poniedziałek, 28 grudnia 2015

AoKise - Bratanek

To nie jest takie AoKise jak do tej pory wstawiałam. Znacznie się różni od tamtych, ale mam nadzieję, że mimo wszystko wam się spodoba ;) Udało mi się je dziś wstawić, z czego się bardzo cieszę, bo siedzę nad tym prawie od dwóch dni..

Zapraszam do czytania :*
Z dedykacją dla wszystkich czytelników <3
_________________________________________________________________________________________________________
 
 - Co? – Spytałem jak głupi, gapiąc się na zdeterminowanego Kagamiego. – Że niby ja?

  - No przecież łapiesz przestępców, więc opieka nad sześciolatkiem nie powinna ci sprawić kłopotu, nie? – Wcisnął mi w ręce torbę z rzeczami swojego bratanka, po czym oznajmił. – Tylko do jutrzejszego popołudnia.

 - Masz mnie za jakąś niańkę?

 - Przyjacielowi nie wyświadczysz przysługi?

 - Wiesz dobrze, że nie znam się na dzieciach!

 - To tylko jeden dzień!

 - Kiedy ja…!

 - Kise! – Zawołał nagle rudzielec.

 Po chwili z pokoju obok wyszedł mały, blond włosy chłopiec o złotych oczach i całkiem bystrym spojrzeniu. W ręku trzymał niebieski samochodzik i patrzył na mnie nieśmiało.

  - Aomine, to jest mój bratanek, Kise Ryouta – Kagami wskazał bachora. – Kise, to mój przyjaciel, Aomine Daiki. Zajmie się tobą na czas mojej nieobecności, ok?

 - Ale ja chcę do wujka… - powiedział chłopiec i spojrzał na Taigę z ufnością.

 - Wrócę jutro po południu – Kagami klęknął przy chłopcu. – Bądź grzeczny, dobra? Postaraj się nie narobić Aomine kłopotów. Jesteś dzielnym chłopcem, więc sobie poradzisz, prawda? Mogę na tobie polegać?

 - Tak!

 - Więc do jutra – Poczochrał go po włosach, po czym podszedł do mnie. – Opiekuj się nim. W torbie masz spis rzeczy, na które jest uczulony, porę snu, resztę sam ci powie. Dzięki za przysługę!

 ,,Nie ma za co”, pomyślałem i właśnie w tym momencie naszła mnie nagła ochota aresztowania go. Przecież mam do tego prawo, to czemu by nie skorzystać?

 Wyszedłem z mieszkania, a Kise podszedł do mnie nieśmiało, cały czas bacznie mi się przyglądając.

 - Eee… -Jak by tu zacząć rozmowę z dzieckiem? O, już wiem! Skoro jest chłopcem, to może lubi samochody. – Kise, lubisz samochody policyjne? – Pokiwał głową. – A chciałbyś się może przejechać moim?

 - Jest pan policjantem? – W oczach pojawiły mu się iskierki podniecenia.

 - Tak.

Chwilę później siedział już w samochodzie, ale uparł się, że chce siedzieć z przodu. Raz postanowiłem złamać przepisy i zawieźć go do domu bez fotelika. No przecież policja mnie nie złapie, bo sam do niej należę.

 - A do czego to służy? – spytał chłopiec, po raz kolejny gapiąc się na jeden z czarnych przycisków.

 - Do włączania świateł.

 - A ten?

 - Do radia.

 - A tamten zielony?

 - Do szyb.

 - A ten zagięty?

 - Do klimatyzacji – Zaczynałem już tracić cierpliwość. Znam dzieciaka od kilku minut, a już  żałuję, że się zgodziłem na opiekę nad nim. Mogę spokojnie stwierdzić, że jest jedną z nielicznych osób, które potrafią mnie tak szybko wkurzyć. Pewnie odziedziczył to po swoim wujku… Z kim ja się w ogóle przyjaźnię? – Kise, nie dotykaj!

 Chłopiec spojrzał na mnie ze skruchą i już myślałem, że będzie siedział spokojnie, ale on po chwili ponowił zadawanie swoich pytań, a dodatkowo zaczął się bawić moją czapką policyjną. Oszaleć można! Jeśli w najbliższym czasie nie wybuchnę, to będzie to cud prawdziwy! Jak Kagami z nim wytrzymuje?

 Podjechaliśmy po mój dom. Wziąłem torbę z rzeczami Kise, po czym otworzyłem drzwi. Chłopiec od razu wpadł do środka, uważnie się wszystkiemu przyglądając. Chyba ma w sobie dużo energii… Co by tu zrobić z jej nadmiarem? O! Już wiem! Może jakiś długi spacer albo koszykówka. Zaraz, zaraz, czy Kise w ogóle wiem, jak w to się gra?

 - Kise, grałeś kiedyś w kosza? – zapytałem, wchodząc z chłopcem do kuchni.

 - Pewnie! – krzyknął entuzjastycznie, zajmując miejsce przy stole. – Jak przyjeżdżam do wujka Kagamicchiego, to wtedy często z nim gram. – Spojrzał na mnie z uśmiechem. – Ale czasem mówi mi o tobie i wspomina, że gdy byliście w liceum, to często razem graliście. Podobno nadal czasem gracie, prawda?

 - Tak, ale rzadko.

 - Wujek mówi, że zawsze byłeś bardzo silny i często go ogrywałeś.

 - No ba! W końcu jestem najlepszy z najlepszych!

 - Wujek Kagamicchi mówi, że nadal jesteś taki zarozumiały jak kiedyś.

 - Pierdolony gnojek – mruknąłem pod nosem, tak, by nie usłyszał. - ,,Kagamicchi”? – spytałem po chwili.

 - Dodaję końcówkę ,,cchi” to nazwisk osób, które lubię. – Szeroko się uśmiechnął. – To rodzinne.

 - Aha…

 Dobra. Co ten chłopiec lubi jeść na obiad? W sumie to mógłbym mu odgrzać zupę, ale… Zaraz, gdzie jest ta kartka od Kagamiego? Ta, na której jest spis rzeczy, na które uczulony jest Kise?

 Przeszukałem wszystkie kieszenie munduru, aż w końcu znalazłem zgubę. Z triumfalnym uśmiechem zacząłem czytać, co jest tam napisane. Z każdym kolejnym produktem uśmiech schodził mi z twarzy. Tłuste mleko? Orzechy? Kokos? Mleko w proszku? Surowa marchewka? Cukier brązowy? Aha, czyli odgrzanie zupy odpada. Kagami by mnie chyba zabił, gdybym dał mu co zjedzenia coś, w czym jest tyle świństw. Pomijam fakt, że sam wpierdziela dwadzieścia hamburgerów dziennie.

 - Kise… - zacząłem, wkładając karteczkę z powrotem do kieszeni. – co ty właściwie jadasz na obiad?

 - Wujek czasem robi mi zupę warzywną lub ryż z kurczakiem w sosie mięsnym – odparł chłopiec, nadal szeroko się uśmiechając. Skąd on bierze ten dobry humor?

 Tia… I kolejny problem. Kucharz ze mnie marny, więc wolę nie eksperymentować w kuchni. Kiedyś spaliłem makrelę, brudząc przy tym ponad połowę pomieszczenia i wywołując u mamy niezły atak paniki. Innym razem z kolei produkty z ciasta czekoladowego (właściwie to wyszła jakaś ciemna breja, ale to szczegół) przykleiły się do ścian i sufitu, a resztek plam nie można było domyć przez miesiąc.

 - A nie miałbyś może ochoty na pizzę? – spytałem.

 - Pewnie! Uwielbiam pizzę! – krzyknął uradowany i podbiegł do mnie, przyklejając się do moich nóg. – Zamów ją! Zamów!

 - Ok, ale ani słowa wujkowi, jasne? Zabije mnie jak się dowie, czym cię dziś nakarmiłem…

 - Nie pozwoliłbym mu na to, Aominecchi. Jesteś zbyt fajny.

 - Aominecchi? – Powtórzyłem szeptem, gapiąc się w roześmiane oczy Ryouty.

Zdobyłem zaufanie i przyjaźń tego chłopca? Nie no, wszystko fajnie, ale właściwie niczego jeszcze nie zrobiłem. E, olać to. Jestem tak zajebisty, że każdy mnie lubi. Nawet dzieci po niecałej godzinie znajomości.

 Kiedy Kise był zajęty oglądaniem jakiejś bajki o smokach, ja poszedłem się przebrać w codzienny, sportowy strój. Szczerze mówiąc to lubię chwile, gdy mogę odłożyć mundur do pralki i zająć się w spokoju domowymi sprawami. Jednak teraz doszedł mi pewien obowiązek w postaci jednego, energicznego bachora, który jest bratankiem mojego przyjaciela. Ech, słowo daję, że więcej nie dam się wrobić w coś podobnego. A to podobno miała być ,,drobna” przysługa. Jeśli opiekę nad sześcioletnim dzieckiem można nazwać ,,drobną” przysługą, to ciekaw jestem, co podchodzi pod większą pomoc. Praca w zoo? A może grabienie Sahary?

 - Aominecchi, pooglądaj ze mną! – zawołał Kise, gdy tylko zszedłem na dół.

 Westchnąłem cicho pod nosem i usiadłem obok chłopca, który po chwili trochę się do mnie przysunął i posłał mi jeden ze swoich uśmiechów. Czułem się… dziwnie. Jakoś tak niekomfortowo, co z moim przypadku jest praktycznie niemożliwe, bo wszyscy znają mnie z mojej bezwstydności i z tego, że łatwo dopasowuję się do sytuacji. A tu proszę, taka niespodzianka. Ja, wyluzowany i zajebisty Aomine Daiki, czułem się niezręcznie przy sześcioletnim dziecku!

 Usłyszałem dzwonek do drzwi, więc szybko wstałem i poszedłem otworzyć. Dwie minuty później pizza stała już na stole, a ja wraz z Kise zajadaliśmy się pysznym obiadem. Raz na jakiś czas można sobie odpuścić, nie? Każdemu się przecież należy.

 Wyszliśmy na spacer. Kise niósł w rękach moją piłkę do koszykówki i szedł obok mnie jak zwykle z uśmiechem na ustach. W pewnym momencie wsunął swoją lewą dłoń w moją prawą, a jego uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył. Spojrzałem na niego zdziwiony, ale nic nie powiedziałem, za to poczułem coś dziwnego w okolicach serca. Radość? Tia… Bombowo. Sześcioletni bachor idzie ze mną na spacer, a w dodatku trzyma mnie za rękę. Kilka starszych pań nawet rzuciło mi przyjazne uśmiechy i co rusz któraś wskazywała na Kise.

 - Przepraszam, ile lat ma pański synek? – zapytała jedna, gapiąc się na Ryoutę z uśmiechem (brakowało jej kilku zębów, ale szczegół).

 - To bratanek mojego przyjaciela – odparłem, zastanawiając się, czemu kobiety, zwłaszcza starsze, tak zachwycają się małymi dziećmi. – Ma sześć lat.

 - Jest słodki. Pamiętam, gdy mój synek był w tym wieku…

Oho, zaczyna się monolog staruszki dotyczący jej młodych lat. Czas spierdalać jak najdalej stąd.

 - Przepraszam, ale spieszę się z nim do lekarza – skłamałem. – Ostatnio gorączkował, więc…

 - Ah, tak, tak… - Staruszka znów się uśmiechnęła. – Nie będę panu przeszkadzać. Zdrowia życzę.

 Skinąłem na podziękowanie głową, po czym pociągnąłem Kise lekko za sobą i, nie odwracając się, poszedłem w stronę najbliższego boiska do kosza.

 - Uf, było blisko – szepnąłem.

Kiedy już byliśmy na miejscu, Kise puścił moją dłoń i stanął przed koszem. Rzucił, a gdy trafił, spojrzał na mnie triumfalnie i uśmiechnął się.

 - Aominecchim, widziałeś?

 - Ta, całkiem dobrze – Poszedłem po piłkę i rzuciłem mu ją. – Spróbuj rzucić też z wyskoku.

 Spojrzał na kosz, potem na piłkę, a następnie skoczył i rzucił.

 - He?! – wykrzyknął, gdy piłka odbiła się od krawędzi i spadła na ziemię. – Aominecchi, czemu nie wpadło?

 - Bo dopiero zaczynasz – Włożyłem ręce do kieszeni i podszedłem do niego. – To normalne, że na początku się pudłuje.

 - Ty też pudłowałeś?

Momentalnie się zatrzymałem i podrapałem się nerwowo palcem po brodzie.

 - Wiesz… Um… Ja byłem innym przypadkiem – zacząłem. – Nigdy nie pudłuję.

 - Ha?! – zdziwił się. – W sumie to wujek zawsze mówił, że nieźle grasz… - Zrobił lekko obrażoną minę.

 - Bo jestem zajebisty – Uśmiechnąłem się triumfalnie, po czym ponownie podałem mu piłkę. – Staraj się trafić w ten kwadracik na tarczy.

 Godzinę później zarządziłem koniec, co Kise przyjął z… niezadowoleniem. Musiałem go przekonywać, że kiedyś na sto procent z nim zagram i pokażę mu, jak walczę z Kagamim. Dopiero po tym chłopiec dał się wyprowadzić z boiska, wcześniej przyprawiają mnie o wewnętrzny wybuch spowodowany brakiem cierpliwości.

 Kiedy jednak zamierzałem wracać do domu, on niespodziewanie wyskoczył z propozycją pójścia na plac zabaw. W sumie to co mi szkodzi? I tak nie mam pomysłu, co z nim robić, więc jak się dłużej pobawi, to może po powrocie będzie spokojniejszy?

 Usiadłem na ławce i zająłem się obserwowanie Kise. Od razu podszedł do jakiegoś chłopca i zaczął z nim rozmawiać, a chwilę później obaj poszli na huśtawki. Z tego, co zauważyłem, Kise nie ma problemu ze zdobywaniem przyjaciół. Z jednej strony to jego plus, ale z drugiej… Ludzie mogą go kiedyś krytykować za tę bezpośredniość i otwartość.

 Nagle usłyszałem jego krzyk. Zobaczyłem jakiegoś chłopca z czerwonymi włosami, który zabrał Kise jego piłkę.

 - Ej! – zawołał Ryouta. – To moje!

 - Ja będę panem tego świata, więc oddaj mi tę piłkę – odpowiedział nieznajomy i wyrwał Kise jego własność z ręki.

 - Oi, co tu się dzieje? – Podszedłem do nich.

 - Zabrał mi piłkę! – W oczach Kise pojawiły się łzy. Wskazał czerwonowłosego dzieciaka i pociągnął mnie za rękę. – Aominecchi, powiedz mu coś!

  - Słuchaj, bachorze – zacząłem. – Jeśli myślisz, że…

  - A, tu jesteś, Aka-chin – Nagle koło nas pojawił się olbrzymi facet z fioletowymi włosami. – Mówiłem ci przecież, byś się od nas nie oddalał! I skąd masz tę piłkę?

 - Jest moja – odezwał się Kise i zadarł głowę do góry, by spojrzeć olbrzymowi w oczy.

 - Aka-chin, tyle razy ci mówiłem, że nie wolno zabierać zabawek innym dzieciom – westchnął wielkolud, po czym wręczył Ryoucie jego własność. – Przepraszam za zamieszanie – mruknął do mnie. Wziął swojego, prawdopodobnie, syna na ręce, a chwilę później wyszli z placu zabaw.

 Dotarliśmy z Kise do domu. Miałem ochotę paść na kanapę, ale ktoś musiał zrobić kolację. Z głośnym westchnięciem skierowałem się do kuchni, a Ryouta w tym czasie zajął się oglądaniem jakiejś bajki. Co by tu zrobić? Może po prostu odgrzeję mu ryż i dodam marchewkę? Pożywne, smaczne, więc dla dziecka powinno być odpowiednie. Zabrałem się za przyrządzanie kolacji. Dwa talerze, obieranie warzywa, odgrzewanie ryżu, herbata… Gotowe!

 - Kise, chodź na kolację! – zawołałem chłopca.

  Minutę później siedzieliśmy już przy kuchennym stole i jedliśmy. Kise cały czas przy tym gadał, a uciszanie go praktycznie nie pomagało, więc się poddałem i odpowiadałem na jego pytania. W sumie to ten dzieciak nie jest taki zły…

 - Czas spać – powiedziałem, gdy skończyłem zmywać naczynia.

 - Ale mi się jeszcze nie chce spać – Ziewnął.

 - Właśnie widzę. Chodź do mycia.

 - To mnie złap! – krzyknął, po czym ze śmiechem pobiegł do salonu.

 Ach, więc tak się lubisz bawić, co, smarkaczu?

 Mimowolnie się uśmiechnąłem, po czym w tempie ekspresowym znalazłem się przy Kise. Był tym tak zaskoczony, że nawet nie zdążył krzyknąć, a wisiał już na moim ramieniu.

 - Aominecchi! – Miał do mnie pretensje. – To było nie fair! Zagapiłem się!

 - Twoja wina – powiedziałem, po czym zaniosłem go do łazienki.

 Przyniosłem mu jego piżamę, a następnie poszedłem z nim do jego jednonocnej sypialni. Przykryłem go kołdrą, a gdy już miałem wychodzić, spytał:

 - Pocałujesz mnie na dobranoc? Rodzice i wujek często tak robią – Ziewnął.

 Po chwili zawahania nachyliłem się nad nim, odgarnąłem mu włosy z czoła, a następnie pocałowałem go.

 - Dobranoc, Kise.

 - Dobranoc, Aominecchi – uśmiechnął się, po czym zamknął oczy.

 Coś mi się zdaje, że polubiłem tego dzieciaka. Kto by pomyślał, że tak dobrze spiszę się w roli niańki? W sumie to Kise mógłby częściej przyjeżdżać do Kagamiego… Może nawet sam bym wtedy częściej do nich wpadał?

 Kiedy przejrzałem kilka stron swojego pornosa, przykryłem się kołdrą i wyłączyłem światło w pokoju. Już prawie zasnąłem, ale nagle usłyszałem czyjeś ciche kroki, a po chwili ktoś wszedł do mojej sypialni.

 - Aominecchi… - zaczął Kise, splatając ze sobą obie dłonie.

 - He? – Odwróciłem się w jego stronę. – Coś się stało?

 - M-miałem koszmar… Śniło mi się, że gonią mnie wielkie nożyczki, a na końcu wpadłem do jakiegoś dołu pełnego wężów.

 - To tylko sen – Usiadłem na łóżku. – Nic takiego ci się nie stanie.

 - Ale ja się… b-boję... – Spojrzał na mnie błagalnie, a ja cicho westchnąłem. Poklepałem ręką miejsce obok siebie, a Ryouta natychmiast wskoczył do mojego łóżka, nie czekając na ponowne zaproszenie. – Teraz na pewno nie będę miał koszmarów – stwierdził z szerokim uśmiechem na ustach.

 Położyłem się obok niego, a po chwili poczułem coś na swoim torsie. Zobaczyłem czupryną jasnych włosów, ale nie miałem serca jej z siebie zrzucać. Odruchowo przytuliłem do siebie Kise.

 Co ja wyprawiam?

                                                                    ***

 - Kise, pospiesz się! – krzyknąłem, wołając go z kuchni. – Jemy obiad i jedziemy do Kagamiego!

 Chłopiec zszedł po schodach i spojrzał na mnie z lekkim smutkiem.

 - Ale będziemy się czasem widywać? – spytał z nadzieją, po czym usiadł przy stole.

 - Pewnie – odparłem, siadając obok niego. – Pokażesz mi wtedy nowe umiejętności koszykarskie, ok?

 Kise energicznie przytaknął i posłał mi jeden ze swoich uśmiechów. Coś mi się zdaje, że zaczynam lubić dzieci… A przynajmniej jestem pewien, że polubiłem tego jednego, konkretnego bachora. Niech cię, Kagami. Pogrążyłeś mnie, ty skończony idioto.

 Kiedy skończyliśmy jeść, spakowałem torbę Kise, a jego samego zaprowadziłem do swojego samochodu. Tym razem nie pytał o każdy guzik znajdujący się w moim samochodzie, za to był dziwnie milczący.

 - Kise? – zagadnąłem, gdy stanęliśmy na światłach. – Coś się stało?

 - Mieszkam z rodziną poza Tokio, więc przyjeżdżamy ty średnio co miesiąc. – odparł, patrząc na mnie. – Będziemy się widywać za każdym razem?

 - Prawdopodobnie tak – Ruszyliśmy dalej. – o ile mnie gdzieś z pracy nie wyślą. A do tego czasu trenuj kosza, bo następnym razem chętnie zobaczę twoje postępy – Uśmiechnąłem się do niego.

 - No pewnie! Zobaczysz, że cię kiedyś pokonam, Aominecchi!

W odpowiedzi uśmiechnąłem się pod nosem, bo nie chciałem niszczyć marzeń Kise. Nikt mnie nie pokona. W końcu jestem zajebisty.

 Dotarliśmy pod dom Kagamiego. Wziąłem torbę Ryouty, a chłopiec w tym czasie zapukał do drzwi. Po chwili stanął w nich Kagami, a gdy zobaczył chłopca, przytulił go.

 - Nie sprawiał problemów? – zwrócił się do mnie.

 - Skądże – odparłem, podając mu torbę. – Masz fajnego bratanka. – Poczochrałem Kise po włosach, na co chłopiec się zaśmiał. – Będę już leciał. Za godzinę mam zmianę w pracy. Nara!

 Pożegnałem się, a gdy byłem już przy furtce, poczułem, jak coś mnie szarpie za rękę. Spojrzałem zdziwiony na Kise, a ten lekko się uśmiechnął, po czym się do mnie przytulił.

 - Zrobię postęp, Aominecchi, obiecuję – powiedział.

 - Wiem – Kucnąłem przed nim. – Ale powiem ci w tajemnicy, żebyś nie zawsze słuchał wujka – Spojrzałem na zdziwionego Kagamiego. – Przecież jest kretynem.

 Chłopiec szeroko się uśmiechnął, po czym zrobił coś, czego się nie spodziewałem – pocałował mnie w policzek. Chwilę kucałem w bezruchu, po czym spojrzałem na Kise ze zdziwieniem.

 - Będę tęsknił, Aominecchi – ostatni raz mnie przytulił, po czym podszedł do Kagamiego. – Do zobaczenia za miesiąc!

 To była jedna z najdziwniejszych dób w moim życiu, ale za to bardzo… przyjemna. Nigdy bym nie pomyślał, że opieka nad sześcioletnim chłopcem sprawi mi tyle radości. Wprawdzie się na niego raz czy dwa wściekałem, lecz naprawdę go polubiłem.

 Tia, obiecując mu te comiesięczne treningi chyba skazałem się na jego długie towarzystwo. A przecież za każdym razem będzie starszy. Kise…

 Jest jedna rzecz, a raczej osoba, której zazdroszczę Kagamiemu – takiego fajnego bratanka.
____________________________________________________________________________________________________________




 

9 komentarzy:

  1. Aaaajjjjj!!! Jak słodko!!!!!

    Na początku bałam się, że Aomine go zgwałci xD

    Głupiutka Mine...

    N-no to było świetne!

    Hahaha i Akashi. No rozwaliłaś mnie na tysiąc kawałków, a Kise sie mną bawi w puzzle...

    I jeszcze później ten sen o nożyczkach ;p

    I koniec cudowny!

    JA ZAWSZE MÓWIŁAM, IŻ KISE JEST THE BEST!

    Nawet w wersji bachor xD

    *Drapie się po głowie i nie wie co pisać ;-;*


    *Wchodzi Kise i całuje mnie w czółko*

    Kise:Może ja się wypowiem? Otóż niewybaczalne jest, iż zrobiłaś ze mnie i Akasha bachora, a tego zboka Aominecchiego zostawiłaś dużym. Ale że na ciebie nie da się gniewać to ci wybaczam, pomimo iż napisałem, że to jest nie wybaczalne. Akinacchi! N-no to było świetne i ja także nie wiem co powiedzieć ;-;

    Ja: Kise, nie pomagasz. To sama jej powiedziałam.

    Kise : Ale ja się staram! -.-;

    Ja: To się staraj bardziej.

    Kise: Zostawiam energię do łóżka.

    Ja: -.- I mówisz, że Aoś to zbok?

    Kise: Tak.A wracając... Dałbym wieleza takie treningi... Biedny Aominecchi... Nie wiem jak ze mną wytrzymał... W sumie to nie wiem też jak Minecchi ze mną wytzrymuje, ale ciii...
    N-no więc serio nie wiem co napisać... Wielbie cię i twoje teksty! :*


    Wenecji i pozdrawiamy :D :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O_O Kise mnie wielbi!!
      Dzieci też muszę się u mnie od czasu do czadu pojawić :D
      Kisia, mnie się wybacza rzeczy, które są niewybaczalne XD ALe zobacz, jak się mój przyszły mąż tobą zajął! Zbiera doświadczenie na przyszłość ;)
      Dziękuję wam obojgu!! <3
      Tak na marginesie, to chcę kiedyś pojechać do Wenecji! ;) :**

      Usuń
  2. Ohayo!
    Boziu, Aomine jako niańka. Aż łezkę poroniłam :3
    Oczywiście nie mogło się obejść bez władcy świata, olbrzyma i śnie o nożyczkach xD Bomba ^^
    Weny <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Siema witam, na skomentowanie przyszła pora zabaw Aominecchiego i jego przystawionego bachora!!!!!!!!!!!! :D :P Na wstępiku muszem zaznaczyć iż osobiście żywię jakieś niewyjaśnione i nieokiełznane uczucie nienawiści do małych istot chodzących po naszej planecie którym potocznie na imię dzieci :D Jednakże mimo tegoż fakta nie błahego, wstępuje na bloga Twego i ci komentuje wpisa Twego!!!! :D :P Najmocniej jak potrafię ściskam najwielmożniejszemu Aominecchiemu dłoń i pałe, oraz arcywielce gratuluje mu iż w tak świetnego i jakże cierpliwego sposoba umiał zająć się tym dziecięcym bytem w postaci Kisia!!!! :D Choć gdyby szanowny Aomiś na dłuższą metę miał by się nim opiekować, to myślę iż gdyż maluśi Kisiaczek nieco podupadł by na swym zdrówku bowiem biorąc pod analizę zdolności Aosia do kucharzenia oraz jego jakże "wielkiego zapała do roboty" to szczerze powiedziawszy marniusio to widzę :D :P Aczkolwiek WIELKIEGO plusika muszę mu przyznać za zorganizowanie wolnego czasa Ryouty, czym rzecz oczywista i zajebista było pójście z nim na boisko!!!! :D Koszmar Kisiuńka ZWALIŁ mnie z krzesła, a na jego podstawie można by było wytworzyć historię pod tytułem "Jak to Kise Ryouta spierdalał przed nożyczkami gigantami" :D xD Fajniusio jest wszystko, żegnam, pozdrawiam i kłaniam się nisko!!!!!!! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przearcymiło mi się zrobiło od twego zacnego komentarza :D
      Miło mi, iż mimo tej niechęci do dzieci, przemogłaś się i przeczytałaś mego twora! :D Ja z kolei dzieci bardzo lubię, więc.. no widać XD
      Jeszcze raz dziękuję!! <3

      Usuń
  4. Jezu jakie to było słodkie. Ciekawa koncepcja, wyszła Ci ona zajebiście. I taki słodki, mały Kise <3. Aomine, jako opiekunka sprawdził się naprawdę super. I mały Akaś <3. Od najmłodszych lat pan wszystkiego hahaha
    Dobra nie będę przedłużać. Dużo weny <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Jezu jakie to było słodkie. Ciekawa koncepcja, wyszła Ci ona zajebiście. I taki słodki, mały Kise <3. Aomine, jako opiekunka sprawdził się naprawdę super. I mały Akaś <3. Od najmłodszych lat pan wszystkiego hahaha
    Dobra nie będę przedłużać. Dużo weny <3

    OdpowiedzUsuń