Miłego czytania :****
___________________________________________________________________________________________________________________
Obudziłem się koło
godziny dziewiątej. Kise leżał obok mnie i miał otwarte oczy. Jego policzki
były mokre. Znowu płakał?
- Ryouta? –
Pocałowałem go w policzek. – Dzień dobry, kochanie.
- Nie mów tak do mnie –
burknął i odwrócił głowę.
Gdzie jest ten radosny chłopak, któremu uśmiech praktycznie
nie schodził z twarzy? Chyba jednak wczoraj przesadziłem. Cóż, on po prostu musi
się do mnie przekonać. Jestem pewien, że wkrótce zmięknie.
Wziąłem do ręki
scyzoryk, który leżał na szafce koło łóżka, i przeciąłem sznur, krępujący jego
nadgarstki. Model natychmiastowo westchnął z ulgą i zaczął rozcierać obolałe
miejsca, na których pojawiły się czerwone pręgi.
- Jak będziesz
grzeczny, to nie będę musiał cię wiązać – powiedziałem i podszedłem do szafy,
by wyjąć z niej ubrania dla siebie i Kise. – Masz – Rzuciłem mu błękitną bluzkę
i czarne bokserki. – Twoje spodnie są na podłodze.
Założyłem szare dresy,
granatową koszulkę i poszedłem do kuchni, do której po kilku minutach przyszedł
także model. Omiótł wzrokiem całe pomieszczenie, po czym spojrzał na mnie i
odsunął się kilka kroków.
- Ej, przecież nic ci
nie zrobię – zapewniłem go, ręką wskazując mu kilka kanapek leżących na stole.
Zerknął na nie nieufnie, ale po chwili głośno zaburczało mu w brzuchu. –
Spokojnie, nie są zatrute! – Zaśmiałem się, widząc jego zachowanie. – To najzwyklejsze
w świecie śniadanie.
Usiadł jak najdalej ode mnie i zabrał się za jedzenie, nie odzywając
się przy tym ani razu. Totalnie mnie ignorował i starał się nie patrzeć mi w
oczy.
- Kise, może byś się
wreszcie odezwał? – Zagadnąłem, kończąc swoje śniadanie.
- A co niby miałbym ci
powiedzieć? – Burknął, upijając łyk herbaty. – Trzeba mnie było wczoraj nie
gwałcić. Przez ciebie boli mnie tyłek i ledwo chodzę.
- To ci niedługo
przejdzie, spokojnie – Uśmiechnąłem się szeroko, widząc jego naburmuszenie. –
Serio, nie musisz się mnie bać. Nie chcę cię skrzywdzić. Po prostu chcę, byś tu
ze mną został.
Spojrzał na mnie ze
zdziwieniem i odrazą, po czym ostentacyjnie prychnął.
- Chcę wrócić do domu
i przyjaciół.
- Ryouta, nie
rozumiesz, że należysz teraz do mnie? – Podszedłem do niego. – Kocham cię i…
- Przestań pieprzyć! –
Wrzasnął nagle, nieco zbijając mnie z tropu. – Gdybyś mnie kochał, to byś mnie
nie zgwałcił! - Wstał i odsunął się ode
mnie. - Nie jesteś zakochany, tylko chory! Potrzebujesz pomocy lekarza!
- Nie jestem na tyle
głupi, by nie odróżniać uczuć! Kocham cię i jestem tego pewien.
Zacząłem się do niego zbliżać, obserwując jego reakcje.
Rozglądał się nerwowo po kuchni i chyba szukał czegoś, co mogłoby mu pomóc.
Nagle jego spojrzenie zatrzymało się na nożu, którym kroiłem chleb.
Ach, więc tak chcesz pogrywać?
Doskoczyłem do niego w oka mgnieniu i złapałem go za
nadgarstki, jednocześnie blokując mu drogę do ostrza. Spojrzał na mnie ze
zdziwieniem.
- Jak…? – Zaczął, ale
nie dokończył.
- Jestem bardzo szybki
– Nachyliłem się nad nim. – Nie dasz rady mi uciec, kochanie.
Zobaczyłem w jego
oczach przerażenie. Zaczął się szarpać i za wszelką cenę chciał się uwolnić z
mojego uchwytu.
- Puść mnie! – Krzyknął,
kopiąc mnie w piszczel.
Sapnąłem z bólu,
odruchowo łapiąc się na bolące miejsce. Kise skorzystał z okazji i zaczął biec
w stronę drzwi. Kiedy był już w holu, złapałem go za nogi, przewracając go tym
na podłogę. Przekręciłem go szybko na plecy i przyszpiliłem jego nadgarstki do
zimnej posadzki.
- Kise, mi się nie
ucieka – Spojrzałem na niego z powagą. – Zostajesz ze mną, rozumiesz?
- Ale ja nie chcę! – Podniósł
głos i zaczął się szarpać.
Jego zachowanie zaczynało mnie irytować. No ile można? Skoro
wie, że próby wyrwania się są bezsensowne, to po co nadal kontynuuje?
Podniosłem go i
zacząłem ciągnąć jego oślą osobowość w stronę najbliższego krzesła. Model zapierał
się nogami ze wszystkich sił, cały czas próbując mi się wyrwać. Szarpał się,
wierzgał, krzyczał, aż w końcu nie wytrzymałem i uderzyłem go w głowę. Stracił
przytomność. Posadziłem go na krześle i podszedłem do komody. Wyjąłem z niej
sznur, którym przywiązałem go do stołka. Odczekałem kilka minut, a następnie
wylałem na Kise szklankę zimnej wody. Od razu otworzył oczy i pokręcił głową, starając
się zrzucić ciecz ze swoich włosów.
- Bardzo cię boli
głowa? – Spytałem.
- Tylko trochę –
mruknął.
Poszedłem do kuchni i
wziąłem tabletkę przeciw bólową oraz kolejną szklankę wody.
- Masz, weź –
Potknąłem mu pigułkę pod nos, ale odwrócił głowę. – Nie zachowuj się jak
dziecko, tylko połknij tę tabletkę!
- A skąd mam niby
wiedzieć, co ty mi dajesz?!
- Zwyczajna tabletka
przeciwbólowa. A co ty myślałeś, że dam ci tabletkę gwałtu?
- Z tobą to wszystko
możliwe.
***
Nie odzywał się do
mnie prawie cały dzień. Rozwiązałem go, bo w końcu doszedł do wniosku, że
ucieczka jest bezsensowna. Spędzał czas na gapieniu się w sufit lub ścianę. Za
każdym razem, gdy się do niego odzywałem, ignorował mnie albo mówił ,,tak” bądź
,,nie”. Kiedy nadszedł wieczór, zdarzył się cud. Kise pierwszy się do mnie
odezwał, bez żadnego przymusu.
- Grałeś kiedyś w
kosza? – Spytał, trzymając w ręku moje stare zdjęcie z gimnazjum, na którym
byłem wraz ze swoją drużyną.
- Tia, dawne czasy –
Przytaknąłem. – Uwielbiałem to. Nadal czasem gram, ale dla zwykłej
przyjemności. Inni często nazywali mnie potworem.
- Byłeś aż taki dobry?
- Bardzo.
- A na jakiej pozycji
grałeś? – Przysiadł się do mnie bez żadnego skrępowania.
- Skrzydłowy, często
też atakujący.
- Ja też jestem
skrzydłowym! – Uśmiechnął się. Toż to cud prawdziwy! Ryouta się szczerze
uśmiechnął! – Aominecchi, pokażesz mi jak grasz?
- Ha? – Spojrzałem na
niego ze zdziwieniem.
- Chcę zobaczyć – W jego
oczach była determinacja. – Proszę, pokaż mi!
Uśmiechnąłem się pod
nosem. Skoro chce, to proszę bardzo. Z chęcią pokażę mu swoje umiejętności.
Gestem ręki nakazałem
mu iść za sobą. Założyliśmy buty, a po chwili znaleźliśmy się na tyłach mojego
domu, gdzie znajdowały się dwa kosze.
- One-on-one do
dziesięciu – Zacząłem kozłować piłkę.
Cały czas bacznie go
obserwowałem. Widać, że ma doświadczenie. Skupił się na grze i nie spuszczał ze
mnie wzroku. To się zdziwi, jak mu zaraz ucieknę. Wystarczyła sekunda, a już
zdobyłem punkt. Kise stał na środku boiska i gapił się w miejsc, w którym
jeszcze przed chwilą stałem.
- Jak…? – Odwrócił się
w moją stronę i spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Mówiłem, że jestem
szybki – Szeroko się uśmiechnąłem. – Masz jeszcze trochę czasu, więc się
postaraj.
Cały czas go
wymijałem, uciekałem mu, aż w końcu zdobyłem ostatni punkt. Kise patrzył na
mnie z podziwem i zazdrością.
- Jesteś niesamowity! –
Wykrzyknął nagle. – Dlaczego nie poszedłeś do jakiejś akademii sportowej i nie
rozwijasz talentu?
- Nauka nie jest dla
mnie – Wzruszyłem ramionami. – Poza tym… W liceum rzuciłem kosza.
- Czemu?
- Bo byłem potworem.
Nie mogłem znaleźć dobrego przeciwnika. Wszyscy ci, którzy ze mną grali,
prędzej czy później się poddawali. Taka gra nie była ekscytująca, więc ją
porzuciłem.
- A nie chciałeś nigdy
do tego wrócić? Teraz jest wiele utalentowanych osób. Może kiedyś zagrasz z
Kagamicchim?
- Nie –
odpowiedziałem. – Nie mam zamiaru grać z żadnym z twoich kumpli.
- Ale…
- Chodźmy już do domu –
przerwałem mu.
Westchnął, po czym ruszył
za mną. Kiedy weszliśmy do kuchni, zrobiliśmy sobie herbaty.
- Jutro też zagramy? –
Spytał nagle Ryouta.
- Możemy grać
codziennie.
- Serio? – Uśmiechnął się.
– Zobaczysz, że cię wkrótce pokonam! To jest mój nowy cel –pokonanie ciebie!
- Powodzenia życzę.
- Jesteś okropny,
Aominecchi! – Zrobił naburmuszoną minę. – Zero wsparcia! Zero. – Skrzyżował ramiona
na klatce piersiowej.
Zaśmiałem się, po czym
podszedłem do niego i mocno go przytuliłem. Cały się spiął i na moment
zesztywniał.
- Gwarantuję, że
trening ze mną przyniesie efekty – szepnąłem mu do ucha.
Słyszałem, jak głośno
przełknął ślinę, ale nie odepchnął mnie. Wprawdzie nie odwzajemnił też uścisku,
ale to szczegół. Ważne, że mogłem przy nim być i czuć jego ciepło. Wdychałem jego
zapach i miałem ochotę trzymać go tak cały czas.
Kise, nikomu cię nie
oddam. Jesteś tylko mój.
___________________________________________________________________________________________________________________




Nie pomyślałam, że tak szybko dodasz kolejna część. Jestem pod wrażeniem tego co napisałaś. Haruka chce więcej ;D
OdpowiedzUsuńDodaj kolejna część jak najszybciej, błagam ;*
Dużo weny <3
Postyaram się :D Umiem się sprężyć ;)
UsuńDziękuję <3
O-Ojej..! Jak szybko dodałaś drugą część..! ^^
OdpowiedzUsuńAiko jest zadowolona i winszuje..! ^^
Ja się nie dziwię Kise, że tak płacze..A Ty Aomine, co? Co Ty sobie myślałeś, gwałcąc go? Że będziecie szczęśliwą parą, pobierzecie się, a miesiąc miodowy spędzicie na Hawajach? *kręci głową z niedowierzaniem*
A jednak..;-; Ludu, Aiko jako wróżbita Maciej, straci posadę, j-jak tak dalej pójdzie...*pociąga noskiem* Brakuje t-tylko tego miesiąca miodowego i ślubu..;-;
K-Kise n-na pewno źle się czuje..znaczy..n-no on kocha koszykówkę, ale żeby tak entuzjastycznie zachowywać się w s-stosunku do swojego gwałciciela..? ;-; M-Mimo to...Kise to Kise, no i w jakiś sposób to oddało jego niepowtarzalny charakter..^^
B-Bardzo fajny tekst..! Czekam na kolejną część...^^
Dziękować, Aiko-senpai! <3
UsuńMiesiąc miodowy na Hawajach, to ja bym chciała... ;)
Dziękuję raz jeszcze! <3:*
Skoro Aominecchi mówi, że mam się go nie bać... To okej...
OdpowiedzUsuńZadziwiłaś mnie, że tak szybko dodałaś kolejny rozdział... Szacun.
Biedna Kisia, ale ona musi zrozumieć, że jest tylko i wyłącznie pana Daikiego (i moja).
Ryouta, będzie okej, z Aomine.kochaj sie! XD
Ale nie radze go znowu gwałcić ;p
I smuteł, bo fragment o potworze.
Ale całość pokonuje jeden fragment, i jest mega super zajebiście.
Pozdrawiam i weeeny!!! :D
Dziękuję bardzo! :D <3 CIeszem siem, że ci siem podobało ^^ Nie wiem, kiedy będzie kolejna część, ale też postaram się ją szybko dodać ;)
UsuńNie wiem tylko, czy Aoś będzie się chciał z tobą podzielić Kise... To już musicie sb przedyskutować, ale radzę uważać na jego charakter XD
Dziękuję <3
Ma wypowiedź będzie prosta, zaraz skomentuje powyższego zacnego posta!!!!!!!!!!!!!!!!! :D Omnomnomnom, wielbię takowe brutalne wcielenie drogiego Aominesia i jego "radykalne metody poskramiania Kisia" :D Choć z drugiej jednak stronki, trochę jednak współczuje Ryoucie bólu szanownej główki, nie wspominając już o bólu dupy i traumatycznych przeżyciach psycho-sekso-walnych :D :P Mówi się trudno, nasz wielebny Blond-model musi trochę pocierpieć ażeby w pełni pojąć potęgę nieokiełznanej miłości Daikiego :D Zgwałciłeś mnie? Okej, nic się nie stało, chodźmy pograć w kosza na zgodę :D :P Nie ma to jak podzielać ze swą sympatią wspólnej pasji ^_^ Aaa no i najważniejsza zasada życia i współżycia :D : Przed wzięciem leku od Aomine, zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż zaufanie Daikiemu co do podawanej przez niego substancji, może zagrażać Twojemu życiu lub dziewictwu :D xD (Co słusznie zauważył w powyższym tekście Ryouta :D) Ja nie zwlekam i uciekam, czekam na kolejnego rozdziała, życzę Ci dobranoc i aby wena z Ciebie kapała :D Bajooo!!! :D
OdpowiedzUsuńKosz najlepszy na pogodzenie XD
Usuń,,Przed wzięciem leku od Aomine, zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż zaufanie Daikiemu co do podawanej przez niego substancji, może zagrażać Twojemu życiu lub dziewictwu" ~~ rozwaliłaś mnie tym XD :P
Dziękuję bardzo <3 <3