piątek, 9 października 2015

Rozdział 15

Hm, hm , hm... Witam, witam, serdecznie! :D Chciałam napisać coś po polskiemu na wstępie, ale nie mam pomysłu XD Ostatnio szkoła zajęła mi sporo czasu, więc miałam mniej czasu na pisanie, niestety :( Ale dziś wasza ,,wspaniała i uwielbiana" (XD za dużo Aomine :P) blogerka dodaje ten oto rozdział i zaprasza do czytania! :D
____________________________________________________________________________________
~Akina~

 - Co on taki wściekły wyszedł?- spytałam, gdy weszłam do pokoju chłopaków.

 - Bo on jest zak…- zaczął Kise, ale został uciszony przez Akashiego.

 - Jest zakłopotany i wkurzony, bo dostał dodatkową karę- powiedział pospiesznie Midorima.

 On miałby być tym zakłopotany? Rozumiem, że się wściekł, ale żeby się zakłopotał?

 - Jaką karę?- zapytałam zdziwiona.

 - Eee… Zmywa dziś naczynia po obiedzie.

 Nareszcie mnie ktoś wyręczy! Umowa była taka, że ja i Momoi na zmianę zmywamy, ale dzisiaj będę mogła odpocząć.

 Ale jedno mi nie pasowało. Przecież to nie jest ciężka praca, więc dlaczego aż tak się wkurzył? Postanowiłam to przemilczeć. I tak się tego dowiem.

 Pół godziny później kończyłam robić curry. Wypadło na to, że gotuję do końca obozu. Wcale mi to nie przeszkadza. Taiga podał mi masę przepisów, więc mam sporo potraw w zanadrzu. Kiedy wszyscy zajęli swoje miejsca, do stołówki wszedł spóźniony Aomine. Wyglądał na jakiegoś… naburmuszonego. Miał też taki wyraz twarzy, jakby się nad czymś mocno zastanawiał. Położyłam przed nim talerz z jedzeniem, więc przerwał swoje rozmyślania i wziął pałeczki do ręki. Zajęłam wolne miejsce obok niego i zabrałam się za jedzenie.

 - Smacznego- powiedzieliśmy jednocześnie.

 Kiedy kończyłam posiłek, zadzwonił mój telefon. Pojrzałam na wyświetlacz i szeroko się uśmiechnęłam, co nie umknęło uwadze reszty. Przeprosiłam ich i odebrałam.

 - Hi, Taiga! I am glad that I hear you!- powiedziałam radośnie.- How are you? …… Yes, Japan is beautiful. When will you come? ........... Why so late? ....... I miss you too. ……….. Wait….- zakryłam głośnik telefonu ręką, po czym wydarłam się na Aomine, że podsłuchuje.

 Wyszłam z pomieszczenia i poszłam do swojego pokoju.

 

 ~Aomine~

  Taiga? Że niby tej jej Taiga z Ameryki? Ten przyjaciel, co był jej wsparciem po śmierci mamy? Ten, który jest dla niej jak brat? Zaraz, zaraz… Braci się kocha, nie? Znaczy, że… ona go kocha?! Nie mam rodzeństwa, więc nie wiem, jakie to uczucie, ale… Ale… ona nie może go darzyć miłością! Nie i koniec kropka. A ten uśmiech na jej twarzy, gdy zaczęła z nim rozmawiać! Angielski kompletnie mi nie idzie, więc zrozumiałem tylko początek ich rozmowy i jakieś pojedyncze słówka. Ciekawe, o czym teraz mu papla.

Już chciałem się podnieść, ale Akashi uniemożliwił mi to jednym, prostym ,,Siadaj”.

 - Daj im w spokoju porozmawiać- odezwał się nasz kapitan po chwili ciszy.- Przecież on jest dla niej jak brat, więc to logiczne, że chce z nim przeprowadzić długą konwersację.- Nie może mówić po japońsku? Kto by teraz używał takiego słowa jak ,,konwersacja”?- Logiczne jest też to, że jesteś o nią zazdrosny.

 - ZAZDROSNY?!- podniosłem głos.- Ja o nikogo nie jestem zazdrosny! Po prostu... Ja tylko…

 - Czekam na jakieś logiczne wyjaśnienie- powiedział Akashi i najzwyczajniej w świecie upił łyk herbaty.

 - Aominecchi, czemu nie chcesz się przed sobą przyznać, że ją kochasz?- zdziwił się Kise.- Gdy to sobie uświadomisz, będzie znacznie łatwiej.

 - Ja jej nie kocham! Po prostu… Ma ładne cycki i już.

 - Jak możesz ciągle zwracać uwagę na piersi dziewczyn?- westchnął zrezygnowany model.- Przecież to nie jest najważniejsze.

 - Ale ważne jest.

 Jakoś nie chciałbym, by moja dziewczyna miała być płaską deską z miseczką B lub co gorsza A. Takiej to bym nawet do sypialni nie wpuścił.

 - Daiki, to nie jest wyjaśnienie- usłyszałem lekko zirytowany głos Akashiego.- Wiem, że jest inaczej, ale sam musisz znaleźć odpowiedź i odnaleźć się w całej tej sytuacji. A, jeszcze jedno. Zmywasz dziś naczynia.

 - CO?! Czemu ja?

 - Bo ja tak postanowiłem.

 Wyszli ze stołówki, zostawiając mnie ze stosem talerzy i zlewem. Westchnąłem. Jeśli nie wykonam polecenia, marny mój los. A tyle jeszcze przede mną! Muszę się dowiedzieć, co ona czuje do tego chłopaka. Jestem gotowy poświęcić na to miesięczny zapas pornosów. No może trochę przesadziłem. Dwutygodniowy. Nie, bez przesady… Tygodniowy to i tak będzie męczarnia.

 Gdy w końcu udało mi się rozróżnić płyn do mycia naczyń od środka do czyszczenia zlewu, zabrałem się za zmywanie. To takie nudne zajęcie! Nic się nie dzieje, w kółko tylko leci woda, pod którą trzeba wkładać brudne talerze. Jeden to mi wypadł z ręki, ale mój zajebisty refleks nie pozwolił mu spaść na podłogę. Wspaniały ja, władca naczyń!

 Skierowałem się do swojego pokoju, ale nagle zobaczyłem Akinę siedzącą na ławce przy boisku od kosza. Po chwili wahania podszedłem do niej.

 - O czym rozmawiałaś z Kagamim?- spytałem, siląc się na obojętny głos. Od środka zżerała mnie ciekawość.

 - A coś ty taki ciekawski?- spytała i spojrzała na mnie podejrzliwie.- Zazdrosny?

 - O ciebie?- prychnąłem.- W życiu.

 - Nie twoja sprawa- pokazała mi język i schowała telefon do kieszeni spodenek. Usiadłem obok niej i zastanawiałem się, jak ją najlepiej zapytać o jej uczucia do Taigi.

 - Kochasz go?- wypaliłem prosto z mostu.- Kagamiego?

 Patrzyła na mnie chwilę, po czym uśmiechnęła się i powiedziała:

 - Tak, kocham go.

 A jednak. Niech no tylko ten kretyn się tu pojawi, to go do niej nie dopuszczę! Zresztą jak ona śmie nie być zainteresowana moją zajebistą osobą?! Jak, ja się pytam?! Poczułem dziwny ból w okolicy klatki piersiowej. To jest ten…. Zawód miłosny? Złamane serce? Nieodwzajemniona miłość? E, pewnie tylko nagły ścisk… czegoś tam. Mięśni sercowych, o! I mam wytłumaczenie. Nie muszę się tym przejmować.

 - Ale jak brata- dodała po chwili.

 Poczułem dziwną ulgę i… nadzieję? Ludzie, co jest ze mną nie tak? Może powinienem zgłosić się do jakiegoś psychologa? A jeśli jestem chory?! Nie, nie mogę umrzeć. To by była tragedia narodowa! Kraj nosiłby żałobę po mnie przez co najmniej kilka lat. Świat nie jest gotowy na tak cenną i zajebistą stratę w postaci mojej zacnej osoby!

 - Kiedyś już miałam chłopaka- zaczęła nagle.- Byłam pewna, że to jest TO. Troszczył się o mnie, był miły, żartował, zawsze mogłam liczyć na jego pomoc… A potem…. Okazało się, że widział we mnie tylko ładną dupę do przelecenia. Na szczęście w porę się zorientowałam i od niego uciekłam. Kilka dni później chodził już z kimś innym. Wiesz, czemu nie mam chłopaka? Bo boję się komuś zaufać. Nie chcę, by widział we mnie spore cycki i ładne nogi, ale coś więcej. I żeby mnie po dwóch miesiącach nie zostawił…- westchnęła.- Nie wiem, czemu ci to powiedziałam, ale… cieszę się, że to zrobiłam. Na razie.

 Wstała i poszła do swojego pokoju. Rany, sporo w życiu przeszła. Nie sądziłem, że miała tyle trudnych chwil.

 Zacisnąłem pięści. Nie chcę jej skrzywdzić. Ucieszyłem się, gdy powiedziała, że jest wolna, ale teraz… Nic jej nie powiem. Tak będzie najlepiej. Nie zranię jej, a to uczucie dziwnego ciepła, które pojawia się, gdy ona jest w pobliżu, na pewno wkrótce zniknie. A może ja wcale tego nie chcę? Może ja chcę je czuć? Może jednak chcę, by to było coś więcej? Nigdy nie miałem dziewczyny dłużej niż na jedną noc, ale kiedyś musi być ten pierwszy raz, nie? A jeśli to ona ma nią zostać? Nie, musiałem coś sobie ubzdurać.

 Wstałem i poszedłem do sklepu spożywczego. Musiałem sobie kupić colę i zapas chipsów. Znając życie, pewnie Murasakibara mi połowę zabierze, więc wziąłem nieco więcej. Właśnie zastanawiałem się czy wybrać smak cebulowy, czy paprykowy, aż nagle zobaczyłem obok siebie jakiś cień i spojrzałem w prawo. Omal nie padłem z zaskoczenia, gdy ujrzałem wysokiego chłopaka o rudych włosach, który był może ze dwa lub trzy centymetry niższy od tego fioletowłosego olbrzyma. Trzymał w ręku kilka opakowań mięsa, chrupek serowych i miał jakiś dziwny wzrok. Muszę przyznać, że bardzo przypominał mojego kolegę z drużyny. Ciekawe. Nigdy nie widziałem kogoś, kto wzrostem prawie mu dorównywał.

 - Chcesz czegoś?- spytałem obojętnie, widząc, że nie przestaje się na mnie gapić.

 - Jesteś Aomine Daiki, racja?- jego głos był przepełniony taką nudą, że gdyby był nauczycielem, to zasnąłbym na samym początku lekcji, słysząc zwykłe ,,Siadajcie”.

 - No. A ty to kto?

 - Kiedyś się dowiesz, ale wiedz, że cie obserwuję. Widziałem niejeden mecz, w którym grałeś. Do zobaczenia.

 Ziewnął przeciągle, po czym najzwyczajniej w świecie sobie poszedł. Szczyt chamstwa! I co to miało znaczyć, że mnie obserwuje?! Nigdy go na oczy nie widziałem, a ktoś taki na pewno by mi nie umknął. Pewnie chodziło mu o to, że jest moim fanem. Wszystko fajnie, ale mógłby to powiedzieć prościej. Zamiast tego wyjechał mi z tekstem z jakiegoś marnego horroru. Dziwak.

 Wzruszyłem ramionami i zapominając o nim, poszedłem do kasy. Wróciłem do domku z zakupami, a pierwszą osobą, która się przy mnie zjawiła, był oczywiście Murasakibara. Zabrał mi trzy paczki chipsów i powiedział, że to miłe z mojej strony, że mu je przyniosłem. Prosiak jeden, mógłby mi chociaż pieniądze oddać!

 Wszedłem do pokoju i od razu usłyszałem pytanie Kise:

 - Co kupiłeś?

  Czy ja nigdzie nie mogę mieć chwili świętego spokoju?!
____________________________________________________________________________________
 



 

 

 

 

 

 

 

4 komentarze:

  1. Dai-chan, ty dupku :C Powiedz jej, a nie! Słyszysz?! I nie mów, że zagłusza mnie twoja zajebistość!
    Akaś <3
    Lecę do następnego! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. To takie tru ;3; Wyjdziesz do sklepu, wracasz i nagle wszyscy cię kochają, bo masz jedzenie ;3; I zlatują się jak te sępy do padliny.
    Bosze u Aomine zakochanie nie wygląda jak zakochanie tylko raczej jak jakaś przejściowa padaczka umysłowa xDD Holdyn shit
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej kochają jedzenie, które przyniosłaś XD
      Bo Aoś ma duże go ;P
      pozdrawiam! :D

      Usuń