środa, 28 października 2015

Rozdział 26

Mam wrażenie, że ten rozdział ja mi nie wyszedł :/ Nwm czemu, ale nie jestem do końca pewna, czy można go zaliczyć  do tych ,,udanych"...

 Skończyłam go już jakiś czas temu, ale specjalnie nie wstawiałam od razu :D Postanowiłam, że będą dłuższen przerwy i słowa zamierzam dotrzymać!iggy

 Ale dziś ten rozdział wyjątkowo nie pasuje do mojego humoru XD Śmieję się z byle czego, mam głupie... ekhm... myśli, a rozdział taki... jaki wyszedł.. :P

 Cóż... Nie będę wam tu marudzić, miłego czytania! :*
____________________________________________________________________________________
 ~Akina~

  Akashi wywalił Haizakiego z drużyny. Oficjalna wersja jest taka, że ten zboczuch sam odszedł, ale całe Pokolenie Cudów wie, że jest zupełnie inaczej. Haizaki nie mógł się pogodzić z tym, że Kise zajął jego miejsce w pierwszym składzie, więc zrezygnował. I dobrze. Jakoś mi go nie brakuje.

 Jednak mam inny problem. Martwię się o Aomine. Ostatnio zachowuje się nieco inaczej i coraz częściej obija się na treningach. Ba! Zdarza mu się nawet na nie przychodzić. Wydaje mi się, że reszta drużyny coś podejrzewa, ale nikt nie zaczął jeszcze tego tematu. Ostatnio Daiki stał się też bardziej oschły, krzyczy na graczy, którzy nie należą do Pokolenia Cudów i wydaje się być wszystkim… znudzony. Szczególnie koszykówką, co jest naprawdę dziwne. Podczas ćwiczeń ziewa, wygląda tak, jakby się w ogóle nie starał i robi to, bo tak karze mu trener. Jego gra też się zmieniła. Coraz mniej podaje, sam zdobywa punkty… Zmienia się, a ja nawet nie wiem, o co chodzi.

 Szykowałam właśnie dla Akashiego statystyki z ostatnich meczy i coś zwróciło moją uwagę. Skuteczność Aomine drastycznie wzrosła. Znacznie przewyższył resztę zawodników. To jest powodem jego zachowania? Pycha?

 Niosłam papiery do kapitana, aż nagle usłyszałam krzyk Daikiego.

 - Po co ty tu w ogóle jesteś?! Nawet nie umiesz mi dobrze podać!

 Zauważyłam, jak stoi przy jakimś chłopaku, który czuje się strasznie niepewnie.

 - Ale… To ty… Jesteś po prostu za dobry – odpowiedział niższy i nerwowo obrócił piłkę w rękach.

 Aomine stał chwilę w bezruchu, po czym wybiegł z sali krzycząc, że ma tego dość. Wcisnęłam papiery w ręce stojącego obok mnie Kise i pobiegłam za Daikim. Znalazłam go na ławce pod dużym drzewem. Usiadłam koło niego i złapałam go za rękę. Nawet na mnie nie spojrzał.

 - Co się dzieje?- spytałam.

 - Nie widzisz tego? – odpowiedział pytaniem. – Nie mogę znaleźć dobrego przeciwnika. Mecze ani treningi nie sprawiają mi takiej radości jak kiedyś. Właściwie to mnie już nudzą – ścisnął moją dłoń. – Wiele osób mi już to powiedziało. Przeciwnicy nie mogą mnie zatrzymać. Omijam ich bez problemu. – podniósł głowę. – Potrzebuję wyzwania. Problem polega na tym, że… że go nie mogę znaleźć. Kosz mnie już zaczyna nudzić. Tego nawet nie można nazwać grą. Po prostu biegam i zdobywam kolejne punkty.

 Więc to o to chodzi… Myślałam, że jest przepełniony pychą, a tymczasem on stał się zbyt silny i chce znaleźć godnego przeciwnika. Bardzo mu na tym zależy, ale nie wie, gdzie go szukać. Jak mogę mu pomóc?

 - Aomine-kun – przed nami pojawił się Kuroko. - Czemu wcześniej nie powiedziałeś?

 - Słyszałeś?

 - Byłem tu od początku.

 Aomine westchnął i spuścił głowę. Trwaliśmy w takiej ciszy przez kilkanaście sekund, po czym Daiki podniósł wzrok i spojrzał na chłopaka oczami, w których… były łzy. Jest naprawdę źle. Jeszcze nie widziałam, by mój chłopak płakał.

 - Tetsu…- zaczął. Myślałam, że się zaraz rozpłacze. – Zapomniałem… Zapomniałem, jak to jest przyjąć podanie od ciebie… - Kuroko drgnął i otworzył szeroko oczy ze zdziwienia i niedowierzania. – Sam pewnie zauważyłeś, że teraz mogę ograć przeciwną drużynę praktycznie sam. Nie potrzebuję do tego twoich podań. Tetsu… Ja nie potrzebuję drużyny, by wygrać.

 Spojrzeliśmy na niego z niedowierzaniem. Jak…? Dlaczego…? Gdzie jest ten Aomine sprzed kilku miesięcy?  Co się z nim stało?

 - Aomine-kun... – Kuroko spoglądał na niego ze strachem. Ale nie z takim strachem, jak na horrorach, ale bardziej z obawą utraty go. Miejsce mojego chłopaka zabiera jakiś… jakiś… Ktoś, kogo zupełnie nie znam. – To nieprawda. Potrzebujesz innych, by…

 - Żeby co? – przerwał mu Daiki. – Oni mnie tylko spowalniają. Tetsu… Czemu się tak dzieje? Czemu gra w kosza nie sprawia mi już przyjemności?

 Kuroko milczał. Ja milczałam. Nawet nie wiedziałam, jak mogłabym go pocieszyć. Po prostu nie umiałam. Nagle usłyszeliśmy głośne chrząkniecie. Za nami stała reszta drużyny.

 - Daiki, po raz kolejny opuszczasz trening – odezwał się Akashi.

 Aomine odwrócił głowę i nie odezwał się ani słowem.

 - Aominecchi… - zaczął Kise. – Ty… Czemu mówisz, że nas nie potrzebujesz? Jesteśmy drużyną! Przyjaciółmi!

 - Jeszcze tego nie zauważyłeś? – Daiki spojrzał na niego pustymi oczami. Oddajcie mi mojego chłopaka, który prawie skakał ze szczęścia, gdy mógł grać! – Nasza drużyna się rozpada. Każdy zdobywa punkty dla siebie, w ogóle nie współpracujemy. Nie potrzebuję was na boisku. Nie ma osoby, która mogłaby mnie pokonać. Tetsu… - spojrzał na Kuroko i zacisnął wargi. – Przepraszam. Próbowałem. Ja… nie mogę tak grać. – wstał, puścił moją dłoń, po czym zaczął się kierować w stronę szatni. – Jedynym, który może mnie pokonać, jestem ja sam.

 Odszedł, zostawiając nas w kompletnym osłupieniu. Co się z nim stało? Daiki… Wróć…

 - Domyślałem się, że coś takiego kiedyś nastąpi, ale nie myślałem, że to się stanie tak szybko – Midorima poprawił swoje okulary, odprowadzając Aomine wzrokiem. – Rozwinął się z nas najszybciej. Ciężko mi to mówić, ale jest z nas wszystkich najlepszy. As Pokolenia Cudów.

  Wrócili na salę gimnastyczną, a ja zostałam sama na ławce. On się zmienia. Chcę odzyskać starego Daikiego. Chcę widzieć uśmiech na jego twarzy, nie znudzenie!

 Zabrałam szybko swoje rzeczy i nie zwracając uwagi na pytania Momoi, skierowałam się w stronę domu.


 ~Aomine~

 Walnąłem pięścią w szafkę, robiąc w niej całkiem spore wgniecenie.

 ,,Jedynym, który może mnie pokonać, jestem ja sam”

 Co ja znowu odpierdzielam?! Gdyby to tylko nie była prawda… Gdyby była na świecie choć jedna osoba, która mogłaby się ze mną równać…

 Ale to jest prawda i nie ma osoby, która mogłaby mnie pokonać. Stałem się najlepszy. Nienawidzę przegrywać, ale to uczucie podczas gry… A właściwie brak jakiegokolwiek uczucia mnie przeraża. Kiedyś była to radość, szczęście, podniecenie… Teraz po prostu wchodzę na boisko, rzucam, trafiam i wygrywam. Przeciwnicy stoją jak kołki, wystarczy ich mijać. Żaden nie może mnie dogonić. Żaden nie da rady wybić mi piłki. Żaden mnie nie minie. To schemat, który w kółko się powtarza. Już nie czuję tego dreszczyku lekkiej niepewności. Nie ma tej wątpliwości czy wygram. To jest pewne. Przegrana nie jest żadną opcją. Z jednej strony to dobrze, ale z drugiej… dałbym wszystko za równego sobie przeciwnika, przeciw któremu zagrałbym na poważnie. Teraz podczas meczy ograniczam się do minimum, a i tak nikt mi nie daje rady.

 ,,Jesteś po prostu za dobry”

 To chyba jasne, że zawodnik Pokolenia Cudów jest dobry. Jesteśmy najsilniejszą drużyną gimnazjalną i wywołujemy ogromną sensację. Prawdopodobnie wygralibyśmy też z nie jednym liceum. Tylko czemu byciem dobrym aż tyle kosztuje? Co z tego, że mam umiejętności, skoro nie mogę ich używać podczas gry? Znaczy mogę, ale wtedy to już w ogóle jest nudno. Niby powinienem chodzić na treningi, ale wtedy staję się jeszcze lepszy. Jeżeli będę trenował, nigdy nie znajdę godnego siebie przeciwnika.

 ,,Jesteś potworem”

 Jestem nim? Słyszałem to już wielokrotnie. Wiem, że jestem nie do zatrzymania i w ogóle, ale naprawdę aż tak to widać? Serio jestem taki straszny? Wystarczy, że inni mnie zobaczą, a już wiedzą, że jestem silny. Wystarczy, że zdobędę kilka punktów, a już wiedzą, że jestem przerażająco silny. Na początku to było przyjemne, lecz teraz… Kurwa! Taka gra nie sprawia mi przyjemności. Chcę prawdziwego wyzwania! To aż tak wiele?! Czy nie ma osoby, która mogłaby się ze mną zmierzyć?!

 Byłem tak wściekły i zrozpaczony jednocześnie, że kopnąłem pobliski kosz na śmieci i nie zwróciłem uwagi na krzyki staruszki, która marudziła, że coraz więcej na świecie chuliganów. Zacisnąłem dłonie w pięści i przyspieszyłem kroku. Jak tak dalej pójdzie, to przestanę grać. Nie, nie mógłbym… Przecież ja kocham koszykówkę. Nie mogę bez niej żyć. Kosz jest jedną z najważniejszych dla mnie rzeczy. Ale co to za przyjemność grać w coś, co już mnie nudzi?


 ~Akina~

 Usiadłam na łóżku i wybrałam numer do Taigi. On zawsze umiał mi pomóc.

 - Hej, siostra! – gdy tylko usłyszałam jego radosny głos, rozpłakałam się. Emocje mi puściły i rozkleiłam się jak małe dziecko. – Akina? Powiedziałem coś nie tak? – kolejne łzy spłynęły mi po policzkach. – Akina! Co się stało?

 - A-A-Aomine… - wyjąkałam.

 - Zranił cię?!

 - N-Nie… Martwię się o niego.

 Opowiedziałam mu o całej sytuacji i o tym, co powiedział. Kagami był w niezłym szoku.

 - On… Jest aż tak dobry? – odezwał się po chwili.

 - Najlepszy, jakiego do tej pory spotkałam – To była prawda. Nawet w Ameryce nie widziałam nikogo lepszego.

 - A może z nim pogadaj? – zaproponował.

 - Ale co ja mu powiem? Nie umiem postawić się na jego miejscu. Nie umiem mu pomóc, Taiga. Kocham go i chcę dla niego jak najlepiej, ale nie potrafię nic zrobić! Czuję się taka bezsilna. Taiga… Pomóż mi… Pomóż jemu… - łzy kapały na moją poduszkę, a ja nawet nie chciałam ich powstrzymywać.

 - Siostra… Ja nie wiem… - zaciął się. – Nie wiem, co powinnaś zrobić. Ale obiecuję ci, że jak przylecę do Japonii, to z nim zagram i ogram go. Może wtedy wróci do normalności.

 - Musisz dużo trenować – wysiliłam się na uśmiech. – On naprawdę jest nie do pokonania.

 - Ktoś musi być pierwszym, który go zatrzyma, nie? – zaśmiał się, a ja od razu poczułam się lepiej i pewniej.

 - Dzięki, Taiga.

 - Nie ma za co! Jak coś, to dzwoń.

  Zakończyłam rozmowę i poszłam do kuchni zrobić sobie coś do jedzenia. Akurat wtedy wróciła Sayaka.

 - Kise mi o wszystkim opowiedział! – rzuciła od razu na wejście. – Szczerze mówiąc, to on też się zmienia… Myślę, że on idzie w ślady Aomine…

 - Nie, on taki nie jest – zapewniłam ją, chociaż wiedziałam, że drużyna się rozpada. Każdy wybrał własną ścieżkę i zamierza nią podążać. – Po prostu… Chce mu dorównać, ale nie zmieni się.

 Zaczęłyśmy gadać o obecnej sytuacji, która wcale mi się nie podobała. Dobrze, że oni się rozwijają, ale zaniedbują przez to przyjaciół i stają się innymi osobami, co jest chyba z tego wszystkiego najgorsze.


 Zadzwonił mój telefon. Gdy zobaczyłam znajomy, ale znienawidzony numer, miałam ochotę rzucić komórką o ścianę. Powstrzymałam się jednak i odebrałam.

 - Witaj, Akina – usłyszałam chłodny głos ojca. – Jakiś czas temu wysłałem ci bilet do Ameryki. Powinien niedługo dojść. Przylecisz na kilka dni do domu. Ciotka Elizabeth przyjedzie i bardzo chce cię zobaczyć.

 - Ale…! – chciałam coś powiedzieć, lecz ojciec mi przerwał.

 - Żadnych ,,ale”! Przylecisz na jakiś czas i koniec kropka. Zadzwoń, gdy będziecie wsiadać do samolotu. Jason po ciebie przyjedzie.

 Nie, to niemożliwe… To tylko zły sen! Mam lecieć do ojca?! Jeszcze czego! A gdyby tak olać ten bilet albo go podrzeć? Nie, narobię sobie wtedy jeszcze większych kłopotów. Cóż… Muszę polecieć. Ale przynajmniej jest jeden plus- spotkam się z Taigą.
____________________________________________________________________________________






10 komentarzy:

  1. A więc tak...

    Zgadzam się, że Daikuś jest the best :3

    '' Aomine westchnął i spuścił głowę. Trwaliśmy w takiej ciszy przez kilkanaście sekund, po czym Daiki podniósł wzrok i spojrzał na chłopaka oczami, w których… były łzy. Jest naprawdę źle. Jeszcze nie widziałam, by mój chłopak płakał.
    - Tetsu…- zaczął. Myślałam, że się zaraz rozpłacze. – Zapomniałem… Zapomniałem, jak to jest przyjąć podanie od ciebie… - Kuroko drgnął i otworzył szeroko oczy ze zdziwienia i niedowierzania. – Sam pewnie zauważyłeś, że teraz mogę ograć przeciwną drużynę praktycznie sam. Nie potrzebuję do tego twoich podań. Tetsu… Ja nie potrzebuję drużyny, by wygrać.'' - aż się wzruszyłam ^^

    Czekam na kolejny, nawet gdybym miała czekać na niego kilka miesięcy ( oczywiście liczę, że będzie jeszcze w tym tygodniu xd )

    PS Po przeczytaniu tego rozdziału wydaje mi się, że zamierzasz pisać o tym, że drużyna się rozpadnie i każdy z nich pójdzie do innej szkoły i tak dalej... Mam jednak nadzieję, że tak nie będzie :**

    Czekam na kolejny rozdział i życzę weny ~ Osama

    OdpowiedzUsuń
  2. Akina nie wkurzaj się na Daikiego, bo kto wie może ma okres? xD
    Haizaki wyleciał z drużyny, jeej! :D
    Cieszmy się i kłaniajmy przed wielkim Akashim! (tjaa)
    Akina leci do Ameryki! :)
    I spotka się z tygryskiem! <3
    Drużyna się rospada... Nieeee! *deprecha*
    Jak tak możesz? Jak tak możesz niszczyć ich drużyne!? Smuteg.
    Co nie zmienia faktu, że i tak cie kocham <3
    Bosz... Nie umiem pisać ogarniętych komentarzy... Gomen!
    Czekam na kolejny rozdzialik i obyś częściej spadała z nieba ;-) Byeee!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spadać to ja mogę, byleby mnie Aomine łapał ^^ XD

      Moje komentarze też są często nieogarnięte, nie martw się XD

      Dziękować :D :*

      Usuń
  3. HEJOOOO!!!
    Noo... To ten...
    KOLEJNY ROZDZIAŁ! JEEEEEEEEEEEEEEJ!!!

    AOŚ! Nie zminiaj się!!! Prooooosze! *błagalne spojrzenie*

    JA CHCE NORMALNEGO AOSIA! *tupnęła nogą*

    Jeeej! Jedziesz odwiedzić Kagamiego!!! Powoedz, że ktoś go tu bardzo WIELBI.

    A co do Daikiego... Uważaj, może ma okres...


    AAAA!!! JA CHCE UMIEĆ PISAĆ TAK JA TY!!!

    Zamawiam korki.

    Taa... To ja kończe, bo noje nierozgarnięte komentarze są... No... Nierozgarnięte xD

    Papa i DUUUUUUUUŻO WENY!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wieeeeeeeeeelkieeeeeeeee :D :D :D :D

      Patrzę na te komentarze i tak mi się miło robi! Wiem, że ktoś to jednak czyta i w ogóle się cieszę ^^

      Usuń
  4. "Kuroko spoglądał na niego ze strachem. Ale nie z takim strachem, jak na horrorach, ale bardziej z obawą utraty go." ~ Przecinek przed "jak" zbędny.

    "Zabrałam szybko swoje rzeczy i nie zwracając uwagi na pytania Momoi, skierowałam się w stronę domu." ~ Wyczuwam brak przecinka po "i" :c

    "Już nie czuję tego dreszczyku lekkiej niepewności." ~ Przecinek po dreszczyku.

    "Teraz podczas meczy ograniczam się do minimum, a i tak nikt mi nie daje rady." ~ Chyba powinno być "meczów", ale nie jestem pewna :c

    "Byłem tak wściekły i zrozpaczony jednocześnie, że kopnąłem pobliski kosz na śmieci i nie zwróciłem uwagi na krzyki sstaruszkiz, która marudziła, że coraz więcej na świecie chuliganów." ~ staruszki

    No tak, mogłam się domyślić, że Pokolenie Cudów zacznie się rozpadać :C Choć akcji z ojcem się nie spodziewałam :D
    Faktycznie, ten rozdział wyszedł ciut gorzej, ale to dlatego, że zabrakło mi ukazania rozpadu Pokolenia Cudów - po prostu napisałaś, że się rozpadają i tyle. Mogło to zostać ciut lepiej ukazane. Jednako - emocje Aomine zostały ukazane dobrze, bardzo dobrze. Można było wczuć się w jego sytuację; biła od niego bezradność. A to jest wielkim plusem!
    Ok, lecę dalej ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Wyczuwam drama tajm. A nie. Drama tajm już był. *zastanawia się co może wyczuwać* Wyczuwam drama tajm po raz drugi. Aomine lol Już się nie mogę doczekać jak dotrę do rozdziału, kiedy Taiga skopie ci dupe xDDD *podejrzewa, że tak będzie, ale nie jest pewna* Biedne przypalone ciasto ;-; Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń