_____________________________________________________________________________________________________
Przez kilka następnych dni Kise, Kagami lub
Tetsu wszędzie ze mną chodzili. Wprawdzie lubiłem ich towarzystwo, ale
zaczynało mnie to już irytować. Przecież nie jestem małym dzieckiem! To, że olbrzymi
pedał chciał mnie zgwałcić, nie znaczy, że mają robić za moje niańki!
Kiedy to niego przyjdziesz? Przecież tego chcesz…
Nie mam zamiaru do niego przychodzić! Nie chcę cierpieć…
Ale on cię kocha. Może i okazuje
to w dziwaczny sposób, ale jednak kocha. Powinieneś dać mu szansę. Chcesz dać
mu szansę.
Chcę? Chciał mnie skrzywdzić! Gwałt nie jest okazywaniem
miłości!
Jednak czułem jakąś
wewnętrzną pustkę. Za każdym razem, gdy przypominałem sobie jego dotyk,
przechodził mnie dreszcz i robiło mi się gorąco. Cały czas o nim myślałem. Nie
mogłem go wyrzucić ze swojej głowy.
Zależy ci na nim. Chcesz do niego iść. Chcesz, by cię pocałował.
No owszem… Miał miękkie i delikatne usta, ale… Ale… Nie, ja
tak nie mogę!
Porozmawiaj z nim.
Porozmawiać? Cóż, w końcu kiedyś i tak będę musiał z nim
wszystko wyjaśnić, więc czemu nie teraz?
Napisałem do niego
krótkiego SMS’a z wiadomością, że chcę się z nim spotkać za dwa dni w parku o
dwudziestej. Nie otrzymałem odpowiedzi, ale wiedziałem, że wkrótce przeczyta tę
treść.
Pozostały mi dwa dni
na zastanowienie się nad wszystkim i ustaleniem, co czuję do Murasakibary. Podświadomie
wiedziałem, że nie jest mi obojętny, ale nie mogłem ustalić, czy czuję do niego
nienawiść, czy… miłość. Otóż to. Wahałem się. Nie byłem pewny swoich uczuć. A
przecież wszystko wydawało się być proste. Byłem pewien, że go nienawidzę. Nie
chciałem go widzieć. Nie cierpiałem jego dotyku. A teraz tego… chcę.
Widzisz? Przyznałeś się. Zależy ci na nim.
Czemu moje życie
musiało się tak zjebać? Chłopak, który mnie prawie zgwałcił i udusił, w jakiś
cholerny sposób sprawił, że nie mogę przestać o nim myśleć i pragnę go znów
zobaczyć. Może powinienem pomyśleć o psychiatryku?
Nadszedł ten dzień.
Do spotkania z Murasakibarą zostały mi dwie godziny. Stresowałem się. Z jednej
strony byłem przerażony, ale z drugiej chciałem to wreszcie zakończyć i… i go
zobaczyć. Chyba w końcu udało mi się ustalić, co do niego czuję. A jeśli on to
potraktuje jako pozwolenie i zacznie się do mnie dobierać? Nie, nie tym razem.
Nie zrobi niczego bez mojej zgody. Nie pozwolę mu. Mój tyłek zachował swoje
dziewictwo i nie mam zamiaru go tracić w najbliższym czasie!
Spojrzałem na
wyświetlacz telefonu. Jeszcze pół godziny. Westchnąłem cicho. Teraz tylko
trzeba się jakoś pozbyć Tetsu i Kise, z którymi przyszedłem pograć.
- Aomine-kun? –
zapytał Kuroko, stając przy mnie z piłką w ręce. – Coś nie tak?
- Nie – odparłem
spokojnie. – Kagami do mnie napisał. Idę do niego na chwilę.
- Pójść z tobą?
- Przecież on mieszka
tylko kilka ulic dalej! Tetsu, nie przesadzaj, poradzę sobie.
- Jesteś pewien, Aomine-kun?
Przez ten czas…
- Jestem pewien. Nara!
- Tylko bądź ostrożny,
Aominecchi! – krzyknął jeszcze model.
Do czego to doszło?
Kise zachowuje się jak moja niańka. Obwieszczam wszem i wobec, że nadciąga koniec
świata.
Gdy wszedłem do parku,
zobaczyłem go na jednej z ławek. Mimowolnie się wzdrygnąłem.
Idź do niego!
Jak określić ten
dziwny paraliż nóg, który mnie wtedy ogarnął? Chciałem do niego podejść, ale
miałem jakąś wewnętrzną blokadę i nie mogłem się ruszyć z miejsca. Zauważyłem,
że na mnie patrzył. Przełknąłem głośno ślinę i zrobiłem w jego stronę kilka
kroków. Znów przeszedł mnie ten dziwny dreszcz i zatrzymałem się na środku
chodnika, ignorując oburzenie jakiejś staruszki, która mnie mijała. Murasakibara
wstał, wyrzucił paczkę po jakiś cukierkach i zaczął iść w moją stronę. Uciekać?
Zostań! Musisz z nim porozmawiać!
A, no tak… Rozmowa. Muszę ją tylko normalnie zacząć, postawić
wszystko na jedną kartę i liczyć na to, że pozwoli mi w spokoju pójść do domu.
Kiedy podniosłem głowę, on już przy mnie stał.
- Ne, Mine-chin,
stęskniłem się. - Delikatnie się nade mną pochylił, a ja odruchowo cofnąłem się
o krok. – Tak myślałem, że wkrótce do mnie przyjdziesz.
- Chcę tylko
porozmawiać – Spojrzałem mu w oczy.
- A może pójdziemy do
mnie? Mieszkam niedaleko, a robi się ziimnoo. Ne, Mine-chin, co ty na to?
Mam do niego iść?! Wprawdzie
temperatura spada, ale… Mogę wtedy stracić dziewictwo swojego tyłka. Znając
jego rodzinę, pewnie nikogo nie ma w domu.
Chcesz tego.
Westchnąłem głośno, po
czym skinąłem lekko głową. Zaczęliśmy się kierować w stronę jego mieszkania. Z jednej
strony się cieszyłem, ale z drugiej czułem niepewność. A jeśli będzie chciał mi
coś zrobić? Próbował mnie już nawet udusić, więc jest zdolny do wielu rzeczy.
Szkoda tylko, że robi je akurat na mnie…
Otworzył drzwi, po
czym mnie przepuścił. Wskazał dłonią wieszak, a sam zaczął się rozbierać. Niepewnie
zdjąłem kurtkę i udałem się do salonu.
- Chodźmy do mnie –
powiedział Murasakibara.
Po raz kolejny przełknąłem
głośno ślinę i zacząłem się trząść. Szedłem do jego sypialni jak na ścięcie.
Ostrożnie usiadłem na krawędzi łóżka obserwując każdy jego ruch.
- To co mi chciałeś
powiedzieć? – Spytał i usiadł niedaleko mnie.
- Eee… - podrapałem się
nerwowo w tył głowy. – Właściwie to… Chcę wiedzieć, co tak naprawdę do mnie
cz-czujesz…
- He? – Spojrzał na
mnie. – Mówiłem przecież, że cię kocham. Zawsze, gdy o tobie myślę, czuję w
środku dziwne ciepło. A kiedy tak przy mnie jesteś, to mam ochotę cię złapać i
nie puszczać. Podobno tak zachowuje się osoba zakochana… Muro-chin mówił coś
takiego. Poza tym ja naprawdę cię chcę.
Ale w jakim sensie?!
On mnie chce brać, czy po prostu mieć jako chłopaka?
Nieźle wpadłem… A
mogłem tego w ogóle nie zaczynać…
- Ne, Mine-chin,
powiedz coś.
Zapatrzyłem się w
podłogę i starałem się pozbierać wszystkie myśli, które huczały w mojej głowie.
Nagle poczułem na dłoni coś przyjemnego i ciepłego. Spojrzałem na materac i aż
otworzyłem szerzej oczy. Murasakibara najzwyczajniej w świecie złapał mnie za
rękę!
- Przeszkadza ci to? –
Spytał.
Nie, nie przeszkadza…
Te słowa nie mogły mi
przejść przez gardło. Podobał mi się jego dotyk. Miał takie miękkie i ciepłe
dłonie…
- Kocham cię,
Mine-chin.
Nim zdążyłem się
zorientować, co się dzieje, przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Ale ten
pocałunek różnił się od poprzednich. Był delikatny, lecz jednocześnie namiętny
i pełen uczuć. Poczułem jego język w swojej buzi i zamknąłem oczy. Cholera… To
było przyjemne… Ale to nie tak miało wyglądać!
Nawet nie wiem, kiedy
zacząłem oddawać pieszczotę. Wydobył się ze mnie cichy pomruk zadowolenia, a po
chwili Murasakibara mnie lekko pociągnął, w wyniku czego leżałem na plecach, a
on się nade mną pochylał.
Przegrałem. Ma mnie.
Oddawałem każdy jego
pocałunek i wplotłem mu rękę we włosy, mrucząc z zadowolenia. Chyba to do niego
dotarło, bo ściągnął mi koszulkę i odrzucił ją gdzieś w bok.
- Mine-chin, jesteś taakii
słoodkii – odezwał się nagle Murasakibara, przygryzając płatek mojego ucha. Jęknąłem
cicho i odchyliłem głowę jeszcze bardziej w bok, by miał więcej miejsca.
- M-murasakibara… -
zacząłem. – B-Bo ja… Ja…
- He?
- K-Kocham cię… -
Spuściłem wzrok, gapiąc się na klatkę piersiową tego wielkoluda.
Po chwili poczułem znajome palce na swojej brodzie i zostałem
zmuszony, by spojrzeć mu w oczy. A wiecie, co w nich zobaczyłem? Ogromną radość
i szczerą miłość.
- Wreszcie, Mine-chin –
Uśmiechnął się i mocno mnie przytulił. – Już myślałem, że się nie doczekam.
Na moją twarz wdarł
się uśmiech. Zacząłem gładzić go po plecach i wtuliłem się w jego tors. Kto by
pomyślał, że to właśnie jego będę potrzebował do szczęścia?
Położył się obok mnie
i przykrył nas kołdrą. Objął moją zacną osobę w pasie i szepnął ,,kocham cię”.
Zrobiło mi się ciepło na sercu i złapałem go za dłoń. Chcę jego bliskości. Chcę
jego dotyku. Chcę jego pocałunków. Chcę z nim być. I nie obchodzi mnie zdanie
reszty. Pewnie się załamią i będą mówić, że to zły pomysł. Ja wiem swoje.
Kocham Murasakibarę i nie zmienię zdania. Jest dla mnie zbyt ważny.
Zasnąłem wtulony w
swojego chłopaka. Chyba mogę już tak mówić, nie? W końcu wyznaliśmy sobie
miłość, więc wychodzi na to, że jesteśmy parą. Ha, jednak zostałem gejem… Ale dla
własnego bezpieczeństwa będę to trzymał w tajemnicy. Muszę się tylko
zastanowić, jak skutecznie ukryć nasz związek… To problem na kolejny dzień. Noc
spędzona w jego ramionach jest o wiele ważniejsza.
Ostatni raz się
uśmiechnąłem i udałem się do krainy Morfeusza, gdzie czekał na mnie
Murasakibara – mój nowy skarb.
__________________________________________________________________________________________________________




OOOO!!! Pierwszy rozdział w którym nie jestem zła na Murka xD
OdpowiedzUsuńTakie słodkiee...
Aomine kłócący się z własnym sobą...
I Atsushi... On zawsze jest słodki<3 (Chyba, że gra z Seirin lub gwałci kogoś ;-;)
O ja *-*
Ja kuźwa nie wiem jak to skomentować
*Ok, Mine! Weź się w garść!*
No naprawdę nie wiem jak to skomentować.
Przyszedł Kise...
*Kise*
Minecchi, czekaj! Ja nie umiem komen...
No masz, poszła spać;-;
Nie przytuli wieczorem i będzie zimnooo :9
Mniejsza o to, kazała skomentować, to to zrobię :*
Jestem ja! Należy ci się 6.
Ja jako... Niania Aominecchiego. Czemu nie? xD
No... nie powiem, talent to ty masz... Nie dziwie się, że Aoś Cię kocha..
Aomine i Murasakibara tak słoodko. Niczym ja na okładkach.
No ogółem fajny pomysł :D
E... Co by tu jeszcze?
To jest po prostu genialne.
Obiecuje czytać wszyyystko! Razem z Minecchi pod Kocykiem sobie usiądziemy i zamiast filmy oglądać, czytać będziemy!
Kończe, bo Minecchi się obudziła i z łóżka jęczy, że chce się przytulić.
Sayonara<3
Minecchi mówi, żebym ci życzył : Dużo weny, komentarzy, wyświetleń, czytelników, bo to co piszesz jest świetne!
Pozdrawiam Kise i moja przyszła żona xD <3
Ohoho! Cóż za zaszczyt mnie spotkał? :D Sam Kise Ryoyta skomentował mój post XD
UsuńNawet taki Aoś potrzebuje od czasu do czasu kogoś, kto się nim zajmie XD
Aoś kocha mnie, ja kocham Aosia :D
Kise, ty też jesteś sodki na okładkach, ale nie obraź się, lecz Aoś słodszy XD :P :D
Miło mi, że ci się podoba :D
Również pozdrawiam ciebie i Mine oraz życzę jej dużo zdrowia i weny! <3 :**
P.S. Zaproście mnie na wesele XD I życzę wam od razu gromadki pięknych, słodkich dzieci <3
Dobrze, zaraz nasz sługa zaproszenie ci przyniesie xD
Usuń<3
Hokus pokus, ence pence, na klawiaturę laptoka idą me ręce, ażeby skomentować Twego wpisika, bo mi aż z podniecenia pała fika!!!!!! :D :P Przybywam sobie z hukiem do krainy internetów a tu pojawia mi się taka z jednej strony radosna nowinka iż jest nowy rozdzialik, a z drugiej smutna bo to już koniec :O :D Niestety nic nie trwa wiecznie, więc godzę się z tym faktem nie błahym i cieszę iż gdyż ta zacna historyjka się tak dobrze zakończyła :D Choć nie spodziewałam się tak szybkiego zwrota akcji :D Od początka byłam pewna że wewnętrzny głosik Aominecchiego finalnie pomoże mu pokonać tego nie podobnego do jego czcigodnej osóbki stracha i zaprowadzi go prościutko do cukrowego serducha Murasia :D No i proszę, tak się też stało, a Atsushiemu póki co, wybaczam wszystkie karygodne grzechy, które popełnił na wielebnym Aosiu :P :D Na podsumowanko, bardzo fajniutkie było owe opowiadanko, że jego koniec to szkoda więc zjem sobie czekoladowego loda :D :P Pozdrawiam serdecznie :D ^_^
OdpowiedzUsuńDzięuję Ci wielce :D ^^
UsuńAch, może i zakończenie ciut przewidywalne, ale ćśśś.. ;)
Również pozdrawiam i życzę smacznego :P
Boziu... Jakie to słodkie :3
OdpowiedzUsuńGdy osama widzi takie cudeńko, oczy jej się zaczynają świecić.
Koniec historii -- suuuuuper koniec historii.
Kise niańka :3 *płakam*
Weny <3
Dziękować :D CIeszem się, iż ci siem podoba :D
UsuńUhm..A-Aiko powinna dostawać k-karę z-za każdym razem, kiedy dodaje komentarz ostatnia...
OdpowiedzUsuńOstatnia część...;-; S-Szkoda, że tak krótko..N-No ale..^^"
Tetsu, zanim zostaniesz przedszkolanką, próbujesz studiować opiekę nad dziećmi na Aomine..? B-Bo to tak wygląda..^^" XD <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3
Ach, Aomine..! Ty naprawdę..chcesz się z nim spotkać..? N-Na pewno..? Na pewno..? *niepewnie patrzy na Daiki'ego*
N-No oki, ale idź tam z kimś..! *czyta dalej* O i poszedł..Z Tetsu i Kisią..<3 *czytu czytu* Daiki Ty kłamco za dyche! ;-; *jeb w głowę mufinki*
A jak coś Ci się stanie..? ;-; ;-; ;-; ;-; ;-;
Mu-ra-sa-ki-ba-ra-kun..*niczym Misaki z Another*
O-Ojej..oni się całują..! <3 S-Słodkoo <3
A więc...nic mu się nie stało, wszystko skończyło się dobrze, w sensie ideologii..^^"
N-Naprawdę świetna historia..! ^^
P-Przepraszam, że komentarz znów tak późno..:c
P-Pozdrawiam i dużo weny życzę..! <3 <3
Dziękuję <3 <3 <3 <3 <3 <3
UsuńCZY TO SYNDROM SZTOKHOLMSKI? NAWET TO JAK PIĘKNIE MURASAKIBARA ATSUSHI WYGLĄDA NA TYM PIERWSZYM OD GÓRY FANARCIE, NIE RATUJE GO PRZED JEGO GANGSTERSKĄ PRZESZŁOŚCIĄ! HALO?! USIŁOWANIE GWAŁTU TO PRZESTĘPSTWO, TAK TYLKO WSPOMNĘ.
OdpowiedzUsuńZ TEGO WSZYSTKIEGO AŻ MUSIAŁAM NAPISAĆ KOMENTARZ!