Zapraszam do czytania i jedna prośba: osoby czytające proszę o KOMENTARZ! Dziękuję za chwilę uwagi poświęconej mej skromnej osobie ^^
___________________________________________________________________________________
~Akina~
Oby był w dobrym humorze! Oby był w dobrym
humorze… Panie Boże, mniej nas w swej opiece! Ochroń nawet tego kretyna, który
od wczoraj jest moim chłopakiem. Nie pozwól, by ten sadysta nas zabił. Niczego
złego przecież nie zrobiliśmy. Do niczego nie doszło, jedynie razem spaliśmy. O
Boże! A jeśli on nas rozdzieli?! Panie w niebiosach, ochroń nas!
Powtarzałam prośby do Boga od momentu, gdy
dowiedziałam się, że Akashi chce nas widzieć. Wprawdzie nie jestem zbyt mocno
związana z kościołem, ale podobno Bóg wysłuchuje próśb swoich sług… Już nawet
meteor mógłby spaść na naszą szkołę! Cokolwiek, byleby tylko nie spotkać się z
Akashim. Gdybyśmy po drodze nie spotkali Midorimy, pewnie dowleklibyśmy się tam
za jakiś miesiąc. Jego ton świadczył o tym, że Akashi jest zniecierpliwiony, a
to oznacza, że prawdopodobnie będzie jeszcze gorzej, niż na początku
zakładałam.
Weszliśmy na salę gimnastyczną i zobaczyliśmy
go. Siedział na krześle pośrodku pomieszczenia i bacznie nas obserwował.
Śledził każdy nasz ruch, każdą kropelkę potu spływającą po naszych karkach i
każde drżenie rąk. I jak tu się przy nim nie stresować?!
- Akina, Daiki- odezwał się dopiero po
minucie, która dla mnie ciągnęła się w nieskończoność.- Domyślam się, czemu nie
było was na pierwszej lekcji. Pamiętacie moje ostrzeżenie?- kiwnęliśmy głowami.
- My nie…- zaczęłam, ale jego spojrzenie mnie
skutecznie uciszyło. Spuściłam głowę i zacisnęłam zęby.
- Wiem- przerwał mi.- I macie szczęście, że
się powstrzymaliście.
Teraz będzie nam gadał o odpowiedzialności w związku?!
Nie jestem głupia, umiem o siebie zadbać i nie pozwolę na to, by Aomine się do
mnie teraz dobierał. Zobaczymy, jak długo wytrzyma… Tego jestem strasznie
ciekawa.
- Jednak wspólnie spędzona noc nie jest
powodem na spóźnianie się do szkoły- kontynuował.- To, że jesteście parą, nie
znaczy, że możecie zaniedbywać swoje obowiązki.
- Ale to tylko…- wtrącił Aomine.
- Milcz, Daiki, naprawdę nie mam dziś humoru
na twoje durne żarty- Akashi wbił w niego mordercze spojrzenie, na co mój
chłopak natychmiast się uspokoił.- Wracając do tematu. Jeżeli taka sytuacja się
powtórzy, marny wasz los. Dziś będę dla was łaskawy. Posprzątacie magazynek.
- CO?!- wykrzyknęliśmy jednocześnie, ale
widząc jego spojrzenie i nożyczki, które w tempie błyskawicznym wyjął z kiszeni,
natychmiast się poprawiliśmy.- Tak jest.
Wyszedł z sali, każąc Aomine odnieść krzesło.
Z ponurymi minami powlekliśmy się do swojej klasy.
- To wszystko twoja wina- powiedziałam z
wyrzutem, gdy szliśmy korytarzem.
- Ta, pewnie, zwalaj wszystko na mnie-
burknął.
- Ale to jest twoja wina.
Już chciał coś powiedzieć, ale usłyszeliśmy
znany nam, obojętny głos.
- Mine-chin, Aki-chan, macie coś dobrego?
Zobaczyliśmy Murasakibarę idącego w
towarzystwie Midorimy.
- Czy ty nie możesz brać całej lodówki ze
sobą?- prychnął Aomine.
- Lodówka jest za ciężka, poza tym słodyczy
się w niej nie trzyma- odparł, zgniatając w ręku puszkę po jakimś soku.- Macie
coś?
- Mam pączka- odpowiedziałam i mu go podałam.
- Dzięki, Aki-chan.
Odszedł, pożerając w całości to, co mu dałam.
Wtedy podszedł do mnie Midorima i wręczył mi dość nietypową rzecz, jaką okazała
się być… podpaska. Spojrzałam na niego zdziwiona i dopiero po chwili załapałam,
że to mój szczęśliwy przedmiot na dziś.
- Nie będziesz miała większego pecha- powiedział
tylko.- Gdybyś wcześniej to ze sobą miała, to pewnie byście się nie spóźnili i
Akashi by się na was nie wściekał. Aomine, to dla ciebie.
Rzucił
chłopakowi niebieski ołówek, po czym oddalił się za Murasakibarą.
- Ty dostałeś przynajmniej normalną rzecz-
mruknęłam i schowałam podpaskę do torby.
- Wiesz, kiedyś ci się na pewno przyda-
mrugnął do mnie.
Poczułam się
nieco zażenowana. Wiem, że okres jest normalną sprawą i nie ma co się tego
wstydzić, ale do tej pory jedynym chłopakiem, z którym o tym rozmawiałam, był
Taiga. Właściwie gadałam z nim zawsze o wszystkim. O zainteresowaniach, o
miłościach, o moim problemie z Jerrym, o śmierci mamy… Wiedziałam, że mogę mu
zaufać. Aomine wprawdzie znam od kilku miesięcy i przyzwyczaiłam się do tego,
że jest zboczony, ale nigdy nie rozmawiałam z nim o takich sprawach. To, że
ogląda te swoje pornosy, nie znaczy, że się na tym zna. O, właśnie! Skoro o tym
mowa… Muszę mu dać zakaz kupowania i przeglądania Horikity Mai. Pewnie zna układ rozrodczy żeński na pamięć, ale… i
tak czuję pewien rodzaj wstydu, do którego muszę się przyzwyczaić.
Poczułam, jak łapie mnie za dłoń. Uśmiechnęłam
się. Jego ręka różni się od tej Jerry’ego. Jest delikatna (mimo że na taką nie
wygląda), miękka i wiem, że w jego ramionach mogę się czuć bezpiecznie. Ta
różnica jest tak odczuwalna, że teraz sama się zastanawiam, jak mogłam kiedyś
uważać swojego byłego za ,,tego jedynego”. Głupia byłam.
Zacisnęłam
palce na jego dłoni i spojrzałam mu w oczy. Uśmiechał się. Czemu ma taki
zniewalający i seksowny uśmiech?! Normalnie mógłby z nim paradować cały dzień!
Albo lepiej nie. Wystarczyły mi zazdrosne dziewczyny, które z chęcią by się na
mnie rzuciły, byleby tylko spędzić trochę czasu (a najlepiej całą noc) z MOIM
chłopakiem. O nie! Co to, to nie! Jest mój i nikomu go nie oddam.
Weszliśmy do właściwej sali, gdzie od razu
przywitały nas ciekawskie spojrzenia skierowane na nasze splecione dłonie. Kise
i Sayaki natychmiast się przy nas znaleźli i zaczęli żądać wyjaśnień.
Powiedzieliśmy im w skrócie, co się stało, aż wreszcie dali nam spokój. Długo
nie pogadaliśmy, bo zadzwonił dzwonek.
~Aomine~
Nie żeby coś, ale wolałbym patrzeć na jej przód, nie na
plecy. Przez kilkadziesiąt minut nic na to nie poradzę, bo na lekcji siedzi do
mnie obrócona tyłem. W ogóle nie mogłem skupić się na tym, co gadał nauczyciel.
I tak przeważnie spałem na jego wykładach, ale Akina jakoś wyjątkowo zaprzątała
moje myśli. Ciągle myślałem tylko o niej i za żadne cycki świata nie mogłem jej
wywalić ze swojej głowy. Przypomniałem sobie reakcje innych, gdy zobaczyli, że
trzymamy się za ręce. Czy to aż takie dziwne, że najbardziej zajebisty chłopak
w szkole na dziewczynę? No chyba nie. Wiadome było, że kiedyś się to wydarzy. Nie
mogłem być przecież singlem w nieskończoność! A że trafiła się odpowiednia
dziewczyna, na której mi naprawdę zależy… Idealnie. Została jeszcze tylko jedna
kwestia- powiadomienie mojej mamy o tym ważnym szczególe. Tylko jak jej to powiedzieć,
by ze szczęścia i podniecenia nie rozwaliła całego domu? Hmm… To już
główkowanie na większą skalę. No normalnie Einstein (czy jak mu tam było)
miałby problem z wymyśleniem czegoś takiego!
Westchnąłem i po raz tysięczny spojrzałem na
jej plecy. Nauczyciel akurat pisał coś na tablicy i był odwrócony do nas tyłem,
więc skorzystałem z okazji i pociągnąłem ją lekko za włosy. Syknęła i posłała
mi mordercze spojrzenie.
- Idziesz dziś do mnie po szkole- widząc jej
zdziwioną minę, dodałem.- Na przerwie ci wyjaśnię.
- A może ciasto czekoladowe?- zaproponowała,
gdy stanęliśmy przy jednym z wolnych parapetów.- Twoja mama je lubi?
- Uwielbia.- to była święta prawda. Jeśli jest
coś, co moja matka kocha bardziej od ciasta czekoladowego, to tylko letnie wyprzedaże
i oczywiście moja zajebista osoba.
- To zrobimy je!
- Zaraz, jak to ,,my”?- zdziwiłem się.- Ty
mnie chyba jeszcze w kuchni nie widziałaś. Ja się na kucharza w ogóle nie
nadaję.
- Kiedyś musisz spróbować.
- Ja wiem swoje i…
- Nie waż mi się sprzeciwiać!- powiedziała to
takim tonem, że zaczynam podejrzewać, czy nie brała przypadkiem lekcji u
Akashiego.
Zamilkłem, a ona zaczęła wypytywać mnie o
produkty, które posiadam w domu. A co ja jestem, kucharka jakaś?! Dla mnie
ważne jest to, by mieć co jeść, a produktami się nie interesuję. Jak powstanie
z nich coś dobrego, to nie obchodzi mnie, z czego to powstało. W końcu
zrezygnowała z dalszego przesłuchania i zapisywała sobie w głowie najważniejsze
składniki. Pięknie! Nie dość, że musimy wysprzątać magazynek, to jeszcze czeka
nas wyprawa do sklepu! A mieliśmy iść przecież na lody!
Po skończonych lekcjach poszliśmy na salę
gimnastyczną, gdzie czekał na nas Akashi. Jak miło, że postanowił się pofatygować
i dopilnować naszej punktualności! Sprzątanie zajęło nam godzinę. Prawdopodobnie
wyrobilibyśmy się troszkę szybciej, ale że byliśmy sami, to skorzystaliśmy z
okazji i się całowaliśmy. Było wspaniale! Nie dość, że Akina ogólnie wspaniale
całuje, to jeszcze nałożyła na usta pomadkę wiśniową, przez co całowanie jej
sprawiało mi jeszcze większą przyjemność. Uwielbiam wiśnie.
- Pospiesz się!- poganiała mnie od kilku
minut.- Ciasto musi się jeszcze upiec!
- No idę, przecież, idę- mruknąłem.
Doszliśmy do sklepu spożywczego, gdzie
musiałem robić za tragarza i nieść koszyk. Pół godziny później byliśmy w domu,
a Akina wyjęła potrzebne produkty. Założyliśmy fartuszki (oboje wyglądaliśmy
zajebiście, ale jednak dziewczynom jest w fartuchach bardziej do twarzy) i
byliśmy gotowi.
- Wymieszaj mąkę, kakao i mleko- zaczęła się
rządzić.
Prawdziwe piekło właśnie się dla mnie
rozpoczęło. Ja i kuchnia?! To prawie takie samo połączenie co Kise i błoto albo
robaki. Jednym słowem- niemożliwe.
Zacząłem mieszać te przeklęte produkty, co ku
mojemu zaskoczeniu wcale nie było takie złe i trudne, jak mi się na początku
wydawało. Akina dodała jeszcze kilka składników, po czym wstawiła wszystko do
piekarnika. Ciasto miało się piec przez pięćdziesiąt minut. Sprzątnęliśmy
kuchnię, napiliśmy się soku jabłkowego, a potem usiedliśmy na kanapie i
włączyliśmy telewizor.
- Oby było dobre- mruknąłem, przełączając na
kolejny kanał.
- Będzie- zapewniła mnie Akina i położyła
swoje nogi na moich udach.
Zapatrzyła się w ekran telewizora, a spojrzała
na mnie dopiero wtedy, gdy zacząłem ją smyrać po łydce. Rzuciła mi znudzone
spojrzenie, po czym wróciła do oglądania filmu. Kontynuowałem mizianie dziewczyny
i nie wyglądało na to, by jej to w jakikolwiek sposób przeszkadzało. Nagle
usłyszeliśmy dźwięk budzika, oznaczający, że ciasto się już upiekło. Wstała z
kanapy i wyjęła wypiek z piekarnika. Muszę przyznać, że pachniało mega
apetycznie i siłą woli powstrzymywałem się od tego, by nie ugryźć kawałka.
Akina przełożyła wszystko na ładny, szklany talerz, po czym kazała mi to
przenieść do salonu, kategorycznie zabraniając mi zjedzenia nawet okruszka
ciasta.
Kiedy wszystko już było gotowe i odetchnęliśmy
z ulgą, usłyszeliśmy dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach. Natychmiast
podbiegłem do mamy i pocałowałem ją w policzek, wieszając jej torbę na
wieszaku. Spojrzała na mnie zaskoczona i spytała:
- Daiki, co przeskrobałeś?
- Mamo, czy ja muszę coś przeskrobać, żeby być
dla ciebie tak miłym?- jęknąłem z wyrzutem.
Moja rodzicielka zaśmiała się, po czym
poklepała mnie po policzku. Dopiero po chwili zauważyła Akinę.
- O, jak miło znów cię widzieć!- krzyknęła
radośnie.
- Panią… Ciocię również- poprawiła się Hyuga.
- Czy ja czuję ciasto czekoladowe?- spytała
matka i zaczęła wdychać apetyczny zapach.
- Tak- kiwnąłem głową, a chwilę później
złapałem Akinę za rękę.- Jest coś, o czym musisz wiedzieć.
___________________________________________________________________________________





"Czy to aż takie dziwne, że najbardziej zajebisty chłopak w szkole na dziewczynę?" - ma
OdpowiedzUsuń"To prawie takie samo połączenie co Kise i błoto albo robaki." - A maseczka błotna? :D
Lecę dalej, bo niedługo muszę lecieć do szkoły na praktyki :C
Maseczka błotna się nie liczy XD
UsuńPowodzenia w szkole ;)
*ona wróciła* Pewnie nie na długo, ale to zawsze coś \(^o^)/ *ona pierwszy raz.. dobra drugi raz w jakimkolwiek opku widzi choćby wzmiankę o okresie* Czyżby to nie było jedno z tych *wszystkich* opków aŁtorek, gdzie to główna bohaterka nigdy nie ma okresu, nie robi kupy i w ogóle? (oOo) hehe he xOx Co zrobić, żeby mama nie była zła? Zrobić jej ciasto xD Najlepszy pomysł ever. Polecam~
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Jak miło cię znów widzieć! :D ;*
UsuńTu te wszystkie potrzeby fizjologiczne i naturalne będą xD
Pozdrowionka! ;*