wtorek, 13 października 2015

Rozdział 18

Udało mi się nawet dodać dziś drugi rozdział! Chyba powinnam częściej chorować XD

Mam takie pytanko: moja koleżanka prosiła, bym napisała specjalnie dla niej AoKaga. Wprawdzie dopiero zaczynam, ale jestem pewna, że podzielę to na kilka części. Chcecie przeczytać? Mam też wstawiać tutaj?
 Nie wiem o co chodzi, ale ostatnio mam zamówienia na same yaoi XD :P

 Pozdrowienia od autorki! :D
___________________________________________________________________________________
~Akina~

 Wróciliśmy z basenu i udaliśmy się do swoich pokoi. Po drodze spotkaliśmy jeszcze podopiecznych Aomine, którzy, trzymając go za ręce, odprowadzili go do jego pokoju. Mina tego zarozumialca była bezcenna! Jednak widzę, że polubił te dzieciaki. A chłopcy wręcz go ubóstwiają i przykładają się do treningów całym sercem. Wykonują każde jego polecenie, nad każdym ćwiczeniem bardzo się skupiają. Daiki sam powiedział, że w tym tempie ich talent szybko się rozwinie.

 - Co chcecie na kolację?- spytałam, gdy Aomine w końcu uwolnił się od swoich ,,uczniów”.

 - Coś z mięchem- odpowiedział niebieskowłosy.

 Westchnęłam. Ten to by zżerał mięso w hurtowych ilościach i nie myślałby o niczym innym. A nie, prawdopodobnie pomyślałby o swoich ukochanych pornosach.

 - Gdzie jest Kise?- pytanie Midorimy uświadomiło nam, że nie widzieliśmy modela od przyjścia do domku.

  Poszliśmy do pokoju, który dzielił z Aomine i Kuroko. Nie było go tam. Nie odpowiadał na nasze wołania, nie zostawił nawet żadnej karteczki, że gdzieś idzie.

 - Jest na boisku- powiedział nagle Tetsuya, zjawiając się obok nas.

 - Tetsu, jeśli jeszcze raz…- zaczął gniewnie Aomine, ale mu przerwałam.

 - Skąd wiesz?

 - Widziałem, jak grał z Haizakim.

 - To się źle skończy- mruknął Aomine i skierował się razem z nami na boisko.

 Kise rzeczywiście tam był. Co gorsza siedział na ziemi i trzymał się za brzuch. Z nosa leciała mu krew, a dolna warga była lekko rozcięta. Haizaki stał nad nim i aż kipiał ze złości. Nawet nas nie zauważył. Szykował się do zadania kolejnego ciosu, ale powstrzymała go przed tym ręka Daikiego.

 - Odpuść już- powiedział z niekrytą nienawiścią.- Zachowujesz się jak rozpuszczony dzieciak! O co poszło?

 - Nie twoja sprawa, Daiki!- warknął Shogou i wyrwał ramię z jego uścisku.

 - Owszem, moja!

 Zaczęli na siebie warczeć i już myślałam, że się pogryzą, ale usłyszeliśmy jęk Kise.

 - Aominecchi, nic mi nie jest.

 Daiki spojrzał na niego zdziwiony i aż westchnął z niesmakiem.

 - Przecież cały poobijany jesteś.

 Model spróbował się podnieść, ale nie za bardzo mu wyszło. Podtrzymał się ramienia Aomine i posłał Haizakiemu nienawistne spojrzenie.

 - Shogou, Ryouta- zaczął Akashi.- Kolacja powinna zacząć się dziesięć minut temu. Co was zatrzymało?- wyjął swoje nożyczki i przeciął nimi powietrze.- Przez was harmonogram został opóźniony. Czekam na wyjaśnienia, szczególnie twoje, Shogou. Czemu Ryouta jest poobijany? Dlaczego go uderzyłeś?

 Wydawałoby się, że ton Akashiego jest spokojny. Tak pomyślałby ktoś, kto go nie zna. Prawda była inna. Dużo gorsza. Akashi był wściekły. To cud, że Haizaki jeszcze żyje. Na obozie podpadł Akashiemu już kilka razy, ale nadal chodzi żywy wśród nas. No chyba, że mam zwidy, a on jest duchem.

 - Moja cierpliwość do ciebie jest na wyczerpaniu- wycedził kapitan.

 - Ten piękniś zaczął- naburmuszył się jak małe dziecko i wskazał oskarżycielko Kise.

 - Nieprawda!- krzyknął model, ale zaraz tego pożałował, bo złapał się za brzuch. Mocniej ścisnął ramię Aomine.- Szedłem za wami, aż nagle on się zjawił i zaciągnął mnie tutaj. Żądał gry, to zagrałem. Chyba się wkurzył, bo skopiowałem jego nowy ruch… I najpierw się na mnie wydarł, później uderzył w twarz, a na koniec kopnął w brzuch.

 - Shogou, za mną do pokoju, ale już!- ryknął  Akashi. Nawet ptaki z pobliskich drzew wzbiły się w powietrze i odleciały.- Od dziś zmieniasz swoje lokum. Będę cię miał na oku. Atsushi i Shintarou zostają sami w pokoju, a ty ulokujesz się u mnie na kilka dni.

 Nawet tego chama przeszedł lekki dreszcz. Szybko jednak przyjął bojową postawę i zaklął siarczyście. Poszedł za Akashim, wcześniej pokazując nam dwa środkowe palce.

 - Wyjątkowo go nie znoszę- Midorima poprawił swoje okulary.

 - Ja też nie- poparł go Murasakibara i wepchnął sobie do buzi garść jakiś cukierków. Gdzie on to wszystko mieści?- Aki-chan, kiedy kolacja?

 - Najpierw muszę opatrzyć Kise- odpowiedziałam.

 Aomine zawiesił sobie jego ramię na swoją szyję i podparł go drugą ręką. Kilka minut później siedzieliśmy w ich pokoju. Przyniosłam apteczkę i wyjęłam z niej kilka plastrów, bandaż oraz wodę utlenioną. Kuroko kazałam przynieść lód, a Aomine stał i bacznie mi się przyglądał.

 Ciało Kise było naprawdę obtłuczone. Gdy zdjął koszulkę, zobaczyłam niezłego siniaka, który dopiero powstawał. Będzie mu się trzymał przez co najmniej dwa tygodnie.

Model syknął z bólu, gdy przyłożyłam mu tam lód dostarczony przez Kuroko. Obmyłam jego twarz, a brzuch obwiązałam bandażem.

 - Dziękuję- powiedział i uśmiechnął się lekko, gdy skończyłam swój ,,zabieg”.

 - Nie ma za co- odwzajemniłam uśmiech.- Kolacja!- krzyknęłam nagle i złapałam się za głowę.

 - Weź coś szybko zrób, bo umrę zaraz z głodu- jęknął Aomine i złapał się teatralnie za brzuch.

 Dałam mu sójkę w bok, po czym szybko odskoczyłam przed łaskotkami. Pobiegłam do kuchni zastanawiając się, co powinnam przyrządzić.

 

 ~Aomine~

 Pokój duszy tego zboczonego chama. Albo nie. Niech ma za swoje. Nocowanie z Akashim w jednym pokoju to kara nad karami. Dla niego to będzie istne piekło. Może nawet tego nie przeżyć. Cóż, jakoś nie miałbym ochoty pojawić się na jego pogrzebie. No chyba że nasz psychopatyczny kapitan zagroziłby mi nożyczkami lub utratą pornosów, to wtedy przywlókłbym swoje seksowne cztery litery na grób tego dupka.

 Ciekawe, jak to jest, gdy Akina cię opatruje… To musiało być przyjemne… Przynajmniej tak mi się zdaje, sądząc po jej długich palcach dotykających skóry Kise. Chętnie bym się z nim zamienił, nawet na minutkę.

 Westchnąłem. Aż mnie przeszedł przyjemny dreszcz. Znowu.

 - KOLACJA!- usłyszałem krzyk Akiny.

 Razem z Kise i Kuroko wyszliśmy z pokoju, a do kuchni to już prawie wpadliśmy. W tempie ekspresowym zajęliśmy wolne miejsca, a gdy doszła cała reszta, Hyuga dała każdemu talerz ze spaghetti i klopsikami. Wyglądało smacznie. Pachniało nieziemsko. Smakowało bosko.

 - Wyjdź za mnie!- kolejny widelec klusek znalazł się z mojej buzi.- Wspaniale gotujesz! Żona idealna!

 - Żona to nie tylko jest do gotowania!- podniosła głos i dała mi sójkę w bok.

 - Wiadomo- powiedziałem, jakby to było coś oczywistego.- Musi tez sprzątać, prać, zadowalać męża, na przykład w sypialni, opiekować się dziećmi… Mówiłem o sypialni?

Zaczerwieniła się i zamknęła oczy.

 - Aominecchi…- westchnął Kise.- W kółko tylko o jednym myślisz. Żona jest osobą, która cię kocha, a mąż ma żonie pomagać w codziennych obowiązkach i wspierać ją jak tylko może.

 - A skąd ty znasz takie mądrości ludu?- zdziwiłem się.

 - Tobie tego w domu rodzice nie mówili?- również wyglądał na zdumionego.

 - Coś tam mama kiedyś wspominała.- mruknąłem i włożyłem do ust kolejnego klopsika.

 Akina do końca kolacji się nie odzywała. Nadal była dziwnie czerwona na twarzy, ale nie pytałem, czemu. Czyżby tematy typu sypialnia i seks były dla niej aż tak wstydliwe? Ha! Coś mi się zdaje, że zawstydzanie jej może być bardzo zabawne. Trzeba to tylko odpowiednio rozegrać.

 

                                                                      ***

 - Akina!- krzyknęła rozradowana Sayaka i rzuciła się Hyudze na szyję.- Musisz mi wszystko dokładnie wyjaśnić!

 - Em, Sayakicchi…- zaczął Kise.

 - Kise!- jego też mocno wyściskała. Reszcie powiedziała tylko ,,cześć” i wesoło się uśmiechnęła.- Za tobą też się stęskniłam.

 Zaczęli żywo o czymś rozmawiać, więc Akina odeszła od nich z uśmiechem. Wyjąłem jej bagaż, po czym pożegnaliśmy się ze wszystkimi i poszliśmy w swoją stronę. Jak dobrze, że obóz się już skończył! Całą drogę powrotną przespałem, opierając się albo o ramię Akiny, albo o plecy Kise. Najważniejsze jest to, że wróciłem w jednym kawałku. Przetrwałem nawet tortury w postaci ćwiczeń zadawanych przez Akashiego, szczególnie w upał. Nad naszym wyjazdem najbardziej rozpaczali Isao i Mito. Obiecali, że będą sumiennie ćwiczyć, a gdy spotkamy się następnym razem, to będę dumny z ich postępów. Całkiem fajne dzieciaki, ale wątpię, byśmy się jeszcze kiedyś spotkali. Oczywiście dałem im swój autograf oraz jakieś zdjęcie naszej drużyny, czym byli bardzo podnieceni i nie mogli odkleić się od moich nóg. W ogóle nie chcieli mnie puścić. Jak nie trzymali mojej łydki, to wieszali mi się na szyi lub ciągnęli mnie za ręce. Później tylko się śmiali i machali nam radośnie na pożegnania, obiecując, że będą mi kibicować w każdym meczu.

 Ten cały Taiga dzwonił do Akiny jeszcze kilka razy, a ta za każdym razem, gdy widziała jego nazwisko na wyświetlaczu, uśmiechała się jak głupia do telefonu. Wprawdzie nie znam tego kolesia, ale z tego co zapamiętałem z jej opowieści wynika, że jest sympatyczny, czasem ostry, pewny siebie, pracowity, wysportowany, wysoki, ma ciemno czerwone włosy i oczy, rozdwojone brwi (prawie udusiłem się ze śmiechu, gdy pokazała nam ich wspólne zdjęcie, ale zaraz potem dotarło do mnie, że mają wspólne zdjęcia, na których zawsze się do siebie uśmiechają, a on ją często obejmował na nich ramieniem. NIEDOPUSZCZALNE) oraz umięśnione ciało. Oprócz tego jest świetnym kucharzem i całkiem nieźle gra w kosza. Podobno ma kiedyś przyjechać do Japonii, by się tu uczyć. Wtedy się z nim zmierzę i na pewno wygram.

 - Dzięki za przytarganie bagaży- powiedziała i wzięła z mojej ręki swoją walizkę.- Do jutra! Tylko nie spóźnij się na poranny trening!

 Weszła do swojego mieszkania, a ja skierowałem się w stronę swojego domu. Cały Akashi. Ledwo zdążyliśmy wrócić z obozu męki, a ten już nam daje poranne treningi. Diabeł wcielony! Jak można tak traktować ludzi, którzy wykończyli się na kilkudniowym obozie?! Ech, chyba się jednak zjawię na tym treningu, bo ostatnio mu troszkę podpadłem. Nie żebym żałował oblania go herbatą (oczywiście to był wypadek, ale musiałem po tym szorować podłogę w kuchni), bo wyglądał wtedy przekomicznie, tylko wolałbym następnym razem nie służyć za szczotkę.

 Kiedy wróciłem do domu, mama od razu zasypała mnie milionem pytań. Zebrałem w sobie wszystkie siły i o wszystkim jej w skrócie opowiedziałem. No, pominąłem pewne szczegóły, o których nie musiała wiedzieć. Najbardziej podobał jej się kawałem o tym, że zostałem nauczycielem. Jak opisywałem jej Isao i Mito, była wniebowzięta i wypytywała o ich wygląd, oczy, zachowania, nawet o ulubione potrawy. Skąd miałem to niby wiedzieć?!

 Gdy już się od niej uwolniłem, padłem na łóżko jak długi i od razu sięgnąłem po ,,Horikitę Mai”. Dopiero wtedy uświadomiłem sobie, jak długo nie miałem jej w rękach. Jednak zauważyłem też coś równie niepokojącego. Nie kręciła mnie tak, jak kiedyś. Owszem, nadal dostawałem ślinotoku na widok tych dużych cycków, ale to już nie było to samo. Przed oczami miałem obraz uśmiechniętej Akiny oraz dnia, kiedy byliśmy na basenie, a ona była w kostiumie kąpielowym. Nie mogłem wyrzucić jej ze swojej głowy. Jak tylko skupiałem się modelkach hojnie obdarzonych przez naturę, to od razu Akina zajmowała ich miejsce. Zabijcie mnie. Chyba jestem na coś poważnie chory.
___________________________________________________________________________________




 

 

6 komentarzy:

  1. "No chyba, że mam zwidy, a on jest duchem." ~ przecinek przed "chyba", nie przed "że".

    Chory? To miłość, Aomine XD
    Sorka, przysypiam i nie mam siły na normalnego koma :C Ale postaram się zajrzeć do drugiej części jeszcze dzisiaj ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś chory.. Na głowę xD Upośledzenie psychiczne związane z zakochaniem się, ot co. . . No, ale nadal to jest jednak upośledzenie.. Psychiczne upośledzenie! Single rządzą!! Lol Kise tak bardzo biedny i pobity ;3;
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Psychiatra się należy XD
      Bo Haizaki to zUO :D :P
      Pozdrowionka! :D

      Usuń