wtorek, 24 listopada 2015

MuraAo - Zbyt duża i za słodka pokusa. Cz.1

Możecie bić już brawo, albowiem napisałam pierwszą część MuraAo :D Tak, jestem z siebie bardzo dumna! :D Liczę na to, że wam się spodoba :3 Ten paring chyba niestety nie jest zbyt popularny, więc u mnie się pojawił, bo szczerze mówią, to mnie zaciekawił ;) ^^ No wiecie, dwa takie giganty, to może być ciekawie...

 Zresztą sami osądźcie! Zapraszam do czytania! :*
_____________________________________________________________________________________


Czy ktoś kiedyś pytał was o wasz smak skóry? Nie? To macie ogromnego farta. Uwierzcie mi, że to wcale nie jest fajne. Szczególnie, gdy osobą pytającą jest kolega z drużyny.

 Gapiłem się na Murasakibarę w totalnym osłupieniu. Czułem się zażenowany i skołowany. Co go nagle wzięło na moją skórę? Na dodatek spytał o to w szatni, gdzie była reszta drużyny. Spojrzeli na niego ze zdziwieniem, a on ciągle gapił się na mój tors. Przeraziło mnie to, że oblizał ślinę. Mam klatę jak większość osób z drużyny – umięśnioną. To jednak nie znaczy, że gapiąc się na mnie, może się oblizywać! Co mu odwaliło?! I czemu akurat mnie o to zapytał? Miał tyle innych osób do wyboru, to jak na złość ja stałem się jego ofiarą.

 - Mine-chin, czy twoja skóra smakuje jak czekolada? – kontynuował, nie zwracając uwagi na karcące spojrzenia innych.

 - Cz-czekolada? – wyjąkałem. – Skóra nie może smakować jak czekolada! I weź ty się wreszcie odpierdol!

  Zarzuciłem torbę na ramię, po czym wściekły wyszedłem z szatni. Właściwie to byłem też nieźle skołowany. Przeważnie nikt normalny nie pyta kolegi o smak jego skóry. A myślałem, że to ja jestem ogromnym zboczeńcem…

 Wszedłem na dach szkoły, gdzie często przesiadywałem między lekcjami. Położyłem torbę pod drzwiami, po czym usiadłem na podłodze. Z dołu dochodziła głośna muzyka. No tak. Festyn sportowy naszej szkoły. Jedna z największych atrakcji roku. Przeważnie rozpoczynany jest meczem koszykówki, który niedawno się skończył, a później są różnego rodzaju zawody. Można też kupić sobie coś do jedzenia, ale i tak najlepsze jest to, że nie ma lekcji. Gdyby Akashi nie zmusił nas do przyjścia na mecz, to zostałbym w domu. Ale nie. Kapitan uparł się, że cały pierwszy skład musi pokazać swoje możliwości.

 Westchnąłem. Bycie w drużynie Akashiego jest trudne i często może zagrażać mojemu życiu lub zdrowiu. On jest prawdziwym sadystą.

 Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Czyżby Satsu znów chciała mnie za coś opieprzyć?

 - E, Mine-chin, czemu tu zawsze przychodzisz?

 Momentalnie otworzyłem oczy i zobaczyłem Murasakibarę zamykającego drzwi. Tylko jego tu brakowało…

 - Bo lubię – odparłem, lekko się od niego odsuwając. – Mogę tu pobyć SAM w ciszy i spokoju.

 Chciałem, by sobie poszedł. Zamiast tego wziął do buzi jakiegoś batonika i zaczął go jeść. Kurwa no… Nie po to przyszedłem na dach, by patrzeć, jak się obżera! Zwłaszcza, że sam robiłem się głodny.

 Wstałem i skierowałem się w stronę wyjścia.

 - Idę coś zjeść – mruknąłem.

 Gdy przechodziłem koło niego, złapał mnie za nadgarstek.

 - Co robisz?! – krzyknąłem.

Moje próby wyswobodzenia się były daremne. Ten tytan miał ogromną siłę, a w dodatku był bardzo uparty. Czemu mnie to spotkało…?

 - Puść w tej chwili! – pisnąłem.

 Na serio zaczynałem się bać. Czy nikt mnie nie słyszy?! Ta muzyka jest zdecydowanie za głośno.

 Zamierzałem go kopnąć, a gdy robił unik, cudem jakimś wyswobodziłem rękę z jego żelaznego uchwytu. Dobiegłem do drzwi, ale – ku mojemu wielkiemu przerażeniu – były zamknięte. Zacząłem szarpać za klamkę, lecz to w niczym nie pomagało.

 - Mine-chin, tego szukasz? – zapytał nagle Murasakibara.

 Odwróciłem się i zobaczyłem, jak w ręku trzyma klucz. Jak…? Nie zdążyłem nawet zrobić kroku, a ten olbrzym znalazł się przy mnie i popchnął mnie na ścianę. Wzdrygnąłem się, gdy zorientowałem się, że nie mam możliwości ucieczki. Zacząłem rozglądać się na wszelkie możliwe strony i liczyłem na to, że nagle spadnie na niego coś twardego, dzięki czemu ja mógłbym uciec. Kiedy jego twarz znajdowała się kilka centymetrów od mojej, dostałem gęsiej skórki. Bałem się. Cholernie się bałem.

 - Chcę zobaczyć, jak smakuje twoja skóra – mruknął nagle Murasakibara i polizał mnie po policzku. Ohyda!

 Położyłem swoje ręce na jego klatce piersiowej i z całej siły go odepchnąłem, co dało nijaki efekt. Nawet się o krok nie ruszył. Całym ciałem naparł na mnie, w wyniku czego nie miałem możliwości ruchu. Z jednej strony ściana, z drugiej tej olbrzym. Spojrzałem na niego przerażony. Czyżby był gejem? Boże, napadł mnie pedał!

 Nagle nachylił się nade mną, a po chwili poczułem jego wargi na swoich ustach. Byłem tak zszokowany, że nawet nie zdążyłem mrugnąć. Wepchnął mi swój język do buzi i jeszcze bardziej na mnie naparł.

 ,,Odsuń się ode mnie! Odejdź!”

 Złapał moje nadgarstki i przycisnął je do ściany nad moją głową. Czułem, jak mój oddech przyspiesza, a nogi zaczynają mi drżeć. Do tej pory myślałem, że jestem twardy. Tymczasem okazało się, że jeden, ogromny pedał może nade mną górować. Kto by pomyślał, że stanę się obiektem zainteresowań faceta? No na pewno nie ja.

 ,,Myśl, Aomine, myśl!”

  Łatwo powiedzieć. W takiej sytuacji to wcale nie było proste. W końcu zebrałem w sobie wszystkie siły, po czym nadepnąłem mu na stopę. Jęknął głośno, odruchowo łapiąc się za obolałe miejsce. Skorzystałem z okazji i wyrwałem mu klucze z ręki. Podbiegłem do drzwi, a gdy miałem je otworzyć, poczułem silne ramiona powalające mnie na ziemię. Niemożliwe… Spóźniłem się? Byłem zbyt wolny? Ale… To zawsze ja jestem szybszy od przeciwników! Ja zawsze wygrywam! JA!

 Leżałem na brzuchu patrząc z przerażeniem w podłogę. Murasakibara przygniótł mnie do ziemi całym swoim ciałem, więc nie mogłem nawet ruszyć nogą.

 - Ej, Mine-chin, to było niegrzeczne – skarcił mnie, a po chwili pocałował w kark.

 A co ja miałem powiedzieć?! Kopnąłem go w obronie własnej! A on na mnie napadł z zamiarem zgwałcenie mej zajebistej osoby i jeszcze śmiał mnie pouczać?!

 - Puść – warknąłem.

 Usłyszałem jego głośne westchnięcie. Po chwili poczułem, jak podnosi mój sweter i dotyka dłonią mojej skóry.

 - Co ty…? – pisnąłem zaskoczony. – Nie chcę… Przestań!

 - Chcę spróbować twojej skóry… - mruknął. – Wygląda apetycznie.

 - POMOCY! – krzyknąłem najgłośniej jak potrafiłem.

 - Ciszej, Mine-chin.

 Zatkał mi usta swoją ogromną dłonią i kontynuował ,,odkrywanie” mojego ciała. Obsypywał pocałunkami moje policzki i kark, lizał mnie, gryzł moje uszy… To było straszne. On naprawdę chciał mnie zgwałcić. Przecież ja jestem stuprocentowym hetero! Uwielbiam duże cycki! CYCKI, nie penisy!

 Zacząłem piszczeć, a w oczach zbierały mi się łzy. Nie chciałem tego. Nie z nim.

 - Kto by pomyślał, że tak łatwo można cię zniszczyć? – szepnął mi do ucha Murasakibara.

 No właśnie. Kto by pomyślał, że popłaczę się przez jakiegoś pieprzonego pedała, którym będzie mój ,,kolega” z drużyny?

 Miałem tego dość. Chciałem przerwać, ale nie miałem takiej możliwości. Nie mogłem się ruszyć, krzyczeć też nie mogłem. Byłem bezsilny. A on cały czas mnie obmacywał, błądził dłońmi po mojej klacie. Szarpnąłem się, gdy zjechał niżej, na podbrzusze. Zapiszczałem, gdy jego dłoń ponownie się tam znalazła.

 - Jeszcze się nie najadłem – Murasakibara przygryzł płatek mojego ucha.

 W końcu nie wytrzymałem. Z oczu popłynęły mi łzy, zacząłem szlochać. Gdy to zobaczył, zlizał mokre krople z mojej twarzy i pocałował mnie w policzek. Zadrżałem.

 ,,Pomocy! Ktokolwiek!”

 Znów się szarpnąłem, ale to tylko spowodowało jego mocniejszy uścisk. Czy ja naprawdę jestem taki bezsilny w obliczu takiego zagrożenia? Nic nie mogę zrobić? Jestem tchórzem? Gram potwora tylko na boisku?

 Zacisnąłem pięści. Z oczu popłynęły mi kolejne łzy. Zamknąłem oczy. Nie chciałem się poddać, ale nie miałem jak walczyć. Nawet nie mogłem wezwać pomocy. Czemu akurat mnie spotkała taka kara? Za co?

 Zaczął dobierać się do mojego paska od spodni. Zapiszczałem dziko i spróbowałem się szarpnąć. Znowu nic. W ogóle nie zwrócił uwagi na moje protesty i kontynuował swoje poczynania.

 Kiedy byłem pewny, że to koniec dziewictwa mojego tyłka, drzwi z impetem się otworzyły i stanęła w nich reszta Pokolenia Cudów. Chyba pierwszy raz tak ucieszyłem się na ich widok. Za to ich miny wyrażały szok, zdenerwowanie i niedowierzanie w jednym.

 - Murasakibaracchi! – krzyknął przerażony Kise. – Co ty wyrabiasz?!

 - Hę? – Murasakibara podniósł głowę i spojrzał na nich ze znudzeniem. – Próbuję jego skóry.

 - Nie możesz go molestować!

 - Atsushi, masz natychmiast zostawić Daikiego – rozkazał Akashi. Jego głos był tak zimny, że prawdopodobnie mógłby zamrozić całą Afrykę.

 Mój niedoszły gwałciciel zszedł ze mnie, po czym odsunął się kilka kroków.

 - Idź do mojego gabinetu – wysyczał Akashi. – Musimy sobie poważnie porozmawiać.

 Murasakibara wyszedł, a spojrzenia wszystkich spoczęły na mojej pokrzywdzonej osobie. Kise podszedł do mnie i chciał mi pomóc wstać, chwytając mnie za ramię. Momentalnie otworzyłem szerzej oczy i wyrwałem mu się, krzycząc:

 - Nie dotykaj mnie!

 Spojrzał na mnie zdziwiony.

 - Aominecchi… - zaczął. – Ja tylko… Chciałem ci pomóc…

 - Po prostu mnie nie dotykaj – szepnąłem i otarłem łzy, które bez pozwolenia znalazły się na mojej twarzy.

 Wstałem i doprowadziłem się do porządku. Opuściłem sweter, a ze wstydu miałem ochotę zapaść się pod ziemię. Unikałem wzroku kolegów, starałem się nie patrzeć w ich stronę.

 - Aominecchi… - Kise wyciągnął do mnie rękę, ale po chwili natychmiast ją cofnął. – Może…

 - Dajcie mi spokój – burknąłem. Głos nadal mi nieco drżał. – Chcę iść do domu…

Wziąłem swoją torbę, po czym zbiegłem szybko po schodach i skierowałem się w stronę domu. Czułem się brudny. Miałem ochotę zamknąć się w łazience na godzinę i spłukać z siebie ślinę tego pedała. Ponownie przetarłem oczy. Kiedy wychodziłem ze szkoły, miałem dziwne wrażenie, że ktoś mnie obserwował. Nie myliłem się. W jednym z okien stał Murasakibara i gapił się na mnie. Odwróciłem wzrok i przyspieszyłem kroku. Tak bardzo chciałbym o tym zapomnieć…
___________________________________________________________________________________





 

 

8 komentarzy:

  1. Dobry wieczór, witam serdecznie, gdy jem czekoladkę, czuję się bezpiecznie! :D :P "Dwa takie giganty" :D Wystarczyło by me oczęta ujrzały tylko jedno takie określenie na początku a już me mózgowie zaczyna produkować jakieś lubieżne skojarzenia :D No faktycznie, "dwa giganty" :D Ciekawe kogo będzie bardziej boleć tyłek :P Nie poznałam arcyszanownego Aominecchiego! O_O Nagle z nieposkromionej, wulgarnej i zarazem zboczonej bestii, stał się takim bezbronnym i potulnym barankiem? :O :D Z jednej strony to muszę przyznać iż takie wcielenie dodało mu dużo słodkości do jego czekoladki :D Aż w pewnym momencie, mej osóbce się go żal zrobiło i chciałam iść na ten dach i porządnie przywalić Murasiowi w pałę (albo ją mu urwać od razu! :D) :O Ale jednak się okiełznałam, stwierdzając iż Aomine sam sobie poradzi :D A tu jednak niespodzianeczka, tęczowa generacja przychodzi na ratunek :D Moim pragnieniem dzikim jest poznanie dalszego rozwoja wydarzeń, w związku z tym życzę Pani ażeby pomysły na kolejne części przychodziły do Twego szanownego mózga tak szybko jak po pale :D (Cokolwiek Pani przez to stwierdzenie rozumie :D) ^_^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mózgownica spłatała mi niezłego figla, podsuwając ten oto obraz Aominecchiego :D Również uważam, że jest słodki ^^

      Obiecuję, że za niedługi czas postaram się spełnić pragnienia Szanownej Pani i napisać co, coś będzie godne uwagi tak zacnej osoby :D I oczywiście dziękuję bardzo za to, iż życzy mi Pani tak ciekawych pomysłów ;)

      Usuń
    2. Odwołując się do Pani zacnego mózgowia o którym Pani wspomniała, wszyscy dobrze wiemy że przecież "życie czasem płata figle" :D Spokojnie, proszę się nie śpieszyć, dopracować każdą sylabę, bo jak się człowiek śpieszy to się pała nie cieszy a w przypadku tego szanownego opowiadania, to pały powinny się cieszyć :D :P

      Usuń
  2. Witam, witam i...i witam?
    YAYY! Wreszcie wyczekiwane MuroAo!
    Myślałam,że będzie inne, bo to pierwszy rozdział itd... A tu takie WOOOOW! Murasakibara mnie rozwalił xD
    Skura Aosia...
    I to pytanie: "Mine-chin, czy twoja skóra smakuje jak czekolada? " Ryłam się na cały dom xD
    No i jak już się uspokoiłam, to znowu: " - Chcę spróbować twojej skóry… - mruknął. – Wygląda apetycznie. "

    Ale swoją drogą Murek-sadysta... Noo... szacun za pomysł :p

    Biedny aoś... taki z niego Kozak, a jak przychodzi co do czego to potulny jak baranek...

    Ale wracajmy do śmiechów:

    " - Atsushi, masz natychmiast zostawić Daikiego – rozkazał Akashi. Jego głos był tak zimny, że prawdopodobnie mógłby zamrozić całą Afrykę. "
    Tutaj pękłam ze śmiechu, choć moment nie był zbyt wesoły xD

    I jak Aoś odepchnął Kisie.... wtedy już się nie śmiałam...

    Ale koniec końców podobało mi się i masz 6 + (plus) ! ( z wykrzyknikiem ) xD

    Pozostało mi tylko życzyć pani weny, tak dużo, niczym Atsushi ma czekolady xD


    Ps. Zapraszam do mnie, bo tak mi smaka na MuroAo narobiłaś, że aż napisałam xD.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ale czy nie postawiłaś mi za wysokiej oceny? :D
      Atsushi ma duuuuuuuuuużooooooooooooooo czekolady, ostatnio ma też Aosia.... XD To rzeczywiście daje mnóstwo weny :D
      Jeszcze raz dziękować ^_^ :** <3

      Usuń
  3. *ona wyobraziła sobie Aomine kręcącego się i piszczącego jak dziewczyna, i to wyobrażenie było zabawne* xDD Murasakibara ty gupku .-. Nie gwałci się w miejscach, gdzie ktoś może przyjść i wyważyć zamknięte na drzwi klucz.. Chwila co? Na klucz drzwi. Tak jak teraz. Lol, ale serio.. Cooo tu się stanęło xD Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń