wtorek, 10 listopada 2015

AoKaga- A może jednak szczęście? Cz.5

Ohayo!! Witam was, witam i w podskokach tutaj fikam ^^ XD

 Oto kolejna dawka yaoiców :D Moja nieprzewidywalna i ,,wspaniała" mózgownica wymyśliła to coś, co ja nazywam kolejnym rozdziałem historyjki o pedałach XD Zarezerwowałam dla was najlepsze miejsca, więc proszę siadać i zacząć czytać!
 ___________________________________________________________________________________
 ~Aomine~

  Jeżeli ten kretyn myśli, że zapomniałem o tym, jak na mnie patrzył w szatni, to się grubo myli. Zauważyłem to i lekko się zaniepokoiłem. Bo który normalny facet gapi się tak długo na innego faceta bez koszulki? Gej. Boże! A jeśli on jest pedałem?! Mam się czuć w jego obecności zagrożony? Może powinienem spierdalać jak najdalej od niego? Jezus Maria, mamy przecież razem trenować!

 Nagle usłyszałem dziewczęcy pisk.

 - Kaaagamiiii-kuuuuun!

 Kretyn odwrócił się lekko wystraszony, po czym przybrał znudzoną i zniecierpliwioną minę. A przynajmniej próbował taką przybrać. W jego kierunku biegła całkiem ładna dziewczyna z czarnymi włosami, okularami, ciemnymi oczami i miseczką D. Ciekawe, czy kiedykolwiek się ruchała…

 Skoczyła na Kagamiego i zaczęła go przyduszać, mocno obejmując jego szyję. Zupełnie jakbym widział Satsu i Tetsu…

 - Hanae, dusisz… - wysapał dwubrwiowy dziwak.

 Dziewczyna go natychmiast puściła i szeroko się uśmiechnęła.

 - To kiedy mnie gdzieś wreszcie zaprosisz? – spytała, w ogóle nie zwracając uwagi na otoczenie. – Jutro ci pasuje? Hę? Hę? Pójdziesz ze mną do kawiarni?

 To w końcu on ma zaprosić ją, czy ona jego? Sądząc po minie tego barana stwierdzam, iż wcale nie jest chętny na propozycję spotkania. Domyślam się też, że ta dziewczyna go mocno irytuje, ale ostatkiem swojej woli stara się być dla niej miły. Ja to już bym taką dziewczynę gdzieś zaprosił. Może przypadkiem wstąpiłaby do mojego domu, zahaczając o sypialnię i łóżko…?

 - Jutro…? – jęknął niezadowolony i rozejrzał się wokół, szukając pomocy. – Wiesz… Ja… Ten…

 Cała jego drużyna westchnęła i pokręciła głowami. Widocznie są już do tego przyzwyczajeni i wyczerpały im się pomysły na wymówki dla Kagamiego. Ale w końcu ja też tu jeszcze jestem! Niby mógłbym go zostawić na pastwę tej dziewczyny, lecz dziś mam dzień dobroci dla małp.

 - Jest ze mną umówiony na one-one-one – powiedziałem i podszedłem do tego głąba.

 Spojrzał na mnie ze zdziwieniem i wdzięcznością jednocześnie.

 - Eee…? – tym razem dziewczyna nie była zadowolona. – Nie możesz tego przełożyć, Kagami-kun?

 - Wiesz… - zaczął, a ja szturchnąłem go w bok, by był bardziej stanowczy. – Ostatnio razem częściej trenujemy, bo zbliżają się zawody i tak dalej, więc nie mam za bardzo czasu na inne wypady… Rozumiesz chyba, nie?

 - Tia… Ale powiedz, gdy to się zmieni! Do zobaczenia, Kagami-kun!

 Wyszła z sali, a Taiga odetchnął z ulgą.

 - Rany… - jęknął. – Męczy mnie już od miesiąca.

 - Aż tak wpadłeś jej w oko? – zaśmiałem się. – Masz takie powodzenie, czy to po prostu idiotka zakochana w twoich mięśniach?

 - Zamknij się, Ahomine!

 - No wiesz co? Najpierw ci pomagam, a teraz tak mi się odwdzięczasz? – udałem zdziwionego.

 Wymamrotał coś pod nosem, co chyba miało przypominać ,,dzięki”, po czym wziął piłkę do ręki i odszedł w kierunku kosza.

 - Jestem pewien, że się lubicie – usłyszałem znajomy głos Tetsu i aż cały podskoczyłem.

 - Jeszcze raz tak zrobisz, a przysięgam, że na kilka najbliższych meczy wylądujesz w szpitalu! – złapałem go za włosy.

 - Aomine-kun, ja po prostu nie wiem, czemu to tak ukrywacie – powiedział.

 - Bo to skończony idiota.

 - On ma o tobie takie samo zdanie.

Wymieniliśmy jeszcze kilka zdań, po czym poczochrałem go po włosach. Trenerka kazała nam się dobrać w pary, a mi nawet nie dała prawa głosu. Przydzieliła mnie do Kagamiego i nie chciała słyszeć żadnych słów sprzeciwu. Widziałem, że Taiga się lekko zmieszał. Czyżby bał się, że nie jest godzien trenować z kimś tak zajebistym?

 - Te, rusz się wreszcie i zacznij normalnie podawać! – krzyknąłem, gdy rzucił piłkę za daleko. Znowu.

 - To ty się dziwnie ruszasz! – odkrzyknął.

 - Po prostu jesteś za wolny – ziewnąłem. – Weź się bardziej wysil.

Wziąłem piłkę do ręki i podałem mu ją.

 - Spróbuj tym razem spaprać, a gwarantuję, że będziesz miał kontuzję twarzy – ostrzegłem go, po czym podbiegłem pod drugi kosz.

 Kagami zaczął biec w moją stronę, cały czas kozłując piłkę. W połowie boiska rzucił do mnie, a ja chwilę później zrobiłem idealny wsad, ale chyba ociupinę za mocny, bo wyrwałem  obręcz z kosza.

 - Ups… - zaśmiałem się nerwowo. – Znowu to zrobiłem.

 - Jak to znowu?! – wykrzyknął zdziwiony okularnik, gdy otrząsnął się z niedowierzania.

 - No normalnie. W mojej szkole czasem mi się to zdarza. – Wzruszyłem ramionami, po czym odłożyłem obręcz na najbliższą ławkę.

 Wszyscy patrzyli na mnie ze zdziwieniem. Czy nigdy nie widzieli osoby, która rozwaliłaby kosz? Dziwni ci ludzie. A może są tak słabi, że nie potrafią wyrwać obręczy? Tia, powinienem być ich mistrzem. Żaden mi nie dorównuje, za to gapią się na mnie, jakbym był jakimś kosmitą. Jak nie przestaną, to gwarantuję, że zabiorę ich na Marsa, gdzie przywiąże ich do skały i wyżrę ich wnętrzności. Chociaż może to nie jest najlepszy pomysł, bo jeszcze bym się rozchorował. Szczególnie, jeśli zabrałbym się za żołądek Kagamiego. On zjada hurtowe ilości hamburgerów, po których prawdopodobnie dostałbym niestrawności. Fuj! Aż mnie mdli na samą myśl o czymś tak obrzydliwym!

 - Długo jeszcze będziecie się tak na mnie gapić? – warknąłem.

 - Drużyna! – krzyknęła trenerka, karząc nam się ustawić w szeregu. – Dziś już nie naprawimy tego kosza, a gra z jednym nie ma sensu. Macie dziś wolne, ale następnym razem podwoję wasz trening.

 Kiedy weszliśmy do szatni, Kagami wskazał na mnie oskarżycielsko palcem.

 - To wszystko twoja wina! – krzyknął, po czym rzucił we mnie butelką wody, którą sprawnie złapałem.

 - Moja? – zdziwiłem się. – To kosz był słabo zamocowany, tyle. – upiłem kilka łyków z jego buteleczki, po czym mu ją rzuciłem. Posłał mi zniesmaczone i mordercze spojrzenie, co kompletnie zignorowałem.

 - Idziemy coś zjeść? – zaproponował nagle Kiyoshi.

 - Jestem za! – oczywiście pierwszy do żarcia był Taiga.

 - Aomine, idziesz z nami?

 Zaprosił mnie? Po co ten idiota mnie zaprasza?

 - Niby czemu mam z wami iść? – spojrzałem na Teppeia.

 - No wiesz… - zaczął. – Teraz jesteś tak jakby częścią drużyny…

Prychnąłem.

 - W sumie to jestem głodny – mruknąłem, dając im do zrozumienia, że zaszczycę ich swoją obecnością.

 - Musiałeś go zapraszać? – warknął Kagami w stronę Kiyoshiego.

 - A w czym problem? Przecież teraz z nami trenuje, poza tym się lubicie.

 - Ja wcale go nie lubię! – wykrzyknąłem równocześnie z Kagamim.

 Posłaliśmy sobie mordercze spojrzenie, po czym podeszliśmy do siebie, warcząc sobie w twarze.

 - Kretyn – prychnąłem.

 - Idiota.

 - Głąb.

 - Zboczeniec.

 - Głupek.

 - Dupek.

 - Pedał.

 - Tylko nie pedał, cioto jedna!

 Popchnął mnie lekko, a ja nie byłem dłużny. Podstawiłem mu nogę i z uśmiechem na twarzy patrzyłem, jak leci na podłogę. Zaśmiałem się. Ma żarłok za swoje. Nagle poczułem, jak łapie mnie za koszulkę. Nie zdążyłem złapać równowagi, więc wywaliłem się prosto na niego. Jęknął głośno, gdy wbiłem mu łokieć w żebro.

 Czułem się… dziwnie. Byłem nieco zaskoczony tą sytuacją, więc dopiero po chwili zorientowałem się, co zaszło. Jego twarz tak blisko mojej. Czułem na buzi jego ciepły oddech (z dodatkiem zapachu papryki, ale to szczegół). Pod sobą miałem jego ciało. I o dziwo było ono całkiem… wygodne? Miał szerokie ramiona, dobrze wyrzeźbione mięśnie brzucha, a że obaj byliśmy bez koszulek, poczułem, jak zrobił się gorący. Zobaczyłem na jego twarzy dorodne rumieńce. Jakoś nie obchodziła mnie reszta drużyny, która patrzyła na nas z ogromnym wytrzeszczem na twarzy i rozdziawionymi gębami.

 Moje serce nagle oszalało. Zaczęło bić dużo szybciej niż zwykle i było głośne jak stado dinozaurów. No normalnie myślałem, że rozsadzi mi klatkę piersiową! Nie wiem, jak długo tak leżeliśmy, ale sądząc po chrząknięciu Kuroko, za długo.

 Wstałem w tempie ekspresowym, czując nagłą falę ciepła ogarniającą moje zajebiste ciało. Co się ze mną dzieje? Dlaczego zareagowałem tak na faceta? W dodatku na TEGO faceta? Może powinienem zgłosić się do lekarza? Najlepiej do psychologa?

 - Nie wiedziałem, że was aż tak do siebie ciągnie – skomentował Kuroko.

 Po chwili ja złapałem go za ramiona, a Kagami za głowę.

 - Jeszcze raz powiesz coś takiego… - zaczął Taiga.

 - … a zginiesz w ciągu sekundy – dokończyłem.

 Puściliśmy Tetsu i poszliśmy pod prysznic. Oczywiście weszliśmy do oddzielnych kabin, bo nie wytrzymałbym z nim będącym tak blisko mnie. Znaczy… Zbyt mnie już dziś wkurzył, więc… Rozumiecie, nie? Jak nie, to wasz problem. Chociaż z jednej strony trochę kusiło mnie, bo go choć przez chwilę popodglądać. Cholera jasna! Wiem, że jestem zboczeńcem, ale czemu w ogóle pomyślałem o podglądaniu faceta? Przecież on nie ma cycków, a między nogami ma to samo co ja. Żadna atrakcja. Prawdziwego penisa to ja widuję na co dzień. Czymś pięknym są duże cycki przyłączone do jakiejś napalonej i ślicznej panienki, która ma ochotę na jakiś numerek lub upojną noc.

 Weszliśmy do Maji Burgera, gdzie zajęliśmy dwa kilkuosobowe stoliki. Pech chciał, że siedziałem koło Kagamiego. Z drugiej strony miałem tego z Sokolim Okiem, a Tetsu siedział naprzeciwko. Zamówiliśmy po dużym steku i jakimś soku. Kiedy dostaliśmy dania, aż jęknęliśmy. Steki były tak duże i grube, że cudem będzie, jeśli zjem całą swoją porcję.

 - Kagami, jak możesz tyle jeść? –spytałem, gdy on skończył zżerać stek, a ja byłem dopiero w połowie i już miałem serdecznie dosyć.

 - Hę? –spojrzał na mnie ze zdziwieniem. – Przecież to nie było dużo. Zjeść za ciebie?

 Podsunąłem mu swój talerz, po czym oparłem się o krzesło. Nie rozumiem, jak można mieć tak ogromny żołądek? Przecież to jest nienormalne! Zupełnie jak studnia bez dna. Leci, leci, leci, ale kiedy doleci- nie wiadomo. Kagami coraz bardziej przypomina mi Murasakibarę. Dopóki nie poznałem Taigi, byłem święcie przekonany, że nie ma na świecie osoby, która jadłaby więcej od Atsushiego. Myliłem się. Może i Kagami nie nosi nie sobą tony słodyczy, ale jego śniadania, obiady, lunche i kolacje wyglądają tak, jakby miał zostać zesłany normalnie na Syberię albo Antarktydę. Żaden normalny człowiek nie robi takich zapasów na dwie, trzy godziny! Ach, zapomniałem o jednym, tycim, malutkim szczególiku – Taiga nie jest normalny. Podejrzewam, iż jest zmutowaną genetycznie małpą w ciele człowieka lub kiedyś zabrano mu jego mózg, a wszczepiono rozum pawiana. Któraś z tych wersji prawdopodobnie jest poprawa. Zapytać go o to wprost? E, zły pomysł. Jeszcze mi przywali. A po takim żarciu pewnie mu nieźle siły przybyło. Może poczekam i pogadam z nim jutro? Trzeba by jakoś logicznie zacząć rozmowę… Hmm… Może coś w stylu: ,,Hej, powiedz szczerze, jesteś mutacją genetyczną małpy i człowieka?”. Nie wiem, czy to nie jest zbyt… otwarte. Wprawdzie konkretne pytanie, które wymaga konkretnej odpowiedzi, ale jego reakcja prawdopodobnie będzie taka: najpierw zastygnie na chwilę w bezruchu, potem się wścieknie (jego twarz zmieni odcień na czerwony), nawrzeszczy, a na koniec będzie chciał mnie uderzyć, ale że jestem szybszy, to się jak zwykle od tego wywinę. Czy ja aby na pewno nie jestem młodym bogiem zajebistości i niepojętnej inteligencji? Bo coś mi się zdaje, że pominięto ten szczegół. Pewnie przez to czuję pewien niedosyt. Chociaż mógłbym go czymś zaspokoić. Mam ochotę na pewnego głąba z podwójnymi brwiami, który pochłania ogromne ilości żarcia i nie wydaje być się tym jakoś specjalnie zakłopotany. A mówią ,,mam na niego ochotę” , chodzi mi o dotknięcie jego skóry i spróbowania smaku ust. Ciekawe, czy są miękkie, czy wręcz przeciwnie. I jak Kagami zachowuje się w łóżku? Gdyby KTOŚ znalazłby się z nim w sypialni, to byłby seme czy uke? Gdyby tym kimś była dziewczyna, to odpowiedź jest jasna. Ale jeśli on jest pedałem i uprawiałby seks z chłopakiem? Pewnie walczyłby o pozycję. Zachowuje się czasem jak nieokiełznany tygrys, więc potrzebny jest treser. Aomine Daiki melduje się w gotowości! Już ja ujarzmię bestię i przyszpilę ją do łóż… krat. Nie wiem, skąd ten pomysł, ale mój mózg taki już jest- nieprzewidywalny.

 Spojrzałem na Taigę. Jego tors powoli unosił się i opadał. Aż przygryzłem lekko wargę, starając się nie rzucić na niego i nie zacząć robić mu malinek. To tak wielka pokusa, że nie wiem, czy dam radę długo jej się opierać! Oj, jakaś dziwna siła ciągnie mnie w tę stronę!

 ...

 

 

 

 

 Ze mną naprawdę coś jest nie tak.
___________________________________________________________________________________



6 komentarzy:

  1. Hue hue hue...
    Aomine pedał...
    Hue hue hue...

    Ohayo!
    Melduje się na straży! xD

    Aomine zakochał się w Tygrysku <3
    I te jego przemyślenia xD
    A Kuroko jest jakoś dziwnie spostrzegawczy
    *zboczona minka*
    Jednak najlepszym momentem ever było jak Aho dosłownie rzucił się na Taige *.*
    (No dobra został popchnięty ale ciii~)
    Jeszcze tylko pocałunku mi tam brakowało xD
    Ale tego się jeszcze doczekam i nie tylko tego... xD Odwala mi...

    Weny~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też odwala XD Niech nam razem poodwala XD :P

      Nie zdradzę, co będzie w kolejnych rozdziałach, albowiem sama jeszcze do końca nie wiem, a to, co wiem, jest ścisłą tajemnicą ;)

      Arigatou!! <3 :**

      Usuń
  2. Ha ha ha ha...
    Aomine pedał ...
    Ha ha ha ha...
    Dobra, odwala mi. Przyznaję się bez bicia.
    Barddddzo mi się podobało *.*
    Aoś został "popchnięty" na tygryska...
    (dobrze wiem, że tego chciałeś...)

    Domysły Ahomine na temat Kagamiego.Pozdrawiam xD

    Kiśnijcie się i pieprzcie wreszcie!
    Taa... Jak mówiłam odwala mi xD

    Więc, żeby nie napisać takich głupot jak te pzedvhwilą, które właśnie usunęłam. I żeby nie rozjebać ci mózgu do końca...
    Kończę.

    Pozdrawiam cieplutko, bo za oknem zimno i ciemno (niestety) :-*

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiedziałam od początku, że Daikuś wpadł głębiej w to bagno zwane miłością. *paczy niby wyniosłym wzrokiem dumna, że wiedziała, ale jednak nie**nie wie co jeszcze napisać, bo w sumie tylko na to zwróciła uwagę**i na ilość jedzenia, jaką pochłania Kagami* Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń