić się od czujnych spojrzeń. – Kurokocchi miał po prostu kilka drzazg w nodze, lekkie rozcięcie na czole i skręcony nadgarstek. Nic mu oprócz tego nie jest.
 Aomine miał ochotę przenieść swoje ręce z ramion Kise na jego szyję. Powstrzymywał się tylko dlatego, że szpital był miejscem publicznym i ciągle ktoś chodził po korytarzu. Kagami natomiast usiadł na najbliższym krześle i wyglądał na osobę kompletnie załamaną, która ma ochotę się rozpłakać i nie wie, co się wokół niej dzieje.
 - Kise… - warknął Daiki, a Ryouta miał zamiar uciec, ale silne ręce ciemnoskórego mu to uniemożliwiły. – Ja cię zabiję! Jedyną osobą, która dziś umrze, będziesz ty!
  
                                                                 ~*~

      Kagami i Aomine padli z powrotem na łóżko.
 - Nigdy więcej. – Taiga wtulił się w poduszkę. – Nigdy więcej nie wsiądę do twojego samochodu w środku nocy.
 - Mówiłem, że jestem mistrzem kierownicy. – Daiki objął go ramieniem. – Nic się nie stało. Ale następnym razem nie będę się powstrzymywał przed uduszeniem tej cioty. Jak można pomylić skręcenie nadgarstka ze śmiercią?!
 - To Kise. – Odpowiedź Kagamiego była krótka i na temat.
 Obaj westchnęli cicho i poprawili poduszkę. Po kilku sekundach Taiga poczuł dłoń Aomine na swoich plecach.
 - Co ty wyrabiasz? – mruknął, chcąc się przespać.
 - Obiecałeś mi seks z rana. – Na twarzy ciemnoskórego pojawił się zboczony uśmiech. – Jest szósta, czyli rano.
 Taiga spojrzał na niego z niedowierzaniem. Gdyby miał siłę, zwaliłby go z łóżka i wypędził z sypialni.
 - Daj mi się wyspać – warknął, po raz kolejny przytulając się do poduszki.
 - Ale skoro obaj nie śpimy i mamy…
 - Chcę spać! – Uciął mu Kagami i przekręcił się na bok, odwracając się do niego plecami.
 - Ej, obiecałeś!
 - Umrzyj.

_________________________________________________________________________________



  





niedziela, 31 lipca 2016

Zemsta (cz.5)

Dobry wieczór! :D

Tak, wreszcie skończyłam kolejną część ,,Zemsty" :D Trochę z tym zwlekałam, ale wreszcie jest!! :D Jestem z siebie dumna ^^ Mam nadzieję, że wam się ten rozdzialik spodoba ;) Nie jest za długi, ale postanowiłam, że ten będzie na 4 strony :D 
Miłego czytania życzę ;* 

_________________________________________________________________________________



 Wracałem ze sklepu, niosąc reklamówkę pełną przeróżnych produktów spożywczych i dziwnych kremów dla Kise. Uparł się, że musi sobie czymś nawilżyć twarz, a ostatni krem nawilżający skończył mu się dwa dni temu. To i tak cud, że ten czas wytrzymał bez tego mazidła. Jak w ogóle można ciągle się czymś takim smarować? Nie mówię, że nie dbam o swoją skórę, ale bez przesady. Nie stosuję codziennie dziesięciu kremów!
 Ech… Nie jestem modelem, więc nie wiem dokładnie, na czym polega na branża, jednak do takiej pracy trzeba mieć zadbaną skórę. Tylko ile pieniędzy on wydaje na takie rzeczy?! Kieszonkowe lepiej wydać na pornosy czy… pornosy. To zawsze jest pocieszenie, a i można sobie przy nich zwalić. O tak! Te duże cycki! Raj dla duszy.
 A gdyby tak Kise miał piersi? Jak duże by one były? C? D? A może nawet E? W sumie gdyby mu dorobić dłuższe włosy i cycki, to byłaby z niego naprawdę ładna dziewczyna. Jest przystojny jako chłopak, więc…
 Wróć.
 Czy ja powiedziałem, że ta ciota jest przystojna? Dobry żart! Ja jestem o wiele przystojniejszy od niego! I bardziej męski, umięśniony… Penisa też mam większego. No co? Po treningach wielokrotnie braliśmy razem prysznic. I w Teiko chodziliśmy do gorących źródeł. Wiele razy widziałem go nago, jak on mnie, ale nigdy nie myślałem, że jest… przystojny. No ale na serio byłby ładną dziewczyną! Nawet charakter ma kobiecy i czasem zachowuje się tak, jakby miał okres. Tylko mu cycków brakuje. A, i trzeba by coś było zrobić z jego narządami płciowymi… Chociaż to akurat by mi aż tak nie przeszkadzało. Zawsze można wejść w…
 O Boże! Co ja wygaduję?! Lekarza! Potrzebuję psychiatry!
 Pokręciłem pospiesznie głową, a na karku poczułem pot. Zrobiło mi się dziwnie ciepło na twarzy i w okolicach podbrzusza. Bogowie… Co się ze mną dzieje?! Jeszcze trochę a mi stanie na sam jego widok! Nie przeżyłbym tego. Skoczyłbym z mostu pod pędzącą ciężarówkę i… Zaraz! Przecież jeszcze tyle cycków do obmacania i dziewczyn do wyruchania! Nie mogę tak po prostu umrzeć!  Co one beze mnie zrobią?
 No i Kise… Obiecałem przecież, że go nie zostawię. Można mi zarzucać wiele, w tym to, że jestem samolubem bądź chamem, ale umiem dotrzymywać danego słowa. Tylko ile jeszcze będę musiał tak z nim siedzieć? I kiedy policja wreszcie złapie tego skurwiela? No ile można ganiać za jednym dupkiem, który zgwałcił Kise?! Jego odór jest tak wielki, że można by go wytropić po zapachu.
 Dlaczego posunął się do gwałtu? Ja też raz przegrałem, ale jakoś nie zgwałciłem Kagamiego. Albo Tetsu. A podczas meczu było widać znaczą różnicę między Kise a Haizakim, więc ten skurwiel powinien to zaakceptować. W ogóle kto to słyszał gwałcić przeciwników za takie coś?! Gdyby to było legalne, to cały tłum czekałby na okazję do dobrania się do mojej zacnej dupy. I tak bym jej nikomu nie dał, co to to nie! Jednak Kise nie jest aż tak silny, a w dodatku ta gnida wzięła go z zaskoczenia. Miał niewielkie szanse na ucieczkę, a gdy Haizaki go związał, nie mógł uciec.
Ryouta wygrał uczciwie. Dał z siebie ponad sto procent, należała mu się wygrana. Tylko problem polega na tym, że Haizaki tych porażek nie potrafi zaakceptować. W gimnazjum zawsze z nim wygrywał, więc był pewien, że teraz też da radę. Przeliczył się. I przegrał. A w gniewie wyżył się na swoim przeciwniku.
 Gdybym ja zachował się tak jak on, to Kagami prawdopodobnie padłby z wycieńczenia lub ilości siniaków, jaką bym mu zadał. Haizaki naprawdę nie panuje nad emocjami i myśli, że wszystko mu wolno. Dupek jeden. Jak go spotkam, to wszystkie flaki z niego powypruwam. Najchętniej to przerobiłbym go na kotleta, którego później wywaliłbym do śmieci – i tak nie nadawałby się do zjedzenia. Po pierwsze byłby nieświeży i zepsuty, a po drugie jego smak byłby nie do zniesienia. Obrzydlistwo.
 Kiedy przechodziłem przez furtkę, coś przykuło moją uwagę – w skrzynce na listy znajdowała się koperta. Zaraz, przecież listonosz powinien chodzić dopiero jutro! Pospiesznie wszedłem do domu, burcząc pod nosem ciche ,,Dzień dobry” do policjanta, po czym zdjąłem buty i pobiegłem do pokoju Kise, zostawiając zakupy w holu. Wbiegłem do jego sypialni, nawet nie kłopocząc się z pukaniem.
 - Aj! – Pisnął i zakrył się koszulką. Widocznie się przebierał. – Aominecchi! Puka się! Przecież…!
 - Cały jesteś? – Głupie pytanie. Stoi przede mną, a ja się go pytam o takie coś.
 - Em? Tak? – Spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem. – O co chodzi?
 - Ubierz się i zejdź na dół. – Powstrzymywałem się, by nie spojrzeć na jego długie nogi i część torsu.
 Wyszedłem szybko z pokoju, czując na twarzy dziwne ciepło. Ludzie, już nie raz widziałem go nago, więc czemu tak reaguję?! To tylko Kise! Przyjaciel, z którym chodziłem do szkoły! To tylko blond ciota, która boi się każdego napotkanego robaka!  To tylko… idiota, któremu trzeba pomóc i go ochraniać.
 Ech, za miękki jestem.

  Usiadłem na kanapie w salonie i otworzyłem kopertę z listem. Znając Kise, będzie się teraz przebierał przez najbliższe pół godziny, chcąc idealnie dopasować spodnie do bluzki. Modele… Znam jednego i to w zupełności mi wystarczy. Gdybym tak musiał czekać na dziesięciu, to bym się chyba nie doczekał. Prędzej bym się zestarzał i zostałyby ze mnie same kości. Seksowne kości. Bo u mnie wszystko jest seksowne, nawet najmniejszy włos czy paznokieć.
 Z koperty wyleciało jakieś zdjęcie. Kiedy je odwróciłem, zamarłem. Był na nim związany, zakneblowany i zapłakany Kise, leżący na podłodze z łazience, w której Haizaki go zgwałcił. Coś się we mnie zagotowało. Gdybym nie był w mieszkaniu, prawdopodobnie rozwaliłbym coś, co znajdowałoby się w moim zasięgu. Jakby mnie ktoś narysował jako postać z jakiejś mangi, to prawdopodobnie z uszy leciałaby mi para, a na twarzy byłbym cały czerwony ze złości.
 Wstałem z kanapy i poszedłem po policjanta pilnującego mieszkania. Gdy obok niego przechodziłem wchodząc do domu, nie zauważyłem, że jest inny niż ten, który był przed moim wyjściem. No tak, zmiana. Ale czemu, do cholery jasnej, żaden nie zorientował się, że coś jest nie tak z listonoszem?!
 Podałem mu do ręki kopertę, a on wyjął ze środka kartkę z napisem: ,,Kise ma się zjawić w szopie w pobliskim lesie za dwa dni. Jeśli tego nie zrobi, jego ,,piękne” zdjęcie trafi do Internetu. A tego chyba nie chcecie, prawda? Ma przyjść sam. Jeżeli ktokolwiek za nim pójdzie, zabiję go. Przekażcie temu pięknisiowi, żeby założył seksowną bieliznę ;*”
 Zabić. Zabić tego skurwiela. Nie podaruję mu, słowo daję! Tak go zajebię, że się dupek nie pozbiera!
 Staliśmy tak w holu gapiąc się w kartę, że nie usłyszeliśmy schodzącego Kise.
 - Coś się stało?
 Dopiero gdy powtórzył pytanie, zorientowaliśmy się, że przy nas stoi.
 - Przejdźmy do salonu. – Policjant wskazał kanapę, na której usiadłem ja wraz z Ryoutą. Nasz strażnik wręczył kopertę modelowi, po czym pokazał mu jego zdjęcie.
 Kise zbladł. Dostał dreszczy, a w jego oczach zaczęły się zbierać łzy. Karta papieru wyleciała z jego rąk i upadła na dywan, a on próbował się uspokoić, co mu kompletnie nie wychodziło. Łzy leciały mu po policzkach, co jakiś czas się mocno wzdrygał, co świadczyło o tym, że zaczyna panikować. Złapałem go za ramiona i uważnie wpatrywałem się w jego twarz. Jeszcze nigdy nie widziałem u nikogo takiego przerażenia. Lęk zawładnął całym jego ciałem. Zaczął dygotać, a na czole pojawiły mu się kropelki potu. Policjant szybko pobiegł po szklankę wody, a ja chciałem spróbować go jakoś uspokoić. Tylko co miałem mu powiedzieć? Że będzie dobrze? Że nic się nie stanie? Że nie oddamy go Haizakiemu? Chcę, by tak było, ale sytuacja jest naprawdę poważna.
 - Proszę. – Policjant podał mu szklankę wody, ale Kise nie dał rady jej wziąć. Ręce tak mu się trzęsły, że na pewno by ją upuścił.
 Wziąłem szklankę w swoje ręce, po czym ostrożnie podsunąłem mu ją pod nos. Upił łyka, ale po chwili zaczął kaszleć. Poklepałem go po plecach, a on mruknął tylko jedno krótkie zdanie:
 - Niedobrze mi…
 Zaprowadziłem go do łazienki, uważając, by nie potknął się o żaden próg, co było wtedy bardzo prawdopodobne. Ledwie doszliśmy do łazienki, a kucnął nad sedesem i zwymiotował co, to ostatnio jadł. Jest aż tak przerażony?
 Położyłem rękę na jego ramieniu i stałem tak przez kilka minut. W międzyczasie Kise zwymiotował jeszcze raz, a łzy coraz obficiej spływały mu po twarzy. Przemył twarz wodą, umył zęby, a potem wróciliśmy do salonu, gdzie zebrało się już kilku policjantów powiadomionych o wszystkim przez naszego strażnika.
 - Ja… Nie chcę… - Kise miał problem z wysłowieniem się. – Nie chcę znów…
 - Nie pozwolimy na to. – Jakiś sierżant starał się go uspokoić. – Nie dopuścimy do tego, by to się powtórzyło.
 Posadziłem Ryoutę na kanapie, a sam usiadłem obok niego. Model przytulił się do mnie i zaczął szlochać, by w ten sposób dać upust swoim emocjom. Nie wiem, jak, ale moja ręka nagle znalazła się na jego plecach.
 - Nie becz. – Wyjąłem ze swojej buzi jego włosy. – Ten skurwiel już nic ci nie zrobi.
 Kise tylko pociągnął nosem, po czym oparł się wygodniej na moim ramieniu.
 - Co zamierzacie zrobić? – Spojrzałem na policjantów, którzy zajęli prawie cały salon.
 - Wymyślimy coś – odpowiedział jakiś z gęstymi wąsami. – Mamy czas.

 ,,Nie spieprzcie mu bardziej życia!”

Chciałem to powiedzieć, ale wolałem ich nie obrażać. Milczałem więc i słuchałem, jak wymieniają między sobą zdania. Jak to rozegrają? Nie mogą puścić Kise samego, bo to go jeszcze bardziej pogrąży psychicznie, ale coś muszą zrobić, bo Haizaki wyśle do Internetu to cholerne zdjęcie. A wtedy cały świat się dowie, jak wygląda seksowny tyłek modela. Znaczy… no po prostu tyłek modela! Ryouta by się po tym załamał psychicznie. Gdyby zobaczył coś takiego w necie, pewnie coś by sobie zrobił. Musiałby pójść na jakąś poważną terapię, a pewnie i tak nigdy by nie wrócił do normalności. I tak będzie to trudne po tym, co się stało, ale Haizaki nie może drugi raz się do niego dobrać. Jeśli zbliży się do niego na odległość dwóch kilometrów, zabiję go. Przysięgam, że coś mu zrobię, jeśli jeszcze raz go tknie. To moja… Znaczy się… Mój przyjaciel i nie pozwolę nikomu go krzywdzić.
 - Kise, na razie spróbuj… - Jakiś policjant przerwał w połowie zdania i wpatrywał się w modela z uwagą.
 Obrzuciłem Ryoutę czujnym spojrzeniem i dopiero po chwili zorientowałem się, co się stało – Kise zasnął, opierając się na moim ramieniu.
 Bosko. Właśnie o tym marzyłem.
 Mimowolnie lekko się uśmiechnąłem. Miałem ochotę pogłaskać go po policzku, ale powstrzymywała mnie przed tym obecność policjantów. Cóż, może innym razem się uda…




_________________________________________________________________________________





sobota, 30 lipca 2016

Sto lat, Kimie! ;*

 Ohayo :D
Chciałam was poinformować, że dziś jedna z moich wiernych czytelniczek, Kimie, ma urodziny! :D

Chłopaki, wstawać, śpiewamy ,,Sto lat"! :D

*Pokolenie Cudów, Kagami, Himuro, Takao i cała reszta wstają*

Sto lat, sto lat, niech żyje,żyje nam!
Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam!
Jeszcze raz, jeszcze raz, niech żyje, żyje nam, niech żyje nam!:

Kto?

*wszyscy* KIMIE!!!


Moja najdroższa i jedyna bratowo...!
Ao: *szeptem* Całe szczęście, że jedyna...
Ja: Nie przerywaj mi w takiej chwili!
Wracając do tego, co chciałam powiedzieć...
Kimie, kochana, życzę ci:

*masy weny
*czasu na pisanie
*szczęścia (i w życiu, i z Akashim ;*)
*cierpliwości do Daikiego
Ao: Ej!
Ja: *daję mu sójkę w bok*
*spełnienia marzeń
*założenia szczęśliwej i kochającej się rodziny
Akashi: *Dumnie się uśmiecha*
Ao: *podejrzliwe spojrzenie skierowane w stronę Akashiego*
*jak najwięcej zwariowanych i cudownych pomysłów na opowiadania! :D
*żebyś nigdy nie traciła chęci na pisanie :D (jak wydasz książkę, to na pewno kupię! :D)
*szczęścia w życiu realnym xD :D
*jak najwięcej prawdziwych przyjaciół ;*
*i dopisz to, czego sobie zapragniesz! :D <3

Przepraszam, że dziś nie pojawi się żaden shot, ale zwyczajnie nie miałam czasu go napisać... :C Wybaczysz, mam nadzieję? ^^" Postaram się to w najbliższym czasie nadrobić, obiecuję! Jeszcze dziś mój brat ma urodziny, więc goście zaraz przyjdą...
Gomene, Kimie!
Postaram się, by wyszedł naprawdę dobrze :D

JESZCZE RAZ STO LAT, BRATOWO!!! <3 ;*














                    No przepraszam, musiałam xD ;*





niedziela, 24 lipca 2016

Powrót!

Ohayo, moi mili! :D
Wczoraj wieczorem wróciłam z gór, ale nie miałam już siły, by dodać tego posta xD A dziś z koleżanką poszłam nad zalew w swoim mieście na spotkanie młodzieży z ŚDM, więc tam też się sporo zeszło ;P Ale za to było superaśnie! :D Poznałam kilku miłych (i przystojnych *.*) Włochów, pogadałam z nimi, a kilka razy tańczyliśmy różne tańce i było super! :D O dziwo angielski mi wychodził XD A i ludzie mili, to było sympatycznie ^^

A teraz wreszcie wstawiam tego posta informacyjnego :D
To niestety nie jest żaden rozdział, bo nic nie jest skończone, ale wkrótce się coś pojawi ;)
Najpierw chcę skończyć kolejną część ,,Zemsty", ,,Kryminalistki" bądź ,,Wygranej", by później wstawić jedną z rzeczy, na które wpadłam na wyjeździe. Nawet tam nie mogłam wyrzucić z głowy pomysłów na opowiadania xD

Macie tu kilka opcji do wyboru, a to, co najbardziej wam się spodoba z opisu, będzie pierwsze wstawione ;)

1. MIDOTAKA
 Jest coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia? Do tej pory żaden z nich w to nie wierzył, ale kiedy spotkali się na studiach, zmienili swoje zdanie. Przypadkowe spotkanie w akademickiej kawiarence odmieni ich życie.

2. LEVI X EREN
Eren jest pod dowództwem Levi'ego, więc musi wykonać każdy jego rozkaz. Każdy. Jak zareaguje, gdy kapral zacznie mieć ochotę na ,,małe eksperymenty"? Cóż, niewykonanie rozkazu grozi surową karą...

3. AOKAGA (kto by się spodziewał ;P)
Każdy dostaje czasem prezent od ukochanej osoby i zwykle się z tego cieszy. Kagami jednak ma ogromną ochotę zamordować swojego chłopaka za podarunek, jaki ten mu sprawił. Bo kto normalny kupuje ukochanej osobie fartuch z nagim kobiecym ciałem?!

4. KAGAKISE
Kagami uczy Kise gotować. Robią skomplikowane ciasto czekoladowe, ale czy pobyt w kuchni skończy się tylko na wypieku? 

5. TAKAO X KUROKO (nowość! tego jeszcze tu nie było ;P)
Kuroko spotyka w barze Takao. okazuje się, że obaj przyszli tu po to, by się upić bo zakończonych związkach. Kagami zdradził Kuroko z Aomine, a Midorima Takao z Akashim. Mężczyźni umawiają się na jednorazowy seks, by zaspokoić swoje potrzeby. Jednak pragnienie drugiej osoby i jej bliskości rośnie i staje się coraz trudniejsze do okiełznania...

6. AOKISE (częściowe)
Kise przychodzi do Kagamiego, ale nie spodziewa się takiego widoku - Taiga ma całe podrapane ręce, a jego bluzki uczepił się mały chłopiec z kocimi uszami, zębami i ogonem. Ma na szyi obrożę z jednym słowem: Aomine. Człowiekozwierz polubił Kise, więc ten, za zgodą Taigi, przygarnia go do siebie. Wszystko zapowiada się dobrze, do momentu, gdy Kise w swoim łóżku zamiast małego stworzenia, spotyka wyższego od siebie i bardziej umięśnionego chłopaka, który wygląda jak starsza wersja jego ,,kociątka". A gdy stworzenie jest głodne, bierze to, co ma pod ręką...

7. WARIATKOWO!
Niespodzianka xD Ale na pewno, jak to w każdej części, będzie masa rozrywki i wariactwa ;P Jeszcze jedno - to opowiadanie planuję zrobić z czytelnikami, więc jeśli ktoś chce w nim wystąpić, proszę to napisać w komentarzu! Należy też podać ulubioną postać z KnB; musi to być ktoś z PC bądź Seirin. Ewentualnie Himuro lub Takao, jeszcze nie zdecydowała, czy tu wystąpią ;P



To by było na tyle z mojej strony ;) Mam nadzieję, że te cośki, co wpadły mi do głowy, przypadną wam do gustu ;) Albo przynajmniej część z nich xD
A teraz życzę miłego wieczoru i udanego poniedziałku! :D <3

_________________________________________________________________________________


sobota, 16 lipca 2016

UWAGA!!! INFO!!

Ohayo wszystkim :D

Jutro rano wyjeżdżam w Bieszczady i wracam w sobotę, więc przez ten czas nie będę niczego dodawała. Na razie żadne opka nie są skończone, więc po przyjeździe którąś część skończę i dopiero wstawię ;) Nie wiem dokładnie, kiedy to będzie, ale pomysły już mam spisane, więc powinno w miarę szybko się pojawić po moim powrocie ;)
Wiem też, że czekacie na ,,Zemstę" i... Przepraszam, że znów mam w niej taki zastój :C Pomysł mam, ale jakoś nie mogę się zabrać za pisanie :/ Nadrobię to, gdy tylko wrócę, obiecuję!
,,Kryminalistka" jest już gotowa mniej więcej w połowie, więc kolejny rozdział pojawi się również po powrocie xD
Ogólnie wszystko pojawi się po powrocie ;P

Może w górach wpadnę na jeszcze inny pomysł? Może tam mnie nawiedzi jeszcze większa ilość weny? ;P Chociaż na razie to, co mam, wystarczy xD I tak nie wyrabiam z pisaniem...

A teraz żegnam się z Wami na tydzień ;)

PS. Przez ten czas może być różnie z komentowaniem, więc... Jak coś to skomentuję wasze dzieła po powrocie ;)

Bajooo <3




środa, 13 lipca 2016

Wygrana - Rozdział 6

Ohayo moi mili :D
Udało mi się skończyć szósty już rozdział ,,Wygranej" :D Mam nadzieję, że będziecie z niego zadowoleni ^^ Tak tylko powiem, że zachowanie Ao jest tu zmienne jak humorki kobiety podczas okresu ;P
Korzystam z okazji, że na razie słońce wyszło, i idę z psem na spacer ;)
A wam zostawiam ,,Wygraną" i życzę miłego czytania! ;*

________________________________________________________________________________



    Weszłam za nim do holu modląc się, by jego znajomi byli normalniejsi od niego. Jeśli tak nie będzie, to chyba oszaleję. Jeden zboczeniec mi w zupełności wystarczy. Nie mam zamiaru użerać się z całą taką zgrają. Oby tak był ktoś normalny… Choć jedna osoba.
 Zdjęłam buty, a bluzę powiesiłam na wieszaku. Zakupy położyłam przy szafce, po czym weszłam za Aomine do salonu. Zobaczyłam tam przystojnego blondyna, który siedział na kanapie i oglądał jakiś film. Widząc nas, wyłączył telewizor i szeroko się uśmiechnął.
 - Aominecchi! – Zawołał. – Długo cię nie było. – Spojrzał na mnie. – A kto to?
 - Kagami Akina – powiedziałam, a gdy zobaczyłam jego białe zęby, prawie powalił mnie ich blask. Boże, jaki przystojny…
 - Kise Ryouta, miło mi. – Podał mi dłoń, którą uścisnęłam.
 Muszę zapamiętać. Facet wydaje się być kobiecym ideałem – wysoki, umięśniony, miły, ma piękny uśmiech… Ja chcę takiego chłopaka!
 - O, mamy gościa! – Usłyszałam czyjś głos, a po chwili poczułam jak jakiś chłopak obejmuje mnie ramieniem. – Śliczna! Nazywam się Takao Kazunari, a ty?
 Przez chwilę patrzyłam na niego w milczeniu. Nie był tak wysoki jak Aomine czy Kise, ale do osób niskich nie należał. Miał dłuższe czarne włosy, szare oczy i umięśnioną sylwetkę. Wprawdzie jego mięśnie nie były tak duże i widoczne jak u tego zboczeńca czy przystojniaka, jednak wyraźnie zaznaczały się pod podkoszulką.
 - Kagami Akina.
 - Jesteś siostrą Taigi? – Spytał, a ja przytaknęłam. – Podobni jesteście. Oboje macie czerwone włosy. Chociaż tobie z nimi ładniej. – Mrugnął do mnie.
 Zarumieniłam się lekko, a po chwili poczułam, jak Aomine go ode mnie odsuwa. Spojrzałam na niego pytająco, a on tylko prychnął i wzruszył ramionami. Cały on… Może mnie o wszystko wypytywać i mam mu odpowiedzieć, ale jak ja chcę go o coś zapytać, to milczy. Cham. Cham i prosiak.
 - Oi, Satsu, chodź! I weź Tetsu! – Zawołał nagle.
  Kolejni przyjaciele? Ilu ich tu mieszka?! W sumie dom jest duży, ale bez przesady. Jeszcze trochę, a zamieni się to w jakiś dom wypoczynkowy.
 Po chwili usłyszeliśmy kroki na schodach. W salonie pojawiła się śliczna dziewczyna o długich, różowych włosach, oczach tego samego koloru i… wielkim biuście. Boże, ale ona ma duże piersi! Ma takie naturalne, czy wcisnęła tam silikon?
 - Momocchi, to Akinacchi, siostra Kagamicchiego – powiedział Kise, a ja byłam pewna, że się przesłyszałam.
 - Akinacchi? – Powtórzyłam, patrząc na niego ze zdziwieniem. – Kagamicchi?
 - Aaa… - podrapał się po głowie. – Dodaję końcówkę ,,cchi” to imion i nazwisk osób, które lubię bądź szanuję. Taki nawyk.
 W życiu bym się nie spodziewała, że ktoś kiedykolwiek powie do mnie ,,Akinacchi”. Miałam już kilka przezwisk, ale nikt mnie tak jeszcze nie nazwał.
 - Jestem Momoi Satsuki. – Dziewczyna uśmiechnęła się miło i mnie przytuliła. Odwzajemniłam uścisk, czując przy okazji woń jej owocowych perfum.
 - A ja nazywam się Kuroko Tetsuya.
 Rozejrzałam się wokół, ale nikogo nie zauważyłam. Spojrzałam pytająco na Aomine, a ten tylko wskazał mi miejsce przede mną. Spojrzałam tam, a po chwili krzyknęłam, odruchowo odskakując od niewiele wyższego ode mnie chłopaka, który stał tuż obok mnie i patrzył mi w oczy swoimi niebieskimi tęczówkami. Jezu Chryste, właśnie miałam zawał. Duch. Istny człowiek-duch. Jak można tak ludzi straszyć?!
 - Od… Od kiedy ty tu stoisz? – Szepnęłam, ciągle trzymając się za serce.
 - Od kiedy Momoi-san pojawiła się w salonie. Miło mi cię poznać. – Ukłonił się lekko, co mnie zszokowało. Teraz mało kto tak robi. Prawdziwy dżentelmen.
 - Kurokocchi już tak ma – odezwał się Kise. – Jest dosyć niski i chudy, więc… Ała! – Jęknął, gdy Kuroko podszedł do niego i dał mu porządną sójkę w bok. – Kurokocchi, to bolało!
 - Nie mów tak więcej, Kise-kun.
 Po pięciu minutach bycia w jednym pomieszczeniu z tą hałastrą, stwierdziłam, że nikt tu nie jest normalny. Dlaczego zawsze muszę trafić na zwariowane towarzystwo? Moje przyjaciółki mają zbyt bujną wyobraźnię i są prawdziwymi wariatkami, Taiga to istny żarłok, Aomine jest zboczeńcem, Kise ma jakąś manię z tym dodawaniem dziwnych końcówek, Takao jest jakiś żwawy i narwany, Tetsu to duch, a Momoi… Ona ma ogromne piersi. Nie mówię, że to coś złego, ale nie widziałam jeszcze dziewczyny w moim wieku, dla której natura byłaby taka obfita. Pewnie ją później plecy bolą… I tak wolę swój biust. Jest idealny.
 Usiedliśmy na kanapie, a Momoi poszła po szklanki i colę. Siedziałam między Aomine i Kise i sama nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy płakać. Ciągle sobie dokazywali, a ich docinki raz były zabawne, raz chamskie i wredne. Ich przyjaźń jest naprawdę skomplikowana – kłócą się o byle co i potrafią fochać się o tak długo, dopóki ktoś nie zareaguje i nie każe im się przeprosić. Chociaż z tego, co zauważyłam, to tym przepraszającym jest przeważnie Kise. Pewnie, wielki pan Aomine nie zdobędzie się na tak szlachetny czyn, jakim jest powiedzenie jednego słowa ,,przepraszam”. Kto go tak wychował?
 - Akinacchi, masz chłopaka? – Spytał nagle Kise, a wszyscy jak na zawołanie spojrzeli na mnie.
 Nie gapcie się tak! Ludzie, nienawidzę takich krępujących sytuacji…
 - Jeszcze nie – mruknęłam, a blondyn lekko się uśmiechnął.
 - A ta sukienka, którą kupiłaś? – Spojrzałam na Momoi ze zdziwieniem.
 - Skąd…?
 - Widziałam, jak szłam po colę. – Uśmiechnęła się.
 - Idę na bal studencki z przyjacielem.
 Kątek oka zauważyłam, jak Aomine pulsuje żyłka na czole, a kolei Kise wyglądał na nieco zawiedzionego. O co im chodzi? Rozumiem, że Daiki nie przepada za Makoto, ale Ryouta? Chyba że… Nie, nie mogłam mu wpaść w oko. Znamy się dopiero od kilkunastu minut i… Chociaż może? Jest przystojny, miły i wygląda na mądrego, aczkolwiek jego zachowanie mówi zupełnie co innego. I w jego towarzystwie nie czuję tego ,,czegoś”. Ale gdybym poczuła, to bym się ucieszyła. Zawsze marzyłam o takim umięśnionym przystojniaku. Wprawdzie drugi taki siedzi obok mnie, ale jest za bardzo zboczony i narwany. To typ, który lubi się zabawić, a w stałych związkach nie jest chyba zbyt mocny. Taka osoba nigdy nie zostanie moją drugą połówką. Ja chcę kogoś wiernego, komu zaufam w stu procentach i nie będę się martwić o to, że mnie zdradza z jakąś inną dziewczyną. Aomine do takich osób nie należy. W dodatku jest strasznie wkurzający i ciągle mnie gdzieś ciągnie, jakbym nie miała własnego życia prywatnego. Idiota.
 Kise i ten zboczeniec znów się o coś pokłócili. A najgorsze z tego wszystkiego było to, że gdy ostro wymieniali ze sobą zdania, strasznie na mnie napierali. Kiedy nie pomogły prośby, krzyki ani szturchania, wstałam z kanapy i usiadłam na drugiej kanapie, gdzie Momoi zrobiła mi miejsce. Daiki warknął coś pod nosem, a Ryouta mnie przeprosił. Przynajmniej jeden z nich wie, jak się trzeba zachować.
 Wzięłam do buzi ciasteczko i popiłam je colą. Często śmiałam się z żartów czy opowieści Takao, a ten powiedział, że mam ładny śmiech. W międzyczasie trzy razy dostałam zawału, gdy siedzący obok mnie Tetsu się nagle odzywał. To było straszne. Byłam pewna, że serce wyskoczy mi z piersi. Oj, Taiga musiałby mi wyprawić ładny pogrzeb. A rodzice… Boże, oni to by się chyba załamali. Nie mogę zawieść ani ich, ani brata, więc jedynym rozwiązaniem jest przyzwyczaić się do nikłej obecności Kuroko.
 Spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, że było po dwudziestej. Dopiłam swoją puszkę, po czym odezwałam się do Aomine:
 - Musisz mnie już odwieźć.
 - Ha? – Spojrzał na mnie. – Ja nic nie muszę. Ewentualnie mogę.
 - To rusz łaskawie swoje cztery litery i zawieź mnie do domu.
 - Nie.
 - Bo? – Zaczynałam się wkurzać. Jezu, jaki ten facet jest irytujący. Jak reszta z nim wytrzymuje?
 - Nie chcę.
 Zaliczyłam chwilowy zgon, a na mojej twarzy pojawił się face plam. Jak to ,,nie chcę”?! A co on jest, osioł?!
 - Ale ja chcę iść do domu! – Warknęłam, co nie za bardzo mu się spodobało.
 Wstał ze swojego miejsca i podszedł do mnie, zgrabnie wymijając Kise, który próbował go zatrzymać. Nie chciałam mu pokazać, że się boję bądź jestem słaba, więc stanęłam na dywanie i skrzyżowałam ramiona na klatce piersiowej. Przez chwilę mierzyliśmy się spojrzeniami, a w salonie panowała taka cisza, że można było usłyszeć wstrzymywanie oddechu Takao i nerwowe przełykanie śliny blondyna.
 - Nie wiem, czy jesteś odważna, czy głupia, ale takie wykłócanie się ze mną może się dla ciebie źle skończyć – syknął, bardziej się nade mną pochylając.
 Mimowolnie odchyliłam się do tyłu, na co zwycięsko się uśmiechnął. Niech nie myśli, że wygrał! Nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa.
 - Czy ty nie wiesz, jak się traktuje kobiety? – Sarknęłam, ponownie się prostując.
 - Kobiet nie biję – odpowiedział. – Ale wobec ciebie mogę zrobić co innego.
 Założę się, że pomyślał o gwałcie. Na stówę zaniósłby mnie do łóżka.
 - Mamusia cię nie nauczyła, że dziewczyny traktuje się z szacunkiem?
 Nagle w salonie zapadła cisza. Była jeszcze większa niż ta, która trwała kilkanaście sekund temu. Kise, Takao, Momoi, a nawet Kuroko patrzyli na mnie z przerażeniem, a ja nie wiedziałam, o co im chodzi. Kiedy spojrzałam na Aomine, przeszedł mnie dreszcz. Jeszcze nie widziałam go aż tak wściekłego. W jego oczach była czysta furia, złość i chęć przywalenia mi w twarz. Co ja takiego powiedziałam? Czym go obraziłam? Zadrżałam, gdy zacisnął pięści i kopnął stolik stojący obok mnie. Chciałam wyjść. Chciałam od niego uciekać. Chciałam znaleźć się jak najdalej od Aomine. Bałam się. Nie wiedziałam, co zrobi i byłam przerażona. Gdy spróbowałam się odsunąć, złapał mnie mocno za ramię. Syknęłam z bólu, ale w ogóle go to nie obchodziło.
 - Aominecchi, wystarczy! – Krzyknął Kise, a ja miałam nadzieję, że Daiki posłucha.
 Jakże się pomyliłam! Przyciągnął mnie do siebie, po czym spojrzał na Ryoutę.
 - Odwal się, nie twoja sprawa! – Warknął, a mnie znów przeszły ciarki.
 - Dai-chan, ona o tym nie wie! – Momoi wstała, ale widząc jego dzikie spojrzenie, zatrzymała się w połowie drogi do nas.
 O czym powinnam wiedzieć? Bo to, że powinnam czasem trzymać język za zębami, wiem. Co takiego palnęłam? Boże, dopomóż mi, ponieważ mogę już nie wrócić żywa do domu. Gdyby Taiga się o tym dowiedział… Pozabijali by się z Aomine.
 - Puść ją, nic nie zrobiła! – Takao stanął w mojej obronie, ale nawet on nie odważył się zbliżyć do wściekłego Daikiego.
 - Co ja takiego powiedziałam? – Spytałam, a granatowowłosy szarpnął mnie za ramię i pociągnął za górę.
 Zgwałci mnie! Nie tak wyobrażałam sobie swój pierwszy raz. Boże, tym razem naprawdę potrzebuję pomocy!
 - Puść! – Pisnęłam, próbując się czegoś złapać po drodze, ale tylko go tym bardziej wkurzyłam.
 Przerzucił mnie sobie przez ramię jak szmacianą lalkę bądź worek ziemniaków i wszedł do jakiegoś pomieszczenia. Sądząc po sporym łóżku, szafie i kilku innych meblach oraz męskich wystroju, była to jego sypialnia. Wpadłam prosto w paszczę lwa… Kiedy usłyszałam dźwięk przekręcanego zamka w drzwiach, wiedziałam, że nie zdołałam uciec. Mogę się tylko zdać na jego łaskę bądź niełaskę.
 Aomine zignorował krzyki swoich przyjaciół, a mnie rzucił na łóżko. Chciałam szybko wstać, ale mi na to nie pozwolił – zawisł nade mną dosłownie sekundę po tym, jak znalazłam się na materacu. Złapał mnie za nadgarstki i przycisnął je do pościeli, a ja zdrętwiałam. Będzie bolało…? Patrzyłam w jego niebieskie oczy i dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że drżę. Zbierało mi się na płacz, chciałam uciekać. Nie wiedziałam, czemu się tak wkurzył. Naprawdę byłam przerażona. Nawet nie umiałam krzyczeć. Po prosto leżałam pod nim jak jakaś kłoda i czekałam na to, co miało nastąpić. Zamknęłam oczy, ale po kilku sekundach poczułam, jak Aomine wstaje z łóżka. Uchyliłam powieki i zobaczyłam, jak przeczesuje ręką włosy i chodzi nerwowo po pokoju. Odsunęłam się na drugi koniec łóżka i podkuliłam nogi, a on, widząc moją reakcję, westchnął cicho.
 - Przepraszam – szepnął.
 Przesłyszałam się? Wielki pan Aomine przeprosił? Cud prawdziwy! Najpierw chciał mnie zgwałcić, a teraz przeprasza? Może on naprawdę ma jakieś rozdwojenie osobowości? Albo wyjątkowe problemy z agresją.
 - Co ja takiego powiedziałam?
  Daiki usiadł na łóżku, a ja mimowolnie się wzdrygnęłam. Zauważył to, pochylił lekko głowę i zapewnił mnie, że nic mi nie zrobi bez mojego pozwolenia. Zobaczymy, czy dotrzyma słowa.
 - Miałem trzynaście lat, gdy moi rodzice zginęli w wypadku – zaczął. A ja wspomniałam o jego mamie… Gdybym wiedziała, nigdy bym się tak nie odezwała. – Trafiłem do sierocińca. To wcale nie jest takie fajne i miłe miejsce jak się może niektórym wydawać. Po pierwsze nie ma tam rodziców, a opiekunki nigdy ich nie zastąpią. – Oparł się rękoma o materac i uniósł głowę. – Dzieci nie zawsze są tak sympatyczne, jak wszędzie zresztą. Przez dość długi okres czasu byłem załamany i nie mogłem się pogodzić ze śmiercią rodziców. Starsi czasem się ze mnie śmiali, mówili, że jestem beznadziejny i nie będzie ze mnie żadnego pożytku. To właśnie wtedy zacząłem mieć te problemy z agresją, wszczynałem bójki, przez co często miałem problemy. – Zrobił chwilową pauzę, a ja usiadłam obok niego, nawet nie wiedząc kiedy pozbyłam się całego strachu. – Kiedy skończyłem osiemnaście lat mogłem wreszcie opuścić tamto miejsce i zacząć normalnie żyć. Byłem wolny. – Lekko się uśmiechnął. – Jakiś czas przed wyjściem z sierocińca spotkałem Takao. Był w podobnej sytuacji co ja, ale że jest rok starszy, to wcześniej zaczął prowadzić własne życie. Zaproponował mi wspólne mieszkanie, to się zgodziłem. No a później ujawniła się moja pasja do motorów. Zacząłem brać udział w wyścigach, zarabiałem, wygrywałem i w końcu stałem się mistrzem. – Spojrzał na mnie, a ja słuchałam jak zaczarowana. – Poznaliśmy Kise, Tetsu, potem pojawiła się Momoi, i tak się złożyło, że mieszkamy razem w moim domu.
 Kiedy skończył opowiadać, nie mogłam wypowiedzieć żadnego słowa. Nie spodziewałam się po nim takiej historii. Właściwie to myślę, że w głębi dusz jest wrażliwy. Po prostu tego nie okazuje, ale jak widać potrafi się na kogoś otworzyć. Kto by pomyślał, że osobiście usłyszę od niego taką opowieść… Wzruszającą, ale na szczęście dobrze się skończyła.
 - Nie mów o tym nikomu – powiedział, a ja przytaknęłam.
 Nie przypuszczałabym, że da się z nim tak normalnie rozmawiać. Jak widać nie zawsze jest takim zboczeńcem i chamem. Ma też swoje dobre strony, które częściej bym chciała widywać. I coś, co mnie najbardziej zaskoczyło – lekki, ale szczery uśmiech. Wyglądał z nim tak pięknie… Nawet ładniej od Kise, czego bym się nie spodziewała. Może jednak warto go lepiej poznać?
 - Masz niebieskie majtki? – Spytał nagle, a ja zdębiałam.
 Spojrzałam na swoje nogi i zobaczyłam, że spódniczka mi się za bardzo z boku podwinęła, przez co widać było skrawek mojej bielizny. Momentalnie ją zakryłam, rumieniąc się przy tym jak dojrzały pomidor.
 - Zboczeniec!
  Odwróciłam głowę, chcąc ukryć swoje czerwone policzki, a wtedy poczułam, jak łapie mnie delikatnie za brodę i obraca w swoją stronę.
 - Z rumieńcem też ci do twarzy – szepnął, a moje serce nagle przyspieszyło.
 Czym on właśnie powiedział, że… ładnie wyglądam?
 Pora umierać.


_________________________________________________________________________________