Oto przed państwem na scenę wkracza AoKaga :D
To wprawdzie pierwsza część, ale jak się wam spodoba, to będę wstawiać kolejne od razu po ich napisaniu ;)
Pozdrowionka :D
__________________________________________________________________________________
- Rusz ten tłusty tyłek i weź się wreszcie za grę!- krzyknął Kagami i zaczął kozłować piłkę.
Pewnie zastanawiacie się, co ja, zajebisty, ponadczasowy, niezwyciężony i mega seksowny Aomine Daiki, robię na boisku z tym idiotą, kretynem, głąbem, wkurzającym osobnikiem, zwanym Kagami Taiga. Otóż jużwam wyjaśniam. Nasz jakże ,,wspaniały” trener wysłał zawodników pierwszego składu na treningi do innych drużyn i ja niestety trafiłem do Seirin. Zniósłbym nawet Midorimę, ale nie. Musiałem przez siedem dni grać w zespole z tym czubkiem! Tydzień, rozumiecie to? To jakiś dramat jest! Wiem, że mam talent aktorski i w ogóle, ale w tak beznadziejnym filmie nigdy bym nie zagrał.Problem polega na tym, że to nie jest film. To się dzieje naprawdę. Istny koszmar. A minął dopiero pierwszy dzień! Nie wytrzymam! Ludzie, wyciągnijcie mnie stąd! Ich trenerka to potwór jakiś. Jest sto razy gorsza od naszego instruktora. Daje taki wycisk na treningach, że nawet ja jestem zmęczony. Jak oni mogą z nią wytrzymać?
Grałem przeciwko Kagamiemu i znowu wygrywałem. Ech, normalka. Ja nie znam słowa ,,przegrana”. Byłem w drużynie z tym gościem, co ma Sokole Oko, okularnikiem i tym takim co zawsze milczy. Moimi przeciwnikami byli: kretyn z podwójnymi brwiami, człowiek-duch, Teppei oraz ten z twarzą kota. Nie chciało mi się zapamiętywać ich imion. I oczywiście ja zdobyłem najwięcej punktów, jakże mogłoby być inaczej?
Pomijam fakt, że reszta mojej obecnej drużyny się ciągle obijała. Albo kapitan niecelnie rzucał, albo ten cichy źle mi podawał… Do tego wszyscy się na mnie ciągle gapili, jakbym był ósmym cudemświata. Czy tam dziewiątym. Nie pamiętam, ile ich jest. Wiem, że jestem jednym z nich. Aż miło było popatrzeć na ich reakcje, gdy zdobywałem punkty z kolejnej niecodziennej pozycji. Rozdziawione gęby, zszokowane spojrzenia i nogi wryte w ziemię. Tak właśnie działam na wszystkich swoich przeciwników. Ale muszęprzyznać, że z nimi się jednak gra nieco inaczej niż z moją normalną drużyną.Widać, że są bardziej zgrani i zachowują się jak prawdziwy zespół. Ja tego nie potrzebuję. W końcu jestem zajebisty i mogę ich wszystkich pokonać z zamkniętymi oczami. No, może troszkę przesadziłem, bo jeszcze Kagami wlazłby mi na stopę, przez co bym cierpiał przez najbliższe kilka godzin lub nawet dni.
- Ahomine!- znów usłyszałem jego poirytowany krzyk.
- Czego?- spytałem od niechcenia. Jak ja uwielbiam go wkurzać!- I tak z tobą wygram, więc mogłeś już dawno zacząć.
Wściekł się. Aż cały poczerwieniał na twarzy. Zaczął biec w moją stronę, ominął okularnika i tego milczącego, po czym spróbował zrobić zmyłkę przede mną. Oczywiście mu się to nie udało, bo był zbyt wolny. Zabrałem mu piłkę i słysząc za plecami głośne ,,Wracaj, debilu jeden!”,pognałem pod kosz przeciwników. Chcieli mnie powstrzymać, ale z łatwością ich ominąłem. Jak mogli kiedyś wygrać z moją drużyną? Musieli mieć wtedy niezłego farta. Po prostu ich współpraca była lepsza, to wszystko.
Właśnie oddawałem rzut, ale ten idiota wytrącił mi piłkę z ręki, ale gdy skakał, stracił równowagę. Usłyszałem ciche ,,O kurwa”, a chwilę później padł na mnie całym ciężarem ciała. W pierwszej chwili myślałem, że zmiażdży mi płuca. Zacząłem odruchowo łapać powietrze i rozszerzyły mi się źrenice. Serce zaczęło mi szybciej bić i miałem wrażenie, że się bardziej spociłem. Zobaczyłem jego czerwone tęczówki, które prawie stykały się z moim czołem i dziwnie się na mnie patrzyły. Potem do mnie dotarło, co sięstało, więc szybkim ruchem go z siebie zrzuciłem. Upadł na tyłek i posłał mi spojrzenie pełne złości.
- I co się tak gapisz?- warknąłem.- To ja ciętu powinienem zabić wzrokiem za to, co zrobiłeś! Jak w ogóle śmiałeś tak zbliżyć się do mej zajebistej osoby?!
- To był wypadek, imbecylu jeden!- podniósłsię i zrobił krok w moją stronę.- I chyba chciałeś powiedzieć ,,egoistycznej”osoby!
Warczeliśmy sobie w twarze i nawzajem mordowaliśmy się spojrzeniami. W pewnej chwili zaczęliśmy się popychać, aż w końcu doszło do rękoczynów. Nie zwracaliśmy uwagi na krzyki trenerki i pozostałych. Okładałem jego twarz pięściami, a on odwdzięczał mi się tym samym. Targaliśmy się za włosy, śmiał mi nawet włożyć palca do ust! Siedziałem na nim i jedną ręką trzymałem go za prawe ramię, a drugą hamowałem jego pięść zbliżającąsię do mojej przystojnej twarzy. Nagle poczułem trzy pary ramion odciągające mnie siłą od Kagamiego. Spojrzałem nienawistnie na okularnika, Teppeia i tego od Sokolego Oka. Z trudem udawało im się mnie przytrzymywać. Ma się tę siłę,nie?
- WYSTARCZY!- wydarła się trenerka. Ogłuchłem!- Obaj pójdziecie natychmiast do pielęgniarki, a potem przebiegniecie razem dziesięć kilometrów! Zejdźcie mi z oczu!
Ona chce mnie zabić czy jak? Żeby mnie tak zamęczać… I jeszcze towarzystwo tego idioty… Gorzej już być nie może. A nie, na szczęście tu nie ma Akashiego, bo gdyby on był na miejscu Riko, to już dawno mógłbym sobie wykopać pięciometrowy grób.
Spojrzałem na Kagamiego. Miał zaczerwieniony policzek, a z nosa leciała mu krew. Ja natomiast miałem rozciętą wargę i prawdopodobnie jutro będę miał niezłe limo pod okiem. Zabiję go za to! On chyba pomyślał o tym samym, bo cały czas ciskaliśmy w siebie piorunami z oczu.
- Dobiegnę pierwszy!- krzyknął, gdy mieliśmy za sobą już połowę trasy.
- Chyba śnisz!- odkrzyknąłem.- To oczywiste,że ja wygram. Jedynym, który mnie pokonać…
- Jestem ja- przerwał mi, posyłając mi pewny siebie uśmiech.
Wyprzedził mnie, ale jego szczęście nie trwało długo. Zostawiłem go kilka metrów w tyle i posłałem mu zwycięskie spojrzenie. W odpowiedzi warknął i jeszcze bardziej przyspieszył. Kto był zwycięzcą?Oczywiście, że ja.
- Jak już mówiłem, jedynym, który może mnie pokonać, jestem ja sam- uśmiechnąłem się zwycięsko. Aż miło było popatrzeć na jego wkurzony i zdeterminowany wzrok.
Wskazał na mnie wskazującym palcem.
- Jutro…- zaczął, w między czasie biorąc głęboki wdech.- Zagrasz ze mną one-on-one. Wygram.
Czy on właśnie wydał mi rozkaz? Od tego biegania pewnie mózg mu się przegrzał i nie myśli logicznie. On w ogóle posiada funkcję myślenia? Pewnie ma w głowie ogromnego hamburgera z podwójną porcjąmięsa.
- No chyba cię coś pogięło- warknąłem.- Nie mam zamiaru się ciebie słuchać! Jeżeli tak bardzo chcesz grać, to teraz! Zobaczymy, czy dasz radę!
- Chcecie grać po tak intensywnym treningu?!-krzyknął zdziwiony Hyuga.- Nie możecie! Jeśli sobie coś…
- Zamknij się- przerwałem mu. Byłem tak wściekły na Kagamiego, że wszyscy woleli się ode mnie odsunąć.
- Jestem kapitanem tej drużyny…- zacząłponownie swoją przemowę.
- Ale ja do niej nie należę. Zamknij się,jeśli nie chcesz oberwać.
Podziałało. Kto by pomyślał, że ten odważny i twardy okularnik aż tak się mnie boi? Ma się tę zajebistość, nie?
I nagle dostałem sójkę w bok. Odwróciłem sięszybko i złapałem Tetsu za kark.
- Oi, co to miało być?- syknąłem. Na twarzy miałem wypisane ,,Zaraz cię zabiję”.
- Aomine-kun, jesteś dziś strasznie drażliwy.-powiedział obojętnie Kuroko i spojrzał na mnie intensywnie.- Zupełnie jak dziewczyna podczas okresu.
No teraz to przegiął! Gdyby nie Kagami, leżałby martwy u moich stóp.
- Tetsu, jeszcze raz powiesz coś takiego, a przysięgam, że nie dożyjesz najbliższego treningu!
Kagami trzymał mnie mocno za ramiona, a gdy zaczął iść w stronę boiska, wyszarpnąłem mu się i posłałem mu spojrzenie przepełnione chęcią mordu.
- Oszczędzaj siły na grę, a nie na wyżywanie się na innych- powiedział Kagami.
Wyszliśmy, a reszta drużyny patrzyła na nas ze sporym zdziwieniem. No tak, kolejna walka potworów. Oczywiście jest jeden szczegół- ja jestem królem boiska, a nie ta zmutowana małpa z podwójnymi brwiami.
Skończyło się na tym, że musiałem służyć mu jako podparcie i pomóc mu zwlec się z boiska. Wygrałem, nie mogło być przecieżinaczej. Na początku nieźle się z nim namęczyłem, bo w ogóle nie chciał przyjąćmojej pomocy. Zanim oparł się wreszcie na moim ramieniu, potknął się kilka razy i prawie zaliczył niezłą glebę. W sumie byłby to zabawny widok, ale cóż…
- Cholera, następnym razem…- zaczął.
- Wylądujesz w szpitalu- dokończyłem. Zignorowałem jego wściekłe spojrzenie i dzielnie znosiłem jego ciężar.
Kiedy weszliśmy do sali gimnastycznej, w której reszta drużyny sprzątała, wywołaliśmy nie małe zamieszanie. Jak miło było popatrzeć na ich zdziwione miny, gdy dowiedzieli się, że dobrowolnie pomogłem tej małpie zejść z boiska.
- Aomine-kun, musisz zabrać Kagamiego-kun do jego domu- nakazała mi trenerka.
- Mam go wlec przez kilkanaście dodatkowych minut?!- wykrzyknąłem.
- W tym tempie to będzie pół godziny- odezwałsię nagle Kuroko, a ta dwubrwiowa małpa dostała chwilowego zastrzyku energii i podskoczyła.
Szczerze mówiąc też byłem zmęczony, więc przynajmniej oszczędziłem sobie kłótni z trenerką, idąc od razu do domu tego imbecyla. Dwa razy się zgubiłem, bo ten kretyn w ogóle nie umie tłumaczyć.Najpierw mówi, że mam iść w prawo, a później warczy, że to miało być to drugie prawo. Wyjątkowy dziwak. A ja go jeszcze musiałem znosić!
Kiedy w końcu trafiłem pod odpowiedni adres, wszedłem do jego domu i zaprowadziłem go do kuchni. Odzyskał już jakąś małą częśćsił, więc nawet dał radę wyjąć z lodówki piętnaście hamburgerów.
- Po co ci aż tyle?- zdziwiłem się.
- A ty ile zjesz?- spytał.- Pewnie też jesteśgłodny, wolałbym byś nie zdechł z głodu na ulicy.- dodał znacznie ciszej.
- O, troszczysz się o mnie?- parsknąłemśmiechem.
- N-Nie! Tylko wtedy miałbym trudności ze znalezieniem kogoś do gry!
- A, czyli jednak przyznajesz mi rację, że jestem najsilniejszy?- milczał.- Hę?
- Jak do tej pory, tak- zacisnął ręce w pięści. Cudem mu to przeszło przez gardło.- Ale i tak cię pokonam!- dodałszybko.
Już chciałem z tego zakpić, ale rzucił mi pięćhamburgerów.
- Człowieku, chcesz, bym się zapchał naśmierć?!- wykrzyknąłem.
- Nie zjesz tylu?- zdziwił się.- Daj, chętnie zjem za ciebie.
Zostawiłem sobie trzy, resztę mu oddałem. Słyszałem o tym, że ma żołądek bez dna, ale nie sądziłem, że potrafi aż tyle zeżreć! Dla mnie trzy to i tak było dużo, ale on wchłonął ich ponad dziesięć!Czułem się pełny na sam widok hamburgera, a ta zmutowana małpa chłonęła jeden za drugim.
Dał mi butelkę jakiegoś soku gazowanego, którąszybko wypiłem. Czułem się ociężały i najchętniej to bym się od razu uwaliłspać.
- Jak ty to robisz?- zapytał nagle Kagami.
- Hę?- nie zrozumiałem.
- Te twoje nieregularne rzuty i szybkość. Jak? Jak to jest w ogóle możliwe?
- Wiesz, przecież jestem zajebisty!-uśmiechnąłem się zwycięsko, ale ta odpowiedź go nie usatysfakcjonowała. Westchnąłem.- A bo ja wiem? Po prostu mam taki talent. Dla mnie ta szybkość nie jest żadnym problemem. Nieregularne rzuty też wykonuję z łatwością. Wiele osób już mnie o to pytało, ale ja nie umiem tego wyjaśnić. Po prostu to robię.
- Kuroko miał rację. Musisz naprawdę kochać koszykówkę. Nie dość, że masz taki talent, to w ZONE jesteś jeszcze silniejszy. A podobno w ZONE mogą wejść tylko nieliczni.
- Ile razy mam ci powtarzać, że jestem zajebisty? To wszystko dzięki mej wielkiej i najlepszej zajebistości.
- Skromnością to ty nie grzeszysz.
Sprzeczaliśmy się jeszcze przez jakiś czas. Muszę przyznać, że nawet lubię tego kretyna. Oczywiście publicznie tego nie powiem, ale w duchu to zupełnie co innego. A właściwie lubię grę i sprzeczki z nim. Zawsze się wtedy denerwuje, a jego twarz robi się cała czerwona, co doprowadza mnie do śmiechu. Mam wrażenie, że odkąd wygrali z nami ten cholerny mecz, zmieniam się. Znów przypominam tego dzieciaka z gimnazjum, co się częstośmiał i lubił żartować. Oczywiście Satsuki i Tetsu są z tego powodu bardzo szczęśliwi, a ostatnio dołączył do nich Kise. Zresztą wszyscy się zmieniliśmy. No może z wyjątkiem Kuroko. Midorima bardziej docenia kolegów z drużyny i ufa im, co kiedyś było nie do pomyślenia. Murasakibara… to Murasakibara. Opróczżarcia nie widzi niczego. Chociaż i tak się zmienił. Nie jest już aż takim samolubem jak w gimnazjum. Akashi jest jeszcze gorszy. Przez to swoje rozdwojenie osobowości zmienił się z przerażającego psychopaty na najgorszego na świecie sadystę, zastraszyciela, medium i psychola w jednym. Kise z kolei jest jeszcze bardziej żywy i irytujący niż wcześniej. Nadal dodaje końcówkę,,cchi” do nazwisk i nadal jest taki beztroski.
Westchnąłem. I ja z nimi kiedyś grałem w jednej drużynie.
Usłyszałem dźwięk telefonu, tyle że nie mojego, a tego głąba. Odebrał.
- Hej, Tatsuya- przywitał się. To chyba ten jego brat z Ameryki, o którym Tetsu wspominał mi kilka dni temu.- Jasne! Jutro ci pasuje? Osiemnasta? Świetnie, akurat kończę trening. Do jutra.
- Podobno do niedawna nie miałeś z nim takich dobrych kontaktów- powiedziałem, gdy skończył rozmowę.
- Ale na szczęście już się to zmieniło.-odpowiedział.
Poszedł na chwilę do swojego pokoju, a ja w tym czasie położyłem się na kanapie. Jakoś tak mi się miło i wygodnie zrobiło, więc zamknąłem oczy i po chwili zasnąłem.
___________________________________________________________________________________





Ohaayo!
OdpowiedzUsuńYaoice! *.*
Czy to już niebo? xD
Teraz będe cię wielbić jeszcze bardziej <3
Ale dobra... może coś o rozdzialiku.
" Aomine-kun, jesteś dziś strasznie drażliwy.-powiedział obojętnie Kuroko i spojrzał na mnie intensywnie.- Zupełnie jak dziewczyna podczas okresu." WIEDZIALAM! xD Nie no... tak tu śmiechłam, że aż siostra przyszła sprawdzić czy wszystko ze mną okey xD
Aoś i Kagamiś się pobili... Jak słooodkooo
*-*
I Daiki zasnął u niego w mieszkaniu...
Chcesz żebym cukrzycy od tego cukru dostała!? xD No bo wiesz... Jedni lubią buziaczki i w ogóle... Ale ja tam wole jak sie leją xD Wtedy wiem, że są dla sb idealni
(ja pierdole znowu nieogarnięty komentarz...)
Weny życzę mój aniołku! Papa! <3
Postaram się czuwać nad twoją psychiką, ale przez te rozdziały coś mi nie za bardzo wychodzi.... XD
UsuńAoKaga to chyba mój ulubiony paring z KnB :D Jest jeszcze AoKise, ale Aoś i Tygrysek jakoś tak razem przez te charaktery... :P
Jak dostaniesz cukrzycy, będem się czuła winna XD ALe aż tak dużo cukru to nie będzie ;P ;)
Dziękuję ^^ :D (*_*) :****
Hejo!!!
OdpowiedzUsuńWchodzę sobie na mój ulubiony blog, a tam co? KOLEJNE ZAJEBISTE opowiadanie!
Kooocham Aosia i Tygryska <3<3<3
Aaa!!! Daikiś zasnął mu na kanapie
*w myślach huczy: Zgwałć go, zgwałć go!!!
Aaa!!!! *nie, ja też siebie nie ogarniam*
Muszę... Muszę ci coś wyznać.
Mianowicie:
Kochana Julio!
Jesteś dla mnie wszystkim. Kiedy pierwszy raz spojrzalem cos mnie tknęło w sercu, zaczęło ono coraz szybciej bić. Nigdy nie zapomne Twojego niebiańskiego spojrzenia, Twojego...
A nie! To nie to!
Romeo i Julia się kłania xD
No więc:
KOOOOOCHAM TWÓJ STYL PISANIA!!! JACHCE KORKI. Zamawiam. Ile pieniędzy? 500? Starczy?
Koocham i pozdrawiam ;-) :-*
Taa... Nieogarnięte komentarze ciąg dalszy xD
UsuńPolubiłam już twoje komentarze :D :D I to bardzo! XD
UsuńMój blog jest twoim ulubionym???? O_o No tego to ja się nie spodziewałam!! ^^
Jak coś, to wcześniej były jakieś one-shoty yaoi, więc jakbyś chciała to zajrzyj ;)
Jeśli pozwolisz - przeczytam i skomentuję, gdy wyjdą już wszystkie części. Wolę za jednym zamachem czytnąć całość, szczególnie że czasu niewiele :C A tak to znajdę dłuższą chwilkę XD
OdpowiedzUsuńJasne, nie ma sprawy :D Tylko sama nwm, ile tych części jeszcze będzie...XD
UsuńWyczuwam miłość~ OwO *ona dziś wyczuwa dużo rzeczy* Zawsze śmieszyły mnie brwi Kagamiego xD *dlatego ma jego female wersję ustawioną na avatar* Idem czytać dalej xoxo Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńJa ogólnie tę dwójkę uwielbiam xD <3
Usuń;*