Każdej osobie, która to przeczyta, naprawdę dziękuję! A szczególnie tym, którzy zostawią po sobie komentarz! Bardzo mi wtedy miło ^^
_____________________________________________________________________________________
~Aomine~
Poszedłem zobaczyć
wyniki egzaminu semestralnego. Ku mojemu zaskoczeniu najlepiej mi poszedł
japoński. Tu strzelałem najwięcej odpowiedzi i moje zajebiste szczęście pomogło
mi z niego zdać. Popatrzymy dalej… Ohoho! Sześćdziesiąt procent z fizyki! Czuję
się normalnie jak Einstein! Jeszcze trochę a wynajdę jakiś automatyczny
wibrator lub coś… Ludzie będą mi za to dziękować.
Moje oczy rozszerzyły się ze zdziwienia, gdy
okazało się, że zabrakło mi dwóch procent z matematyki. DWÓCH PROCENT! Kto był
tak zjebanym skurwielem i nie doliczył się tego błędu?! No przecież to nie może
być prawda! Tak niewiele zabrakło! O nie… To znaczy, że jak Akashi się o tym
dowie, to najbliższy tydzień spędzę w piwnicy jego domu, ucząc się na poprawkę.
Będzie mi tylko dawał jeść, może łaskawie pozwoli mi trochę pospać, a na końcu
zrobi nożyczkami dziurę w moim mózgu i siłą wpakuje tam wszystkie potrzebne
informacje. Matko, czekają mnie straszne tortury!
Spojrzałem na tabelę po raz drugi i
zobaczyłem, że Kise nie zdał z chemii. Hmm… Coś mi się wydaje, że czas, który
mieli poświęcić na naukę, przebimbali na coś znacznie dla nich
przyjemniejszego. Przynajmniej nie siedzę w tym bagnie sam. Tetsu ledwo zdał z
historii, a pozostała trójka nie miała żadnych problemów. Ich wyniki były
bardzo wysokie. Chyba mi jednak trochę do Einsteina brakuje. Może dla własnego
bezpieczeństwa opuścić szkołę? Tak, to bardzo dobry pomysł. Dzięki temu
przynajmniej nie oberwie mi się dziś nożyczkami.
Zacząłem skradać się po korytarzach i bacznie
się rozglądałem, czy w pobliżu nie ma przypadkiem Akashiego. Omijałem zwinnie
innych uczniów, aż nagle usłyszałem znajomy, znudzony głos.
- A, tu jesteś, Mine-chin. Akashi cię wzywa.
Nawet nie zdążyłem się odezwać, a ten
wielkolud złapał mnie mocno za ramię i zaczął ciągnąć w stronę sali
biologicznej. Matko Boska, ten psychol już wie! To oznacza moją zbliżającą się
śmierć. Nie chcę umierać! Jestem za młody! Co Akina beze mnie zrobi? Przecież
ona mnie potrzebuje! A jeśli znajdzie sobie kogoś innego, z kim by mogła… NIE!
To niewyobrażalne! Muszę żyć!
Zacząłem mu się wyrywać i wrzeszczałem, że ma
mnie natychmiast puścić.
- Mine-chin, twoje przekleństwa i szarpanie
się utrudniają mi sprawę – odezwał się nagle mój porywacz. – Muszę dostarczyć
cię do Akashiego, więc przestań mi to utrudniać.
- Puść
mnie w tej chwili! – zignorowałem jego słowa i zapierałem się nogami ze wszystkich
sił.
W końcu Murasakibara nie wytrzymał i się
zatrzymał. Puścił mnie na chwilę, a ja zamierzałem wykorzystać okazję, by jak
najszybciej się stamtąd ulotnić, jednak moje szczęście nie trwało długo. Po
chwili przerzucił mnie sobie przez ramię i zaczął iść dalej.
- Postaw mnie w tej chwili, ty bezmózga kupo
mięcha! – darłem się i wierzgałem nogami we wszystkie możliwe strony. Waliłem
go pięściami po plecach, ale to nie robiło na nim żadnego wrażenia. Wzmocnił
swój ścisk, a ja w końcu dałem za wygraną. I tak cały korytarz na nas patrzył,
więc to w zupełności mi wystarczyło. Uraził moją męską dumę i godność. Przysięgam,
że kiedyś zabiję tego wpierdzielacza słodyczy.
Murasakibara mnie porwał i niesie mnie na
pewną śmierć. Czy on zdaje sobie sprawę z tego, że przyczyni się do klęski
ludzkości?! On w ogóle wie, że pomaga przy śmierci mej zajebistej osoby?! Mam
tylko nadzieję, że Akashi nie wziął ze sobą do szkoły podręcznych narzędzi
tortur i mnie do nich nie przymocuje… Jak coś, to rzucę Kise na pierwszy ogień,
a może wtedy uda mi się jakoś udobruchać tego sadystę.
– Ile razy
mam ci powtarzać, byś mnie puścił?!
- Uspokój się, Mine-chin. Już prawie
doszliśmy.
Kiedy ja właśnie nie mam zamiaru tam iść! Czy
ta tępa słodyczożerna maszyna nie wie, co to znaczy?! Jakim cudem tak tępy
człowiek miał lepszy wynik na egzaminie niż ja? On będzie częściowo ponosił
winę za moją śmierć.
Weszliśmy do sali, a raczej ja zostałem
wniesiony, i nagle ten olbrzym mnie puścił i gdyby nie mój zajebisty i
niezastąpiony refleks, wylądowałbym na podłodze. Prawdzie po chwili i tak na
niej klęczałem, bo Akashi mnie do tego zmusił, ale to szczegół. Kise klęczał
koło mnie, a reszta stała w bezpiecznej odległości, jakieś dziesięć metrów od
wściekłego sadysty. No dzięki wielkie! Żadnej pomocy! I to są niby przyjaciele?
Też mi coś. Już nawet pornosy mogłyby mi bardziej pomóc.
- Daiki, Ryouta, zawiodłem się na was –
odezwał się nagle Akashi, a mnie przebiegł nieprzyjemny dreszcz. Coś czuję, że
to nie będzie miła rozmowa i nie skończy się na pogrożeniu palcem. Kątem oka
zauważyłem, że model też lekko zadrżał. – Umowa była jasna – wszyscy mieliście
zdać. Daiki, podejrzewam, że w większości i tak strzelałeś, więc nie dziwię
się, że nie zdałeś. Ryouta, co do ciebie… Miałeś uczyć się z Sayaką chemii. Co
zamiast tego robiliście? – Kise milczał. – Co robiliście? – zapytał dobitniej.
- No… Ten…- jąkał się model. – Pokazałem jej
plan zdjęciowy… Wygłupialiśmy się… Chodziliśmy d-do k-kina… Robiliśmy to, co
n-normalne p-pary.
- I właśnie dlatego najbliższy tydzień
spędzisz z Shintarou, który będzie ci udzielał korepetycji. – wyjął swoje
czerwone nożyczki i rzucił nimi w modela. Ten aż krzyknął z zaskoczenia, gdy
ostrze rozcięło lekko jego policzek. Jeszcze bardziej zesztywniał i dotknął
rany. Wstał i zaczął w popłochu szukać jakiegoś lusterka. – Siadaj! – krzyknął
psychol, obdarowując modela jednym ze swoich najstraszniejszych spojrzeń.
Chłopak natychmiastowo się zamknął i wrócił na poprzednie miejsce z miną
zbitego psa. – Za karę codziennie będziesz mył podłogę na sali po treningach, a
Daiki ci pomoże. – spojrzał na mnie z wyższością, a ja miałem ogromną ochotę
walnąć go w jego paskudną mordę. – Dodatkowo obaj macie sprzątać w klasie po
lekcjach i wykonywać dodatkowe ćwiczenia. – Może jeszcze karze nam biegać po
mieście z odkurzaczem?! – Daiki, co do ciebie… - zbliżył się do mnie, szarpiąc
mnie za włosy. On naprawdę lubi sprawiać innym ból. – Akina będzie ci udzielała
korepetycji. Już z nią wszystko ustaliłem, ale masz się do tego porządnie
przykładać. Jeżeli oblejesz poprawkę, osobiście pójdę z tobą do dyrektora i
przeprowadzimy sobie długą, poważną rozmowę. – Już ja widzę tę ,,poważną”
rozmowę, która prawdopodobnie mogłaby się skończyć moją śmiercią i zawałem
dyra, gdyby zobaczył to, co Akashi by mi zrobił. – Kara jest ci już znana. Nie
będę się powtarzał, ale jeśli któryś z was zaniedba swoje dodatkowe obowiązki,
marny jego los. – dla efektu przeciął powietrze nożyczkami i spojrzał na nas,
jak na swoje sługi. – Daiki, to tak dla wyrównania. – rzucił we mnie
nożyczkami, które lekko rozcięły mój policzek. Syknąłem. Psychol jeden, będzie
oszpecał mój zajebisty i przystojny wygląd! Jak on w ogóle śmiał?! – Zejdźcie
mi z oczu, zanim nie wymyślę wam czegoś jeszcze – warknął, a my czym prędzej
się ulotniliśmy.
- Myślałem, że zginę – wysapałem, zatrzymując
się za zakrętem.
- Aominecchi, Akashicchi nieźle się wkurzył –
jęknął Kise. – Cud, że nas nie wykastrował.
- Taa… - mruknąłem. – Szczęście w
nieszczęściu.
Podeszła do nas reszta grupy.
- No to wpadliście – skwitował Midorima,
poprawiając swoje okulary.
- Aomine-kun, Kise-kun, musicie się przyłożyć
– odezwał się Kuroko.
- Dai-chan! Tyle razy ci mówiłam, żebyś się
wreszcie zaczął uczyć! – Dlaczego Momoi miała pretensje tylko do mnie?! Kise
też przecież nie zdał! – Jeżeli nie zdasz testu poprawkowego, będzie jeszcze
gorzej! Akashi będzie na ciebie tak wściekły, że…
- Przypilnuję go – usłyszałem głos Akiny.
Stała z boku opierając się o ścianę. Ręce skrzyżowała na klatce piersiowej i
wlepiła we mnie zdenerwowane spojrzenie. Co ja jej znowu zrobiłem?
Wyszliśmy ze szkoły dobre dziesięć minut temu,
a Akina nie odezwała się do mnie ani słowem. Pewnie jest na mnie obrażona, a ja
nie mam pojęcia za co. Dziś jej nawet ani razu nie obraziłem, o nic się jej nie
czepiałem, więc nie miałem pomysłu, dlaczego jest taka wściekła.
- E, Akina? – zagadnąłem, ale nie odezwała
się. Spróbowałem ponownie, w wyniku czego przyspieszyła kroku. Zrównałem się z
nią i złapałem ją za ramię. – Powiesz mi wreszcie, o co chodzi?
- A jak myślisz? – miała do mnie wyraźne
pretensje. – Domyśl się, Einsteinie od siedmiu boleści.
Odwróciła głowę i ponownie wyprzedziła mnie o
kilka kroków. Dziewczyny… Dlaczego muszą być tak skomplikowanymi stworzeniami?
Ciągle mają jakieś humorki, widzimisie, ataki złości, radości, fochy… Cieszę
się, że jestem facetem. Mam dużo mniej problemów, ale i tak muszę znosić jej
napady. Boże, spraw, by Akina wreszcie mi to wszystko wyjaśniła, bo
najzwyczajniej w świecie mózg mi eksploduje. A może ona się gniewa o coś sprzed
kilku dni? Tylko co by to mogło być? Raczej nie to, że przypadkiem zrobiłem
dziurę w jej bluzce. Chociaż może… Najwyżej przemogę się i znowu pójdę z nią na
te przeklęte zakupy. Ale jeśli to nie o bluzkę chodzi, to może o pomazany
zeszyt? Nie, to zbyt błahy powód, nawet jak na dziewczynę.
Głowiłem się nad tym przez całą drogę do
mojego domu. Muszę zostawić trochę energii na myślenie podczas korepetycji. Oj,
już czuję, że mnie głowa boli.
Weszliśmy do mojego pokoju, wcześniej
zabierając ze sobą ciasteczka przygotowane przez moją mamę, która bardzo
ucieszyła się na widok Akiny i wcale nie gniewała się na mnie za oblany test.
Gdy jej o tym wspomniałem, powiedziała, że nic się nie stało i że ona też nie
ma umysłu do matematyki. Mówiłem, że złota kobieta. No normalnie muszę jej
kiedyś jakieś kolorowe kwiatki kupić.
Usiedliśmy na moim łóżku, kładąc ciastka i
książki przed sobą.
- To zaczynamy – mruknęła niechętnie i
otworzyła temat o ułamkach. Jak ja ich nienawidzę!
Wszystko mnie rozpraszało. Nawet zwykłe
bzyczenie muchy. Kompletnie nie mogłem się skupić na nauce. Nie żebym kiedykolwiek
się na niej skupiał, ale dzisiaj wyjątkowo mi nie wchodziła. Może przez to, że
Akina siedziała na moim łóżku w krótkiej, szkolnej spódniczce i widać jej było
sporą część ud? Albo przez to, że gdy się nachylała miałem okazję do zobaczenia
części jej biustu? Ej no, takie korepetycje są bez sensu! Lepiej by było,
gdybyśmy poszli do jakiejś cukierni czy kina. A najgorsze było to, że ona nadal
była w złym humorze i nie odzywała się do mnie na żaden inny temat oprócz
matematyki. Ignorowała moje zaczepki, trzepnęła mnie w rękę, gdy chciałem ją
objąć, a pocałunku to już nie wspomnę. Totalnie ode mnie uciekała.
- Ej, o co ci właściwie chodzi? – nie wytrzymałem.
- Nadal na to nie wpadłeś? – prychnęła i
spojrzała na mnie z żalem. – Jaki ty jesteś tępy.
- To może mi łaskawie powiesz?
- Oblałeś.
- I co z tego? – nie rozumiałem, o co jej
chodzi.
- Obiecałeś, że w tym tygodniu będziesz miał
dla mnie dużo czasu, że pójdziemy na spacer, do kina, na siłownię, do cukierni!
A przez to, że nie zdałeś, muszę tu z tobą siedzieć i wbijać ci do głowy coś,
co i tak olewasz! Myślisz, że jak się czuję?! To miał być taki miły tydzień!
Mieliśmy gdzieś chodzić codziennie, a zamiast tego utknęłam z tobą w pokoju!
Kiedy przestała mówić, myślałem, że się
rozpłacze. Cholera, rzeczywiście zawaliłem, ale to chyba nie powód, żeby od
razu strzelać takiego focha! I wtedy nagle mnie oświeciło.
- Masz okres? – spytałem prosto z mostu. Jej
lekko zarumienione policzki w zupełności mi wystarczyły za odpowiedź. Wszystko
jasne. Dlatego jest aż tak wściekła.
Przytuliłem ją i powiedziałem:
- Obiecuję, że po poprawce pójdziemy do
cukierni, na długi spacer i do kina. Będziesz mogła wybrać. Wiem, że nawaliłem,
ale to się nie powtórzy.
Po chwili poczułem, jak mnie obejmuje. Wtuliła
się w mój tors, a ja zacząłem gładzić jej włosy. Lubię takie chwile, gdy jest
tak blisko. Wtedy czuję się naprawdę szczęśliwy.
___________________________________________________________________________________





''I wtedy nagle mnie oświeciło.
OdpowiedzUsuń- Masz okres? – spytałem prosto z mostu.'' - Daiki Einstein ^^
Cudny rozdział** Czekam na koleny ~ Osama
Dziękuję :D ^^ Miło mi :)
UsuńHahahaha! Umiesz rozwalać.
OdpowiedzUsuńTak... Pierwszy komentarz na blogu, a ja tak z gróbej róry.
Noo... To... Ten... *chwila zastanowienia*
CÓDO! TOŻ TO WIEEELKIE CÓDO!
Nieprzedłużając powiem tak. Czekam na kolejny rozdział!
DUUUUUUŻO WENY!!!
~Mine~
Dzięki wielkie :D ^^ :**
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń*Uwaga przybyła nowa czytelniczka, o jakże genialnym nicku!*
OdpowiedzUsuńOhaaayo!
Bolało cię, gdy spadłaś z nieba? Bo piszesz anielsko. xD
Dobra, ogar, ogar...
Nadrobiłam wszystko i...
Kocham twojego Aomine. Jest taki... zboczony i w ogóle xD
A Akashi! Bosz jak ty go genialnie opisujesz jest taki psychiczny, że aż mnie nosi <3
A teraz fragment, który skradł moje małe zrąbane serduszko...
" I wtedy nagle mnie oświeciło.
- Masz okres? " xDDD Boże skąd ty bierzesz te pomysły? XD
No to ten... Ogólnie mówiąc... Pokochałam twoje opowiadanie od pierwszego wejrzenia <3 I czekam na więcej
~ Ciel
(Gomen za tak nieogarnięty kom)
UsuńNo nie przesadzajmy z tym anielsim pisaniem XD
UsuńJa też ocham Daikiego <3<3<3<3
Te zboczone pomysły z mojej ,,wspaniałej" głowy :P XD
Dziękuję ^^
Nienawidzę okresu :/ Kilka razy przez niego zemdlałam, ech... A to niby faceci mają gorzej, bo muszą znosić nasze humorki? Nie XD
OdpowiedzUsuńRozdział podobał mi się, szczególnie mały mindfuck na końcu ;D Ogólnie zastanawia mnie, jaka przeszkoda czeka bohaterów, bo coś wyczuwam większą akcję i mam nadzieję, że się nie mylę :D
Akaś taki sadysta :3
Kise taki bad boy - nie będziemy się uczyć, pójdziemy do kina, o! XD
Aomine, uczajaj się z Akiną!
Nie ukrywam, że dodawanie rozdziałów w nieco większych odstępach czasowych byłoby mi na rękę :C Szkoła i wgl...
Weny dziewczyno!
Dziękuję :D
UsuńI obiecuję, że odstępy czasowe będą więsze ;)
Zobaczysz już wkrótce.... :D
*czyta końcowy fragment po raz drugi**nadal nie dowierza**po raz trzeci czyta końcowy fragment* Czy ona.. Ona naprawdę ma okser?! \(oOo)/ Bosze! Świat się kończy! Kosmici porywają ludzi! Świnie latają! A Akina dostaje okres! Łoooł. .-. *już jej przeszło* Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńKoniec świata, wściekła i rozdrażniona Akina nadchodzi xD
UsuńPozdrawiam! :D