______________________________________________________________________________________________________________
Ja, zajebisty,
ponadczasowy, niezwyciężony, najlepszy, najseksowniejszy, najzdolniejszy,
bardzo wysportowany, inteligentny, najprzystojniejszy, najznakomitszy Aomine
Daiki zakochałem się w facecie. Ale nie w byle jakim chłopaku, tylko w popularnym
modelu.
Kise Ryouta, tak
nazywa się ten szczęściarz. Wprawdzie nawet mnie nie zna, ale to się niebawem
zmieni. Ma niedługo jakąś ważną sesję i potrzebny jest ochroniarz, który ciągle
by nad nim czuwał. A czy jest na świecie ktoś, kto lepiej się zajmie tym przystojniakiem?
Nie, nie ma. Ja jestem najlepszy. Zresztą już to chyba mówiłem.
Zauważyłem idącego w
moją stronę strażnika, więc przyszykowałem nóż. Gdy podszedł odpowiednio
blisko, zabiłem go jednym ruchem i szybko przebrałem się w jego strój, a
następnie wyrzuciłem jego ciało na dno jakiejś piwnicy, gdzie nikt nie powinien
go w najbliższym czasie znaleźć.
Pierwsza część planu
zrobiona. Teraz tylko odnaleźć Kise, trochę go zagadać, odciągnąć lekko na bok
i gotowe.
- Panie ochroniarzu! –
Podbiegła do mnie jakaś cycata laska. – Dlaczego pan jeszcze nie z Kise? Czeka
na pana na końcu tego korytarza po prawej.
- Jasne – Odwróciłem
się i poszedłem w swoją stronę.
Po chwili go
zobaczyłem. Gadał z jakimiś facetami. Jeden miał zielone włosy i okulary, a
drugi był nieco niższy ode mnie, miał czerwone włosy z czarnymi końcówkami i
ciągle się śmiał. To ja powinienem przy nim być! Nie takie przygłupy!
Podszedłem do nich, a
oni natychmiast przerwali rozmowę i spojrzeli na mnie.
- A, pan zapewne jest
moim ochroniarzem? – Zapytał radośnie Kise i miło się uśmiechnął.
- Tak –
odpowiedziałem. – Aomine Daiki.
- Kise Ryouta, miło
mi. A to moi przyjaciele – Wskazał na dwóch facetów stojących obok niego. –
Menadżer Midorima Shintarou i koszykarz Kagami Taiga.
Aha, czyli Midorima
Glon i Tygrys Koszykarz.
Skinąłem lekko głową i
spojrzałem na modela.
- Gotowy?
- Pewnie! Do
zobaczenia! – Pomachał kolegom, a gdy już mieliśmy odchodzić, podszedł do niego
ten koszykarz i zarzucił mu swoje ramię na szyję. Won od niego, pedale jebany!
To MÓJ model! Zabieraj od niego te
brudne, spocone łapska!
- Gramy później
one-on-one? – spytał Tygrys Koszykarz.
- Jasne! Przyszykuj
się, Kagamicchi, bo zamierzam cię znów ograć!
- Tak, tak – Zaśmiali
się. – To nara!
Czerwonowłosy odszedł
wraz z tym menadżerem, a Kise ponownie się do mnie uśmiechnął. Właśnie
mordowałem odchodzącą dwójkę wzrokiem, kiedy model podszedł do mnie i spytał:
- Pan tutejszy?
- Tak – odparłem.
- A od dawna pan
pracuje w policji?
- Od dwóch lat –
skłamałem.
- A jak to jest być
policjantem? To musi być ekscytujące, co? Te pościgi, łapanie przestępców…
- Masa papierów –
dokończyłem.
Gadałem z nim tak
przez całą drogę na wybieg. Gdy już tam dotarliśmy, stanąłem w bezpiecznej
odległości i bacznie go cały czas obserwowałem. Oj, pięknisiu, masz
przechlapane. Zostałeś zmuszony do bycia ze mną. Mam na ciebie ogromną chrapkę,
którą jeszcze bardziej pogłębiłeś naszą rozmową. Coś mnie do ciebie cholernie
ciągnie. Muszę cię mieć. Chcę cię posiadać tylko dla siebie.
Kise wyszedł na
wybieg, a ja czułem, jak mi serce szaleje na jego widok. To, że jestem
zboczeńcem, wiem już od dawna. Kilka lat temu odkryłem też, że jestem gejem.
Obecnie mam dwadzieścia pięć lat i poluję na sławnego, gadatliwego i niezwykle
przystojnego modela, który jest młodszy ode mnie o rok.
- A pan… - zaczął
Kise, gdy szliśmy w stronę jego przebieralni.
- Aomine – przerwałem
mu. – Wyglądam aż tak staro?
- N-Nie – zmieszał
się. – W takim razie… Aominecchi, lubisz swoją pracę?
- Lubię – Kolejne kłamstwo.
- ,,Aominecchi”? – Spytałem zdziwiony?
- No… Dodaję końcówkę
,,cchi” do nazwisk osób, które lubię i szanuję. Takie przyzwyczajenie –
Podrapał się w tył głowy.
Cholernie seksowny i
pociągający. Do tego sympatyczny i przystojny. Czego chcieć więcej?
Przebrałem się szybko
w codzienny strój, a mundur ochroniarza wrzuciłem do kosza. Podszedłem po cichu
do jego garderoby, a na chusteczkę higieniczną wylałem środek usypiający. Moja
gwiazdeczka trochę sobie pośpi.
Zapukałem do drzwi, a
gdy usłyszałem ,,Proszę!”, wszedłem po cichu do środka. Kise stał odwrócony do
mnie tyłem i szukał czegoś w jakiejś szufladzie. Szybko do niego podszedłem,
przyciągnąłem go do siebie i przytknąłem mu pod nos namoczoną chusteczkę.
- Hmpf! – Wydał z siebie jakiś dziwny dźwięk,
po czym osunął się w moje ramiona.
Uśmiechnąłem się pod nosem, po czym
przerzuciłem sobie jego bezwładne ciało przez ramię. Wyszedłem z garderoby i
skierowałem się w stronę swojego samochodu. Na korytarzach było tak mało ludzi,
że aż mnie to zaskoczyło. Z dotarciem na parking nie miałam żadnego problemu. Włożyłem
Kise do bagażnika, wcześniej wiążąc mu ręce i nogi oraz kneblując jego
delikatne, lekko różowe usta. Taki piękny widok nie zdarza się na co dzień.
Uruchomiłem silnik i z
uśmiechem na ustach pojechałem do małego domku na obrzeżach Tokio. Kilka razy
stałem na czerwonym świetle, ale byłem tak podekscytowany nową ofiarą, że czas
zleciał mi błyskawicznie.
Kise Ryouta… Dlaczego
akurat ktoś taki zamieszał mi w głowie? Czemu padło na tak beztroskiego i
radosnego chłopaka? On jest moim zupełnym przeciwieństwem. Ale z drugiej strony
ma w sobie to coś, czego brakuje
wielu innym. Widziałem w swoim życiu mnóstwo przystojniaków, lecz z nim żaden
nie może się równać. Piękne, malinowe usta, lekko zadarty nos, długie rzęsy,
złociste oczy, blond włosy opadające na czoło, zgrabna sylwetka, chude nogi,
wysoki… No po prostu męski ideał. Tylko go porwać i trzymać dla siebie. To
właśnie zamierzam zrobić. Nikomu go nie oddam. Od dziś należy tylko do mnie.
Kiedy dotarłem na
miejsce, uważnie rozejrzałem się wokół, by sprawdzić, czy nikogo nie ma w
pobliżu. Pustka. Jak dobrze mieszkać w miejscu, gdzie nie ma natrętnych
sąsiadów!
Wyjąłem Kise z
bagażnika i zaniosłem go do swojego domu. Zamknąłem za sobą drzwi i
uśmiechnąłem się zwycięsko. Teraz nikt nie ma prawa nam przeszkodzić. Wszedłem
do swojej sypialni i przywiązałem jego nadgarstki do łóżka, jednocześnie
przecinając więzy na nogach i zdejmując mu knebel z ust. Miałem wielką ochotę
na pocałowanie go. Ale co to za przyjemność całowania śpiącego księcia? Żadna. Chociaż
może by tak…
Nachyliłem się nad nim
i spojrzałem na jego lekko rozchylone wargi, na których po chwili złożyłem
pocałunek. Tak jak myślałem. Ciepłe, słodkie, z jakimś mazidłem.
Uśmiechnąłem się do
siebie i wyszedłem z pokoju z zamiarem zjedzenia obiadu. Teraz tylko wystarczy
poczekać, aż się moja księżniczka obudzi, i dać jej do zrozumienia, kim dla
mnie jest i czego od niej oczekuję.
Nie musiałem długo
czekać. Niecałe półgodziny później, usłyszałem trzeszczenie materaca, więc
zajrzałem do sypialni. Kise miotał się na łóżku i próbował przegryźć sznur,
którym miał związane nadgarstki. Był tym tak zajęty, że nawet mnie nie
zauważył.
- Daruj sobie –
powiedziałem, zwycięsko się uśmiechając. – To ci nic nie da.
Spojrzał na mnie
zaskoczony i po chwili wybałuszył oczy ze zdziwienia.
- Aominecchi? – Bał
się. Widziałem, jak zadrżał. – Ale ty… A ochroniarz?
- Prawdziwy ochroniarz
nie żyje – Wzruszyłem ramionami. – Jakoś trzeba się było do ciebie zbliżyć,
nie?
- Z-Z-Zabiłeś go?! – Krzyknął
przerażony i zaczął się rzucać na łóżku. – Wypuść mnie stąd! Ja chcę wrócić do
domu!
- Spokojnie, nie
zabiję cię – Podszedłem do niego i pochyliłem się nad nim. – Jesteś na to zbyt
piękny i bezbronny.
W jego oczach malowało
się przerażenie, niepokój i zaskoczenie.
- C-Co ty chcesz…?
Nie dokończył, bo
uciszyłem go namiętnym i długim pocałunkiem. Pisnął, gdy wepchnąłem mu swój
język do buzi. Zaczął się szarpać, więc usiadłem na nim okrakiem, mocniej
przyciskając go do materaca.
- Teraz jesteś tylko
mój, Kise – Wyszeptałem mu do ucha. - Na zawsze.
- Wypuść mnie stąd,
proszę – załkał, a po policzkach spłynęło mu kilka łez. – Wypuść…
- Nic ci się tu nie
stanie – Starłem mokre krople z jego twarzy. – Będzie ci ze mną dobrze.
Najlepiej.
Ponownie go
pocałowałem, lekko przygryzając mu przy tym wargę. Chcę go. Teraz. W tym
momencie. Ściągnąłem z niego bluzkę i dopiero wtedy zorientował się, co
zamierzam zrobić.
- N-Nie! – Pisnął,
patrząc się na mnie z przerażeniem. – P-Proszę, nie!
- To nic złego –
Pochyliłem się nad nim. – Sprawię, że będzie ci dobrze, zobaczysz. Seks jest
przyjemny.
- W-Wiem, ale… -
zaciął się w połowie zdania, mocno się rumieniąc. Ach, więc mój aniołek nie
jest taki święty i nie należy już do prawiczków! – Ty jesteś facetem… - dodał
ciszej.
- No i? – Wzruszyłem
ramionami. – Bycie gejem to nic złego.
- Nie chcę – jęknął
żałośnie, gapiąc się na mnie z przerażeniem.
- Będzie ci dobrze –
zapewniłem go, jeżdżąc palcami po jego torsie.
- Aomi… - zaczął, lecz
mu przerwałem.
- Trochę poboli, ale
zobaczysz, że ci się spodoba – Przygryzłem płatek jego ucha.
- Nie chcę…
Aominecchi, proszę! Daruj! J-Ja zrobię wszystko, ale błagam, nie rób tego!
- Ćśś, będzie dobrze.
Zdjąłem z siebie
bluzkę, patrząc, jak odwraca wzrok od mojej umięśnionej klaty. Ściągnąłem z nas
spodnie, a wtedy Kise mocno się zarumienił i cały się spiął.
- Ej, nie masz się
czego wstydzić – zapewniłem go. – Przecież mamy w gaciach to samo.
- No właśnie! –
Krzyknął, spoglądając na mnie z wyrzutem. – Obaj jesteśmy facetami!
- Nie histeryzuj.
Mówię, że ci się spodoba.
- Ale ja nie chcę…
- Przekonam cię do
zmiany zdania… Kochanie.
Kiedy wypowiedziałem
ostatnie słowo, spojrzał na mnie zaskoczony. Chciał coś powiedzieć, ale
uciszyłem go gwałtownym pocałunkiem. Po chwili nasza bielizna wylądowała na
podłodze, a ja przekręciłem Kise na brzuch.
- B-Boję się… -
szepnął model i zaczął się wiercić. – Puść mnie! Ja nie chcę!
- Będzie dobrze,
Ryouta – Pogłaskałem go po głowie. – Zaufaj mi i się rozluźnij.
- Jak mam zaufać
komuś, kto jest mordercą, porwał mnie i zamierza mnie pozbawić dziewictwa
tyłka?!
- Hehe… - zaśmiałem
się głupkowato. – Po prostu się rozluźnij.
Włożyłem w niego jednego palca, by powoli
zaczął się przyzwyczajać. Po chwili dołożyłem drugiego, a kiedy się lekko
rozszerzył – trzeciego.
- Aj! – Jęknął Kise,
gwałtownie się spinając.
- Rozluźnij się.
Przejechałem palcem po
jego kręgosłupie, wywołując u niego dreszcz. Sięgnąłem po lubrykant leżący na
szafce, po czym wlałem odpowiednią jego ilość do odbytu Kise.
- Fuj! To jest
glutowate!
- Dzięki temu będzie
mniej bolało – zapewniłem go.
- A m-może się jednak
rozmyśliłeś…? – Spytał z nadzieją.
- Nie ma takiej opcji.
Powoli w niego
wszedłem. Syknął z bólu i zacisnął pięści na poduszce. Zamknął oczy i jęknął
głośno. Zacząłem się poruszać.
- Ała! – krzyknął.
Kontynuowałem swoje
poczynania, bacznie obserwując swojego partnera. Może parter to złe słowo, bo
jeszcze nie jesteśmy razem, ale… Jebać to. Teraz są ważniejsze rzeczy do roboty.
Kise miał zaciśnięte
wargi i zamknięte oczy, a po chwili wcisnął twarz w poduszkę i wbił w nią paznokcie. Pogłaskałem go po plecach, jednocześnie przyspieszając tempo. Model
ponownie jęknął i zaczął się troszkę wiercić, ale domyślałem się, że mu się to
podoba.
W końcu obaj
doszliśmy. Położyłem się obok Ryouty i objąłem go ramieniem.
- Nie było tak źle,
co? – zagadnąłem, ale ku mojemu zdziwieniu, nie odpowiedział, tylko jeszcze
mocniej wcisnął twarz w poduszkę. – Oi, Kise, co jest?
Cisza. Szarpnąłem go za ramię, lecz zaparł się i za nic w
świecie nie chciał spojrzeć mi w oczy. W końcu udało mi się przekręcić go na
plecy. Kiedy tylko zobaczyłem jego twarz, zamarłem.
- Dlaczego… płaczesz? –
Spytałem, ocierając jego łzy.
- Nie dotykaj mnie! – Krzyknął
i chciał się wyrwać, ale skrępowane nadgarstki mu to uniemożliwiły. Odsunął się
ode mnie i załkał. – Przez ciebie…! Ty…! To wszystko twoja wina!
- Ćśś, Kise –
Przytuliłem go do siebie. – Nie chciałem cię wykorzystać. Kocham cię, Ryouta –
wyszeptałem do jego ucha.
Zamarł. Spojrzał na
mnie ze zdziwieniem i spytał:
- W takim razie czemu
to zrobiłeś? – W jego oczach pojawiły się łzy. – Gwałt nie jest sposobem
okazywania miłości! Jak mogłeś?! Jesteś zwykłym, zboczonym, niewyżytym seksualnie…
Zatkałem mu usta
gwałtownym i namiętnym pocałunkiem. Wepchnąłem mu język do ust i całowałem go
tak, jakbyśmy się mieli za chwilę na zawsze rozstać – z pełnym sercem.
- Kocham cię i nigdy
nie przestanę darzyć cię tym uczuciem – powiedziałem z powagą i objąłem go
ramieniem. – Śpij dobrze, kochanie.
Zamknąłem oczy i
wsłuchałem się w jego serce, które wybijało jakiś szalony rytm. Czyżby moje wyznanie
cię poruszyło? Co, Ryouta?
__________________________________________________________________________________________________________________



A-AOMINE! T-TY ZBOCZEŃCU!
OdpowiedzUsuńPłaczę, sikam i tarzam się po podłodze. A dlaczego? Osamy nikt nie zrozumie :3
Czytam i czytam, i naczytać się nie mogę. Jednym słowem - wygrałaś! To jest zajebiste!
Aomine i ta jego delikatność - ''Włożyłem Kise do bagażnika, wcześniej wiążąc mu ręce i nogi oraz kneblując jego delikatne, lekko różowe usta''
Kocham cię i twoje opowiadania <3
Weny <3
Dziękuję baaardzo! <3 :**
UsuńNa Twym blogu z hukiem staję nogą i witam serdecznie Akinke drogą!!!!!!!!!!!! :D Spokojnie, bardzo dobrze zrobiłaś iż nie powiązałaś tego arcyfajniutkiego opka z Bożym Narodzeniem, bo powiem Ci szczerze że delikatnie mówiąc, to już rzygam tą całą wszechogarniającą "magią świąt" :D Ohohohohoho, a cóż ten Aominecchi najdroższy wyprawia ? :D Niby chciał zostać policjantem, a tu taka niespodzianka ! :D Jednakże popieram całym sercem i dziką duszą jego poczynania, bo dla najszanowniejszego Kisiaka wszystkie chwyty dozwolone :D O tak, miejsce gdzie nie ma natrętnych sąsiadów - marzenie :D Odkupuje tego zacisznego domka od Aosia, nie ważne za jaką sumę :P Nie pojmuję, jak wielebna księżniczka Ryouta mogła bronić się przed "wypucowaniem berła" swojemu królowi Aomine? :D xD Toż to skandal, który na całe szczęście został w pomyślny sposób ujarzmiony :D Przecie wszyscy wiecie iż Aomine się nie oprzecie!!!!!! :P :D Nic nie ujmując i nic nie dodając, wyczekiwuje na rozwoja dalszych wydarzeń i życzę milusiej nocki :D ^_^
OdpowiedzUsuńDziękuję i gorrącooo pozdrawiam <3 ;)
Usuńja bym się chyba Aosiowi nie oparła XD
O jejusiu...
OdpowiedzUsuńAomine... Boje się ciebie...
Onn... zabił? Rozumiem , u mnie sie tną, ale nie zabijają bezbronnych ludzi xD
Mniejsza o to! Aominecchivkocha Kise, Kise będzie kochał Aominecchiego i wszystko super cacy itd itp...
Aminecchi gwałci Kise... Czemu nie?
I jest Glon i Tygrysek... I jest fajnie!
Jest glon, jest zabawa.
N-no podobało mi się, pomimo sadystycznego i niewyżytego seksualnie Aomisia.
Weeeny~!
Szanowny Daiki powiedział, że nie musisz się go bać, jeśli go nie obrazisz XD
UsuńJest gwałt, tygrysek, glon - niczego nie brakuje XD
Dziękuję :**
O mój Boże. Nie wiem co powiedzieć. Zatkało mnie.
OdpowiedzUsuńZaczynam się bać Aomine, ale pomysł bardzo mi się podoba. Czekam co będzie dalej, nie mogę się doczekać. Jak zobaczyłam, że będę czytać Aokise była już całą w skowronkach. Czekam na dalsze części. Błagam napisz je szybko <3
Dużo weny ��
Postaram się ;)
UsuńDziękuję <3
Konbanwa..^^ *jak zwykle ostatnia*
OdpowiedzUsuńAoKise..! J-Jak ja dawno nic z nimi nie czytałam..;-; W sumie planuję coś napisać, ale to nie to samo co przeczytać..! ;-; A Tu w wykonaniu Akiny-senpai..*rozpromieniona* <3
N-No więc, bierzemy się za czytanie..! *czytu czytu* Etto..Aomine, ja wiem, że Ty jesteś najwspanialszy i-i tak dalej..ale jak już kiedyś wspomniałam, odrobinę samokrytyki, chłopie! ;-;
Przechodząc dalej...Zabił..? A-Aomine..o-o jejku..cofam poprzednie słowa..w-wolę mu nie podpadać..*nie umie dokończyć wątku zdania*
Midorima menadżerem? F-Fajny pomysł..:3 I Tygrysek przyjacielem Kisi..! Z-Znaczy takim bliższym..^^
*czyta* Kisiaaa! ;-; *biega po pokoju, panikuje* P-Puść go! Z-Zostaw..! ;-; Aomine o-opamiętaj się..! ;-; B-Będzie gwałt..na 100% będzie gwałt...
No i kto by się spodziewał..;-; Jest gwałt..! ;-; *Aiko jako wróżbita Maciej*
K-Kise-kun..nie płacz..A-Akina-san Cię uwolni..! ;-; Prawda, Akina-san..? ;-;
Tekst ogólnie rzecz ujmując był jak zwykle super..^^ C-Czekam na kolejną część.! ^^
P_Przesyłam dużo weny..! <3 <3 <3
Aiko-san, nie wiedziałam, że masz takie zdolności wróżbity! O_O
UsuńMenadżer Midorima :D
Porwanie, gwałt, ześwirowany Aoś.. :P
Dziękuję <3 Przyda się ;)