_____________________________________________________________________________________
Do końca tygodnia nie było mnie w szkole.
Praktycznie ciągle leżałem w łóżku, schodziłem tylko na posiłki, których i tak
nie zjadałem w całości. Mama naprawdę się o mnie martwiła i pytała, co się
stało, ale milczałem. Mówiłem tylko, że jestem strasznie przemęczony. Nie
naciskała, ale wiedziałem, że prędzej czy później w jakiś sposób się o tym
dowie. Jednak wolałem, by nie dowiadywała się ode mnie. Taki temat był nawet
dla mnie zbyt krępujący. I ciągle nie mogłem uwierzyć w to, że kolega z
drużyny, którego znam od prawie trzech lat, próbował mnie zgwałcić.
Kise pisał do mnie kilkadziesiąt razy
dziennie, pytając, jak się czuję. A jak niby miałbym się czuć? Głupie pytanie. Jedyną
ciekawą informacją było to, że Murasakibara został zawieszony na dwa tygodnie,
a oficjalny powód jest taki, że totalnie olewał swojego kapitana i pobił mnie.
O wszystkim dowiedział się tylko trener.
Wypadałoby pójść do szkoły, ale nie mogłem się
przemóc. To było trudne. Bałem się, że znów go tam spotkam. Tak, ja Aomine
Daiki bałem się. Pewnie pomyślicie, że jestem tchórzem, ale… próba gwałtu nie
jest czymś, o czym się łatwo zapomina. Zwłaszcza, że mój niedoszły gwałciciel
chodzi do tej samej szkoły.
Wpatrzyłem się w jeden punkt na suficie, jakim
była niewielka mucha. Ta to ma dobrze. Nie musi się martwic nauką, ocenami,
kolegą z drużyny… Jest wolna i może robić to, co chce. Też bym tak chciał.
Znaczy niekoniecznie wcieliłbym się akurat w muchę. Po prostu chciałbym nie
mieć tylu problemów. Wszystko. To chyba nie aż tak dużo, co?
- Aominecchi! – usłyszałem radosny śmiech
Kise, a po chwili blondyn, wraz z resztą Pokolenia Cudów (na szczęście bez
Murasakibary), wszedł do mojego pokoju, niemal od razu się na mnie rzucając.
Widząc ten gest lekko się skuliłem, a model
został przytrzymany przez Midorimę.
- Kise, opanuj się – skarcił go okularnik.
Chyba po raz pierwszy byłem mu za coś wdzięczny. – Tyle razy ci powtarzaliśmy,
byś go nie dotykał!
- Ej, Midorimacchi! – jęknął Kise. – Już nie
będę! Ale mnie puść!
Podniosłem się do pozycji siedzącej, a po
chwili reszta zajęła wolne miejsca na podłodze. Wyjątkiem był Akashi, który
usadowił się na moim krześle. No tak, temu to wszystko wolno.
- Jak się czujesz? – spytał Kuroko, którego
dopiero wtedy dostrzegłem.
- Dobrze – wysiliłem się na słaby uśmiech.
- Czemu kłamiesz?
- Hę? – spojrzałem na niego ze zdumieniem.
Zapomniałem, że przed nim ciężko cokolwiek ukryć. – A po co pytasz? – burknąłem
po chwili. – Jak niby mam się czuć? Trochę mi przeszło, ale mimo wszystko… no…
no wiesz…
- Nie martw się! – wykrzyknął nagle Kise. –
Kiedy wrócisz do szkoły, Murasakibara będzie się od ciebie trzymał z daleka.
- Murasakibara? – czemu nie dodał końcówki
,,cchi”?
- Pamiętasz, co ci kiedyś powiedziałem? –
spojrzał na mnie uważnie. – Pewnie nie, więc się powtórzę. Dodaję końcówkę
,,cchi” tylko do imion lub nazwisk osób, które szanuję i podziwiam. Jak mam
podziwiać kogoś, kto prawie zgwałcił mojego przyjaciela?
Zatkało mnie. Znienawidził tego olbrzyma po
tym, co mi zrobił? Łał.. Nie sądziłem, że jestem dla Kise aż tak bliskim
przyjacielem…
- Od poniedziałku widzę cię w szkole – odezwał
się nagle Akashi. – Domyślam się, że jest ci ciężko, ale na szczęście do
niczego nie doszło, więc pora się z tego otrząsnąć i zacząć znów normalnie żyć,
nie uważasz?
Miał rację. Chciałem wrócić do normalnego
życia, ale czułem, że ono i tak nie będzie takie samo, jak kilka dni temu. Coś
we mnie pękło. Murasakibara skruszył we mnie coś, co było dla mnie ważne. Ale
co to było?
- Mhm – przytaknąłem. – Będę.
- Nie martw się, Aominecchi! – wtrącił się
Kise. – Nie zostaniesz sam ani na chwilę. Ja albo ktoś z drużyny na pewno
będziemy z tobą i nie dopuścimy, by taka sytuacja się powtórzyła.
- Kise ma racje, Aomine – Midorima poprawił
swoje okulary. – Nie można pozwolić Murasakibarze na dobieranie się do ciebie.
Zaraz, zaraz… Będą teraz ciągle za mną łazić i
pilnować mnie jak małego dzieciaka? No aż tak bezbronny to ja nie.. Chociaż w
sumie… Gdyby nie oni, to prawdopodobnie mój tyłek już wtedy zostałby
rozdziewiczony. Uratowali mnie, sam nie mogłem sobie poradzić. Może jednak
potrzebuję drużyny?
- Skąd wiedzieliście, że… - zaciąłem się.
Nadal nie chciało mi to przejść przez gardło. – No że… On… Mnie…
- Wydawało mi się, że usłyszałem twój krzyk – przerwał
mi Tetsu. – Potem uświadomiłem sobie, że długo cię nie ma, w dodatku
Murasakibara gdzieś zniknął. Powiedziałem wszystkim o moim odkryciu i poszliśmy
na dach.
- D-Dziękuję – powiedziałem.
Wszyscy
spojrzeli na mnie jak na kosmitę. No tak… Przeważnie nie używam takich pięknych
i magicznych słów jak ,,dziękuję” czy ,,przepraszam”. Jestem arogancki, pewny
siebie, czasem nawet zbyt zarozumiały, zajebisty… A przynajmniej tak mi się
wydaje. Chociaż to, że im podziękowałem, mnie również zdziwiło. Może się jednak
ociupinkę zmieniłem?
No i nastał poniedziałek. Z niechęcią, ale
jednocześnie ciekawością, zwlokłem się z łóżka (o dziwo za pierwszym dzwonkiem
budzika, co w moim wykonaniu graniczy z cudem), ubrałem się i poszedłem na
śniadanie, witając się z szokowaną mamą.
- Daiki, dobrze się czujesz? – spytała,
przykładając mi dłoń do czoła. – Sam zszedłeś na dół, nawet nie musiałam cię
wołać…
- Wszystko w porządku, serio. – Zapewniłem ją,
po czym nałożyłem sobie porządną porcję śniadania. Dawno nie czułem takiego
głodu.
- Tak się cieszę, że znów jesteś taki, jak
dawniej! – ucieszyła się.
Oj, mamo, gdybyś wiedziała, co się wydarzyło…
I nie do końca jest tak, jak kilka dni temu. Nie będzie już identycznie. Nigdy.
Wyszedłem z domu i skierowałem się w stronę szkoły.
Kiedy znalazłem się przed drzwiami wejściowymi, zatrzymałem się i wziąłem
głęboki wdech. Spokojnie, zachowaj spokój. Nic ci nie grozi. Murasakibara jest
jeszcze tydzień w zawieszeniu, nic mi nie może zrobić. Jestem bezpieczny. Tak,
bezpieczny. Ale co będzie, gdy on wróci?
- Aominecchi! – usłyszałem radosny krzyk Kise.
Grupa dziewczyn od razu spojrzała na
biegnącemu ku mnie modelowi. Chciał mnie pewnie przytulić, ale widząc moją
minę, zatrzymał się jakiś metr przede mną i szeroko się uśmiechnął.
- Tak się cieszę, że znów wróciłeś do szkoły!
- Tia… - mruknąłem.
- Lepiej ci?
- Nom.
- To wspaniale! Chodźmy teraz do klasy, bo
zaraz dzwonek będzie.
Poszedłem za nim, ciągle rozglądając się
wokół. Do tej pory nie bałem się iść korytarzem szkolnym, ale po ostatnich
zdarzeniach nie mam z tym miejscem za dobrych wspomnieć. Wprawdzie Murasakibara
nie zrobiłby tego publicznie, nie mógłby na mnie napaść. Chociaż… Sam już nie
wiem, czego się po nim spodziewać. Chciał mnie zgwałcić, a zawsze wydawało mi
się, że jest normalny. Znaczy chodzi mi o to, że woli dziewczyny. To, że kocha
jedzenie, było pewne od początku. Jednak w życiu bym nie pomyślał, że może
chcieć mnie ,,spróbować”. Uwierzcie, przeszedłem istny koszmar.
Zająłem swoje miejsce w ławce. Zawsze siedziałem
za Kise, starając się przeglądać pod stolikiem zboczone pisemka, a model mi to
ułatwiał, bo jest w miarę wysoki. Teraz nawet nie miałem ochoty na oglądanie
cycków ani żadnych innych części ciała modelek. Co się ze mną dzieje? Przecież
ja od kilku miesięcy przeglądałem je praktycznie codziennie!
Westchnąłem i pokręciłem głową. Miałem dziwne
wrażenie, że wszyscy co jakiś czas na mnie zerkają. Czułem się… nieswojo. A
dziś jeszcze mnie czeka trening. Ech, zamęczę się na śmierć.
Ku mojemu przerażeniu, nastał kolejny
poniedziałek – dzień, w którym Murasakibara miał przyjść do szkoły po
zawieszeniu. Zacząłem się poważnie zastanawiać nad wagarami. Idąc do szkoły,
kilka razy chciałem zawrócić do domu. Będąc przed drzwiami, dostałem dziwnych
dreszczy. Czyżbym aż tak się bał?
Wziąłem głęboki wdech, po czym poszedłem do
sali biologicznej, gdzie miałem mieć lekcje. I wtedy przypomniałem sobie, że
żeby tam dojść, muszę przejść obok klasy, w której zajęcia ma Murasakibara.
Przełknąłem nerwowo ślinę, zacisnąłem rękę na ramieniu torby, po czym ruszyłem
na przód.
Zobaczyłem go. Gadał z jakimś niskim
chłopakiem i wpychał sobie do buzi batona. Spojrzał na mnie przelotnie, po czym
wrócił do konsumowania przysmaku. Szybko przeszedłem obok niego i odetchnąłem z
ulgą. Może się przestanie mnie czepiać?
Moje szczęście nie trwało długo. Tego samego
dnia, wieczorem, kiedy leżałem już w łóżku, szykując się do snu, dostałem
SMS’a. Byłem wściekły na idiotę, który o tej godzinie (było po dwudziestej
trzeciej) pisze wiadomości. Kiedy zobaczyłem nadawcę, znieruchomiałem.
Od: Wpierdzielacz słodyczy
Do: Mine-chin
Nie
dokończyłem konsumpcji twojej skóry, Mine-chin. Kiedy moglibyśmy to skończyć?
Nadal mam na ciebie ogromną ochotę i nie myśl sobie, że ci tak łatwo podaruję.
Nie mów o tym SMS’ie nikomu, bo boleśnie może się to dla ciebie skończyć,
cukiereczku. Dobrej, słodkiej nocy.
Cukiereczku?!
A co ja jestem, jego dziewczyna?!
Zadrżałem. On chce mnie…? Nadal mu nie
przeszło? O, bogowie, co ja mu zrobiłem?! Czemu uwziął się akurat na mnie?! W
dzieciństwie za dużo przebywałem na słońcu, przez to mi się skóra spiekła i
został taki ciemny kolor. Nic do niego nie mam, bo uważam, że jest zajebisty,
ale jak ktoś może być tak głupi i pytać się, czy skóra może smakować jak
czekolada?! Nawet ja nie jestem takim kretynem!
Następnego dnia leniwie zwlokłem się z łóżka i
zszedłem na śniadanie. Mama od razu zauważyła, że jestem jakiś markotny i
zasypała mnie milionem pytań. Zbyłem ją kłamstwem, że źle spałem, po czym
szybko wyszedłem z domu. Westchnąłem. Ile jeszcze będę musiał to ciągnąć i
udawać, że wszystko jest w porządku? To wcale nie jest łatwe. I jeszcze ten
wczorajszy SMS…
Zacisnąłem pięści i wszedłem do budynku
szkoły. Nie jestem tchórzem i zmierzę się z tym. Poza tym… No… Ufam też
przyjaciołom. Może to i dziwnie brzmi w moich ustach, ale ostatnie wydarzenia
sprawiły, że się do nich bardziej zbliżyłem.
Pocieszałem się, że ten dzień będzie taki, jak
do tej pory. Nic się nie wydarzy, pójdę po lekcjach na trening, będę unikał
Murasakibary. Jednak kiedy zobaczyłem tego olbrzyma stojącego przy parapecie i
bacznie mnie obserwującego, wiedziałem, że prędzej czy później coś się wydarzy.
Czułem, że ten tytan ma jakiś plan. A ja jestem ofiarą.
____________________________________________________________________________________


Witam, siema, cześć, Muraś chce naszego Ao zjeść! :O (No ale jak już chce zjeść, to niech że się chociaż podzieli :D) Aomine do cholery jasnej ciasnej weź no się w garść i nie pieprz takich głupot że się boisz, bo jak zaraz ja wkroczę do akcji to dopiero wtedy zrozumiesz jak smakuje prawdziwy strach! :D Chociaż wielebny Murasakibaracchi też sobie folguje pisząc takie zbereźne wiadomości do naszego najdroższego Daikiego :O Atsushi stalkerem? W sumie to wcale mu się nie dziwię gdyż taką arcywykwintną delicje jaką jest szanowny Aominecchi to tylko prześladować :D Niezmiennie tkwi we mnie ciekawość dalszego rozwoja akcji, więc w związku z tym oczywiście życzę bomby pomysłów w Pani czcigodnej główce :D Ps. Proszę natychmiast wracać do nauki a nie siedzieć na blogu gdyż będę miała Panią na mym szanownym sumieniu jak by się Pani czasem nie powiodło na konkursie :D Jednakże z góry zakładam iż moje obawy są zbędne bowiem jestem pewna iż dostaniesz szóstkę z wielkim plusem albo siódemkę ≧◠◡◠≦✌
OdpowiedzUsuńPozdrowionka :3 :D
Dziękuję szanownej Pani za ten przemiły komentarz i wsparcie :D Właśnie czytam kolejny temat, więc zobaczymym, jak mi jutro pójdzie ;) Postaram się zaspokoić Pani ciekawość i sprawić, by rozwó wydarzeń przypadł Pani do gustu :D
Usuń`DAAAAAAAAAAAAAAAAAAAIKIŚŚ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńMAM OCHOTĘ PRZYWALIĆ TEMU IDIOCIE W JAJA!!!
*Minecchi, ogarnij się*
N-no... Tak troszkę dziwnie się czyta o takim Aomine, ale podoba mi się :D
Biedaczek... Ale ma Kise i innych!
Nie wiem, jaki masz pomysł, by zrobić z tego AoMuro, ale zapowiada się ciekawie :3
W sumie, to od 1 rozdziału się tak zapowiadało, ale cii...
Niestety nie napiszę nic więcej, bo mama "kradnie"laptopa :(
W każdym i innym razie podobało mi się :D
Pozdrawiam cieplutko, pomimo tych 3 stopni weny duuużo życzę <3
Dziękuję, gorące pozdrowienia zawsze się przydają :D
UsuńA pomysł już mam, ale go nie zdradzę ;) Tajemnica i mam nadzieję, że się spodoba :D
Również goooorąąącooo pozdrawiam i dziękuję ^^ :* <3
Przepraszam że komentuję dopiero t-teraz...>///< ;-; *pac głową o stół*
OdpowiedzUsuńTak jak pisałam j-już w wielu komentarzach...*u Mine, Sugi, Yoshiko...* m-mam tak dużo na głowie...;-;
N-no więc jeżeli chodzi o tekst...Ten paring jest bardzo nietypowy..;-; *tylko dla Ciebie Aiko..* Lecz oryginalny..^^" Czytać tekst z TAKIM Aomine...cóż, t-troszkę dziwne..;-; Ale mnie to nie przeszkadza..^^ Wszystko bardzo fajnie się rozwija i w ogóle..:3 M-Murasakibara stalker ;-; Aoś u-uciekaj ;-;
P-Przepraszam raz jeszcze i jednocześnie przyłączam przeprosiny co do krótkiego k-komentarza..:c n-następny będzie dłuższy...! D-Dużo weny życzę...! <3
Bardzooo dziękuję :D :** Również dziwnie mi się pisze o takim dość... strachliwym Aosiu, ale bardzo mi to przypadło do gustu, aczkolwiek ten charakter nie pobije prawdziwego charakteru Daikusia ^^ Miło mi, że ci się podoba :D
UsuńTeraz to już nie jest Atsushi Murasakibara. Teraz to jest Atsushi Trynkiewicz xDD Obserwuje, stalkuje, chce próbować, a potem gwałci małe dzieci (Ahomine) w piwnicy. Huehuehue. W ogóle jaka drastyczna zmiana Daikiego. To jest kripi. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńXD
UsuńDaiki ma wiele oblicz ;P
Pozdrawiam ^^