czwartek, 26 listopada 2015

MuraAo- Zbyt duża i za słodka pokusa. Cz.2

Wprawdzie mam jutro konkurs geograficzny, ale postanowiłam zrobić sobie krótką przerwę w nauce i skończyć tę część :D Wkrótce dodam kolejny rozdział ,,Życie czasem płata figle", a na razie musicie zadowolić się tym tworem mej zwariowanej i zboczonej wyobraźni XD
_____________________________________________________________________________________


 

 Do końca tygodnia nie było mnie w szkole. Praktycznie ciągle leżałem w łóżku, schodziłem tylko na posiłki, których i tak nie zjadałem w całości. Mama naprawdę się o mnie martwiła i pytała, co się stało, ale milczałem. Mówiłem tylko, że jestem strasznie przemęczony. Nie naciskała, ale wiedziałem, że prędzej czy później w jakiś sposób się o tym dowie. Jednak wolałem, by nie dowiadywała się ode mnie. Taki temat był nawet dla mnie zbyt krępujący. I ciągle nie mogłem uwierzyć w to, że kolega z drużyny, którego znam od prawie trzech lat, próbował mnie zgwałcić.

 Kise pisał do mnie kilkadziesiąt razy dziennie, pytając, jak się czuję. A jak niby miałbym się czuć? Głupie pytanie. Jedyną ciekawą informacją było to, że Murasakibara został zawieszony na dwa tygodnie, a oficjalny powód jest taki, że totalnie olewał swojego kapitana i pobił mnie. O wszystkim dowiedział się tylko trener.

 Wypadałoby pójść do szkoły, ale nie mogłem się przemóc. To było trudne. Bałem się, że znów go tam spotkam. Tak, ja Aomine Daiki bałem się. Pewnie pomyślicie, że jestem tchórzem, ale… próba gwałtu nie jest czymś, o czym się łatwo zapomina. Zwłaszcza, że mój niedoszły gwałciciel chodzi do tej samej szkoły.

 Wpatrzyłem się w jeden punkt na suficie, jakim była niewielka mucha. Ta to ma dobrze. Nie musi się martwic nauką, ocenami, kolegą z drużyny… Jest wolna i może robić to, co chce. Też bym tak chciał. Znaczy niekoniecznie wcieliłbym się akurat w muchę. Po prostu chciałbym nie mieć tylu problemów. Wszystko. To chyba nie aż tak dużo, co?

 - Aominecchi! – usłyszałem radosny śmiech Kise, a po chwili blondyn, wraz z resztą Pokolenia Cudów (na szczęście bez Murasakibary), wszedł do mojego pokoju, niemal od razu się na mnie rzucając.

 Widząc ten gest lekko się skuliłem, a model został przytrzymany przez Midorimę.

 - Kise, opanuj się – skarcił go okularnik. Chyba po raz pierwszy byłem mu za coś wdzięczny. – Tyle razy ci powtarzaliśmy, byś go nie dotykał!

 - Ej, Midorimacchi! – jęknął Kise. – Już nie będę! Ale mnie puść!

 Podniosłem się do pozycji siedzącej, a po chwili reszta zajęła wolne miejsca na podłodze. Wyjątkiem był Akashi, który usadowił się na moim krześle. No tak, temu to wszystko wolno.

 - Jak się czujesz? – spytał Kuroko, którego dopiero wtedy dostrzegłem.

 - Dobrze – wysiliłem się na słaby uśmiech.

 - Czemu kłamiesz?

 - Hę? – spojrzałem na niego ze zdumieniem. Zapomniałem, że przed nim ciężko cokolwiek ukryć. – A po co pytasz? – burknąłem po chwili. – Jak niby mam się czuć? Trochę mi przeszło, ale mimo wszystko… no… no wiesz…

 - Nie martw się! – wykrzyknął nagle Kise. – Kiedy wrócisz do szkoły, Murasakibara będzie się od ciebie trzymał z daleka.

 - Murasakibara? – czemu nie dodał końcówki ,,cchi”?

 - Pamiętasz, co ci kiedyś powiedziałem? – spojrzał na mnie uważnie. – Pewnie nie, więc się powtórzę. Dodaję końcówkę ,,cchi” tylko do imion lub nazwisk osób, które szanuję i podziwiam. Jak mam podziwiać kogoś, kto prawie zgwałcił mojego przyjaciela?

 Zatkało mnie. Znienawidził tego olbrzyma po tym, co mi zrobił? Łał.. Nie sądziłem, że jestem dla Kise aż tak bliskim przyjacielem…

 - Od poniedziałku widzę cię w szkole – odezwał się nagle Akashi. – Domyślam się, że jest ci ciężko, ale na szczęście do niczego nie doszło, więc pora się z tego otrząsnąć i zacząć znów normalnie żyć, nie uważasz?

 Miał rację. Chciałem wrócić do normalnego życia, ale czułem, że ono i tak nie będzie takie samo, jak kilka dni temu. Coś we mnie pękło. Murasakibara skruszył we mnie coś, co było dla mnie ważne. Ale co to było?

 - Mhm – przytaknąłem. – Będę.

 - Nie martw się, Aominecchi! – wtrącił się Kise. – Nie zostaniesz sam ani na chwilę. Ja albo ktoś z drużyny na pewno będziemy z tobą i nie dopuścimy, by taka sytuacja się powtórzyła.

 - Kise ma racje, Aomine – Midorima poprawił swoje okulary. – Nie można pozwolić Murasakibarze na dobieranie się do ciebie.

 Zaraz, zaraz… Będą teraz ciągle za mną łazić i pilnować mnie jak małego dzieciaka? No aż tak bezbronny to ja nie.. Chociaż w sumie… Gdyby nie oni, to prawdopodobnie mój tyłek już wtedy zostałby rozdziewiczony. Uratowali mnie, sam nie mogłem sobie poradzić. Może jednak potrzebuję drużyny?

 - Skąd wiedzieliście, że… - zaciąłem się. Nadal nie chciało mi to przejść przez gardło. – No że… On… Mnie…

 - Wydawało mi się, że usłyszałem twój krzyk – przerwał mi Tetsu. – Potem uświadomiłem sobie, że długo cię nie ma, w dodatku Murasakibara gdzieś zniknął. Powiedziałem wszystkim o moim odkryciu i poszliśmy na dach.

 - D-Dziękuję – powiedziałem.

Wszyscy spojrzeli na mnie jak na kosmitę. No tak… Przeważnie nie używam takich pięknych i magicznych słów jak ,,dziękuję” czy ,,przepraszam”. Jestem arogancki, pewny siebie, czasem nawet zbyt zarozumiały, zajebisty… A przynajmniej tak mi się wydaje. Chociaż to, że im podziękowałem, mnie również zdziwiło. Może się jednak ociupinkę zmieniłem?

 No i nastał poniedziałek. Z niechęcią, ale jednocześnie ciekawością, zwlokłem się z łóżka (o dziwo za pierwszym dzwonkiem budzika, co w moim wykonaniu graniczy z cudem), ubrałem się i poszedłem na śniadanie, witając się z szokowaną mamą.

 - Daiki, dobrze się czujesz? – spytała, przykładając mi dłoń do czoła. – Sam zszedłeś na dół, nawet nie musiałam cię wołać…

 - Wszystko w porządku, serio. – Zapewniłem ją, po czym nałożyłem sobie porządną porcję śniadania. Dawno nie czułem takiego głodu.

 - Tak się cieszę, że znów jesteś taki, jak dawniej! – ucieszyła się.

 Oj, mamo, gdybyś wiedziała, co się wydarzyło… I nie do końca jest tak, jak kilka dni temu. Nie będzie już identycznie. Nigdy.

 Wyszedłem z domu i skierowałem się w stronę szkoły. Kiedy znalazłem się przed drzwiami wejściowymi, zatrzymałem się i wziąłem głęboki wdech. Spokojnie, zachowaj spokój. Nic ci nie grozi. Murasakibara jest jeszcze tydzień w zawieszeniu, nic mi nie może zrobić. Jestem bezpieczny. Tak, bezpieczny. Ale co będzie, gdy on wróci?

 - Aominecchi! – usłyszałem radosny krzyk Kise.

 Grupa dziewczyn od razu spojrzała na biegnącemu ku mnie modelowi. Chciał mnie pewnie przytulić, ale widząc moją minę, zatrzymał się jakiś metr przede mną i szeroko się uśmiechnął.

 - Tak się cieszę, że znów wróciłeś do szkoły!

 - Tia… - mruknąłem.

 - Lepiej ci?

 - Nom.

 - To wspaniale! Chodźmy teraz do klasy, bo zaraz dzwonek będzie.

 Poszedłem za nim, ciągle rozglądając się wokół. Do tej pory nie bałem się iść korytarzem szkolnym, ale po ostatnich zdarzeniach nie mam z tym miejscem za dobrych wspomnieć. Wprawdzie Murasakibara nie zrobiłby tego publicznie, nie mógłby na mnie napaść. Chociaż… Sam już nie wiem, czego się po nim spodziewać. Chciał mnie zgwałcić, a zawsze wydawało mi się, że jest normalny. Znaczy chodzi mi o to, że woli dziewczyny. To, że kocha jedzenie, było pewne od początku. Jednak w życiu bym nie pomyślał, że może chcieć mnie ,,spróbować”. Uwierzcie, przeszedłem istny koszmar.

 Zająłem swoje miejsce w ławce. Zawsze siedziałem za Kise, starając się przeglądać pod stolikiem zboczone pisemka, a model mi to ułatwiał, bo jest w miarę wysoki. Teraz nawet nie miałem ochoty na oglądanie cycków ani żadnych innych części ciała modelek. Co się ze mną dzieje? Przecież ja od kilku miesięcy przeglądałem je praktycznie codziennie!

 Westchnąłem i pokręciłem głową. Miałem dziwne wrażenie, że wszyscy co jakiś czas na mnie zerkają. Czułem się… nieswojo. A dziś jeszcze mnie czeka trening. Ech, zamęczę się na śmierć.

 

 Ku mojemu przerażeniu, nastał kolejny poniedziałek – dzień, w którym Murasakibara miał przyjść do szkoły po zawieszeniu. Zacząłem się poważnie zastanawiać nad wagarami. Idąc do szkoły, kilka razy chciałem zawrócić do domu. Będąc przed drzwiami, dostałem dziwnych dreszczy. Czyżbym aż tak się bał?

 Wziąłem głęboki wdech, po czym poszedłem do sali biologicznej, gdzie miałem mieć lekcje. I wtedy przypomniałem sobie, że żeby tam dojść, muszę przejść obok klasy, w której zajęcia ma Murasakibara. Przełknąłem nerwowo ślinę, zacisnąłem rękę na ramieniu torby, po czym ruszyłem na przód.

 Zobaczyłem go. Gadał z jakimś niskim chłopakiem i wpychał sobie do buzi batona. Spojrzał na mnie przelotnie, po czym wrócił do konsumowania przysmaku. Szybko przeszedłem obok niego i odetchnąłem z ulgą. Może się przestanie mnie czepiać?

 Moje szczęście nie trwało długo. Tego samego dnia, wieczorem, kiedy leżałem już w łóżku, szykując się do snu, dostałem SMS’a. Byłem wściekły na idiotę, który o tej godzinie (było po dwudziestej trzeciej) pisze wiadomości. Kiedy zobaczyłem nadawcę, znieruchomiałem.

 

 Od: Wpierdzielacz słodyczy

 Do: Mine-chin

 Nie dokończyłem konsumpcji twojej skóry, Mine-chin. Kiedy moglibyśmy to skończyć? Nadal mam na ciebie ogromną ochotę i nie myśl sobie, że ci tak łatwo podaruję. Nie mów o tym SMS’ie nikomu, bo boleśnie może się to dla ciebie skończyć, cukiereczku. Dobrej, słodkiej nocy.

Cukiereczku?! A co ja jestem, jego dziewczyna?!

 Zadrżałem. On chce mnie…? Nadal mu nie przeszło? O, bogowie, co ja mu zrobiłem?! Czemu uwziął się akurat na mnie?! W dzieciństwie za dużo przebywałem na słońcu, przez to mi się skóra spiekła i został taki ciemny kolor. Nic do niego nie mam, bo uważam, że jest zajebisty, ale jak ktoś może być tak głupi i pytać się, czy skóra może smakować jak czekolada?! Nawet ja nie jestem takim kretynem!

 

 Następnego dnia leniwie zwlokłem się z łóżka i zszedłem na śniadanie. Mama od razu zauważyła, że jestem jakiś markotny i zasypała mnie milionem pytań. Zbyłem ją kłamstwem, że źle spałem, po czym szybko wyszedłem z domu. Westchnąłem. Ile jeszcze będę musiał to ciągnąć i udawać, że wszystko jest w porządku? To wcale nie jest łatwe. I jeszcze ten wczorajszy SMS…

 Zacisnąłem pięści i wszedłem do budynku szkoły. Nie jestem tchórzem i zmierzę się z tym. Poza tym… No… Ufam też przyjaciołom. Może to i dziwnie brzmi w moich ustach, ale ostatnie wydarzenia sprawiły, że się do nich bardziej zbliżyłem.

 Pocieszałem się, że ten dzień będzie taki, jak do tej pory. Nic się nie wydarzy, pójdę po lekcjach na trening, będę unikał Murasakibary. Jednak kiedy zobaczyłem tego olbrzyma stojącego przy parapecie i bacznie mnie obserwującego, wiedziałem, że prędzej czy później coś się wydarzy. Czułem, że ten tytan ma jakiś plan. A ja jestem ofiarą.
____________________________________________________________________________________



8 komentarzy:

  1. Witam, siema, cześć, Muraś chce naszego Ao zjeść! :O (No ale jak już chce zjeść, to niech że się chociaż podzieli :D) Aomine do cholery jasnej ciasnej weź no się w garść i nie pieprz takich głupot że się boisz, bo jak zaraz ja wkroczę do akcji to dopiero wtedy zrozumiesz jak smakuje prawdziwy strach! :D Chociaż wielebny Murasakibaracchi też sobie folguje pisząc takie zbereźne wiadomości do naszego najdroższego Daikiego :O Atsushi stalkerem? W sumie to wcale mu się nie dziwię gdyż taką arcywykwintną delicje jaką jest szanowny Aominecchi to tylko prześladować :D Niezmiennie tkwi we mnie ciekawość dalszego rozwoja akcji, więc w związku z tym oczywiście życzę bomby pomysłów w Pani czcigodnej główce :D Ps. Proszę natychmiast wracać do nauki a nie siedzieć na blogu gdyż będę miała Panią na mym szanownym sumieniu jak by się Pani czasem nie powiodło na konkursie :D Jednakże z góry zakładam iż moje obawy są zbędne bowiem jestem pewna iż dostaniesz szóstkę z wielkim plusem albo siódemkę ≧◠◡◠≦✌
    Pozdrowionka :3 :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję szanownej Pani za ten przemiły komentarz i wsparcie :D Właśnie czytam kolejny temat, więc zobaczymym, jak mi jutro pójdzie ;) Postaram się zaspokoić Pani ciekawość i sprawić, by rozwó wydarzeń przypadł Pani do gustu :D

      Usuń
  2. `DAAAAAAAAAAAAAAAAAAAIKIŚŚ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    MAM OCHOTĘ PRZYWALIĆ TEMU IDIOCIE W JAJA!!!

    *Minecchi, ogarnij się*

    N-no... Tak troszkę dziwnie się czyta o takim Aomine, ale podoba mi się :D
    Biedaczek... Ale ma Kise i innych!
    Nie wiem, jaki masz pomysł, by zrobić z tego AoMuro, ale zapowiada się ciekawie :3
    W sumie, to od 1 rozdziału się tak zapowiadało, ale cii...
    Niestety nie napiszę nic więcej, bo mama "kradnie"laptopa :(
    W każdym i innym razie podobało mi się :D

    Pozdrawiam cieplutko, pomimo tych 3 stopni weny duuużo życzę <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, gorące pozdrowienia zawsze się przydają :D
      A pomysł już mam, ale go nie zdradzę ;) Tajemnica i mam nadzieję, że się spodoba :D
      Również goooorąąącooo pozdrawiam i dziękuję ^^ :* <3

      Usuń
  3. Przepraszam że komentuję dopiero t-teraz...>///< ;-; *pac głową o stół*
    Tak jak pisałam j-już w wielu komentarzach...*u Mine, Sugi, Yoshiko...* m-mam tak dużo na głowie...;-;
    N-no więc jeżeli chodzi o tekst...Ten paring jest bardzo nietypowy..;-; *tylko dla Ciebie Aiko..* Lecz oryginalny..^^" Czytać tekst z TAKIM Aomine...cóż, t-troszkę dziwne..;-; Ale mnie to nie przeszkadza..^^ Wszystko bardzo fajnie się rozwija i w ogóle..:3 M-Murasakibara stalker ;-; Aoś u-uciekaj ;-;
    P-Przepraszam raz jeszcze i jednocześnie przyłączam przeprosiny co do krótkiego k-komentarza..:c n-następny będzie dłuższy...! D-Dużo weny życzę...! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzooo dziękuję :D :** Również dziwnie mi się pisze o takim dość... strachliwym Aosiu, ale bardzo mi to przypadło do gustu, aczkolwiek ten charakter nie pobije prawdziwego charakteru Daikusia ^^ Miło mi, że ci się podoba :D

      Usuń
  4. Teraz to już nie jest Atsushi Murasakibara. Teraz to jest Atsushi Trynkiewicz xDD Obserwuje, stalkuje, chce próbować, a potem gwałci małe dzieci (Ahomine) w piwnicy. Huehuehue. W ogóle jaka drastyczna zmiana Daikiego. To jest kripi. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń