____________________________________________________________________________________
~Akina~
- Co on taki wściekły wyszedł?- spytałam, gdy weszłam do
pokoju chłopaków.
- Bo on jest zak…- zaczął Kise, ale został
uciszony przez Akashiego.
- Jest zakłopotany i wkurzony, bo dostał
dodatkową karę- powiedział pospiesznie Midorima.
On miałby być tym zakłopotany? Rozumiem, że
się wściekł, ale żeby się zakłopotał?
- Jaką karę?- zapytałam zdziwiona.
- Eee… Zmywa dziś naczynia po obiedzie.
Nareszcie mnie ktoś wyręczy! Umowa była taka,
że ja i Momoi na zmianę zmywamy, ale dzisiaj będę mogła odpocząć.
Ale jedno mi nie pasowało. Przecież to nie
jest ciężka praca, więc dlaczego aż tak się wkurzył? Postanowiłam to
przemilczeć. I tak się tego dowiem.
Pół godziny później kończyłam robić curry.
Wypadło na to, że gotuję do końca obozu. Wcale mi to nie przeszkadza. Taiga
podał mi masę przepisów, więc mam sporo potraw w zanadrzu. Kiedy wszyscy zajęli
swoje miejsca, do stołówki wszedł spóźniony Aomine. Wyglądał na jakiegoś…
naburmuszonego. Miał też taki wyraz twarzy, jakby się nad czymś mocno
zastanawiał. Położyłam przed nim talerz z jedzeniem, więc przerwał swoje
rozmyślania i wziął pałeczki do ręki. Zajęłam wolne miejsce obok niego i
zabrałam się za jedzenie.
- Smacznego- powiedzieliśmy jednocześnie.
Kiedy kończyłam posiłek, zadzwonił mój
telefon. Pojrzałam na wyświetlacz i szeroko się uśmiechnęłam, co nie umknęło
uwadze reszty. Przeprosiłam ich i odebrałam.
- Hi, Taiga! I am glad that I hear you!-
powiedziałam radośnie.- How are you? …… Yes, Japan is
beautiful. When will you come? ........... Why so late? ....... I miss you too. ……….. Wait….-
zakryłam głośnik telefonu ręką, po czym wydarłam się na Aomine, że podsłuchuje.
Wyszłam z pomieszczenia i poszłam do swojego
pokoju.
~Aomine~
Taiga? Że niby tej jej
Taiga z Ameryki? Ten przyjaciel, co był jej wsparciem po śmierci mamy? Ten,
który jest dla niej jak brat? Zaraz, zaraz… Braci się kocha, nie? Znaczy, że… ona
go kocha?! Nie mam rodzeństwa, więc nie wiem, jakie to uczucie, ale… Ale… ona
nie może go darzyć miłością! Nie i koniec kropka. A ten uśmiech na jej twarzy,
gdy zaczęła z nim rozmawiać! Angielski kompletnie mi nie idzie, więc
zrozumiałem tylko początek ich rozmowy i jakieś pojedyncze słówka. Ciekawe, o
czym teraz mu papla.
Już chciałem
się podnieść, ale Akashi uniemożliwił mi to jednym, prostym ,,Siadaj”.
- Daj im w spokoju porozmawiać- odezwał się
nasz kapitan po chwili ciszy.- Przecież on jest dla niej jak brat, więc to
logiczne, że chce z nim przeprowadzić długą konwersację.- Nie może mówić po
japońsku? Kto by teraz używał takiego słowa jak ,,konwersacja”?- Logiczne jest
też to, że jesteś o nią zazdrosny.
- ZAZDROSNY?!- podniosłem głos.- Ja o nikogo
nie jestem zazdrosny! Po prostu... Ja tylko…
- Czekam na jakieś logiczne wyjaśnienie-
powiedział Akashi i najzwyczajniej w świecie upił łyk herbaty.
- Aominecchi, czemu nie chcesz się przed sobą
przyznać, że ją kochasz?- zdziwił się Kise.- Gdy to sobie uświadomisz, będzie
znacznie łatwiej.
- Ja jej nie kocham! Po prostu… Ma ładne cycki
i już.
- Jak możesz ciągle zwracać uwagę na piersi
dziewczyn?- westchnął zrezygnowany model.- Przecież to nie jest najważniejsze.
- Ale ważne jest.
Jakoś nie chciałbym, by moja dziewczyna miała
być płaską deską z miseczką B lub co gorsza A. Takiej to bym nawet do sypialni
nie wpuścił.
- Daiki, to nie jest wyjaśnienie- usłyszałem
lekko zirytowany głos Akashiego.- Wiem, że jest inaczej, ale sam musisz znaleźć
odpowiedź i odnaleźć się w całej tej sytuacji. A, jeszcze jedno. Zmywasz dziś
naczynia.
- CO?! Czemu ja?
- Bo ja tak postanowiłem.
Wyszli ze stołówki, zostawiając mnie ze stosem
talerzy i zlewem. Westchnąłem. Jeśli nie wykonam polecenia, marny mój los. A
tyle jeszcze przede mną! Muszę się dowiedzieć, co ona czuje do tego chłopaka.
Jestem gotowy poświęcić na to miesięczny zapas pornosów. No może trochę
przesadziłem. Dwutygodniowy. Nie, bez przesady… Tygodniowy to i tak będzie
męczarnia.
Gdy w końcu udało mi się rozróżnić płyn do
mycia naczyń od środka do czyszczenia zlewu, zabrałem się za zmywanie. To takie
nudne zajęcie! Nic się nie dzieje, w kółko tylko leci woda, pod którą trzeba
wkładać brudne talerze. Jeden to mi wypadł z ręki, ale mój zajebisty refleks nie
pozwolił mu spaść na podłogę. Wspaniały ja, władca naczyń!
Skierowałem się do swojego pokoju, ale nagle
zobaczyłem Akinę siedzącą na ławce przy boisku od kosza. Po chwili wahania
podszedłem do niej.
- O czym rozmawiałaś z Kagamim?- spytałem,
siląc się na obojętny głos. Od środka zżerała mnie ciekawość.
- A coś ty taki ciekawski?- spytała i
spojrzała na mnie podejrzliwie.- Zazdrosny?
- O ciebie?- prychnąłem.- W życiu.
- Nie twoja sprawa- pokazała mi język i
schowała telefon do kieszeni spodenek. Usiadłem obok niej i zastanawiałem się,
jak ją najlepiej zapytać o jej uczucia do Taigi.
- Kochasz go?- wypaliłem prosto z mostu.-
Kagamiego?
Patrzyła na mnie chwilę, po czym uśmiechnęła
się i powiedziała:
- Tak, kocham go.
A jednak. Niech no tylko ten kretyn się tu
pojawi, to go do niej nie dopuszczę! Zresztą jak ona śmie nie być
zainteresowana moją zajebistą osobą?! Jak, ja się pytam?! Poczułem dziwny ból w
okolicy klatki piersiowej. To jest ten…. Zawód miłosny? Złamane serce?
Nieodwzajemniona miłość? E, pewnie tylko nagły ścisk… czegoś tam. Mięśni
sercowych, o! I mam wytłumaczenie. Nie muszę się tym przejmować.
- Ale jak brata- dodała po chwili.
Poczułem dziwną ulgę i… nadzieję? Ludzie, co
jest ze mną nie tak? Może powinienem zgłosić się do jakiegoś psychologa? A
jeśli jestem chory?! Nie, nie mogę umrzeć. To by była tragedia narodowa! Kraj
nosiłby żałobę po mnie przez co najmniej kilka lat. Świat nie jest gotowy na
tak cenną i zajebistą stratę w postaci mojej zacnej osoby!
- Kiedyś już miałam chłopaka- zaczęła nagle.-
Byłam pewna, że to jest TO. Troszczył się o mnie, był miły, żartował, zawsze
mogłam liczyć na jego pomoc… A potem…. Okazało się, że widział we mnie tylko
ładną dupę do przelecenia. Na szczęście w porę się zorientowałam i od niego
uciekłam. Kilka dni później chodził już z kimś innym. Wiesz, czemu nie mam
chłopaka? Bo boję się komuś zaufać. Nie chcę, by widział we mnie spore cycki i
ładne nogi, ale coś więcej. I żeby mnie po dwóch miesiącach nie zostawił…-
westchnęła.- Nie wiem, czemu ci to powiedziałam, ale… cieszę się, że to
zrobiłam. Na razie.
Wstała i poszła do swojego pokoju. Rany, sporo
w życiu przeszła. Nie sądziłem, że miała tyle trudnych chwil.
Zacisnąłem pięści. Nie chcę jej skrzywdzić.
Ucieszyłem się, gdy powiedziała, że jest wolna, ale teraz… Nic jej nie powiem.
Tak będzie najlepiej. Nie zranię jej, a to uczucie dziwnego ciepła, które
pojawia się, gdy ona jest w pobliżu, na pewno wkrótce zniknie. A może ja wcale
tego nie chcę? Może ja chcę je czuć? Może jednak chcę, by to było coś więcej? Nigdy
nie miałem dziewczyny dłużej niż na jedną noc, ale kiedyś musi być ten pierwszy
raz, nie? A jeśli to ona ma nią zostać? Nie, musiałem coś sobie ubzdurać.
Wstałem i poszedłem do sklepu spożywczego. Musiałem
sobie kupić colę i zapas chipsów. Znając życie, pewnie Murasakibara mi połowę
zabierze, więc wziąłem nieco więcej. Właśnie zastanawiałem się czy wybrać smak
cebulowy, czy paprykowy, aż nagle zobaczyłem obok siebie jakiś cień i
spojrzałem w prawo. Omal nie padłem z zaskoczenia, gdy ujrzałem wysokiego
chłopaka o rudych włosach, który był może ze dwa lub trzy centymetry niższy od
tego fioletowłosego olbrzyma. Trzymał w ręku kilka opakowań mięsa, chrupek
serowych i miał jakiś dziwny wzrok. Muszę przyznać, że bardzo przypominał
mojego kolegę z drużyny. Ciekawe. Nigdy nie widziałem kogoś, kto wzrostem
prawie mu dorównywał.
- Chcesz czegoś?- spytałem obojętnie, widząc,
że nie przestaje się na mnie gapić.
- Jesteś Aomine Daiki, racja?- jego głos był
przepełniony taką nudą, że gdyby był nauczycielem, to zasnąłbym na samym
początku lekcji, słysząc zwykłe ,,Siadajcie”.
- No. A ty to kto?
- Kiedyś się dowiesz, ale wiedz, że cie
obserwuję. Widziałem niejeden mecz, w którym grałeś. Do zobaczenia.
Ziewnął przeciągle, po czym najzwyczajniej w
świecie sobie poszedł. Szczyt chamstwa! I co to miało znaczyć, że mnie
obserwuje?! Nigdy go na oczy nie widziałem, a ktoś taki na pewno by mi nie
umknął. Pewnie chodziło mu o to, że jest moim fanem. Wszystko fajnie, ale
mógłby to powiedzieć prościej. Zamiast tego wyjechał mi z tekstem z jakiegoś
marnego horroru. Dziwak.
Wzruszyłem ramionami i zapominając o nim,
poszedłem do kasy. Wróciłem do domku z zakupami, a pierwszą osobą, która się
przy mnie zjawiła, był oczywiście Murasakibara. Zabrał mi trzy paczki chipsów i
powiedział, że to miłe z mojej strony, że mu je przyniosłem. Prosiak jeden,
mógłby mi chociaż pieniądze oddać!
Wszedłem do pokoju i od razu usłyszałem
pytanie Kise:
- Co kupiłeś?
Czy ja nigdzie nie mogę mieć chwili świętego spokoju?!
____________________________________________________________________________________




Dai-chan, ty dupku :C Powiedz jej, a nie! Słyszysz?! I nie mów, że zagłusza mnie twoja zajebistość!
OdpowiedzUsuńAkaś <3
Lecę do następnego! :D
Dziękować! :**
UsuńTo takie tru ;3; Wyjdziesz do sklepu, wracasz i nagle wszyscy cię kochają, bo masz jedzenie ;3; I zlatują się jak te sępy do padliny.
OdpowiedzUsuńBosze u Aomine zakochanie nie wygląda jak zakochanie tylko raczej jak jakaś przejściowa padaczka umysłowa xDD Holdyn shit
Pozdrawiam
Raczej kochają jedzenie, które przyniosłaś XD
UsuńBo Aoś ma duże go ;P
pozdrawiam! :D