niedziela, 20 grudnia 2015

AoKise - Na zawsze Cz.3

Musiałam to dziś wstawić, no po prostu musiałam! :D :D Jeszcze jutro szkoła, to taki rozdział na zakończenie weekendu ;)
Miłego czytania! <3
________________________________________________________________________________________________________________
 - Możesz powtórzyć? – Spytałem, gapiąc się na Kise ze zdziwieniem.

 - Zawrzyjmy układ – Spojrzał na mnie twardo. – Będziemy grać dwa razy na tydzień one-on-one. Jeśli kiedyś z tobą wygram, wypuścisz mnie. Dopóki będę przegrywał, zostanę i ani razu nie spróbuję uciec.

Minęła chwila, zanim dotarł do mnie sens słów modela. Głośno się zaśmiałem i zerknąłem na jego zdziwioną minę.

 - Naprawdę myślisz, że kiedykolwiek ze mną wygrasz? – Złapałem się za brzuch. – Skazujesz się na bycie ze mną do końca życia.

 - Życie bez ryzyka jest nudne – Odwrócił głowę. – To jak? Zgadzasz się?

 - A dotrzymasz obietnicy?

 - Nigdy nie łamię danego słowa.

 - W takim razie stoi – Wyciągnąłem do niego zwiniętą pięść, a on spojrzał na mnie z niezrozumieniem. – Przybij żółwika.

 Kiedy obietnica została przypieczętowana, szeroko się uśmiechnąłem i przyciągnąłem Kise do siebie. Oparł się rękoma o mój tors i starał się mnie odepchnąć.

 - Puść… - jęknął. – Naprawdę nie chcę…

 - W końcu jesteś mój – Pocałowałem go w usta i mocniej objąłem w pasie, tym samym zmuszając go, by usiadł mi na kolanach. Oparłem czoło o jego głowę i spojrzałem na jego zarumienione policzki. – Kocham cię, Kise.

 - Ja… um… - zaciął się, po czym odwrócił głowę. – To dość… krępujące. Jeszcze nigdy żaden chłopak nie wyznał mi miłości…

 - Brzydzisz się mną?

 - T-tego nie powiedziałem…! – Jeszcze mocniej się zarumienił. – Um… Po prostu… No… Głupio się czuję, bo zostałem porwany przez kogoś, kogo w ogóle nie znam, i na dodatek wyznałeś mi swoje uczucia…

 - Możesz mnie zapytać o wszystko – Odezwałem się. – Nie należę do tego typu porywaczy, którzy ciągle torturują swoje ofiary. Ja tylko chcę, byś tu ze mną został. Nie skrzywdzę cię przecież.

 - Już to zrobiłeś – Chciał wstać z moich kolan, ale przytrzymałem go. – Puść.

 - Długo będziesz się za to gniewał?

 - Będę to pamiętał to końca życia – Na jego twarzy pojawił się smutek.

 - A jeśli ci za to odpokutuję jeszcze przyjemniejszym seksem?

 - C-Co?! – Pisnął zaskoczony. – N-Nie…!

 - Dziś dam ci spokój – Westchnął z ulgą. – Ale zapewniam, że to się wkrótce zmieni. – Przeraził się. Jego oczy zrobiły się wielkie jak spodki, a oddech znacznie przyspieszył.

 - N-Nie możesz sobie o-odpuścić? – Spytał z nadzieją.

 - Nie- Posłałem mu szeroki uśmiech.

 Zmieszał się i spojrzał w telewizor, gdzie leciał akurat jakiś mecz koszykówki.

 - Gra moja ulubiona drużyna! – Ożywił się nagle i wygodniej usadowił się na moich kolanach.

 - Em, Kise, czy ja ci… - zacząłem, ale mi przerwał.

 - Cicho bądź, Aominecchi! Teraz jest ważny moment!

 Uważnie obserwowałem jego twarz. Za każdym razem, gdy jego ulubiona drużyna zdobywała punkt, szeroko się uśmiechał. Kiedy jednak tracili punkty, wyglądał na niezadowolonego. Kise ma wyjątkowo zmienny charakter. Dopiero co piszczał i jąkał się, a teraz nawet śmiał mnie uciszyć i w ogóle nie przejmuje się moją zacną osobistością. Skandal! Może jednak nie muszę się wstrzymywać z gwałtem? W końcu każdy kolejny raz sprawia mniej bólu, za to więcej rozkoszy.

 Spiął się, kiedy mocniej go do siebie przytuliłem. Starał się to ignorować, ale zdradzał go porządny rumieniec. Gdy zacząłem składać delikatne pocałunki na jego szyi, jęknął cicho i odruchowo ścisnął moją dłoń. Aha, więc lubi takie pieszczoty. Interesujące…

 - Co ty…? – Ponownie jęknął, kiedy przygryzłem płatek jego ucha. – Aominecchi, dość – sapnął.

 - Ha? Przecież ci się to podoba.

 Przyciągnąłem jego ciało do swojego, gryząc go lekko w szyję i barki. Położyłem się na plecach, cały czas obejmując go w pasie. Polizałem jego ucho, przy okazji ciągnąc za kolczyk. Obróciłem go na brzuch i wcisnąłem nos w zagłębienie jego szyi. Ten zapach… Piękny, waniliowy zapach. Więc tak pachnie Kise. Przyjemnie. Model oparł się na mnie i odruchowo odchylił głowę w bok, dając mi tym samym więcej miejsca. Uśmiechnąłem się pod nosem. I tu cię mam! Włożyłem rękę pod jego bluzkę i poczułem, jak przeszedł go lekki dreszcz.

 Łatwo cię zadowolić, wiesz?

 Zacząłem jeździć palcami po jego kręgosłupie, powodując u niego ciche jęki i mruczenia. Za każdym razem, gdy dotykałem palcami jego pośladków, spinał się i lekko wiercił.

 - Już… - szepnął nagle. – Nie chcę więcej…

 - Twój mały przyjaciel chyba mówi co innego – zaśmiałem się, klepiąc go po tyłku.

 Kise mocno się zarumienił i próbował to zakryć włosami, ale mu to nie wychodziło.

 - Z rumieńcem też ci do twarzy – wymruczałem do jego ucha.

Zamknąłem oczy i objąłem go w pasie. Jest taki idealny… Ma wspaniałe ciało, oczy, włosy, zapach, znośny charakter i do tego wspaniale jęczy. Czego chcieć więcej? W sumie to mógłby jeszcze gotować…

 Poczułem jak kładzie głowę na mojej klacie i wzdycha cicho. Uśmiechnąłem się pod nosem. Coraz częściej się na tym łapię. Wcześniej się tak często nie śmiałem, a teraz… Szczerzę się jak głupi prawie każdego dnia. Czyżby Kise aż tak na mnie działał?

                                                                   ***

 Minął miesiąc od naszego zakładu. Grałem z Kise już kilka razy, lecz zawsze wygrywałem z miażdżącą przewagą. Wprawdzie model się starał i za każdym razem był troszkę lepszy, to i tak nie mógł mi dorównać. Nie dopuszczałem go do kosza, wybijałem mu piłkę i atakowałem z ogromną szybkością. Wściekał się za każdym razem, gdy przegrywał, ale po pewnym czasie i tak mu przechodziło. Trenował praktycznie codziennie. Nasze relacje też się polepszyły. Dużo częściej ze sobą rozmawialiśmy, wymienialiśmy się informacjami o swoich ulubionych koszykarzach, Kise opowiadał mi o swojej pracy.. Jednym słowem było zajebiście. Pozwalał mi nawet na dłuższe macanie się, nawet seks zrobił się dla niego przyjemniejszy. Już nie miał takich ograniczeń, czasem sam prosił o więcej. Wprawdzie nie powiedział mi, czy odwzajemnia moje uczucie, jednak byłem pewien, że potrafię wprowadzić go w stan błogiej przyjemności. Uwielbiałem też momenty, gdy byliśmy bardzo blisko siebie, ale nie podczas stosunku. Często go obejmowałem, przytulałem, sadzałem sobie na kolanach i całowałem. I wszystko byłoby idealnie, gdyby nie jeden, drobniutki szczegół – średnio raz na tydzień musiałem jeździć do sklepu po jakieś badziewne kosmetyki dla Kise. Z kolei, gdy upierałem się, że nigdzie nie pojadę, zaczynał mieć do mnie masę pretensji i strzelał ogromnego focha. Na początek miałem spore zastrzeżenia co do tego typu wypraw, lecz przypominał mi o swojej obietnicy, której rzeczywiście dotrzymywał. Ani razu nie próbował uciec. Biegał tylko podczas treningów lub ze mną, wieczorem. Musiałem pojechać też do jego domu po ,,kilka” niezbędnych dla niego rzeczy. Te ,,kilka” rzeczy to była ogromna walizka zapełniona jego ubraniami, kosmetykami i bogowie wiedzą jeszcze czym. W końcu dał mi święty spokój i mogłem odsapnąć.

 Siedziałem na kanapie i przeglądałem właśnie kanały sportowe, aż nagle do salonu wbiegł Kise i uwalił się koło mnie na kanapie.

 - Aominecchi! – Zaczął, pokazując mi jakiś kawałek papieru. – Jutro o szesnastej będzie mecz, w którym zagra Kagami! Musisz mnie tam zabrać, słyszysz? Musisz!

 - A niby po co? – Nawet nie spojrzałem na informację o meczu.

 - Bo to mój przyjaciel, poza tym obiecałem mu dwa miesiące temu, że przyjdę na jego mecz kwalifikacyjny na Mistrzostwa Japonii.

 - No i? – Burknąłem.

 - Aominecchi no! – Złapał mnie za ramię. – Nie bądź taki! Weź mnie tam! No proszę, no!

 - Nie.

 - A jak powiem, że pozwolę ci jutro wieczorem na robienie ze mną, co ci się żywnie spodoba?

Spojrzałem na niego z zaciekawieniem. Miał w oku chytry błysk, więc chyba to sobie już wcześniej zaplanował. Musi być nieźle zdeterminowany.

 - Skoro tak stawiasz sprawę… - Posłałem mu zboczony uśmiech. – Nie ma już odwrotu. Zabiorę cię jutro na ten mecz, ale ty oddasz mi się w łóżku… - Pocałowałem go w szyję.

 Przełknął nerwowo ślinę, gapiąc się na mnie z lekkim przerażeniem. Pewnie już sobie uświadomił, że czeka go niezły ból dupy. Co by tu z nim jutro zrobić…? Może użyć kajdanek? Albo pójść na żywioł? A gdyby tak zacząć od długich pieszczot? Tyle możliwości, ale która najlepsza?

                                                                      ***

 - Ała! – Jęknął Kise, gdy dałem mu klapsa. – Aominecchi, mógłbyś mnie oszczędzić! Po wczorajszym wieczorze mój dół jest cały obolały!

 - To znak, że było świetnie – Posłałem mu szeroki uśmiech. – Tylko nie próbuj mi wmawiać, że ci się nie podobało.

 - Em… - Zarumienił się. – Nie no… było spoko.

 - Spoko? – Powtórzyłem. – Tylko ,,spoko”? A może mam poprawić, by było zajebiście?

 - N-Nie! – Zaprzeczył szybko. – Naprawdę nie trzeba. Było zajebiście. Super, mega, wielce zajebiście.

 - I taka odpowiedź mi się podoba! – Pocałowałem go w policzek.

 Kise był po wczorajszym meczu tak rozradowany, że nie narzekał na nic, co z nim robiłem. Tygrys Koszykarz wygrał, więc mój kochanek był przeszczęśliwy. Jeszcze nie miałem z nim tak upojnej nocy. Raz by ostry, a innym razem się poddawał i pozwalał mi dominować. Nie przeszkadzały mu kajdanki ani bardzo ostre tempo. Sam prosił o więcej, mimo bólu, który czuł w tyłku. Obaj doszliśmy kilka razy, bardzo brudząc przy tym prześcieradło, ale za to czuliśmy ogromne spełnienie. No tylko więcej takiego seksu. W sumie to układy z Kise nie są takie złe… Jak na razie dużo na nich korzystam.
_______________________________________________________________________________________________________________________________




 

9 komentarzy:

  1. Konbanwa..^^ Jak szybko dodajesz te rozdziały, Akina-senpai..! ^^ W-Widzę, że wena dopisuje..^^
    Nawiązując do tekstu..
    Kise i układy..To się źle kończy..XD Zawsze tak było i będzie..! XD
    Jak by nie było, K-Kisi podoba się to co robi Aomine, ale..i tak nie będzie potrafił mu wybaczyć tego gwałtu..n-nieważne jakie relacje będą utrzymywać, t-to już na samym początku odbiło się na jego psychice..:c
    A więc tak..? Miesiąc..? No proszę, proszę..*patrzy na Aomine* c-caly miesiąc przyjemności..? ;-; N-Nie za dobrze dla Ahomine..? ;-;
    O-O tak..! C-Chodźmy wszyscy razem, n-na mecz Kagamiego..*lekki uśmiech* W-W sumie chciałabym zobaczyć jakiś mecz k-koszykówki na żywo..:)
    K-Kisia nie obiecuj takich rzeczy..! ;-; B-będzie boleć..! ;-; N-Nie jesteś masochistą..nie..? *patrzy niepewnie*
    No i bolało... .-. Mówiłam..!
    N-Nareszcie, skomentowałam p-post nie jako ostatnia...:3
    P-Pozdrawiam i weny życzę, Akina-san..! (choć z tego co widzę, masz jej pod dostatkiem..^^)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pewnie ten świąteczny nastrój :3 ^^
      Fajnie by było bejrzeć taki mecz, szkoda tylko, że w prawdziwym świecie nie ma ani Tygrysia, ani Aosia.. :(
      Dziękuję <3

      Usuń
  2. Na górze AoKise, na dole róża, lecisz z tym opkiem jak z piorunami burza!!!!!!!!!!!! :D Witam serdecznie i na wstępie zaznaczę skromnie iż cieszę się że takowa fala weny zalała Twą mózgowniczkę :D No no no, jakież to piękne biznesiki sobie kręcą nasze najwielebniejsze chłopaki :D Grunt to kręcić biznesa tak, ażeby wszyscy mieli z tego korzyści :D Tylko tak między nami: Z szanownym Aominecchim dużego interesu nie zakręcisz, bowiem przeważnie inny na układ niż seks, lub tona pornograficznej prasy, to on raczej nie pójdzie :D "-W takim razie STOI" Alarm skojarzeniowy uważam za rozpoczęty :D Hahaha! Już wszystko jasne czemuż to nasz drogi Kisiak się tak wzbraniał przed seskowaniem z Daikim :D Bowiem zdanie "Twój MAŁY przyjaciel chyba mówi co innego" :D rozwiewa wszelkie wątpliwości :D No cóż, nawet model ma prawo mieć kompleksy :D :P
    Życzę milusiego wieczoreczka niedzielnego i pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękować :D
      Ach, te skojarzenia XD
      A na co innego mógłby przystać szanowny Aoś?? :P

      Usuń
  3. Szybko dodajesz kolejne rozdziały. Naprawdę mi się to podoba.
    Historia jest naprawdę ciekawa i wciągająca. Czekam na więcej. Przepraszam, że tak mało pisze, ale jestem w podróży na święta, ale nie o tym. Twoje opowiadanie daje mi chwilę szczęścia w te bardzo chujowo święta.
    Oby tak dalej.
    Dużo weny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięuję i cieszę się, że mogę ci poprawić nastrój ^^<3

      Usuń
  4. Szybko dodajesz kolejne rozdziały. Naprawdę mi się to podoba.
    Historia jest naprawdę ciekawa i wciągająca. Czekam na więcej. Przepraszam, że tak mało pisze, ale jestem w podróży na święta, ale nie o tym. Twoje opowiadanie daje mi chwilę szczęścia w te bardzo chujowo święta.
    Oby tak dalej.
    Dużo weny <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Hue hue hue...

    Akina-senpai! Lecisz jak burza z tymi rozdziałami!



    No ja nie wiem, czy Kise ma znośny charakter xD


    *Tak , Kise. Ja cie znosze, bo cie kocham.*

    N-no to było poprostu zajebiste!

    Zgadzam się z Aomisiem, iż biznesy z moją Ciotą to sama przyjemność xD

    Tylko... AOMINECCHI! PENIS KISE WCALE NIE JEST MAŁY! (Nie pytaj dkąd wiem xD)

    Biedna dupa Kisi...
    Ale Tygrysek wygrał, więc jest ok! ;p

    W sumie to nasz model już się pewnie przyzwyczaił.
    A tak się zbraniał...

    Ryouta, my wiemy, że kochasz pana Daikiego.

    No ogółem seria mi się podoba i jest bardzo wciągająca, a widze, że i tobie dobrze się ją pisze :D

    Więc oby tak dalej a ja żegnam szanowną panią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze mi się ją pisze! Zwłaszcza, że lubię takie klimaty ;)
      Dziękuję <3 I Daiki mówiąc ,,mały przyjaciel" wcale nie miał na myśli tego, że penis Kise jest mały... XD

      Usuń