wtorek, 15 grudnia 2015

Rozdział 32

Ohayo!
Piszę to na szybko, albowiem muszę się poduczyć na angielski! :/ Kartkóweczkę mam, więc będę spadać, zostawiając wam ten oto rozdział :D Wreszcie Akina i Aomine :D
___________________________________________________________________________________________

 
 ~Aomine~

  Jest źle. Jest cholernie źle.

 Nie dość, że nie odpisała na SMS’y, to jeszcze nie odbiera telefonów. Jednak przesadziłem. Nie powinienem się na niej wyżywać, zwłaszcza, że nic nie zrobiła. Chciała być miła, a ja nie dość, że zrobiłem jej przykrość, to jeszcze za to nie przeprosiłem.

 Szczerze, to nie lubię przepraszać. Jednak jeszcze bardziej nie cierpię uczucia, które uświadamia mi, że Akina jest na mnie zła. Ech, chyba czeka mnie z nią trudna rozmowa…

 Bardzo się zdziwiłem, gdy przyszedłem do klasy równo z dzwonkiem i jej nie zobaczyłem. Zająłem swoje miejsce, a gdy nauczycielka otworzyła dziennik, szturchnąłem Sayakę w ramię.

 - Gdzie Akina? – spytałem, gdy się odwróciła.

 - Nie wiem – też wyglądała na zdziwioną. – Wychodziła kilka minut przede mną.

  No i klops. A może ktoś ją porwał? Albo molestuje ją seksualnie? Albo…

 Drzwi się otworzyły i do klasy weszła spóźniona Akina. Przecież ona ZAWSZE przychodzi punktualnie! Rzuciła krótkie ,,przepraszam za spóźnienie”, po czym zajęła swoje miejsce, nawet na mnie nie patrząc. Bardzo się gniewa?

 Cały czas ignorowała moje zaczepki, w ogóle się do mnie nie odwracała, jakby całą jej uwagę przykuł podręcznik, w którym były jakieś popierdolone zadania. Jakieś piętnaście minut przed końcem lekcji, rzuciła mi na ławkę karteczkę, na której było napisane: ,,Ogarnij się, debilu! Pogadamy później!”. Cała ona. Ostro, krótko, ale na temat.

 Gdy zadzwonił dzwonek, wręcz wybiegła z klasy. Nieco zdziwiony jej zachowaniem, pobiegłem za nią. Zatrzymała się przy oknie, po czym oparła dłonie o parapet.

 - Akina? – podszedłem do niej od tyłu. Nie odpowiedziała. Położyłem jej rękę na ramieniu, którą po chwili strzepnęła. – Oi, co się dzieje?

 - Jeszcze się pytasz? – warknęła w moją stronę.

 - Ej no, wiem, że trochę przesadziłem, ale…

 - Nie mam ochoty teraz z tobą gadać! – przerwała mi.

 Zamierzała odejść, ale złapałem ją za przedramię. O nie, moja miła, ode mnie się nie ucieka!

 - Słuchaj no! – Przyciągnąłem ją bliżej siebie. – Powiedziałaś, że później ze mną pogadasz.

 - Ale to później nie oznacza teraz – szarpnęła się, ale w niczym jej to nie pomogło. – Puszczaj!

 - Chcę ci wszystko wyjaśnić.

 - Puść.

 - Idziemy.

 Nie zwracałem uwagi na przekleństwa skierowane w moją stronę ani na ciekawskie i zdziwione spojrzenia ludzi mijanych po drodze. Pociągnąłem ją na dach szkoły, gdzie lubię spędzać przerwy. Zamknąłem za nami drzwi, po czym ją puściłem.

 - Pogięło cię do reszty?! – krzyknęła.

 - Czemu mnie teraz unikasz, do cholery?! – podniosłem głos. – Nawet nie chcesz ze mną w spokoju porozmawiać!

 - W spokoju?! Te krzyki nazywasz spokojem?!

 - Jak przestaniesz się wydzierać, to może zechcesz posłuchać, co mam ci do powiedzenia!

 - Ta? To słucham, panie wielki.

Wziąłem głęboki wdech i podrapałem się po karku.

 - Poniosło mnie – powiedziałem nagle, kompletnie nie wiedząc, jak mam zacząć. – Ostatnio… Czuję się inaczej. Byłem wściekły, bo kosz nie sprawia mi już przyjemności. Coś, co kiedyś kochałem, stało się dla mnie niczym. – westchnąłem. – Po prostu nie jest mi z tym łatwo, ok? Wiesz przecież, że czasem daję się ponieść emocjom… Przepraszam za tamto. Będę się lepiej pilnował.

 Stała przez chwilę w bezruchu ze zmarszczonymi brwiami, po czym lekko się uśmiechnęła i mnie przytuliła. Mocno ją do siebie przycisnąłem i nie miałem zamiaru jej puszczać.

 - Ja też przepraszam – szepnęła mi do ucha. – Trochę przesadziłam z tym fochem.

Wtuliła się w mój tors i zaczęła gładzić mnie po plecach. To było uspokajające. Wcisnąłem twarz w zagłębienie jej szyi, a po chwili cicho mruknąłem.

 - Lubię, gdy jesteś tak blisko – wymruczałem jej do ucha.

 - Zboczeniec – zaśmiała się.

 Oderwałem się od niej na chwilę, ale tylko po to, by złączyć nasze usta w pocałunku. Westchnęła cicho i szerzej rozchyliła wargi, wpuszczając mój język do środka. Gdyby każde przeprosiny miały tak wyglądać, to mógłbym ją przepraszać w nieskończoność.

 - Kocham cię – powiedziałem.

 Zauważyłem na jej twarzy szeroki uśmiech.

 - Ja ciebie też – odpowiedziała.

 Wróciliśmy do klasy, cały czas trzymając się za ręce, przykuwając tym samym uwagę innych uczniów. Dla mnie oni właściwie nie istnieli. Liczyła się tylko Akina.

 Spojrzałem na swoją dziewczynę. Piękne, ciemne, długie włosy, lekko opadające na oczy. Brązowe tęczówki o bystrym spojrzeniu. Lekko zadarty nos. Malinowe, słodkie usta o pięknym uśmiechu. Całkiem spory biust (no w końcu to rozmiar D!), widoczne i zgrabne wcięcie w talii, szczupłe, ale wysportowane nogi, płaski brzuch. Dziewczyna prawie że idealna. Wróć, to jest ideał. Mój ideał.

 - Aomine – Usłyszeliśmy nagle znajomy głos i odwróciliśmy się.

 - Czego chcesz, Midorima? – spytałem. Jak znów zacznie ględzić o swoich horoskopach, to go najzwyczajniej w świecie kopnę.

 - Jak zwykle brak kultury, Aomine – Poprawił swoje okulary, rzucając mi zniesmaczone spojrzenie. A co go moja kultura obchodzi? Niech siebie pilnuje! – Pamiętasz o jutrzejszym meczu?

 No i popsuł mi humor… A tak się miło dzień zapowiadał! Ledwo zdążyłem się pogodzić z Akiną, a ten już mi wyskakuje z jutrzejszym meczem. I kto tu kultury nie ma?

 - Ta… - mruknąłem.

 - Radzę ci się nie spóźnić, bo Akashi będzie nieźle wkurzony.

 - Dzięki wielkie za przypomnienie – prychnąłem.

 Chyba chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zrezygnował z tego pomysłu i odszedł w swoją stronę, ściskając w ręku… prezerwatywę. A, to dlatego niektórzy tak się za nim dziwnie oglądali! Ohoho! Trzeba by potem jakiś żarcik wymyślić!

 Wracając ze szkoły, trzymaliśmy się za ręce. Z twarzy Akiny praktycznie nie schodził uśmiech, a ona sama miała bardzo dobry humor. Przyciągnąłem ją bliżej siebie i poczułem, jak mnie obejmuje.

 - Lubię, kiedy to robisz – szepnęła nagle.

 - Ale co?

 - Przytulasz mnie.

 - Mógłbym to robić bez końca. A wiesz czemu? Bo jesteś tą jedyną, którą kocham.

                                                                      ***

 Spotkanie przed meczem mieliśmy o godzinie piętnastej. Akashi zaczął omawiać strategię gry, ale ja jej nie słuchałem. Gapiłem się w okno znajdujące się w szatni i wspominałem swoje dzieciństwo. Kiedy pierwszy raz zobaczyłem w telewizji mecz koszykówki, czułem, że jest to sport, który chcę uprawiać. Potem tylko utwierdzałem się w przekonaniu, że kocham kosza. Obiecałem sobie, że będę w niego grał najdłużej jak się da. Będę umiał dotrzymać słowa? Granie nudzi mnie już teraz, a co będzie za kilka lat? Potrzebuję silnego przeciwnika. Potrzebuję prawdziwego wyzwania. Czy nadal mogę mówić, że kocham koszykówkę? Gdzie ta radość, którą zawsze czułem podczas gry? Gdzie te emocje, które przeżywałem podczas meczu? Gdzie ta niepewność o wygraną? Gdzie adrenalina? Kiedy to wszystko zgubiłem? Kiedy stałem się taki obojętny na kosza? Wróć, nie tylko na kosza. Na przyjaciół także. Dlaczego zawiodłem Tetsu? Dlaczego nie jestem już jego światłem? Dlaczego się tak zmieniłem? Czemu jestem na wszystko taki obojętny? Czemu już się nie śmieję? Czemu nie chcę przychodzić na treningi? Czemu nawet trener zwolnił mnie z ćwiczeń? Dlaczego zostałem sam? Inni uważają mnie za potwora. Jestem nim? Kim jestem?

 Dlaczego nie umiem odpowiedzieć na te pytania?

 - Daiki – usłyszałem zimny głos Akashiego.

Wszyscy się zmienili. No, może z wyjątkiem Kise. On nadal szczerzy się do każdego i jest taki beztroski. W Akashim przebudziła się druga osobowość. Jedna tęczówka zrobiła mu się złota i włączyło mu się ,,Oko Imperatora”, dzięki któremu potrafi przewidzieć ruchy przeciwnika. Midorima poprawił się w trójkach, jednak nadal sumiennie ćwiczy, Murasakibara odmawia brania udziału w treningach i mówi, że to go nudzi, a Tetsu jest mistrzem podań, jednak mimo tego bez drużyny daleko nie zajdzie. Satsu stała się znakomitą menedżerką, zupełnie jak Akina. Obie spisują się doskonale.

 Ale czy można nas nazwać drużyną? Nie. Już nie. Zespół ze sobą współpracuje, a my po prostu gramy na jednym boisku i zdobywamy punkty dla siebie. Teraz mecz jest wyścigiem na punkty. Wygrywa ten, kto zdobędzie ich najwięcej.

 Kiedy zaczęliśmy się rozpadać? Ja to wszystko zapoczątkowałem? Ale po co mam grać drużynowo, skoro sam mogę pokonać całą przeciwną drużynę?

 Nudzę się. Kosz jest taki nudny…

 - Daiki – Powtórzył kapitan, bacznie mi się przyglądając.

 - Po prostu mam robić wszystko, by wygrać – odezwałem się. – Wiem. Rutyna.

 Reszta spojrzała na mnie z… z sam nie wiem czym, ale czułem, że poczuli tę zmianę, która w nas zaszła.

 - Aomine-kun – odezwał się Tetsu. – Czy… Czy tym razem możesz częściej przyjmować moje podania?

 - A po co mi one? – prychnąłem. Czemu tak powiedziałem? – Tetsu, nie potrzebuję ich. Lepiej postaraj się nie wylecieć z pierwszego składu.

 Zobaczyłem w jego oczach lekki strach i rozczarowanie. Uraziłem go? Dlaczego teraz obrażanie innych przychodzi mi z taką łatwością? Czuję niedosyt, pustkę, ale nie wiem, jak ją zaspokoić. Co mogę zrobić?

 - Daiki – powiedziała Akina. – Nie możesz być takim egoistą! Poza tym nie obraża się kolegów z drużyny! Przeproś Kuroko!

 - Jak zwykle się o coś czepiasz – mruknąłem. – Sorry, Tetsu. Tak mi się jakoś samo powiedziało…

 Nie zrobił niczego. Po prostu spojrzał na mnie z nadzieją i podszedł do swojej szafki. Ech, wspaniale. Ledwo co pogodziłem się ze swoją dziewczynę, to od razu uraziłem przyjaciela.

 - Czas na nas – odezwał się Akashi. – Idziemy.

 Ruszyliśmy za swoim kapitanem. Kiedy tylko weszliśmy na boisko, przeciwna drużyna spojrzała na nas z niepewnością i ze strachem. Pierwszy gwizdek, gra rozpoczęta.

 Mówiłem już kiedyś, że przeciwnicy są dla mnie jak słupki? Miałem rację. Wystarczyła niecała połowa pierwszej kwarty, a oni już stali bezczynnie w miejscu i nawet nie próbowali mnie zatrzymać. Taka gra nie ma sensu. Tego nawet nie można nazwać grą. Rzucałem z każdego miejsca i nawet nie dbałem o to, czy trafię. Wiedziałem, że piłka i tak wleci do kosza.

 - Aominecchi! – zawołał nagle Kise i podbiegł do mnie. – Założymy się, że zdobędę więcej punktów?

 - Nie mam ochoty na takie gierki – burknąłem. – Nie mam ochoty być na tym boisku, więc daj mi święty spokój!

 Dlaczego tu jestem? Dlaczego muszę grać, skoro nie sprawia mi to już przyjemności?

 Kolejne pytania, na które brak mi odpowiedzi. Wszystko się teraz komplikuje. Kiedyś było łatwiej. Każdy ma takie  problemy? Każdy nastolatek przeżywa podobne rozterki? Nie, mój problem jest znacznie inny. Chcę znów kochać kosza, ale nie wiem, jak mam to robić. Zmuszanie się do czegoś przyniesie odwrotny efekt.

 Czuję się w środku pusty. Jedyne, czego jestem pewien, to miłość do Akiny. Czemu koszykówka oddala się ode mnie? A może to ja ją nieświadomie odsuwam? Wiem, że nadal chcę grać, ale wpierw muszę znaleźć jakiegoś rywala. Tylko gdzie go szukać? A może sam przyjdzie?

 - Jest potworem – Usłyszałem szept jakiegoś chłopaka.

 Tak, jestem nim. W pełni się z tym zgadzam. Ja, Aomine Daiki, jestem bestią, której nikt nie może zatrzymać.
_____________________________________________________________________________________________________








13 komentarzy:

  1. Ohayo!
    Jest i kolejny rozdział (osama cieszy się jak małe dziecko, a dlaczego -- nie wie nikt) :3
    Podoba mi się twój sposób opisywania uczyć Daiki'ego i w ogóle wszystko...
    Bardzoooo, ale to bardzoooo spodobała mi się część meczowa...
    Czekam na kolejny rozdział, one-shoty i inne opowiadania ^^
    Weny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaklepuje miejsce, jutro kom tu będzie. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee... Przybyłam. Wiem spuźniłam się, ale miałam mase rzeczy do zrobienia, więc przeraszam.

      Dobra, koniec biadolenia!
      Aosiowi smutnooo :c Ale jest kochany! Wiadomo, że on tego nie chciał.
      Takie słoodkie... I przytulasy i kisiaki (czyt : CMOK CMOK) Itd...

      No ale puźniej przyszedł pan Midoś z .. prezerwatywą w ręku... (Czyżby już wtedy znał Takaosia? xD) I na rozkaz Akasha wszystko spsuł. Ale my go lubimy i będziemy tak wspaniałomyślni, że mu wybaczymy, nie Kise?

      *Tak*

      No! I mecz... N-no tródno to opisać, bo jak oglądałam anime, to tak się wczółam w jego historię, że jakbym w ten sam dzień poszła do kościoła, zamiast do pana wielebnego modliła bym się za miłość Aosia do kosza xD M-mniejsza o to.
      Wszystcy się zmienili... Tylko moja Kisia jet...

      *Twoja?*

      TAK! N-no... wybacz, ale nie wiem co napisać...

      *A ja wiem! Droga Akinacchi... Twoje twory jak zwykle świetne, ja tam jestem, więc znowu 6... T-to było smutne... Ale początek słodki, więc ok! Pozdrawiam cię ciepluteńko, bo piszę króciuteńko :* *

      N-no... To tyle mojej kisi.
      Także pozdrawiam i duuuuuuuużo weny życzę :D

      Usuń
    2. Dziękować ^^ :D

      Kise, a gdyby cię tam nie było, to co być mi postawił, hę? XD

      Początek słodki, koniec smutny, więc się wyrównało ;) Każdy musi przezyć swoje smutne i ciężkie chwile, zatem Aoś ma po prostu trudny okres w życiu :P Ale jak się skończy... Tego nie powiem XD Hehem, wredna ja :D

      Jeszcze raz dziękuję :** <3 Pozdrawiam i Ciebie i Kisie! :D <3

      Usuń
    3. Dziękować :D

      Kise: Dałbym ci tak... 5+

      Usuń
    4. Kise, a ja myślałam, że to Aoś ma wysokie ego XD

      Usuń
  3. Hejooo, witam, przywituje , jak wchodzę na Twego bloga, to me serducho się raduje!!!!!!!!!!!! :D Brawo!! Punkt dla Aominesia :D, że pozbył się tej swojej dumy i tak ładniuśko Cię przeprosił :D Chyba me dzikie groźby nie poszły na marne :P Lecz jednak irytuje mnie fakt iż Daikiś w dalszym ciągu uskutecznia te swoje nieogarnięte, koszykówkoweczkowe fochy :D Chce silnego przeciwnika? Okej, wszystko da się zrobić :D Jak się zaraz wkurzę, to pójdę mu zakupić bileta do Stanów, wkręcę go do NBA i może jak zagra mecza z najsilniejszą drużyną na świecie, to mu się trochę myśli w jego szanownej mózgowniczce poprzestawiają :D Chociaż mam malutką wątpliwość, czy i tam by wszystkich nie pokonał :P Tak czy siak, wierzę w Ciebie iż znajdziesz jakiegoś sposoba ażeby skutecznie ujarzmić tego idiotę :D Pozdrowionka gorrrrąąącee :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D Na pewno kogoś znajdzie, musi tylko poczekać... pewną ilość czasu XD A wysłanie go do NBA wcale nie jest takim złym pomysłem... :P

      Usuń
  4. K-Konnichiwa..^^ Aiko..chciała skomentować t-to dłużej, a-ale niestety...Obowiązki na to nie pozwalają..
    Tak więc, starając się streścić to, co chciałam napisać..
    Tekst był po części smutny, jak i słodki..^^ Aomine, naprawdę nie chciał sie tak zachować..:c
    Midorima, czy Ty coś tym oto tworem w ręku..coś sugerujesz..? XD
    K-Krótko rzecz ujmując, tekst j-jak zwykle świetny..! ^^
    O-Obiecuję, że następny komentarz będzie dłuższy..! :c
    D-Dużo weny Akina-san..! *przesyła wenę* <3

    OdpowiedzUsuń
  5. "Nie powinienem się na niej wyżywać, zwłaszcza, że nic nie zrobiła." - konstrukcji "zwłaszcza że" nie rozdziela się przecinkiem.

    "Coś, co kiedyś kochałem, stało się dla mnie niczym. – westchnąłem." - zbędna kropka po "niczym".

    "Po prostu nie jest mi z tym łatwo, ok?" - wydaje mi się, że powinno być "okej" lub "okay".

    "- Aomine – Usłyszeliśmy nagle znajomy głos i odwróciliśmy się." - kropka po "Aomine".

    "- Jak zwykle brak kultury, Aomine – Poprawił swoje okulary, rzucając mi zniesmaczone spojrzenie." - kropka po "Aomine".

    "- Daiki – Powtórzył kapitan, bacznie mi się przyglądając." - kropka po "Daiki".

    "- Jest potworem – Usłyszałem szept jakiegoś chłopaka." - kropka po "potworem".

    Lecę dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. AAA, nadal nie ogarniam kropek przed myślnikami, wiem :/
      Dzięki za wytknięcie błędów ;)

      Usuń