_____________________________________________________________________________________
- Apsiiiik!
Po raz setny tego dnia
kichnąłem. Chyba naprawdę mnie ostatnio przewiało… Shin-chan miał rację.
Powinienem był założyć szalik. Ostatnio znacznie się ochłodziło, do tego wieje
zimny wiatr i zaczyna powoli padać śnieg. Ech, lubię zimę, ale przyjemniejsze
są cieplejsze dni, gdy nie trzeba zakładać na siebie kilku swetrów.
Zużyłem chyba dziesiątą
paczkę chusteczek higienicznych. Coś czuję, że w najbliższym czasie muszę się
wybrać na zakupy…
- Dzień dobry –
powiedziała kobieta siedząca w recepcji. Skinąłem tylko głową i pociągnąłem
nosem. – O, widzę, że pan też przeziębiony? Ostatnio mamy taki tłum… - zaczęła
pisać coś w jakimś zeszyciku, a po chwili popatrzyła na ekran komputera. – Doktor
Midorima przyjmie pana za dziesięć minut. Proszę poczekać pod gabinetem numer
piętnaście.
- Dziękuję –
wychrypiałem.
Usiadłem na krześle
obok jakiejś staruszki, wcześniej wieszając kurtkę na wieszaku. Zabezpieczyłem
się w kolejną paczkę chusteczek, po czym schowałem dłonie do rękawów swetra.
Zimno… Zimno…. Bardzo zimno….
Staruszka weszła do
gabinetu, zamykając za sobą drzwi. Zaraz ja. Ciekawe, jak zareaguje Shin-chan…
Od czasów ukończenia liceum nie widujemy się często. Przeważnie szybko mijamy
się na ulicy, ewentualnie wymienimy ze sobą kilka zdań. Wprawdzie mam jego
numer, ale… nie było okazji zadzwonić. Chciałem to zrobić, lecz za każdym razem
coś mnie przed tym powstrzymywało. Poza tym on jest lekarzem… Ma dużo pracy,
pacjentów… Miałby znaleźć dla mnie czas? Dla kogoś, kto... Kto był jego
najlepszym przyjacielem?
Westchnąłem.
Chciałbym, by między nami było tak, jak dawniej. Byśmy znów codziennie
rozmawiali, droczyli się, by mnie upominał i karcił… Mam przed nim pewną tajemnicę.
Wiecie, czemu tak bardzo chciałbym z nim znowu przebywać? Jeśli się domyślacie,
to brawo dla was.
Tak, ja, Kazunari
Takao, zakochałem się w Midorimie. Głupio, co? Hehe… Nic na to nie poradzę! A
uwierzcie, że nie raz próbowałem zignorować to uczucie, ale wszystkie próby
poszły na marne. Pogodziłem się z myślą, że go kocham. I z myślą, że on nigdy
nie pokocha mnie. Wiem, że ma dziewczynę. Wprawdzie straszą od siebie, ale
zawsze takie lubił. Miałby zwrócić na mnie uwagę?
Staruszka wyszła z
gabinetu, a ja usłyszałem:
- Następny proszę!
Cicho westchnąłem, po
czym wszedłem do pomieszczenia.
- Takao? – zdziwił się
Midorima. – Co tu robisz?
- A co mogę robić u
lekarza? – szeroko się uśmiechnąłem, widząc jego zakłopotanie.
- Siadaj – wskazał mi
ręką krzesło. – Co ci dolega?
- Emm… - kaszlnąłem. –
Kaszel, katar, mam chyba gorączkę, ból głowy…
- Dobrze, zdejmij
koszulkę.
Ech, Shin-chan, gdybyś
tylko wiedział, co do ciebie czuję, nie powiedziałbyś tego w taki sposób…
Usiadłem na lekarskim
łóżku i zacząłem bacznie mu się przyglądać. Wysoki, szczupły, pewnie nadal
umięśniony… Do tego to przenikliwe i mądre spojrzenie oraz nawyk poprawiania
okularów. Tak, Shin-chan, znam cię bardzo dobrze. W końcu w liceum to ja
spędzałem z tobą najwięcej czasu.
Przyłożył stetoskop do
mojej klatki piersiowej, a ręką dotknął moich pleców. Przeszedł mnie przyjemny
dreszcz.
- Oddychaj spokojnie –
odezwał się.
Łatwo ci mówić,
Shin-chan. Nie masz takiego problemu, nie wiesz, co ja czuję. Gdybyś tylko mnie
pokochał… Albo chociaż mógłbyś spędzać ze mną więcej czasu. To by mi
wystarczyło.
Co ja gadam?!
Oczywiście, że by mi nie wystarczyło! Byłoby ze mną jeszcze gorzej!
Shin-chan… Boli… Serce…
Daj mi jakiś lek na złamane serce… Shin-chan…
- Grypa – oznajmił nagle Midorima, przerywając
moje myśli. – Przepiszę ci jakiś antybiotyk i syrop na kaszel. – Zaczął
wypisywać mi receptę, a ja poczułem, jak kręci mi się w głowie. Oj, słabo mi… -
Oprócz tego masz przez kilka dni nie wychodzić z domu i… Takao? – złapałem się
za skronie i zamknąłem oczy. Czemu świat się kręci? Czemu mam czarne plamy
przed oczami? – Takao?!
Poczułem jego dłonie
na ramionach, a po chwili posadził mnie na krześle. Wziąłem głęboki wdech.
Zamrugałem kilka razy i spojrzałem na niego.
- Już w porządku – Słabo
się uśmiechnąłem.
Podał mi szklankę zimnej
wody i usiadł naprzeciwko mnie.
- Na pewno? – spytał.
Kiwnąłem potwierdzająco głową, ale znów zobaczyłem czarne
plamki przed oczami.
- Chyba jednak nie –
powiedział. – Poczekaj na mnie na korytarzu. Za dwadzieścia minut kończę pracę,
odwiozę cię do domu.
Zaopiekujesz się mną,
Shin-chan? Naprawdę? Zawieziesz mnie do domu?
Poczułem w sercu
nadzieję i nieopisane szczęście. Może i nie zrobi niczego wielkiego, ale spędzi
ze mną więcej czasu.
Usiadłem na krześle w
poczekalni i próbowałem uspokoić rozszalałe serce. Mimo gorączki słaby, ale
szczery uśmiech wkradł mi się na twarz. Przecież będzie ze mną Midorima, więc
nie mam się o co martwić!
Shin-chan w końcu
wyszedł ze swojego gabinetu, a ja, niemalże w skowronkach, skierowałem się za
nim. Gdybym tylko był zdrowy, to pewnie paplałbym mu nad uchem o jakiś dziwnych
rzeczach i wkurzałbym go do granic możliwości.
Zaprowadził mnie do
swojego samochodu, a gdy wsiedliśmy, zapytałem:
- A moje auto?
- Przyjdziesz po nie
jutro – odparł ze stoickim spokojem. – Teraz musisz się jak najszybciej
położyć, bo wyglądasz fatalnie.
Dzięki za komplement,
doktorku. No ale co mam powiedzieć? Przecież nie będę się z tobą spierał, bo
masz rację. Mój czerwony nos, czerwone policzki i lekko pobladła skóra mówią
same za siebie – jestem chory.
Kiedy się
zatrzymaliśmy, byłem pewien, że mam omamy wzrokowe. Gdy jednak Shin-chan zaprowadził
mnie do swojego mieszkania, zdałem sobie sprawę, że to się dzieje naprawdę.
Byłem przeszczęśliwy. Wizja spędzenia czasu w jego mieszkaniu od razu dodała mi
sił.
- Siadaj na kanapie i przykryj
się kocem – polecił mi Midorima. – Lubisz herbatę z miodem?
Kiwnąłem potwierdzająco
głową i poszedłem w wyznaczone miejsce. Kiedy nakryłem się ciepłym materiałem,
poczułem zmęczenie, które od rana się we mnie gromadziło. Gdyby nie kubek z
ciepłym napojem, który podał mi Shin-chan, prawdopodobnie bym zasnął.
Poczułem, jak
przyjemne ciepło rozchodzi się po całym moim ciele. O tak… Gorąca herbata to
coś, co zawsze mi pomaga. Mama w dzieciństwie też mi ją kiedyś dawała. I również
z miodem. O, Shin-chan, masz wyczucie.
Odstawiłem pusty kubek
na stół, po czym położyłem się na kanapie, wsłuchując się w kroki Midorimy.
Pewnie robi coś na kolację.
Kolacja…
Jestem głodny? Nie,
nie potrzebuję jedzenia. Oho, mam gorączkę. Zawsze mi mówiono, że brak apetytu
oznacza podwyższoną temperaturę. To takie głupie uczucie… Wiem, że bym coś zjadł,
ale tego w siebie nie wcisnę.
Zamknąłem oczy i
zacząłem sobie wyobrażać Shin-chana w kuchennym fartuszku. Czemu akurat w nim?
Pojęcia nie mam. Pewnie gorączka uderzyła mi do głowy.
***
Obudziłem się na
kanapie, na początku w ogóle nie wiedząc, gdzie się znajduję. Dopiero po chwili
przypomniałem sobie wczorajszą sytuację. Ech, Shin-chan mnie nie obudził?
Przetarłem leniwie
powieki i podniosłem się do pozycji siedzącej. Kiedy się przeciągnąłem,
poczułem lekki ból głowy. Dopiero wtedy coś sobie uświadomiłem. Dlaczego mam na
sobie niebieską koszulę nocną i spodnie do kompletu?! Przecież się nie
przebierałem… To oznacza… Shin-chan mnie przebrał?! I widział mnie nagiego?!
Czemu nie mogło być na odwrót...?
Wstałem i skierowałem
się do łazienki, by załatwić poranne potrzeby. Kiedy z niej wyszedłem, poczułem
zapach świeżej jajecznicy. Bez namysłu wszedłem do kuchni, a gdy zobaczyłem w
niej Shin-chana, szczęka prawie opadła mi do podłogi.
- Ty nie w pracy? –
spytałem.
- Jak widać nie – Nadal
stał do mnie odwrócony plecami. – Jestem lekarzem, a lekarz musi dbać o swoich pacjentów.
No tak. On to roni
tylko dlatego, że to jego obowiązek. Na co ja w ogóle liczę?
- Jak ci się spa… -
zaczął, ale gdy mnie zobaczył, zamarł w bezruchu. – TAKAO! – wrzasnął nagle, a
mnie rozbolała głowa. – Czemu chodzisz boso?! Przecież ci przygotowałem kapcie!
Stoją przy kanapie! Masz je natychmiast założyć!
Słyszałem jeszcze jak
mówił o zachowaniu zdrowia i mojej głupocie, ale w końcu wróciłem się po te
nieszczęsne kapcie. Usiadłem przy stole, czekając na śniadanie przygotowane
przez Midorimę. Mieszkam sam, więc odzwyczaiłem się od tego, że ktoś dla mnie
gotuje. Ale to miła odmiana.
- Jak się czujesz? –
spytał Shin-chan, gdy usiadł naprzeciwko mnie.
- Lepiej – mruknąłem,
biorąc do ust kolejny widelec jajecznicy.
- Nadal masz zawroty
głowy?
- Lekkie…
I na tym rozmowa się skończyła. No tak… Bo o czym można gadać
z lekarzem?
- Weź je – podał mi
trzy tabletki różnej wielkości. – Jedna jest ma ból głowy, druga na kaszel, a
trzecia na odporność.
Troszczysz się o mnie,
Shin-chan? Tak bardzo chciałbym usłyszeć twierdzącą odpowiedź… Ale nie. Ty po
prostu wykonujesz swój lekarski obowiązek.
Połknąłem pigułki, po
czym westchnąłem.
- Shin-chan, co w
ogóle u ciebie słychać? – zagadnąłem, by w jakikolwiek sposób podtrzymać
rozmowę. – Masz dziewczynę? Jakieś plany?
- Nie, nie mam
dziewczyny, skupiam się tylko i wyłącznie na pracy – odparł z powagą.
Jesteś wolny,
Shin-chan?! Czyli że mam… Nie, i tak nie mam szansy u ciebie.
Marzenia… Piękne, ale
czasem potrafią być bolesne i dawać złudną nadzieję na lepszą przyszłość.
- A ty? – spytał nagle.
- Ja? – powtórzyłem jak
głupi. – No… Też nikogo nie mam, pracuję jako elektryk, a moim marzeniem jest…
- Wspólne życie z tobą. – Wyjazd do Australii.
- Aha.
O czym mam z nim
gadać? Przecież nie zacznę tematu o wirusach! Jeszcze by zaczął o nich nawijać…
- Apsik! – kichnąłem.
- Idź się położyć –
nakazał mi Shin-chan.
Wziąłem ze sobą paczkę
chusteczek higienicznych, po czym przykryłem się ciepłym kocem. Czyli co? Kilka
dni leżakowania? Jak ja tego nienawidzę… Nie lubię się nudzić.
- Shin-chaaaaan –
jęknąłem po godzinie nic nie robienia. – Nuudnoooo!
- To włącz telewizor! –
odpowiedział, nawet na mnie nie spoglądając.
- Kiedy już oglądałem!
Nie możemy w coś zagrać?
- Takao…
- Proszę! Chociaż
godzinkę… Shinuś no…
- Nie nazywaj mnie tak!
– podniósł głos, po czym głośno westchnął i poprawił swoje okulary. – Niech ci
będzie. Poczekaj tu.
Wyszedł z pokoju, a po
jakiś pięciu minutach wrócił, niosąc w ręku ,,Monopolly”.
- O! – ucieszyłem się.
W dzieciństwie kochałem tę grę! To właśnie ja mu ją kupiłem na urodziny. Kto by
pomyślał, że będzie to jeszcze miał…
Usiedliśmy przy stole
i zaczęliśmy grać.
- Apsik! – znów kichnąłem.
- Pakuj się pod koc i
siadaj na kanapę – zarządził Shin-chan, przerywając grę.
- Ale…
- Żadnych ,,ale”! –
przerwał mi. Zrobił to chyba zbyt gwałtownie, bo sam był zaskoczony swoją
ostrością. – Po prostu usiądź.
Z nie małym
zdziwieniem posłuchałem go, patrząc na jego zakłopotanie na twarzy. O co ci
chodzi, Shin-chan? Przecież aż tak chory nie jestem. Nie umieram.
Kilka minut później
usiadł koło mnie i chrząknął nerwowo.
- Hm? – odwróciłem głowę
w jego stronę, a wtedy on zrobił coś, czego się kompletnie nie spodziewałem.
Ujął moje policzki w
swoje dłonie, po czym pochylił się nade mną i złożył na moich delikatny
pocałunek. Ja śnię, prawda? Nie, to jawa… On to zrobił naprawdę. Shin-chan mnie
pocałował! POCAŁOWAŁ!
Kiedy oderwał się od
moich ust, jego twarz była pokryta bardzo widocznym rumieńcem.
- C-Co…? – zacząłem,
ale mi przerwał.
- Pewnie myślisz
sobie, że jestem jakimś chorym psychicznie pedałem, który zaprosił cię tu tylko
po to, by powyżywać się seksualnie. – Poprawił nerwowo okulary. – Otóż nie. Gdy…
Gdy zobaczyłem cię wczoraj w swoim gabinecie, coś we mnie pękło. Od kilku lat
próbuję zdusić w sobie to uczucie pustki. Próbowałem wmówić sobie, że mi na
tobie nie zależy… Znaczy… Jesteś moim przyjacielem, ale… No… Nie zależy w
sensie… Nie! – chrząknął, robiąc się jeszcze bardziej czerwony na twarzy. –
Chodzi mi o to, że chciałbym, byś był dla mnie… kimś więcej niż przyjacielem… I
nie chodzi mi o zabawkę seksualną, tylko o…!
Nie pozwoliłem mu
dokończyć. Wpakowałem się na jego kolana i wpiłem mu się gwałtownie w usta.
Poczułem, jak cały zesztywniał. Przytuliłem się do niego, a on mnie po chwili
objął.
- Takao… - szepnął.
- Kocham cię, Shin-chan
– szepnąłem. – Nawet nie wiesz, ile razy chciałem ci to już powiedzieć…
Poczułem coś mokrego
na swoim policzku. Midorima… Płaczesz?
- Kazunari – mocniej mnie
do siebie przytulił. Powiedział mi po imieniu? – Ja też cię… Kocham cię.
Uśmiechnąłem się
szeroko, wplatając ręce w jego włosy. Byłem taki szczęśliwy. Nic się nie
liczyło. Nawet moja gorączka. Ty jesteś ważniejszy, Shin-chan.
I wtedy coś sobie
uświadomiłem. Jestem poważnie chory. Ta choroba nazywa się ,,miłość”.
____________________________________________________________________________________


Y-yey..! MidoTaka w wykonaniu Akiny-san..! <3
OdpowiedzUsuńN-Nie wiem czemu, ale lubię motyw choroby w oneshotach..^^" N-Na początku myślałam, że Takałek może będzie pielęgniarzem..Że pomaga Midorimie i w ogóle..A tu nie..;-; Cóż..^^" W każdym bądź razie..n-no kto by się spodziewał, że nie posłuchasz Shin'chana, Takao? ;-; Czeba było założyć ten szalik tym samym posłusznie wykonując polecenie swego seme...>////<
"Ściągniej koszulkę" -Shin-chan, co Ty planujesz..? XD Ach, miłość wszędzie~~! <3 N-nie no...n-nie w pracy...*pąsu pąs*
Takałek ma grypę..;-; o nie..;-; Aiko osobiście nigdy nie miała grypy..*myśli* a-ale tu nie o tym..;-;
Midorima zabiera Kazusia do domciuuuu..<3 so cuteeee..<3 Od razu widać, że Midoś Cię kocha, Kaunari..! Z taką czułością się Tobą zajmuje..! Nawet o kapcie się upomina..! <3
Hai, Taao-kun, jesteś chory. Poważnie i nieuleczalnie. Miłość, choroba z której już nigdy się nie wyleczysz...<3 ;-; MidoTaka kawaii..<3 C-Czekałam na to i jak zwykle się nie zawiodłam..^^ N-Naprawdę świetny tekst..! <3
P.S: O jejku, jestem pierwsza..*^*
UsuńDziękuję ^^ Mam nadzieję, że na AkaFuri też się nie zawiedziesz ;)
OdpowiedzUsuńCIeszę się, że ci się spodobało <3
Z radością wkraczam na Twe skromne progi i z ogromu szczęścia podskakują mi nogi!!!!!!! :D xD Już w pierwszym zdaniu kiedy szanowny Takaoś stwierdził że go chyba ostatnio przewiało, w mej lubieżnej mózgownicy wytworzyły się jakieś zboczone skojarzenia, a z chwilą kiedy rzekł iż zużył chyba dziesiątą paczkę chusteczek pogłębiły się one jeszcze bardziej, nie wspominając już momentu kiedy to wielebny Midosiek nakazał mu ściągać koszulkę :D Pomyślałam wtedy: "Oooo seksy!!" Doskonale zdaje sobie sprawę że me myśli nieujarzmione zawsze sprowadzają się do jednego (to wszystko przez Aomine rzecz jasna :D) i po prostu cholernie ciężko mi to okiełznać więc proszę wybaczyć za takowe wywody :D Już wyobrażam, a raczej nie wyobrażam sobie Shin-chana w chwili, kiedy mówił o swoich głębokich uczuciach Takaosiowi :D Musiał wtedy mieć naprawdę uroczy wyraz swej urodziwej twarzyczki :3 Monopolly!!!!!!!!!!!!!!! Czekajcie no chwile, zaraz do was przyjdę to zagramy razem i przygotujcie się psychicznie bo ogram was wszystkich!!!! :D Tak, nie da się ukryć że też uwielbiałam w to grać w dzieciństwie :D Czyuje sobie dalej a tu taka piękniutka końcówka :D :3 Bardzo arcyfajniutki one-shocik :3 (っ◔◡◔)っ ♥ Żegnam, sayonara, za Twą twórczość vivat i chwała!!!! :D
OdpowiedzUsuńAle mi się miło zrobiło, gdy czytałam Twój przearcymiły komentarz! <3
UsuńJa też uwielbiałam w dzieciństwie Monopolly :D I nadal lubię w to czasem pograć ;)
Ja też jestem zboczona, więc Cię doskonale rozumiem z tymi myślami XD
Jestem przeszczęścliwa, że Ci się podobało! ^^
Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam serdecznie! <3
" - Jak ci się spa… - zaczął, ale gdy mnie zobaczył, zamarł w bezruchu. – TAKAO! – wrzasnął nagle, a mnie rozbolała głowa. – Czemu chodzisz boso?! Przecież ci przygotowałem kapcie! Stoją przy kanapie! Masz je natychmiast założyć!" - nie wiem dlaczego, ale ten fragment z głowy mi wyjść nie może.
OdpowiedzUsuńTak w ogóle, cześć i czołem.
Wchodzę sobie na twojego bloga i widzę "MidoTaka" - tu pojawia się dylemat - j. angielski czy rozdział.
Od pierwszego zdania aż do ostatniego - ugh... co tu dużo mówić? Świetne - od chusteczek rozpoczynając, poźniej jeszcze fragment z kapciami i choroba na zakończenie ^^
Weny życzę... I czekam na AkaFuri
A dziękuję, dziękuję ^ :D Mam nadzieję, że uda mi się to AkaFuri w miarę szybko napisać ;)
UsuńJeju, tak przyjemnie się czytało ;_; Tak, oneshoty z motywem choroby zawsze są udane! Szczególnie z doktorem Midorimą *khe, khe*
OdpowiedzUsuń" - Dobrze, zdejmij koszulkę. "
Shin-chan, gdybyś wiedział... to pewnie w gabinecie by się już seksy działy, ooo~
Co tu dużo mówić, od tego momentu nie mogłam przestać się głupio uśmiechać ><
Miło mi, że ci się spodobało :D
UsuńZboczone uśmiechy są tu na miejscu XD
Dziękować ^^ <3
MIDOTAKA! MIDOTAKA! MOJA KOCHANA MIDOTACZKA xD
OdpowiedzUsuńTaa... To ja się ogarne ...
.
.
.
Przepraszam. Nie udało mi się -_-
N-no więc...
Midoooś!!! Takałoś!!!!! Takałoś... Nik nie zna powodu dla którego prawie wszystkie imiona łącze z wieobnym "łosiem". Nawet ja...
Dobra, dobra do tekstu marsz!!!
Bardzo podobał mi się motyw choroby i... I no ogółem wszystko było takie KWAII *.*
Takao! Czemu nie słuchałeś swojego Shin-chana?
Mido-mido-Midorima
Ale, ale, ale ładny!
Taki taki skromny...
Taki taki sexy bomba!!!
*przepraszam, ale akórat przełanczałam kanały a tam... PoloTV xD*
N-no... Do tekstu wracam...
*wreszcie, Mine.*
Cicho! Emm... No więc ta wizyta u lekarza.
Jakby Midoś wiedział co i jak nie mówiłby tak spokojnie xD
Ale to jak kazał mu zaczekać i-i pojechał z nim do SWOJEGO domu... Kocham!
*podejrzliwa minka* nie wierzę, że nasz Shin-chan nie miał jakiegoś innego, nietypowego dla noego celu... Może w Oha Asa napisali, że musi królować nad jastrzębiem???
Przepraszam, bo znowu snuje swoje teorie, a nie piszę o tekscie...
Ale podobało mi się (oprócz wszystkiego) jak Kazunari obudził się w piżamie ;D
I jak wyznali uczucia...
Wszystko mi się podobało!
T-to ja już może będę koňczyć, bo znowu się rospiszę na inny temat...
Zostało mi tylko weny życzyć! Tak więc weny życzę :D
Aaaa <3 dziękuję bardzo! :D
UsuńMidoTACZKA XDXD
Jakoś też lubię choroby w one-shotach ;)
Dziękować, dziękuję, ARIGATOU! <3
Nie, że kocham, ale to jeden z moich ulubionych shipów z tego anime *dobra, uwielbiam*~ Oni muszą być razem! To tak jak.. Jak pieprz i sól! Jak Aomine i Kise! Jak.. Jak Kagami i hamburgery! Kuroko i szeiki waniliowe!! <3333
OdpowiedzUsuńI to było takie smutaśno kochane ^w^ xooxoxo
Pozdtawiam
Też lubię ^^ <3
UsuńxD Te porównania ;P
Bajo ;)