Mam takie pytanko: moja koleżanka prosiła, bym napisała specjalnie dla niej AoKaga. Wprawdzie dopiero zaczynam, ale jestem pewna, że podzielę to na kilka części. Chcecie przeczytać? Mam też wstawiać tutaj?
Nie wiem o co chodzi, ale ostatnio mam zamówienia na same yaoi XD :P
Pozdrowienia od autorki! :D
___________________________________________________________________________________
~Akina~
Wróciliśmy z basenu i udaliśmy się do swoich pokoi. Po drodze
spotkaliśmy jeszcze podopiecznych Aomine, którzy, trzymając go za ręce,
odprowadzili go do jego pokoju. Mina tego zarozumialca była bezcenna! Jednak
widzę, że polubił te dzieciaki. A chłopcy wręcz go ubóstwiają i przykładają się
do treningów całym sercem. Wykonują każde jego polecenie, nad każdym ćwiczeniem
bardzo się skupiają. Daiki sam powiedział, że w tym tempie ich talent szybko
się rozwinie.
- Co chcecie na kolację?- spytałam, gdy Aomine
w końcu uwolnił się od swoich ,,uczniów”.
- Coś z mięchem- odpowiedział niebieskowłosy.
Westchnęłam. Ten to by zżerał mięso w
hurtowych ilościach i nie myślałby o niczym innym. A nie, prawdopodobnie
pomyślałby o swoich ukochanych pornosach.
- Gdzie jest Kise?- pytanie Midorimy
uświadomiło nam, że nie widzieliśmy modela od przyjścia do domku.
Poszliśmy do pokoju, który dzielił z Aomine i
Kuroko. Nie było go tam. Nie odpowiadał na nasze wołania, nie zostawił nawet
żadnej karteczki, że gdzieś idzie.
- Jest na boisku- powiedział nagle Tetsuya,
zjawiając się obok nas.
- Tetsu, jeśli jeszcze raz…- zaczął gniewnie
Aomine, ale mu przerwałam.
- Skąd wiesz?
- Widziałem, jak grał z Haizakim.
- To się źle skończy- mruknął Aomine i skierował
się razem z nami na boisko.
Kise rzeczywiście tam był. Co gorsza siedział
na ziemi i trzymał się za brzuch. Z nosa leciała mu krew, a dolna warga była
lekko rozcięta. Haizaki stał nad nim i aż kipiał ze złości. Nawet nas nie
zauważył. Szykował się do zadania kolejnego ciosu, ale powstrzymała go przed
tym ręka Daikiego.
- Odpuść już- powiedział z niekrytą
nienawiścią.- Zachowujesz się jak rozpuszczony dzieciak! O co poszło?
- Nie twoja sprawa, Daiki!- warknął Shogou i
wyrwał ramię z jego uścisku.
- Owszem, moja!
Zaczęli na siebie warczeć i już myślałam, że
się pogryzą, ale usłyszeliśmy jęk Kise.
- Aominecchi, nic mi nie jest.
Daiki spojrzał na niego zdziwiony i aż
westchnął z niesmakiem.
- Przecież cały poobijany jesteś.
Model spróbował się podnieść, ale nie za
bardzo mu wyszło. Podtrzymał się ramienia Aomine i posłał Haizakiemu
nienawistne spojrzenie.
- Shogou, Ryouta- zaczął Akashi.- Kolacja
powinna zacząć się dziesięć minut temu. Co was zatrzymało?- wyjął swoje
nożyczki i przeciął nimi powietrze.- Przez was harmonogram został opóźniony.
Czekam na wyjaśnienia, szczególnie twoje, Shogou. Czemu Ryouta jest poobijany?
Dlaczego go uderzyłeś?
Wydawałoby się, że ton Akashiego jest
spokojny. Tak pomyślałby ktoś, kto go nie zna. Prawda była inna. Dużo gorsza.
Akashi był wściekły. To cud, że Haizaki jeszcze żyje. Na obozie podpadł
Akashiemu już kilka razy, ale nadal chodzi żywy wśród nas. No chyba, że mam
zwidy, a on jest duchem.
- Moja cierpliwość do ciebie jest na
wyczerpaniu- wycedził kapitan.
- Ten piękniś zaczął- naburmuszył się jak małe
dziecko i wskazał oskarżycielko Kise.
- Nieprawda!- krzyknął model, ale zaraz tego
pożałował, bo złapał się za brzuch. Mocniej ścisnął ramię Aomine.- Szedłem za
wami, aż nagle on się zjawił i zaciągnął mnie tutaj. Żądał gry, to zagrałem.
Chyba się wkurzył, bo skopiowałem jego nowy ruch… I najpierw się na mnie
wydarł, później uderzył w twarz, a na koniec kopnął w brzuch.
- Shogou, za mną do pokoju, ale już!-
ryknął Akashi. Nawet ptaki z pobliskich
drzew wzbiły się w powietrze i odleciały.- Od dziś zmieniasz swoje lokum. Będę
cię miał na oku. Atsushi i Shintarou zostają sami w pokoju, a ty ulokujesz się
u mnie na kilka dni.
Nawet tego chama przeszedł lekki dreszcz.
Szybko jednak przyjął bojową postawę i zaklął siarczyście. Poszedł za Akashim,
wcześniej pokazując nam dwa środkowe palce.
- Wyjątkowo go nie znoszę- Midorima poprawił
swoje okulary.
- Ja też nie- poparł go Murasakibara i
wepchnął sobie do buzi garść jakiś cukierków. Gdzie on to wszystko mieści?-
Aki-chan, kiedy kolacja?
- Najpierw muszę opatrzyć Kise-
odpowiedziałam.
Aomine zawiesił sobie jego ramię na swoją
szyję i podparł go drugą ręką. Kilka minut później siedzieliśmy w ich pokoju.
Przyniosłam apteczkę i wyjęłam z niej kilka plastrów, bandaż oraz wodę
utlenioną. Kuroko kazałam przynieść lód, a Aomine stał i bacznie mi się
przyglądał.
Ciało Kise było naprawdę obtłuczone. Gdy zdjął
koszulkę, zobaczyłam niezłego siniaka, który dopiero powstawał. Będzie mu się
trzymał przez co najmniej dwa tygodnie.
Model syknął
z bólu, gdy przyłożyłam mu tam lód dostarczony przez Kuroko. Obmyłam jego
twarz, a brzuch obwiązałam bandażem.
- Dziękuję- powiedział i uśmiechnął się lekko,
gdy skończyłam swój ,,zabieg”.
- Nie ma za co- odwzajemniłam uśmiech.-
Kolacja!- krzyknęłam nagle i złapałam się za głowę.
- Weź coś szybko zrób, bo umrę zaraz z głodu-
jęknął Aomine i złapał się teatralnie za brzuch.
Dałam mu sójkę w bok, po czym szybko
odskoczyłam przed łaskotkami. Pobiegłam do kuchni zastanawiając się, co
powinnam przyrządzić.
~Aomine~
Pokój duszy tego zboczonego chama. Albo nie. Niech ma za
swoje. Nocowanie z Akashim w jednym pokoju to kara nad karami. Dla niego to
będzie istne piekło. Może nawet tego nie przeżyć. Cóż, jakoś nie miałbym ochoty
pojawić się na jego pogrzebie. No chyba że nasz psychopatyczny kapitan
zagroziłby mi nożyczkami lub utratą pornosów, to wtedy przywlókłbym swoje
seksowne cztery litery na grób tego dupka.
Ciekawe, jak to jest, gdy Akina cię opatruje…
To musiało być przyjemne… Przynajmniej tak mi się zdaje, sądząc po jej długich
palcach dotykających skóry Kise. Chętnie bym się z nim zamienił, nawet na
minutkę.
Westchnąłem. Aż mnie przeszedł przyjemny
dreszcz. Znowu.
- KOLACJA!- usłyszałem krzyk Akiny.
Razem z Kise i Kuroko wyszliśmy z pokoju, a do
kuchni to już prawie wpadliśmy. W tempie ekspresowym zajęliśmy wolne miejsca, a
gdy doszła cała reszta, Hyuga dała każdemu talerz ze spaghetti i klopsikami. Wyglądało
smacznie. Pachniało nieziemsko. Smakowało bosko.
- Wyjdź za mnie!- kolejny widelec klusek
znalazł się z mojej buzi.- Wspaniale gotujesz! Żona idealna!
- Żona to nie tylko jest do gotowania!-
podniosła głos i dała mi sójkę w bok.
- Wiadomo- powiedziałem, jakby to było coś
oczywistego.- Musi tez sprzątać, prać, zadowalać męża, na przykład w sypialni,
opiekować się dziećmi… Mówiłem o sypialni?
Zaczerwieniła
się i zamknęła oczy.
- Aominecchi…- westchnął Kise.- W kółko tylko
o jednym myślisz. Żona jest osobą, która cię kocha, a mąż ma żonie pomagać w
codziennych obowiązkach i wspierać ją jak tylko może.
- A skąd ty znasz takie mądrości ludu?-
zdziwiłem się.
- Tobie tego w domu rodzice nie mówili?-
również wyglądał na zdumionego.
- Coś tam mama kiedyś wspominała.- mruknąłem i
włożyłem do ust kolejnego klopsika.
Akina do końca kolacji się nie odzywała. Nadal
była dziwnie czerwona na twarzy, ale nie pytałem, czemu. Czyżby tematy typu
sypialnia i seks były dla niej aż tak wstydliwe? Ha! Coś mi się zdaje, że
zawstydzanie jej może być bardzo zabawne. Trzeba to tylko odpowiednio rozegrać.
***
- Akina!- krzyknęła rozradowana Sayaka i
rzuciła się Hyudze na szyję.- Musisz mi wszystko dokładnie wyjaśnić!
- Em, Sayakicchi…- zaczął Kise.
- Kise!- jego też mocno wyściskała. Reszcie
powiedziała tylko ,,cześć” i wesoło się uśmiechnęła.- Za tobą też się
stęskniłam.
Zaczęli żywo o czymś rozmawiać, więc Akina
odeszła od nich z uśmiechem. Wyjąłem jej bagaż, po czym pożegnaliśmy się ze
wszystkimi i poszliśmy w swoją stronę. Jak dobrze, że obóz się już skończył!
Całą drogę powrotną przespałem, opierając się albo o ramię Akiny, albo o plecy
Kise. Najważniejsze jest to, że wróciłem w jednym kawałku. Przetrwałem nawet
tortury w postaci ćwiczeń zadawanych przez Akashiego, szczególnie w upał. Nad
naszym wyjazdem najbardziej rozpaczali Isao i Mito. Obiecali, że będą sumiennie
ćwiczyć, a gdy spotkamy się następnym razem, to będę dumny z ich postępów.
Całkiem fajne dzieciaki, ale wątpię, byśmy się jeszcze kiedyś spotkali.
Oczywiście dałem im swój autograf oraz jakieś zdjęcie naszej drużyny, czym byli
bardzo podnieceni i nie mogli odkleić się od moich nóg. W ogóle nie chcieli
mnie puścić. Jak nie trzymali mojej łydki, to wieszali mi się na szyi lub
ciągnęli mnie za ręce. Później tylko się śmiali i machali nam radośnie na
pożegnania, obiecując, że będą mi kibicować w każdym meczu.
Ten cały Taiga dzwonił do Akiny jeszcze kilka
razy, a ta za każdym razem, gdy widziała jego nazwisko na wyświetlaczu,
uśmiechała się jak głupia do telefonu. Wprawdzie nie znam tego kolesia, ale z
tego co zapamiętałem z jej opowieści wynika, że jest sympatyczny, czasem ostry,
pewny siebie, pracowity, wysportowany, wysoki, ma ciemno czerwone włosy i oczy,
rozdwojone brwi (prawie udusiłem się ze śmiechu, gdy pokazała nam ich wspólne
zdjęcie, ale zaraz potem dotarło do mnie, że mają wspólne zdjęcia, na których
zawsze się do siebie uśmiechają, a on ją często obejmował na nich ramieniem.
NIEDOPUSZCZALNE) oraz umięśnione ciało. Oprócz tego jest świetnym kucharzem i
całkiem nieźle gra w kosza. Podobno ma kiedyś przyjechać do Japonii, by się tu
uczyć. Wtedy się z nim zmierzę i na pewno wygram.
- Dzięki za przytarganie bagaży- powiedziała i
wzięła z mojej ręki swoją walizkę.- Do jutra! Tylko nie spóźnij się na poranny
trening!
Weszła do swojego mieszkania, a ja skierowałem
się w stronę swojego domu. Cały Akashi. Ledwo zdążyliśmy wrócić z obozu męki, a
ten już nam daje poranne treningi. Diabeł wcielony! Jak można tak traktować
ludzi, którzy wykończyli się na kilkudniowym obozie?! Ech, chyba się jednak
zjawię na tym treningu, bo ostatnio mu troszkę podpadłem. Nie żebym żałował
oblania go herbatą (oczywiście to był wypadek, ale musiałem po tym szorować
podłogę w kuchni), bo wyglądał wtedy przekomicznie, tylko wolałbym następnym razem
nie służyć za szczotkę.
Kiedy wróciłem do domu, mama od razu zasypała
mnie milionem pytań. Zebrałem w sobie wszystkie siły i o wszystkim jej w
skrócie opowiedziałem. No, pominąłem pewne szczegóły, o których nie musiała
wiedzieć. Najbardziej podobał jej się kawałem o tym, że zostałem nauczycielem.
Jak opisywałem jej Isao i Mito, była wniebowzięta i wypytywała o ich wygląd,
oczy, zachowania, nawet o ulubione potrawy. Skąd miałem to niby wiedzieć?!
Gdy już się od niej uwolniłem, padłem na łóżko
jak długi i od razu sięgnąłem po ,,Horikitę
Mai”. Dopiero wtedy uświadomiłem sobie, jak długo nie miałem jej w rękach. Jednak
zauważyłem też coś równie niepokojącego. Nie kręciła mnie tak, jak kiedyś. Owszem,
nadal dostawałem ślinotoku na widok tych dużych cycków, ale to już nie było to
samo. Przed oczami miałem obraz uśmiechniętej Akiny oraz dnia, kiedy byliśmy na
basenie, a ona była w kostiumie kąpielowym. Nie mogłem wyrzucić jej ze swojej
głowy. Jak tylko skupiałem się modelkach hojnie obdarzonych przez naturę, to od
razu Akina zajmowała ich miejsce. Zabijcie mnie. Chyba jestem na coś poważnie
chory.
___________________________________________________________________________________





"No chyba, że mam zwidy, a on jest duchem." ~ przecinek przed "chyba", nie przed "że".
OdpowiedzUsuńChory? To miłość, Aomine XD
Sorka, przysypiam i nie mam siły na normalnego koma :C Ale postaram się zajrzeć do drugiej części jeszcze dzisiaj ;D
Chwila... Chyba przeczytałam pierw nie ten rozdział ;-; Nieogar lvl ja, ech... Wybacz :c
UsuńSpoko XD A chcesz to AoKaga?
UsuńTag :3
UsuńJesteś chory.. Na głowę xD Upośledzenie psychiczne związane z zakochaniem się, ot co. . . No, ale nadal to jest jednak upośledzenie.. Psychiczne upośledzenie! Single rządzą!! Lol Kise tak bardzo biedny i pobity ;3;
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Psychiatra się należy XD
UsuńBo Haizaki to zUO :D :P
Pozdrowionka! :D